Ogłoszenie


#81 2015-08-30 17:50:13

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Jezioro pamięci

   Czerwonowłosy puścił mimochodem słowa blondyneczki, która zapewne nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Dziesiątki napiętych cięciw, dzierżących strzały, raczej nie były najlepszymi kompanami do tego typu rozmów. Wiedział to nawet on, którego ignorancja z reguły sięgała poziomów niezwykle wysokich. No cóż, widocznie trafił na osobę stanowiącą dla niego w tej kategorii zagrożenie.
   Ozwał się głos Pana Lidera, który, nie licząc wplatanych w wypowiedź wyzwisk, nawoływał strażników do zachowania zdrowego rozsądku i lepszego potraktowania tych, którzy przybywali im z pomocą. W jego przemowie dostrzegł dziwną troskę. Miał wrażenie, że ma on na myśli nie tylko całą grupę, ale i każdego z osobna. Ukrył zdziwienie za niewzruszoną maską, spod której spoglądał na lidera klanu, w jaki wcielił się na kilka chwil, przynajmniej na czas wojny. Mężczyzna nie mógł go znać, a mimo to walczył w jego obronie. Na razie słowem, jednak chłopak nie mógł wyzbyć się wrażenia, że jeżeli nadeszłaby taka konieczność, nie wahałby się z użyciem siły.
   Do trwającego w patowej sytuacji towarzystwa dołączyła harda kobieta, która zakomenderowała rozejm. Wezwała do siebie nie tylko lud Chikai, ale również klan Kiyoshich. Adatte zerknął w stronę, gdzie wcześniej dostrzegł kopułę. A więc to jest ten sławny ród z zachodu, który ujarzmił moc tworzenia kryształów. Gdyby nie to, że sam (o dziwo) potrafił posługiwać się Mokutonem, może i by im zazdrościł. Uznał jednak, że mieć takiego sojusznika, z którym stanie się ramię w ramię do walki, to skarb.
   Ruszył za panią pochodzącą z klanu sąsiadów, Ayatsuri, roztrzaskując utworzoną wcześniej, drewnianą zaporę, w drobny mak. Rad był, że żaden z łuków nie wypuścił strzały. Co prawda z założenia wyrastająca z ziemi forma miała ich obronić przed ewentualnym atakiem, jednak Uzumaki sam nie ufał swoim możliwością. Mogło się przecież okazać, że drewno jedynie wyglądało okazale, podczas gdy łamało się przy mocniejszym podmuchu wiatru niczym sucha gałąź.
   - Od wielu lat podróżuję po świecie. W rodzinne strony przygnała mnie wieść o śmierci matki - zdecydował się odpowiedzieć Yukinie, karmiąc ją kłamstwami. No tak, ta jego nazbyt ostrożna natura. A przecież obiecał sobie, że odnajdzie tu towarzyszy na przyszłe lata! Takich, którzy pomogą mu stać się silniejszym, dostać do jednej z elitarnych jednostek klanu, by stamtąd kontynuować poszukiwania osoby jego ojca. No cóż, gratulacje Adatte, teraz będziesz musiał pielęgnować to kłamstwo.
   Nie minęła dłuższa chwila, kiedy dowlekli się do miejsca zebrania. Tam natknęli się na jakiegoś znajomka pani Eri, który okazał się być kolejną szychą. Co on tu do cholery robił? Przecież każdy z nich mógłby go sprzątnąć jednym ciosem. Tym bardziej, jeżeli wyszłoby na jaw, że nie ma praktycznie nic wspólnego z rodem chroniących ziem Chikai...
   Padały kolejne pytania, kiedy Adatte rozpłynął się we wspomnieniach. Choć, w istocie, zapewne zainteresowałby się tym, co sojusznicy z Baigai mieliby do powiedzenia, niezauważenie ich słowa rozpłynęły się, tracąc na wyrazistości.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Akcept by Masaru.

   - On tu dowodzi! - Zakrzyknął nagle łysy Teriju, wskazując na Taro. Wyrwał Uzumakiego z odrętwienia.
   Taro poczerwieniał, nieznacznie kłaniając się. - Z całym szacunkiem, jednak według mnie, jeżeli sama głowa klanu Senju zaszczyciła nas swoją obecnością, to on powinien pełnić zwierzchnictwo. Już spieszę z tłumaczeniem. Ta dwójka tutaj - wskazał na Teriju i Yanę. - To wojownicy na średni dystans. Wykorzystują element drewna, aby wspomóc swoje umiejętności walki wręcz. Satori natomiast jest doskonałym zwiadowcą i preferuje walkę na większe dystanse. Ja z kolei pomagam im w razie kłopotów, jako medyk niskiej klasy. Głównie raczej zajmuję się ubezpieczaniem tyłów i skrzydeł. Ten natomiast... - zamilkł. Jego dłoń wskazywała teraz Adatte, jednak mężczyzna nie mógł powiedzieć zbyt wiele na jego temat.
   Uzumaki przełknął ślinę. Czuł na sobie spojrzenia innych. Poczuł się, jak uwięzione w pułapce dzikie zwierzę.
   - Od kiedy opuściłem akademię, sporo podróżowałem, toteż i nie posiadam jeszcze zbyt licznych atutów bojowych. Liczę jednak na to, że i dla mnie znajdzie się jakieś zadanie.
   Przynajmniej w tej jednej kwestii postanowił być szczery. Może i był ignorantem, jednak nie było mu jeszcze tak spieszno na tamten świat. Preferował zatem przedstawić swe umiejętności takimi, jakimi faktycznie były.
   - A to jest Yuki i teraz powie kilka słów o sobie - dodał szybko, starając się przenieść uwagę tłumu na kogo innego.

Ostatnio edytowany przez Masaru (2015-08-30 22:03:52)

Offline

 

#82 2015-08-30 20:09:40

Yukina

Klan Senju

Zarejestrowany: 2014-11-02
Posty: 383
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Weteranka
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat

Re: Jezioro pamięci

Chwila oddechu, niepewne spojrzenie i napięte cięciwy. Patrzyłam z lekką obawą jak większość strzał jest skierowana właśnie w moim kierunku. Czyżbym to tutaj miała stracić życie? Cofnęłam się o krok, następnie popatrzyłam na sojuszników. Trochę dziwne zostać zabitym, działając po tej samej stronie. Może.. dołączenie do tej wielkiej bitwy było błędem? Złapałam za pierwszego lepszego kunaia i czekałam, aż w końcu nas zaatakują. Jak się okazało, stało się zupełnie inaczej. Strzały zostały lekko opuszczone dzięki tworowi czerwonowłosego, jednakże po młodych ludziach było widać, iż wciąż nam nie ufają. Chciałam im zademonstrować swoje drewno, lecz za nim zdążyłam cokolwiek zrobić, wtrącił się Lider, którego słowa nam nie pomogły. Po wybuchu w kryształową kopułę, zrobiło się jeszcze goręcej, gdyż nasze życie znowu wisiało na włosku. Dopiero uratowała nas kobieta z klanu Ayatsuri, każąca pozostałym do nas nie strzelać. Odetchnęłam głęboko, gdyż nie spodziewałam się, iż naprawdę przeżyje. Czyżby, jednak mój wybór był mądry? Taka niedoświadczona, pchająca się do najsilniejszych ninja. Westchnęłam, po czym pochyliłam lekko głowę. Swojego kunaia schowałam z powrotem do torby, a swoje kroki skierowałam w stronę obozu.
     Otoczenie wyglądało zaskakująco. Namioty, budynki normalnie jakbym trafiła do jakiegoś małego miasteczka, niż do obozu sojuszników Hi no Kuni. Zaczęłam się rozglądać, jednocześnie uważnie słuchając tego, co mówi Adatte. W końcu, udało mu się odpowiedzieć na moje pytanie, jednakże nie było ono zadowalające. Czyżbym mu nie ufała? Jak najbardziej, gdyż pomimo, iż posiadał klanowe KG to nie mogłam mu powierzyć całego swojego życia. Mieliśmy współpracować, lecz do tego potrzebowałam bliższego kontaktu.
- Yhym. Samotnie podróżujesz? Zagadnęłam go, po czym stanęłam w miejscu. Dotarliśmy do miejsca, gdzie przesiadywał Generał. Jako, że mieliśmy jeszcze innych sojuszników to nie zaskoczył mnie widok innych ludzi. Umm.. czyżby to oni byli z klanu Kiyoshi? Ciekawe jak bardzo są silni. Nieco się zamyśliłam, po czym posłuchałam o ciekawej sytuacji ze szpiegiem. W takim razie wróg nie śpi, w dodatku mają parę informacji na nasz temat. Ech, będzie trzeba szybko działać, kto wie czy przypadkiem teraz nie zamierzają zaatakować.
     Kolejne wyjaśnienia, przedstawienia i na koniec sprawdzanie umiejętności nowo przybyłych. Jako, iż byłam w tym gronie, niestety musiałam podzielić się swoimi talentami, których praktycznie nie rozwinęłam. Posłuchałam tego, co mają inni do powiedzenia, po czym spojrzałam w kierunku Taro, który z naszego towarzystwa chyba jako jedyny był medykiem. Raczej dobrze pomyślałam, że chłopaka będzie trzeba za wszelką cenę chronić, inaczej zespół stanowczo na tym ucierpi. Jak wiadomo medyk gra ważną rolę na tego typu wydarzeniach. Po pierwsze to właśnie on leczy rannych ludzi i to nie raz od niego będzie uwarunkowane nasze życie.
     W końcu przyszła kolej na mnie, gdyż stojąc nieco bardziej z boku musiał mnie wydać Adatte, który najwidoczniej nie zniósł presji jaką na niego położyli zgromadzeni.
- Konichiwa, nazywam się Yuki Senju. Moje umiejętności opierają się na walce kataną oraz technikach z żywiołu Doton. Co do KG to mam aktywowane, lecz w boju rzadko używam. Powiedziałam zwięźle, nie owijając zbytnio w bawełnę. Dodatkowe przywitanie się było dowodem szacunku, jakim darzyłam zebrane tu osoby. Jeszcze wypadałoby dodać, coś od siebie,  więc postarałam się na wypowiedzenie tych paru słów.
- Mam nadzieję, że się do czegoś będę mogła przydać - dodałam z uśmiechem, czekając na dalsze instrukcje.


http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8tu1z9vnk1r922azo1_500.gif

Offline

 

#83 2015-08-30 20:20:41

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

     Białowłosy ponownie był w ruchu, tym razem zmierzając ku północnej bramie obozu Gorących Źródeł. Mając w pamięci, że wrogi ostrzał mógł stanowić jedynie rodzaj zasadzki, Samotnik nie pędził już tak gwałtownie jak wcześniej. Kroki stawiał szybko, ale pewnie, by w każdej chwili móc odpowiedzieć na ewentualną ofensywę. W jego świadomości głęboko zakorzeniła się informacja, że na najmniejsze błędy nie ma teraz miejsca. Chwila nieuwagi może oznaczać koniec; mrugnięcia przesądzają o wyniku walki, a sekundy zawahania o życiu towarzyszy. Niewielu potrafi znieść takie nagromadzenie stresu, nawet pośród żołnierzy. Część z pewnością już postradała zmysły, bądź uciekła w panice.
   Ayatane był w swoim żywiole. Serce waliło mu jak młot. Adrenalina niemalże rozpierała go od środka. Yuki prawie stracił nad sobą kontrolę; chciał rozłożyć ramiona, wziąć głęboki wdech przepełnionego rządzą mordu powietrza i zaśmiać się głośno w euforii. Oczami wyobraźni widział, jak otulają go pomarańczowe płomienie, gdy staje na stercie zwłok swych wrogów. Poza nim, martwymi wrogami i oceanem ognia nie istniało nic.
   Trwało to tylko ułamek sekundy. Twarz Samotnika nie zmieniła wyrazu ani odrobinę; oczy powieki nie uniosły się nawet o milimetr, podobnie kąciki ust. Nikt nie wiedział co dzieje się wewnątrz Ayatane, nikt nie mógł wiedzieć. On sam ledwo pojmował swoje uczucia. Na początku próbował z nimi walczyć, odganiał mordercze myśli, bał się ich. Teraz jednak to one dawały mu siłę, pozwalając utrzymać się niemal w każdej sytuacji. Białowłosy zmieniał się w przerażający sposób, samemu tego nie dostrzegając...

     Wcześniej, podczas procesu wydawania rozkazów, Yuki cały czas milczał. Jego wzrok śledził kolejne osoby, przychodzące do oraz wychodzące z obozu. Swoją drogą, do towarzystwa w międzyczasie dołączyły kolejne znajome twarze. Miyaguchi, Yoh i zamaskowany Matsuo stali obok postaci lidera, każdy wyczekując na polecenia. Te usłyszeli najpierw od czarnowłosej kobiety, choć nie skierowane bezpośrednio do nich. Przemowa Setsuny Uchiha z każdym słowem nabierała energii, jednocześnie z głośnością. Ayatane uśmiechnął się lekko, gdy przywódczyni czerwonych niemal wykrzyczała ostatnie zdanie. Chłopak wyobraził sobie, jak liderka wywołuje falę uderzeniową, wywracając wszystkich w namiocie na łopatki. No może nie licząc Yoha. Tak czy inaczej, Yuki dopiero po chwili zorientował się, że przybrał postawę gotową do odparcia ciosu, co jeszcze bardziej go rozbawiło. Wtem jednak głos zabrał Ichuza i białowłosy natychmiast spoważniał. Polecenie było krótkie i zwięzłe - wspomóc północną bramę. Do zespołu został przydzielony również czerwonowłosy Sabaku, na co Aya zareagował zadowoleniem. Cieszył go fakt, że będzie miał okazję do walki ramię w ramię z innym Samotnikiem, a nie tylko wojownikami Uchiha.

      W tym momencie Yuki dotarł już na tyle blisko celu, by móc dostrzec światło karmazynowych płomieni, pochodzące z wstrzelonych wcześniej strzał. Bohater odgarnął włosy na tył głowy, w celu uniknięcia ewentualnych komplikacji. Kilkanaście sekund wstecz pozwolił wyprzedzić się posiadaczom Sharingana i sam zajął pozycję nieco z tyłu, by móc razić przeciwników na swój ulubiony dystans. Nie wiedział na co dokładnie ma się przygotować, lecz na wszelki wypadek wyciągną prawicę nieco przed siebie, dzięki czemu ograniczał zbędne ruchy do minimum, w wypadku obrony.


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#84 2015-08-30 23:19:00

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 330

Re: Jezioro pamięci

Pole walki



    Pierwsza salwa dotarła do ziemi, jednak w wyniku silnego wiatru tylko nieliczne trafiły w ogrodzenie, wzniecając zdecydowanie mniejszy ogień niż można by się spodziewać. Większość wylądowała znacznie z boku podpalając trawę co też mogłoby niebezpieczne, jednak zdecydowanie efekt był mizerny jak na taki atak. Łucznicy nie wydawali się być jednak w najmniejszym stopniu zawiedzeni, wyglądało na to, że wszystko idzie zgodnie z planem, a pierwszy strzał służył właśnie po to aby przy drugim wziąć poprawkę na wiatr. Ponownie strzały opuściły kołczany, tym razem podążając ku właściwemu celowi.
- Porzucić pochodnię, odwrót! - zabrzmiał głos oficera, który z niepokojem przyglądał się zgrai pędzącej na spotkanie z jego odziałem, wyróżniała się w nim zwłaszcza trójka ninja z klanu Yuki która wyraźnie wyprzedzała resztę. Okazało się bowiem, że Akemi wybierając 5  "najbardziej doświadczonych" ninja z klanu Yuki wziął ze sobą po prostu wszystkich śniegusków zgromadzonych w obozie z wyjątkiem Ayatane, który z pewnością zaliczał się do najbardziej doświadczonych ninja z klanu jednak zdecydował się pozostać przy Ichuzie. O obecności samego zastępcy lidera samotników, oddział zdał sobie sprawę dopiero gdy z powietrza spadł na nich jego klon. - Rozproszyć się, unikać konfrontacji.. dalsze słowa zostały zagłuszone przez serię 5  wybuchów następujących po sobie. O dziwo pierwszy wybuch nastąpił zanim jeszcze, którakolwiek z kul Akemiego zdołała wylądować. To klon wybuchł, a raczej jego najbliższy cel, zabierając klona ze sobą. Oczywiście nie obyło się bez start, klon zdążył porazić kilkanaście osób, które zniknęły wraz z nim w eksplozji. Następne eksplozję były coraz mniej skuteczne na skutek rozproszenia się łuczników. W ich wyniku dosłownie zniknęło ze świata żywych blisko 30 żołnierzy kraju ognia, prawie drugie tyle odniosło rany i to do nich właśnie po chwili dotarły wilki, stado śnieżnych wilków stworzone przez samotników bez litości rozszarpywało rannych na strzępy. Oddziały ognia nie starały się nawet odpowiadać na atak , jak najszybciej wycofując się do rzeki. Z ust obrońców wydarł się okrzyk tryumfu, mimo, że żaden z nich nie musiał zabrudzić swojej broni krwią odparli atak przy pomocy 4 samotników. Teraz jednak każdy z nich starał się wyglądać strasznie i potrząsał swoją bronią jakby przed chwilą przy jej pomocy zabijał żołnierzy ognia.

Obóz ognia.



    Yunoichi spojrzał na posła wyrzutków ze wzrokiem z dużą dozą pogardy. Spojrzenie zdawało się wytykać posłowi to, że jest cywilem, ba nie zwykłym cywilem, politykiem, dyplomatą. Człowiekiem, który walczy za pomocą słowa, nigdy nie narażającym się, za to bez skrupułów wykorzystujących innych. Ten człowiek nie miał pojęcia o wojnie, a vice generał kraju ognia nie zamierzał tracić czasu aby wszystko mu tłumaczyć, mimo wszystko musiał.
- Czy mam do czynienia z wielkim generałem, który wie jak się wygrywa każdą bitwę czy posłem z kraju wyrzutków - powiedział wyraźnie zirytowany, zaś gdy wymieniał tytuł posła wcale nie zabrzmiało to jak tytuł. - Kiedy zadaję jakieś pytanie to mam ku temu powody i oczekuję odpowiedzi. Znasz 5 zasad prowadzenia zwycięskiej wojny? Zapewne nie i to dlatego ja dowodzę wojskiem, a ty jesteś posłem. Umiejętne wykorzystanie czasu i przestrzeni to podstawy mojej sztuki. Po co mam tu przyprowadzać wyrzutków jeżeli mogą okazać się bardziej potrzebni tam gdzie są? Być może mogą zaskoczyć przeciwnika, być może jesteście w położeniu, który umożliwi atak na tyłu wroga. Być może zaoszczędzimy czasu jeżeli to ktoś od nas uda się do wyrzutków? Nie wiem nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie ponieważ nie wiem gdzie znajdują się twoi bracia. Być może znajdują się na terenie, który zaminowaliśmy notkami i czeka ich zagłada? Być może właśnie teraz są myleni z wrogiem co może prowadzi do ich unicestwienia? - zamilkł na chwilę aby podkreślić swoje słowa i dać je przemyśleć swojemu rozmówcy, a może sam myślał nad słowami posła. - Nie mogę zagwarantować tego o co prosisz, nie mogę z góry gwarantować poparcia nie wiedząc co planujecie. Nie sądzę tęż aby społeczeństwo kraju ognia przyjęło takie rozwiązanie, wywodzicie się w końcu właśnie stąd, jesteście uciekinierami z kraju ognia, potomkami zdrajców. Nie wykluczone jednak, że wasza pomoc może być odebrana pozytywnie jako akt pokuty za dawne zdrady.  Nie patrz tak na mnie wbrew wszystkiemu macie więcej do zyskania podczas tej wojny. Uchiha zostali wygnani z kraju burz, więc ich wytępienie podczas wojny może być jedynie odebrane pozytywnie przez ich władze. Co do samotników to są tutaj nasz wywiad potwierdził obecność ich najwyższych władz.  Wygrana nad nimi zapewni wam tylko lepszą pozycję, być może nawet zaczniecie otrzymywać więcej zleceń w końcu kto zatrudni przegranych? Co zaś się bijuu tyczy to są bajki. Czy ja wyglądam na mistrzu 6 ścieżek? Te bestie to zwykła legenda, bajka utworzona aby straszyć głupców. Przyznam, że ostatnio po obozie krążą niepokojące plotki, ale to tylko przestraszeni idioci, bojący się prawdziwej wojny i usprawiedliwiający swój strach. Nie należy przejmować się głupcami.
Mogę Ci jednak zaoferować podobny układ jaki uzyskał klan Ayatsuri. Gwarancję zwolnienia z cła w przypadku handlu przez nasze porty, także ten zdobyty niedawno właśnie w tej prowincji kraju ognia. Oraz indywidualne nagrody 100 ryo za każdego zabitego żołnierza wroga, 1000 ryo za ninja oraz 50 tysięcy ryo za przywódców Ichuze Futago,  Akemiego Kakukoro oraz tą kobietę Uchiha. Oczywiście niezbędne, będą dowody. Mamy medyka, który jest w stanie to rozpoznać po małych fragmentach ciała, popularne są palce.
- oświadczył z uśmiechem, rozpinając koszulę z wysokim kołnierzem pod którą znajdował się naszyjnik z dwudziestu ludzkich palców i uważnie przyglądając się jakie wrażenie to tworzy na pośle.- Umowa stoi?

    Generał ze stoickim spokojem przyjmował wytłumaczenia przedstawicieli klanu Kiyoshi jego wyraz twarzy nie zmieniał się przez cały czas trwania wypowiedzi poszczególnych członków kryształowego klanu. Opowieść członków klanu była jednak dość chaotyczna i nie przedstawiała pełnego obrazu sytuacji, skinał więc ręką na mężczyznę z klanu Ayatsurii. Ten zareagował natychmiast wyglądała na to, że miał sporo respektu do generała, po chwili wyszeptał mu do ucha swoją wersję opowieści, wyglądała not, że nie był w stanie jej zbytnio podkoloryzować, bo wystarczyło jedno znaczące spojrzenie dowódcy i cały stał się biały jak papier. Następnie to samo surowe spojrzenie padła na młodego Kimariego.
- Młodzieńce chcesz mi powiedzieć, że mieliście pewności z kim macie do czynienia i komu możecie zaufać, mimo to przyszliście tutaj jak świnie na rzeź w ślad za tą samą osobą, która was poinformowała o szpiegu? Czy w takim wypadku nie powinniście pochwycić go również i dopiero po przyjściu tutaj upewnić się, że można go uwolnić? Przemyśl lepiej swoje słowa, gdyż dla mnie pozbawione są one sensu. - następnie zmierzył wzrokiem Ayamaru - Może lepiej było pozwolić wam zginąć aby pochwycić szpiega, nie wiemy jakie informacje posiadała i czego chciała ta dziewczyna i już się tego nie dowiemy. Informacje mogą być cenniejsze niż 8 żywotów, mogą nas kosztować setki, a może nawet tysiące istnień. Potrafię zrozumieć twoją motywację, jednak nie potrafię zrozumieć twoich działań. Utworzyłeś wyjście z waszej, ale i  jej pułapki w miejscu najgorzej zdolnym do obrony. Mieliście wyraźną przewagę liczebną mogliście to wykorzystać. Czy nie możliwe było wydostanie się w inny sposób. Choćby pod ziemią z opowieści wynika, że umiesz się pod nią przemieszczać, Ukształtowanie terenu nie jest wyczuwalne przez sensorów, ponadto takie wyjście można by łatwo obronić. Czy nie dało się stworzyć drugiej kopuły która oddzieliła by was od trucizny. Zapewne nawet sobie nie wyobrażam do czego tak na prawdę jesteście zdolni, ale nawet słysząc to co usłyszałem widzę lepsze wyjścia. - odwrócił się tyłem do zgromadzanych i przeszedł trzy kroki, przeciągając palcem po swojej bliźnie, wyraźnie zastanawiał się co zrobić z Kiyoshimi. Naglę odezwał się odwracając, najwyraźniej podjął decyzję. - Masanobu-san ufasz mu? - spytał wskazując na Ayamaru.
- Tak Raidenie, powierzyłbym mu swoje życie to prawdziwa elita naszego klanu.
- A jednak chcesz mi wmówić, że nie zauważyliście szpiega, który podążał bóg wie ile waszym śladem?
- Starzeję się moje zmysły nie są już takie bystre jak kiedyś, oni są wciąż młodzi, wciąż się uczą, nawet elita ma braki.
- Dobrze więc ufam Ci, ufam tak samo jak generałowi Gamatowi, który jako szeregowca posyłał mnie w bój w wojnie mistrzem by później zdradzić przed ostateczną potyczką, to właśnie w wojnie przeciwko niemu zdobyłem tą bliznę. Nie Kiyoshi potrzebuje od was więcej, nie powtórzę błędów z młodości. Masanobu zostaniesz ze mną, będziesz tutaj gościem. Twoje doświadczenie przyda się w namiocie dowodzenia, a twoje starcze ciało będzie miało okazję odpocząć. Pozostali zaś stworzą oddział do najniebezpieczniejszej roboty, komu przekazujesz dowodzenie?
- Ayamaru, tak jak wspomnąłem to elita naszego klanu - radny musiał zdawać sobie sprawę, że właśnie został zakładnikiem w rękach kraju ognia, nie wahał się jednak ani chwili. W końcu od pomocy lekarskiej zależało los wielu jego bliskich, a za bliskich uważał każdego Kiyoshiego. W dodatku nie zdziwił się nawet gdy generał bez pytania wiedział, że to on przewodzi. Wyglądało na to, że faktycznie łączyła ich wspólna przeszłość.
- Dobrze więc, niech tak będzie, w końcu to po części twoja wina. Ich życie będzie w twoich rękach, jednak to by było za prostę. Twoje życie, będzie w moich. Eri jesteś w stanie wykonać pieczęć?- zwrócił się do kobiety która wyglądała na nieco zaskoczona pytaniem , ale potwierdziła pewnym  skinięciem głowy. Wytłumacz mu moje warunki, pamiętajcie że medycy wciąż mogą zostać odwołani
- Nakładanie pieczęci zajmie godzinę, po tym jak będzie nałożona wybuchniesz, nie od razu, może nawet w ogóle. Jednak gdy skończy Ci się chakra automatycznie się aktywuję niszcząc wszystko w promieniu  6 metrów wokół Ciebie. Oczywiście ja mogę ją aktywawać w każdej chwili, gdy nie spodoba nam się twoje zachowanie.
- To nie będzie konieczne, to ja dowodziłem oddziałem podczas tego wydarzenia, jeżeli czyjakolwiek postawa budzi wątpliwości to właśnie moja.
- On albo wracacie do domu, a nasi medycy do naszego, twój wybór Ayamaru Kiyoshi. Kto wie jak dobrze się spiszecie może nawet pozwolę wam ubiegać się o nagrody. - powiedział porzucając  Kiyoshich. Tym razem swoje spojrzenie skupił na Senju, którzy dopiero co się przedstawiali, prezentując swoje niskie raczej właściwości bojowe.
- Więc po to tu jesteś, Mamoru-san? Wiele o tobie słyszałem, muszę przyznać że trzeba mieć stalowe nerwy aby odmówić pomocy lordowi, na którego ziemiach się mieszka. Nie podejmujesz dowodzenia, więc nie przysłałeś ich tutaj. Żółtodzioby odpowiedziały na wezwanie lorda, nie wiedząc że jesteś temu przeciwny? Czy pozostała dwójka jest lepsza? Czy nie lepiej byłoby tu przybyć całym klanem, pomyśl nad tym gdy będzie po wszystkim, pomyśl ile żyć mogłeś ocalić. - ponownie przejechał ręką po swojej bliźnie, znak że się zastanawia. Po chwili wreszcie podjął w zupełnie innym tonem, jakby wreszcie zdał sobie sprawę, że mówi do sojuszników.- Mniejsza o wasze umiejętności, rad jestem, że klan Senju zjawił się w moim obozie. Jesteście symbolem tego kraju. Jeżeli plan ułożony wspólnie z Eri się powiedzie wkrótce przystąpimy do ostatecznej ofensywy. Pragnę was widzieć w pierwszej lini, miażdżących przeciwników. Dla Senju specjalna stawka tysiąc Ryo za każdego zabitego ninje, dwa za uchihe, za każdego z ich dowódców 50 tysięcy ryo. Mam nadzieję, że wszyscy spotkamy się tutaj gdy ta wojna się skończy, a wy rozpowiecie o hojności lorda wśród braci i sióstr. Na razie jednak możecie odpoczywać, wezwę was gdy będziecie do czegoś potrzebni. Widzicie tą flagę? - Wskazał na tą najbardziej po prawej. - Gdy będziecie potrzebni zwinę ją, wtedy powinniście tu przybyć. Aha jeszcze nim odejdziecie potrzebujecie opasek. - odsłonił swój nadgarstek, na którym miał opaskę, ją również przesunął pod nią zaś był charakterystyczny znak odmalowany na skórze atramentem. Po chwili jeden z przybocznych przyniósł identyczne opaski dla przybyłych ninja. - Nie mamy odpowiedniej liczby sensorów, a odkąd zobaczyłem ninja, który zmienił swój wygląd , stałem się niezwykle nieufny. Opaski są nasączone atramentem, zostawiają znak na skórze, łatwo go zmyć. Nie można się zmienić w coś czego się nie wie.

