Ogłoszenie


#121 2013-07-31 14:35:29

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1373

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

   Aburame został złapany w Genjutsu - widocznie nie umiał bronić się przed takimi technikami. Szkoda, dzięki takiemu przygotowaniu się ta walka mogłaby być o wiele ciekawsze dla Kiyoshi, który wystąpił ze swojego klanu. Ryo wiedząc jednak, że gdy Medusa będzie trwał cały czas w iluzji, nie uzyska żadnych informacji. Dlatego jego przeciwnik oberwał kryształowym kijem po głowie.
    Niestety, nawet po przebudzeniu z tak podłego Genjutsu mężczyzna nie był skory do pomocy. Początkowo się miotał, próbował coś wypowiedzieć ale z powodu bólu jaki wyrządziła mu iluzja, nie był w stanie tego zrobić. Dopiero po czasie jego umysł wrócił do poczytalności wzniósł się na szczyt "kultury" i splunął w stronę Wyrzutka, którym był już od jakiegoś czasu Ryo. Widocznie mężczyzna miał więcej siły niż nasz kryształowy chłopiec się spodziewał. Widocznie będzie musiał posunąć się do czegoś bardziej wyszukanego, żeby złamać to co trzymało gębę Aburame zamkniętą na kłódkę.
    - Myślisz, że Twoje kryształki i Genjutsu mnie przestraszą? Owszem, nie czuję się teraz najlepiej i wygodnie też nie jest ale... Nie powiem Ci nic na temat tego co Cię tam czeka.- powiedział z lekką pogardą w głosie i we wzroku. Widocznie Ryo będzie musiał postarać się nieco bardziej, żeby wyciągnąć jakąś informację od tego Aburame. Musiał też uważać żeby przy okazji go nie za bardzo poturbować - ostatnie źródło informacji, które będzie martwe na nic się nie przyda.

Offline

 

#122 2013-07-31 17:29:10

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Lekkie - w mniemaniu Ryo - uderzenie, wywarło efekty całkowicie zamierzone. Tajemniczy jegomość przebudził się z iluzji i choć dało się wyraźnie po nim poznać, że te odcisnęło na nim swoje piętno, to nie chciał się do tego przyznać. Co więcej, nie skusił się nawet na odpowiedź na zadane pytanie, złoszcząc tym samym, zupełnie niepotrzebnie, oprawcę, który trzymał go w garści tak, jak stalowa klatka małego kolibra.
       Nie chciał przebierać w środkach. Doskonale wiedział, jak zadać ból i jak tym bólem zmusić kogoś do pożądanego działania. Robaczy człek wyraźnie nie zdawał sobie sprawy z wagi wypowiedzianych przezeń słów i jak bardzo przytłaczające wypływają z nich konsekwencję. Tym razem jednak, nie miał zamiaru unikać bestialstwa. Zrobił to podczas przesłuchania Hyuugi i prawdę powiedziawszy, przeciągnął tym tylko to, co nieuniknione.
       Machnął lewą ręką, od dołu do góry, a wraz z tym gestem, kryształ opiewający strażnika, wzniósł się jeszcze bardziej, czego efektem stała się unieruchomiona szyja. Dzięki temu, mężczyzna nie mógł ruszyć w żadną stronę głową.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Akcept by Masaru.

       Zaraz po tym, spojrzał na rękę, w której dzierżył kryształową lagę. W momencie, gdy fioletowe oko spoczęło na swoim dziele, te zaczęło pękać i rozpadać się na tysiące mniejszych części, dopóty, dopóki nie zniknęło zupełnie. W uwolnionej na chwilę dłoni, ponownie coś błysnęło, lecz tym razem, nie dało się zauważyć żadnej nowej, kryształowej konstrukcji. Zdawało się, że smukłe, blade palce, nie skrywając nic, co mogło być groźne w ręku oprawcy.
       Jakże mocno taka myśl mogła być naiwna, bo oto Ryo, Jednooki Smok z Baigai, między palec wskazujący, a kciuk, powziął cienką, kryształową igłę. Zerwał okulary uwięzionego ninja, zsunął jego głowy kaptur, a potem, rozwarłszy drugą ręką jego powieki, począł wbijać igłę w lewe oko.
       - Będę wbijał ją tak długo, dopóty nie odpowiesz na moje pytanie. Mi się nie spieszy... Wszak mam absorbujące zajęcie - uśmiechnął się paskudnie.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Masaru (2013-07-31 18:05:22)

Offline

 

#123 2013-07-31 18:06:20

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1373

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

   Widać było, że maska która blokowała emocje Aburame w końcu pękła. Kiedy kryształ wzrósł do wysokości jego szyi już jego oczy nerwowo zaczęły się ruszać. Kiedy kryształ przestał pokrywać jego ciało, próbował za pomocą siły całego ciała wydostać się z tworzywa, które wytworzył Ryo. Wyglądało to dość komicznie - poruszająca się w boki głowa z paniką w oczach i nierównym oddechem. Widocznie Ryo lubił bawić się z ludźmi, którzy nie chcą wykonać czegoś po jego myśli.
    Mężczyzna zaczął się jeszcze bardziej wiercić kiedy Wyrzutek zaczął do niego podchodzi. Wiedział, że ten brutal nie ma żadnych dobrych intencji odnośnie jego osoby. Mimo wszystko nadal trzymał gębę na kłódkę i nie wyglądało, że ma zamiar z siebie cokolwiek wydusić. Mimo, że był już przerażony widać było iż ma nadal w sobie jeszcze siłę by trzymać informacje, których potrzebował Ryo. Nawet kiedy igła raz po raz wbijała się w jego oko - nic nie powiedział, było słychać tylko okropny krzyk. Krzyk człowieka, który tymczasowo nie poddał się wymyślnym torturą Ryo.
    - Ty... Baw się ze m-mną taak dalej, a... a... A wykr-wawie Ci się tutaaj na śmierć... - mówił w stronę Wyrzutka, kiedy jego oko przestało już istnieć. Jakby nie patrzeć Aburame miał rację - jeżeli Ryo go zabije, nie uzyska wtedy informacji o które tak bardzo zabiega. Ale kto wie... Możne kolejna tortura wymyślona przez fioletowookiego wniesie jakieś zmiany w tej sytuacji? W końcu z głosy mężczyzny można było wyczuć jak bardzo jest spanikowany i że posiada resztki swoich sił.

Offline

 

#124 2013-07-31 18:29:45

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Poczuł się... Zakłopotany. Zagłębiał igłę wystarczająco głęboko, by móc stwierdzić, że jego przeciwnik posiada tytanową psychikę. Krzyczał, to prawda, ale nadal nie miał zamiaru odpowiedzieć na pytanie. Było to nader dziwne zachowanie, zważywszy, że jest skończony.
       - Godne podziwu... - przyznał, gwałtownym ruchem wyjmując igłę ze źrenicy, której aktualny wygląd dalece odbiegał od pierwotnego. - Ale nadal głupie...
       Odsunął się na kilka kroków, odwrócił od jegomościa, pozwolił sobie nawet na splecenie dłoni za plecami. Nie odzywał się przez czas jakiś, a zdawać się mogło, że znieruchomiały Kiyoshi zastygnął na dobre, zamienił się w posąg, idąc śladem demonich figur porozstawianych wzdłuż pnących się ku górze schodów. Ponownie oddał się zamyśleniu, nie zważając na pojękiwanie rozdygotanej ofiary.
       W jednej chwili się odwrócił. Spojrzał na piramidę, wewnątrz której mieściło się sanktuarium. Smocze oko zwęziło się jakby pod ciężką powieką, wytężyło się na moment, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. A potem sam Smok roześmiał się tak, jak na szaleńca przystało. Śmiał się długo, zapominając o otaczającym go świecie, gardząc przeciwnikami, którzy stanęli ja jego drodze, by powstrzymać go od wejścia do tego miejsca.
       Znów podszedł do swego zdruzgotanego przeciwnika, w miedzy czasie tworząc kryształowy miecz, błyszczący szarym, mętnym odcieniem.
       - Przesłuchanie skończone.
       Wykonał proste, poziome cięcie, pozbawiające głowy Aburame. Krew rozlała się po zielonym krysztale, kontrastując swoją karmazynową barwą.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-07-31 18:30:39)

Offline

 

