Ogłoszenie


#81 2016-04-22 23:09:31

Nazo

Zaginiony

9152720
Zarejestrowany: 2016-04-07
Posty: 9

Re: Sala #3 - Trening

Po wycieńczających wspomnieniach które wyciągali ze mnie nauczyciele tej szkoły i podniesieniu moich aspektów fizycznych naszedł czas na naukę paru technik shinobi w sali nr 3.

Spoiler:

Bunshin no Jutsu

Spoiler:

Słońce przeszyło całe pomieszczenie oświetlając je zupełnie, wtedy wszedłem ja. Tak to była sala nr 3 gdzie ma czekać na mnie morderczy trening nad nowymi technikami shinobi które podobno mają mi się przydać w życiu. Szkoda tylko, że życie jest tak ulotne, a wraz z nim wszystko co osiągnęliśmy. Przetarłem twarz ręką orzeźwiając się lekko. Pierwszą techniką jaką obrałem sobie na cel dzisiejszych zajęć jest Bunshin no jutsu, technika podstawowa pomagająca zmylić skutecznie mało spostrzegawczego przeciwnika. Na początek technikę zaprezentował mi jeden z nauczycieli. Naśladując go stanąłem w lekkim rozkroku po czym złożyłem odpowiednio pieczęcie: Baran, wąż, tygrys. Chakra przepłynęła gwałtownie przez całe moje ciało, ale to jedyne uczucie jakie wtedy doznałem. Nic się nie stało, widoczna była tylko namiastka chakry która ulotniła się z mojej osoby. Spróbowałem ponownie, wykonując poprzednie czynności, dodając tym razem wymowę nazwy techniki.
-Bunshin no jutsu!
Krzyknąłem, obok mnie pojawiła się moja idealna kopia, choć nie ćwiczyłem tego nigdy więcej to samo jutsu nie sprawiło mi wiele problemów.

Spoiler:

Kawarimi no jutsu

Spoiler:

Natychmiast rozpocząłem naukę kolejnej techniki. Tym razem to jutsu podmiany, nazywane "Kawarimi no jutsu", słyszałem o tej technice od ojca już parę ładnych lat temu. Wiedziałem, że ta technika jest przydatna i, że dzięki niej z życiem uszło wiele ninja będących o krok od śmierci. Z szafy jeden z nauczycieli wyjął pokaźną kłodę, po czym postawił ją na środku sali. Wykonał parę pieczęci po czym kazał swojemu asystentowi go uderzyć. Wiedziałem doskonale co stanie się dalej, więc oglądanie tego przedstawienia to była jedynie formalność, jednak i tak sprawiła mi ona nieco przyjemności. Nie zostało mi nic innego jak samemu spróbować powtórzyć działania sensei. Popatrzyłem uważnie, na kłodę po czym złożyłem potrzebne znaki. Po chwili skupienia, poleciłem uderzyć mnie mojemu nauczycielowi. Ten podszedł i myśląc, że mi się uda bez skrupułów chlasnął mi w twarz. Czego można było się spodziewać po kimś kto nie jest geniuszem ninjutsu? Oczywiście wiadome jest, że padłem na ziemie zdezorientowany. Aby nie czuć długo porażki wstałem od razu i otrzepałem się z kurzu. Nerwowo złożyłem pieczęci jeszcze raz i kazałem uderzyć mnie raz jeszcze. Co nowego? Nic, dostałem w policzek tak mocno, że usiadłem na podłodze poprzedzając to piruetem. Twarz miałem czerwoną i z bólu i ze złości jaka wtedy mnie ogarniała. Podrapałem się po głowie, wstałem i wykonałem wymagane czynności jeszcze raz. Tym razem moja determinacja zadziałała, adrenalina połączona z chakrą dała oczekiwane przeze mnie skutki. Sensei, uderzył mnie jeszcze raz, myślał, że dostałem po raz trzeci lecz nagle, złapał się za swoją czerwoną od bólu rękę, która przed sekundą z całej siły uderzyła kłodę.

Spoiler:

Henge no jutsu

Spoiler:

Ostatnią techniką, którą postanowiłem wybrać było Henge no jutsu. Jedno z bardzo podstawowych ale jakże przydatnych jutsu. Polega ono na zmianie za pomocą chakry, człowieka w dowolny przedmiot lub zwierze, co bezbłędnie zaprezentował mój nauczyciel. Gdy już wiedziałem, jakich pieczęci użyć, stanąłem w lekkim rozkroku naprzeciwko sensei po czym wykonałem odpowiednie znaki. Chakra zaczęła się cała burzyć w moim ciele. Moja głowa zaczęła intensywnie myśleć o rzeczy w którą mógłbym się przemienić. Zamknąłem oczy aby odciąć się od świata zewnętrznego i skupić się zupełnie na wykonywanej technice. Po połowie minuty takiego stania, pojawił się mały dymek a z dymku wyszła nienaturalnych rozmiarów świnka morska, niestety nie była ona idealna, nie dość, że była duża jak pies rasy york to była tłusta i mało ruchliwa. Natychmiast powróciłem do startowej postaci aby zaoszczędzić sobie wstydu. Miałem dość niepowodzeń, powiedziałem sobie "To koniec!" po czym znowu przystąpiłem do wykonania jutsu. Tym razem jako cel ustawiłem sobie samego nauczyciela. Było to bardzo ryzykowne ze względu na to, że gdyby mi się nie udało to raczej mój sensei nie byłby do końca zadowolony, lecz to to skłoniło mnie do wysiłku. Byłą to swojego rodzaju motywacja w formie groźby. Gdy znowu postałem tak chwilę przygotowując technikę, w pokoju znowu pojawił się dymek, a z dymku tym razem wyszła idealna kopia mojego nauczyciela.

Spoiler:

Chodzenie po wodzie

Spoiler:

Dziś czekała na mnie jeszcze tylko nauka nowej umiejętności. Według mojego planu miało to być chodzenie po wodzie i tak też się stało. Lecz niestety w sali nie było basenu, ani nawet kałuży dlatego niezbędnym było przyniesienie się na świeże powietrze w poszukiwaniu zbiornika wodnego. Udaliśmy się do znajdującego się nieopodal szkoły jeziorka. Na początek, oczywiście sensei opowiedział mi wszystko o teorii a następnie pokazał jak to by wyglądało w praktyce. To wyglądało na nieco bardziej skomplikowane niż tworzenie choćby własnej kopii. Wszystko działo się tutaj w stopach. Powodzenie uzależnione było od umiejętności swobodnego wypuszczania równomierniej ilości chakry z podeszw stóp. Pierwsza próba zakończyła się zamoczeniem moich niebieskich sandałów i na szczęście tylko na tym. Za drugim razem, byłem już bardziej ostrożny, zrozumiałem poza tym aby się nie denerwować i zupełnie nie skupiać się tak bardzo na stopach, bo wtedy chakra jest wypuszczana nierównomiernie. Gdy postąpiłem jak ustaliłem, kładąc stopę na tafli wody poczułem jakby grunt pod stopą, woda stałą się jakby niewrażliwa na mój ciężar, zupełnie nie przejmowała się tym, że zacząłem sobie po niej chodzić. Postanowiłem więc postawić drugą stopę i właśnie wtedy pierwszy raz w życiu poczułem się jak prawdziwy utopiec z opowieści taty. Przeszedłem tak parę kroków po czym śmiało zacząłem biegać i skakać po wodzie jak po ziemi ochlapując przy tym nauczyciela.

Ostatnio edytowany przez Nazo (2016-04-22 23:39:34)

Offline

 

#82 2016-04-23 00:00:34

Sensei_Yoshi

Sensei

Zarejestrowany: 2013-08-20
Posty: 2

Re: Sala #3 - Trening

     Nie jestem raczej wybredny w sprawdzaniu opisów. Tutaj ważna jest dla mnie jedynie poprawność regulaminowa, a taka została zachowana. Nie chcę przyczepiać się do błędów, których i tak po prawdzie nie było dużo. Mogę jedynie polecić używania tagu [ quote ] zamiast tagu [ spoiler ]. W cytowaniu opis wygląda znacznie lepiej. Cóż, jako, że do niczego się nie przyczepiam - wędruj do kolejnej sali tworzyć kartę postaci. Sensei Cię tutaj na dłużej nie zatrzyma c:

Offline

 

#83 2016-06-30 15:11:47

Tsukuyomi

Zaginiony

Zarejestrowany: 2016-06-26
Posty: 105

Re: Sala #3 - Trening

Tsukuyomi wrócił dopiero z wcześniejszej sali a już odsyłali go do następnej. Kiedy znalazł się przed drzwiami poprawił tylko swoje białe włosy i bez żadnych obaw wszedł do środka. Na środku sali stał stół. Chłopak podszedł bliżej i zauważył karteczkę, która leżała na blacie. Podniósł ją i przeczytał. Mniej więcej było napisane, że nadeszła pora, aby nauczył się jakichkolwiek technik shinobi. Rozejrzał się dookoła i dopiero teraz mógł zobaczyć, że na ścianach wiszą zwoje. Łącznie było ich chyba trzynaście. Mógł wybrać cztery Dlatego zaczął chodzić i czytać nazwy. Nigdy nie słyszał o danych technikach, ale przynajmniej było zaznaczone, która technika należy do jakiej "kategorii". Tsukuyomiego najbardziej ciekawiło genjutsu, dlatego wybrał dwa zwoje stamtąd oraz jeden z taijutsu. Wybrał też jeden zwój z umiejętności i postanowił zabrać się od razu do roboty.

Konoha Senpū

Biorąc zwój do ręki chłopak otworzył go. Przeczytał go jeden raz i wiedział od razu za co ma się zabrać. Na papierku było wszystko ładnie wyjaśnione, lecz pewnie jak zwykle dużo gorzej będzie z wykonaniem. Nigdy jeszcze nie próbował czegoś takiego, ale kiedyś musiał. Więc pierwszym krokiem, aby opanować tą technikę jest umiejętność podskoczenia. Najgorsze jest to, że chłopak nie umiał wysoko skakać za nic, a tu jeszcze trzeba utrzymać się w powietrzu i wykonać obrót. Cóż... Każdy profesjonalista był kiedyś amatorem, prawda? Chłopak stanął na środku sali i odetchnął głęboko. Podskoczył w górę, ale za nisko. Musiał opanować to metodą prób i błędów, dlatego nie pozostało mu nic innego jak tylko ćwiczenie. Spróbował tak już kilkanaście, a może i kilkadziesiąt razy, i może skakał coraz wyżej, ale bez jakiś większych efektów. Chłopak wziął jeszcze raz zwój do ręki i otworzył go. Zauważył pewną różnicę i tym razem podczas skoku zgiął kolana oraz oderwał pięty od ziemi odbijając się samymi palcami. Wyskoczył dużo wyżej niż wcześniej, a nawet był w stanie utrzymać się jakiś czas w powietrzu. To był duży krok naprzód i teraz zostało mu już tylko opanować kopnięcie. Odłożył zwój i wzbił się do góry próbując wykonać obrót, lecz niestety nie udało mu się to. Próbował raz, drugi, trzeci, lecz ciągle było to samo. Chłopak postanowił zrobić to na spokojnie i przemyślał ten ruch. Nie będzie się obracał od razu po wybiciu tylko poczeka, aż zatrzyma się w powietrzu i tak zrobił. Po raz kolejny poleciał w górę i w momencie, kiedy przestał się unosić, wykonał obrót dokładając do tego nogę do uderzenia. Udało mu się. Nie popełnił tym razem żadnego błędu. Zrobił tak jeszcze z pięć, może sześć razy dla utrwalenia w pamięci tego ruchu, a kiedy już go wykonywał bezbłędnie, postanowił przejść do dalszej nauki. Prawda jest taka, że do perfekcyjnego opanowania jeszcze dużo mu brakuje, ale ważne jest to, że na razie umie w ogóle ją wykonać.

Narakumi no Jutsu

Tym razem nadszedł czas na technikę genjutsu. Chłopaka od zawsze kręciły tego typu techniki. Z łatwością można było zawładnąć przeciwnikiem, a mało tego, ból, które takie techniki powodowały jest po prostu "piękny". Nic bardziej nie siada na psychice jak właśnie tego rodzaje jutsu i jednym z nich była właśnie ta technika. Chłopak otworzył zwój i już na samym początku uśmiechnął się lekko. Widząc jaką technikę ma przed sobą zmotywował się do jej nauczenia. Czytał bardzo uważnie zdanie po zdaniu czasami nawet powtarzając to samo po kilka razy. Kiedy już wiedział, że może przystąpić do jej nauki, coś sobie uświadomił. W jaki sposób miał nauczyć się wykonywać taką technikę jeżeli nikogo nie było razem z nim? Tą technikę wykonuje się na drugiej osobie. Myśląc chwilę coś mu przeleciało przed oczami. Oto w sali w której się znajdował na końcu stała i patrzyła się na niego szara mysz.
- Może by tak na niej spróbować tej techniki? - pomyślał.
Podszedł do końca sali, a mysz nawet nie miała jak uciec. Złapał ją za ogon i postawił na stole przed sobą. Stał przed nią i próbował się skupić. Miał strasznie utrudnione zadanie, ponieważ mysz cały czas chciała mu uciec. Musiał się skupić, ale jednocześnie pilnował, aby nie stracił swojego towarzysza do badań. Było ciężko. Siedział chyba w ten sposób około półtorej godziny i nic nie mógł zrobić. W ogóle nie miał pojęcia w jaki sposób się do tego zabrać. Na początku próbował w jakiś sposób uświadomić sobie czego taka mysz się boi, a potem dopiero chciał to przywołać, np. kota. nie udała mu się żadna próba. Coś źle robił, tylko nie wiedział co. Po dłuższej chwili wziął znowu zwój i przeczytał go ponownie. Poprzednim razem pominął bardzo ważny element. Technika ta trafia do najczarniejszej strafy w sercu i ujawnia to co ofiara nigdy nie chciałaby zobaczyć. W ten sposób chłopak patrząc się w oczy myszy a mysz na niego zaczął skupiać się, aby następnie wejść w tą strefę zwierzęcia. Po wielkim zdumieniu udało mu się to. Mysz zaczęła głośno piszczeć oraz wyrywać się na siłę chłopakowi. Kiedy ją puścił latała w tą i z powrotem nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Co jej się pojawiło przed oczami? Nie wiadomo. Ważne, że technika podziałała, a chłopak mógł zacząć się uczyć następnej.

Kasumi Juusha no Jutsu

Teraz ostatnia technika. Jak zazwyczaj Tsukuyomi miał w zwyczaju, znowu wziął zwój do ręki i przestudiował go całego. Technika ta była chyba najgorsza ze wszystkich. Wymagała ona wiele wysiłku, a przede wszystkim nasuwało się pytanie, w jaki sposób stworzyć taką iluzję? Przed nim stało bardzo ciężkie zadanie, ale jeżeli się uda to chłopak opanuje dosyć przydatną technikę. No to zaczynajmy. Pierwszym krokiem było stworzenie w ogóle jakiejś części siebie. Chłopak postanowił się tym razem naprawdę skupić i przenieść chakrę do miejsca w którym ma pojawić się jego ręka co było dosyć trudne nawet jak dla niego. Coś czuł, że ta technika zajmie mu najwięcej czasu do opanowania. Ćwiczył dosyć intensywnie i po jakimś czasie zaczęły pojawiać się lekkie zarysy ręki. Tsukuyomi nie wiedział skąd ma wziąć siłę, dlatego postanowił zrobić to na spokojnie. Siadł na środku sali po turecku i złożył ręce jak do medytacji. Zaczął się skupiać, a w jego ciele zaczęła być coraz bardziej odczuwalna chakra. Nie było jej wiele, miał jej bardzo mało, ale mimo tego była. Im był bardziej skupiony tym coraz lepiej widać było rękę stworzoną przez niego. Z czasem zaczęła pojawiać się też reszta ciała, aż po kilku godzinach udało mu się stworzyć całego klona. Uchylił  lekko oko aby zobaczyć efekty i gdy je zobaczył i całkowicie otworzył oczy niestety, ale klon zniknął. Musiał on być cały czas skupiony co było ciężką sprawą. Jego celem było nauczenie się utrzymywać twór przy otwartych oczach i kiedy robi cokolwiek. Stworzył jeszcze raz klona i tym razem otworzył oczy, ale nie tracąc czujności. Na poczatku mu to szło, ale kiedy chciał wstać ten znowu znikał. Ćwiczył tak kilka godzin, aż w końcu udało mu się to opanować. Wtedy już normalnie wstał i podszedł do stolika gdzie widniał zwój. Klon oczywiście naśladował go tak jak powinien robić. Tsukuyomi miał tylko do sprawdzenia jedną rzecz. Wychylił rękę do tyłu i rzucił zwojem w klona, którego część ciała, w którą miał uderzyć zwój rozprysnęła się, a kiedy zagrożenie minęło ciało odbudowało się samo. Chłopak był z siebie dumny. Teraz została jeszcze tylko umiejętność i miał nadzieję, że szybko mu to pójdzie.

Chodzenie po drzewach

Chodzenie po drzewach to umiejętność którą chłopak sobie wybrał. Była to według niego dobra decyzja bo na pewno nie raz przyda mu się to podczas misji czy coś. Nie miał tutaj drzewa, ale czytając zwój mógł np. stanąć na pionowej powierzchni co oznaczało, że ściana powinna wystarczyć. Podszedł do niej i tu musiał znowu trochę popracować. Jego celem było skupienie chakry w stopach i nie wypuszczanie jej tylko utrzymanie. Na samym początku postanowił zrobić to tak jak z poprzednią techniką. Usiadł na ziemi po turecku i zaczął skupiać chakre w stopach. Na początku mu to nie szło, ale po czasie udało mu się. Teraz miał dużo ułatwione zadanie, bo nauka wcześniejszej techniki pomogła mu utrzymać chakre w danym miejscu nawet kiedy coś robił, a teraz miał podobnie. Kiedy tylko na nogach poczuł, że chakra jest skupiona ten wstał i próbował wejść na ścianę. Przez chwilę na niej stał, ale zaraz spadł, ponieważ za mało chakry skumulował w nogach. Chłopak złapał się za głowę po upadku i wstał z ziemi próbując zrobić to samo tylko tym razem na stojąco. Teraz nie było już większego problemu chociaż nie zrobił tego "od strzała". W każdym razie tym razem skumulował więcej chakry i wspiął się na ścianę. Wisiał trochę dłużej, lecz znowu nie przyniosło to pożądanego efektu. Znowu metodą prób i błędów w kocu po jakimś czasie ćwiczenia opanował umiejętność. Teraz wystarczyło iść tylko do senseia, aby go sprawdził, a po zaakceptowaniu był on już gotowy wejść do sali nr. 4.

Ostatnio edytowany przez Tsukuyomi (2016-06-30 15:15:57)

Offline

 

#84 2016-06-30 18:10:29

Sensei_Akio

Sensei

Zarejestrowany: 2012-11-02
Posty: 192

Re: Sala #3 - Trening

Regulaminowa długość spełniona, trening też przedstawiony był właściwie. Miałem natomiast nieco wątpliwości jak sobie wyobrażałem ten trening zwłaszcza pierwszego jutsu. Dlaczego, może trochę nad interpretuje, ale próbowałeś skakać bez ugięcia kolan? Z opisu wynika że twoja postać wykonało to co najmniej kilkanaście razy, można tez nieco nadciągnąć i dojść do wniosku że wcześniej podczas skoku nie odrywała pięt od ziemi. Generalnie nauka skakania brzmi trochę jak nauka chodzenia, dlatego miałem wątpliwości co do twojej postaci na Sb. Fajny motyw ze znalezieniem myszy do eksperymentów natomiast nie jest pewny czy to jutsu zadziałało by na takie niekumate stworzenie.  W każdym razie zapraszam do następnej sali.

