Ogłoszenie


#41 2012-12-25 17:26:47

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Mężczyzna przyglądał Ci się uważnie. Nie mogłeś jednak wiedzieć, co go tak w Tobie interesuje. Za to, tak jak podejrzewałeś, twój ruch z wytworzeniem śliskiej warstwy lodu, sprawdził się znakomicie. Już chwilę później odmieniony staruszek stracił równowagę, przez co nie mógł skutecznie uniknąć twojego ciosu. Kątem oka zauważył jednak znajdującą się nad nim bryłę lodu, dlatego odbił się od ziemi rękami, jedną prostując, druga natomiast była zgięta. W ten sposób uskoczył on w bok, cudem unikając twojego ataku.
   Uśmiechnął się pod nosem intrygująco i szczerząc kły, rzucił się na Ciebie w zatrważającym tempie. Jego sposób patrzenia na Ciebie zmienił się widocznie. W jego oczach można było teraz znaleźć iskrę podziwu i zachwycenia, najprawdopodobniej spowodowanych twoimi umiejętnościami. Mężczyzna, wyprowadzając atak jednocześnie w twoje udo oraz ramię, wydawał się być w siódmym niebie.

Offline

 

#42 2012-12-25 17:35:18

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Częściowo odniosłem sukces, co wyjątkowo podniosło mnie na duchu, bo jednak mam jakieś tam szanse na pokonanie tego mężczyzny, nawet duże, mogę śmiało stwierdzić. Hyouton jest skuteczny w wielu sytuacjach, cokolwiek by się nie działo, jest w stanie zdziałać cuda. Dlatego właśnie, kiedy przeciwnik musiał się otrząsnąć po ataku, chcąc przystąpić do swojego, byłem już gotów. Ciało przeciwnika zaczęło pokrywać się lodem, jego ruchy od razu zaczęły spowalniać, nawet szybkość nie mogła go przed tym obronić. Nim zdołałby dotrzeć do mnie, byłby już zamknięty w lodowej bryle. Przygotowałem się na wszystko, nawet stworzyłem sobie od razu lodowy podest, który wzniósł mnie na sporą wysokość, bezpieczną, ale nieprzesadną. Oprócz tego, na ziemi pojawiła się kolejna warstwa lodu, tym razem na większą skalę, miała ona utrudnić przeciwnikowi poruszanie się. W razie czego, kolejna lodowa bryła została w niego wymierzona, stu procentowa skuteczność ataku, przynajmniej ja tak to widziałem.
-Nie mam czasu na te zabawy, znikaj...- mówiłem w myślach.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

 

#43 2012-12-25 17:44:21

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Wydawać by się mogło, że wszystko szło po twojej myśli. Choć mężczyzna nie został całkowicie zamrożony, dosięgła go twoja technika lodowej bryły, miażdżąc go. Wtem, skądś, nie wiadomo skąd, pojawił się nad Tobą ten sam człowiek, przynajmniej identycznie wyglądający. Zachodzące słońce odbiło się w stali kunai'a, którego trzymał w dłoni. Wszystko wskazywało na to, że jego celem niezmiennie pozostawałeś Ty.
   W mgnieniu oka znalazł się przy Tobie, wyprowadzając prosty atak dłonią, w której znajdowała się broń. Przejechał Ci nią delikatnie po twarzy, pozostawiając niewielkie rozcięcie, a na ostrzu kunai'a pojawiła się twoja ciepła krew. Mężczyzna rozwarł ślepia tak szeroko, że wydawał się być szaleńcem. Po tym, zaprzestał atakowania twojej osoby, a sam przystawił sobie broń do ust. Polizał twoją krew i szybkim susem odskoczył od Ciebie, znikając gdzieś pośród drzew.
   Kto to był i czego właściwie chciał? Tego, można podejrzewać, nie wie nikt. Jedno było pewne - na obecną chwilę nie miał ochoty na dalszą walkę, o ile kiedykolwiek miał na nią chęć. Pozostawił Cię samemu sobie, pozwalając poznać tajemnicę świątyni.

Offline

 

#44 2012-12-25 17:57:42

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Wydawało mi się, że skutecznie go unieszkodliwiłem, tymczasem okazało się, że tak nie było. Dziwnym trafem mężczyzna znalazł się od tak sobie na dużej wysokości, zaatakował mnie delikatnie kunai'em, zlizał krew i zniknął.
-Okeeej... - podsumowałem sam sobie, a wszelkie lodowe twory rozpadły się.
Wylądowałem bezpiecznie na ziemi, po czym rozejrzałem się, nie było nawet śladu po tym mężczyźnie, dlatego zrobiłem to, co miałem zrobić - wszedłem do środka piramidy. Nieco się martwiłem, tamten koleś po prostu oblizał moja krew, ucieszył się z tego i zniknął, maniakalne podejście. Nie wiem co to miało znaczyć, ale nieco się przestraszyłem, oby nic z tego nie wynikło. W każdym bądź razie liczyło się to, że jestem już wolny, dlatego bez chwili wahania przekroczyłem progi świątyni.
-Ale jestem ciekaw tego wszystkiego, najbardziej interesuje mnie to, czy w ogóle tam coś znajdę, a jeśli tak, to co. No nic, muszę to sprawdzić. - powiedziałem sobie, po czym zniknąłem w środku.

 

#45 2012-12-25 18:07:52

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Pokonawszy kolejne stopnie, prowadzące do wejścia do świątyni, stanąłeś na progu, po czym wszedłeś do środka budynku. Natychmiast zauważyłeś, że panują tam egipskie ciemności. Nawet wyciągając rękę przed siebie, mogłeś ją ledwo zobaczyć i to tylko dzięki ostatnim promieniom słońca, które zachodziło za twymi plecami. Po zrobieniu kilku kroków naprzód, mogłeś się zorientować, że już żadne światło słoneczne nie wpadało do wnętrza świątyni.
   Nagle, ni stąd ni zowąd, korytarz, w którym się znajdowałeś, rozjarzył się dzięki pochodniom w kształcie węży, znajdującym się na ścianach, zbudowanych z szarych płytek. Z tego samego materiału zrobiona była posadzka, a także i sufit. Przed Tobą znajdowały się schody, prowadzące w dół. Tylko od Ciebie zależało, czy zdecydujesz się zejść niżej. Możliwe, że była to ostatnia sposobność do zawrócenia i opuszczenia sanktuarium.

Offline

 

#46 2012-12-25 18:21:11

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Wewnątrz budowli panowała okropna ciemność, która tworzyła idealny nastrój tego miejsca. Było w nim trochę przerażająco, strasznie, tajemniczo, ale też odrobinę intrygująco, chciałem iść dalej, przekonać się co na mnie czeka. Ciekawiło mnie co jest na dolnym poziomie, czyli tam, gdzie skierowały mnie schody, dlatego bez chwili zastanowienia zszedłem po nich. Fascynowała mnie architektura, którą dane mi było zobaczyć, charakterystyczne rzeźby, wzory na ścianach, nawet pochodnie, po prostu wszystko. Dziwiło mnie to, że wszystko kręci się wokół węży, ale widać tak właśnie ma być. Zacząłem się zastanawiać nad kilkoma rzeczami, ciągle nad mężczyzną, z którym przed chwilą się potyczkowałem, a także nad Shinsaku, który na mnie czekał. Byłem ciekaw co słychać u tego drugiego oczywiście, zastanawiałem się nad tym, co może robić, czy nic mu się nie dzieje. Na wszelki wypadek mogłem z nim zostawić klona, czy coś... Chociaż byłaby to wówczas strata chakry, na którą, jak widać, nie mógłbym sobie pozwolić.
-No to spójrzmy, co na mnie czeka... - myślałem, schodząc na dół.
Moja wcześniejsza osobowość wróciła już jakiś czas temu, zachowywałem się z powrotem normalnie.

