Ogłoszenie


#121 2015-09-15 17:58:47

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Jezioro pamięci

     Sunąłem między sosnowymi drzewami wojennego lasu, trapiłem myślami o sprawnym powrocie do mistrza i utyskiwałem nad zadaniem, które wręcz nudziło mnie w prawdziwej osobie. Na jednej z wysokich gałęzi, gdzieś pod bazową koroną znajdował się czarnowłosy chłopak o oczach czerwonych, wręcz błyszczących i budzących lęk. Przycupnąłem twardo na ziemi, pięty wbijając w mokrą glebę, wzrok nań przenosząc. Tu i znikąd pojawił się szok jakbym jego twarz już gdzieś widział. Każda sekunda to kolejna fala informacji, wspomnień oraz odzyskiwanie pamięci. Toż to mężczyzna z którym zagłębiłem kielicha u gejsz, to człowiek, którego Shinsaku szanował, tolerował i miło spędzał czas. To nie wróg, a swój! Pierwszym ruchem, jakby nie było - impulsem - wyciągnąłem ostrze, obróciłem kilka razy w dłoni, lecz schowałem także szybko. Ninja, o tym to bym nie pomyślał, a że Uchiha to już zupełnie. Czyż to nie pierwszy raz jak me oczy spotykają przedstawiciela klanu z północy? Ano, raz pierwszy. Skinąłem głową w jego stronę, malując uśmiech na twarzy zmęczonej, przyprawiając posturę do pionu i wygryzając wargi w zastanowieniu. A na co ciągnąć natłoki słów na usta, jak jednym wyrazem rozwiązać wszystko można.
   - Przyjaciel? - A prostym rozwiązaniem to się wydawało. Człowieka na drzewie, tego ciemnego i tajemniczego obdarzyłem wzrokiem niespokojnym, pełnym nieufności i obawy. Uwagę jednak całą sączyłem na Yocharu, którego imienia jeszcze nie znałem. A przynajmniej nie pamiętałem. Czy byłbym zdolny do zabicia kogoś, kto nie zaszedł mi za skórę? Pod nim leżały sylwetki żołnierzy ognia, a po głowie przeszło mi znowu pytanie: swój czy nie swój? Acz spojrzałem na jego twarz i ponownie: zabiłbym go? Bynajmniej! Nie z takim wyglądem. Odstawiłem nogę jedną do tyłu, wyczekiwałem odpowiedzi, a przede wszystkim nie raczyłem stanąć z nim do walki. A może do Shinsaku by chciał się wybrać, coby swoją przynależność oddać w słowach i czynach.

Offline

 

#122 2015-09-15 21:31:40

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Jezioro pamięci

    Zostawiłem moich towarzyszy w tyle, udając się śladem swojej przyszłej oprawczyni. Starałem się zachować pozorną powagę. Szedłem mężnie zdecydowanym krokiem z podniesioną głową. Ci, którzy znali mnie dobrze, wiedzieliby, że to jedynie dobra mina do złej gry. Niestety nie było nikogo takiego. Nikogo, kto mógłby powiedzieć, że dobrze zna Ayamaru z klanu Kiyoshi. Baczny obserwator powie wam jednak, że nawet on sam siebie czasem nie rozumie.
    Początkowo krzyczałem w środku, próbowałem zmusić ciało do zatrzymania się. Naturalny instynkt przeżycia kazał sprzeciwić się temu całemu burdelowi. Nie chciałem jednak okazać słabości przy ludziach, którzy byli teraz pod moim dowództwem. Stawiałem zatem krok za krokiem, a przy każdym kolejnym strach ustępował miejsca chorej determinacji. Troska o własny los została przykryta troską o przyszłość klanu. Przecież do tego byłem wyszkolony - by dbać o ludność Baigai.
    Co jakiś czas spoglądałem na Eri, która miała w sobie coś, co przyciągało uwagę. Nie była to nieskazitelna uroda czy też idealne kształty. To jej przeciętność tak bardzo rzucała się w oczy. Gdyby nie wymalowane na twarzy zmęczenie, mógłbym uznać ją za całkiem przyjemną dla oczu. Skarciłem się w myślach, patrząc się na jej tyłek, kiedy szła przede mną - w końcu jeszcze chwilę temu widziałem Hikari. Z drugiej zaś strony nie musiałem być jej bezgranicznie oddany, wszak połączył nas tylko sen, o którego prawdziwości do niedawna nie byliśmy nawet przekonani.
    Wszedłem za nią do namiotu, kiedy to kazała mi się rozebrać. Zapomniałem na chwilę o celu naszego udania się na stronę i spojrzałem na nią orzeźwionym wzrokiem. Ułamek sekundy później usłyszałem, że polecenie te dotyczyło jedynie górnej części garderoby, co przywróciło mi zdrowy rozsądek. Pomyślałem, że to pewnie niezbędne do przeprowadzenia tego cholernego pieczętowania. Nigdy nie miałem do czynienia z niczym podobnym, także po prostu przestrzegałem jej poleceń. Ułożyłem się na łóżku, choć nie potrafiłem się zrelaksować. Chwila nieuwagi mogłaby się skończyć wbiciem we mnie ostrza. Niestety z leżącej pozycji nie widziałem zbyt wiele, także czekałem na to, co mogło nastąpić.
    Poczułem na swoim brzuchu jej dotyk, spiąłem mięśnie i podniosłem się nieco. Widziałem na jej palcach czarną maź, jakby atrament, którą rozprowadzała po moim torsie. Słuchałem tego, co miała do powiedzenia. A miała wiele. Udzielała mi wskazówek, jak powinienem postępować w zaistniałej sytuacji. Czułem się dziwnie - jeszcze chwilę temu byłbym w stanie oskarżyć ją o wbicie mi noża w plecy, a ona dawała mi rady. Może nie taki diabeł straszny...?
    Wysłuchałem z uwagą jej słów, czując, jak jej palce zręcznie wędrują po mojej skórze, raz po raz zagłębiając się w przerwy pomiędzy poszczególnymi mięśniami. Wśród potoku zdań oznajmujących przeplatanych z rozkazującymi dało się odnaleźć kilka pytań. Początkowo chciałem udzielić na nie odpowiedzi, w końcu jednak widziałem, że były one raczej figurą retoryczną aniżeli faktycznym pytaniem.
    Cała ta "rozmowa" trwała jakiś czas, kiedy to poczułem, jak przebiega po mnie dziwny dreszcz - to znaki zostały wessane przez kolejną pieczęć, która zagościła na moim ciele. Jeszcze kilka i będę mógł się pochwalić niezłą kolekcją - pomyślałem.
    Zgodnie z prośbą znachorki zszedłem z łóżka i ubrałem się. Nie skomentowałem całej sytuacji ani słowem - nie podziękowałem za rady, ale też nie przekląłem za brzemię, którym mnie obarczyła.
    Nie oglądając się na nią, założyłem na rękę opaskę i rozsunąłem poły namiotu. Oślepiło mnie słońce, którego trochę brakowało wewnątrz. Po chwili przyzwyczaiłem się do jego blasku i zacząłem rozglądać się po okolicy - musiałem znaleźć drogę do baru, gdzie mieli czekać na mnie moi ludzie.
    To, co zobaczyłem, przeraziło mnie do głębi. Była to największa fala, jaką kiedykolwiek w życiu widziałem. Co gorsza, zmierzała wprost na obóz. Wiedziałem, że nie uda mi się już dotrzeć do swoich i uchronić ich przed tym kolosem. Jednakże byli oni członkami elity klanu, wierzyłem w nich i byłem pewny, że jakoś sobie poradzą.
    Ja natomiast postanowiłem wykorzystać moment, by się skoncentrować. Musiałem ocalić jak najwięcej ludzi z tego obozu - w końcu byliśmy po jednej stronie barykady. Poza tym nie chciałem zostać wysadzony od razu po nałożeniu tej cholernej pieczęci.
    Zamknąłem oczy i skumulowałem swoją chakrę. Wyciągnąłem przed siebie dłoń, a pod moimi nogami i w promieniu 10 metrów podłoże pokryło się granatowoszarym kryształem. Twór rozrastał się coraz bardziej, aż w końcu pokrywał on powierzchnię w kształcie koła o promieniu 80 metrów. Znałem swoje limity i wiedziałem, że właśnie osiągnąłem jeden z nich. Obręcz koła poderwała się do góry, zostawiając za sobą zaokrągloną kryształową ścianę. Obwód okręgu wędrował coraz wyżej, a jego wymiary malały błyskawicznie. Na wysokości 80 metrów zetknęły się wszystkie punkty, dzięki czemu udało mi się otoczyć solidną kopułą (wytrzymałość na suiton: 666, szybkość tworzenia: 175) dość sporą część obozu. Miałem nadzieję, że to na razie wystarczy. W każdym razie nie czekałem na to, aż fala zetknie się z kryształową kopułą i wszedłem z powrotem do namiotu. Eri na pewno chciałaby wiedzieć o tym, że zostaliśmy zaatakowani.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#123 2015-09-16 11:54:18

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Jezioro pamięci

   Wódka zalała mu gardło niezbyt przyjemnym gorącem, którego spróbował pozbyć się kolejnymi łykami ramen. Przechyliwszy miskę, opróżnił zawartość aż do dna, siorbiąc przy tym nieznacznie. Miska z hukiem opadła na drewniany blat stołu. Uzumaki uniósł lewą rękę, by wytrzeć usta zewnętrzną stroną nadgarstka. Wypuścił powietrze z płuc, po czym przyjrzał się coraz bardziej zaciętemu sporowi. Jak to miło, że chociaż jego towarzysze potrafili ze sobą względnie współpracować. No, przynajmniej do tej pory, póki nie musieli stanąć do walki. Na szczęście zajęli się sobą, toteż nie musiał specjalnie wysilać się, by wymyślać kolejne niestworzone historyjki na swój temat. No cóż.
   Kiedy tylko zjawił się awanturniczy karczmarz, dłonie Adatte spoczęły na blacie, by odbić go ku górze, do pozycji wyprostowanej. Spojrzał po swoich towarzyszach, dając im do zrozumienia, że lepiej byłoby opuścić to miejsce. Nie czekał na nich jednak zbyt długo, po prostu ruszył przed siebie, ku drzwiom stanowiącym integralną część jednej ze ścian przedsionka.
   Uchyliwszy je, znieruchomiał. Dojrzał wielką, niebieskawą kurtynę, piętrzącą się gdzieś na horyzoncie i zbliżającą się w ich kierunku. Nie miał żadnych wątpliwości.
   - Atakują... - szepnął do siebie, po czym zagryzł szczęki. Ciałem wstrząsnął dreszcz, a źrenice śledziły niezbyt dobrze widoczny ruch ściany wodnej. - Atakują! - Wydarł się okrzyk z jego piersi, a opaska zawisła na jego nadgarstku.
   Wybiegł przed budynek, by umożliwić wydostanie się innych ninja z wnętrza knajpy. Co robić, co robić?! Nigdy nie widział tak wysokiej fali. Jego drewno na pewno nie poradziłoby sobie z odparciem tak potężnej techniki. Nie ulegało wątpliwości, że to jedna ze sztuk ninja. Sam do niedawna nie spodziewał się, że ktoś jest w stanie uczynić coś choćby połowę mniejszego, jednak doświadczenie wiele go nauczyło. W pierwszej chwili zapragnął schować się pod ziemię i uciec jak najdalej. Wiedział jednak, że szanse sojuszników na przeżycie wcale w ten sposób nie wzrosną, za to okazja do zdobycia przyjaciół zniknie wraz z nim. Przegryzł wargę i syknął z bólu. A może raczej rozpaczy? Przecież postanowił zaryzykować i pomóc, jak tylko potrafił.
   - Musimy utworzyć bezpieczną strefę dla jak największej ilości osób! - Rozpoczął głośną analizę, kiedy towarzysze broni znaleźli się przy jego boku. - Nie wiem, na ile wasze drewno i kryształ są wytrzymałe, ale możemy posłużyć się dwoma limitami krwi. Utwórzmy zaporę, składającą się na zmianę z kolejnych elementów. W ten sposób na pewno uda nam się przeciwstawić atakowi! Tylko współpracując będziemy w stanie wygrać tę wojnę! To nasz pierwszy sprawdzian! - Nie przejmował się tym, że wcale nie miał największych predyspozycji przywódczych. Nie mógł czekać na inne propozycje. Być może jego pomysł się spodoba i wszyscy wezmą w nim czynny udział? - Potrzebujemy czegoś na wzór komina, tak wysokiego, jak to tylko możliwe! Kiedy najbardziej doświadczeni w boju zajmą się jego tworzeniem, najmłodsi zbiorą zgromadzonych w okolicy żołnierzy i sprowadzą ich tutaj. Zostawimy kilka przejść u podnóża komina. Na szczycie ustawimy sensora, który najlepiej poradzi sobie z oceną odległości i ewentualnego ryzyka. Kiedy nadejdzie konieczność zamknięcia otworów, zdetonuje notkę. Wtedy każdy z przewodników koniecznie musi wrócić w to miejsce ze swoimi grupami! Musimy ocalić jak najwięcej żołnierzy, przy okazji zmniejszając ryzyko dostania się wody do środka.
   Zamilkł, przyglądając się zebranym wokół twarzom. - Ktoś ma inny pomysł? Taro - zwrócił się do swojego przełożonego, jeżeli nie napotkał sprzeciwu. - Mógłbyś przewodniczyć grupie tworzącej? Ja pewnie nie dam rady utworzyć wystarczająco wytrzymałej warstwy. Satori, stań proszę na czatach na szczycie wieży. Kimari, Yukina - moglibyście zająć się gromadzeniem w tym miejscu żołnierzy? Weźcie ze sobą kogoś do pomocy. Najlepiej tych, którzy nie są zdolni, by pomóc tutaj. Ja spróbuję unosić naszych budowniczych coraz wyżej, żeby poziom wody nie przekroczył wysokości wieży. I pamiętajcie. Wybuch notki to bezwzględny sygnał do powrotu. I lepiej załóżmy opaski, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.
   Gdyby wszyscy przystali na jego propozycję, utworzyłby drewnianą, okrągłą podstawę o średnicy równej 20 metrów, otoczoną barierkami, by ktoś przypadkiem nie wypadł. Stanąwszy na niej wraz z innymi Senju oraz Kiyoshimi, wynosiłby ją coraz wyżej i wyżej, wydłużając kolumnę, na której stali [szybkość tworzenia: 38].

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#124 2015-09-16 14:48:47

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

     Yoh, Matsuo oraz reszta samotników z wyjątkiem Shinobu i dwójki podległych mu ludzi zostali w obozie pilnując przywódczyni Uchiha oraz terenu wokoło jej namiotu. Ja zaś udałem się na spacer wśród niewysokich krzewów, mijając rannych oraz martwych żołnierzy. Na każdego patrzyłem z osobna, otaczałem go zimnym spojrzeniem, by uświadomić sobie jak bezcelowa jest ta wojna. Nim doszedłem do sedna rozmyśleń, znalazłem się na zewnątrz murów, z których wyprowadził mnie strażnik pilnujący bramy wschodniej. Obok mnie znajdował się Miyaguchi, Akemi oraz Ayatane. Pierwszy z nich, czerwonowłosy, rozbudowany ninja utworzył z piachu cztery oddzielne chmury - po jednej dla każdego. Ayatane złożył odpowiednie pieczęcie i z wody uformował falę wysoką na sto metrów. Wyprzedziliśmy ją za pomocą piachu, którym sterował Sabaku, dotarliśmy do rzeki i zbliżaliśmy się granic obozu przeciwnika. W pewności własnych zamiarów Miyaguchi zatrzymał piasek na dystansie pięćdziesięciu metrów od muru, by Akemi mógł spokojnie  użyć umiejętności do jego wysadzenia. Niestety, nie wszystko szło po naszej myśli. W tym samym momencie Ayatsuri odpowiedziało odsieczą, posyłając w jego stronę pokaźny, długi i szybko poruszający się bełt. Zmuszony do przerwania techniki Akemi, schylił się nieco niżej, a Miyaguchi pokierował chmurami piachu wzwyż. Wzbiliśmy się dostatecznie wysoko, by uniknąć fali, która znajdowała się za nami, lecz nie wykonaliśmy w murze żadnej wyrwy. Woda i tak winna przelać się do środka, to też dużo na tej omyłce nie straciliśmy. A przynajmniej tak mi się wydawało.
     Gdy woda minęła nas, wzrok przeniosłem na jej wierzchołek, który zetknął się z murem przeciwnika. Właśnie wtedy Miyaguchi ponownie zniżył pułap, a chmury zawisły już na bezpiecznej strefie, niedaleko murów przeciwnika. Cały czas utrzymywał pieczęć swojego klanu odpowiedzialną za swobodne latanie. Obserwowaliśmy jak przeciwnicy odpierają nasz atak, bądź przyjmują go bez żadnych kłopotów. To jednak nie był koniec naszego pomysłu - Akemi bowiem przygotowywał się do wykonania pieczęci i użycia kolejnej techniki. Odczekać więc musimy turę obrony naszej, jak i naszego przeciwnika, by dokończyć wspólny plan.
     Uniosłem głowę ku niebu i wśród popielatych chmur dostrzegłem ptaka wkomponowującego się w niebieskawe tło krajobrazu. Niewykrywalny, dobrze zamaskowany pełnił swoją funkcję w stu procentach. Shinobu i dwójka jego ludzi, którzy na ptaku latali nad nami, asekurowali nas i czekali na moment, w którym bezpiecznie mogliby przetransportować do obozu źródeł. Na nasze szczęście taka okazja nie nadchodziła. Bezpiecznie ominęliśmy bełt, co prawda nie uszkodziliśmy muru, lecz to także nie oznacza, że swój atak przerwiemy. Jak już napierać, to bez przerwy i stu procentowo. Jeżeli zaś chodzi o szybkość piachu, to jest ona wspomniana w moim poście nieco wyżej. Takim samym tempem przenosiliśmy się do góry i na dół, by po kolei: uniknąć bełtu przeciwnika, a następnie zejść niżej, by ponownie zachować odpowiedni dystans do przyszłego ataku.

Offline

 

#125 2015-09-16 15:21:08

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Przemyślałem to wszystko co tutaj się działo. Pomimo tego, że moim zadaniem było zniszczenie muru nie miało to w tym momencie najmniejszego sensu. Woda i bez tego dostanie się do obozu, a my wtedy będziemy wstanie przebić się przez obrone wroga. Teraz dzięki chmurze Miyaguchiego i mej zwinności musiałem uważać na pociski, które leciały w naszym kierunku. Chmura ruszała się raz w górę i dół, ja w tym czasie wykonywałem różnę ruchy tak by nie dosięgnął mnie pocisk ani troszeczke. Nie spuszczałem gardy, więc przez cały czas miałem się na baczności jeżeli jakiś pocisk jakby być dla mnie wyzwaniem. Nigdy nie wiadomo. Na całe szczęścia, pomimo tego, że nie niszczyliśmy pocisków nie musieliśmy przejmować się faktem, że mogą kogoś jeszcze uszkodzić, ponieważ byliśmy za daleko od naszego obozu. Pomimo tego, że wszystko wydawało się być w szarych barwach, ja widziałem pozytywy całej zaistniałej sytuacji. Kiedy tylko zauważe odpowiedni moment zaatakuje z siłą, którą tak wyśmiewali mówiąc, że taka nie istnieje. To się zdziwią jak nasz oddział zdziesiątkuje ich wojska.

      Póki co nie złużyłem ani trochę chakry, ponieważ nie doszło z mojej strony do żadnego ataku. Nie jest to kwestia tego, że się zawachałem, po prostu uznałem, że to nie odpowiedni moment na to by tracić w bezsensowny sposób swoje zasoby energii. Teraz ich kolej na ruch, a my musimy po prostu czekać i zaatakować ich w najsłabszy punkt. Nie cierpie czekać, ale w tym momencie musiałem to zrobić nie tylko dla siebie jak i dla tych, dla których walczymy i za których walczymy. Unikanie pocisków przeciwnika jest nieco mniej zabawniejsze od atakowania ich.

Offline

 

#126 2015-09-16 20:39:00

Hiroshi

Martwy

19345760
Zarejestrowany: 2013-04-07
Posty: 527
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: Jezioro pamięci

Wszystko zapowiadało się całkiem dobrze. Chodziło o pierwsze wrażenie, by strażnicy nie uznali mnie za jakiegoś popaprańca, a tym bardziej szpiega. Przedstawiłem się grzecznie i już myślałem, że teraz pójdzie gładko, wystarczy poczekać na potwierdzenie mojej tożsamości, jednakże się myliłem. Zza moimi plecami pojawiła się pewna persona, która na pewno nie była nastawiona zbyt pozytywnie względem mojej osoby. Utrzymał mnie w tym przekonaniu również przyłożony do mojego gardła Kunai. Czułe go blisko swej skóry, przez co musiał uważać co robię. Przełknąłem delikatnie ślinę i w tym momencie usłyszałem głos, głos który wydawał mi rozkazy. Oj nie podobało mi się to, wcale a wcale. Był to kobiecy głos. Chciała bym ją wprowadził do środka obozu moich sojuszników. Zacząłem kombinować, zacząłem myśleć co i jak by do tego nie dopuścić. Jak na razie postanowiłem grać na czas, dlatego szepnąłem w dość dyskretny sposób do osoby stojącej za mną: - Słuchaj, oni też mi nie ufają i nie mam jak tam wejść. Daj mi chwilę - W tym momencie serio improwizowałem bo nie miałem bladego pojęcia co w tym momencie zrobić. Nagle uświadomiłem sobie co mogę zrobić. Ujawniłem swojego trzy łezkowego Sharingana mówiąc do jednego ze strażników: - To nie będzie potrzebne. Oto dowód - Po czym jeśli strażnik mnie wpuścił uścisnąłem jego dłoń. Był to swego rodzaju gest przywitania, jednakże miało to większe znaczenie, przynajmniej dla mnie. Koniuszkiem palca dotknąłem jego ubrania i wprowadziłem do niego chakrę, tworząc swego rodzaju tajemną wiadomość, którą mógł usłyszeć tylko i wyłącznie strażnik: " Za mną jest niewidzialny szpieg. Kunai przy moim gardle. Zabijcie ją szybko i w miarę skutecznie" Ja zaś jakby nigdy nic poszedłem powolnym krokiem przed siebie mając nadzieję, że strażnik zrobi coś w tym kierunku oraz że szpieg nie zorientuje się co właśnie zrobiłem.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Hiroshi (2015-09-16 20:40:49)



Voice || Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko || Ubiór

http://i.imgur.com/pmMguWr.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#127 2015-09-16 22:36:25

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Jezioro pamięci

   Z początku, gdy czytał list, niczego nie zauważył. Dopiero kiedy na powrót go zwinął, począł nieprzyjemny zapach, podobny do tych, które czasem dane mu było odczuć w czasie swojej pracy. Przypiął go sobie do paska, w końcu sam będzie mógł wykorzystać potencjał tej biologicznej broni. Jego na szczęście skażenie nie dosięgło - obandażowane dłonie nie pozwoliły na kontakt bakterii ze skórą.
   Zanim ruszyli, jeden z jeńców postanowił podzielić się z resztą zgromadzenia swoimi przemyśleniami. O ironio, przecież nikt go nie pytał. Nakayama spokojnym krokiem zbliżył się do niego, zniżył głowę do poziomu jego twarzy, zawieszając ją kilkadziesiąt centymetrów od niej. Uśmiechnął się krzywo i rzekł.
   - Odszczekasz to, kiedy przechylimy szalę zwycięstwa na waszą stronę. A tymczasem nie prowokuj mnie, bo... Sam rozumiesz. Zawsze możemy to upewnić się, by nikt już nigdy nie poznał waszej wersji.
   W jego głosie dało się posłyszeć tyleż jadu, co słodyczy. Ton zmienił się diametralnie, kiedy wszyscy ruszyli przed siebie, a Nakayama zdecydował się odpowiedzieć na pytanie Yoshiro. Uniósł nieco głos, aby mogli usłyszeć go wszyscy obecni.
   - Stajemy naprzeciw klanu Uchiha oraz organizacji Samotników. Nie udało nam się ustalić, czy ktoś jeszcze zasila ich szeregi. W przypadku czerwonookich - miejcie się na baczności. Nie wiem, na ile pozwala im ich sławetny Sharingan, jednak strzeżcie się czarnych płomieni, które pożerają wszystko, czego tylko tkną. To samo tyczy się ich zdolności fizycznych. Stają się znacznie bardziej zwinni, kiedy ich tęczówki żarzą się płomieniem. - Przywołał w pamięci postaci Ichitsu oraz Ryo.
   - Kraj Ognia podzielił się z nami pewnymi informacjami dotyczącymi składu Samotników. Jednym z naszych przeciwników jest sam zwycięzca turnieju w Enko - Akemi. Na pewno go poznacie, byk jakich mało. Nie wiem o nim zbyt wiele, ale na pewno coś dziwnego dzieje się z jego ciałem. Zupełnie, jakby poskładany był olbrzymią ilością nici, którymi może władać - nawet pod ziemią! Jest szalenie silny, także w pojedynkę lepiej się nie zbliżać. Ach! No i jeszcze potrafi wysadzić to, czego dotknie. Zupełnie jak ty! - Wskazał na młodą kobietę o malachitowych włosach. (sprawdziłem nazwę koloru w internecie)
   -Co zaś tyczy się ich lidera - to strasznie dziwny gość. Nie wiem, czym on właściwie jest. A może raczej - czym oni . Ma identycznego brata, który potrafi zamieszkiwać w jego ciele. Ponadto potrafi przejmować ciało należące do kogoś innego i z tego, co mówił - uszkadzać je na poziomie komórkowym. Nie wiem, ile w tym prawdy, jednak bodajże takie słowa padły z jego własnych ust. Poza tym kiedyś wspominał o swoich umiejętnościach medycznych, które pewnie stoją już na naprawdę wysokim poziomie... Widziałem też, że techniki pieczętowania nie są mu obce.
   Przytoczył na temat przeciwników chyba wszystko, co o nich wiedział. Szli przed siebie, kiedy nagle dojrzał olbrzymią ścianę wody, zmierzającą w podobnym kierunku, co oni. Natychmiast rozwinął bandaże i wpakował dłonie do torby z gliną. Nie było czasu do stracenia. Jeżeli w ogóle chcieli mieć szansę, by stanąć po stronie, po której się opowiedzieli, musieli się spieszyć. Dłonie złączyły się na dłuższą chwilę.
   -Ito, pędź tak szybko, jak potrafisz, do obozu. Musisz przekazać informację, że opowiadamy się po ich stronie. Reszta uda się jego śladem. Spróbujcie jednak trzymać bezpieczną odległość od fali. Nie wiemy, czy nie zaleje was przy nadarzającej się okazji. Część poleci ze mną.
   Właśnie wyłonili się z lasu, kiedy Shinsaku rozłączył w końcu dłonie, wyrzucając w powietrze maleńkiego smoka. Ten okrył się chmurą białego dymu, by w okamgnieniu przybrać imponujących rozmiarów. On oraz troje ludzi wzbili się wysoko i poszybowali w stronę dosiadających ptaków oraz piaskowych chmur oponentów. Towarzyszył im gliniany kruk.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#128 2015-09-16 22:44:13

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

     Kolejna faza planu weszła w życie. Ayatane, utworzywszy uprzednio gigantyczną falę, pozwolił porwać się dziełu swego towarzysza z klanu Sabaku. Piaskowa platforma uniosła go w powietrze, wyprzedzając wodną technikę o kilkaset metrów.
   Yuki klęknął, odczuwając zmęczenie. Naturalny skutek zużycia ogromnych pokładów chakry pojawił się zaraz po tym, gdy minęła pierwsza ekscytacja z przeprowadzenia ataku. Co prawda energii Samotnikowi pozostało jeszcze wcale niemało, lecz jak wiadomo utworzenie takiego kolosa musiało wiązać się z pewnymi konsekwencjami. Pierwszy raz od dawien dawna chłopak poczuł, że nie może się aż tak forsować, co z drugiej strony walczyło z jego niezłomną wolą walki. W tym momencie najrozsądniejszym rozwiązaniem było pozostawienie reszty roboty kompanom i zajęcie się ich ewentualną osłoną. Oczywiście Ayatane ciągle trwał w gotowości do wykonania rozkazu, czy to Akemiego, czy Ichuzy, lecz postanowił, iż ograniczy nieco swe samowolne działania.
   