Offline

 

#85 2016-08-04 14:03:59

Shingo

Zaginiony

Zarejestrowany: 2016-08-03
Posty: 33

Re: Sala #3 - Trening

W końcu, po tylu latach Shin trafił tutaj. Akademia Ninja. Miejsce w którym młodzi członkowie klanów i organizacji przechodzą trening pozwalający im przetrwać w tym świecie pełnym walk i przemocy. Jednak czemu na ogony Kyuubiego musiał tutaj trafić w wieku osiemnastu lat? Jasne, nie mógł wcześniej tutaj się uczyć bo po prostu jego organizm mu na to nie pozwalał, jednak czy musiał tutaj iść? Nie mógł przejśc szkolenia pod okiem ojca, albo kogoś innego z klanu? Nawet ta sąsiadka co mieszka w domku obok mogłaby go tego wszystkiego nauczyć. Jednak nie ma co płakać nad rozlanym sake, pozostaje zakazać rękawy i brać się do roboty.

Bunshin no jutsu


Na sam początek techniki ninjutsu, bo w końcu każdy prawdziwy ninja powinien potrafić stworzyć klona. Tak proszę państwa, klona. Jednak czy na pewno jest się czym tak emocjonować? A no własnie nie. Klon taki nie potrafi nic, oprócz biegania. Nic wam nie powie, nie poda, ani nawet nie zrobi za nas pracy domowej. Więc po co nam on? Ano jakiś geniusz wymyślił, że taką techniką można zmylić przeciwnika. Bo kiedy stoi przed tobą przeciwnik i on stworzy jednego klona po lewej i jednego po prawej to człowiek jest za głupi na to aby obserwować tylko oryginał po środku, a resztą się nie przejmować. No, ale może czas w końcu zabrać się do roboty. Na sam początek trzeba wiedzieć o tym że do wytworzenia klona potrzeba zmieszać dwie energie w żołądku, a potem wypuścić chakrę składając pieczęcie barana, węża i tygrysa. Dopiero wtedy powstanie klon, który powinien wyglądać zupełnie jak oryginał. Oczywiście wszystko zależy od stosunku jednej energii do drugiej i innych bzdur, w których Shin nigdy nie był za dobry. Jest on typem człowieka, który próbuje do skutku, a potem zapamiętuje uczucie i odtwarza je. Chociaż i tak teorie zna przeważnie na pamięć, więc nie można go brać za jakiegoś głupiego blondyna, który nie potrafiłby zrobić nawet tak prostej techniki. Jednakże mimo wszystko musi trochę czasu spędzić na tym, aby opanować to do perfekcji. Na sam początek musiał wyczuć ile chakry dać w tworzenie takiego klona, ale niestety nie wychodziło mu to i kopia była tylko biała bryłą, która po chwili znikała. Kolejne próby powodowały że klon wyglądał co raz lepiej, ale nadal był jakby wyblakły, a na dodatek szybko znikał. Powodem tych problemów była ułomność Shingo co do kontroli chakry, jednak nie zamierzał się poddawać. Klon za klonem. Powoli do przodu. W końcu wydawało się że mu się udało stworzyć swoją idealną kopie, jednak coś mu nie pasowało. Dopiero po chwili obserwowania klona zauważył że brakuje kilku ważnych elementów, jak chociażby naszyjniki. Spowodowało to kolejne minuty ćwiczeń na stworzeniu idealnego klona. Gdy już mu się to udało, był wyczerpany z chakry. Nie posiadał jej wiele, a musiał jej wiele wykorzystać. Odpoczął więc chwile i dopiero zabrał się za kolejną technikę.

Henge no jutsu


Dopiero teraz geniusz Shin może przejśc do techniki następnej. Kiedy ninja opanuje już zdolność klonowania, musi posiąść umiejętność ukrywania się. Służy do tego kolejna legendarna technika, którą jest henge no jutsu.
Jutsu to polega na tym że zmieniamy swój wygląd na dowolny inny. Oczywiście są pewne warunki, o których to teraz napiszemy, aby jakoś przedłużyć ten trening do tych dziesięciu zdań złożonych. Pierwszym warunkiem jest to cel przemiany trzeba wcześnie widzieć, a więc nie zamienimy się w Naruto, bo nie ma szans aby go ktoś widział, no bo w końcu jeszcze nie żyje. Drugim warunkiem jest to że zamienić się nie można podczas ruchu, a szkoda. Trzeba będzie kiedyś opracować technikę, która pozwala na to i na dodatek zamiana nie anuluje się bo zetknięciu z czymś. Kiedy już nalaliśmy trochę wody, ciekawe czy ktoś to w ogóle czyta, czy tylko liczą zdania, czas się zabrać do roboty. Na sam początek pieczęcie, czyli pies, dzik, baran. Następnie przy użyciu chakry otaczamy nasze ciało i puf! Tam gdzie stał przed chwilą Shin, stoi nieudolna kopia jego nauczyciela. Chociaż tak szczerze powiedziawszy to to białe coś wygląda lepiej niż oryginał. Jednak chyba nauczyciel nie podzielał zdania Shina, więc ten musiał się postarać i trenować dalej. Niestety za każdym razem mu nie wychodziło. Dopiero gdy sensei wytłumaczył mu w czym problem, czyli zbyt mało chakry, zamiana wyglądała trochę lepiej. Pozostało jeszcze dopasować ilość wykorzystywanej chakry i technika powinna zostać opanowana. Niestety nie wszystko jest takie proste i gdy już mu się udało zamienić w senseia to technika po chwili anulowała się. Shin musiał bardziej się skoncentrować na wykonywaniu jutsu, aby przypadkiem technika nie znikła, a więc kontynuował ćwiczenia. Zamieniał się w swojego nauczyciela i czekał. Chciał wytrzymać jak najdłuższej zamieniony, aż w końcu stwierdził że to już zostało opanowane. Na sam koniec poćwiczył jeszcze chwilę samą technikę, aby zadbać nawet o najdrobniejsze szczegóły.

Kawarimi no jutsu


Nadeszła w końcu pora (na lody koral) na ostatnią technikę ninjutsu, czyli kawarimi no jutsu. Jedna z dość ciekawszych technik, a na dodatek pożyteczna nawet podczas walki na wysokim poziomie. Wystarczy mieć jakiś przedmiot w zasięgu wzroku z którym można się podmienić, a następnie gdy nadciąga na nas technika przeciwnika zamieniamy się z tą rzeczą miejscami w bardzo szybkim tempie. Dzięki tej prostej technice z łatwością można uniknąć ataku przeciwnika, a następnie zaatakować go z zaskoczenia.Teoretycznie nie jest to trudna technika, albowiem wystarczy stworzyć chmurę dymu, zamienić się miejscami z przedmiotem i to tyle. Jednak Shin napotkał wiele problemów. Od samego początku, aż do samego końca. Najpierw miał problem z stworzeniem zasłony dymnej, więc stracił kilkanaście minut cennego czasu, potem zamiana miejscami. Trzeba było to zrobić szybko i niezauważalnie, a niestety gdy próbował to zrobić zbyt szybko to gubił przedmiot do podmiany. Dopiero gdy to opanował na tyle aby jako tako to wyglądało, zdecydował się to ćwiczyć dalej, aż opanuje to do perfekcji. Raz za razem próbował wykonać podmianę jak najszybciej, jednocześnie nie gubiąc klocka drewna. Nauczyciel był pod wrażeniem jego zaciętości, ale nic nie mówił, a jedynie obserwował, jak ten zmaga się z swoimi problemami. W końcu sensei zaklaskał w dłonie i stwierdził że lepiej mu już to wychodzić nie będzie i odesłał go na następne ćwiczenia.

Chodzenie po drzewach


Na sam koniec pozostaje chodzenie po drzewach. Zapewne połowa uczniaków uważa to za jakiś żart nauczyciela, ale nic bardziej mylnego. Dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu chakry można w pewien sposób przykleić się do drzewa, czy do ściany i chodzić po niej ignorując wszelkie prawa fizyki. Najważniejsze w tym jest to aby utrzymywać stała i idealną ilość chakry w podeszwach butów, albowiem albo spadniemy, albo zrobimy dziurę pod nogą i też spadniemy. Nic więcej o tej technice nie można powiedzieć i to jest duży problem, albowiem jak tu zrobić, aby osiągnąć minimum zdań? Ano, trzeba napisać długi trening i tym własnie sie teraz zajmiemy. Na sam początek Shin skupił się na swojej chakrze. Jako że z powodów zdrowotnych kontrola mocy szła mu gorzej niż rówieśnikom to czekała go jeszcze długa droga i wiele ciężkich treningów. po tym jak już zebrał chakrę, przesłał ją do podeszwy butów i spróbował zrobić pierwszy krok, jednak nie poczuł aby się trzymał, więc zaczął od początku. I tak przez następne pół godziny próbował opanować umiejętność wchodzenia na drzewa. Dopiero po tym czasie udało mu się zrobić pierwszy krok i następny, ale znowu spadł. Było to spowodowane tym że po zrobieniu tych kroków zbyt się ucieszył i nie skupił się na kontrolowaniu chakry. I musi teraz zaczynać od początku. Po kilku kolejnych próbach, czyli po tym jak minęły dwie godziny w końcu wbiegł na czubek drzewa. Kolejną godzinę poświęcił na to aby wejść na drzewo powoli, a nie z rozbiegu. Dopiero wtedy odetchnał z ulgą i wrócił do budynku akademii.

Ostatnio edytowany przez Shingo (2016-08-04 17:55:47)

Offline

 

#86 2016-08-04 17:23:16

Sensei_Shinsaku

Sensei

Zarejestrowany: 2012-09-15
Posty: 150

Re: Sala #3 - Trening

Muszę Cię zasmucić, ale przedstawione przez Ciebie historyjki niewiele mają wspólnego z trenowaniem. Twoim zadaniem jest OPISAĆ kolejne próby, starania, problemy twojej postaci, jakie pojawiają się właśnie podczas treningu. Twoje opisy przypominają w tej chwili bardziej próbę wytłumaczenia nieczytatemu koledze, jak działa dane jutsu. Nie o to w tym chodzi.
W związku z powyższym, nie mogę Ci uznać trzech pierwszych treningów. Jedynie ostatni, dotyczący umiejętności chodzenia po wodzie, spełnia wymagania, aby przynajmniej połowa opisu dotyczyła historii z treningu. Postaraj się opisać, co się działo. Jeśli ciężko zapełnić Ci wymaganą ilość zdań, opisz emocje związane z niepowodzeniami, aż w końcu uda się opanować daną technikę.
Edit: // Jest okej. Ruszaj dalej!

Ostatnio edytowany przez Sensei_Shinsaku (2016-08-04 18:06:42)

Offline

 

#87 2016-08-26 23:45:17

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 252
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Sala #3 - Trening

Ziewnęłam szeroko, ślęcząc nad kolejnym zwojem. Cały zapał jaki nabrałam podczas drogi do akademii gdzieś zniknął między wierszami nudnych formułek, których musiałam się wyuczyć. Poczułam na sobie czyiś wzrok i nawet nie odwracając się mruknęłam:
- Spadaj.
- Chyba nie trafili w twoje oczekiwania, co? - rozległ się za mną rozbawiony głos.
- Ty się lepiej ciesz, że mogłeś tu w ogóle ze mną wejść. Jednak jeszcze jeden taki komentarz, a szybko może to ulec zmianie.
- Pogryzłbym każdego, kto by tylko spróbował mnie z tobą rozdzielić - ton Asuki zmienił się już w jak najbardziej poważny, co z kolei mnie wprawiło w rozbawienie.
- Ależ z ciebie groźny wilczur.  Kiedyś niby taki bojowy byłeś, a tu popatrz. Okazuje się, że na dobrą sprawę twój poziom jest prawie na równi z moim.
- To nie jest jak z jazdą na rowerze. Jak nie trenujesz i się obżerasz - stajesz się gruba. Na takiej zasadzie to działa - odburknął.
- Z pewnością! - odparłam teatralnie przejętym tonem - Dobrze, grubasku. Czas przełożyć teorię na praktykę.
     Rzuciłam zwój w bliżej nieokreślone miejsce za swoimi plecami i zmarszczyłam brwi, w skupieniu przymykając powieki.

Henge no Jutsu
     Przed oczami miałam ryciny przedstawiające ułożenie dłoni podczas poszczególnych pieczęci potrzebnych do wykonania trenowanej przeze mnie techniki. Kosztem szybkości starałam się je jak najdokładniej odtworzyć. Niestety - ze znikomym skutkiem. Jedynym, który wydawał się czerpać z tego niepojętą radość był Asuka, który tarzał się po podłodze przy każdej mojej coraz to bardziej komicznej przemianie. Zdążyłam się już zmienić we własną matkę z każdym możliwym defektem ciała jaki tylko istnieje. Pewnie w innej sytuacji bawiłoby mnie to w równym stopniu, co mojego towarzysza, niemniej teraz było to jedynie oznaką kolejnej porażki. Czułam jak irytacja rośnie we mnie coraz bardziej, policzki nabierają krwiście czerwonych barw, a między brwiami pojawia się zmarszczka. Może kwestia tkwiła w wyborze osoby, w którą się zmieniam. Czas spróbować kogoś innego.
- Henge no Jutsu! - ryknęłam głosem przepełnionym złością, a w powietrzu rozległ się charakterystyczny dźwięk towarzyszący przemianie.
     Po reakcji swojego towarzysza mogłam stwierdzić, że wciąż do sukcesu wiele zabrakło. Spojrzałam w lustro a mym oczom ukazał się mój poprzedni nauczyciel. A przynajmniej jego twarz, bo kształty wciąż miał kobiece. Mimo rosnącego rozgoryczenia, skłamałabym gdybym powiedziała, że w ogóle mnie to nie rozbawiło.
- To było specjalnie, ostatnio za mało się śmiejesz - mruknęłam, próbując się jakoś usprawiedliwić po czym wzięłam głęboki wdech - Henge no Jutsu! - znowu zawołałam, nie poddając się.
     Ku mojemu zaskoczeniu tym razem Asuka nie zawył jeszcze głośniej. Wręcz przeciwnie - spoważniał, a w jego oczach ujrzałam coś na kształt dumy. Zerknęłam w lustro i zobaczyłam idealną kopię swojego wilka. Cholera. Akurat teraz, kiedy naprawdę miało wyjść komicznie musiało się udać. Zawsze na opak.

Kawarimi no Jutsu
- Jestem małym geniuszem - powiedziałam pewnym siebie tonem, ćwicząc ułożenie pieczęci do kolejnej techniki.
- To, że raz ci coś wyszło przypadkiem nie jest przejawem geniuszu.
- Prawdziwy z ciebie przyjaciel. Jeszcze nigdy nie słyszałam tylu słów uznania - odpowiedziałam z przekąsem po czym wzięłam głęboki oddech i wymruczałam - Kawarimi no Jutsu.
     Jak można było się spodziewać, moje słowa nie odniosły żadnego rezultatu. Westchnęłam i spróbowałam po raz kolejny. Potem kolejny, potem jeszcze jeden i jeszcze następny, aż w głowie nie zaświtała mi pewna myśl. Skoro nie wychodzi mi to w normalnych warunkach to przecież chyba nic strasznego. Muszę umieć posługiwać się tą techniką podczas konfrontacji z napastnikiem. Być może kwestia tkwi nie w moich umiejętnościach, lecz w mojej głowie. Na wszystko jest sposób, po prostu trzeba odpowiedniej dźwigni.
- Spróbuj mnie zaatakować. Tylko tak naprawdę. Ugryź mnie, cokolwiek.
- Nie zrobię tego, oszalałaś.
- Przydaj się w końcu na coś. Mówię zupełnie poważnie. Bez tego nigdy nie uda mi się tego opanować. Spraw bym uwierzyła, że chcesz mi zrobić krzywdę.
     Widziałam cień zawahania na jego pysku, gdy marszczył nos by groźnie zawarczeć jednak po chwili zniknęło, a on ruszył na mnie z zawrotną prędkością. Przed oczami stanął mi obraz własnego przedramienia z wbitymi w niego kłami i wyciekająca spomiędzy nich krew. Wzdrygnęłam się i szybko wykonałam pieczęcie, cicho wypowiadając nazwę techniki. Nim się obejrzałam byłam już schowana w gałęziach a kły Asuki boleśnie wbiły się w kłodę. Czyli jednak faktycznie chciał mnie ugryźć. Drań.
- Nie połamały Ci się zębiska? - spytałam ze śmiechem zeskakując na ziemie i przykucając obok niego.
- Jestem prawie pewny, że mam jakieś drzazgi w języku - powiedział wywalając go z pyska, a ja uniosłam kącik ust do góry, uważnie się przyglądając wnętrzu jego paszczy. Faktycznie tkwiło tam kilka odłamków, które po chwili wyjęłam o wiele bardziej boleśnie aniżeli musiałam.

Narakumi no Jutsu
     Wiedziałam, że chcę się nauczyć tej techniki od momentu gdy o niej przeczytałam. Wydawała mi się być wprost idealna. Nie uderzała w ciało drugiego człowieka, nie zadawała mu żadnych obrażeń, a potrafiła być bardziej skuteczna aniżeli jakakolwiek dotąd mi poznana technika defensywna. Jej celem była ludzka psychika. Nie pozostawiając żadnego urazu ciała potrafiła dokonać zniszczeń w głowie przeciwnika tym samym czyniąc  z niego niezdolnego do walki. Usiadłam po turecku i przymykając oczy złożyłam dłonie w pieczęcie.
- Narakumi no Jutsu! - zawołałam, rozchylając powieki.
     Nie myślałam nawet, że wyjdzie mi za pierwszym podejściem. Między mną a Asuką zawirowały delikatnie liście. Niesione jakby słabiutkim wiaterkiem, obracały się wokół nas, a wzrok mojego przyjaciela stawał się coraz bardziej nieobecny. Po chwili jednak zaczął głośno wyć i trząść się. W takim stanie chyba go jeszcze nie widziałam.
- Stop! Stop! Stop! - krzyczałam, podbiegając do niego.
     Nie takiego rezultatu oczekiwałam. Zanurzyłam palce w jego puchatej sierści i potrząsnęłam nim najmocniej jak mogłam. Chyba pomogło, bo drżenie ustało, niemniej nie zamieniliśmy już słowa do końca dnia. Mogłam tylko podejrzewać co ujrzał i z pewnością nie należało to do przyjemnych doświadczeń.
     Technika, która zainteresowała mnie najbardziej teraz wzbudzała we mnie czyste przerażenie. Mimo, że przy jej nauce wysilić się nie musiałam w przeciwieństwie do pozostałych dwóch postanowiłam nie używać jej w walce. Użyję jej dopiero gdy na szali będzie postawione życie moje lub kogoś mi bliskiego. W żadnym innym wypadku.

Mistrz broni dystansowej
     Po ostatnim incydencie odechciało mi się próbowania nowych technik. Wciąż miałam wyrzuty sumienia z powodu Asuki, dlatego korzystając z tego, że dalej się nie odzywał postanowiłam wyjść na zewnątrz. W końcu mogłam poćwiczyć coś w czym od zawsze byłam dobra i co sprawiało mi przyjemność. Odkąd mój pierwszy nauczyciel dał mi do ręki kilka kunai i shurikenów praktycznie się z nimi nie rozstawałam. Matka była bliska zamordowania mnie po ujrzeniu wszystkich dziur w ścianie w moim pokoju, choć tak skrupulatnie starałam się je przykrywać.
     W gęstwinie lasu poustawiałam kilka słomianych lalek po czym na każdej z nich narysowałam punkt, w który powinna trafić moja broń. To samo uczyniłam z pniami pobliskich drzew. Wspięłam się na jedno z nich mniej więcej do połowy jego wysokości po czym zaczęłam ciskać bronią w obrane wcześniej cele.
     Biegałam i skakałam w ten sposób aż do zachodu słońca, kiedy to podeszłam bliżej do słomianych lalek i ujrzałam, że każde ostrze trafiło w narysowany znak. Może nie do końca dokładnie w jego środek, niemniej dzisiejszy dzień z pewnością mogłam zaliczyć do sukcesywnego i produktywnego. Pozbierałam wszystko do sakiewki, którą nosiłam na biodrze po czym ruszyłam z powrotem w kierunku szkoły, uśmiechając się pod nosem. Wielu talentów mi odmówiono, jednak celność została mi przyznana chyba już w łonie matki.

