Ogłoszenie


#161 2015-09-28 00:24:48

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

     Wybuch nastąpił kompletnie niespodziewanie. Eksplozji uderzyła w prawe ramię Samotnika, swą ogromną siłą wyrzucając go w powietrze. Zdezorientowany Samotnik pokonał w locie kilka metrów, by następnie grawitacja sprowadziła go z powrotem na ziemię. Wyprostowana ręka uderzyła o wilgotną glebę i już miała ugiąć się pod nienaturalnym kątem, przygnieciona ciężarem ciała, gdy automatycznie zmieniała swą postać na wodną. Yuki zarył barkiem w piach, wydając przy tym ciche westchnięcie. Jednocześnie do jego mózgu dotarła informacja o gorącu, które opanowało kończynę dotkniętą wybuchem. Białowłosy syknął, natychmiast przechodząc do pozycji kucającej, podczas lewica dokonywała wtórnej materializacji. Po chwili żarzący się płaszcz, stanowiący źródło poparzeń, leżał kilka metrów od właściciela, jednym szybkim ruchem zdjęty przezeń i wyrzucony.
   Ayatane oddychał w przyśpieszonym tempie. Jego spojrzenie padło na miejsce, gdzie jeszcze przed sekundami stał dumny przedstawiciel rodu Sabaku. Teraz pozostał tam jedynie spory krater, pośrodku którego, lewitowały liczne karteczki, powoli, według określonego układu tworząc sylwetkę człowieka. Yuki nie potrafił stwierdzić, czy straszniejsza była umiejętność Miyaguchiego, czy zdolności bojowe przeciwnika, z jakim przyszło się mierzyć oddziałowi Samotników. Zrozumienie, iż gdyby to on był celem ataku, to już zwiedzałby zaświaty, nie zajęło białowłosemu dużo czasu. Młodzieniec dosłownie nie widział nawet co spowodowało eksplozję, żadnej smugi na niebie, nic.
   W świecie ninja, gdzie siła niektórych jednostek sięgała niemal poziomu bogów, podstawową umiejętność stanowiło zachowywanie zimnej krwi w nawet najgorszych i beznadziejnych sytuacjach. Tak zwane "stalowe nerwy" Ayatane posiadł podczas licznych przygód i rozmaitych doświadczeń, jakie spotkał na swojej ścieżce. Jednakże mimo wszystko w tej sytuacji nie mógł powstrzymać lekkiego drżenia dłoni, spowodowanego raczej kolejnym przypływem adrenaliny, jakiego doświadczył tego dnia. Szare źrenice chciały uchwycić smoka koloru gliny, gdy...

     Kolejny wybuch. Yuki instynktownie napiął wszystkie mięśnie, "gotowy" na przyjęcie uderzenia. To jednak... nie nastąpiło. Jedynie lekki powiew wiatru dotarł do chłopaka, rozwiewając śnieżnobiałe włosy na wszystkie strony. Aya zaryzykował spojrzenie, zwracając głowę w kierunku zachodnim, skąd nadszedł odgłos eksplozji. Pożałował tego natychmiast. Nie mogąc uwierzyć własnym oczom, Samotnik przetarł narząd wzroku, lecz prawdy nie dało się wymazać za pomocą knykci.
   W ciągu sekundy obóz Kraju Gorących Źródeł dosłownie zniknął z powierzchni ziemi. Ponad trzy czwarte jego obszaru wyparowało. Wybuch zabrał ze sobą namioty, żołnierzy, Samotników... Yuki przywołał wspomnienia, jak przed bitwą wymieniał spojrzenia z członkami własnego rodu, uśmiechając się doń pokrzepiająco. Jak ostatni raz spoglądał za siebie, zanim przystąpił do ataku.
   Nie dopuścił myśli, że wszyscy zginęli. Po prostu odwrócił wzrok od krateru, splunął mieszaniną śliny i krwi, po czym wyrzucił z głowy wszelkie przeszkadzające emocje. Fakt śmierci tylu przyjaciół był tak nierzeczywisty, iż mózg Ayatane zwyczajnie nie przyjął go do wiadomości.
   W tym czasie ciało Samotnika objęła kościana, półprzezroczysta ręka, sprawiająca wrażenie płonącej. To Ichuza, przy pomocy jakiejś nieznanej białowłosemu techniki, przywołał ogromny szkielet, najwyraźniej by chronić nim towarzyszy. Sam natomiast ruszył do ataku na latającego smoka, efektownie wybijając się z ogona hebanowego skorpiona.

     Lodowy chłopak nie miał za dużo możliwości ruchu. Widział na własne oczy umiejętności wroga; najrozsądniejszym rozwiązaniem wydawało się w tej chwili zapewnienie sobie oraz Miyaguchiemu ochrony przed kolejnymi wybuchami. Aya przejrzał w myślach swój wachlarz technik, dochodząc do wniosku, że i tak niczym nie może sięgnąć tak oddalonego celu. Wciągając powietrze, wyciągną przed siebie wyprostowane ramiona, krzyżując je. Żyły pompowały chakrę, zbierającą się w dłoniach bohatera. W następnej chwili jego oraz Sabaku otoczyły przezroczyste, lodowe kopuły, zawsze zapewniające jako-takie zabezpieczenie.
   Teraz pozostawało obserwować. Yuki odetchnął, odgarniając grzywkę. Miał wrażenie, iż pomimo tylu ofiar poniesionych do tej pory, najlepsze dopiero się zaczynało...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#162 2015-09-28 12:14:01

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Jezioro pamięci

      - Musimy ich jakoś osłabić. Przy trafieniu rozpoczyna się regeneracja, przez co na chwilę jest wykluczany z walki. Możemy go unieszkodliwić, dokonując pieczętowania. Potrzebuję waszej pomocy, bym mógł tego dokonać. Trzeba czymś zająć pozostałą dwójkę, aby pozbyć się tego ożywionego. Nie wiemy jednak, co dokładnie potrafią Samotnicy i czy takich potworów nie ma tam więcej... – Klon przekazał swój plan działania, dzieląc się przy okazji swoimi obawami.

________________________________________________________________________________


   Potężny wstrząs prawie wyprowadził go z równowagi, kiedy eksplozja trawiła obóz nieprzyjaciela. Oddech przyspieszył, starając się łapać większe dawki powietrza. Zaciśnięte gardło skutecznie utrudniało mu jednak przedostanie się do płuc. Przystanął na moment, czując, jak myśli zalewają mu umysł. Ciałem targnął dreszcz, a Nakayama, zgiąwszy się wpół, naciągnął szybko maskę na brodę i odsłonił usta, by zwymiotować.
   Z trudem wyprostował się, wziął głęboki oddech, i poprawiając materiał na twarzy, spojrzał w stronę eksplozji. Nie miał innego wyjścia, tak sobie to tłumaczył. W końcu to strona przeciwna pierwsza sięgnęła do arsenału zabójczych technik, całkowicie pustosząc ich oddziały. Tak, nie miał innego wyjścia.
   Wpakował dłonie do toreb z gliną, szykując się na najgorsze. Gdyby niewielki oddział Wyrzutków mierzył się z czymś na swoją skalę, nie zostałby tutaj wezwany. Wreszcie ich zobaczył. Eksplodujący smok ranił poważnie dwóch z oponentów, z czego kończyna jednego z nich w okamgnieniu przeobraziła się w coś dziwnego. Dopiero kiedy zmrużył oczy, dojrzał połyskujący twór wodny. Czym był ten chłopak?!
   Z właściwą sobie prędkością (szybkość: 200), pędził naprzód, by dojrzeć coś, co przeszło jego najśmielsze wyobrażenia. Dziwadło (jak zwykł nazywać ożywieńców), w takim miejscu? Ale... przecież to niedorzeczne. Do tej pory myślał, że to tylko efekt jakichś tajemniczych zabaw Basai'a. Ten jednak pożegnał się już ze swoim życiem. Co więc robiłyby jego ofiary tutaj, w tej bitwie? Nie mógł wiedzieć, że młodzieniaszek z Airando, niemal jego rówieśnik, również pojął tę szalenie trudną sztukę, której on nie potrafił jednak zrozumieć, ani tym bardziej usprawiedliwić.
   Chmara ptaków okrążyła znajdujących się na smoku Wyrzutków, zapewne dziobiąc ich dotkliwie, nie widział dokładnie. Wierzył jednak, że jakoś sobie poradzą. On sam skupił się jednak na tym, co działo się na ziemi. Dostrzegł ogromny twór chakry, który skrył w swych objęciach regenerujące się dziwadło oraz wodnego chłopca.
   Z chmury wron wystrzeliły dwie postaci. Jedna z nich, w której rozpoznał swego ucznia, poszybowała w tył, natomiast jego kopia wystrzeliła w kierunku Ichuzy. Dobywając dwóch mieczy, celował w miejsce, gdzie jeszcze chwilę wcześniej znajdować się miał przywódca Samotników (skoczność 295). Jeżeli nawet zdążył już opuścić tamto miejsce, zapewne znajdowałyby się tam jego klony. Gdyby jednak zdarzyło się, że w ich kierunku leciałaby fala ognia, cisnąłby katanami przed siebie. Palce uformowałyby pieczęć konfrontacji, by zdetonować jego osobę. Siła wybuchu powinna wystarczyć, aby choć trochę rozproszyć nadciągającą falę ognia i zwrócić ją w kierunku powrotnym. Technika stałaby się wówczas zagrożeniem również dla wojowników Kraju Wody.
   Oryginalny Shinsaku przejął kontrolę nad smoczyskiem, obracając go nieznacznie, by osłonić siedzących nań ninja swym skrzydłem i podrywając go ku górze, kiedy tylko zauważył nadciągający ogień (szybkość smoka: 250). W międzyczasie z jego dłoni odrywa się kolejna dziesiątka kruków, pędzących w różnych kierunkach. Dwa pozostają przy swoim stwórcy, podczas gdy trzy szybują w kierunku latającej gadziny, jeden rusza w stronę Yoshimaru, a cztery zbliżają się do grupy przeciwników.
   - Zaniechaj walki, Ichuzo! Wasze dowództwo poległo!

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


________________________________________________________________________________


   Tymczasem pozostała część Wyrzutków dotarła na tyły obozu Kraju Ognia, podążając śladem Ito. Ten zdążył już odnaleźć któregoś z informatorów dowództwa, by przekazać wieść o opowiedzeniu się po ich stronie. Kiedy tylko poczuł wstrząs, a następnie dojrzał eksplozję w obozie nieprzyjaciela, przekazał informację o dokonaniu samodzielnego ataku na dowództwo oponentów. Przedstawił również gotowość do działania oraz potwierdził oczekiwanie na rozkazy przywódców.
   Medycy w tym czasie poszukiwali rannych, którzy mieliby jeszcze jakiekolwiek szanse na przeżycie, trzymając się możliwie daleko od miejsca, w którym ścierali się obecnie jacyś niesamowicie szybcy ninja. Ci, którzy opanowali żywioł ognia, palili wszechobecne roje robaków.

Ostatnio edytowany przez Shinsaku (2015-09-28 12:34:02)

Offline

 

#163 2015-09-28 13:01:55

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Jezioro pamięci

   Insekty nigdy mu jakoś nie przeszkadzały, jednak tak wielka ilość wzbudziła w nim obrzydzenie. Czy to możliwe, żeby zwabił je smród namokniętych ciał, które zewsząd wydostawały się ponad taflę opadającej wody? Tego typu rzeczy raczej się nie zdarzały. Czyżby była to kolejna z zagrywek wroga? Cóż, sądząc po olbrzymiej fali, której również nikt nie był w stanie przewidzieć, stawało się to coraz bardziej prawdopodobne.
   Ważniejszym jednak w jego odczuciu było w tamtej chwili odnalezienie towarzyszy. Wygramolił się więc z kolumny w miejscu pęknięcia, a jeżeli takowego nie było, utorowałby sobie wyjście przy użyciu notki wybuchowej, umieszczonej odpowiednio daleko od jego osoby (jak i jakiejkolwiek innej). Wówczas natknął się na dziewczę, które zdążył już chyba poznać. W wyniku szybkiego wyrzutu adrenaliny nie mógł się dostatecznie skupić na jej twarzy, by udzielić sobie odpowiedzi na to pytanie.
   Posmutniał, kiedy wspomniała ona o śmierci ich przywódcy. Nie było jednak czasu, aby rozpaczać. Musieli powziąć odpowiednie kroki, aby móc przeżyć ten cały koszmar. Spojrzał więc w bliżej nieokreślonym kierunku, zawieszając swój wzrok gdzieś w przestrzeni i starając się uporządkować swe myśli. Wtedy jego oczom ukazał się wybuch, jakiego jeszcze nie widział.
   Przełknął ślinę, czując, jak pocą się mu dłonie. Wytarł je szybko w nogawki i zerknął po zbierających się ludziach. Bardzo chciał, by nie zadano mu tego pytania. "Co teraz?" A skąd, do jasnej cholery, miał wiedzieć? Czemu oczekiwano od niego, że powie im coś rozsądnego? Miał dość. Na próżno było szukać choćby jednego powodu, dla którego miałby wziąć za kogoś odpowiedzialność, wydając polecenia. Chciał jak najszybciej zakończyć ten stan rzeczy. A wyjście pozostawało tylko jedno.
   - Wszyscy są cali? A może jest wśród nas medyk? - Rozejrzał się po zgromadzonych, upewniając się, że ich stan zdrowia nie wyklucza ich z ewentualnej walki. - Satoru, czy mógłbyś zbadać okolicę przy pomocy swych umiejętności? Jeszcze tego by brakowało, żeby ktoś zaskoczył nas swoim atakiem... Zwróć też uwagę, gdzie znajdują się nasi przełożeni. Według mnie, powinniśmy udać się tam jak najszybciej, by wysłuchać ich poleceń. No i na wszelki wypadek chyba powinniśmy trzymać się razem. Komin, choć niedoskonały, pokazał nam, że razem mamy większe szanse. A przy okazji, każdy, kto jest w stanie coś zrobić z tymi robakami, niech to uczyni. Czy to spalić je, czy oblać wodą, by nie mogły się poruszać. Przynajmniej do czasu, aż nie dowiemy się, gdzie powinniśmy się udać.
   Wyciągnął dłoń przed siebie, wymierzając ją w chmarę owadów, by potraktować je strumieniem wody. To powinno ostudzić ich zapał do uprzykrzania się i tak zmartwionym już wojownikom.

Offline

 

#164 2015-10-01 14:57:18

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 331

Re: Jezioro pamięci

[Demoniczny las]

     
    Drużyna Logena ruszyła ostrożnie do przodu wybierając nieco dłuższa, ale teoretycznie bezpieczniejszą drogą. Najstarszy z Uchihów wydawał się wziąć do serca swoją rolę jako przywódcy całej tej misji. Postanowił bowiem w sprytny sposób posłać z powrotem klony towarzysza. Wkrótce zbliżyli się do tajemniczego ninja, nim jednak zdołali go minąć w bezpiecznej odległości  przed ich oczami pojawiła się blond włosa dziewczynka. Miała może 14 lat jednak jej strój, a zwłaszcza wyposażenie sugerowało, że jest ninja. W dodatku była wystarczająco dobra była ukryć się przed sensorem prowadzących Uchihów. Zdawało się, że nie zauważa nowo przybyłych towarzyszy, jednak z jej ust wydobył się gwizd,a za jej plecami pojawił się rudowłosy mężczyzna. Ten bez wątpienia zauważył przybysz z czerwono kiego klanu.
- Dezerterzy? W sumie nie ważne. Mam ochotę skopać wam tyłek, ale po prostu powiedzcie mi wszystko co wiecie, szczególnie interesuję mnie to dziwne coś niedaleko nas. Wtedy puszczę was wolno. - Mężczyzna był niezwykle pewny siebie mimo, że miał na przeciw siebie trzech Uchihów, a mu towarzyszyła jedynie mała dziewczynka. Ziemia ponownie zadrżała, tym razem jednak trwało to dłuższą chwilę zupełnie jakby coś wciągało piasek. Towarzyszył temu głośny dźwięk upadających drzew z kierunku, który Uchihowie ominęli.

    Starzec dopiero po chwili odpowiedział, a raczej uniknął odpowiedzi na pytania Yocharu. Zajęty był bowiem rozwijaniem papieru toaletowego w okół śpiącego chłopaka. Wyglądało to na kiepski dowcip jednak na papierze znajdowały się dziwne symbole.
- Nie ma czasu na wyjaśnienia, masz rozłóż to w okół siebie muszę go wyciągnąć zanim się przebudzi. - powiedział starzec przekazując drugą rolkę papieru Yocharu i wtedy śniący otworzył oczy[color= white] Za późno, uciekaj![/color]
Starzec nie czekał na reakcje Uchihy sam zaczął się oddalać od chłopaka. Otwarte oczy mężczyzny nie były już barwy niebieskiej, teraz były żółte i nie przypominały ludzkich, były jak u demona. Ciało powoli uniosło się nad ziemią, zerwał się wiatr i rozpoczął wciąganie ziemi, ziemi która usuwała się Yocharu  spod nóg obalając pobliskie drzewa, ziemi, która przemieniała się w piasek i tworzyła ciało demona.

[Obóz źródeł]


     Już z oddali Ikkyo mógł zauważyć, że coś jest nie tak obóz praktycznie zniknął z powierzchni ziemi. Hiroshi jeden z nie licznych ludzi, którzy mogli mu wyjaśnić co się stało. Stał najwyraźniej zszokowany tym co się wydarzyło, w okół niego znajdowała się masa ludzi, którzy potrzebowali pomocy jego sojuszników, którzy wydawali swoje ostatnie oddechy, a ten stał jak wryty zamiast im pomóc. Wtedy właśnie zdarzyło się coś dziwnego Hiroshi zniknął jakby go tam wcześniej nie było. W obozie pozostało jeszcze kilka osób które trzymało się "nieźle", głownie przedstawiciele "nieśmiertelnych" klanów samotników. Była też Miyuki, która próbowała się czegoś dowiedzieć i zorganizować pomoc dla rannych, kiepsko jednak z medykami. Ponadto miała pecha, pozbawieni obecności zwierzchników oraz owładnięci rządzą mordu przedstawicielem kuran san nie zamierzali poprzestać świętowania. Zamierzali złożyć każdą osobę, która przetrwała wybuch, w ofierze swojemu bogu. Nikt nie był wyjątkiem i nic do nich nie docierało. Oczywiście po za krwią bezbronnych, która wzbudzała jeszcze większą ekscytację i szaleństwo. Ikkyo obserwował jak Samotnicy pozbywają się resztek z tych, którzy przezyli, wszystko wskazywało na to, że samotnicy postanowili ich zdradzić i wyrżnęli resztę obozu, możliwe nawet że są ostatnimi Uchiha, którzy brali udział w tej wojnie i żyją.

[Starcie Liderów]


     Pojawił się wbrew swojej woli tuż obok Matsuo Uchiha, człowiekiem(technicznie rzecz biorąc już chyba nie), który posiadał EMSa symbol potęgi klanu Uchiha. Mężczyzna ten otoczony był Susano, którym ochraniał również swoich towarzyszy, tuż obok stał jego klon. W powietrzu nad nim nastąpił natomiast wybuch, nie tak potężny jak ten który wysadził obóz jednak gorące powietrze dotarło do twarzy Uchihy. Wybuch sprawił, że ptaki zniknęły z nieba odsłaniając całą sytuację. Nad nimi znajdował się gliniany smok na nim zaś znajdował się natomiast mały oddział wyrzutków. Fala ognia ominęła ich dzięki wybuchowi, którego sprawcą był klon lidera Wyrzutków. Zaraz po tym wydarzeniu Shinsaku wezwał Ichuze do zaniechania dalszej walki, naglę zerwał się wiatr, a z lasu zaczęły docierać dźwięki opadających drzew, ziemia nieznacznie osuwała się w tamtą stronę.

[Obóz ognia]



    Akemi dojrzał swój cel i ruszył nieubłagania nie poprzestając na samym zaatakowaniu kopuły, następny w kolejce był smok, który wyłaniał się z niej. Robaki, które wdzierały się także do kopuły powinny dać mu do myślenia, powinien wiedzieć, że znajduję się tam więcej ninja. Jednak nie przejął się tym wybijając się w powietrze i stając się łatwym celem. Pocisk pomknął w kierunku kryształowego smoka. Kopuła przestała jednak opadać mniej więcej w połowie swojej wysokości kolejne ostrzeżenie. Mamoru wyłonił się zza smoka i w następnej chwili posłał swoją technikę w stronę przeciwnika. Starcię przemieniło się w pojedynek szybkości czy pocisk najpierw dotrze do celu czy najpierw powietrze przetnie Samotnika. Wybuch nastąpił, rozrywając smoka na drobniutkie kawałeczki. Yukina działając niemal instynktownie wypchnęła Kiyoshiego przed siebie służąc mu jako tarcza. Wiatr rozwiał jej włosy na moment przed tym jak wybuchł pochłonął je, zresztą nie tylko włosy dziewczyny uległy spaleniu. Dłoń z bezwładnej ręki praktycznie przestała istnieć, nogę również została stracona. Kawałeczki rozbitego kryształu przeleciały przez dziewczynę tworząc dziesiątki krwawych ran. Właściwie zachowywała świadomość tylko dzięki działaniu pigułki, której moc wkrótce się wyczerpię, a ból powróci ze zdwojoną siłą, być może będzie tak silny, że dziewczyna nie przeżyję. Jednak swoją bohaterską postawą zdołała ocalić Ayamaru. Chłopak nie był cały nie zdołał uniknąć wszystkich skutków wybuchu, jego ciało było podziurawione przez kryształy, niektóre przeszyły na wylot inne, utkwiły w ciele. Maleńka tarcza w postaci dziewczyny nie była w stanie go ochronić przed wszystkim. Jednak jego serce i płuca zdawały się nie naruszone, kilka żeber i kości, głownie nóg, wydawało się być złamanych. Nie było to jednak nic czego nie można by wyleczyć przy odpowiedniej ilości czasu spędzonym w szpitalu. Jednak Akemi nie zamierzał na tym poprzestać samotnik zamierzał wszystkich usmażyć za pomocą elektrycznych filarów. Problemem było, że znowu nie zdołał ich przyzwać na czas. Jego ciało zostało przecięte mniej więcej w połowie prawego obojczyka, pozbawiając Samotnika ręki i nogi. Podmuch wywołany techniką Mamoru sprawił, że obie części rozdzieliły się i zaczęły spadać w przeciwnym kierunku do skoku, który wykonał Akemi. Ayamaru spadł w dół jakieś 20 metrów by wylądować na kryształowej kopule podtrzymywanej przez kryształ nie było to wygodne lądowanie, tym bardziej, że po chwili na jego podziurawionym torsie wylądowała Yukina czy raczej te jej części, które wciąż żyły. Była nadzwyczaj lekka i gorąca, na jej czaszce wyraźnie widać było poparzenia z podziurawionego ciała sączyła się krew. Dziewczyna zapłaciła wysoko cenę za ochronę Ayamaru, a w bajkach to zawsze mężczyźni chronili dziewczynki. Chmura owadów, która ich otaczała zdawała się robić coraz większa.
- Mamoru-san! Ta wojna nie ma już sensu, nikt jej nie wygra. Mogę was zabrać do Chikai jeśli kunai wciąż się tam znajduję.- oświadczyła Hikari pojawiając się znikąd i przypominając liderowi Senju o symbolu przyjacielskich stosunków przekazanemu przez lidera klanu Namikaze. Owady wciąż otaczały wszystkich ninja.

     Odział wyrzutków zmierzał do kryształowej kopuły aby złożyć raport komuś z dowodzenia przepraw nie była łatwa tym bardziej, że przez moment wydawało się, że kopuła się zawali. Jednak stopniowo zgodnie z rozkazem dowódcy zbliżali się do celu. Naglę pod nogi Yoshiro spadło coś z nieba, ściślej mówiąc były to części ludzkiego ciała ręka, noga i cześć tułowia, wszystko złączone razem. Wyglądało jakby zostało odcięte jednym czystym cięciem. Jakieś 100 metrów dalej wylądowała reszta ciała "trupa" Akemiego. Wszystko wskazywało, że mimo przejścia fali wciąż działo się w obozie ognia. Dziwne że robaki bardziej skupiały się na nich niż na trupach.