   Wzrok białowłosego padł na mury obozu Kraju Ognia. W środku wyraźnie wrzało, co jeszcze bardziej podsyciło płomień wewnątrz Samotnika. Niemniej, przyznać trzeba, że żołnierze okazali pewien rodzaj odwagi i miast rzucić się od razu do ucieczki, podjęli nawet próbę obrony. W kierunku oddziału ninja wystrzelili z balist salwę. Yuki chciał już zareagować, lecz uprzedził go Sabaku, wznosząc piaskowe platformy ku niebiosom. Pod stopami oddziału przetoczyła się fala.


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#129 2015-09-16 23:08:39

Yukina

Klan Senju

Zarejestrowany: 2014-11-02
Posty: 383
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Weteranka
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat

Re: Jezioro pamięci

Konflikt w barze nabierał rozpędu. Senju dalej się tłukł z Kiyoshi, nie zwracając uwagi na to, co się działo wokół. Przypadkowe osoby, nawet gospodarz wpatrywali się w dwójkę, tym samym, coraz bardziej pragnąc nas stąd wyrzucić. Zaczęłam coraz szybciej zjadać swoją porcję, po czym gdy tylko skończyłam, wypiłam wcześniej zamówioną szklankę wody. Po wypiciu, wstałam z miejsca i swe kroki skierowałam w stronę łazienki, Gdzie po załatwieniu swoich potrzeb, szybko wyszłam na zewnątrz, gdyż zauważyłam, iż Adatte oraz inni opuścili lokal. Westchnęłam i chwytając Kimariego za rękę, pobiegłam do wyjścia. Nie liczyło się dla mnie to, że postanowiłam nieco ograniczyć jego przestrzeń. Trzeba było działać, szczególnie, gdy kierownik nie był zadowolony.
- Kimari-san później pogadamy, teraz należy.. - urwałam, gdy spojrzałam w tą samą stronę, co Adatte.
     Moje oczy zrobiły się znacznie większe, ręce zostały opuszczone po bokach, a wcześniejszy chwyt został poluzowany. Zamarłam, nie wiedząc co mam powiedzieć. Fala, która się zbliżała była ogromna, co z kolei pokazywało jak zdolnych mamy przeciwników. W dodatku przeciwko nam użyli Suitonu, czegoś czym ja sama potrafiłam władać, jednakże nie potrafiłam tym teraz pomóc. W ogóle zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem bezużyteczna w tym momencie. Niczego nie mogłam zrobić poza uciekaniem, czy wszczęciem paniki.
     Dopiero z tego obłędu wyprowadził mnie Adatte, którego plan był całkiem niezły. Dwa razy lekko klasnęłam w dłonie, po czym popatrzyłam na falę, myśląc ile mam jeszcze czasu za nim ta katastrofa nadejdzie.
- Widzę, że mała dawka sake niczego nie zmienia - uśmiechnęłam się i popatrzyłam na kopułę, która prawdopodobnie wytworzył jeden z najsilniejszych Kiyoshi.
- Czyżby Ayamaru-sama? - wyszeptałam, jakby sama do siebie, po czym w mojej głowie zainicjował się pewien inny plan. Może był różny od tego czerwonowłosego, ale nie mogłam polegać na ich możliwościach bojowych. Potrzebujemy elity, kogoś komu można powierzyć setki istnień. W końcu, co będzie jak wejdą do środka i wysadzą komin? Po prostu czysta zagłada.
- Adatte-san, moim zdaniem powinniśmy się udać w stronę kryształowej kopuły, w końcu myślę, że to właśnie tam jest Ayamaru, a jak wiadomo dobrze jest zaufać silnym osobą - powiedziałam poważnym głosem, po czym pobiegłam zebrać ludność do ewakuacji. Musiałam ich ochronić, ale nie uda mi się to zrobić, jeśli również nie dotrę pod kopułę, która była naszą nadzieją.
- Lecę ewakuować ludzi! Krzyknęłam na koniec, za nim zniknęłam w uliczkach prowadzących w stronę granatowej osłony. Jednocześnie, gdy tak sobie biegłam z przepaską na ręce, mówiłam ludziom o zachowaniu spokoju i udaniu się ze mną do schronu. Miałam nadzieję, że to wystarczy, ale w razie problemów musiałam zaradzić jakoś inaczej. Użyłam po raz pierwszy kulki żywieniowej. Musiałam przyspieszyć, szczególnie, że koniec był bliski. Zaczęłam zahaczać więcej bliskich uliczek, przez co wieść o schronie obleciała więcej osób.
     W końcu, gdy dotarłam do kopuły od razu poszukałam wzrokiem Ayamaru, gdy tylko zobaczyłam jego skrawek, choć ślad obecności od razu uderzyłam Mokutonem o kryształ, by jakoś zwrócić na siebie uwagę. Jeśli to natomiast nie pomogło lub trwało za długo (innymi słowy drewno za wolno rosło), to spróbowałam krzyknąć ,,Ayamaru-sama", oczywiście licząc na szybką reakcje Kiyoshiego.

Siła Nin.-> 159
Szybkość tworzenia -> 32
Szybkość -> 86
Zużyta jedna pigułka prowiantowa klik


http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8tu1z9vnk1r922azo1_500.gif

Offline

 

#130 2015-09-17 00:30:52

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 331

Re: Jezioro pamięci

[Dziwne spotkanie(Yoshi,Yocharu)]


    Dwóch ninja podczas wojny, dwóch ninja walczących po przeciwnej stronie spotkali się w gęstym lesie mierząc się wzrokiem. W każdej chwili, któryś mógł pozbawić drugiego życia z pewnością obaj posiadają umiejętności, które w mgnieniu oka potrafią pozbawić życia przeciwnika. W tym momencie gdy napięcie sięga zenitu, a każdy błąd może doprowadzić do śmierci. Właśnie w tym momencie aktywowały się  wspomnienia Yoshiego o kobietach z kraju uchodźców, niczym u terrorysty który myśli o dziewicach przed samobójczym atakiem. Przez czysty przypadek się złożyło , że wśród tych urodziwych gejsz była twarz Yocharu. Tak się bowiem złożyło, że w pewnych okolicznościach miał już okazję poznać Uchihe, a prostymi skojarzeniami doszedł do wniosku, że niekoniecznie ma przed sobą wroga.
Zadał więc pytanie, na które otrzymał dość niespodziewaną odpowiedź.
- Przyjaciel? Raczej nie pierwszy raz cię na oczy widzę chłopcze, być może sojusznik, ale to zależy po której stronie walczysz? - powiedział mężczyzna, właściwie starzec wychodząc z pobliskich krzaków. Dziwne, zbliżył się tak blisko, ale ani Yoshi, ani Yocharu go nie zauważali. Nawet teraz wychodząc z krzaków trzymając w jednej ręce papier toaletowy, a drugą zapinając pasek nie wydawał żadnych dźwięków. Mężczyzna miał koło 70 lat zupełnie łysą głowę i długą rudą brodę(podwójny obciach), ubrany był w ciemny płaszcz bez żadnych oznaczeń.- Och jest tu też, uchiha jeżeli oczy nie mylą, wybacz więc to pytanie nie było skierowane do mnie. Zanim przejdziemy do wzajemnego zabijanie się bądź ustalania się kto z kim się przyjaźni a kto nie, czy nie widzieliście przypadkiem chłopaka mniej więcej 15 lat ubrany w ciemny strój, czerwone włosy i przekrwione niebieskie oczy?

[Obóz ognia- fala is coming]



   Olbrzymia fala zbliżała się do obozu przesłaniając horyzont i zapowiadając śmierć. W obozie zapanował istny chaos, żołnierze zmierzający na mur zgodnie z rozkazem o obronie, żołnierze uciekające z murów zgodnie z logiką, żołnierze stratowani przez żołnierzy. Nawet tak świetnie zdyscyplinowana armia nie radziła sobie w obliczu nagłego pojawienia się tsunami. Tylko nieliczni przekonani o wyższości ognia nad resztą świata dalej obsługiwali machiny posyłając  pociski w wodę. Te jednak ginęły bez śladu w zbliżającej się ścianie wody. Jedyna forma obrony na jaką było stać kraj ognia i sojuszników. Nic więc dziwnego, że wkrótce fala zbliżyła się do murów obozu ognia, a później cóż przednich murów już nie było ponieważ przyjęły pełny impet fali niezbyt nawet ją spowalniająco. Woda przeleciała przez cały obóz porywając ze sobą masę ludzi, drewna i sprzętu znajdującego się w obozie. Ludzie znajdujący się na pierwszej inni nie mieli zbytnio szczęścia, bezradni w starciu z żywiołem jedyne co mogli zrobić to zabarwić wodę na czerwono jakby, ktoś jeszcze nie zauważał 100  metrowej fali. Prąd ciskał ciałami i drewno z budowli porównywając kolejnych ludzi i drewno, mało kto w obozie wyszedł z tego bez szwanku. Najwięcej szczęścia mieli ludzie, którzy znajdowali się na wzgórzu dowodzenia, tutaj fala miała największy problem z dotarciem, po za tym znaczna jej część została otoczona kryształem.
Nieco dalej przy barze powstałą też dziwna kryształowo, drewniana konstrukcja, ta jednak nie była tak wytrzymała.

[Kryształowe wzgórze]



   Ziemia trzęsła się pod naporem wody, wydawało się że nic nie jest w stanie powstrzymać nadciągającej fali, jednak kryształowa kopuła stawiała opór. Ayamaru zareagował niemal natychmiast, świadomie bądź nie chroniąc stanowisko dowodzenia oraz ważniejszych oficerów armii ognia przed straszliwym losem, który czekałby ich przy spotkaniu z taką ilością wody. Kopuła chociaż szczelna i bez wątpienia wspaniała okazała się jednak dość mała w porównaniu do ataku, który przeprowadzili samotnicy. Kiyoshi natychmiast po wytworzeniu bariery udał się do namiotu, na nieszczęście dla Yukiny nie miał okazji jej zobaczyć w całym tym zamieszaniu. Gdy wszedł przekazać wieści swojej nowej sojuszniczce ta już była na nogach. Wyglądało na to, że Eri wiedziała co się stało bez opuszczania namiotu, wyglądała też na jeszcze bardziej zmęczoną niż przed chwilą.
-Trójka jebanych samotników, a właściwie jeden i takie starty i to z takiego dystansu! Trzeba go jak najszybciej zabić! - zaczęła grzebać w swoich słojach sięgając po jeden z wizerunkiem czaszki i pokrywając kunai tajemnicą cieczą znajdującą się w nim. - W normalnych warunkach ta trucizna jest zakazana , wystarczy jedna rana i śmierć następuje niemal natychmiastowo, jeżeli chcesz nałóż ją na swoją broń. Jest ich trójka, może czwórka. Jeden jest jakiś dziwny. Falę wywołał białowłosy, unoszą się nad ziemią na piachu w pobliżu  głównej bramy czy raczej miejsca gdzie kiedyś była główna brama. Nie powinniśmy, tak sterczeć i czekać, czas na kontratak, zbierz swoich ludzi jeżeli przeżyli  i ruszaj na nich, ja tymczasem złoże raport generałowi.
Woda zaczęła obniżać swój poziom odsłaniając w całości kopułę, którą stworzył Ayamaru na wzgórzu dowodzenia, jednak na niższych terenach wciąż  pozostawał jej dość wysoki poziom momentami głębokość wody sięgała 7 metrów.

[Kłótnia w barze]



    Nawet zagrożenie życia nie było w stanie, zakończyć kłótni między dwójką przedstawicieli klanów. Tym razem jednak konflikt przerodził  się w to kto lepiej zabezpieczy teren. Plan Addate został w gruncie rzeczy przyjęty przez bardziej doświadczonych członków Senju. W gruncie rzeczy niewielu było na tyle pewnych swoich możliwości aby wierzyć, że mogą powstrzymać falę. Komin budowany przez Addate był stopniowo otaczany mieszanką kryształu i mokutona. Jednak nie wszystko szło zgodnie z planem. Kłócąca się para zamiast skupić się na zabezpieczaniu terenu, bardziej skupiła się na zwalczaniu własnych tworów. Kimari najprawdopodobniej sparaliżowany strachem nie czynił nic. Natomiast Yukina postanowiła zostawić swoich krewniaków i ruszyć do dopiero co poznanego Ayamaru, zbierajac po drodze ludzi z obozu. Najwidoczniej dziewczyna bardziej ufała obcemu niż swojej rodzinie. Niestety Kiyoshi zbyt pochłonięty był ochroną przed falą aby w ogóle zauważyć dziewczynę. Za sprawą zamieszania pozostali mieli pełne ręce roboty wykonywaniem planu młodego Uzumaki. Niestety przez to nie mogli zgromadzić zbyt wielkiej liczby ludzi. omin za sprawą modyfikacji Taro został w całości otoczony cienką warstwą drewna, widocznie mężczyzna niezbyt ufał kryształowi. W wewnątrz zaś znajdowało się dodatkowe zabezpieczenia. W środku stworu zgromadziło się około 400 osób znajdujących się w okolicy, ale nie byli to żołnierze. Okolica baru należała głownie do rzemieślników i dziwek i to właśnie one zgromadziły się, nie mając żadnej nadziei. Komin nie wytrzymał naporu wody, pękał w wielu miejscach, ale warstwa drewna w znacznym stopniu złagodziła uderzenia zapewniając im warstwę nośną i wyrzucając ekipę daleko po za tereny dawnego obozu.
    Yukina miała szczęście w nieszczęściu, kryształowa kopuła Ayamaru znajdowała się dość wysoko nad standardowym poziomem ziemi, dlatego fala tutaj nie uderzyła całą siła. Jutsu wciąż jednak było na tyle potężne aby porwać dziewczynę i cisnąć na kryształową ścianę, pozostawiając na niej wyraźny czerwony ślad. Dziewczyna zdołała zachować przytomność, ale jej stan był poważny być może ochroniła ją zażyta wcześniej pigułkę. Krew pochodziła z ręki wygiętej pod nienaturalnym kątem z której wystawała kość, nie był to przyjemny widok. Jednak młoda Senju miała więcej szczęścia, niż większość ludzi, którzy z nadzieją ruszyli za nią ku kryształowej kopule.

[Budynek dowodzenia]


   Nawet kryształowa bariera nie była w stanie powstrzymać wstrząsów ziemi powodowanych przez zbliżającą się wodę. Niepokojące zjawisko zaalarmowało generała, który natychmiast wyszedł z budynku przyglądając się zbliżającej się wodzie.
- O kurwa. - Jedyne słowa który były w stanie się wydostać z jego ust, przed zbliżającym się kataklizmem, na taki atak bowiem był całkowicie nieprzygotowany. Gdy już się ocknął z powątpiewaniem  spojrzał po twarzach Mamoru i Masanobu z nadzieją, że dwójka ninja być może zdoła w jakiś sposób powstrzymać się zbliżający się kataklizm. Dopiero teraz poznał prawdę powiedzenia powtarzanego wśród żołnierzy, że tylko ninja może walczyć z ninja. Bo jak jego armia ma się niby zmierzyć z takim czymś, był całkowicie bezradny i zrozpaczony. Ataku na taką skalę nigdy nie widział mimo udziału w niejednej wojnie.  Właśnie wtedy kryształ tworzony przez Ayamaru otoczył jego budynek, generał jednak nie odzyskał nadziei. Nawet jeżeli jakimś cudem kryształ wytrzyma napór wody to wciąż za mało, ilu ludzi zdoła ocalić 20- 40? Z taką armią nie zdoła podbić źródeł nawet jakby wszyscy byli ninja zdolnymi do wytworzenia podobnych okropności jak ta która ich właśnie spotyka. Generał niemal się nie poruszył podczas gdy woda rozpryskiwała się na kryształach był gotowy na śmierć, ba nawet ułatwiłaby mu życie. Niestety zamiast śmierci tuż po tym jak fala przeszła dalej pojawiała się Eri.
- Złe wieści generale, to tylko czwórka samotników przeprowadziła ten atak wysłałam przeciw nim Kiyoshi, nie wiem co z Senju. Wyczuwam jakiś 600 ludzi w promieniu kilometra, ale tylko 36 w tej bezpiecznej kopule.
Z pozostałych część wciąż jest pod wodą, część zapewne jest ranna. Możliwe, że fala porwała więcej ludzi po za mój zasięg, jednak bezpieczniej będzie założyć, że jednak większość zginęła. Myślę że przy optymistycznych założeniach w obozie przeżyło z tysiąc osób, zwłaszcza, że najwięcej ocalonych powinno być tutaj, gdzie jest najwyższy poziom ziemi.-
Raport Eri był krótki i rzeczowy właśnie tego oczekiwał od swoich ludzi generał jednak w tym momencie poczuł jakby wbijała mu nóż w plecy. W praktyce oznaczała to  bowiem, że z blisko 8 tysięci osób, które powierzyły życie w jego rękę, pierwszy atak przeżyło zaledwie 1/8. Z pewnością odpowiedzialność za to spadnie na niego, a jego kariera ulegnie nagłemu końcowi. Jednak nie tego najbardziej żałował. Potrafił zrozumieć śmierć żołnierzy walczących w boju, gotowych poświęcić swoje życie. Jednak rzemieślnicy, dziwki, handlarze przybyli tu zarobić, a nie ginąć. Samotnicy zdawali się nie zważać na życie cywili.
- Rozdysponuj sprawnych ludzi do pomocy rannym, wyślij wszystkich ninja aby zabić tych skurwieli!
- Tak jest.

[Las Wyrzutków]



Wyrzutki oddała się z zasięgu wyczuwania Logena, kierując się do obozu ognia czy raczej do tego co z niego zostało. Shinsaku w międzyczasie postanowił podzielić się ze swoimi podopiecznymi więdzą o umiejętnościahc wroga, szczerze mówiąc to co umieli oraz gigantyczna fala która poruszała się równolegle z nimi nie napaniały optymizmem. Shin podjął decyzję o podziale. Znaczna część jego oddziału ruszyła w udzielać pomocy w wlacę ze skutkami kataklizmu, jednak trójka pod przywództwem Shinsaku ruszyła zwalczać przyczynę czyli niewielki oddział samotników unoszący się w powietrzu. 

[Obóz źródeł - bomba]


    Hiroshi nie miał okazja do zaprezentowania swojej tajemniczej techniki(?). Bowiem sharingan wcale nie posłużył za odpowiedni dowód, wręcz przeciwnie tylko wzmocnił czujność strażnika, który wyjął zakrzywioną szablę z pochwy i wymierzył w Uchihe.
- Nie ze mną te numery! Wiem, że jak chcecie możecie zmieniać wygląd, twoje oczy to żaden dowód.- powiedział mężczyzna, ale to nie zachowanie mężczyzny powinno skupiać uwagę, a fakt że nieprzyjemne uczucie na szyi nagle ustąpiło, zdołał jeszcze usłyszeć oddalające się.- Cholera bomba - uczucie obecności kobiety zniknęło.
    Z chmur wyłoniła postać glinianego ptak i wkrótce w dól ku ziemi powędrowała gigantyczna gliniana bomba spuszczona przez Shinsaku na obóz źródeł. Bomba spadała ze stałą prędkością (200) jednak chwilę trwało niż została spostrzeżona, znajdowała się około 1 km od ziemi w momencie gdy pojawiły się pierwsze okrzyki przerażanie, wkrótce wiadomość dotarła do namiotu ninja.
- Pani Setsuno coś zmierza do nas z nieba, wielki ptak nas atakuje!
Ptak faktycznie pozostawał blisko bomby jakby pilnując żeby ta dotarła

[Piaskowi Samotnicy]



    Samotnicy ze spokojem przyglądali się jak woda pochłania obóz wroga i setki czy nawet tysiące żyć. Mur nie stanowił żadnego zabezpieczenia przed takimi pokładami wody i praktycznie przestał istnieć po spotkaniu z falą. Drewniane elementy porwane przez wodę tylko powiększyły chaos i zniszczenie, które powodowały. Z każdym metrem jakim pokonywała woda Samotnicy wraz z Uchihami stawali się obiektem coraz większej liczby przekleństw i nienawiść.
Fala przeszła przez obóz jednak chyba nie wszystko poszło zgodnie z planem samotników. W kilku miejscach błyszczał kryształ chroniąc przed złowrogim działaniem żywiołu, ponadto, nie do końca udało się za lać obóz wodą na stałe, owszem były miejsce gdzie wśród nagromadzonego  gruzu woda była dość głęboka, jednak mur nie wytrzymywał naporu i woda rozlała się po całej wschodniej stronie rzeki tworząc raczej wielką kałuże niż coś w czym można by się potopić. Tymczasem z boku zbliżył się do nich gliniany twór, a na nim lider Wyrzutków z towarzystwem, który wyraźnie miał zamiar bardziej zamieszać się w wojnę lub może zarobić trochę grosza.