Ostatnio edytowany przez Ayanami (2016-08-27 10:01:01)

Offline

 

#88 2016-08-27 08:13:35

Sensei_Yocharu

Sensei

Zarejestrowany: 2016-03-09
Posty: 7

Re: Sala #3 - Trening


       Mam malutki dylemat. Z pozoru treningi wydają się być okej. Były wzloty były upadki i osiągnięcie sukcesu, jednakże opisy są troszkę za krótkie i za szybko przechodzisz opanowania danej techniki. Oczywiście wiadomo, że istnieją geniusze, którym pewne rzeczy po prostu wychodzą ale musiałbym Cię prosić o niego zmodyfikowanie i urozmaicenie swoich treningów. Dużą role odgrywania u Ciebie twój pupil, z którym prowadzisz dialog i to jest nawet całkiem fajne bo wprowadza delikatną świeżość w posty treningowe szkoły ale mimo wszystko, musisz przygotować się do tego, że przyszłe treningi które będziesz odbywać już po za murami, będą wymagały od Ciebie dłuższych i bardziej urozmaiconych opisów. Tak więc uważam, że posty są wporządku ale przydałoby się troszkę "lać wody". Jeżeli chcesz by Twoja postać opanowywała technikę od razu i bez porażki, to twój post musi zrobić wrażenie - taka niepisana zasada NCW.


       Edit: No i bajlando! Od razu lepiej i od razu mogę zaliczyć Ci wszystkie treningi i zaprosić do sali numer cztery! Dattebayo

Ostatnio edytowany przez Sensei_Yocharu (2016-08-27 10:09:09)

Offline

 

#89 2016-11-21 23:40:50

 Eriko

Zaginiony

8785060
Zarejestrowany: 2016-11-17
Posty: 31
Klan/Organizacja: Sabaku
KG/Umiejętność: Suna Kontorōru
Ranga: Członek klanu
Płeć: K

Re: Sala #3 - Trening

Dotarła do kolejnej sali, nie będąc pewną co tu faktycznie będzie na nią czekać. Podejrzewała, że nie będą tu się cackać i trzeba się będzie brać do roboty. Jak na początek miała dość duży wybór Jutsu, więc decyzja zajęła jej niejaką chwilę. Ostatecznie postawiła na połączenie Nin- i TaiJutsu. Wybrała więc odpowiedni zwój i przystąpiła do nauki.

Trening Henge no Jutsu


Usiadła ze zwojem w rękach i zaczęła go dokładnie studiować. Mimo, iż prosta, to wielce przydatna technika - móc zmieniać się w każdego lub wszystko, co już się widziało. Ha, prosta w praktyce, jak już się jej człowiek nauczy. Ale jakby chcieć się gdzieś na szybko zakraść... - odgoniła głupie myśli i wróciła do tematu.
-Pies, Dzik, Baran... Pies, Dzik, Baran... - powtarzała jak mantrę pieczęcie. Pamięć ma dobrą, ale krótką, przez co wbijanie do głowy takich rzeczy wymaga od niej nieco czasu, ale tu nie było problemu - brzmi nawet melodyjnie. Jednak gdy już odsiedziała swoje, wstała i spróbowała wykonać technikę. Miała pietra, że da plamę, ale czego Jaś się nie nauczy...
Zebrała myśli i skupiła chakrę, wykonała starannie pieczęcie i po zamknięciu oczu wyobraziła sobie konkretną osobę ze szczegółami, kolor oczu i włosów, posturę, ubiór. Rozejrzała się po sali i podeszła do lustra, które widocznie stało tam nie bez powodu. Jako że z efektu nie była zadowolona, bo miała odwzorować idealnie osobę, a nie zmienić sobie nos, więc powtarzała swój trening aż odbicie w lustrze nie przypominało jej już wcale. Musiała poćwiczyć jeszcze nad tempem wykonywania pieczęci, ale praktyka czyni mistrza, a kto wie kiedy jej się to przyda.

Trening Bunshin no Jutsu


Podeszła do półki ze zwojami i wzięła kolejny, przed którym miała lekkiego pietra. Nie żeby miał on gryźć czy być zatruty, ale nie była pewna czy da radę. Widziała oczywiście u siebie w wiosce takie przypadki, kiedy to stało obok siebie dwóch identycznych ludzi i nie było wiadomo, który to ten prawdziwy, ale robić to samemu to inna para kaloszy.
Mimo wszystko wzięła się do pracy. Ponownie rozsiadła się ze zwojem i zaczęła go czytać. Powoli zaczęła składać pieczęcie, jednak gdy spróbowała robić to szybciej jak na złość plątały jej się palce. Wtedy zaczynała ponownie powoli, by stopniowo przyspieszać. Jednak gdy znalazła wreszcie porozumienie z własnymi palcami wstała i wzięła głęboki wdech. Dobrze, że chwilowo jest tu pusto. Był by wstyd. Rozluźniła ręce, skupiła myśli, chakrę i zaczęła składać pieczęcie. Pierwszej próby nie dałoby się nazwać nawet wykonaniem techniki jakkolwiek. Puf było i...tyle. Jednak nie można tracić nadziei, więc ponownie skupiła chakrę, złożyła pieczęcie i puf! Oto stoi... człekokształtna istota. Po spojrzeniu w lustro stwierdziła, że musi poświęcić nieco więcej czasu niż zakładała... Dopiero potem olśniło ją, że za mało myślała właśnie o sobie. Spróbowała jeszcze raz i- o dziwo!- udało się! Była z siebie strasznie dumna.

Trening Konoha Senpū


Gdy szczęśliwa odłożyła poprzedni zwój czas nadszedł na coś z kategorii TaiJutsu. Nie żeby NinJutsu nie były ciekawe, jednak dobrze mieć zawsze coś tak na zaś w razie potrzeby. A dobry kopniak nigdy nie zaszkodzi, dlatego też jej wyborem było Konoha Senpū - wyskok, obrót, cios. To musi boleć i o to właśnie chodzi! Dziwnym trafem z tego była najbardziej uradowana. Może dlatego, że przy tym nie ma pieczęci... w każdym razie tu wypadałoby się porządnie rozgrzać. Zaczęła sobie truchtać, robić podskoki, wymachy nóg. Paręnaście dobrych minut zajęło jej porządne rozciągnięcie. W końcu nikt nie chciałby wzywać zaraz medyka do początkującego. Choć z drugiej strony... jeśli nie zapomni, zapyta jakiegoś sensei'a o takie przypadki. Wróciła myślami do sedna sprawy i dopiero teraz dotarło do niej, że to nie będzie wcale łatwe. Kopnięcie OK, ale obrót? W powietrzu? Jako ze od czegś trzeba zacząć, zaczęła kopać worek treningowy. Nie przypadkowo oczywiście, stojąc na jednej nodze robiła wykop w jeden punkt, pamiętając, by utrzymać równowagę. Na szczęście nie sprawiało to trudności, przynajmniej do teraz. Starała się dołączyć do tego wyskok. I to po kilku próbach i upadkach wyszło. Wyskok, uderzenie, wyskok, uderzenie. Pozostał ostatni element - obrót. Rozluźniła się, stanęła nieco bokiem dla lepszego rozpędu, zrobiła wyskok jak tylko umiała najwyżej i zamachnęła się. Uderzenie udało się, ale skończyło się upadkiem. Męczące ćwiczenie musiała powtórzć kolejnych kilka razy nim nauczyła się lądować na własnych nogach, a nie tyłku.

Trening umiejętności - Mistrz broni dystansowej


Pozostała jej ostatnia rzecz do nauczenia. Podeszła w odpowiedni kąt i przyjrzała się narzędziom. Niemal się wzruszyła, gdy wspomniała pana Gree, pracującego w kuźni w jej wiosce i narzędzia, którymi handlował. Skarciła się w myślach za brak koncentracji i wzięła zwój. Cóż, teoria teorią, a na papierze wszystko fajnie brzmi. Ojciec co nieco ją uczył, dzięki czemu nie jest ostatnią łamagą, ale do ideału jej daleko. Wzięła więc kilka shuriken'ów i kolejno trafiała nimi w manekina, który stał sobie nieopodal. Chwała za to, jeszcze w poszukiwaniu go bym się zgubiła. Czasem się udało, czasem niezbyt. Zastanawiała się gdzie jest haczyk. Stanęła ciut bokiem i zrobiła rozmach od klatki piersiowej w kierunku manekina i pomyślała, że nie wygląda to źle. Wykonała ten ruch ponownie rzucając shurikenem. Trafiło w szyję.
Uradowana wykonała ćwiczenie ponownie, tym razem trafiło w lewą rękę. Jako że jest praworęczna wypadało by jednak przećwiczyć to drugą ręką, co w efekcie wyszło co najwyżej marnie. Spędziła dużo czasu, by choć w stopniu zadowalającym korzystać z lewej ręki w tej kwestii. Gdy ponownie wróciła do prawej, miała poczucie jakby robiła to od wieków. Zasada kontrastu jest przydatna. Przy kolejnych próbach to oddalała się, to zmieniała kąt rzucania, by wiedzieć w czym jest dobra, a co wypada poprawić.

Była wymęczona, ale szczęśliwa. Tyle wiedzy i ćwiczeń dom rodzinny nie mógł jej zagwarantować. Gdy wywlekała się z sali wpadła jej do głowy myśl, o którą musi kogoś zapytać - czy dałoby się połączyć Henge i Bunshin? Stać się kimś innym i być jako ta osoba w kilku miejscach? A może odwrotnie - najpierw stworzę klony i one pójdą jako ja gdzie im wskażę, a prawdziwa ja jako kto inny pójdzie załatwiać inne sprawy?

Offline

 

#90 2016-11-22 15:45:31

Sensei_Koharō

Sensei

Zarejestrowany: 2016-03-09
Posty: 36

Re: Sala #3 - Trening

Nie ma się co rozwodzić - umiesz. Umiesz pisać, umiesz operować stylistyką, używać interpunkcji, formatowania właściwego NCW (np myśli), widać też, że rozumiesz, na jakiej zasadzie działają wypisane techniki. Nie widzę zatem powodu, żeby zatrzymywać cię na dłużej w tej sali. Coś mi mówi, że szybko poradzisz sobie też z następnym zadaniem i przyznaję, że z lekką niecierpliwością oczekuję twojej obecności w NCW. Potrzeba tu takich
Jeśli miałbym się przyczepić do czegokolwiek, to wymieniłbym sposób operowania szeptem/myślą/krzykiem tak, by dodać przy okazji opis owego faktu. Różni gracze stosują różne formatowanie i nie każdy zrozumie, że chodziło ci akurat o myśl.

Czyli zamiast:

Chwała za to, jeszcze w poszukiwaniu go bym się zgubiła. Czasem się udało, czasem niezbyt.

może np tak:

Chwała za to, jeszcze w poszukiwaniu go bym się zgubiła - pomyślała i podjęła kolejną próbę. Czasem się udawało, czasem niezbyt.

Tyle ode mnie. A teraz leć do sali #4 ;-)

ps. Tak, można połączyć Henge i Bunshin, moja postać też już o tym nawet myślała

Offline

 

#91 2016-12-01 21:02:23

 Hiroka

Zaginiony

59807304
Zarejestrowany: 2016-10-24
Posty: 13
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Płeć: kobieta
Wiek: 16

Re: Sala #3 - Trening

Szkoła Ninja była naprawdę Czymś w porównaniu z zabudowaniami w jej rodzinnej osadzie. Wszystko tutaj przypominało o tradycji, wszędzie czaił się duch nindżowatości, a – jakby tego było mało – pojawiające się tu i tam piękne inkrustacje naprawdę cieszyły oczy.
   O, sala numer trzy, zauważyła Hiroka, przenosząc swoją uwagę z rozważań natury estetyczno-filozoficznej na przyziemne sprawy w stylu treningu. Rozejrzała się – dużooo miejsca, dużo rzeczy tu i tam, nic tylko zabrać się do roboty. Podeszła więc do stojącego najbliżej senseia.
- Sensei-san, zaczynamy od… - Jej oczy po raz kolejny zeskanowały otoczenie. - Czytania zwojów?
- Wybierasz jutsu, którego chcesz się nauczyć, czytasz, przyswajasz, próbujesz, prezentujesz.
Rzeczowy ton mężczyzny nie wiedzieć czemu rozbawił Hirokę, więc uśmiechnęła się do niego pogodnie:
- Hai, Sensei-san. Dzięki.

Henge no Jutsu


Technik do wyboru było parę. Hiroka przekrzywiła głowę, dumając chwilę: No niech będzie to całe Henge, hm? Brzmi przydanie. Usiadła, krzyżując nogi. I pomyślała raz jeszcze: Henge. Brzmi szalenie. Okej, robiła mnóstwo ćwiczeń z chakrą przez niemalże cały ostatni rok, ale używanie jej do tworzenia jutstu wciąż wydawało się... totalnie abstrakcyjne.
- Tak to jest, jak się woli machać czymś ostrym niż zaglądać w głąb siebie – mruknęła pod nosem. – Weź, Hiroka, bądź mniej płytka czy coś.
   Zamknęła oczy, decydując, że zacznie od medytacji. Uspokoiła się, skupiła na częstości wdechów i wydechów. Wkrótce bicie jej serca zwolniło i przybrało równy rytm. Wyobraziła sobie słońce zachodzące nad zatoką w jej rodzinnej osadzie. Niemalże słyszała szum wody, ale wiedziała już – ta, po roku ogarniania, czym jest chakra – że tak naprawdę nie wsłuchuje się w żaden rzewny wody szum, a w melodyjne „brzęczenie” chakry przepływającej przez jej organizm.
   Zaczęła od lekkiej manipulacji. Ostrożnie, bardzo delikatnie poruszyła najcieńsze struny całej struktury, po chwili próbując wypuścić trochę chakry na zewnątrz. Poczuła, jak otacza ją mgiełka energii. Jednak wystarczyła ledwie sekunda wahania, a mgiełka znikła. Hiroka wzięła głęboki wdech i spróbowała znowu. I znowu, i znowu, aż wysyłanie cienkiej warstewki chakry na zewnątrz wychodziło jej płynnie.
   Nie chciała otwierać oczu, więc w pamięci przywołała wszystko, co wyczytała ze zwoju. Złożyła pomału każdą pieczęć osobno. Chciała poczuć echo tego, w jaki sposób chakra „przeformuje się”, gdy później już płynnie i w tempie ułoży wszystkie pieczęci. Powtórzyła to ćwiczenie paręnaście razy. Wreszcie postanowiła spróbować wykonać technikę. I w tym momencie dotarło do niej, że zapomniała o najważniejszym: w co się zamieni.
   No jasne, że zapomniałam. Jakie to typowe. Poczuła falę irytacji, a chakra dookoła niej zadrgała podejrzanie. Wdech, wydech.
   Niby mogłaby wybrać jakiś przedmiot, ale naprawdę nie potrafiła sobie wyobrazić tego, że ma nagle zacząć przypominać rzecz. Jej myśli powędrowały w innym kierunku. Pierwszym, co zobaczyła, był obraz matki.
- Może być.
   Hiroka i jej mama były zupełnymi przeciwieństwami, a zamienienie się w postać o dość kontrastującym wyglądzie będzie w porząsiu ćwiczeniem.
   Chakra na zewnątrz ciała – gotowe. Pieczęci – jedna, druga, trzecia. Obraz matki stale pod powiekami. Iiiii – już. Hiroka otworzyła oczy, rozglądając się za jakimś lustrem czy czymś podobnym. Tuż obok zwojów z techniką Henge znalazła kilka małych lusterek. Złapała jedno i zaczęła się w nim przeglądać. Ech, nie tak. Jedyne, co zmieniła, to kolor włosów.
   Ok, kolejna próba.    
   I kolejna.
   Po którejś z kolei Hiroka wreszcie zobaczyła w lustrze twarz mamy – ciemne włosy, niebieskie oczy, blada buzia bez najmniejszej skazy.

Konoha Senpū


Dobrze odpocząć sobie od ogarniania chakry i skupić się na kawałku porządnego taijutsu. Hiroka wybrała zwój z opisem techniki Konoha Senpu. Kopniak z półobrotu plus wyskok, aha. Czaknorris no Jutsu.
- To zacznę od rozgrzewki.
   Porozciągała się. Zrobiła parę okrążeń po sali, parę przysiadów, a na koniec z dwa tuziny pajacyków (skacząc tuż przed marszczącym czoło senseiem, coby mu humor trochę poprawić). A gdy podręcznikowo wykonaną rozgrzewkę miała już za sobą, wzięła się do pracy.
   Hm, tu trzeba trochę artyzmu, rozmyślała, natchnienia pełna, stając w rozkroku. Na początek zaserwowała sobie ćwiczenie samych wykopów – ot dla skupienia się i koncentracji. Pilnowała, by każdy ruch, nawet milimetrowy, był sensowny i ekonomiczny. O to przecież chodzi w skopywaniu tyłków, o roztropne dysponowanie gniewem i kantem podeszwy. Po pewnym czasie z wykopów przeszła do wyskoków. Wybicie się z lewej nogi nie wyszło jej zbyt popisowo, ups.
- Koncentracja – mruknęła do siebie. Koncentracja, koordynacja i zen.
   Minęło ileś bliżej niezidentyfikowanych jednostek czasowych, nim Hiroka postanowiła połączyć wyskok z obrotem. To udało się jej dość płynnie. Zawsze miała słabość do ćwierćobrotów, półobrotów i innych takich w powietrzu.
   Ale już dodanie do wyskoku i obrotu kopnięcia troszkę skomplikowało sprawy. Okej, niby sekwencja wyszła, ale efekt końcowy już nie.
- Jej – skomentowała Hiroka swój marny popis. Trafiła zupełnie nie tam, gdzie celowała.
   Spędziła więc długie godziny na okładaniu biednego manekina, nim wreszcie zanotowała, że celność jej ataków zaczyna ulegać znacznej poprawie. Technikę uznała za wyuczoną dopiero późnym wieczorem, kiedy żołądek zaczął domagać się kolacji. A mózg snu. A nogi (i manekin, biedactwo) – przerwy.