     Za sprawą  Addate w kominie powstało nowe wyjścia z którego ninja w mig skorzystali, starając się jakoś zorganizować, nie było to łatwe ponieważ nikt nie chciał do końca przejąc dowodzenia. W końcu Kiyoshi zdecydowali się ruszyć do kopuły. Nie słuchając poleceń wydawanych przez Bóg wie kogo i oddzielając się od reszty. Wśród ocalałych było kilku medyków, zwyczajnych medyków jednak bez swojego sprzętu byli bezradni. Satoru udał się na przeszpiegi jednak w okolicy raczej nie było nikogo kto mógłby im pomóc lub przeszkodzić. Wyglądało na to, że nikt nie przejmował się losem ocalałych, albo wszyscy założyli, że nikt nie ocalał. Wiele osób było przemokniętych, wiatr dawał się we znaki, dobrze że przynajmniej temperatura była w miarę przyzwoita, ale to i tak nie wróżył zbyt dobrze na przyszłość.

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2015-10-01 16:53:05)

Offline

 

#165 2015-10-02 11:31:57

Setsuna

Martwy

Zarejestrowany: 2015-06-09
Posty: 19
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Mangekyou Sharingan
Ranga: Lider Klanu
Płeć: Kobieta
Wiek: 32

Re: Jezioro pamięci



       Wojna - jedni się jej boją, drudzy wręcz pragną ale prawdą jest, iż nie ma nic potworniejszego. Ludzie zawsze czuli grozę przed tym słowem i konsekwencjami jakie ze sobą niesie lecz dopiero gdy wpadasz w wir walki i dochodzi do Ciebie fakt, iż to właśnie wojna Cię otacza, czujesz największy strach. Twoi towarzysze giną, jeden po drugim, wręcz hurtowo niczym zwierzęta na uboju a Ty, nawet mimo swej siły nie potrafisz uratować ich wszystkich. Setsuna obejmowała rangę lidera klanu, w którego murach się urodziła, żyła i dorastała a jej zadaniem była właśnie ochrona potomków ludzi, którzy niegdyś sprawowali nadzór nad jej zdrowiem. Niewątpliwie leżała na niej ogromna odpowiedzialność a nawet największa, jaką w życiu można osiągnąć i chwila słabości tak istotnej jednostki, może wpłynąć na morale wszystkich podkomendnych. Nie wiedzieć czemu ale to właśnie się wydarzyło. Silna i pewna siebie kobieta, jakby zamarła pod natłokiem walk. Wszystko przecież szło z początku dobrze. Obóz Gorących Źródeł odpierał ataki Kraju Ognia i jego sprzymierzeńców, serwując nawet własną salwą technik z wykonaniu kilku nietuzinkowych ninja. Posłała również obiecującą dywersję złożoną z jej podwładnych i miał to być punkt kulminacyjny! Tymczasem jednak po prostu zamarła. Za dosłownie kilka chwil, ich obóz miał zostać praktycznie zmieciony z powierzchni ziemi a ona nic nie mogła na to poradzić. W gwoli bezradności, jakby nawet nie próbowała aktywować Susano, by ocalić chociażby swoje i kilka innych żyć. Patrzyła, obserwowała, czekała.
       Wtem pojawił się przy niej lider Samotników, Ichuza, jej przyszły mąż. Za pomocą swego sumona, ukrył ich w jego wnętrzu by przetrwać ten potworny atak i dać szansę na kontrę. Nastąpił wybuch. Kobieta czuła się nieco ogłupiała bo miała wrażenie jakby nic się nie stało. Wciąż stała we wnętrzu ślimaka a obok niej znajdował się przyszły mąż. Czyżby przetrwali atak? Wtem zdała sobie sprawę, że nie znajdują się już tak gdzie wcześniej. Z Gorących Źródeł przenieśli się do miejsca, które było dla niej kompletnie obce. Trzymając rękę wybranka, wydostała się ze ślimaka by ujrzeć malownicze widoki. Na kilka sekund wojna przestała być kompletnie istotna a ona sama z pozostałymi, którzy przetrwali, znajdowała się od pola walki wyjątkowo daleko. Szybko jednak obudziła swe zaspane myśli, rozumiejąc iż wybuch był tak silny, że wymusił powrót summona do swego domu. To nawet zabawne, że teraz to oni w pewnym stopniu byli przyzwani a role odwróciły się.
       Ichuza jednak wciąż trzymał zimną krew, dzięki czemu i liderka klanu Uchiha zebrała się do kupy. Nie odpuszczając mężczyzny na krok, napawała się złością do swej bezradności. Musiała wrócić na pole walki i pokazać moc Uchiha, jednak uzależniona była od summona samotnika, który ponownie pośle ich na pobojowisko. Nie czuła już strachy, zmotywowana i napędzona adrenaliną szykowała zasoby chakry do wyzwolenia już w niedługim czasie.
   - Ichuza, zanim tam wrócimy, musimy mieć jakiś plan!


http://i.imgur.com/HUl9do0.jpg
Chcę waszej fantazji.
Chcę waszej energii.
Chcę widzieć wasze ręce.
Chcę utonąć w oklaskach.

Offline

 

#166 2015-10-02 14:10:23

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 937
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Jezioro pamięci



Shukaku has come!


Staruszek nie raczył mi odpowiedzieć na żadne z pytań, podkreślając wagę sytuacji w jakiej się znajdujemy. Z jakiegoś powodu był on wiarygodny i nie czułem w nim wroga, lecz moja wrodzona natura i przeżycia z przeszłości, zawsze tworzyły pewną barierę nieufności co do ludzi. Wtedy wyciągnął w moim kierunku rolkę z papierem, chodź nie była to ta, którą przed chwilą się podcierał a jej wygląd wskazywał na inny cel użytku. Właściwie przypominało to bardziej zwój i to pełen przeróżnych symboli, układających się w przedziwnych szlaczkach. Jeśli miałbym być zupełnie szczery, to nie do końca miałem pewność do czego miałoby to posłużyć, chodź kojarzyło mi się to z Fuuinjutsu, gdzie moja wiedza i tak kończyła się na iście podstawowej technice z tego zakresu. Chwyciłem ów zwój papieru jakby bardziej z ciekawości niżeli jego rozkazu i wtedy w głowie wybuchła burza pytań. Czy on właśnie powiedział, że chce coś a raczej kogoś z niego wyciągnąć? Wpadłem w lekką konfuzję, nie potrafiąc zrozumieć co on tak na prawdę ma na myśli, lecz widząc jego wcześniejszy spokój, który przerodził się w nagły pośpiech, łatwo było załapać, że była to sprawa niezwykle istotna i niecierpiąca zwłoki. Odwróciłem spojrzenie na twarz śpiącego chłopaka, który wydawał się właśnie budzić ze swojego mocnego snu. Był jakiś inny. Zaczynała bić z jego strony przedziwna chakra, która jakby rosła coraz to bardziej i gwałtowniej. Za plecami usłyszałem krzyk dziadka, wiejącego z miejsca w którym staliśmy - "Za późno, uciekaj!". Co mogło go, aż tak wystraszyć w tym chłopaku? Czyżby był aż tak silny? Niemożliwe, przecież staruszek strącił go jednym strzałem z drzewa jakby nigdy nic! I wtedy się zaczęło.
       Ślepia chłopaka przybrały wygląd godny potwora a energia, która kumulowała się w okół niego, powoli zaczynała mnie paraliżować. Moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości a usta jakby same się otworzyły, ukazując na mojej twarzy istny szok. Postać zaczęła unosić się nad ziemią jakby szykując się do przemiany. Wtem ziemia pod moimi nogami gwałtownie zaczęła się osuwać, zapadając się i jednocześnie unosząc pod chłopakiem, który zaczynał się nią oplatać. Wtedy poczułem niewidzialnego plaskacza na swoim prawym poliku, który wybudził mnie z transu i zszokowania, każąc uciekać. Wyskoczyłem na 20 metrów w górę i widząc jak drzewa powoli zapadają się razem z podłożem, postanowiłem odbijać się od pni, korzystając również z umiejętności chodzenia po drzewach by nie stracić równowagi, pędząc w tym samym kierunku co dziadek [Szybkość:155]. Najchętniej użyłbym techniki, która przeniosła by mnie daleko stąd, ale każda sekunda decydowała o moim być lub nie być. Spoglądałem co chwilę za siebie, doglądając istnej metamorfozy chłopaka w potwora. Czyżby legendy o Bijuu były prawdziwe? Wszystko wydawało się jakby zgadzać, chociaż widok budził lęk a zarazem podziw. Las, w którym jeszcze chwile było tak spokojnie, zaczynał przeradzać się w pusty plac a bestia nieprzerwanie powiększała swoje gabaryty, zbliżając się do rozmiarów wieżowca. Mój sharingan lustrował potwora, który emanował coraz to potężniejszą chakrą. Można było wręcz odnieść wrażenie jakby jego energia nie miała limitów. W dłoni wciąż ściskałem rolkę, którą otrzymałem od dziadka i schowałem ją pod płaszcz gdzie wsunąłem przedmiot za pasek, by ten nie wypadł mi niepostrzeżenie. Z jakiegoś dziwnego powodu poczułem podniecenie. Czyżby stało przede mną największe wyzwanie życia? Pokonanie tego byłoby czymś niesamowitym, chodź legendy mówią o zaklinaniu ich w ludzkich ciałach. Pytanie tylko, kto wtedy sprawuje kontrole nad ciałem? Czlowiek czy bestia?

Offline

 

#167 2015-10-04 15:49:32

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

Ślimak



     Leczenie dla wyspecjalizowanego medyka nie jest czymś trudnym, a czasochłonnym i męczącym. Po jednej stronie ślimaka znajdował się mój brat, po drugiej ja wraz z Setsuną, po bokach zaś reszta osób, którym udało się przetrwać wybuch. Co jakiś czas spoglądałem w dal, przypatrywałem się krajobrazowi tego królestwa myśląc, czy aby nie wrócić tu jeszcze kiedyś i nie zbadać innych gatunków ślimaków. Niemniej skupiłem się na procesie regeneracji, który zajął kilkanaście minut, a minuty te dłużyły się i dłużyły. Odpadłem na bok podpierając ręką o miękką trawę, a wzrok spoczął na liderce czerwonookich. Uśmiechnąłem się wiedząc, że nawet w takiej sytuacji jest w stanie powstrzymać nerwy i niepotrzebne emocje. Kiwnąłem głową przytakująco, choć zdanie miałem zupełnie inne.
   - Plan? Ciężko tutaj mówić o jakimkolwiek planie zważając na to, że po naszym obozie prawdopodobnie nie zostało nic. Musimy jednak wygrać tę wojnę, gdyż na niej jeszcze moi ludzie się bawią, tu Akemi, a tam Ayatane zapewne. Nie mam jednak pojęcia jak wydostaniemy się z tego miejsca. Musimy trzymać się ślimaka i liczyć na szczęście, że ktoś go przywoła, a wraz z nim i nas. - Opuściłem nieznacznie głowę i zamknąłem powieki. Obok mnie zasiadł Ichaza, który także wyglądał na dość zmęczonego. Oddaliśmy się małej drzemce do czasu, aż ktoś nas stąd uwolni. A Setsuna? Niech nie odchodzi, ona także musi liczyć na jakieś szczęście. Jeżeli chce planu, to niech sama nad nim sobie myśli. Po powrocie na pewno nie będę mieszał się w walkę bezpośrednią, zapewne nie jestem tak wykwalifikowany w boju jak ona. Gestem dłoni wskazałem, by położyła się na ziemi obok mnie i wyluzowała. Nie ma potrzeby martwić się nad poziom. Odpoczynek dobrze nam zrobi, w końcu nie wiemy co takiego nas na bitwie spotka. A może to nasze ostatnie wspólne chillowanie? Chwile trzeba chwytać.

Starcie "Liderów"


To be continued..



     Ognista fala przeszyła górną część walki, choć nagły jej wybuch zmienił kierunek. Matsuo odskoczył z twardego ogona, wykonał pełne salto i wylądował wewnątrz szkieletowej obrony. Tam Yasuhiko przeskoczył na ramię klona i zajął się przekazywaniem zasobów chakry. Haruhiko okrył zgromadzonych swoim cielskiem, by w razie potrzeby odeprzeć niechciany atak. Ułożył się tak, by widoczność Samotników nie była ograniczona, ani także nie utrudniała rozmowy. Wtem Shinsaku wypowiedział słowa, które wewnątrz głowy Matsuo obiły się pustym echem, a wynikiem tego był specyficzny i głośny, wręcz przerażający śmiech. Jego dłonie spoczęły na zmęczonej, popękanej i wypłowiałej twarzy. Chwytały to, co powstało skutkiem starzenia się oraz zmartwychwstania, grube i sztuczne płaty skóry. Czarne jak węgiel włosy rozeszły się kaskadą wzdłuż szczęki, kończąc na szerokich ramionach. Metalowa zbroja oddała charakterystyczny dźwięk, który rozniósł się z wiatrem, a gdy czerwonooki powstrzymał prawie nieopanowany śmiech, spuścił dłonie nisko, a kontrolę nad jego umysłem przejąłem ja. Dość było niepotrzebnych, niekorzystnych dla nas, choć bardzo widowiskowych zachowań.
   - Po naszym dowództwie nie zostało nic, a twoją jest to winą, Shinsaku. Próżnym duchem i próżnym sercem, próżnym twym zachowaniem doprowadziłeś do tego, co teraz z wielkim bólem me oczy dostrzegają. Jednak my mamy dla kogo walczyć. - Wyprostowałem sylwetkę Matsuo, uniosłem jego podbródek i wzniosłem dłonie ku niebu, choć w prawdzie palce wskazywały posturę przywódcy wyrzutków.
   - Nie tylko zabiłeś wielu żołnierzy, wielu niewinnych i wielu, co nadzieję w dobrą, czystą i sprawiedliwą przyszłość pokładali. Sprowadziłeś także i moich żołnierzy tam, gdzie ja nie zamierzam się jeszcze wybrać. Nie bądźże tchórzem, Shinsaku Nakayama! Dokończ to, co sam zacząłeś, niech zmierzą się dwie najpotężniejsze organizacje na tym świecie! Wywarłeś agresję wobec nas, kierując się jedynie własnymi potrzebami. Twa ślepota nie dostrzega prawdy i skutków, jakie ta wojna ze sobą niesie. Nie wątpię jednak, że posiadasz jeszcze choć krzta honoru, że nie odchodzisz z podkulonym ogonem, a pełną odpowiedzialność za swe słowa na własne barki bierzesz. Zbierz wszystkich swoich ludzi, niech przybędą tutaj, bądź wybierz najlepszych, a my wskażemy swoich. Niech to będzie walka równa, Samotnicy przeciwko Wyrzutkom. Czyż nie do tego właśnie doprowadziłeś? Śmiesz prosić o zaprzestanie walki po czynie godnym pożałowania, walcz, albo pozwól roznieść prawdę po świecie, żeś tchórz, żeś człowiek bez honoru i żeś śmieć, jakich pełno na tym splugawionym świecie. - Wypuściłem powietrze, Matsuo opuścił dłonie i czekał, aż Shinsaku podejmie decyzję, czy dokończy spór, jaki sam wywołał, czy okaże się jedynie nic niewartościowym, pysznym i egoistycznym karaluchem. Brałem go za człowieka porządnego, a przede wszystkim mądrego. Winien odróżnić ideologię Ognia, od potrzeb Źródeł. Co takiego mogło nim kierować, jak nie własne zachcianki? Jeżeli postanowił nas zaatakować, to niech teraz weźmie odpowiedzialność we własne ręce, jak mężczyzna i dokończy rzeź, którą sam zapoczątkował. A walka ta niech będzie uczciwa i prawdziwa, samotnicy i wyrzutki.
     Podczas mojej przemowy dołączył Akemi. Oddział Aburame spisał się świetnie, doprowadził samotnika, a choć rannego, to chociaż żywego. Rzuciłem mu przyjazne spojrzenie, lecz tylko na moment, gdyż całe skupienie poświęcałem wyrzutkowi. Wzrokiem błądziłem pośród chmur, które go otaczały.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2015-10-05 16:17:55)

Offline

 

#168 2015-10-04 16:05:13

Miyuki

Nikushimi

Zarejestrowany: 2014-05-11
Posty: 15
Klan/Organizacja: Samotnicy
KG/Umiejętność: SnK [6]
Ranga: Zastępca Lidera
Płeć: Kobieta
Wiek: 23

Re: Jezioro pamięci

     Okrążałam obóz, a wraz ze mną droga siostra, której wyraz twarzy był niecodzienny. Spoglądała na wszystkie martwe ciała, na zakrwawione bronie i wnętrzności porozmazywane na pozostałych skrawkach od namiotów. Szłam pierwsza, mój krok był powolny, a ręce splecione nad pośladkami. Brodę unosiłam wysoko, okazywałam nie tyle co wyższość, a powagę oraz pewność siebie. Co jakiś czas stawiałam stopę nieco wyżej, by ominąć kałużę krwi, bądź poprzewracane kije, filary czy inne zniszczone konstrukcje. Zdarzało się także, że omijałam większą część terenu z powodu utrudnienia w przejściu. Wzdychałam na każdy nalot chłodnego wiatru, i czekałam. Po paręnastu minutach spoglądania na potworną rzeź, przed obliczem mojej siostry pojawił się cienisty klon, który zebrał odpowiednie informacje, a teraz przybył się z nami podzielić. Ruszyłam prosto do niej, choć tempa nie zmieniłam. Martwiłam się, to fakt, jednakże emocje powściągnąć także potrafiłam. Nim wypowiedziałam słowo, siostra zaczęła mówić pierwsza.
   - Z tego co udało mi się dowiedzieć, Ichuza oraz Setsuna, liderka klanu Uchiha, schowali się w Katsuyu, a po wybuchu nie zostało po nich żadnego śladu. Dodatkowo okryli się strumieniem wody, lecz i ten nie przetrwał. Nie wiem na ile te informacje są prawdziwe, gdyż wypowiedział je jakiś staruszek, który wszystkiemu przyglądał się z daleka. Ocalał, wielki szacunek dla niego. - Westchnęła, a ma ręka powędrowała do podbródka głaszcząc go i jeżdżąc wzdłuż szczęki.
   - Nie wygląda to dobrze. W najlepszym przypadku zostali cofnięci razem z Katsuyu do królestwa ślimaków. Zapewne minęło kilka godzin od tamtego momentu. Chodź, musimy tam dotrzeć. - Wskazałam palcem odległy punkt, który mieścił się poza obozem. Głupia nie byłam, wiedziałam, że przywołanie winno się odbyć daleko od centrum potencjalnego zagrożenia. Samo przebywanie tutaj jest już jakimś ryzykiem. Nawet gdyby nie udało nam się przywołać Ichuzy, będę miała świadomość, że chociaż próbowałam. W innym wypadku potwierdzą się moje przypuszczenia, że zmarł, choć czy nie byłoby to zbyt proste? Wzruszyłam ramionami i ruszyłam z siostrą poza mury, a raczej poza ich ocalałe fragmenty. Klon, który przekazał nam odpowiednie informacje powędrował prosto do rannych, by dalej zajmować się leczeniem.
     Będąc na miejscu złożyłam pieczęć, rozgryzłam kciuk i przyłożyłam dłoń do ziemi. Asekurowała mnie siostra, która w razie jakiegokolwiek problemu poinformuje mnie o tym. Na szczęście wszystko przebiegło pomyślnie, to też wypowiedziałam nazwę techniki, a pod moimi stopami rozległ się popielaty dym.

1. Użyta technika: Kuchiyose no Jutsu

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#169 2015-10-04 21:35:06

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Kto śmiał... Nie wybacze. Każdy kto jeszcze żyje w tym momencie zginie. Moja cierpliwość skończyła się. Mimo, że leżałem na ziemii bez ręki oraz nogi byłem w pełni świadomy. Nici z obu kończyn powędrowały w strone największego trupa, którego tutaj widziałem. Urwały mu natychmiastowo nogę oraz rękę. Po tym od razu zabrały się za przyszycie mi tego co pożyczyłem od nieznajomego. Wyglądałem dość specyficznie, ponieważ kolorystycznie nie pasowały one do reszty mojego ciała, a ubytki, które pozostały po ataku i tym, że możliwym jest to, że wziąłem o ciut mniejsze części ciała, zostały wypełnione nićmi. Czułem ogromny gniew... Byłem gotowy zamordować każdego na swojej drodzę... Chwila. Muszę ochłonąć, nie mogę w tak łatwy sposób wpaść w szał. To nie odpowiedni moment, ani miejsce na to.

      Jednak nie mogłem im tego darować. W moich oczach nadal było widać gniew i chęć zemsty, ale musiałem pogodzić się z faktem, że nie zrobię tego osobiście. Czułem w sobie jeszcze sporę pokłady chakry, dlatego też złożyłem pieczęci, a obok mnie pojawiło się pięć moich klonów. Początkowo miały za zadanie zabić wszystkich rannych, a w szczególności tych najbliżej kopuły. Następnie mieli zająć się tymi z jej środka. Gotowi do swojego zadania ruszyli z całkiem dużą prędkością [szybkość 340]. Ja natomiast dałem sygnał Aburame, którzy ciągle obserwowali całe zajeście. Widząc to, wysłałi po mnie na tyle dużego ptaka, bym mógł na nim wrócić do obozu swoich towarzyszy. Kiedy tylko znalazł się na jakieś dwadzieścia metrów nade mną, wskoczyłem na niego, a ten wzbił się raze ze mną w górę, po czym ruszył w kierunku obozu. Oczywiście podczas całego skoku byłem gotowy do obronny, ponieważ praktycznie całe moje ciało zostało owinięte przez moje nici. Teraz całą nadzieje pokładałem w swoich klonach, które dysponowały rozmaitymi umiejętnościami, gotowi nawet zabić kobiety i dzieci.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#170 2015-10-06 09:06:19

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Jezioro pamięci

    Gdy tylko dostrzegł blondwłosą dziewczynę, Logen natychmiast nakazał towarzyszom zatrzymać się. Utrzymanie bezpiecznej odległości w tej sytuacji było niezbędne, skoro nie wyczuł ich dzięki swoim zdolnościom. Mogli być dużo silniejsi, dlatego to oni musieli zachować czujność. Wyglądało to tak, jakby tamci czekali na nich; jedno z nich mogło być sensorem, lepszym niż był Logen. Na pytanie zadane przez rudzielca Logen nie znał odpowiedzi. Mimo swoich zdolności nie potrafił powiedzieć o co tamtemu chodzi. Jednak sytuacja wymagała rozwiązania, a to ciągnęło za sobą czas.
    Młody mężczyzna napomniał się w duchu, że nie wyjawił żadnego z planów swoim towarzyszom, a teraz znaleźli się w jednej z sytuacji, o których rozmyślał i planował. Jakby to teraz rozegrać? Rozmowa z Ikkyo czy Suezo może sprowokować tamtą dwójkę, a odpowiedź – nawet szczera, że nic nie wiedzą – może zostać uznana za kłam. Nie znosił takich sytuacji, jednak nie mógł tracić czasu na narzekania.
    - Mówisz o wielkim skupisku chakry? – zapytał pierw, aby się upewnić i nieco zagrać na zwłokę. W głowie już szalały różne rozwiązania i sposoby, jak je przekazać pozostałym.
    Kątem oka Logen spojrzał najpierw na Ikkyo, potem na Suezo. Prawą dłoń zacisną pomału w pięść, aby następnie ją powoli otworzyć. Chciał tym zwrócić uwagę Ikkyo, żeby był gotów na atak, lub też obronę. On sam jednak planował inaczej rozwiązać ten spór, choć sam nie dałby rady. Trzymał w pogotowiu szybkie rozwiązanie – przynajmniej tak mu się wydawało.
Chciał wykorzystać GenJutsu, poprzez zwykłe wskazanie palcem na dwójkę oponentów. Jeśli to by się udało, przynajmniej zmniejszyłby ilość wrogów. Poza tym nie mogli być pewni, że tylko ta dwójka tu jest. Ale ten plan był dopiero do wdrożenia, w zależności od zachowania tamtych; może tylko rozmowa wystarczy.