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2015-09-17 13:27:07)

Offline

 

#131 2015-09-17 23:13:01

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Jezioro pamięci

     Stary jak świat facet wyszedł zza zielonawych krzaków ze srajtaśmą w prawej dłoni. Jego głowa odbijało promienie słoneczne, a rudawa broda wywoływała uczucie zmieszania. Nie tak często spotyka się człowieka zarówno starego, brzydkiego i odpychającego. Rzuciłem mu spojrzenie nieprzyjemne, trochę niepewne i wyrażające zażenowanie. Kiwnąłem nawet głową wyrażając swój zadziw, a co! Srał podczas wojny! Postanowiłem jednak na bok odłożyć rozmyślenia. Stanąłem więc wyprostowany, dłonie spuściłem wzdłuż torsu, a wzrok przeniosłem w stronę centrum walki, gdzie fala przeszywała dużą część metrów. Dotarła do mocarnych murów obozu Ognia i przeszyła je, jakby nie była jakimkolwiek problemem dla tamtejszych żołnierzy. Wnet ze zdziwieniem westchnąłem. Nie mogą ginąć na próżno, zwłaszcza, że mój mistrz udał się na smoku w stronę agresorów. O ile byłem w stanie to zobaczyć z mojego położenia. Postanowiłem dołączyć do niego, coby mieć pewność, że nic mu się nie stanie i wcale nie był to przejaw uczucia, które towarzyszy mi od chwili jego poznania. Kiwnąłem raz głową w stronę Uchiha - jak chcesz to ruszaj ze mną, teraz - dało się odczytać z mimiki mej twarzy. Ruszyłem, ich trójkę zostawiłem w tyle, cóż.. nie interesowali mnie bardzo. Walczyć z nimi nie chciałem, rozmawiać czy gawędzić tym bardziej, a co tyczy się Yocharu - jak będzie chciał, to ruszy, jak nie to nie, jego wybór to już. Choć nie ukrywam swojego przemyślenia, że mógłby się przydać, jeżeli tylko zechce walczyć po naszej stronie.
     Zbiegałem z lekkiego wzniesienia, mijałem ogromne drzewa, a mój wzrok nadal kotwiczył na glinianym smoku. Obserwowałem jego wolny ruch po niebie oraz sylwetkę czarnowłosego przywódcy. Nie mogąc oderwać przyjemnego spojrzenia, nawet nie spostrzegłem jak znalazłem się przy samym końcu lasu, gdzie czekał jeden ptak. Oczywiście to także był twór Shinsaku - prawdopodobnie oczekujący na nagłą 'ewentualność'. A takowa nadeszła. Wdrapałem się na białe skrzydła, dosiadłem starannie, by nie spaść podczas lotu i czekałem, aż stwór ruszy - w końcu sterować nim nie mogłem. Komendy takie jak 'panie ptaszku, leć!' raczej nie podziałają także. Zdałem się więc na łaskę pana niebios. Ta nadeszła tak szybko, jak szybko dotarłem na odpowiednią wysokość. Szybowałem, podziwiałem przepiękny krajobraz, a wzrok nieoderwanie lustrował zatopiony obóz Ognia. Szlag by to! Nie mogłem darować myśli o przegranej. To nawet w grę nie wchodziło, a plan jakiś miałem - dotrzeć do Shinsaku, zanim ten dobędzie do czwórki samotników, zrównać się z nim w poziomie i razem stanąć do walki, ramię w ramię. Jak szybko przyszło, tak szybko poszło, bowiem wyprzedziłem go po paru metrach, o ile pozwalał mi na to lot i w pojedynkę ruszyłem na przeciwnika. Chwila skupienia i nadeszła analiza - Akemi, widziałem go podczas turnieju, lecz jego umiejętności nie są jakoś nad wyraz mi znane. Ayatane, Miyaguchi oraz Ichuza... chyba mam słabą pamięć do wszystkiego. Tego ostatniego jedynie kojarzę z wizyty w gabinecie przywódcy wyrzutków. Nic poza tym, niestety.
     Zamknąłem powieki, oddałem się chłodnemu wiatru, który rozwiewał czarne jak węgiel włosy. Wzrok zawiesiłem na mężczyźnie ze złożoną pieczęcią, nie ulegało wątpliwości, że to on utrzymuje całą czwórkę na piachu. Będąc jeszcze od nich oddalonym, utworzyłem jednego klona, by to on wykonał pierwszy ruch. Odbił się nogami od glinianego stworzenia i wystrzelił jak z procy. W powietrzu jego ciało zabłysnęło na niebiesko, a twarz pokrył pot, cera zaczerwieniła i uwidoczniła grube, bordowe żyły. Wykonał jeden przewrót i ze stosowną prędkością poszybował wprost na ożywionego Sabaku. Atak skupiał się mocnym kopnięciu w okolicach szyi (Szybkość: 360, Siła: 630). Po manewrze klon zniknął wydając charakterystyczny dźwięk, a Yoshi zawrócił na ptaku, wykonując beczkę i zrównał się z Shinsaku raz jeszcze. Samotnicy winni opaść na dół i stać się łatwym celem dla mojego mistrza. O ile technika się udała, o tyle mogłem być z siebie dumny. Spoglądałem ukradkiem na mistrza - notice me, senpai.

* Zanim ktoś mnie upomni, tak, pamiętałem, że klony mają 75% statystyk.
* Użyta technika to klik
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#132 2015-09-17 23:52:01

Yoshiro

Martwy

50579205
Zarejestrowany: 2015-01-10
Posty: 206
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Płeć: Męzczyzna
Wiek: 24

Re: Jezioro pamięci

      Posłom w końcu udało się wynegocjować odpowiednie warunki, a co za tym idzie, dowiedzieliśmy się, po której stronie konfliku staniemy oraz przeciwko komu będziemy walczyć. Przyłączamy się do sił Kraju Ognia, a po drugiej stronie konfliku stoją Samotnicy oraz Uchiha. O umiejętnościach walki charakterystycznych dla obu organizacji nie miałem zielonego pojęcia, dlatego postanowiłem spytać lidera, który w mig wyjaśnił mi główne założenia ich taktyki walki. Prawda, zyskałem nieco informacji, ale wciąż nie miałem pomysłu, jak stanąć naprzeciw przeciwnikowi z takim zestawem umiejętności. Większość opisanych przez Shinsaku zdolności prawdopodobnie byłaby wystarczająca, żeby przechylić szalę zwycięstwa na moją niekorzyść, podczas ewentualnego bezpośredniego starcia z przeciwnikiem.
      Ruszyliśmy w drogę. Cały nasz obóz w mig stanął na nogi i zaczął zmierzać w kierunku siedziby Kraju Ognia. W pewnym momencie, podczas podróży, można było zobaczyć gigantyczną falę zmierzającą w kierunku zabudowań. Mimo starań żołnierzy, nie udało się jej zatrzymać i jedyne co można było zaobserować, to jak uderza w mury z pełnym impetem. Następnie dostała się do środka, zalewając i zabierając ze sobą wszystko, co spotka na swojej drodze. Zapewne zabrała ze sobą wiele ludzkich żyć, ale możliwe, że przynajmniej jakaś ich część przeżyła. Ciekawe, czy dowództwo udało się do bezpiecznego miejsca, o ile w ogóle takie istniało.
      Shinsaku zaś, stworzył z gliny wielką latającą bestię. Chciał ruszyć do walki z Samotnikami, którzy odpowiedzialni byli za ten atak. Jedyny rozkaz jaki wydał był do Ito, jednego z jego podwładnych. Miał on udać się do obozu i przekazać dowodzącym, że organizacja Wyrzutków staje po stronie Kraju Ognia. Jeśli chodzi o mnie, miałem wolną rękę. Mogłem lecieć z liderem, a także pozostać na ziemii i spróbować uratować przynajmniej kilka ludzkich żyć. Cóż, monstrualnych rozmiarów fala pomogła mi uświadomić sobie, że na tej wojnie jest wielu niebezpiecznych wojowników. Człowiek, który może tak dobrze kontrolować żywioł, prawdopodobnie skończyłby walkę ze mną w kilka sekund. To samo tyczy się też Shinsaku, którego siły nie znam, ale pradopodobnie jest równie potężny. Jeśli pójdę za nim, mogę stać się tylko przeszkodą, ze względu na moją siłę. W związku z tym udam się z Ito, a przy okazji spróbuję znaleźć jak najwięcej ocalałych po katakliźmie.
      Lider i śmiałkowie wzbili się w powietrze, a my ruszyliśmy w kierunku siedziby ognia, żeby przekazać wieści. Gdy się tam znajdę, będę towarzyszył wysłannikowi, który miał podzielić się informacjami z dowództwem. Chcę mieć pewność, że nie będzie żadnych problemów. Gdy już zakończę tę czynność, rozpocznę poszukiwanie ocalałych, których, wbrew pozorom, może być całkiem sporo, biorąc pod uwagę wielkość placówki.

Ostatnio edytowany przez Yoshiro (2015-09-17 23:52:19)


http://i.imgur.com/LXSXbxc.png

Offline

 

#133 2015-09-18 10:00:56

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Jezioro pamięci

    Wyczuwając chakre kilkunastu przeciwników, Logen pokazał prawą ręką znak – co oznaczało mniejszy oddział. Jednak tych było więcej, dlatego zakomunikował:
    - Okołu dwudziestu.
    Po chwili, gdy tamci zaczęli się przemieszczać, potrzebna była szybka analiza i decyzja. Oddalali się w kierunku, w którym i oni zmierzali, lecz atak nie był tu wskazany. Z drugiej strony nie wszyscy ruszyli w tym samym kierunku, co mogłoby stanowić zagrożenie. Ale w tej drugiej sytuacji poleci Ikkyo stworzyć klona, aby kupić im trochę czasu – a przy okazji zdobyć informacje. Nie chciał niepotrzebnie ryzykować życia towarzyszy. Póki co mogli jedynie ruszać dalej, mając nadzieje, że to nie pułapka.
    - Trzeba się pilnować. Ruszamy dalej, ale nieco zmienimy trasę. – oznajmił młody mężczyzna, skręcając odrobinę, żeby zrobić większy łuk. – Coś mogło się stać, skoro tamci wracają do siebie. Chyba, że to ktoś od nas, o kim nie wiemy.
    Logen spodziewał się, że przeciwnik może coś kombinować, nawet, że zdołał ich wyczuć; musiał założyć taki scenariusz i obmyślić szybko jakieś rozwiązanie, które mógłby potem w momencie wprowadzić w życie. Kierując się dalej na tyły wrogiego obozu nie odpoczywał, tylko cały czas sprawdzał otoczenie wokół niczym radar. Stwierdził, że ukrywanie chakry nie ma sensu, skoro jego towarzysze tego nie potrafią, dlatego wszystkie siły przeznaczył na wykrywanie energii innych.
    W jego głowie już rodziły się różne pomysły, jak wyjść z paru sytuacji, czy też poradzić sobie z przeciwnikiem. Miał tylko nadzieję, że nie wpadną na przeważające liczebnie – czy też siłą – oddziały wroga.

(wybaczcie słabą jakość, ale remont w domu i brak sił dają taki rezultat niestety)


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#134 2015-09-18 13:14:17

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Patrzyłem z dumą na atak naszego młodego Ayatane. Większa część obozu ognia została zniszczona w całkiem szybkim tempie. Wydawać by się mogło, że zginęli wszyscy nasi wrogowie. Jedno było pewne, jeżeli przeżył ktokolwiek patrzy teraz na to z przerażeniem, a w oczach ma swoją śmierć. Na mojej twarzy zagościł uśmiech, którego dawno nie było. Zachęcony przez swoich towarzysz zapragnąłem przelewu krwi, którego mi brakowało. Po prostu chociaż przez chwile poczuć na swych dłoniach krew przeciwnika. Nie... Teraz muszę skupić się na innym zadaniu. Tak, to całkiem dobry pomysł. Skupienie... Tak, widzę w oddali kopułę z kryształu? Taką samą tworzył jeden Kiyoshi, jeżeli dobrze pamiętam. Najpewniej w niej znajdują się teraz jacyś ludzie. Czas ich zgładzić...

      Bez jakiejkolwiek konsultacji z Ichuza czy Ayatane, wystawiłem swoją dłoń ku ziemi. Wyskoczyłem w tym samym momencie z piaskowej platformy jak tylko z mego nadgarstka wyleciała chmara nici, które przyciągnęły mnie do ziemi. Szybkie lądowanie, tak samo jak szybki start. Ruszyłem z ogromną szybkością w stronę kopuły [szybkość 400]. W tym samym momencie stworzyłem klona, który ruszył w kierunku obozu z całkiem inną szybkością [szybkość 340]. Czyżby to była lekkomyślność? Może powinienem im tam pomóc się bronić? Nie, po co? Tylko bym im tam zawadzał. Ichuza zawsze jest przygotowany do walki, on wie co dokładnie ma zrobić. Ufam mu. Ja po prostu czułem, że moim celem jest ta kopuła musiałem ją zniszczyć jak najprędzej, a potem dobić swoich przeciwników, tak by nie zorientowali się co właściwie się wydarzyło. Podczas biegu w ich kierunku omijałem coraz to więcej trupów, czasami musiałem biec po wodzie, ale w takich sytuacjach by nie ryzykować przyciągałem się nićmi do suchego lądu przed sobą. Z taką prędkością jaką się poruszałem nie było mowy o tym by widzieli, że nadchodzę. Chyba, że jakiś ich szpieg mnie zauważył i od razu przekazał to reszcie, w co jednak wątpie, bo raczej otworu w takie kopule nie zrobią po to by wpuścić jednego z nich, zbyt ryzykowne.

      W pewnym momencie mojego biegu byłem równe 50 metrów przed kopułą. Moja reakcja była natychmiastowa, wystawiłem obie dłonie w jej strone i w ułamku sekundy wystrzeliłem jedną wybuchową "kule do kręgli" [szybkość 450]. W momencie kiedy byłem już jakieś 30 metrów od kopuły wystrzeliłem kolejną. Natychmiast po ataku zatrzymałem się w miejscu by mieć dobre miejsce do obserwacji. Obie kule były o sile bakutona poziomu trzeciego. Jedna została rzucona w środkową część kopuły, druga za to poleciała tuż za nią, przez co wleciała przez wytworzoną dziurę w miejsce gdzie znajdowali się moi przeciwnicy. Nie ważne ile ona miała warstw. Wybuch był na tyle silny, by spowodować wyparowanie człowieka czy ogromnej skały. W tym przypadku nie mogło być innaczej. Jeżeli sam wybuch nie zabije części moich przeciwników to płaty wszystkich warstw ich obrony przygniątą ich lub po prostu przebiją na wylot. Same drgania tak potężnego wybuchu powinny spowodować, że podstawa tej kopuły zacznie się zawalać. Moi przeciwnicy mieli mało czasu na obronnne, a o kontrataku nie było mowy. Musieli chronić własne życia, a dopiero później myśleć jak mnie wykończyć. Jednek przezrozny zawsze ubezpieczony. Z mojego ciała wyszła tak duża część nici, że była wstanie osłonić mnie przed wszelkimi atakami z tyłu, z oboku czy nawet z przodu, dawała mi sporo miejsca do manewru. A ja tym samym byłem gotowy na obronne jak i na ocene zniszczeń.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#135 2015-09-18 13:48:32

 Miyaguchi

Zaginiony

6720223
Zarejestrowany: 2012-03-04
Posty: 298
Klan/Organizacja: Sabaku
KG/Umiejętność: Suna Kontorōru; Sharingan
Ranga: Edo Tensei
Płeć: Mężczyzna
Wiek: Nieśmiertelny
Multikonta: Akemi, Shura

Re: Jezioro pamięci

     Byłem zaskoczony, że taką potęgę mają w swoich szeregach Samotnicy. Wiedziałem, że w swojej osobie ogromną siłę nosi Ichuza, bo to jednego pamiętam z czasów kiedy jeszcze żyłem. Po za nim był jeszcze Senti. To jedyni Samotnicy, którzy wydawali się wtedy dla mnie potęgą.  Od tamtego czasu zmieniło się tak wiele. O Sabaku nic nie wiadomo, bo jak zwykle chowają się w swoich schronach jak szczury. W tym czasie Samotnicy urosli w siłe cholernie szybko. Kiedy to się stało, ile przegapiłem. To nie istotne. Póki co zostałem uwięziony przez jednego z nich przez co mimo własnej woli muszę troszczyć się o nich. Jednak jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza. W końcu mogę popatrzeć na tyle śmierci własnych wrogów.
     W pewnym momencie czułem jak jakaś potężna siła leci w moim kierunku. Nie byłem wstanie zareagować, jedynie na co wpadłem to fakt, by zniżać się piaskiem wraz ze swoimi towarzyszami coraz niżej. Jednak nie byłem wstanie zrobić tego jakoś szybko. Większa część mojej siły została zmiażdżona. Ale chwila... Ja przecież nadal żyje. Karteczki zaczęły w niezwykły sposób składać moją górną część ciała składać do kupy. Pewnie dużo osób zastanawia się dlaczego nie rozbiłem się o ziemie. Ale jak przywołany wojownik stworzony z karteczek będący pusty w środku może zostać sprowadzony na ziemie?
     Tego mój przeciwnik nie mógł się spodziewać. Dlatego ja skorzystałem ze swojej przewagi nad nim i sprowadziłem bezpiecznie siebie, Ichuze i Ayatane na ziemie. Akemiego nie było już z nami, ruszył w kierunku kopuły. Według planu Ichuzy schowałem siebie i Ayatane w grubym bunkrze z piachu, zostawiając jedną dziurkę, by widzieć co się dzieje na zewnątrz. Po za nią zostawiłem Ichuze, który miał nas jakoś obronić.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#136 2015-09-18 15:29:38

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

Yoh



     Namiot zajmowany przez Setsunę stawał się coraz tłoczniejszy. Duża ilość osób wchodziła, wychodziła, wymieniała zdania i znikała wśród pozostałych pomieszczeń. Yoh, będąc zajęty jedzeniem prażonych ziemniaków, usłyszał sygnał - krzyk jednego z przemieszczających się długą aleją mężczyzny. Wybiegł natychmiast, gdyż cel jego był bardzo prosty i jasny - chronić każdego i wszystko, co znajduje się w obozie źródeł. Dźwignął płachtę, wydostając się na zewnątrz, a jego wzrok ujrzał kilkunastu mężczyzn ze wzrokiem wpatrzonym w niebo. Żaden nie podjął się kroku analizowania sytuacji, żaden nie wydał rozkazu do ewakuacji żołnierzy, nikt nie podjął czynności w zwalczeniu przeszkody, która wolna opadała na nasze terytorium. Ogromny gliniany stwór znajdował się jakiś kilometr nad głowami zgromadzonych. Yoh, nie wiedząc, że jest to wybuchowy twór, postanowił zawalczyć tak, jakby był to zwykły, ogromny pocisk - przeszkoda do bezproblemowego zdziałania. Nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, gdyż nie posiadał odpowiednich informacji na temat przeciwników. Mimo tego, kierowała nim odwaga, męstwo i cudowny hart ducha. Był w stanie oddać się dla każdego, dbać o dobro tego świata i przede wszystkim zwalczać zło, nienawiść, którą siał ogień. Wzdrygnął w miejscu swoje masywne ciało i natychmiast odrzucił paczkę prażynek na bok. Napiął brzuch, dłonie skrzyżował na torsie i wypuścił powietrze tak mocno, że zaparowało na wietrze. Chou Harite! Jego ciało wybuchło, rozłożyło się masywnie na przestrzeni kilkunastu metrów w zwyż. Widok jaki napotkał był nie byle jaki, w oddali spostrzegł falę, która przedzierała się do terytorium wroga, a to wszystko dzięki zwiększeniu rozmiaru. Nie mógł jednak pozostać rozkruszony tamtejszą sytuacją, skupił się tylko i wyłącznie na chronieniu tego, co jeszcze było mu dane. Bubun Baika no Jutsu! Powiększył swoją łapę do kolosalnych rozmiarów. Nie tylko wydłużył, lecz także sprawił, że stała się o wiele odporniejsza i silniejsza. Zamknął na moment powieki, skontrolował i wyczuł przepływ całej chakry, by skupić jej zasoby właśnie w jednej pięści - prawej. Choudan Bakugeki! Wykrzyczał w myślach, a jego prawicę pokryła niebieskawa warstwa, rozświetlając otoczenie jak najprostsza, ogromna latarnia. Zamachnął się, uginając delikatnie kolana i by uskutecznić cios i nie narazić się na duże szkody, pokrył łapę techniką - Domu. Kamień wraz z chakrą zetknął się z ogromnym tworem, rozrywając go na strzępy (Siła: 800, Wytrzymałość: 435). A jeżeli to się nie udało, Yoh złapał glinianą figurkę i wyrzucił daleko, daleko poza obóz. Jak uprzednio napisałem, nie zdawał sobie sprawy z tego, że może w każdej chwili wybuchnąć. Choć nie sądzę, by ten ogień zrobił cokolwiek więcej, niż zwykłe poparzenie - w końcu Yoh do chuderlaczków nie należał, wytrzymałość to także jego mocna cecha.

1. Pierwsza technika - klik
2. Druga technika - klik
3. Trzecia technika - klik
4. Czwarta technika - klik
5. Szybkość i reakcje Yoh'a spadają o 30 punktów.
6. Yoh pokrył swoje ciało przeklętą pieczęcią.
7. Yoh posługuje się stylem walki Oukashou i użył chakry do wzmocnienia ataku.
8. Reakcje 270
9. Bomba spada z wysokości 1000 metrów, a Yoh wykonuje techniki bez używania pieczęci, płynnie, a nawet dwie na raz - ziemi i chakry, to zaledwie moment.


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Edit: Szybkość ataku Yoha wynosi 195.

Ichaza i Matsuo



     Czarnowłosy brat przywódcy opierał się o jeden z wysokich, grubaśnych filarów. Jego wzrok przykuwała biała płachta, która co chwilę wznosiła się, bądź opadała. Do namiotu wchodziły najróżniejsze persony, a to posłańce, a to prawdziwi wojownicy odziani w połyskujące zbroje. Jego jednak nużyła zaistniała sytuacja, skupiał się na przepięknej Setsunie, którą niedługo poślubi. A tak bardzo przekonany o idealistycznej przyszłości, nie spostrzegł, że owa kobieta wydaje się zmieszana i zdenerwowana. Cóż ta wojna czyni z ludźmi, a czego z nim nie czyni. Wiecznie ospały, z przymrużonymi powiekami, rozleniwiony i nie przejmujący się rozwojem. W letargu pochłonięty, z letargu wybawiony krzyknięciem jednego z mężczyzn. Zerwał się grubas, rzucił prażynki i wybiegł z namiotu, a za nim Ichaza. Przedarł się przez gapiów i spostrzegł ogromną figurę na niebie. Matsuo w okolicy nie było, zapewne gdzieś nadal przechadzał się pomiędzy namiotami, patrolując okoliczne tereny, choć jak widać nadaremnie. Nadeszła sytuacja kryzysowa, a Yoh rozpoczął kontratak. Stał się ogromny, masywny, jego łapa ukazała biceps. Co zaś zrobił Ichaza? Podbiegł niedaleko jego persony i oczekiwał rezultatu. W między czasie z namiotu wybiegła białowłosa, znana już wam kobieta. Imieniem jej było Yuki, a rodem Yuki.
   - Yuki! - Krzyknął brat przywódcy, a jego włosy zawirowały od podmuchu wywołanego przez nagły przepływ chakry Yoha. Białowłosa dziewczyna podbiegła do jego stóp i zwołała w trymiga swój oddział - w śniegu walczących ninja. Ci przeskakując po łydkach, udach i pasie wielkoluda, dostali się na daną wysokość, odpowiednio nad wysokością murów tego obozu. Wznieśli ręce ku niebu i rozpoczęli tworzenie lodu mającego za zadanie chronić osadę w wypadku gdyby Yoh nie zdziałał bomby, bądź jej kawałki dostały się do obozu (Yuki KG lvl max. Szybkość i Wytrzymałość tworzenia pozostałych zależna od Event Mastera.) Gdy utworzyli odpowiednią kopułę wokoło centrum, gdzie spaść miało C4, zbiegali wolno po nodze olbrzyma, tworząc filary prosto w dół, tak, by konstrukcja nie zapadła się. Dwójka ninja tworzyła także dodatkowe skrzydła i wzmocnienia, wszyscy w panicznym strachu przed śmiercią. A jak na człowieka może działać nagły przypływ adrenaliny? W obliczu śmierci każdy staje na równe nogi, każdy motywuje się do działania, a na jego usta cisną się krzyki. Przeżyć, byleby przeżyć! Stworzyli rozmaitą konstrukcję w biegu, lecz na tyle solidną, by ochronić swój oddział. Była to praca zespołowa, zgrana i idealna. Nie byli nigdy wcześniej na tak poważnym wydarzeniu, lecz od dziecka szkoleni przez Yuki Yuki - solidną i twardą kobietę. Dzięki niej stali się pokaźnymi ninja, prawdziwymi mężczyznami, wytrwałymi i odważnymi. Po całej czynności oni także wznieśli wzrok ku niebu, choć widok przysłaniała kopuła z lodu. Wszyscy złapali się za dłonie, wszyscy oprócz Yuki, która stała wyprostowana z rękoma splecionymi za plecami. A cóż mogli zrobić w takiej sytuacji? Lód stworzyli, Yoh zaczął kontrować, więc pozostało czekać. Ichaza jedynie obserwował ich rozmaite kombinacje, ich płynne ruchy i szybkie tworzenie lodu. Był dumny, że brat osiągnął tak wysokie stanowisko w tak pokaźnej i przepięknej organizacji - w Samotnikach.

Ichuza



     Fala pokryła ponad osiem tysięcy ludzkich istnień - mężczyzny, kobiety, a nawet zwykłych pracowników. Wiele jednak osób zdołało się uratować, a to uciekli na wyżyny, a to schowali się pod kryształowymi, czy drewnianymi kopułami. Akemi postanowił ich podobijać, zeskoczył na dół przyciągając się nićmi, uważając, by stopami nie dotknąć mokrej powierzchni. Z północy nadciągały dwa gliniane stwory, jednym był ptak z młodym wyrzutkiem na grzbiecie, który towarzyszył Shinsaku podczas rozmowy o sojuszu z Samotnikami. Na smoku zasiadał zaś przywódca - człowiek, którego posądzać o zdradę bym nie mógł. Leciał w naszą stronę wolno, a zinterpretować mogłem to różnie, albo będzie walczył, albo prosił o zawieszenie broni. Wnet Miyaguchi zniżył piach i sprowadził nas na ziemię, a według mojego polecenia okrył siebie i Ayatane, mnie zostawiając przed zabudową. Uniosłem głowę wysoko, lecz mój wzrok obejmował chmury. Spojrzałem na przywołanego Sabaku, który zdążył zregenerować swoją głowę, cóż.. ataki fizyczne niezbyt na niego podziałają, a skoro taka tajemnica wyszła już na jaw, to nie pozostało mi nic innego, jak po prostu walczyć. Wyrzutki zaatakowały, a więc nadszedł najgorszy scenariusz. Sięgnąłem płaszcza i zrzuciłem go na ziemię ukazując prawe, zdeformowane ramię - kekkei genkai Senju. Wyprostowany, dumnie oraz całkiem bezbronnie przyglądałem się Yoshiemu, w myślach dziękując, że uświadomił mnie, iż wyrzutki nie mają dobrych zamiarów. Przygotowany na atak - uśmiechnąłem się. Me źrenice powoli ulegały zmianie, zaczęły świecić, pulsować, zaś ciało ogarnęła chakra koloru buraczkowego, wolno rozchodziła się wokoło stóp, czekając na pełne wyzwolenie. Cóż ze sobą począłem, wybryk natury, nic innego. Kurtyna zapadła, a przemówienie głosiło pokaz wieloletnich eksperymentów na własnym ciele.

