Ogłoszenie


#41 2014-11-06 16:36:41

Taii

Zaginiony

25590177
Zarejestrowany: 2011-07-27
Posty: 423
Klan/Organizacja: Namikaze
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Multikonta: brak

Re: [Event] Las

  Chłopak powoli szedł sobie obraną drogą, ale w pewnym momencie natrafił na coś ciekawego. Mianowicie las w którym był odkrył przed nim swych kompanów. Kojarzył ich twarze, ale imion no niezbyt. Podszedł do nich na odpowiednią odległość i zatrzymał się. Najwidoczniej droga w tym miejscu znikła, możliwe że ktoś użył jakiejś techniki lub czegoś w tym guście. Westchnął dosyć wymownie i odezwał się w ich kierunku. -Nawet nie chce się pytać co mnie ominęło, jednak może ktoś z was ma pomysł jak wydostać się z tego pustkowia... Choć powiedzcie mi co się tu wydarzyło...- Powiedział bardzo spokojnie, na jego twarzy nie widniały żadne emocje a mimo to dało się odczuć wrażenie, że czuł się niepewnie w obecnej sytuacji. Wiedział, że jest wiele sposobów na odszukanie drogi to jednak mało co mógł na ten temat się wypowiedzieć. On zawsze trzymał się schematów i nigdy nie schodził z drogi głównej.

Offline

 

#42 2014-11-06 21:00:33

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: [Event] Las

    Bezskutecznie próbowałem odnaleźć drogę, która zniknęła gdzieś między drzewami. To było coś, czego się nie spodziewałem, w końcu nawet zakręcająca ścieżka powinna mieć gdzieś swój początek tuż za zniszczoną polaną. Jedyną opcją było przypuszczenie, że droga ta kończyła się właśnie tutaj i nie prowadziła nigdzie dalej.
    Klon Yoshi'ego zachowywał się dość dziwnie, nie odzywał się ani słowem i wydawał się dość nieobecny. Sprawiał wrażenie, jakby ruszał się tylko dzięki moim poleceniom, nie wykazywał żadnej inicjatywy, był jak maszyna. Dlatego też przestraszyłem się co nie miara, kiedy na polanie pojawił się ktoś trzeci. Szturchnąłem klona Wyrzutka łokciem w bok, dając mu znak, by miał się na baczności.
    Szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie była to czarnowłosa kobieta, z którą mieliśmy do czynienia chwilę temu, lecz jasnowłosy chłopak, z którym miałem już do czynienia na polanie. Z tego też powodu uznałem, że nie stanowi dla nas zagrożenia i nieco się rozluźniłem.
    - Utknęliśmy w tym lesie na dobre, nie potrafiąc odnaleźć dobrej drogi, no to wyrównałem trochę teren, żeby nie błądzić bez końca. Natknęliśmy się też na jakąś czarnowłosą kobietę, która zaatakowała nas bez słowa, może to jej sprawka. Jej techniki wydawały mi się dość potężne, dlatego radzę być na baczności, pewnie jest tu gdzieś w pobliżu - wytłumaczyłem naprędce.
    - Niestety nie potrafię znaleźć dalszej drogi, może to kolejna z jej sztuczek. Myślę, że powinniśmy wrócić do rozwidlenia dróg i spróbować udać się inną ścieżką, może dokądś dojdziemy. Przy odrobinie szczęścia może natrafimy Hikari bądź Yoshimaru - zaproponowałem, po czym dodałem pospiesznie, wskazując na wyrzutka - Ten tutaj to klon. To jak, idziemy? Nic tu po nas - zapytałem, po czym ruszyłem w przeciwną stronę- w tę, z której przyszliśmy na "polanę". Cały czas miałem się na baczności, jednocześnie regenerując chakrę.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#43 2014-11-06 23:53:13

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Las

   - Cholera jasna...! - syknął Ayatane, otwierając szeroko oczy, gdy jego głowa na powrót przybrała normalną postać. Dlaczego na powrót - można by spytać. Otóż dokładnie w momencie, gdy dziko szyjący powietrze shuriken dotknął ciała chłopaka, stało się coś zaskakującego. Jego twarz oraz włosy, słowem - cały łeb, a także szyja przeobraziły się w wodę, którą natychmiast wchłonął tors Samotnika. Lecące ostrze poszybowało więc swobodnie dalej, zupełnie nie napotkawszy oporu.
 
   Yuki kaszlnął, czując na sobie ciężar otyłej dziewczyny z klanu Kiyoshi. Ktoś darł się okropnie. Białowłosy szybko zerknął w stronę krzyczącej kobiet i natychmiast wszystko zrozumiał; połowa jednej z jej nóg leżała na ziemi, zabrudzona szkarłatną posoką, zaś druga, wciąż trzymająca się ciała, krwawiła dość obficie. Widok był przerażający i obrzydliwy zarazem, a w połączeniu z odgłosami, jakie wydawała właścicielka odciętej kończyny, tworzył istną makabrę.
   Ayatane w pierwszej chwili postanowił uwolnić się spod grubaski. W tym celu oparł na niej swe dłonie i napinając nadzwyczaj okazałe mięśnie zsunął dziewczynę z siebie [siła maksymalnie 160], robiąc to jednak dość delikatnie, by jej nie zdenerwować.
 
   Chłopak powstał gdy tylko uzyskał taką możliwość, po czym rzucił zaskoczone spojrzenie, dalej uwięzionemu w lodzie Senshiemu. W tym samym momencie kryształ po prostu zniknął, przywracając czarnowłosemu pełną swobodę ruchu.
   - Wy... Wybaczcie. - powiedział, jak zwykle głośno, ale niezbyt wyraźnie Samotnik, którego mina okazywała wstyd i zmieszanie. Co mu się stało, że stał jak wryty w obliczu przeciwnika? Tego nawet on sam nie był w stanie wytłumaczyć.
   Nie było jednak czasu na takie odczucia. Białowłosego przeszył dreszcz, gdy kolejny krzyk rudej dziewczyniny przypomniał mu o jej ranie. Samotnik szybko ukląkł przy niej, sprawdzając stan nogi, który niestety był raczej oczywisty.
   - Spokojnie! - rzekł Ayatane do kobiety, samemu ledwo zachowując spokój, po czym zwrócił głowę w stronę reszty towarzyszy, szukając u nich wsparcia. Kropla potu spłynęła mu po czole. W tym momencie był bezradny.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ayatane (2014-11-08 00:24:38)