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#171 2015-10-06 18:37:35

Yoshiro

Martwy

50579205
Zarejestrowany: 2015-01-10
Posty: 206
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Płeć: Męzczyzna
Wiek: 24

Re: Jezioro pamięci

      Dostaliśmy się na miejsce docelowe, niekoniecznie jednak możemy nazwać je obozem. Zostało doszczętnie zrujnowane przez ataki wojowników opozycji. Najwięcej szkód oczywiście wyrządziła gigantyczna fala, która pochłonęła ze sobą wiele żyć, a także większość zabudowań. Ziemia na całym terenie dokoła mnie była przemoknięta, wszędzie dało się zaobserwować kałuże, czy to mniejsze, czy też całkiem duże. Do tego dochodziły jeszcze ruiny, których woda nie była w stanie ze sobą zabrać. Kawałki budynków, dachów walały się po podłożu. Ogólnie, nie było to zbyt przyjemne miejsce.
      Nasza grupa, jak już było wielokrotnie wspominane, miała zagadać do kogoś z dowództwa, aby przekazać im waże wieści. Nie wiem jak reszta, ale w pewnym momencie przestałem się tym przejmować. Ito prawdopodobnie już z kimś rozmawiał, aczkolwiek nie interesowało mnie to za bardzo. Doskonale wiedziałem, że poradzą sobie beze mnie, dlatego nie musiałem sobie zawracać tym głowy.
      Podążając za resztą odzdziału, mijając zwłoki różnych ludzi, zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że wydarzy się coś podobnego. W pewnym momencie, spadły nieopodal mnie zwłoki, a właścicie ich resztki. Była to mniej niż połowa ciała jakiegoś człowieka. Wyglądała, jakby ktoś wykonał jedno, a bardzo celne i potężne cięcie. Co ciekawe, wcale nie było tam krwi. Normalnie powinny być tam setki żył i tętnic, a krew powinna wręcz tryskać. Jaki zatem jest powód? Może ciało jest tu od dawna, a czerwony płyn ustrojowy zdążył już się wydostać? Niemożliwe, w takim ciało nie spadłoby z góry.
      Cóż innego mogę zrobić, jak nie obejrzeć się w kierunku, z którego nadleciały do mnie szczątki? Tak uczyniłem, a dane mi było zobaczyć mężczyznę, który owe części ciała utracił. Nie było to jednak dla niego problemem, bo już w kilka sekund uzyskał zamienniki. Cóż to jest za technika! Wspaniała, a jej właściciel zapewne jest bardzo potężny. Miałem nadzieję, że mnie nie widział i nie przyjdzie mi się z nim zmierzyć. On natomiast stworzył swoje repliki, a następnie udał się z tamtego miejsca.
      Klony? Nie powinny być tak silne, jak oryginał, a przynajmniej tak mi się wydawało. Poczułem delikatną ulgę, że wojownik odleciał, aczkolwiek problemem są jego imitacje, których cele wciąż nie są mi wiadome. Pozostało mi tylko czekać, aż coś się stanie. Cały czas trzymałem się blisko drużyny wyrzutków, a oczy miałem dokoła głowy. Od incydentu z upadającymi zwłokami, muszę mieć się na baczności.


http://i.imgur.com/LXSXbxc.png

Offline

 

#172 2015-10-06 19:04:09

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Jezioro pamięci

   Pędzący w stronę "Ichuzy" klon natarł na ścianę ognia i dokonując samodestrukcji, uchronił towarzyszy przed niechybną śmiercią w odmętach ognia, którymi ten ich poczęstował. Shinsaku tymczasem dołączył do ocalałych Wyrzutków, unosząc się na jednym z przyzwanych kruków. Stał wyprostowany, prężąc się na tle powolutku zachodzącego słońca. Spoglądał z góry na skulonych za potężnym tworem klanu Uchiha Samotników, wysłuchując pełnych nienawiści słów, jakie rzekomy ich przywódca kierował w jego stronę. W czasie jego niezbyt przyjemnego monologu każdy z Wyrzutków przeskoczył na łopoczące co rusz skrzydłami kruki. Póki co żaden z nich nie oddalił się jednak na zbyt dużą odległość.
   - Nie mówisz chyba poważnie, Ichuzo Futago. Jak ktoś taki, jak ty, może mówić o honorze, kiedy parasz się czymś tak ohydnym, jak otaczanie bezgranicznie ci oddanymi trupami? Jak śmiesz wyzywać nas na, twoim zdaniem, równy pojedynek, kiedy twoje ciało przywłaszcza sobie umiejętności klanów Uchiha oraz Senju? Nie wspominając już o możliwościach, jakie drzemią w twoich paskudnych ożywieńcach, których zapewne już dawno nadgryzłby czas, rozkładając doszczętnie ich sylwetki, gdyby nie twoja ingerencja? Zapewniam cię, że nie zostawię twej sprawy samej sobie. Nie jestem jednak idiotą - ani mi się śni stawać do nierównej walki, kiedy twoi poddani mogą walczyć bez końca. Nie ważne, jak bardzo uda nam się ich uszkodzić. Wiedz jednak, że na tym nie koniec. Przyjdzie ci zapłacić za zbrodnie zbezczeszczenia pamięci tego, jak i zapewne wielu innych wojowników!
   Był wściekły, chociaż nie dało się tego posłyszeć w jego głosie. Był bowiem na tyle opanowany, dzięki doświadczeniu płynącemu z obejmowania tak poważnej pozycji przez tyle czasu, by stłumić w sobie zbulwersowanie nie tyle czynami Ichuzy, co jego hipokryzją. Na dodatek śmiał dyktować mu warunki świadczące o honorze i oceniać jego wartość? Nie, to nie była decyzja należna do niego.
   Ściszył głos, by przekazać swym podwładnym plan, jaki zrodził się w jego głowie. Uzyskał przy okazji informację, o zbliżającym się do nich wojowniku. Nakayama w mig pojął, że musiał to być sam Akemi, który wcześniej wyruszył na samodzielną akcję przeciwko całemu obozowi Kraju Ognia. Gdy tylko dowiedział się o tym, Shinsaku skierował w jego stronę dwójkę z ptaków, aby wysadzić je w odpowiednim momencie. Celem było uszkodzenie czy to jego ciała, czy pozbawienie go środku transportu. Towarzyszący mu ninja zwrócił jeszcze jego uwagę na poruszający się piasek. Ronijczyk miał w pamięci zdolności piaskowego pomocnika Samotników, tak więc podejrzewał, że zdążył się już zregenerować, a teraz szykował na nich jakąś specjalną, zabójczą technikę.
   Kiedy wszyscy znali już plan, rozdzielili się nieznacznie, utrzymując odległości pomiędzy sobą w granicy 15 metrów. Ronijczyk machnął ręką, a oni wiedzieli doskonale, co powinni uczynić. Powietrze wokół pokryła niezliczona ilość baniek mydlanych, które w szybkim tempie opadały w dół, tworząc wokół Samotników nieszczelną zasłonę. Kobieta dzierżąca ten dziwny przedmiot, z którego bąble się wydostawały, wydała z siebie donośny okrzyk. Wszyscy poinformowani zamknęli oczy, a okolicę zalała fala ostrego światła.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


_________________________________________________________________________________



   Ito, widząc całe zajście, natychmiast znalazł się przy kopule, przy której zresztą rozmawiał z jednym z kapitanów, dowódców, czy kogokolwiek innego, kto był uprawniony do otrzymania informacji o wspomożeniu ich strony przez oddział Wyrzutków. W dużym pędzie wdrapał się na kryształową kopułę, wbiegając po niej, by pochwycić w swe ramiona najpierw Yukinę, a później, łapiąc pod pachą już nieco mniej delikatnie, samego Ayamaru. Czuł się w obowiązku, by pomóc tym, którzy musieli zmierzyć się z tym potworem. Przetransportował ich zatem czym prędzej poza zagrożony obszar, docierając na skraj zdezelowanego obozu, gdzie czekała grupa medyczna. Troje spośród pięciu medyków zajętych było przeszukiwaniem ciał, by odnaleźć cudownie ocalałych. Pozostała dwójka przystąpiła do udzielania pierwszej pomocy rannym i tamowania krwi. Na ubytki w kończynach niestety nie mogli w tamtej chwili nic poradzić. Upewnili się jednak, by nie doprowadzić do martwicy żadnego z naczyń krwionośnych czy zakończeń nerwowych, by w przyszłości można było przywrócić im pełną sprawność. W znacznie lepszym stanie był przedstawiciel Kiyoshich, który lada moment powinien odzyskać przytomność. Wówczas zostałby poczęstowany pigułką prowiantową.
   Ito Usaku okrył się zbroją błyskawic, by znacznie zwiększyć swą prędkość i dołączyć do reszty oddziału Wyrzutków, którzy wyruszyli stawić czoło sobowtórom demonicznego faceta, któremu nie straszne było wspieranie swego ciała kończynami należącymi do poległych wojowników. Odnalazł tam swojego brata, Iso, który również aktywował swoją umiejętność. Akami przyglądał się całej scenie katastrofy z niekłamaną euforią, jednak widok brata ostudził jednak nieco jego przyjemność. Nie chciał stawać mu naprzeciw. Działałby wówczas wbrew sobie. Postanowił jednak ostrzec sojuszników, zdradzając im asy, jakie mógł chować po rękawach jego brat, zastępca przywódcy Samotników. (Nie wiem, ile o sobie wiedzą, więc tutaj trzeba sięgnąć po opinię Akemiego lub administracji).

Ostatnio edytowany przez Shinsaku (2015-10-06 19:04:49)

Offline

 

#173 2015-10-06 20:41:58

Mamoru

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-03-14
Posty: 66
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton [?]
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 35 lat

Re: Jezioro pamięci

Praktycznie udało mi się wykonać wszystko co sobie zaplanowałem. Niestety... nie udało mi się ochronić od obrażeń Senju i Kiyoshiego. Zamiast obserwować radzącego sobie z obrażeniami przeciwnika, postanowiłem zająć się najciężej rannymi i, jak się okazało, pojawiający się znikąd członek Namikaze umożliwił mi to. W tym czasie moje towarzyszki przerwały osłanianie wszystkich drewnianą kopułą. **

- Tajū Mokuton Bunshin no Jutsu

Rozpocząłem od stworzenia 3 klonów, z których dwa popędziły w kierunku Ayamaru i Yukiny (około 400 szybkości). Plan był prosty, dostarczyć rannych, najszybciej jak to możliwe, do Hikari. W czasie wykonywania tego manewru zwróciłem się do Asami, mojego medyka:

- Asami, wróć do naszej siedziby wraz z moimi klonami i postaraj się nie dopuścić do śmierci tej dwójki. Proszę!


Kiedy już wszystko ustaliłem i moje klony bezpiecznie przyprowadziły poszkodowanych zwróciłem się do Hikari:

- Będę Ci dozgonnie wdzięczny, jeśli zabierzesz moich rannych i mojego medyka do mojej siedziby. Tam Asami postara się ich wyleczyć, o ile będzie to możliwe.


Tyle. Nie było czasu na pogaduszki, ponieważ rywal, pomimo znacznych obrażeń, nie ustępował. Jego klony rozpoczęły szturm, ale był on specjalnie zorganizowany. Dlatego też czekałem spokojnie, wraz z klonem u mego boku, na dalszy rozwój sytuacji. Obok mnie pojawiła się Amaya, która nie dostawszy konkretnych poleceń postanowiła spróbować na coś się przydać. Czekaliśmy, jedynie to pozostało w obecnej sytuacji.

** Do ustalenia przez MG na jakim etapie skończyły.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


[img][/img]



OCHRONA [NPC]: Amaya

Offline

 

#174 2015-10-07 12:56:43

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

Shinsaku i jego ptaszek.



     Matsuo rozluźnił mięśnie zwieracza, by oddać głośny pierd, który postawił na nogi wszystkich Samotników. Wiedział, jak motywować swych ludzi do walki. Chwycił podbródek prawą ręką i wysłuchał przemowy Shinsaku. Cóż, wyglądało to bardziej jak dziecinne przekomarzanie się, niżeli poważna rozmowa na poziomie. Wzdrygnął ramionami i odwrócił na moment spojrzenie, by ogarnąć wszystkich zgromadzonych. Pomysłu na walkę nie miał, to też widząc, że wyrzutki zachowują jeszcze większy dystans, ucieszył się. Uśmiech, ten paskudny i niepasujący do typowego, dzielnego Samotnika, zmienił się na dość specyficzny, bardziej rozgarnięty, po prostu normalny. Miał pewność, że przywódca drugiej w kolejności względem potęgi organizacji nie zaprzestanie walki. Posiadał także świadomość, że umrzeć drugi raz nie może, więc nie odczuwał strachu, a nad wyraz mocną odwagę i pewność siebie. Mimo, że jego wzrok nie sięgał Shinsaku, to sharingan na najwyższym poziomie nadal pozostawał aktywowany. Wtem złożył dwie pieczęcie, a latający, czarnowłosy lider poczuł ugryzienie w okolicy prawego uda i lewej strony szyi. Okolicę ogarnęło światło tak mocne, że cienisty klon został zmuszony do natychmiastowego powiększenia swojego susanoo - nie wiedział bowiem, co takiego może go spotkać pod przykrywką osłony światła.
     Za pomocą umysłu kontrolowałem ruchy wszystkich swoich marionetek, wydawałem im polecenia, analizowałem sytuację oraz przekazywałem informacje, które teraz potrzebne im są w walce. Dzięki temu mogli rozumieć się bez słów (Matsuo i Miyaguchi). Zacząłem od piaskowego ninja, którego dłonie zdążyły się zregenerować, wciąż formowały pieczęć, jak wtedy, gdy dosięgnął go wybuch. Piach, którego drobinki unosiły się w powietrzu dokończył konstrukcję. Nim jednak walczący pokryli się szczelnie kopułą, Matsuo odezwał się mymi słowami.
   - Być może masz rację, jestem okropnym człowiekiem. Posunąłem się do tego, by przełamać prawa natury, wskrzesić tych, których miejsce dawno winno być w ziemi. Wiedz jednak i pamiętaj do końca, iż świadomość oni posiadają własną, walczą dla mnie nie z przymusu, lecz z idei. Nie odebrałem im prawa do ruchu, ani do własnego myślenia, i nawet do własnego wyrażania zdania. Gdyby chcieli, już dawno odeszliby z tego miejsca. Jednakże każdy z nich jak tu stoi ma swoje powody do tej walki, bo w przeciwieństwie do Ciebie mają pojęcie jak wyglądać będzie przyszłość po tej wojnie, jeżeli Ogień wygra. Zakończmy jednak te słowa, które gryzą nas nawzajem i dokończmy to w sposób naturalny. - Zamknął na moment powieki. [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość] Także i ogromne cielsko i ogon przywołanego zwierzęcia osłaniało samotników, co w pewien sposób ograniczało działanie światła, wiadomo, że nie w największym, ale w jakimś na pewno.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Shinobu i jego ptaszek.



     Biało czarny ptak z czterema ludźmi na grzbiecie sunął po niebie. Przy jego łbie siedział Shinobu, a wokoło niego unosiło się ponad tysiąc małych robaków. Na grzbiecie zaś Akemi bez ręki oraz nogi, a także samotnik z umiejętnością ożywiania rysunków, oraz jeszcze jeden, który nie ukazał swych prawdziwych zdolności. Nie ukazał i nie będzie miał na to możliwości, gdyż zwrócił się w stronę zastępcy, którego szanował i podziwiał. Obydwoje dokonali wymiany, samotnik oddał swoją rękę, oraz nogę, zaś Kakukoro zaszył dziury, które powstały po oddanie kończyn, by chłopak nie wykrwawił się (za zgodą Akemiego). Nie aktualne.
   - Mamy problem, wyczuwam zbliżającą się chakrę z prędkością podobną do nas. - Shinobu zabrał głos, a tuż po tym ptak zanurkował do dołu rozstawiając skrzydła, by jego szybkość wzrosła jeszcze bardziej. W momencie gdy znaleźli się przy ziemi, zastępca przywódcy Samotników mógł zeskoczyć (jego wybór), lub obserwować jak Shinobu za pomocą robaków tworzy osłonę, która za zadanie miała osłonić ich przed glinianymi stworami. Jego zdolności szpiegowskie pozwalały wyczuwać chakrę na duże odległości. Dodatkowo robaki, których liczebność stale powiększała się, tworzyły łuki w powietrzu z różnych stron lecącego, namalowanego ptaka. Owe łuki chroniły przed atakami z różnych stron, gdyby takowe oczywiście miały nastąpić.
   - Akemi, [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]. - W tej formacji Shinobu pokonał odpowiedni dystans na ziemi i dotarł do samotników, by tam zostawić Akemiego i wzbić się ponownie w przestworza. Stamtąd miał doskonałą widoczność na latającego Shinsaku oraz młodego, czarnowłosego Yoshimaru. Część owadów przedostała się przez nieszczelną konstrukcję z baniek i doleciały do Matsuo.
     Chłopak, którego dziełem był rysowany ptak, machnął na pergaminie jeszcze dwa dodatkowe wzory, a z nich utworzyły się orły. Jeden z nich podleciał do Akemiego, by nie tylko go chronić, lecz także umożliwić latanie. Drugi zaś rozpoczął bezsensowne szybowanie z dala od wyrzutków i samotników.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Według pamiętnika Akamiego oraz jego postów fabularnych, w tym spotkań z Akemim, nie posiada żadnych informacji na temat umiejętności swojego brata.

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2015-10-07 14:01:33)

Offline

 

#175 2015-10-07 16:44:06

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Jezioro pamięci

Ikkyo



     Mknął za Logenem opanowany ciałem, choć nie do końca spokojny duchem. Informacja o sporej grupie napastników nie była dobra. Co prawda nie mogliśmy być pewni, czy to sprzymierzeńcy czy nie. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy - znajdowaliśmy się na terytorium wroga. Granica została przekroczona, niczym Rubikon. Co począć? Nic. Iść dalej. To nam pozostawało. Jednakże taka ilość przeciwników ze sporą chakrą była wręcz wyrokiem śmierci. Nie mieliśmy jednak wyboru - należało iść dalej. W końcu to nasza misja, racja?

     - Jestem gotowy do działania. - rzuciłem sucho. Zwyczajny fakt, tak banalny, dodał mi otuchy. W każdym momencie gotów byłem aktywować mój wzrok tylko po to, aby zwiększyć swoją reakcję. równie dobrze mogłem aktywować jakieś NinJutsu, czy też użyć technik fizycznych - TaiJutsu. Albo iluzji. Cholera, myślałem, że mam plan na wszystko, ale jak będzie? Czas pokaże. Jednakże dobrze, że powiedziałem te cztery słówka. Miałem dzięki nim nagły przyrost motywacji.

     Nagle przed naszą V-ką pojawiły się dwie persony. Logen ich nie wykrył. Czyli sensorzy jak on, ukrywający swoją obecność i chakrę. Nie mamy szans, jeżeli zaczną nam uciekać i będą szybsi. Reagujemy natychmiast, tak przynajmniej sam założyłem. W dodatku dłoń najstarszego z trójki dała mi prosty symbol. Być gotowym na jakieś działanie. Czyli mam wolną rękę, yay, dziękuję Loguś.

     Nie miałem zamiaru odpowiadać na pytanie mężczyzny. Po pierwsze, gówno wiedziałem. Po drugie, nie mieliśmy w tym żadnego interesu. A po trzecie, stary wyga Uchiha powiedziałby to pierwszy. A ja byłem mu posłuszny, na czas tej misji to on dowodził naszą trójką. Kiedy więc zakończył, milczącą postawą wyraziłem, że wiem o co mu chodzi. Następnie próbowałem nawiązać kontakt wzrokowy z którąś z postaci - czy to facetem, czy mężczyzną. Jeżeli tylko nastąpił taki moment - wykorzystałem go. Aktywacja Sharingana jest natychmiastowa. A użycie tej techniki*? Też.
     W każdym razie - jeżeli złapię jedną osobę, robię to samo z drugą. A skutek jutsu? Paraliż. W obu przypadkach.

* * * * *
Klony



     - Ja pierdolę. - przemknęło przez umysł moich replik. To co działo się właśnie w obozie, przechodziło ludzkie pojęcie. Eksplozja. Zniszczenie. A zaraz potem odwrócenie się od nas Samotników. Część ich zaczęła zwyczajnie w świecie wyrzynać pozostałych. Nieważne czy Uchiha, czy Samotnicy, czy wojownicy Feudała... Cóż za pustota umysłu!

     Ponieważ klony znajdowały się w różnych stronach obozu, lecz wiedziały o sobie, podjęły działanie. Jeden miał wyruszyć, aby odnaleźć żywych. Jakiegokolwiek osobnika, ale najlepiej Uchiha, byli łatwo rozpoznawalni przez Sharingana i czarne włosy. I co z nim zrobić? Uratować. Zabrać, oddalić na tyle i w miejsce względnie bezpieczne, bo przecież nie dało się orzec, z której strony nadejdą wrogowie, a co gorsza, kim będą - dawnymi sprzymierzeńcami, czy wrogami z drugiej strony barykady.

     Drugi zaś miał się ukryć, ale w miejscu takim, aby widział co się dalej wyprawia. Najlepiej gdzieś wysoko. Dzięki temu mógł bezpiecznie kontrolować sytuację, w razie czegoś zareagować, albo zwyczajnie zniknąć i poinformować o tym oryginał. Tak to miało wyglądać, przynajmniej według założeń. Oczywiście do kamuflażu mógł wykorzystywać Henge no Jutsu. Również w razie zagrożenia mógł skorzystać z własnych jutsu, o ile miał znaleźć się w tak złej sytuacji.

* Siła Gen - 370; Umysł - 150 - czy uda się użyć ocenia MG

Ostatnio edytowany przez Ikkyo (2015-10-07 16:44:28)

Offline

 

#176 2015-10-07 20:01:31

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Jezioro pamięci

   Woda musiała ponieść ich bardzo daleko, jako że dokoła na próżno było szukać kogokolwiek. Brakowało sojuszników, nie sposób było odnaleźć nawet oponentów. Nie, żeby w jakikolwiek sposób stanowiło to dla niego problem. Adatte rozglądał się jednak w koło nie wiedząc, co powinni uczynić. Skoro ich połączone siły nie potrafiły odeprzeć pierwszego ataku przeciwników, nie mieli tu czego szukać. W zasadzie - takiego przebiegu wydarzeń właśnie się spodziewał. Co on sobie w ogóle myślał?
   Potrząsnął głową. To nie był czas, by rozważać nad tak bezproduktywnymi pytaniami, którymi się zadręczał. Oczywistym było, że najchętniej jak najszybciej uciekałby z tego pieprzonego miejsca. Miał jednak ciągle w głowie jedno - misję, którą sam sobie przydzielił. Gdyby teraz opuścił pole walki, z pewnością jego szanse na wkupienie się w łaski elit Senju zmalałyby drastycznie. Zagryzł zęby. Musiał działać.
   - Satoru, ustal miejsce położenia naszego przywódcy. Koniecznie trzeba zasięgnąć rady, co powinniśmy robić w tej sytuacji, a do tego potrzebne są nam rozkazy dowództwa. W gruncie rzeczy nie otrzymaliśmy od nich jeszcze żadnego polecenia. Jeżeli jest wam zimno, ściągnijmy z siebie przemoczone rzeczy, a któryś z użytkowników Katonu niech użyje względnie bezpiecznej techniki, by je osuszyć. W międzyczasie medycy mogą użyć czegokolwiek, co tylko mamy pod ręką, by ewentualnie opatrzyć nasze rany. Później - niezwłocznie ruszamy. Zachowajcie czujność.
   Rozejrzał się po ludziach zebranych wokół. Może tylko mu się zdawało, ale nie wyglądali zbyt dobrze. W sumie nie było się czemu dziwić. Uzumaki postanowił jednak nieco zatroszczyć się o ich morale, choć nie bardzo wiedział, jak powinien tego dokonać.
   - Słuchajcie! Być może nasi przeciwnicy chcieli nas doszczętnie wybić tą jedną falą, bo jakoś nie widać, aby nacierali na nas w dalszym ciągu. Ale my przetrwaliśmy, nie daliśmy się! A ten wybuch, tam daleko? Na pewno go widzieliście. Czy nie pochodził z obszarów położonych daleko poza murami? Kto wie, może zapewnił nam przewagę w tym starciu? W końcu od tamtej pory do obozu nie przybył żaden przeciwnik! Ruszajmy! Może generał czeka na nas, by podzielić się z nami dobrą nowiną?
   Adatte przez chwilę poczuł się lepiej, jakby wierząc swoim przepowiedniom. Nie wiedział jednak, że oto klony Akemiego w innej części obozu rozpoczynały swój krwawy taniec.