Bunshin no Jutsu


Bunshin, bunshin, bunshin, powtarzała następnego dnia w głowie niby mantrę, nie mając pojęcia, jak zabrać się za tę technikę.
   Obudziła się wcześnie, gotowa stawić czoła chakrze i jej dziwnościom, ale Kage Bunshin – trzecia technika, na którą się zdecydowała – trochę ją przerastał i to już na etapie samej teorii. Westchnęła ciężko, siadając po turecku. Musiała kwestię przemyśleć.
   Jest jedna Hiroka. Bunshin. Mają być dwie Hiroki. Jaaaaasne. Tyle jeśli chodzi o suchą teorię. Teraz chakra. Jest jedna Hiroka z chakrą. Mają być dwie Hiroki z chakrą? Hmmm, coś dziewczynie nie grało.    A może tak: Jest jenda Hiroka z chakrą. Bunshin. Są dwie Hiroki – jedna Hiroka z chakrą i druga Hiroka z chakry.
- Ale… - mruknęła sama do siebie. - Nieee,  wciąż nie to.
   Po raz KOLEJNY pochyliła się nad treścią zwoju. Coś jej umykało. A może po prostu kombinowała za dużo? Czyżby sposobem na ogarnięcie tego jutsu mogłoby być niemyślenie?... Nah, bez sensu.
- Był jeszcze jeden… - Wstała i podeszła do miejsca, gdzie leżały pozostałe zwoje. Zaczęła przeglądać je po kolei. - O, jest. Oboro Bunshin… - Może jeśli zrozumie różnicę między jednym a drugim, to będzie w stanie…
- Nie ma mowy – jęknęła, kiedy skończyła czytać opis techniki. Mina jej zrzedła. - Różnią się. Ale CZYM? Jedna to technika NinJutsu, druga – GenJutsu, czyli technika iluzji… Hm. Oboro to iluzja…
   Okej, Hiroka gadała do siebie, ale może coś w ten sposób wykombinuje?
- Oboro to iluzja, wpłynięcie na to, jak widzimy rzeczywistość. A mój Bunshin? Coś niby… widmo? - Może to dobre porównanie? Wpłynięcie na strukturę rzeczywistości, w wyniku czego powstaje już nie iluzja, a widmo. Nie tyle twór Z chakry, co taki, jaki powstaje w efekcie tego, że uwolniona chakra porusza yyy... wiązkami światła i wywołuje...? Hm, zakrzywia obraz? Hiroka nie miała pojęcia, czy to tak działa, ale musiała MIEĆ w głowie jakieś wyjaśnienie, żeby w ogóle zabrać się za wykonywanie jutsu.
   Nabrała głęboko powietrza, aż na samo dno płuc. I wypuściła je ze świstem. Ogarnięcie tematu - powiedzmy, że jest. Skupienie - tak. Pieczęcie: raz, dwa, trzy.
   Po piętnastu próbach dziewczynie udało się doświadczyć paru małych załamek na widok groteskowo karykaturalnych podobizn jej samej. Następne kilkanaście prób i wiązankę soczystych przekleństw później – wreszcie sukces. Gapiła się na drugą siebie, akuratną. Druga ona pomachała jej, wyszczerzona szaleńczo.
- Ej – pisnęła Hiroka, łypiąc na klona. - Weź się uśmiechaj normalniej.
   Klon posłuchał. Creepy, pomyślała Hiroka.

Mistrz broni białej


Ostatni dzień zaplanowała sobie na trening z bronią. To jak zostawianie deseru na koniec: pomęczyła się z filozofią chakry, skopała manekina do manekiniej nieprzytomności, a teraz czekała ją nagroda. Długo stała przed stojakiem z przeróżnymi rodzajami ostrych narzędzi. (A może nie aż tak ostrych? Znaczy – ciekawe, ile wynosi umieralność wśród uczniów Szkoły Ninja spowodowana zbyt dobrze zaostrzonymi kunaiami?)
- Hmmmm – dumała, kiwając się na piętach. Mijały minuty, słońce wędrowało leniwie po niebie, ptaszęta śpiewały, a żabcie kumkały. W końcu wyciągnęła dłonie przed siebie i złapała katanę – zawsze chciała taką trzymać w rękach. Coś podejrzewała, że trochę minie, nim nastąpi dzień, gdy kupi sobie własną – śliczną, o pięknej rękojeści i o ostrzu błyszczącym złotorubinowym blaskiem, także ten:
- Trzeba korzystać z okazji – skwitowała. Oddaliła się w kącik sali, by nikomu nie zawadzać i by nikt nie zawadzał jej. Katanę, wciąż śpiącą bezpiecznie w skórzanej pochwie, położyła ostrożnie pod ścianą. Zrobiła krótką rozgrzewkę, do standardowego zestawu ćwiczeń dodając rozmasowywanie nadgarstków i strzelanie palcami. Aż w końcu - była gotowa!
   Sekundy później ostrze błysnęło radośnie w słońcu i Hiorka nawet nie próbowała powstrzymać szerokiego uśmiechu. Złapała rękojeść pewniej i zaczęła ważyć broń w swoim uchwycie. Przyłożyła opuszek palca do krawędzi ostrza, z zadowoleniem notując, że o tępocie mowy nie ma. Później przez długie minuty przyglądała się uważnie każdemu milimetrowi broni – podziwiała, ale przede wszystkim porównywała katanę do srebrnego sztyletu, którym posługiwała się od lat. W głowie szacowała i  kombinowała, jak z trzymaną kataną pracować.
   Wreszcie, gdy przemyślała sprawę uważnie, zabrała się za praktykę. Pierwsze ruchy były powolne i spokojne. Nikomu się przecież nigdzie nie spieszyło. Hiroka cierpliwie i z uporem próbowała przeróżnych pozycji, przejść, manewrów – wszystko, by się z kataną oswoić. Po jakimś czasie zaczęła markować ciosy – wciąż pomału, wciąż z najwyższą dozą skupienia. Dodała płynne kroki – lubiła o tym myśleć jak o tańcu – krok, cięcie, oddech, obrót, środek ciężkości, oddech, blok, obrót. I tak w kółko i w kółko.
   I w kółko, kółko, kółko – serio. Aż zmierzch zapadł. Skończyła, uznając całodzienny trening za sensowny i wiele do Hirokowej eksperiencji wnoszący, aczkolwiek... czuła też pewien niedosyt. Pierwszy raz z kataną w ręku - nie wyglądało to nawet w ćwierci tak ładnie, jak powinno. Ale cóż, Hihroka się poprawi, taki już ma mroczny plan.

Ostatnio edytowany przez Hiroka (2016-12-02 00:41:50)


https://67.media.tumblr.com/0de7d4168288c841c193744ada14605e/tumblr_ohddy6WJeb1rolmh2o3_r1_400.png

Offline

 

#92 2016-12-02 04:34:43

Sensei_Koharō

Sensei

Zarejestrowany: 2016-03-09
Posty: 36

Re: Sala #3 - Trening

- Wykonanie Henge prawidłowe, wszystko wskazuje, że odtworzyłaś wyobrażenie w 100% - rzekł sensei i poprawił okulary na nosie, teraz zmarszczonym w grymasie - choć jeśli tak, to chyba wiem już, skąd się wzięłaś w naszym fachu, młoda. Słuszna decyzja.
Swoją drogą, kiedy nauczysz się już odkrywać różnorodne zastosowania tego, co tu poznajesz
- w tym momencie Hiroka zdała sobie sprawę z faktu, że patrzy w niebieskawej barwy pokrytą łuskami twarz pół człowieka, pół rekina. Mrugnięcie oka później iluzja była na swoim miejscu, a seisei Koharō wyglądał jak wcześniej - docenisz przydatność Henge w działaniach infiltracyjnych... powodzenia.

- Konoha Senpuu zaliczona - powiedział zwyczajnie sensei i odhaczył coś na swojej podkładce.
- Ale zaraz. I to już? Tyle z recenzji?
- Tyle. Zadanie wykonałaś wzorowo. Ale... - sensei zamilkł na chwilę i wzdrychnął się zauważalnie - postaraj się biegać i lądować mniej na piętach, a bardziej na podbiciu, bo mi parkiet podziurawisz. Te łupnięcia o glebę słyszały wszystkie krety w okolicy.

- No i prawidłowo, dziękuję. Bunshin zaliczony. Swoją drogą śpieszę z wyjaśnieniem - Oboro, jako technika z zakresu genjutsu, wykorzystuje w przeważającej mierze projekcje wyobraźni celów. Podczas gdy twój klon będzie fizycznie zauważalną manifestacją twojej chakry, klon Oboro pojawiać się będzie po prostu w głowach adwersarzy.

- Broda niżej, łokieć wyżej, obrót, dwa, trzy, obrót, nie krzyżuj nóg!
- Aua!
- ...trzy, obrót. Parowanie, rodondo i cięcie płaskie pionowe - skończył instrukcje sensei, zręcznie uchylając się przed nieco odsuniętym od zamierzonej trajektorii torem lotu ostrza. A przynajmniej miał taką nadzieję...- Dobra robota. A teraz sio pod prysznic, została ci jutro wizyta w Sali #4.

Offline

 

#93 2017-03-08 20:47:31

 Himitsu "Azake" Hyuuga

Zaginiony

4898143
Zarejestrowany: 2017-03-04
Posty: 112
Klan/Organizacja: Hyuuga
KG/Umiejętność: Byakugan [LVL0]
Ranga: Członek klanu
Płeć: Kobieta
Wiek: 18

Re: Sala #3 - Trening

Swoje pierwsze dni w Akademii Himitsu poświęciła na poznanie miejsca, a w tym pomagały treningi, na które ich nieustannie zaganiano, nieraz ledwo wychodzili z jednej sali, by zaraz wpłeznąć do następnej, gdzie męczono ich od nowa. Do tej pory młoda Hyuuga była zadowolona ze swojej wydolności. Kiedy chciała uciec przed Kenichim zawsze okazywała się odrobinę szybsza, lub zwinniejsza, ale tym razem postawiono przed nią zadanie z jakim się do tej pory nie spotkała.

   Na zajęciach z Tai Jutsu zawsze nieco odstawała. Bójki z bratem to co innego niż sztuka walki wymagająca zarówno techniki, precyzji, szybkości, siły i innych czynników, do których w tej chwili nie miała głowy. Nie chodziło jednak o uderzenia, czy zwyczajne kopnięcia, z tymi Himitsu dawała sobie radę. Chodziło o obrót przy kopnięciu, który w pierwszej fazie nauki odbywał się na nodze, ale w ostatecznej formie Konoha Senpuu było techniką wykonywaną w powietrzu.

- Odpuść na dzisiaj i weź się za coś innego skoro z tym nie możesz ruszyć naprzód. - usłyszała od trenera, który po chwili już był przy następnej osobie. "Sam sobie odpuść." fuknęła pod nosem, ale po kolejnych nieudanych próbach zdecydowała się zmienić podejście. Raz jeszcze rozpędziła się by wyskoczyć jak najwyżej, ale opór powietrza był zbyt silny i nim dokończyła technikę już była na ziemi.

- Jesteś jak żagiel.
"No tego jeszcze nie grali." - uniosła  wzrok, a na jej oczy posypały się grafitowe włosy
- Włosów też masz za dużo. -
"A może tak miało być?" fuknęła znów w myślach zgarniając czuprynę na tył by spojrzeć wreszcie na swojego szydercę. Chłopak nie zdawał się być starszy od niej a i uśmiech jaki do niej kierował nie był złośliwy.
- Wszystko ci łopocze i stawia opór. Nie zrobisz tej techniki powiewając jak chorągiewka na wietrze.

Konoha Senpuu



     Tego samego dnia po południu Himitsu udała się do lasu dalej trenować. Tym razem postarała się by jej strój lepiej przylegał do jej ciała, by uniknąć "efektu żagla." Zaczęła od kopnięć na ziemi, gdzie za każdym razem pilnowała zarówno gardy, jak i tego by wosoko unosić kolano w trakcie obrotu, a gdy znajdowała się przed wyobrażonym celem mocno ją prostowała, wkładając w kopnięcie siłę z biodra.
     Monotonność zadania sprawiła, że ręce zaczęły się jej szybciej męczyć i po przyjęciu lewej pozycji i trzymaniu lewej ręki przed sobą, prawą schowała do kieszeni. Pozycja wydawała się nie mieć sensu, ale okazała się dla Himitsu bardzo wygodna i dodała jej pewności siebie. Zaczęła wykonywać wysokie skoki po krótkim rozbiegu, aż w końcu spróbowała raz jeszcze wykonać pełną Konoha Senpuu i...
wylądowała twarzą na ziemi.
    Kolejne próby też nie kończyły się większym sukcesem i w pewnej chwili zirytowana cisnęła kamieniem w drzewo. Kamień odbił się pod takim kątem, że parabola jego lotu była wyższa po odbiciu niż przed. Tknięta tym obrazem dziewczyna zaczęła naskakiwać na drzewa by po odbiciu od nich wykonać obrót z kopnięciem. Gdy po pierwszej próbie o mało nie skręciła kostki, następne okazały się o wiele owocniejsze. Już po półgodzinie ciężkiej pracy potrafiła wykonać po odbiciu z naskoku pełne Konoha Senpuu.

     Następnęgo dnia stawiła się na treningu z lekko podkrążonymi oczami. Część nocy zajęło jej przerobienie dołu od kimona na spodnie, ale teraz z dwiema luźnymi nogawkami i włosami spiętymi w wysoki koński kucyk mogła śmiało podejść do kontynuowania nauki. Znalazła chłopaka, którego w myślach nazywała "Żaglem" i poprosiła go o tarczowanie. Ustawiła ich na początku obok ściany i już po pierwszej próbie trafiła kopnięciem w tarczę.
- Po co ci ta ściana? - uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem Żagiel, co wzburzyło krew w Himitsu. Przyjęła pozycję, zrobiła krok, skręciła stopę z jednoczesnym odbiciem od ziemi i wykonała kopnięcie z obrotu. Tarcza, którą trzymał Żagiel, satysfakcjonująco przesunęła się wytrącając chłopaka z równowagi.

     Uśmiechnęła się chowając dłoń do kieszeni i z lekkim ukłonem podziękowała za trening.

***



Kawarimi no Jutsu



     Gdy na zajęciach z NinJutsu rozdano im nowe zwoje do nauki poczuła lekkie podekscytowanie. "Kawarimi no Jutsu" przeczytała zwracając uwagę na kolejność pieczęci. Usiadła na ziemi, tak jak inni i kilka razy spróbowała powoli ich układu jeden za drugim by przyswoić ich kolejność, po czym zaczęła czytać o koniecznych do spełnienia warunkach. "5 metrów, przedmiot, możliwość ucieczki.." Rękoma wciąż trenowała kolejność pieczęci, gdy uniosła wzrok ponad zwój szacując co znajduje się w zakresie 5 metrów od niej.
"Czy przedmiot musi być zbliżony masą do mnie?" zastanowiła się i doszła do wniosku, że na pewno masa przedmiotu nie może za bardzo odbiegać od jej własnej masy. "...obszerny... to logiczne, jeśli ma posłużyć jako ewentualna tarcza do ucieczki..."
     Zatrzymała ręce i rozmasowała palce. Dłonie miała aż gorące, ale mimo to po chwili, w której strzeliła kostkami, znów zaczęła składać pieczęci do nowego Jutsu.
- No dobrze, kto gotów?
     Lewa ręka Himitsu wyrwała się po złożeniu ostatniej pieczęci do góry. Wyszła na środek gdzie Sensei wyjaśnił, że przy pierwszych próbach będzie używał treningowych kunai i kazał jej się przygotować.
Himitsu cofnęła się o dwa kroki lustrując rzeczy dookoła. Byli w lesie, najlepszym możliwym miejscu do trenowanie ucieczkowego Jutsu. Złożyła pieczęci tuż po zamachnięciu się Senseia.
- Kawarimi no Jutsu! - wywołała nazwę techniki podmieniając się na kłodę drewna. Ze swojej kryjówki na gałęzi zobaczyła jak treningowy kunai odbija się od podmienionego przedmiotu i gdy usłyszała pochwałę zeskoczyła z drzewa i wróciła na swoje miejsce wśród grupy.

***



Henge no Jutsu


- Dobierzcie się w pary. - usłyszała polecenie i westchnęła. Nie lubiła pracy w grupie, nawet małej, a kiedy szło o pary...
- Cześć Himi! -
"No właśnie."
- podsumowała w myślach swoje westchnienie Himitsu gdy Żagiel pojawił się koło niej
- Jak zawsze razem, co? -
"Tak, bo nie dajesz mi spokoju." - znów odparła mu w myślach, ale tak jak zwykle nie ruszyła się z miejsca by zmienić partnera.

"Henge no Jutsu" gdy czytała zwój, nie mogła opanować przyjemnego drżenia na całym ciele. "Odwzorowanie.. zarówno przedmiot jak i osoba.. hmmm.. zwierzę też?" zastanawiała się "Podobna masa, brak możliwości przejęcia właściwości odwzorywanego obiektu..."
Tym razem pominęła pieczęci i gdy zauważyła, że Żagiel już ma je opanowane, fuknęła na siebie i szybko przeczytała kolejność znaków. Powtórzyła powoli, potem szybciej i szybciej. Ta technika miała mniej elementów od poprzedniej, jednak tu większą rolę stanowiło przygotowanie obrazu jaki miała na siebie nałożyć.
Spojrzała na swojego partnera po raz pierwszy dokładnie mu się przyglądając. Czupryna sterczących jasnych włosów, jasna cera, zielone oczy... zapamiętywała każdy szczegół, by po chwili zamknąć oczy i odtwarzać go pod powiekami. Przez chwilę widziała czarną plamę tła, a po chwili pojawiła się jasna twarz, którą ukształtowała. Nadała jej nieco wyższe czoło, spadzisty nos, zielone oczy i jasne włosy sterczące we wszystkie strony.
Złożyła kolejno pieczęci i szepnęła - Henge no Jutsu. - znów poczuła przyjemne mrowienie i spojrzała na partnera
- Musiałaś mi zrobić takie wysokie czoło?-
- Nie moja wina, że takie masz.
- Ale z nosem to już przesadziłaś.
- Kupię ci jutro lustro, bo chyba nie masz...

     Gdy wieczorem była już w swojej kwaterze, zamknęła drzwi na klucz i stanęła przed lustrem składając kolejno pieczęci psa, dzika i barana.
- Henge no Jutsu! - zawołała i po chwili zadowolona obserwowała zmianę w swoim odbiciu, jaką było uczynienie swoich białych oczu zielonymi.

***



Mistrz broni dystansowej



     Tym razem czekał ją trening w odosobnieniu. Podstawy zaznajomienia się z bronią dystansową były na wykładzie teraz mieli przejść do praktyki. Każdy z nich kolejno dostawał czas w sali treningowej, gdzie jak zauważyła było kilkanaście drewnianych manekinów, zawieszone tarsze, talerze do wystrzeliwania, ruchome cele...
"Sporo tego..." rozejrzała się za bronią i znalazła kilka stojaków, obok których stały kosze. W jeden nakładła shurikenów, w drugi kunai i stanęła mniej więcej po środku sali, skąd wszystko zdawało się być poukładane w najbardziej nieprzewidywalny sposób. W lewą rękę wzięła cztery shurikeny, w drugą cztery kunaie i rzuciła na oko.
Wszystko poleciało nie tak jak zaplanowała, ale nie spodziewała się innego efektu. To było coś co po prostu od zawsze chciała zrobić.
     Gdy opanowała rozbawienie wzięła po jednej sztuce broni i kolejno rzucała w cele. Po pierwszych nie do końca udanych próbach (kunai wbił się krzywo, albo shuriken minął narysowany na tarczy środek) złapała w końcu odpowiednie wyważenie w rękach i zaczęła odnosić większą skuteczność w trafianiu w wyznaczony sobie cel.
     W domu potrafiła trafić brata papierową kulką z każdego miejsca w domu. To była jedna z zabaw, którą dobrze z nim wspominała. Nawet po kłótni jaką przebyli, jej starszy brat, Kenichi nie potrafił czasem oprzeć się dobremu nastrojowi gdy Tadashi, ich najstarszy brat, wracał do domu.
     Potrząsnęła głową odpędzając wspomnienia. Koszyki stały puste i musiała przejść się po sali by zebrać broń, którą spudłowała i wyjąć z celów tą, którą trafiła.
"No dobrze.. a teraz się troszeczkę poruszajmy." Prawą rękę schowała do kieszeni razem z kilkoma shurikenami. W kimonie ukryła kilka kunai i przyjmując postawę zaatakowała manekina na wprost. Shuriken wyrzucony ręką wyjętą z kieszeni trafił cel w głowę, a Himitsu obróciła się w miejscu i rzuciła kunaiem z lewej ręki w tarczę zawieszoną pod sufitem z jej lewej strony. Obróciła się za ręką i kolejnym shurikenem trafiła następnego manekina w głowę. Dobiegła do niego i naskoczyła mu na ramiona by po odbiciu wykonać salto rzucając dwoma szybko wyjmowanymi z kieszeni shurikenami w stojące za nim tarcze. Przy lądowaniu lewa ręka dobyła kolejnego kunaia, który poszybował w stronę wyrysowanego na ścianie człowieka. Wykonała przewrót przez lewę ramię i przez chwilę miała trudność w odzyskaniu pionu (prawa ręka w kieszeni tym razem nieco zawadzała), ale gdy powtórzyła przewrót i tym razem mocniej przycisnęła do tułowia prawe ramię manewr wyszedł i mogła po wstaniu od razu rzucić szybko dobytym z kieszeni kunaiem w następny cel.
     Gdy opróżniła kieszeń z shurikenów przeciągnęła się by rozprostować ciało, po czym, otrzepała kimona i znów wzięła się za zbieranie rozrzuconej broni, by po chwili rozpocząć ćwiczeń od nowa, dopóki nie upłynie jej czas na pobyt w sali.