 

#47 2012-12-25 18:32:40

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Stawiając krok za krokiem, coraz bardziej zagłębiałeś się w czeluści sanktuarium. Schodząc coraz niżej, zauważyłeś, że powietrze zaczęło gęstnieć. Początkowo zwyczajne powietrze robiło się teraz ciężkie, co było raczej niespotykane. Na dodatek traciło swoją przejrzystość, dając efekt właściwy dla mglistych dni. Również z temperaturą działy się dziwne rzeczy. Można by się spodziewać, że wewnątrz budynku będzie cieplej, niż na zewnątrz, jednak było dokładnie odwrotnie. Z każdym stopniem temperatura odczuwalnie spadała, dając uczucie przebywania na mrozie wręcz.
   Jednak to wszystko stawało się nieważne w miejscu, do którego właśnie docierałeś. Opuściwszy schody, stanąłeś przed zamkniętymi wrotami. Za nimi znajdował znajomy Ci z wizji posąg, przedstawiający postać węża. Pod ścianami płonął ogień, współtworząc z panującym tam półmrokiem atmosferę grozy...

Offline

 

#48 2012-12-25 19:08:20

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Im niżej schodziłem, tym gorzej się czułem. Nie przez chłód, bo ten w ogóle na mnie nie działał, jestem przyzwyczajony do niskich temperatur, wszystko przez nastrój grozy, który z każdą chwilą stawał się coraz większy, bardziej dotkliwy. Na samym dole czekało na mnie pomieszczenie, które bardzo dokładnie zapamiętałem ze swojej wizji, a najbardziej posąg węża, który się w nim znajdował. Stawiając powolne kroki, zbliżałem się do owego posągu coraz bardziej i bardziej, obserwując go spokojnie i ostrożnie. Rozglądałem się co chwila po całym pomieszczeniu, wodząc sam nie wiem za czym, za czymkolwiek.
-No i w końcu dopiąłem swego i dane było mi zobaczyć o co z tym wszystkim chodzi. Szkoda, że tyle mi to zajęło, a miejsce poszukiwań miałem, można powiedzieć, tuż pod nosem. - mówiłem do siebie w myślach z lekkimi pretensjami.
Czułem, że niczego tu nie znajdę, że wbrew wszystkiemu moje oczekiwania, odnośnie tego wszystkiego, okazały się omylne, nieważne. Miałem dziwne przeczucia, przede wszystkim odnośnie całej sytuacji, wcześniejszego zajścia, ale jakoś się nie bałem, bardziej obchodziło mnie to, co jest tutaj, teraz. Zbliżyłem się do posągu najbardziej jak mogłem i zacząłem go obserwować, czułem, że negatywna chakra wydobywa się właśnie z niego.

 

#49 2012-12-25 19:18:38

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Kiedy przyglądałeś się posągowi, w pomieszczeniu zaczęło się dziać coś dziwnego. Płomienie, znajdujące się pod ścianą, zaczęły się groźnie poruszać w chaotyczny sposób. Wyglądało to tak, jakby do tej części sanktuarium dostał się jakimś sposobem wiatr, mierzwiąc języki ognia i wprawiając je w ruch. Jednak na tym nie koniec anomalii, jakie miały miejsce.
   Nagle, nie wiadomo skąd, rozległ się potężny, złowieszczy głos. Był on niesamowicie niski i jakby... syczący, akcentujący każde szeleszczące głoski. -Podróżniku! Czy wiesz, co zostało Ci objawione? Czy zdajesz sobie sprawę z potęgi, jaka została skryta w tej świątyni? ... - w tym głosie było coś niesamowicie dziwnego. Z pewnością potęgował on atmosferę grozy, wprawiając słuchacza w niepokój. Po chwili odezwał się kolejny raz. -Czy jesteś pewien, że chcesz wziąć na swoje barki brzemię ogromnej mocy, którą możesz zostać obdarzony?

Offline

 

#50 2012-12-25 19:41:12

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Nagle w pomieszczeniu zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy, które okropnie mnie przeraziły. Najpierw poczułem na karku chłodny wiatr, który wywołał na mojej skórze dreszcze, chwilę później płomienie świec zaczęły chaotycznie powiewać w różne strony, dając nieco więcej światła, ale i mroku. Na koniec coś, co zaskoczyło mnie najbardziej - potężny głos, który wydobywał się dosłownie znikąd.
-Potęgi? Objawione? O co chodzi, kto to mówi? Kto tu jest? - zacząłem się rozglądać i obracać, szukając źródła głosu.
Najgorsze było to, że wydobywał się on naprawdę znikąd, nie mogłem określić czyj to głos, ani co się dzieje.
-Fajnie... Nie wiem o co chodzi, ale jeśli wiąże się z tym jakaś moc, którą mam otrzymać, to wchodzę w to, jestem gotów wziąć na barki brzemię, o którym mowa. - powiedziałem głośno, a mój głos zabrzmiał echem w całym pomieszczeniu.

 

#51 2012-12-25 19:55:52

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Zanim jeszcze echo twoich słów rozbrzmiało do końca, ostatecznie ściszając się tak bardzo, aż zanikło, marmurowe oczy węża zabłyszczały. Chwilę później przybrały barwę wściekłej czerwieni, która sprawiła, że całe twoje ciało znieruchomiało. Stałeś sparaliżowany, jakby ktoś Cię obezwładnił, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Jedyne, czym mogłeś wtedy poruszać, były twoje gałki oczne. Dzięki temu mogłeś obserwować to, co działo się wokół Ciebie. A trzeba przyznać - było na co patrzeć.
   Gdy oczy węża przygasły, zaczęły się z nim dziać dziwne rzeczy. Najpierw potrząsnął on swoją głową, jakby wybudzał się z długiego snu. Później zsunął się z podestu, na którym się przed chwilą znajdował, aby przypełzać do Ciebie. Owinął się leniwie wokół twojej nogi, aż w końcu rozkosznie zaczął wspinać się po twoim ciele. Gdy znalazł się na wysokości twojej klatki piersiowej, zastygł na chwilę w bezruchu, dając Ci poczuć na swojej piersi jego śliską skórę.
   Chwilę później skierował swój łeb ku twojej szyi i muskając ją swoim wężowym językiem, zdawał się ją smakować. W końcu, gdy dosięgnął prawej strony twojej szyi, zatrzymał się kolejny raz i zatopił w niej swoje kły. Mogłeś poczuć niewyobrażalny ból, jednocześnie odzyskując władzę nad swoim ciałem. Wąż zgrabnie zsunął się z Ciebie i kiedy tylko opadłeś na posadzkę, tracąc przytomność z bólu, przez domykające się oczy mogłeś zaobserwować, jak wąż zajmuje to samo miejsce, w jakim znalazłeś go, docierając do tego pomieszczenia. W końcu, z powodu tego niewyobrażalnego bólu, zemdlałeś.