Offline

 

#177 2015-10-07 22:06:41

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Jezioro pamięci

    Pogrążałem się w najgłębszym ze snów. Widziałem ją przed swoimi oczyma. Wydawało mi się, jakbym widział ją po raz pierwszy. Jej miękki głos brzmiał w mojej głowie, wypowiadała moje imię. Słyszałem odbijające się echem w mojej głowie dźwięki, które z każdym powtórzeniem wprawiały mnie w coraz głębszą apatię. Czułem się, jak niemowlę w matczynych ramionach, jej głos otulał mnie. Poczułem, jakbym po tylu latach samotnej wędrówki wreszcie odnalazł miejsce, z którego nie chciałbym nigdy już odejść.
    Dźwięk mojego imienia odbijał się coraz słabiej, a twarz Hikari rozmyła się. Jej piękne oblicze przecięły smugi ostrego, skupionego światła, które przebiły moje ciało. Poczułem przeszywający ból w rękach i nogach, mój wymarzony raj rozpłynął się w oka mgnieniu.

    Spadałem.

    Oślepiło mnie światło, kiedy z przerażeniem otworzyłem oczy. Zdezorientowany zachłysnąłem się powietrzem, jakby był to pierwszy oddech w moim życiu. Zanim zdążyłem go opanować, upadłem z łoskotem na kryształową kopułę, odbijając się od niej nieznacznie.
    Tuż za mną powietrze przecinała moja niedawna pasażerka na gapę. Odruchowo chciałem ją złapać w ramiona, jednak próby spełzły na niczym - ciało zareagowało ostrym bólem, gdy tylko próbowałem poruszyć którąś z kończyn. Ułamek sekundy później zostałem przybity do kopuły ciałem dziewczyny. Nie miałem siły się nawet poruszyć.
    Najpewniej leżałbym tak długi czas, gdyby nie lider klanu Senju, który pospieszył nam z pomocą. Najpierw poczułem, jak znika ciężar z mojego torsu. Nie był on zbyt wielki, ale bacząc na stan, w jakim się wówczas znajdowałem, na pewno znaczący. Następnie poczułem, jak drugi z liderów drewnianego klanu podnosi mnie z powierzchni kopuły.
    Kątem oka dostrzegłem Yukinę, wtuloną w ramiona swojego lidera. Ledwo ją poznałem - brak włosów oraz niektórych kończył zmienił ją diametralnie. Dopiero jej widok sprawił, że oprzytomniałem i przypomniałem sobie, co się stało. Jeszcze chwilę temu uratowałem jej życie - pędziliśmy na grzbiecie smoka, kiedy w zasięgu wzroku zamajaczył jakiś cień. Dalszej części niestety nie pamiętałem.
    Z usilnych starań przypomnienia sobie całego zajścia wyrwał mnie jej widok. Nie wiedziałem, czy to jawa, czy może złudzenie wywołane okropnym bólem. Niemożliwy do zniesienia ból nagle przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Przestał się liczyć. Nic nie mogło zniszczyć tej chwili, a zwłaszcza on.
    - H-Hi - próbowałem wymówić jej imię, lecz przerwało mi kaszlnięcie dławiące moje płuca. - To Ty.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#178 2015-10-08 17:10:28

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Jezioro pamięci

Iron

     Sto sześćdziesiąt stóp nad ziemią. Zielone ciało smoka sunie przez szarość nieba, kryształowa głowa stworzenia chrzęści przy poruszeniu karkiem. Siedząca na nim postać ubrana była na czarno i zamyśleniem wpatrywała się w nieokreślony punkt przed sobą. Skulona i okryta ciepłem płaszcza wyglądała z daleka jak posążek bożka.

     Ryo Kiyoshi nie był bożkiem.

     Wyruszył z Ronin o świcie, kiedy jeszcze nocny mróz trzymał się w postaci szronu w ramach okna, a mokry od odwilży śnieg na nowo stawał się sypki i, zdawałoby się, jeszcze zimniejszy. Opatuliwszy się dodatkową tkaniną z ciepłą, futrzaną podszewką, stworzył i dosiadł kryształowego smoka zanim ktokolwiek zdążył go rozpoznać. Wątpił, aby w Ronin był postacią o dużej rozpoznawalności, ale nie mógł też udawać, iż jest inaczej; spędził na wyspie więcej, niżeli mógł i chciał zaplanować i doskonale zdawał sobie sprawę, że po dwóch latach nie jest już zwykłym gościem. Zrobił to jednak z nieznaną sobie nostalgią, jak gdyby wygnany przez samą wartość obowiązku, który na nim dzierżył i, całkowicie wbrew swoim zasadom, walczył z ochotą wydłużenia pobytu w Kraju Uciekiniera. Na szczęście wiedział, że to nie miało sensu.

     Nie jest sam. Choć wydawałoby się, że lider klanu Kiyoshi ma za towarzystwo tylko krótkie przerwy między kolejnymi podmuchami lekkiego, chłodnego wiatru, to nie przybywa do Gorących Źródeł tylko w swojej osobie. Palce urękawiczonych dłoni zaciskają się wokół małego, futrzanego zwierzęcia, którego powieki robiły wrażenie jeszcze cięższych niż zwykle. Oboje, złączeni niemal w uścisku, rozmawiają ze sobą cichym szeptem, nie patrząc na się, tak jakby starali się przedrzeć spojrzeniem przez odległość dzielącą ich od ziemi. Nos zwierzęcia porusza się co jakiś czas, jakby stanowił zupełnie oddzielny byt, po parokroć częściej niż wskazywałaby na to rutyna podróży; czasami nawiązywała się po tym krótka rozmowa między podróżnikami, sklecona z kilku słów.

     Wkrótce trafiają na trop. Oddech ognia pod postacią smug dymu niesie się z oddali, a wiercący odór spalenizny wyczuwa nawet on. Zakrywa usta, zupełnie tak jak nad Baigai, kiedy kłęby rzadkiego kurzu, osiadłego teraz wysoko w atmosferze, starały się w nie wedrzeć. Niedługo potem obraz pobojowiska rozściąga się i jest niemożliwy do nie zauważenia; przypomina dwa zniszczone kręgi, które, niby oczy, obserwują z dołu spojrzeniem smutnym i żałującym, jakby niewidzącym - spojrzeniem matki, która straciła syna, kochanki beznadziejnie wyczekującej jeszcze jednego oddechu z piersi swego mężczyzny. Przypominały oczy Igari, myśli Ryo, nim zdąża się skarcić w duchu.

     - Czujesz go? - pyta zawiniątko ściskane w dłoniach. Jego głos jest niecierpliwy i zachrypnięty. Fioletowa tęczówka błądzi po dwóch stronach rzeki, ziemi zasłanej ludzkimi truchłami, miazgą krwi i członków. Litościwy Boże, mruczy pod nosem Smok z Baigai, posępny, jak kamień.
     - Na dziewiątej. Nieopodal kryształów. Zapach krwi wyraźniejszy, niż...
     Nie dokańcza. Ciało kryształowego potwora nurkuje gwałtownie, zmierzając w stronę gdzie w pokrytym drzazgami i zmoczonym w jednym, wielkim mokradle kręgu, drewniana kopuła wznosiła się połowicznie, jak gdyby twórca w pośpiechu nie miał możliwości jej ukończenia. W środku odbijają się blade refleksy kryształowych ścian; zdewastowanych i porozbijanych, jak szkło.

     Zatacza koło nad obozem, a potem nurkuje ponownie.
    - Tam jest.
    - Wiem.

     Osiadł lekko nieopodal kopuł. Przez chwilę wpatruje się w białowłosego mężczyznę, obejmującego w ramionach małą postać o niepełnych, humanoidalnych kształtach; łysa głowa wystaje znad zgięcia łokcia, tak samo jak jedna samotna noga po drugiej stronie. Na ten widok Ryo przyspiesza ruchu. Omijając resztki drewna porozrzucane dokoła, jak gdyby przed chwilą rozbił się tu tuzin okrętów, szedł ostrożnie stawiając stopy pewnym szlakiem. Po ziemi, przed nim, biegł mały pies o mopsowatej, ponurej twarzy. Prowadzi w  go stronę kilku replik białowłosego i Ryo nie ma wątpliwości, że to ninja. Tuż przy nim gromadzi się jeszcze kilka postaci, ale żadna z nich nie jest mu znajoma.

      - Ryo  - lider klanu Kiyoshi - przemawia. - Wróg, czy… - nie kończy, bo w tej samej chwili zauważa zakrwawione ciało ucznia. - Chłopcze! - krzyczy, przedzierając się do niego, nie zważając już z kim ma do czynienia. Siada przy rannym, delikatnie dotykając jego twarzy. Nigdy nie był dla niego dobry, nigdy nie okazał mu choć grama empatii. Ale w tej chwili oko Smoka z Baigai jarzyło się pełnym przerażeniem, jakiego, zdawało się, nigdy nie zdradziło. - Chłopcze… Co oni ci uczynili... - duka pod nosem, nie wiedząc, jak zareagować. Jednak zaraz rysy Ryo twardnieją, niczym przekute w żar żelazo - wargi poruszają się kilka razy bezgłośnie, zanim wypowiadają przesączone nienawiścią słowa.

     - Kto ci to zrobił?   

Ostatnio edytowany przez Ryo (2015-10-08 17:23:01)

Offline

 

#179 2015-10-08 18:50:53

Yukina

Klan Senju

Zarejestrowany: 2014-11-02
Posty: 383
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Weteranka
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat

Re: Jezioro pamięci

Smutne przeznaczenie bohaterskiej duszy, która poświęcając swe ciało, ratuje drugie istnienie..
Tak myślałam podczas lotu, gdy wszystko działo się wręcz błyskawicznie. Szybkie oddechy, daleki wybuch, który pochłonął wszystko.. Po moich policzkach jedna samotna łza spływała w dół, coraz dalej, aż opuszczając ciepłą skórę opadła niczym kropla deszczu w stronę podłoża. Ja tym samym krzyknęłam, me istnienie rozdzierające się prawie na pół straciło cenne kończyny, przez które chciałam się zacząć szlochać. Przyciągnęłam jedną rękę do siebie, by ukryć w jakiś sposób twarz, ale nic. Jedna ręka już nie reagowała, może dlatego, że jej nie było, zaś druga niby niepozorna, ale zakrywająca moje usta, które próbowały krzyczeć. Zdusiłam wszystko w sobie, łykając ślinę oraz patrząc gniewnie na Ayamaru, który postanowił oddać się w ręce śmierci. Okrutna była to istota, co zamiast pochwycić ofiarę mogła zadowolić się kalectwem drugiej. Westchnęłam, spoglądając w dół.
     Ziemia coraz bliżej, a my niczym upośledzone anioły spadaliśmy w dół. W końcu jeden z nich, gubiąc szkarłatne pióra uderzył w kopułę, zaś ja przypominająca jeszcze z kształtu dziewczynę opadłam na niego, mówiąc charakterystyczne ,,ugh". Oczka zamknęły się z bólu, a na młodej buzi pojawił się grymas. Wcześniejsza dłoń oparła się o klatkę piersiową podziurawionego lekko Ayamaru, który bełkocząc coś po nosem, nie spoglądał już na świat. Przynajmniej nie tak, jakby mogło się to wydawać. Pogrążony we wspomnieniach czy chociażby wizjach nie kontaktował ze światem.
     W sumie, sama powinnam to zrobić, gdyż patrzenie na moje ciało napawało mnie odrazą. Pielęgnowane przez tyle lat, tak po prostu zostało stracone przez jeden czyn. Westchnęłam, próbując sobie uświadomić, że włosy, ręka oraz noga zostały stracone, przynajmniej na dłuższy czas. Oderwałam choć na chwilę wzrok, by móc zająć myśli czymś o wiele przyjemniejszym. W końcu nie chciałam panikować, bo to skomplikowałoby całą sprawę, która już była zagmatwana.
     Wrogowie tu wrócą, więc takie działania byłyby wskazane. Teraz potrzebowaliśmy kolejnych planów, a raczej strategii, która uratuje resztę istnień.
- Aya..- nie mogłam dokończyć, gdyż głos uwiązł w gardle. Kaszlnęłam parę razy, raz splunęłam krwią. Och, wracajmy już..
     Wnet przypomniałam sobie o Adatte i Kimarim, którzy mogli być gdzieś na terenie obozu. Z pewnością potrzebowali pomocy, gdyby próbowali pójść w mało bezpieczne miejsce. Spróbowałam pozbierać się do kupy, lecz wtedy przyszedł człowiek, mówiący, iż jest liderem Kiyoshi. Moje oczka nieco większe, zaświeciły i obserwowały sytuację, kiedy to przedstawione zostają relacje uczeń-mistrz.
- Chyba nie doczekam się posiadania swojego nauczyciela..- Myśli bolesne, lecz prawdziwe, szczególnie, że już chyba nigdy nie wrócę na ścieżkę ninja...
     W międzyczasie, gdy miałam się zacząć nad sobą użalać, w powietrzu zawisło pytanie. Ja zabrana z ciała klanowicza, po prostu lekko uniosłam obolałą głowę i przemówiłam głosem nie tak melodyjnym jak kiedyś. Ten rzeczywisty był zachrypnięty, lecz wciąż sprawiał wrażenie młodego brzmienia, co próbuje rozwinąć swoje skrzydła.
- Z pewnością nie my, jeśli mogę coś powiedzieć. Prawdą jest, że jestem towarzyszką Ayamaru i doskonale widziałam osobę, która nas zaatakowała. Mężczyzna działał w pojedynkę. Miał około 30 lat i posługiwał się żywiołem zwanym powszechnie Raiton. Co do wyglądu... - zrobiłam przerwę na parę kaszlnięć z powrotem kontynuując - Miał czarne, długie włosy, pomarańczowe oczy i dość poważny wyraz twarzy. Dodatkowe szwy na całym ciele mocno biły po oczach, tak samo jak umięśnione ciało. Oprócz tego posiadał bliznę przecinającą lewą stronę twarzy. Chyba to wszystko... - Westchnęłam, ocierając łzę. Chciałam pomóc, po raz ostatni. Przynajmniej niech ten Ryo ma ze mnie pożytek, którego pewnie więcej nie dostarczę. Takie ciało pozostawiało wiele do życzenia, przynajmniej dopóki nie spotkam wyszkolonego medyka.
- Co do Ciebie Mamoru-sama to proszę zostań na miejscu. Gdzieś niedaleko stąd został Adatte - czerwonowłosy chłopak z klanu Senju. Gdybym była w pełni sprawna.. to bym po niego sama pobiegła, lecz niestety nie mogę - lekko posmutniałam, ukrywając ból, który odczuwałam przy każdym poruszeniu szczęką.
- Ostatni raz widziałam go, gdy budował wieżę, czy raczej coś na kształt komina. Wiem, że to zostało zburzone, ale myślę, że część konstrukcji mogła popłynąć wraz z falą. Przeczuwam, że mogą być gdzieś na skraju obozu jak nie gdzieś poza jego obszarem. Powiedziałam to co jeszcze widziałam za nim nastał dość smutny czas, wypełniony po brzegi bólem oraz krwią.

Ostatnio edytowany przez Yukina (2015-10-08 19:08:05)


http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8tu1z9vnk1r922azo1_500.gif

Offline

 

#180 2015-10-08 21:42:12

 Suezo

Martwy

Zarejestrowany: 2014-10-28
Posty: 249
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

Chłopak cały czas biegł za Ikkyo wraz z Logenem. Było dużo osób, które mijali po drodze. Kiedy mieli już wyjść na prostą trasę nagle okazało się, że przed nami wyskoczyła jakaś dwójka ninja. Skoro Logen ich nie wykrył to muszą być ninja i muszą umieć ukrywać swoją chakre. Plan mógł teraz nie wypalić. Jeżeli będą tutaj tak stać to nie zrobią dywersji. Mogą też zginąć, ponieważ ta dwójka zaczepiła ich. Możliwe, że zostaną zmuszeni do walki. Chłopaka zaniepokoił ten wstrząs który odbył się z ich obozu, ale za późno było na wracanie. Nie miał zamiaru się cofać, polecenie było proste - dywersja... tylko to się teraz liczyło, lecz mimo wszystko podlegał teraz Logenowi, więc jeżeli on zarządzi odwrót on też to zrobi. Mimo wszystko sytuacja stała się nieciekawa. Cała trójka stanęła przed dwójką ninja. Przewaga liczebna należała do grupy Logena, lecz nie wiadomo jakimi umiejętnościami odznaczają się tamci. Być może są silniejsi, a być może słabsi... okaże się to w praniu. Logen zaczął zagadywać tą dwójkę, a z tyłu dawał znaki, które miały poinformować ich do działania. Bardziej toczyło się to Ikkyo, który miał złapać całą dwójkę w iluzję, lecz Suezo nie zamierzał tak stać i przyglądać się wszystkiemu z boku, dlatego oczekiwał odpowiedniego momentu. Jeżeli Ikkyo załączy sharingana i spróbuje złapać tamtych w technikę iluzji ten również aktywuje swojego sharingana i będzie gotowy w razie czego na jakiekolwiek działania. Dodatkowo obserwował on otoczenie w razie gdyby Logen z Ikkyo był zajęty utrzymywaniem iluzji. Nie chciał im przeszkadzać, ale stać z boku i nic nie robić też nie mógł, dlatego chciał zrobić chociaż to. Jeżeli natomiast Ikkyo nie aktywuje swojego sharingana, Suezo również tego nie zrobi. Wtedy będzie stał i słuchał rozmowy między nimi, a przeciwnikami.


http://imagizer.imageshack.us/v2/xq90/540/vcxren.jpg

Offline

 

#181 2015-10-08 23:09:00

 Kimari

Zaginiony

8253161
Zarejestrowany: 2014-12-06
Posty: 153
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Płeć: Meżczyzna
Wiek: 16

Re: Jezioro pamięci

~~

    Sytuacja nie wyglądała najlepiej, ba, jaka to była sytuacja. Cali mokrzy, poobijani, a do tego jeszcze dochodziły te dziwne owady. Z początku uznałem je za nieszkodliwe, lecz gdy pojawiła się ich większa chmara... no cóż, to nie mógł być jakiś przypadek. Wiedziałem w tym momencie, że mamy do czynienia z jakąś dziwną, owadzią techniką. Nigdy w życiu nie słyszałem o czymś podobnym. Czyżby istnieli shinobi, którzy używali owadów do swoich technik? Lub może był to jakiś dziwny rodzaj summon'a? Chodziły pogłoski o kontraktach wszelakich typów, ale żeby obejmowały też takie stworzenia? Niebywałe... z pewnością były bardzo przydatne na przeszpiegi, obeznanie terenu albo rozproszeniu przeciwnika. Gdyby nie fakt bycia w środku wojny, z pewnością zastanowiłbym się dłużej nad mechanizmem tego jutsu/zdolności. W myślach jednak pomyślałem, że nie ma co się tak bardzo dziwić. W końcu chakra jest zdolna do wielu rzeczy, więc dlaczegoby nie coś takiego?
    Niestety, ale podczas eksterminacji tych robali byłem bezsilny. Nie znałem żadnych technik natury Katon lub Fuuton. W tym momencie czułem się bezsilny. Powoli zaczynałem się pytać "Po co tu jestem? Czy nie robię więcej szkód, aniżeli pożytku?" Jednak... za każdym razem powtarzałem sobie, że zawsze coś wnoszę. Może niezbyt dużo, ale na pewno coś. Byłem niedoświadczony oraz z pewnością nie posiadałem niezwykłych technik jakie miał Ayamaru czy inni z klanu Kiyoshi lub Senju. Byłem jedynie małym trybikiem, bez którego maszyna mogłaby dalej iść. Jednak przybyłem tutaj właśnie do doświadczenia! Chciałem na własne oczy przekonać się, jak wygląda wojna. Teraz powoli zaczynałem rozumieć pewne rzeczy, ale miałem jeszcze tyle przed sobą. Nie mogłem się teraz poddać. Będę walczył do ostatniego oddechu. Nie splugawię imienia mego klanu, ani dziś, ani jutro.
    P o chwili usłyszałem jak Adatte zaczyna wydawać rozkazy ocalałym. Nikt jakoś nie przejawiał chęci zostania dowódcą, więc najwyraźniej czerwonowłosy postanowił objąć to stanowisko. Z własnej woli czy pod wpływem sytuacji. Cóż... ja bym się na coś takiego nie pisał. Byłem tutaj tak zwaną "szarą myszką", nieznajomym. Niby dlaczego mieliby mnie słuchać? Nawet ja sam nie posłuchałbym się w takiej sytuacji, a co dopiero inni shinobi? Nawet w duchu cieszyłem się, że to właśnie ten Senju przejąć kontrole. Przynajmniej widziałem z kim mam do czynienia - nawet jeśli znałem go przez krótki moment.
    Spoglądając na reszte ludzi, zauważyłem iż brakuje członków klanu Kiyoshi. Najwidoczniej opuścili obecne tu zgromadzenie, kierując się w stronę obozu. Kiedy skierowałem tam wzrok, to ujrzałem oddalające się sylwetki, więc byli to zapewne oni. Jednak... jakoś nie planowałem za nimi biec. Nie dość, że zmarnowałbym energie, to jeszcze wystawił się na jakiś atak. Pojedyncze cele najłatwiejsze do zdjęcia.  Trochę bezpieczniej czułem się w tej grupie. Ile czasu by minęło, zanim dogoniłbym ich? A gdyby ktoś zaatakował? Lub co gorsza, zgubiłbym ich ze swojego wzroku? Wtedy musiałbym zacząć błądzić po obozie, gdzie toczyła się walka. Z moim szczęściem mógłbym natknąć się na tą osobę, która wywołała tą fale. Kto wie, jakim psychopatą jest?
    - Adatte-san dobrze mówi! Jeszcze nie wszystko stracone! W obozie wciąż trwa walka, a to znaczy jedno! Mamy szansę wygrać! - powiedziałem pod wpływem słów czerwonowłosego. Wiedziałem, że próbował podnieść nasze morale w tej beznadziejnej sytuacji. Ale mimo wszystko to w pewnym stopniu podziałało. Mówiłem to, co myślałem. Tak długo jak toczy się bój, ktoś może wygrać. A tym kimś będziemy my. Na polu walki wszystko jest możliwe. Kto wie? Może pojawi się jakiś potężny sojusznik? Kolejny klan? Dezerter? Przypadkowy gość, któremu przeszkodzono w piciu? Jednak nawet jeśli Hi no Kuni przegra, to chcę tylko to przeżyć. Dla mnie będzie to wystarczające zwycięstwo.
    - Mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko, bym się do Was na dłuższy czas przyłączył? Mimo wszystko to wojna, więc podróżowanie obok sojusznika, którego się zna jest logiczne oraz pokrzepiające. - powiedziałem w stronę czerwonowłosego, tak żeby tylko on usłyszał to. W tym obozie znałem jako tako tylko i wyłącznie jego oraz Yukine. Nawet osób z klanu po imieniu nie rozpoznawałem, za wyjątkiem Ayamaru oraz Masanobu. Adatte wydawał się być postacią, której mógłbym zaufać na polu walki. Nie tylko ze względu na to, iż przybył tutaj w delegacji Senju. Jakoś... sprawiał takie wrażenie, choć mogłem się mylić. Chyba będę musiał przekonać się na własnej skórze, o ile dożyje momentu zakończenia tej wojny.




http://i.imgur.com/9r969Mg.png

Offline

 

#182 2015-10-17 13:53:59

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 331

Re: Jezioro pamięci

Troll odpis!