Wyrzutki


    Ciepła krew spływała po dłoni Yoshiro, chłopak jednak starał się tym nie przejmować. Zapewnę pod wpływem adrenaliny zarówno krwawienie jak i ból nie wydawał się problemem. Postanowił skupić się na polecaniach wydanych przez lidera organizacji, mimo wyraźnych wątpliwości, że sobie poradzi. Faktycznie nie wzbudził strachu w przesłuchiwanym i nie usłyszał nic nowego, bowiem jeniec w kółko powtarzał tylko jedno zdanie.- Wróg w lesie. wróg w lesie. Wróg w lesie - tym razem jednak nie krzyczał, po prostu powtarzał te słowa niczym mantrę jakby w ten sposób chciał odwrócić sytuację. być może faktycznie tak się działo w jego głowię, zdawał się bowiem nawet nie słyszeć pytań zadawanych przez Wyrzutka. Może nie tyle słyszeć co rozumieć, bo na każdy dźwięk reagował nasileniem swojej litanii.
  Tymczasem Shisnsaku postanowił pochwycić pozostałą dwójkę  przeciwników z pierwszym nie było większych problemów został natychmiast pochwycony przez kruka i niemal równie szybko owinięty zwojem, aby nie uczynić problemów. Z niedowierzaniem spoglądał na gliniany twór jakby ujrzał właśnie coś przerażającego. Sytuacja z drugim była wyraźnie trudniejsza, ten bowiem nie przejął się groźbami i starał się wyminąć wyrzutka, który mimo wyraźnych gróźb nic mu nie zrobił. Wręcz przeciwnie na twarzy uciekiniera pojawił się uśmiech gdy niemal poczuł ostrze na własnej skórze, jakby delektował się tą możliwością. Być może ocenił. że lider wyrzutków nie jest w stanie zadać ostatecznego ciosu być może był masochistą. W każdym razie zignorował ostrze i wyrzutka najzwyczajniej w świecie starając się go obejść i ruszyć dalej.

Yocharu zachował ostrożność o ile można tak nazwać nie robienie niczego w obliczu spotkania nieznanego. Może nie kompletnie niczego postanowił on bowiem przyjrzeć się dokładniej wojownikowi, który zdawał się go nie zauważać. Nie wiedział bowiem po, której stronie mógł walczyć, na jego ubiorze nie było żadnych symboli. Ciężko było stwierdzić też czy to sensor, żołnierz czy ninja. Czy jest silniejszy czy słabszy? Jakie może zamiary, gdy Uchiha mu się tak dokładnie przyglądał próbując dowiedzieć się czegoś więcej ten zwyczajnie zniknął. No dobrze z w znikaniu nie ma nic zwyczajnego jednak w jednej chwili tam był w następnej nigdzie nie można go było zauważyć. Jednak nie oznaczało to końca problemów samotnego Uchihy. Gdyż wkrótce w pobliżu pojawiła się kolejna dwójka, tym razem na ich ubraniu wyraźny był symbol kraju ognia w rękach zaś dzierżyli włocznie, po jednej na rękę co nieco utrudniało i m poruszanie po gęstym lesie.Strój oraz nagłe zniknięcie. pozwalało na wysunięcie wniosków, że nie byli sojusznikami z poprzednim gościem.

Obóz źródeł


    Samotnicy powoli zbierali się do działania, pierwszy z inicjatywą wyszedł Ayatane, chłopak jakby przebudził się z letargu i natychmiast wyszedł z inicjatywą do swojego lidera. Jego zainteresowanie wzbudziła północna cześć obozu, niemal wyludniona w wyniku działania wiatru. Właśnie tam bowiem wiatr, który nie oszczędzał włosów samotnika, zwiał większość toksycznych oparów, które wystrzelono wcześniej. W trującej chmurze nie można było zbyt długo przebywać jeżeli chciało się zachować życie. Dlatego też nie dziwi fakt, że obóz w tamtej części wyludniał. Nie stanowiło to jednak większego problemu pod względem taktycznym, bowiem tak samo jak niemożliwym do obrony stawał się niemożliwy do ataku. Chyba, że przeciwnik posiadał jakiś środek neutralizujący działanie toksyn, ale nawet wtedy strzelanie w tym kierunku z płonących strzał miało mało sensu. Chyba, że ich celem było podpalenie obozu, z pewnością akcja gaśnica w tamtym rejonie do łatwych nie będzie należała jednak nie była niemożliwa,  a straty wciąż pozostały by małe. Lider Samotników również zauważył problem, dlatego postanowił  przydzielić swojemu ulubieńcowi obstawę w postaci Miyaguchiego. Mężczyzna bowiem właśnie powrócił z poszukiwań lekceważąc dziwne znalezisko. To samo zrobił Yoh odpuszczając przygniecionych atakiem trebuszy ludzi skazując ich tym na śmierć. Zadaniem grubasa Akimichi i Matsuo było ochranianie liderów ninja walczących po stronie źródeł. Problem w tym, że podczas napadu choroby Ichuza opuścił swoją partnerkę. Dopiero teraz reszta samotników zajęła się czymś pożytecznym, ogólnym poprawianiu obozu, pomocy przy rannych i naprawianiem szkód poczynionym w wyniku ataków dystansowych. Wcześniej wielu ludzi chciało się czymś zając jednak nikt nie miał w sobie tyle jaj aby poczynić to bez rozkazu ze strony osób dowodzących.
    Yuki ruszył zgodnie ze swoim zamierzaniem w kierunku północnej bramy, dokładnie widział unoszący się dym miał bowiem kolor purpury mimo to nie był gęsty i był dość przezroczysty by zapewniać niemal normalną widoczność. Od samego przebywania w pobliżu można było poczuć ból głowy. Zgromadził się przy północnej bramie oraz ogrodzeniu tworząc nieprzeniknione pasmo na odległość około 20 metrów. Wszystko wskazywało na to, że  to właśnie dym był celem strzelców. Chociaż pierwsza salwa nie zdołała w niego trafić, to ponowny rozbłysk światła oznaczał drugą, która według szybkich rachunków trajektoria lotu i siły wiatru, pownna trafić własnie w  gazową chmurę. Yuki nie był jedyną osobą, która kręciła się w okolicy, pomijając towarzyszącego mu Miyaguchiemu, pojawiła się tu też trójka Uchiha wysłanymi zgodnie z polecaniami Setsuny.
    Liderka Uchiha przebywając w namiocie sam na sam ze swoim najbliższym współpracownikiem, okazało nieco więcej emocji niż do tej pory. widać było, że ma jakiś plan i pragnęła jak najszybciej przystąpić do realizacji . Pierwsza trójka ninja została odesłana ku północnej bramie, Soichoru nie czekał długo z przedstawieniem kolejnej trojki.
- To jest Logen zapewnię, że jego umiejętności sensoryczne są na najwyższym poziomie i z chęcią przysłuży się klanowi. - mówiąc to mrugnął do Uchihy jakby chciał powiedzieć, że to jest jego szansa i nie ma co obniżać swojej wartości. - Seuzo zaś bardzo pragnie się przydać jest młody, ale wydaję mi się że jego zapał dobrze kontrastuję z doświadczeniem Logena. A to jest... właściwie zapomniałem spytać, ale lepsza trójka niż dwójka. - starał się zaśmiać jakby to był dobry żart, ale nie wyglądało jakby było mu do śmiechu.

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2015-09-03 13:27:13)

Offline

 

#85 2015-08-31 14:27:55

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Jezioro pamięci

     Gdy chłodny wiatr przeszył me ramiona, a ciarki rozeszły się wzdłuż kręgosłupa, osunąłem się o twardy kamień i zwróciłem w kierunku wyrzutków, którzy zajmowali większą część obozu. Spostrzegłem na niebie kruka, który lądując niedaleko nas podrzucił Shinsaku w pełnej okazałości. Nie spodziewał się jednak, że obejmę dowództwo oraz pokieruję posłami odpowiedzialnymi za negocjację. Uniosłem prawą brew nieco wyżej, a na mej twarzy wymalowało się zdziwienie. Nie rozumiałem, a raczej nie łączyłem wielu faktów w jedną całość. Pogubiłem się w rzeczywistości. Bez odpowiedzi pozostawiałem pytania, czy przed sobą mam prawdziwego przywódcę, czy może raczej jego klona. Czy w siedzibie spotkałem sobowtóra, czy może nie. Wzruszyłem ramionami, zerkając na dziewczynę, która udała się do obozu źródeł. Niestety jej marsz został przerwany przez niespodziewany atak ognistych żołnierzy. Biedna musiała uciekać, choć podróż ukróciło jej jakieś stworzenie. Odwróciłem wzrok zupełnie nie interesując się przebiegiem tychże wydarzeń. Skupiłem się jednak na mężczyźnie, który wyłonił się zza drzew. Wyglądał na przestraszonego, odziany w lekką zbroję, w dłoni trzymał włócznie i machał nią w kierunku wszystkich zgromadzonych. Zaśmiałem się, nie ukrywam. Wyglądało to przekomicznie. Bezradny człowiek, który może teraz wdać się w nasze łaski.
     Moja radość zniknęła dopiero po tym, gdy wszczął alarm. Zaczął się drzeć, a Yoshiro nieumiejętnie go zaatakował. Oberwał w prawą dłoń, której wcale szkoda mi nie było. Chłopak jeszcze niedoświadczony, więc na błędach nauczy się najwięcej. Uwagę zaś przykułem do dwóch sylwetek, które zaczęły uciekać. Podparłem się nogą o grunt, by rozpocząć pościg, lecz w tym wyręczył mnie Shinsaku. Odprowadziłem go wzrokiem ponad czubkami drzew. No i ponownie zostałem bez żadnego zadania. Spojrzałem na Akamiego, masywnego bydlaka, którego nie dane było mi poznać. Podszedł do mnie bardzo wolno, choć z każdym krokiem budził we mnie nie pokój. Ostatecznie chciałem go odepchnąć, bojąc się, że zrobi mi krzywdę. Nieobliczalność, to jedyna cecha, która zawsze widnieje na jego twarzy. Wręczył mi jednak list, czy może zwój nieznanego pochodzenia. Rozpakowałem go delikatnie i starannie, by nie naruszyć cennej zawartości. Wzrok spoczął na literkach, zagłębiając się w treści. Nie wiedziałem czego mogę się spodziewać.
     Ze skupienia wyrwały mnie cykliczne słowa pojmanego mężczyzny. Yoshiro nie poradził sobie w jego przesłuchaniu, nie budził żadnego lęku swym wyglądem ani zachowaniem. Dziw mi nie było. Obszedłem wyrzutków, by nikogo po drodze nie trącić i doszedłem do dwójki drących się. Moja prawa dłoń owinięta metalową linką spoczęła na ramieniu czarnowłosego wyrzutka. Pokiwałem głową raz w lewo, raz w prawo.
   - Nie ma różnicy pomiędzy tobą, a nim. Obydwoje zdradzacie nasze położenie. - Uniosłem brwi, a te wygięły się tworząc dwa łuki. Przekrzywiłem usta, a twarz idealnie odwzorowała niezadowolenie, lekki grymas. Metody chłopaka nie były skuteczne, jednak starał się, a to było cenne zachowanie. Akami w ogóle nie postanowił zainterweniować, więc rzuciłem mu szydercze spojrzenie. Zapewne martwi się tylko i wyłącznie o własne cztery litery. Typowa kupa mięśni.
     Yoshiro nie znalazł żadnego krzesła na którym mógłby posadzić mężczyznę. To raczej oczywiste skoro rozbiliśmy obóz wysoko w lesie. Nie ma możliwości, że ktoś na wojnę targałby jeszcze taborety, szczególnie w tak małym oddziale. Przesłuchiwany siedział więc na kamieniu, bądź na mokrej trawie, bez różnicy. Podciągnąłem go jedną ręką i przysunąłem do drzewa z pomocą jednego wyrzutka. Stał obok, nie miał ciekawszych zajęć, a nie chciałem zanudzić własnych braci na śmierć. Shinsaku nie podjął jeszcze żadnych kroków, a czekanie na posłów stawało się coraz bardziej monotonne. Metalową linką, która spoczywała na mej prawej dłoni, obwiązałem mężczyznę wokoło masywnego trzonu drzewa. Zacisnąłem ją mocno, by się nie wyrwał, a także odczuwał dyskomfort. Odszedłem kilka kroków dalej, myśląc, jak rozwiązać sytuację bez pomocy kogoś innego. Sięgnąłem do pleców, zza których wystawała czarna rękojeść. Wyciągnąłem ostrze i zacząłem obracać w dłoni. Błyskawicznie toczyło koła w powietrzu. Zatrzymałem je dopiero wtedy, gdy znów znalazłem się blisko żołnierza z kraju ognia. Nie omieszkam twierdzić, że zranienie go może przynieść negatywne skutki. Gdyby dowiedzieli się o tym jego generałowie, prawdopodobnie Kraj Ognia nie przyjąłby naszej propozycji.
   - Nie potrafisz mówić? Nie potrafi mówić. - Klęknąłem przy mężczyźnie. Zwróciłem się do niego cichym głosem, a potem nieco głośniejszym do swych braci. Ci jednak nie wydawali się zbytnio zainteresowani całym zajściem. Skupili się na wyszukiwaniu innych potencjalnych szpiegów, bądź wrogów. Bardzo mądrze. Mogłem całą uwagę przeznaczyć na przesłuchanie jegomościa wraz z Yoshiro. Do niego zwróciłem następne słowa.
   - Jak myślisz, co powinniśmy z nim zrobić? Ah, wiem. Nie może w końcu mówić. - Ścisnąłem mocno ostrze, a drugą, wolną ręką złapałem go za gardło i mocno ścisnąłem. Liczyłem, że otworzy swoje usta, w końcu każdy w takim przypadku pragnąłby zaczerpnąć powietrza. Ostry koniuszek metalu włożyłem mu do ust, muskając lekko wargi. Szybkim ruchem naciąłem policzek tnąc wzdłuż linii szczęki. Poszerzyłem jego usta z jego strony tak bardzo, że wyglądem przypominał filmowego Jokera. Ból musiał być nieznośny, lecz krzyku wydać także nie mógł. W końcu ma dłoń spoczywała na jego gardle. Po nacięciu uwolniłem go z uścisku nie chcąc, by stracił przytomność z powodu niedotlenienia. Uśmiechnąłem się niemocno, podsuwając mu myśl, że nie musi więcej cierpieć. Kiwnąłem głową bez żadnego powodu, znowu spoważniałem i wbiłem tantou w jego prawą stopę.
   - Nie krzycz, bo rana na twojej twarzy będzie się powiększała. Zamiast tego odpowiedz na pytania, które zadał Ci ten chłopak. - Kciukiem przez ramię wskazałem Yoshiro. Nie powstałem, nadal klęczałem nie zachowując bezpiecznej odległości od mężczyzny. Był niegroźny, przynajmniej do momentu, aż nie odwiążę metalowej linki. Czekałem, aż wszystko ładnie wyśpiewa. Jak mówiłem, krzyczeć teraz nie może, no chyba, że chce rozrywać głębiej ranę. Z mówieniem normalnym problemów mieć nie powinien. A sam ból miał za zadanie wyrwać go z obłędu cyklicznego powtarzania tych samych słów.
     W pewnym momencie zwróciłem wzrok w stronę reszty wyrzutków. Na mej twarzy malowała się powaga oraz brak cierpliwości. Wyciągnąłem lewą dłoń w ich stronę. Słowa skierowałem w stronę najbliżej dziewczyny, bądź chłopaka. Bez większej różnicy.
   - Potrzebne będą mi dwa bandaże. - Po wypowiedzi wzrok ponownie skierowałem na przesłuchiwanego i czekałem.

Offline

 

#86 2015-08-31 17:16:36

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Wszystko szło zgodnie z planem. Oczywiście mogłem się tego spodziewać, że mój klon rozproszy łuczników, dzięki czemu przez moje kule zginie o połowę mniej ludzi, ale w mojej głowie układał się dodatkowy plan, który powinnien załatwić ich już całkowicie. Obserwowałem przez cały czas całe zajeście, jednak nie opuszczałem ani przez chwilę gardy. Musiałem być gotowy do ewentualnej obronny. Dym zaczął opadać, a ja zauważyłem ja wszyscy żywi łucznicy udają się do rzeki. To jeszcze bardziej ułatwiło mi wymyślenie planu doskonałego. Wykorzystałem fakt, że byłem od nich znacznie szybszy, dlatego też przybliżyłem się nieco do nich, tak by być jakieś sto metrów od nich, kiedy oni przeprawiają się przez rzeke niezbyt szybkim tempem, a przynajmniej nie takim jakim by szli ninja. Słyszałem jak cieszą się jakby z nami wygrali. Prawda zrobili na mnie wrażenie, bo mimo tego, że stracili wielu ludzi to dalej byli pewni tego, że są wstanie jeszcze coś zdziałać. Ta ich radość... Jeszcze większą przyjemnością będzie zabicie ich wszystkich jednocześnie.

      To był idealny moment na to by wykorzystać ich słabą pozycję. Zacząłem składać pięczęci, a wokoło wszystkich łuczników, którzy znajdowali się w rzecze lub po za nią, pojawiły się cztery filary. Z nich w ułamku sekundy wydobyła się fala elektryczności. Można było już uznać, że to był ostateczny atak na moich wrogów. Oczywiście nie zdziwie się jeśli przeżył jeden lub też i jego kolega. Nie byłem przekonany do tego by pozostawiać niedobitki na polu walki, dlatego stworzyłem jednego klona, który złapał za trzy kunaie. Miał obserwować czy wszyscy przeżyli, jak znajdzie rannych to ma ich dobijać. Nikt nie może pozostać przy życiu.

      Ja postanowiłem wrócić do obozu, by wraz z moją drużyną zregenerować straconą energię. Podbiegłem do nich i z dowódczym tonem głosu wydałem rozkaz - Wracamy do obozu, musimy zdać raport i zregenerować energię. Ja pobiegne pierwszy, by jak najszybciej znaleźć się w obozie - wypowiedziałem te słowa, po czym wystartowałem z dużą prędkością [szybkość 370]. Znalezienie się w obozie było bardzo istotne, a ja i moja drużyna pamiętaliśmy doskonale drogę do naszej "bazy".

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

- Shichū Shibari - użyta technika

Offline

 

#87 2015-08-31 19:41:45

Yoshiro

Martwy

50579205
Zarejestrowany: 2015-01-10
Posty: 206
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Płeć: Męzczyzna
Wiek: 24

Re: Jezioro pamięci

      Tak jak można było przewidzieć, jeniec niespecjalnie przejął się tym, co mówiłem. Nie wyglądam zastraszająco, a i nie mam zbytniego doświadczenia w przesłuchiwaniu więźniów. Mimo przeciwnieńśw, próbowałem zrobić to tak dobrze, jak tylko pozwalają mi na to umiejętności. Każda z informacji wyjawionych przez intruza mogła być niezwykle przydatna w czasie wojny, on jednak w koło powtarzał te same słowa...
      Niebawem, Yoshi zdecydował się na jakieś konkretne działania. Postanowił przesłuchać przybysza, a tym samym odciążyć mnie od tego, bardzo nieprzyjemnego zadania. Nie ma wątpliwości, że jest on dużo bardziej doświadczony w tego typu rzeczach, dlatego pójdzie mu to wiele lepiej. Minęła zaledwie chwila, a on już brał się za mężczyznę. Podszedł do tego bardzo poważnie, czyli dokładnie tak, jak powinno się do tego typu zadań podchodzić. Błyskawicznie przywiązał go do pnia drzewa, a potem wziął się do roboty. Jego metody, w porównaniu do moich, wydawały się bardzo drastyczne, co prawdopodobnie poskutkuje lepszą skutecznością. Przy odrobinie szczęścia może dowie się czegoś konkretnego. Sam uczeń lidera wydawał mi się jednak coś nie w sosie, jakby był lekko poddenerwowany. Sypnął nawet jakimś niezbyt przyjemnym tekstem w moją stronę. Z drugiej strony, mamy wojnę, a więc powodów do smutku czy gniewu było wiele.
      Ja tymczasem, bacznie obserwowałem mojego przełożonego. Każde doświadczenie może w jakiś sposób wzmocnić moje umiejętności, a już na pewno wzbogacić wiedzę. Nie mogłem zapomnieć jednak o samym sobie oraz o tym, że krótką chwilę temu zostałem zraniony w rękę. Mimo, że rana w żaden sposób nie zagrażała mojemu życiu, to wypadałoby się nią w końcu zająć. W naszym obozie nie było problemem znalzenie bandażu, dlatego pochwyciłem jeden i przy jego pomocy zatrzymałem krwawienie. Starałem się to zrobić w taki sposób, żeby opatrunek nie był dla mnie przeszkodą, i żeby w żaden sposób nie ogarniczał moich ruchów.
      Moment później, byłem już wolny. Dalej mogłem wykonywać rozkazy, czy też ogólnie starać się być pomocnym podczas wojny. Niestety, żadnych rozkazów w tamtej chwili nie miałem. Dalej oglądałem, jak Yoshi radzi sobie z jeńcem oraz czekałem na rozwój wydarzeń.


http://i.imgur.com/LXSXbxc.png

Offline

 

#88 2015-09-01 14:56:13

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

     Oczy Ayatane, zazwyczaj przymrużone, teraz szeroko otwarte obserwowały bramę. Drewniana konstrukcja stanowiła jedyne wejście do obozu od strony północnej. Tutaj też, za dość prowizorycznie wybudowaną palisadą, unosiła się sporych rozmiarów, fioletowa chmura trującego dymu. Jej źródła należało szukać u pocisków, wystrzelonych wcześniej przez balisty Kraju Ognia. Cóż za tchórzliwa zagrywka. Yuki dopiero w tym momencie mógł zrozumieć, jak prawdziwym jest powiedzenie, że "na wojnie i w miłości wszystkie chwyty dozwolone". Nie podobało mu się zupełnie, że przeciwnicy, zamiast walczyć na ubitej ziemi, woleli kryć się za bezpiecznymi murami. Z drugiej strony ich lęk przed siłą Samotników nie powinien nikogo dziwić. Jeżeli Generał Akemi, wedle domysłów białowłosego, podjął się ataku na oddział łuczników, to pewnie przy życiu nie pozostał nikt z ponad setki wojów. Tak, siła organizacji z Airando była przerażająca, niemniej Ayatane nadal irytowała strategia przeciwnika.
   Czas na oceny i rozmyślenia dawno dobiegł jednak końca. Grupa licząca w sumie pięciu ninja - trzech Uchiha oraz po jednostce z Samotników i Sabaku - zajęła pozycje w okolicach bramy, czekając na jakieś ruchy z przeciwnej strony konfliktu. Przez moment nic się nie działo. Yuki podejrzliwym wzrokiem spoglądał ponad palisadę, skąd wyłaniał się niemal przeźroczysty, lecz w jakiś sposób doskonale widoczny dym. Od samego przebywania w pobliżu chmury, chłopaka rozbolała głowa. Powstrzymał on jednak odruch rozmasowania skroni, nie mogąc sobie pozwolić nawet na moment nieuwagi. Decyzja zaraz miała okazać się zbawienna. Niebo bowiem, tak jak kilka chwil wcześniej, rozświetliła salwa płonących strzał. Blisko dwie setki grotów nieubłaganie przeszywało powietrze, mknąc wprost na teren skąpany w fioletowej mgle. Ayatane reagował bez zastanowienia, automatycznie, niby robot, zaprogramowany do walki. Jego wyciągnięte do przodu ramię natychmiast wyrwało w prawo, w stronę, z której nadlatywały strzały. W tej samej chwili, szczyt muru obronnego pokryła warstwa, powiększająca się z każdym ułamkiem sekundy, tworząc tarczę, chroniącą obóz przed płomieniami.
   Wtedy to dostrzegł. Yuki czuł, jakby czas wokół niego zwolnił. Pobudzony adrenaliną mózg przetwarzał miliony informacji na sekundę. Poprzedni ostrzał nie wyrządził żadnych poważnych szkód. Część strzał rzeczywiście dostała się do obozu, lecz w żaden sposób nie zagrażając sprzymierzeńcom Kraju Gorących Źródeł. Innymi słowy - atak minął się z celem, spudłował. To był jedyny słuszny i dość oczywisty wniosek, jednak dużo istotniejszy, niż mogłoby się wydawać. Po pierwszej salwie, łucznicy mogli nanieść już niezbędne poprawki. Druga próba musiała sięgnąć celu. Dlaczego grad ognia zmierzał więc w kierunku rozległej, purpurowej chmury? Odpowiedź uderzyła w Ayatane niczym błyskawica. Bo to dym był celem.
   - Strzały! Ta chmura zaraz wybuchnie! - ryknął Samotnik do czerwonowłosego kompana. Jego lewa ręka, krzyżując się z prawą, wystrzeliła ku bramie. Dalce obu dłoni przybrały kształt podobny szponów, gdy białowłosy po raz kolejny zawładnął żywiołem lodu. Dokładnie dziesięć metrów od poprzedniej ściany powstała kolejna, która natychmiast utworzyła coś na kształt dachu nad fioletowym dymem. W tym samym czasie, pierwszy twór również przybrał formę stropu, by następnie połączyć się w jedność z nowo powstałym kryształem. Konstrukcja zaraz rozrosła się również na boki, tworząc ściany i za moment purpurowa chmura, w całej swej okazałości miała znajdować się w szczelnej, lodowej kopule.
   Po skroni białowłosego chłopaka spłynęła kropla potu. Ręce wyraźnie mu drżały; na pierwszy rzut oka widać było, iż wykonanie ruchu kosztowało go mnóstwo energii. Spory ubytek chakry robił swoje, ale i sama kontrola tak ogromnych ilości żywiołu wymagała ogromnego wręcz skupienia. Reakcje Yuki diametralnie spadły; przez najbliższe kilkanaście sekund miał być niemal całkowicie niezdolny do obrony. Oczywiście mogło mu się nie udać; ryzyko było ogromne, lecz w tej sytuacji Ayatane nie mógł pozwolić sobie, by go nie podjąć. Szczęśliwie nie jako jedyny, bowiem wsparcie zapewniał mu Sabaku, do którego białowłosy żywił nadzieje, iż w kluczowym momencie, gdy zrobi się gorąco wesprze go swą mocą. Oby nie musiał się o tym przekonywać.

