Ogłoszenie


#81 2013-01-05 14:16:05

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Obserwowałem dokładnie zachowanie tajemniczej osoby, każdy, nawet najdrobniejszy jej ruch, chcąc uzyskać jak najwięcej informacji, jak najlepsze wskazówki. Trudno było mi przeanalizować niektóre gesty, przypominało mi to jak grę w kalambury, gdzie to bez słów pokazuje się różne sytuacje, które druga osoba musi odgadnąć, w tym przypadku nie było to takie proste, gdyż ruchy postaci niekiedy nieco przypominały chaotyczne postępowania, lecz po czasie udawało mi się precyzyjnie znajdować ich sens. Wiedziałem, że mam zjeść dokładnie jedną pigułkę z malutkiego opakowania, następnie wejść do skrzyni, tak po prostu zrobić to wszystko. Ponieważ nie widziałem innego wyjścia na rozwiązanie sytuacji, uczyniłem to, co miałem do zrobienia, można powiedzieć, że wykonałem swoje zadanie. Połknąłem jedną pigułkę, po czym wszedłem do beczki, rozglądając się uprzednio jeszcze raz zarówno po pomieszczeniu, następnie spoglądając na zakapturzonego. Nieco się bałem, czułem przerażenie, ale przełamałem negatywne odczucia, przykucając w skrzyni. Niech się dzieje, co ma się dziać.

 

#82 2013-01-05 14:31:17

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

I stało się. Przygoda z zakapturzoną postacią właśnie dobiegała końca. Tak samo jak końca dobiegało twoje dotychczasowe życie. Nic już miało nie być takie samo. Choć pewnie mogłeś to przeczuwać, nie było najmniejszych szans, byś wiedział, jak bardzo przyszłość będzie się różnić od przeszłości.
   Krok, krok i kolejny. Bliskość zakapturzonego. Wyciągnięcie ręki. Poczucie trzymanej w dłoni kulki. Wymierzenie dłoni między wargi. Upuszczenie pigułki na język. Cierpki, niesamowicie gorzki smak. Kilka kroków w tył. Pudło. Jedna noga. Druga. Ugięcie ciała w plecach. Przysiad. Opadnięcie na dno pojemnika. Wiszące nad Tobą wieko. Trzask. Niezwykle głęboka ciemność. Ciche słowa. Odgłos składanych pieczęci. Uczucie opadania. Spadanie. Zatracenie. Wyciszenie umysłu. Zgłuszenie zmysłów. Zwalniające serce. Płytki oddech. Zmęczenie. Odrętwienie. Nicość. Nie ma już nic. Śmierć.

Hiyoki budzi się 10.01.2013r. o 14:31:17

Ostatnio edytowany przez Straznik 4 (2013-01-05 14:32:15)

Offline

 

#83 2013-01-12 21:26:48

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Skrzynia, która stała mniej więcej na środku finalnego pomieszczenia w Sanktuarium, eksplodowała, a miało to miejsce dokładnie pięć dni po wydarzeniach, które ostatnio się tu odgrywały. Wybuch spowodowała niesamowicie skoncentrowana chakra o mrocznym charakterze, uwolniła spore ilości energii, które wysadziły beczkę od środka. Kiedy dym, kurz oraz resztki chakry opadły, bądź rozpłynęły się w powietrzu, pokazałem się ja, stałem wówczas na dolnym wieku kontenera, nie zostało ono zniszczone. Żadna z osób, która kiedykolwiek mnie widziała, nie byłaby w stanie mnie poznać, może i charakteryzowały mnie teraz niektóre elementy wyglądu, jak chociażby włosy, kształt oczu, rysy twarzy itp, jednakowoż wyglądałem całkowicie inaczej. Moja skóra przybrała ciemnoszarej barwy, oczy kompletnie mi ściemniały, włosy opadły i nieco się wydłużyły, także zmieniły zabarwienie na jasnoszare. Gdzieniegdzie moje ciało zostało pokryte lodowymi elementami, płatami lodu, które razem tworzyły coś na wzór zbroi. W tym lodzie było jednak coś niepokojącego, nie miał normalnego koloru, był znacznie ciemniejszy, miejscowo posiadał w sobie coś na wzór fioletowo-czarnych smug. Nie wiedziałem o co chodzi z tym wszystkim, natomiast byłem pewny jednego - stałem się o wiele silniejszy. Po prostu czułem to, energia przepływała przez moje ciało, wiedziałem, że urosłem w siłę w przeciągu kilku chwil, chociaż w sumie trwało to kilka dni, tak jak ostatnio. Liczy się jednak efekt, który bardzo mnie zadowala, jawna moc. Po chwili moje ciało zaczęło stawać się normalne, przybierało typowej barwy, właściwości. Wyglądało to tak, jakby "nowa powłoka" zmieniała się w pieczęć, po czym koncentrowała ostatecznie w punkcie na szyi.
-Czyli to jest moc przeklętej pieczęci. Ciekawie... - stwierdziłem sam do siebie.
Uznałem, że Shinsaku koniecznie musi się dowiedzieć o wszystkim, czego się nauczyłem, musi zobaczyć, iż stałem się o wiele silniejszą osobą. Chociaż mógłbym jeszcze trochę potrenować, on też na pewno nie próżnował... Zobaczymy, nie muszę mu od razu o wszystkim mówić. Na razie muszę wrócić w ustalone miejsce.

[zt -> Kawa no Kuni, Wielki las]

Ostatnio edytowany przez Hiyoki (2013-01-12 21:28:55)

 

#84 2013-04-06 19:06:20

Straznik 6

Strażnicy

Zarejestrowany: 2013-04-02
Posty: 427

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Gdy dotarli na miejsce, Ninigi zatrzymał się nagle, patrząc z podziwem na to miejsce. Całą drogę palił, zainteresowanie mogło budzić, skąd brał te wszystkie papierosy, jednak nie był to czas, ani miejsce na rozmowy o takich tematach. W końcu to tutaj zdobywało się przeklętą pieczęć. Srebrnowłosy mężczyzna spojrzał na Masashiego, potem znów zaczął przyglądać się świątyni.
     - Wciąż budzi podziw - odezwał się w końcu, a jego twarz wyrażała dokładnie to, co powiedział. - Będę szedł z tobą do praktycznie samego końca, jednak ostatki będziesz musiał pokonać o własnych siłach.
     Sam zaczął rozglądać się po okolicy, jakby szukał czegoś. Gdy jednak nie znalazł niczego, na jego twarzy wymalowała się swojego rodzaju ulga. O cóż mogło mu tym razem chodzić?

Offline

 

#85 2013-04-06 19:18:00

Masashi

Zaginiony

46847263
Zarejestrowany: 2013-02-08
Posty: 139
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan [3]
Ranga: Członek klanu

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Przez całą drogę Masashi szedł w milczeniu, nie miał zbytniej ochoty rozmawiać o byle czym z niejakim Ninigi, dalej mu nie ufał, jednak musiał z nim iść, w końcu mężczyzna znał miejsce Sanktuarium. Podróż trwała około jednego dnia, ale w końcu oczom chłopaka ukazała się dość imponująca budowla, aż dziw bierze, że pomimo tego dalej jej miejsce i informacje o niej są tak tajemnicze. Uchiha poczuł dość dziwną aurę wydobywającą się z tejże budowli, dziwna chakra, która momentami paraliżowała ciało. Chłopak stał i spoglądał na schody prowadzące do wejścia, szybko jednak przerzucił wzrok na posągi węży, które robiły wrażenie, jak by obserwowały tą dwójkę. Słysząc słowa Ninigi'ego Masashi kiwnął głową, po czym ruszyli. Chłopak nie wiedział czego może się spodziewać w środku, zwłaszcza, że ostatni etap podróży będzie musiał przejść sam. Najwięcej uwagi jednak poświęcił teraz tej dziwnej aurze wydobywającej się z budowli.