Ostatnio edytowany przez Himitsu "Azake" Hyuuga (2017-03-08 21:15:49)

Offline

 

#94 2017-03-08 21:35:02

Sensei_Koharō

Sensei

Zarejestrowany: 2016-03-09
Posty: 36

Re: Sala #3 - Trening

Kunai zatrzymał się trzy centymetry nad stopą instruktora, zatrzymany sprytną techniką. Sam chłopak pozwolił swojej brwi poszybować w górę. Przedłużanie treningu broni dystansowej musiało prowadzić do przemęczenia tych mięśni, które odpowiadały za pewność rzutu, Himitsu musiała naprawdę poświęcić się zadaniu.
- Może na dziś już starczy? - zasugerował dziewczynie, wskazując na zegar na ścianie sali. Było zdrowo po 18:00, czego uczennica w ferworze miotania czym popadnie nie zauważyła - zaraz idę na kolację. Test zaliczam, co wraz z pozostałymi wpisami w twojej karcie kompletuje twój starter pack umiejętności niezbędnych w tym parszywym świecie. Niniejszym przykładam ci pieczęć sali #3 i możesz lecieć dalej. Aaa, a, nie. Możesz lecieć, jak posprzątasz.

A bardziej merytorycznie i mniej kwieciście - dobra robota. Treningi jednocześnie sensowne, posiadające zadowalającą długość i ogólnie przyjemne w czytaniu. To dobra podstawa w NCW, treningi więc zaliczyłaś śpiewająco. Powodzenia z KP!

Offline

 

#95 2017-03-21 19:23:33

Hiroshi Nara

Klan Nara

38443157
Zarejestrowany: 2017-03-20
Posty: 15
Klan/Organizacja: Nara
KG/Umiejętność: Kagegasasu
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 7

Re: Sala #3 - Trening

Młody Hiroshi został, oddelegowany do sali numer 2 gdzie jego zadanie polegało na szkoleniu swoich umiejętności oraz technik shinobi. Chłopak przemierzał korytarze Akademii w poszukiwaniu sali 2. Zaczynał już się gubić w tym nowym miejscu, ale w końcu udało mu się znaleźć klasę drugą.
- To chyba tu Zapukał do drzwi i wszedł, do klasy powiedziawszy
- Dzień dobry Wszystkim, przepraszam za spóźnienie Sensei.


Wysłuchawszy wykładu, nauczyciela przygotował, się do wykonania zadania, wyciągną przygotowane wcześniej zapiski i spośród nich wybrał 3 techniki, które ćwiczył w domu:
Kawarimi no Jutsu, Konoha Senpū oraz Dainamikku Entorī, a także jedną umiejętność Mistrz broni białej, ponieważ od dziecka obcował z katanami Ojczyma.

Sasuke rozpoczynał trening od przeczytania notatki na temat pierwszej prezentowanej przez siebie techniki, którą było Kawarimi no Jutsu.

Spoiler:

Kawarimi no Jutsu


Niezwykle prosta technika defensywna, której można nauczyć się już w szkole ninja. Nie należy jej jednak lekceważyć, gdyż przy właściwym zastosowaniu nie raz może uratować życie nawet przed sporo silniejszymi technikami. W sytuacji zagrożenia ninja błyskawicznie zamienia się miejscami z przedmiotem znajdującym się w pobliżu. Ponadto jutsu wytwarza chwilowe złudzenie trafienia przez atak przeciwnika. Jeżeli przedmiot podmiany znajduję się poza zasięgiem wzroku przeciwnika, stwarza to doskonałą sytuację do ucieczki bądź kontrataku.

Młody adept shinobi stanął na środku sali treningowe, zamknął oczy i skupiał się na wykonaniu swojego celu, jakie było wykonanie tej techniki. Chłopak poprosił kolegę, aby ten rzucił w niego czymkolwiek. Hiroshi złożył odpowiednio pieczęcie Baran (未, Hitsuji) -> Dzik (亥, I) -> Wół (丑, Ushi) -> Wąż (蛇, Hebi)-> Pies (戌, Inu), jednak oberwał piłką w głowę. Coś było, nie tak szybko w głowie powtórzył sobie każdy kolejny krok, jaki wykonał w nauce tej techniki jednak nic nie, przyszło mu do głowy. Po chwili namysłu spróbował jeszcze raz jednak i ta próba okazała się bezskuteczna.
*Co robię źle, co to może być *
Chłopak usiadł na podłodze i zamknął oczy oraz złożył dłonie w jakiś dziwny znak, którego nikt wcześniej nie widział. Jednak to nie był żaden znak, tylko taki nawyk Hiroshiego, kiedy ten obmyślał, swoje dalsze działania co pozwalało, mu się dokładnie skupić na tym, o czym myśli w tej chwili. Przez kilkanaście minut młody student pozostawał tak w bez ruchu, gdy nagle otworzył oczy, wstał i szybko podbiegł do swoich notatek, przejrzał kilka stron i w końcu doszedł gdzie był błąd.
* No tak pomyliłem znaki pieczęci. *
Skinął głową do kolegi z klasy, aby ten ponownie rzucił w jego stronę piłką. Gdy kolega rzucał piłkę Hiroshi skupił się złożył pieczęcie tym razem w odpowiedniej kolejności Baran (未, Hitsuji) -> Dzik (亥, I) -> Wół (丑, Ushi) -> Pies (戌, Inu) -> Wąż (蛇, Hebi), dzięki czemu podmienił się z manekinem stojącym 3 metry przed nim tuż obok jego kolegi z klasy.
- Yupi udało się, myślałem, że łatwiej mi to pójdzie

Zadowolony chłopiec po krótkim 5-minutowym odpoczynku wziął się za przeczytanie notatek na temat kolejnej techniki, której miał się nauczyć tym razem była to technika Taijutsu o nazwie Konoha Senpū. Sama nazwa nie wskazywała na coś trudnego do opanowania jedna po przeczytaniu tej notatki Hiroshi nie był już aż tak zadowolony, jak przed chwilą


Spoiler:

Konoha Senpū


Zwykły kopniak czasami nie wystarcza. Jeśli tak się dzieje, należy sięgnąć po Konoha Senpū, które zadaje duże obrażenia ze względu na sposób wyprowadzania ciosu. Użytkownik wyskakuje i obraca się, jednocześnie rozpoczynając kopnięcie. Cios może być zadany dosłownie w każde miejsce na ciele, przez co jest trudny do uniknięcia, a niezablokowany potrafi zadecydować o losach walki.

* Bende musiał się trochę wysilić przy dopracowaniu tej techniki. *
Młody Nara na samą myśl o tym, że musi aż tak się wysilać, aby zostać Shinobi robił się zmęczony. Jednak nie potrzebował zbytniej motywacji przysięga i obietnica, jaką złożył, swojemu Ojczymowi dodawała, mu sił. Trening jak zwykle rozpoczął od krótkiej rozgrzewki i rozciągania mięśni tak jak, był uczony od małego, by nie uszkodzić sobie żadnych mięśni. Po krótkiej rozgrzewce rozplanował sobie trening tej techniki na 3 etapy. Etap pierwszy wyskok, drugim krokiem był obrót a na sam koniec kopnięcie.
*Tak więc zaczynamy *
Nasz młody geniusz zaczął ćwiczyć pierwsza część techniki od wykonywania skoków w miejscu, zależało mu na tym, aby uzyskać odpowiednią wysokość i aby wylądować w wybranym przez siebie miejscu tak, aby się nie zachwiać. Pierwsze próby
nie były tak wspaniałe, jakie by chciał mieć nasz student. Jednak po kilkunastominutowych próbach w końcu dopracował skoki do perfekcji. Kolejnym kroku ćwiczył już wypracowany wyskok w połączeniu z obrotem w powietrzu, cel tego ćwiczenia był oczywisty, chciał, jak najszybciej opanować tę technikę zarazem utrzymując równowagę podczas lądowania. W ciągu godziny doszedł do poprawnego wykonywania tego etapu. W trzeciej części ćwiczenia wykonał kilka samych kopnięć w powietrze, aby następnie spróbować je połączyć z wypracowanym wcześniej wyskokiem. Niestety połączenie tych wszystkich kroków nie było tak łatwe, jak myślał sobie Hiroshi. Po półtorej godzinie ciężkich prób i upadków udało mu się, dopracować technikę teraz wystarczyło, wypróbować ją na pobliskim Manekinie. Chłopiec wykrzyknął * Konoha Senpū * i uderzł potężnym kopniakiem manekina tak, że ten rozleciał się na kawłki.
* Ups chyba użyłem za dużo siły *

Mięło już 30 minut odkąd Hiroshi odpoczywał po ukończeniu drugiej techniki. W czasie odpoczynku studiował kolejną z technik jaką było Dainamikku Entorī. Chłopiec przeczytał i stwierdził, że jest,to zupełnie podobna technika do poprzedniej jednak wymaga, większej celności. Po przestudiowaniu wszystkich informacji na jej temat student natychmiast wstał.


Spoiler:

Dainamikku Entorī


Technika ta polega na zadaniu przeciwnikowi błyskawicznych obrażeń za pomocą kopnięcia z wyprostowanej nogi, najczęściej w szczękę. Dzięki temu trafiony oponent zostaje zamroczony i mało prawdopodobne, że będzie w stanie obronić się przed kolejnym atakiem. Niewątpliwą zaletą Dynamicznego Wejścia jest szybkość wyprowadzenia ciosu.

* Pora wsiąść się za ostatnią technikę *

Najpierw próbował wyćwiczyć wykop w miejscu. Atakowanie manekina od razu mogłoby skończyć się urazem ze względu na to, że już teraz powoli zaczynało brakować mu sił. Kilka trafień w powietrze, po których stwierdził, że może spróbować z rozbiegiem. Wziął niedługi rozbieg, po czym wyskoczył na manekin, pierwsze kilka kopniaków zakończyło się niewielkimi szkodami u manekina. Nie zniechęciło, to go jednak więc próbowała kolejny i kolejny raz. Po kilkunastu próbach udało mu się. Wykonał prawidłowe Dainamikku Entori, którym przewrócił, cel lekko wgniatając twarz manekina. Powtórzył to kilka razy, aby utrwalić to wspaniałe uczucie.
* Gotowe pora brać się za ostatnią umiejętność. A więc zostało mi tylko Mistrz broni białej. Ciekawe co to takiego. *Chłopiec zagłębił się w notatkach.

Spoiler:

Mistrz broni białej


Mistrzostwo broni białej może osiągnąć każdy, komu trzymanie w rękach katany lub miecza nie sprawia problemu. Zdolność ta pozwala, na uderzanie licznymi broniami w sposób znacznie szybszy i silniejszy niż ma to miejsce w przypadku wojownika nieposiadającego tej umiejętności. W zależności od poziomu zaawansowania można wykonywać znacznie groźniejsze ewolucje.

Zbliżał już się wieczór, przez co zaczęło robić się ciemno oraz coraz zimniej, nawet na dworze zaczął padać drobny deszcz.
Na sali znajdowały się drewniane miecze więc przyszły shinobi postanowił zabrać jeden taki miecz, by rozpocząć szkolenie.
Zamknął oczy, wyciągną drewnianą katanę i stał z nią nie ruchomo. W głowie wyobrażał sobie, że otaczają go wrodzy shinobi.
Gdy otworzył oczy, wymachiwał, mieczem we wszystkie strony wykonując przy tym skoki, wyskoki, obroty i wszelakie uniki. Co jakiś czas uderzał mieczem w manekina, jednocześnie odskakując od niego, aby ponowić ataki. Powtarzał te czynności przez kilka godzin, aż opanował podstawy tej umiejętności. Ćwiczył tak, aż opadł z sił, usiadł i na środku sali i odpoczywał, myśląc o ojczymie, który na niego czeka.

* To dobra pora, aby wracać do domu.
Chłopak zabrał swoje rzeczy i wyszedł z sali jako ostatni student, udał się prosto do domu.

Ostatnio edytowany przez Hiroshi Nara (2017-03-21 21:22:04)

Offline

 

#96 2017-03-21 21:53:09

Sensei_Yocharu

Sensei

Zarejestrowany: 2016-03-09
Posty: 7

Re: Sala #3 - Trening


        Mężczyzna w ciemnych długich włosach i białym kimonie z na wpół zasłoniętym torsem stał na środku sali, obserwując wszystkich uczniów akademii jacy znajdowali się w pomieszczeniu. Gdy Hiroshi postawił swe nogi na drewnianej podłodze, wzrok senseia ruszył ku niemu jakby właśnie ten ruch zaalarmował go o pojawieniu się nowej osoby. Wydarzyło się to zanim młodziak cokolwiek powiedział, więc wyglądało to tak jakby nauczyciel wyczuł jego postać. Przyglądał mu się z uwagą i lekkim zdziwieniem, że tak młoda osoba trafiła w progi akademii. Fakt faktem zdarzały się tu prawie bobasy więc siedmiolatek nie jest wielkim zaskoczeniem. Pozostali uczniowie zerkali ukradkiem na Hiroshiego, chodź byli i tacy co nie zawracali sobie nim kompletnie głowy trenując dalej.
        - Nie przepraszaj. Słowami nic nie wskórasz. Przed te akademie przewijali się ninja, którzy dzisiaj budzą respekt na całym świecie. Wielu z nich piastuje teraz stanowiska liderów klanów, bądź organizacji a inny znany są po prostu ze swych czynów. Żaden z nich nie doszedł do tego przez słowa a przez czyny. Rozpocznij więc swój trening w zależności od tego co podjąłeś się trenować bo masz wiele do nadrobienia chłopcze.
       Sensei powiedział to dosyć posępnych głosem, można rzecz że brzmiało to prawie jakby został wyprany z emocji. Powrócił do obserwacji pozostałych uczniów, kątek oka spoglądając za co zabiera się Hiroshi. Od samego początku widział, że gesty do wykonania podmiany są błędne. Nic jednak nie mówił. Chciał sprawdzić czy zorientuje się co robi źle. Ku zdziwieniu senseia, młodzieniec usiadł na ziemi, wykonując specyficzny gest. Najwidoczniej wpadał wtedy w jakąś medytacje i potrafił ruszyć mózgownicę bardziej niż w normalnym stanie bo odnalazł swoje braki w technice i poprawił je skutecznie.
       Następnym krokiem miało być taijutsu a właściwie dwie techniki z tego zakresu. Młody miał talent, choć bywali lepsi. Co najważniejsze był cierpliwy i dzielił trening na kilka części co rzadko się zdarzało nawet u dorosłych. Obie techniki udało mu się opanować w formie podstawowej chociaż manekin się nie rozleciał to odleciał na kilka metrów, upadając głośno na podłogę.
       Krokiem ostatnim miał być trening z kataną. Widać było zmęczenie w oczach młodziaka ale i także ogromną motywację. Zaskakujące, że siedmiolatek potrafi sam z siebie tyle wykrzesać. Byli tu starsi od niego co użalali się i marudzili, że czegoś nie potrafią a w tym czasie Hiroshi po prostu działał. Gdy opadł na ziemię ze zmęczenia, Sensei podszedł do niego, spoglądając z góry na klęczącą postać.
        - Nie, to jeszcze nie czas na powrót. Twój trening u mnie jest zakończony jednak musisz udać się jeszcze do jednego pokoju, gdzie spiszesz swe dane do wielkiej księgi ninja. Ruszaj młodziaku.

Możesz ruszać dalej ale następnym razem zwracaj bardziej uwagę na ortografię.
"-Bende musiał się trochę wysilić przy dopracowaniu tej techniki. (Będę*)" itp. itd. Czerwone kreski pod błędem nie gryzą, warto poprawić

Offline

 