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#44 2014-11-07 00:20:16

 Senshi

http://i.imgur.com/hFUOtyf.png

372328
Skąd: Śląsk
Zarejestrowany: 2014-01-06
Posty: 647
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18

Re: [Event] Las

   Żal. Ja to jednak jestem głupi. Próbowałem podnieść tą głupią rękę do góry, a nie zauważyłem, że cały jestem pokryty lodem. Dałbym głowę, że przed chwilą były to tylko nogi... No nic muszę sobie jakoś z tym poradzić. Na domiar złego okazało się, że ten frajer co mnie uwięził wcale nie stracił ucha. Strasznie słabo, no i ta gruba. Jak ona się darła to było coś niewiarygodnego. Jeszcze trochę i ten sen zamieni się w koszmar.
   Kiedy tylko pomyślałem, o tym że wolałbym się obudzić lód, który mnie otaczał wyparował. A więc mój mózg chce abym wciąż kontynuował tą przygodę? Jak najbardziej mogę się z nim zgodzić. Prychnąłem tylko na całe to towarzystwo. Nic tylko mnie irytowało. Poszedłem za dziewczynką. Zanim jednak zniknąłem za drzewem jeszcze raz obejrzałem się na towarzystwo... Żałosne, pomyślałem. Im dłużej na nich patrzyłem tym bardziej wymiotować mi się chciało.
   Ostatecznie zadecydowałem. Wystrzeliłem w ich stronę moje wszystkie palce, jakie mi pozostały [mistrz broni dystansowej lvl. 1][siła/szybkość: 138/124] (a więc 5, nie 10), dodatkowo nad każdym przejąłem kontrolę za pomocą mojej techniki i starałem się aby nabrały dodatkowo prędkości. Każdy z nich zmierzał w inną osobę. Nie pominąłem nikogo, to chyba przeznaczenie, że było ich pięciu. Mój pocisk leciał w stronę: Tych dwóch w płaszczach, tej grubej co się drze, tej jednej co w sumie nie wiem kim jest ale jest razem zresztą więc dostanie przy okazji no i oczywiście tego frajera z białymi włosami. Dodatkowo, każdy z pocisków jest przeze mnie sterowany dzięki czemu możliwość trafienia się zwiększa. Nie obchodziło mnie czy trafię czy nie. Chociaż każdy palec w ciele jednego z nich mnie cieszył.
   Po małej zemście ruszyłem za tą piaskową dziewczynką, mam nadzieję że nie poszła za daleko.

Offline

 

#45 2014-11-07 01:19:54

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: [Event] Las

   Po krótkim wyjaśnieniu całej sytuacji przez Kiyoshiego, drużyna wzbogacona o Namikaze postanowiła się nieco cofnąć aby znaleźć inną drogę, nie trwało to zbyt długo, aż wreszcie mogli wyruszyć dalej. Wtedy właśnie zupełnie nie spodziewanie, zniknął klon Yoshiego. Nic nie wskazywało na to aby coś w pobliżu go zaatakowała, a mogło to oznaczać tylko jedno coś się stało z oryginalnym Wyrzutkiem.Po krótkiej wędrowce po drodze noszącej za sobą liczne ślady wybuchowców, czy pozostałości broni i innych pułapek. Sytuacja nieco wyjaśniła się Ciało Yoshiego leżało bez ruchu jakieś 20 metrów przed nimi, powierzchnia wokół niego była otoczona maleńkimi ostrza, senbonami. Najwidoczniej jeden z nich trafił Wyrzutka powodując stan w którym obecnie się znalazł, nie sposób było przejść dalej nie wchodząc na igłę.

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2014-11-07 01:20:06)

Offline

 

#46 2014-11-08 09:06:30

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: [Event] Las

Czułem w głębi duszy, że to wszystko się tak potoczy. Genjutsu to ohydna sprawa, tak często olewana przez żądnych mocy shinobi a w istocie dająca wielkie możliwości. Możesz wtedy sprawić by twój fizycznie, dużo silniejszy przeciwnik zabił się sam o siebie bądź o towarzyszy. Tak było i tym razem. Noga naszej "przyjaciółki" wstąpiła do klubu "Wolne Kończyny", dołączając do dłoni Senshiego. Krzyki dziewczyny były niewyobrażalne, jednakże jakby kompletnie dla mnie nieistotne. Byłem rządny wiedzy i poznania tajemnicy, która kryje się za technikami używanymi przez naszego wroga. Myślałem jak wybić się z tego, można by powiedzieć snu. Nie mogłem jednak odmówić Ayatane techniki, dzięki której uniknął ciosu zamieniając się w wodę. A może to kekkei genkai? Za krótko jeszcze żyłem na tym świecie i zbyt mało poznałem by mieć tego świadomość.

Szybko jednak z zamyślenia wyrwał mnie nasz wesoły bohater, któremu już totalne odwaliło. Nie spodziewałem się tego, że zacznie nas atakować. Chyba faktycznie wpadł w jakiś trans. Technika do zabójczych nie należała, chociaż z drugiej strony nie bardzo chciałem obrywać czymś takim, więc poruszyłem swoje mięśnie by spróbować wykonać unik [reakcja 116]. Szybki odskok w tył i ukucnięcie, powinno załatwić sprawę, zwłaszcza przy użyciu sharingana, chociaż kto wie. Nawet jeżeli oberwałem od tejże kości, jedyne co powinno zostać na mym ciele to dosyć nieprzyjemny siniak. Niestety Senshi wpadł na listę kandydatów do zabicia, gdyż nie wyobrażałem sobie maszerować z kimś, kto wykonuje na mnie atak. Wyciągając z kabury 3 szurikeny, które umiejscowiłem między palcami, wykonałem zamach w kierunku czarnowłosego samotnika, celując w szyje i kręgosłup. [szybkość 89/ siła 75] To, że był odwrócony do nas plecami, nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Skoro on może z zaskoczenia to i my. Kilka sekund po wykonaniu ataku stworzyłem klona 10 metrów w głąb drzew, zamieniając się z nim miejscami, tak abym to ja był oddalony. Nie chodziło tu raczej o ucieczkę przed wrogiem a bardziej by mieć chwilę spokoju od Senshiego, który być może wykona teraz na mnie kolejny zamach. Potrzebowałem chwili spokoju. Złożyłem dłonie w standardowy symbol i w pełnym skupieniu, próbowałem dostrzec wyjście z genjtusu [wola 116]