Offline

 

#86 2013-04-07 14:12:19

Straznik 6

Strażnicy

Zarejestrowany: 2013-04-02
Posty: 427

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Weszli do świątyni, Ninigi przodem, Masashi zaraz za nim. Pierwsza rzecz, która mogła rzucać się w oczy, to stan budowli. Choć nie wyglądała na nową, to ząb czasu odcisnął na niej swoje piętno dość łagodnie. Ściany były w dobrym stanie, widać było, że są stabilne, nawet pomimo porostów pokrywających niemalże całą ich powierzchnię. Drugą zaś rzeczą, która mogła kalać wzrok były trupy leżące na samym początku korytarza. Srebrnowłosy podszedł do jednego z trupów, obrócił go powolnie, uśmiechnął się pod nosem, po czym... zabrał oręż nieboszczyka. A owym orężem była katana przypięta do pasa, schowana w pochwie. Mężczyzna, chociaż nie wyciągnął broni, by sprawdzić jej stan, wyglądał, jakby był pewien jej użyteczności.
     - No co? Jemu się już nie przyda - rzucił, po czym ruszyli dalej.
     Korytarz nie był długi, bo już po chwili natknęli się na rozgałęzienie. Dwie drogi, jedna w prawo, druga w lewo. Prawy korytarz był oświetlony, pochodnie żarzyły się, dając światło na drogę. Lewy natomiast był całkowicie ciemny, nie było w nim widać nic. Był tam jednak jeszcze jeden szczegół, który przykuwał uwagę - kolejne trupy, znów niemalże świeże. Nie unosił się od nich swąd zgniłego mięsa, nie wyglądały na takie, które leżały tutaj długo. Rany, które miały były kute, co za tym szło, albo wpadli oni w jakąś pułapkę, albo zrobił to ktoś jeszcze inny.
     Dlaczego jednak o nich wspominam? Bo ich pozycja, a także miejsce, w którym leżały, byłby, moim zdaniem, dosyć ważne. Ciała te bowiem leżały w progu prawego korytarza, z wyciągniętymi rękoma w stronę, z której przyszli Uchiha i jego nowy kompan. Wyglądali, jakby przed czymś uciekali, ale, jak można było zaobserwować po ich stanie, nie do końca im się to udało.
     - Wybieraj - powiedział Ninigi. - Nie myślałeś chyba, że będę ci pomagał w próbach, prawda?

Offline

 

#87 2013-04-07 14:26:49

Masashi

Zaginiony

46847263
Zarejestrowany: 2013-02-08
Posty: 139
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan [3]
Ranga: Członek klanu

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Masashi szedł tuż za Ninigi'm, kiedy ten wziął katanę od trupa Uchiha zaczął się rozglądać. Poszukiwał trupa, który również posiadał broń, a jeśli taki się trafił szybko ją wziął. Po chwili na ich drodze stanęło rozdwojenie dróg, jednak uwagę chłopaka przykuły trupy. Zaczął coś podejrzewać, tamten człowiek, którego nie tak dawno pokonał, mężczyzna mówił, że jemu też pomagał. Teraz wziął od trupa broń, trupy są świeże, no i karze teraz iść chłopakowi przodem. Słysząc wzmiankę Ninigi'ego na temat drogi chwilę się zamyślił.
- Ninigi... - Rozpoczął tym swoim podejrzliwym tonem. -... Ilu osobom pomagałeś do tej pory?
Zapytał spokojnie, do tej pory liczył ciała, coraz bardziej sytuacja zaczęła mu śmierdzieć i nie chodzi tu o swąd martwych ciał, bo te są jeszcze zbyt świeże. Nim jeszcze mężczyzna popatrzył na Uchihę, ten delikatnie rozgryzł palca i złożył szybko pieczęcie, tak na wszelki wypadek.

Offline

 

#88 2013-04-07 14:50:26

Straznik 6

Strażnicy

Zarejestrowany: 2013-04-02
Posty: 427

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Jedyne, co trup miał przy sobie, to dwa bardzo stępione kunai, które szanujący się ninja nosiłby przy sobie tylko jako pamiątkę, a nie prawowity oręż. Masashi odszedł więc od ciała zdegustowany. Gdy zaś Ninigi usłyszał pytanie chłopaka uśmiechnął się, jakby przepraszająco, przy okazji podrapał się po potylicy, co tylko mogło spotęgować wrażenie lekkiego zażenowania tegoż osobnika.
     - Bo widzisz, chodzi o to, że wysłałem tutaj przed tobą już kilku ludzi. Dwunastu, jakbyś w gwoli ścisłości miał ich liczyć. Niemalże nikt nie przeżył tych prób, jednak nie z powodu ich trudności, czy pułapek, które były tutaj zastawione. Wyruszyli w grupie, twierdząc, że nie podołają temu sami, co mnie osobiście zraziło do nich, jednak było już po fakcie, wiedzieli, gdzie mają się udać. Każdy z nich zginął z ręki "kompana" - zaakcentował to słowo - urządzając tym samym krwawą jatkę i polowanie na siebie nawzajem. Jednak jeden z tych węży przeżył, i czeka na następnych, których tutaj przyślę. Dowiedziałem się tego od Ginjou-kuna, którego już z resztą poznałeś - tutaj mrugnął jednym okiem do Masashiego. - Uciekł ledwie żywy, z pogruchotanymi organami wewnętrznymi, Genjutsu w żyłach i zapasem chakry wyczerpanym prawie do cna - tu zamilkł na chwilę, jakby czekał na jakąkolwiek reakcję ze strony Uchihy. Postanowił jednak kontynuować - To nie będzie moim zadaniem dla ciebie, jednak chcę, żebyś pomógł mi w likwidacji tego osobnika. Tworząc to Genjutsu zużyłem ogromną ilość chakry, a skurczybyk pewnie jest w pełni sił. Nie przyjął jednak przeklętej pieczęci. Co za marnotrawstwo... Jeśli natomiast masz wahania, co do tego, który korytarz powinieneś wybrać, to podpowiem ci, jaka jest ich symbolika. Droga w lewo to droga w nieznane. Droga, która może prowadzić wszędzie, choć skąpana w mroku, może przynieść korzyści. Chodzi o ryzyko - czy jesteś w stanie je podjąć? Czy wolisz wybrać drogę na prawo, oświetloną, ukazującą wszystkie swoje sekrety niemalże od razu?

Ostatnio edytowany przez Straznik 6 (2013-04-07 14:52:11)

Offline

 

#89 2013-04-07 15:01:37

Masashi

Zaginiony

46847263
Zarejestrowany: 2013-02-08
Posty: 139
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan [3]
Ranga: Członek klanu

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Uchiha słuchał dokładnie Ninigi'ego, mimo iż ten wyjaśnił wszystko to nie uspokoiło chłopaka. W końcu mężczyzna postanowił wtrącić coś co zaciekawiło chłopaka. Symbolika dróg... Masashi bez słowa zastanawiał się nad drogą, którą wybrać. Czy był w stanie zaryzykować wszystko i iść w nieznane, czy może zawaha się i pójdzie łatwiejszą drogą? Cel jaki sobie wybrał.... Zmiana swego klanu i zdania o nim, a także wymazanie złej przeszłości Matsuo, wszystkie jego cele były niepewne, nigdy nie miał pewności, że mu się powiedzieć... Tak samo jest z przeklętą pieczęcią, Uchiha chce ją zdobyć, jednak nie ma pewności, że uda mu się ją opanować tak jak to zrobił jego kuzyn. Chwilę się jeszcze zastanawiał, jednak tak naprawdę znał odpowiedź. W końcu wolnym krokiem ruszył w stronę ciemnego pokoju, kątem oka starając się wychwytywać to co jest za nim, czyli Ninigi... W razie czego miał gotową technikę Kuchiyose, którą mógłby się zasłonić, tak w razie czego. Wszedł do ciemnego korytarza spoglądając co jakiś czas również na trupy, nie wiedział co go czeka, może nawet za chwilę to będzie jego koniec?

Offline

 

#90 2013-04-07 15:40:11

Straznik 6

Strażnicy

Zarejestrowany: 2013-04-02
Posty: 427

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Ninigi uważnie śledził poczynania Masashiego. Gdy ten wybrał zaciemnioną drogę, uśmiechnął się pod nosem, szedł jednak za nim w milczeniu. Tak jak wcześniej, dał mu chwilę na poukładanie sobie tego wszystkiego, a pozostawiony samemu sobie mężczyzna wyciągnął kolejnego już dzisiaj papierosa i zapalił go. Pytanie było, skąd on to wszystko brał? I czy nie mógł odpuścić nałogowi chociaż w takim miejscu jak świątynia?
     Nagle srebrnowłosy szarpnął Uchihę do tyłu, nie pozwalając mu wykonać następnego kroku. Ogarniała ich całkowita ciemność, Masashi nie mógł więc poczuć, że pod jego nogami brakuje podłoża. Mężczyzna, cały czas trzymając ubranie chłopaka, tupnął mocno, wsłuchując się jednocześnie w nowopowstałe echo.
     - Następnym razem bardziej skup się na drodze, zamiast na mnie - poradził mu. - Zapewne słyszałeś, że korytarz ma rozgałęzienie. Idziemy w lewo - zadecydował.
     Szli jeszcze przez chwilę w kompletnym mroku, gdy nagle Masashi zauważył, że coś jest przed nimi. Światło, w dodatku pędzące w ich stronę. To pochodnie zawieszone na ścianie, które jedna po drugiej budziły się do życia, wydalając na zewnątrz jasny płomień.
     Znajdowali się w obszernej sali, zbudowanej z tego samego materiału, co inne ściany w tej świątyni. W całej sali, jeśli nie liczyć wejścia, nie było żadnych przejść, drzwi, wyrw w ścianie, niczego. Jedynie na środku stał duży piedestał, z czymś, co przypominało głowę węża z rozwartym na szerokość dużej ludzkiej głowy pyskiem w centrum.
     - Kolejna próba - odezwał się Ninigi. - Tym razem musisz uruchomić mechanizm umieszczony w pysku węża. Po prostu włóż do niego rękę, a otworzą się drzwi.