1. wszelkie reakcje: 150
2. szybkość tworzenia lodu: 165
3. wytrzymałość lodu: SB 5


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#89 2015-09-01 16:21:38

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

Miyaguchi



     Spokojny, małomówny, a zarazem tajemniczy Sabaku wzniósł swe brwi wysoko, wzrok wbijając w pustą przestrzeń na niebie. Wiatr ogarnął jego włosy i rozwiał, kurtka szeleściła, a typowy, biały szal powiewał unosząc się płynnie. Setsuna wskazała swoich trzech podwładnych, którzy ruszyć mieli razem z dwoma samotnikami. Pięcioosobowa drużyna miała tylko jedno zadanie - zbadać sytuację oraz wspomóc północne palisady, i masywną, drewnianą bramę. Brzmiało bardzo prosto, choć plany nie zawsze wychodzą tak gładko, jak się o nich marzy. Podczas docierania do celu, Ayatane zatrzymał się bardziej z tyłu zachowując bezpieczny dystans. Polegał na swoich umiejętnościach dystansowych, a Sabaku nie chcąc opuszczać go na krok, zatrzymał się również i stanął obok niego. Dzielił ich dystans kilku metrów. Wokoło rozciągała się pustka, brak jakichkolwiek żołnierzy, którzy opuścili białawe namioty z metalowymi szpikulcami ku górze. Wzrok czerwonowłosego sięgnął muru i wyczekiwał unoszącego się dymu, lecz takowego nie napotkał. Pierwsza salwa łuczników okazała się nieskuteczna. Strzały poopadały zepchnięte przez wiatr. Wnet niebo rozświetlił ogień. Miyaguchi zmrużył powieki i zwrócił uwagę w tamtym kierunku. Jego skupienie oraz rozmyślanie nad taktyką zostało przerwane przez głos białowłosego samotnika. Sabaku drgnął w miejscu, rozstawił nogi gotowy do działania, lecz wyprzedził go towarzysz. Skrzyżował dłonie i utworzył dach nad lodem, po nim kolejną warstwę i zamknął szczelnie niebezpieczne opary. Nawet jeżeli Miyaguchi był ożywiony, to nadal posiadał swój rozum. Myślał i działał instynktownie, kierowała nim wola przetrwania i to ona przyczyniła się do jego kolejnego ruchu. Przebiegł kilka metrów do przodu, jakby chcąc dobiec do bramy, lecz zatrzymał się przy kolejnym namiocie. Rozprostował palce ściskając dłonie kilka razy. Westchnął cicho, uniósł ręce do góry i zamknął powieki, a spod jego nóg zaczęły uciekać ogromne ilości chakry. Tak silne, że jego czerwonawe kłaki wzbiły się w powietrze. Całości towarzyszył intensywny głos wysiłku. Sabaku przygryzł wargi, a wokoło zgromadzonych ziemia zaczęła się unosić. Czysty, jasny piach, brudny, mokry, i nawet ten spod trawy.
     Ayatane będąc bardzo bystrym samotnikiem, utworzył kopułę po zewnętrznej stronie muru, chroniąc tym samym żołnierzy przed dostaniem się dymu do środka. Dodatkowo zamknął go szczelnie. A co takiego planował Miyaguchi? Otóż stworzył ogromną na sto pięćdziesiąt metrów ścianę wokoło muru po jego wewnętrznej stronie. Dodatkowo z wielkiego łuku powstała jeszcze jedna, choć wyraźnie mniejsza fala, która okryła mur. Piach chronił funkcję ochrony. Strzały nie powinny się przed niego przedostać, tym samym nie podpalić namiotów i trawy. Wiadomo, Miyaguchi wywodzi się z Sakkaku, terenów bardzo wietrznych. Dokładnie wie, jak śmiercionośne jest połączenie podmuchu i ognia. A tak wielka ściana winna zatrzymać to wszystko. Druga fala chroniła mur przed ewentualnym, nieplanowanym wybuchem, lub tak samo, jak pierwsza - przed podpaleniem. Sabaku stał więc w lekkim rozkroku, unosił nadal ręce wysoko i oczekiwał, aż salwa opadnie. Wnet będzie mógł przykryć ją piachem, toteż ugasić ogień i przejść do dalszych działań. W międzyczasie spoglądał na białowłosego maga, oczekując jakichkolwiek poleceń, choć wiedział, że mu nie podlega. Rozmawiał także ze mną, myślami. Dzięki bezpośredniemu połączeniu ze swoimi marionetkami, za pomocą pieczęci oczywiście, miałem ciągły dostęp do informacji.

1. szybkość piachu: 275
2. wytrzymałość piachu: SB 4


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Matsuo



     Zamaskowana marionetka dostała tylko jedno polecenie. Błądziła uważnie wśród białawych namiotów, szukając osoby przeze mnie wyznaczonej. Odnalazła ją już po paru minutach, gdyż swym odzieniem rzucała się w oczy. Dodatkowo na nosie nosiła rozpoznawalne dla jego klanu okulary. Matsuo wyciągnął do niego rękę i przekazał wszystkie potrzebne informacje. Po całym zajściu okrążył namiot medyczny i wrócił do mnie. Oczywiście nie zbliżał się do części północnej, ani też wschodniej. Nie chciał być łatwym celem do zdjęcia, poza tym posiadał wyznaczone ówcześnie zadanie. Ostatnim wdechem nabrał świeżego powietrza i uchylił płachtę, by wejść do jednego z namiotów, w którym już się znajdowałem. Co zresztą napiszę trochę poniżej. W tym samym miejscu znajdowała się Setsuna, której nie chciałem opuszczać. Matsuo zrobił kilka kroków w stronę stołu i usiadł na wolnym miejscu znajdującym się przy niewielkim regale z ostrzami. Wzrok wtopił w podłoże, spoglądając tylko czasami w stronę wejścia, czy nikt nie zamierza nam przeszkodzić. Pilnował mnie sumiennie, co także skutkować będzie słodkim wynagrodzeniem.

Yoh



     Moje kochane pupilki, takie potrzebne, a zarazem zabójcze. Grubas nie jest moją marionetką, choć raz myślałem nad uśmierceniem go. Wnet byłby móc, oswobodzony i na każde polecenie. Czy zrobiłoby to jakąś różnicę? I teraz słucha się bez żadnego 'ale'. Nie miał żadnego ciekawszego zadania, stał nieopodal mnie, ciągle coś jedząc. Pozwoliłem mu nawet wybrać się do innego namiotu po zasoby jedzenia. W normalnych warunkach spojrzałbym na niego surowo, lecz wiem, że podczas wojny musi mieć energię. Jako przywódca dobrze znam możliwości moich klanów. Akimichi potrzebuje dużo jedzenia, by nie tylko czuć się dobrze, ale także dobrze walczyć. Rzucił mi przyjazne spojrzenie i co raz sięgał ręką do paczki prażonych ziemniaków, by skosztować ich słonego smaku. Oprócz tego, nie robił niczego ciekawszego. Cały czas pełnił funkcję strażnika, chronił mnie i czerwonooką kobietę.

Ichuza, Ichaza



     Ayatane przyjął moje polecenie. Uśmiechnął się nawet, jakby wyzwanie to było dla niego czymś prostym. Spojrzałem na liderkę klanu Uchiha. Wytypowała trójkę swoich ludzi, którzy udać się mieli wraz z białowłosym, oraz czerwonowłosym Sabaku. Uniosłem dłoń niewysoko w geście pożegnania, a w myślach dodałem słowa, by wrócili cali i zdrowi. Kobieta zwróciła się w stronę namiotu i tam emanowała poważną energią, ja dołączyłem do niej tuż po tym, jak wydałem kolejne polecenie Matsuo. Ten zniknął wśród namiotów, a ja podszedłem do Setsuny, by dotrzymać jej towarzystwa. Ogarnąłem ją przyjaznym spojrzeniem oraz przekazywałem wszystkie wieści, jakie otrzymałem od Miyaguchiego. W między czasie spoglądałem na Yoha, który teraz pełnił funkcję mojej ochrony. Na głowę naszły mi różne myśli. Przede wszystkim, czy konwulsje nie powrócą, oraz... czy Yoh będzie w stanie wyrzucić jedzenie gdyby coś nas zaatakowało? Na mej twarzy umalował się delikatny uśmieszek.
   - Shinobu. - Odwróciłem głowę w stronę mężczyzny ubranego w biało-szary płaszcz. Wszedł do namiotu bardzo powoli, a na jego twarzy gościła powaga. Wyglądał dokładnie tak, jak przedstawia to ten obrazek. Podszedł do mnie i obydwoje uścisnęliśmy dłonie, niczym dobrzy znajomi.
   - Akemi ruszył na łuczników, którzy zaczęli atakować nasze bramy. Mam nadzieję, że zgodzisz się ze mną, że nie możemy ciągle pozostawać w defensywie. Musimy także wykonać niespodziewany atak, a kto do tego nada się lepiej, niż ty i twoi bracia, Aburame. - Mężczyzna przytaknął, choć nie widać było na nim żadnej emocji. Tuż po tym do namiotu weszła kobieta, wysoka, do tego bardzo ładna. Jej białe włosy opadały kaskadą wzdłuż ramion, kończąc się przy pępku. Wyglądała dokładnie tak, jak przedstawia to ten obrazek. Oznajmiła, że wraca Akemi wraz ze swoim oddziałem.
   - Yuki, doskonale. - Dziwne było to, że dziewczyna nazywała się Yuki Yuki. Niemniej, martwiła się o swoich ludzi, którzy wyruszyli wraz z głównym generałem. Dokładnie tym, który sekundę po moich słowach wszedł do namiotu. Nie musiałem nic mówić, a mój brat sam podszedł, by mu pomóc. Objął go swymi chudymi ramionami. Oczywiście nie tak zboczenie, żeby zaraz nie wyszła jakaś nieodpowiednia scena. Zaczął regenerować jego chakrę, leczyć, wyzwalając w swych dłoniach zieloną poświatę. Ja zaś, Ichuza, podszedłem do niego na palcach, spoglądając prosto w piekielnie przerażające oczy. Yuki usadowili się wdłuż ściany namiotu i odpoczywali. Zajęła się nimi białowłosa kobieta.
   - Wracasz tak szybko, i do tego zdyszany. Albo szybko biegłeś, albo coś poszło nie tak. - Zwróciłem się w stronę mego zastępy, a wzrok napotkał szeroki uśmiech. Wnet wiedziałem, że Akemi wybił wszystkich łuczników co do jednego. W co ja miałem wątpić? Na pewno nie w siłę moich żołnierzy. Stanęłem dumnie, wyprostowałem się i wróciłem do stolika, przy którym znajdowała się także moja przyszła żona. Westchnąłem. Wszystko szło po naszej myśli. Ponownie zająłem się obserwacją poczynań czerwonowłosego Sabaku.

Offline

 

#90 2015-09-01 17:57:40

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Jezioro pamięci

   Adatte czuł, jak jego ciało zaczyna wracać do właściwego dla jego osoby stanu. Kiedy mięśnie były przyjemnie rozluźnione, a on mógł bez żadnych przeszkód usunąć się z centrum zainteresowania pod nieoświetloną ścianę i beznamiętnie przyglądać się wszystkiemu, co działo się wokół.
   - Podróżuję samotnie - odparł na pytanie Yuki. Szeptał, by nie wchodzić w słowo przemawiającemu właśnie generałowi. Ten jednak zajmował się właśnie Kiyoshimi, toteż Uzumaki nie miał zamiaru marnować takiej okazji. - Do tej pory nie trafił się nikt, kto chciałby ze mną podróżować. Chociaż to może kwestia tego, że i ja nie szukałem towarzystwa? - Roztaczał wokół siebie coraz bardziej tajemniczą aurę. Chciał w ten sposób uniknąć głębszego drążenia przez nią tematu, co w końcu musiałoby się skończyć przyparciem go do muru i konfrontacją z całą stertą kłamstw.
   - A jak jest z tobą? Ciągle w Chikai, zajęta zadaniami od lidera, czy może też lubisz gdzieś sobie zniknąć? Masz przyjaciół? ... chłopaka? - Pytanie zakończył uniesieniem jednej brwi ku górze. Podejrzewał bowiem, że pomoże mu to wywrzeć na dziewczynie odpowiednie wrażenie. I choć wchodzenie w głębsze relacje z blondynką zapewne nie pomogłyby mu w realizacji celu, jaki przed sobą postawił, to przecież odrobina przyjemności zawsze jest w cenie. Tym bardziej, że Yuki była całkiem niebrzydka, a spoufalanie się z nią zapewniłoby mu sprzymierzeńca na polu bitwy, który zawsze mógłby przyjść mu z pomocą lub ratunkiem. Co więcej, kto wiedział, kim stanie się w przyszłości? Może jakimś cudem trafi do elit i wtedy będzie ważnym przyjacielem? Nie miał zamiaru zaprzepaścić takiej szansy.
   Wciąż nasłuchiwał tego, co działo się wokół. W międzyczasie dowiedział się czegoś o tajemniczej technice, nakładanej na radnego Kiyoshich. Nie ulegało wątpliwości, że żołnierze stawiali zwycięstwo ponad cokolwiek innego. Mając to na uwadze, jakoś niespecjalnie zdziwił się ich decyzji.
   Przywództwo nad grupą kryształowych zostało przekazane niejakiemu Ayamaru. Chociaż z początku Uzumaki miał problem ze skojarzeniem jego imienia, wreszcie przypomniał sobie. To był kiedy przebywał w akademii. Jeden z Kiyoshich chwalił się wtedy wszystkim, że jego klanowicz zwyciężył w jednej z konkurencji podczas jakiegoś turnieju ninja, rozgrywanego wówczas w Enko.
   Wreszcie postanowili wspomnieć o nich! Ileż można czekać? Zaczęło się jednak nie tak kolorowo, jak Adatte by sobie tego życzył. Kiedy zostali nazwani żółtodziobami, krwistoczerwony prychnął. Po chwili jednak generał zreflektował się, dziękując im za przybycie i wsparcie ich sprawy. Plan, który im przedstawił, wcale mu się nie podobał. Nie miał jednak zamiaru się sprzeciwiać.
   Zrobił to ktoś inny.
   - Z całym szacunkiem, generale, jeśli można...? Według mnie, o ile Yana i Teriju poradzą sobie, stają na czele kolumny żołnierzy, o tyle uważam, że Satori i młodziaki powinny trzymać się na nieco bezpieczniejszej odległości, wspomagając wojowników swoim Mokutonem. - Taro najwyraźniej troszczył się o los każdego, kto został mu powierzony. Adatte był mu za to wdzięczny.
   Kiedy towarzystwo się rozeszło, czerwonowłosy szepnął do blondynki. - Chodź, rozejrzymy się po obozie i poznamy sojuszników. Naraz podszedł do blondyna i zagadnął go.
   - Ohayo, Ayamaru-sama. Jestem Adatte, a to Yuki. Gratuluję zwycięstwa w Enko! To była świetna walka!
   Zobaczył, że świeżo upieczony przywódca schował wątpliwie ozdobną biżuterię do kieszeni i poszedł jego śladem. Najwyraźniej jemu również coś nie pasowało z tymi opaskami.

Ostatnio edytowany przez Adatte (2015-09-02 13:25:50)

Offline

 

#91 2015-09-01 19:38:27

Yukina

Klan Senju

Zarejestrowany: 2014-11-02
Posty: 383
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Weteranka
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat

Re: Jezioro pamięci

Pomyśleć, że nie byłam jedyną osobą, która podróżuje samotnie. Jak się okazało Adatte, nie mający towarzyszy również przemierzał świat, jednak w jakim celu. Osobiście poszukiwałam osób, które wesprą mój pomysł o jednoczeniu klanów. Co prawda, będąc na wojnie zaczynałam coraz bardziej wątpić w swoją idee. Czyżbym się tak bardzo myliła i nikt nie będzie pragnął pokoju. Najwidoczniej to wydarzenie na zawsze ukierunkowuje moje cele..
     Wracając do czerwonowłosego to powinnam mu odpowiedzieć. Patrząc na niego myślałam czy przypadkiem nie brnie za daleko. Postanowiłam, iż sama założę płaszcz tajemniczości i parę ciekawostek ominę.
- Naprawdę z nikim nie chciałeś podróżować? Nie wyglądasz na samotnika. Powiedziałam cichszym tonem, zastanawiając się nad swoimi słowami. Cóż, widziałam w swoim życiu parę osób, ale nie za bardzo wierzyłam w całkowitą samotność użytkownika Mokutona.
- Hmm, nie jestem, aż tak zżyta z klanem. Mogę się bardziej określić wolnym strzelcem, gdyż od dawna działam solo. Co do przyjaciół to może się trafiło parę osób, ale z nimi nie łączy mnie nic poza zwykłą znajomością. Odpowiedziałam mu zupełnie inaczej, niż zamierzałam. Chciałam móc mu opowiedzieć o moim mętliku z Suezo, ale to była wojna, w dodatku jak się okazuje naszymi przeciwnikami są właśnie użytkownicy Sharingana. Westchnęłam, czyżby w ich gronie był niebieskowłosy? Rozejrzałam się, jakby szukając podpowiedzi, lecz niczego nie dostrzegłam. Szlag, obym tylko z nim nie walczyła, gdyż nie za bardzo chciałam mu zrobić krzywdę. Poza tym wiedziałam jak oddany potrafi być, co jeśli mnie zrani, a to naruszy naszą przyjaźń. Ach, czemu zostałam wystawiona na taką próbę?
     Z myśli wyrwał mnie głos generała, mówiący o klanie Senju. Na początku nie reagowałam na jego słowa, lecz w chwili padnięcia słów o wystąpieniu w pierwszej linii, po prostu nie mogłam. Nie chciałam ginąć, a w końcu uważałam, iż do najsilniejszych osób nie należę. Nie liczyły się w tym momencie pieniądze, wszak mogłam ich wcale nie brać. Co prawda, gdy już otwierałam buzię wnet wypowiedział się Taro, który miał za zadanie ochronę swoich podopiecznych. Wycofałam się lekko, czekając na reakcje, jednakże wiedziałam, że o tym dowiem się potem.
     Podeszłam wolnym krokiem po opaskę, po czym wycofałam się do Adatte, który wyskoczył z propozycją poznania innych osób. Skinęłam jemu głową i podeszłam wraz z nim do Ayamru, który na ten czas został przywódcą Kiyoshi.
- Ohayo gozaimas, Ayamaru-sama - powiedziałam na przywitanie, po czym zerknęłam na blondyna [Kimari] należącego do tego samego klanu, co jego starszy towarzysz. Posłałam mu lekki uśmiech, po czym zerknęłam na zagadaną przez nas osobę.

Ostatnio edytowany przez Yukina (2015-09-01 19:38:46)


http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8tu1z9vnk1r922azo1_500.gif

Offline

 

#92 2015-09-01 23:34:41

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Jezioro pamięci

    Nie rób tego! - zdawały się krzyczeć kłębiące się w mojej głowie myśli. Naturalny instynkt przetrwania kazał natychmiast wycofać się z sytuacji bez wyjścia.
    Najpierw młodzian oddany pod moje skrzydła, potem oddział do prowadzenia, a teraz przysięga wierności wobec tej dziwnej szamanki. To wszystko mogło skończyć się w tylko jeden sposób - totalną porażką. Sądząc po braku trzeźwego pomyślunku u sensora, również i pani dowódca mogła być osobą nie do końca zrównoważoną. W głowie pojawiały się coraz to nowe scenariusze - zabij swojego sprzymierzeńca, albo sam stracisz życie. Ze wszystkich rzeczy, których się obawiałem, to właśnie ta przerażała mnie najbardziej. A co gdybym po raz kolejny stanął oko w oko z Hikari? Ja albo ona?
    Wszystkie te wizje wskazywały mi jedyną słuszną drogę - rzuć to w cholerę, dopóki nie jest za późno. Wybór jednak nie należał do najprostszych. Po drugiej stronie medalu znajdował się żywot wszystkich zakażonych epidemią w Baigai. Czy moi rodzice również padli jej ofiarą? W końcu to ze względu na wszystkich moich krewnych zgodziłem się walczyć w imieniu jakiegoś żądnego władzy lorda, dla którego ludzkie życie było jedynie walutą.
    Zaiste, sytuacja była jedną z tych matowych - postaw swoje życie na szali, uratuj innych. Do tej pory nie przejawiałem jakiś specjalnie empatycznych zachowań. Torowałem sobie drogę naprzód w kierunku potęgi, która pozwoliłaby mi decydować samemu o swoim losie. I dokąd zaszedłem przez te wszystkie lata? Dalej jestem zbyt słaby, by odrzucić ich ofertę, choć może zamiast oferty powinniśmy powiedzieć "ultimatum".
    Sięgnąłem do kieszeni, nie dbając o to, że któryś z pachołków lorda mógłby to odebrać za akt złej woli. Wydobyłem zeń paczkę papierosów oraz zapalniczkę. Otworzyłem paczkę - zostały jedynie trzy szlugi. Wysunąłem jedną z nich i włożyłem do ust. Oprócz niej wysunęła się jeszcze jedna. Tę właśnie obróciłem i włożyłem w przeciwną stronę - jej wypalenie miało przynieść mi szczęście w przyszłości. Albo tak głosił jeden z głupich przesądów. Chciałem w niego wierzyć - szczęścia nigdy za wiele.
    Odpaliłem papierosa, delektując się chwilą. Sprawiałem wrażenie zrelaksowanego i dość pewnego siebie. Czy się bałem? Oczywiście! W końcu nie miałem doświadczenia w zostawaniu chodzącą bombą. Jak to mówią, odwagą nie jest brak strachu, ale umiejętnością jego opanowania.
    Kiedy płomień zmienił w popiół połowę papierosa, spojrzałem na Masanobu, uspokajając go afirmatywnym spojrzeniem, po czym odpowiedziałem na wezwanie:
    - Jeżeli to jedyne wyjście, niech i tak będzie.
    Wiedziałem, że przyjdzie mi żałować tych słów.

    Następnie w centrum uwagi znaleźli się przedstawiciele Senju. Słuchałem uważnie słów wypowiadanych przez wszystkich tam obecnych. Zostały wspomniane również opaski, które rzekomo miały pomóc nam w identyfikacji sprzymierzeńców. Kto wie, czy nie był to kolejny podstęp Lorda? Skoro mógł zmusić mnie do zostania jego nadwornym pupilkiem, to co mógł zrobić reszcie zainteresowanych?
    - Rozejrzyjcie się po obozie. Poczekajcie na mnie w tamtym barze. Dołączę do was, gdy tylko skończymy te całe przedstawienie - powiedziałem do swojego oddziału, kiedy jakiś przydupas przyniósł każdemu z nas opaski. Ja schowałem swoją do kieszeni, miałem nadzieję, że reszta oddziału to wyłapie i postąpi podobnie.
    Już miałem iść za panią dowódcą szamanką, kiedy podeszła do mnie para młodzików z klanu Senju.
    - Wielkie dzięki! Było to raczej szczęśliwe zrządzenie losu, aniżeli popis umiejętności, ale i tak dziękuję. Niestety muszę Was w tej chwili przeprosić, obowiązki wzywają. Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze przyjemność w najbliższym czasie - powiedziałem. Następnie ukłoniłem się lekko w kierunku każdego z osobna, dodając - Yuki..., Adatte... - po czym odszedłem śladem Eri Ayatsuri, która lada moment miała mnie naznaczyć zabójczą pieczęcią.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#93 2015-09-02 11:01:20

Setsuna

Martwy

Zarejestrowany: 2015-06-09
Posty: 19
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Mangekyou Sharingan
Ranga: Lider Klanu
Płeć: Kobieta
Wiek: 32

Re: Jezioro pamięci


       Wzięła głęboki łyk powietrza, tylko po to by pozbyć się go, wydychając przez usta. Oczekiwała pojawienia się swych podwładnych, których zaangażuję w bardzo ważne zadanie, chodź czasochłonne ale być może odmieni w jakimś stopniu losy tej wojny. Wtem do namiotu wpadł Soichoru, targając ze sobą trzech Uchiha i przedstawiając ich. Dokładnie przyglądała się ich facjatom, robiąc małe rozpoznanie. Tak więc najstarszy z nich czyli Logen, posiadał zdolności sensoryczne. Mogłaby przysiąc, że gdzieś go już kiedyś widziała, gdyż byli praktycznie w tym samym wieku, chodź w obecnej chwili tego nie wiedziała. Kolejny był Suezo, młody i pełen werwy oraz ambicji wojownik, który nie wyglądał jeszcze groźnie, lecz pozory często mylą a zmyłka w jaką może wprowadzić wroga daje mu kilka mocnych zalet. Na samym końcu był ten trzeci, którego nie przedstawił jej człowiek lecz gość wyglądał aż nadto jak przeciętny Uchiha ale tyle wystarczało. Kiwnęła głową w geście podziękowania i postanowiła zająć się rozkazami.
       - Dobrze więc. Pewnie przypuszczacie, że wasze zadanie łatwe nie będzie, jednak jeżeli uda wam się je wykonać w chociaż najmniejszym stopniu to możecie zmienić nieco losy tej wojny i okryć się wieczną chwałą.
       W tej chwili do namiotu powrócił Ichuza, który rzucił w kierunku Setsuny przyjazny uśmiech, otrzymując równie szczery od kobiety. Chwile odprowadziła go wzrokiem, zabierając się za dalsze tłumaczenie planu.
         - Tak więc waszą misją będzie dywersja na plecy wroga. Wiem, że brzmi to dosyć niesłychanie ale jest kilka możliwości, dzięki którym uda wam się osiągnąć cel. Logen, Twoja rola będzie niezwykle istotna w tym przedsięwzięciu. Jako sensor zapewne wiesz na jaką odległość inni z takimi zdolnościami potrafią dostrzegać prawda? Waszym zadaniem będzie okrążenie całego pola bitwy dużym łukiem co oznaczać będzie wiele kilometrów biegu lecz musicie uczynić to w bezpiecznej odległości od wykrycia. Waszym plusem będzie bieg w małej grupce co nie będzie ściągało uwagi wielkich sił wroga. W razie problemów jeden z was - wskazała na dwójkę towarzyszącą Logenowi - odłączy się od grupy by przetrzymać wroga i dać czas. Gdy dotrzecie na plecy wroga, wasza misja będzie jeszcze trudniejsza. Będziecie oczekiwać na mój znak w postaci ognistej kuli posłanej w niebo. Wtedy czeka was atak na plecy obozu ognia. Zamierzam czekać, aż ich wojska ruszą ku nam w sporych zasobach a wtedy wy atakując z zaskoczenia, sprawicie że ich szeregach nastąpi chaos i strach. Wszystko jasne? - rzuciła w kierunku trójki swoich podwładnych, następnie spoglądając na Ichuze, który przed chwilą zajęty był rozmową.
       Przyglądała się osobom wpadającym do namiotu. Samotnicy byli wielką siłą i to musiała potwierdzić. Nie chodziło tu tylko o potęgę danych jednostek ale różnorodność ninja i ich zdolności były strasznie zaskakujące. Wiedziała, że za każdym nazwiskiem kryje się inne kekkei genkai chociaż po prawdzie wszystkich jeszcze nie znała. Oczekując wolnej chwili Ichuzy, stwierdziła, że jednak nie opowie mu o swoim planie. Nie chodziło o brak zaufania, chciała raczej pokazać, że jej klan jest w stanie zaskoczyć i to w najmniej spodziewanym momencie. Oczywiści o ile nie dosłyszał jej słów pomiędzy rozmową z własnymi podwładnymi.


http://i.imgur.com/HUl9do0.jpg
Chcę waszej fantazji.
Chcę waszej energii.
Chcę widzieć wasze ręce.
Chcę utonąć w oklaskach.