Hiyoki budzi się 27.12.2012r. o godzinie : 19:55:52

Ostatnio edytowany przez Straznik 4 (2012-12-25 20:04:42)

Offline

 

#52 2013-01-02 00:33:11

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Obudziłem się po kilku, dokładnie dwóch dniach od tamtego dziwnego wydarzenia. Otworzyłem powoli oczy, a wyraźniejsze mrugnięcia powodowały poprawienie widoczności, po czasie ciemność nie sprawiała mi już większych problemów, a płomienie pochodni oświetlały całe pomieszczenie, dając mi już całkowitą swobodę. Początkowo trudno mi było wstać, musiałem i na to poświęcić trochę czasu, czułem się, jakby moje ciało musiało się zregenerować. Kiedy w końcu udało mi się stanąć na równych nogach, rozejrzałem się ponownie po pomieszczeniu, po czym podszedłem do posągu węża, dając zwyczajnie dwa kroki, w końcu leżałem tuż obok niego. Trudno było mi sobie przypomnieć co działo się wcześniej, ale w myślach co jakiś czas ukazywały mi się różne obrazy, najbardziej zapamiętałem te związane z owym posągiem, który poruszył się i mnie zaatakował, tak przynajmniej to wyglądało. Stąd to zainteresowanie, intrygował mnie zwyczajny kamienny posąg, może to i nielogiczne, ale tak już było. Ponieważ, w przeciwieństwie do zapamiętanych przeze mnie chwil sprzed tych kilku dni, nie ruszał się, zacząłem go nawet dotykać, w ostateczności zatrzymałem na nim swoją prawą dłoń. I dopiero w tym momencie poczułem delikatną ranę po prawej stronie szyi, stworzyłem sobie na lewej dłoni delikatną warstwę lodu, która posłużyła za lusterko, co pozwoliło mi ujrzeć, iż w tamtym miejscu na szyi pojawił mi się tatuaż, pieczęć. Nagle zaczął się z niej ulatniać dym o ciemnym, fioletowym zabarwieniu, aż w końcu chakra tego samego koloru. Wyglądało to dość widowiskowo, prowizoryczne lusterko na mojej dłoni eksplodowało, poczułem ogromny ból, głównie w okolicy szyi. Chakra, która wydobyła się z mojego ciała, krętym strumieniem owinęła się wokół mojej ręki, aż w końcu zaczęła wnikać w posąg węża, którego ciągle dotykałem. Po chwili energia niby eksplodowała, odpychając mnie na odległość może jednego metra od posągu. Ten po chwili znowu "ożył", z prędkością błyskawicy wbił się ponownie w moje ciało, znowu w miejsce pieczęci. Po kilku chwilach wrócił na miejsce, również z ogromną prędkością. Jeżeli chodzi o mnie - poczułem niesamowity ból w miejscu ugryzienia, pieczęć rozrosła się i pokryła moje ciało. Udało mi się zauważyć, iż miała ona postać rozciągniętych rombów ciągnących się za sobą kolejno, przypominały one strumienie lodowych sopli. Padłem na ziemię, nie mogąc wytrzymać tych wszystkich negatywnych uczuć...

Trening właściwy - Chi no Juin [2]

Starałem się przeciwstawić bólowi, miotałem się po ziemi jak szalony, trzymając się prawą ręką rany, z której jeszcze powoli sączyła się krew, zaś lewą klatki piersiowej, czułem bowiem kłucie w sercu. W niesamowity sposób ból ustał, mianowicie w momencie, w którym chakra gwałtownie uwolniła się z mojego ciała - to była ta sama chakra, co wcześniej, była mroczna, ciemnofioletowa, zimna. Tym samym, kiedy powoli wstałem, ciągle ulatniała się z mojego ciała, nie w czystej postaci, a w postaci dymu. I dopiero w tej chwili poczułem, iż trzymam się nadzwyczaj dobrze, poczułem natychmiastowy przypływ energii, zwiększenie możliwości mojego organizmu, napływ siły. Podobało mi się również to, iż chakra miała dodatkowy, specyficzny charakter - była mroźna, chłodna, miejscami granatowa, co było adekwatne do mojego Kekkei Genkai. Od razu chciałem sprawdzić, czy aby na pewno moje spostrzeżenia są słuszne, dlatego podszedłem do którejś ze ścian, stawiając powolne, ale zdecydowane kroki. Zwinąłem palce prawej dłoni w pięść, którą uniosłem na wysokość oczu, spojrzałem na nią, po czym wycofałem i uderzyłem z impetem o ścianę naprzeciwko. W skutek uderzenia pojawiło się w niej zarówno spore wgłębienie, popękała centralnie od miejsca uderzenia. Kiwnąłem raz głową na znak satysfakcji i zwykłego zadowolenia, bowiem efekt był nadzwyczajny. Nie tylko moja siła się poprawiła, ale i chociażby szybkość, sprawdziłem ją, po prostu poruszając się szybko po pomieszczeniu, od razu zauważyłem, iż wszelkie moje ruchy stały się szybsze, a i nawet zwinniejsze. Bowiem wykonywałem różne manewry, skoki i tym podobne, tworząc uprzednio lodowe przeszkody, których pomijanie wychodziło mi nadzwyczaj dobrze. Również i moja chakra uległa polepszeniu, zwyczajnie stała się bardziej... jakby to ująć... potężniejsza. Mój lód był twardszy, przybrał również ciemniejszą barwę, mogłem nim lepiej operować, czułem większą swobodę w korzystaniu z Hyouton'u. Innymi słowy - wszystko uległo poprawie, zarówno moja chakra, jak i właściwości mojego organizmu. Stałem się po prostu silniejszy i tyle, potężniejszy, w przeciągu tak naprawdę kilku chwil polepszyłem się, diametralnie się zmieniłem. Starałem się w jakiś sposób przejąć panowanie nad mroczną energią, nad pieczęcią, skupiłem chakrę, a pojedyncze fragmenty pieczęci zaczęły uchodzić do miejsca ugryzienia, czyli centralnego miejsca pieczęci. Poczułem spadek energii, co było jednoznacznie z tym, iż aktywacja pieczęci powoduje wzrost moich możliwości.

Akcept by Masaru.

Skoro znałem działanie tego wszystkiego, mogłem ze spokojem wrócić do Shinsaku. Uznałem jednak, że jeszcze zostanę w sanktuarium, coś ciągle trzymało mnie w tym miejscu, można powiedzieć, że podświadomość kazała mi tutaj zostać. Co jakiś czas opuszczałem budynek w kształcie piramidy, by zbadać okolicę, szybko jednak wracałem do jego wnętrza. Czułem się dość nietypowo, jak nigdy, można powiedzieć, iż kierowały mną negatywne emocje. Starałem się jednak nad nimi zapanować, co niekiedy, aczkolwiek nie zawsze, mi wychodziło. W niektórych chwilach także testowałem swoje moce znowu i znowu, aktywując co jakiś czas pieczęć, badając własne wytrzymałości i granice. Czułem zainteresowanie pieczęcią jak i swojego rodzaju dumę, zadowolenie wynikające z tego, iż w krótkim czasie stałem się o wiele silniejszą osobą.