#125 2013-07-31 19:27:15

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1373

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

   Przerażony Aburame przez chwilę myślał, że jego słaba gadka i mnóstwo siły psychicznej w końcu przemówiły do rozsądku Wyrzutkowi. Mężczyzna cieszył się tym, że wygrał psychiczną walkę z Ryo... I cieszyłby się dalej gdyby nie fakt, że usłyszał chwilę później dziwny i dość psychiczny śmiech swojego przeciwnika. Szczeniacki, pełen pewności siebie uśmiech zniknął znowu z twarzy roboczego ninja i kolejny raz zastąpiła go fala paniki.
    Zrozumiał, że nie ma już dla niego żadnego ratunku. Zrozumiał, że ten Wyrzutek ma spore problemy z opanowaniem swoich nerwów. Skupy się jednak na tej pierwszej rzeczy, którą sobie Aburame uświadomił. Właśnie wtedy jego siła całkowicie zniknęła i gdyby tylko mógł to poczułby, że moczy swoje gacie. Właśnie przez tą rzecz, zanim stracił swoje marne życie, wykrzczał:
   - Nigdy nie wiesz co Cię tam spotka! Ale na zawsze jest wąż! - chwilę później jego głowa została oddzielona od ciała, co dało nam małą fontannę z krwi.
    Ryo w ten sposób dostał chociaż minimalną ilość informacji na temat, którego tutaj poszukiwał. Wyrzutek znalazł przynajmniej sanktuarium, reszta dla ninja jego pokroju to była błahostka. Jednak nasuwało się jedno pytanie - czy dawny Kiyoshi zdecyduje się posiąść taką moc? Kto wie... Teraz tylko on zdecyduje co ma zrobić z informacjami które zdobył. Był to już koniec historii, która zaprowadziła Ryo do tego przeklętego miasta

~~~KONIEC~~~

Offline

 

#126 2013-07-31 21:50:10

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Czuł lekkie wycieńczenie. Choć oba pojedynki nie sprawiły mu większego problemu, to nie mógł powiedzieć, że nie ubyło mu po nich chakry. Nawet on, podczas ciągłych użyć shoutona, nie jest w stanie długo zdzierżyć takiego ciężaru.
       Z nikłym zainteresowaniem, patrzył jak głowa Aburame opada na ziemie, a jego szmaragdowo zielony kryształ przybiera koloru czerwonego. Bynajmniej z inicjatywy twórcy; to krew, rozpierzchła swój karmazynowy odcień.
       Nie chciał, aby został jakikolwiek ślad po jego Kekkei-Genkai i to w takim miejscu. Pstryknął palcem, pozwalając szlachetnemu kamieniowi rozpaść się i zniknąć pośród rzadkiego powietrza Kraju Rzek. Zaraz potem, zaczął się zastanawiać nad ostatnimi słowami swojej ofiary.
       Wspomnienie o wężu wzbudziło w nim niejasne przebłyski przeszłości. Skądś, przez bardzo gęstą mgłę, kojarzył wielkiego, skamieniałego gada, ale za nim sobie nie mógł przypomnieć do czego służył. Samo skojarzenie stworzenia, obudziło w nim przeraźliwy lęk przed bólem, którego jeszcze nigdy dotąd w życiu nie zaznał. Złapał się mimowolnie za głowę, ale nieprzyjemne ukucie zdążyło już minąć.
       Pokręcił głową, mrugnął kilkukrotnie, mocniej zaciskając powieki.
        - A więc to finał mojej... Podróży.
       Nie spiesząc się specjalnie, zaczął piąć się ku górze po schodach, kątem oka obserwując mijane przezeń statuły demonów. Czuł się nieswojo, zważywszy, że będąc na takiej wysokości, nie wyczuwał nawet delikatnego podmuchu powietrza, które zdawało się być zastygłe i zupełnie niemrawe.
       Wkrótce znalazł się w środku. Wszechobecny mrok ogarnął go z każdej strony, rażąc swym chłodem i dziwnym dystansem do gościa.
       Nie dało się go nie zauważyć. Ogromny waż z rozpostartą paszczą, łypał na niego swymi podłużnymi, marmurowymi źrenicami. Dziwny instynkt, pchnął go ku niemu, gdzie położywszy rękę, przekazał gadowi odrobinę swej chakry. Nie miał uzasadnienia, dlaczego to robi...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-07-31 21:53:15)

Offline

 

#127 2013-08-01 13:44:36

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


    Okoliczne tereny otaczała złowroga aura, aura tak silna że nawet zwykli mieszkańcy ją wyczuwali i omijali to miejsce z dystansu. Jednak znajdywali się też tacy ludzie których ta tajemnicza moc przyciągała do siebie. Ponoć wielu z nich zakończyło tutaj swój żywot o po okolicy krążyły legendy o zdeformowanych zwłokach znajdowanych w pobliżu świątyni. Ile w tym prawdy nie do końca wiadomo, świeżo upieczony wyrzutek jednak zbytnio nie zwracał uwagi na takie rzeczy. Obietnica potęgi kryjąca się za tym miejscem kazała mu zlekceważyć wszystkie złe przesłanki i udać się do świątyni. Ktoś kto porzucił swój klan z pewnością potrzebował wielu sprzymierzeńców i dodatkowej siły żeby przetrwać, jednak czy ta motywacja wystarczy aby pomyślnie przejść próbę. Pierwszy krok w tym celu został uczyniony instynktownie położył dłoń na pomniku węża. Wydawało się jakby ten w odpowiedzi na chakre Ryo poruszył językiem jednak ruch był tak szybki że ciężko było stwierdzić czy działo się to na prawdę. Jednak bez wątpienia coś się wydarzyło bo naglę w okół węzą zaczęła powstawać mgła, co było dość dziwne biorąc pod uwagę że powietrze tego dnia było suche. Po chwili zaś z mgły wyłoniła się potężna ciemna sylwetka. Postać na oko liczyła sporo ponad dwa metry wzrostu. Powoli zbliżała się w kierunku doświadczonego ninja, uważnie obserwując jego poczynania. W końcu stanęła zaledwie metr przed nim i bez choćby najmniejszego słowa czy gestu stała tak spoglądając na Ryo zielono-jadeitowymi  oczami. Postać odziana była w jednolity czarny płaszcz spod materiału nie  wystawał nawet fragment skóry. Twarz zaś spoczywała pod kapturem i w połączeniu z mgłą tworzyły szczelną zasłonę uniemożliwiając zobaczenie szczegółów, przez którą przebijał się jedynie co jakiś czas błysk w oku postaci.

Offline

 

#128 2013-08-01 14:42:06

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Wyraźnie odczuł, jak jego szlachetna chakra popłynęła wgłąb marmurowego weża, który rozdziawiwszy paszczę, zwiastował coś niedobrego. Ryo nie mógł wiedzieć, jak bardzo niedobrego, ale intuicja i przeczucie podpowiadało mu, że może to być coś, co sprowadzi go na skraj życia i śmierci. W momencie wejścia so sanktuarium, podpisał mimowolnie umowę, na której deklaruje, że wszystko robi na własną odpowiedzialność, a sam gospodarz nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne ubytki w zdrowiu gościa.
       Mgła wzniosła się lekko, a Kiyoshi nie miał wątpliwości za czyją sprawą się tak stało. Wciąż jednak nie odrywał dłoni od gadziego łba, nie potrafił też racjonalnie wytłumaczyć dlaczego to robi. Tak po prostu muszę, mówił do siebie. Tak po prostu trzeba.
       Coś kazało się mu odwrócił. Nie skłamałby, gdyby powiedział, że była to znowu intuicja, ta sama, która kazała dotknąć węża i przelać do niego chakrę. Spojrzał za siebie, a w oczy uderzyła go intensywność rozciągającej się za nim czerni. Nie przerwanej, bezkresnej zdawałoby się. Nie wydusił z siebie słowa, w milczeniu przypatrując się zbliżającej się doń postaci.
       Zdjął dłoń z monumentu, odwrócił się na dobre. Postać zbliżała się co raz bardziej, aż w końcu stanęła tuż przed Ryo, który normalnie starałby się w jakiś sposób powstrzymać, nadciągające niebezpieczeństwo, ale po raz kolejny przeczucie złapało go w ryzy i kazało czekać. Uporczywie i cierpliwie czekać.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#129 2013-08-01 15:18:10

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

  Postać nachyliła się nad Ryo jakby chciała mu się lepiej przyjrzeć, a być może coś sprawdzała. Chwila niepewności podczas której ninja mógł poczuć zimny oddech zakapturzonego osobnik na własnej twarzy. Co ciekawe mimo sprzyjającemu ustawieniu sam nie był w stanie dojrzeć nic co było ukrytego pod kapturem, o ile rzeczywiście coś tam było. Strażnik najwidoczniej podjął swoją decyzję, bo po chwili wyprostował się i wyciągnął rękę w kierunku śmiałka. Być może fakt, że obaj jak do tej pory milczeli sprawił że postanowił dać szansę mężczyźnie. Z drugiej strony mógł uznać, że była to próba przedrzeźniania go. W każdym bądź razie wyciągnął swoją niezwykle długą dłoń, szczelnie owiniętą w czarny materiał, na nim zaś spoczywała niewielka pigułka. Mimo, że postać nic nie powiedziała w jakiś sposób dotarło do wyrzutka z rodu Kiyoshi, że jeżeli ją zje jego życie nie będzie już takie już wcześniej. Nawet więcej jeżeli ją zje to umrze.

Ostatnio edytowany przez Straznik 5 (2013-08-01 15:18:33)

Offline

 

#130 2013-08-01 18:51:34

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Napięcie z każdą chwilą rosło. Czarna jak noc postać, która pojawiła się wraz z przekazaniem do posągu węża chakry, wyglądała jak strażnik całego sanktuarium. Kiedy więc mierzyli się wzrokiem, jej smukłość przeraziła Ryo. Była większa od niego co najmniej o głowę, a do tego zionęła istną otchłanią, powiedziałbyś pustką, która wraz z dotarciem do twych nozdrzy, sieje po plecach dreszcze i rosi czoło potem.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Akcept by Masaru.

       Chciał zadać jakieś pytanie, ale zdawało się mu, że głos uwiązł mu w gardle. Przełknął jedynie śline, czując, jak trudność sprawia mu nawet tak prosta czynność. Fioletowe oko błysnęło ledwie widocznym blaskiem, gdy strażnik wyciągnął swą chudą, kostropatą rękę, poowijaną w materiał równie czarny, co reszta sukna. Na dłoni, pomimo panującego dokoła mroku, dało się zauważyć malutki punkcik, różniący się nieco od tła czerni, pomimo że był tego samego koloru. W jaki więc sposób Ryo odróżnił i zauważył go na ręku? Na te pytanie nie potrafił odpowiedzieć nawet on.