Offline

 

#94 2015-09-02 11:44:52

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Jezioro pamięci

   - W takim razie nie możecie nam zagwarantować praktycznie niczego.
   Poseł nic nie robił sobie z wyrzutów, jakie uczynił w jego kierunku generał, czy kimkolwiek był siedzący naprzeciw człowiek.
   - Masz rację - podjął wreszcie. Przeszedł na bardziej swobodną formę konwersacji, odrzucając wszelkie grzeczności, którymi do tej pory się raczyli. Nie czuł ani odrobiny krępacji z tym związanej. - Nasi ludzie zajmują strategiczne położenie, z którego mogliby przystąpić do natychmiastowego ataku na obóz waszych przeciwników. Jednak musisz dać nam coś, co zachęci nas do podjęcia współpracy. Samo złoto na niewiele się zda, kiedy nie zjednasz sobie żadnych sprzymierzeńców, którymi, jak twierdzisz, nie zechcą zostać nawet ci, do których przybywamy z pomocą.
   Wzrok, którym do tej pory wodził po blacie mebla, spoczął na powrót na osobie rozmówcy. Wyraźnie dało się w nim wyczuć pewną dozę rozczarowania, a może i pogardy. Faktycznie, choć poseł silił się, jak tylko mógł, nie sposób było powstrzymać zalewających go emocji przed wyryciem się na jego twarzy. Miał ku temu powody i jeżeli przedstawiciel Kraju Ognia nie potrafił tego pojąć, widocznie nie nadawał się do przydzielonego mu zadania.
   - Załóżmy, że stanie się tak, jak mówisz. W przypadku wygranej organizacja Samotników bardzo by ucierpiała. Przyjmijmy, że ich popularność drastycznie by spadła, doprowadzając nawet do podjęcia decyzji przez Lorda Kraju Wody o zwolnieniu ich ze służby i wysiedleniu. Nie sądzisz, że jest to szalenie nieprawdopodobne? Ich rola w ochronie tamtych terenów silnie wpisała się w historię wyspiarskiej nacji i raczej klęska na odległym froncie tego nie zmieni. Jeżeli rzeczywiście mielibyśmy upatrywać naszej szansy na wkupienie się w łaski bogatszego, bardziej poważanego w świecie lorda feudalnego, nie sądzisz, że już maszerowalibyśmy na Airando, by zająć się tymi, którzy zostali w domach? Jeżeli, jak sam dobrze o tym wiesz, zjawiła się tu cała śmietanka Samotników, to czy i mniej znaczący nie wyruszyliby na tę wyprawę? Można więc śmiało założyć, że wystarczyłaby kilkuosobowa, niewielka drużyna, by rozbić ich siedzibę w drobny mak. Zamiast tego pojawiamy się tutaj, z realną propozycją pomocy, a wszystko, co możesz nam zaoferować, to jedynie mrzonki nadchodzących okazji.
   Ach, no tak!
- Zakrzyknął teatralnie, jakoby przypominając sobie o czymś szalenie ważnym. - Złoto! Jak już mówiłem, pieniądze to nie wszystko. Tym bardziej, że byłyby to najbardziej splugawione pieniądze świata. Uczyniłoby to z nas jedynie tanich najemników, co w świetle naszych starań o poprawę wizerunku i nadszarpniętej historią reputacji jest niedopuszczalne. Jak już mówiłem. Wszystko, czego oczekujemy, to silny sojusznik. Potężny, jak sam Lord Kraju Ognia. Daj nam gwarancję waszego wsparcia, przynajmniej w kwestii poprawy wizerunku lub przy okazji stanięcia w obliczu klęski, czy to militarnej, czy kryzysu gospodarczego, czy wreszcie innego rodzaju klęski żywiołowej. Oczywiście my zadbamy o to, by nie dopuścić się niczego, co mogłoby zagrozić naszej reputacji, o czym już wspomniałem, co miałoby wpływ również na wasz wizerunek. To absolutnie konieczne. Jeżeli nie możecie nam tego zaoferować, to nie macie nic, czego byśmy potrzebowali.
   Podniósł się z krzesła, na którym siedział. - No może poza jakąś dziwaczną siłą, która rzekomo niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. - Zmierzył go wzrokiem. - Ale skoro to tylko bajeczka ku przestrodze, to chyba nie będzie Pan miał nic przeciwko, gdy upomnimy się o nią, jeżeli jednak jej istnienie się potwierdzi, prawda? A teraz, jeżeli Pan wybaczy... Drugi poseł pewnie zakończył już negocjacje z waszymi przeciwnikami.
   Uśmiechnął się nieprzyjemnie.

______________________________________________________________________________



   Ito bez słowa dźwignął unieruchomionego przy pomocy papieru mężczyznę, który bez walki postanowił oddać się w ich ręce. Nie stanowił już dla nich żadnego zagrożenia. Użytkownik zbroi błyskawic pognał co sił w stronę obozu wraz z zawiniątkiem. Klon przyglądał się poczynaniom Nakayamy, który zapewne zaraz pozbawi swojego oponenta głowy. Nie mógł wyzbyć się przeczucia, że coś było nie tak. Zbyt długo to wszystko trwało. Na dodatek ten jakby nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji i kontynuował marsz. Rzucił się biegiem w ich kierunku (szybkość: 150).
   Tymczasem Shinsaku obserwował swojego przeciwnika z coraz większym niepokojem. Chociaż jeszcze sekundę wcześniej był ochotę odebrać mu trochę ze wzrostu, teraz nie był taki pewny powziętej taktyki. Uśmieszek jegomościa przeraził go. Nie mógł przecież znać powodu, dla którego ten zachowywał się w ten sposób. Być może nie miał do czynienia z człowiekiem, a jakąś chodzącą pułapką? Przypomniał sobie technikę, której niegdyś użył Ryo w walce turniejowej, kiedy to jego sobowtór stał się czymś podobnym do jego glinianych tworów. Odskoczył (skoczność: 20 metrów).
   - Sam się o to prosiłeś - skrzywił się.
   - Dwóch wystarczy - mruknął sobowtór. Mijając go, sięgnął rękojeści i gdy tylko znalazł się przy mężczyźnie, stal świsnęła w powietrzu półkolem na wysokości szyi (szybkość cięcia = 300). Jeżeli nie napotkał żadnych przeszkód, ukryłby ciało za linią drzew, a głowę wziął ze sobą. Ruszyliby w stronę obozu.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Shinsaku (2015-09-02 13:12:19)

Offline

 

#95 2015-09-02 13:03:24

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Jezioro pamięci



       Zniknął, ten gościu zwyczajnie zniknął. Szczerze mówiąc jego pojawienie się i sama późniejsza obecność otulona była tajemnicą i wieloma pytaniami ale dopiero gdy ten bez pardonu ulotnił się w niebyt, zadziwiłem się jeszcze bardziej. Standardowo moja twarz nie pokazywała tego po sobie, lecz ja sam zaczynałem zastanawiać się co to za rodzaj jutsu, który pozwala mu na takie patenty. Tak, ten gość zdecydowanie jest shinobi bo zwykły żołnierz nie jest w stanie, tak po prostu zniknąć z widoku komuś takiemu jak ja. Genjutsu? Nie, wykluczałem tą możliwość, ze względu na swoją dobrą odporność, chyba że spotkałem kogoś naprawdę potężnego w tej dziedzinie. Może jakaś forma kamuflażu? Ale czy to możliwe, że ktoś może stać się tak po prostu niewidzialny? Może teleportacja? Sam potrafiłem używać czegoś na jej podobieństwo więc czemu by ktoś nie mógł robić tego znacznie lepiej ode mnie? Miałem jednak pewien pomysł, który być może wyjaśni zagadkę. Niestety przede mną pojawiło się kolejnych dwóch jegomościów. Tym razem zbroje, które nosili wręcz krzyczały o ich przynależności, więc mogłem śmiało wdać się z nimi w pojedynek, zważając na ich małą nieporadność z włóczniami wśród drzew. Czułem jednak, że to nie oni stanowią tutaj zagrożenie ale raczej ten znikający pan. W każdym bądź razie, jeżeli nie załatwię żołnierzy z kraju ognia, będą mogli stanowić dla mnie zagrożenie w momencie ujawnienia się tego w ciemnej zbroi. Aktywowałem swojego sharingana, jednocześnie ujawniając przynależność do klanu Uchiha i już wtedy wiedziałem, że muszę zabić całą trójkę by nikt nie dowiedział się o mojej obecności w tych rejonach. Można by zapytać, po co mi czerwone oczy do powalenia wojaków? Otóż, stawiając na to, że gość faktycznie używa jakiejś formy niewidzialności, moje ślepia powinny pozwolić dojrzeć mi jego przepływ chakry o ile nie uciekł daleko ode mnie (Obito po aktywacji shara, ratujący Kakashiego). Prawie jednocześnie z aktywacją, wyciągnął z kabury po dwa shurikeny na każdą rękę i rzuciłem je w żołnierzy, wyciągając ukryte ręce spod płaszcza i celując w szyję (jak przypuszczam, jedno z najsłabiej chronionych miejsc.) [Szyb.Bro.Miot = 100]. Przy okazji było to sprawdzenie czy są silniejsi niż przypuszczam a zwłaszcza, czy są szybsi. Bez względu na to czy ich zabiłem, zraniłem, czy zmusiłem do uniku, dając sobie kilka sekund więcej, zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu jegomościa, który uciekł mi z widoku. Byłem w sumie ciekaw, czy używa naprawdę jakiejś techniki kamuflującej czy po prostu go tu nawet nie ma.
      [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#96 2015-09-02 15:19:16

Mamoru

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-03-14
Posty: 66
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton [?]
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 35 lat

Re: Jezioro pamięci

Od momentu mojego pojawienia się tutaj słuchałem z uwagą wszystkiego... Taki przynajmniej był plan. Problem w tym, że słuchając cały czas analizowałem każdego spotkanego człowieka. Automatycznie określałem mój stosunek do danego osobnika, jego potencjalną siłę, możliwości bojowe i sposób zachowywania się. Taki już jestem, nie potrafię przestać. Przez to niewiele zrozumiałem z tego co usłyszałem. Prawdę mówiąc guzik mnie to obchodziło, te wszystkie plany i rozmowy. Chciałem tylko wiedzieć w co pakują się Senju. Wszystko zmieniło się, gdy doszło do tematu bezpośrednio powiązanego ze mną i z moim klanem. Tym razem nie opuściłem nawet jednego słowa.

- Potrafię sobie wyobrazić, że nie każdy zrozumie powód, dla którego się tutaj pojawiłem. Oczywiście. Nie każdego obchodzi los ludzi, którymi dowodzi. To normalne, że większość przywódców traktuje żołnierzy jak zabawki. Ja jednak każdego z nich, pomimo tego, że nie każdego znam osobiście, traktuję jak rodzinę, którą zamierzam bronić zawsze i wszędzie... nawet w tak głupiej walce. W końcu to oni sami zadecydowali, że chcą walczyć, mają do tego pełne prawo i nie czuję się zobowiązany do naciskania na nich. Ja jednak mam obowiązek opiekować się nimi i tak też zamierzam uczynić. Niech nikomu nawet nie przejdzie przez myśl, że zamierzałem lub zamierzam walczyć dla Lorda. Chciałbym, żeby to było jasne.

Wzbierała we mnie złość. To nie dzieje się zbyt często, wręcz przeciwnie, w mojej dawnej pracy wymagano ode mnie porzucenia gniewu na rzecz trzeźwego myślenia. Teraz jednak słyszę masę bzdur, który znieść nie mogę, chociaż bardzo bym chciał. Cały czas byłem szczery, prawdopodobnie aż za bardzo. Miałem ochotę po prostu zabrać wszystkich Senju z tego koryta i zostawić tych idiotów samych, żeby pozagryzali się na śmierć w imię Lorda, który ma głęboko w dupie ich życia. Słowa odnośnie taktyki na bitwę przelały czarę goryczy. Nie wytrzymałem.

- Ta taktyka była ustalana w oparciu o rady uczniaków? Ktoś w ogóle analizował możliwości bojowe sojuszników czy kierował się wyliczanką przy ustalaniu pozycji? Wybaczcie mi moją szczerość i wytłumaczcie, jak można być tak głupim, żeby klan stworzony do walki na dystans wysyłać na linię frontu? Nasze Kekkei-Genkai jest stworzone do wspierania towarzyszy z dystansu, a wy każecie tym młodziakom bić się w bezpośredniej walce? Toż to najgłupszy plan o jakim słyszałem!


[img][/img]



OCHRONA [NPC]: Amaya

Offline

 

#97 2015-09-02 18:00:26

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Jezioro pamięci

     Zabrano nas. Nasza trójka miała odegrać jakiś plan. Po raz kolejny dałem sobą manipulować. Nie wyrzekłem ani słowa, lecz moja persona, razem z Suezo i Logenem, została wręcz pokierowana do lider. Wzruszyłem ramionami. Nie znałem się na wojnie. Nie wiedziałem nic o planach, czy zdolnościach Setsuny Uchiha. Co ja mogłem zrobić? Szczerze mówiąc, to tylko gwizdać i zastanawiać się, co dalej? Bo to, że czeka na nas gówniana robota, wiedziałem od dawna. Jednakże prawda była taka, że siedzenie i czekanie w obozie raczej było równoznaczne z wyruszeniem na sam środek pola bitwy. Sabotaż, czy inna dywersja brzmiała ciekawiej. Poza tym, dało się zapisać w historii klanu i zdobyć jakieś tam uznanie. Awans by się przydał. Do elity, albo jakiegoś dowództwa. Ba, więcej nawet nie chciałem osiągnąć.

     Kiwnąłem głową, gdy kobieta skończyła mówić. Nie wiem, może wypadało się przedstawić? Nie znała mnie, a ja jej. Nie miałem bladego pojęcia o jej osobie, a znając życie ona traktowała mnie jako młodego rekruta. Co mnie to obchodzi? Właśnie dostałem polecenie. Nie byłem ślepym psem, nie należałem do ludzi, którzy słuchali rozkazów, ale również pojęcie rebelii było ode mnie dalekie, przynajmniej na ten moment. Obecnie interesowało mnie jedno - co teoretycznie powinienem zrobić. Usłyszałem to, po czym powtórzyłem w myślach. Dywersja. Najpierw obchodzimy pole bitwy, najdalej jak się da. W razie czego, ja albo Suezo zdejmujemy przeciwników. Logen, i w najlepszym razie dwójka, ma za zadanie dotrzeć do obozu wroga. Tam korzystając z rozgardiaszu, robimy, krótko mówiąc, rozpierdol. Uśmiechnąłem się. Ten wachlarz jednak się przyda. Taką robotę to ja rozumiem!

     - Jak najbardziej. Jeżeli mogę coś powiedzieć, to dwie rzeczy. Pierwsza z nich jest dosyć ważna, dla tej misji. Władam technikami, które umożliwią mi zarówno krycie się, jak i niszczenie prawdziwych gromad wrogów. Z myślą o wojnie nauczyłem się bowiem masy Jutsu polegających na wycinaniu ich w pień. I obawiam się, że unik przed nimi jest mało możliwy. - powiedziałem spokojnie. Zakładałem, że reszta drużyny to zrozumie. Musiałem wręcz dostać się do obozu wroga. Wszystkie te techniki musiały znaleźć pole do użycia. - A ta druga? Mam na imię Ikkyo. I liczę na to, że je zapamiętasz, Setsuna-sama.

     Już kiedyś mnie widziała. Jak znam życie to pewnie nie będzie jej to pasować. Cóż, nie widziałem innych ochotników, byliśmy osamotnieni. Czyżby dlatego bo zadanie było beznadziejne?

     Już sam nie wiem. Czekam na Logena, jest starszy i więcej widział...

Offline

 

#98 2015-09-02 18:15:01

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Jezioro pamięci

    Pierwszy raz miał sposobność z bliska przyjrzeć się liderce ich klanu. Pierw, zachowując zasady, lekko się skłonił, a dopiero później dokładnie przyjrzał się Setsunie. Miał nieodparte wrażenie, że kogoś jej przypomina, choć mogli się również gdzieś spotkać w przeszłości. Nie wiedział dokładnie ile ma lat – a kobiet o wiek się nie pyta – choć z wyglądu wydawała się młodsza od niego.
    Przedstawienie jego i dwójki towarzyszących mu chłopaków przez przybocznego liderki było nad wyraz krótkie i treściwe. Choć nie do końca prawdziwe, to mrugnięcie niejako kazało się Logenowi nie odzywać niepotrzebnie. Teraz to on miał okazję do pokazania swoich umiejętności. Tylko do czego dokładnie był potrzebny? Po co zdolności sensoryczne? Jaki był plan?
    Kiedy Setsuna objaśniała swój plan, Logen słuchał uważnie, nie chcąc przeoczyć żadnych – nawet tych najmniejszych – wytycznych. Informacje dla niego były bardzo cenne, bo dzięki nim mógł odpowiednio działać; były też niczym broń, o ile ktoś potrafił je wykorzystać. Zadania dywersyjne może nie były jego specjalnością, choć zapewne jako szpieg łatwiej było mu manewrować pomiędzy wrogami. Zapewne też dlatego dostał do pomocy jeszcze dwójkę; on miał być „przewodnikiem”, zaś pozostali mieli odegrać rolę przynęty, gdyby coś poszło nie tak. A mogło się popsuć wiele rzeczy. Logen nie zamierzał jednak dyskutować, zwłaszcza z liderką klanu.
    - Tak jest – potwierdził, iż zrozumiał polecenia. – [color=#2929]Dostanie się na tyły wroga zabierze trochę czasu. Może być tak, że wróg będzie miał rozmieszczonych własnych tropicieli. W tych warunkach lepiej będzie jak ruszymy od razu, o ile to wszystko co chciała nam Pani przekazać.[/color] – dodał Logen, pomału przygotowując się – także mentalnie – do wyruszenia w drogę.
    Skoro to on był w tej „drużynie” tropicielem, to również i on powinien w tej sytuacji przejąć dowodzenie. Było to dość oczywiste, jednak wolał się upewnić, dlatego też zanim opuścił namiot jeszcze raz zwrócił się do Setsuny:
    - Jak rozumiem w tej drużynie jestem dowódcą… – było to bardziej stwierdzenie, niż pytanie.
    Chciał przez to dokładnie uświadomić dwójkę młodszych Uchiha, żeby nie wywiązały się w tej kwestii żadne spory. Wychodząc powiedział przyciszonym głosem do Ikkyo:
    - To pierwsze mogłeś sobie darować. Nawet jeśli jesteśmy wśród swoich, to jest wojna. – wyjaśnił Logen, pospiesznie dodając. – Nie wiesz, czy ktoś tu nie jest dwustronny, albo skorumpowany.
    Po ostatnich słowach młody mężczyzna podszedł do wyjścia z namiotu i poczekał na pozostałą dwójkę. Miał nadzieje szybko wyruszyć, żeby jak najszybciej być gotów wykonać zadanie. Będzie potrzebował sporo sił, jeśli ma przez całą drogę utrzymać skupienie i tropić ślady chakry, ale także, żeby później przeprowadzić dywersje; miał nadzieję, że dotrą do celu wszyscy we trójkę.

Ostatnio edytowany przez Logen (2015-09-02 18:16:00)


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#99 2015-09-02 19:02:20

 Suezo

Martwy

Zarejestrowany: 2014-10-28
Posty: 249
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

Chłopak poszedł razem z żołnierzem i Logenem oraz Ikkyo do swojej liderki. Zobaczył ją po raz pierwszy w swoim życiu. Jako pierwsze wrażenie zrobiła na Suezo jej wyposażenie. Widać było, że jest stanowcza i nie brakuje jej chęci do walki. Może nawet i ostrożna... Ale to nie przeszkadzało w niczym. Miał nadzieję, że obecna liderka będzie dobrze sprawować swoje funkcje i przywróci jego klanowi dawną chwałę, ale pomijając...
     Trójka Uchiha miała powierzone zadanie. Mieli za cel otoczenie obozu wroga niezauważeni, a następnie zaatakowanie go od placów na znak liderki. Chłopak nie spodziewał się, że zostanie przydzielony do tak ważnego zadania i to od nich w większości będą zależały losy tej bitwy. Chłopak był słaby, ale na samą myśl, że będzie mógł poszaleć w samym środku obozu wroga nie mógł się powstrzymać od uśmiechu. W końcu trochę powalczy i był już przygotowany na śmierć. Wiedział, że zapewne wykonując to zadanie zginie, ale sam się o to prosił, dlatego na sam koniec chciał zobaczyć co to znaczy wojna. Zobaczyć te martwe ciała, ogień, który spali wszystko i poczuć odór zgniłego mięsa.
     Chłopak był gotowy do drogi, dlatego przytaknął liderce i wyszedł z namiotu do Logena. Wiedział, że teraz to on przewodzi nimi i nie miał nic przeciwko do tego. Suezo jako chłopak nie lubił dowodzić. Nawet nienawidził. Wolał wykonywać czyjeś rozkazy, ale musiał powiedzieć Logenowi o swoich obecnych umiejętnościach.
- Słuchaj. Nie jestem tak silny jak Ty czy Ikkyo. Wesprę was z całej mojej siły i mogę nawet umrzeć za powodzenie wygrania tej bitwy jednakże nie spodziewaj się po mnie wiele - powiedział mu prosto z mostu o co chodzi.
W tym momencie chłopak stał już przy dwójce Uchiha gotowa do drogi. Oczywiście sam nie ruszy, dlatego czekał na rozkaz Logena. W końcu to teraz jemu służył.
     Martwiło go jedno. Jeżeli już znajdą się w obozie i będą mieli zrobić tam niezły rozpierdol to oznacza, że wszyscy są traktowani za wroga... a jeżeli jest tam Yukina? Chłopak nie był pewny co jest dla niego ważniejsze... czy dziewczyna czy klan. Musiał się dobrze zastanowić nad decyzją, którą podejmie jednakże była dla niego przyjaciółką i nie wie czy może nawet kimś więcej. W każdym razie chłopak po chwili namysłu stwierdził, że woli zginąć niż dotknąć Yukinę, dlatego w walkę z nią nie miał zamiaru się wdawać.


http://imagizer.imageshack.us/v2/xq90/540/vcxren.jpg

Offline

 

#100 2015-09-02 19:09:52

 Kimari

Zaginiony

8253161
Zarejestrowany: 2014-12-06
Posty: 153
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Płeć: Meżczyzna
Wiek: 16