Ostatnio edytowany przez Masaru (2013-01-02 12:38:26)

 

#53 2013-01-02 20:28:51

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Po jakimś dłuższym czasie uznałem, że mój dalszy trening nie ma sensu, że już wystarczająco długo sprawdzam możliwości swojego organizmu, moje nowe moce. Przeklęta pieczęć to coś, co na pewno poprawi moje umiejętności bitewne i da mi sporą przewagę podczas jakiejkolwiek wali. W tym momencie skończyłem rozeznanie terenu na zewnątrz sanktuarium, zdobywałem wcześniej pożywienie i wodę pitną z rzeki, do zdobycia jedzenia musiałem zabijać zwierzęta, inaczej jakoś sobie tego nie wyobrażałem, może to przez emocje, które mną momentami kierowały? W każdym bądź razie wróciłem do wnętrza budynku, kierując się po raz kolejny do pomieszczenia z posągiem węża.
-Czym tak właściwie jest potęga, o której wcześniej była mowa? Czuję, że mogę osiągnąć jeszcze więcej, że to nie wszystko, co możesz mi ofiarować. Wiem, że masz do ujawnienia więcej, a ja już podjąłem decyzję - pragnę tej mocy. Dlatego właśnie proszę o więcej, więcej tej niesamowitej potęgi... - ten swoisty monolog został właściwie wypowiedziany przeze mnie, jednakowoż nie ja w tej chwili sobą kierowałem, mroczna chakra niby przejmowała nade mną kontrolę.
Dotknąłem posągu, a chakra automatycznie, tak jak ostatnio, wydostała się z pieczęci i została wchłonięta przez węża, tym razem efekt był inny - nagle pojawił się przy mnie tajemniczy człowiek, wyglądało to na technikę przywołania...

 

#54 2013-01-02 21:50:09

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Przelewając swoją chakrę do kamiennego posągu, zapewne spodziewałeś się, że stanie się tak, jak działo się za każdym poprzednim razem. Zamiast tego powietrze w pomieszczeniu odczuwalnie zgęstniało, przy podłodze unosił się dym, spowijając wszystko, włącznie ze światłem, pochodzącym z płomieni. Ta swoista, niezbyt gęsta mgła sięgała okolic pasa, przykrywając niemal dokładnie wszystko to, co znajdowało się poniżej tego poziomu.
   Sponad dymu wystawały więc tylko trzy elementy, znajdujące się w tej komnacie. Był to łeb kamiennego węża, twoja postać oraz ten mężczyzna, który zjawił się tutaj w dość nieoczekiwany sposób. Choćbyś nawet chciał dostrzec, kim jest ten tajemniczy osobnik, nie dałbyś rady. Skutecznie rozproszone przez mgłę światło nie pozwalało Ci dostrzec nic, poza spływającym na jego ramiona ciemnym kapturem.

Offline

 

#55 2013-01-02 21:59:32

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Nagły zwrot wydarzeń nie dość, że mnie zdziwił, to i w wyjątkowy sposób zaniepokoił, a nawet przeraził. Odskoczyłem od mężczyzny, lub kobiety, kto wie, po czym poszorowałem odrobinę po ziemi, zatrzymując się w pochylonej pozycji. Miałem zgięte nogi w kolanach, podpierałem się przy tym podłoża za pomocą rąk, oprócz tego całe moje ciało zostało pokryte charakterystycznymi znakami przeklętej pieczęci - pieczęć z szyi zaczęła się rozrastać, rozciągnięte romby ciągnące się za sobą kolejno spowijały całe moje ciało.
-Kim jesteś i co tutaj robisz? - spytałem od razu.
Czułem, że ma wydarzyć się coś naprawdę nieciekawego, coś, co mogłoby zagrozić mojemu życiu, ale jakoś niespecjalnie się bałem. Wiedziałem, że jeśli mam z tym kimś walczyć, to nie powinienem się obawiać, jako, iż moje ostatnie treningi sporo mnie kosztowały, a były skuteczne. Tak jak już sobie wcześniej myślałem - urosłem w siłę w ciągu niemalże kilku chwil, stałem się o wiele silniejszą osobą, przelewki się raczej skończyły, teraz wszystko biorę na poważnie...

 

#56 2013-01-02 22:07:09

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Dobrze postąpiłeś, zachowując dystans do postaci, która dopiero co pojawiła się w pomieszczeniu. Nie mogłeś bowiem wiedzieć, jakie są jej zamiary wobec Ciebie. Przyjmując natychmiastowo pozycję, udogadniającą Ci wyprowadzenie ewentualnego ataku lub obronę, w zależności od sytuacji, pokazałeś, że nie jestes byle amatorem, któremu udało się przypadkiem odnaleźć sanktuarium przeklętej pieczęcie, gdzie teraz miały miejsce zaskakujące, acz tajemnicze wydarzenia.
   Zakapturzona istota nie wykonała jednak żadnego ruchu, poza delikatnym wzruszeniem ramionami. Gest ten mógł oznaczać cokolwiek. Mogło to wskazywać na to, iż postać czeka na moment, w którym się uspokoisz, ale mogło też chodzić o uśpienie twojej uwagi i wyprowadzenie ataku. Atmosfera gęstniała, z każdą kolejną chwilą.

Offline

 

#57 2013-01-02 22:13:49

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Chakra, która zaczęła bić teraz z mojego ciała, miała barwę ciemnofioletową, gdzieniegdzie granatową (ten kolor wynikał z chłodu pochodzącego z mojej klanowej zdolności), powoli zaczęła spowijać część pomieszczenia ulokowaną w odległości kilku metrów ode mnie. Schylałem się coraz niżej i niżej, szykując się do ataku.
-Niemowa jesteś? Nie pozwolę Ci naruszyć spokoju tego miejsca, tym bardziej go zniszczyć ! Muszę Cię unieszkodliwić... - i w tym momencie kierowały mną negatywne emocje i złowroga chakra pochodząca z pieczęci, muszę nauczyć się nad tym panować.
W końcu ruszyłem do ataku, zniknąłem z miejsca i pojawiłem się za zakapturzoną postacią, a kiedy bylem przy niej, wiedziałem, że mogę zaatakować. Zrobiłem to, po prostu czyniąc porządny zamach prawą ręką, którego impet miał powalić przeciwnika. W razie jakichkolwiek uników kontynuowałem dziką szarżę, nie chciałem marnować chakry.

 

#58 2013-01-02 22:23:07

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

A więc ostatecznie zdecydowałeś się zaatakować. Kto wie, być może to było dobre posunięcie z twojej strony...? Tak czy siak, nareszcie zaczęło się coś dziać. Zanim jednak rzuciłeś się na zakapturzona postać, którą obrałeś sobie za cel, zaczęła się uwalniać z twojego ciała ta nowa, choć już nieobca Ci w żadnym stopniu chakra. Czyżby to ona skłoniła Cię do tak spontanicznego ruchu?
   Ale nie ma co zastanawiać się nad ciągiem przyczynowo-skutkowym twojego działania. Najważniejszy jest końcowy efekt, którym jest przypuszczenie przez Ciebie ataku na "niemowę". Gdy z zastraszającą szybkością pojawiłeś się za jego plecami, a twoja ręka już sięgała jego ciała, poczułeś, że coś jest nie tak.
   Twoja pięść została jakby zatrzymana w locie niewidzialną barierą. Zawieszona gdzieś w przestrzeni, nie mogła postąpić ani centymetra naprzód, w stronę kapturnika. Inne części ciała również nie mogły się przedostać. Z tej niezręcznej sytuacji "wybawił" Cię jednak mocny odrzut, którego doświadczyłeś po błyskawicznym odkształceniu się niemal niewidocznej osłony, co przypominało jakby depolaryzację błony. Nim jednak zdążyłeś się zastanowić, co się właściwie stało, leżałeś już na kamiennej posadzce kilka metrów dalej.