Offline

 

#91 2013-04-07 15:51:35

Masashi

Zaginiony

46847263
Zarejestrowany: 2013-02-08
Posty: 139
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan [3]
Ranga: Członek klanu

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Masashi szedł przed siebie, tak... swoją uwagę skupił głównie na Ninigi'm, któremu nie ufał, jednak w takich ciemnościach ciężko skupić się na czyichś ruchach. Nagle poczuł dłoń mężczyzny na swoim ubraniu, który szybko go szarpnął do tyłu. Uchiha nie wiedział o co chodzi, jednak po chwili sięgnął nogą do przodu i poczuł, że nie ma podłogi.
- Ta.... Dzięki...
Oznajmił krótko, po czym ruszył w lewy korytarz. Szedł dłuższą chwilę, tym razem starał się skupić na ewentualnych pułapkach, jednak było tu jeszcze coś co nie dawało chłopakowi spokoju. Dziwna, unosząca się w budowli, mroczna chakra, która przeszywała coraz mocniej ciało chłopaka, zupełnie jak by zbliżał się do jej centrum. Nagle oślepione ciemnością oczy Masashi'ego dostrzegły światła, które powoli zaczęły się pojawiać, pochodnie umieszczone na ścianach powoli oświetlały mroczny korytarz. A kiedy przeszli przez przejście do następnego pomieszczenia znaleźli się w dużej sali. Uchiha spoglądał z uwagą na piedestał i łeb węża. Słysząc słowa Ninigi'ego szybko podszedł do kamiennej głowy i przyglądał się jej z uwagą. Doszukiwał się ewentualnych pułapek i jeśli nie było nic podejrzanego po prostu wsadził do pyska dłoń i starał się uruchomić mechanizm. Po chwili czekał już na efekt swoich działań.

Offline

 

#92 2013-04-07 16:00:46

Straznik 6

Strażnicy

Zarejestrowany: 2013-04-02
Posty: 427

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     W chwili, w której Masashi wsadził rękę do pyska węża, stała się rzecz niespodziewana; pysk węża zamknął się na jego ręku, tak, że mógł swobodnie operować nią w środku, ale jednocześnie nie mógł jej wyciągnąć na zewnątrz. Twarz Ninigiego przybrała w tym momencie ten sam co wcześniej zażenowano-przepraszający wyraz. Drapał się po głowie, a jego usta rozciągnęły się w również przepraszającym uśmiechu.
     - Niewielkie kłamstewko - powiedział do Uchihy. - Kiedyś to, co ci powiedziałem głosiła tablica wisząca nad piedestałem, jednak rozpadła się z czasem... Nie szarp teraz ręką, bo mechanizm zaciśnie się mocniej, odrywając przy okazji to, co już tam jest. Dociśnij natomiast ręką do końca, to otworzysz i szczęki, i drzwi... Bo widzisz, kiedy ja przechodziłem przez te próby, nie było tak łatwo, nikt mi nie podpowiadał. Znów jednak opowiem ci, co ta próba ma symbolizować. Poświęcenie - stwierdził krótko.

Offline

 

#93 2013-04-07 16:14:01

Masashi

Zaginiony

46847263
Zarejestrowany: 2013-02-08
Posty: 139
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan [3]
Ranga: Członek klanu

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Kiedy nagle pysk węża się zamknął Masashi zirytował się i jednocześnie nieco przestraszył. Odwrócił nerwowo głowę w stronę Ninigi'ego, po czym wysłuchał go.
- Poświęcenie? A więc straciłeś dłoń?
Zapytał się, po czym zrobił wszystko według instrukcji, powoli docisnął mechanizm w pysku węża. Sam nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć, no ale taką drogę już wybrał, musiał się z tym zmierzyć nawet jeśli na końcu czekała go śmierć. Po chwili szczęki powinny się rozszerzyć, Uchiha wyjął powoli dłoń i spoglądał jak drzwi również zaczęły się otwierać, a raczej ruchoma część ściany, która nie zdradzała, gdzie dokładnie jest przejście dalej, dopóki nie otworzyło się ich. Cóż, mimo wszystko najważniejsze, że jego ręka jest w całości. Chwilę spoglądał na Ninigi'ego, po czym ruszył wraz z nim do następnego pomieszczenia. Niesamowicie zła chakra unosząca się w budowli coraz bardziej działała na chłopaka, przez jego ciało przechodziły co jakiś czas dreszcze, jednak nic go nie powstrzyma teraz przed dalszą drogą.

Offline

 

#94 2013-04-07 16:38:03

Straznik 6

Strażnicy

Zarejestrowany: 2013-04-02
Posty: 427

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     - Ja nie. Ten test również miał sprawdzić, czy jesteś w stanie poświęcić swoje życie, lub zdrowie w tym przypadku, by osiągnąć swój cel - odpowiedział mężczyzna.
     Weszli do następnego pomieszczenia. W środku panował półmrok, a jedynym źródłem światła było wejście i jedna pochodnia zawieszona na ścianie bocznej. Znów nie znajdowało się tutaj praktycznie nic, a jedynie kolejny posąg węża, przy którym ktoś klęczał. Widocznie słysząc, że ktoś zakłóca jego spokój, odwrócił się, by zobaczyć któż to. Na ich widok jego twarz przybrała zdesperowany wyraz.
     - Ninigi-san - odezwał się w końcu. - Czekałem na ciebie. Dawałem znaki, chciałem, żebyś się tutaj pojawił. Chciałem, żebyś skończył, co zacząłeś - stopniowo podnosił głos. - Tak, chciałem zakończyć twoje podstępne knowania!
     - Jesteśmy na miejscu - zwrócił się Ninigi do Masashiego. - Teraz już zostało nam tylko jedno - w tym momencie mężczyzna zniknął z pola widzenia Uchihy, by pojawić się za "tubylcem". - A więc jestem - powiedział, po czym pchnął mężczyznę kataną, przebijając go na wylot.
     Z ust mężczyzny gęsto wypłynęła krew. Wzrok, jakim Ninigi darzył go w tym momencie mógł być porównywalny do lisiego, bądź wężowatego. Chytrość jego postawy wylewała się z niego, będąc niemalże dotykalną. Srebrnowłosy wyciągnął katanę z mężczyzny, tym samym wywołując z niego głuche jęknięcie.
     - Wykończ go - rzucił do Masashiego. - Mi już się nie przyda, zakładam, że tobie też nie, więc go wykończ. Albo zadecyduj, co z nim zrobić. Mam dobry humor, więc ci pozwalam.
     Mężczyzna patrzył na Uchihę błagalnym wzrokiem. Jego desperacja i chęć życia niemalże unosiła się w powietrzu, czuć to było z daleka. Ale od kiedy to Masashi było chłopcem na posyłki Ninigiego i robił wszystko, co mu kazał?

Ostatnio edytowany przez Straznik 6 (2013-04-07 16:38:25)

Offline

 

#95 2013-04-07 16:48:18

Masashi

Zaginiony

46847263
Zarejestrowany: 2013-02-08
Posty: 139
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan [3]
Ranga: Członek klanu

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Chłopak wszedł do kolejnej sali, obserwował całą zaistniałą sytuację. Nie było mu do śmiechu widząc jak Ninigi pozbywa się wroga? Właściwie kim on był? Zachowywał się tak, jak by chciał pozbyć się złego Ninigi'ego, co właściwie pokrywało się z jego podejrzeniami. Uchiha myślał nad tym dość długo, gdy nagle stało się coś dziwnego, ciało Masashi'ego nie zniosło już wpływu tejże dziwnej chakry. Podszedł do rannego mężczyzny, nie był w stanie kontrolować swego ciała, jak by samo się poruszało, chwycił go za głowę, po czym jednym ruchem skręcił mu kark. Dopiero po tym fakcie jak by wrócił do normalności, czuł się dziwnie, jak by wypełniały go wszystkie negatywne emocje, złość, gniew, zazdrość  itd. Nie był w stanie tego znieść. W końcu wyprostował się i spojrzał na martwe ciało, po czym na Ninigi'ego. Chwilę później podszedł do pomnika węża, który wabił go wydobywającą się z niego energią.
- Nie interesuje mnie kim on był... Co teraz?
Oznajmił obojętnie czekając na odpowiedź jego aktualnego towarzysza.