Re: Jezioro pamięci

~~

    Generał utrzymywał swoje kamienne oblicze podczas naszych wyjaśnień. Najpewniej zastanawiał się i rozważał, czy nasze słowa coś znaczą lub są prawdziwe. Nawet po naszej relacji, musiał poprosić, a raczej domagać się jaśniejszej oraz bardziej zrozumiałej wersji wydarzeń od jednego ze swoich ludzi. Kiedy jego człowiek skończył, ten posłał mu spojrzenie które wystarczyło, żeby był blady niczym trup. Trochę straszne spojrzenie, ale widziało się gorsze rzeczy.
    Oczywiście spodziewałem się lekkiego skarcenia, ale nie ze strony tego paranoicznego generała. Tak, oficjalnie większość tutaj ludzi miała paranoje. Może to przez tą przedłużającą się wojnę? Wiedziałem, że już długo trwa czy coś podobnego. Kiedy taka sytuacja utrzymuje się nonstop, można spodziewać się różnych zmian charakteru lub nowych nawyków. Nie zmieniało to moich odczuć do niego. Po prostu miałem gdzieś, kto wygra wojnę. Chciałem tylko pomóc swojemu klanowi i nic więcej. Ta bitwa nawet nie dotyczy Tsuchi no Kuni, a jedynie poszerzania terytorium Hi no Kuni.
    Generał po swojej wypowiedzi wydał mi się człowiekiem, który mógłby poświęcić życie ludzi, żeby tylko wygrać wojnę. Nie wiem czemu, ale sposób w jaki do nas rozmawiał - nawet jeśli po części wyjaśnione - był szalony. Uważał poświęcenie ludzi z niezwykłym Kekkei Genkai dla drobnych informacji za dobre? To prawda, jakoś pomogłyby w tej walce, ale czy na pewno? Raczej nikt z Kiyoshich nie znał tej kobiety, a przynajmniej tak mi się wydawało. No może oprócz Ayamaru, ale to tylko moje domysły wywołane paranoją tego strażnika. Wymienił z nią zdanie lub dwa, może chciał się dowiedzieć czegoś od niej? Albo po prostu pytał ją, czemu tutaj jest. Gdybym spytał,  na pewno nie dostałbym informacji. W końcu jestem dla niego zagadką, młodzikiem, który mógłby grać dla drugiego frontu. Jednak zamierzałem mu udowodnić, że można mi ufać.
    Masanobu, gdyż tak nazywał się dowódca taj grupki, stał się gościem generała w obozie. Oczywiście było to równoznaczne z jednym. Został jego zakładnikiem politycznym. Tak długo jak utrzymamy naszą część umowy, to otrzymamy medyków dla naszego klanu. Zdziwił mnie trochę ten fakt, ponieważ "Po co potrzebowaliśmy ich?". Czyżby w domu szalała jakaś choroba lub epidemia? Jeśli tak, to nie było innego wyboru jak tylko dopełnić warunków. A do tego, teraz w jakiś chory sposób mieli zabezpieczenie przed zdradą, do której i tak nie doszłoby. Dla nich to w jakimś stopniu było korzystne, ale z pewnością stracili zaufanie klanu Kiyoshi.
    Podczas całego tego spotkania starałem się trzymać emocje na wodzy. Już raz "wybuchłem" i poznałem konsekwencje, nawet jeśli były łagodne. Nie można kwestionować władzy, gdy gościsz się u niej. Jest to równoznaczne z obelgą oraz kwestionowaniem autorytetu ów dowódcy lub władcy. A taka osoba nie mogła na coś podobnego pozwolić. Ludzie zaczęliby wątpić, morale spadłyby, przez co mogliby przegrać wojnę. Byłem wściekły propozycją lub raczej decyzją generała. Jednak nie mogłem tego zapobiec, ponieważ jaki niby miałem autorytet? W jego oczach większości tu byłem młodzikiem, niedoświadczonym dzieckiem udającego dorosłego. Do tego jeszcze dochodził fakt, że to on rządził w tym obozie i jego słowo było niczym prawo... dopóki ktoś wyższej hierarchii nie zaingeruje. Stałem i obserwowałem jak Eri Ayasuri wyjaśnia działanie pieczęci-bomby. Taką żywą bombą miał stać się właśnie Ayamaru. Może chcieli go wykorzystać i nagle podczas środka walki wysadzić? Strategia jak każda inna, ale dla nas znaczyło, że byliśmy na ich łasce. Zaś co do pieczęci, to ze swojej wiedzy pamiętałem parę rzeczy. Takie kompleksy znaków były bardzo skomplikowane, graniczące siłą z jutsu klasy A lub nawet S. Oczywiście nie znałem w ogóle nazwy lub sposobu nakładania czegoś takiego. Po prostu rozumiałem, ile umiejętności trzeba, żeby coś takiego stworzyć. Ciężko przyznać, ale Hi no Kuni miało doświadczonych użytkowników Fuinjutsu. Zaś co do generała, jego nastawienie zmieniło się w stosunku do Senju. Oczywiście byli oni najsławniejszym klanem kraju Ognia, więc musieli być szanowani.
    Przyglądałem się przez chwilę opaską, które otrzymaliśmy, Po popisie umiejętności jakie posiadali w dziedzinie pieczęci, trochę trudno mi było uwierzyć, że są one takie zwykłe. Gdyby kogoś złapali, mogliby z łatwością otworzyć je i jakby niby nic wkraść się do obozu. Mimo wszystko generał był mądry, nie umknęłaby mu taka rzecz. Dlatego postąpiłem zupełnie jak nasz nowo mianowany dowódca Ayamaru. Schowałem "dar" do kieszeni, obserwując dalej członków klanu Senju. Wydawali się dość ciekawą grupą ludzi. Chociaż na chwile musiałem przestać na nich patrzeć, gdyż nasz lider dał nam zadanie. Mieliśmy się rozejść po obozie i trochę się porozglądać, czyli typowy zwiad w poszukiwaniu dziwnych rzeczy moim zdaniem. I gdy tylko wydał to polecenie, wyszedł za członkiem klany Ayasuri, zapewne by tam mogła nałożyć pieczęć. Cóż... miałem godzinę na rozglądnięcie się, znalezienie czegoś dziwnego i udanie się do baru. Może zacznę od tej dwójki Senju, która zagadała do Ayamaru? Wyglądali na mój wiek, a przynajmniej ten czerwonowłosy chłopak. Złotowłosa wydawała się młoda, ale kobiety stosowały różne rzeczy, żeby się odmłodzić. Wiedziałem to, obserwując swoją matkę przez piętnaście lat.
    - Ohayou Yuki-san, Adatte-san. Nazywam się Kimari Kiyoshi i liczę na owocną współpracę na polu walki. - powiedziałem do nich z lekkim uśmiechem na twarzy. Mimo wszystko jesteśmy teraz rówieśnikami na polu walki, więc może się zdarzyć, że któreś z nich uratuje mi życie lub ja im. A do tego była to idealna okazji, żeby poznać osoby w moim wieku, które również byli shinobi. Jakimi są ludźmi? Ile przeżyli? Czy już walczyli na wojnie lub była to ich pierwsza? Tak wiele pytań, które mnie ciekawiły. Przecież byłem osobą, która lubi wiedzieć. Można to określić jako moją wadę, ale co poradzić? Wiele osób miały jakieś skazy i to czyniły ich nimi. - Powiedzcie, co Was skłoniło do wzięcia udziału w tej wojnie, oprócz wezwania klanu Senju do bitwy? Oczywiście, jeśli się nie narzucam. - kontynuowałem z lekkim zawstydzeniem. Trochę zbyt bezpośrednie zagadanie, ocierające się lekko o wścibstwo. Trzeba nad tym popracować.

Ostatnio edytowany przez Kimari (2015-09-02 19:12:45)




http://i.imgur.com/9r969Mg.png

Offline

 

#101 2015-09-03 16:40:43

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 330

Re: Jezioro pamięci

Wyrzutki



     Sytuacja w obozie mieszkańców kraju uciekiniera robiła się coraz bardziej brutalna. Być może ninja zdawali sobie sprawę, że mimo że wciąż nie opowiedzieli się po żadnej ze stron w okół nich toczy się wojna. Na wojnie zaś łatwo wszystko sprowadzić do zasady zabij albo zgiń. W każdym razie lider wyrzutków nie zamierzał powtarzać swojego ostrzenia. W ostatniej chwili zdając sobie sprawę, że jego przeciwnik jakoś zbyt chętnie skazał się na śmierć, postanowił odskoczyć w obawie przed nieznanym. Nic jednak się nie stało, przynajmniej nic nie spodziewanego. Ciało opadło bezwładnie na ziemie tryskając krwią z otwartych żył. Kawałek dalej zaś wylądowała głowa, mężczyzna nie zmienił nawet wyrazu twarzy, wyglądało na to, że nie zdążył poczuć bólu. Klon wyrzutka wykonał kawałek dobrej roboty i nawet posprzątał po sobie. Podnosząc głowę z niespełniającej już swojej roli szyi zsunął się srebrny łańcuszek, na którym zawieszony był złoty symbol kraju ognia.
    Tymczasem w obozie pozostałe wyrzutki, nie próżnowały, nauczeni błędem przyszłości , zachowywali większą czujność i obserwowali okolicę ze zdwojoną koncentracją, możliwe też że po prostu nie chcieli patrzeć na to co robił Yoshi. Wyrzutek bowiem widząc, że grzeczna pytania jego kolegi nie przynoszą rezultatu postanowił wytoczyć cięższą kaliber broni - tortury. Jeniec nie krzyczał, chociaż były momenty gdzie bardzo chciał jednak oprawca skutecznie mu to uniemożliwiał. Nie wypowiadał nic po za swoją mantrą. Jednak wkrótce i ta zaczęła się załamywać. Wydawało się, że się łamię z jego oczu popłynęły łzy i wtedy właśnie ból w jego nodze przepełnił czarę. Nie mógł tego dłużej znieść, stracił nadzieję, przegryzł swój język w próbie samobójczej, krew zaczęła sączyć się z rany w ustach jeszcze mocniej.   
- Cicho! Chyba coś słyszałem, dochodziło stamtąd. - powiedział jeden z wyrzutków wskazując w głąb lasu. - Mogło być ich więcej?
Chwilę później ze strony gdzie następowało właśnie starcie Samotników z wojskiem ognia rozległo się nienaturalnie "świergotanie".

   Yocharu postanowił zaatakować dwójkę żołnierzy przy pomocy shirukenów. Warto przy tym zaznaczyć, że aby zabić przeciwnika przy uzyciu tej broni trzeba posiadać niezwykłe umiejętności i odrobinę szczęścia. Metalowe gwiazdki bowiem bardziej za zadanie mają ranić przeciwnika niż uśmiercać. Istnieją jednak trzy  miejsca na ludzkim ciele, który umożliwiały zabicie przeciwnika, nawet przy użyciu tej drobnej broni. Dwa z nich znajdowały się na szyi, krtań oraz tętnica szyjna i to właśnie w nie celował Uchiha. Silnę podmuchy wiatru mimo ochrony otaczających drzew nie ułatwiały zadania. Uchiha jednak zdołał trafić w szyję swoich przeciwników.
- Co jest? Kurwa.- było reakcją pierwszego z nich, który wydobył metal ze swojej szyi i natychmiast zlokalizował przeciwnika - Uchiha!
Wtedy właśnie spojrzał na drugiego, tutaj broń okazała się o wiele bardziej skuteczna, przebita krtań nie pozwalała na wypowiedzenie choćby słowa i odcinała dopływ powietrza był już trupem. Pozostały przy życiu żołnierz nie zwlekał cisnął włócznią w rozglądającego się Yocharu(szybkość= 80). Wreszcie go ujrzał, nie nie była to forma kamuflażu, po prostu był po za zasięgiem jego wzroku.  Niemal w tym samym miejscu co wcześniej tyle, że jakieś 30 metrów nad ziemią. Spokojnie przykucnięty na gałęzi drzewa z twarzą przysłoniętą kapturem w swojej ciemnej brudnej zbroi. Ich oczy się spotkały, błękit z czerwienią sharingana. Mężczyzna spokojnie przyłożył palec do ust, dając tym do zrozumienia żeby nie zdradzał jego lokalizacji. Czyżby rozpoznał w ninja z klanu Uchiha, sojusznika?Może po prostu nie chciał być zauważony. Ze strony walki zaczęło dochodzić nienaturalne "świergotanie".

Pole Walki



   Akemi nie okazał łaski wycofującym się żołnierza, ale przecież musieli sobie zdawać sprawę z ryzyka pozostawiając za sobą tak niebezpieczną drogę odwrotu. Czyżby spodziewali się, że ich atak odniesie lepszy rezultat i odwróci od nich uwagę. Nic z tego samotnik obrał ich za cel i nie zamierzał odpuścić, pozostawił swoich towarzyszy za plecami przywołując potężną technikę. Po przywołaniu filarów ogromna warstwa elektryczności przebiegła przez powierzchnię miedzy nimi. Raitan zatańczył wśród oddziału ognia wydając charakterystyczny odgłos i smażąc ciała znajdujące się w pobliżu. Nie było widać nikogo kto by przetrwał spotkanie z techniką. Okrzyki wiwatów ze strony obozu źródła ucichły. Nikt tak na prawdę nie pojmował siły Samotników, tymczasem właśnie jeden z nich starł na proch i popiół koło 200 żołnierzy przeciwnika. Bardziej niż radość z posiadania potężnego sojusznika, ogarnęło ich przerażenie. Jednak tylko Akemi zdawał sobie sprawę, że tak na prawdę nie wszystko przebiegało tak bezproblemowa jak to wyglądało. Bowiem zaraz przed tym jak wydał rozkaz do powrotu, coś uderzyło w jego szyję, a może tylko tak mu się wydawało? Tylko czemu jego ciało zamienił się na moment w wodę(odejmij sobie za suigana).

Obóz ognia



    Żołnierze na murach przypatrywali się z przerażeniem jak ich towarzyszę przemieniają się w proch. Potężny ninja wpędził strach w serca strażników bram. Wystarczyło jedno spojrzenie na ich przeraźliwie białe lico aby wiedzieć, że coś się tam stało. Nawet ich błyszczące metalowe zbroje zdawały się maleć i nie przykrywać tak dokładnie ich torsu, Czerwone szaty wystające spod napierśników nie wydawały się tak pięknem jak jeszcze przed chwilą, zaś symbol kraju ognia zdawał się nic nie znaczący. Spojrzenia spod hełmu wydawały się pozbawione życia. Tak samo ciało żołnierzy wydawało się mniejsze jakby cały próbował się upchnąć pod napierśnikiem. Najwyraźniej żałowali, że ich nogi skrywają się tylko pod niepozornym haidate(pewnie jakiś znawca by się oburzył, ale to taka metalowa sukienka). Wielu ocierało pot z czoła, charakterystyczną opaską jaką otrzymywali wszyscy w obozie. Dopiero po dłuższej chwili, kiedy świergoczący dźwięk minął jeden z nich się ocknął i ruszył w kierunku budynku dowodzenia.
    Poseł sporo ryzykował wyjawiając fakt pertraktacji z obozem wroga, jednak mógł sporo zyskać. Wyjawił już wystarczająco informacji, żeby oddział wyrzutków nie wzbudzał zbytniego strachu w żołnierzu. Bo czym była niespełna dwudziestka wyrzutków w tym część bardziej przygotowana do leczenia niż walki w porównaniu z potęgą kraju ognia?
- Skoro tak przebywasz właśnie w obozie wroga, nie mogę Cię traktować jako posła skoro twój odpowiednik równocześnie pertraktuje z wrogiem. W najlepszym wypadku czeka cię więzienie jako jeńca wojennego. W najgorszym kara śmierci za zdradę. - spojrzał na posła z wyraźnym obrzydzeniem - Mówisz, że nie jesteście zwykłymi najemnikami, a chwilę po tym informujesz mnie, że negocjujesz lepszą "cenę" z wrogiem. Brzydzę się tobą... Eri.
    Ostatnie słowo było wypowiedziane do kobiety, która wyłoniła się z cienia podcinając gardło posła...Obudził się jakiś jeden kilometr od obozu, ponownie musiał zostać potraktowany toksynami. W sumie biorąc pod uwagę sytuację nie było to najgorsze co mogło go spotkać. Był sam cały i zdrowy nie licząc niewielkich strupów na szyi. W jego ręce, zaś została włożona koperta zaadresowana do Shinsaku Nakayama i zapieczętowania pieczęcią przedstawiającą płomień ognia.

Budynek dowodzenia




    Sytuacja między Senju, a Generałem Raidenem zaczynała stawać się bardziej napięta, zwłaszcza pod wpływem słów Mamoru, któremu wyraźnie coraz mniej podobało się podejście ognia do jego klanu.
- Przemyślę twoją propozycję dowódcą Senju Taro, na razie jednak zapoznajcie się z obozem. - wydawało się, że kompletnie zlekceważył słowa prawdziwego lidera Senju, ale to były tylko pozory. W rzeczywistości miał zamiar odprawić resztę senju i zająć się liderem osobiście. Nie złościł się wręcz przeciwnie, wyglądało na to, że był zadowolony reakcją lidera klanu z Chikai- Mamoru, zapraszam do środka. - wewnątrz pokoju było bardzo mało przestrzeni, a to za sprawą olbrzymiego stołu, który w całości był przykryty dokładną mapą okolicy, wyglądało na to, że cały czas nanosząc są na nią poprawki. Na powierzchni tego kartograficznego arcydzieła rozstawione były kamienie na których widniały symbole ognia i źródeł, było też kilka z symbolem klanu lalkarzy. W kącie pomieszczenia znajdował się milczący mężczyzna w ozdobionej smokami zbroi, zapewne osobista straż generała. Jego dłoń powędrowała do miecza gdy spostrzegł brak opaski u Mamoru i Masanobu, jednak generał powstrzymał go gestem dłoni i ukazując swoją, a także to co pod nią(opaską) skrywa. W pomieszczeniu było też sporo świec, niektóre niezapalone, niektóre płonące. Wiele miało na sobie znaczniki, widocznie służyły do odmierzania czasu.
- Załóżcie proszę opaski zapewniam, że nie są trujące, a każdego bez niej mogą spotkać nieprzyjemności. Mylisz się drogi Mamoru, nie obrazisz się, że będę Ci mówił na ty? Żaden dobry dowódcza nie traktuje swoich żołnierzy jak zabawek, może i tak się wydaję z zewnątrz. Jednak wojna rządzi się swoim zasadami, innymi zasadami tutaj straty w tym także ludzkie są nieuniknione. Żaden z żołnierzy, który jest w obozie nie został zmuszony do udziału w tej wojnie, tak samo twoi ninja. Nawet Kiyoshi chociaż im nie ufam, pozwoliłbym im odejść gdyby nie spodobały im się moje warunki. Wszyscy muszą się liczyć, że spotka ich śmierć, wielu już zginęło, wielu jeszcze zginie. Wielu to ja poślę na śmierć i zrobię to bez wahania jeżeli może to nam zapewnić zwycięstwo. Możesz to nazywać traktowaniem ich jak zabawki, ja jednak wole o tym myśleć jako sposób na uniknięcie większej liczby śmierci. Wiem, co powiesz że powiniem zacząć od poświecenia siebie. Zapewne ty byś tak zrobił? Jednak czy nadal byś był do tego zdolny wiedząc, że nie ma nikogo kim można cię zastąpić, wiedząc że twój klan przestanie istnieć wraz z tobą. Tym bowiem jestem dla tej armii, niewielu z nas przeżyło wojnę z mistrzem. Dla większości to pierwsza wojna, pogubią się i przegrają, albo doprowadzą do tragedii, której można było uniknąć. Cóż może pochopnie ich oceniam, może pochopnie oceniłem Ciebie. Wiem, że wasze umiejętności lepiej spisałby się gdzie indziej, wbrew wszystkiemu nie jestem głupcem, widziałem klan Senju w akcji, a jeszcze więcej o tym czytałem. Nie legend, a autentycznych zapisków prowadzonych na zlecenie lorda, a informacji o was nie było łatwo zdobyć. Problemem są tutaj dwa fakty. Dla moich ludzie jesteście symbolem potęgi i chwały kraju ognia.  Twoja odmowa znacznie wpłynęła na morale, tym bardziej że lord jest ewidentnie zafascynowany twoim klanem, dostałem wręcz rozkaz, że nie mogę wykończyć przeciwnika, zanim Senju nie zjawią się w moim obozie. Rozumiesz więc jak obraz przedstawicieli twojego klanu podążający na czele wojsk wpłynie na morale armii. Tym bardziej, że przyprowadziłeś tu dzieciaki czy może raczej oni ciebie przyprowadzili. Zakładam więc, że więcej pożytku z nich będzie jako pożywka dla nastroju armii, niż ich aktualne umiejętności bojowe. Drugą kwestią jest twoja osoba, z tego co do mnie docierało masz tą wojnę w dupie, tak długo jak źródła nie przejdą do kontrofensywy. To wzbudza moje wątpliwości, zakładam że przybyłeś tutaj tylko, żeby bronić swoich wojowników, a jak inaczej mogę cię lepiej wykorzystać niż posyłając ich na pierwszą linię? Ty sam jesteś wart więcej niż oni wszyscy razem. W ten sposób Senju najbardziej mi się przydadzą. Oczywiście masz wybór, weźmiesz udział w tej wojnie na poważnie i ulokujemy te dzieciaki gdzie tylko chcesz, możemy nawet je odesłać do Chikai. - Generał był bardzo pewny siebie jakby rzadko, kiedy się mylił i doskonale znał się na ludziach, może to właśnie ta umiejętność doprowadziła go tak daleko? Możliwe też, że po prostu negował rzeczywistość nie dopuszczając do siebie możliwości pomyłki i potrzebował kogoś do rozmowy czy raczej monologu bo przez  długi czas nie pozwalał nikomu się wtrącać.

    Kiedy Ayamaru wyjmował papierosa dłonie marionetkarzy poruszyły sięgając w kierunku kabur, jednak na szczęścicie dla nowego dowódcy grupy Kiyoshich nie śpieszyli się zbytnio pozwalając mu na odpalenie papierosa.
- Chodź za mną - krótko oznajmiła Eri kobieta wyglądała na zmęczoną, jeśli chodzi o wygląd to najbardziej pasowało do niej określenie przeciętna. Nie była ani wysoko, ani niska, jej twarz nie należała do gatunku tych o których długo się rozpamiętuje. Co zaś, się tyczy figury była dość zgrabna, ale niemal całkowicie pozbawiona kobiecych krągłości. Zaprowadziła Ayamaru do niewielkiego Namiotu była tu praktycznie tylko biurko i szafka i półka obładowana słojami z dziwną zawartością, w jednym chyba nawet znajdował się wąż, oraz kufer w którym spokojnie zmieściłby się postawny człowiek.- Rozbierz się i położ na łózku... do pasa - powiedziała sięgając po zwój z atramentem w którym zamoczyła końcówkę palca, najwyraźniej zamierzała nim jeździć po ciele Ayamaru.- Lepiej żebyś ją założył, opaskę znaczy się. Zapewne zdałeś sobie sprawę, że generał jest nieco podejrzliwy, ale ma ku temu powodu. Odkąd tu przebywa 4 razy próbowano odebrać mu życie. Takeo, ten który was przywitał, zaproponował mu że się pod niego podszyję i w ten sposób zapewni mu bezpieczeństwo. Gdy tamten użył Henge niemal od razu zaczął go rozbierać. Generał dostał bzika podejrzewając, że każdy może być kimś innym. Na szczęście odkrył, że nie można skopiować tego czego się nie widzi. Właśnie rozbierając Takeo zauważył, że brakuje pewnych blizn. Od tej pory każdy kto kogoś podejrzewa może zapytać o znak pod opaską, jeżeli go nie ma lub  co gorsza nie ma opaski może cię zabić lub przynajmniej próbować. - jej pałce sprawnie pomykały po podłogę tworząc dobrze jej znany wzór wokół łóżka, nie przestawała też mówić jakby pomagało jej to w skupieniu się. - Nawet nie poczujesz... znaczy pieczęci, będzie pobierała chakrę z ciebie aby się utrzymać, ale ilość jest tak minimalna, że w żaden sposób tego nie odczujesz. No chyba, że ktoś postanowi, że masz wybuchnąć, nie wiem czy to jest bolesne, ale przypuszczam, że tak. Staraj się nie kwestionować rozkazów generała, ale zrób to jeżeli uważasz że są niemożliwe lub zwyczajnie głupie. On myśli, że wszystko wie bo naczytał się głupot, ale tak na prawdę ma niewiele większą wiedzę niż zwykli ludzie. Nigdy nie łam jego rozkazów, nawet jeżeli uważasz, że mogą być z tego korzyści dla naszego obozu. Nie cierpi gdy ktoś łamie jego rozkazy, właściwie praktycznie zawsze kończy się to egzekucją, a ty jesteś szczególnie narażony. Nie lekceważ go nie jest zwyczajnym żołnierzem, nie jest też szlachetnie urodzony jak większość osób na wysokich stanowiskach. Wywalczył sobie drogę na szczyt od szeregowca, przeżył kilka wojen, posiada umiejętności które nawet ninja potrafią sprawić trudności, nie ma wielu którzy by go pokonali w walce na miecze. W dodatku wydaję się mieć jakiś dodatkowy zmysł, a może jakimś sposobem wykształcił zdolności sensorycznę... - nie przestawała mówić jednak dalsze tematy były znacznie mniej istotne z punktu widzenia Kiyoshiego, opowiadała bowiem o swoim domu, mężu, który niestety niedawno został ranny i nie mógł wyruszyć z nią na wojnę oraz o 5 letniej córeczce. Od czasu do czasu pytała również o Baigai, ale sama odpowiadała na swoje pytania nie dopuszczając Ayamaru do głosu. Teraz już był pewien była okropnie zmęczona i tylko nieustający potok slow powstrzymywał ją przed utratą świadomości. W takiej sytuacji łatwo o pomyłkę jednak podczas godziny nakładania pieczęci, nie pomyliła się ani razu, w końcu jej palce przejechały po cielę Ayamaru i pozostałe znaki " wjechały" w ślad za delikatnymi kreskami na brzuchu chłopaka. - Teraz jakbyś mi zwolnił łózko, byłoby świetnie.

Bar


Kiyoshi ruszyli w stronę baru, brak przydzielenia im namiotów musiał być rozczarowujący, być może jednak generał nie zajmował się takimi sprawami i warto by kogoś spytać, możliwe też, że liczył że ninja sami się tym zajmą, na pewno nie stanowiło to problemu dla Senju. Taro jednak jeszcze nie wydał rozkazu do rozbicia obozu, chyba nie czuł się na tylę pewnie w toważystwie Mamoru. Spojrzał zresztą niepewie w kierunku lidera, który został zaproszony na prywatną rozmowę z generałem.- Pójście do baru nie jest złym pomysłem - podchwycił pomysł Kiyoshiego przy czym mówił to tak głośno aby Mamaoru wiedział gdzie go odnaleźć w razie potrzeby, chociaż nie wątpił, że lider byłby to w stanie zrobić i bez tej informacji. - Może tam dowiemy się czegoś więcej o obozie.
Tymczasem niektórzy postanowili spędzić czas na lepszym zapoznawaniu się nim dotrą do baru.
- Ślicznotko, lepiej zostaw tych cieniasów i chodź ze mną napić się drinka, kto wie może nawet Ci postawie. - Teriju zwrócił się do Yukiny jednak była to bardziej próba zaczepki skierowana do chłopaków niż rzeczywista próba bowiem nawet nie czekając na odpowiedź ruszył do baru podśpiewując się jakby powiedział właśnie dobry dowcip. Wnętrze baru cuchnęło alkoholem i przyprawami, menu nie było zbyt bogate (Wódka "Ognista" (30%) 200 ryo, Wódka "Płynny Katon" (45%) 230 ryo, Ramen 100 ryo), gości też nie było sporo. Pomieszczenie nie było może najczystszym w jakim można się znaleźć, ale wciąz spełniało standardy miejsc w którym można zjeść bez obrzydzenia. Po drodze ogólnie odnosiło się wrażenie oczekiwania na rozkaz. Większość żołnierzy zdawała się być gotowa do natychmiastowego wymarszu. Tym bardziej ciekawa wydawała się dyskusja dwójki klientów, z których jeden zalany był niemal w trupa.
- Móóóóówie Ci wiciałem to na wuasnę oczy...ot teee - wskazał na oczy aby zapewnić, że je ma i z nich korzysta- Zzz ziemi wyrozły wilary,  większeeeee niż nasza muuuury, awszyscy, awszcy mięcy nim wyparowalli. Bum i popioły tylko sostały.
- Jasne, jasne i co jeszcze widziałeś Latających ludzi, a może lodowe potwory?
- Taaak, filki! Tesz je wiciałeś?
Jednak wkrótcę po pojawieniu się ninja opowieści dziwnej treści przestały być główną atrakcją baru.
- Podać coś? Jesteś nowi nie widziałem was tu wcześniej, skąd przybywacie? - spytał podejrzliwie obsługujący bar- Ejże jeżeli chcecie się bić to na zewnątrz!
Ta ostania było skierowane do Aoi Kiyoshi oraz Terjiu Senju, najwidoczniej jeden z jego tekstów skierowany do kobiety niezbyt jej się spodobał. W wyniku czego teraz ich kunaie zbliżyły się niebezpiecznie blisko gardeł. Bliźniacy Kiyoshi nie zamierzali biernie przyglądać się wydarzenia i również sięgnęli po swoją broń, ruszając w kierunku Senju.

Obóz źródeł



  Żołnierze źródeł rzadko mieli jakiekolwiek mundury w większości też nie mieli żadnych charakterystycznych znaków, jedyny wyjątek stanowili oficerowie, nie było ich wielu siedmiu dowódców, którzy na dumnie noszonym stroju , mieli wyszyty znak kraju gorących źródeł na ramieniu. Teraz jednak wszyscy bez wyjątku, a wszyscy byli zgromadzeni przy palisadzie wybałuszali oczy w niedowierzaniu. Jeden samotnik starł w tyrł cały oddział wroga, nie, nie tylko odparł atak, a dosłownie obrócił w pył przeciwników. Nie dowierzanie i przerażenie odrysowały się na większości twarzy. Tylko na twarzy Kina najwyższego rangą pojawił się uśmiech. Wreszcie uwierzył, że mają szansę osiągnąć w tej wojnie sukces. Czym prędzej popędził do Namiotu, gdzie według jego wiedzy znajdowali się przywódcy ninja.