Offline

 

#59 2013-01-02 22:44:42

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Już prawie miałem go zaatakować, prawie moja dłoń wbiła się w jego ciało, kiedy nagle.. Coś w rodzaju niewidzialnego pola energii kompletnie uniemożliwiło mi poruszanie się. Nie mogłem poruszyć zarówno ręką, jak i każdą inną częścią ciała, po prostu zostałem unieruchomiony. Nie zdołałem nawet zbadać tej tajemniczej energii, powiem coś w rodzaju fali uderzeniowej z dużą siłą walnęło w moje ciało, oddalając mnie o kilka metrów od cichego jegomościa. Nieco mozolnie wstałem z ziemi, początkowy ból, który naprawdę odczułem przez jedynie kilka sekund - co było niezwykłe, potem jakby zniknął - nieco mi to uniemożliwiał. Kiedy już stanąłem na równych nogach, opanowałem się w pewnym stopniu.
-Czyli rzeczywiście nie ma zamiaru się odezwać... Cóż, otwarty atak nie będzie skuteczny, muszę wypróbować inne metody... - zamyśliłem się, po czym wystawiłem ręce w stronę potencjalnego przeciwnika.
-Hyouton... - powiedziałem normalnym tonem, zaciskając dotychczas otwarte dłonie.
W tej samej chwili wokół postaci, z każdej strony pojawiły się lodowe sople, które w ostateczności powędrowały w jego stronę, każdy zmierzał z innego kierunku, z różną prędkością, mając wyznaczony swój moment wbicia się w jego ciało. Oby skutecznego...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

 

#60 2013-01-02 23:09:54

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Jak się można było tego spodziewać, w twoim obecnym stanie zdolność trzeźwej oceny sytuacji została zdecydowania zatracona. Nie zauważyłeś, że postać, którą obrałeś sobie za przeciwnika, wykazuje możliwości dalece wybiegające poza zakres twoich własnych. Zamiast wyciągnąć odpowiednie wnioski z twojej małej porażki, rzuciłeś się na niego po raz kolejny, tym razem ukazując swoje skrywane do tej pory atuty - limit krwi.
   Trzeba przyznać, że zagrałeś pomysłowo, a już na pewno - widowiskowo. Z mgły, spowijającej całą podłogę, wysunęły się nagle, w błyskawicznym tempie, lodowe pale, z tym, że każdy w innym czasie i z właściwą sobie szybkością, wyrzucając przy okazji ku górze kłęby dymu.
   Kiedy jednak spojrzałeś z oczekiwaniem w stronę przeciwnika, którego spodziewałeś się zapewne ujrzeć przebitego soplami, jedynym, co mogłeś zobaczyć, była twoja kolejna porażka. Zakapturzona postać wisiała pod sufitem, opierając się na dwóch, znajdujących się blisko siebie, zabójczych, lodowych palach.

Offline

 

#61 2013-01-02 23:22:02

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Wiedziałem już na pewno, że moje ataki nie przyniosą żadnych efektów, mogłem próbować dalej, ale po co miałbym to robić, skoro wszelkie moje dotychczasowe próby były bezcelowe pomimo tego, iż powinny mieć stu procentową skuteczność ? Poddałem się od razu, stanąłem prosto, dając kilka kroków w stronę zakapturzonej osoby, zbliżyłem się na pewną, lecz nieprzesadną odległość, moja pieczęć wróciła do pierwotnego stanu, wszystkie rozgałęzienia zostały wchłonięte przez centralną część pieczęci znajdującą się po prawej stronie szyi.
-Widzę, że nie mam przeciwko Tobie żadnych, ale to żadnych szans, bowiem na każdy mój atak znajdujesz rozwiązanie, jesteś ode mnie szybszy, ponadto dysponujesz dziwnymi zdolnościami, czyli walką niczego nie załatwimy. Czego więc chcesz? - spytałem, stojąc w totalnym bezruchu.
Może o to chodziło? Może właśnie tak powinienem zareagować na samiutkim początku, a nieco schrzaniłem sprawę, rwąc się do walki jak ostatni głupiec? Na ten moment mogę śmiało stwierdzić, że czuję nietypowe zainteresowanie tą postacią, choć jednocześnie strach i respekt, które kazały mi trzymać pewien dystans.

 

#62 2013-01-02 23:51:54

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

A więc jednak zmiana planów. Postanowiłeś uspokoić rozszalałe emocje i postawić na zrównoważoną, spokojną rozmowę. Czyżbyś jednak zapomniał o tym, co sam przed chwilą odkryłeś? Przecież jak mogłeś rozpoczynać konwersację z kimś, kogo moment wcześniej nazwałeś niemową...?
   Niema postać, którą chwilę wcześniej postanowiłeś zniszczyć, stała nieruchomo, kierując swoje lice w twoją stronę. Gdy Ty odzywałeś się, mogłeś mieć wrażenie, że Cię wysłuchała, choć w żaden sposób nie dała tego po sobie poznać Kiedy zadałeś to konkretne pytanie, zresztą nie pierwszy raz, znowu nie dane było ci doczekać odpowiedzi. Zamiast tego zakapturzona istota wyciągnęła schowaną pod zbyt długim rękawem dłoń, wskazując w miejsce gdzieś pod ścianą. Z powodu gęstej mgły przy posadzce, nie mogłeś jednak zauważyć, co sie tam znajdowało.

Offline

 

#63 2013-01-03 00:17:38

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Starałem się rzeczywiście złagodzić sytuację, po prostu podjąłem już środki zaradcze, bo skoro wiedziałem, że w walce nie mam szans, musiałem się wycofać i znaleźć inny sposób na rozwiązanie sytuacji, jakkolwiek by ona nie miała wyglądać. Początkowo miałem wrażenie, jakbym mówił do ściany, dopiero po czasie udało mi się spostrzec, iż postać, chociaż nic nie mówiła, a jej reakcje były nieco zaburzone, zdawała się mnie słuchać. Było to wszystko dość niepokojące i dopiero teraz wbiłem sobie do głowy, iż coś jest nie tak - niecodzienne zdolności, tajemnicza aura, miejsce spotkania, wcześniejsze wydarzenia, wszystko to miało pewnego rodzaju połączenie, aż trudno było mi w to uwierzyć, zacząłem się bać nieco bardziej niż jeszcze chwilę temu.
W którymś momencie jegomość wskazał mi pewne miejsce pod ścianą, było ono na tyle zaciemnione i spowite mgłą, iż nie dane było mi ujrzeć co się tam znajduje, nie z odległości. Właśnie dlatego wykonałem kilka kroków, zbliżając się pod wskazaną pozycję, chciałem zbadać co się tam znajduje. Miałem cichą nadzieję, iż nie pakuje się właśnie w jeszcze większe kłopoty, iż nic mi nie grozi. Może to kolejny rodzaj treningu, czy coś? Może ta świątynia to coś więcej niż tylko budowla? Jakby się nad tym zastanowić...

 

#64 2013-01-03 00:38:18

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Ostatecznie, po uprzednim pokazaniu części swoich możliwości i umiejętności, zdecydowałeś się na współpracę z tajemniczym gościem. Gdy tylko ruszyłeś się w stronę, którą Ci wskazał, ten uśmiechnął się złowieszczo. co się za tym kryło, wie tylko on sam. Ty natomiast nie mogłeś nawet zauważyć tego grymasu, gdyż cała jego twarz była zbyt zaciemniona cieniem, rzucanym przez kaptur, aby dane było Ci zauważyć cokolwiek, co się na niej działo.
   Po kilku chwilach pełnych napięcia, stopy przyprowadziły Cię przed wybrany punkt. Gdy tylko ustawiłeś się tuż przy nim, mgła rozwiała się nieznacznie, na wskutek ruchów powietrza, spowodowanych przez poruszające się jeszcze przed chwilą twoje nogi. W miejscu, gdzie biały dym przerzedził się, mogłeś zobaczyć wielką skrzynię, z otworem na wielki klucz, znajdującym się na samym środku.