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#47 2014-11-08 20:33:27

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: [Event] Las

Jednak miałem trochę szczęścia... Moja kontrofensywa chociaż nieskuteczna okazała się w rzeczywistości defensywą zaoszczędzając mi wielu nieprzyjemnych doświadczeń, które to spotkały co poniektóre osoby.
  Medyczka wyła z bólu i w sumie nie dziwiłem się jej, tak gwałtowna amputacja kończyny nie mogła być ani trochę przyjemna. W sumie powinno by m być jej szkoda w jakiś sposób, jednak te wszystkie ciosy, opryskliwość i fałszywe zarzuty jakoś nie pomagały mi wydobyć mi chociaż kawałka współczucia dla niej.
-Zachowuj się i przestań wyć... Jeszcze ściągniesz na nas kogoś. - Powiedziałem najbardziej wyrozumiałym tonem na jaki miały było mnie stać. - Przynajmniej nie musisz się martwić o gwałt, bo nawet palcem cię nie tknę.
  Wtedy właśnie bezrękiemu chłopakowi, który od jakiegoś czasu zachowywał się jak by oprócz ręki piaskowa dziewczyna zgilotynowała mu korę przedczołową, brakło tak zwanej piątej klepki. Przybierając na twarzy minę jak byśmy co najmniej zaszlachtowali jego matkę grzebieniem otwarcie nas zaatakował. Na swoje szczęście używałem cały czas sharingana, co mogło mi znacznie pomóc w uniknięciu jego szalonej ofensywy. Toteż postarał się unik ten wykonać [reakcje: 59]. W czesie wykonywania tej czynności krzyknąłem do białowłosego samotnika: "Zamroź go!". Zdecydowanie nie można było pozwolić by ten szaleniec poczynał sobie dalej jak chciał. Kompletnie mu odjebało, albo postanowił nas zdradzić, to z resztą nie było ważne. Właśnie dokonał ataku z zamiarem uczynienia krzywdy, nie tylko mi, ale każdemu członkowi tej grupy.


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#48 2014-11-08 21:54:06

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: [Event] Las

    Ayatane natychmiast doszedł do siebie przy użyciu tajemniczej zdolności, nie ulegało jednak wątpliwości, że gdyby nie pomoc grubaski jego tulów zostałby wydrążony przez ognisty shiruken, który wbił się w ziemie kilka metrów za nim. Ogień powoli zaczynał się rozprzestrzeniać iw połączeniu z kulą ognia zrobioną przez Yocharu zaczął otaczać powoli otaczać towarzyszy, nie mieli jednak oni czasu aby niem się przejmować. Yuki postanowił jak najszybciej wydostać się z pod ciężaru kobiety, możliwie delikatnie zaczął ją spychać z siebie.
- Oh - jęknęła kiedy jego dłonie wylądowały na jej dość sporych piersiach. Twarz wyraźnie jej się zaczerwieniła jednak nie protestował, jak nie wątpliwie miałoby to miejsce w przypadku pewnej rudej medyczki. Gdy tylko wstał na nogi ona uczniła to samo, ale wyraźnie była rozkojarzona tym co zrobił wcześniej chłopak. Ayatane uwolnił wyrzutka i udał się w kierunku pani medyk, aby zobaczyć jak sprawa wyglądała.

     Kiedy tylko lód uwolnił ciało Senshiego ten we wściekłości pomieszanej z szaleństwem postanowił wszystkich zabić, przy użyciu swoich zdolności klanowych. Koniec ewentu senshi był głównym bosem i was zabił. W stronę każdego z 5 niedawnych towarzyszy posłał jedną ze swoich kości. Yocharu sprytnie uniknął techniki samotnika i postanowił oddalić się niepostrzeżenie(o ile wiem to nie ma takiego zasięgu, ale tym razem niech Ci będzie). Uchiha doszedł do wniosku, że jest pod wpływem Genjutsu i starał się z niego wydostać, jednak jego próby nie przyniosły żadnej zmiany.
     
    Tymczasem drugi Uchiha po końnsliwej uwadze w stronę medyczki, również znalazł się w ogniu rażenia techniki Senshiego. Był jednak mniej sprawny od swojego krewniaka unik pozwolił mu jedynie ochronić waży narząd. Kość wyrzutka wbiła się w udo chłopaka zwanego Kuroi Ino i przebijając mięśnie przewierciło dziurę niemal, że na wylot jego nogi. Na szczęście żadna kość nie została uszkodzona, ale i tak musiało boleć.
     
     Trzy ostatnie pociski zmierzały w kierunku Ayatane(między nogi! To nie kończyna nie odtworzysz), oddaloną od niego o jakieś 5 metrów grubaskę, która wpatrywała się w Yukiego i zdawała się nie widzieć zagrożenia oraz  w medyczkę wciąż leżącą bezradnie na ziemi i tracącą krew w wyniku amputacji. Dzięki technice Senshiego każdy z nich zmierzał z innej strony. Sam Kaguya postanowił zniknąć wśród drzew, a właściwie wchodząc w drzewo, shirukeny pomknęły w ślad za nim.

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2014-11-08 22:42:50)

Offline

 