[Demoniczny las]



Niepokojące głosy dochodzące z lasu z pewnością wzbudzały jeszcze większą nerwowość w przedstawicielach klanu Uchiha. Wyglądało na to, że jegomość który ich zatrzymał pomylił się w ocenie sytuacji i jego groźby nie wywarły wrażenia na czarnowłosej kompani. Mało tego słynny sharingan dał o sobie znać, Ikkyo użył techniki klanowej aby sparaliżować dwójkę nieznajomych. Kontakt wzrokowy nastąpił nie było wątpliwości, że mężczyzna spojrzał w czerwone ślepia, jednak dziewczynka zdawała się uniknąć paraliżującego spojrzenia. Tak czy siak żadne z nich się nie poruszyło, nawet nie odpowiedzieli na pytanie Logena. Stali w milczeniu obserwując siebie na wzajem. Wtedy właśnie sensor mógł wyczuć jak coś się do nich zbliża, na tyle szybko że było w polu widzenia chwile po tym jak w ogolę stało się wyczuwalne. Pomarańczowy błysk, rudej brody przemieszczającej się z niezwykłą szybkością i odbijający się blask słoneczny od łysej głowy.
- Cholera!- krzyknął starzec widząc kompanie ninja zgromadzonych przed nim.- Nie biegnij za mną im nas więcej w pobliżu tym większe szansę, że to przyciągniemy do siebie. A jeszcze te gamonie nie miały gdzie się znaleźć!
Słowa były skierowane do Yocharu, który podążał śladem starca od spotkania z bestią jednak mogli go usłyszeć wszyscy w najbliższej okolicy. Sam potwór zwiększył już znacznie swoje rozmiary i zaczął wystawać ponad drzewa. Głośny wyciem dał znać o swoim przebudzeniu wszystkim, którzy nie zdołali jeszcze zauważyć co się dzieje.

[Obóz żródła]



   Jeden z klonów Ikkyo pozostał na skraju lasu, a przynajmniej to co tym skrajem było po wybuchu bomby,którą spuścił Shinsaku na obozu. Ciężko było znaleźć lepszą kryjówkę w okolicy, biorąc pod uwagę wcześniejsze karczowanie drzew okalających obóz. Jednak o wiele większym powodem był wybuch, który praktycznie zrównał z ziemią obszar o średnicy 2 km.
   Drugi z klonów Uchihy postanowił jeszcze bardziej zbadać okolicę ruszając wgłąb obozu w nadziei na odnalezienie towarzyszy. Nie dało się ukryć, że nie wiele osób pozostała po wybuchu, które były w stanie chodzić o własnych siłach dlatego postać Ikkyo dość się wyróżniała. Wkrótce dosłyszał jęki osób pragnących o pomoc wyglądała na to, że na obrzeżach obozu przetrwało najwięcej ludzi. Jednak najbliższe ciało znajdujące się uchihy wyglądało na prawdziwie zmasakrowany, praktycznie w całości było pokryte krwią.
- Pomóż mi!- doszedł do niego jęk.
    Niestety nie wszystko szło zgodnie z planem Miyuki, kobieta zdołała co prawda zdobyć informację z dość wątpliwego źródło na temat tego co się stało. Jednak nim zdążyli opuścić obóz, jej siostra zauważyła stojącego na ich drodze wyznawcę Jashina. W jego oczach widać było szaleństwo i ekscytacje jakim przepełniła go śmierć tak wielu osób. Jego postać otaczały ciała martwych ludzi w tym sojuszników, niektórzy byli samotnikami, inni Uchihami. W tej chwili nie liczyły się dla niego sojusze czy więzi krwi, liczył się jedynie bóg i kolejne ofiary, które miał mu ofiarować.
- Ichuza zginął, tak jak reszta samotników, nie ma już lidera, nie ma już organizacji, ale nie przejmuj się wkrótce do nich dołączysz - jego kosa zaczęła zataczać kręgi w każdej chwili gotowa do działania.

[Starcie liderów]



  Ciężko stwierdzić czy obie strony grały na czas starając się zregenerować jak najwięcej chakry czy może naprawdę wierzyli w to co mówili. W każdym razie wynik wojny zdawał się już przesądzony, zarówno ogień jak i źródła ją przegrali, jednak dla ninja liczyło się coś więcej. Chwała, sława, zemsta czy coś innego? W każdym razie żadna ze stron nie zaprzestała walki. Wyrzutki postanowiły przejąć kontrolę nad sytuacja, pierwszy atak miał na celu oślepić przeciwnika. Chwilę po tym lawina z lawy spłynęła na Samotników. Obie czynności jednak nie spełniły swoich celów, na przeszkodzie bowiem stanął piasek ożywieńca, który otoczył Susano, zamykając najemników kraju gorących źródeł w bezpiecznym schronieniu. Z drugiej jednak strony ta właśnie schronie stało się również ich więzieniem, zamknięciu na zewnętrzny świat i oddzieleni wąską warstwą piasku przed śmiercionośną lawą. Jedyne jednak co na tę chwilę przedostało się do środka to przeraźliwy ryk bestii z pobliskiego lasu.

Obóz ognia

 
   
   Sytuacja na obrzeżach obozu nie przedstawiała się zbyt ciekawie mimo, że Addate zdecydował się wreszcie podjąć jakieś działania nie zostały one przyjęte zbyt przychylnie przez ocalałych z obozu(nie wliczając w to ninja). Kobiety mimo, że w większości miały opinię o dość lekkich obyczajach wyglądały na oburzone propozycją rozebrania przy tak wielu mężczyznach. Nawet jeżeli miało być im zimno i nieprzyjemnie. W dodatku dalsza przemowa Addate wyraźnie zaszokowała mieszkańców obozu. Wygląd na to, że wielu z nich myślało, że to nie był atak, a dzieło natury. Wydawało się nie do pomyślenia, że ninja są w stanie tworzyć takie rzeczy nawet jeżeli byli światkiem jak kilkoro z nich stworzyło ich kapsule ratunkową. W każdym razie efektem przemowy było stworzenie dość nieprzyjemnej atmosfery, która obwiniała za wszystko ninja. Bo mimo, że Ci nieliczni ocalali dzięki nim to i tak stracili cały swój dobytek, a niektórzy swoich bliskich. Oliwy do ognia dolał okrzyk Kimariego, który postanowił ogłosić, że walka wciąż trwa i jeszcze nie przegraliśmy, wkrótce wśród tłumu zapanowała jeszcze bardziej gniewna atmosfera.
- To wszystko wina ninja, po co pchają się w nasze wojny.
- Chcą teraz wykończyć resztę z nas.
- Wykorzystają nas do tej swojej magi.
- Trzeba ich zabić zanim oni zabiją nas.
- Śmierć ninja!
- Śmierć!

   Poszukiwanie odpowiedniego ciała na zastępstwo nie było łatwym zadaniem biorąc pod uwagę rozmiary Akemiego, aby się odpowiednio zszyć musiał użyć kilku korpusów zastępczych. W dodatku przemieszczenie się bez ręki, nogi i kawałka tułowia nie należała do rzeczy łatwych, nawet z pomocą nici. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że błotnisty teren nie należał do łatwych do przemieszczania się. W dodatku większość ciał była przynajmniej częściowo zakopana w ziemi. Złość Samotnika narastała podczas swoich poszukiwań już planował zemstę, zemstę na wszystkim co żyję.
   Ito ruszył z pełną prędkością widząc jak totalnie obcy mu ludzie spadają z nieba. Wrodzony altruizm kazał mu ich uratować, nie zważał przy tym na dość chwiejną strukturę kopuły, która w każdej chwili mogła się zapaść. Miał jednak szczęście mokutonowe podpory zdołały ustabilizować jej strukturę. Niestety chłopak nie zdążył prawdę mówiąc nie był nawet w połowie drogi, kiedy bezwładne ciała opadły na ziemie. Nie podawał się jednak i postanowił wezwać oddział lecznicy na pomoc.
   Asami pojawiła się przy rannych w towarzystwie klonów Mamoru starając się zapewnić pierwszą pomoc poszkodowanym, oczywiście najpierw zajmując się dziewczyną, której stan był znacznie bardziej poważny, chociaż obojgu zagrażało śmiertelne niebezpieczeństwo. Wtedy pojawił się on odpychając zarówno klony jak i medyczkę pojawił się przy swoim uczni Ryo Kiyoshi. Nie zważając na stan ucznia żądał wyjaśnień, żądał zemsty.
Jednak Ayamaru nie był w stanie udzielić odpowiedzi, pogrążony w pół jawie w pół śnie widział tylko ją, kobietę ze swoich snów. Z pomocą przyszła jednak Yukina, która pragnęła przekazać jak najważniejsze informację na temat napastnika, zachowywała się jak wzorowy ninja. Problem jednak stanowił fakt, że znajdowała się na skraju śmierci i choć zachowywała pozorną świadomość to z jej ust wydobywał się tylko słaby niezrozumiały bełkot. Hikari zbliżała się do zgromadzanie, spoglądając z powątpiewaniem na lidera klanu Kiyoshi, który zachowywał się nie do końca racjonalnie w dodatku pojawił się w całym zamieszaniu wyraźnie spóźniony i niemal znikąd. Mimo wszystko nie wahała się miała wyraźne rozkazy. Kunai błysnął w jej dłoni i po chwilę zniknęli bez ani słowa wytłumaczenia. Asami, Yukina, Klony Mamoru oraz Ayamaru znaleźli się z dala od tej niebezpiecznej wojny.
   Wreszcie znalazł, wreszcie mógł działać, nowe ciało było nieco asymetryczne i niezbyt dopasowane, ale musiał sobie jakoś radzić w tych trudnych warunkach. Po chwili pojawiło się 5 klonów mających za zadanie siać zniszczenie i zamęt, czyste szaleństwo bez żadnego plany działania, zabić wszystko co się rusza. Robaki ułatwiały lokalizację potencjalnych trupów. Shinobu spostrzegł sygnał dany przez lidera i postanowił zbliżyć się do niego.
                                                           

Akemi vs Oddział wyrzutków

   
    Pierwszy i drugi z klonów udali się w kierunku najbliższej grupki ninja mijając po drodze oryginalne szczątki Akemigo. Miał zamiar zabić wyrzutków, który był pozbawiony swojego lidera. Jednak nawet pochłonięty szaleństwem mógł wśród wroga rozpoznać swojego brata.
                                                                   

Akemi vs Ito i medycy


  Trzeci z klonów napotkał na swojej  medyków, którzy właśnie udawali się aby pomóc rannym, o których zniknięciu nie mieli pojęcia. Tym razem na przeszkodzie stanął mu mężczyzna pokryty błyskawicami.
                                                                 

Akemi Vs Kopuła


   Czwarty i piąty klon wskoczyli prosto w gniazdo szerszeni czy raczej kryształową kopułę z zamiarem porachowania się z tym kto przeciął go na pół. Tam już czekał na niego Mamoru wraz ze swoim klonem, pojawił się także Masanobu, który obserwował jak ciało Ayamaru było rozrywane na strzępy z dystansu. Na twarzy starca widać było gniew, gniew którego nie zwykł okazywać.

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2015-10-19 20:29:03)

Offline

 

#183 2015-10-23 13:32:22

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Znalezienie odpowiednich kończyn nie było łatwym zadaniem, ale jednak po dłuższym poszukiwaniu wśród tak dużej ilości trupów odnalazłem te wmiarę odpowiednie. Byłem gotowy do drogi tak jak moje klony do walki. Jednak na samym początku skupmy się na mej postaci, która wykonywała wszystko w tym samym czasie co me kopie. Tak jak rozkazałem, tak zostało wykonane. Shinobu pojawił się wraz z doskonale wykonanym ptakiem. Całkiem zakryty nićmi wyskoczyłem ku niemu by móc wrócić do obozu. Musiałem jak najszybciej zregenerować swoją chakrę, która w tym momencie była mi bardzo potrzebna. W głowie obmyślałem swoje dalsze ruchy, kiedy Aburame przekazywał mi bardzo istotne informacje na temat nowego wroga, który postanowił pojawić się w naszym obozie. Trudno było stwierdzić czy jestem wstaniem im dorówanać, ale nie mogłem tracić w tym momencie pewności siebie. Najważniejszym było teraz uciekniecie z tego miejsca...

Pierwszy i drugi klon [Akemi vs Oddział wyrzutków]



      Przed oczyma mych klonów pojawił się mój brat. Nie widziałem go dobre parę lat, ale tej parszywej mordy nigdy nie zapomnę, nawet jak ogoli się na łyso i połknię parę tabletek by urosły mu te małe bicepsy. Nie bałem się jego obecności, ponieważ wiedziałem, że ani on mnie, ani ja go nie zaatakuje. Dodatkowo widywaliśmy się raz na parę lat rozmawiając o starych czasach, jednak nigdy nie miałem okazji z nim walczyć w sparingu czy podczas misji. Nasze umiejętności były nam obce w stu procentach. Nie miałem wątpliwości co do tego, że to ja muszę zaatakować pierwszy. Nie pieprzyłem się z jakimiś wymyślnymi atakami, po prostu oba klony ruszyły z pełną prędkością jaką posiadały w dwóch różnych przeciwników [szybkość 340]. Prostym był fakt, że bardzo szybko potrafiły pojawić się przed pierwszym wrogiem. Dlatego przygotowałem się do ataku przed zjawieniem się tam. Wystawiły rękę, która z potężną siłą uderzyła o szyje pierwszego przeciwnika (drugi klon o drugiego oczywiście). Staranie wybrałem wroga tak by nie był to mój brat [szybkość techniki: 428, siła techniki: 480]. Zapewne głowa przeciwnika została w bardzo szybki sposób wysadzona, a oba klony będąc rozpędzonymy były wstanie zaatakować jeszcze jedną osobę tym samym atakiem, o ile ktoś za tymi osobnikami stał. Klony były gotowy wybić ich wszystki oprócz mego własnego brata oczywiście...

Trzeci klon [Akemi vs Ito i medycy]



      Trzeci klon skupił swój wzrok głównie na medykach, którzy byli gotowi pomóc rannym. Szczerze mówiąc w tym momencie nie obchodził mnie mężczyzna pokryty błyskawicami. Domyśliłem się, że dzięki niemu będę mógł bardzo szybko zniknąć tym samym nie zabierając medyków na tamtem świat. Dlatego nie mogłem dłużej czekać. Wyskoczyłem bardzo szybko w górę z pełną prędkością [szybkość 340]. Moim celem byli medycy i ominięcie mężczyzny, który irytował mnie po prostu swoją obecnością. Tak jak w przypadku poprzednich klonów bardzo szybko znalazłem się nad przeciwnikami. Dlatego też musiałem przygotować atak dużo wcześniej. Podniosłem nogę wysoko, a jak tylko wyczułem odpowiedni moment wbiłem się z potężną siłą w przeciwników bądź jednego z nich [szybkość techniki: 306, siła techniki: 480]. Podczas tego ataku współpracowały ze mną również moje nici, które zebrały się robiąć około dziesięciu ostrzy z obu mych dłoni [po pięć, nici SB6], który mimowolnie wbiły się w mych wrogów. Po wykonanym ataku byłem wstanie jedynie odskoczyć na pięć metrów do tyłu i pokryć się wcześniej urzytymi nićmi.


Czwarty i piąty klon [Akemi Vs Kopuła]



      Czwarty i piąty klon widząc tak dużą ilość osób do wybicia nie mogli powstrzymać się od mrocznego śmiechu, który zaczął unosić się w całej zniszczonej kopule. Ich celem było wybicie wszystkich, którzy stanowili wcześniej większy problem. Tych, którzy wydawali nam się silniejsi postawiał na deser. Jednak nie byliśmy wstanie się powstrzymać, dlatego też nie ponosimy odpowiedzialności kogo w tym momencie zaatakuje i zabijemy na miejscu. Oba klony uwolniły ze swego ciała wszystkie ostre nici. Były długie na pięćdziesiąt metrów, więc z łatwością są wstanie dobić lężących rannych. Pełne złości wyskoczyły w górę kontrolując nićmi tak by zamieniły się w kilkanaście mieczy, które wyruszyły w kierunku rannych i tych pełnych sił. Nie byli wstanie panować nad swoimi gniewiem, dlatego też atakowały każdego [nici SB6]. Ten szczęśliwy kto przeżyje tą masakrę...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

- Rariatto - użyta technika przez pierwszego i drugiego klona

- Girochin Doroppu - użyta technika przez trzeciego klona

Offline

 

#184 2015-10-24 21:47:14

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Jezioro pamięci

Hunt or Be Hunted

   Kości żuchwy chrupnęły nieprzyjemnie, kiedy zacisnął zęby. Był wpatrzony w twarz swojego ucznia, choć ktoś z boku mógłby przysiąc, że lider klanu Kiyoshi go nie widzi. Patrzył gdzieś dalej, gdzieś, gdzie ramy świata realnego zaginają się, otwierając, wyrzeźbione z kości i pozłocone w fantastycznym fresku, wrota jestestwa. Jego jestestwa.

   Był wściekły, choć starał się tego nie zdradzać. Mięśnie twarzy drgały na popielatych policzkach, a fioletowe oko iskrzyło, niczym blade od żaru żelazo, potraktowane pocałunkiem młota. Poły płaszcza otulały go i rozchodziły się, piękne i bogate, dokoła, stykając z brudną od krwi i błotem ziemią, lecz on zdawał się na to nie zwracać uwagi. Myślami był gdzieś daleko, w innym miejscu, swoim tylko ciałem, nie duchem, znacząc obecność pośród tłumu. Od zadumania oderwała go dopiero istota spoczywająca w ramionach białowłosego mężczyzny. Ledwie przytomna i niemożliwie sponiewierana mówiła coś, jednak słowa zdawały się rozpływać zaraz w powietrzu, kiedy tylko opuszczały jej wargi. Ryo przyjrzał się jej bliżej, milczał jednak, pozwalając kontynuować, choć, nie ukrywał tego -  nie rozumiał nic.

   Z pożałowaniem skinął głową, uszanowawszy gest. Potem zaś odsunął się na krok, patrząc jak ciało Ayamaru i przed chwilą bełkocącej dziewczyny znika, a wraz z nimi kilka klonów białowłosego i jeszcze jedno dziewczę, którego, jak z  resztą całej tej kompanii, nie znał. Przez chwilę, przez jego głowę przebiegła myśl, iż znajduje się w obozie wroga i o to, jego podopieczny stał się zakładnikiem, a on na to pozwolił. Później jednak poddał się wyrazistości otaczających go bodźców, takich jak potopione w bagnie chorągwia Ognia, a także odznaczenia na zbrojach zmarłych. O dziwo, leżeli tu tylko agresorzy konfliktu, a stan otoczenia skłonił go do refleksji. Nie miał wątpliwości co do tego, że nikt by w tak podmokłym miejscu nie wybudował obozu, a sama wyrwa w murze i zniszczone namioty, oraz  pozostałe ośrodki nie pozostawiały mu złudzeń, iż tutejsi padli ofiarą silnej techniki ofensywnej. Ryo nie był tylko pewny co do tego, czy była to robota elementu ziemi, czy wody.

   Resztki wątpliwości rozwiały zdewastowane, wybudowane w pośpiechu bariery, w większości wykonane z drewna i kryształu. Ich ilość i niedbałość jasno wskazywała, iż atak nastąpił niespodziewanie i niósł ze sobą potężną siłę.

   Ulżyło mu kiedy ujrzał Masanobu. Starzec wydawał się być w dobrej kondycji, nim jednak Ryo zdążył mu cokolwiek powiedzieć nastąpił atak.

   Było ich dwóch, a ich twarze znaczyły identyczne rysy. Rysy, które on sam dobrze kojarzył. Odznaczyły się w jego pamięci jako te, które przyniosły mu hańbę i złe słowo. W dzikim spojrzeniu i potężnej sylwetce rozpoznał swojego starego rywala sprzed wielu lat w Enko, gdzie starł się z nim w krótkim, przegranym pojedynku. Kiedy więc postacie zaśmiały się w pijanym od szału śmiechu, po plecach Kiyoshiego przebiegły ciarki. Nie z bojaźni, a z goryczy, która na nowo w nim rozgorzała, niby sztorm, burząc spokojne fale, grając im grzmotem piorunów do tańca.

   Ofensywa pozbawiona była jakiejkolwiek organizacji, a prezentowała zmasowaną szarżę przepełnioną furią. Z obu identycznych ciał wystrzeliły nici, które potem przegrupowały się i zmutowały w dużo grubsze i potężniejsze, przypominające ostrza, gotowe spenetrować napotkanego człowieka. Jedno z wielu pomknęło w stronę Ryo. On jednak nie zamierzał poddawać się jego sile. Nie zamierzał ustępować.

   - Dosyć - mruknął.

  Złapał je, jak gdyby było drewnianą atrapą. Palce i cała dłoń, które teraz je okalały, pokryte były zielenią kryształu, potężnego na tyle, aby w pełni zamortyzować ostrość nici. Następnie dźwignął swoje ciało w obrocie, wydając przy tym ciężkie stęknięcie, ciągnąc za nić i rzucając klonem o ziemię jak szmacianą lalką [siła: 590]. Po wszystkim, kiedy Ryo Kiyoshi składał już kolejne pieczęcie, widać było na jego twarzy czarne cętki przeklętej pieczęci.

Kesshou no Yoroi - użyta technika

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#185 2015-10-25 14:35:32

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Jezioro pamięci

    Niewiele widzę, niewiele słyszę, niewiele myślę i niewiele rozumiem. Czuję się jak mimowolny świadek. Nie jestem w stanie się poruszyć, ani też nic powiedzieć. Wszystko, co do mnie dociera, zdaje się być jakimś dziwnym snem, który nie chce się skończyć. Czy tak właśnie wygląda życie, kiedy nasz czas upłynie? Pozbawiony ciała, zawieszony w czasoprzestrzeni byt, od którego nic już nie zależy - oto, czym jestem.
    Czy tak wygląda koniec? Czy to może nowy początek? Jestem jak nowo-narodzone dziecko trzymane na rękach rodzica- zupełnie jak ono niczego nie rozumiem, a obrazy i dźwięki zlewają się w jedną abstrakcyjną i przytłaczającą zmysły scenę.
    Patrzę na Hikari, ciesząc się na jej widok. Nie czuję już bólu, tylko ukojenie. Wkrótce wszystko przesłania mi inna znajoma twarz - szeroko otwarte fioletowe oko przygląda się mi uważnie, a z ust wylewa się żałobny lament. Czyjaś dłoń spoczywa na mojej twarzy. Dotyk ten otrzeźwia mnie. Zdaję sobie sprawę, że wciąż żyję. Błogi stan letargu zostaje przerwany, a skumulowany do tej pory ból uderza we mnie z całą swoją siłą. Moje usta mimowolnie wykrzywiają się w grymasie bólu, a z gardła wydobywa się wrzask pełen cierpienia.

    Mrugnięcie oczu później znajduję się już z dala od zgiełku wojny, zapachu krwi, błota i strachu. Słyszę podniesiony głos jakiegoś mężczyzny, po nim do pomieszczenia wbiega kilkoro ludzi, sądząc po odgłosach stóp. Siedzę oparty o ścianę, wciąż próbując dojść do siebie. Dopiero po chwili dociera do mnie, co się właśnie wydarzyło.

    Dopadło do mnie kilkoro ludzi, którzy przenieśli mnie na jakieś jeżdżące łóżko. Każdy ruch sprawiał mi masę bólu. Zadawali pytania, ale raczej komuś innemu niż mnie. Zamknąłem oczy. Wciąż nie mogłem się pozbyć tego obrazu fioletowej tęczówki, która zdała się przeszywać na wylot. Czy to...? Odetchnąłem i po raz kolejny odpłynąłem w odmęty nieświadomości.