#97 2017-04-13 22:17:25

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2010-01-03
Posty: 9

Re: Sala #3 - Trening

          Do środka salki wkroczył mężczyzna, którego ciało okrywało białe kimono. Szybkim gestem dłoni postawił członków akademii do pionu. Było ich zaledwie kilkoro, a ich twarze przedstawiały odmienne emocje. Wśród nich znajdował się wysoki wyrzutek, przygotowany na dzisiejszy dzień by opuścić tereny szkoły. Gdy sensei podniósł trzy zlepione ze sobą zwitki papieru, ułożone na drewnianej, nośnej podpórce, Jū uniósł prawą łapę do góry. Wyraził chęć podejścia do testu jako pierwszy. Jako ochotnik pragnął zaprzestać pocenia się w wyniku stresu, który w tym momencie nie schodził z jego organizmu. I choć wewnątrz odczuwał potrzebę zapadnięcia się pod ziemię, jego nieskalanie posągowa twarz ukazywała jedynie odwagę.
          - Pójdę jako pierwszy. - Z nadzieją w oczach wystąpił przed szereg. Po uzyskaniu zgody od prowadzącego egzamin, przystąpił do ukazania trzech technik oraz jednej umiejętności.
          - Zaprezentuję Bunshin no Jutsu. - Powiedział dosadnie, wymieniając spojrzenia z resztą grupy. Stojąc na samym środku sali oraz odczuwając wzrok egzaminującego, uformował trzy ręczne pieczęcie. Pierwszą z nich był baran, tuż po niej wąż i na samym końcu tygrys. Następnie zamknął powieki, uwalniając wewnętrzną energię zwaną chakrą. Nie opuszczając rąk stworzył stojące obok niego, trzy idealnie wyglądające repliki. Ich pojawianiu towarzyszył cichy, szeleszczący dźwięk. A gdy odczuł, że z jego ciała ubyła moc, otworzył oczy i spojrzał na utworzone dzieło. Wpierw jego głowa powędrowała w stronę lewą, potem w prawą. Z ekscytacją wewnątrz i uśmiechem na zewnątrz, spojrzał na sensei. Mężczyzna pokiwał głową na znak akceptacji, odnotowując zaliczony podpunkt. Cichym wypuszczeniem powietrza Jū wyraził swoje odetchnięcie. Do prawidłowego wykonania techniki przygotowywał się kilka miesięcy. Były to dni owocne i z całą pewnością niezmarnowane. I choć podczas pobytu w szkole nauczył się wiele umiejętności, to na zaliczenie musiał ukazać zaledwie kawałek z nich.
          - Następną techniką będzie Kawarimi no Jutsu. - Uświadomił zarówno egzaminatora, jak i stojących przed nim uczestników akademii. Tym razem przybrał luźną pozycję, rozstawiając nogi równolegle do barków. Szybkim oddychaniem kumulował pokłady wewnętrznej energii. W pomieszczeniu znajdowało się kilka, jak nie kilkanaście rekwizytów mogących posłużyć do prawidłowego wykonania techniki. Były to zarówno proste manekiny do ćwiczeń, jak i inne ozdoby tego pomieszczenia. Wyrzutek ponownie zamknął powieki. Jego dłonie zawisły w powietrzu, kreując nowe ręczne pieczęcie. Gdy uzbierał odpowiednią ilość chakry, otworzył oczy i spojrzał na leżącą pod ścianą kłodę. W mgnieniu oka zamienił się z nią miejscami. Wzrok wszystkich zgromadzonych przeleciał wzdłuż sali, zatrzymując się na leżącym pod ścianą Jū. A rozczochrany wyrzutek liczył jedynie na zaakceptowanie wysiłku. No i oczywiście jak to przeważnie bywa uzyskał akceptację prowadzącego. Tę technikę znał przed wstąpieniem do szkoły. Widział ją od groma razy. Przede wszystkim u innych ninja, którzy zamieszkiwali tą samą osadę, co on za młodu. Wstając i otrzepując ubranie młodziak powrócił na miejsce.
          - Ostatnia zdolność do zaprezentowania to Henge no Jutsu. - Ostatnia i najłatwiejsza. Nie sprawiająca młodemu żadnych problemów. Tak samo jak poprzednią Jū trenował wiele razy. I także dziś, kilka godzin przed przystąpieniem do egzaminu. Z pewnością na twarzy wykreował trzy pieczęcie. Spod jego stóp buchnął siwy dym, zakrywając wyrzeźbioną sylwetkę. Po kilku sekundach cyrklujące w pomieszczeniu powietrze rozproszyło zasłonę. W miejscu, gdzie znajdował się wyrzutek, stał teraz sensei. Chwila, właściwie to było ich nawet dwóch. Technika służyła do zamiany wyglądu. Przystępujący do egzaminu członek akademii zmienił swój wizerunek. W tamtym momencie wyglądał identycznie, co długowłosy mężczyzna. Na innych adeptach wywarło to ogromne wrażenie, choć największe na samym użytkowniku. Uzyskał akceptację od prowadzącego. Z ulgą przeszedł do kolejnych słów.
          - Na sam koniec, gdzie zazwyczaj prezentujemy opanowane umiejętności przygotowałem posługiwanie się bronią białą. - Miecz nie był mu obcy. Wręcz przeciwnie był jego bratnią duszą. Wyrzutek chwycił mocno za drewnianą rękojeść. Silnym wzniosem skierował czubek repliki ku górze. W pomieszczeniu jak już wspominałem znajdowały się także manekiny do ćwiczeń. Prowadzący wskazał jeden z nich, na co Jū odpowiedział przytaknięciem. Wykonując prawidłową postawę, skierował sztuczne ostrze w kierunku kukły. Sprawnymi ruchami zadał kilkadziesiąt ciosów. Serie padały z góry w głowę, z boków na żebra, a nawet i z dołu, padając w biodra. Młodziak zaprezentował znany ekspertom styl walki. Ukazał znajomość posługiwania się mieczem. I choć użył dosadnej siły, manekin nie został uszkodzony. Taka ilość ciosów zmęczyła mięśnie wyrzutka. Z lekko sapiącym głosem zapytał o werdykt.
          Wszystkie cztery punkty zaliczone. Takie słowa wpadły do jego uszu. Wpierw zareagował szerokim uśmiechem, a po sekundzie zadowolenie zniknęło. Z powagą podziękował za możliwość uczestnictwa, szybko odłożył rekwizyty, a jeszcze szybciej opuścił pomieszczenie. To ten dzień, w którym jego przygoda ze szkołą ninja zakończyła się.

Offline

 

#98 2017-04-14 13:15:21

Sensei_Koharō

Sensei

Zarejestrowany: 2016-03-09
Posty: 36

Re: Sala #3 - Trening

Opisy treningu oszczędniejsze, niż u niektórych kolegów i koleżanek, jednak ja już pisałem, że zwięzłość uważam za cnotę. Twój język wskazuje na dwie rzeczy - czytasz w życiu dużo, choć pobieżnie Widać, że znasz wiele fajnych, typowo literackich zwrotów, ale nie wszystkie tak, żeby ich używać. Co mimo to robisz i potem wychodzi, że ktoś "wyraża odetchnięcie wypuszczeniem powietrza".  No miodzio, ja wtedy zamiast tego gram marsyliankę na grzebieniu. Żartowałem, wcale tak nie robię.

Ogólnie rzecz biorąc, uznaję twój styl za zadowalający a ciebie za wartościowy dodatek do naszej małej społeczności, o ile pociągniesz temat dalej i użyjesz Ninja Clan Wars, żeby wzbić się na wyżyny swoich możliwości. A możliwości masz. W końcu Yocharu też zdarzają się takie kwiatki, jak to twoje oddychanie, a wyszedł na prostą na tyle, że został Strażnikiem Specjalnym

Przed tobą wizyta w Sali #4, a potem wolność.

Offline

 

#99 2017-06-10 21:23:49

Keiza

Zaginiony

Zarejestrowany: 2017-06-05
Posty: 14

Re: Sala #3 - Trening

Dzień pierwszy. Znajduję się w Szkole Ninja. Aktualnie stoję przed drzwiami do sali, w której powinny zacząć się moje zajęcia. Specjalizacja Ninjutsu, gdyż to zapisałem w kartotece, podczas zapisów. Puk, puk. Pociągam za klamkę. Wchodzę do środka. Skinąłem głową w kierunku senseia, na znak przywitania i zająłem miejsce najbliższe jakie znalazłem. Nie spóźniłem się, lecz wykład już trwał co jest grane? Nie ważne. O czym on mówi?

...


Wykład nie trwał długo, bo około pół godziny, ale już zdążyłem przymrużyć oczy i powoli odpływać w krainę snów. Następnie sensei nawoływał moich potencjalnych kolegów, by pojedynczo podchodzili do tablicy i wykonywali jutsu, o których gadał przez te trzydzieści minut. Patrząc po niektórych moich "kolegach i koleżankach" wiedli normalne nastoletnie życie, zaś niektórzy mieli posępne miny, jakby umarła im cała rodzina. No cóż... nie mi to oceniać... Wstałem do tablicy dopiero po odczytaniu mojego nazwiska, co trwało zdecydowanie za długo. Na pierwszy ogień technika replikacji cienia - Bunshin no Jutsu. No to zaczynamy.

~Bunshin no Jutsu~

Stanąłem pod tablicą i odwróciłem się w stronę klasy dopiero gdy wziąłem głęboki wdech. Tylko niektórzy spoglądali na mnie ze znużoną miną jakby akurat mi miało przydarzyć się coś co poruszyło by tą żywą publiczność. W głębi serca liczyłem, że nie będę to ja. Skupiłem się na zadaniu. Złożyłem pieczęć tygrysa i zacząłem koncentrować chakre. Próbowałem robić dokładnie tak jak uczył mnie brat, co nie było takie proste. Wyobraź sobie siebie, jak wyglądasz i stwórz idealną replikę cienia. To proste. Tak mawiał, tak też zrobiłem. Codziennie przeglądam się w lustrze wiem przecież jak wyglądam. Muszę tylko zebrać odpowiednią ilość chakry i stworzyć klona, a jak się da to więcej.
- Bunshin no Jutsu. - powiedziałem, a raczej mruknąłem pod nosem. Nie lubiłem swojego głosu.
W tym samym momencie starałem sobie wyobrazić siebie stojącego obok mnie, po prostu. Wypuszczając również odpowiednią ilość chakry, odpowiednią do stworzenia dwóch replik mnie samego. Po skończeniu spojrzałem na moje niedoszłe repliki cienia, jak dla mnie były zadowalające. Spojrzałem na senseia, który tylko skinął głową. Co uznałem za zadanie zaliczone. Przechodzimy do kolejnego.