#49 2014-11-08 23:34:21

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: [Event] Las

    Dosłownie po chwili znowu byliśmy na tym przeklętym rozwidleniu dróg, gdzie idąc na przedzie, wybrałem drogę, którą wcześniej udał się Wyrzutek. Nie pytałem nikogo o zdanie, ale żaden z moich towarzyszy nie oponował. Nikt nie odezwał się ani słowem, a w powietrzu można było wyczuć, że nowoprzybyły nie pała do nas większym zaufaniem. Postanowiłem zatem jako pierwszy wziąć głos.
    -Tak w ogóle to nie mieliśmy jeszcze okazji. Nazywam się Ayamaru i pochodzę z klanu Kiyoshi. Ten obok to Yoshimaru z organizacji Wyrzutków. Jest chyba coś nie w humo... - nie zdążyłem dokończyć, jako że klon, o którym akurat mówiłem, wyparował. Nie został niczym trafiony, więc musiał go zdezaktywować sam Yoshi, ciekawe tylko czemu to zrobił.
    Przyspieszyłem nieco kroku, obserwując dokładnie otoczenie. W oczy rzucały się ślady licznych pułapek i innych tego typu oznak, że coś się tu wydarzyło. Widok ten kazał mi sądzić, że może prawdziwy Wyrzutek znalazł się w tarapatach, toteż mój chód jeszcze bardziej przybrał na szybkości.
    Wszystko stało się jasne niewiele później, kiedy naszym oczom ukazało się jego ciało otoczone przez tysiące drobnych igieł, z którymi jeszcze nie miałem do czynienia, aczkolwiek uczono nas o nich w Akademii Ninja. Jak widać okazały się niezwykle skuteczne, skoro przyczyniły się do takiego stanu Yoshimaru.
    Podszedłem bliżej w nadziei, że uda mi się przejść jakoś między nimi, ale wystawały z ziemi zbyt gęsto. Nie chciałem ryzykować z nimi kontaktu, tym bardziej, że ich zapach dodatkowo kazał mi mieć się na baczności. Pomyślałem więc, że może są pokryte trucizną, po czym patrząc na nieprzytomnego wyrzutka, przypomniałem sobie naszą walkę na turnieju. Mogłem się założyć, że Yoshi nie był wielkim fanem tego typu oręża.
    Nie mogłem go zostawić samemu sobie w takim stanie, szczególnie, że mógł jeszcze żyć. Poza tym nie uśmiechało mi się wracać po raz kolejny do rozstaju dróg, tak więc musiałem znaleźć jakiś sposób, żeby się do niego dostać. Z tego też powodu postanowiłem zasięgnąć do zdolności zagwarantowanych przez mój limit krwi.
    - Spróbuję jakoś go stamtąd wyciągnąć. Miej oczy szeroko otwarte i w razie czego mnie informuj - poleciłem nowemu.
    Wyciągnąwszy rękę przed siebie, pojawił się przede mną szarogranatowy kryształowy podest o szerokości około 2 metrów, który przykrył końce senbonów. Wszedłem na niego, jak na schodek, po czym cały czas z wyciągniętą przed sobą ręką kroczyłem po nim powoli i ostrożnie, a przede mną pojawiały się kolejne jego części, tworząc nietypową kładkę.
    Ostatecznie dotarłem do Yoshimaru, który leżał na plecach, trzymając kunai w jednej z dłoni. Z jego klatki piersiowej wystawał senbon. Wyglądał niezwykle niepozornie, dlatego też miałem już pewność, że był nasączony trucizną. W innym razie nawet 100 senbonów w ciele wyrzutka nie doprowadziłoby go do takiego stanu.
     Wyciągnąłem drugą rękę i pod jego ciałem rozpełzła się niezwykle cienka warstwa kryształu, która delikatnie oddzieliła go od ziemi, po czym zaczęła zwiększać swoją wysokość, by po chwili stać się idealną częścią stworzonego przeze mnie "mostu". Będąc na podwyższeniu, nie musiałem obawiać się, że przypadkowo zostanę zraniony przez jakikolwiek z senbonów. To samo tyczyło się nieprzytomnego- nie chciałem, by w jego ciało wbiło się ich więcej.
    Wsunąłem mu lewą rękę pod kolana, prawą podtrzymując mu tułów, po czym ostrożnie go podniosłem. Obróciwszy się, ruszyłem z powrotem do mojego nowego towarzysza broni, trzymając Yoshimaru na rękach. Gdy zszedłem z kryształowej konstrukcji na glebę, podszedłem do jednego z drzew i delikatnie ułożyłem Wyrzutka na ziemi.
    Przyszedł czas na właściwą pomoc. Nie mogłem niestety obejrzeć rany przez ubranie, a tego nie mogłem ściągnąć z chłopaka, kiedy w jego ciało wbity był ten przeklęty senbon. Dlatego też najpierw naciągnąłem rękawy swojego ubrania na dłonie, by nie mieć bezpośredniego kontaktu z zatrutym kolcem, po czym wyciągnąłem go z jego klatki piersiowej. Przez ubranie dało się dostrzec natychmiastowy wypływ krwi. Następnie odłożyłem senbon na ziemię i ściągnąłem ubranie z tułowia chłopaka.
    Wiedziałem, jak należy postępować z trucizną, ninja na polanie robili to samo w takiej sytuacji- trzeba było ją wyssać. Wiedząc, że każda sekunda jest na wagę złota przystąpiłem do działania, wysysając zatrutą krew z rany i wypluwając ją na ziemię.
    Gdy zabieg dobiegł końca, z torby przy lewym pośladku wyciągnąłem maść, którą znalazłem w kurtce medyczki, gdy ta była nieprzytomna. Otworzyłem opakowanie i moje nozdrza uderzył przyjemny zapach. Skoro była to część wyposażenia medycznego ninja z pewnością nikomu nie zaszkodzi, tak więc wtarłem ją obficie w okolicach rany Yoshimaru.
    Następnie, sięgając do tej samej torby, co poprzednio, dobyłem jednego z bandaży, w których posiadanie wszedłem dzięki zapasom zabitego przez Akemi'ego Senju, po czym dokładnie obwiązałem jego ciało i na powrót go ubrałem.
    Mimo tych wszystkich zabiegów wciąż pozostawał nieprzytomny. Co prawda miałem do dyspozycji pigułki prowiantowe, ale podejrzewałem, że mogą się one nam przydać później, w końcu wciąż musimy zmierzyć się z najeźdźcami. Ułożyłem go zatem w pozycji półleżącej, opierając go o drzewo, po czym rzekłem:
    - Chyba jesteśmy kwita.
    Wstałem z powrotem na nogi i podszedłem do blondyna. Nie chciałem w sumie zostawiać Wyrzutka tutaj tak samemu sobie, ale niestety nie miałem innego wyjścia. Ufałem, że moje działania były wystarczające, by wytrwał do przybycia pozostałych z polany, w końcu zostawiłem im wcześniej znaki, jak mnie znaleźć, a skoro środkowa droga przestała być możliwa do przejścia, było bardzo prawdopodobne, że udadzą się w tę stronę. No cóż, musiał wytrzymać do nadejścia medyczki, ja sam nie mogłem nic więcej zrobić. Na pewno nie mogłem wziąć go ze sobą. Byłby tylko ciężarem, a tego pewnie i on sam by nie chciał.
    - Ok, załatwione. Ruszajmy - poleciłem blondynowi, po czym wszedłem na kryształową konstrukcję i gdy doszedłem do jej końca, ponownie wyciągnąłem rękę przed siebie i krocząc spokojnie, tworzyłem jej dalszą część prowadzącą na drugą stronę.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#50 2014-11-09 19:09:17

Taii

Zaginiony

25590177
Zarejestrowany: 2011-07-27
Posty: 423
Klan/Organizacja: Namikaze
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Multikonta: brak

Re: [Event] Las

  Z jego wioski wyniósł to, że lepiej się nie odzywać zbyt często na misjach. Bo nie dość, że może się coś złego przytrafić to są jeszcze sprawy, których nie powinno się poruszać. Chłopak zaufał Ayamaru widać było, że wie gdzie mają iść. Wszak Namikaze przyszedł z innej części lasu a w tej nie miał zbytnio okazji być, to jednak wędrówka z nimi sprawiała wrażenie dosyć szybkiej podróży.
  -Miło mi. Ja nazywam się Taii i pochodzę z klanu Namikaze...-Nie dał rady nawet dokończyć swojego zdania gdy klon Yoshimaru wyparował. Musiało coś przytrafić się głównemu ciału, bo nie mógł od tak zniknąć bez śladu. Udał się za Kiyoshi, widział liczne pułapki. Można by rzec, że nastąpiła tu katastrofa, a to tylko była zwykła bitwa. Ku jego zaskoczeniu jedyną ofiarą tej bitwy był ów pan klona Yoshi. Coś tu nie pasowało, bo cała ziemia pokryta była senbonami, z pewnością trującymi. Odruchowo chłopak wyciągnął kunai i uważnie obserwował otoczenie.
  -Dobrze... A ty staraj się nie dotknąć tego cholerstwa. Wydaje mi się, że powodują one paraliż a w ostatnim rozrachunku utratę przytomności...- Obserwował uważnie to co robi jego kompan, jak i to co może się wydarzyć. Po paru chwilach, można było stwierdzić, iż wszystko przebiegło bo myśli Kiyoshiego.  Uśmiechnął się w jego kierunku i czekał, aż ponownie stworzy swoją konstrukcje. Gdy to zrobi udał się tuż za nim w obranym kierunku,

Offline

 

#51 2014-11-10 12:25:28

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: [Event] Las

Wyglądało, na to iż jako jedyny uniknąłem tutaj zranienia, chociaż nie był to niezwykły powód do dumy. Moje próby wydostania się z genjutsu nie wypaliły ale głowa zaczęła pracować coraz to intensywniej. Jakby nie patrzeć, póki sami nie wykonaliśmy żadnego ataku, nic nikomu się nie wydarzyło, więc co jeżeli tu nie ma naszego przeciwnika a jedynie wpadliśmy w jego pułapkę? Drugą ciekawszą rzeczą, którą zaobserwowałem było przejście Senshiego przez drzewo tuż za dziewczynką. Czyżby ten kretyn, myślał trzeźwiej od nas? Nie, to raczej nie to. Pobiegł za nią naiwnie chcąc się z nią zaprzyjaźnić. To wszystko wydawało się coraz bardziej pokręcone.