Offline

 

#96 2013-04-07 19:01:02

Straznik 6

Strażnicy

Zarejestrowany: 2013-04-02
Posty: 427

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Twarz Ninigiego przybrała zadziwiony, ale i wyrażający swojego rodzaju podziw wyraz. Widocznie ruch Masashiego był dlań czymś, czego nie do końca się spodziewał. Być może oczekiwał, że ten uratuje życie chłopaka, być może spodziewał się, że poderżnie mu gardło, lub jeszcze bardziej barbarzyńsko pozbawi go życia. Nie czekając jednak na reakcje ze strony chłopaka, podszedł statuy do węża, klepiąc ją po głowie.
     - Nakarm ją - powiedział z uśmiechem. - Masz szczęście, że to coś się tutaj przypałętało. Nie będziesz musiał brudzić sobie rąk - zażartował, wskazując na leżącego u stóp Uchihy mężczyznę. Następnie wrócił do węża - Ta tutaj uwielbia krew. Jest również strażniczką ostatniego pomieszczenia, w którym jej starsza siostra uhonorowuje zmęczonych poszukiwaczy wielką mocą. Jednak, żeby cię przepuściła, musisz jej sprezentować jej ulubiony napój, ludzki płyn życia, w dużej ilości. Pierwotnie miała być dowodem na twoje oddanie i poświęcenie, jak chyba wszystkie z trzech przeszkód, ale akurat w tym zawsze znalazł się ktoś cwany, i wychodził bez szwanku... Nie ważne, bierz ten wór i wylej to, co i tak mu się już nie przyda.

Ostatnio edytowany przez Straznik 6 (2013-04-07 19:01:16)

Offline

 

#97 2013-04-07 19:21:37

Masashi

Zaginiony

46847263
Zarejestrowany: 2013-02-08
Posty: 139
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan [3]
Ranga: Członek klanu

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Chłopak wysłuchał wszystkiego co ma do powiedzenia Ninigi, po czym podniósł martwego człeka i wystawił rękę w stronę towarzysza, aby ten dał mu katanę, oczywiście dłoń miał skierowaną w stronę owej broni. Kiedy otrzymał już ostrze podszedł do statuy węża, pysk miał skierowany ku górze, by móc wlać doń krew. Uchiha chwilę spoglądał na kamienny posąg, zdrowy rozsądek na chwilę powrócił, Uchiha zastanawiał się co robi, jednak szybko zła energia ogarnęła jego ciało. Położył świeże zwłoki na pysku węża, wyglądało to, jak by posąg pochwycił człeka. Szybko po tym Masashi zaczął ciąć i przebijać ciało w najbardziej witalnych i krwistych punktach, by czerwony płyn jak najszybciej spłynął w dużych ilościach. Po tym chłopak rzucił pobrudzoną katanę w stronę Ninigi'ego.
- Ciągle próby i próby... Oby to wszystko było warte tego...
Pomyślał na głos nie przejmując się tym co powie jego towarzysz, po czym razem z nim wszedł do ostatniej sali, gdzie liczył na zakończenie całej wyprawy. Wiedział, że jest raczej kontrolowany w pewnym sensie, przez negatywne emocje, jednak nie potrafił ich zwalczyć, to miejsce za bardzo na niego oddziaływało.

Offline

 

#98 2013-04-07 19:36:16

Straznik 6

Strażnicy

Zarejestrowany: 2013-04-02
Posty: 427

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Ninigi wskazał ręką chłopakowi, by szedł dalej sam. Nie mogło go to zbytnio dziwić, w końcu zapowiedział już na samym początku, że ostatni etap będzie musiał przejść solo. Mężczyzna pomachał Masashiemu na pożegnanie, po czym powiedział:
     - Wybacz mi, ale mam inne rzeczy na głowie. Nie martw się, to już koniec, dalej czeka na ciebie tylko nagroda - i zniknął. Dosłownie, tak jak stał w miejscu, tak nagle go tam nie było.
     Chłopak natomiast ruszył przed siebie. Szedł korytarzem przez długi czas, zewsząd otaczał go mrok, który raz na jakiś czas oświetlała tląca się pochodnia. Tutaj nie było już żadnych ciał. Widocznie żaden z nich nie wpadł na to, by napoić krwią węża. Gdy wreszcie dotarł na miejsce, mógł odnieść wrażenie, że wąż przed nim jest kolejną próbą, jednak słowa srebrnowłosego jasno głosiły, że to tutaj. Masashi mógł czuć, jak w tym niewielkim pomieszczeniu nasila się u niego to negatywne odczucie, które czuł wcześniej. Ponurość i wrogość tego miejsca przerażały, dodając każdemu najmniejszemu bodźcowi elementu horroru. Statua wyciągała do chłopaka złowrogo pysk, jakby czekając, aż podejdzie bliżej.

Offline

 

#99 2013-04-07 19:49:22

Masashi

Zaginiony

46847263
Zarejestrowany: 2013-02-08
Posty: 139
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan [3]
Ranga: Członek klanu

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Kiedy Ninigi zniknął Uchiha wszedł sam do pomieszczenia. Chwilę stał w totalnych ciemnościach, aż w końcu samozapalające się pochodnie rozświetliły wszystko. Masashi spoglądał na kolejną statuę węża, a więc przy nim miał się odbyć koniec tego wszystkiego. Wolnym krokiem szedł w stronę kamiennego węża, czuł jak złowroga energia przytłacza jego ciało i kontroluje, właściwie aktualne ruchy chłopaka nie były już jego, coś jak by sterowało jego ciałem. Chłopak zastanawiał się teraz nad tym wszystkim, a najbardziej nad Ninigi'm, miał dziwne wrażenie, że to koniec, jednak i tak nie mógł się już zatrzymać i wrócić. W końcu znalazł się tuż pod pyskiem kamiennego gada czekając na dalszy rozwój sytuacji. Na chwilę oczy chłopaka rozbłysły czerwonym światłem, sharingan, którego tak dawno nie używał rozbłysł w jego oczach, poczuł dziwne uczucie,  jego oczy nieco się zmieniły, łezka zaczęła wirować, aż w końcu pojawiły się trzy, po tym fakcie oczy chłopaka zmieniły się na normalne dla każdego członka klanu - czarne. Po chwili coś się wydarzyło...

Offline

 

#100 2013-04-07 20:01:15

Straznik 6

Strażnicy

Zarejestrowany: 2013-04-02
Posty: 427

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Wydarzyło się, oj wydarzyło. Wąż, a raczej jego posąg, dziabnął Masashiego, zadziwiająco szybko jak na rzeźbę. Chłopak musiał być tym nieźle zdziwiony, w końcu ugryzł go kamień, marmur, albo inny budulec. Po wstrzyknięciu swojego jadu do żył chłopaka wąż zastygł w tej samej pozycji, w której go zastał przy wejściu. Z każdą chwilą mógł czuł, jak siły uciekają z jego ciała. Powoli przestawał również odczuwać tą przygniatającą aurę, a bodźce, które docierały do niego słabły z momentu na moment.
     Kątem oka mógł zauważyć, jak otwiera się kolejne przejście, wnoszące do tego miejsca nieco światła. Zdawać by się mogło, że ktoś w nim przez chwilę stał, gdyby się jednak przyjrzeć, widać byłoby tylko coś, co przypominało sylwetkę, a nie nią było. Można było odnieść wrażenie, że to jest wyjście. Jednak by z niego skorzystać, chłopak musiał najpierw wygrać tutaj, jednocześnie zyskać tę moc, o którą to tyle szumu było.