    Obudziłem się. Czułem się już lepiej, przynajmniej mogłem się podnieść i oprzeć. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałem. Oprócz mnie znajdowało się tam jeszcze kilka osób, a wśród nich Hikari. Część jednej ze ścian była przeszklona, a po drugiej stronie widziałem inny pokój. Znajdowało się tam łóżko podobne do tego, na którym właśnie leżałem.
    - Co się stało? Gdzie jestem? Jak długo? - spytałem, patrząc na kunoichi z klanu Namikaze, po czym przeniosłem wzrok na łóżko w sąsiednim pomieszczeniu - Czy to Yukina?

Ostatnio edytowany przez Ayamaru (2015-10-25 14:37:05)

Offline

 

#186 2015-10-25 17:54:23

Yukina

Klan Senju

Zarejestrowany: 2014-11-02
Posty: 383
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Weteranka
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat

Re: Jezioro pamięci

Niezrozumiały głos, czyżby należał on do mnie? Popatrzyłam na towarzystwo, które zdawało się rozmazywać, głosy dochodzące z dali sprawiały, że bolała mnie głowa. Zamknęłam swoje niebieskie oczy, by odpocząć, a raczej, by móc odzyskać część utraconej siły. Wszystko zaczynało boleć, zdawało się pulsować. Pigułka przestawała działać, przez co każdy centymetr ciała zaczynał boleć. Powoli, wręcz stopniowo odczuwałam każdą ranę. Również krew płynąca ciurkiem powoli zbierała siły, by móc się przekształcić w rzekę. Na mojej buzi pojawił się grymas. Czoło się lekko zmarszczyło, a ja sama zacisnęłam powieki.
     Wyciszałam się z każdą chwilę i pomimo dotyku jakiejś osoby milczałam, gdyż znowu mogłabym bełkotać. Wcześniejsze słowa utknęły w moich myślach, nie mogąc się wydostać na zewnątrz. Co będzie z Adatte, resztą? Gdzie nas zabiorą? Otworzyłam oczy, ze zmęczeniem, ostatkami sił pomagając pigułce, nie mogącej coraz bardziej mi pomagać. Więcej ich nie miałam, więc żałowałam, że tak szybko je zużyłam. Westchnęłam, nie mogąc nic zrobić. Będąc nieprzydatną i całkowicie odizolowaną. Przyjrzałam się Ayamaru, który nie do końca kontaktował. Również popatrzyłam na Mamoru, trzymającego mnie w swoich rękach.
- A-ri-ga-tou- starałam się powiedzieć, chociaż to jedne słowo podzielone na sylaby. Może tak mogłabym obejść barierę, jaką postawiła moja bezsilność jak i głębokie rany, spowodowane utratą pewnej części mnie. Posmutniałam znowu zdając sobie sprawę, że zawiodłam, a raczej, że zrobiłam coś dobrego, by sama poważnie ucierpieć. Wszak jak ja się pokażę w klanie, również jak spojrzę w oczy przyjaciół czy chociażby przyszłego senseia, co ja im powiem? Zamyśliłam się dość głęboko, obserwując kulturalne skinięcie lidera Kiyoshich.Ach, gdybym mogła powiedzieć wszystko, co chciałam, ale tak.. zostawiona na pastwę myśli, posłałam parę łez, mówiących o mojej bezradności.
Jednocześnie powoli zaczęliśmy znikać. Zarówno klon, Asami jak i Ayamaru zdawaliśmy się oddalać od całej zgrai, którą zaraz miał zaatakować ten sam człowiek, co nas wtedy. Musiałam i choć mogło być to niezrozumiałe to krzyknęłam. Z całą pasją, skupieniem i zużywając do końca resztki swoich sił.
- To on!
Niby dwa proste słowa, a jednak sprawiające niemiłosierny ból, od którego jeszcze bardziej zakręciło mi się w głowie. Plunęłam krwią, próbując zachować przytomność, przynajmniej do czasu, aż znaleźliśmy się w jakimś pomieszczeniu. Leżałam na sali w otoczeniu medyków, które za niedługo rozpoczną leczenie.
- Pomocy..- wymamrotałam, nie mogąc znieść bólu jaki się zaczął wzbierać. Miejsca, w których jeszcze niedawno były kończyny zaczęły pulsować, jednocześnie sprawiając ból jaki do tej pory był negowany przez medykament. Oczy przepełnione bólem błagały o litość, czyli innymi słowy o uśmierzenie bólu. Zostały mi minuty, ale na pewno nie godziny. Ciało coraz bardziej zaczynało samo się zmagać z bólem, co z kolei było widoczne przez dreszcze jakie mnie spowiły.
- To cena za jaką się poświęciłaś, Yukina - usłyszałam swój własny głos, jakby dochodzący z miejsca gdzieś blisko mnie. Rozejrzałam się niepewnie, jakby oczekując, że zaraz zobaczę swojego klona, jednak w rzeczywistości jedyną osobą jaką dostrzegłam był tata, wołający mnie do siebie.....

Ostatnio edytowany przez Yukina (2015-10-25 17:55:43)


http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8tu1z9vnk1r922azo1_500.gif

Offline

 

#187 2015-10-25 18:46:42

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Jezioro pamięci

Pierwszy i drugi klon [Akemi vs Oddział wyrzutków]


   Akami może i nie miał żadnych informacji na temat umiejętności własnego brata, co może budzić wątpliwości, jednak zapewne zdawał sobie sprawę z tego, co potrafili jego rodzice lub inni członkowie rodów, z których pochodzili. Ostrzegł zatem swych sojuszników, zdradzając im być może ich największy sekret - niezwykłej żywotności, czyniącej ich niemal niepokonanymi. W końcu ilekroć stawaliby do walki, która mogłaby się nawet zakończyć dla nich niekorzystnie, o żadnej tragedii nie mogło być mowy. Poza tym - Akami zdawał sobie sprawę z tego, że w bracie płynęła ta sama krew, co w nim samym. Ostrzegł, że przeciwnik, z jakim mieli się zmierzyć, nie będzie miał żadnych skrupułów, dlatego musieli się mieć na baczności.
   Na reakcję ze strony Wyrzutków nie trzeba było długo czekać. Zanim jeszcze przystąpił do ataku, cały ich oddział okryła gęsta mgła, uniemożliwiająca oponentowi dostrzeżenie czegokolwiek.


________________________________________________________________________________

Trzeci klon [Akemi vs Ito i medycy]


   Ito, widząc możliwości powielonego obecnie przeciwnika, nie zamierzał bynajmniej przemilczeć całego zajścia. Gdy tylko dotarł do nich, poinformował ich o zagrożeniu. Ci jednak, będąc nie tylko lekarzami, ale również i ninja, przyjąwszy do wiadomości te informacje, ruszyli na pomoc zepchniętym na krawędź istnienia sojusznikom. Nim dotarli na miejsce, drogę zagrodził im krzepki mężczyzna, którego twarz znaczyły liczne bruzdy. Natychmiast pojęli, że to przed nim ostrzegał ich Ito i przystąpili do działania.
   Zerwał się mocniejszy wiatr, jednak Akemiemu nie dane było dostrzec, co dzieje się z brygadą medyczną. Przed jego oczami skłębiły się bowiem zastępy kruków, zasłaniające całą scenerię.


________________________________________________________________________________



   Shinsaku wraz ze swym uczniem i podwładnymi odznaczyli się w zasięgu wzroku już jakiś czas wcześniej, przedostając się właśnie ponad murami, których kondycja pozostawiała wiele do życzenia. To, co dostrzegł, przeszło jego najtragiczniejsze scenariusze. Doszczętnie zniszczone obozowisko, pozostałości budowli, walające się w grząskim gruncie... Porozrzucane kawałki dziwacznych tworów, wykonanych z domieszki kryształu i drewna. W tym wszystkim dało się dostrzec niewypowiedzianą wolę walki o własne przetrwanie, już nawet nie o rację, dla której lub przeciw której walczyli.
   Dojrzał większe zgromadzenie ludzi. Nie minęła dłuższa chwila, kiedy był już na tyle blisko, by pochwycić szczegóły wyglądu zebranych postaci. Zauważył, że oto wreszcie przybył ten, którego wypatrywał. Przyjaciel. Ten, który mógł przeciwstawić się sile Samotników, uosobionej w jednym osobniku.
   - Odnajdźcie naszych - zakomenderował. Przy użyciu odpowiedniej techniki przez jednego z towarzyszy, skierował ich w odpowiednie miejsce, sterując glinianymi krukami. Sam natomiast pozostał na swoim, decydując się wesprzeć Kiyoshiego z powietrza. - A więc jesteś - zdawały się mówić jego oczy, kiedy przyglądał się poczynaniom Smoka z Baigai.
   Nawet nie odwrócił wzroku, kiedy ryk bestii wstrząsnął okolicą. Mieli obecnie swoją bitwę, o innej mogli pomyśleć dopiero za moment.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Shinsaku (2015-10-25 18:50:26)

Offline

 

#188 2015-10-25 22:02:15

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Jezioro pamięci

     Skupionym siedziałem na ptaku białym, nad ziemią zniszczoną, gdzieś w okolicach obozu, gdzieś, gdzie walka przeistoczyła się w rozmówki. Shinsaku wraz z przywódcą samotników wdał się w rozmowę, z której, według mojego zdania, żodyn nie wyszedł zwycięsko. Pozjadali się własnymi intencjami, przekonaniami i planami wobec wojny, która żniwa w postaci wielu niewinnych osób zebrała. Przeniosłem więc wzrok na lewo, gdzie zdarzenie okropne miało miejsce, tam gdzie fala pochłonęła wielu żywota, a no i wiele zniszczeń naniosła. Cóż powiedzieć, nie wiedziałem. Wskazałem palcem stronę, w której kierunku chciałem się udać, a biały ptak ruszył pełną szybkością na niegdyś wysokie mury, teraz sforsowane przez jeden z niszczycielskich żywiołów. Tam znajdowało się dowództwo, ocalali i inni, którym szczęście nad wyraz dopisało. Wzrok przeniosłem na dół, gdzie pod mymi zawieszonymi w powietrzu stopami, rozciągały się grupki martwych sylwetek, kałuż krwi i powbijanych nierówno broni. Błądziłem tak długo, aż spotkałem człowieka dyszącego, dającego oznaki życia lub wołającego o pomoc, każdego, kogo mogłem jeszcze uratować. Nurkowałem za każdym razem, gdy zaistniała szansa, że przydać mogę się jeszcze na coś. Zbierałem mężczyzn, kobiety, nie opatrywałem, gdyż medykiem nie jestem, lecz ciepłymi słowami opatulałem i ruszałem dalej. Moje zadanie było proste, pomagać na tyle, ile potrafiłem, jeno to mogłem teraz zrobić, gdyż w walce, jak widać, bezużyteczny jestem, póki co. Po godzinie, może dwóch, bardzo ciężko w takim stanie liczyć czas, zatrzymałem się na dobre. Wskazywałem bezpieczne miejsce, o ile takie wzrokiem albo innym zmysłem odnalazłem, chowałem ocalałych, podawałem wodę, jeżeli w okolicy takowa się znajdowała. Darłem nawet własne ubrania, coby niektórym krew się mocno nie lała. Czasem zdarzyło mi się otrzeć komuś czoło, posłać wzrok współczujący, choć także przepełniony podziękowaniami za to, że raczyli odważyć się wspomóc kraj, za który ja i mój mistrz tak uwzięcie walczymy.
     Przyszło mi raz kwestionować jego metody, tudzież plany i spostrzeżenia. Jak śmiałem raz, tak nigdy więcej nie śmiem tego robić. Przykucnąłem gdzieś przy pękniętej belce, ogarnąłem wzrokiem wszystkich, których udało mi się zebrać i rozpocząłem odpoczynek. Po mej prawicy znajdował się kruk, na którym przeleciałem tak długi dystans, zaś po lewej stronie kobieta, która łkając modliła się o lepsze czasy tego świata. Zerkałem na nią bardzo często, gdyż jej smutna postawa nie dodawała mi ochoty, wręcz przeciwnie, wprawiała w stan lekkiego zakłopotania i otaczała melancholią. Przymknąłem powieki na moment krótki, oddałem się powiewowi zimnego powietrza i czekałem na rozkazy. Ignorowałem ludzi, którzy biegali w te i z powrotem obok mnie. Odnalazłem takie miejsce, w którym nie martwiłem się o własny los, a tym miejscem była wschodnia część obozu, jakże bezpieczna - miejsce, do którego fala nie dotarła, nie zebrała żniwa, a tym samym pozostawiła miejsce suchym i nienarażonym na niebezpieczeństwo. Zarówno ludzie, których udało mi się zebrać, a także i ja, czuliśmy się komfortowo. Na tyle, na ile dawały nam możliwość smutne fakty o tej wojnie.

Offline

 

#189 2015-10-25 23:13:12

Yoshiro

Martwy

50579205
Zarejestrowany: 2015-01-10
Posty: 206
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Płeć: Męzczyzna
Wiek: 24

Re: Jezioro pamięci

     Klony pojawiły się na polu bitwy, a biorąc pod uwagę umiejętności oryginału, kopie też nie należą do słabych. Nie zaatakowały jednak od razu, a jakby czekały na polecenia. W czasie tych kilku sekund oczekiwania, cały teran walki pokryła gęsta mgła. Nie byłem w stanie nic zobaczyć. Prawdopodobnie była to technika użyta przez jednego z moich kompanów, którzy znajdowali się w okolicy. Nie mogłem nic zrobić, nie potrafiłem odnaleźć się w terenie, ale co za tym idzie, moi przeciwnicy również nie byli do tego zdolni. Cała ta sytuacja była dla mnie korzystna, ponieważ w otwartej walce niemiałbym szans, jednak w tym przypadku mogę uniknąć bezpośredniego starcia. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko czekać na rozwój wydarzeń. Nie mogłem walczyć, ale też nie opuściłem gardy. Starałem się wyczulić zmysły, szczególnie słuch i węch, żeby być gotowym na unik w razie ewentualnego ataku. Ja sam nie radzę sobię bez zmyłu wzorku, ale może przeciwnik potrafi się bez niego obyć? Chciałem być na to przygotowany.

przepraszam za śmieszną jakość i długość tego posta

Ostatnio edytowany przez Yoshiro (2015-10-25 23:13:58)


http://i.imgur.com/LXSXbxc.png

Offline

 

#190 2015-10-26 00:07:56

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

Miyuki



     Błądziła kobieta niewysoka wśród bladych sylwetek rozsianych w wyrwie po bombie. Wzrok jej spoczywał na mężczyznach, w których starała się odnaleźć własnego brata, lecz na szczęście, bądź nieszczęście, nie odnalazła go. Wtem jej uwagę przykuł wyznawca jednego z najpotworniejszych wrogów, lecz ledwie na moment, gdyż zlała go ciepłym moczem, odwróciła wzrok jakby nigdy tego nie usłyszała i dalej rozpoczęła chód. Klony rozbiegły się wśród rannych, pomagały oraz leczyły. Dbały, by każdy kto przeżył ten niefortunny atak, dał radę odetchnąć jeszcze przez chwilę. Nie oznacza to, że półżywym nie dawała nadziei, wręcz przeciwnie. Jeżeli jakikolwiek klon odnalazł człowieka, który przykładowo nie miał już połowy ciała, to Miyuki za pomocą własnej chakry łagodziła jego ból, pomagała odejść na drugą stronę w najmniej niekomfortowy sposób. Siostra jej zadanie miała niemniej podobne, gdyż obydwie wyznawały te same zasady i tymi samymi priorytetami kierowały się w życiu.
   - Nie udało mi się uzyskać informacji, które mogłyby określić położenie naszego brata. Jedynie wyznawca Jashina, człowiek, którego zdanie się dla mnie nie liczy, powiedział, iż dawno jest on martwy. Czy mu wierzyć, czy nie, nie myślmy nad tym zbytnio. Czas przyniesie odpowiednie informacje, a teraz skupmy się na zadaniu pierwszorzędnym. Kilka klonów może nie wystarczyć, także same musimy uczestniczyć w procesach leczenia. Zajmijmy odpowiednie miejsce w namiocie medycznym, o ile takowy jeszcze się tu znajduje. - Rzekła pierwsza z nich, na co druga jedynie kiwnęła. Obydwie przeszły metrów kilkanaście i zatrzymały się przed wejściem do namiotu, gdzie leczono garstkę ocalałych. Jeżeli takowego nie było, to same zadbały o utworzenie miejsca odpowiedniego do leczenia potrzebujących.
   - Przyzwę ślimaczą damę. Nasza chakra nie wystarczy do uleczenia tylu osób. Nie możemy także ignorować ewentualnego ataku z zewnątrz. Wszystko musimy mieć na uwadze. - Podkreśliła druga o długich, splątanych, czarnych włosach i odeszła na bok, co by przywołać swego summona. Nie wiedziała w prawdzie, iż w ślimaczym królestwie znajduje się jej brat. Nie kierowała się tą informacją, a zwykłą chęcią oraz obowiązkiem pomocy dla rannych, według kodeksu prawdziwego medyka. Tak też szkolili ją mentorzy, jakże i sam brat. Tak bardzo chciała mu dorównać, że i na polu walki pragnęła popisać się swymi umiejętnościami medycznymi. Do tego potrzebowała większych zasobów energii, a takie mogła dostarczyć im Katsuyu.

Shinobu



     Nie wszystko wychodzi tak pięknie, jak można byłoby to namalować. Plan pierwszy zawiódł, to też eskorta zastępcy przywódcy nie doszła do skutku. Wznosząc się ponad sto metrów nad ziemią, stojąc na czubku rysowanego ptaka, Shinobu opuszczał wzrok na walczących, oglądał ich ruchy, a robaki wokoło świrowały, gdy tylko do ich zmysłów dostał się ryk ogoniastej bestii. Najsilniejszy z rodu zwrócił wszystkie owady do siebie, jedynie część zostawił przy zastępcy, te, które były odporne na strach, w pewnym sensie tego słowa znaczeniu. Dwa, może trzy unosiły się obok jego prawego ucha, a jeden zasiadał na ramieniu. Reszta wpełzła do jego ciała. Złożył on dłonie pierwszy raz od momentu tego pojedynku, gdyż kontroli wielkiej nad nimi sprawować nie musiał. Odezwał się także słowami prostymi do swych towarzyszy, a ptak zaczął krążyć na niebie. Jaki był temu cel? Ano właściwie żaden, żaden szczególny. Wspieranie klonów zastępcy to był chyba jedyny ważny priorytet. Wtem zjawiła się jednostka nieoczekiwana, która pojawiła się właściwie znikąd, a energia jej biła po nozdrzach. Shinobu skupił na niej swój wzrok, który szaleńcze wyszukiwał informacji kimże może być tak potężna persona. Nigdzie jednak w swej pamięci nie odnalazł faktów, które mogłyby wskazywać na jej tożsamość.
     Na ziemi ukazała się więc jego sylwetka. Wzruszył ramionami, wykonał pełne okręgi, coby rozgrzać własne ciało i ruszył wolnym krokiem przed siebie, wprost na mężczyznę, który mruknął coś pod nosem, a rękę okrył kryształem zielonym. Stopami zaznaczał ślad, dystans, który udało mu się pokonać, a będąc w odległości dziesięciu metrów, zatrzymał się. Splótł ręce przed torsem, uniósł podbródek dumnie i przyglądał, jak mężczyzna z zakrytym okiem łapie jednego z klonów, który poruszał się prędkością nie do opisania. Jakże sprawny, jakże silny - takie zdanie przychodziło mu na myśl, choć strachu nie okazywał. Jego twarz nie zdradzała nic, choć jej połowa przykryta była przez białawy kołnierz, oczy zaś przez ciemne okulary.
   - Jaką tożsamość skrywasz człowieku, któryś za jednym ruchem ściągasz tak szybkiego klona? - Wtem uległ wątpliwości, czy w ogóle nieznany gość będzie miał ochotę z nim rozmawiać. Pozostał jednak nie wzruszony, a ekipa, która latała na rysowanym ptaku pognała w stronę zachodnią. Tam, gdzie znajdował się Matsuo, oraz reszta walczących. Na lecącym ptaku znajdowało się dwóch gości, jeden z umiejętnością szybkiego rysowania i jeden, który swych zdolności jeszcze nie pokazał, a także prawdziwy Akemi.

EdoTensei



     A tutaj działo się najwięcej i choć najwięcej można napisać, to potoku słów tworzyć nie będę. Napiszę więc krótko, mam nadzieję treściwie i na temat. Wpierw rozległo się światło, a tuż po nim ciemność utworzona przez masywną ilość piachu, która okryła szkielet jasnej zbroi. Rozległ się głos Matsuo, który zapytał raz, a prosto, czy wszyscy wewnątrz czują się dobrze, a może inaczej - czy wszyscy wewnątrz są bezpieczni. Zgromadzeni przytaknęli, odczuwali chwilę spokoju, to też czarnowłosy nawiązał rozmowę ze swoim przywódcą. Nie szczędził słów, które przekładały się na niezbędne informacje. A te były jak najbardziej potrzebne w czasie zgubnej wojny. Rozprostował dłonie, a wzrok utrzymywał na sylwetce czerwonowłosego, który widocznie bardzo męczył się z kontrolą tak ogromnej ilości piachu.
   - Co mam rozumieć poprzez królestwo ślimaków? Po obozie źródeł nie zostało praktycznie nic, a sam z Miyaguchim, Ayatane oraz jednym chłopakiem z mego rodu zostaliśmy wplątani w walkę z Shinsaku, przywódcą wyrzutków. Nie twierdzę, że jest nam ciężko, choć pomoc także byłaby dla nas wyjściem dogodnym [...]. Miejmy nadzieję. - Zamilkł na moment, a choć nie spuszczał wzroku z towarzyszy, to oddał się chwili spokoju i głębokich, kontrolowanych wdechów. Po przerwie rozległ się znowu jego głos, choć słowa te kierowane były do walczących, a nie lidera, z którym przed momentem utracił 'połączenie'. To co miał przekazać, przekazał, to też nadeszła pora na dalszą część pojedynku.
   - Starczy tego osłaniania się, wydostań nas stąd! - Krzyknął.
     Kopuła utworzona z piachu pierwotnie miała pełnić formę bańki, która utrzymywała w środku Samotników. Wiadomo, piach posiada ogromną wytrzymałość, której nie łatwo przełamać, a na pewno nie przeciętnemu wojownikowi. Solidność to jednak nie wszystko, w świecie liczą się także umiejętności i atrybuty wojenne, takie jak szybkość. A na tym aspekcie począł polegać czerwonowłosy, który utrzymując odpowiednią pieczęć wprawił piach w ruch. Kopuła podzieliła się na kilkanaście, może więcej pasków, z czego co drugi wirował w inną stronę. Górna część kopuły poruszała się w prawą stronę, kilkanaście centymetrów położony niżej pasek poruszał się już w lewą. I tak na zmianę. W takim układzie zapora rozszerzała się delikatnie - Miyaguchi dbał o każdy szczegół tego ruchu. Wprawiona w ruch kopuła mogła przypominać technikę klanu Hyuuga, która polegała na szybkim obrocie. Lawa, która znajdowała się na nawierzchni, bądź magma, która wciąż opadała na piach została teraz zmieciona, bądź roztrzepana dookoła. Dodatkowo, tak jak wspomniałem nieco wyżej, piach rozszerzał się, to też w wielu miejscach powstały liczne, choć cienkie wyrwy. Z tych szczelin swym ocznym jutsu wyglądał Matsuo, co by wypatrzeć odpowiedniego miejsca.
     Kolejnym rozkazem zebrał przy sobie wszystkich, także i białowłosego, który teraz wyglądał na mniej obolałego. Miyaguchi przesuwał piasek razem ze zgromadzonymi w środku, toteż mogło to wyglądać jak prawdziwy rzymski żółw. W sensie ta formacja bojowa, czy jak to tam szło. Poruszający się piach chronił przed ewentualnymi, kolejnymi atakami, a także umożliwiał minimalną, choć nad wyraz potrzebną widoczność. Czarnowłosy nie posiadał głębszego planu w tym działaniu, choć jego uwagę zwrócił donośny ryk ogoniastej bestii. Nie wiedząc, co takiego mogło wydać tak potworny krzyk, postanowił wycofać się na bardzo daleką odległość od walczącego z nimi Shinsaku. Jeżeli jednak ten leciał wciąż za nimi, cóż, Samotnicy poruszali się w stronę obozu. Szybkość ich wynosiła tyle, ile najmniejsza szybkość któregoś ze zgromadzonych. Szybkość piachu zaś wynosiła tyle samo, ile we wyżej wspomnianych postach.
     Dawny przedstawiciel klanu Sabaku dbał, by jego zasoby piaskowej zbroi były ciągłe wymieniane. Kopuła, która ochraniała zgromadzonych stopniowo zostawała wypalana, to też piasek spod stóp ninja unosił się ku górze i oblepiał miejsca, w których brakowało elementów. W ten sposób kopuła pozostawała nienaruszona i stanowiła najważniejszy punkt niezniszczalnej obrony. Nie wszystko jednak jest nieskończone, jak na przykład chakra Miyaguchiego, która z każdym krokiem stopniowo wyparowywała. Nie można jednak powiedzieć, że ruchy te były zbędne, gdyż potrzebne były, aż za bardzo. Strach pomyśleć, co stałoby się z walczącymi, gdyby nie było tutaj Sabaku. Być może już dawno pożarłaby ich lawa.
    - Któryś z was wie, czym mógł być ten ryk? - Zapytał Matsuo po pokonaniu kilkunastu metrów. W jego głosie nie dało się odszukać strachu, lecz bardziej niepewność. Nawet za swego prawdziwego życia nie ujrzał bestii, a jaka mogłaby być jego reakcja, gdyby ujrzał ją teraz. Czy ogarnąłby go niepokój? Nie jestem pewien, czy w ogóle jest to możliwe. Warto jedynie dodać, że od czasu rozmowy z Shinsaku, jego ruchami steruje Ichuza. Wolał przejąć taki obrót spraw.