Aburame



     Trzy osobowy oddział unosił się na ptaku, szybując ponad głowami Samotników, co raz wypatrując zagrożenia. Gdy tylko fala przeszła przez obóz Ognia, co też oznacza, że plan się powiódł - ptak zanurkował niżej, by zrównać się poziomem z resztą. Na horyzoncie północy ukazał się popielaty twór wyglądem przypominający smoka, a na nim Shinsaku z resztą przydupasów. Akemi nie czekając na polecenia, użył nici do błyskawicznego przyciągnięcia się i ruszył na przeciwników, by dobić tych, co ocaleli. Jedyną konstrukcją rzucającą się w oczy była oczywiście konstrukcja z kryształu, która mierzyła, aż osiemdziesiąt metrów - jedynie głupiec by jej nie spostrzegł. W jej otoczeniu nie był nic innego równie przykuwającego wzrok. Tam więc ruszył zastępca Samotników, a tuż za nim, na gest Ichuzy, który jednak dbał o bezpieczeństwo swojego ludu, oddział Aburame. Gdy znalazł się za drewnianym murem, Shinobu rozkazał zniżyć lot ptaka i szybować za sylwetką Akemiego, którego no niestety, dogonić się nie dało.
   - Zginęło tutaj bardzo wiele osób, aż ciężko uwierzyć, że żaden z nich nie był w stanie powstrzymać fali. - Zaśmiał się Shinobu bardzo głośno, rozstawił dłonie i wypuścił pokaźną chmurę owadów, która liczyła sobie po kilkaset tysięcy małych, latających muszek. Rozeszły się one po całym obozie, latały pomiędzy trupami, pomiędzy tymi co przeżyli, a nawet spora z nich część dostała się na wzgórze, a cel był tylko jeden - zbierać informacje, przekazywać pomiędzy sobą i dostarczać do Shinobu.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2015-09-20 11:29:06)

Offline

 

#137 2015-09-19 16:09:24

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Jezioro pamięci

    Bezpardonowo wtargnąłem do środka namiotu, by poinformować Eri o całym zdarzeniu. Jak miało się okazać, moja wiedza była niczym w porównaniu z tym, jakimi informacjami dysponowała znachorka. Czyżby oprócz umiejętności pieczętujących była również sensorem? Cóż za niezwykła kobieta - mruknąłem do siebie w myślach. Mimo że jeszcze chwilę temu nie pałałem do niej choćby krzyną sympatii, musiałem przyznać, że jej wszechstronność była zadziwiająca. Gdyby nie tragiczne okoliczności, w których się poznaliśmy, może diablica nie byłaby taka zła, jak ją namalowałem?
    Wysłuchałem wszystkiego, co miała do powiedzenia, a następnie obficie nasmarowałem swoją broń trującą mazią. Rzadko kiedy ninja otrzymuje ofertę pomocy. Wiedziałem, że należy korzystać z okazji, jak tylko się pojawi. Musiałem przyznać, że zaciekawiły mnie jej rewelacje: było tam 3 samotników, ale wyczuwała obecność 4 osób, z czego ta ostatnia była jakaś dziwna. Wspomniała też, że to białowłosy ninja stworzył tę falę. Czy to ten chłopak, którego spotkałem w śnie?
    Rozkazy Eri były proste i zrozumiałe - musieliśmy przejść do kontrofensywy. Kiwnąłem jednoznacznie głową na znak, że przyjąłem jej polecenie do wiadomości. Spojrzałem na nią jeszcze - czyżby po raz ostatni? Chwila ta nie trwała długo, ułamki sekund, po czym kobieta ruszyła ku wyjściu. Ja zaś podążyłem za nią.
    To, co zobaczyłem po wyjściu z namiotu było jedną z bardziej nieprawdopodobnych rzeczy, których doświadczyłem do tej pory. Ogromna fala dotarła do wzgórza, uderzając o powierzchnię kryształowej kopuły. Jej ogrom był tak wielki, że w niektórych częściach obozu pokrytego kryształem całkowicie odcięła dopływ promieni słonecznych, pochłaniając je w mroku. Jedynie przez górną część kopuły do jej wnętrza zaglądało słońce, nieznacznie rozświetlając wszystko, co się w niej znajdowało, choć ilość światła była tak niewielka, że nawet w najjaśniejszych częściach panował półmrok.
    Wkrótce woda opadła, a przez kryształowe ściany dało się dostrzec sterty ciał poległych. Mało prawdopodobne było, że komuś z nich udało się przetrwać przygniecenie tak wielką masą. Poza tym nie taka była moja rola - tym powinni zająć się medycy.
    Przeklinałem Baigaiskich medyków, przez których niekompetencje znalazłem się w samym środku tego burdelu. Gdyby udało im się w porę powstrzymać epidemię, nie musielibyśmy się płaszczyć przed Lordem i uniknąłbym tej cholernej niepisanej przysięgi wierności.
    Z drugiej zaś strony czułem, że żyję. Nie dla każdego jest wiedzenie spokojnego życia i wypasanie owiec. To właśnie te mrożące krew w żyłach sytuacje sprawiają, że jestem, kim jestem. Jestem Ayamaru Kiyoshi, ninja.
    Szybko przeanalizowałem możliwe drogi wyjścia z kopuły. Nie mogłem pozostawić resztki żołnierzy bez ochrony, w razie gdyby nadciągnęła kolejna fala. Bez tego nawet 10 metrowa fala mogłaby okazać się dla nich zabójczą. Nie mogłem jednak zostawić kopuły w takim stanie, w jakim była teraz, bez drogi na zewnątrz. Kontrolując kryształ, zmieniłem zatem jej dwie części, tworząc na przeciwległych końcach kopuły coś w rodzaju ogromnych drzwi, którymi żołnierze mogliby się spokojnie wydostać, gdy już woda całkowicie opadnie.
    Ja natomiast musiałem jak najszybciej odszukać tego białowłosego samotnika - mordercę. Inaczej nie można nazwać osoby, która pozbawia życia cywilów, którzy nie mają żadnego związku z toczoną wojną. Co najgorsze, Ayatane (o ile byłem w stanie sobie przypomnieć te imię) w śnie walczył po mojej stronie i raczej nie sprawiał wrażenia ludobójcy, choć może  każdy z tych, którzy zapisali się w ten haniebny sposób na kartach historii, wydawał się normalny.
    Gorycz, która mi towarzyszyła, omal nie kazała mi się rzucić samotnie w stronę głównej bramy, gdzie rzekomo miał się znajdować białowłosy. Przypomniałem sobie przecież, że nie był sam. Ja także potrzebowałem wsparcia swoich ludzi, żeby rozprawić się z tym bandytą raz na zawsze.
    Nie miałem zamiaru przedzierać się przez te wszystkie ciała, którymi usłana była tafla wody w dalszym ciągu utrzymująca się na dość stałym poziomie. Stworzyłem zatem kryształowego smoka i wzleciałem nim w niebo, a następnie ruchem ręki otworzyłem sobie górną część kopuły, by przezeń wylecieć.
    Kiedy rozsunąłem szczyt kopuły, nastąpiła rzecz zupełnie niespodziewana. W stronę ziemi zaczęło spadać jakieś ciało. Krzyk dziewczyny doszedł moich uszu, czyli jednak ktoś przeżył. Zręcznie zakręciłem cielskiem smoczyska, łapiąc kobietę w locie i usadawiając ją na grzbiecie gada. Ku mojemu zaskoczeniu twarz tej osoby była mi znajoma - to Yukina, którą poznałem nieco ponad godzinę wcześniej.
    - A co ty tu robisz? - zapytałem z głupim uśmieszkiem. Musiałem przyznać, ta dziewczyna wiedziała, jak zrobić wielkie wejście.
    Wylecieliśmy poza kopułę przez właz u jej czubka, po czym skierowaliśmy się w stronę baru, gdzie wyznaczyłem punkt spotkania z moimi ludźmi. W trakcie lotu obserwowałem uważnie okolicę, ze zgrozą patrząc na dzieło zniszczenia, które się tutaj dokonało.
    Dopiero po chwili zauważyłem, że z ręką Yukiny jest coś nie tak.
    - Nie bój się, zaraz lądujemy i ktoś się tobą zajmie - próbowałem ją uspokoić, mając nadzieję, że uda mi się znaleźć jakiegoś medyka przy życiu. Miałem też nadzieję, że oprócz lekarza odnajdę swoich ludzi całych i zdrowych.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#138 2015-09-19 17:40:53

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Jezioro pamięci

     Klon zniknął, a gęsta chmura odkryła Sabaku, który w ciągu kilku sekund zdołał się zregenerować, ba, nawet nie przerwał pieczęci! Czwórka Samotników zleciała na swym piachu, zaś najmasywniejszy z nich pognał w stronę obozu, nie przejmując się ani Shinsaku, ani mną. Jego szybkość ruchu była potworna, wywołała u mnie nie tylko zaskoczenie, lecz także strach. Ta bestia z pewnością jest szybsza ode mnie, w każdym wyjątku, nawet po aktywacji czwartej, czy piątej bramy. Skierowałem wzrok w stronę Shinsaku i przeskoczyłem na jego smoka, ptak zaś mógł wrócić z powrotem do lasu, bądź szybować wokoło - wola twórcy. Nie spuszczając spojrzenia, złapałem Shinsaku za rękaw, a na mej twarzy malowało się wiele pytań. Cholera, tak szybka regeneracja nie jest możliwa, nie dla normalnego człowieka! Kim on jest, że zdołał w ułamku sekundy przywrócić złamany kark?! Jednego byłem pewien, na pewno nie będę walczył przeciwko tej kupie mięśni, która pognała w stronę obozu. To nie na mój poziom!
   - Shinsaku-sama, mam do Ciebie pytanie. Wiem, że to może nie być odpowiednia pora, lecz trapi mnie to, aż za bardzo. Cóż może być ważniejszego niż szczerość, przyjaźń i miłość? Dlaczego atakujemy kogoś, kto zachował się wobec nas pokojem? Czy ten człowiek na ziemi nie był naszym sojusznikiem? - Oczywiście, w stu procentach byłem oddany swojemu mistrzowi. Jego słowa były dla mnie rozkazem i nie próbowałbym ich nawet kwestionować. Niemniej, pierwszy raz widzę jak mój mistrz postępuje 'inaczej'. Odczuwałem dziwne uczucie, że się zmienił, co jednak nie przypadło mi w stu procentach. Minęło przecież wiele czasu od naszego poprzedniego spotkania... jak wiele przez ten czas mogło się wydarzyć? A jak mam nazwać uczucie, które teraz mi towarzyszy? Niepewność?

Offline

 

#139 2015-09-20 01:00:23

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Jezioro pamięci

   Wpakował dłonie do torby z gliną i obserwował poczynania ucznia z największą uwagą. Pojawił się znikąd, zapewne skończywszy przydzielone mu wcześniej zadanie. Musiał przyznać, że zjawił się w odpowiednim momencie. Sytuacja nie wyglądała zbyt ciekawie. Yoshi natychmiast przystąpił do ataku, który, ku jego zdziwieniu, nie przyniósł żadnego rezultatu. Czujne oko spoczęło jednak na sylwetce regenerującego się piaskowego ludka. Z początku zaskoczony, szybko zorientował się w sytuacji. Wiedział, że sami nie dadzą sobie rady. Samotny kruk poderwał się wysoko w górę i eksplodował. Smok utrzymywał się w odległości stu metrów od oddziału Samotników.
   - Ten mężczyzna nie jest tym, na kogo wygląda. Może i proponował nam pokojowe relacje, jednak dopuścił się rzeczy niewybaczalnych. Osobnik, którego zaatakowałeś, nie może umrzeć. A wszystko dlatego, że Ichuza zbezcześcił jego ciało, przywołując je do żywych. Poza tym - stoimy po przeciwnych stronach. Widziałeś, jak ich fala wtargnęła do obozu. Zapewne niewiele zostało z oddziałów tych, którzy mogą pomóc naszej organizacji. Poza tym, jeżeli zapewnienie lepszej przyszłości Wyrzutków jest związane ze stawieniem im czoła, nie mam złudzeń, co powinienem zrobić.
   Otworzył dłonie. Dziesiątka maleńkich kruków zatrzepotała skrzydłami, by następnie powiększyć się do rozmiarów dwóch metrów. Rozpoczęły kołować wokół zawieszonych na piaskowych chmurach Samotnikom (szybkość ptaków: 225). Poruszały się na różnych wysokościach, pędząc w różnych kierunkach. Z perspektywy biernego obserwatora wydawać by się mogło, że kręciły się w sposób chaotyczny. Praktyka zrobiła jednak swoje. Źrenice Wyrzutka rozszerzyły się nieznacznie, by dokładnie przyglądać się ich trajektoriom lotu. W ten sposób mógł je kontrolować w taki sposób, że żadne się nie zderzyły.
   Z paszczy smoka wyłoniła się jego mniejsza wersja, która wystrzeliła (szybkość: 350) w kierunku Samotników, przedzierając się pomiędzy ptakami, które skutecznie powinny utrudnić im dostrzeżenie nadciągającego ataku. Celem był Miyaguchi, choć eksplozja powinna dosięgnąć również i jego kompanów, choćby w delikatnym stopniu.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]



_________________________________________________________________________________



   Shinsaku biegł na przedzie swojego oddziału, który podążał tropem Ito, który już pewnie dotarł w okolice tylnego wejścia do obozu. Rozległ się huk, wysoko na niebie. To musiało oznaczać tylko jedno - Nakayama walczący z Ichuzą nie da sobie rady w pojedynkę. Czym prędzej przekazał dowodzenie Akamiemu. On sam odwrócił się na pięcie i ruszył z powrotem (szybkość: 200).

_________________________________________________________________________________



W obozie Kraju Gorących Źródeł dało się zauważyć wielką mobilizację. Znajdujący się na powiększonej bombie klon, przyczepił się do jej powierzchni, przelewając chakrę do stóp, by przewędrować na jej spodnią część. Dostrzegł ogromnego osobnika, którego widział już wcześniej, podczas turnieju. Najwyraźniej ten głupiec postanowił się poświęcić, by własnym ciałem zasłonić zgromadzonych wewnątrz kopuły sojuszników. Ronijczyk nie zamierzał się jednak tylko bezczynnie przyglądać.
   Gdy był już blisko, lecz nie na tyle, by grubcio mógł go dosięgnąć, z jego ust wydostała się samotna błyskawica, która szybko przekształciła się w ścianę piorunów, obejmując w swym elektryzującym uścisku postać Samotnika (szybkość: 455, siła: 569, reakcje klona: 180). Ten z kolei, rażony techniką, nie miał większych szans na przeżycie, przynajmniej tak mogłoby się wydawać każdemu, kto był zdrowy na umyśle. Po wykonanym ataku, klon przeskoczyłby na lodowy twór.
   Ciało Akimichiego, po poczynionych przez niego modyfikacjach, rozmiarem musiało przypominać zbliżającą się bombę.  Jako że jedynym miejscem, które pozostawało nieosłonięte lodową kopułą, była zajmowana przez niego lokalizacja, bomba wpadłaby do środka, by zamknąć wszystkich obecnych tam żołnierzy i dowództwo w śmiertelnej pułapce (siła eksplozji: 750 ---> 250)
   - Katsu! - okrzyk Nakayamy przedarł się wśród zgiełku spanikowanych ludzi.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Shinsaku (2015-09-20 11:15:26)

Offline

 

#140 2015-09-20 09:04:48

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Jezioro pamięci

     Bieg nie był zajęciem trudnym, czy też męczącym. Musieliśmy jedynie utrzymywać stałe tempo i rozglądać się, czy na pewno wszystko jest w porządku. W końcu zakładaliśmy, że przeciwnicy też są jak Logen - mają zdolności sensoryczne. Pytanie tylko, czy trzy poruszające się skupiska chakry mogą zaskoczyć kogoś na tym polu bitwy. Naprawdę, obecnie znajdowały się tutaj tysiące ludzi, z czego dziesiątki, a w zasadzie setki, to ninja. Większość z nich oczywiście włada chakrą już na dobrym poziomie, w końcu od kiedy na pole bitwy wysyła się ofiary. No ale cóż - trzeba zakładać nawet najczarniejsze z możliwych scenariuszy za prawdziwe. W końcu od czegoś trzeba było zacząć, huh?

     Wiadomość Logena mnie zaskoczyła. Dwudziestka. Taka grupa mogła już pomieszać szyki nie tylko nam, ale i całej armii konkretnego Lorda. Pytanie tylko, czy reprezentowali oni nasz, czy też obóz wroga. Cholera, kolejny dylemat. Nie miałem jednak problemu z podjęciem decyzji. Nas oddelegowano do zrobienia dywersji. Tylko tyle, a może aż tyle. Tymczasem wszystkie inne działania powinniśmy uznać za przewidziane przez naszych dowódców. W końcu to dosyć prawdopodobne, że oni też mieli własnych sensorów, czy inne sposoby wykrywania zbliżających się do nich osób.

     A nawet jeżeli nie, to równie dobrze może to być defensywny patrol, który przechadza się ot tak - aby wszystko zabezpieczyć. A my podobno mieliśmy uważać na takie jednostki. Nie zdziwiła mnie więc wypowiedź Logena, którą potwierdziłem skinięciem głowy i krótką odpowiedzią. Może nie lakoniczną, ale też nie ateńską...

     - Z której strony? - syknąłem. Było to dosyć ważne. Przede wszystkim z powodu wzmożonej ostrożności. Już przedtem starałem się wychwytywać wszystkie zmiany w otoczeniu. Teraz najpewniej byłem tak skupiony i zajęty obserwowaniem otoczenia, że wątpiłem w to, abym mógł coś przeoczyć. Racja, nie takie rzeczy się zdarzały, ale z sensorem obok siebie zawsze czułem się pewniejszy.

     Dalszą część wypowiedzi lidera przemilczałem. Nie trzeba było jej komentować. Obejście to naturalny sposób, aby nie wpaść. Natomiast hipotezy pozostawiłem same sobie. Nie ma sensu przejmować się sytuacją aż tak. W końcu to wojna - grupa ninja nie jest tutaj niczym ważnym. Mogli ich nająć, albo zwyczajnie wymusić obecność, jak to zaszło w naszym przypadku. Krew Uchiha za ziemię. Chyba tylko ja nie byłem fanem pomysłu Setsuny i Lorda obecnego kraju. No ale cóż, nie miałem aż takiej mocy stwórczej, a zapewne lepsze to niż wojna domowa.

     Pędziłem spokojny, głównie dzięki uwagom mojego towarzysza. Nie przestawałem obserwować otoczenia, ale pokładałem całkiem spore nadzieje w Logenie. W końcu to on był najbardziej doświadczony i dysponował najlepszym narzędziem do opanowania sytuacji. Sensorem.

Offline

 

#141 2015-09-20 11:47:30

Yukina

Klan Senju

Zarejestrowany: 2014-11-02
Posty: 383
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Weteranka
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat

Re: Jezioro pamięci

Nastały dla nas ciężkie czasy. Biegłam ile sił miałam w nogach, jednocześnie zerkając na osoby, które podążały za mną. Cieszyłam się, że mi zaufali, w końcu już niedługo miał być koniec. Dotarłam do kopuły, niestety, ale spóźniona, wiedziałam, że Kiyoshi tutaj wcześniej był, w końcu musiał zrobić tą kopułę. Spróbowałam krzyknąć, by wyszedł z namiotu, ale to nie dało pożądanego skutku, nawet drewno było za słabe, by cokolwiek podziałało. Popatrzyłam na ludzi, jednakże wtedy ku moim oczom pojawiło się to monstrum.
- Uciekajcie! - krzyknęłam do ludzi, którzy niestety nie zareagowali. Fala powoli zabierała ich ze sobą, rozsypując martwe ciała po całym obszarze. Ja natomiast, oberwałam nieco inaczej. Woda uderzyła w moje ciało z taką prędkością, że prawie krzyknęłam z bólu. Cholera! Kto tworzy takie rzeczy?!
     Znalazłam się pod wodą, a zaraz później mogłam oddychać. Otworzyłam oczy, patrząc na ziemię z góry. Zaraz byłam w niebie? Obejrzałam się dookoła i zobaczyłam kryształ, który mnie otaczał, czyli dalej żyłam. Spróbowałam się podeprzeć, ale moją rękę przeszył ból, krzyknęłam. Skierowałam swoje oczy w stronę lewej ręki, która była wygięta pod dziwnym kątem. Moje oczy zrobiły się szersze, gdyż po raz pierwszy doznałam takich poważnych uszkodzeń. Ta fala prawie mnie zabiła, ale.. moje życie uratowała pigułka, którą wcześniej zażyłam. Zaczerpnęłam gwałtownie powietrze, próbując usiąść. Było ciężko, gdyż wciąż odczuwałam skutki jakie zadała mi fala.
- Muszę działać - powiedziałam w myślach i poczłapałam na samą górę. Nie było to takie trudne, gdyż znajdowała się całkiem niedaleko.
     Po dotarciu od razu się położyłam, by bardziej siebie nie męczyć. Musiałam regenerować siły, a w dodatku nie przeszkadzać pigułce, ratującej moje życie. Wzrokiem popatrzyłam na komin, którego już nie było. Konstrukcja runęła, ale nie widziałam, by koło niej leżały jakieś ciała, może oni żyją? Spróbowałam się rozejrzeć, ale pomimo, iż byłam najwyżej to i tak nie zobaczyłam tego, co naprawdę chciałam zauważyć. Jedynie widziałam mały punkcik, gdzieś w oddali. Czyżby to był ich obóz? Najprawdopodobniej tak, ale gdy tylko spojrzałam nieco bliżej zobaczyłam obce dla mnie osoby. Znajdowały się pod bramą, tylko.. czy to oni byli sprawcą tej fali? Czy to oni zabili tyle osób? Czy to przez nich nie udało mi się ochronić tych ludzi?! Co ja powiem Tamotsu, jeśli wrócę? Jak ja spojrzę w lustro? Wszystko przestało mieć jakikolwiek sens. Chociaż, wola walki wciąż pozostała.
     Zerknęłam w dół, gdzie inni stracili życie oraz tam, gdzie ludzie jeszcze niedawno stali. Przede mną pokazał się obraz, gdy jeszcze tak z nadzieją stali i czekali na uratowanie. Przymknęłam oczy, by o tym nie myśleć, by choć na chwilę zatracić się w marzeniach, ale było to niemożliwe. Wiatr otoczył moje ciało, już nie czułam pod sobą twardego kryształu, po prostu pustka. Czy był to sen? Otworzyłam oczy i popatrzyłam jak lecę w dół. Wiatr szarpał moim ubraniem, a włosy uwolniły się z kucyków i zaczęły się unosić, roztrzepując się w każdą stronę. Czy to był mój koniec? Przecież.. to niemożliwe. Musiałam żyć, miałam tyle do zrobienia - rodzice, pokój, ponowne spotkanie z przyjaciółmi.
     Z moich oczu, zaczęły płynąć strumienie łez. Błagam, niech ktoś to powstrzyma. Czułam się w połowie martwa, a jednak pomimo wszystkiego złego, chciałam żyć. Postanowiłam, iż pewnego dnia pomszczę tych ludzi, którzy nie musieli umierać. Oczami patrzyłam na oddalającą się górę od kopuły. Dlaczego? Dlaczego to nagle runęło?! Nie, nie, nie, coraz bliżej dołu, parę kroków od skończenia swego marnego żywota.
- Taskiete!!! - krzyknęłam ile siły w płucach i wylądowałam w czyiś ramionach. Czy to anioł?
     Zamrugałam, aż w końcu rozmazana postać, nabrała ostrości.
- Ayamaru-sama? Powiedziałam cichym głosem, nie mogąc uwierzyć, że mnie ocalił. Usiadłam na grzbiecie smoka, zerkając na mojego bohatera..
- Pobiegłam w Twoją stronę, wiedząc, że jesteś w stanie uratować tych ludzi.. ale oni zginęli, a ja sama przypadkiem zostałam wepchnięta na szczyt Twojego tworu. - powiedziałam ze smutkiem w głosie, nie mogąc sobie do końca wybaczyć. Po jego kolejnych słowach przytaknęłam, nieco bardziej się w niego wtulając. Musiałam odpocząć, dojść do siebie i przede wszystkim przeżyć tą cholerną wojnę!


http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8tu1z9vnk1r922azo1_500.gif

Offline

 