Północna brama


   Ayatane nie zamierzał pozwolić aby strzały przedarły się przez palisadę, niestety spóźnił się. Na szczęście pierwsza salwa nie przyniosła oczekiwanego przez ogień rezultatu. Przy drugim atakuSamotnik zdołał rozgryźć o co im chodziło, a przynajmniej tak myślał. Natychmiast zajął się zabezpieczaniem niebezpiecznej chmury, co samotnicy powinni zrobić już dawno. Miya asekurował go piaskiem starając się wyłapać strzały, jednak te były już w powietrzu, zanim samotnicy przybyli w to miejsce trudno było wyłapać wszystkie, lód też nie zakrył w całości chmury. Ayatane pozostawił małą wyrwę niespełna 90 cm chmury nieosłoniętej lodem, w najdalej oddalonym od samotników. Co za tym idzie w miejscu do, którego piasek dotarł najpóźniej przepuszczając kilka strzał. Większość uderzyła w lód bezradnie wypaląjąć się na nim, jednak ta jedna, ta jedyna pędziła prosto ku dziurze. Bum! No może raczej bardziej pyk, kunai rzucony przez jednego z Uchihów, zmienił tor lotu strzały sprawiając, że ominęła ta wyrwę w obronie., opadający piasek ugasił płomienie. Atak ognia okazał się fiaskiem.

Namiot ninja


Oficer dowodzący minął grupkę Uchihów , którzy ustalali sprawy dowodzenia(nie wiem co mogę wam więcej odpisać, bo nie opuszczę za was obozu, gdzie może być znacznie bardziej niebezpiecznie) i wpadł przyglądając się twarzą zgromadzonych. Wyglądał na podekscytowanego, niczym nie przypominał tego samego typa, który wcześniej opierdzielał ichuza.
- Wszyscy to umiecie? Te bum,bum,bum, te dwóch ich jego no było dwóch wiecie, no i to coś co urosło i robiło szyszyszy - strasznie przy tym wszystkim gestykulował co jeszcze bardziej go ośmieszało. - Musimy zmienić strategie, tak z wami nie tylko możemy się bronić, możemy atakować. Zrobimy im bum,bum,bum co jeszcze potraficie? Latanie?Przenikanie przez ściany?

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2015-09-05 13:14:49)

Offline

 

#102 2015-09-04 12:58:16

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Jezioro pamięci

   Rozmowa z Ayamaru nie trwała zbyt długo. Właściwie zdążyli się tylko przedstawić, kiedy ten ruszył w swoją stronę. Dane mu było poznać za to jego młodszego towarzysza. Ten poruszył dość niewygodny dla Adatte temat, który mógł odkryć zbyt wiele z jego tożsamości. Kimari nie mógł jednak o tym wiedzieć. Uzumaki nie zamierzał pozostawić zawieszonego w eterze pytania bez odpowiedzi, co mogłoby zwrócić ich uwagę na jego nadmierną skrytość i wzbudzić nieufność.
   - Dlaczego? Przybyłem do domu po długiej nieobecności i zobaczyłem wiadomość. Postanowiłem jakoś zadośćuczynić naszemu rodowi, którego opuściłem na tyle miesięcy czy lat, kierując się tylko tym, co było dla mnie przyjemne. Chciałem zrobić coś dobrego dla klanu Senju, no ale jak widać - wyszło jak wyszło. Gdybym wiedział, że Mamoru-sama odmówił współpracy, pewnie bym się tu nie cisnął. W końcu o śmierć tutaj nie będzie trudno. Szczególnie, że mamy być podani przeciwnikom jak na złotej tacy... No ale nie mnie kwestionować takie decyzje. Będzie co ma być...
   Zamilkł, sprawiając wrażenie zadumanego nad sensem swych słów. W rzeczywistości chciał jednak tylko odegrać swą rolę w jak najbardziej realistyczny sposób. Następnie podniósł głowę, a brązowe tęczówki wbił w osobę Yukiny, oczekując jej opowieści. Zagadnął również sprzymierzeńca z Baigai.
   - A tak właściwie, to co robi tutaj klan Kiyoshich? Zdawać by się mogło, że nie macie żadnego interesu w potyczkach tak oddalonych od waszej siedziby...? Gdyby sam mój kraj ojczysty nie był zaangażowany w ten bój, zapewne na próżno byłoby mnie tu szukać.
   Weszli za grupą ludzi do wnętrza karczmy polowej, czemu towarzyszyło zmierzenie osoby łysego Teriju kolejną odsłoną zażenowanego spojrzenia. Adatte westchnął w wyrazie pogardy, po czym zamówił miskę gorącego ramen. Jeżeli mieli brać udział w bitwie, wypadało napełnić brzuchy. Kiedy pomyślał o tym, że tak wiele wskazywało na to, że może to być ostatni posiłek w jego życiu, zamówił trzy kieliszki wódki "Ognistej" i rozstawił pod ich nosami.
   Brodząc pałeczkami w misce pełnej zupy, przyglądał się barowej bójce. Nie zamierzał się wtrącać. Wypadałoby wówczas wstawić się za rodakiem, a tego nie miał najmniejszego zamiaru czynić. Może w końcu ktoś spuści mu lanie, na które zasłużył. Uniósł kielich w górę, spoglądając na pozostałą dwójkę.
   - Wypijmy za... - zamilkł, szukając odpowiedniego toastu. Kiedy zdał sobie sprawę z tego, w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźli, westchnął. - A zresztą... - wzruszył ramionami i wylał zawartość prosto do gardła.

Offline

 

#103 2015-09-05 00:54:15

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

     Dwustu łuczników, jednocześnie, niczym jeden mąż wystrzeliło dwieście strzał. Ich zadaniem było rozpętać piekło przy północnej bramie obozu Gorących Źródeł. Miały trafić prosto w purpurową chmurę, ciasno otulającą prowizoryczną palisadę, wywołując eksplozję. Wynikiem ataku prawdopodobnie byłoby powstanie ogromnej wyrwy w jedynej osłonie tubylców, wybuch pożaru oraz śmierć lub przynajmniej poważne okaleczenie dziesiątek wojowników. Z gradu ponad dziesięciu tuzinów strzał, rozświetlających wieczorne niebo, Ayatane widział teraz jedną.
    Niemal wszystko poszło zgodnie z... planem? Nie, nie było żadnego planu. Yuki działał instynktownie, tak jak dziesiątki razy wcześniej, na kształt doskonale zaprogramowanej maszyny. Lodowa kopuła o powierzchni ponad stu metrów kwadratowych szczelnie zatrzasnęła trujące opary w kryształowym więzieniu, blokując salwę płonących grotów przed dotarciem do celu. Chociaż... cóż, nie do końca szczelnie.
   Pojedyncza strzała przeszywała powietrze, nieubłaganie zmierzając wprost w jedyną wyrwę w osłonie Samotnika. Ten śledził ją zmęczonym wzrokiem, wiedząc, że nic już nie może zrobić. Miał wrażenie, że od samego początku jego źrenice podążały za tym strzałem. Jedynym strzałem, który mógł zagrozić pomyślnemu zakończeniu defensywy. Sekundy rozciągały się w minuty. Zaraz dojdzie do katastrofy, nie podołał zadaniu, był zbyt wolny; Yuki wszystko to wiedział i widział, choć czas na reakcję dawno upłynął. Zmrużył oczy, przygotowany na nadchodzącą eksplozję. Serce waliło mu jak młot, jakby chciało wyrwać się z piersi i rzucić do ucieczki.
   Wtedy na moment stanęło. Ayatane, nie mogąc uwierzyć własnym oczom, niemal przewrócił się na ziemię, na szczęście w ostatniej chwili łapiąc jednak równowagę. Będąc zaledwie centymetry od celu, strzała niespodziewanie zboczyła z kursu, upadając na trawę kilkanaście jardów dalej. Ciemno-szare ostrze noża kunai błysnęło gdzieś w oddali, po czym zniknęło za wysoką palisadą.
   Yuki zwrócił głowę w bok, natychmiast odnajdując właściciela broni, która właśnie uratowała wojowników przed bardzo wątpliwym, ale raczej nieciekawym losem. Białowłosy posłał mu szaleńcze spojrzenie, wyrażające jednocześnie radość, podziw, szok, niedowierzanie i pytanie "chcesz żebym padł na zawał?!".
   
     - O kur.wa... - wyrzucił z siebie Samotnik, wypuszczając nieświadomie wstrzymywane dotąd powietrze. Zmęczenie, które pojawiło się podczas korzystania z kekkei genkai szybko przeszło, zarazem przywracając reakcje chłopaka do normalnej wartości. - Hee... hee... dobra robota ludziska. - rzekł do zebranych, lekko jeszcze dysząc. Słysząc swój zauważalnie łamiący się głos, Ayatane wyprostował się, poprawił włosy i odchrząknął, by w końcu kontynuować, już zwyczajnym tonem. - Zdaje się, że przez jakiś czas będziemy mieli tutaj spokój, mam nadzieję...
   Po tych słowach, Yuki przez ramię spojrzał ku niebu i stał w tej pozycji dłuższą chwilę, najwyraźniej czegoś wyczekując. W końcu chyba znudził się, gdyż z powrotem odwrócił głowę i stwierdził.
   - Kolejna salwa powinna już dawno tutaj dolecieć; najwyraźniej łucznicy się wycofali... bądź coś ich powstrzymało. - ostatnią część zdania wypowiedział z lekkim uśmiechem. Przypomniał sobie bowiem o nieobecności Generała Akemiego w namiocie dowództwa. Charakter Kakukoro, o tyle na ile znał go białowłosy, raczej nie skłaniał go ku cichym podchodom, lecz ku walce w pierwszym szeregu. Najprawdopodobniej oddział Kraju Ognia został właśnie zdziesiątkowany albo nawet wybity w pień. - Ja w każdym razie wracam do dowództwa złożyć raport. - to jeszcze powiedział zarówno do czerwonych, jak i Miyaguchiego, zaś w ostatnim zdaniu zwrócił się jedynie do Uchiha. - Chyba będzie dobrze, jeżeli zostaniecie tutaj, zważając na zdolności sensoryczne. Jeżeli wasza przywódczyni zechce waszego powrotu, to z pewnością kogoś przyśle.

     Kilka minut później Ayatane stał już w "progu" namiotu, w którym zebrali się przywódcy frakcji będących w sojuszu z Krajem Gorących Źródeł. Tam zastał niespodziewanego gościa, konkretniej jakiegoś żołnierza, który jąkając się i wymachując rękoma najwyraźniej próbował coś przekazać. Yuki poczekał dokładnie dziesięć sekund (gdyż tyle wystarczyło, by zrozumiał, że gadka wojskowego to jakiś bełkot) i odkaszlnąwszy uprzednio, przyłożył do czoła dwa palce i zaczął.
   - Ichuza, Setsuna-sama. - dwa krótkie ukłony - Razem z Uchiha uchroniliśmy północną bramę obozu przed zniszczeniem. Wróg próbował, przy pomocy łatwopalnego gazu i płonących strzał, wysadzić palisadę w powietrze, lecz udaremniliśmy atak, względnie zabezpieczając przy okazji tamten obszar. - mówił szybko, bez użycia wojskowych zwrotów i grzeczności, na które naprawdę nie było teraz czasu. - Pani, oddział Uchiha czeka na kolejne rozkazy. - rzekł, patrząc Setsunie w oczy, po czym zwrócił się do swego lidera. - Co teraz?

Ostatnio edytowany przez Ayatane (2015-09-05 00:56:14)


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#104 2015-09-05 15:25:38

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

Panie, wiem, że mizerny, ale wena taka.

     Do namiotu wpierw wszedł dowódca, machał rękoma i prawił słowa, które odbierać można jako komplementy. Kiwnąłem głową niepozornie w jego stronę, a na twarzy zagościł lekki uśmieżek. Po chwili za jego plecami wyłonił się Ayatane, który po gestach formalnych przedstawił raport z północy. Podziękowałem mu, a Yuki Yuki stanęła obok. W mej głowie odbiło się pytanie - Co teraz? Spojrzałem na brata, który zajęty leczeniem oraz odnawianiem chakry Akemiego, wydawał się być bardzo zamyślonym. Złożyłem dłonie na torsie, a mój wzrok spoczął na mężczyznę w białym płaszczu. Teraz przyszła pora na ofensywę - odpowiedziałem sam sobie. Westchnąłem, poprawiłem ubiór i poczekałem, aż mój zastępca poczuje się lepiej. W namiocie stał także Matsuo, który jako pierwszy naszedł mi na myśl. To oczywiste, że wysłanie go na front będzie priorytetem. Pozostaje więc decyzja odnośnie reszty zgromadzonych osób. Wątpię, by Setsuna chciała się pofatygować do tak lekkomyślnego zadania, lecz Samotnicy tacy jak Ayatane czy Akemi wyboru nie mieli. Rozkaz, to rozkaz. Rozłożyłem dłonie, uniosłem podbródek i skierowałem swe słowa w stronę wszystkich.
   - Skoro łucznicy zostali odparci, to przyszła nasza pora na atak. - Ostatecznie wymieniłem wzrok z dowódcą, potwierdzając, że użyjemy swojego bum bum. - Ayatane, Akemi, wyruszycie razem ze mną. Wyprawa trójki ninja, to byłaby przesadna lekkomyślność, więc wspierać nas będzie oddział Aburame. Myślę, że dostatecznie wspomogą nas podczas sytuacji kryzysowej. Z początku skierujemy się do rzeki. [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]. Niemniej, wszystko powinno pójść po naszej myśli. Nie wiemy kto dołączył do armii naszego przeciwnika, lecz musimy atakować póki mamy jeszcze na to czas.
     Wyszedłem z namiotu, by raz ostatni zaczerpnąć świeżego powietrza. Resztę postanowiłem zostawić na miejscu, Setsuna także nie powinna się mieszać, jeżeli naprawdę nie chce się ruszać z miejsca. Wymieniłem spojrzenia z Matsuo, który wyszedł z budynku razem ze mną. Nie musieliśmy nic nawet mówić, by przygotować się do chwili, w której nasze życie stanie na szali. Nawet jeżelu umrzemy, to chociaż godnie. Ta jedyna myśl pocieszała mnie ostatecznie. Kto przejmie po mnie dowództwo, jeżeli zginę razem z zastępcą i Ayatane? Byłyby to ciężkie czasy dla naszej organizacji. Mamy jednak prawo poświęcić się dla dobra wojny. Wolałbym zrobić to, osłabiając szeregi przeciwnika, niżeli pozwolić tyranowi kicać po mapie i zgarniać wszystko, co mu w ręce wpadnie. Wróciłem do namiotu.
   - Ruszajmy zatem. Yoh, zostaniesz tutaj z moim bratem. Obydwoje będziecie chronić Setsunę. Matsuo zaś będzie pilnował osady, dokładniej patrolował jej tereny. - Po mych słowach do namiotu wszedł Miyaguchi. - Ah tak, Miya ruszy z nami.
     Shinobu zorganizował dwójkę swoich ludzi. Jeden z nich posiadał umiejętność tworzenia zwierząt, ożywiając je z powstałego ówcześnie rysunku. Wymalował on ptaka poza namiotem, który w niecałej sekundzie został pobudzony i gotowy do lotu. Na jego grzbiet wspięła się pozostała dwójka, a ptaszysko machając skrzydłami wzbiło się w powietrze na tyle wysoko, by nie widać było różnicy pomiędzy zwykłym ptakiem, a tym malowanym. Krążyli oni wokoło wschodniej bramy, czekając na mnie, Akemiego, Miyaguchiego i Ayatane.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#105 2015-09-05 15:52:53

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Jezioro pamięci

    Po ustaleniu kwestii ważnych i ważniejszych mogli ruszać. Zadanie, które przydzieliła im Setsuna nie należało wcale do łatwych, ani tym bardziej przyjemnych. Logen będzie musiał cały czas czuwać nad najmniejszymi nawet ruchami wroga. Starał się zawsze wykonywać swoje zadania najlepiej jak potrafił, a do tego teraz jego zdolności mogły okazać się niewystarczające. Droga będzie długa, a ciągłe „śledzenie” chakry – nawet, jeśli jej źródła nie było w zasięgu – było dosyć męczące; na szczęście mógł liczyć na pomoc Ikkyo i Suezo. Ten drugi może nie był zbyt doświadczony, ani też nie znał go dość dobrze, ale nie było wyjścia.
    Przemierzając obóz młodzian zastanawiał się na jaką odległość powinni się oddalić i w jakim szyku się poruszać. On jako sensoryczny ninja powinien znajdować się na przedzie, zaś jeśli będą kierować się po łuku, to formacja linii utrudniała by tylko ewentualne działanie - nieważne, czy linia ustawiona by była wzdłuż czy w poprzek. Najrozsądniejszym wyjściem było ustawienie się w trójkącie, klinie, lub literę V (jak kto wolał nazywać taką formację). Jeśli będziemy się trzymać dość daleko, to może nas nie zauważą… ale jeśli żadne z nich nie potrafi nawet ukrywać swojej chakry, to możemy wpaść na sensorów. – przyszło Logenowie do głowy, gdy obejrzał się za pozostałą dwójką. - Choć z drugiej strony eliminacja takich sensorów również mogła by pomóc w starciu.
    - Jak słyszeliście… – zaczął mówić, gdy Ikkyo i Suezo znaleźli się bliżej niego – mamy dość specyficzne zadanie. W dodatku w niesprecyzowanym, aczkolwiek ograniczonym czasie. Muszę wiedzieć jedną, bardzo istotną rzecz: czy którykolwiek z was potrafi w najmniejszym stopniu ukrywać swoją chakrę? – dokończył, nie wyjaśniając jeszcze całości swego planu, który już zaczął mu się układać w głowie.
    Jego plan, rzecz jasna, miał być jedynie uszczegółowieniem powierzonego im zadania i planu Setsuny. Różne możliwości na wypadek różnych zdarzeń – trzeba to było wziąć pod rozwagę; rozwiązanie podane przez liderkę nie było złe, ale nie koniecznie było jedyne. A teraz to Logen miał możliwość wykazać się zdolnościami – nie tylko tymi sensorycznymi.
    - To ważne. Jeśli żaden tego nie potrafi, będziemy musieli zmienić nieco trasę, bo nie zamierzam wpakować się prosto na sensory wroga. Do tego jeśli podejdziemy zbyt blisko bez odpowiednich zdolności, mogą wyczuć nas prędzej, niż ja wyczuję ich. Wtedy wystarczy im, żeby mogli w krótkim czasie przekazać informację dalej i będzie po dywersji. Zrozumieliście? – Logen patrzył ostrym wzrokiem to na jednego, to na drugiego, upewniając się, że zrozumieli.
    Zdarzyło mu się toczyć potyczkę z Ikkyo, dlatego był pewien jego umiejętności walki; co do Suezo musiał bazować tylko na zaufaniu, że ten go nie oszukał, przedstawiając swoje zdolności. Ale wyglądało na to, że żaden z nich nie pomyślał nawet, że tu nie tyle siła jest ważna, co adekwatne zdolności – bardziej taktyczne.


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#106 2015-09-05 15:58:27

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Jezioro pamięci

   W oczach posła pojawiła się nutka strachu. Rozmówca zareagował na jego groźbę zawiązania sojuszu z przeciwnikiem w sposób dość nieoczekiwany. Zamiast starać się zaoferować im lepsze warunki współpracy, wyzwał od kanalii i w odwecie przedstawił mu swoją wizję dalszego scenariusza. Nie ulegało wątpliwości, że mężczyzna czuł do niego wstręt, no ale przecież tego typu zagrywki w dyplomacji wcale nie należały do najrzadszych.
   Kiedy znikąd wyłoniła się kobieta, za pewne ta sama, z którą już miał do czynienia, zacisnął zęby tak mocno, że sprawiło mu to ból. Już wtedy, bez większego powodu, nie traktowała go w sposób, którego należało się spodziewać w stosunku do przedstawiciela organizacji, wysuwającej pewne propozycje. Teraz on sam, jak na złotej tacy, podał jej przyczynę, dla której jej usposobienie miało się zmienić na jeszcze gorsze. Zamknął oczy. Poczuł, jak chłód stali sięga jego szyi.

   Ocknął się w zupełnie innym miejscu. Widocznie zastosowała tę samą sztuczkę, a przekonania mężczyzny nie przyćmiły jego zdrowego osądu. W dłoni ściskał zmiętą kopertę, zalakowaną pieczęcią nacji, z którą dyskusje właśnie dobiegły końca. Rozejrzał się wokół, aby rozeznać się w sytuacji, po czym puścił się biegiem w kierunku obozu swoich rodaków.

_________________________________________________________________________________



   Nakayama przyglądał się swoistej egzekucji, której dokonywał jego sobowtór. Chociaż spodziewał się jakiejś nagłej eksplozji, nic takiego nie miało miejsca. Szybkie cięcie rozłączyło głowę i resztę ciała mężczyzny. Wisior, który jeszcze chwilę wcześniej zdobił szyję nieboszczyka, spoczął w dłoni Wyrzutka. Przyjrzawszy się wyrytemu na nim znakowi, dostrzegł przedzierającego się pośród drzew posła.
   - Wreszcie! Jakie wieści?
   Hokuzo podał mu zwój. Ronijczyk odczytał treść, odrzucając od siebie głowę denata. Nie była mu już potrzebna. Skoro wszystko stało się jasne, przesłuchania nie były już dłużej konieczne.

_________________________________________________________________________________



   Pojawił się w obozie w ciszy, przyglądając zebranym tu ludziom. Ito wrócił już z "pakunkiem" w postaci jednego z zatrzymanych mężczyzn. Gdzieś w oddali Yoshiro w towarzystwie ucznia lidera przesłuchiwali intruza, który zakłócił ich spokojne wyczekiwanie na przybycie posła. Teraz wreszcie powrócił. Stanął pośrodku niewielkiej polany, po czym znacząco chrząknął.
   - Mamy porozumienie z obozem Kraju Ognia. W zamian za wspomożenie ich sprawy w czasie tej bitwy zaoferowano nam militarne wsparcie w ciągu najbliższych lat. Co więcej, po zakończeniu bitwy udam się na spotkanie z samym lordem feudalnym, aby pomówić z nim o dalszych korzyściach z naszej współpracy. Uzyskujemy więc silnego sojusznika, z którym inni będą zmuszeni się liczyć! - Podniósł głos w rzekomej euforii. Zdawał sobie bowiem sprawę, że otrzymana deklaracja jeszcze tego nie przesądza, ale wiele będzie zależeć od kaprysów samego lorda. Mimo to zmuszony był użyć takich słów, aby umocnić morale swych ludzi. - Jak więc widzicie, nasza nagroda może w głównej mierze opierać się o nasz wpływ na losy bitwy. Jeżeli pokażemy się z naszej najlepszej strony, zapewne nasza pomoc zostanie zauważona i spotka się z odpowiednią gratyfikacją.
   - Istnieje jeszcze dodatkowa umowa. Za każdego poległego z waszej ręki przeciwnika, którego kawałek ciała uda się wam dostarczyć do obozu, zostanie wam przekazana kwota pieniężna. Za zwykłego żołnierza należy się 100 Ryo, każdy ninja wart jest tysiąca Ryo, podczas gdy za przedstawicieli ich dowództwa przysługuje wam całe 50 tysięcy monet. - Poseł Mitarashina poczuł się zobowiązany do przekazania innej części umowy.
   W tym czasie Nakayama zbliżył się do przesłuchiwanego mężczyzny.
   - Wystarczy. Yoshimaru, sprawdź proszę, czy faktycznie ktoś jest w okolicy. Możesz wziąć ze sobą kogoś do pomocy. Kiedy zakończycie zwiad, dołączycie do nas przy bramach. W razie czego weź ze sobą ten zwój. - Wypisał na pergaminie kilka zdań, które poświadczały jego przynależność do oddziału Nakayamy. - Reszta wyruszy za mną, udajemy się do obozu Kraju Ognia. A ty - zwrócił się do jeńca. - Wybacz, że zaszło takie nieporozumienie. Gdybyś od razu wyznał swoją przynależność i stosował się do poleceń, nie doszłoby do tego. Możesz ruszyć z nami, jeśli chcesz.
   Miał nadzieję, że już niebawem poznają plan dowództwa Kraju Ognia i włączą się do czynnej walki. Cały oddział wyruszył w pełnym pędzie we właściwym sobie kierunku. Poseł udał się w kierunku pobliskiego brzegu, skąd pijawka miała przetransportować go na statek.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Shinsaku (2015-09-05 16:01:24)

Offline

 

#107 2015-09-05 16:35:09

 Suezo

Martwy

Zarejestrowany: 2014-10-28
Posty: 249
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

Chłopak popatrzył się na Logena po przemowie. Był on zaskoczony. Przecież powiedział mu, że jest słaby i ma małe doświadczenie w boju. Suezo nie potrafił ukrywać chakry. Zdawał sobie sprawę, że muszę obiegać cały obóz przeciwnika dookoła w bezpiecznej odległości, bo inaczej ich wykryją, dlatego chłopak postanowił powiedzieć prawdę. Nie był to czas na zabawę czy kłamstwa. Wszystkie jego zdolności muszą zostać odtajnione i musi zaufać dowódcy oddziału Logenowi. Inaczej będzie po nich przez jego własną głupotę.
     - Niestety utrudni nam to wyprawę, ale nie potrafię ukrywać swojej chakry - powiedział mu wprost nie chcąc narobić problemów chociaż i tak przez swoje nieumiejętności już ich narobił - będę zapewne dla was kulą u nogi i musicie mi to wybaczyć, ale pomogę wam z całej siły jaką w sobie mam.
     Chłopak miał nadzieję, że Logen oraz Ikkyo nie będą mieli mu tego za złe. Nie chciał być dla nich przeszkodą i czuł nawet, że jest to jego pierwsza i ostatnia wojna. Chłopak był na tyle niedoświadczony i słaby, że zapewne pierwszy lepszy przeciwnik mógłby go pokonać. Chłopak zawsze chodził tam gdzie nie potrzeba. I właśnie w ten sposób przyszedł tutaj. Na wojnę. Nie miał pojęcia jakie są siły przeciwników, ale wiedział, że w tym momencie z każdą sekundą jego życie jest coraz bardziej zagrożone. Wiedział, że umrze w tej wojnie, ale miał nadzieję, że przyda się chociaż trochę, dlatego Suezo bez żadnych przeciwwskazań słuchał się Logena dowódcy jego oddziału i chciał zginąć przynajmniej jako ninja. Dopełni służby i zrobi wszystko dla swojego klanu. Tylko po to, żeby wygrać tą wojnę.