Offline

 

#65 2013-01-03 01:01:46

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

W miejscu, do którego miałem się dostać, znajdowała się skrzynia, zwyczajna, prosta skrzynia ze sporym otworem na tej samej wielkości klucz. Zacząłem się zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi, jakieś poszukiwania, czy coś, skarb, o co w tym wszystkim chodzi? Pytałem sam siebie o sens tego wszystkiego, o to, co się tutaj dzieje, lecz nie mogłem znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi, logika wręcz kazała mi uciekać, po prostu uciekać. Mimo tego zdrowy rozsądek, o ile to o nim mogę mówić w tej sytuacji, podpowiadał mi, bym został, bym i to zdarzenie doprowadził do jakiegoś końca, skoro już wziąłem w nim udział, byłem przy jego początku, powinienem je także skończyć - właśnie takie oczekiwania stawiała sobie teraz moja dusza. Odwróciłem się w stronę nieznajomego, wiedziałem, że prawdopodobnie nie potrafi rozmawiać, dlatego poczekałem na jakieś wskazówki w formie gestów, czy innym temu podobnych znaków. Zacząłem się rozglądać po sali, szukając klucza, albo czegoś o podobnym kształcie, głównie czegoś, czego nie było tutaj wcześniej. Nie byłem pewny tego, co robię, ale innego rozwiązania nie widziałem, po prostu kontynuowałem rozgrywkę, o ile można się tak wyrazić.

 

#66 2013-01-03 01:10:41

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

A więc pojawia się kolejna przeszkoda, tym razem przedmiot. Aby zaspokoić swoją ciekawość i dowiedzieć się, co znajduje się w środku potrzebowałeś bowiem jeszcze jednego - klucza, który pasowałby do zamka skrzyni. I choć instynkt podpowiadał Ci, abyś jak najszybciej opuścił to miejsce, Ty postanowiłeś mimo wszystko doprowadzić tę sprawę do samego końca.
   Szybka analiza sytuacji i już wiedziałeś, co powinieneś teraz zrobić. Odwróciwszy głowę od zamkniętej skrzyni i utkwiwszy spojrzenie w postaci, której oblicze wciąż było schowane pod osłoną kaptura, oczekiwałeś na wskazówkę. Otrzymałeś ją szybciej, niż mogłeś się tego spodziewać.
   Ledwo co twoje oczy spoczęły na tej tajemniczej istocie, ona wykonała rękoma dziwny ruch, a w dłoniach natychmiast pojawił się złoty klucz o wielkich rozmiarach. Wszystko wskazywało na to, że to właśnie jego będziesz potrzebował, aby kontynuować te dziwne zadanie.

Offline

 

#67 2013-01-03 01:19:46

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Cóż, od razu niemalże otrzymałem wskazówkę do wykonania zadania... Zaraz, zaraz, wskazówkę? Otrzymałem od razu przedmiot, który pozwoliłby mi wykonać zadanie. Chociaż może jestem zbyt precyzyjny? Otrzymałem możliwość ujrzenia go - ta opcja brzmi lepiej - zdobycia, ale czy będzie to takie proste, jakby mogło mi się wdawać? Spojrzałem za siebie, na skrzynię, chcąc sprawdzić rozmiar otworu na klucz, mniej więcej to, czy przedmiot w dłoniach zakapturzonego milczka pasuje do skrzyni przy ścianie. Wydawało mi się, że to właśnie ten klucz, z tego powodu zacząłem iść w stronę nieznajomego, chcąc po prostu wziąć od niego przedmiot, o który się rozchodziło. Oczywiście, że miałem różne przeczucia, najsilniejsze było to, które dotyczyło po prostu walki o klucz. Sądziłem, że, by go zdobyć, będę musiał znowu walczyć z tą postacią, lecz na innych warunkach. Bądź też będę musiał wykonać inne zadanie, w każdym bądź razie podejrzewałem, że ot tak sobie go nie zdobędę. Kiedy byłem już blisko, zwolniłem, wyciągając ręce na pewną wysokość w geście niemalże proszącym, zwyczajnie liczyłem na podarowanie mi tego klucza.

 

#68 2013-01-03 01:33:30

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Dobrze zdawało Ci się, że wszystko tylko zdawało się być takie proste. Przecież oczywistym było, że ta tajemnicza postać była zbyt dziwna, aby po prostu podarować Ci ten klucz, którego tak potrzebowałeś. Mimo wszystko, postanowiłeś spróbować. I bardzo dobrze! Gorzej dla Ciebie byłoby, gdybyś nigdy się na to nie zdecydował. Ale akurat o tym miałeś się nigdy nie przekonać.
   Idąc do niego, mogłeś zaobserwować, że jego postawa wcale nie była już tak zdecydowana, jak wcześniej. Z każdym twoim krokiem, jegomość kurczył się nieznacznie, jakby odchylając się od Ciebie, aby w ten sposób zapewnić więcej przestrzeni między Wami.
   Gdy tylko znalazłeś się wystarczająco blisko niego, by pochwycić klucz w dłonie, stało się coś nieoczekiwanego. Spod kaptura wysunęła się jakby bordowo-fioletowa wstążka, która owinęła się wokół otwierającego przedmiotu i pociągnęła go za sobą do cienia, zapewnionego przez materiał, spoczywający na głowie postaci. Po chwili, dało się słyszeć głośne przełknięcie.

Offline

 

#69 2013-01-03 01:46:40

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Sytuacja początkowo diametralnie się zmieniła, tym razem to ja czułem swoistą przewagę, bowiem tajemniczy osobnik zdawał się z każdym moim krokiem wycofywać się, czyżby się bał? Niestety... Kiedy byłem wystarczająco blisko, spod kaptura, z tej zacienionej przestrzeni, wyłoniło się coś charakterystycznego, co pochwyciło klucz, ten zniknął w cieniu, czemu towarzyszył dodatkowo dźwięk przełknięcia. Nie miałem zielonego pojęcia odnośnie tego, co się dzieje, ale wiedziałem, że to na pewno nie będzie dla mnie przyjemne i swobodne, ale nie miałem innego wyboru, musiałem działać. Zrobiłem to od razu, schylając się błyskawicznie i odchylając prawą dłoń do tyłu, ta uformowała się w pięść i w ostateczności zaatakowała w okolice głowy, która powinna tam potencjalnie być. To nie wszystko, bowiem odrobinę wcześniej moje ciało na nowo pokryły symbole pieczęci, chciałem od razu dać z siebie jak najwięcej. I tuż po ataku wokół mojej dłoni pojawiła się błękitna poświata. Bez względu na to, czy udało mi się trafić, czy też nie, z mojej dłoni wystrzelił lodowy strumień zakończony ostrym końcem, który miał przebić ciało wroga, podążając za nim, o ile zrobił unik, bądź unieszkodliwić od razu w przypadku trafienia pięścią.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

 

#70 2013-01-03 11:52:53

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

A więc z powrotem kierowałeś się myśleniem - najszybszą drogą do zwycięstwa jest zniszczenie. Gdy tylko klucz zniknął z twoich oczu, twoje ciało na powrót pokryło się tajemniczymi wzorami, a Ty poczułeś nagły przypływ energii i sił. Towarzyszyło temu jeszcze jedno uczucie - wściekłość, wymieszana z bezwzględnością.
   W oka mgnieniu zdałeś się zapomnieć o wszystkich przemyśleniach i odkryciach, które uczyniłeś chwilę wcześniej. Czyżby twój przeciwnik nie wydawał się teraz łatwiejszym celem, niż był jeszcze moment temu? Możliwe, że już zapomniałeś, iż swoją wojowniczą stroną nie wskórałeś nic, natomiast spokojnym monologiem już tak...
   Po twoim ataku wszystko stało się bardzo szybko. W zasadzie, było to tempo wręcz błyskawiczne, zatem nie ma się co dziwić, że ledwo zauważyłeś, co się właściwie działo. Atakując pięścią w zacienioną przez kaptur część ciała postaci, nie mogłeś się spodziewać, że ta w ułamku sekundy pojawi się nad twoją ręką, najzwyczajniej w świecie przykucając na niej.
   Równolegle wyprowadziłeś również drugi atak, który miał podążać za twoim celem, próbując go przebić na wylot. Czy zatem udało Ci się powstrzymać przed skaleczeniem samego siebie?