Sesja "Potęga ponad wszystko" zakończona, kontynuacja, być może, w przyszłości

Offline

 

#101 2013-04-10 17:04:19

Masashi

Zaginiony

46847263
Zarejestrowany: 2013-02-08
Posty: 139
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan [3]
Ranga: Członek klanu

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Nagły "atak" węża zaskoczył chłopaka. Ugryzienie było o tyle silne, że chłopak upadł na kolano, trzymając się prawą dłonią za raną spoglądał jak kamienny wąż powraca do swojej pozycji i "zastyga" w bezruchu. Zaskoczony całą tą sytuacją Masashi wstał i starał się odejść do wyjścia, jednak po kilku krokach przewrócił się i drżał cały. Ugryzienie szybko odbierało mu siły, powoli tracił przytomność, z kolejną chwilą wiązał koniec z końcem. Po dłuższej chwili męczarni, gdyż rana sprawiała ogromny ból, zemdlał...
Kiedy Uchiha się obudził przez chwilę nie wiedział co się stało. Przebudził się całkiem nagi i leżący w "baseniku" z dziwną fioletową cieczą, szybko chwycił się w miejsce ugryzienia, jednak rany już nie było, jedynie Masashi mógł dostrzec jak w okolicach jego mostka pojawiła się czarna pieczęć. Miejsce wokół pieczęci pulsowało, jednak nie przeszkadzało to zbytnio. Wstał i wyszedł z fioletowej wody, po czym założył ciuchy, które leżały obok na ziemi. Nie był pewny ile spał, ale jednego był pewny... jego podróż się powiodła i zyskał więcej sił, czuł jak jego ciało jest wzmocnione. Wolnym krokiem ruszył w stronę wyjścia, kierując się do Hidari.
[z/t --> Shisou/Rzeka]

Offline

 

#102 2013-04-13 14:44:22

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Droga wydawała się wyjątkowo długa. Może odniosłem to wrażenie przez zbytnią chęć odkrycia tego, co zostało już zasiane w mojej głowie? To prawda, przez całą podróż myślałem tylko i wyłącznie o świątyni, o znakach i tych wszystkich niewyjaśnionych okolicznościach. Było to niezwykle intrygujące, z każdym krokiem pragnąłem coraz bardziej zbadać prawdziwość słów nieznajomego. Po jakimś czasie dotarłem do pierwszego z punktów orientacyjnych- dwóch "przytulonych" sosen. A jednak mówił prawdę- pomyślałem, wspominając wskazówki mężczyzny. W tamtej chwili moja ekscytacja osiągnęła taki poziom, iż niemal mnie obezwładniała.

Popędziłem wyznaczoną mi przez wariata ścieżką. W tamtej chwili nie myślałem już o niczym. Pragnąłem jedynie dotrzeć na miejsce, które miało "stać się symbolem mojej śmierci". Z każdym krokiem mocniej czułem dziwną energię, z którą nigdy się jeszcze nie zetknąłem- była mroczna, gdybym miał ją ucieleśnić, z pewnością nadałbym jej czarny kolor.

W końcu ujrzałem sanktuarium w całej okazałości. W tej chwili czas się dla mnie zatrzymał. Nie myślałem o oddychaniu, chłodzie, czy bolących po przebytej drodze nogach. Wtedy liczyło się dla mnie to.
Była to potężna budowla, przypominająca nieco piramidę. Biło od niej coś niepokojącego, ale także niezaprzeczalnie pięknego. Ten kontrast tylko potęgował zaintrygowanie obserwatorów. Mojej uwadze nie umknęły także mroczne posągi z oczami koloru zachodzącego słońca. To wszystko idealnie się ze sobą komponowało, ten widok został w mojej pamięci już na zawsze.

Moje oczy spoczęły na drzwiach, na samej górze piramidy. Prowadziły do nich potężne schody z niezliczoną ilością stopni. Nie mogłem dłużej czekać i wbiegłem co sił na ich szczyt. Moja ręka powoli uchyliła masywne drzwi, pozwalając mi przekroczyć próg budynku zwanego przez wszystkich Sanktuarium przeklętej pieczęci, o czym jeszcze wtedy nie miałem zielonego pojęcia.

Offline

 

#103 2013-04-13 15:05:57

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

A więc wreszcie tu dotarłeś. Choć jeszcze kilka godzin wcześniej w ogóle nie zdawałeś sobie sprawy ani z istnienia tej budowli, ani tajemnicy, jaką skrywała, rozbudzone w tobie pragnienie w końcu miało się spełnić! Byłeś już tuż tuż, jedynie kilka metrów dzieliło Cię od wkroczenia do wnętrza, zagłębienia się całym sobą w sekrecie tego miejsca.
W końcu postawiłeś swą stopę za progiem sanktuarium. Mogłeś zauważyć, że znajdujesz się w długim, ciemnym korytarzu. Czymś jednak ta sceneria różniła się od tej, ukazanej przez szaleńca. Teraz hol był oświetlony licznymi pochodniami. Dzięki temu mogłeś widzieć, w którą stronę masz wędrować.
Na szczęście, była tylko jedna możliwa droga. Na jej końcu znajdowała się obszerna komnata, z szalejącymi wzdłuż ścian czarnymi płomieniami. Na jej środku znajdował się posąg węża...

Offline

 

#104 2013-04-13 15:26:39

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Po przekroczeniu drzwi, pierwszą rzeczą która mnie uderzyła, był chłód kamienia i ciepło bijące od pochodni. Dawało to razem dziwną mieszankę, moje ciało nie wiedziało, jak powinno było zareagować. Po krótkiej chwili, gdy moje oczy przyzwyczaiły się do nietypowego oświetlenia, ujrzałem długi korytarz. Ściany, sufit i podłoga były z wyszlifowanego czarnego marmuru, przy każdym kroku rozlegał się dźwięk obuwia uderzanego o kamień. Oprócz trzaskającego na pochodniach ognia, był to jedyny dźwięk dobiegający moje uszy.
Ten prosty z pozoru wystrój miał w sobie coś przyciągającego, przerażającego ale zarazem majestatycznego, był wręcz idealnie dobrany do tajemnicy, którą owiane było to miejsce. Tą mieszankę dało się również dostrzec w głosie nieznajomego, gdy opowiadał swoją historię. Miejsce takie jak to bez wątpienia odcisnęło trwały ślad w psychice wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek tu zawędrowali.
Ruszyłem przed siebie wolnym krokiem, jakby rozkoszując się każdą chwilą spędzoną w sanktuarium. Nie miałem problemu z wytyczeniem odpowiedniej trasy, gdyż była tylko jedna możliwość- iść przed siebie.
Po chwili dotarłem do komnaty. Wyglądała niemal identycznie, jak ta z opisu nieznajomego. Na ścianach widniały czarne płomienie, mimo swojej natury nie dawały ciepła, a wręcz przeciwnie- zdawało się, że były wręcz przeraźliwie zimne. Tymczasem nie było to całe wyposażenie komnaty, po środku niej znajdował się posąg węża. To od niego biła ta przeraźliwa, złowroga energia. Czułem, że nie jestem w stanie się jej oprzeć.
Ostrożnie stawiałem każdy krok, podczas gdy mój umysł nieskalany był żadną myślą, poza kamiennym gadem...

Offline

 

#105 2013-04-13 15:50:04

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Gdy tylko dotknąłeś posągu, poczułeś, że coś jest nie tak. W zasadzie, pasowało to do całości zdarzeń, związanych z tym miejscem i wcześniejszych - przecież nic nie mogło być normalnym. Tak samo i tym razem nie mogłeś się nie spodziewać, że znów coś pójdzie inaczej, niż można by przypuszczać.
W chwili, gdy twoja dłoń spoczęła na chłodnym kamieniu, ten poruszył się. Wydawał się wzdrygnąć, jakby twój dotyk rozbudził go ze zbyt długiego snu... Natychmiast zalśniły jego oczy, a łeb przekrzywił się trochę. W następnym momencie, gad sunął już po swoim podeście, przemknął szybko po zimnej posadzce, po czym zaczął się wić wzdłuż twojej nogi. Potem prześliznął się po twoich plechach, docierając do ramienia.
Gdy tam był, zwolnił nieco swoją zawrotną gonitwę, jakby delektując się dotykiem twojej skóry. Po chwili zakręcił się rozkosznie wokół twojego bicepsa, na koniec wbijając się w twoje przedramię, tuż pod zgięciem łokciowym, po wewnętrznej stronie.
Nie mogłeś nic zrobić, jednak czułeś się nieswojo. Mimowolnie traciłeś kontakt z rzeczywistością... Ostatnim, co ujrzałeś, był wspinający się z powrotem na swoje miejsce wąż i zastygający w bezruchu...

Ayamaru budzi się o godzinie 15:50:04 w poniedziałek dn. 15.04.2013r.