       Uznał, że należy wziąć ofiarowaną mu pigułkę. Nie włożył jej do warg, a jedynie obserwował, trzymając między kciukiem, a palcem wskazującym. Była naprawdę malutka i wydawała się niegroźna. Kto wie, co by się stało, gdyby ją przełknąć przez zaschłe gardło?

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Masaru (2013-08-01 18:53:15)

Offline

 

#131 2013-08-01 19:15:08

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

  Postać wykonała nieokreślony gest, wszystko wskazywało na to, że jednak musi ją połknąć aby zdobyć legendarną moc drzemiącą w tym miejscu. Strażnik tej mocy nie był zbytnio zadowolony ze zwłoki, którą zaprezentował Ryo. Decyzja miała jednak wielki wpływ na dalsze życie doświadczonego wojownika ninja, jednak za późno na wahania. Wybór został dokonany w chwili kiedy przyzwał postać odzianą w czerń, a każda zmarnowana chwile przedłużania nieznanej ceremonii, mogła znacznie utrudnić mu pozyskanie tajemnej mocy, a nawet zakończyć jego życie. Postać  wykonała kilka ruchów i po chwili tuż przed nią pojawiła się równie czarny jak jej ubranie pojemnik. Pojemnik miał około dwóch metrów wysokości był wykonany z czarnego drewna i mógł spokojnie zmieścić w sobie dorosłego człowieka. Przez co budził on dziwne skojarzenie z trumną, co mogła jeszcze pobudzić wrażenie nadchodzącej śmierci. Dopiero teraz na tle tej drewnianej konstrukcji Ryo zdał sobie sprawę z wzrostu zakapturzonego strażnika, był od niego zdecydowanie wyższy nie tylko o głowę lecz blisko o metr. Jeszcze raz wykonał gest, który nakazywał połknięcie  pigułki oraz kolejny zapraszający do środka "trumny".

Offline

 

#132 2013-08-01 19:29:14

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Im dłużej trzymał pigułkę między palcami, tym bardziej intensywne wrażenie odbierał, że musi ją skonsumować. Po raz pierwszy w swoim życiu poczuł żywy strach, który targał nim jak wątłe drzewko na silnej wichurze. Zdawał sobie sprawę z tego, co się stanie, gdy trucizna wejdzie do jego organizmu. Zdawał sobie również sprawę, jakiej kaźni zostanie poddany zanim ducha wyzionie.
       Wyraźne zniecierpliwienie postaci dało wyraz w postaci czarnej trumny, która pojawiła tuż obok ich dwójki. Sporych rozmiarów kosz, znaczący na sobie ledwie widoczne symbole pieczętujące, mógł spokojnie zmieścić w sobie sporych gabarytów człowieka.
       W końcu się zdecydował. Nie chciał wszystkiego przedłużać, nie miał pojęcia ile dni będzie w śpiączce. Był potrzebny gdzie indziej, niemalże czuł krzyk w swej głowie, nawołujący go ku wschodami, bo o to tam, działo się coś, co miało zaważyć o jego przyszłości. Spojrzał na dłoń i uśmiechnął się sucho, zrozumiawszy, że tu też dzieje się coś, co zaważy o jego przyszłości.
       Czarna pigułka okazała się gorzka, nawet gdy nie została pogryziona przez szczęki Ryo. Gorycz spowodowała, że jego język skurczył się na moment, a na twarzy zawitał grymas obrzydzenia. Suche gardło nie ułatwiało sprawy. Wręcz przeciwnie, kulka wielkości owocu jarzębiny z trudem pokonywała przełyk i przez moment mogło się wydawać, że tam w ogóle nie dotrze. Kiedy jednak ostry ból rozlał się po ciele, Ryo zrozumiał, że wszystko przebiegło pomyślnie, jakkolwiek absurdalnie to brzmiało. Zebrał wszystkie siły i w prawdziwej agonii doczłapał do trumny, by potem zwalić się do niej całym ciężarem, marząc o długim i głębokim śnie.

Offline

 

#133 2013-08-01 20:42:13

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

  Gorzki smak w ustach mężczyzny nie pozostawał tam długo już po chwili zastąpiło go zupełnie inne odczucie. Ogromny ból i smak krwi płynącej po języku mężczyzny. Ból jaki towarzyszył połknięciu pastylki był nie do opisania, nie istniało praktycznie nic po za bólem. Zmysły ninja od którego często zależały jego życie przestały funkcjonować w normalny. W jakiś sposób ze znacznym wsparciem zakapturzonej postaci zdołał dostać się do pojemnika,w którym został zamknięty. Zakapturzona postać przystąpiła do działania, pradawnego rytuału którego nikt nie miał prawa oglądać, nawet osoba która była mu poddawana zamknięta w drewnianej trumnie. Zresztą nawet jeśli by chciał Ryo nie miał zbyt wielkich szans aby zobaczyć cokolwiek. Mężczyzna nie był nawet w stanie określić ile czasu minęło od kiedy wszedł do pojemnika, być może był ta godzina, dzień, a nawet miesiąc. Nie istniało nic po za niemijającym bólem.
    Wreszcie przyszło ukojenie, upragnione wyzwolenie od bólu czyżby tak wyglądała śmierć. Ryo znalazł się w miejscu zewsząd otoczonym bielą. Nie znajdowało się tu żadne podłoże, a mimo to stał bez problemu. Na pierwszy rzut oka nie było tu niczego ani nikogo. Dopiero po chwili przyzwyczajenia dało się tu ujrzeć drugą sylwetkę. Mężczyzna był identycznego wzrostu jak Ryo, posiadał długie do szyi osiwiałe włosy jedno z jego oczu było zapłonione opaską. Twarz była nieco zdeformowana i rozkładająca się mimo to ninja mógł zauważyć w nich coś znajomego. Sylwetka również była dość podobna do niego z tą różnicą, że jedna z jego rąk była wyraźnie większa od drugiej. Ubrany był w jakieś wyblakłe szmaty, które być może kiedyś były wykwintnym ubiorem, teraz jednak nadawały się tylko na śmieci. W dodatku na pozbawionych butów stopach widać było liczne rany w tym brak dwóch palców u lewej stopy.  Na domiar złego postać pachniała w dość charakterystyczny nieprzyjemny sposób.
    Potwór spojrzał na Ryo swoim fioletowym wzrokiem jednak nie uczynił nic po za wnikliwą obserwacją, nowo przybyłej osoby.

Ostatnio edytowany przez Straznik 5 (2013-08-01 22:55:23)

Offline

 

#134 2013-08-01 23:25:31

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

W głowie ekplodował mu bezlitosny ból. Fioletowe oko razcapiło swe powieki, ukazując skurczoną do granic możliwości źrenicę. Ryo odruchowo chwycił się za głowę, zatapiając swe smukłe, blade palce we wrzosowych włosach, odziedziczonych po matce. Ryknął przeraźliwie na całe gardło, a jego głos rozniósł się z przytłumionym echem po całej skrzyni. Pokryte potem i napęczniałymi żyłami skronie, pulsowały wściekle od przyspieszonego rytmu serca.
       Miał wrażenie, że ktoś wyrywa mu wnętrzności z wyjątkowo perfidną brutalnością. Trzewia piekły go, jakby przypalone rozżarzonym pogrzebaczem, a w silne i twarde ramiona, wstąpiła całkowita niemoc. Stracił rachubę, zapomniał na chwilę gdzie jest i dlaczego tak mocno cierpi. Ból rozniósł się po całym ciele, wypełniając je po same bębenki uszu, naciągnięte i kwilące z bólu od zbyt szybkiego pulsu.
       Naciągnięty do tej pory jak struna, zwiotczał w momencie, osunął się zupełnie na dno pudła. Ślina ściekła mu po bladym, spoconym policzku, a pół przymknięte oko straciło swój blask i zmętniało.
       - Jestem... Jestem... - spierzchłe, sinawe usta ledwo się ruszały. - Jestem... Księciem...
       I skonał.
       Przez moment miał wrażenie, że wszystko się zatraciło. Ból zniknął w jednej chwili, straszliwy swąd skrzyni przeminął. Był jak z porcelany; miał ciągłe wrażenie, że zaraz się rozpadnie i aby tego dokonać wystarczy go ledwie tknąć.
       - Pęknę... Pęknę jak bańka - wołał, ale nikt go nie mógł usłyszeć, wszak niczego dokoła nie było.
       Światłość zatopiła się swym oślepiającym blaskiem w jego przyzwyczajone do ciemności źrenice. Przymknął je odruchowo, ale wnet pojął, że nie musi tego robić, albowiem światło go nie razi i wręcz przeciwnie, ogrzewa go, witając jak starego, dobrego przyjaciela.
       - Miri! - krzyknął, będąc pewny, że umarł, znalazł się w innym świecie i znów będzie mógł być ze swoją ukochaną, mogąc ją trzymać w wiekuistej wieczności. Cały plan, wszystko czego się dorobił tam, na ziemi, i czego dorobić w przyszłości chciał - straciło zupełnie znaczenie. - Miri! Miri! Gdzie jesteś?
       Nie było jej.
       Naprzeciw wyszedł mu dziwny człeczyna. Wyraźnie stary, jego włosy utraciły dawniejszy kolor, zionąc teraz zgnuśniałą siwizną. Na zapadniętej, jednookiej twarzy malowała się konsternacja i pełne skupienie. Zupełnie nie pasował do wszechobecnego blasku, a Ryo odbierał nawet wrażenie, że jegomość wprost bezcześci tak wspaniały wymiar. Ale gdzieś, gdzieś pod wszystkimi zmarszczkami widział znajomą twarz. Jego własną twarz.

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-08-01 23:26:03)

Offline

 

#135 2013-08-01 23:57:04

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

   Wyglądało na to, że mężczyzna zdał sobie sprawę, że w tym dziwnym wymiarze pomiędzy życiem i śmiercią miał okazję spotkać siebie. Jednak nie był to zwykły Ryo, a jego obraz pośmiertny. Najwidoczniej wiele wskazywało, że ninja skończy pod tą postacią jeśli nie przeżyję próby której się podał. Pod wpływem tego dziwnego miejsca mógł sobie zdać sprawę, że moc której tak pragnął w rzeczywistości jest zwykłą klątwom. Wspomnienia kobiety, która była wybranką jego życia wywarły wyraźny wpływ na miejsce w którym się znajdował. Po chwili bowiem pojawiła się leżąc kilka metrów, od niego. Była tak piękna jak zawsze, jedynie nieco bardziej blada niż zwykle. Na jej twarzy jednak nie gościł uśmiech, a oczy miała zamknięte tak jakby była pochłonięta w głębokim śnie. Nim jednak mężczyzna zdołał wykonać jakikolwiek ruch w kierunku swojej ukochanej, jego alter ego było już przy dziewczynie. Niezbyt delikatnie postawiło ją do pionu i wtedy to ujrzałeś wciąż otwarte rany na jej ręku, które doprowadziły do jej śmierci. Może to jednak nie one doprowadziły do jej tragicznego losu, a brak siły i wsparcia jej partnera? Postać zaczęła zdzierać ubranie ze zwłok twojej ukochanej, najwidoczniej nie liczyło się dla niego czy dziewczyna dalej żyję czy nie.