Offline

 

#71 2013-01-03 16:21:13

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

I tym razem moja próba ataku zakończyła się niepowodzeniem, czyli moje dotychczasowe przypuszczenia okazały się słuszne. Tak jak się spodziewałem, po prostu nie dam rady go zaatakować, walka z nim po prostu nie ma nawet najmniejszego sensu. Dlatego po raz kolejny odpuściłem, zwyczajnie odskakując od przeciwnika na kilka metrów, jednak nie zdezaktywowałem przeklętej pieczęci. Po prostu zacząłem obserwować zakapturzoną postać, po czym wyprostowałem się.
-Zdałem sobie sprawę z tego, że nie mogę z tobą walczyć, toteż chciałbym wiedzieć co muszę zrobić, by zdobyć ten klucz... Jakie są wytyczne, moje zadanie ? - spytałem dość głośnym, poważnym tonem z pokerową miną.
Może i wyglądało to dość dziwne, wręcz głupio, gdyż z chwili na chwilę zmieniałem swoje nastawienie, jednak taki tok postępowania przyjąłem, upewniłem się już, iż walka na 100% nie ma sensu, trzeba spróbować rzeczywiście innych metod. Największą przeszkodą było to, iż tajemnicza osoba nie potrafiła rozmawiać, tak przynajmniej mi się wydawało, bardzo komplikowało to całą sprawę.

 

#72 2013-01-03 16:34:20

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Kolejny raz totalnie zmieniłeś swoją taktykę. Gdyby ktoś obserwował cało to zajście z pozycji widza, mógłby zapewne odnieść wrażenie, że jesteś typem gościa niesamowicie niezdecydowanego. Ty natomiast robiłeś to celowo, stopniowo upewniając się w swoich osądach. Zdałeś sobie sprawę z fizycznej przewagi twojego "rozmówcy" i bardzo dobrze, że wcześniej niż później.
   Znowu próbowałeś nawiązać konwersację i po raz kolejny bez większego skutku. Widocznie jednak postać słuchała uważnie twoich słów, gdyż po wypowiedzeniu kolejnych słów, istota nieznacznie poruszyła się. Kiedy zechciałeś dowiedzieć się, na czym miała polegać twoja misja, zadanie, kapturnik kolejny raz ruszył ręką.
   Wyciągnął ją w twoją stronę i natychmiast poczułeś, że dzieje się z Tobą coś dziwnego. I zdecydowanie nie było to coś, co można było zaliczyć do przyjemnych. Twoje ciało zaczęło się poruszać, wbrew twojej woli. Bardzo powoli coś przejmowało kontrolę nad twoim ciałem.

Offline

 

#73 2013-01-03 17:06:54

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

W momencie, w którym po raz kolejny zauważyłem, iż jegomość reaguje na moje słowa, spostrzegłem jednocześnie delikatne ruchy jego ciała. Postać poruszała się w charakterystyczny sposób, w ostateczności kierując moją dłonią. I w tym samym momencie poddałem się temu wszystkiego, w swobodny sposób rozluźniłem wszystkie mięśnie, by nie sprawiać problemów w panowaniu nad moim ciałem, ktokolwiek tego nie czynił, oby to był ten tutaj, oby miał dobre intencje. Sam nie wierzyłem wręcz w to, co robię, w to, że tak łatwo się temu wszystkiemu poddaję, ale po prostu nie chciałem stwarzać problemów, coś mówiło mi, iż mojemu życiu nic nie grozi.
-Oby moje przeczucia były prawdziwe, w końcu, można powiedzieć, oddaję się w jego ręce. Szkoda byłoby, gdybym doznał jakiegoś poważnego uszczerbku na zdrowiu, bądź, gdyby po prostu coś mi się stało. Muszę załatwić wszystko tutaj i wrócić do Shinsaku, dawno go nie widziałem, powoli zaczynam się o niego martwić. - myślałem sobie podczas wszystkich tych wydarzeń.
Tak szczerze powiedziawszy, to miałem już ochotę opuścić to miejsce i udać się z powrotem do mojego nowego znajomego. W ogóle zresztą - udać się gdziekolwiek, chciałbym rozwinąć moje zdolności, poznać więcej technik, stać się jeszcze silniejszym.

 

#74 2013-01-05 01:23:25

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Zakapturzona postać uśmiechnęła się tajemniczo, lecz i ten uśmiech został dokładnie schowany w cieniu, rzucanym przez kaptur. Jego postawa nie zdradzała już więcej lęku, była bardzo wyniosła i dumna. Stojąc tak wyprężony, jak struna, ciągle trzymał swoją dłoń skierowaną w twoje uległe ciało. Zdecydowanie nie próżnował, co mogłeś odczuć przy każdym, nawet najmniejszym, najbardziej delikatnym ruchu mięśni.
   Powoli, lecz nieustannie, twoje ciało przybierało pozę, jaką tajemniczy osobnik życzył sobie widzieć. Najwyraźniej w jego umyśle zrodził się obraz Ciebie klęczącego przed nim, co skutecznie wprawiał w czyn. Już po krótkiej chwili twoje kolana uderzyły bowiem o twardą posadzkę, w dość niewielkiej odległości od ciała jegomościa.
   Nagle mogłeś poczuć, że twój tułów zaczyna się skłaniać ku niemu. Choć mogło to zdawać się nieco dwuznaczne, po chwili wszystko stało się jasne. Twój pan i obecny władca twojego ciała pragnął tylko jednego - twojej czci, zaprezentowanej w najgłębszym możliwym ukłonie. Zdać można było sobie sprawę z tego dopiero wtedy, gdy poczułeś na twoim czole chłód kamienia, tworzącego podłogę pomieszczenia.

Offline

 

#75 2013-01-05 01:51:07

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Naprawdę starałem się kompletnie zrelaksować, rozluźnić mięśnie, bowiem nie maiłem zamiaru się opierać, można powiedzieć, że ufałem zakapturzonej postaci, nawet pomimo tego, iż jej nie znam, nawet pomimo tego, iż nie wiem jak wygląda. Po prostu coś dawało mi ciągle do zrozumienia, iż nic szczególnego nie grozi mojemu życiu. Dlatego też nie przejąłem się tym, iż zostałem zmuszony do oddania jegomościowi pokłonu, tak przynajmniej wyglądało całe zajście. Nieco zirytowałem się w ostatnim momencie, kiedy to tajemnicze moce skierowały moje ciało tak nisko, że dotknąłem głową chłodnej podłogi w pomieszczeniu.
-No i co, zadowolony? O to tylko ci chodziło? Teraz możesz dać mi w końcu klucz do tej skrzyni, chcę się dowiedzieć co się tam znajduje... - spytałem zwyczajnym tonem, w którym mimo wszystko było słychać drobną frustrację.
Nie zamierzałem odpuszczać, za daleko już doszedłem, zbyt dużo zrobiłem. Nawet jeśli chciałbym po prostu uciec z sanktuarium, to kto wie - może zakapturzona postać chciałaby mnie gonić, z łatwością schwytać i w ostateczności zabić za tchórzostwo? Skoro włada takimi mocami... Nic, na ten moment pozostało mi grać dalej w narzuconą mi grę, to właśnie robiłem...