Ostatnio edytowany przez Straznik 2 (2013-04-13 15:52:15)

Offline

 

#106 2013-04-15 18:28:43

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Obudziłem się przytulony do zimnej marmurowej posadzki. Próbowałem się podnieść, lecz powstrzymał mnie ostry, pulsujący ból głowy. Wtedy zdałem sobie sprawę, że tak właściwie to dokuczało mi wszystko. Nogi, głowa, plecy, przedramię. Przedramię... to właśnie tam znajdowało się źródło bólu. Jakimś cudem udało mi się obrócić głowę, odrywając lewy policzek od podłogi i kładąc prawy. Spojrzałem na swoją lewą rękę. Wzrok miałem jeszcze przyćmiony, ale odczekawszy chwilę, byłem w stanie dojrzeć na niej jakiś osobliwy znak. Ten widok przypomniał mi o minionych wydarzeniach.
Wrócił obraz obłąkanego mężczyzny, splecionych sosen, aż w końcu sanktuarium i kamiennego węża. To zapewne o tym mówił ten wariat pomyślałem, kojarząc ze sobą fakty. Z trudem uklęknąłem, by po chwili wstać na nogi. Skupiając myśli, przypomniałem sobie o katastrofalnej przepowiedni nieznajomego, ale poza fizycznym bólem, nie czułem się źle. Wręcz przeciwnie, czułem się nad wyraz dobrze! To było jak taki trwały zastrzyk energii, dostrzegałem wszystkie detale szybciej, niż kiedyś, mięśnie pracowały wydajniej. Zdawało mi się nawet, że poruszam się nawet nieco szybciej, niż zwykle.
Obudziła się we mnie wewnętrzna potrzeba zrobienia czegoś, czegoś bliżej nieokreślonego, jakby sama potrzeba działania. Spojrzałem ostatni raz na węża, przeczuwając, że nie było to nasze ostatnie spotkanie. Następnie wybiegłem długim korytarzem, opuszczając sanktuarium i popędziłem na północ.

[z/t-> Shisou » Klan Ayatsuri » Sklep]

Offline

 

#107 2013-07-27 22:45:52

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Post #12

Sanktuarium przeklętej pieczęci, przez miejscowych budowla omijana szerokim łukiem, duch wielu złych legend. Zapuszczona w głębi lasu, dopiero z bliska odznacza się wśród mnogich koron stożkowatym sklepieniem piramidy. Do wejścia której prowadzą długie schody...
Medusa leniwie spuścił głowę, wstrzymując się opartym na kolanach. Wciąż, by nie popełnić błędu, studiował w głowie rysopis człowieka, którego miał zabić. Nie była to rzecz trudna, gapiów w wiosce klanu Uzumaki, mnogo widziało człowieka bez oka. Z resztą odrzucając kilka nieprawdopodobnych bajań biedaków, rysował się dość wyjątkowy opis, nie mógł popełnić błędu. Spoglądając przez czarne szkiełka gogli zastanawiał się czy będzie faktycznie tak silny jak wynikało z opowieści nędzarzy, choć te bez dwóch zdań były szeroko zakrojone w fantastyczne głupoty. Choć okolica którą zbadał wskazywała na częstotliwość potyczki. Cóż, ktoś kto wynajął Meduse, musiał być pewien że jest w stanie wyeliminować obiekt zlecenia. Właściwie ciekawiło go co znajdowało się za jego plecami, choć nie na tyle by ryzykować, był dość silny by pozostawić mrzonki wielkiej mocy samej sobie. Dla pewności postanowił przygotować się na powitanie, gościa który niespiesznie powinien się zjawić u bram miejsca docelowego. Pozostawiając na swojej pozycji klona stanął nieco z boku okolicy wejścia, oparty o jedno z okolicznych drzew. Wiedział od której strony przybędzie przeciwnik podróżujący z wioski Uzumaki, tym samym afiszowanie się z zabezpieczeniami traciło swą wagę.

Wiek: ok.20 lat
wzrost: ok.180 cm
waga: ok.80kg

Ubranie Medusy wygląda jak masa starych, pozszywanych ze sobą, luźnych szmat. Kaptur który najwidoczniej był częścią lnianego płaszcza zakrywa niemal całą głowę oraz twarz aż do nosa. Z pod kaptura widać jedynie czarne szkła czegoś na kształt gogli, zaś resztę twarzy zakrywa dość fikuśna maska gazowa. Górna masa warstw szmat kończy się dopiero na linii kolan, dalej widać już jedynie kolejną masę luźnych szmat zszytych w coś spodnio - podobnego. Lewy rękaw "kurtki" sięga aż do ziemi, zaś prawy kończy się nieco poniżej pasa.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#108 2013-07-27 22:50:04

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Miękko, ledwie zauważalnie, sunął pośród kamuflujących go obłoków. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazywały, jakoby Jednooki Smok z Baigai znalazł się w Kraju Rzek, gdzie miał znaleźć piramidę, będącą Sanktuarium Przeklętej Pieczęci. Charakterystyczna budowa skutecznie zacieśniała krąg poszukiwań i z czasem Kiyoshi ujrzał rąbek ostrosłupa sterczącego pośród lasów. Przysiągłby, że gdyby podróżował po ziemi, nie znalazłby tego miejsca, a przynajmniej nie w takim tempie.
     Nim na dobre osiadł na ziemi, zatoczył po okolicy dwa koła, mające go upewnić, czy aby rzeczywiście trafił tam, gdzie trzeba. Ponadto, rozglądał się za pułapkami i innymi wszeteczeństwami, ale robił to na tyle niedbale, że nie zauważył nawet człowieka stojącego tuż przy wejściu do środka olbrzymiego grobowca.
     Poczuł wyraźny zew irytacji, kiedy dopiero podczas pikowania zauważył strażnika, którego wygląd mówił więcej, niźli mogłoby się zdawać .
     Tumany kurzu wzbiły się delikatnie nad ziemią, gdy zielony stwór ucapił się swoimi ostrymi łapskami ziemi. Zaraz po tym, jego jeździec zsunął się delikatnie z prowizorycznego siodła, za które robił kamienisty kark bestii, i jak gdyby nigdy nic, w swój charakterystyczny sposób go odesłał; zapukał w jego bok tak, jak zwykle puka się do drzwi.
     Nie miał zamiaru udawać, że nie widzi postaci, stojącej przed furtą. Nie miał też zamiaru podchodzić do niej, jak nierozważny głupiec. Bezpiecznie, z daleka, zawołał:
     - Kimże jesteś, nieznajomy? Co robisz w tak odludnym i ponurym miejscu?

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#109 2013-07-27 23:35:50

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Post #13

Korony drzew delikatnie zaszumiały pod lotem kryształowego smoka, Medusa ukryty przy drzewie, znając już dokładne położenie, usiadł za konarem nasłuchując, zaś jego odpowiednik, nadal trwał w swej pozie.
Dopiero gdy Ryo zniszczył smoka, Samotnik podniósł nieco oblicze, by dokładnie obejrzeć postać przed nim. W kilku aspektach człowiek przed nim różnił się od wyobrażenia samego Medusy, choć bez wątpienia był właśnie tym którego miał spotkać.
- Ładne stworzenie, ten smok.. - Podnosząc powoli jeszcze wyżej głowę ukazał twarz w pełnej krasie, a raczej to co ją skrywało. Głos Medusy był dziwnie nieprzyjemny, monotonny. - Więc to jednak nie bajka. Będzie z tobą ciężko... - Samotnik po raz kolejny przypomniał sobie nieprawdopodobne opowieści naocznych światków walki. A jeśli jego przeciwnik faktycznie był choć w części tak silny jak można to było wywnioskować, należało sprawę potraktować naprawdę poważnie.

Offline

 

#110 2013-07-27 23:52:27

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Zdawało się, że atmosfera nabrała jeszcze większej gęstości, a przynajmniej tak zdawało się Ryo, który miał nieodparte wrażenie, że oto przyszło się mu zmierzyć z kolejnym przeciwnikiem. Słowa tajemniczego jegomościa, o nader dziwnym ubraniu sprawiły, że Jednooki poczuł ukłucie lekkiego zdziwienia. Wskazywały one bowiem, że zamaskowany człek wiedział o Kiyoshi'm i kto wie, czy nawet na niego nie czekał.
     - Ciężko? - zapytał, krzyżując ręce na piersi. Powieka jego jedynego oka opadła ciężko, zasłaniając w pół, czarną, jak sama otchłań, źrenicę. - Chcesz mnie zabić? Zapewniam, to nie takie proste, jakby mogło się wydawać.
     Rozpostarł nogi, ustawił sylwetkę w pozycji bojowej. Pogoda zdawała się być idealna do pojedynku i tym razem Ryo miał zamiar wykorzystać jej potencjał. Błotnisty szpaler Kraju Wirów rzucił w niepamięć, koncentrując na swoim nowym, kto wie czy nie silniejszym, przeciwniku.
     W tym samym momencie, obok Jednookiego buchnął obłok dymu. Wystarczył lekki powiew wiatru, by wyjrzała spod białej mgiełki druga postać, idealna replika jej twórcy.
     Klon bez słowa popędził ( szybkość 180) na mężczyznę przy bramie, gotów zaskoczyć swoimi umiejętnościami.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#111 2013-07-28 00:18:08