Offline

 

#136 2013-08-02 00:22:06

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Stojący przed nim mężczyzna nic nie mówił. Tą samą drogą poszedł Ryo, także milcząc, bo i wprawdzie nic, prócz pytań, do powiedzenia nie miał. Nie do końca wiedział gdzie się znalazł, ale był pewny, że z pewnością nie jest na ziemi. Nie mogło być mowy o GenJutsu, wszak wiedziałby o tym, był przecież wyszkolonym ninja o niepospolitym drygu do tej specjalizacji. Musiał znaleźć się więc gdzieś, gdzie wszystko działo się własnymi, dziwacznymi, prawami.
       Kątem swego lewego oka coś dostrzegł. Coś, co mygnęło nagle, pojawiając się ni stąd, ni zowąd. W pierwszej chwili Kiyoshi się odruchowo odsunął, ale gdy zwrócił głowę w stronę leżącej na ziemie postaci, serce zamarło mu w piersi, a ust nie wydobył się choćby jeden, nawet najbardziej płytki, oddech.
       Kolana pod nim zatrzęsły się, zmiękły, odmawiając posłuszeństwa. Wyciągnął przed siebie rękę, błądząc dłonią, macając pajęczymi palcami powietrze. Chciał krzyknąć, zawołać: Miri! ale nie potrafił. Ona nie żyje, mówił do siebie w duchu. Ona umarła, popełniła samobójstwo, niemożliwe by powstała, niemożliwe...
       W końcu zrobił jeden krok przed siebie, pożałowawszy tego w tym samym momencie. Jego zdziadziała wersja zdążyła się znaleźć przy Miri, ostro i bezprecedensowo zrywając ją na równe nogi. Ta zaś, niemrawa, w żaden sposób nie opierała się brutalnej sile. Była jak kukiełka, której podcięto sznurki, wyzbywając możliwości jakiegokolwiek ruchu.
       Ryo zamarł, gdy starzec zaczął zrywać z dziewczyny odzienie. W oku smoka zawirowało coś, co było mieszanką goryczy, rozzłoszczenia i dumy zarazem.
      - Przestań! - zawołał, chcąc zasłonić sobie wzrok. - Przestań! Przestań! Proszę... Błagam... Przestań...
      Opadł na kolana, załkał. Nie miał siły, nie miał woli by cokolwiek przedsięwziąć.

Offline

 

#137 2013-08-02 00:54:13

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

    Postać zupełnie nie przejmowała się obecnością chłopaka podczas gdy zabawiała się ze zwłokami dziewczyny. Mężczyzna rozdarła czarne kimono dziewczyny odsłaniając jej nagą pierś, po czym wgryzł się w nią niczym zwierze pozostawiając widoczny znak na ciele martwej kobiety. Po czym wsadził palce w jej... oczy zmuszając je do ich otwarcia przy okazji uszkodził je w takim stopniu, że zaczęły z nich cieknąć krwawe łzy. Następnie postanowił pozbawić ją resztek ubrania i przejść do dalszej zabawy. Powstrzymały go rozpaczliwe wołania mężczyzny, jednak tylko na chwilę. Zarzucił ciało kobiety w taki sposób, że spojrzenie jej martwych oczu skierowało się prosto na próbującego zasłonić się przed tym widokiem Ryo. Zaś tył jej ciał wygięty był w nie do końca naturalny sposób do góry. Potwór bo ciężko w tej sytuacji mówić o jakimkolwiek człowieczeństwie, zaczął wykonywać rytmiczne ruchy biodrami, wykorzystując ułożenie ciała dziewczyny. Cały czas obserwował Ryo i uśmiechał się drwiąco do niego podczas swojego stosunku.

Offline

 

#138 2013-08-02 01:06:22

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Nie mógł uwierzyć, że jest tak bezsilny. Zdawało się mu, że został pozbawiony całej chakry, a za tak niecnym uczynkiem stał świat, w którym się znalazł. Z opuszczoną głową klęczał, wpatrując się tępo w białą podłogę, jakby szukając w niej rozwiązania całej tej zagadki.
       Ryo zrozumiał, że biały, nieskończony świat nie jest pośmiertną nagrodą, a raczej karą. Nie tak sobie wyobrażał raj, nie tak wyobrażał sobie dalszą egzystencję po opuszczeniu materialnego ciała.
       Trafił do piekła.
       Zasłużyłem na to, pomyślał. W pełni na to zasłużyłem. Byłem sukinsynem, zabijałem swe ofiary w okrucieństwie, mając za nic ich cierpienie i agonię. Znęcałem się... Znęcałem się, bo nigdy nie wiedziałem jak to jest, gdy ktoś znęca się nad tobą.
       Podniósł głowę w drżącym, niepłynnym ruchu. Powoli wzniósł fioletowe oko, by ujrzec obraz, który na nowo uruchomił jego instynkt, na nowo rozruszał martwe serce i na nowo wprowadził w dziki puls krew, wrzącą jak zapomniany i pozostawiony na ogniu czajnik.
       Pięści zacisnęły się ze świstem, całe ciało spięło się w drapieżnym, gwałtownym ruchu. Runął na zabawiającego się sobowtóra [prędkość: 200], by wyprowadzić na jego zapadniętą twarz prawy sierpowy [siła: 185].

Offline

 

#139 2013-08-02 01:28:20

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

  Zrozpaczony wyrzutek wreszcie odnalazł w sobie siłę, aby walczyć w tym świecie pozbawionym   kolorów. Wyglądało na to, że spojrzenie nieżywych oczu ukochanej coś w nim rozbudziło, bezsilność która jeszcze przed chwilą władała ciałem Ryo, zaczęła przekształcać się złość. Jednak była to złość nieprzemyślana powinien już dawno dojść do wniosku, że mierzy się z nikim innym jak ze sobą samym. Tak prosta kombinacja nie miała szans powodzenia w starciu z takim przeciwnikiem. Mimo wszystko cios Ryo doszedł do twarzy, z tym że do twarzy jego ukochanej. Ciało dziewczyny nie stwarzało większych oporów, głośny trzask świadczący o pęknięciu jej czaszki. Oraz ślady mózgu wypływające z miejsca gdzie przed chwilą znajdowała się obdarzona nieco dziecięco urodą twarz kobiety. W całej tej sytuacji było coś nie realistycznego, tak jakby naglę siła wyrzutka z rodu Kiyoshi znacznie się zwiększyła. Ponadto obrażenie, które otrzymała kobieta, również  wydawały się nie naturalne dla rozsądnego człowieka. Ciało kobiety po chwili zniknęło, dosłownie jakby wyparowało z miejsca w którym jeszcze przed chwilą osłaniało potwora. Ten wciąż się uśmiechał drwiąco. Po czym odpowiedział Ci takim samym ciosem, skierowanym w twoją twarz(Prędkość:200 Siła:185).

Offline

 

#140 2013-08-02 01:43:16

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Czuł, jak jego pieść zatapia się lekko w jego twarzy, jak z łatwością gruchota kości jarzmowe, robi z nich istną miazgę. Zdziwił się tym z lekka, nie dowierzając, że taka moc może narobić takich szkód. Jak, u licha mógł własnemu sobie wyrządzić tak mocne obrażenia.
       Wnet pojął, że to nie w diabła uderzył, a w nią. Ciemnowłosą i czarnooką kobietę, którą przywróciłby do życia gdyby tylko mógł. Jej blade, pozbawione jakiegokolwiek pigmentu policzki, zdeformowały się pod siłą uderzenia, wraz z pozostałą częścią szczęki i twarzy. Wyrzutek poczuł, jak jego ręka przemieszcza się przez wilgotne i oślizgłe elementy twarzy, jak zatapia się w mózgu i przebija się przezeń, jak pocisk.
       Nie wiedział, co powiedzieć, jak zareagować. Wrzało w nim tak mocno, że nieumyślne zbezczeszczenie zwłok osoby, którą kochał ponad wszystko, nie mogło tego zmienić. Po prostu nie mogło, nie było takiej możliwości, bo o to Ryo osiągnął apogeum swej wściekłości.
       Nie ostudził jej nawet obraz rozpadającej się kochanki, o nie. Można by pokusić się o stwierdzenie, że wręcz przeciwnie, podsycił w jakimś stopniu gniew, o ile było to jeszcze możliwe. Nic dziwnego, że uderzenie sobowtóra, okazało się jego największym błędem.
       Z gadzią zręcznością złapał pędzącą nań pięść [większa zręczność], a potem, zatopiwszy w niej swe palce, przekręcił ją pod nienaturalnym kątem, sprawiając, że ta chrupnęła i trzasnęła obrzydliwie [siła: 220].

Offline

 

#141 2013-08-02 02:03:12

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

  Przeciwnik Ryo miał chyba nadzieję, że uda mu się zaskoczyć doświadczonego ninja tym prostym ciosem. Widocznie po wcześniejszym zachowaniu chłopaka sądził, że fakt że przed chwilą głowa jego ukochanej wybuchła za sprawą jego ciosy spowoduję, że ten powróci z powrotem na kolana. Tym razem jednak Kiyoshi postąpił inaczej postanowił wykorzystać to wydarzenie aby podsycić swój gniew. Wykorzystał go niczym paliwo i pochwycił pięść swojego przeciwnika, następnie wciąż czerpiąc  z niego energię próbował wykręcić rękę potworowi. Wygiął ją pod nienaturalnym kątem i już niemal usłyszał w swojej głowie trzaśniecie oznaczające złamanie. Jednak w ostatniej chwili stwór wyrwał się z jego uścisku i dzięki sporej wytrzymałości wyszedł ze starcia niemal bez szwanku. Co dziwne jednak po chwili zniknął z oczu swojego przeciwnika. Jednak ponownie nie był w tym miejscu sam, tym razem uśmiechała się do niego jego matka była znacznie młodsza niż wtedy kiedy widział ją po raz ostatni.

Offline

 

#142 2013-08-02 02:44:22

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Na moment, trwający sekundę, bądź dwie, Ryo zgłupiał. Był pewny, że z siłą jaką przekręcił nadgarstek, ten powinien zostać zmiażdżony, jak orzech trafiony przerośniętym głazem. A jednak, ręka się wyrwała, a co więcej, wyszła ze wszystkiego bez szwanku.
       Wyrzutek się uśmiechnął, gorzko i parszywie.
       - Nie ma wątpliwości, że ten dziad, to nikt inny jak ja, lecz w innej, zdeformowanej formie. Co ciekawe, musi posiadać moje umiejętności, to wszak jedyne wytłumaczenie na jego małpie ruchy.
       Na twarz wkradł się mu wyraz ulgi, gdy postać, odsunąwszy się po brutalnym zwarciu, zniknęła, rozpłynęła się pośród białego świata. Zdające się być wytworem wyobraźni Jednookiego sala, na nowo zwróciła się ku niemu światłem, ponownie stając się istnym sacrum, które jak stary druh, kładło mu jasną rękę na ramieniu, dodając otuchy i nowych sił.