#142 2015-09-20 12:02:02

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Jezioro pamięci

   Kolumna wznosiła się coraz to wyżej i wyżej. Zanim dotarła do nich fala, konstrukcja wyglądała już naprawdę okazale, widoczna zapewne z dużej odległości. Adatte podejrzewał, że to tylko z tego względu ludzie pojawili się w jej okolicy - w końcu Kimari, jakby sparaliżowany wizją nadciągającej śmierci, zdawał się wrosnąć w ziemię, co uniemożliwiało mu podjęcie jakiejkolwiek akcji. W wirze chaosu zniknęła mu z oczu Yukina, której na próżno było później poszukiwać wśród zebranych tu ludzi.
   Z przerażeniem przyglądał się, jak fala uderza w wieżę kryształu i drewna. Dało się usłyszeć trzask drewna. W następnej sekundzie olbrzymia ściana zaczęła się na nich przewracać. Podskoczył, przywierając do niej przez przelanie chakry do stóp. Na szczęście użyte przez Taro drewno wystarczyło, by unieść ich na pędzącej przez obóz wodzie. Nim się obejrzał on i spora grupa ludzi znaleźli się poza jego granicami.
   Ledwie trzymając się na nogach, wygramolił się ze szczątków wieży i rozejrzał wokół. Jak potworną mocą dysponowali przeciwnicy? Co on sobie myślał, wybierając się w takie miejsce? Potrząsnął dynamicznie głową, to nie była odpowiednia pora na tego typu przemyślenia. Musiał odnaleźć Mamoru-sama. Może z nim mieli większe szanse na przeżycie. Zdawał sobie jednak sprawę, że w pojedynkę nawet podróż wewnątrz obozu była wówczas śmiertelnie niebezpieczna. Postanowił więc najpierw odszukać członków klanu Senju, z którymi przybył w to miejsce. Swoich towarzyszy niedoli.
   - Taro-sama! Yana-chan! Teriju-senpai! Sanmu-san! Kimari-kun! - Dało się słyszeć okrzyki (nie jestem zbyt dobry, jeśli chodzi o honoryfikatory, więc w razie czego - proszę o wybaczenie)

Offline

 

#143 2015-09-20 12:29:36

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

     Dokonało się. Szeroko otwarte oczy Ayatane obserwowały jak fala, niczym niepowstrzymana prze naprzód, by w końcu dotrzeć do celu, jaki stanowił obóz Kraju Ognia. Ogrom zniszczeń był wprost niewyobrażalny; masa wody z przerażającą siłą uderzyła w mur, w ciągu sekundy przeobrażając go w stertę gruzu i zwłok. Część żołnierzy słusznie zadecydowała o podjęciu próby ucieczki. Szkoda, że... za późno? Technika pożarła ich wszystkich. Więcej niż trzy czwarte warowni, która jeszcze kilkanaście minut temu mogła szczycić się mianem niemożliwej do zdobycia, zostało zrównane z ziemią. Fala zdziesiątkowała liczącą ponad pół tuzina tysięcy ludzi armię, pozostawiając po sobie jedynie wielki zbiornik wodny, który powoli przybierał bordową barwę.
   Łza spłynęła po policzku Ayatane, a zaraz po niej kolejna i jeszcze jedna. Chłopak zasłaniał usta dłonią, nie mogąc wydobyć słowa, ni poruszyć się. Nie potrafił też powstrzymać łzawienia. Padł na kolana, wbijając wzrok w rzeź, za którą od początku do końca był odpowiedzialny.
   Rozpacz, szok - te emocje powinien odczuwać w tym momencie Yuki. Wyrzuty sumienia winny właśnie rodzić się gdzieś w jego sercu, zaś obok nich świadomość. Świadomość masakry jakiej dokonał i tysięcy istnień, których życie odebrał w ciągu paru minut. Białowłosy miał zacząć błagać o śmierć, dusić się, wyskoczyć z piaskowej platformy i ostatni raz zabić.
   Lecz miejsce smutku zajmowała radość i spełnienie. Samotnik spoglądał na swe dzieło, na niezliczone zwłoki dryfujące po powierzchni wody, na ogrom zniszczeń. Patrzył i... najbliższym określeniem stanu, w który wszedł Ayatane, było szczęście. Emocje porwały na moment jego ciało i umysł.

     Kilka sekund zajęło białowłosemu opanowanie samego siebie. W tym czasie spod fali wyłoniła się kryształowa kopuła, zaś Akemi podjął decyzję o przypuszczeniu nań bezpośredniego ataku. Yuki nie zdążył nawet otrzeć łez, gdy generał dotarł już na ziemię i pędził przed siebie z taką szybkością, że nie było szans uchwycić go wzrokiem.
   Jednocześnie w stronę Samotników nadlatywały blade bestie, dosiadane przez kilka postaci. Nim Ayatane poznał tożsamość owych person, poczuł, jak piaskowa platforma pod jego stopami opada, prędko zmierzając ku lądowi. Szare źrenice odnalazły sylwetkę Miyaguchiego dokładnie w chwili, gdy sięgał go atak ciemnowłosego wojownika. Dreszcz przeszył ciało białowłosego, gdy głowa Sabaku wprost rozpadła się od siły uderzenia. Ale cóż to? Zaraz piaskowy ninja powrócił do zwyczajnej formy. Nie zginął, choć przed sekundą został kompletnie zmasakrowany. Yuki chciał przetrzeć oczy z niedowierzania. Oczywiście sam znał umiejętności, dzięki którym dało się osiągnąć podobny efekt, niemniej w zdolności Miyi było coś odmiennego.
   Tymczasem piaskowa platforma bezpiecznie wylądowała na ziemi, a oddział Samotników okrył bunkier, stworzony dzięki kekkei genkai klanu Sabaku. Ayatane w tym momencie postawił na możliwości towarzyszy.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ayatane (2015-09-20 13:26:36)


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#144 2015-09-20 12:32:20

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

Obóz Źródeł



     Ichaza obserwował otoczenie spod nóg Yoha. Szala zwycięstwa zależała głównie od wytrzymałości kolosa i siły upadku tejże figurki (nikt nie wiedział, że ona może wybuchnąć). Niemniej, Yoh powiększył swoje rozmiary do kilkudziesięciu metrów, dodatkowo swoją rękę dziesięciokrotnie - była o wiele większa od figurki i przysłaniała całe jego ciało. Nie mogłem jednak pozwolić, by zostawić go tu bez żadnego ubezpieczenia, to też złożyłem odpowiednią pieczęć. Kage Bunshin! Obok mojego brata pojawił się klon. On sam zaś odskoczył do tyłu (Reakcje: 340)
     Braciszek uniósł głowę wysoko na moment. Tuż po tym rozpoczął ucieczkę do najbliższego namiotu obok namiotu dowództwa (Reakcje: 340). Obydwa namioty znajdywały się przy zachodniej bramie. Tam też, wśród wszystkich gapiów odnalazł Setsunę, złapał ją za rękę i biegł cały czas przed siebie. [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość] Po przebiegnięciu kilkunastu, może kilkudziesięciu metrów zatrzymał się. Dalsza ucieczka nie miałaby sensu, bo ewentualne zniszczenia i tak byłyby ogromne. Złożył więc pieczęć i utworzył ogromną falę wody o średnicy ośmiu metrów. W niej zamknął szczelnie wszystkie osoby, które napotkał, przede wszystkim siebie, Setsunę oraz kilku Uchiha i Samotników.
   - Setsuna-sama! Użyj swoich technik klanowych do obrony! Jeżeli potrafisz to, co mój dawny przyjaciel, to przywołaj ogromny szkielet! - Jego słowa były z lekka paniczne, choć panował nad nerwami kontrolując wodę, która mogłaby ich choć trochę osłonić. Dla pewności utworzył kolejne dwie, także ściana wody liczyła sobie kilka metrów grubości.
   - Kuchioyse no Jutsu! - Przed wszystkimi pojawił się ogromny ślimak - Wszyscy do środka! - Katsuyu rozchyliła swoją paszczę. Ichaza z początku wprowadził Setsunę, potem resztę. Zjawił się także czarnowłosy chłopak.

1. Użyta technika: Suishoha
2. Przywołanie Katsuyu.
3. Obrona polega na schowaniu się w ślimaku, który jest chroniony przez połączenie trzech ogromnych wodnych tornad klasy S.


Walka z Shinsaku



Ważny Theme


     Okrywała mnie buraczkowa chakra, jak wspomniałem to w poprzednim poście. Buchała pod moimi stopami i rozciągała się w promieniu jednego metra od mojego położenia. Włosy zawiały delikatnie, a wzrok nie opuszczał smoka, oczekując na atak. Wnet stało się - Shinsaku otworzył dłonie, a z nich uleciało kilka kruków, czy kilkanaście, nie zdążyłem naliczyć, gdyż me źrenice pokrył kolor czerwony, zaświeciły się pełnią możliwości. Wymalowany, szyderczy uśmiech towarzyszył całości. Teraz pokażę jakim dziwakiem jestem na prawdę. Kuknąłem na lewe ramię, zdeformowane przez przeszczepienie jednego kekkei-genkai. A jak by to wyglądało w połączeniu z drugim? A nawet trzecim? Sprawdźmy: Eternal Mangekyō Sharingan! Poczułem ogromny przypływ mocy, chakry, która ogarnęła moje ciało. Dzięki tak potężnej umiejętności ocznej mogłem obserwować lot ptaków, obserwować każdego i przewidywać ich ruchy (umiejętność sharingana). Nie czekałem długo, jak me ciało pokryła elektryczna zbroja, a tuż po tym rozproszyła w około, by zaatakować błyskawicą każdego ptaka z osobna. Miyaguchi zaś okrył zupełnie dwójkę ninja największą ilością piachu, jaką tylko posiadał.

1. Użyta technika: Chidori Nagashi
2. Siła NinJutsu: 400
3. Szybkość piachu: 275

4. Wytrzymałość piachu: 743

Aburame



     Robaki rozproszyły się po całym obozie, a jak wiadomo ich umiejętnością specjalną i zarazem jedyną i najważniejszą jest szpiegowanie - dokładnie wyczuwają chakrę. Shinobu, wznosząc się na swoim ptaku wydał im rozkaz przekazywania informacji bezpośrednio do Akemiego - jedynego walczącego tutaj Samotnika, zachłannego i niepowstrzymywanego. Zawładnęła nim żądza krwi, więc kto będzie mógł go powstrzymać? Na pewno nie Ichuza swoimi prośbami. Robaki przekazywały mu informacje w sposób następujący: wyczuwały chakrę ninja i formowały się grupowo w napisy japońskie, przekazując Akemiemu bezpośrednie informacje gdzie jest przeciwnik. Tym samym Akemi nie będzie musiał atakować żołnierzy, tylko skupi się na groźniejszych wrogach - ninja. Taktyka dokładnie przemyślana.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2015-09-20 14:47:25)

Offline

 

#145 2015-09-20 13:26:44

 Suezo

Martwy

Zarejestrowany: 2014-10-28
Posty: 249
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

Suezo cały czas biegł za Logenem. W końcu w tym oddziale to on był dowódcą. Dla chłopaka nic się w tym momencie nie liczyło tylko dobrze wykonać swoją misję. Ma być dywersja? Będzie dywersja. Zrobi to co zostały im powierzone jeszcze w obozie. Tylko pytanie. Na jakich potworów się natknął? Chłopak nie wiedział jakimi siłami dysponuje Kraj Ognia, ale nie wątpił w umiejętności Samotników jak i Uchiha.
     Chłopak biegł za Logenem. Logen jako sensor wyczuwał chakre innych przez co wiedział gdzie są jakieś oddziały. Biegli już jakiś kawał czasu, a już wykrył oddziały wroga. Chłopak nie mógł pojąć co robi dwudziestoosobowy oddział w lesie? Zapewne idzie atakować, a przynajmniej tak chłopak przypuszczał, ale nie miał zamiaru nic robić na ten moment. Ich misją była dywersja i tego się trzymał. Można też powiedzieć, że ślepo podążał za Logenem. Gdyby ten mu kazał pewnie by zrobił, ale na razie biegł.
     Chłopak już praktycznie zapomniał o Yukinie. Biegnąc w stronę Obozu Ognia chłopak czuł jak jego chakra i krew pulsują w jego ciele. Nie mógł się już doczekać widoku krwi, widoku martwych ciał, widoku ognia... to wszystko pochłonęło go praktycznie zupełnie w takim stopniu, że rozmarzył się. Chłopak lubił zabijać i nie tylko. Nawet najdrobniejszy ból wprawiał go w szaleństwo. Lecz po chwili oprzytomniał. Musiał się uspokoić, bo inaczej zginie a tego by nie chciał, dlatego musiał patrzeć się na Logena i podążał cały czas za nim razem z Ikkyo jednocześnie obserwując otoczenie. Wiedział, że nie powinno nic im grozić z Logenem w końcu jest sensorem, ale każdemu zdarzają się błędy, dlatego zwracał także uwagę na otoczenie.

Ostatnio edytowany przez Suezo (2015-09-20 13:27:06)


http://imagizer.imageshack.us/v2/xq90/540/vcxren.jpg

Offline

 

#146 2015-09-20 14:00:46

 Kimari

Zaginiony

8253161
Zarejestrowany: 2014-12-06
Posty: 153
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Płeć: Meżczyzna
Wiek: 16

Re: Jezioro pamięci

~~

    Chaos. Czysty chaos rozpętał się w obozie Hi no Kuni. Najpierw bójka w barze, przez którą nas wyrzucili. A zaczynało już być tak trochę przyjemnie. Rozmowa z dwójką Senju pozwoliła mi na chwilę zapomnieć o tym, gdzie się znajdujemy. Chociaż było to trochę nierozsądne z mojej strony, ale jednak się stało. Yukina wyprowadziła mnie z baru i gdy miało już być w miarę spokojnie, zaczęło się. Złotowłosa i Adatte spojrzeli w stronę muru, po czym zamarli. W ich oczach pokazywało się zaskoczenie oraz strach. Nie wiedziałem, co wywołało u nich to, więc również spojrzałem w tamtym kierunku.
    Zamarłem zupełnie jak oni.
    Wielka fala zbliżała się w naszym kierunku. Była dostatecznie ogromna, żeby spokojnie zderzyć się z murem i jeszcze zatopić dość dużą część obozu. Nigdy w życiu nie widziałem czegoś równie potwornego jak i majestatycznego. Prawdziwy pokaz siły, jaką mógł osiągnąć shinobi po latach treningu. Odczuwałem lęk, ponieważ nie wiedziałem, że nie jestem wstanie przeciwstawić się potędze tego jutsu. Jestem dopiero początkującym shinobi, a mój Shoton też dopiero się rozwija. Jakoś nie sądziłem, by wytrzymał on taką technikę Suiton. Po prostu się bałem, iż moje życie się tutaj zakończy.
    Z tego letargu wyrwał mnie głos Adatte. Zaczął on wygłaszać swój plan, po kolei wyznaczając obowiązki do danej osoby. Bardziej doświadczonym członkom Kiyoshi oraz Senju rozkazał stworzenie czegoś na pozór drewniano-kryształowego komina, gdzie mielibyśmy się schronić. Natomiast pozostałym, w tym mnie i Yukinie kazał gromadzić w tym miejscu żołnierzy. Jakoś... jego pewność siebie przywróciła mnie do normalnego stanu. Strach, który wcześniej odczuwałem przeminął, a zastąpiła go determinacja. Nie zamierzałem się tak łatwo poddać. Spodziewałem się spotkać na tej wojnie shinobi, którzy byliby potężni. Już nawet przed wejściem do obozu byliśmy zaatakowani. Ale nawet jeśli przeciwnicy byli potężni, to również po stronie Hi no Kuni byli silni ninja, tacy jak Ayamaru czy Mamoru. Z pewnością wymyślą jakiś plan, który powstrzyma tą falę lub ograniczy zniszczenia.
    - Zostaw to mnie Adatte-san. - odpowiedziałem w kierunku czerwonowłosego kompana, po czym ruszyłem w poszukiwaniu żołnierzy. Jeśli miałem zginąć, to przynajmniej zrobię coś pożytecznego i pomogę tak wielu jak mogę. Niech moja obecność tutaj coś przyniesie.
    Fala już uderzyła mur, a ja szybko skierowałem w stronę "komina". Pokazałem drogę tylu żołnierzom ilu mogłem, a teraz nadszedł czas, żebym to ja się schronił. Biegłem tak szybko, na ile pozwalały mi moje nogi. A kiedy znalazłem się w środku, myślałem, że to już koniec, że mogłem już spokojnie odpocząć. Yukiny jakoś nie widziałem pośród całego tego tłumu ludzi, więc uznałem, iż ukryła się gdzie indziej. Może właśnie w tej kryształowej kopule, którą stworzył Ayamaru. Był on jedynym nieobecnym Kiyoshi, więc to oczywiste, kto to wykreował. Niestety, ale nie było mi dane odpocząć. Fala uderzyła w nasz "komin", który pod wpływem uderzenia zaczął się pękać. Woda zaczęła wypływać przez szczeliny, aż w końcu zalała nas wszystkich. Poczułem, jak ktoś uderza mnie w tył głowy, przez co upadłem na ziemie. Dochodziła do tego też woda, która zaczęła zbierać się w moich płucach. Nie widziałem, co działo się z innymi. Przed oczami miałem tylko ciemność.
    Kiedy się obudziłem, natychmiast zacząłem się krztusić. Mój organizm zaczął "wyrzucać" resztkę wody z płuc. Jak tylko przestałem kaszleć i odzyskałem świadomość dookoła mnie, zauważyłem iż dryfuje na skrystalizowanym kawałku drzewa. Obóz znajdował się dość daleko, zapewne fala wyrzuciła nas po za jego tereny. Szybko wygramoliłem się z wody, żeby nie moknąć w niej dalej. Jeszce złapałbym jakąś chorobę lub gorzej. Zostałbym porażony prądem, gdyby jakiś z przeciwników postanowił użyć jutsu typu Raiton. Cóż... teraz pozostało zorientować się w sytuacji.
    Nagle usłyszałem jak ktoś wykrzykuje różne imiona, w tym moje. Po głosie rozpoznałem, że jest to Adatte i znajdował się dość niedaleko ode mnie. Widocznie i jego odrzuciła fala, więc najlepiej będzie, jeśli do niego dołączę. Może wspólnie obmyślimy jakiś plan działania? Kiedy zacząłem kierować się w jego kierunku, powoli zastanawiałem się nad naszymi następnymi krokami. Na pewno będziemy musieli udać się w stronę obozu, żeby bardziej zapoznać się z zaistniałą sytuacją. Kto wie, czy shinobi z kraju gorących źródeł dalej nie panoszą się, siejąc strach i zniszczenie (kaszlu, kaszlu, Akemi, kaszlu, kaszlu).
    - Tutaj jestem Adatte-san. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że nie jestem jedyną osobą tutaj. Naprawdę myślałem, że ten plan się powiedzie, ale cóż...  nie możemy sobie pozwolić teraz na rozpacz, prawda? - powiedziałem w jego kierunku, pokazując opaskę, którą nam wcześniej podarowali. Nie chciałem, żeby pomyślał o mnie jako wrogów. Gdy wszyscy ocalali się pojawili, to zaproponowałem, żebyśmy udali się w stronę obozu. Nie mieliśmy moim zdaniem lepszych opcji.




http://i.imgur.com/9r969Mg.png

Offline

 

#147 2015-09-20 14:53:39

Hiroshi

Martwy

19345760
Zarejestrowany: 2013-04-07
Posty: 527
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: Jezioro pamięci

Dziwna kobieta uciekła z dość ważnego powodu. Na początku nie mogłem uwierzyć, że coś takiego może się dziać naprawdę, jednakże później zdałem sobie sprawę, że to nie przelewki. Gigantyczna bomba spadała w naszą stronę, a na domiar złego w obozie zapanował chaos. Spojrzałem jedynie na strażnika nie dezaktywując swojego Sharingana i powiedziałem dość stanowczo: - Ewakuuj ludzi, najwięcej jak się da. Musimy spierdalać inaczej nas zabiją - W tym momencie starałem się zachować zimną krew i myśleć racjonalnie.  W tym także momencie zauważyłem gigantyczną posturę jakiegoś człowieka. Ni chuja wiedziałem kto to, ale musiał być cholernie odważny skoro chce walczyć sam na sam z bombą takiego pokroju. Biła od niego determinacja i chart ducha. Oby nic mu się nie stało... 

    Nagle koło mnie znalazł się gigantyczny ślimak. Kompletnie nie wiedziałem co on tu robi, jednakże czułem tutaj bardzo znajomą chakrę. Pochodziła ona od Setsuny, mojej liderki. Później zaś usłyszałem czyjś głos. Nakazywał on wejść wszystkim do środka Ślimaka. Ja zaś miałem własny rozum i postanowiłem uciekać gdzie pieprz rośnie. Zacząłem składać kilka pieczęci, by chwile pózniej znaleźć sie dobre 200 metrów od obozu dzięki Shunshin no Jutsu. Nie chciałem zginać podczas wybuchu bomby, dlatego jako zabezpieczenie wykonałem ta technikę po raz kolejny i znów znalazłem sie dalej, tym razem juz dobre czterysta metrow. Pomiędzy użyciem Shunshin podaż kolejny musiałem odczekać niestety piec sekund, co nie zmienia jednak faktu ze miałem troche czasu, nie dużo ale jednak. Gdy byłem wystarczajaco daleko zacząłem biec. Po kilku minutach zatrzymałem sie i rozejrzałem. Musiałem zbadać teren. W miedzy czasie dezaktywowalem Sharingana i zacząłem wyczuwać Chakre wokół mnie.

Ostatnio edytowany przez Hiroshi (2015-09-20 18:34:15)



Voice || Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko || Ubiór

http://i.imgur.com/pmMguWr.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#148 2015-09-22 00:35:14

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 331

Re: Jezioro pamięci

[Obóz źródeł - niszczyciel rodów]


    Bomba zbliżała się do obozu nieubłaganie, jednak samotnicy postanowili nie pozostawać biernym na ten atak i podjęli dość desperackie i chaotyczne próby obrony. Jego atak był jednak przemyślany w ślad z bombą posłał klona, który miał zapobiec wszelkim próbą obrony. Olbrzymie ręka Yoha postanowił odesłać glinianą figurkę z powrotem. Wtedy jednak Wyrzutek wykorzystał asa w swoim rękawie przywołując potężną technikę rangi S. Wiązka elektryczności natychmiast przeszyła ciało Samotnika. No nic zdała się wielka wytrzymałość samotnika, obrażenia bowiem były śmiertelne. Akimichi jednak nie upadł, umarł jak prawdziwy wojownik na stojąco, spełniając swój obowiązek ochroniarza i przejmując cios na siebie. Zapewne jego postawa przez wieki krążyła by w legendach i podaniach ludowych, oczywiście większość z nich pomijała by fakt, że Samotnik utrzymał pozycję względnie pionową tylko dlatego, że utrzymywał go lud. Jednak niestety najprawdopodobniej tak nie będzie, bowiem ciało Akamichiego oddaliło wybuch tylko o kilkanaście metrów i ciężko stwierdzić, że kogoś w ten sposób uratował. Klan Yuki do końca starał się oddzielić tajemniczy przedmiot od reszty obozu. Być może faktycznie pękający lód kupił trochę czasu, możliwe nawet, że osłabił wybuch pochłaniając jego energie podczas przemiany lodu w wodę i wody w parę. Jednak skala wybuchu była zbyt wielka aby stwierdzić czy naprawdę tak było. Setsuna przyglądała się uważnie sytuacji, widocznie nie wiedziała czego się spodziewać po przywódcy Wyrzutków, nie miała okazji go poznać, cała akcja stanowiła też doskonałą okazję do obserwacji umiejętności jej sojuszników. Ichaza postanowił użyć potężnej techniki Suitonu, ale nawet tak potężna obrona była ryzykowna w obliczu tego z jaką łatwością wyrzutek poradził sobie z elitarnym Samotnikiem. Dlatego na wszelki wypadek postanowił przywołać olbrzymiego ślimaka i ukryć w nim najbliższe otoczenie. W przywołanej bestii zdołało się ukryć Setsuna i jej 3 kompanów z klanu Uchiha oraz siebie z 7 przedstawicielami poszczególnych klanów, którzy znajdowali się obecnie najbliżej ślimaka. Zabrakło jedynie Yukich, którzy do końca starali się wspierać lodową kopule. Wszystko na nic najpierw ciało Yoha, praktycznie wyparowało w zetknięciu z kopułą, później podobny los spotkał kopule oraz wiry wodne, nawet olbrzymi ślimak zniknął bez śladu. W centrum obozu na który została zrzucona bomba nie zostało praktycznie nic po za kraterem w ziemi. Wszystko co było w promieniu 100 metrów od wybuchu praktycznie przestało istnieć. Im dalej od erupcji tym sytuacja wyglądała "lepiej" o ile za taki fakt może uznać, że można znaleźć strzępy ciał i porozrzucane członki. Najbardziej przerażająca była dwójka mężczyzn oddalonych znacznie o jakieś 500 metrów od wybuchu ich ciała były czarne jak popiół, jednak z ich ust wydobywał się śmiech. Co jeszcze dziwniejsze niektóre z fragmentów ciał zdawały się same zbierać do kupy i zszywać razem. Co do samego obozu, to nie pozostało po nim ani śladu, tego dnia narodziła się legenda, ale nie o heroicznej obronie Yoha. W tym dni Shinsaku praktycznie przekreślił wszystkie swoje dokonania medyczne, od tej pory znacznie bardziej niż ze swoich umiejętności leczniczych znany był jako zabójca Samotników, Morderca Uchiha, pogromca źródeł czy niszczyciel rodów. Wybuch był na tyle olbrzymi, że pochłonął nawet dwa klony lidera wyrzutków.
   Hiroshi mimo tego, ze oddalił się po za zasięg techniki wciąż odczuwał ciepło na plecach. Z obozu nie pozostało nic, mimo to kiedy zdecydował się na zbadanie okolicy za pomocą zdolności sensorycznych wykrył w pobliskim lesie kilka źródeł chakry prawdopodobnie należących do klanu charakteryzującym się możliwością przebudzenie czerwonych oczu. Wyczuł też niedobitki z obozu po za wyznawcami Jashina, którzy wyraźnie delektowali się wydarzeniem, odczuwał też około koło 100 osób, która przeżyła atak. Głownie wśród obrońców, którzy znajdowali się na murach, chociaż z każdą sekundą liczba ta malała.