Ichuza



     Czas płynął tu nieubłaganie. Spoglądałem w przestrzeń po prawo, by pamięcią wrócić do obozu źródeł. Nie zwracałem uwagi, że brat mój usiadł obok mnie, że Setsuna odnalazła swoje miejsce obok ślimaka. Żołnierze, którym udało się uchronić przed śmiercią siedzieli, czekali w niecierpliwości, a to czekanie przynosiło ciszę. Okropność, która nie dobiegała do uszu, a jednak denerwowała i wytrącała z równowagi. Jedynie myśli oraz marzenia dawały chwilowy stan zapomnienia i analizy. Wysoka przywódczyni klanu z północy pytała o przyszły plan, a choć z mych ust wyszły słowa pełne, to w głowie świtała pustka. Nie wiadomo, co takiego zastanie nas po powrocie, nie wiadomym jest nawet, czy uda nam się wrócić. Pytanie jedno pozostawało nienaruszone w mym umyśle, czy naprawdę nie znajdzie się użytkownik tego samego paktu, który posiadam. Nikt nie wezwał królowej ślimaków mimo tego, że posiada ona najpotężniejszą i najbardziej przestronną moc leczenia. Czy prawdziwie jest tak mało medyków na tym świecie, że nikt nie raczył sięgnąć po zwierzęta? Zamlaskałem dość głośno, powstałem na moment krótki, sięgnąłem po wodę w bukłaku i nabrałem kilka łyków orzeźwienia. Tuż po tym zasiadłem ponownie, wtuliłem się w biało niebieskie ciało królowej ślimaków i dokończyłem to, co zacząłem prawie godzinę temu - czekałem.
     Wtem odzyskałem świadome połączenie z mymi ludźmi, z tymi ożywionymi, choć od dawna martwymi. Matsuo zaczerpnął powietrza, ochronił go piasek, więc odpoczywając przez moment przesłał mi informacje na temat swojego położenia, sytuacji w której się znajduje oraz wszystkich faktów, które udało mu się zdobyć. Jedynie Miyaguchi wciąż pracował, to też nie wytrącając go z równowagi, nie wdawałem się w mentalną rozmowę. Pytałem jedynie mężczyznę o czerwonych oczach, czy nie widział posiadacza paktu ze ślimakami, choć jakże się okazało było ich tam nie wielu. Obozu dokładnie nie widział, lecz wiadomym było, że wiele osób nie przeżyło, a nawet jak uda mi się wrócić, to zastanę jedynie pustkę i wyrwę po tym, co zdziałała ogromna bomba. Przyłożyłem lewą dłoń do głowy i przeczesałem czarne włosy tak, iż każda końcówka zaczesała się do tyłu. Przymknąłem powieki, oddałem klimatowi ślimaczego królestwa i zacząłem mówić, a odbiorcą mym była kobieta, z którą niegdyś zawiążę przyszłość. Przekazałem jej wszystko co wiem, tym samym wszystko, co wie Matsuo. Być może te fakty pomogą jej odnaleźć się w zaistniałej sytuacji. Być może odnajdzie ona jakiś pomysł.
     Ziewnąłem, gdyż jeszcze przed momentem drzemałem sobie miło. Drzemka, która przerodziła się w krótki sen, przeobraziła odpoczynek w regenerację zasobów wewnętrznej energii. Zacisnąłem prawą pięść na kolanie i nadal z zamkniętymi powiekami oczekiwałem powrotu na pole bitwy, lecz jakie były me myśli następne? Wydawało mi się przez moment, że najlepszym byłoby wycofanie wojska. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, Matsuo świadomie wywołał konflikt pomiędzy Samotnikami, a Wyrzutkami. Czy taki obrót spraw podobał mi się w stu procentach? W stu na pewno nie, a jeżeli w iluś, to na pewno w liczbie małej. Uczułem zmęczenie, które przeszyło mnie skronie na wskroś. Jakże ta potyczka, te sprawy polityczne i wojenne wykończają każdego. Sprawiają, że człowiek staje się jedynie jednostką słabą, nic nie wnoszącą. Cóż mam teraz zrobić? Przejąłem pełną kontrolę nad ciałem Matsuo, by pokierować jego ruchami, lecz nie odezwałem się ani słowem. Nie ciągnąłem tego, co zapoczątkował, nie wdawałem się w rozmowę z Shinsaku, choć wiedziałem, że winienem choć trochę problem ten sprostować. Kontynuowałem jedynie to, co było dla nas obydwojga nieuniknione. Walka, jakże niepotrzebna.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#191 2015-10-26 13:40:54

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Jezioro pamięci

   -Nikt was tutaj nie trzyma! - Wydarło się z gardła chłopaka, którego wynurzające się spomiędzy przybrudzonych czerwonych włosów brwi obniżyły się niebezpiecznie. - Jeżeli chcecie odejść, to czyńcie to, byle prędzej. Droga wolna! Nikt nie może was zmusić, by służyć waszemu narodowi, prawda? Tylko kim będziecie w oczach tych, którzy oddają właśnie życie za to, by bronić waszego wspólnego interesu? Kim będziecie w opowieściach ich rodzin, kiedy dowiedzą się o tak licznej grupie, która wolała zdezerterować, niż udzielić pomocy ich bliskim? Nie proszę was, byście włączali się do bitwy, bo faktycznie nie czeka was tu nic poza śmiercią. Możecie jednak oddać przysługę waszej ojczyźnie, otaczając opieką tych, którzy jeszcze mają szansę, która jeszcze nie odeszła razem z wami!
   Zamilkł, zdając sobie sprawę z wagi własnych słów. On sam najchętniej rzuciłby się do ucieczki, pozostawiając ten cały pierdolony grobowiec za sobą z obietnicą, że nigdy już nie podejmie się ryzyka, które przewyższa jego możliwości. Nie różnił się on niczym od tych przestraszonych ludzi, którzy gromadzili się wokół, szkalując wszystkich wokół.
   - Nie twierdzę, że ja mogę coś wskórać. Ale skoro dałem swoje słowo, obiecałem, że zrobię wszystko, co tylko mogę, by Kraj Ognia zwyciężył, to tego dokonam - powiedział, już znacznie spokojniej, unosząc lewą rękę nad głowę. Spod zabłoconego rękawa wysunęła się bransoleta, którą wręczył im wcześniej dowódca. - Pamiętajcie, że może i rzeczywiście ninja stali się dla was największym zagrożeniem w tej bitwie, jednak bez ich pomocy już dawno wasze serca zatrzymałyby się, utopione gdzieś wśród mułu. Wracam do obozu, by złożyć raport o nas, ocalałych i wysłuchać rozkazów. Kto chce, niech idzie ze mną. Reszta - niech robi, co chce.
   Spojrzał po zebranej grupie, szukając ewentualnych towarzyszy. Następnie odwrócił się na pięcie i pobiegł przed siebie. Miał nadzieję, że uda mu się odnaleźć Mamoru bez większych trudności.

Offline

 

#192 2015-10-26 14:45:00

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 937
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Jezioro pamięci


        Rudobrody dziadek miał sporo słuszności w tym, że podróżowanie osobno zwiększa nasze szanse na uniknięcie wykrycia, zwłaszcza w najeżonym przez żołnierzy i ninja terenie ale czułem a właściwie wiedziałem, że ma on jakąś istotną wiedzę odnośnie potwora, który rósł za naszymi plecami. Skąd mogłem to wiedzieć? Jego reakcja i rozkaz skierowany w moim kierunku dosadnie informował mnie, że ma on coś z tym wspólnego albo chociaż rozumie co tak naprawdę tu się stało. No i oczywiście ten zwój, który spoczywał teraz w mojej kieszeni. Do czego on mógł służyć? Miało to zabić tego potwora czy może zapieczętować? Fuuinjitsu nie było moją mocną stroną aczkolwiek posiadałem jakąś wiedzę, która pozwalała mi dostrzeżenie funkcji symboli zapisanych na materiale. Tak więc musiałem pilnować tego jak oka w głowie bo może to przesądzić może nie o losie wojny, co o żywocie bestii. Niestety na drodze pojawił się kolejny problem, tak jakbym miał ich mało w ciągu pobytu na terenie gorących źródeł.
       Przede mną a właściwie przed nami, bo dziadek wciąż był obok, wyłaniała się grupka postaci, stojąc praktycznie w bezruchu. Wyglądało to dosyć podejrzanie aczkolwiek im bardziej sie do nich zbliżaliśmy tym wyraźniej dostrzegałem, że następuje tam jakiś konflikt lecz póki co tylko słowny. Wtem poznałem jedną ze stojących osób. Ikkyo, spotkałem go nieopodal swojej kryjówki gdy przemierzał rejony. Nie było to raczej przyjazne spotkanie aczkolwiek wiem, że należy do klanu Uchiha i strzelam, że dwójka stojących obok niego gości, również należy do czerwono-białego wachlarza. Zresztą tak jak sam Ikkyo może nieco wyróżniał się z tłumu, tak pozostali rysami twarzy swych genów nie mogli oszukać. W mojej głowie nastąpił dosyć istotny dylemat. Powinienem dalej trzymać się na uboczu czy wspomóc ludzi ze swego klanu? Bądź co bądź może skrywam swoją przynależność ale czerwone oczy wyjaśnią wątpliwości.
   - Ci trzej to Uchiha, tamci muszą być po przeciwnej stronie. Trzymajmy się razem, stawiam że wiesz jak powstrzymać to coś co właśnie ryknęło.
       Oczywiście skierowałem to do dziadka, chodź nie krzyczałem tak jak on by wszyscy naokoło mnie usłyszeli. Przez niego straciliśmy też pewien element zaskoczenia a wrogowie mych pobratymców wciąż wydawali się stać nieruchomo. Genjutsu? Może jakaś podmiana albo inna pułapka? Nie mogłem pytać, musiałem działać. Złożyłem pieczęci i gdy znalazłem się jakieś 30 metrów od celu, wyplułem ogromnego ognistego smoka w kierunku oponentów moich towarzyszy z klanu. [Szyb.Tech. 343] Nawet jeżeli unikną w jakimś sposób ataku albo zastosują podmianę, chciałem dać im do zrozumienia, że nie powinni być tacy pewni a trzem Uchiha, powinno podnieść to morale. Chwile po ataku stworzyłem klona, który miał na celu nie stracić z oczu dziadka i w razie czego podążać za nim gdyby postanowił odbić w inną stronę. Narzuciłem także na swego klona podmianę, również w ostrożności jakbym przez wypluty z ust ogień nie dojrzał ataku.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#193 2015-10-28 18:34:29

Mamoru

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-03-14
Posty: 66
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton [?]
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 35 lat

Re: Jezioro pamięci

Wszystko wskazywało na to, że mój plan się powiódł. Ranni zdołali uciec, tak więc zwiększyło się prawdopodobieństwo, że przeżyją. Mam tylko nadzieję, że z dziewczyną z Senju wszystko będzie dobrze...

Nie dane mi było jednak nawet przez sekundę przeanalizować obecnej sytuacji. Wszystko za sprawą napastnika, którego, tak przynajmniej mi się wydawało, unieszkodliwiłem wcześniej. Tym razem przybył z klonem lub obie postaci to repliki, a sam przeciwnik chowa się w innym miejscu i czeka na dogodny moment. Tego nie wiem, okaże się w niedalekiej przyszłości. Wiem jedno, muszę obronić się przed atakiem i przygotować na ponowne spotkanie.

Ja i mój klon błyskawicznie rozpoczęliśmy składanie pieczęci do dwóch technik. Pierwsza, której autorem był klon, to Mokujōheki. Drewniana zapora miała za zadanie ochronić mnie oraz umożliwić przygotowania do ataku. Pod kopułą widoczność była bardzo mała, nawet dla kogoś z zewnątrz.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
----
30.06.2016r.
Po zakończeniu wojny wróciłem do siedziby własnego klanu.

[z/t - Chikai - Klan Senju - Siedziba lidera klanu]


[img][/img]



OCHRONA [NPC]: Amaya

Offline

 

#194 2015-10-28 21:44:20

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Jezioro pamięci

    Nowe towarzystwo – nawet jeśli tylko chwilowe – zaskoczyło młodego mężczyznę, który nie zdążył powiadomić dwóch swoich kompanów. Na domiar złego słowa starca zaniepokoiły Logena, jak pewni i pozostałych; chwilę później już mogli wiedzieć, co takiego ów człowiek miał na myśli. Teraz i Logen nie miał wątpliwości, co do dziwnych odczuć, to musiało być to coś, co ryknęło.
    Z rudowłosym był ktoś jeszcze, jednak nie było wiele czasu na zastanawianie się, kto to. Kiedy zaatakował techniką Katon stojących im na drodze ninja, Logen mógł założyć, że to jeden ze sprzymierzeńców. Przynajmniej nie kolejny kłopot… – pomyślał młodzian, oglądając się w miejsce, gdzie trafił ognisty smok.
    - Dzięki za pomoc, choć nie było potrzeby. – głośno powiedział Logen, tak aby tamten go usłyszał. Nowy, nieznany przeciwnik wyglądał na potwora, z którym lepiej nie zadzierać. – To pewnie o to pytała tamta dwójka. – wyjaśnił dwójce towarzyszy Logen.
    Nie do końca wierzył, aby ognisty smok zdołał załatwić tamtą dwójkę. Dlatego Logen zaczął przeszukiwać swoimi zdolnościami okolicę, aby sprawdzić swoją teorię. Musieli ruszać dalej, żeby oddalić się od bestii, ale nie mogli przecież wpaść znów na tamtą dwójkę tak od razu. Gdyby tak się stało, Logen próbowałby użyć na tamtych GenJutsu.
    Gdyby jednak okazało się, że droga jest wolna, wówczas kazałby wszystkim ruszać, aby oddalić się od bestii, a następnie kierować się do obozu wroga. Choć czuł, że to zadanie już nie ma takiego sensu jak na początku.
    - Ikkyo, co z twoimi klonami? Wiesz już coś? – pytał młodzian przez ramię. Potrzebował tych informacji, może klon spotkał te bestie i coś więcej się dowiedział.


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#195 2015-11-02 17:19:36

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 331

Re: Jezioro pamięci

[Akemi vs Ito i medycy]



     Akemi ruszył do ataku wyraźnie obawiając się swojego przeciwnika, którego ciało pokrywała błyskawica. Opanował swój szał i postanowił zabić... medyków. Wyglądało bowiem na to, że bał się konfrontacji z Ito. Z pewnością nie był to czyn godny opowieści jakie krążyły o potężnym Samotniku. Jednak to nie strony Ito spotkała go trudność, a ze strony ptaków. Stado kruków przyzwanych dzięki technice ninja. Ptaki odbijały się jednak od Samotnika, niezdolne aby zmienić kierunek jego ruchu. Jeden cios ze strony Samotnika zniweczył szanse ucieczki medyków, mimo że był to niezbyt czysty cios. Ze stopy medyka, który przyjął cios, pozostała krwawa papka. Kryształ na, którym wciąż stali, pękił, zsuwając się z zabezpieczającego go drewna i zaczął zsuwać się po wciąż podtrzymywanych elementach kopułu. Wyrzutki zostali wytrąceni z równowagi na tyle, że przestali robić to co robili. Kruki wciąż krążyły komplikując widoczność, pewne jednak było, że wszyscy spadli.

[Akemi vs Oddział wyrzutków]



     Po raz kolejny Samotnik ruszył do ataku i po raz kolejny spotkał się z zasłoną, czyżby specjalnością Wyrzutków było chowanie się i uciekanie? Tym razem jednak wydawało się że zasłona spełnia swoją rolę nieco lepiej, ale tylko na początku. Podmuchy wiatru sprawiały, że w zamglonej okolicy pojawiały się bardziej i mniej przejrzyste miejsca. Po chwili jeden z klonów mógł ujrzeć sylwetkę lub tylko tak mu się wydawało. Kiedy ruszył na niego ze swoją techniką poczuł uderzenie, jednak nic nie ujrzał. Mgła zgęstniała z powrotem, działo się tu coś dziwnego.
Yoshiro i jego sojusznicy nie zostali oszczędzeni przez mgłę ich widoczność była ograniczona w takim samym stopniu jak innych, zmysł wzroku stał się praktycznie bezużyteczny, co jakiś czas ukazując coś co mogło być drugim człowiekiem, duchem bądź tylko przywidzeniem. Dźwięki jednak były całkowicie realne, a wszechobecne gruzy, błoto i kapanie wody, dostarczało sporą dawkę odgłosów.

[Akemi Vs Kopuła]


   
   Dwóch Akemich pojawiła się we wnętrzu Kopuły w miejscu gdzie znajdowało się wystarczająco wielu godnych przeciwników by Samotnik przeszedł do nieco bardziej skomplikowanej strategi niż do tej pory. Pełen złości postanowił za pomocą swoich nici wytworzyć niszczycielską broń i zaatakować w pełni losowo. O dziwo spotkał się z odpowiedzią i to z wielu stron jednocześnie, powstawała kolejna kryształowa kopuła mająca za zadanie obronić tych, którzy nie byli w stanie się obronić samodzielnie. Za wolno nici przedostały się zanim zdążyła się w pełni zmaterializować. Miecz pochłaniał kolejne ciała do  momentu, kiedy nici nie zostały przecięte przez generała wojsk ognia, wyglądało na to, że mężczyzna posiadał niemałe umiejętności i co najmniej dorównywał szybkością klonom Akemiego i wkrótce zupełnie zneutralizował atak jednego z klonów. Druga kopia, trafiła na nieodpowiedniego przeciwnika. Ryo również pełen złości, pragnący sprawiedliwości czy raczej zemsty za to co stało się jego krewniakowi nie zwlekał, starał się pochwycić nici Akemiego, dzięki ochronie z kryształu, cóż nie do końca wyszło to tak jak oczekiwał. Nie zdołał w pełni osłonić dłoni na czas, krwista kreska przecięła jej wnętrze,zanim dalsze uszkodzenia powstrzymał kryształ utrzymując jednocześnie nici w dłoni Kiyoshiego, który nie zastanawiając się postanowił za ich pomocą rzucić Samotnika o ziemie. Ten faktycznie po chwili znalazł się w powietrzu, nieuchronnie zmierzając do ziemi. W tym czasie Senju zdołał ukryć się przed wzrokiem większość zgromadzonych i wysłał swoje klony aby obserwować sytuacje.

[Las]



    - Głupcze, używając chakry ściągasz go do siebie, a co ważniejsze ściągasz go w moim kierunku! W dodatku narobiłeś sobie potężnego wroga czy uważasz, że walka w tej sytuacji jest najrozsądniejszym wyjściem! - Staruszek był wyraźnie poirytowany zachowaniem Yocharu. Nie zwalniając ani odrobinę, a nawet wydawał się nawet przyśpieszyć(szybkość 300). Wyciągnął z właściwie ciężko stwierdzić skąd wyglądało jakby z rękawa czy może nawet własnej ręki dwa kunai'e i posłał je w kierunku podążającego za nim klonem. Broń została rzucona dość silnie i szybko, zmierzała w kierunku klona Yocharu z mniej więcej taką samą prędkością z jaką poruszał się sam staruszek. Problem stanowiła jednak celność, która pozostawała wiele do życzenia. Oba kunaie wydawały się zmierzać w znacznej odległości(około 1 metra z każdej strony z boku) od Yocharu. Czyżby staruszek nie dowidział? A może nie chciał zrobić krzywdy swojemu prześladowcy. Nie z tego co pokazał wcześniej doskonale orientował się z kim ma do czynienia więc wiedział, że śledzi go klon. Może to tylko sztuczka mająca odwrócić uwagę może, zaraz pojawi się następny atak. Bum! Chmura dymu spowiła miejsce w którym przed chwilą był staruszek.
   Technika Yocharu wprowadziła pewne rozluźnienie w ekipie Uchiha, okazało się bowiem, że jest on sojusznikiem i wyeliminował potencjalne zagrożenie. Jednak czy na pewno to było zagrożenie? W miejscu przez które przemieszczał się ognisty smok nie zostało nic po za popiołem i resztkami ognia, który był dość niebezpieczny biorąc pod uwagę suchość powietrza oraz dość wietrzną pogodę. Nie pozostało nic co mogło by pozwolić na zidentyfikowanie przeciwnika, żadnych nadpalonych zwłok czy stopionych broni. Na dodatek Logen mógł poczuć, że w momencie gdy fala ognia miała uderzyć w przeciwnika, dziewczynka używała chakry, nie wpadła więc w technikę paraliżującą. Dziwne też,że nie wyczul jak ich chakra z nich ulatuje jak to było w momencie śmierci, oni po prostu zniknęli.

[Obóz Ognia]



Atmosfera w obozie ocalałych wcale się nie polepszała wręcz przeciwnie. Przemoczeni zziębnięci, narażeni na działanie wiatru mieszkańcy zniszczonego już obozu byli rozdrażnieniu.  Jeszcze te robaki, nie dawały im spokoju. Ich znajomi zostali zabici, nie za pomocą miecza czy włóczni, o to nie mieli by pretensji w końcu to była wojna. Zostali zabici przez coś czego nie rozumieli. Przez ludzi, których umiejętności znacznie przerastały to co człowiek powinien umieć. Przez demony zwane ninja. Addate opacznie zrozumiał ich lojalność, większość z nich była wierna swojemu krajowi, cześć była nawet w stanie za niego umrzeć, ale nie tak. Nie w ten sposób, nie przez gigantyczną falą wysłaną przez jakiegoś białowłosego młokosa. Teraz równie młody chłopak posługujący się tymi samymi demonicznymi umiejętnościami, zarzuca im tchórzostwo i podburza do przysłużenia się krajowi. W umyślę tych ludzi największe zagrożenie dla klanu stanowili obecnie właśnie ninja, bez znaczenia do którego klanu należeli. W ruch poszły kamienie, najpierw jeden spadł tuż obok Addatte. Następnie kolejne zaczęły się sypać z nieba. Nie leciały szybko, nie były rzucone zbyt mocno jednak ich ilość coraz bardziej się zwiększała. Wkrótce na głowy ninja leciał błotnista kamienisty deszcz stworzony przez ludzi, którym uratowali życie. Nikt nie zwrócił uwagę na drugą część wypowiedzi Addate, a nawet jeśli potraktował to bardziej jak groźbę

[Obóz Źródeł]



     Mężczyzna widząc brak reakcji na rozpaczliwy krzyk pomocy ponownie odezwał się jednak zupełnie innym tonem.
- Pomóż mi, pragnę twojej krwi! - Jego ciało było skąpane w krwi jednak wstał bez najmniejszych problemów, wiele więc wskazywało, że nie pokrywała go jego krew.Czyżby  kolejny z szalonych wyznawców jashina. Ostrze pojawiła się w jego dłoni. Mężczyzna zaatakował Ikkyo celując prosto w jego serce(szybkość 100).
    Miyuki postanowiła oddalić od obozu aby przyzwać ślimaka z powrotem. Nie wszystko jednak przebiegło z pierwotnym planem, wyglądało na to bowiem, że wyznawca Jashina nie pozostał przy zmysłach. Krew, flaki, wszechobecna śmierć sprawiały mu niezwykłą rozkosz. W tej chwili nie myślał o tym, że jest członkiem organizacji samotników nie myślał, o tym że jego przełożony faktyczni mógł przeżyć. Nie teraz chciał tylko chwalić swojego boga, chciał czuć jak jego broń rozrywa ciało przeciwnika, widział oczami wyobraźni tryskającą krew, czysta euforia. Wystarczyło zabić kobiety, nie trzeba było je zabić. Zabić wszystkich! Zył by zabijać, tylko śmierć przynosi chwalę jego panu. Ruszył za kobietami i jego broń pofrunęła(szybkość 200) w kierunku eskorty Miyuki, akurat w momencie kiedy sylwetka ślimaka zaczęła się materializować.