Ostatnio edytowany przez Suezo (2015-09-05 16:35:45)


http://imagizer.imageshack.us/v2/xq90/540/vcxren.jpg

Offline

 

#108 2015-09-05 18:57:35

Yukina

Klan Senju

Zarejestrowany: 2014-11-02
Posty: 383
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Weteranka
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat

Re: Jezioro pamięci

Można powiedzieć, że sobie za wiele nie pogadaliśmy. Ayamaru został wezwany na założenie pieczęci i musiał odejść, jednakże coś czułam, że kolejne spotkanie za niedługo nadejdzie. Może po zostaniu żywą bombą się do nas dołączy? Cóż, fajnie by było, lecz nie ma tego złego, gdyż naszym nowym towarzyszem został jego podopieczny - Kimari Kiyoshi. Był to blondyn o miłym spojrzeniu i uśmiechu. Ucieszyłam się, że poznałam kolejnego sojusznika. Z pewnością taka osoba będzie mogła się przydać na polu bitwy jak i w realnym życiu, które w moim wydaniu było nieco zagmatwane.
- W sumie to wróciłam do klanu niedawno, ale gdy zobaczyłam kartkę, wiedziałam, że muszę się tu zjawić. W końcu chodzi o wojnę, którą toczy mój kraj. To tutaj się urodziłam i za wszelką cenę chcę chronić to, co dla mnie ważne.
     Powiedziałam przyjaznym, w zupełności szczerym głosem. W sumie nie kłamałam nadzwyczaj w świecie nie miałam powodu i w dodatku w jakimś stopniu im ufałam. Oczywiście nie tak, by wyjawić im moje podejście do całej wojny, ale tak, by móc zdradzić rzeczywisty powód mojego pojawienia się na polu bitwy.
-Mamoru-sama jest tu dla nas. Powinieneś wiedzieć jakie ma podejście, ale no cóż ..   
     Westchnęłam, przyglądając się czerwonowłosemu. Czyżby coś ukrywał? W końcu większość osób powinna znać charakter naszego lidera, poza tym od dawna przeczuwałam, że nawet jeśliby nie miał zamiaru walczyć dla kraju to dla swoich rodaków zrobi wszystko. W końcu jesteśmy niczym rodzina, prawda?
     Następnie zaczęliśmy iść w kierunku baru. Mieliśmy wolne, więc mogliśmy się rozejrzeć np. za czymś do jedzenie i picia. Oczywiście, chcąc pozostać przy trzeźwym myśleniu, postanowiłam nie pić żadnych alkoholi. Byłam pełnoletnia, ale to była wojna. Świętowanie możemy przełożyć do czasu, aż będziemy w pełni bezpieczni, innymi słowy wygramy. Jako, iż wszystko stało pod znakiem zapytania to nie mogliśmy dać się podejść. Nie teraz, kiedy mieliśmy szanse..
     Na miejscu przywitała nas bójka dwóch osobników. Jednego poznałam wcześniej, lecz drugiego niestety nie. Hmm, a gdyby tak ich rozdzielić? Pomyślałam, po czym zamówiłam jedną miskę ramen. Gdy już mi ją dostarczyli, zaczęłam jeść, cały czas myśląc o tym co się działo na miejscu.
- Itadakimas - szepnęłam, po czym całkowicie odwróciłam się do czerwonowłosego, który zamierzał wznieść toast. Naprędce poprosiłam o szklankę wody, odstawiając swój kieliszek napełniony wódką. Gdy mi go podali, szybko wzięłam go do ręki i uniosłam wysoko.
- Jako, iż nie pije procentów to niestety nie napije się z wami, ale toast można wznieść chociażby za wygraną, ne? Uśmiechnęłam się życzliwie i wzięłam jeden głębszy łyk.
- Ne, Kimari-san Co myślisz o całym tym wydarzeniu? Zakładam, że to Twoja pierwsza wojna..- Odezwałam się miłym głosem, chwilowo ignorując bójkę dwóch klanów.


http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8tu1z9vnk1r922azo1_500.gif

Offline

 

#109 2015-09-06 01:25:10

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

     Ayatane przyglądał się ruchom niewysokiego mężczyzny o czarnych jak obsydian źrenicach. Przywódca organizacji Samotników zwlekał z udzieleniem odpowiedzi na pytanie białowłosego. Co teraz? Chodź mimika lidera nie udzielała wielu podpowiedzi, co mogło mieć miejsce w jego głowie, to Yuki był pewny, iż powstaje tam odpowiedź. Ichuza stał z ramionami splecionymi na piersi. Milczał. Wzrok oczu barwy onyksu przechodził po kolejnych personach obecnych w namiocie. I choć nie padło ani jedno słowo, wszyscy myśleli o tym samym - musieli ruszyć do natarcia.
   Na doświadczonych wojownikach ciążyła świadomość, że nie można wiecznie trwać w defensywie. Aby wygrać tę wojnę, musieli zaatakować. Innych opcji po prostu nie było. Istniały oczywiście taktyki, polegające na bronieniu warowni całymi miesiącami, doprowadzając do wyniszczenia armii oblegającej, lecz prowizorycznej palisady otaczającej kilka tuzinów namiotów, nawet z najlepszymi intencjami nie można było nazwać choćby dobrym punktem strategicznym. Pozostawało więc tylko jedno pytanie, z pewnością nie należące do zbioru prostych.
   Jak? W jaki sposób przeprowadzić efektywne natarcie, jak skruszyć mury obozu-twierdzy Ognia i wreszcie w jaki sposób zwyciężyć tyrana? Spojrzenie Ayatane śledziło źrenice Ichuzy, czytając z ich ruchów jak z otwartej księgi. Przywódca wybierał w tym momencie osoby, które miały iść na front. Ja, Generał Akemi, Miyaguchi - Yuki wymieniał w myślach persony niezbędne w tym składzie samobójców. No bo jak inaczej nazwać oddział wyruszający do walki z wrogiem posiadającym kilkukrotną przewagę liczebną, w dodatku dobrze ufortyfikowanym? Nie, żeby białowłosy nie wierzył w swe umiejętności, a już na pewno w potęgę wicelidera, niemniej na papierze liczby prezentowały się najwyżej kiepsko ...i to jeżeli patrzeć optymistycznie, trzeba przyznać.

     W końcu osoba, której odpowiedzi wyczekiwali wszyscy zebrani, otworzyła usta i zaczęła przedstawiać swoje przemyślenia. Yuki słuchał monologu ze skupieniem, lekko przymykając powieki. Tym razem to on związał ramiona na klatce piersiowej, jak to miał w zwyczaju czynić, gdy ktoś się do niego zwracał.
   Najpierw po namiocie rozległo się zdanie, które musiało zostać wypowiedziane. Choć białowłosy był ciałem i duszą przygotowany do walki, to serce mimo woli zabiło mu dwa razy szybciej na dźwięk własnego imienia. Jak wyjaśnił przywódca, Ayatane ze swymi wodnymi umiejętnościami stanowił podstawę ataku. Swoją drogą plan sam w sobie nie należał do specjalnie skomplikowanych. Zakładał przede wszystkim jak najszybszy, niespodziewany szturm, przebicie obrony wroga, a potem...
   Z Samotników znanych białowłosemu z imienia, w obozie miał pozostać jedynie Yoh Akimichi oraz Matsuo o wiecznie skrytym obliczu. Ze zdziwieniem młodzieńca spotkała się decyzja czarnookiego o dołączeniu do oddziału pierwszej linii. Zazwyczaj Ichuza trzymał się tyłów formacji, skąd mógł bacznie obserwować poczynania wojsk oraz wydawać rozkazy. Czemu tym razem podjął takie, a nie inne kroki? Ciekawe...
     Po krótkiej chwili, niewielki oddział opuścił namiot dowództwa, by następnie skierować się ku bramie prowadzącej w kierunku wschodnim. Obóz opuścił orszak prowadzony - chcąc nie chcąc - przez Ayatane. Chłopak po raz ostatni zerknął przez ramię na trzech, dumnych wojowników, należących każdy do innego rodu, a także na liczącą pięć person drużynę Aburame.
   Wziął głęboki wdech. Na jego gest, cały oddział przeszedł do biegu, pędząc wprost na obóz Kraju Ognia. W przeciągu minuty wszyscy znaleźli się na powierzchni rzeki, stanowiącej naturalną granicę między terenami zajętymi przez strony konfliktu.
   Ayatane, wciąż w biegu, złożył razem dłonie. Wraz z zamknięciem obiegu, Samotnik poczuł, jak przez jego wnętrze przelewają się niespożyte ilości energii. Chakra niemalże rozsadzała żyły, buzowała, pragnęła uciec z więzienia, jakie stanowiło ciało. Serce pompowało krew ze zdwojoną szybkością; nadnercza zaczynały produkować adrenalinę. Uczucie towarzyszące ryzykowaniu życia powróciło. Yuki chciał zawyć, krzyknąć, wybuchnąć szaleńczym śmiechem. Wtedy już wiedział, że jest uzależniony, że jedyny sens jego egzystencji to ciągłe balansowanie na krawędzi być oraz nie być. Euforia niemal zawładnęła chłopakiem; drżał, ale nie ze strachu, lecz dzikiej radości.
   Nie pozwolił stracić panowania, nie mógł, nie teraz.
   Prawa dłoń błyskawicznie znalazła się przy ustach Samotnika. Wyglądał, jakby miał zaraz zwymiotować; policzki nabrzmiały, powieki uniosły się do granic możliwości.
   Palce oderwały w końcu od twarzy. Nie, nie z woli właściciela. Zostały siłą wyparte przez wodę wypływającą z gardła białowłosego. Mało zjawisk mogło równać się temu niewyobrażalnemu widokowi. Normalnemu człowiekowi mogło wydawać się, że śni, w końcu działo się coś całkowicie odrealnionego, przerażającego. Przerażająco prawdziwego.
   Białowłosy, w ciągu kilkunastu sekund wypluł 1 600 000 000 litrów wody, tworząc z niej gigantyczną falę, na której szczycie się unosił. Mimo ogromnego wysiłku, jakiego zażądała od Ayatane technika, ten zachował trzeźwość myślenia i zdobył się na kolejny trud, związany z kontrolą wytworzonej cieczy. Poświęcając jeszcze więcej chakry, Samotnik zmusił potwora, którego sam zrodził, do parcia na przód i nie ocierania się nawet o sojuszniczy obóz.
   Rozkładając ramiona, Yuki, ten jeden jedyny raz, pozwolił wiatrowi na dominację śnieżnobiałego pola bitwy. Włosy jednak, jakby z podziwu układały się idealnie, nawet trochę nie przysłaniając właścicielowi wizji. Usta chłopaka przybrały najpaskudniejszy możliwy wyraz.
   Patrzył na wrogów Samotników, wiedząc, że oni patrzą na niego.

1. Wykorzystana technika: Bakusei Shouha
• Siła jutsu: 525
• Szybkość jutsu: 130...


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ayatane (2015-09-08 20:44:13)


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#110 2015-09-06 12:08:57

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Czułem się wyśmienicie po tym jak udało nam się pokonać tak dużą część wojsk wroga. Jednak to nie był koniec. Dostaliśmy trochę czasu na odpoczynek by zregenrować naszą energię. Na całe szczęście Ichuza był wstanie regenerować naszą chakre w bardzo krótkim czasie, dlatego tak szybko odzyskałem wszystkie siły. Nie było czasu na pytania. Tylko my byliśmy na to gotowi by zaatakować. Czy Uchiha też to odczuwali, a może jednak wolą się wszystkiemu przyglądać? To nie miało teraz większego znaczenia, tak czy tak była to misja samobójcza, którą jesteśmy gotowi wykonać. Wierze w potencjał moich żołnierzy tak samo jak w swoje umiejętności.

      Wysłuchałem tego co ma do powiedzenia Ichuza. To był czas na pokazanie potęgi Samotników. Plan był na tyle dobry, żeby zniszczyć chociaż część wojsk przeciwnika. Widziałem w oczach Ayatane determinacje do walki. Nie mogłem zepsuć jego zapału, więc sam się uśmiechnałem i wyprostowałem na znak gotowości do walki. Spojrzałem znacząco na Miyaguchiego. Ten wiedział już co ma robić. Mimo, że on nie jest moją marionetką to dostał takie rozkazy by mnie słuchać. Sabaku zaczął wylewać swój cały piasek z gurdy. Był gotowy na swoje zadanie. Na sam początek Ayatane wykonał swój ruch, tuż po nim ruszyłem ja.

      Ruszyłem z impetem w kierunku rzeki. Znalazłem się początkowo na fali Ayatane, jednak po chwili zauważyłem jak lecący na małej wysepce z piasku Miyaguchi podnosi nas wszystkich do lotu. Mnie, Yukiego, Ichuze oraz reszte naszego oddziału. Z taką pomocą szybko oraz bezpiecznie znaleźliśmy się tuż obok północnej wieży przeciwnika (50 metrów od niej). Wystawiłem w jej kierunku swoją pięść, a w mgnieniu oka skumulowała ona energię zdolną siać zament. Nie minęło parę sekund a została wypuszczona w kierunku dolnej części wieży niszcząc ją na tyle by górna jej część opadła na ziemie. Nie chodziło tu o doszczętne jej zniszczenie, a jedynie tak mocne by można było wpuścić wodę do środka. W drugiej pięści skumulowałem tą samą energie, w tym samym czasie. Została ona wypuszczona mur. Dwie kule wielkości kuli do kręgi zostały wypuszczone z dużą prędkością [szybkość 450] by siać zniszczenie. Była to siła tak potężna jak w przypadku trzeciego poziomu bakutona. Nie było możliwość by nam się nie udało. Woda leciała ona z tak dużą prędkością, że musiałem kontynować nasze wszystkie plany. Kiedy jej większa część wpłynęła do środka obozu ja zacząłem wykonywać pieczęci. Jakieś sto metrów od muru z wody zaczęły wychodzić cztery ogromne filary. Skuteczność tej techniki podpowiedziała mi, że mogę jej użyć jeszcze raz. Tylko potężni wojownicy byli wstanie przeciwstawić się takiej technice. Problem był taki, że filary znajdowały się w wodzie, przez co w mgnieniu oka cała woda stała się śmiertelną pułapką. Spojrzałem głębko w oczy Miyaguchiego. Ten wiedział, że jak coś się stanie ma on nas wszystkich przysłonić jak największą ilością piasku. Jednak miałem ten plan B. W końcu znajdowaliśmy się blisko murów wroga, jak zrobić się gorąco, mogę szybko tam się znaleźć. Wszystko wydawało się być wykonane bardzo dobrze.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

- Shichū Shibari - użyta technika

Offline

 

#111 2015-09-06 13:51:51

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Jezioro pamięci

     Pożegnałem się z liderką kiwnięciem głowy i krótkim słowem. Nie miałem zamiaru mówić jej czegokolwiek więcej. Byłem jej potrzebny, zostałem oddelegowany. Dostałem zadanie, do którego w sumie sam się zgłosiłem, jednakże z kilku powodów. Przede wszystkim, znałem umiejętności Logena w pewnym stopniu i uważałem go za niezłego ninję. Fakt, wygrałem starcie z nim, i to będąc jedynie repliką. Jednakże, szczerze mówiąc, wciąż uważałem, że różnie mogłoby to wyglądać, gdybyśmy walczyli na poważnie. A poza tym, nawet jeżeli byłem silniejszy, to co to zmienia? Lubiłem tego gościa. Chociaż starszy był ode mnie znacznie, to posiadał również ciekawe doświadczenie i wiedzę praktyczną. Przez te swoje kilkadziesiąt lat musiał zetknąć się z niejednym wojownikiem, czy Kekkei Genkai. Aż szkoda tego nie wykorzystać.

     - Sayonara. - rzekłem króciutko, po czym opuściłem namiot. Ustawiłem się w szyku, który postanowił ustalić nam najstarszy z naszej trójki. Literka V. On z przodu, ja z tyłu z prawej. Suezo z lewej. Tak było chyba najlepiej, zważywszy na to, że umiałem już całkiem sporo technik, no i miecz miałem przy boku przeciwległym do mojej pozycji. Chociaż wróć, katanę miałem po prawej... Nieważne, to mi bardziej odpowiadało i tyle.

     Patrzyłem na Logena, który postanowił mnie upomnieć i wydać przy okazji pierwszy edykt jako lider. Cóż, traktowałem go w rzeczywistości jako partnera. Miałem nadzieję, że on mnie też. Jego uwaga była celna, jednakże uznałem, że lekko pozbawiona sensu.

     - Logen-san, rozumiem twoje obawy, ale nie chce mi się wierzyć, że Setsuna pozwala na trzymanie przy sobie szpiegów. A nawet jeżeli, to znają całe szczegóły naszej misji. Co im da znajomość moich umiejętności? - zapytałem. A chwilkę później, dla dramatyzmu, dodałem. - Znajomość marnego ułamka umiejętności.

     Po czym uśmiechnąłem się lodowato. Logen powinien się cieszyć, no i doskonale zrozumieć tę aluzję. Podczas walki z nim objawiłem jedynie jedno Jutsu, teraz powiedziałem o czymś innym. Jeżeli natomiast miałem w rękawie kilka następnych asów, to nawet lepiej, że przeciwnik nastawia się na inny styl walki. Będziemy tym bardziej bezpieczni.

     Następne pytanie starszaka uzyskało odpowiedź Suezo. Niebieskowłosy również przeprosił nas za to, że jest słaby. Jak gdyby coś to zmieniało, czy też było jego winą. Wróć, poniekąd tak. Nie musiał zgłaszać się, jeżeli odczuwał brak umiejętności. No ale co mamy rzec? Zaoferował swoją pomoc i to, że w razie czego będzie nas osłaniał. Najwidoczniej jest wart więcej, niż bąka pod nosem.

     - Nie jestem w żadnym stopniu sensorem. Nie potrafię ani chakrę wyczuć, ani jej ukryć. Niestety, mój jedyny zmysł wykrywający to oczy. - powiedziałem. Kolejna wspaniała aluzja. Bo Sharingan coś tam potrafił, aha? Następnie spojrzałem na Suezo. - Wyluzuj, młody.

     Musiało to ciekawie zabrzmieć, skoro byłem starszy o jakieś dwa, może trzy lata.

     - Skoro się zgłosiłeś, kulą u nogi nie będziesz. A jeżeli mało umiesz? Cóż, po prostu będziesz polegać na nas, albo umrzesz. Ruszamy na misję półsamobójczą, więc no. Nastawmy się odpowiednio. - powiedziałem, po czym uderzyłem go lekko w plecy. - Do góry łeb! Dasz radę, jak i my!

Offline

 

#112 2015-09-06 14:54:57

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Jezioro pamięci



      Trzeba było przyznać, że mistrzem w broni dystansowej nie jestem, jednak jak każdy ninja szkoliłem w niej co najmniej podstawy i celność co okazało się być owocne, uśmiercając jednego z żołnierzy i raniąc drugiego. Byłem jednak nieco nie pocieszony z faktu, że pozostały przy życiu wojak postanowił się wydrzeć. Strasznie niezręczna sytuacja dodając do tego znikającego jegomościa, którego przez chwilę nie mogłem zlokalizować. Wtedy me oczy uniosły się ku górze i dostrzegłem jego sylwetkę, która w pozycji siedzącej umiejscowiła się na gałęzi jednego z dużych drzew. Spodziewałem się jakiegoś ataku z zaskoczenia czy może po prostu ucieczki a ten najzwyczajniej w świecie, spoufalił się ze mną przykładając palec do ust w geście utrzymania tajemnicy jego obecności. Czego jak czego ale tego kompletnie się nie spodziewałem na co zareagowałem zmrużeniem oczu i wykrzywieniem brwi w geście niezrozumienia zamiarów. Z jakiejś dziwnej mi przyczyny postanowiłem jednak zachować jego obecną pozycję dla siebie i odwróciłem wzrok w kierunku żołnierza, który to właśnie cisnął we mnie włócznią. Teraz mogłem dostrzec rezultaty treningów jakie prowadziłem od jakiegoś czasu. Drewniany "pocisk" poruszał się dla mnie niczym wyrzucony w powietrze balonik napełniony powietrzem. Wykonałem zaledwie drobny ruch ciała like this (w zależności od tego w jakąś część ciała leciała włócznia) [reakcja: 141] unikając przy tym ostrza i kierując swój wzrok, prosto w ślepia żołnierza. Była to dobra szansa na zdobycie informacji odnośnie sytuacji, która dzieje się teraz na polu walki. Wtem usłyszałem niepokojące świergotanie, którego nie mogłem z niczym skojarzyć. Jedyne co wiedziałem, to że muszę działać szybko aby dźwięk nie rozkojarzył mego oponenta. Zresztą o czym ja mówię... w momencie gdy jeżeli zetknął swój wzrok z moim sharinganem, już siedział w mojej pułapce iluzji[umysł:120], którą wystarczyło teraz wprowadzić w kolejny etap. Teraz gdy mogłem manipulować jego umysłem, rozkazałem mu aby przekazał mi wszystko znane sobie informacje na temat wojny, planów, stron konfliktu, klanów które uczestniczą i czy w najbliżej mi okolicy ktoś jeszcze się znajduje. Musiałem mieć ciągle na uwadze gościa, który póki co nie wykazał chęci ataku na moją personę, chodź w każdej chwili mogło się to zmienić. Przyznaje, byłem zaintrygowany jego osobą.
      [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2015-09-06 14:57:53)

Offline

 

#113 2015-09-06 19:53:50

 Kimari

Zaginiony

8253161
Zarejestrowany: 2014-12-06
Posty: 153
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Płeć: Meżczyzna
Wiek: 16

Re: Jezioro pamięci

~~

    Yukina oraz Adatte przybyli na tą wojnę w takim samym celu jak ja. Chcieli pomóc swojemu klanowi w nadchodzących bitwach oraz wesprzeć ich liderem klanu Mamoru jak tylko mogli. Ta dwójka odnosiła się z wielkim szacunkiem do tego mężczyzny i respektowali go. Nie wiem, czy to przez samą jego pozycje lub siłę jaką posiadał. W końcu żeby posiąść taką odpowiedzialność potrzeba potęgi, doświadczenia oraz rozumu. Bo kto chciałby mieć półgłówka jako lidera klanu?
    - Cóż... nie znam za bardzo szczegółów prawdę powiedziawszy. Jedynie tyle, że mój klan zawarł umowę z Lordem Feudalnym. My jedynie dopełniamy naszej części i chyba tylko dlatego Ayamaru-san zgodził się na tą pieczęć. To nie nasz konflikt, ale słowa dotrzymujemy. - powiedziałem po chwili zastanowienia. Ja sam nie miałem pojęcia o dokładnym powodzie naszej obecności tutaj. Tak jakby wspomożenie klanu to był jeden z moich celów tutaj. Drugim była ciekawość oraz chęć ujrzenia wojny na własnej oczy. Była różnica pomiędzy słyszeniem o niej a zobaczeniem na własne oczy. Chciałem zdobyć to doświadczenie teraz, niż przypadkiem wmieszać się w przyszłości w jakąś wojnę. Przynajmniej teraz będę jakoś przygotowany, wiedząc o paranoicznych generałach oraz ich podwładnych.
    Zaczęliśmy się powoli kierować w stronę baru. Nie przeszkadzało mi to jakoś, ponieważ tam miałem się spotkać z naszym "liderem grupy". Nic dziwnego tutaj nie zauważyłem, więc raczej nie będzie trzeba go informować o prostych sprawach typu "Widziałem żołnierzy przemieszczających się po obozie, to musi coś oznaczać" lub "Generałowi źle z oczu patrzyło, on coś kombinuje i nie będzie to dla nas dobre". Taa... po tych słowach zrobiłbym z siebie głupiego młodzika, choć to drugie... kto wie? Jakoś nie trudno byłoby mi w to uwierzyć, ale to tylko mało znaczące myśli. A z resztą, kiedy dotarliśmy do baru usiedliśmy przy barze, gdzie dwójka Senju zamówiła coś do jedzenia. Z resztą sam postanowiłem poprosić o ramen, ponieważ nie wypada iść na wojnę z pustym żołądkiem. Do walki trzeba być wypoczętym oraz najedzonym, żeby posiadać pełnie sił. Podczas walk dzieją się różne rzeczy, ninjutsu za ninjustu, genjutsu w genjustu czy nawet deszcz kunai oraz shurikenów.
    - Itadakimasu. - szepnąłem do siebie, po czym spróbowałem jedzenia. Smakowało jak każdy inny ramen, nie zniewalał, ani nie zachwycał. Był zwyczajny jak na to miejsce. Dlatego spokojnie jadłem, odwracając się po chwili w stronę bójki, która miała miejsce w barze. Rozpoznałem tam paru Senju oraz trójkę Kiyoshi z delegacji. Ayamaru nie będzie się to podobać - pomyślałem, dokańczając jeść. Nie zamierzałem interweniować w tą bijatykę, ponieważ sam zostanę w nią wciągnięty. I jakoś wątpiłem, że przekonam ich do pokojowego rozwiązania sprawy. Są dorośli, niech załatwią to jak dorośli. Brakuje jeszcze, by młodzież rozwiązywała tego typu rzeczy. Do jakich czasów doszło to.
     - Wygrana, przegrana. Ja tam wolę mimo wszystko przeżyć Yukina-san. Dodam od siebie, ujdźmy z tego cali. - powiedziałem w jej kierunku, po czym pociągnąłem jednym ruchem całą zawartość do swojego gardła. Zaczęło piec, więc to nie była żadna podróba. Jednym kieliszkiem się nie opije, więc co tam szkodzi. Raz się żyje.
     - Hmm... to trochę dziwne pytanie. Nie chciałbym kogoś urazić, ale ta wojna jest jakby to powiedzieć... głupia? Nie znam dokładnie przyczyn jej wybuchy, czy to było spowodowane żądzą poszerzenia ziemi lub czymś o głębszym znaczeniu? Może konflikt sprzed lat albo córka Lorda Feudalnego uciekła, żeby wyjść za mąż za syna Lorda Feudalnego Yu no Kuni? Tego nie wiem, ale nie lubię stosować przemocy, gdy można rozwiązać konflikt negocjacjami. W naszej profesji czasem trzeba walczyć, ale ja chcę unikać tego jak najczęściej. Choć ostatnio jakoś mi to nie wychodzi. - odpowiedziałem jej wpatrując się w pusty kieliszek, gdzie jeszcze niedawno znajdowała się przeźroczysta ciecz. Nie za dużo by się upić, ale wystarczająco, żeby lekko rozwiązać język. Trzeba trochę lepiej zapanować nad swoimi emocjami i zmienić temat. Tak, to dobry pomysł.
     - Powiedz Yukina-san, od jak dawna jesteś shinobi? Wyglądasz młodo, ale lepiej nie określać niczego po wyglądzie w naszej robocie. Jak to się mówi? Każda róża ma kolce? - powiedziałem z lekkim rozbawieniem. Ile to razy trzeba się ukłuć, by zerwać taką jedną różę? Aż przypomniała mi się misja z czerwonowłosą. Kurcze, piękna i zabójcza kobieta. Więc dlaczego by i nie słodka i mordercza?