[Demoniczny las]


   Staruszek niezwykle zdziwił się reakcją Yoshiego, a raczej faktem że ten praktycznie nie zareagował po prostu sobie odszedł. Mężczyzna z wyrzutem spojrzał na Yocharu
- Nie powinieneś mu na to pozwolić młody Uchiha, nie widziałem nikogo z jego rodzaju w obozie źródeł, a to znaczy że walczycie po przeciwnych stronach, słyszałeś? - faktycznie z wysokości dolegał odgłos cichego chrapania, Uchicha jednak nie miał okazji do reakcji, bowiem starzec z błyskawiczną prędkością(300) powędrował do pobliskiego drzewa ciskając chłopakiem tuż obok Yocharu- Zasnął szybko spal go czarnymi płomieniami, zanim się przebudzi!
W tym momencie ze strony obozu źródeł wydobył się potężny odgłos wybuchu, a ziemia zadrżała jakby zaraz miało nastąpić trzęsienie ziemi, nie nastąpiło, jednak po obozie i mieszkańcach Yu no kuni nie pozostało wiele śladów.
   Drużyna Logena wybrała bezpieczniejszą, ale dłuższą drogę rezygnując tym samym z ataku na znacznie przeważające siły Wyrzutków. Ponownie dzięki zdolnością sensorycznym Logen miał okazję wyczuć coś niezwykłego, zaledwie kilkaset metrów od nich znajdował się to samo źródło chakry, które wyczuł już wcześniej, tym razem w towarzystwie jakiegoś ninja. To jednak nie jedyne zagrożenie bowiem chcąc ominąć to coś szerszym źródeł  dotarli by w okolicę jeszcze jednego ninja, którego Uchiha wykrywał dzięki swoim umiejętnością. Jakby tego było mało ze strony obozu źródeł doszedł ich odgłos gigantycznego wybuchu, który wstrząsnął ziemią. Oddział Uchiha musiał podjąć decyzję w jaki sposób i czy kontynuować swoją misję w obliczu wydarzeń.

[Obóz ognia - strzaskana kopuła.]


   Przemieszczanie się po obozie nie należało do rzeczy łatwych cienka warstwa brunatnej od ziemi i pyłu wody była niemalże w całym obozie. Ciężko było stwierdzić czy brodzi się w kilu centymetrowej warstwie nieprzezroczystego płynu czy być może w kilku metrowej. Jednak kąpiel nie była najgorszym co mogło spotkać ewentualnego spacerowicza. Mógł się skaleczyć lub zaklinować w pozostałościach broni lub nawet zaklinować w ukrytych w mulę ludzkich zwłokach. Fala zmiotła też większość konstrukcji dlatego poruszanie się unikając dotknięcia wody stanowiła zadanie niemal niemożliwe, mimo wszystko Akemi spróbował przy pomocy niezwykłych nici. Przyciągnął go widok nie naruszonej przez fali kryształowej kopuły, w której mógł znajdować się ktoś silny. Jego przypuszczenia wkrótce potwierdziło stado robaków zbierających się nad kopułą.
   W międzyczasie czasie Ayamaru przygotowywał się do kontrataku, najpierw zajął się logistyką tworząc w krysztale wrota z dwóch przeciwległych stron, następnie wydostał się przez górną cześć kopuły przy pomocy kryształowego, smoka niemal natychmiast natrafiając na Yukine. Niestety nie miał czasu aby udzielać jej odpowiedniej pomocy w okół nich zgromadziły się robaki. Część stworzeń zdołało się przedostać przez kopułę i zmierzały w kierunku Mamoru i Masanobu. Część jednak najwyraźniej nie zamierzało opuścić Senju i Kiyoshiego nie przestraszył ich nawet olbrzymi wybuch, który wstrząsnął ziemią sprawiając że obóz źródeł zniknął, chwilę potem nastąpiły dwa znacznie mniejsze wybuchy jednak wystarczające aby strzaskać kopułę, która zaczęła opadać aby zmiażdżyć tych, którzy zdołali ocalić się przed falą.
   Drużyna Wyrzutków, która przemierzała obóz ognia nie miała łatwego zadania, przeprawa była dość ciężka, w dodatku po chwili zaatakowała ich olbrzymia populacja insektów. Z daleka także dostrzegli(jakieś 600 metrów) charakterystyczną sylwetkę w pobliżu kryształowej kopuły, która właśnie zapadała się pod wpływem kolejnego ataku Samotników.
   Chaos, którego nie można opisać właśnie to panowało w kominie, konstrukcja rozpadała się w wielu miejscach przepuszczając wodę i topiąc część ludzi w środku. Niektórzy zostali zadeptani czy zmiażdżeni przez innych ludzi, wyjścia wyżłobione przez falę były obecnie dość skutecznie uszczelnione mokrymi ludźmi, którzy utknęli w próbie przedostania się na zewnątrz. Okazało się, że ataku nie przetrwali nawet niektórzy ninja.
- Jestem - powiedziała kobieta - Niestety Taro został porwany przez falę podczas łatania dziury wątpię żeby przeżył. Pozostali włącznie z Kiyoshimi zaczęli gromadzić się w okół Addate, nie był z nich najsilniejszy, ani najbardziej doświadczony, ale okazał wiele przytomności umysłu w chwili zagrożenia, dlatego w naturalny sposób przejął dowodowy nad grupą. - Co teraz?
Sytuacja mimo, że przeżyli nie przedstawiała się za dobrze, byli uwięzieni w środku wilgotnego komina w dodatku nie wiadomo skąd zaczęły przedostawać się do nich robaki. Nie było ich dużo bowiem znacznie większa grupa unosiła się nad kominem.

Starcie Liderów


     Starcie liderów zapowiadało się niezwykle ciekawie, mokra ziemia nie ułatwiała sterowania nowym piaskiem.
Shisnaku zaatakował przy pomocy fragmentów swojego smoka, nie dając zbyt wiele czasu na reakcję. Jego celem był Sabaku, którego defensywa była naruszona przez Yoshiego. Ichuza wiedząc, że jego towarzysz może mieć problemy z odparciem takiej techniki postanowił się zabezpieczyć posyłając od siebie warstwę elektryczności. Wybuch jednak nastąpił rozsadzając ciało Miyaguchiego na maleńkie fragmenty. Piasek chroniący samotników po chwili opadł przyjmując na siebie jedynie część wybuchu. Wiązka elektryczności odrzuciła powstrzymała przed zbliżeniem się wybuchu. Fala uderzeniowa jednak bez większych przeszkód dotarła do Ayatane dotkliwie parząc lewa stronę ciała ostatniego z klanu Yuki(Nana nie wliczana) i odrzucając jego ciało o kilka metrów w bok. Lot zakończył się bolesnym upadkiem w wyniku którego ręka Samotnika zamieniła się w wodę. 

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2015-09-22 23:00:51)

Offline

 

#149 2015-09-23 00:19:15

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Na widok roztrzaskanej kopuły poczułem satysfakcję. Przez moment opanowało mnie znajome uczucie, które pojawiało się gdy w pobliżu wyparowywała chakra. Zapach śmierci. Kilkanaście lub może nawet kilkaset istnień znikało jedno po drugim, coraz szybciej i szybciej. Jednak w tej chwili nie miałem czasu na myślenie o tym jak wspaniale jest zabijać tylu ludzi. Gdy moje oko dojrzało sylwetkę smoka, wyłaniającą się z kopuły (wygląda to tak), zaatakowałem. Natychmiast masa mięśniowa mych nóg zwiększyła się czterokrotnie, bym następnie wyskoczył [skoczność 1328] w kierunku smoka z pełną szybkością [szybkość 400]. Wiedziałem dokładnie co powinienem zrobić z moim przeciwnikiem. Byłem pewny, że chciał uciekać w kierunku naszego obozu i nie mogłem mu na to pozwolić. Nawet jeżeli sytuacja miała się inaczej - nieistotne. Żądza mordu, uśpiona przecież już tak długo, ponownie zapanowała nad moim ciałem. Od razu w prawej dłoni skumulowałem pokaźną ilość chakry, która rychło przybrała kształt kulisty. Dzięki zawrotnej prędkości, z jaką się poruszałem, na wysokości przeciwnika (w odległości 30 metrów) byłem w ciągu paru sekund.

      Nie byłem tu by zadawać pytania. Od razu wystrzeliłem w kierunku kryształowej bestii pojedynczy pocisk [szybkość 300]. Zamiar był jeden - rozwalić ją. Siła mej umiejętności nie pozostawiała wątpliwości co do szans na powodzenie. Jeżeli kula dorwie smoka, nie będzie po nim nawet śladu. Po ataku można stwierdzić, że "leciałem dalej" i kiedy znalazłem się już na szczycie swoich możliwości (132 metry) zacząłem opadać z tą samą prędkością na dół. Jak już byłem jakieś 90 metrów nad kopułą zacząłem wykonywać pieczęci do kolejnej techniki. Prędkość ich wykonywania nie miała już znaczenia, bowiem nikt nie miał jak zareagować. Kopuła została zamknięta przez ogromne filary, które stały się już dużo wcześniej więzieniem dla innych przeciwników [szybkość techniki 300]. Ogromna fala elektryczności pochłonęła całą kopułę, która została stworzona przez któregoś z Kiyoshi, by następnie wymordować każdego kto jeszcze ostał się w obozie Kraju Ognia. Nie było miejsc na wahania. Byłem ja, kilkudziesięciu przeciwników i starcie - ja albo oni.

      Dzięki swojej skoczności oraz szybkości, prędko znalazłem się po drugiej stronie ogromnej kopuły. Nie wiedziałem co mnie tam czeka, dlatego też momentalnie owinąłem swe ciało nićmi, pozostawiając jedynie widok na zniszczenia, które wcześniej wywołałem. Czy już czułem dumę, czy nadal ogarniała mnie jedynie żądza krwi? Nie potrafiłem stwierdzić.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

- Shichū Shibari - użyta technika

By poniosła was wyobraźnia na temat moich wykonanych ruchów:

- 1 -
- 2 -
- 3 -
- 4 -

Offline

 

#150 2015-09-23 14:27:06

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

Wyparowujący Ślimak



     Ostatnie sekundy przed wybuchem były najgorsze. Przed utworzeniem ogromnej fali wody spojrzałem na żołnierzy, którzy zamiast uciekać - stali w miejscu, modlili się, łapali za głowę i panikowali. Wnet woda zamknęła ostatnie wolne przejście, wkroczyłem do ślimaka i tam oczekiwałem eksplozję. Wewnątrz, gdzie niestety najprzyjemniej nie było, odnalazłem Setsunę, chwyciłem ją mocno za rękę, przybliżyłem dosiebie i czekałem, aż nadejdzie koniec. To już nawet nie wojna krajów, to prawdziwa wojna ninja. Woda miała spełnić funkcję dodatkowej ochrony, lecz jak się okazało - nie była zbyt skuteczna. Ślimacza królowa doznała krytycznych obrażeń co poskutkowało cofnięciem całej załogi do jej królestwa. Przepięknej, bujnej i bogatej w zielonawą florę krainy. By nie brakło nam tlenu wypuściłem wszystkich na zewnątrz, podałem dłoń Setsunie i sprowadziłem ją po różowiutkim języku na powierzchnię. Wpierw rozejrzałem się po okolicy, zbadałem teren i jak się mogłem domyślać - nic nam nie groziło, przynajmniej tutaj. Każdemu kto przeżył wydałem prosty rozkaz: zidentyfikować swoje rany, obejrzeć przyjaciół i w razie jakichkolwiek problemów zgłosić je do mnie. Sam zaś poprawiłem czarny, długi kołnierz i podszedłem do przyszłej żony, wyszeptałem by trzymała się blisko. Nie chciałem nawet myśleć, że coś mogłoby ponownie nas rozdzielić. Wtem kucnąłem przy ślimaku i rozpocząłem proces leczenia, bardzo prostego lecz czasochłonnego. [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Oddział Aburame



     Wielu Aburame zginęło w obozie źródeł, wielu Akimichi i praktycznie wszyscy Yuki. Shinobu jednak nie przejął się wybuchem, nawet nie odwrócił, gdy ziemia na dole zadrżała. Robaki nie zaprzestały pracy i szukały każdego przeciwnika-ninja, który zdołał się ocalić. Wtem odnalazły kryształowego smoka, który wzbił się wysoko ponad ziemię. Robaki miały jedno proste zadanie i wypełniły je jakże skutecznie - przekazały informację Akemiemu, który bez chwili zawahania przystąpił do ataku. Jeżeli jednak blond włosy chłopak z dziewczyną na grzbiecie smoka okazałby się klonem, to robaki przekazałby odpowiednią informację do zastępcy lidera samotników.

Obóz Źródeł



     Żołnierze zaczęli panikować, jednak nie ninja - wyszkolone, przystosowane do każdej sytuacji jednostki. Po wybuchu zginęło wielu ludzi, lecz kilkadziesiąt lub więcej zdążyło się uratować, a to pouciekali za obrzeża murów o ile byli dość daleko, albo posiadali specjalne do tego umiejętności. Takim przykładem jest klan Kuran Sen, którego członkowie zostali rozczłonkowani lub przedzieleni w pół. Z pomocą ruszyli im członkowie oddziału Kakukuro, którzy nie zostali zbytnio poturbowani, przeżyli bez najmniejszego problemu. Za pomocą nici pozszywali ich kończyny, zrekonstruowali do normalnego ludzkiego wyglądu. Była ich około dziesiątka, może trochę mniej. Następnie Kakukoro za pomocy swojego kg wydobywali ciała ludzi, którym w jakikolwiek sposób udało się przeżyć i przenosili do miejsca w którym gromadzili się medycy - możliwe, że było tłoczno. Kuran Sen zaś (około 4-5 osób) ruszyło poza mury obozu w kierunku walczących liderów (na obóz ognia, ale logiczne, że napotkają po drodze walczącego Ichuzę, Miyaguchiego i Ayatane).

Starcie Liderów



     Eelektryczność, którą rozproszyłem wokoło swojego ciała podziałała na gliniane ptaki, dezaktywując je i uniemożliwiając ewentualny atak. Wnet nastał wybuch, który wręcz nie przeszedł mi przez myśl (no niestety nie widziałem). Sięgnął on Miyaguchiego uniemożliwiając mu dokończenie idealnej zabudowy z piachu. W momencie kiedy jego ciało uległo rozsypaniu, utworzyłem pieczęć, a w około Shinsaku i jego smoka zaczęło szybować sześćdziesiąt ptaków, niektóre pod stopami, niektóre nad głową, cel był ich jeden - zgrać się w kupę, otoczyć i uniemożliwić widoczność. Matsuo, który nadal siedział pod przemianą, przyjmował wygląd Ichuzy, utworzył dwa klony. Pierwszy z nich przywołał susanoo, okrywając siebie ogromną ilością chakry. Ręka przywołanego szkieletu sięgnęła Ayatane i okryła go kośćmi, tak samo jak Miyaguchiego, dając mu czas na regenerację po ataku. Drugi klon przyłożył dłonie do ziemi i przywołał szefa skorpionów, który wydłużył natychmiast swój ogon na pięćdziesiąt metrów. Przywołał także Yasuhiko, który osiadł na ramieniu rzeczywistego właściciela. Prawdziwy Matsuo wskoczył błyskawicznie na ogon, przebiegł na jego końcówkę i złożył odpowiednie pieczęci. Z jego ust buchnęła ogromna fala ognia szybując wprost na wyrzutków.

1. Użyta technika: Sanzengarasu no Jutsu
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
6. Szybkość techniki ognia: 325
7. Siła odrzutu fali: 200, Szybkość: 325



[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Przez przypadek wysłałem hide do Shinsaku, więc i tak nie ma już sensu ukrywać - Matsuo podmienił się w Ichuzę w poście na pierwszej stronie tematu. Trudno, zwaliłem, ale skoro i tak prawdziwy Shinsaku do nas biegł, to nie było sensu używania hide.

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2015-09-24 18:47:37)

Offline

 

#151 2015-09-24 22:53:31

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Jezioro pamięci

    Kryształowy smok znał drogę. Widmowe cielsko pruło powietrze, zmierzając w kierunku drewnianej konstrukcji, gdzie powinien znajdować się bar, a w nim ludzie, których odnaleźć pragnął jego stwórca. Był narzędziem w jego rękach i doskonale znał swoje zadanie - miał przetransportować kryształowego wojownika w upragnione miejsce. Jego i jego towarzyszkę na gapę. Myśli smoka biegły tylko jednym torem zbieżnym z podświadomością swojego stwórcy.

    Kiyoshi był na tyle przyzwyczajony do swojego środka transportu, że kierowanie mrocznym stworzeniem odbywało się nawet bez jego szczególnej uwagi. Mógł zająć się wypatrywaniem swoich kompanów bez obaw, że zboczy z wyznaczonego kursu.

    Opuszczona przed chwilą kryształowa kopuła zatrzęsła się w posadach, słychać było trzask pękającego minerału i zamęt panujący w obozie. Wojak poczuł wewnętrzny obowiązek, by zawrócić, pomóc w opanowaniu sytuacji. Na pewno był jakiś sposób na to, by pomóc. Dostał jednak wyraźny rozkaz odnalezienia reszty drużyny z Baigai, którą przewrotny los sprowadził do obozu śmierci.

    Dostał też polecenie o bezwzględnym wykonywaniu rozkazów. Każdy objaw nieposłuszeństwa mógł zakończyć się jego natychmiastową i bezsensowną śmiercią. Nie chciałby tak umrzeć. Jego duch nie zaznałby spokoju, gdyby ta przygoda miała zostać przerwana bez poznania zakończenia. Było tyle pytań, na które Kiyoshi musiał poznać odpowiedź.

    Kątem oka dostrzegł jakieś poruszenie. Stracił czujność? Czy może los chciał zabawić się jego kosztem po raz kolejny? Nim zdążył odwrócić głowę, cień zniknął.

    Gdyby kryształowy smok był prawdziwy, poczułby, jak jego myśli błądzą, gasną. Cel podróży przestaje być jasny, a on sam staje się jedynie pustą skorupą majestatycznego stworzenia, na temat którego snuto wiele mniej lub bardziej prawdziwych teorii, o którym opowiadano z największą powagą, powracając do wojennych ballad. Poczułby również, jak z jego grzbietu ześlizgują się jego towarzysze podróży. Poczułby, że jego zadanie kończy się mimo niedotarcia do celu.

    Leciałem...
    Spadałem...
    Płynąłem...

    Moja podświadomość rozpoczęła swoją niezależną podróż. Warsztat ojca oświetlony przez wschodzące słońce wpadające przez grube okiennice. Zapach drewna i odgłos hebla oczyszczającego powierzchnię świeżych desek. Subtelny śmiech matki i całus w czoło na dobranoc. Smak ciepłego kakaa, miękkie i ciepłe łóżko.
    Gwar na przydrożnym targu. Życzliwe twarze sąsiadów oraz szczek ich czworonożnych pupili. Smak słodyczy otrzymanych w zamian za pomoc. Liczne zabawy z kolegami. Zapach owocowych krzewów i orzeźwiający chłód rzecznej bryzy. Widok z najwyższego ze szczytów. Wiatr targający włosy i szepczący do ucha swe bezsłowne przesłanie. Ojczysta ziemia.
    Uczucie towarzyszące poznaniu historii pradziadka. Determinacja, ciężki trening w Akademii. Pot, krew i łzy. Pierwszy kontrolowany przepływ chakry. Odkrycie limitu krwi swojego klanu i opanowanie kryształu. Widok miejsca kryształowej bitwy. Zaczerpnięcie mocy z pokładów energii przeklętej pieczęci. Oddanie się pod kierownictwo Ryo. Odniesienie zwycięstwa dla klanu na turnieju.
    Tajemniczy sen. Hikari. Jej włosy, jej oczy, jej głos, jej zapach. Bolesne przebudzenie. Przejmujący strach o los rodziców.

    Myśli biegły w pozornym nieładzie, ukazując mi wszystkie wydarzenia, które szczególnie zapadły w mojej pamięci. Miałem jeszcze tyle do zrobienia. Tyle do odkrycia. Tyle do osiągnięcia. Tyle pytań bez odpowiedzi. To nie mogło się tak skończyć.

    Hikari...

Offline

 

#152 2015-09-25 20:08:57

Mamoru

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-03-14
Posty: 66
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton [?]
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 35 lat

Re: Jezioro pamięci

Po słowach generała stałem jak wryty. Przyjąłem opaskę, lecz nie zrobiłem z nią nic. Trzymając ją w ręku moje myśli krążyły gdzieś daleko... zbyt daleko. Wokół trwała prawdziwa wojna, ginęli ludzie, a ja rozważałem tylko dostępne opcje. Było ich wiele i z każdą sekundą przybywały kolejne. Nie byłem w stanie zdecydować. Tylko... dlaczego? Nigdy wcześniej nie miałem tego problemu.

Wszystko zmieniło się w jednej sekundzie. To było tak instynktowne jak oddychanie. W momencie, w którym Samotnik rozpoczął atak, wyskakując w powietrze, wiedziałem, że muszę zareagować. Bez namysłu podniosłem rękę do góry - to był znak, który wcześniej ustaliłem. Wiedziałem, że muszę ochronić dwójkę znajdującą się na smoku, wysoko w górze.

Wyskoczyłem jakieś niecałe 40 metrów w górę z dużą prędkością (430). W tym czasie pode mną wyrósł drewniany bal, który pozwolił dodatkowo odbić się i poszybować jeszcze dalej w kierunku smoka. Byłem wystarczająco szybki by móc (z prędkością 390) złożyć pieczecie do techniki Fuutonkiri i wycelować ją w kierunku napastnika. Nie wiedziałem na ile mój plan się powiedzie, ale musiałem spróbować i mimo wszystko uratować tę dwójkę.

W tym czasie Amaya i Asami pojawiły się obok ocalałych w kopule. Ta druga spowodowała utworzenie się wyżej wymienionej bali drewna. Kiedy już skończyła obie panie rozpoczęły proces formowania kolejnej kopuły (jej planowana wysokość to ok. 40 metrów), tym razem z drewna, która miała ochronić przed kolejnymi atakami wrogów. Tworzyła się jednak na tyle wolno (250), że znajdujący się w górze ninja mogli spróbować się dostać do środka, o ile nie przypłacili wcześniejszego ataku Akemiego życiem.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Jeśli czegoś nie uwzględniłem to wybaczcie, ale pisanie ostatnio wychodzi mi nadzwyczaj miernie. Wszystko zweryfikuje strażnik według uznania.