 

#76 2013-01-05 08:02:07

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Twoje słowa były pełne gniewu i zniecierpliwienia. Tak przynajmniej brzmiały, odbijając się echem po raz kolejny od kamienny ścian pomieszczenia. Gdy tylko skończyłeś mówić, postać wzdrygnęła się, a przynajmniej uczyniła coś, co mogłoby przypominać właśnie ten odruch. Całe okrycie zadrżało, od rąbka szaty, spływającej do ziemi, aż do czubka kaptura.
   Chwilę później stało się coś, co pewnie mogło Ci się spodobać. Istota najwidoczniej zaniechała zabawy w kontrolowanie ciała biednego Hiyoki'ego, przywracając Ci panowanie nad nim. Nie minęło dużo czasu, gdy postać wzdrygnęła się kolejny raz i jeszcze kolejny i jeszcze jeden. Mogło to przypominać swego rodzaju torsje, jednak ostatecznym tworem, wydostającym się spod kaptura, było to, czego aktualnie właśnie chciałeś. W blasku ognia, znajdującego się w pomieszczeniu, zamigotał ten sam wielki klucz. Zadyndał on znów na tej już dobrze Ci znanej bordowej "wstążce", a chwilę potem już leżał na ziemi, ciśnięty moment wcześniej pod twoje nogi.

Offline

 

#77 2013-01-05 13:09:55

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

W którymś momencie poczułem ogromną ulgę, było to wtedy, gdy zakapturzona postać zwyczajnie oddała mi władzę nad moim ciałem, mogłem się już spokojnie poruszać. Zastanowiłem się chwilkę, lecz nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na pytanie - dlaczego w ogóle miało miejsce całe to zajście, ten pokłon i tym podobne? Nieważne. Ważne było to, że mogłem swobodnie poruszać każdą częścią mojego ciała. A i, żeby było mało, nawet otrzymałem klucz, którego tak bardzo oczekiwałem. Postać drgała co chwila, aż w końcu spod kaptura wyłonił się klucz trzymany przez to samo, co wcześniej go pochwyciło. Bez zastanowienia posłałem w stronę jegomościa krótkie, może odrobinę przeszywające spojrzenie, po czym podniosłem klucz i udałem się pod ścianę, gdzie znajdowała się skrzynia. Spojrzałem najpierw na wieko od klucza, potem na sam klucz, by upewnić się, że do siebie pasują. Bardziej przekonałem się o tym, kiedy włożyłem otrzymany przedmiot na swoje miejsce. Byłem bardzo ciekaw co znajduje się w środku, co się wydarzy, co będzie się dalej działo. Zacząłem się trochę bać, kiedy spojrzałem na wszystko z perspektywy czasu i dotychczasowych wydarzeń.

 

#78 2013-01-05 13:29:35

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Nareszcie udało ci się dobrnąć do momentu, w którym wszystko miało stać się jasne. Miałeś klucz, przed Tobą znajdowała się skrzynia, którą w każdej chwili mogłeś otworzyć trzymany w ręku przedmiotem. Nie mogłeś mieć najmniejszego pojęcia, co znajduje się pod wiekiem skrzyni, jaka tajemnica się w niej kryje.
   Gdy tylko klucz znalazł się w zamku, a Ty obróciłeś dłoń w nadgarstku, dało się słychać głośny odgłos rozbrajanego mechanizmu. Wszystko wskazywało na to, że skrzynia nie była często używana, na co wskazywało donośne skrzypienie podnoszonego wieka. Gdy tylko je uchyliłeś, z wnętrza skrzyni wydostała się duża ilość kurzu, który dziwnie się mienił.
   Po zajrzeniu do środka, twoim oczom ukazały się dwa przedmioty. Jednym z nich był wielkich rozmiarów pojemnik, spokojnie mieszczący rosłego człowieka, gdyby ten tylko się nieco skulił. Drugi przedmiot, zanim jeszcze zdążyłeś mu się przyjrzeć, poderwał się z miejsca i natychmiast poszybował z wielką prędkością w stronę zakapturzonej postaci. Był to mały pojemnik, zapewne skrywający w sobie coś ciekawego...

Offline

 

#79 2013-01-05 13:51:02

Hiyoki

Gość

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Kiedy otworzyłem ogromna skrzynię, moim oczom ukazały się dwa przedmioty, z tym, że jeden od razu poszybował w stronę zakapturzonej postaci. Mowa tu o niewielkim pojemniczku, w którym znajdowały się jakieś kulki, nie wiedziałem o co chodzi. Drugi przedmiot to sporych gabarytów skrzynia, lecz różniąca się od tej, którą przed chwilą otworzyłem. Ta miała kształt beczki, na upartego zmieściłby się w niej nawet człowiek. Wyjąłem "beczkę" i położyłem ją w środku odległości między mną a jegomościem. Otrzepałem ręce z kurzu, po czym wyprostowałem się i spojrzałem na postać przede mną.
-Więc co mam teraz zrobić? - patrzyłem mu niemalże w oczy, o ile się tam znajdowały, kierowałem wzrok pod kaptur.
Nie wiedziałem co będzie się działo dalej, a bylem tego wszystkiego bardzo ciekaw. Musiałem po prostu czekać na dalsze wskazówki tajemniczej osobowości, cierpliwość jest w końcu cnotą.

 

#80 2013-01-05 14:01:44

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 878

Re: Sanktuarium przeklętej pieczęci

Tajemnicza postać trzymała pudełko w dłoni niemalże z majestatem. Kaptur ułożony był w taki sposób, że nie było trudno zorientować się, że całkowicie stracił zainteresowanie twoją osobą, całą swą uwagą obdarzając właśnie otrzymane opakowanie. Istota zachowywała się dziwnie, głaszcząc pudełko i nieznacznie kręcąc całym ciałem, jak w ekstazie. Widocznie musiało znajdować się w nim coś niezwykle ważnego, możliwe, że o ogromnej mocy, czy też możliwościach.
   Dopiero kiedy odezwałeś się, kapturnik znów spojrzał w twoja stronę i w odpowiedzi na twoje słowa, otworzył pudełko. Było tam kilka, może kilkanaście małych kulek, dokładnie tak, jak podejrzewałeś. Postać podniosła wskazujący palec, chcąc najwyraźniej dać do zrozumienia, że chodzi tylko o jedną z nich. Potem złączył koniuszek owego palca z kciukiem i dłonią powędrował w stronę rzekomego otworu gębowego.
   Potem wskazał na Ciebie i następnie przeniósł wskazywany punkt na wyciągniętą przez Ciebie beczkę. Moment później przewrócił w dziwny sposób swoimi palcami, co spowodowało podniesienie się wieka tego pudła. Z lewitującą pokrywą, wspieraną mocą lewej ręki jegomościa i otwartym pudełkiem pełnym kulek, dzierżonym w prawej dłoni, tajemnicza postać czekała na twoją decyzję.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
ciekawa historia