  Nie mogłem jednak zaprzeczyć iż pomysł samotnika był zły. Posłałem klona do przodu na zwiad aby przeszedł przez to samo miejsce co dziewczynka. W razie problemu zostane ostrzeżony zalewającymi niebo krukami, bądź w razie braku przejścia, kopia wmontnuje się w drzewo.

Przed tym wszystkim, rzuciłem wzrok na Kuroia, który obecnie miewał się raczej średnio. Kiwnąłem głową, wiedząc że twardy z niego skurczybyk i nie da się zabić. Widząc wykrwawiającą się, beznogą medyczkę, poczułem się zobowiązany jej pomóc jak i pozostałym, którzy wcześniej narazili się dla mnie. Wykrzywiłem usta w grymas, wyciągając kunai po czym zaczął pokrywać mnie pył a by w przeciągu niespełna kilku sekund zniknąłem. Pojawiłem  się przy grubasce, popychając ją na bok by w ostatniej chwili uniknęła pocisku. Sekundę później, doskakując do białowłosego, posłałem jedną ręką kunai w kierunku toru lotu pocisku zmierzającego w rudą kobietę by w tej samej chwili wolną dłonią złapać Ayatane za głowę, szarpiąc ją w dół razem z całym swoim i jego ciężarem zmuszając do przewrotu [szybkość 89/ reakcja 116]. Senshi olał swoją technikę, a więc kości powinni pofrunąć po prostu przed siebie. Nie byłem pewny co do tego czy uda mi się uratować medyczkę przed postrzałem, jednakże jej stan był i tak krytyczny. Jeżeli wszystko poszło z planem, spojrzałem na Ayatanę, unosząc się z ziemi.
- Zamroź ranę medyczki i jej odciętą nogę, potem ugaś pożar w okół nas. Kobieta będzie nam potrzebna a ja chyba wiem co musimy zrobić.
Podszedłem do Kuroia, zrywając część jego nogawki aby zamienić ją w opatrunek. Zacisnąłem i związałem materiał w miejscu jego postrzału, wyciągając rękę aby pomóc mu wstać. Jednocześnie oczekiwałem na reakcję klona, który ruszył w kierunku Senshiego i dziewczynki.

*Jeżeli jakimś cudem oberwałem, nadal jestem po działaniem kawarimi.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2014-11-10 13:05:35)

Offline

 

#52 2014-11-10 20:22:42

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: [Event] Las

Zacisnąłem usta... W aktualnej sytuacji było by hipokryzją drzeć się na całą mordę z powodu rany.  Toteż wygryzałem zęby w wargi, a po mojej twarzy przemykały na zmianę wyrazy bólu i zażenowania. Przeliczyłem jednak swoje zdolności, unik nie wszedł mi tak dobrze jak się tego spodziewałem, a już na pewno tak dobrze jak bym tego chciał. W momencie chwilowego otumanienia,  spowodowanego uszkodzeniami ciała,oprócz oczywiście zagryzania warg, byłem w stanie jedynie ucisnąć ranę znajdującą się na moim udzie i dusić wszelakie ekspresje bólu.
  Żartowanie się skończyło pomyślałem nagle gdy Yocharu nie wiedzieć kiedy, nagle zaczął opatrywać moją ranę. Brzydka prawda była taka, że nie lubiłem rudej suki... głównie z powodu dyskomfortu fizycznego, który to zafundowała mi dnia dzisiejszego już dwa razy. Wyglądało na to, że ona naprawdę zdechnie, a jakoś nikt nie kwapił się, by udzielić jej jakiejkolwiek pomocy.
-Zajmę się rudą suką.... Przynajmniej do czasu gdy nie otrzyma jakiejś konkretnej pomocy... Pilnuj otoczenia. - Po tych słowach najszybciej jak mogłem znalazłem się przy medyczce. Szybko zdjąłem szalik z ramienia i obwiązałem go jak najbliżej obszaru amputacji. Co prawda medykiem nie byłem, ale coś podpowiadało mi, że będzie to dobre posunięcie. Po cichu liczyłem, że w niesieniu dobroczynności i pomocy pokrzywdzonym ktoś mnie wyręczy... Nie podobało mi się, że znowu musiałem ją ratować i jak wcześniej wspomniałem mile widział bym zastępstwo, jednak aktualnie nikt się nie kwapił.
  Gdy już zawiązałem szalik, klepnąłem ją lekko parę razy po policzku, tak by doszła do świadomości. Swoją drogą mnie samego zadziwiało to jak szybko mogłem odrzucić własne urazy na potrzeby wykonania zadnia, Po prostu byłem chyba tak skonstruowany, by w sytuacji kryzysowej dążyć do celu zapewniając ku temu wszelakie niezbędne środki.   
-Rozumiesz mnie?-Powiedziałem patrząc jej w oczy i wyczekując jakiegokolwiek znaku potwierdzenia. Gdy już taki nastąpił znowu się odezwałem.
- Słuchaj nikt nie jest tutaj medykiem... nawet jeżeli uda się nam zatamować krwawienie... Musisz jak najbardziej rzeczowo poinstruować mnie jak utrzymać cię przy życiu... Rozumiesz? I przysięgam, słowo o gwałcie i palcem nie kiwnę.


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#53 2014-11-10 23:00:22

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Las

   Ayatane szeroko otworzył oczy, dostrzegając podejrzane ruchy czarnowłosego chłopaka, pochodzącego z klanu Kaguya. Ten, zaraz po odzyskaniu wolności, wystrzelił w swoich towarzyszy kościanymi pociskami, utworzonymi z palców dłoni, której jeszcze nie zdążył stracić. Yuki, nie przewidując ataku ze strony sojusznika, dosłownie w ostatniej chwili zareagował [reakcja 95], tworząc przed sobą lodową ścianę [szybkość 110 wytrzymałość 150], która, jeżeli zdążyła, bez najmniejszego problemu ochroniła go, a także ranną medyczkę obok której kucał. Białowłosy miał już wykonać kolejny ruch, gdy zupełnie niespodziewanie poczuł czyjś dotyk na głowie. Kompletnie zaskoczony Samotnik nie miał szans na obronę i zdołał jedynie dostrzec czarne kudły napastnika. W następnej chwili chłopak znajdował się już na poziomie podłoża, z twarzą wbitą w glebę.