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Post #14

Walka zapowiadała się naprawdę ciekawie, a Medusa mógł stać się satysfakcjonującym przeciwnikiem, może nawet pogromcą.
Gdy klon Ryo popędził w stronę repliki Medusy, ta jakby nigdy nic zachowywała tę samą pozę, jakby nie przejmując się atakiem przeciwnika. Medusa nie mógł ryzykować, doświadczenie oraz krzta rozumu krzyczały w jego głowie, to być może celowy manewr, mający na celu jedynie wywabienie faktycznego oryginału Samotnika. Nie było czasu do namysłu, klon Aburame niemal że w ostatniej chwili wyminął replikę rywala ruszając w stronę prawdziwego Wyrzutka (szybkość: 200). Zapewne coś pójdzie nie tak, zbyt prosty manewr, zbyt przewidywalny i oczywisty, Medusa o tym wiedział, lecz miał przewagę, ponieważ przeciwnik nie wiedział o prawdziwej istocie rywala, a to chwilowo zapewniało mu przewagę, choć nieznaczną. Po kilku sekundach klon zbliżył się do Ryo na tyle by efektywnie wysadzić się samobójczo w powietrze.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Straznik 2 (2013-07-28 00:32:12)

Offline

 

#112 2013-07-28 00:52:59

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Oryginalny Ryo nadal stał w pozycji bojowej. Z wysuniętą lewą nogą do przodu, obserwował uważnie wysłanego na przód klona. Był to wyraźny ruch taktyczny, mający za zadanie sprawdzić umiejętności przeciwnika. I rzeczywiście manewr wyszedł tak, jak wyjść powinien.
     Specjalnie nie użył dużej prędkości. Chciał w ten sposób dać rywalowi czas do zastanowienia, tak, aby skorzystał z czegoś ze swojego arsenału. Przy okazji, zauważył coś jeszcze; gdy replika pędziła na zamaskowanego jegomościa, jego postawa wskazywała na pewne panowanie nad sytuacją, a to zaś znaczyło, że okryta czarną, jak noc peleryną postać, posiadała całkiem przyzwoity zmysł reakcji.
     - Jest silny - pomyślał, sięgając intuicyjnie za pelerynę, gdzie trzymał jeszcze jeden ze swoich  tajemnych przedmiotów. W ostatniej chwili powstrzymał się od jego użycia. - Przyda się na ostatnią chwilę... - uznał, na nowo obnażając dwie, blade dłonie.
     Kątem oka spostrzegł, że korony drzew nie poruszają się. Stoją, zupełnie jakby martwe, nie targnięte choćby drobnym podmuchem. Po wietrze ślad zaginął...
     Źrenica Bunshina sprężyła się w jednym momencie, gdy strażnik wykonał próbę jego ominięcia. Prędkość, jaka została do tego użyta, była doprawdy imponująca, ale zbyt mała, aby zaskoczyć choćby samego klona Smoka z Baigai (przewaga reakcji). Znalazłszy się ramię w ramie z postacią, eksplodował, wzbijając w górę odłamki ziemi i kurzu, chwiejąc swą falą uderzeniową zmartwiałe liście drzew.
     Gdy cała ziemska zawierucha opadła, Kiyoshi nie dostrzegł niczego... Odpowiedź nasuwała się sama.
     - Ostrożnyś - zawołał - tak jak i ja jestem ostrożny. Może pora odsłonić karty, człowiecze, o ile w ogóle miano człowieka jeszcze cię nie razi...
     
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#113 2013-07-28 01:13:13

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Post #15

Stało się, nadszedł czas by odsłonić karty, choć nie w smak było to Medusie, musiał przyznać że nie zawiódł się na swych przypuszczeniach. Chwilę jeszcze przebywał w ukryciu, przymykając dwie, skryte za cieniutką warstewką szkieł przeciwsłonecznych powieki. Wiatr faktycznie ustał, niczym nie zmącona cisza jedynie okalała nadal delikatnie chybotające w nicości liście drzew. Tak, Samotnik znał ten typ wojownika, Wyrzutek myślał, być może sprawniej od niego, a to byłoby najgorsze, dopuszczenie do siebie myśli że rywal mógłby stanąć raz na naszym miejscu, i spojrzeć na innych niczym na bezrozumne marionetki.
Ostatnie chwile nic nie znaczącego wahania, cień wątpliwości, a co jeśli właśnie o to chodzi. Nie, nie można odmówić wyzwaniu, nie można oszukać, zbezcześcić, pozwolić się zmiażdżyć, jak choćby ten Hyuuga z wioski Uzumaki. Podnosząc się delikatnie, z wyczuciem na równe nogi, ciągnąc nieco za sobą ocierający się o ziemię rękaw, Medusa wyłonił się zza jednego spośród konarów niemych drzew.
- Mógłbym powiedzieć to samo - rzucił zbliżając się ku schodom naprzeciw Kiyoshi'ego. Tak, dopiero teraz walka nabierała piękna, przeistaczając się niczym w starcie pradawnych tytanów, brak tylko fanfar i wiwatów ludzi którzy za to płacą.

Offline

 

#114 2013-07-28 01:43:00

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Chwilowy podmuch wiatru, wywołany przez falę uderzeniową - ustąpił, a drzewa na nowo zwolniły tempo i na nowo stały się stare i nieobecne, jakby zupełnie niezaciekawione pojedynkiem dwójki wojowników.
     Krótkie starcie, z którego zwycięską ręką wyszedł Ryo, spowodowało, że ten poczuł nad przeciwnikiem przewagę. Kto wie, co planował, chcąc wyminąć  klona i jak bolesne konsekwencje mogły z tego nadejść. Rad był więc, mogąc problem zadusić w zarodku.
     Jego spojrzenie zatrzymało się na moment na statuach demonów z rozcapierzonymi pazurami i skrzydłami, stojącymi po obu stronach schodów, tworzac ze swych rzędów coś na wzór balustrady. Wyglądały groźnie, budziły bojaźń i respekt, a swoją szlachetnością wręcz promieniowały i Kiyoshi miał przez chwilę wrażenie, że zostały stworzone na jego powitanie. Było to nietuzinkowe piękno dla jego jedynego, fioletowego oka.
     - To wszystko co masz? - zapytał, wyprostowawszy się pewnie. - Jak już mówiłem, nie tak łatwo mnie dostać. Jestem Jednookim Smokiem z Baigai.
     To powiedziawszy, po lewej i prawej stronie Ryo, a także za jego plecami, pojawiły się szmaragdowo zielone, kryształowe posągi, przedstawiające żołnierzy w ciężkich, okutych zbrojach, dzierżących długie, dwuręczne miecze, na których się podpierali, spuściwszy swe dumne, zadufane głowy. Każda postać stała w odległości pięciu metrów od swego twórcy.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-07-28 01:45:11)

Offline

 

#115 2013-07-28 02:03:44

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Post #16

Theme


Stali na przeciw siebie, ich drogi były przeciwne, lecz by ruszyć się choćby na krok, musieli pokonać siebie, nie tylko wzajemnie, ale także w każdym innym aspekcie. Dwóch wielkich i silnych, ale któremu brak jednej, małej, nikłej przewagi? Ten już na zawsze dołączy do tych którzy po dziś dzień emanują aurą świątyni mroku, sanktuarium przeklętej pieczęci.
- Tyle wystarcza - odpowiedział ledwie słyszalnie Medusa, choć zapewne Wyrzutek nie miał większego problemu z odczytaniem wiadomości.
Po chwili Medusa powoli począł podnosić ręce, do momentu gdy wyprostowały się na linii barków. Z rękawów Samotnika nagle niczym chmura ujarzmiona nieziemską mocą, poszybowały roje malutkich stworzeń, robaczków. Choć istotnie, z oddali była to jedynie spora chmura, zwiastująca niepewne prognozy. Nagle chmara owadów zbijając się w jedną dużą chmurę ciemnych punkcików, nad głową Medusy, ruszyła w stronę Ryo chcąc wyssać z niego pokłady chakry.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#116 2013-07-28 02:26:16