       Wtem, wszystko jeszcze raz przepadło. Znowu poczuł, jak serce kołacze się niespokojnie, jak fioletowe oko lawiruje między powiekami. Kobieta, idąca ku niemu wydawała się mu znajoma, mimo tego, że czas nie odcisnął na niej piętna, które zapamiętał, kiedy ta jeszcze żyła. Jej piękne, wrzosowe włosy, proste jak kłosy zbóż, kołysały się tuż nad ramionami, a ona, wpatrzona w niego swoimi fioletowymi, hipnotyzującymi oczami, uśmiechała się.
       I on się uśmiechnął.
       - Matko! Jakże się cieszę, że cię widzę... - westchnął. - Pięknaś jak zwykle, moja matko... Ahh, me serce, ani też słowa, nie potrafią rzec jak bardzo za tobą tęskniłem... Matko ma, co tu robisz? Tu jest niebezpiecznie, tu zło zamieszkało i szkaluje mą przeszłość, bawiąc się jak kuglarz emocjami z dna mego umysłowego sacrum... Podejdź do mnie, nie pozwolę by krzywda ci się stała...
       Rozpostarł ramiona, zdając sobie sprawę, że jedyne czego pragnie, to objąć ją, poczuć zapach jej włosów, jej ubrań, usłyszeć jej głos, mówiący chociażby: Ryo, mój synu...

Offline

 

#143 2013-08-02 13:51:35

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

  Ninja powoli zaczął sobie zdawać sprawę, że wymiar w którym się znajduję nie jest taki spokojny jak sądził. Jednak najwyraźniej nie wystarczająco, aby zdać sobie sprawę z tego co się tu właściwie dzieję. Miejsce to bowiem przynosiło mu tylko nadzieję, która jednak pozostawała zwykłym złudzeniem. Tym razem jednak również dał się nabrać na okrutną sztuczkę i pod wpływem widoku swojej rodzicielki, nieco się uspokoił. Pragnął jedynie kontaktu z ukochaną mu osobą co nie dziwiło pod wpływem wizji, które miał wcześniej. Zdawało się, że całkowicie zapomniał o celu dla którego podał się tym okropnością.
    Kobieta zbliżała się do ninja, który rozpostarł szeroko ramiona na spotkanie z ukochaną matką. To jednak minęła go bez słowa. Wtedy zobaczył go z powrotem, siwowłose potwora.
- Synu mój - zwróciła się do niego pełnym uczucia głosem po czym położyła dłoń na jego zdeformowanej twarzy. Stwór jednak nie okazał żadnych przyjaznych uczuć, ba zachował się nawet wręcz przeciwnie odtrącił dłoń matki jakby nie miała dla niego żadnego znaczenia. Jakby rodzina była zbędnym balastem którego on nie potrzebował. Następnie pojedynczym ciosem roztrzaskał jej czaszkę, ponownie postać kobiety zniknęła. Towarzyszył temu śmiech dochodzący z bliżej nieokreślonej odległości, jednak nie należał on ani do Ryo ani do potwora. Śmiech wydawał się znajomy jednak czy to za sprawą ostatnich wydarzeń czy też właściwością miejsca w którym się znajdowali, ciężko było określić do kogo należał.
   Tym razem to potwor był pierwszym który zaatakował jakby śmiech ten oznaczał, że zbliża się koniec ich pojedynku. Próbował przytłoczyć swojego przeciwnika nie tyle szybkością (206) co ilością silnych ciosów  wyprowadzane z furią(siła:220) w kierunku oponenta. Nie było to nic wyszukanego po prostu niekończona się liczba ciosów wyprowadzonych w przeciwnika, wyglądało na to jakby stworzenie się czegoś przestraszyło i szybko chciało zakończyć tą walkę.

Ostatnio edytowany przez Straznik 5 (2013-08-02 13:53:00)

Offline

 

#144 2013-08-02 20:44:05

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       I po raz kolejny Ryo został zaskoczony, po raz kolejny dostał otwartą dłonią w twarz. Przez swoją własną naiwność myślał, że ta jest prawdziwa i rzeczywiście rzuci się mu w ramiona. Pojawienie się zdeformowanego sobowtóra było jak wiadro zimnej wody, która na nowo pobudziła zmysły Wyrzutka. Koniec, pomyślał. Cokolwiek by mi nie stanęło przed oczami, nie złamię się. To tylko iluzja, parszywe Genjutsu, nałożone na mój umysł, gdy byłem zbyt nieuważny i jak głupi zaufałem czarnej postaci.
       Widok roztrzaskanej głowy matki nie zrobił na nim takiego wrażenia, jak poprzednie tortury na jego ukochanej. Widział, że to co widzi, jest oszustwem i nigdy nie miało miejsca w prawdziwym życiu. Wiedział również, że jest to najwyższy czas, by zrzucić klapki z oczu i spojrzeć na świat szerszym spojrzeniem. Kiyoshi zrozumiał, w jednej, krótkiej chwili, jak bardzo wiele błędów popełnił. Zrozumiał nareszcie, czym jego arogancja jest i jakiego potwora z niego zrobiła. Stał się Wyrzutkiem, a teraz tego żałował, jak żadnej innej podjętej decyzji.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Akcept by Masaru.

       Nawet nie zauważył, gdy po policzku pomknęła mu łza. Nie chciał płakać, nie chciał się rozklejać, ale fioletowe oko samo wypuszczało słonawą wodę, ukazując niecodzienny widok. Płacz Smoka z Baigai.
       Wiedział, że decyzja, którą właśnie podjął, mogła zniweczyć jego dotychczasowe plany. Starał się o tym nie myśleć, skupiając się na tym, co działo się dokoła. Musiał walczyć, musiał się stąd wydostać by przekazać zadziwiające wieści.
       - Jestem Księciem - mruknął, ledwie dosłyszalnie.  Spojrzał przed siebie, wbijając wzrok w szarżującą bestię. - Jestem Księciem, do cholery! - ryknął na całe gardło, wyprężając ciało, niczym strunę.
       Poczuł, jak pieczęć rozchodzi się po jego ciele. Jak znaki, przypominające pajęczą sieć, ogarniają jego klatkę piersiową, ramiona, resztę tułowia i jak bez strachu zaciskają się na jednookiej twarzy.
      Bez krzty strachu, chwycił za nadchodzącą pięść [zręczność] i wykręcił ją jak wcześniej, tym razem z większą siłą [235].

Ostatnio edytowany przez Masaru (2013-08-03 15:20:00)

Offline

 

#145 2013-08-03 10:33:43

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

W wyrzutku, który porzucił swój własny klan, widok umierającej matki obudził coś o czym przez moment zapomniał dumę z pochodzenia. Od początku pojawianie się w tym miejscu targały nim różne emocje bezradność, złość, żal i smutek, w końcu duma i wola przetrwania. Przemiana w jakim się nim dokonała pozwoliła ruszyć do walki z nową siłą. Pochwycił dłoń potwora i zaczął ją wykręcać ten jednak nie zaprzestał swoich ataków i drugą ręką dosięgnął celu czyli twarzy. Pierwszy, drugi, trzeci cios dochodził do twarzy jednookiego wyrzutka. W tym czasie ninja zajmował się rękom przeciwnika wykręcają ją nie miłosiernie obaj wydawali się być niewrażliwi na ból. W końcu jednak dzięki lepszemu chwytowi udało się przekręcić rękę przeciwnika, co prawda kosztem mocnego zaczerwienienia na twarzy, ale nie był to zbyt wielki koszt, biorąc pod uwagę kim jest jego przeciwnik. Niestety, stało się coś niespodziewanego - silne uderzenie od tyłu odrzuciło zarówno Ryo jak i potwora, kilka metrów od siebie. Pojawił się on, właściciel wcześniejszego śmiechu nie był to nikt inny jak lider klanu Kiyoshi w całej swej chwale. Spojrzał na Ryo spojrzeniem pełnym pogardy, po czym przeniósł swój wzrok na potwora. Przez moment zdawało się jakby nie był w stanie zobaczyć różnicy. W tym momencie zachowanie siwowłosego znacznie różniło się od tego co pokazywał wcześniej był skulony, jednak nie spowodował tego ból zadany uderzeniem. Był to najzwyczajniejszy strach wywołany obecnością Gamatta. Ten natomiast ruszył dalej nie zwracając już więcej uwagi na obecne tu postacie jakby nie były tego godne, po chwili znikając podobnie jak wcześniejsze postacie.

Offline

 

#146 2013-08-03 18:25:28

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Ucapił się wrogiej pięści z wyjątkową zajadłością. Nie chciał w żaden sposób pozwolić, aby ta mu umknęła jak ostatnim razem. Niestety, nie mógł nic poradzić na spadające nań ciosy, które jak istne obuchy, spadały mu na twarz, raz za razem co raz bardziej ją obijając. Ryo jednak nie pozwolił, aby zdobycz mu uciekła i zlekceważywszy dokuczliwy dyskomfort, dokończył swego dzieła. Dłoń, a raczej jej nadgarstek, został przełamany.
       Bym pewny zwycięstwa. Z taką skazą i niedogodnością, przeciwnik stracił jakiekolwiek szansę na walkę z Kiyoshim. Z tego co on sam zauważył, bestia bazowała na jego własnym umiejętnościach. Pierwszy raz miał styczność z takim zjawiskiem i szczerze powiedziawszy, na początku nie widział większych szans na sukces. Później jednak doszła do głowy inna, nieco bardziej pomyślna myśl. Jeżeli walczył sam ze sobą, to znał również słabości rywala. W ten sposób, ułatwił sobie drogę do sukcesu.
       Ledwie bestia odskoczyła, ona i Jednooki zostali zmieceni przez silną falę uderzeniową, której źródła zgubnie było szukać. Nie wiedząc co się stało, Ryo zerwał się czym prędzej na nogi, z wpitą w oko dezorientacją, począł się rozglądać. I zobaczył go.
       Gamatt Kiyoshi podszedł ku nim, wyniosły i pyszny. Z wyprostowaną, szlachetną sylwetką odbijał iskrzące na niego światło, strasząc tym stwora i wzbudzając podziw w oczach młodszego Kiyoshi'ego. Gdy lider spojrzał na niego wzgardliwym spojrzeniem, ukuła go kusząca chęć zbicia tego spojrzenia własną pięścią, lecz w porę się opamiętał, przypominając sobie jeden, najważniejszy wniosek - to wszystko to tylko iluzja.
       Powstał pewnie na nogi, z góry patrząc na skulonego starca. Teraz to on, niczym uprzednio Gamatt, czuł nad nim górującą przewagę.
       - Przepadnij.

Offline

 

#147 2013-08-03 21:37:40

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

   Mężczyzna wciąż nie do końca zdawał sobie sprawę z tego co tutaj się działo. Wmawiał sobie, że to wszystko jest iluzją, a w rzeczywistości były to wydarzenia z jego własnego życia. Przeszłość pokazana w formię martwej dziewczyny, którą kochał ale nie był w stanie jej pomóc w żaden sposób. Teraźniejszość pokazana w formię odtrącenia matki oznaczające porzucenie własnego klanu. Oraz wizja przyszłości, w której mierzy się ze swoim kuzynem, który już nie widzi w nim towarzysza,darzy go jedynie pogardą. Wszystko to wydarzyło się albo wydarzy jeżeli chłopak pozostanie taki słaby jaki był do tej pory. Wizję choć znacznie wyolbrzymione miały więcej wspólnego z rzeczywistością niż złudzeniem, który wmawiał sobie młody ninja.