   


[color=#FAF0E6]




http://i.imgur.com/9r969Mg.png

Offline

 

#114 2015-09-07 18:17:02

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Jezioro pamięci

    Spojrzenie Logena spoczęło na Ikkyo; groza bijąca z jego oczu mogłaby zabić – gdyby samo to mogło zabijać naprawdę. Nie wiedział, czy chłopak specjalnie tak zaczął swoją odpowiedź, czy też go nie zrozumiał na początku.
    - Rzecz Ikkyo nie w szpiegach Setsuny-san, a wroga… – wyjaśnił krótko, kończąc charakterystycznym dla siebie „urwaniem” i nie dokańczając pierwotnej myśli.
    Nie chciał się powtarzać, ale koniec końców uzyskał odpowiedź na swoje pytanie. Teraz pozostało im tylko obrać odpowiednią – niestety dłuższą drogę – i wyruszać. Spojrzał na stojących przy nim Ikkyo oraz Suezo, potem rozejrzał się po obozie, wybierając jego zdaniem najlepszą drogę. Z tego co zdążył się zorientować jedna z bram była atakowana, dlatego powinni się udać do innej. Było im to w sumie na rękę, skoro i tak mieli trzymać się możliwie z dala od frontu.
    Logen ruszył pierwszy, pokazując ręką, aby tamci ruszyli za nim. Kierował się do południowej bramy; chciał jak najszybciej zwiększyć dystans, żeby ominąć wrogie oddziały. Co jakiś czas oglądał się za siebie, upewniając się czy jego towarzysze się nie zgubili. Kiedy tylko opuścili tereny obozu, Logen wytężył zmysły do granic, aby możliwie z jak największej odległości wyczuć nieprzyjaciela; jednocześnie musiał kontrolować własną chakre, ukrywając ją przed innymi. Obawiał się jedynie, że wróg wyczuje Ikkyo, albo Suezo i cały ich wysiłek pójdzie na daremne.
    - Byłoby dobrze skryć się między drzewami możliwie jak najszybciej. Tylko starajcie się nie zmieniać szyku. Jeśli coś poczuję, od razu dam znak… – wykonał lewą ręką krótki gest; obrót dłoni w kierunku ciała z jednoczesnym jej zaciśnięciem w pięść. – Wielokrotność będzie oznaczać więcej punktów. Prawa strona będzie oznaczać znaczne ilości, powiedzmy mniejsze oddziały jak dziesięć osób. Inne ilości będę komunikował werbalnie, nie będziemy mieć czasu na dłuższe takie zabawy. – skończył tłumaczyć.
    Prowadził swoją małą grupę tak, żeby wzbudzać jak najmniejsze zainteresowanie. Gdy to możliwe wykorzystywał otoczenie, aby ukryć swoje przemieszczenie – przykładowo skacząc po drzewach, lub przemierzając rozpadliny, z których daliby radę wyjść.


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#115 2015-09-07 19:32:10

 Suezo

Martwy

Zarejestrowany: 2014-10-28
Posty: 249
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

Suezo słuchał słów jakie wypowiedział Logen i Ikkyo. Chłopak wiedział co go czeka, lecz nie przejmował się tym. Jego zadaniem było jedynie przeprowadzić dywersję i właśnie to zamierzał zrobić. Jeżeli mu się nie uda trudno będzie wykonywał dalsze rozkazy Logena w końcu jego zadaniem było służenie mu do końca całej misji. Niewątpliwie była to zapewne jedna z misji najtrudniejszych w jakich Suezo kiedykolwiek uczestniczył, dlatego było to dla niego nowe doświadczenie, ale nastawienie to samo... wykonać misję lub zginąć.
     Ikkyo poklepał chłopaka po plecach po czym wypowiedział nawet przyjemne dla niego słowa. Suezo popatrzył się na niego po czym z lekkim uśmiechem na ustach powiedział do niego.
- Ja wiem, że to misja samobójcza, dlatego już się nastawiłem do tego, że umrę. Jednakże nadal mam zamiar wykonywać rozkazy Logena. Dopóki on tu dowodzi będę mu posłuszny tak długo, jak długo będę w stanie wykonywać jego rozkazy - powiedział.
     Za chwilę Logen ruszył a tuż za nim Ikkyo i Suezo w szyku jaki wcześniej ustalili. Nie mieli czasu na wolną gadkę. Musieli działać i to już. Na wojnie każda sekunda się liczyła z każdą sekundą ginęli ludzie, a straty były coraz większe zarówno po jednej jak i po drugiej stronie, a jego celem było zwycięstwo nad Krajem Ognia. Mając przy sobie tych dwóch ninja chłopak czuł się o wiele bardziej bezpiecznie. Może i nie umiał wyczuwać chakry ani nic z tych rzeczy, ale skoro zostali przydzieleni do tak ważnego zadania to oznacza, że muszą być strasznie silni. Chłopak miał nadzieję, że ich misja się powiedzie i w najlepszym wypadku będzie mógł trochę poszaleć.
     Suezo nie miał pojęcia jak powiedzieć tym dwóm o Yukinie, ale musiał to zrobić. Kiedy Logen pokazywał znaki chłopak słuchał go, ale jednocześnie zastanawiał się czy im powiedzieć czy nie. Mogli zareagować różnie, a chłopak nie chciał teraz żadnych awantur, lecz postanowił im to powiedzieć, ponieważ musiał zaufać swoim kompanom.
- Mam dla was ważną wiadomość. Nie wiem w jaki sposób na to zareagujecie, ale muszę wam to powiedzieć. We wrogim obozie może znajdować się moja najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa. Możecie mieć coś przeciwko, możecie mnie zwyzywać, rzucić na śmierć lub mnie zostawić, lecz jak już dojdzie co do czego, to ja jej nie potrafię dotknąć. Łączy nas na tyle silna więź, że nie potrafię jej zrobić krzywdy - powiedział to, cały czas biegnąc za Logenem koło Ikkyo, ze spokojem w oczach i z obojętnością na twarzy.
Miał nadzieję, że oni to zrozumieją, a jeżeli nie... Wtedy chłopak nie wiedział co będzie, a to, że jest ona Senju to wolał już ukryć.

Ostatnio edytowany przez Suezo (2015-09-07 19:34:09)


http://imagizer.imageshack.us/v2/xq90/540/vcxren.jpg

Offline

 

#116 2015-09-07 21:13:51

Yoshiro

Martwy

50579205
Zarejestrowany: 2015-01-10
Posty: 206
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Płeć: Męzczyzna
Wiek: 24

Re: Jezioro pamięci

      Przyglądałem się bacznie, jak Yoshi bardzo brutalnie torturował jeńca. Może i nie byłem fanem tego typu widoków, ale z drugiej strony, co innego miałem w tej chwili do roboty? Wiedziałem, że ja nie byłbym do tego zdolny, a co za tym idzie, nie zdołałbym wydobyć żadnych informacji. Yoshimaru zaś, wydawał się bardzo dobrze pasować do tego zajęcia. Mimo jego starań, nie wyglądało na to, żeby więzień miał nam coś wyjawić.
      Czas mijał, aż niespodziwanie, gdzieś na polanie stanął sam dowódca. Miał dla nas bardzo ważne wieści. Udało się wynegocjować całkiem niezłe, przynajmniej w jego mniemianiu warunki. Mieliśmy stanąć do walki po ich stronie. Odnosiłem wrażenie, że nie była to najlepsza oferta, jaką mogliśmy otrzymać. Oczywiście, tak silny sojusznik jest bardzo potężnym narzędziem, aczkolwiek ja spodziewałem się czegoś więcej. Tak czy siak, Shinsaku ogłosił jeszcze nagrody. Za każdego zabitego przez nas żołnierza otrzymywaliśmy odpowiadającą jego stanowisku ilość pieniędzy. Genialne! W praktyce, bardzo wzmocni to nasz zapał do walki, w końcu każdy wojownik potrzebuje Ryo, żeby móc się rozwijać, a także żeby wieść godne życie.
      Przyszło mi stanąc naprzeciw Samotników oraz Uchiha, o których mówi dużo legend. Nie mam jednak żadnego pojęcia na temat ich umiejętności, stylu walki, cokolwiek. Najłatwiej byłoby zapytać lidera, tak też postanowiłem zrobić.
      - Shinsaku, pierwszy raz będę walczył na śmierć i życie, a o moich przeciwnikach nic nie wiem. Czy mógłbyś mi jakoś opisać ich umiejętności?
      Następnie zacząłem kroczyć w kierunku obozu Kraju Ognia, tak jak pozostała część naszego obozowiska. Cały czas czekałem na odpowiedź przełożonego.


http://i.imgur.com/LXSXbxc.png

Offline

 

#117 2015-09-10 22:06:18

Hiroshi

Martwy

19345760
Zarejestrowany: 2013-04-07
Posty: 527
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: Jezioro pamięci

Dzień był dość ponury, lecz czego można było się spodziewać? Zapowiadała się wojna do cholery, a na dodatek moja pierwsza... Choć nie! W sumie wojna z Samurajami też powinna się liczyć. Cholera... Zaledwie dwadzieścia lat, a tu druga taka walka. No cóż, pozostało tylko czekać. Z takim właśnie przekonaniem ruszyłem prosto przed siebie, aż dotarłem do tego miejsca. Do Kraju Gorących źródeł. To właśnie tutaj Setsuna kazała mi się zgłosić. Niestety nie mogłem iść razem z jej oddziałem i pozostałymi Uchiha. Musiałem się pożegnać z moją matką, jedyną i ostatnią ważną osobą w moim życiu. Nie miałem po prostu pewności czy wrócę z powrotem żywy z tej wyprawy... Tak czy inaczej podróż była dość długa, ale udało się! To raczej najważniejsze. Teraz pozostało mi jedynie wejść do środka.

    Stanąłem dosłownie przed dość sporej wielkości drewnianą bramą przy której stali opancerzeni strażnicy. Mogłem się domyślić, że mnie nie wpuszczą od tak do środka, dlatego spojrzałem jednemu z nich prosto w oczy swymi żółtymi tęczówkami i powiedziałem spokojnym, ale i stanowczym głosem: - Jestem Uchiha Hiroshi. Przysłała mnie tutaj sama Setsuna, nowy lider klanu Uchiha. Możecie mnie wpuścić do środka? Byłbym rad, gdybyście to zrobili bez zbędnych pytań...- Po czym tylko czekałem na ich reakcję. Nie chciałem już na samym początku robić zbędnych problemów, dlatego wypadało by być grzecznym. Wyszaleję się podczas walki, oj tak... To jest pewne. Może jak dobrze pójdzie spotkam jakiegoś znajomego? Kto wie... Kto wie...


( Sorry, za słabej jakości post, ale trzeba powoli się przyzwyczaić do pisania postów Spokojnie, kolejne będę z chwili na chwilę moim zdaniem coraz lepsze (y) )



Voice || Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko || Ubiór

http://i.imgur.com/pmMguWr.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#118 2015-09-13 15:21:52

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 330

Re: Jezioro pamięci

Post uległ zmianie po konsultacji z obiema stronami konfliktu.



[Dywersja? Uchiha]


    Logen Uchiha jeden z nielicznych sensorów w obozie kraju źródeł mając na uwadzę umiejętności swoich towarzyszy postanowił wybrać dość okrężną drogę do celu jakim był obóz wroga. Trójka Uchiha wykorzystując zamieszanie jakie stwarzała się między obozami, szybko zdołała skryć się w leśnym otoczeniu. Umiejętności Logena pozwalały mu wiedzieć więcej niż jego towarzyszę, dlatego wkrótce ich misja stanęła pod znakiem zapytania. Uchicha był  bowiem w stanie wyczuć grupkę osób ukrytych w lesie niedaleko obozu gorących źródeł. Jednak nie byli to zwyczajni ludzi z takimi pokładami chakry mogli być jedynie oddziałem ninja, oddziałem o którym najwyraźniej nie wiedziała liderka klanu Uchiha czyli prawdopodobnie był to oddział wroga. Po krótkiej chwili i zbliżeniu na odpowiednią odległość Logen mógł poznać więcej szczegółów. Przed nim znajdowało się około 20 ninja oraz 1 nie ninja z czego dwójkę z uwagi na mizerne pokłady chakry stanowiły najprawdopodobniej klony. Właśnie klony oderwały się od reszty i w szybki sposób zaczęły zmierzać  ku niebu, niestety gesty las uniemożliwiał śledzenie wydarzenia w konwencjonalny sposób. Reszta nieokreślonych sił ruszyła w kierunku obozu ognia, co znacznie komplikowało ewentualny atak na siły hi no kuni, zwłaszcza jeżeli byli ich sojusznikami, i jeżeli mieli w swoich szeregach szpiegów. Jednak to nie był koniec podziałów najwidoczniej jeden z ninja udał się zbadać oddaljąc się nieco od Uchih wydostając się po za zasięg umiejętności Logena.

[Wyrzutki]


    Shinsaku odczytał list i oznajmił jego treść zgromadzonym w obozie Wyrzutką oraz przekazał dobrą nowinę jeńcom. Jednak Ci niezbyt się ucieszyli, jeden najwyraźniej był zbyt zajęty umieraniem po torturach, drugi musiałby zbyt przejęty faktem, że własnie stracił dwójkę towarzyszy. Jednak nie tylko oni byli nie uważni, sam lider też popełnił błąd, negocjacje z krajem ognia nie przebiegały tak świetnie jak sądził i tamta strona postanowiła zabezpieczyć się. Już po chwili, ręce lidera wyrzutków zaczęły piekielnie swędzieć jakby go ugryzła meszka czy inny mały skurwysyński owad. W rzeczywistości jednak źródłem swądu był list, który z pozoru wyglądał jak zwyczajny list jednak wystarczyło go przyłożyć do nosa, aby poczuć charakterystyczny zapach. Najprawdopodobniej list był pokryty jakaś trucizną, której wystarczał kontakt ze skórą do skutecznego zadziałania. Zważywszy jednak na charakter listu, prawdopodobnie w obozie mają na nią odtrutkę.  Jedyny z żywych jeńców, którego szczęśliwie ominęły tortury, roześmiał się słysząc słowa Wyrzutka.
- BUHAHAHAHAHAAH! - - dokładnie to starali się określić bowiem żołnierze ognia zanim zostali zmasakrowani przez wroga. - Nie myśl, że ujdzie wam to na sucho, kiedy wieści o tym co zrobiliście moim towarzyszą dotrze do generała to ta umowa będzie gówno warta, zostaniecie ukarani. Śmierć przez powieszenie taka jest kara za zabicie żołnierza ognia!- na jego ustach pojawił się uśmiech- Wszystkich was czeka śmierć i to nie ważne po której stronie teraz staniecie, nie uciekniecie przed sprawiedliwością ognia! Buhahah.


    Szaleńczy śmiech rozchodził się po okolicy, a może był to fragment wspomnień, które Yocharu przeglądał. Wyglądało na to, że mężczyzna któremu grzebał w umyśle nie był nikim ważnym, nie zdołał z niego wydobyć żadnych szczegółowych informacji, jednak kilka mogło okazać się przydatnych. Mężczyzna był członkiem 5 osobowej grupy zwiadowców, zarówno on jak i jego towarzyszę należeli do fanatyków uznających, że ogień powinien władać światem, a wszyscy jego przeciwnicy powinni być pochłonięci przez ogień. Jego wyobrażenie o lordzie feudalnym bardziej przypominało boga niż człowieka. W każdym razie ciężko było przeglądać ten wyprany z wszelkiej logiki umysł, ślepo wierzący w "wole lorda ognia". Każda informacja przychodziła z niemałym trudem. 5 Towarzyszy natknęli się na nieznany oddział tuż za rogiem, zgodnie z protokołem przy spotkaniu z przeważającymi siłami część posłużyła za przynęty reszta udała się poinformować przełożonych, w czym Uchiha przeszkodził. Oddział ten znajdował się naprawdę blisko niecałe 200 metrów i w każdej chwili mógł ruszyć śladem dwójki uciekinierów i natknąć się na Yocharu. Być może nawet byli to Uchiha skoro walczyli z wojskami ognia. Yocharu dowiedział się też masy przydatnych informacji o zabezpieczeniach obozu ognia, a także o imponujących maszynach skonstruowanych przy pomocy klanu Ayatsuri, które mogą zmienić obliczę wojny. Mężczyzna jakby nagle zdał sobie sprawę, że jego myśli są przechwytywane przez Uchihę, zerwał bowiem połączenie w przypływie szaleństwa odgryzając sobie język, aby udusić się we własnej krwi. Wyglądało na to, że zwiadowcy byli przygotowani na poświęcenie własnego życia w przypadku gdy trafiali w rękę wroga. Tymczasem typ na drzewie zdawał się nieco rozczarowany czy znudzony rozwojem sytuacji na dole, a może po prostu był zmęczony, bowiem kompletnie nic nie robiąc sobie z tej sceny ułożył się, na tyle wygodnie na ile umożliwiała mu gałąź drzewa i przymierzał się do drzemki. Jednak przeglądanie umysłu żółnierza kraju ognia zajeło Yocharu dość sporo czasu i chyba nie było najlepszym miejscem aby to robić wkrótce bowiem śladami żołnierzy przybył Wyrzutek- Yoshi. Gęste drzewa nie pomogły w rozeznaniu się w okolicy czy przejrzeniu się bardziej drugiemu ninja czy żołnierzowi. Dzieliło ich niespełna 50 metrów gdy wreszcie mogli zauważyć się wzajemnie. Zapach krwi unosił się w powietrzu. Przyjaciele czy wrogowie? Pytanie na które natychmiast  musieli sobie odpowiedzieć i zareagować w zależności od uczynionej przez siebie odpowiedzi.

[Obóz źródeł]


  Wiele osób z uwagą spoglądało w kierunku samotników, którzy nielicznym oddziałem zmierzali w kierunku wroga. Pewnie wielu uznałoby ich za szaleńców gdyby nie fakt, że przed chwilą Akemi niemal w pojedynkę urządził rzeź naprzeciw znaczeni silniejszemu oddziałowi ognia. Atakowanie ognia było czymś co do tej pory nie przychodziło do głowy gorącym źródłom, jednak po pokazie siły Samotników byli wstanie wreszcie  uwierzyć w zwycięstwo. Jednak nie wszyscy podziwiali widowisko, cześć bowiem pilnowała swoich obowiązków przy bramie i sprawdzało podejrzanego, który przedstawił się jako ninja.
- Hiroshi tak? -- upewnił się strażnik, po czym wydał polecenie.- Idź do Setsuny-san upewnić się czy to faktycznie Uchiha! Ty zaczekasz tu chwilę.
Wyglądało na to, że ochrona obozu zwiększyła się po poprzednim ataku ze strony ognia i nie jest już tak łatwo dostać się do środka jak wcześniej.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
    Posłaniec przybył do namiotu w którym przebywała liderka Uchiha.
- Setsuna-sama przybył kolejny Uchiha mówi, że ma na imię Hiroshi czy mamy go wpuścić?

[/hide]

[Obóz ognia]


Na murach panowało poruszenie. trzykrotny krótki odgłos rogów zwiastował nadchodzący atak, coś czego obóz ognia kompletnie się nie spodziewał. W ciągu przedłużającej się niemal w nieskończoność wojny uczynili z tego miejsca twierdze niemal nie do zdobycia tymczasem, ktoś ośmielił się zaatakować. Paradoksalnie świetne przygotowania na nadchodzący atak doprowadziło do rozluźnienia w szeregach , co mogło być tragiczne w skutkach. Na szczęście sztab dowodzenia zachował spokój. Niemal natychmiast po alarmie flagi na wzgórzu dowodzenia zafalowały i zmieniały swoją konfigurację, wydając w ten sposób wszystkim polecenia i panując nad chaosem. Sporę oddziały żołnierzy udały się na mury i to nie tylko te które właśnie były atakowane, inżynierowie udali się do obsługi piekielnych maszyn skonstruowanych przy pomocy klanu Ayatsuri. Balisty ciskały niemal dwu metrowe kłody z niezwykłą prędkością. Nawet kobiety miały swoje zadanie, gotując olej w olbrzymich kotłach, gdyby przeciwnicy zdołali zbliżyć się do murów, w co wszyscy mocno powątpiewali, a początek ataku Samotników tylko to potwierdzał.

[Bar]


   Nieco sielankową atmosferę w barze wyraźnie psuł konflikt między Senju a Kiyoshi, wydawało się że niewinna kłótnia nie przerodzi się w nic groźnego jednak, dziewczyna z kryształowego klanu łatwo nie odpuszczała czego owcem była potężna szrama na twarzy przedstawiciela Senju, kilka centymetrów w lewo i pozbawiła by go oka. Nagły odgłos rogów jednak zakłócił wszystko.
- Wynocha łachudry, bar zamknięty do obrony murów , idźcie do swoich dowódców.- właściciel karczmy pogroził  zgromadzonym miotłą, wyraźnie nie był zadowolony z zamieszania jakie ninja robią w jego knajpie i w tym momencie faktycznie wydawał się groźniejszy od hordy napadających wrogów.

Atak Samotników


  Pierwszy do działania przystąpił Ayatane, samotnik miał bardzo dobry pomysł w postaci ataku dystansowego w formie wielkiej fali. N Akemi zdołał stworzyć w między czasie stworzyć otwór w wieży przez który miała się predostawać woda. Otwółr średnio spełniał swą rolę biorąc pod uwagę fakt, że fala była znacznie wyższa od murów, zwrócił za to jednak uwagę obrońców, zwłaszcza że zbliżyli się dość blisko, jeszcze przed wybuchem rozsadzającym wieże w stronę samotników wyleciały dwa pociski z wieży. Machiny konstruowane przy pomocy umiejętności klanu Ayatsuri były niezwykle śmiercionośną bronią. Wyrzucały bowiem 2 metrowe pociski z niezwykłą prędkością(szybkość 250). Pociski pędziły prostą w Samotników, którzy na piasku(ptaku?) nie mieli zbytniego pola do uniku. Olbrzymia fala była widoczna z każdego miejsca w obozie(a także najbliższej okolicy, wszystkie postacie widzą ten atak, o ile są przytomne) i nieubłaganie zbliżała się aby zatopić siły ognia. Wielu spośród tych co ruszyło na mury zaczęło tego żałować, albowiem jedynie na wzgórzu bądź w samej końcówce obozu można było znaleźć bezpieczne schronienie.
Z inicjatywą wyszli Samotnicy tzn, że teraz graczem znajdujący się w obozie ognia mają za zadanie obronić siebie i kumpli przed wielką falą. Później przyjdzie czas na ich kontratak[zgodnie z zasadami walki,żeby nie było zbyt godmodowania chociaż przyznam że na tak dużą skalę i przy takiej liczby ludzi może trzeba będzie to nieco modyfikować aby nie było zbyt dużych przestojów.])

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2015-09-13 21:00:22)

Offline

 

#119 2015-09-13 16:52:59

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Jezioro pamięci

     Żołnierz zmarł, lecz przed tym roześmiał się głośno, szaleńczo, wręcz przerażająco. Odsunąłem się na metr, by jego ciało swobodnie opadło na twardą ziemię. Tu urwałem spojrzenie i przeniosłem je na Shinsaku, od którego otrzymałem polecenie zbadania terenu. Cóż, miałem wybrać kogoś do pomocy, lecz odmówiłem unosząc w górę rękę i wykonując odpowiedni gest. Kiwnąłem do mistrza raz głową, iż wyruszam i popędziłem w las tak szybko, aby sprawnie przeczesać teren i przy okazji nie zmęczyć za bardzo organizmu. Przez cały czas źrenice latały raz na prawo, raz na lewo, wypatrując potencjalnego zagrożenia. Dłonie położone miałem na kaburach, by w razie wypadku szybko wydobyć czarne ostrze. Biegnąc, czułem jak włosy rozwiewają się do tyłu, to też nie ograniczały mego pola widzenia. Przemieszczałem się wzdłuż drzew, zataczając półkola, by na samym końcu dołączyć do Shinsaku, zanim ten dotrze do bram obozu ognia. Na jego dłoniach pojawiło się coś przeraźliwego, lecz nie sądzę, by był to problem dla medyków z naszego oddziału. W stoickim spokoju przeskakiwałem między drzewami, a co kilka metrów spoglądałem także do góry. Mój mistrz nadleciał z powietrza, więc i taką możliwość brałem pod uwagę względem naszych przeciwników. Ten świat pewno zaskoczy mnie jeszcze nie raz, ale żeby od razu latać... paranoja. Z niesmakiem po ostatnim przesłuchaniu, w pełni oddałem się rozkazowi - patrolowałem tereny w poszukiwaniu zagrożenia. Oczywiście mając nadzieję, że niczego nie spotkam. Szkoda byłoby marnować siły przed główną walką, która zapewne nadejdzie niedługo.

Offline

 

#120 2015-09-14 20:46:58

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Jezioro pamięci



       Informacje to bez cienia wątpliwości najcenniejsze zdobycze, zwłaszcza podczas wojny, która pochłonęła ten biedny i nikomu winny kraj. To właśnie dzięki wiedzy, którą przekazał mi żołnierz, wbrew swej woli, pojąłem sens ataku kraju ognia. Imperialistyczne pobudki kierujące Lordem Hi no Kuni, pożądały więcej władzy i ziem, nad którymi będzie mógł ją sprawować. Żołnierze noszący symbol ognia nie byli już fanatykami, takimi jak mój towarzysz Kuroi Inu, gotów zabijać każdego w imię Uchiha a czymś znacznie gorszym. Kuroi miał swój mózg, swoje racje i pobudki zaś wojacy wyglądali jakby wyprano ich głowy i każdemu, jak jeden mąż, wpojono te same chore wartości. Czyniło ich to niezwykle niebezpiecznymi i odpornymi na zdradę a następnie przejście na stronę wroga. Trzeba było przyznać, że gdybym nie posiadał sharingana i odpowiedniej techniki to nigdy w życiu nie wydobyłbym z nich tak niezwykle ważnych informacji. W przeciągu kilku sekund poznałem strukturę ich obozu ale zarówno poczułem lekki ból głowy i obrzydzenie, gdy wszystkie fanatycznie myśli żołnierza przelatywały mi między uszami. W pewnym momencie mój cel szarpnął się na swoje życie, co było jak najbardziej rozsądnym ruchem z jego strony. Na jego nieszczęście dowiedziałem się i tak znacznie więcej niż ktokolwiek kto próbowałby ich przesłuchać. Poczułem się tym faktem niezwykle przytłoczony bo od mojej wiedzy mogły zależeć losy bitwy a tymczasem, wciąż stałem w środku lasu, będąc teoretycznie neutralny i zagrożony z każdej strony. Gdy żołnierz gruchnął o ziemię bez życia, zmrużyłem lekko w oczy w geście analizowania informacji ale także czułem wciąż obecność mężczyzny siedzącego na drzewie. Miałem co do niego strasznie mieszane uczucia. Z jednej strony nie zaatakował mnie gdy byłem zajęty ale z drugiej to wcale nie czyniło go moim sprzymierzeńcem. W kościach czułem, że czułbym się lepiej gdyby leżał na tej gałęzi tak jak leży ale martwy. Może najpierw powinienem zamienić z nim parę słów? Chodź ktoś taki może dobrze kłamać.
       Nie dane mi było jednak podjęcie tej decyzji, gdyż ujrzałem poruszającą się między drzewami sylwetkę. Po prędkości poruszania się, mogłem zdecydowanie określić, że jest to ninja lecz znikanie i pojawianie się między pniami utrudniało przyjrzenie się postaci. Sharingan wciąż błyszczał w moich oczach, chociaż zastanawiałem się czy aby nie lepszym rozwiązaniem będzie jego dezaktywacja. Nie, to nie miało już sensu. Obok mnie leżały dwa trupy a przegryziony język jednego z nich, mógłby i tak zdradzić, iż go przesłuchiwałem co czyniło ze mnie niewątpliwie kogoś o randze ninja aniżeli żołnierza czy przypadkowego turysty. Miałem wrażenie, że facjata jest mi dziwnie znajoma ale prawdopodobieństwo spotkania kogoś wcześniej poznanego była prawie niemożliwa. W gwoli bezpieczeństwa, wykonałem kilka gestów, przygotowując się na spotkanie.
   [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
esperal