[img][/img]



OCHRONA [NPC]: Amaya

Offline

 

#153 2015-09-25 23:47:08

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

     Sytuacja, jak by ją określić? Obóz źródeł został zmieciony z powierzchni ziemi, to fakt, nie mit. Dowództwo liczące kilkudziesięciu inteligentnych arystokratów, wojsko liczące ponad tysiąc osób, Uchiha wyszkoleni do walki oraz samotnicy pełni nadziei na lepsze życie - wypełnieni słowami dowódcy sprzed kilkunastu godzin. Czymże było ich poświęcenie, niżeli dobrem dla przyszłości organizacji? Czy to Yuki, którzy dzielnie walczyli do samego końca, stawiali pokaźne, lodowe konstrukcje, czy też Akimichi mimo swych ogromnych walorów, nie mogąc daleko uciec - modlili się i stawiali czoło fali ognia. Każdy z nich przysłużył się i oddał duszę w ofierze, którą - przyrzekam - będę czcił do samego końca. W ogniu walki, pochłonięty nienawiścią oraz determinacją, obawą przed wrogiem, a także rozczarowaniem ze strony wyrzutków, tych, którzy ośmielili się zerwać sojusz z nami, tych, którzy wybrali lepsze dobro dla swojej organizacji, zapominając zupełnie czym jest dane słowo. Odesłany wśród krainy ślimaków, roztargniony rozmyśleniami, lecząc, nie mogłem zebrać ciała i umysłu do kupy - wszystko wydało się śmieszne, nierzeczywiste i wyssane z palca. Gdzieś tam, daleko na twardej ziemi stąpa Matsuo, dawny świetny lider Uchiha, który teraz pokazuje pełnie sił, by zwalczyć nieprzyjaciela i odesłać go prosto w niebiosa, czy też prosto w bramy piekła - tam gdzie jego miejsce. Shinsaku, drań, którego charakter i prawdziwą osobowść poznałem na wojnie. Nie zasługuje on na dobro jakim jest życie, na litość oraz uczciwość, wybiera to, co jest dla niego korzystne, nie liczy się z innymi, nie szanuje ich decyzji, jest śmieciem, tak... śmieciem. Zamknąłem powieki, oddałem się pokusie wspomnień.
     Był pierwszy, może drugi dzień po rozpoczęciu srogiej zimy. Stanąłem przy oknie, w dłoni trzymałem kielich pełny wina i wzrok utrzymywałem na wysokości budynków mieszkalnych. Obserwowałem ludzi, wolno sypiący śnieg i zardzewiałe maszyny wolno sunące po bordowym błocie. Zamykałem powieki i otwierałem je, coraz bardziej uświadamiając w fakcie jak okrutny i przebiegły jest świat. Minęło raptem kilka dni od spotkania ze swym jedynym, tak, jedynym przyjacielem. Na nikim innym nie mógłbym tak bardzo polegać, jak na Akemim - oddanym, uczciwym i jedynym w swoim rodzaju generale wojsk samotników. Odstąpiłem od parapetu, oparłem się o wydłużoną część krzesła i zasiadłem przy biurku. Przed mą twarzą spoczywała ogromna sterta dokumentów, a to akta dotyczące adeptów, a to kosztorys przyszłych renowacji związanych z organizacją. Nic z tych rzeczy nie obchodziło mnie tak bardzo, jak zbliżająca się wojna. Myśli były rozbieżne, niejednoznaczne - wygramy, czy przegramy, bez różnicy. Na tarczy, czy też pod - z pojedynku wyjdziemy z honorem, gwarantuję to na me czyste serce. Z letargu smutnych wątków wyrwał mnie Shinobu, wysokiej postury mężczyzna z lekkim, ciemnym zarostem. Wszedł bardzo niepostrzeżenie, ba, nawet nie byłem w stanie wykryć jego obecności. Zakradł się delikatnie, powabnie, tak umyślnie, że mógłby mnie zabić w każdej sytuacji. Nie wątpiłem jednak jego intencjom i zaufaniu - był oddanym dla rodu człowiekiem, gotowym poświęcić wszystko co miał. Spojrzałem na niego przychylnym wzrokiem, a ten zasiadł na sosnowym wytworze jednego z najlepszych rzemieślników w osadzie. Do ręki włożył długopis i wypełniał czarniawy dokument potwierdzając przychylność na aspekt wojny. Nie omieszkam twierdzić, że nigdy nie wątpiłem w jego oddanie, nie zdziwiło mnie nawet to, że pojawił się tak szybko, jak polecenie rozesłało się wśród wszystkich osób w Airando. Przyjdzie na wojnę? Kto by mógł w to wątpić. Wtem uśmiechnął się do mnie i podał rękę. Uścisnąłem ją z pełną satysfakcją. Rozsiadł się wygodnie, złożył dłonie, przeplótł nogi i zawiesił wzrok na obrazie wiszącym po prawej stronie apartamentu. Przedstawiał on poprzedniego lidera Samotników, którego niestety niezbyt szanowałem, a to przez metody, które wprowadzał - drastycznie i lekkomyślnie. A cóż właściwie stało się z człowiekiem imieniem Gitaa? Czy to nie on miał pomagać mi we wszystkich problemach, które co dzień rozwiązuje? Czy to nie ten człowiek miał kierować moją drogę i podejmować decyzje związane z przyszłością klanu? Ah, no tak, chyba on. Zniknął jednak wśród tłumu gapiów, przepadł i tyle po nim zostało - nic innego jak puste, wątłe wspomnienie.
   - Shinobu, nie chcę dręczyć twego postanowienia, bowiem wiem, że jest one przesycone pewnością i oddaniem. Pragnę jednak wiedzieć jak taki człowiek jak ty ocenia moje postanowienia, drogę, którą obrałem i którą wcielam w życie bez zdania osób z zewnątrz. Wojna, czy te słowo nie jest nacechowane negatywną stroną? Śmierć, niewinne życia i ból. Niewielu z nas nie lęka się tych wyrazów. - Posmutniałem, gdyż rzeczywistość nie była łagodna. Prawą, wolną dłonią sięgnąłem po szklane naczynie wypełnione smacznym, słodkim winem i nalałem do pustych, idealnie umytych kielichów. Jeden z nich podałem swemu rozmówcy, drugi zaś przysunąłem nieco bliżej siebie. Gardło było suche, a i rozmowę wypadało podtrzymać.
   - Wojna jest dla nas tym, czym dla chłopów pora letnia. Nie potrafimy żyć bez konfliktów, bez potyczek i przelewu krwi, tak jak chłop nie przetrwa bez ciepłego klimatu, bez momentu kiedy jego plony rosną i może je zebrać, by wykarmić całą rodzinę. Nasze intencje są podobne, wszyscy robimy rzeczy przednie by zagościć na tym świecie choć dzień dłużej. Ichuza, jesteś liderem od niedawna, nie wszyscy szanują twoje zdanie, a wśród zwykłych mieszkańców rodzą się grupki buntownicze, nie zgadzające z przeprowadzanymi reformami. To rzeczywistość, a nie bajka, nie wszystko jest tak piękne, jak malują to poeci. Ty zaś zdecydowałeś, że wesprzemy kraj źródeł, a ja jako przedstawiciel klanu Aburame nie zrobię nic, by pokrzyżować Ci pomysł, czy też plany. Wiedz, że mimo wielu przykrości są ludzie, którzy oddadzą życie, choćby śmierć na nich czyhała za metrem od cienia. Ci ludzie wierzą, że zarówno ty i twój przyjaciel Akemi pokierujecie lud we właściwym kierunku. Masz moje oddanie, moje i wielu innych gotowych na rozkaz. - Kiwnął głową, a jego słowa przepłynęły przez me uszy niczym strumień gorącej przyjemności. Aż dziw wierzyć, że po te czasy zdarzają się ludzie, którzy bez żadnego zastanowienia wskoczą za tobą w ogień. Takie persony darzę nie tylko zaufaniem, lecz także przyjaźnią. Oddaję im swe życie w takim samym stopniu, jak oni powierzają mi swoje.
     Zaczerpnąłem ostatni łyk słodkiego, czerwonego wina i odsunąłem krzesło na metr do tyłu. Wzrok mój spoczywał na jego zarośniętej, poważnej twarzy nie zdradzającej prawdziwych intencji. Mimo faktu, że przegrywać nie potrafię, a wygrywać kocham - widziałem w nim kolejnego przywódcę, jeżeli zdarzy mi się kiedyś zginąć. Czymże jest więc dowodzenie dla takiego kogoś jak ja? Chudego, słabego i nic nie wartego człowieka? Pochłonięty kolejnymi rozmyśleniami wpatrywałem się za okno, wyszukiwałem odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Bezskutecznie. Przedstawiciel jednego z prawdziwych rodów powstał, ukłonił się lekko i zniknął wśród progu drzwi. Rzuciłem mu przyjazne spojrzenie, choć wiedziałem, że i tak odwrócony jest do mnie plecami. Byłem szczęśliwy - mimo tylu przykrości wciąż miałem kogoś, kto odda za mnie życie, kogoś na kim mogłem polegać w stu procentach. Kaszlnąłem. Choroba... przeklęta choroba, co dzień, co godzinę ta sama sytuacja. Słabym, o słabym! Gdyby nie leki czymże bym był teraz? Kukłą, czy już dawno martwą osobą? Jedną nogą w grobie, drugą na powierzchni, trzymam się, bo muszę. Tylu ludzi pode mną, tylu ludzi nade mną - a kimże jestem teraz? O wątłym, o wątłym człowiekiem! Zacisnąłem dłoń na porcelanie, odstawiłem na bok i podszedłem do mahoniowego kredensu, uchyliłem szerokie drzwiczki w kształcie prostokąta, a we wnętrzu ukazał się kolejny alkohol. Czy to on nie pomagał najbardziej na smutki? Nalałem co nieco do kolejnego pustego naczynia i wróciłem na stanowisko, zasiadłem przy masywnym biurku i zamyśliłem. Wnet do pomieszczenia weszła kolejna osoba, tym razem kobieta. Jej długie, białe włosy opadały kaskadą wzdłuż wąskich ramion. Cieszyła się przepiękną urodą, już nie taką jak teraz. Umarła, taka była prawda, lecz nigdy nie wymarzę jej z pamięci. A teraz wspominam ją najbardziej - piękną, cudowną i najbardziej oddaną. Łza zakotwiczyła mi się w oku, lecz myślałem dalej, marzyłem i wspominałem.
   - Ichuza-sama, wzywałeś. Dotarła do mnie wiadomość o nadchodzącej, niechybnej wojnie. Smutek targnął mym sercem, iż cały ród wysłać muszę, lecz bez żadnej dyskusji podlegać Ci będę. Zorganizowałam kilkoro najsilniejszych, nie więcej niż pięcioro. Przede mną jak widziałam przechadzał się Shinobu, ah, tobie mistrzu powiedzieć mogę, kocham go, a kocham! Wracając jednak do kwestii ważniejszych, formularz wypełnić, wypełnię! Oddanie we mnie masz całkowite, za mur za tobą pójdę, życie oddam i poświęcę ku przyszłości Samotników! - Uśmiechnęła się szczerze, a jej policzki zabarwiły na lekki róż. Sięgnęła po pióro z węglistym atramentem i podpisała raz dwa potrzebny formularz. Klamka zapadła, Yuki przystępują do wojny i nikt tej decyzji kwestionować nie może. Kiwnąłem głową, potwierdziłem jej słowa i odesłałem z powrotem, by mogła wrócić do zadań codziennych, do treningu i do domu, gdzie spędzać będzie resztę ostatniego wieczoru. Co więc mi pozostało? Jeszcze tylko kilka rodzin i wszystko będzie przesadzone.
   - Matae! Czy to wszyscy na dzisiaj? - Zawołałem odstawiając już pusty kielich w sztorc ciemnego biurka. W progu zjawiła się rozbudowana sylwetka dzierżąca pokaźny oręż, ciasny hełm i czubiaste, czarne buty.
   - Aburame wyraziło zgodę, tak samo jak Yuki. Akimichi zjawili się dnia poprzedniego, idealnie jak Kakukoro oraz Kuran Sen. Nie pozostaje więc wątpliwości, iż cała organizacja, a szczególnie główne rody pochlebiają twą wizualizację przyszłości. Ta wojna będzie nasza, jeżeli cały plan przebiegnie pomyślnie, Ichuza-sama. - Tak samo jak wszyscy schylił się nisko, a na gest mej dłoni zniknął, zamykając drzwi. Ponownie zostałem sam. Sam ze swymi smutnymi, acz prawdziwymi myślami.
     Nadal siedziałem przy ogromnej ślimaczej królowej - Katsuyu. Me dłonie spoczywały na jej popielatej barwie, wydzielały zielonawą chakrę i leczyły powłokę, raz po razie. Czy myślom był koniec? Niestety nie, na głowę nachodził mi jeszcze jeden bardzo ważny wątek - ostatnia rozmowa z bratem, tuż przed wyruszeniem na miejsce wojny. Zamknąłem powieki, oddychałem spokojnie. On znajdował się teraz niedaleko mnie, zapewne był tak samo zakłopotany jak ja. Gdzieś tam w oddali oprócz Matsuo znajduje się także Akemi - walczący, lub odpoczywający. Ayatane, białowłosy chłopak, któremu wróżę świetlaną, doskonałą przyszłość, a także Miyaguchi i wszyscy inni, którym udało się przeżyć. Postanowienie było jeno jedne - uwolnić się z objęć teleportacji i wrócić na miejsce wojny, by skończyć ją tak najszybciej, jak tylko potrafię! Odetchnąłem, uklęknąłem na prawe kolano i raz jeszcze oddałem się wspomnieniom.
     Tym razem była pora bardzo późna, wieczór, czerwonawy księżyc ponad czubkami iglastych drzew. Spacerowałem po jednej z piaskowych dróg wiedząc, że brat wypełnia obowiązki należycie i sumiennie. Spotkać mieliśmy się o północy i tak też się stało. Obydwoje zatrzymaliśmy się przy strumyku, po którym wolno sunęła rodzina kaczek - zawiesiliśmy na niej wzrok i rozmawialiśmy, a tematy były różne. Był to dzień przed wojną, stres ogarniał nasze ciała, choć było także wiele plusów tychże emocji. Po pierwsze mocno wierzyliśmy w oddanie ludzi, którzy zdeklarowali oddać swoje życie, a także w umiejętności Akemiego - zarazem przyjaciela i potężnego dowódcy armii samotników. Gdy tak siedziałem, nogi moczyłem w wodzie, naszły mnie rozmyślenia wstrętne, a co jakby, a co jak... Wzrok mój spoczął na niskiej trawie, która swe korzenie wtapiała w lodowatą wodę. To już zaledwie dzień został od tego sądnego dnia, zaledwie kilkanaście godzin, a gdy wstanie słońce, wyruszymy. Razem z nami cały oddział, razem z nami Akemi, a także Ayatane. Towarzyszyć będzie nawet Matsuo, Miyaguchi, a może i Eizo. Czy jest czego się tak bardzo obawiać jak własnej śmierci? Jak wyglądała by przyszłość, gdyby w niefortunnym przypadku utracił wszystko co miałem. Być może Akemi przejąłby władzę, a gdyby i temu szczęście nie dopisało - Shinobu. Intencji złych nie miałem i na pewno nie mam. W momencie kiedy opuszczałem siedzibę, na biurku zostawiłem list, który rozpieczętowany mógł zostać dopiero po mojej śmierci. Głosił on kilka punktów, dla mnie bardzo ważnych. Po pierwsze, moim zastępcą może zostać jedynie człowiek pełnoprawny do tego, to też będący częścią jednego z rodów, z których składa się cała organizacja. Po drugie, samotnicy mają wszelki obowiązek dopomóc klanowi Uchiha, a także wszystkim jego członkom, bez względu na to jak by nas nie postrzegali. Po trzecie, w przypadku mej śmierci budynek winien być zburzony, a na jego miejscu powstać wysoki pomnik przedstawiający mą osobę, a także Akemiego jako braci, wspólników i partnerów oddanych ponad wszystko. Po czwarte, mój zastępca nigdy nie może wprowadzić innych reform, jakie ja wprowadziłem za swojego panowania - wszyscy mają być traktowani na równi, jak bracia. Po piąte, dwie trzecie skarbca organizacji ma zostać rozdana wśród najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących osób w naszej osadzie, a pozostała jedna trzecia podzielona między rodziny wszystkich, którzy w wojnie polegli. Po szóste, zastępca mój przysiąc ma, iż w pełni własnych sił i możliwości dopnie tego, co za mego życia było niemożliwe - przejmie laboratorium oraz ukrytą siedzibą, zgładzi każdego kto sprzeciwił się organizacji, każdego kto wystąpił przeciwko nam oraz zaprowadzi organizację ku lepszej przyszłości, bardziej malowanej, niż to jam se wyobrażał.
     Westchnąłem. Wzrok przeniosłem na brata, on także wyglądał na bardzo przejętego całą sytuacją. Wróciłem do rzeczywistości, wspomnieniom było kres, a choć długo się nad nimi rozwodziłem, to jednego byłem pewien - pomogły mi one w większym stopniu, niżeli się tego spodziewałem! Teraz czas jest na wojnę, na niechybne rozkazy oraz dowodzenie na najwyższym poziomie. Nie moment na rozczulanie się oraz gniewanie za przeszłość, choć i ona najgorsza nie była. Wzniosłem głowę wysoko i czekałem, aż Katsuyu będzie gotowa wrócić na pole bitwy. Wnet ocenię sytuację i dołączę do walczących tak szybko jak to możliwe, a dopowiem, że cały czas kontakt utrzymywałem zarówno z Matsuo, jak i Miyaguchim - Edo Tensei, ta technika pozwalała mi na wiele rozwiązań, na przykład na komunikację na poziomie myśli.
   - Cóż za niesamowity ninja pojawił się pod kopułą, znikąd! Robaki już poinformowały o tym Akemiego. Seki, skup się na tym, by ptak nie został wykryty przez nieprzyjaciela, Natsu, cały czas wykrywaj chakrę nieprzyjaciela i informuj mnie o każdym zagrożeniu. Robimy to, by wygrywać. Nie dla własnych korzyści! - Głos starszego mężczyzny rozniósł się echem wzdłuż wyrobionych od stóp dróg obozu ognia. Jak powiedział, tak się stało - Akemi był poinformowany niemalże natychmiast. Wiedział o obecności Mamoru.
     W tym samym czasie, gdzieś poza murami obozu ognia rozgrywało się piekło. Yasuhiko, przepiękny skoprion, bardzo znany wśród swoich rówieśników dostał jedno, proste zadanie. Wezwać każdego posiadacza paktu, którego zna. Bez żadnego zastanowienia przycupnął w miejscu, skulił się na moment, a pod jego ciałem rozrysował się szereg czarnych pieczęci. Wkrótce, w tym samym miejscu pojawił się człowiek - Hiroshi z klanu Uchiha. Niestety, był on jedyny - co to oznacza? To jedyny, a zarazem drugi posiadacz paktu. Stanął on obok Matsuo z susanoo, będąc chronionym i niedotykalnym. Mógł uważnie obserwować przebieg walki, ocenić sytuację, no i ewentualnie przystąpić do wspólnego ataku - według własnego uznania.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#154 2015-09-26 00:19:08

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Jezioro pamięci

     Przykucnąłem na prawą nogę, puściłem rękaw mistrza jego słowa rzucając w niepamięć. Skupiłem się na pojedynku, nie na chwilowym rozmyślaniach, które i tak do niczego nie prowadziły. Obserwowałem ruch przeciwników, którzy ku mojemu zaskoczeniu okazali się być naprawdę potężnymi. Ogarnęła nas chmura wron, trzepotała skrzydłami, ograniczała widoczność i bardzo denerwowała. Momentalnie zatkałem uszy i wyskoczyłem do tyłu, w powietrzu wykonałem kilka salt i zleciałem na sam dół amortyzując upadek kolanami. Skaczę na wysokie odległości, upadek z tylu metrów nie robił dla mnie większej różnicy. Gdy wylądowałem, z początku spojrzałem na nogi, czy na pewno są całe, dopiero potem na fioletowego szkieletu, który pokrył przeciwnika oraz pochwycił białowłosego chłopaka, ochronił go i ocalił przed niedaleką śmiercią. Zauważyłem także skorpiona i ogromną falę ognia, która nacierała na mojego mistrza. Stanąłem jak wryty, nie mogłem się pozbierać przez pierwsze paręnaście sekund. Czy to wszystko jest normalne, czy to wszystko jest możliwe dla zwykłego człowieka? To nie pojedynek osób na moim poziomie, to w zupełności wykracza poza moje oczekiwania! Nie tego się spodziewałem przychodząc tutaj, o na pewno nie. Walki, oczywiście, lecz normalnej, soczystej i ekscytującej, a nie czarów i magii, z którą w ogóle nie obcowałem. Cofnąłem się o krok do tyłu. W oddali zauważyłem kolejną sylwetkę mojego mistrza - wnet zrodziło się niemałe i trudne do rozwiązania pytanie - który z nich jest prawdziwy? Czy to pułapka, czy zostałem złapany w jakąś iluzję, z której się nie uwolnię? Dłoń sięgnęła głowy, macała czarne włosy, palce śmigały wzdłuż liniowego przedziałka. Przypomniał mi się moment dość niedawny, sytuacja oraz rozmowa, którą przeprowadziłem z nieznanym mi człowiekiem.
     Leżałem spokojnie na drewnianej podłodze, woda wolno kołysała statek sunący po wodzie wzdłuż niezależnej krainy prosto do rodzinnego domu. W tamtym dniu cieszyłem się niezmiernie, przeszywały mnie pozytywne emocje związane z niechybnym spotkaniem mistrza, osoby, którą podziwiam od bardzo długiego czasu, osoby, która jest dla mnie wszystkim, która mnie szanuje tak samo, jak ja szanuję ją. Odpoczywałem na wolnym materiale, który z reguł służył do nocowania, wzrok mój spoczywał na gęstych, białych chmurach, a myśli oddane były przyszłości. Wtem podszedł do mnie wcześniej wspomniany gość. Nie wyglądał najgorzej, jego ciało zdobiła elegancka, schludna marynarka, o ile mógłbym tak tą część ubioru określić. Jego białe włosy opadały prosto i kończyły się przy końcówce szczęki, nos miał lekko zakrzywiony, a wargi popękane i sine. Mimo tego podkrążone oczy dodawały uroku osobistego i nie ma co się oszukiwać, że jak wielu chłopaków na tym świecie wpadł mi w oko. Spojrzałem na niego przychylnie, a ten wysunął prosto z mostu jedno pytanie. Dotyczyło ono mojego celu w życiu, nad którym zastanowić musiałem się bardzo dłuższą chwilę. Jakby spojrzeć z najłatwiejszego punktu widzenia, wszystko co robię, robię dla swojego mistrza - Shinsaku. W tamtym dniu przeszły mnie rozmyślenia najróżniejsze, przede wszystkim jak wyglądał by świat bez niego, jak wyglądało by moje życie gdybym musiał go opuścić i wspiąć się na własny szczebel. Czy miałbym wnet po co żyć, czy miałbym jakieś inne cele? Jestem człowiekiem prostym i tego nie ukrywam, polegam na swojej sile jakby była nierozłącznym towarzyszem mojego życia. Naszło mnie pytanie - czy gdybym był słaby, mistrz mój nadal traktował by mnie tak dobrze, jak teraz? Czy on w ogóle potrafi kogoś traktować dobrze i uczciwie, czy robi to tylko dla własnych korzyści? Wzrok swój zawiesiłem na przywódcy samotników, a raczej na jednej z jego marionetek, która przebranie miała Ichuzy. Ten człowiek wydawał się miły, szczery, a jego słowa o przyszłości piękne i malowane. Czemuż to mistrz postanowił tak, a nie inaczej? Kto tutaj myli się z nich najbardziej, przeciwnik czy może mój przyjaciel? Zacisnąłem dłonie na głowie jeszcze mocniej, wbiłem paznokcie głęboko pod skórę, wolno zaczęła uciekać krew. Skuliłem się w miejscu, raz jeszcze przykucnąłem, lecz tym razem bardziej z bólu, niżeli z determinacji. Nogi zetknęły się z mokrą posadzkę, nie mogłem nijak zareagować natak, choć wiedziałem, że skoro mój mistrz jest silny, to sam poradzi sobie z tak potężnym atakiem. Wzrok przeniosłem na niego, był on błagalny i niejednoznaczny. W sylwetce Shinsaku szukałem odpowiedzi na wiele pytań. Czy to nie moment kiedy iść winienem własną ścieżką? Nie, nie! Powtarzałem ciągle w głowie - w końcu wszystko co robię, a także wszystko co zawdzięczam krąży wokoło jednego słowa - mistrz mój jedyny, prawdziwy i kochany. Skrywam mocne uczucia głęboko, a czy to nie właśnie one są przyczyną mych cierpień? Uczucia, które na jaw wyjść nie mogą, te, które niszczą mnie od środka.
     Wyciągnąłem czarne ostrze, obróciłem je w dłoni i przyłożyłem do serce. Nadszedł moment szybkiej decyzji, jeden ruch i moje życie będzie już niczym, zniknę, każdy o mnie zapomni, nawet on - Shinsaku. Czymże mogłem być dla niego, jak nie samą marionetką, którą mógł wykorzystywać do własnych celów, bronią, o tak. Wtem odstawiłem ostrze nieco dalej, a przez ma głowę przeszły kolejne myśli. Nie, to niemożliwe. Wszystko jest bzdurą, przypomnij sobie, Yoshimaru. To jest człowiek, który uśmiechem potraktował Cię przy pierwszym kontakcie, to jest mężczyzna i ninja, który przyjął Cię w rodzinne progi wyrzutków, uraczył Cię zaszczytem bycia elitą, dał Ci dom i cele w życiu, tak, to dla niego żyjesz! Ostrze ponownie znalazło się w miejscu dla niego przeznaczonym, w szczelnym, ciemnym zamknięciu. Powstałem, choć me nogi nadal uginały się niepewnie. Byłem na skraju wyczerpania psychicznego i nie wiedziałem, czy to sprawka iluzji czy własnych przeżyć. Jak mógłbym to wytłumaczyć? Chyba jednym słowem, którym jest miłość, niepewne i zdradliwe uczucie, które wręcz wyżera organizm od środka. Być może... gdybym potrafił to teraz z siebie wykrztusić, znaleźć prostą drogę i spotkać się z uznaniem od tej drugiej osoby, czy nie stałbym się silniejszy? Nie liczyłoby się dla mnie nic innego jak walka dla tej drugiej osoby. Pełne oddanie i poświęcenie, czyste uczucie płynące przez całe ciało, dodające energię i chęć dalszego życia. Lecz powiedzmy sobie szczerze, jak jest teraz? Niepewnie. Tylko tak mogę opisać to, co dzieje się z moim ciałem. Wzrok mój spoczywał na sylwetce mistrza, obserwował jak się porusza gdzieś tam daleko, biegnie, ale do kogo? Czy do mnie, czy do nich, czy do nikogo? Zamknąłem powieki, a łzy spoczęły w oczodołach. Niby taki silny, niby umięśniony, szybki i zwinny, a jednak słaby, pusty i zmieszany. Nic nie jest w stanie wytłumaczyć tego jakim człowiekiem jestem, takim próżnym, o próżnym. Chciałbym choć raz jeszcze gwiazd dosięgnąć.