    Prawda jednak była brutalna, nic nie przywróci do życia jego ukochanej, nic też nie zmieni tego, że odwrócił się od swojej rodziny. Również w obecnej formie nie zasługuję na nic więcej niż spojrzenie pełne wzgardy od swojego zasłużonego kuzyna. Brutalna prawda została przedstawiona Kiyoshiemu w prostych słowach wypowiedzianych nieludzkim głosem przez jego alter-ego, które w momęcie, wykorzystało moment spokoju i powstało gotowe do dalszej walki.
-Jesteś taki jak ja!- po czym zaśmiał się szyderczo, stojąc kilka metrów przed świeżo upieczonym wyrzutkiem i wpatrując się w jego oko intensywnym wzrokiem. Jakby prowokował go do dalszej walki.

Ostatnio edytowany przez Straznik 5 (2013-08-03 22:06:34)

Offline

 

#148 2013-08-03 22:38:15

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       - Taki jak ty? - zapytał, a jego głos rozniósł się echem po całym wymiarze. Stojąc wyprostowany i z powrotem dostojny jak ongi, gdy szedł na poszukiwania sanktuarium, patrzył wzgardliwie na stwora, który swą własną postacią i obrzydliwością, wzbudzał u Ryo współczucie i niechęć jednocześnie. Rozumiał jednak przesłanie ostatnich wydarzeń w pokoju zamieszkałym przez biel i światło.
       
       Wciągnąwszy gwałtowniej powietrze, zacisnął z całych sił pięści. Zgiął się wpół i wzniósł wargi jak wściekły pies, a z zaciśniętych szczęk zaczęło się wydobywać złowrogie warczenie. Powietrze jakby zrzedło wokół Kiyoshiego, falując niczym morskie prądy tuż przed zbliżającym się sztormem. Na szlachetną twarz wypłynęły bruzdy żył, uwypuklonych przez szybciej pompowaną krew. Gęste wrzosowe włosy zatańczyły na głowie, wzniosły się ku górze, strosząc się niemiłosiernie. Ziemia i cały wymiar począł się trząść, a spod nóg Jednookiego, jak istna pajęczyna, rozchodziły się pęknięcia. Czyżby ziemia miała za chwilę runąć?

       Otworzył usta, wypuścił całe zalegające w płucach powietrze, w postaci przeraźliwego ryku, który niósł się, z każdą chwilą zyskując na swej potędze. W fioletowe oko wstąpił błysk szaleństwa, a sama tęczówka zanikała powoli. Zdawało się, że zmarszczona powieka pod ciężką, brązową brwią, zwiastuje nadchodzącą apokalipsę.

       W jednej chwili wyprężył się jak struna, a potem wygiął do tyłu, przypominając swą pozą myśliwski łuk. Fala uderzeniowa w postaci ledwie widocznej bańki rozniosła się, rosnąc bez końca i zmiatając wszystko co napatoczyło się na jej drogę. Opaska na prawym oku Ryo, szarpana przez wydobywającą się z ciała energię, rozdarła się zupełnie, a zsunąwszy się z twarzy, pomknęła zwiana gdzieś daleko przez wietrzne tornado. W zabliźnionym oczodole ziała czerń i pustka...

       - Nie sądzę! - ryknął, zdejmując ostatnią trzymającą się go barierę, a moc woli, chowana w jego ciele gdzieś głęboko, wypłynęła, pieniąc się jak górski potok, który został uwolniony spod jarzma ciężkiej skały.

Offline

 

#149 2013-08-03 23:19:21

Straznik 5

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 953

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Mężczyzna nie mógł się pogodzić ze słowami, które usłyszał od swojej siwowłosej wersji. Jego wściekłość dała o sobie znak. Pogrążony w tym stanie nawet nie zauważył jak na jego napiętym z wysiłku ciele zaczęły rozchodzić się ślady pieczęci. Jego siła znacznie wzrosła i zaczęła wpływać na otoczenie. Przeraźliwy krzyk, zdawał się rozchodzić po całym tym dziwnym w świecie w którym znajdował się chłopak przy okazji niszcząc go. Pierwszą ofiarą chłopaka oczywiście było oczywiście jego alter ego, który został odrzucone siłą głosy wyrzutka i zniknął już na zawsze. Żegnając go Ryo nie miał pojęcia ile prawdy było w jego słowach. Nie był już ani potworem ani dawnym sobą. Nie zauważył nawet jak jego ciało zmieniło się pod wpływem działania przeklętej pieczęci, powodując między innymi zerwanie opaski z jego oka.
     Krzyk który wciąż roznosił się echem po przestrzeni jednak nie zaprzestawał swojego destrukcyjnego działania. Biel która otaczała do tej pory wojownika ninja, zaczęła zamieniać się w czerń. Co raz bardziej ograniczając swobodę wyrzutka, aż w końcu nie było już nic. Nic po za czerniom, wkrótce po niej pojawiło pojawił się ból i wyczerpanie. Wyglądało na to że umysł chłopaka przeszedł pomyślnie próbę zastawioną przez zakapturzonego kapłana. Jednak wciąż nie było wiadomo czy jego ciało podoła zmianą jakie zaszły w związku z pozyskaniem tej niezwykłej mocy.

[Koniec sesji]

Ostatnio edytowany przez Straznik 5 (2013-08-03 23:19:43)

Offline

 

#150 2013-08-10 01:26:57

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Ciemność okalała go z każdej możliwej strony, a serce zabiło szybciej, gdy otworzył swe jedyne, fioletowe oko. Czuł w kościach wyraźne zmęczenie, niechybnie wróżbitce, ile przesiedział w tym plugawym, śmierdzącym miejscu. Zupełnie stracił rachubę czasu, a pulsujący ból w żołądku wciąż wił się po trzewiach, jako pamiątka po czarnej, śmiertelnej pastylce. Wspomnienia tego, co wydarzyło się po tym, jak ją przełknął, pamiętał jak przez mgłę, zatarte i niewyraźne. Wiedział jedynie to, że stoczył niesamowicie wycieńczający pojedynek, pozbawiający go nie tylko tchu, ale także godności.
       W jednej chwili skulił się, choć zdawało się, że jest to już niemożliwe. Pieczęć na piersi zapiekła go oślepiającym bólem, przypominającym na myśl ukąszenie jadowitej żmii, wyraźnie złośliwej, chcącej swoimi zębiskami zostawić ślad w postaci ledwie widocznej blizny. W tym samym momencie ciemność pudła, w którym przesiadywał, rozjaśniła się blaskiem płynącym od paciorkowatych znaków, rozciągających się po całym ciele Ryo. Wkrótce powstała z nich tak gęsta sieć, że zaczęło brakować luk, które mogłyby dalej przecinać. W ten sposób Kiyoshi stał się czymś na wzór posągu z lawy, emanującym czerwono-żółtym światłem.
       Jednych ruchem ręki strącił wieko pudła i gdy te poleciało w górę roztrzaskując się o strop sanktuarium, zrozumiał jak wielką siłą dysponuje. A kiedy wynurzył się ze swojego kilkudniowego więzienia i dał się oblać mętnym, ruchliwym światłem świec, nie mógł się nadziwić swemu wyglądowi. Był bowiem  cały szary, a smukłe dotąd dłonie, zamieniły się w pazurzaste szpony, gotowe rozpłatać każdego kto wejdzie w ich zasięg. Przeciągnąwszy językiem po zębach, spostrzegł jak bardzo te urosły i jak straszliwie ostre się stały.
       Niczym oceaniczna fala, zalał go pulsujący instynkt, wdzierający się swym oślizgłym, śluzowaty ciałem do umysłu i rzucający jedną prostą komendę:

Zabij…  Zabij… Zabij ich wszystkich…



       Nie mogę, pomyślał. Nie teraz. Nie jutro. Nigdy.
       Nawet nie zauważył,  kiedy wybiegł z sanktuarium, a wraz z każdym krokiem, jego szary naskórek zaczął wracać do pierwotnej formy. Stworzył kryształowego smoka i odleciał. Na wchód.

[z.t -> Tsuki no Kuni/Sklep]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-08-10 01:29:31)

Offline

 

#151 2013-09-29 21:39:34

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

      Dotarłem na miejsce wraz z nowym towarzyszem, któremu od czasu do czasu musiałem pomagać, w takich wypadkach jak podpieranie. Wiadomo, że poniesione obrażenia uniemożliwiały mu sprawne poruszanie się, ot co musiał się nim ktoś zająć. Jeżeli wszystko dobrze zostało przedstawione na miejscu Yoshi powinien spotkać mistrza swego dawnego rywala. Miejsce to było bardzo dobrze ukryte oraz bardzo dobrze sprecyzowane pod względem architektonicznym. Rozejrzałem się więc raz, potem drugi, by dokładnie przyjrzeć konstrukcji.

      - A więc to jest to miejsce w którym mieszka niby twój mistrz? Nie powiem bardzo dziwne miejsce jak na zwyczajne posiadówki. Jesteś pewien, że dobrze trafiliśmy, może powinniśmy zawrócić? Nie czuje się tutaj zbyt pewnie. - Musiałem kombinować, iż wewnątrz sobie poczułem nagły napływ strachu, związany ze zwiedzaniem nieznanego dotąd miejsca, które samo w sobie wyzwalało wielką odrazę.

     Zgrywając odważnego postawiłem krok do przodu, jednak wciąż nie spuszczając swojego towarzysza z oczu. Musiałem mu pomagać w chodzeniu, by przypadkiem nie wywrócił się oraz nie nabawił się jeszcze większych szkód. Czekałem jedynie na odpowiedź gdzie mamy iść, chciałem już trafić do jego mistrza, by ten przedstawił swój potencjał oraz obdarzył mnie tą mocą o której tyle słyszałem. Wszystko to brzmi jak najprawdziwsze, wyssane z palca kłamstwa. Musiałem zachować się bardzo czujnie, nie wiem co w takim miejsce mogę nastać. Ciemne korytarze oraz ograniczona widoczność to chyba najgłówniejsze oraz najbardziej niebezpieczne aspekty tego miejsca. Idąc do przodu, czyli tak jak gestem wskazał mi mężczyzna, zerkałem ukradkiem na jego rany. Gdyby coś mnie zaatakowało, jego posłałbym jako mięso armatnie, by biorąc nogi za pas, uciec z tego miejsca.

Offline

 

#152 2013-09-29 21:45:19

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Post #10

Mężczyzna został tutaj przytargany, tylko i wyłącznie za pomocą młodego jeszcze wyrzutka. Jego rana była obszerna, a do tego bardzo bolesna. Raz za razem, każdy krok za krokiem, zielonowłosy wydawał z siebie dźwięk typowego bólu. Każdy krok dawał się odczuć w fizycznym oraz psychicznym odczuciu. Dotarli do miejsca obydwoje ciemnego oraz skrytego, czyli dokładnie takiego jaki zapamiętał przeciwnik Yoshi'ego. W tym miejscu jak to sam opisał, miał kryć się mistrz posiadający tajemniczą, niesłychaną i dawno zapomnianą moc. Wszystko to było kłamstwem, a raczej legendą, iż zawierało w sobie tylko ziarenko prawdy.