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Pewność siebie przeciwnika trzymała się go równie mocno, co rzep psiego ogona, albo, co gorsza, pijawka prężnej łydki. Wyglądał na kogoś kto wierzy swoim umiejętnościom i jest przekonany, że te wystarczą, aby zniszczyć kogokolwiek. Choć Ryo poniekąd miał te same odczucia, co do własnej mocy, to starał się zachować jak największą powściągliwość. Zdążył już zauważyć, jak plotka o nim rozniosła się w szybszym tempie niż jego podróż z zachodu na wschód, ku Sanktuarium. Miał na głowie wystarczająco dużo problemów, nie chciał do nich dorzucić bojaźni o zdemaskowanie swoich wszystkich sekretów.
     Brew Jednookiego wzniosła się, zdziwiona, gdy oko dostrzegło ruch przeciwnika. Wzniósł on ręce ku niebu i Ryo przez chwilę podejrzewał go o umiejętność zesłania gradu piorunów strzelistych. Okazało się jednak, że chodziło o coś zupełnie innego, na pozór o wiele bardziej przerażającego. Z rękawów i z pozostałych otworów, czy też zakamarków dziwacznego stroju zamaskowanego okularnika, poczęły wydobywać się, całą chmarą, stada robaków, szybujących niczym najprawdziwsza plaga szarańczy.
     W pierwszej chwili, Kiyoshi był zdziwiony, nie spodziewał się czegoś tak absurdalnego. Żaden z jego przeciwników nie zaprezentował mu mocy, polegającej na manipulacji owadami. Obrzydzenie i niechęć do strażnika wzrosły jeszcze bardziej, a zenit osiągnęły, gdy mroczna chmura zanadto się zbliżyła.
     W odpowiedzi, Ryo zrobił ten sam ruch, co jego przeciwnik. Także wzniósł ręce do góry, lecz zamiast wypuszczenia robaków, użył swej najcenniejszej mocy.
     Zjawisko wyglądało iście wybornie. Czarne stado robactwa zaczęła zalewać zielona fala, brnąca od czoła całego pochodu, ku jej końcowi (szybkość: 220). Wkrótce, każdy robaczek, nawet ten najmniejszy, został zamknięty w miniaturowym, kryształowym więzieniu, a spadłszy na ziemie, rozpadał się doszczętnie, znikając w pośród bujnych traw Kawa no Kuni.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-07-28 02:31:42)

Offline

 

#117 2013-07-28 12:01:29

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Post #17

Po owadach Medusy pozostał już jedynie ginący, wśród delikatnie falujących traw, zaledwie dostrzegalny pył. Bez wątpienia, szanse na zabicie Ryo, dla Samotnika drastycznie zmalały. Pochylając nieco okryte kapturem oblicze, zamyślił się przez moment, powoli kończyły mu się wartościowe karty a rywal nie wyglądał na słabnącego, właściwie, walka dopiero powinna nabierać rozpędu, a Aburame już czuł jak osuwa mu się ziemia spod stóp. Skryty, opanowany zazwyczaj Samotnik zaklął pod nosem, cena za głowę jednookiego była podejrzanie zbyt wysoka, a teraz już nie było odwrotu.
- Chyba nastąpiły drobne komplikacje... - Składając pieczęcie, przyzwał nieznaczną liczbę klonów w liczbie dziesięciu, chcąc zbadać znaczenie kryształowych strażników, rzucił je od razu na wyrzutka (szybkość: 200) z zamiarem zdetonowania ich (Bunshin Bakuha) gdy te zbliżą się do Ryo na dogodną odległość. Sam Medusa zaś stojąc na swym miejscu bacznie obserwował następstwa swego posunięcia.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Straznik 2 (2013-07-28 17:06:41)

Offline

 

#118 2013-07-28 19:31:32

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

     Stał, dziwnie niewzruszony. Prawdę powiedziawszy, spodziewał się więcej po swoim przeciwniku i miał nadzieję, że chociaż ten zmusi go do odsłonięcia kilku cenniejszych kart. Tym czasem, nie pokazał nic, co mogłoby wydać się niebezpieczne, bądź w jakiś sposób interesujące. Jedynie chmura owadów zasłużyła na coś więcej, niźli westchnięcie rozczarowania.
     Widząc, jak przeciwnik tworzy klony, podniósł swą brew, węsząc w tym kolejną chęć podejścia. Wyraźnie boi się mnie zaatakować w bezpośredni sposób, własną osobą, pomyślał. Wysyła klony, które za wszelką cenę chcą się zbliżyć... 
     Spojrzał na boki, na swoich dzielnych strażników. Lubił to robić nawet wówczas, gdy nie powinien. Ich postura i niemalże namacalne dostojeństwo przypominało mu o tym kim jest i gdzie się urodził.
     - Shouton! - zawołał, wyciągnąwszy przed siebie dwie ręce na wysokości ramienia. W tym samym momencie, przed pędzącą zgrają klonów, wyrosła kryształowa ściana (przewaga w szybkości tworzenia kryształu). Ponadto, ściana pojawiła się metr przez replikami, cała pokryta szpikulcami, aby przeciwnicy nadziali się na nią jak wrzeciona. - Wygląda na to - rzekł, gdy było już po wszystkim - że na swojej ścieżce znalazłem tylko jednego, godnego rywala. Przykro mi, że ty nie dorastasz mu do pięt.
     Sięgnął za pazuchę, wyjął z niej dość długi, smukły przedmiot. Obrócił go w palcach i jeden z końców przytknął do ust, rodząc melodię, która z łoskotem wbiła do uszu rywala.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#119 2013-07-28 23:48:51

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Post #18

Medusie ciężko przyszło przełknąć gorycz kolejnego niepowodzenia, naturalnie nie okazał tego swym nieskalanym żadnymi emocjami obliczem. Faktycznie, nie dorastał swemu przeciwnikowi do pięt, co ten dobitnie starał mu się przekazać.
Piramida za placami Medusy wybijała się ponad linię lasu, a droga do celu, sanktuarium, dla Ryo powoli otwierała się coraz to znaczniej. Jakże wielkim zaskoczeniem, przynajmniej dla Samotnika był fakt że przeciwnik, do którego zabicia wynajęto Medusę, przerasta go co najmniej kilkakrotnie. A zwieńczeniem tej potyczki, bo tak można jedynie określić tę nieznaczną batalię, jako zmierzającą ku finałowi, w którym nie było miejsca dla Medusy. Ten, nie afiszując się zbytnio z swym położeniem, zastanawiał się, nie bacząc na słowa Ryo, jakie będzie jego kolejne posunięcie. I nie zawiódł się w oczekiwaniach, chwilę potem Kiyoshi dobył zza pazuchy, ciężki do określenia przedmiot. Dopiero gdy ustnik musnął wargi rywala, dotarło do Medusy że to już czas.

Offline

 

#120 2013-07-29 00:44:23

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

       Melodia roznosiła się jeszcze czas jakiś. Ryo wolał mieć pewność, że jego ofiara została schytana przez macki Genjutsu, a że czas dla niego i tak na ten czas nie grał większej roli, nie widział powodu, dla którego miałby się spieszyć.
       W końcu przestał. Oderwał instrument od warg, pozwolił mu zatańczyć pomiędzy palcami. Pierwszy raz użył tego jutsu w walce i nie mógł się nadziwić, jak bardzo pożyteczne i efektywne było. Miało przyzwoity zasięg i potrafiło zaskoczyć każdego przeciwnika. Ponadto, ciężko przed czymś takim się bronić, nawet zatkanie uszu może okazać się niewystarczające. Fale dźwiękowe potrafią być na tyle upierdliwe, że przedrą się nawet przez tak ostateczną przeszkodę.
       Schował swą broń z powrotem za fałdę kamizeli i ruszył przed siebie. Wolnym, mozolnym wręcz krokiem, ruszył w stronę swojej nieprzytomnej ofiary, niszcząc pod drodze, jakby od niechcenia, poprzednio utworzoną ścianę, która spełniła swoją rolę. Kroki stawiał pewne i stanowcze, tak, jak robią to zwycięzcy. Oto wygrał, bez odpoczynku, z dwoma wymagającymi przeciwnikami. Poznał nowe, całkiem ciekawe i groźne umiejętności, które dość solidnie zapadły mu w pamięci.
       Zastanawiał się nad tym, co robi Akami. Pozostawił go w dość niebezpiecznym momencie, możliwe, że mógł spanikować. Bez znaczenia co Ryo chciałby powiedzieć o swoim partnerze, nie mógł stwierdzić, że go zna. Decyzja, co do włączenia go do całego planu, była pochopna i Kiyoshi nie raz się głowił, czy aby rzeczywiście dobrze zrobił ufając swojemu przeczuciu.
       Stał już zamaskowanym mężczyzną. Jednooki nie był głupi, nie dotknął go. Wiedział, że w ten sposób może go wybudzić z iluzji. Postanowił przedsięwziąć środki ostrożności.
       Tak jak wcześniej, tak i teraz skorzystał z umiejętności, które zapewniał mu jego limit krwi. Skupiając chakrę, oplótł postać kryształem, tak, jak pająk oplata swoją siecią naiwną ofiarę. Teraz, okularnik do złudzenia przypominał Hyuugę, bowiem został identycznie schwytany.
       W dłoni Ryo błysło zielone światło. Zaraz potem, w miejsce blasku, wyjrzał kryształowym badyl. Kiyoshi zamachnął się jakby od niechcenia i bez większego entuzjazmu, uderzył nim w głowę robaczego człeka (siła 80).
       - Co czeka mnie w środku? - zapytał, gdy ten się przebudził.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
usługi pogrzebpwe warszawa