~Kawarimi no Jutsu~

Następnie miałem w planach zademonstrować jutsu podmiany, czyli Kawarimi no Jutsu. Starałem przypomnieć sobie podstawy tego jutsu. Jaka pięczęć będzie potrzebna? Ile chakry muszę zebrać? Niby podstawy, ale bez tego nie uda mi się zrobić prawidłowej podmiany. Sama teoria techniki również jest prosta. W celu uniknięcia ataku, podmieniam się z najbliższym przedmiotem, który obrywa za mnie. Proste. Wykonałem gest taki, jak przywołuję się kelnera, w kierunku senseia, aby mnie zaatakował. Dałem mu do zrozumienia, że jestem gotowy. Zdążyłem tylko poprawić grzywkę, jak usłyszałem tylko świst obracającego się shurikena i przebłysk w głowie jak wbija mi się w nogę i zaczyna krwawić. Złożyłem pieczęć. Zebrałem, jak to najszybciej było możliwe tyle chakry, by móc podmienić się z kłodą, która oparta była o biurko senseia, nie całe 2 metry dalej. Zamknąłem oczy i mruknąłem, tak jak poprzednio - pod nosem:
- Kawarimi no Jutsu.
Zanim się zorientowałem, stałem już w drugim końcu sali. Nie byłem zdziwiony, raczej podekscytowany. Co się właśnie stało? Ja to zrobiłem? Po chwili usłyszałem dźwięk upadającej kłody na podłogę. Zaliczone. Tak myślę. Dosłownie w tym samym momencie usłyszałem dzwonek. Koniec zajęć. Zaliczę jutro.



~~~~


Dzień drugi. Tym razem zajęcia odbywają się w lesie, gdzie znajduję się trochę manekinów wiszących na drzewach. Zawieszonych idealnie by w nie kopać i uderzać. Znajdują się tu również tarcze do rzucania, ustawione w różnych odległościach. Zjawiam się wcześnie rano. Chce mieć to już za sobą. Jestem w połowie i jestem tu, by to zakończyć. Po kilku minutach zebrało się kilku uczniów i sensei. Nie przedłużaliśmy dłużej.

~Chodzenie po Drzewach~

- Tym razem zademonstruję "chodzenie po drzewach". - powiedziałem nieco głośniej, niż to miałem w zwyczaju. Znajdowaliśmy się na dworze chciałem by wszyscy dokładnie mnie usłyszeli. Ćwiczyliśmy to tyle razy z bratem, że jestem pewny, że teraz mi wyjdzie. Jednak na wszelki wypadek, zrobiłem sobie szybkie powtórzenie. Skoncentrować chakre, później przenieść ją bezpośrednio na stopy i tyle, można chodzić po pionowych płaszczyznach. Tak też zrobiłem. Podszedłem do najbliższego drzewa. Złożyłem pieczęć tygrysa i zamknąłem oczy. Zacząłem kumulować chakrę w jednym punkcie. Następnie przekazałem do stóp odpowiednią jej ilość oraz zadbałem o stały dopływ chakry do stóp, żebym przez przypadek nie spadł. Postawiłem krok na drzewie. Poczułem jak czuje minimalne przyciągnięcie. Co uznałem, za dobry znak. Wskoczyłem na drzewo i pobiegłem w pionie kilkanaście kroków. Upewniając się, że wszystko dobrze zrobiłem. Zszedłem niżej i stanąłem "poziomo" na drzewie z założonymi rękami. Uznałem zadanie za zaliczone. Zeskoczyłem na ziemie, otrzepałem się z kurzu, poprawiłem grzywkę i znów powiedziałem nieco głośniej:

- Teraz pragnąłbym zademonstrować technikę Konoha Raiken.

~Konoha Raiken~

Kilka metrów od nas stał wystarczająco duży kamień, by się za nim schować. Przeanalizowałem mój plan jeszcze raz, bardziej szczegółowo. Podbiegłem do jednego z manekinów i odpiąłem go z drzewa, następnie zawlokłem go pod kamień, a dokładnie 2 metry od kamienia. Tak aby znajdował się dosłownie przede mną, w chwili lądowania. Sam wskoczyłem za kamień, pozbywając się celu z widoku. Na szczęście jest to manekin i wiem, że nie zmieni swojego położenia. Do tej techniki przygotowywałem się trochę dłużej, niż do poprzednich. Takie techniki wymagają ode mnie tężyzny fizycznej, kondycji i przede wszystkim siły, którą nie szastam. Wiem, że muszę położyć większy nacisk na techniki taijutsu, ale wszystko w swoim czasie. Teraz muszę prawidłowo zrobić te uderzenie. Zacisnąłem twardo pięść, spoglądając jeszcze kilka chwil na nią, przypominając sobie wszystkie porady brata. Musze wybić się wystarczająco wysoko, by móc się obrócić i wykorzystać siłę grawitacji na moją korzyść w postaci wzmocnionego ciosu. Zamknąłem oczy, po czym wyskoczyłem w powietrze, momentalnie się obracając. Tyle razy to ćwiczyłem. Już wyczułem moment spadania, złożyłem się do uzyskania odpowiedniego ruchu ciosu i uderzyłem z całą siłą w leżącego i bezbronnego manekina.

Ostatnio edytowany przez Keiza (2017-06-10 22:16:23)

Offline

 

#100 2017-06-11 00:49:58

Sensei_Koharō

Sensei

Zarejestrowany: 2016-03-09
Posty: 36

Re: Sala #3 - Trening

    Sensei przejrzał własne notatki, związane z tym, co zaprezentował mu nowy egzaminowany, i zmarszczył czoło.
- Keiza... Ayatsuri - powiedział po prostu, bez konkretnego podtekstu, brzmiącego między słowami - twój bunshin miał jedno ucho do góry nogami, nie wiedzieć czemu. Kłoda, którą podstawiłeś pod siebie, wylądowała mi na stopie i chcę powiedzieć, że krew mi leci z małego palca.
     Sensei poprawił okulary i przewrócił stronę.
- Tego z tym kamieniem to nie zrozumiałem prawdę powiedziawszy, chyba, że chciałeś zaprezentować zastosowanie w formie otwarcia ataku z zasadzki, wtedy spoko. Ogólnie nie jest źle, mykaj do sali #4. Egzamin zaliczam.

Opisy prawidłowe i pod względem schludności pisania bez zarzutu. Możesz poeksperymentować w wolnej chwili z formatowaniem tekstu (cytowanie, różne formaty dla szeptu, krzyku itp. ) ale nie zmuszam, to indywidualna sprawa. Ogólnie nie porwały mnie i nie sprawiły że uroniłem łzę wzruszenia, ale ciężko o to przy cholernych technikach rangi D. Zasuwaj więc robić KP i w świat, uczyć się nowych, potężniejszych technik.

Offline

 

#101 2019-07-24 16:14:07

 Skutter

Klan Uchiha

Zarejestrowany: 2019-07-19
Posty: 74
Klan/Organizacja: Uchicha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: Sala #3 - Trening

Zaraz po dopełnieniu wszystkich formalności po moim przybyciu zostałem odesłany do sali numer 2 gdzie miałem się nauczyć podstawowych technik, po drodze jednak zatrzymałem się przy bibliotece. Gdy zobaczyłem ilość zwojów jakie były tu nagromadzone nie chciałem opuszczać tego miejsca, dodatkowo tutaj było wszystko dokładnie poukładane nie jak w bibliotece trzonu. Jednak odezwał się do mnie Kanabi:

-Nie trać tu czasu. Przybyłeś na szkolenie, im szybciej opanujesz podstawy tym więcej czasu tu spędzisz.

Przed samym przybyciem ostrzegłem go że nie będę mu odpowiadał gdy będziemy tu przebywać. Nie chce żeby ktoś o nim wiedział, potraktowaliby mnie jak szaleńca. W sali dostałem polecenie wybrania sobie 3 technik do nauki wybór był dosyć prosty zdecydowałem się na techniki które pozwolą mi oszukać wroga i go zmęczyć by był prostszy do pokonania.

Narakumi no Jutsu

Pierwszą techniką była Narakumi no Jutsu jedna z najprostszych technik Genjutsu. Pierwsze co zrobiłem to udałem się do Biblioteki w celu zdobycia informacji na temat najszybszego nauczenia się tych technik. Zwojów było od groma i dość długo czasu zajęło mi znalezienie informacji,wszystkie potrzebnie informacje spisałem sobie na notatce. Udałem się na polanę będącą niedaleko samej szkoły i na swój cel do ćwiczeń wybrałem zwierzęta będące w okolicy. Pierwszym punktem w treningu było opanowanie przepływu własnej chakry w organizmie i zatrzymaniu jej dzięki technice zwanej Kai. Jej opanowanie jest pierwszym punktem do treningu manipulacji chakrą u innych ludzi. Coś co wydawało się proste zajęło mi cały dzień. Cała sztuczka polegała na zmuszeniu Chakry do chwilowego popłynięcia w stronę odwrotną do jej prawidłowego obiegu. Dzień zakończyłem idąc szybko spać, trening dość mocno mnie zmęczył także prawidłowy sen był podstawą do szybkiego opanowania tejże umiejętności. Po śniadaniu udałem się znów na polanę wówczas gdy upewniłem się że nikogo nie ma w okolicy powiedziałem:

-Kanabi, masz jakiś pomysł na opanowanie tej umiejętności?

-Na zwierzętach nie dasz rady.-Znajdź człowieka który będzie podatny na twoje manipulacje, najlepiej dziecko.

-Ale nie mogę, atakowanie ludzi jest tu zabronione.

-Jest tu pełno polan do treningu, na jednej z nich na pewno ktoś trenuje. Jest sam zapewne.

Udałem się na poszukiwania celu i nie musiałem długo czekać. Dziewczynka na oko około 7 lat trenowała rzucanie shurikenami w drzewa to był idealny cel. Schowałem się wysoko w liściach i złożyłem ręce w znaki Węża,a następnie Szczura. Trzymając znak szczura zamknąłem oczy i starałem się skupić na przepływie chakry w jej mózgu. Okazało się to trudniejsze niż myślałem, musiałem się skupić na utrzymywaniu jej w zamkniętym obiegu w i wprowadzenie chakry do części mózgu odpowiedzialnej za strach. Dziewczynka rzuciła się na ziemie myśląc że atakują ją pająki krzyczała w rozpaczy. Wyszedłem bardzo zadowolony z treningu i udałem się odpocząć ponieważ ta jedna próba kosztowała mnie dużo energii. Przez następne dni wybierałem różne cele i poprawiałem swoje panowanie nad tą umiejętnością.

Kasumi Juusha no Jutsu

Po opanowaniu poprzedniej techniki znacznie polepszyłem swoje panowanie nad Genjutstu dlatego drugą techniką zostało Kasumi Juusha no Jutsu. O dziwo jutsu to było o wiele prostsze niż poprzednie ponieważ nie wymagało zmuszenia chakry do dojścia do konkretnej części mózgu leczy skupić wyłącznie na jego oczach i zmyśle czucia i dźwięku. Zaczynał się mój 3 tydzień w szkole i po dopracowaniu do perfekcji poprzedniej techniki spędziłem kolejne dni czytając zwoje starając się znaleźć najłatwiejszy sposób na opanowanie nowej techniki. Wnioski jakie wyciągnąłem były następujące:
1.Technika ta jest o wiele prostsza niż poprzednia i ma na celu zmęczenie wroga,technika idealna dla kogoś słabego w Taijutsu.
2.Trzeba atakować z dystansu w sposób skoordynowany z atakami klonów tak aby przeciwnik nie mógł namierzyć gdzie się znajdujemy.
3.Nie pokazywać się choćby nie wiem co.

Kanabi ponownie przyszedł mi z radą mówiąc bym znalazł kogoś kto chce potrenować Taijutsu i starał się użyć tej techniki na nim, wówczas ja potrenuje to co potrzebuję, a on to co on potrzebuje. Aby mieć pewność że nie będzie wiedział o mojej obecności przybył 30 minut przed jego przyjściem i się ukryłem szykując się do skoordynowanych ataków kunaiem. Jest, przyszedł i daje ustalony sygnał że jest gotowy. Składam pieczęcie Wąż, Tygrys, Baran. Zaczynają pojawiać się pierwsze 2 kolny. Lecz po chwili zapadają się pod sobą. Dopadła mnie lekka panika. Co zrobiłem nie tak? Zrobiłem tak jak kazały zwoje lecz po chwili mnie olśniło, użyłem Chakry tylko i wyłącznie do stworzenia ich lecz zapomniałem je utrzymać. Próba numer 2 ponowne złożenie znaków Wąż, Tygrys, Baran tym razem pojawił się 1 klon lecz nie zniknął, więc stworzyłem drugiego który również się utrzymał, idąc w zaparte postanowiłem stworzyć trzeciego klona, zaś mój cel walczył z nimi oczywiście jak można próbował je trafić to on się regenerował i dalej szedł w jego stronę, gdy jeden z moich klonów chciał rzucić kunaiem przygotowałem się, rzut mój był dosłownie chwile przed rzutem klona i spowodował małą ranę na ramieniu przeciwnika.

Trening zakończyłem sukcesem, doskonalenie treningu zajęło mi tylko tydzień lecz byłem zadowolony z efektu.

Minął miesiąc w akademii, nie śpieszyło mi się z jej ukończeniem bo chciałem przestudiować całą bibliotekę ale doszły wieści z siedziby mojego klanu iż potrzebna jest każda osoba w odbudowie naszej osady. postanowiłem opanować ostatnią technikę i podejść do testów próbnych.

Kawarimi no Jutsu

Ktoś o tak słabej walce wręcz jak ja musiał wybrać Kawarimi no Jutsu będące najprostszą techniką pozwalającą oddalić się od przeciwnika. Zwoje mówiły jasno:
1.Znajdź rzecz do podmiany
2.Użyj szybkiej techniki by zamienić swoje ciało z przedmiotem który wybrałeś.

Na cel wybrałem kilka pieńków drewna. Złożyłem pieczęcie Baran,Wół,Dzik,Pies,Wąż. Pojawiła się chmura dymu,a po chwili spadł na mnie pieniek drewna. Udało mi się przenieść owy kawałek drewna do mnie lecz ja nie znalazłem się na jego miejscu. Zastanawiałem się co poszło nie tak więc rozwinąłem swój z ściągą i patrzę na pieczęcie które przygotowałem i znalazłem błąd. Powtórzyłem je Baran,Dzik,Wół,Pies,Wąż. Udało się. Jeden mały błąd w postaci złej pieczęci spowodował że pieniek o mało co nie złamał mi karku.

Cały mój pobyt tutaj znacznie rozwinął moje umiejętności rzucania bronią, nie można powiedzieć że jestem jakimś mistrzem rzucania lecz potrafię trafiać w wiele celów jednocześnie z wysoką celnością. Znacznie do tego przyczynił się trening techniki Kasumi Juusha no Jutsu przy którym musiałem rzucać celnie, tak aby trafić lecz nie zabić mojego celu. To był bardzo dobry miesiąc. Uzyskałem dzięki temu pewien stopień mistrzostwa w rzucaniu bronią

Testy technik zdałem pomyślnie, trochę ciężko było mi opuścić bibliotekę wiedząc ile zwojów nie przeczytałem. Kanabi mnie pocieszał:

-Pobyt tutaj znacznie nas rozwinął, możemy teraz szykować się do zemsty.

Ostatnio edytowany przez Skutter (2019-07-24 17:39:39)


https://i.imgur.com/it4UFsu.jpg

Offline

 

#102 2019-07-24 17:36:53

Sensei_Akami

Sensei

42754256
Skąd: Sensei
Zarejestrowany: 2012-11-18
Posty: 129
Klan/Organizacja: Sensei
KG/Umiejętność: Sensei
Ranga: Sensei
Płeć: Sensei
Wiek: Sensei
WWW

Re: Sala #3 - Trening

Bez zastrzeżeń, ale polecam pisanie nagłówków nad treningami z nazwą techniki. Ogólnie już o wiele lepiej się czyta Zatwierdzam i

Offline

 

#103 2019-09-01 22:31:54

Hashira

Klan Senju

Zarejestrowany: 2019-08-28
Posty: 5

Re: Sala #3 - Trening

Wyszła z sali #1. Wyszła z sali #2 Żadnego wytłumaczenia, żadnych rad. Tylko suche „weź się naucz 3 technik i 1 umiejętności, kurde!”. No szlag trafia.


Mistrz Broni Białej

https://66.media.tumblr.com/220a554758dbdba8f280641271c828a9/tumblr_px668bLLH61t4bumdo1_500.gifv

Idzie korytarzem a tam inna kunoichi naprzeciwko. (Hashira) Uśmiecha się dziko Naciera z kunaiem w ręce. Wykonuje dwa cięcia – nieudane, uniknięte. Rzuca się z dzikim rykiem po raz kolejny:
    AAARGH
Szybkie pięć pieczęci. . . ciało kunoichi zamienia się w kukłę. Szybkie trzy pieczęcie. . . wyprowadzany jest kontratak: trzech na jednego. Hashira miota się na lewo i prawo, lecz jej ataki jedynie rozmazują iluzję, oryginał atakuje z impetem w jej nos Lecz ona tylko się śmieje Ustawia się w pozycji do przyjęcia ciosu w nos i z zakrwawionym nosem uderza z całym impetem pięścią w głowę przeciwniczki.
    TAK SIĘ UDERZA SZM***
Ciężko dyszy lecz w dzikiej furii naciera dalej na lekko zamroczoną dziewczynę (w ręce trzyma kunai) Będzie uderzać z całej siły i aż nie opadnie z sił


* Każda kropka kropką nienawiści wymierzoną w serduszko dziewczyny
** Każdy przecinek uderzeniem gniewu.

PS szukam kogoś kto chciałby nawiązać relację romantyczną z niestabilną psychicznie wariatką
Jakby znalazła się osoba o takich dziwnych preferencjach to zapraszam do zapoznania się z fabułą Hashiry i do wysyłania wiadomości na Priv/maila.

Offline

 

#104 2019-09-25 00:07:09

Satsumori

Klan Uchiha

Zarejestrowany: 2019-09-24
Posty: 40
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan [Poz. 0]
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Sala #3 - Trening

Gwiezdne niebo rozpowszechnione było nad koronami drzew, światło odbijające się od księżyca przebudziło Satsu. - Ah.. To mój drugi tydzień w tej akademii, a ja wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tego miejsca. Cóż, myślę, że najlepiej jak spożytkuję ten czas na trening, im szybciej skończę, tym szybciej pomogę ojcu. - Podsumował siebie w myślach zbierając się z łóżka i wychodząc na pole treningowe.

Po dotarciu na miejsce chłopak zauważył kilku towarzyszy, którzy również trenowali.

**Henge no Jutsu**



Jeden z chłopaków o bujnej czuprynie trenował przemianę, raczej były w tym słaby. Satsumori jednak postanowił przyjrzeć się jego staraniom, po krótkiej chwili dostrzegł pieczęcie. Pies, dzik, baran, chłopak powtarzał to na okrągło, ale jego przemiany wyglądały na dość nieudane.
Satsu wziął się w garść, zebrał czakrę w brzuchu, a przynajmniej wyobraził sobie, że to zrobił. Ułożył kolejno pieczęcie; pies, dzik, baran. Wydobył czakrę jakby na zewnątrz, jednocześnie skupiając się na wyglądzie chłopaka, który trenował kilka metrów przed nim. Wyszło mu to za pierwszym razem, poczuł to, poczuł na sobie inny wygląd. Wyjął z kieszeni małe lusterko, po czym w nie spojrzał. Wyglądał jakby przez mgłę, wybielony i rozmazany. Przetarł oczy po czym spojrzał ponownie, opuścił ręce i strzelił sobie szybko w twarz. Pies, dzik, baran, pełen skupienia jak mantra powtarzał w głowie robiąc te pieczęcie i skupiając się z całych sił. Nareszcie, poczuł, że to co zrobił było dobre. Spojrzał ponownie na lusterko. W głowie wybrzmiała mu myśl. - Już nie długo ojcze.


**Kawarimi no Jutsu**



Nadszedł czas na podmianę, ze szczęścia podskoczył i upuścił lusterko, które się potłukło. - Ah, teraz to na pewno się nie uda, siedem lat nieszczęścia.. - Pomyślał jednak, że wykorzysta te lusterko do podmiany. Mimo wszystko musiał się postarać, ojciec czekał. Ustawił lusterko przed sobą, po czym wykonał pieczęcie wypowiadając je na głos - Baran, dzik, wół, pies, wąż. Podmiana! -   Po chwili zamienił się miejscami z lusterkiem. Odziwo udało mu się to za pierwszym razem, może jednak to lusterko było samo w sobie szczęśliwe.

Usiadł na ziemi po udanej konfrontacji z technikami. Postanowił jednak, że na dziś wystarczy i udał się z powrotem do łóżka, odbyć chociaż krótki sen przed jutrzejszym treningiem.

**Magen: Narakumi no Jutsu**



Wczesnego ranka zerwał się z łóżka, po czym pobiegł na pole trenować, czekał tam już na niego przyjaciel, którego poznał pierwszego dnia. Miał na imię Seki, bardzo miły chłopak, który wyróżniał się spośród innych niezwykłym ślamazarstwem.
Przywitali się wzajemnie, po czym przeszli do ustalonego treningu.
Chłopcy stanęli na przeciw siebie, Satsumori jak zwykle gotów do treningu, Seki choć zaspany również chciał potrenować swój umysł. Dlatego też, oboje postanowili potrenować.
Satsu, zaczął od pieczęci spoglądając w oczy oponenta. Wąż, a potem szczur. Wciąż i wciąż spoglądał na Sekiego, ale nic się nie działo, oboje się zdziwili. Chłopak spróbował ponownie, tym razem wyszło jak z płatka, okazało się, że pomylił pieczęcie.
Seki opowiadał jak to liście zaczęły spadać z nieba, na początku myślał, że to wiatr, ale gdyby nie był gotowy użyć rozproszenia i nie wiedział by o planowanym ataku, raczej by się z tego nie wydostał.


**Chodzenie po drzewach**



Po krótkim odpoczynku, obaj chłopcy obiecali sobie, że spotkają się po obiedzie w tym samym miejscu, w końcu chcą nauczyć się biegać, poprawka chodzić po drzewach. Choć oboje wiedzieli, że chodzi tu o skakanie i bieganie ile się da dla zabawy.
Chłopcy pojawili się na miejscu i od razu przeszli do treningu, Seki mówił, że mistrz cały czas powtarzał, iż kontrola czakry jest najważniejsza, jej dobieranie ilość. Satsumori zastosował się do rad swojego mistrza, po czym zaczął stopniowo dobierać czakrę. W samej kontroli czakry był nawet ponad przeciętny, więc nie przychodziło mu to z trudem. Wybrał wysokie natężenie czakry w stopach, co się okazało, przy lekkim zetknięciu stopy z korą, ona odpadła pozostawiając na swoim miejscu odcisk jego buta. Postanowił więc, że zmniejszy tą czakrę do połowy tego co użył. Tym razem nie udało się, gdyż spadł. Po wielu próbach i kombinacjach wraz z Sekim wreszcie udało wspiąć się im na szczyt kilku metrowego drzewa.

Satsumori postanowił, że zostanie jeszcze parę miesięcy w akademii i poświęci jej więcej czasu, aby dopilnować swoich technik i nauczyć się dokładnego korzystania z nich. Po pewnym czasie, jednak musieli rozstać się z Sekim, który wyruszył do Kraju Ognia, z którego pochodził. Następnie przyszła kolej na Satsu, który również, po ciężkim i długim treningu w akademii, musiał ją opuścić i wyruszyć wstąpić do armii.

[ Z/t » Ta no Kuni [Kraj Pól Ryżowych] » Port ]

Ostatnio edytowany przez Satsumori (2019-09-29 23:29:54)


https://i.imgur.com/tk7EUD4.gif
Mowa | Myśli | Krzyk
Karta Postaci | Theme podróży | Theme walki

Offline

 

#105 2019-09-25 00:57:01

Sensei_Koharō

Sensei

Zarejestrowany: 2016-03-09
Posty: 36

Re: Sala #3 - Trening

Po pierwsze, primo, to JA mam na nazwisko Seki :P
Po drugie, primo, jak się śpieszysz, to robisz trochę więcej błędów. Ale sam cię poganiałem, przyjmuję je na klatę
Po trzecie, primo, ultimo, nie wiem, czy to poprawność polityczna wobec mnogich "płci" na świecie, ale wobec dwóch osobników płci męskiej piszemy "obaj", nie "oboje".

Czepiam się. Jest dobrze, poza tym napisałeś to w godzinę, a to godne pochwały. Mógłbym się przyczepić do Kawarimi, bo nie opisałeś jego efektu na Sekim do końca, a byłem ciekaw, jak twój przyjaciel zareaguje na fakt, że wyzwoliłeś w nim najgorsze lęki Ale się nie przyczepię.
Leć pisać KP.

Ostatnio edytowany przez Sensei_Koharō (2019-09-25 01:02:32)

Offline

 

#106 2019-10-14 18:24:05

 Benjii

Wyrzutek

Skąd: Takie zadupie niedaleko Warsza
Zarejestrowany: 2019-10-10
Posty: 16
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17

Re: Sala #3 - Trening

Nadszedł czas nauki, moim pierwszym zadaniem było nauczenie się paru technik. Nie tracąc czasu na zbędne pytania zabrałem się do działania.

Narakumi no Jutsu:
Na pierwszy ogień wybrałem Narakumi no Jutsu, technikę nazywano ,,Genjutsu, które wyciąga na wierzch lęki". Moim największym problemem było to, że nie miałem na kim ćwiczyć, ale powiedziałem sobie że jakoś sobie poradzę. Chwyciłem za zwój i zacząłem wkuwać potrzebne do użycia techniki pieczęci. Bez większego problemu ułożyłem pieczęć węża i szczura, poczułem wtedy nagłą utratę chakry. Zrozumiałem, że technika została rzucona lecz nie miała celu, z którego mogłaby wydobyć lęki. Jak na zawołanie podleciał do mnie duży czarny kruk i usiadł na parapecie przy otwartym oknie. Miałem wtedy szansę na przetestowanie mojej nowej techniki na żywym celu. Natychmiastowo ułożyłem pieczęć i skupiając się na kruku ponownie poczułem utratę chakry. Zaciekawiony przyglądałem się krukowi, który nagle zaczął skrzeczeć i chaotycznie wymachiwać skrzydłami zupełnie jakby zauważył większego drapieżnika. Kiedy kruk przerażony odleciał byłem już pewny że moja technika działa. Pomyślałem wtedy że nauka 3 technik nie będzie taka trudna jak się spodziewałem.

Oboro Bunshin no Jutsu: Po nauczeniu się Narakumi no Jutsu, postanowiłem skorzystać z dobrej passy i bez zwłoki zabrałem się za Oboro Bunshin no jutsu. Oboro Bunshin no Jutsu jest techniką Genjutsu tworzącą obszerną ilość klonów niewrażliwych na wszelkie ataki fizyczne. Ponownie chwyciłem zwój i zacząłem przyswajać pieczęcie, niestety miałem spory problem z poprawnym ułożeniem rąk. Po paru godzinach prób i starań udało mi się wykonać technikę. Wtedy obok mnie pojawiła się moja wierna kopia, był to mój pierwszy klon więc byłem lekko podekscytowany. Gdy próbowałem uderzyć klona moją ręką ona przenikła przez niego, zupełnie tak jak pisało w zwojach. Aby się upewnić że technika działa, postanowiłem ponownie jej użyć, wykonałem pieczęć psa i tygrysa po czym w sali pojawiła się spora grupa klonów. Wtedy poczułem się strasznie zmęczony, zdałem sobie sprawę, że wykorzystałem prawie całą chakre. Odwołałem klony i zabrałem się za następną technikę.

Konoha Senpuu: Po tym jak wykorzystałem prawie całą chakre, postanowiłem wzbogacić mój wachlarz umiejętności techniką Taijutsu. Konoha Senpuu jest to potężny obrotowy kopniak wykonany w powietrzu. Ta technika wydawała mi się strasznie podobna do tych które ćwiczyłem z dziadkiem Hiroshim gdy miałem 8 lat. Chwyciłem za zwój i zacząłem przyglądać się przedstawionym w nim ilustracją, nie myliłem się, ta technika bardzo przypomina to czego uczyłem się za młodu tylko wygląda jakby była nieco bardziej dopracowana i o wiele skuteczniejsza. Do nauki postanowiłem wspomóc się leżącymi nieopodal manekinami treningowymi. Bez zbędnego gadania wziąłem rozbieg, wyskoczyłem w powietrze i wykonałem obrót połączony z kopnięciem uderzając manekina. Niestety kopniak nie wszedł czysto, ale mimo to odepchnął manekina na parę ładnych metrów. Na spokojnie jeszcze raz przeanalizowałem swoje ruchy, rozumiejąc wcześniej popełnione błędy zabrałem się do działania. Ponownie biorąc rozbieg wybiłem się w powietrze, przy wykonywaniu obrotu zminimalizowałem ilość niepotrzebnych ruchów górną częścią ciała i wykonałem kopnięcie. Było na tyle potężne, że z łatwością wytrąciło manekina z równowagi odrzucając go na sporą odległość. Pojąłem wtedy że do mojego arsenału trafiła kolejna niesamowita technika dla której na pewno znajdę zastosowanie.

Mistrz broni dystansowej:
Przede mną zostało jeszcze jedno wyzwanie, nauczenie się korzystać z broni miotanej. Podszedłem do stołu na którym leżał zwój i masa broni rzucanej.
Mój wzrok od razu skupił się na fuuma shurikenie, ale po wzięciu go w ręce i nieudanej próbie rzucenia nim stwierdziłem że to nie jest zabawka dla mnie. Po spojrzeniu na resztę czekającego na wypróbowanie arsenału, wpadł mi do głowy pomysł by zrobić tarczę z przyklejonym na środku rysunkiem Senseia bym miał w co rzucać. Powiedziałem sobie że z taką motywacją nie ma szans bym nie trafił, myliłem się. Okazało się że trafienie w tarczę 10 na 10 shurikenów nie jest takie proste nie wspominając o kunai czy innych narzędziach. Po paru godzinach trudów i starań trafienie w tarczę nie wydawało się już takie trudne, więcej wydawało się wręcz banalnie proste. Próbowałem wielu wariantów rzucania z każdą sobie poradziłem trafiając prosto w rysunek Senseia na drewnianej tarczy. Potem Że sięgnąłem za bronie miotane, po wielu godzinach treningu udało mi się opanować rzucanie każdym z narzędzi nawet z nieszczęsnego fuuma shurikena. Okropnie zmęczony po całym dniu treningów poszedłem do Senseia pokazać mu efekty mojej ciężkiej pracy.

Ostatnio edytowany przez Benjii (2019-10-15 09:21:45)

Offline

 

#107 2019-10-15 11:42:15

Sensei_Koharō

Sensei

Zarejestrowany: 2016-03-09
Posty: 36

Re: Sala #3 - Trening

Nadal boli mnie to, że "pisało w zwojach", ale to mój prywatny ból i jakoś go zniosę.

Sensei, żując gumę, taksował powłóczystym spojrzeniem sylwetkę zbliżającego się doń ucznia i kartkę, którą ów trzymał w rękach. Jakiś czas nie mówił nic, lustrował jedynie swoją podziurawioną kunaiami i shurikenami podobiznę, przenosząc bezwiednie ciężar z pięt na palce i z powrotem.
- Okej, jestem w życiu zdania, że jeśli coś jest dziwne, ale działa, to nie jest dziwne. Mam nadzieję, że wdzięczna pamięć mojej facjaty nie będzie musiała ci towarzyszyć przy każdym nowo napotkanym wrogu. Trening zaliczam - Rybiooki ninja przewrócił kartkę na drugą stronę - Co do pozostałych technik... Narakumi praży, ale pamiętaj, że będziesz się w życiu zderzał z poważniejszymi przeciwnikami, niż kruk, i możesz napotkać opór ich siły woli. Oboro... cóż, nie mam się do czego przyczepić, nie mogłeś tego schrzanić, w końcu uczyłem cię sam a poznałem tę technikę jako pierwszą w życiu. Konoha Senpuu wyszło ci, jak na ten etap edukacji ninja, śpiewająco. Ja, jak ćwiczyłem podobną technikę, utknąłem nogą w głowie manekina i w zasadzie zawisłem, więc tym lepiej dla ciebie. Idź do sali #4, tutaj nie masz już więcej do roboty.

Ostatnio edytowany przez Sensei_Koharō (2019-10-15 11:42:37)

Offline

 

#108 2019-10-22 16:45:12

Sainō

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2019-10-22
Posty: 15
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Członek Organizacji/Ninja
Płeć: Kobieta
Wiek: 16

Re: Sala #3 - Trening


   Po długich dniach podróży udało mi się odnaleźć miejsce wskazane na mapie, które rzekomo miało być miejscem szkolenia młodych ninja. Stałam po środku morza trawy, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu budynku. Jedyne co udało mi się dostrzec to kilka drzew w oddali oraz pola uprawne ryżu z czego zapewne słynąć miał ten kraj. Raz jeszcze spojrzałam na mapę widząc niewielki okrąg dookoła niczego. Wcześniej myślałam, że to po prostu zbliżona lokalizacja punktu lecz stałam na granicy zaznaczonego koła, nie widząc żadnej struktury przypominającej cel podróży. Podrapałam się po potylicy, głowiąc się nad zaistniałą sytuacją. Poczułam gniew, ze złości ściskając mapę.
   -Przeklęty Chikaru! Wywiódł mnie w pole!
   Krzyknęłam wyrzucając zgnieciony kawałek materiału gdzieś przed siebie.
   - I co ja mam teraz zroooo...
   Poczułam delikatnie ukłucie a sekundę później senność tak silną, że nie mogłam się jej oprzeć. Czułam jak ciało bezwładnie zaczyna upadać i tu kończy się rolka z filmem. Obudziłam się gwałtownie, unosząc się korpus z pozycji leżącej jak po porządnym koszmarze na co łóżko zareagowało skrzypnięciem. No właśnie, łóżko? Szybko zbadałam wzrokiem gdzie się znajduję dochodząc do wniosku, że zostałam umieszczona w jakimś schludnie przygotowanym pokoju. Zerwałam się z wyra, zakładając buty leżące pod nim i wybiegałam z pokoju. Uderzyło we mnie światło słońca, rażąc moje nieco zaspane oczy. Gdy syndrom ten przeszedł, zobaczyłam duży plac otoczony równie dużą kondygnacją budynków.
   - Jednak!
   Pisnęłam radośnie ze szczęścia. Udało mi się! Nie wiem jak ale znalazłam się w akademii ninja. Serce biło jak szalone a dłonie drżały z ekscytacji. Chłonęłam nowe widoki, chcąc zapamiętać ten moment jako prawdziwe rozpoczęcie przygody. Zanim zdążyłam się nacieszyć, zaczepił mnie jakiś mężczyzna. Przywitał mnie ciepłym uśmiechem i potwierdził gdzie się znalazłam, zapraszając mnie do jednej z sali. Kiwnęłam głową ucieszona i czym prędzej podążyłam jego tropem. Po wejściu do pomieszczenia, gestem ręki zasugerował mi zajęcia miejsca przy dużej ławce. Zgodne ze wskazówką usiadłam a ten położył przede mną kilka kilkanaście zwojów. Dziewięć z nich było w kolorze zielonym zaś cztery w kolorze niebieskim. Sensei oznajmił, że mogę zapoznać się ze wszystkimi lecz muszę wybrać tylko trzy zielone i jeden niebieski. Tego zostanę tutaj nauczona i stanie się to moją bazą do wyruszenia w świat jako ninja. Stwierdził również, że nie chodzi tu jedynie o to, że brakuje im czasu aby przeszkolić mnie we wszystkim ale podejmowanie wyborów od samego początku a także o zdefiniowanie się jakim shinobi będę w przyszłości. Oczywiście nie miałam pojęcia o jakie rodzaje chodzi ale gdy tylko wyszedł, zaczęłam wertować zwoje, wyszukując coś dla siebie.
   To był totalny kosmos. Bieganie po wodzie? Technika pozwalająca się klonować? Podmiana postaci w kogoś innego? Paraliżowanie kogoś strachem przez wpłynięcie na niego poprzez własne zdolności? Naprawdę ninja potrafią robić takie cuda? Oczy prawie wypadły mi z orbit gdy przyglądałam się opisom i występujących przy nich rycinom.
   - Ninjutsu, Taijutsu i Genjutsu.
   Szeptałam pod nosem, rozdzielając techniki na grupy. Postanowiłam, że wybiorę jedną z dziecin i pochłonę wszystko co z niej tu ofiarują. Genjutsu? Wydawało się być bardziej brutalne niż brzmi. Szczerze mówiąc przerażała mnie sama myśl, użytkowania czegoś takiego. Taijutsu? Meh, wydaje się takie zwykłe. Uważałam, że byle pierwszy lepszy chłop z ulicy może nauczyć się wyskakiwać i pić kogoś po mordzie. Ninjutsu? Tak! To było to. Chociaż kompletnie nie rozumiałam jeszcze koncepcji chakry, stwierdziłam, że wygląda to najbardziej imponująco i chcę umieć taki cuda wykonywać. Zostawiłam więc otwarte zwoje z technikami ninjutsu zaś pozostałe zwinęłam i odłożyłam na bok. Pozostały jeszcze rolki z opisem umiejętności. Opis chodzenia po wodzie i drzewach był dla mnie tak skomplikowany, że od samego początku odstawiłam go na bok. Jak już wcześniej wspomniałam, sama chakra i jej działanie było dla mnie kompletnie niezrozumiałe a co dopiero manewrowanie nią wewnątrz ciała i skupianie w konkretnych punktach. Postanowiłam, że zostawię to na przyszłość. Teraz stałam przed wyborem walki w zwarciu albo na dystans. Chociaż jeszcze nie potrafiłam się klonować, wyobraziłam sobie jak kilka mnie stoi dookoła stoi i główkuje nad wyborem. Zerkając na wcześniej wybrane ninjutsu, doszła do wniosku, że to właśnie walka w zwarciu bardziej pasuje do ich działania. Wzięłam cztery wybrane zwoje i wybiegłam z sali w poszukiwaniu mistrza.
   Wpadłam do pierwszej sali, która stanęła na mej drodze, widząc przygotowane miejsca do treningów. Sensei już stał na drugim końcu, zaczytując się w jakiejś nieznanej mi książce. Wykonałam głęboki ukłon i podeszłam na środek sali, siadając po turecku. Rozwinęłam wybrane zwoje, typując pierwszy do nauki.

Bunshin no jutsu


   Naukę zaczęłam od techniki, która budziła we mnie największą ekscytację. Klonowanie brzmiało tak nierealnie, że musiałam zaznać to na własnej skórze aby uwierzyć. Wydawała się także odpowiednim sposobem na zapoznanie z chakrą i bazą do nauki pozostałych dwóch technik, czyniąc je łatwiejszym do opanowania. Tak więc zerknęłam na pieczęcie potrzebne do wyzwolenia omawianej techniki, trochę niezgrabnie naśladując ryciny z opisu. - Cholera, powyginam paluchy - Powoli i sukcesywnie powtarzałam wzór by móc w miarę płynnie wcielić go w życiu w momencie gdy już będę chciała go faktycznie wykorzystać. Żeby nie skłamać, zajęło mi to około godziny. Usiadałam wygodnie na podłodzie rozprostowując obolałe palce. Westchnęłam głośno, powstając z posadzki i czując, że jestem gotowa, ponownie wykonałam znaki oczekując na efekt. Nic się nie stało. Rozejrzałam się po sali, patrząc czy moje klony nie pojawiły się w jakimś dziwnym miejscu ale nic takiego się nie wydarzyło. Powtórzyłam proces lecz nadal bez efektu. Zaburczałam ze złości, czując że ośmieszam się przed senseim, który tylko wynurzał czasem nos znad książki. Skoro i tak wychodzę na głupka to mogę zaryzykować. Po raz wtóry powykrzywiałam palce w dane wzory i wykrzyknęłam. - BUNSHIN NO JUTSU! - Gdybym żyła na dzikim zachodzie to właśnie w tym momencie zawiałby silny wiatr i przetoczyła się okrągła kula zeschniętych gałęzi. Nie wydarzyło się kompletnie nic. Nagle zza książki wydobył się dźwięk. - Może użyj chakry? - Zrobiłam się czerwona ze wstydu. Nikt mi nigdy nie powiedział jak to działa i czym to tak naprawdę jest. Wzięłam głęboki wdech. Postanowiłam zebrać się w sobie i postawić na wyciszenie połączone ze skupieniem. To cos musi być we mnie a ja muszę to wydobyć. W okolicach serca poczułam dziwne bulgotanie. Pisnęłam z wrażenia, zaczynając pojmować tą całą chakre. Złożyłam dłonie, bucząc pod nosem zaraz skupiając się na ponownym przywołaniu uczucia - Mhmmmmmmmmmm - Gdy efekt powrócił, wykonałam gesty ze zwoju i usłyszałam jak coś wybucha obok mnie. Zestresowana odskoczyłam do tyłu, widząc jak chmura dymu po mojej prawej stronie powoli się rozrzedza, ukazując moją dokładną kopie. - O Cię mordę... - szepnęłam nie dowierzając widokowi. A więc to jednak możliwe i co najlepsze, chyba mi się udało.


Henge no jutsu


   Teraz gdy opanowałam klonowanie, widziałam że kolejne rzeczy to już bułka z masłem. Zerknęłam na zwój studiując znaki i bez krzty pokory i skupienia, wykonałam je tak jakbym robiła to od zawsze. No nie do końca, bo tak naprawdę to wydawało mi się, że tak jest a w rzeczywistości moje dłonie wykonały jakiś dziwny rytuał, który prędzej pozwoli mi połamać paluchy niż wykonać technikę. Byłam święcie przekonana, że jutsu zostało wykonane poprawne więc odwróciłam się do lustra na końcu sali widząc nadal siebie samą i moje klona. Podrapałam się po potylicy zastanawiając się czemu mi się nie udało i do cholery dlaczego ten klon nadal tu jest? - Sio! Idź do domu! - Kopia gapiła się na mnie swym pustym wzrokiem, nie reagując kompletnie na moje polecenia. - Zrób tak - Znów zza książki wyłonił się głos, tym razem pokazując jedną ręką gest. - I nie zapominaj o chakrze - Kolejna kompromitacja. Zrobiłam jak powiedział sensei a klon zniknął tak jak się pojawił, znowu mnie strasząc efektem przypominającym wybuch - Matko... mam nadzieję, że się do tego przyzwyczaję. - Poklepałam się po policzkach, by nie rozpraszać się na rzeczach niepotrzebnych. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nawet nie pomyślałam w kogo chciałbym się przemienić a technika raczej sama się nie domyśli. Wykonałam raz jeszcze gesty potrzebne do użycia jutsu, tym razem powoli i dokładnie, aktywując chakre jak w poprzednim wypadku, w głowie mając obraz senseia. - Mhmmmmmm - Tak, bez tego na razie nie umiem wydobyć z siebie chakry ale o dziwo pomaga mi to. Tym razem to ja wybuchłam, chociaż spodziewałam się, że odczuję to nieco inaczej. Zerknęłam w lustro, prezentując się teraz jako sensei - Głupia dziewucha, ledwo ogarnia te techniki, gdy ja sobie czytam - Powiedziałam sama do siebie, zapominając, że mężczyzna przecież jest po drugiej sali. Spalona za wstydu wykonałam gest jak w wypadku odwołania klona i powróciłam do oryginalnej formy.

Kawarimi no Jutsu


   Muszę przyznać, że te treningi to męcząca sprawa. Z każdym kolejnym użyciem jutsu, miałam wrażenie, że ciężej mi ją z siebie wydusić. Zrozumiałam wtedy, że chakra nie jest nieskończona i trzeba trenować by móc zapewne te zasoby zwiększyć. Przypomniałam sobie gościa odzianego w czarny płaszcz, przywołującego wielkiego jastrzębia pod pałacem. Gdybym sama spróbowała coś takiego zrobić to pewnie padłabym martwa z wycieńczenia. Zerknęłam na kolejny zwój, dopiero teraz zwracając uwagę na napis "Ranga D". Czyżby to był stopień trudności? Mina mi zrzedła. Wychodzi na to, że uczę się faktycznie totalnych podstaw skoro przede mną jeszcze C, B, A, potem pewnie jakieś A+ albo A+++. Nie ma jednak co narzekać, każdy wielki ninja musi od czegoś zacząć. Dwie techniki już jakoś poszły to teraz technika zwana podmianą z przedmiotem. Nauczona już poprzednią wpadką, odsunęłam arogancję na bok i w pełni skupienia złożyłam odpowiednie znaki. Chakra zabuzowała wewnątrz mojego ciała, dając do zrozumienia, że jest gotowa do uwolnienia. Rozejrzałam się szybko po sali, wypatrując celu, z którym mogę zmienić się miejscami. - Coś niedużego... Mam. - Cel obrany tylko co teraz. Według opisu, coś powinno chyba najpierw mnie trafić bym mogła dokonać zamiany miejsc. - Sense... - nie zdążyłam dokończyć zdania gdy dostrzegłam, że moim kierunku leci drewniany kij. Przeklęty czytelnik, rzucił we mnie bez ostrzeżenia. Przedmiot uderzył we mnie ale nie poczułam bólu. Coś dziwnie mną szarpnęło a ja znajdowałam się, no właśnie bo to dość dziwny zwrot akcje, w dłoniach senseia. Książka upadła na ziemię w punkcie mojego wcześniejszego przebywania a ja uderzyłam tyłkiem o posadzkę gdy nauczyciel niespodziewanie poczuł nadprogramowe kilogramy w mojej dłoni. Zerknął na mnie spod byka, mierząc mnie wzrokiem tak jakbym zabiła mu matkę. Po chwili wstał, przeciągając się by rozprostować kości.

Mistrz Broni Białej


   Rozjuszany mężczyzna podszedł do regału z bronią, wybierając drewniany miecz i podrzucając w moim kierunku. Byłam zaskoczona, bo przecież nic jeszcze nie powiedziałam. Sam o dziwo nie wziął niczego, tylko stał wpatrując się we mnie. - Skąd wiedziałeś? - rzuciłam zapytanie - Znam te zwoje na pamięć, łap miecz i spróbuj mnie nim trafić. - Przełknęłam ślinę tak głośno, że niemożliwym jest aby tego nie usłyszał. Sięgnęłam po oręż i uniosłam na wysokość twarzy. Przyglądałam mu się uważnie, próbując wybadać jego ciężar. Wyglądał na cięższy niż jest w rzeczywistości ale i tak był nieco problematyczny. Kręciłam nim przed sobą badając jego reakcję co oczywiście skończyło się tym, że wysunął mi się z dłoni, zdzielił mnie w łeb i spadł na podłogę. - Ajć... - Pisnęłam tym razem już nie z ekscytacji. Usłyszałam z drugiej strony plask dłoni uderzającej o twarz. Świetnie, ma mnie już za totalną kretynkę. Mocno zacisnęłam dłoń na mieczu, biorąc głęboki wdech. Rzuciłam się na sesneia w okrzyku bitewnym, z zamiarem zabicia. On nie może przeżyć, widział zbyt dużo moich wpadek - Aaaaa! - Wyskoczyłam do niego atakując mieczem od góry. Mężczyzna wyciągnął dłonie, łapiąc za kraniec miecza tuż przed czubkiem łepetyny. Zawisłam w powietrzu, będąc zdana na jego łaskę. Po chwili puścił mnie a ja cofnęłam się kilka kroków by wystosować kolejny atak. Tym razem cięcie miało było zamarkowane. Miecz uniosłam nad głową ale gdy tylko zbliżyłam się do niego przestawiłam ręce by uderzenie poszło od prawej strony. Sensei podskoczył, przyczepiając się nogami do sufity gdy w tym czasie ja napędzana własną siłą, pofrunęłam za mieczem, wykonując spektakularną glebę z przewrotką. - Przecież to jest niemożliwe... - Wkurzona uderzyłam w posadzkę gdy mistrz powrócił znów na ziemię. Kątem oka dostrzegłam zwoje z jutsu, które sama tu przywlekłam. A gdyby tak... Przeszłam do działania. Podniosłam się z podłogi, przebiegając na drugą stronę sali, po drodze łapiąc także leżącą ksiązkę. Wykonałam gesty, które poznałam wcześniej a obok mnie pojawiła się kopia z dokładnie takim samym mieczem. Kiwnęłam głowa i wraz z towarzyszką ruszyłyśmy w stronę senseia oczywiście z zamiarem zabicia. Gdy zbliżyłyśmy się na wysokość kilku metrów, rzuciłam książką w mistrza, samemu zachodząc go od lewej, zaś klon od prawej. To było niesamowite ale w tym samym czasie, kopnął moją kopię, odwołując ją z tego świata mnie samą pacnął w czoło z płaskiej dłoni. Wtedy poczułam szarpnięcie. Podmieniłam się z książką miejscami wbijając drewniany miecz w brzuch mistrza - Giń! - Oczywiście broń zatrzymała się na jego stroju, nie mając żadnej szansy na przebicie się dalej ale mimo wszystko trafiłam!


https://i.imgur.com/JyMoDIu.jpg

Offline

 

#109 2019-10-22 17:25:22

Sensei_Koharō

Sensei

Zarejestrowany: 2016-03-09
Posty: 36

Re: Sala #3 - Trening

Nie zmieniając pozycji ciała, sensei machnął wolną ręką, by zwrócić jej uwagę, po czym wskazał na książkę, pod którą się podmieniła przy użyciu Kawarimi. Wspomniany wolumin zajmował obecnie przestrzeń pomiędzy sztychem miecza Sainō i ciałem mężczyzny, jakby wylewitował w to miejsce w krótkim momencie między podmianą i atakiem. Nie miała pojęcia, jak tego dokonał, nie zauważyła też samego zdarzenia, zdezorientowana na frakcję sekundy przemieszczeniem z Kawarimi.
- To nie jest uczciwa walka, bo dysponuję większą ilością zagrywek, niż ty - oznajmił, uśmiechając się lekko a dziewczyna zauważyła, że nosi zaskakujące podobieństwo do niebieskoskórego ninja, którego widziała w Tsuki no Kuni, szczególnie w departamencie uzębienia - ale masz moje gratulacje. Nawet przy tak ograniczonym arsenale technik, jakie masz do dyspozycji w akademii, zbudowałaś spontanicznie naprawdę skuteczną i złożoną kombinację.
Wycofał się o dwa kroki i ocenił wzrokiem uczennicę.
- Dlatego często powtarzam, że optuję za starszymi uczniami w akademii. Niektóre siusiumajtki, które tu docierają, nie wiedzą, po co tu są. Tobie determinacji odmówić nie mogę, chociaż zwątpiłem na chwilę, kiedy wylądowałaś w moich ramionach - tu sensei poprawił nerwowo okulary na nosie i odchrząknął - mam nadzieję, że okres dojrzewania nie wpłynie na twoje priorytety. Czy coś. Cykl treningowy zaliczyłaś, zapraszam do Sali#4.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
zobacz ten link