- Nie martw się chłopcze, jesteśmy na dobrej drodze do sukcesu. Mój mistrz kazał mi przyprowadzić do siebie prawdziwy potencjał, tak więc zrobiłem. Pamiętam to miejsce doskonale, nie ma mowy o żadnej pomyłce, chodź za mną wskażę Ci miejsce gdzie zostaniesz naznaczony. Oczywiście mówię tylko i wyłącznie o naznaczeniu potężną mocą, nie musisz się bać - Prawie wyciągnął do niego dłoń, gdyby w ostatnim momencie nie opamiętał się, iż Yoshi jest jego wrogiem. Tak samo jak on patrzył się na niego, wzrok został odwzajemniony w każdej sekundzie drogi.

Podążali więc razem obok siebie, długim, ciemnym korytarzem, a ich widoczność została znacznie ograniczona. Co chwilkę mijali różne przeszkody, typowe kamienie na drodze, które bez ukrywania, poszkodowanemu sprawiały duże problemy. Wiatru w takim miejscu nie było, temperatura była niska, dało się odczuć chłód, naznaczający różową skórę. Droga wykonana była ze specyficznych płytek w różne wzroki. Wszystko składało się na to, iż korytarz posiada tylko jedno wyjście, ale jakie. Im dalej podążali tym pod swymi stopami czuli coraz większą wilgoć.

Offline

 

#153 2013-09-29 21:50:29

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Korytarz był długi oraz ciemny, co ograniczało naszą widoczność. Z każdym krokiem w mym sercu czułem podwyższone ciśnienie oraz lekki podskok adrenaliny. Te stare ściany oraz wzorowana podłoga przyciągała mnie o dreszcze. W pewnym momencie niepełnej drogi poczułem gęsią skórkę, tym samym musiałem podwinąć swe rękawy, by się lekko ogrzać. Dokoła panowała wilgoć, którą można było po kilku minutach odczuć pod butami. Być może schodziliśmy coraz niżej do jakiś lochów. Coś tutaj nie pasowało, to musiała być jakaś sekretna kryjówka. Do całości dochodził jeszcze chłód, który obijał się o nasze chude ciała. To nie jest idealne miejsce do odpoczynku, tutaj nawet nie da się zamknąć na chwile powiek, trzeba mieć oczy szeroko otwarte oraz trzeźwy i spokojny umysł.

      - Ufam Ci i jednocześnie błagam, byś się pośpieszył, nie mam ochoty zostawania tutaj ani minuty dłużej. Strasznie kręci mi się w głowie i mam już wszystkiego dosyć. Jeżeli twój mistrz jest taki potężny, dlaczego kryje się w takim miejscu? Nie mógł po prostu sam po mnie przyjść, skoro jest dla niego całym potencjałem? Na prawdę nie trzyma się to kupy - Nawijałem jak szalony, byle tylko zbić czas podróży przez wąski, nieoświetlony korytarz. Wolnymi kroczkami zbliżaliśmy się ku celu. Po pewnym czasie podróży, poczułem pod swymi podeszwami wodę. Już wtedy wiedziałem. Mogłem się domyślić, iż miejsce to nie było dawno odwiedzane, a mężczyzna który mnie prowadził dotąd kłamał. Spojrzałem na niego ukradkiem, trzeba było się od niego uwolnić. Nie mam ochoty już zanim podążać, na pewno prowadzi mnie do jakieś pułapki, by uwięzić i zacząć torturować. Jedno zdarzenie już takie miałem, na początku zgrywali miłego, teraz ten zgrywa, iż posiada wspaniałą moc, a to wszystko guzik prawda. Musiałem wyczekać dogodnego momentu do swobodnej i bezpiecznej ucieczki. Jedynie szybki bieg uratuje mnie z tych więzi.

Offline

 

#154 2013-09-29 21:56:24

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Post #11

W stronę mężczyzny napływały różne pytania oraz zagadki, które co chwilkę podsyłał wyrzutek. W jego głosie oraz spojrzeniu z łatwością wyczuć można było obawę przed spotkaniem z mistrzem. A może jednak chodziło tutaj o coś więcej o bardzo przerażające miejsce. Zanim jednak zielonowłosy zdążył cokolwiek wytłumaczyć na jego myśl nasunęło się jedno proste zdanie, które powinno Yoshi'ego zmotywować do dalszego działania.

- Oto jesteśmy. - Przed oczami Yoshi'ego pojawił się posąg węża. Nogi wyrzutka zostały sparaliżowane, tym samym uniemożliwiając mu dalsze poruszanie się. Stał i wpatrywał się w czerwone oczy, które przeszywały go na wylot. Zielonowłosy nie wiedząc co dokładnie się dzieje, spanikował jednak nie wtapiając się w otoczenie, uciekł na lewo. Widocznie to wszystko było planem, tego jego mistrza. Sytuacja przypomniała mu się na myśli, on kiedyś przeżył to samo. Jednak przejdźmy teraz do odczuć ucznia Shinsaku. Czuł bowiem strach, rozkojarzenie, niepewność oraz złość w jednym. Posąg wzbudzał w nim same negatywne odczucia na temat świata, zmieniał umysł i tym podobne. Nastawiał wszystko przeciwko niemu.

Tuż po tym, posąg ożył oraz wydłużył się. Yoshi nadal nie mógł nic zrobić. Znajdował się na mokrej posadce, otulony mrokiem. Jedno ukąszenie w klatkę piersiową, tuż pod szyją, centralnie na środku. Po tym momencie Yoshi stracił przytomność, a jego bezwładne ciało opadło na mokrą oraz wilgotną podłogę. Zamknął swe oczy oraz odpłynął, a jego ciało powoli przystosowywało się do nadchodzących zmian.

Ostatnio edytowany przez Straznik 3 (2013-09-29 21:58:35)

Offline

 

#155 2013-09-29 22:04:39

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Stałem jak wryty wpatrując się w posąg węża, który dopiero teraz dane mi było zobaczyć. Wszystko wyglądało jak prawdziwa scena z bajki, skąd to się tutaj tak na prawdę wzięło. Wszystko takie nieprawdziwe. Dokoła ciemność, która przeszyła całą okolicę, jedynie widoczne czerwone oczy gada. Strach. To uczucie czułem jedynie w swej duszy, nie mogłem poruszyć żadną kończyną, już na samym początku byłem sparaliżowany. Nawet nie myślałem, że nadejdzie taki moment, kiedy nie będę w stanie zrobić niczego sensownego. Zawsze posiadałem odpowiedni oraz umotywowany zapał do walki, a tym bardziej do wygranej, a teraz.. Teraz nawet jakbym chciał to nie mógłbym uciec.

      Tuż po tym zostałem ukąszony centralnie w klatkę piersiową. Poczułem mocny ucisk szczęki węża, który wpuszcza we mnie swój jad. Sekunda minęła, a moje nogi stały się bezwładne. Me ciało runęło o mokrą ziemię. Trzymałem jeszcze chwilkę otwarte oczy, by widzieć jak mój dawny towarzysz ucieka z miejsca całego zdarzenia. A więc jednak mnie oszukał, nie było żadnego mistrza, a ja tutaj umrę. Nie mogę się ruszyć, już nic nie mogę zrobić. Mój umysł odpływał, a ja zamknąłem swe powieki, by zasnąć. Ale czy na zawsze.

     Wewnątrz siebie słyszałem ciągle wołający do mnie głos, dosłownie taki sam jak podczas pobytu w namiocie gdzie zajmowali się mną medycy. Jednak wtedy był mój mistrz - Shinsaku. To raczej niemożliwe, by podążał on za mną cały ten czas, by pod sam koniec, akurat w tym momencie mnie uratować. Wszystko był oto niemożliwe, więc pewne było tylko jedno. Śmierć. To jest jedyna rzecz jaka najprędzej teraz mnie czeka. Z jednej strony było to naprawdę smutne, iż me ciało choć sparaliżowane to wciąż czuło chłód. Mój umysł niby odpłynął, lecz wciąż byłem w stanie przyciągać do siebie myśli o ukochanej przeze mnie osobie. Może jednak nie umrę, może jednak tak. Wszystko okaże się z biegiem czasu oraz działaniem jadu.

Offline

 

#156 2013-09-29 22:15:27

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Post #12

Jad wtapiał się w skórę wyrzutka, powodując jej zaczernienie oraz totalną zmianę wyglądu. Przeistaczał się bowiem ten młodzieniec w jakiegoś dziwnego, nietypowego człowieka, można by rzec potwora. Jak już było to wspomniane nie mógł poruszać żadną kończyną, nie mógł wykonać nawet najmniejszego ruchu. Jednak nie mierzyło się to z mocną wolą wytrwałości, która pozwoliła mu na powolne przystosowanie się do trucizny. Ta bowiem rozprowadzała się po jego ciele, coraz to bardziej zanurzając w głąb organizmu. Yoshi przez kilkanaście pierwszych minut czuł potworny ból, lecz z powodu swej bezradności nie mógł nawet krzyczeć, wszystko to co odczuwał działo się w jego wnętrzu. Po upływie kilku godzin zamienił się w pierwszy poziom przeklętej pieczęci i tak leżał. Tak samotnie, tak bezwładnie.

Czekał na moment, aż jad ponownie rozproszy się, a jego skóra oraz całe ciało wróci do normy, bowiem wtedy będzie mógł wyruszyć w swoją stronę, nie pamiętając prawie niczego oraz powoli poznawać skutki naznaczenia. Jedyne co mu teraz zostało to mimowolnie leżeć. W przypadku gdyby jego wola okazała się zbyt mała, Yoshi po prostu umarł by pod wpływem zbyt dużej ilości jadu, dlatego też nie może wykonywać przez dwa najbliższe dni żadnego ruchu. Jego ciało musi dostosować się do niepopoznawanej mocy, którą przedstawił mu posąg kamiennego węża, z czerwonymi obwódkami obok oczu.

Gdy miną dwa dni wyrzutek będzie mógł wrócić do zajęć codziennych oraz najważniejsze ze wszystkich, raz na zawsze opuścić to przeklęte miejsce. Teraz jednak pozostawał bezczynny, a jego ciało mimowolne leżało na wilgotnej oraz mokrej posadce.

[Yoshi może ruszyć się dopiero: 01.10.13, 22:16]

Offline

 

#157 2013-10-02 20:27:34

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Obudziłem się znacznie później niż planowałem. Swe powieki otworzyłem ze znacznym trudem. Przez pierwsze kilka sekund nawet nie mogłem poruszyć wargami. Całym swym potencjałem, wyjść musiałem z narzuconego na mnie wcześniej transu. Pierwsze oko, potem zaś drugie. Ujrzałem to samo pomieszczenie. Ówcześnie było ono ciemne, trudno dostępne, teraz dokładnie mogłem się przyjrzeć brudnym kamieniom oraz mokrej i wilgotnej posadce. Całe moje ubranie przesiąknięte było różnymi chemikaliami. Im prędzej się stąd pozbieram, tym szybciej ujrzę mojego mistrza. Wstałem więc całymi siłami, by przygotować się do nadchodzącej podróży. Nie pamiętałem nic, co tutaj się stało oraz co działo się jeszcze dwa dni temu.