  - Co kurw... - wyjąkał Ayatane, wypluwając źdźbła trawy. Yuki powoli powstał, cały obolały z oczywistych powodów, a gdy się odwrócił, ujrzał Yocharu, który coś do niego mówił o zamrożeniu nogi medyczki.
   Samotnik już miał wyprowadzić prawego prostego w twarz Ucipy, lecz, na szczęście wszystkich, chłodna logika wzięła nad nim górę.
  - Czemu... nie... nie ważne, gdzie ten idiota? - Rzekł Aya, zrozumiawszy intencje czarnowłosego i jednocześnie przypomniawszy sobie o Shenshim, który to przed momentem go zaatakował. Yuki wyjrzał zza utworzonej przez siebie, lodowej ściany i uniósł wysoko brew, nie dostrzegając "sojusznika". Temu anu należało jednak odpuścić, no, przynajmniej na jakiś czas. Teraz były istotniejsze rzeczy...
   - Racja. - przytaknął Yocharu Ayatane, ponownie kucając przy cierpiącej kobiecie. Gdy tylko białowłosy wskazał prawą dłonią jej ranną nogę, której koniec szybko pokrył lód, który powinien nieco złagodzić cierpienia.
   Następni Yuki złożył pośpiesznie kilka pieczęci, po czym z jego ust zaczęła płynąć spora ilość wody, która szybko pochłonęła płonące drzewa (nie trafiając jednocześnie w towarzyszy chłopaka) i zapewne gasząc je bez problemu. Potem Samotnik usiadł na trawie i westchnął, odczuwając pewien specyficzny rodzaj zmęczenia, którego dawno nie czuł.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#54 2014-11-12 21:29:03

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: [Event] Las

Ayamaru, Kazunari i Taii


     Dwójka ninja zajęła się nieprzytomnym wyrzutkiem, właściwie głownie Ayamaru, dzięki swoim umiejętnością bez problemu utorował sobie drogę przez morze senbonów i jednocześnie umożliwiając przejście Taii'owi. Wyglądało na to, że Kiyoshi czuję jakoś specyficzną więź z Yoshim, którego pokonał podczas turnieju w Enko(być może ta dwójka coś ukrywa, a  finałowa walka była ustawiona). W każdym razie po dość szczegółowym zadbaniu aby wyrzutek nie wyrządził sobie większej krzywdy będąc nieprzytomnym. Ayamaru przystąpił do prób leczenia, miał już doświadczenie w tej sprawie chociaż nie bezpośrednie. Jednak dzięki wiedzy zdobytej na polanie postanowił jak najstaranniej oczyścić ranę z trucizny, następnie postanowił użyć specjalnej maści, którą znalazł przy medyczce, zapewne nie zdawał sobie sprawy że to nie skomplikowany medykament, a najzwyczajniejszy kosmetyk.
     Po chwili ruszyli w dalszą wędrówkę ku nieznanemu, nim się zorientowali znaleźli się niezwykle blisko wyjścia z lasu, bariera odgradzająca akademie była w zasięgu ich wzroku, jednak to nie ona najbardziej przyciągała wzrok.  Tuż przy wyjściu z lasu, stał mężczyzna jego biały strój i niebieskie włosy niezwykle rzucały się w oczy na tle ciemnego uderzenia, w dodatku miał coś w sobie, że wydawało się, że niemal lśni.Był dość wysoki i szczupły w ręku trzymał dziwny metalowy przedmiot, coś przypominającego szczypce. Pod nim leżało coś ciemnego, właściwie coś ciemnego Kazunari Uchiha związany i pozbawiony przytomności. Jakby tego było mało po szybkiej analizie łatwo można było dojść do wniosku, że jest bliski utraty drugiego oka, na korzyść niebiesko-włosego.

Senshi i Yocharu(klon)


   Samotnik ruszył już z nie dokońca znanymi zamiarami w poszukiwaniu dziewczynki, na początku chciał zgromadzić wszystkich razem. Teraz jednak wyglądało na to, że chce wszystkich zabić? Pierwsze co zrobił po przejściu przez drzewo to najzwyczajniej w świecie upadł, ziemia znacznie obniżała się na co ninja nie był gotowy. Po chwili Shirukeny przeleciały tuż nad jego głową najwidoczniej wytwory jego wyobraźni poczuły się urażone jego ostatnim atakiem. Szybko jednak podniósł się i ujrzał przed oczami swój cel dziewczynkę, wiele jednak wskazywało na to, że widzi ją po raz ostatni, właśnie bowiem z 4 stron zmierzały do niej kunaie wyposażone w wybuchowe notki, bez wątpienia uruchomiła jakąś pułapkę. Jednak i tym razem nie zawodny piasek osłonił ją, kiedy wydawało się jednak że to nie pomoże przed niebezpiecznym wybuchem, piasek opadł pozostawiając jedynie skrawki papieru unoszące się w powietrzu. Yocharu pojawił się chwilę później dzieląc los Senshiego, z tym, że ten zdołał się już podnieść tak więc Uchiha leżał teraz u stóp samotnika.

Ayatane,Grubaska, Kuroi Ino, Medyczka.


      Yocharu wcześniej uniknąwszy ataku samotnika postanowił działać i pomóc innym , bez problemu udało mu się dotrzeć do medyczki, jednak popchnięcie jej przyniosło mniejsze rezultaty niż zamierzał, właściwie to jedynie odbił się od niej nabierając prędkości dzięki czemu mógł pomóc Ayatane. Yuki wydawał się zaskoczony  zarówno atakiem samotnika, jak i próbą pomocy Uchihy, jego lód powstał zdecydowanie za późno żeby kogokolwiek obronić. Kościsty pociszk zatrzymał się w ciele Grubszej kobiety, zapewne nadmiar tłuszczu sprawił, że nie był w stanie przebić się jak w przypadku ninja nazywającego siebie Kuroi Ino. Medyczka zdecydowanie nie miała najlepszego dnia, nie dziwiło że w obecnej sytuacji raczej nie zwracała uwagi na swoje otoczenie, a nawet jakby nie miała by się zbytnio jak obronić, pocisk przebił ją w okolicach brzucha. Co zaś się tyczy samotnika to jego klejnoty rodzinę odleciały od reszty ciała niczym jabłko spadające z drzewa. Przynajmniej stałoby się tak gdyby nie pomoc Uchihy, przez którą pozostało jedynie wstydliwe rozcięcie w spodniach. Kiedy zagrożenie już minęło ninja postanowili zająć się swoimi ranami. Grubaska po prostu pogrzebała w swojej ranie wyjmując kość samotnika ze swojego ciała i chamując krwawienie za pomocą ręki. Ayatane zadbał o bezpieczeństwo wszystkich ugaszając pobliski ogień. Kuroi starał się pomóc medyczce bandażując jej nogę szalikiem, jednak uczynił to tak nieudolnie, że Ayatanę musiał ją zamrozić. Słowa Uchihy starały się niezbyt docierać do rudowłosej, nic dziwnego kto by słuchał gwałciciela jakby właśnie stracił nogę i miał dziurę w cielę. Medyczka straciła przytomność.