[Ranni]



     Tłum medyków pojawił się w budynku lidera niemal tak szybko jakby wszyscy należeli do klanu Namikaze. Musieli działać szybko życie leżało tu na szali. Zarówno Ayamaru jak i Yukina znajdowali się w stanie krytycznym. Dziewczyna praktycznie na skraju śmierci, gdyby nie zażyte wcześniej medykamenty, które oszukiwały jej ciało już by jej z nami nie było. Krew ściekała z jej ciała, możliwość odpowiedniego opatrzenia ran w warunkach obozowych wykraczała po za możliwości najlepszych medyków, w dodatku liczne fragmenty kryształu tkwiące w ciele kobiety stanowiły inne niebezpieczeństwo.
- To może zaboleć - powiedział jeden z medyków do Yukiny, która wydawała się mięć jeszcze jakieś oznaki świadomości. Jednak zanikały powoli, nie było bólu, nie było cierpienia, była senność. Tak czekał ją przyjemny sen, wystarczyło tylko zamknąć oczy i wszystko się skończy. Ostrze rozgrzane do czerwoności przecięło jej rękę. Ciepło metalu zasklepiało ranę uniemożliwiając odpływ krwi. Metoda nie była najbardziej humanitarna, ale pacjentka nie nadawała się do dalszego transportu. Nie można też było czekać na sprowadzenie odpowiedniego sprzętu tutaj. Cała operacja została powtórzona w przypadku nogi dziewczyny. Następnie po rozcięciu jej ubrania liczne pary rąk zajmowały oczyszczeniem i zasklepianiem dziur pozostawionych przez kryształy. Tym razem rany były mniejsze wciąż niebezpieczne z uwagi na ich liczbę jednak można było użyć chakry.
Ayamaru wydawał się być w o wiele lepszy stanie z uwagi na tarcze jaką uczyniła  z siebie Yukina, w rzeczywistości jednak to były pozory liczne rany co prawda nie były tak trwałe jak te u Senju jednak równie niebezpieczne. Krew zabarwiła na czerwono łóżko na, którym obecnie spoczywał a grupka lekarzy wokół niego robiła co mogła. Chłopak nawet nie zorientował się, kiedy wepchnięto mu coś do ust. Po chwili odzyskał siły natychmiast usiłując się podnieść i zadając pytania.
- Leż spokojnie, wciąż jesteś w bardzo ciężkim stanie, pigułki tymczasowo wzmocniły cię, ale nie potrwa to długo. - odpowiedział jeden z lekarzy, który się nim zajmował, wydawało mu się że skądś go kojarzy, tak z tego dziwnego snu, w którym była też Hikari. Sama dziewczyna nie odpowiedziała na jego pytania w ogóle nie zwracała na niego uwagi, wydawało się że bardziej przejmuję się losem dziewczyny z klanu Senju. W końcu jedyne co ich łączyła to przygoda w trakcie snu? Snu. Czy to był sen? Siły zaczęły go opuszczać powieki ciążyć, zbliżał się sen być może taki sam jak wtedy czy znów ujrzy w nim kobieta z klanu Namikaze? Hikari opuściła pomieszczenie aby nie przeszkadzać zgromadzonych w nim lekarzom.

[Starcie liderów]


    Piasek był znacznie trudniejszy w kontroli, niż Miyaguchi zakładała, lawa natychmiast wpadała przez nawet najmniejsze szczeliny, dlatego widoczność była znacznie ograniczona. Piasek wchodzący w kontakt z lawą tracił swoje właściwości. Oczywiście olbrzymia wytrzymałość piasku dalej zapewniała ochronę zebranym wewnątrz "żółwiej skorupy", jednak zewnętrza część skorupy pod wpływem temperatura zmieniała swoje właściwości stając się niemożliwe do kontroli. Wnętrze więzienia stawało się coraz cieplejsze, nie było tak łatwo się wydostać, a próby manewrowania piaskiem tylko zmniejszały zdatny do użytku piasek.

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2015-11-28 17:40:52)

Offline

 

#196 2015-11-28 17:52:07

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 331

Re: Jezioro pamięci

http://i.imgur.com/tQEmf09.png


      Zwierzęca sylwetka wyraźnie wyrastała na tle lasu, była doskonale widoczna nawet w najdalszych zakamarkach obozów. Jego zew można było jeszcze zignorować w końcu w okół już było tyle wybuchów i niszczycielskich mocy. Jednak po chwili wszyscy zgromadzeni mogli to poczuć, nawet Ci którzy nie posiadali zdolności sensorycznych. Nawet Ci, którzy nie byli ninja. Jakby jakaś magiczna siła  przyciągała ich w tę strony. Nawet doświadczonym wojownikom, włosy jeżyły się na całym cielę. Instynkt i naturalne odruchy krzyczały wewnątrz głowy "Uciekaj!". Na niebie tuż obok głowy zwierzęcia pojawiła się czarna kula, która powoli zwiększała swoją objętość. Czarne słońce, który przynosiło zagładę, tak interpretowali to ludzie, którzy ją zobaczyli, widzieli ją pierwszy raz jednak wiedzieli. Wiedzieli również, że wcześniejsze tsunami czy wybuch glinianej bomby są niczym w porównaniu z tym co się obecnie działo. Czekał ich już tylko koniec świata, zemsta bogów, nawet Jashinisci zdawali się zbici z tropu. Jedynie ninja mogli wiedzieć, że to nie czarne słońce, a chakra . Jednak wiele to nie zmieniało bo tak olbrzymia ilość faktycznie mogła sprowadzić zagładę na ich wszystkich. Ogoniasta Bestia stworzenie z legend, stworzenie które nie miało prawa istnieć, a jednak było tu i szykowało się do ataku.

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2015-11-28 17:55:44)

Offline

 

#197 2015-11-29 14:20:05

Miyuki

Nikushimi

Zarejestrowany: 2014-05-11
Posty: 15
Klan/Organizacja: Samotnicy
KG/Umiejętność: SnK [6]
Ranga: Zastępca Lidera
Płeć: Kobieta
Wiek: 23

Re: Jezioro pamięci

     Dwie kobiety znalazły się poza obozem źródeł, dotarły do niewielkiej polany w okolicach tego, co pozostało po murach. Pierwsza z nich, Miyuki, obserwowała otoczenie wokoło miejsca, gdzie druga z nich, Miyaki, złożyła pieczęć do przywołania ślimaczej królowej. Ich intencje były bardzo proste, chciały pomóc wszystkim rannym, a energię do tego uzyskałyby od wielkiego ślimaka. Nie zdawały sobie sprawy, że mogą przywołać swego brata. Z początku przeszło im to przez myśl, lecz wymazały tak absurdalną możliwość. W momencie gdy dłoń drugiej, czarnowłosej dotknęła ziemi, zza drewnianych murów wyłoniła się sylwetka dobrze zbudowanego mężczyzny. Postradał zmysły, w swej dłoni trzymał ostrze wycelowane prosto w zmieszane siostry. Miyaki zajęta przywoływaniem nie była w stanie zareagować. Na szczęście jej siostra posiadała wystarczającą ilość energii, by udaremnić atak szaleńca. Złożyła jedną, bardzo prostą pieczęć, a przestrzeń ogarnęła biała mgła, która uniemożliwiła widoczność. Siostry trzymały się bardzo blisko siebie, by nie zostać rozdzielone. Pierwsza z nich wystąpiła kilka kroków dalej, by swą kolejną techniką nie zranić drugiej. Tak samo jak wcześniej złożyła pieczęć, także jedną. Pomiędzy pierwszą, a drugą techniką nie wystąpił duży okres czasu. Były one wykonywane płynnie, by jak najszybciej zareagować na atak nieprzyjaciela.
     Miyaki udało się przywołać ślimaka, a wraz z nich kilkoro niedobitków. Ciężko jest opisać zdziwienie, jakie wymalowało się na twarzy dziewczyny. Z wnętrza ślimaczej królowej wyszedł Ichuza, tuż po tym jego brat, Setsuna i kilkoro innych osób, które uratowało się przed śmiertelnym atakiem. Katsuyu zniknęła, gdyż jej obrażenia były naprawdę bolesne. Leczenie wystarczyło jedynie na kilka małych ruchów. Nadal była niezdolna do walki, toteż proces regeneracji odbędzie samotnice w swym królestwie. Mgła nie ustawała, lecz wszyscy zgromadzeni byli blisko siebie, także widzieli kogo mają po swojej prawej, bądź lewej. Miyaki przeszła do rzeczy. Z początku objęła brata, a z jej oczodołów uleciały łzy. Dopiero po tym wyjaśniła zaistniałą sytuację i wyczekała na reakcję Ichuzy.

1. Użyta technika: Kirigakure no Jutsu
2. Użyta technika: [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#198 2015-11-30 20:26:31

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

     Czerwona, gorąca jak diabli lawa pokrywała piaskową kopułę, niegdyś osłonę, teraz śmiertelną pułapkę dla znajdujących się w środku ninja. Z każdą sekundą było tylko coraz gorzej. Spadała widoczność, z jednoczesnym wzrostem temperatury. Sytuacja wymagała natychmiastowej reakcji - w przeciwnym razie Samotnicy mieli upiec się żywcem, zamknięci niby w piekarniku.
   Ayatane otarł pot z rozgrzanego czoła, zwracając wzrok ku sklepieniu kopuły. Jego wspomnienia powędrowały kilka miesięcy wstecz, kiedy to we śnie musiał poradzić sobie niemal z identycznym problemem. Blond włosy Kiyoshi utworzył wtedy otwór w suficie, przez który wydostali się na kryształowym filarze, unikając całkowitego spalenia. Tak proste rozwiązanie nie wchodziło jednak w tym przypadku w grę; otaczająca piasek lawa wlałaby się bowiem do środka konstrukcji i chyba nie trzeba mówić z jak fatalnym skutkiem. Pozostało więc wymyślenie nowego sposobu, co, sądząc po minach kompanów Samotnika, leżało w jego rękach.

     Jeżeli ktoś z zewnątrz obserwowałby w tym momencie kopułę, to jego oczom ukazałby się dość niespodziewany widok. Na niebie, trudno dokładniej stwierdzić skąd, pojawił się sporych rozmiarów wodospad. Wielkie, jawiące się znikąd ilości wody, leciały wprost na rozgrzaną lawę, by zaraz pochłonąć ją, studząc, lub nawet przeobrażając w czarny obsydian. Ale, ale! Jak doszło do takiego cudu?
   
     - Zaraz schłodzę nieco atmosferę. - rzucił do towarzyszy Ayatane, wykrzywiając usta w głupawym uśmiechu. Chłopak, po przeanalizowaniu swego arsenału jutsu, wpadł na proste rozwiązanie, mające pomóc, przynajmniej w częściowym poprawieniu sytuacji Samotników, eliminując problem z rosnącą temperaturą. Odgarnąwszy natrętne włosy z oczu, Yuki był gotowy, by przystąpić do działania. Nie czekając ani chwili dłużej, ninja klęknął na jedno kolano, przykładając naraz obie dłonie do ziemi. Czując bijące od niej ciepło, pozwolił na uwolnienie energii Suiton. W międzyczasie wyszeptał jeszcze tylko "Haran Banshou". Reszta należała do kompanów.

1. Wykorzystana technika: Haran Banshou
 Siła jutsu: 525
 Szybkość jutsu: 130


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#199 2015-11-30 23:21:38

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

Shinobu



     Ptak zataczał kręgi na niebie, a siedzący na nim Akemi obserwował z góry swe repliki. Walczyły one na przestrzeni otwartej, w gruzie i błocie powstałym po nalocie wodnej fali. Shinobu sprowadził się na dół, spróbował porozmawiać z mężczyzną, który jedno oko zakryte miał przez czarną opaskę. W tym samym momencie za pomocą robaków wydał polecenie do odwrotu, to też ptak zakreślił jeszcze jeden okrąg i z pełną szybkością pofrunął w okolice tego, co pozostało po drewnianych, mocarnych murach. Na grzbiecie malowanego stwora siedziały cztery osoby, w tym użytkownik ożywiającej techniki. Drugi ninja, którego umiejętności jeszcze nikt nie poznał, przyglądał się jedynie otoczeniu, analizował wszystkie możliwe sposoby wyjścia z tej wojny zwycięsko. Jak wiadomo, nic ciekawego do głowy mu nie przychodziło, zupełnie jak mi, gdy staram się pisać tego posta. Niemniej, czwórka zniżyła pułap lotu i dotarła do miejsca, gdzie walkę swą toczył przywódca wyrzutków wraz z przywołanymi zza światów marionetkami. Ptak wylądował bardzo gładko, swe szpony wbił w ziemię, by żaden podmuch wiatru nie wytrącił go z miejsca. Pierwszy ninja wyciągnął biały, długi zwój z jednej komory przy udzie i namalował kolejnego ptaka. Ten zaraz powstał z malunku i rozłożył szerokie skrzydła, gotowy do lotu.
     - Dokładnie wyczuwam ich chakrę. Chowają się pod piachem, gdy lawa zastyga i uniemożliwia jakikolwiek ruch. - Wtem rozległ się ryk ogoniastej bestii, który dosłownie strącił wszystkich z nóg. Jedynie drugi ninja nie obejrzał się za siebie, jakby wiedząc, że to co go czeka jest praktycznie nieuniknione. Pierwszy zaczął poganiać pozostałą trójkę, by odlecieli, lecz przywódca rozkazał zaczekać, aż chowająca się grupka samotników wyjdzie na zewnątrz. Wszyscy więc z ciężkim oddechem przyglądali się strumieniu lawy, który ociekał wzdłuż złotawej kopuły.

Matsuo, Miyaguchi, Shinobu



     Z inicjatywą wyskoczył białowłosy chłopak imieniem Ayatane. Za pomocą wodnej techniki sprowadził dużą falę, która obiła się o piaskową konstrukcję, powodując zmianę jej właściwości. Nie jestem pewien, czy to co powstało można nazwać obsydianem, lecz na pewno bardzo ciężkim kawałem ziemi. Nie tylko trudnego do noszenia, lecz także i kontrolowania. Czerwonooki zgromadził elektryczną energię w swej dłoni i za pomocą jednej z technik rozwalił część kopuły. Miyaguchi musiał się śpieszyć, by nie nadużywać siły, toteż w momencie, gdy woda skończyła się, a także kupiła wystarczającą ilość czasu, w powstałej dziurze utworzył topik z wyjściem na zewnątrz. Jako pierwszy wyszedł przywołany skorpion, by zagwarantować dodatkową ochronę, tuż zanim Matsuo oraz reszta uwięzionych ninja. Wtem uwagę zgromadzonych skupił przywódca odpowiedzialny za loty na malowanym ptaku.
   - Zabieram was stąd, musimy jak najszybciej dostać się do Obozu źródła. - Pierwszy ninja, gdyż tak przywykłem go nazywać, utworzył z pergaminu jeszcze jednego ptaka. W ten sposób każdy mógł pomieścić czwórkę podróżujących. Nie czekaliśmy długo, skorpion poszedł na piechotę z eskortującymi go klonami. Na ptaku zaś wzbili się w powietrze samotnicy, a także jeden Uchiha - Hiroshi. Każdy z powietrza oglądał fioletową masę, która kształtem przypominała kulę. Nie trzeba być szpiegiem, by wyczuwać potencjał energii, która drzemie w tym niewypalonym pocisku.
   - Jest z nami. Ichuza wrócił. Kierujmy się w stronę zachodnich części muru. Znajduje się tam wraz z jego siostrą, Miyuki. Tam przeanalizujemy dalszą część planu. Planu, którego w prawdzie nie mamy. - Matsuo odezwał się i zamilkł. Dalsza część podróży była jedynie dłużącym się czasem.   

Ichuza



     Pierwsze sekundy. Nie mogłem uwierzyć, że w tak łatwy sposób znalazłem się ponownie na placu boju. W miejscu, które niczym nie przypominało wymarzonego raju. Cieszyć się czy smucić? Z jednej strony spotkałem siostrę, byłem pewien, że samodzielnie wydostała się spod więziennictwa Hyuuga. Z drugiej zaś strony raz jeszcze musiałem stawić czoła temu koszmarowi. Rozejrzałem się dokładnie, choć widoczność ma ograniczała się do jednego, a może nawet i pół metra. Widziałem jedynie sylwetkę Miyaki w oddali i Miyuki, która opierała się o me ramię i tłumaczyła wszystko, co tylko udało jej się zdobyć. Szaleńcem, który nas 'zaatakował' nie przejąłem się w ogóle. Nie przeceniam możliwości mego rodzeństwa, lecz pewien jestem, że z jednym osobnikiem winna sobie poradzić. Wtem razem z Miyuki opuściliśmy mgłę, a mym oczom ukazał się ptak  szybujący na niebie. Odezwałem się do Matsuo w myślach, by nakierować go do nas. Pierwszy malowany stwór wylądował, a tuż po tym drugi. Wyglądało na to, że cała grupa jest w komplecie, nikt nie umarł i nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń. Jedynie Ayatane wyglądał na trochę rannego, to też od razu zabrałem się do leczenia, podczas gdy mój brat rozpoczął proces regeneracji chakry Akemiego.
   - Cały czas utrzymywałem kontakt z Matsuo, dlatego znam wszystkie szczegóły waszej walki. Nie jestem pewien, co powinniśmy zrobić w takim wypadku, dlatego też, Shinobu, użyjemy ptaków twojego człowieka, by oddalić się w bezpieczne położenie. Stamtąd będziemy obserwować poczynania bestii, którą Miyaguchi dokładnie mi opisał. Nie mam pojęcie czym jest to bydle, lecz dla nas nic dobrego to nie wróży. W najgorszym wypadku będziemy musieli się wycofać. Shinsaku dobrze mówił, choć jego przesłanie nie podobało mi się w ogóle. Ta wojna nas już nie dotyczy, sami musimy podjąć wybór, czy chcemy tutaj zostać, czy powinniśmy wracać do rodzin. - Skierowałem spojrzenie na Akemiego, a tuż po tym na Ayatane.
     Jeżeli chodzi o dawnego przedstawiciela Uchiha, to jego zdanie było jednoznaczne. Nie robi mu żadnej różnicy, czy będzie musiał walczyć, czy też od nowa podróżować. Miyaguchi pogląd miał podobny. Oczekiwałem odpowiedzi więc od mojego przyjaciela, a także reszty samotników. No, Hiroshi także się tam trochę liczył, choć dobrze go nie znałem. Znajdowała się tu także Setsuna. Podszedłem do niej bardzo wolno, chwyciłem za dłoń i przyprowadziłem, by przedstawić. Pragnąłem jej bezpieczeństwa, dlatego starałem się zachować jak najmniejszy dystans. To na niej skupiłem końcowy wzrok. Dla mnie jej rozkaz będzie niczym innym jak rozkazem, którego nie powinienem kwestionować. Nie wątpię, że to jej intuicja pozwoli nam odnieść dodatkowe zwycięstwo, o ile dalej będziemy chcieli walczyć.
   - Rozumiem. Jest nas dokładnie trzynastu, dlatego też podzielimy się na pięć ptaków. Na niebie musimy zachować odpowiedni klucz, by nie narażać się na dodatkowe zagrożenie. Prowadzić będę ja, samotnie. Po mej prawej stronie lecieć będzie Akemi, Miyuki oraz Miyaki. Po lewej zaś Ichuza, Ichaza i Setsuna. Na dalszych ptakach Ayatane, Hiroshi oraz Matsuo, a także Miyaguchi, Misa oraz Kaname. - Tak nazwałem dwójkę uprzednio nienazwanych ninja. Kaname namalował dodatkowe trzy, sporawe ptaki, by były w stanie unieść podróżnych, a także zapewnić szybki i sprawny, nieutrudniony lot.
   - Nikt nie ma nic przeciwko. Ruszajmy. - Wszyscy znaleźli się na swych miejscach. Ponownie wzbiliśmy się w powietrzu, a ja i mój brat nie zaprzestawaliśmy leczenia oraz odnawiania chakry.

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2015-11-30 23:42:24)

Offline

 

#200 2015-12-01 18:44:32

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Nie minęło sporo czasu, a już stał obok mnie brat Ichuzy, który zaczął regenerować moją chakre. Tego mi było potrzeba. Czułem się o wiele lepiej i byłem gotowy pójść na całość w kolejnym starciu z wrogiem. Nie mogąc się skupić na tym by wymyślić co będziemy robić w naszych kolejnych ruchach obserwowałem pewną kobietę... Czyżby to była siostra Ichuzy? Była do niego bardzo podobna. Te kruczoczarne włosy były takie same jak u jej brata. To musi być ona. Jednak udało jej się wyzwolić z rąk Hyuuga. Tylko czy ktoś jej pomógł, czy jednak zrobiła to sama? Imponujące. Przez moment byłem w innym świecie, ale dotarł do mnie fakt, że mam lecieć właśnie z nią i jej bliźniaczką.


[Akemi vs Oddział wyrzutków]



      Możliwe, że plan nie wyszedł tak jak chciałem by było, ale zrobiłem zamieszanie wśród oddziału wyrzutków. Znajdowałem się w mgle, która była swego rodzaju dymem, dzięki czemu ani ja nie widziałem ich, ani oni mnie. Jedyne co mi przyszło do głowy to zrobić im wody z mózgów. Musiałem stąd jak najszybciej zniknąć by oni nadal szukali mnie we mgle i myśleli, że jestem dla nich wciąż dużym zagrożeniem... Prosty ruch, będąc klonem po prostu zniknął dając tym samym informacje mojemu prawdziwemu ciału.

[Akemi vs Ito i medycy]



      Tym razem również mój plan został wykonany tylko w mniejszej części, wszyscy zaczęliśmy spadać ze zniszczonej osłony przeciwnika. Wpadłem tylko na jeden pomysł, który przyszedł mi do głowy. Szybko złapałem się jednego z przeciwników, tak mocno by nie mógł dobrze wylądować. Wraz z moim i jego uderzeniem o powierzchnie ja zniknąłem, a mój przeciwnik, no cóż...

[Akemi Vs Kopuła]



      Lecąc tak w strone ziemii ujrzałem wzrok Ryo. Był pełen nienawiści.. nie to była chęć zemsty. Jedyne co poczułem w tym momencie to fakt, że jako klon więcej już tutaj nic nie zdziałam. Udało mi się prawdopodobnie zabić kilku rannych i wprowadzić lekki chaos w ich oddziale, ale im wszystkim nie podołam już. Spojrzałem jedynie znacząco na Ryo, wiedziałem, że jeszcze się spotkamy podczas tej wojny. Rozluźniłem wszystkie swoje mięśnie, dzięki czemu upadek spowodował, że zniknąłem, a wieść o pojawieniu się Ryo dotarła do mojej prawdziwej sylwetki.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
idź do mojej strony kliknij ten link