       Stanąłem. Mocny ból głowy mało nie rozerwał mi czaszki. Złapałem się szybko dłońmi za czoło, a me ciało ponownie, mimowolnie upadło. Krzyk. Krzyk na całe pomieszczenie. Nawet poza murami tego miejsca, słyszeć można było jęk oraz wewnętrzną mą rozpacz. Me ciało dopiero co przystosowało się do przeklętej pieczęci, jednak nie za bardzo ją znosiło. Przede wszystkim moja psychika wymaga więcej czasu. Ona także ulegnie znacząco zmianie, ulegnie oraz już uległa. W swych myślach powiedziałem kilka nieznaczących słów, a ma twarz przybrała poważną oraz niepokojącą minę.

       - Mistrzu.. - Me pierwsze słowa, tuż po obudzeniu. Stary Yoshi był dziecinny oraz monotonny. Jego zachcianki ograniczały się tylko i wyłącznie do zaspokajania Shinsaku. Teraz już nie będzie lalusiowaty, nie będzie się prosił. On będzie bronił swego mistrza powagą oraz ciężkim sercem. Dołoży wszelkich starań do tego by żyło mu się jak najlepiej. Zabije każdego kto stanie mu na drodze, by zabrać szczęście swego sensei. Drastyczna ma zmiana polega na zmianie osobowości oraz nieznacząco wyglądu. Skok charakteru można porównać do naturalnego rozwoju człowieka. Z dziecka przeszedł do dorosłej osoby, która wyznaczając sobie cel, na prawdę do niego podąża. Już nie bawiąc się życiem i bojąc wielu rzeczy, ja, Yoshimaru, dołożę wszelkich starań, by wyrzutki zostały zapisane na dziejach historii świata.

       Wygląd pod wpływem przeklętej pieczęci także uległ zmianie. Postawa oraz budowa ciała. Włosy wyjaśniały, przybrały znakomitego, ciemno różowego koloru. Ma twarz przybrała kamienną minę oraz poważną. Nie oznacza to jednak, iż Yoshi nie będzie się nigdy cieszył, on posiada emocje, lecz po prostu spoważniał. Postawa przerodziła się już na zawsze tą samą, gotową do walki. Ręce gotowe w każdej chwili wyciągnąć katanę. Wszystko by tylko obronić swój dobytek, siebie, organizację oraz przede wszystkim swego mistrza. Pełne skupienie.

       Gdy mój umysł przystopował na chwilkę bólów oraz cierpień, mogłem wyruszyć w stronę domu, by powitać mistrza. Jak już mówiłem, miałem coś dawno do załatwienia, jednak teraz powinienem go zobaczyć. Do końca nie zdawałem sobie sam sprawy, że coś mnie zmieniło. Jedyną osobą, która będzie w stanie poznać moją zmianę to Shinsaku. On na pewno pamięta dawnego mnie, lecz teraz przystosować będzie się musiał do tej nowej sztuki, do tej, która z pełną odwagą odda za niego życie. Przydziałem więc nową szatę, którą odziedziczyłem już dawno i wyszedłem z tego przeklętego miejsca. Ma pamięć niestety nie wróciła. Oczywiście ta dotycząca ostatniego zajścia. Wszystko inne, wszystkie mocne uczucia, jak najbardziej zostały, gdzieś głęboko przymocowane do mego umysłu. Wyruszyłem. Kierunek, dom.

[z/t -> Siedziba wyrzutków / Pokój lidera]

Offline

 

#158 2014-05-13 20:31:48

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

   

    Przemierzałem wiele krain, chcąc dotrzeć do celu, którego tak bardzo pragnąłem - Sanktuarium. Widziałem jego nietypową budowlę już z daleka. Stawiając krok za krokiem, coraz bardziej potęgowało się we mnie dziwne uczucie. Była to mieszanka emocji - zarówno pozytywnych, jak i negatywnych, które w połączeniu składały się na dziwny, mistyczny stan.
    Zdawało mi się, że minęła wieczność, zanim znalazłem się u podstawy świątyni. Spojrzałem w górę, próbując dostrzec jej wrota. Mimo braku oślepiającego słońca, nie zdołałem ogarnąć ogromnej ilość schodów, które dzieliły mnie od zakończenia mojej długiej wędrówki.
    Wspinałem się schód za schodem, ignorując po drodze kamienne posągi przedstawiające różnego rodzaju demony. Mroczna energia wypełniała moje ciało bardziej i bardziej, wpędzając mnie trans. Nie umiałbym odpowiedzieć, dlaczego tak się działo, ale nie wydawało mi się to w tamtym momencie istotne. Moje myśli przepełniała tylko chęć dotarcia na miejsce, do którego ciągnęło mnie niczym do domu.
    Po czasie, który wydawał się wiecznością, nareszcie stanąłem przed ogromnymi, żelaznymi wrotami. Przesunąłem palcami po ich powierzchni, wyczuwając liczne nierówności. Zachowywałem się tak, jakbym miał możliwość dotknięcia najbardziej fascynującej rzeczy świata. Oparłem się obiema rękoma o masywne drzwi i opierając na nich cały swój ciężar ciała, popchnąłem je ku wnętrzu Sanktuarium...

    Wrota uległy, odsłaniając mi wnętrze świątyni. Przekroczyłem jej próg. Mój oddech uległ natychmiastowemu spłyceniu, a ekstaza wynikająca z całej tej sytuacji osiągnęła ekstremum. Zatraciłem się w mrocznej potędze tej epickiej budowli, ruszając przed siebie.
    W centrum komnaty dostrzegłem posąg węża. Jedno spojrzenie na niego wystarczyło, by natychmiast wróciły wszystkie wspomnienia z mojej ostatniej wizyty w tym miejscu. Podwinąłem lewy rękaw, odkrywając przeklętą pieczęć.
    Powolnym krokiem podszedłem do węża, rozkoszując się odgłosem moich butów obijających się o kamienną podłogę.
    - Przyszedłem po więcej... - szepnąłem, a mimo to mój głos odbił się delikatnym echem od marmurowych ścian. Uklęknąłem i położyłem dłoń na głowie gada. Skupiłem w niej swoją chakrę, która przybrała obcy, niemalże czarny odcień granatu. Posąg syknął, ożył, po czym wystawiwszy kły, zatopił je w w moim lewym przedramieniu.
    Wrzasnąłem z bólu i upadłem bez siły na podłogę... Czułem na swoim ciele przeraźliwe, ale przyjemne ciepło, a przed oczami zrobiło mi się zupełnie ciemno...

    Mój odpoczynek nie trwał długo. Parę sekund później otworzyłem oczy i gorączkowo złapałem oddech do płuc. Z jednej strony czułem, jakby ktoś potraktował moją skórę silną techniką Katonu, z drugiej zaś - przejmujący chłód marmurowej posadzki. Ból wydawał się nie do zniesienia, jednak po chwili ustąpił. Może była to kwestia przyzwyczajenia, może zwyczajnie ustąpił, kto wie?
    Z trudem wstałem na nogi i spojrzałem na swoje dłonie - całe pokryte były czarnymi pasami. Zajrzałem pod rękawy, tam sytuacja wyglądała podobnie. Całe moje ciało pokryte było tymi znakami, które swój początek brały z przeklętej pieczęci na lewym przedramieniu.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
________________________

Akcept by Katsuro

    Gdy znaki zniknęły, przyjrzałem się posągowi węża jeszcze raz. Wiedziałem, że to nie ostatnie nasze spotkanie, dlatego też nie miałem zamiaru się z nim żegnać. Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem ku wyjściu. Wiedziałem, gdzie teraz się udam - do swojego prawdziwego domu - Baigai.

    [z/t » Ame no Kuni [Kraj Deszczu] » Miasto Ame]

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2014-05-13 21:23:11)

Offline

 

#159 2014-05-27 21:23:49

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Na miejsce przybyłem bardzo szybko. Właściwie to nawet nie spostrzegłem kiedy to zgubiłem swojego białego konia. Nie robiło mi to jednak większej różni, koń był przystosowany do innego właściciela, nie był moją własnością. Przeszedłem kilka kroków dalej, by przypatrzeć się okolicy. Nie wiedziałem co skusiło mnie do tak dalekiej podróży. A nie, chwila, to była samoistna ciekawość. Przechadzając się przez busz oraz inne krzaki, w oddali zauważyłem znajomy mi budynek. Wyglądał dosłownie tak samo jak ze snów, to z tego miejsca uciekłem w popłochu, ugryziony przez pomnik węża.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
___________________

Akcept by Katsuro

     Wyszedłem z budynku, cały czas trzymając się za ramię. To co wydarzyło się przed momentem utkwi w mej pamięci jeszcze przez długi czas. Dosłownie mówiąc, doczołgałem się pod najbliższe drzewo i zacząłem przeklinać pod nosem posąg węża. Nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z mocy jaką otrzymałem. Wiedziałem jednak, że ból, który przez ten czas mi towarzyszył był najgorszą karą jaka do tej pory spotkała mnie przez całe życie. Musiałem teraz odetchnąć, zamknąć swoje oczy i nie myśleć już o niczym. Chwila odpoczynku dobrze mi zrobi, szczególnie po wysiłku. Niech nic, ani nikt mi teraz nie przeszkadza, a wszystko będzie dobrze.

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2014-05-27 23:06:03)

Offline

 

#160 2014-06-01 14:34:30

Straznik 7

Strażnicy

Zarejestrowany: 2014-02-13
Posty: 246

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

#1 - sesja normalna - Yoshi

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]   
    Twój odpoczynek trwał na tyle długo, byś w pełni odzyskał siły. Rześki i pełen wigoru, niczym młody bóg, mogłeś teraz napawać się nową mocą. Gdy ból już minął mogłeś w końcu w pełni się z niej cieszyć.
    Niestety było dość chłodno, więc w końcu musiałeś się stąd ruszyć. Idąc jednak naprzód w końcu coś usłyszałeś, a może tylko Ci się zdawało. Po chwili jednak znowu. Podążając w stronę dziwnych dźwięków mogłeś, zbliżałeś się do wielkiego lasu, jednak w końcu byłeś w stanie usłyszeć co to było. Coraz wyraźniej słyszałeś przeraźliwy krzyk młodego mężczyzny. Błagał o pomoc i darł się tak, jakby go ktoś ze skóry obdzierał.
    Wrzaski dobiegały z lasu. Pomożesz biedakowi? Dotarcie do niego nie powinno stanowić dla ciebie większego problemu, gdyż mogłeś podążać za krzykami. Istniało wiele powodów, dla których mogłeś się tym zainteresować. Tak czy inaczej, może warto się temu przyjrzeć.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
Dob inĂĄ PonĂşkame samonosnĂŠ betónovĂŠ nĂĄdr e vhodnĂŠ