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2014-11-14 20:50:14)

Offline

 

#55 2014-11-12 22:07:12

 Senshi

http://i.imgur.com/hFUOtyf.png

372328
Skąd: Śląsk
Zarejestrowany: 2014-01-06
Posty: 647
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18

Re: [Event] Las

   Moje pociski zostały wystrzelone w stronę moich przeciwników, a ja sam udałem się w poszukiwaniu piaskowej dziewczynki. Tak jak ona przeszedłem przez drzewo, nie było to ani trochę dziwne, w końcu to był sen byłem w stanie zrobić wszystko. Stało się to czego mogłem się spodziewać, mianowicie znalazłem mój cel. Obawiałem się, jednak że nie będę w stanie ściągnąć jej z powrotem. W jej stronę leciało kilka kunai z przyczepionymi wybuchowymi notkami. Niestety, a może i stety, przeliczyłem się i piasek dziewczynki ponownie ją osłonił i uratował przed niechybną śmiercią. Przy okazji doznałem olśnienia. Nie potrzebuję tych co zostali z tyłu, znaczy się jakby się ktoś przypałętał to bym się nie obraził, ale wraz z nią bez problemu jesteśmy w stanie dotrzeć pod akademię, bez najmniejszego zadrapania.
   Kkiedy uświadomiłem sobie swój geniusz pojawił się przede mną ten chłopak w dziwnym płaszczu. Klęczał przed mną i miał pochylą głowę. Jeden mądry w końcu zauważył kim tak naprawdę jestem i uznał moją wyższość. Położyłem mu moją pozostałą dłoń na głowie i powiedziałem: Cieszę się, że zrozumiałeś swój błąd i postanowiłeś dołączyć do swojego stwórcy. Spójrz, to ja poprowadzę Cię prostą drogą do zwycięstwa, wystarczyło trochę wiary, trochę zaufania a już zostałeś wyniesiony ponad wszystkich tych, którzy pozostali w tyle za nami. Teraz wstań i podążaj za mną, bądź mi prawą ręką. (bo tą poprzednią upied**iła mi tamta dziewczynka)
   Po tych słowach pomogłem podnieść się chłopakowi, który przed mną klęczał i ruszyłem za dziewczynką, która torowała mi drogę do sukcesu, do przeznaczenia.

Ostatnio edytowany przez Senshi (2014-11-12 22:07:40)

Offline

 

#56 2014-11-13 20:27:37

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: [Event] Las

Niewątpliwie moja kopia doznała sporego zdziwienia gdy wchodząc w drzewo, przeszła przez nie niczym duch, pojawiając się jakby w innym miejscu. Klon zaliczył małe starcie z glebą, gdyż okazało się, że teren jakby obniżył swój poziom co można było chyba porównać do dużej przerwy między dwoma stopniami schodów. Długo jednak nie pozostawał przy ziemi, gdyż w jego kierunku wysunęła się jedyna dłoń, która pozostała samotnikowi, chcąc mu pomóc co było nie lada kolejnym zdziwieniem po nie tak dawnym ataku na jego oryginał i pozostałych towarzyszy. Oczywiście Senshi nie pozostawiłby niczego bez wspaniałej motywującej gadki, brzmiąc przy tym jak dobroduszny król, dający rozgrzeszenie swemu słudze za popełnione błędy. Korzystając z pomocy, wrócił na nogi otrzepując swój płaszcz i pozwalając sobie nie odpowiadać na słowa chłopaka, unosząc jedynie barki co wolnym tłumaczeniu można było określić jako "Cokolwiek i tak mam to w dupie". Jednakże sporą uwagę przyciągnęła dziewczyna, która brnęła przed siebie niczym czołg, wpadając w pułapki, które i tak nie były w stanie jej ruszyć. Można było ją wykorzystać do dezaktywowania wszelkich "niespodzianek", póki jakaś faktycznie jej nie zabije.

Ja jednak obserwowałem wydarzenie wewnątrz genjutsu, w którym siedzieliśmy. Co prawda wiedziałem już co zrobić by prawdopodobnie z niego wybrnąć, obserwując działania swojego klona lecz reszta grupy była raczej w kiepskiej sytuacji a im jest nas mniej, tym trudniej będzie się przebić. Wyglądało to raczej kiepsko zważywszy, iż medyczka nazywana przez jego krewnego z klanu Rudą Suką, zemdlała po utracie nogi i strzale w brzuch na dokładkę, jakby było jej mało. Kuroi zachował zimną krew i przy mojej pomocy, zdołał unieść się z ziemi by również udzielić pomocy swojej "przyjaciółce" od gwałtu. Cieszyłem się też w głębi duszy, iż zdołałem uratować Ayatane od prawie nieuchronnej utraty klejnotów, tworząc w ten sposób dożywotni dług wdzięczności póki ktoś nie wyznaczy sobie na cel moich a białowłosy go przed tym powstrzyma. Z grubaską było nieco ciężej, gdyż nie spodziewając się aż takiego ciężaru, użyłem zdecydowanie za mało siły i zadziałała na mnie niczym ściana, od której mogłem swobodnie się odbić do dalszego lotu. Na szczęście nie wyglądała na wyjątkowo wstrząśniętą postrzałem, radząc sobie w tej trudnej chwili. Czułem, że mam pewien dylemat ponieważ z jednej strony, wszyscy po za Akihiko byli dla mnie zupełnie obcymi ludźmi i nie mam obowiązku ratować ich życia a drogę ku wyjściu z tego syfu znałem. Z drugiej zaś strony, wspólna walka i pomoc zawsze zbliża w mniejszym lub większym stopniu, chociaż nadal nie można było powiedzieć bym kogokolwiek lubił. Ciężki ten mój charakter. Postanowiłem więc poczekać, podchodząc do drzewa które stanowiło ucieczkę z kolejnego miejsca, które zaraz po polanie wpisało się na listę lokacji, do których nie będę chciał nigdy wracać. Moje zdolności w żaden sposób się już nie przydadzą po za ewentualnymi pomysłami.
- Nie pomożemy jej teraz pomóc w żaden sposób. Trzeba jakoś zatamować rany i wziąć ją ze sobą. Nie możemy stracić nikogo więcej.
W tym momencie rzuciłem wzrok na grubaskę.
- Ty... - dokładnie tak chciałem ją nazwać - Gruba. Nie znałem jej imienia a to była jedyna cecha, którą można było ją trafnie opisać. Powstrzymałem się jednak, po prostu kontynuując przekaz.
- Dasz rade z tą dziurą w brzuchu?