Offline

 

#155 2015-09-26 10:54:23

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 937
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Jezioro pamięci



Theme



       Wszystko działo się zbyt szybko nawet dla moich oczu. Tajemnicza postać wybiegła zza drzew, stając mi na przeciw i o dziwo nie atakując mnie. Ową postacią okazał się być wyrzutek imieniem Yoshi, jeżeli pamięć mnie nie myli, którego spotkałem w jego kraju, podczas odwiedzin u gejsz. Tym jednak razem, nie byłem już w stanie ukryć swego pochodzenia pod powłoką kłamstw, gdyż czerwień w oczach zdradzała mnie aż nadto wymownie. O dziwo nie wyglądał na zaskoczonego, chodź pęd wojny mógł pompować w jego krwi adrenalinę, przez co nie zwrócił nawet uwagi na to, że wcześniej go okłamywałem. Właściwie nie kłamałem, po prostu wszystkiego nie powiedziałem. Staliśmy tak wpatrzeni w siebie przez krótki moment, gdy wysunął w moim kierunku pytanie: "przyjaciel?". Był to moment pełen zwątpień, rozmyśleń i pierwszy z ważnych wyborów, które zostały przede mną postawione podczas tej wojny. Szczerze mówiąc wiedziałem o tym, że Wyrzutki znajdują się na polu walki a wszystko dzięki informacją wyciągniętym z fanatycznego zwiadowcy kraju Ognia, lecz nie znałem ich stanowiska i za którą barykadą stoją, jeżeli w ogóle podjęli już jakiś wybór. Miałem dylemat bo nie wiedziałem, czy Yoshi nie atakuje mnie z racji, iż pozyskaliśmy między sobą raczej przyjacielskie relacje, czy może dlatego, iż ich organizacja wspiera w walkach Gorące źródła. Aghh, tyle utrapień, tyle dziwnych sytuacji a to miał być dopiero początek.
       Nie zdążyłem nawet zareagować na słowa Wyrzutka, gdy nagle zza drzewa wyskoczył starszy jegomość o nietuzinkowej urodzie, trzymając papier toaletowy. Szczerze mówiąc nie sam przedmiot mnie zadziwił i to co przed chwilą robił a raczej fakt w jaki się poruszał. Byłem w stanie zrozumieć, że Yoshi go nie dosłyszał ale ja? Przecież specjalizowałem się w takich rzeczach, osiągając prawie szczyt możliwości percepcji słuchu a nie udało mi się złapać nawet szelestu? Gość musiał być kimś o niesamowitych zdolnościach, co wprawiło mnie w lekkie zaniepokojenie. Zmrużyłem oczy, jak to zwykle mam w zwyczaju, odprowadzając go wzrokiem aż się zatrzymał. Wtem jednak moje ślepia skierowałem na wyrzutka, który za pomocą komunikacji niewerbalnej, przekazał mi bym biegł za nim. Kolejny wybór do podjęcia.
       Yoshi ruszył w długą, pozostawiając mnie, staruszka oraz śpiocha daleko za sobą. Z jakiegoś dziwnego powodu zostałem, wciąż nie ruszając się z miejsca odkąd dojrzałem wyrzutka zza drzew. Po chwili dotarł do mnie głos rudobrodego, którzy przepełniony był niezadowoleniem i wyrzutami, iż pozostawiłem Yoshiego przy życiu. Czyli gość był w naszym obozie i znał sytuację, strzelam także, że obóz ognia także odwiedził, co czyniło z niego cennego towarzysza. Niestety to raczej nie ode mnie zależało, czy stanie po którejś ze stron bo przy takich zdolnościach, zapewne nie będę nawet w stanie go zmusić do tego. Chwile później umocnił mnie w tym przekonaniu, znikając mi z oczu z ogromną prędkością. Był taki stary a mimo to ledwo mogłem go dostrzec nawet ze swoim sharinganem. Świat lubił pokazać mi jak wiele brakuje mi do bycia potężnym. Im bardziej rosłem w siłę, tym coraz mocarniejszych ninja spotykałem na swej drodze, którzy pokazywali mi moje własne słabości. Nie rozmyślałem nad tym jednak zbyt długo bo tuż obok mnie wylądował śpiący wcześniej chłopak, który wydawał się nadal utrzymywać ten błogi stan. Rozległ się rozkaz dziadka i wtedy już mi się coś mocno nie spodobało. Skąd on wie, że Uchiha mogą używać czarnego ognia, zwanego amateratsu? Mogłem zgadywać, że jest na tyle stary, że miał prawo niegdyś to ujrzeć ale skąd mógł wiedzieć czy i ja opanowałem już ten poziom zaawansowania? Czyżby to była jakaś próba? Sprawdzał moją siłę? W tej chwili miałem wątpliwości kto z tych dwóch tak naprawdę jest moim wrogiem o ile oboje nimi nie są.
       Już chciałem reagować w ustalony przez siebie sposób, gdy poczułem jak ziemia zadrżała pod moimi stopami. Czyżby trzęsienie ziemi? Potężna technika Dotonu? Nie miałem pewności, gdyż drgania zaprzestały a las dalej stał jak stał. Po chwilowym rozkojarzeniu, znów spojrzałem na staruszka, nie wykonując nawet jednego ruchu od czasu jego zjawienia. Wciąż byłem pod wpływem techniki, więc mogłem pozwolić sobie na nieco więcej, chodź przypuszczam że dla dziadka nie stanowiłbym większego problemu.
       - Kim on jest? Kim Ty jesteś i skąd tyle wiesz?
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#156 2015-09-26 13:35:11

Yoshiro

Martwy

50579205
Zarejestrowany: 2015-01-10
Posty: 206
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Płeć: Męzczyzna
Wiek: 24

Re: Jezioro pamięci

      Cała ta sytuacja stawała zbyt trudna. Z każdą chwilą coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że nie jest to najodpowiedniejsze miejsce dla mnie. Jestem bezużyteczny. Siła zarówno moich przeciwników, jak i moich kompanów, jest zbyt duża, żebym ja mógł zrobić cokolwiek jako jednostka. Moja obecność tutaj praktycznie nie ma znaczenia. Coraz bardziej doskwierał mi fakt, że jestem zwyczajnie zbyt słaby, żeby mieć jakiekolwiek znaczenie. Zaczęło się to już wcześniej, kiedy gigantyczna fala uderzyła w mury obozu. Już wtedy w moim umyśle pojawiły się negatywne myśli. Wielki wybuch, który mogłem zaobserwować aż z miejsca, w którym stałem, mimo że miał miejsce bardzo daleko, jeszcze lepiej pokazał mi, że nie mam tu nic do powiedzenia. Jedyne co mogłem robić, to przyglądać się walce moich sojuszników, ze znacznej odległości, o ile w ogóle będę w stanie dostrzec ich ruchy.
      Co powinienem zrobić w takim przypadku? Rozżalać się nad swoją słabością? Żałosne. Mimo wszystko, powinienem wziąć się za coś pożytecznego. Może i nie jestem najlepszym wojownikiem i nie zrobię dużej różnicy w walce pomiędzy ninjami tego kalibru, jednak bezczynność jest jeszcze gorsza. Muszę przynajmniej spróbować znaleźć jakiś sposób, żeby moja obecność tutaj nabrała znaczenia. Może nie będzie to pokonanie Samotnika, który właśnie walczy z liderem organizacji, ale zawsze mogę spróbować się do czegoś przydać.
      Była nas grupa, mieliśmy określone zadanie i starałem się, przynajmniej na początku, je zrealizować. Jego powodzenie malało z każdą chwilą, ponieważ obóz stawał się coraz bardziej zrujnowany. Sama podróż do niego również nie była prosta. Liczne pagórki, drzewa, krzewy, wysokie trawy oraz przede wszystkim, zabłocone podłoże utrudniały tułaczkę. W pewnym momencie, zostaliśmy zaatakowani przez insekty. Nie były to jednak zwykłe robale, a jakby były przez kogoś kontrolowane. Czyżby jedna z technik ninja? Możliwe, aczkolwiek wcześniej nie widziałem czegoś takiego.
      Zdecydowałem jednak, że nie będę zatrzymywał sie w celu walki z owadami, a spróbuję jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Insekty nie powinny być aż takim problemem, dlatego spróbuję je zignorować. Co więcej, w oddali dało się zauważyć jakiegoś człowieka, stojącego koło walącej się kryształowej kopuły. Nie wiedziałem kto to był, ale coś sprawiało, że czułem potrzebę dostania się tam jak najszybciej. Z mojego miejsca, było to kilka minut drogi, dlatego kontynuowałem marsz.


http://i.imgur.com/LXSXbxc.png

Offline

 

#157 2015-09-26 20:59:00

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Jezioro pamięci

    Przemierzanie lasu stało się nieco trudniejsze – kolejne źródła chakry, które dzięki swoim zdolnościom wykrył Logen, utrudniały obieranie dobrej drogi. W tej chwili mieli do wyboru drogę z dwójką ninja, lub jednym. Niestety z takiej odległości młody mężczyzna nie był w stanie dokładnie określić ich siły, dlatego była to czysta loteria.
    Wtem nagły zaskoczył ich wstrząs ziemi i wybuch od strony, z której przybyli. Nie trudno było domyślić się, że musiało to być w obozie. Tylko co mogło spowodować aż taki wybuch? Czyżby jakiś potężny ninja, znający się na konstruowaniu bomb był po stronie wroga i zdołał jakoś podejść, albo nawet wejść do obozu?
    Nie, nie było czasu na rozmyślania. Trzeba było działać, a Logen miał kilka planów już opracowanych – niestety nie miał żadnego na taki wypadek, nie spodziewał się takiego zwrotu akcji. Jednak był już prawie pewien, którą drogą powinni się udać.
    - Przed nami jest dwóch, ale idąc nieco inną drogą trafimy na jednego ninja. Obierzemy tą drugą opcje. – wyjaśnił pospiesznie, zwalniając tempo biegu. – Martwi mnie też ten wybuch… Ikkyo, możesz stworzyć dwa klony i jak najszybciej wysłać je do obozu? Niech się rozdzielą, jeden nich ruszy prosto, drugi niech wraca okrężnie, tak jak myśmy biegli. Jak tylko coś się dowiedzą, niech „się odwołają” o ile to możliwe. Wtedy będziesz wiedział to, czego oni się dowiedzieli zgadza się? – powiedział po chwili namysły, wyjaśniając do czego zmierza.
    Pomimo obecnego rozwoju wydarzeń wciąż mieli misję – chociaż mogła ona ulec zmianie w zależności od sytuacji w obozie, dlatego też ważnym aspektem były teraz klony Ikkyo. Logen chociaż sam nie potrafił korzystać z tej techniki to wiedział co nie co o jej działaniu. Takie źródło informacji mogło pomóc mu w obecnej sytuacji podjąć właściwe działania. Póki co jednak mogli zrobić tylko jedno, ruszać dalej na tyły wroga. Chociaż jak przy tak prężnie rozwijających się działaniach można być pewnym, że trafi się akurat na tyły przeciwników? Nawet przy pomocy sensora, jakim był Logen? Ruch oddziałów był naturalną rzeczą, więc mogli zmienić kierunki działania tak, że wyjdą małej grupce Uchiha naprzeciw. A skąd wiadomo, że nie mają też sensorów? Było wiele niewiadomych…


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#158 2015-09-26 21:30:01

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Jezioro pamięci

     Biegłem z resztą drużyny, milcząc. Nie było co mówić, przynajmniej na obecny moment. To, że misja jest trudna, wiedzieliśmy wszyscy. Kolejny fakt, prezentujący się jeszcze brutalniej, a mówiąc wprost to słabość naszej drużyny w porównaniu do innych armii, znaliśmy jeszcze lepiej. I do tego grupka dwudziestu ninja w okolicy. Cholera. Cieszyłem się, że nie jestem Logenem. To on musiał wykrywać całą tą zgraję, a jak sądziłem, nie było to proste. Musiał poświęcać część swojego skupienia tylko po to, aby nasza trójka miała czyste tyły. Cóż, mogliśmy mu jedynie dziękować. Chociaż z drugiej strony to właśnie przez niego znajdowaliśmy się tu, a nie gdzieś indziej. Czyli nie było powodów ani do dzięków, ani do pretensji. Jak zwykle zresztą, trzeba być neutralnym i trzymać język za zębami.

     Oho, coś się święci.

     Inaczej nie potrafiłem podsumować tego wybuchu, który przecież słyszała cała okolica, o ile nie kraina. Odwróciłem głowę, tylko po to, aby nie zauważyć niczego. Eksplozja była ogromna, dochodziła zza nas, a pewniej z naszego obozu. Co jednak się tam stało? Nie mogłem ocenić. Zanim zdążyłem wypowiedzieć jakiekolwiek słowa, usłyszałem uwagę Logena. Milcząc, skinąłem głową na potwierdzenie. Jedna pieczęć i puff. Powstały obok mnie dwie cielesne repliki, aka Kage Bunshiny. Nie było to zajęcie chakrochłonne, jednakże też nie darmowe. Zgodnie z zaleceniami dowódcy jeden z nich wyruszył drogą na wprost. Drugi zaś miał taki sam cel podróży, skierował się jednak drogą bardziej okrężną. Klony, jak to ja, były wyczulone na wszystkie ataki, które mogły zmierzać w ich stronę. W końcu były o wiele bardziej wrażliwe niż ja. Jeden silniejszy cios. I puff.

     Ich droga wyglądała następująco. Pierwszy wyruszył wręcz przez pole bitwy. Miał przeciąć całą tą trasę, bo chociaż był tam zgiełk i chaos, mogło to mu dać większe szanse na szybszy powrót do obozu. Drugi natomiast szedł drogą podobną do naszej, o ile nie identyczną. Okrężną, i to tylko dlatego, aby mieć pewność, że tam dotrze.

     Ja zaś milczałem dalej i w skupieniu oglądałem teren dookoła nas. W końcu kto wie, kiedy zbliży się niebezpieczeństwo?

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#159 2015-09-26 23:19:35

Yukina

Klan Senju

Zarejestrowany: 2014-11-02
Posty: 383
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Weteranka
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat

Re: Jezioro pamięci

http://i.imgur.com/OBJVNop.png


Lot na kryształowym smoku był niezwykłym doświadczeniem. Spoglądając w dół, mogłam zobaczyć to co się działo z kopułą, która z czasem runęła w dół. Nieco bardziej wtuliłam się w Ayamaru, którego uważałam za swoją tarczę. Był towarzyszem, ale i również kimś kto mógł mnie obronić. Ufałam mu na tyle, by powierzyć swoje własne życie. W obecnej sytuacji to jego decyzje znacznie wpływały na to, co się z nami stanie. Jednakże, za nim stało się najgorsze, o czym jeszcze nie wiedziałam po prostu zażyłam kolejną pigułkę. Bez niej wykrwawiłabym się, za nim spotkałabym na swej drodze medyka, którego najbardziej potrzebowałam.
     Westchnęłam, patrząc na chmury, które towarzyszyły mi od momentu przekroczenia granicy kraju Gorących Źródeł. Gdybym miała do wyboru bycie taką chmurą to zdecydowanie bym nią została. Mogłabym bez zmartwień i strachu przemierzać cały nasz świat, nie bacząc na przeciwności losu. Teraz zapamiętywałam każdą chwilę, baczyłam na każdą sekundę, myśląc za ile moje życie dobiegnie końca. Jeśli miałabym być szczera to nie chciałam umierać. Miałam zaledwie 19 lat, a wciąż miałam tyle spraw do załatwienia. Odnalezienie rodziców, ponowne spotkanie Misaki i Tamotsu były moimi priorytetami, których jeszcze nie wypełniłam. Przypominam sobie jak nie raz myślami wracałam do tej dwójki, nie wspominając o Suezo, którego swego czasu darzyłam uczuciem. Teraz, tak sobie myśląc był kimś bliższym, jednakże od niedawna przestał przebywać w moim sercu.
     Z mojego policzka zaczęła spływać samotna łza, która była początkiem wszystkich nieszczęść. Jeszcze raz spojrzałam w dół, gdzie tym razem ujrzałam sylwetkę mężczyzny. Owa osoba była naszym wrogiem, co wskazywało jutsu, których używała. Zamknęłam na chwilę oczy, w duchu modląc się, byśmy zdążyli uciec, lecz ciąg dalszy był zupełnie inny..
    Czułam się, jakby czas stanął w miejscu. W jednej chwili powietrze wokół nas zawirowało. Owady pojawiły się, jakby znikąd, demaskując naszą pozycję. Wróg czyhający na dole wzniósł się w powietrze, co od razu przyspieszyło moje serce. Mimowolnie próbowałam je uciszyć, lecz adrenalina robiła swoje. Czułam, że mimo wszystko musiałam działać. Kiyoshi zdał się na los, lecz ja popierałam konsekwencje swoimi działaniami. Przechyliłam się na bok, by zerknąć na wysokość jaka dzieliła nas od ziemi. Raz na wozie, raz pod wozem.
     Trzymając się mocno blondwłosego, odepchnęłam się od kryształowej konstrukcji, unikając tym samym zostania zniszczonym razem ze smokiem, który do niedawna budził mój podziw. W tej chwili jedynie zrobiło mi się smutno, gdyż względne bezpieczeństwo, gdzieś runęło pod naporem innych ludzi. Blond włosy zostały ponownie rozwiane, a wiatr szarpał moim ubraniem, pragnąc je rozerwać na strzępy. Przypomniał mi się moment, kiedy leciałam w dół, wspominałam większość swoich przeżyć, a na koniec gdy nie chciałam umierać, zdarzył się cud. Złapały mnie ciepłe ramiona, zapewniające bezpieczeństwo. Ayamaru, bo tak się nazywał mój obrońca wyglądał wtedy na rozbawionego, skorego do żartów. Teraz, gdy zerkałam na niego, widziałam w nim poddanie i pełne oddanie się losowi. Widocznie to właśnie w takich momentach wspominał swoje dawne życie, w sumie czy i nie ja powinnam?

Past Story

                                     
     W jednej chwili znalazłam się w rodzinnym domu. Pokoje były puste, lecz na ogródku trenowała mała dziewczynka wraz z wymagającym ojcem. Matka dziecka siedziała na fotelu i z uśmiechem na twarzy, wpatrywała się w swoją przyszłą następczynię. Od razu się uśmiechnęłam, widząc z jaką determinacją maleństwo wymachuje drewnianym mieczem, który z czasem został zamieniony w stalową katanę. Podświadomie towarzyszyłam młodej w jej każdej chwili. Stałam i przyglądałam się jak płacze, gdy dowiaduje się o stracie ojca. Blondynka o żywych niebieskich oczach była załamana, lecz wciąż marzyła o staniu się lepszą. Pewnego dnia wyruszyła z domu, by wypełnić złożone sobie obietnice. Wtedy na swojej drodze spotkała chłopaka z klanu Uchiha. Niebieskowłosy chłopak prędko się z nią zaprzyjaźnił i udał w długą podróż, która zaowocowała późniejszym uczuciem. Otarłam wierzchem dłoni kolejną łzę, widząc czerwonowłosą dziewczynę, która ma takie same poglądy jak młoda Senju. Następnie przeniosłam się do spotkania Klanowiczów, których niegdyś miały połączyć relacje sensei-uczeń. Załamałam ręce, wiedząc, że to nigdy się nie stanie.. chociaż? Odwróciłam głowę, przewijając wspomnienia, które dotarły do początku dzisiejszego dnia. Ku moim oczom pojawiła się tablica, która zapoczątkowała teraźniejszy moment. Gdybym tylko tutaj się nie znalazła, a później nie poszła spotkać się ze swoim przeznaczeniem, może to wszystko wyglądałoby inaczej? Zamyśliłam się, patrząc jak dziewczyna z determinacją w oczach podejmuje się wojny. Była głupia i nierozważna, myśląc że może temu podołać. Co ona sobie myślała? Powinna już wtedy zrezygnować albo poszukać kogoś nadzwyczaj silnego, by w razie kłopotów mógł jej pomóc. Jednakże, ona lekkomyślna znalazła się w obozie, gdzie poznała nowe osoby, zobaczyła niespotykane rzeczy i na sam koniec popadła w tarapaty.

     Długa chwila zaczęła się przedłużać, przez co dało się w zwolnionym tempie zobaczyć tworzenie wielkich filarów, spowitych przez elektryczną sieć. Moje oczy się rozszerzyły, a z powodu strachu ciało przeszyły zimne dreszcze. Nie chciałam tak kończyć, jednakże co innego mogłam zrobić? Wnet na ratunek przybył Lider, który miał odmienić nas smutny los...
- Mamoru-sama - z moich ust wydobył się szept, który był zwieńczeniem wszystkich moich myśli. Zatrzymałam się na imieniu, które jakby to pomyśleć uwolniło mnie od smutnych, wręcz przytłaczających zmartwień. Szybowałam do ludzi, którzy byli jego towarzyszami. Chciałam znowu być bezpieczna, ale.. Czy w międzyczasie nie zostaniemy zabici? Smutnym wzrokiem popatrzyłam na chłopaka tracącego nadzieję i kontakt z rzeczywistością.
Nie dam mu umrzeć.
Nieco przybliżyłam się do niego, gdyż wcześniej znacznie się oddaliliśmy, a następnie zdrową ręką złapałam jego. Po moim policzku leciała łza, lecz ja z całych sił pchnęłam go jak najdalej, bardziej w dół, by jako pierwszy dotarł do wybawicieli. Ja sama zostając z tyłu, liczyłam się z tym, że mogę zostać zabita. Honorowa śmierć była czymś o czym nie jedno dziecko marzyło. Może nawet, ktoś kiedyś wspomni moje imię, przy rodzinnym obiedzie. Powie, że kiedyś w dawnych czasach spotkało dziewczynę, która przez przyspieszenie, stanie się tarczą i znaczne oddalenie kolegi, uratuje mu życie, tym samym stając się jedynie wspomnieniem..

Statystyki:
Reakcja=90
Szybkość=66
Siła=64
Użyte przedmioty:
Pigułka żywnościowa

Ostatnio edytowany przez Yukina (2015-09-27 13:42:27)


http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8tu1z9vnk1r922azo1_500.gif

Offline

 

#160 2015-09-27 18:24:59

Miyuki

Nikushimi

Zarejestrowany: 2014-05-11
Posty: 15
Klan/Organizacja: Samotnicy
KG/Umiejętność: SnK [6]
Ranga: Zastępca Lidera
Płeć: Kobieta
Wiek: 23

Re: Jezioro pamięci

     Wolnym krokiem mijałam drzewa, na które spoglądałam ukradkiem, a także kwiaty, które bardziej przykuwały mą uwagę. Nie śpieszyłam się, nie męczyłam własnego ciała, choć głęboko pod żołądkiem czułam ogromny uścisk. Stres przed zobaczeniem tego, co zostało po obozie mojego brata, strach przed tym co mogę zobaczyć. Wyobrażałam sobie różne sytuacje, a te nie dawały mi spokoju. Im bliżej od miejsca potyczki się znajdowałam, tym trudniej stawiałam kroki. Po kilku godzinach drogi oparłam się o jedną z większych skał, nie sądziłam, że z tego miejsca zauważę obóz źródeł, zniszczony, zmasakrowany i pełen trupów. Poderwałam się natychmiast, chwyciłam pochwę umiejscowioną przy lewej stronie biodra i zanurkowałam wgłąb lasu. Biegłam ile sił w nogach, odpychałam się od trzonów sosen, a mój wzrok zawieszony na spłowiałej ziemi wyszukiwał brata. Do miejsca dobyłam po kilkunastu minutach, okazało się, że całą drogę pokonywałam od zachodu. Z tego miejsca nie byłam w stanie ujrzeć obozu ognia, choć może to i lepiej.
   - Musisz to zobaczyć. Sytuacja nie wygląda najlepiej, ona w ogóle nie wygląda. Wyjdź i zajmij się tymi, którzy potrzebują teraz pomocy, musimy odnaleźć naszych braci. - Rzekłam spokojnie, choć mój głos drżał. Wtem poczułam jak z mych pleców wysuwa się kobieca sylwetka - siostra. Zmuszona do ponownego opuszczenia ciała, wymalowała grymas na twarzy i złożyła jedną pieczęć. Wokoło powstały cztery jej klony, które dostając dużą ilość energii ruszyły wgłąb obozu szukając i lecząc rannych. Zbierały także odpowiednie dla nas informacje.
   - Nie widać go tutaj. Musimy rozejrzeć się dokładniej, być może opuścił obóz przed tym, co się tutaj stało. Co do cholery mogło tak mocno zdmuchnąć kilometrowy obóz z powierzchni ziemi? - Powstrzymała się od powiedzenia, iż pierdnął Yoh, gdyż i tego nie było tutaj widać. Zaczęliśmy od zbierania informacji od tych, którzy przeżyli. Co jakiś czas mijaliśmy osoby, które przeżyły i ku naszemu zdziwieniu miały się świetnie. Z reguły były to ninja Kakukoro, bądź Kuran Sen. Rozmawialiśmy z nimi i powoli odtwarzaliśmy przebieg wydarzeń, by zebrać informacje na temat pobytu naszego brata oraz jego przyjaciela - Akemiego.

1. Użyta technika: Kage Bunshin no Jutsu

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
zliv.ebetonovejimky.cz www.kwatery-miedzyzdroje.com