Offline

 

#57 2014-11-14 00:34:10

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Las

   Odziany w porwane spodnie (które na szczęście były jedynym efektem niespodziewanego ataku sojusznika) Samotnik westchnął, powstając z pozycji siedzącej do stojącej. Podczas tego krótkiego odpoczynku, chłopak rozmyślał nad bieżącą sytuacją. Było raczej kiepsko; trzy osoby ranne, w tym jedna bardzo poważnie. Dodatkowo prawdopodobnie wciąż tkwili w genjutsu. Gej-dżutsu, stwierdził w myślach Yuki, prychając. Łatwo się domyślić, że techniki z tej grupy nie należały do jego ulubionych, a nawet zajmowały ostatnie miejsce w jego osobistej klasyfikacji.
   Schodząc z tego tematu, Ayatane spojrzał na nieprzytomną medyczkę. Dziewczyna, pomimo pewnych durnych zachowań, była do tej pory bardzo użyteczna. Gdyby nie ona, połowa drużyny prawdopodobnie gryzłaby teraz glebę na polanie z której wyruszyli. Tylko co teraz? Ruda w aktualnym stanie nie mogła już nikomu pomóc, a biorąc pod uwagę, że jej również nie ma jak udzielić pomocy, była całkowicie bezużyteczna, o ile nawet nie stanowiła obciążenia dla grupy. Transportowanie jej mogło jedynie utrudnić wojownikom samoobronę, a w tej kwestii nie było żartów, o czym mogli się już niejednokrotnie przekonać.
   Teraz Samotnik słuchał słów czarnowłosego Uchiha'y, który przed momentem uratował jego klejnoty przed przymusową imigracją. Jogurt zamierzał zabrać ze sobą medyczkę, kierując się zasadą nie-pozostawiania nikogo. Zachowanie jakby nietypowe dla rodu Yocharu, zauważył Aya. Albo może? Ile Ucip spotkał osobiście, że może to stwierdzić? Nie było to istotne, ani w tym momencie, ani w ogóle.

  - Nie uważam, żeby zabieranie jej było dobrym pomysłem. Pomijając już nasze bezpieczeństwo - dalej będzie tylko gorzej. Laska prędzej przeżyje tutaj... - rzekł Yuki wskazując ruchem głowy nieprzytomną kobietę. - ...ale rób co uważasz za słuszne. Ja idę sprawdzić to drzewo, innych opcji nie widzę.
   Skończywszy, Białowsłosy rzucił, nie wiadomo po co spojrzenie każdemu z towarzyszy, po czym, nie do końca wiedząc czego się spodziewać, ruszył w stronę tajemniczego pnia, by wkrótce wejść do jego wnętrza.


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#58 2014-11-15 00:10:29

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: [Event] Las

Apogeum... Z godziny na  godzinę było coraz wesel, najpierw robaki, później Pani z drzewa, a teraz to. Chłopak, któremu neurony najwyraźniej popaliły się do cna, nie spodziewał się chyba jakie spustoszenie zasieje swym nagłym atakiem. Grubaska jak widać niezbyt przejęła się swoimi ranami wojennymi, jednak Ruda suka wyglądała tak jak by już nigdy nie musiała przejmować się jakimikolwiek... Przynajmniej nie na tym nie najlepszym ze światów. Mniejsza już o ten otwór w brzuchu, który nie powinien w ogóle się tam znajdować, ale utrata nogi... Była sprawą znacznie bardziej przykrą, może była jakimś tam medycznym guru, ale jeszcze nie słyszałem o takim zdolnym co by umiał odtworzyć sobie część ciała.

  Moim kompanom jej stan również się nie podobał... Yocharu wspaniałomyślnie zaproponował byśmy wzięli ją ze sobą. Nie byłem przekonany co do tego pomysłu, targanie jej za sobą niczym worka ziemniaków mogło być uciążliwe... Jednak nie zmienia to faktu, że istnieje jeszcze prawdopodobieństwo, że może choć trochę jej się poprawi i będzie znowu leczyć.
  Za to Yuki, który prawie stracił jakiekolwiek szanse na posiadanie dzieci, rzucił pomysłem by ją tu zostawić. Nawet ja bym nie umiał delikatniej powiedzieć "pozwólmy jej zdechnąć". Na życie zdecydowanie jej się nie miało... Nie wiadomo czemu, gdy pozbawić kobietę jakiegoś elementu ciała zawsze gwałtownie spada zainteresowanie jej osobą wśród płci przeciwnej. Kto wie jaki los by ją czekał gdyby ozdrowiała. Życie pełne gorzkiej samotności?

  Rozłożyłem tylko ręce w geście bezradności i poczekałem co postanowi zrobić z nią reszta, a ponieważ  ten drugi sobie poszedł postanowiłem zdać się na grubaskę i Yocharu.  Jeżeli zdecydują się pomóc medyczce to nawet pomogę nią nieść. Jeżeli będzie przeciwnie, ruszę za nimi.

Ostatnio edytowany przez Kuroi Inu (2014-11-15 00:12:45)


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#59 2014-11-15 14:45:20

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: [Event] Las

Senshi, Piaskowa dziewczynka i Yocharu(klon)



     Samotnik wraz z kopią Uchihy postanowili udać się w ślad za dziewczynką, która wciąż podążała dalej. Najwidoczniej wystraszyła się zachowania reszty obrońców akademi i postanowiła się od nich oddalić. To doprowadziło do tego, że wpadła ww pułapkę, a to z kolei bardziej ją wystraszyło i zmusiło do dalszej ucieczki, prosto w następną pułapkę. Istne błędne koło, które z pewnością szybko zabiłoby dziewczynkę, gdyby nie jej wyjątkowa zdolność. Za każdym razem piasek doprowadzał, do likwidacji wszelkich zagrożeń, czy to broni lecącej w jej stronę, czy wybuchów powodowanych notkami czy nawet olbrzymiej kłody drewna , która miała ją staranować. Ba piasek utrzymał ją w powietrzy, kiedy ziemia pod jej stopami zapadła się odsłaniając drewniane kolce umieszczone, kilka metrów niżej. Wreszcie, gdy trójka ninja zbliżała się na skraj lasu, a bariera była już niemal w ich zasięgu, piach zaczął wariować, rozłarząc się po wszystkich kierunkach, wkrótce niemal cały był pokryty zielono-żółtą breją.
- Co ty robisz z moimi skarbami? - Spytał mężczyzna z przyciemnianym goglami na oczach, wyłaniając się zza pobliskiego drzewa. - Jak się tu dostaliście? Nie powinno was tu być!

Ayatane, Grubaska, Kuroi Ino, Medyczka


      Dziewczyna na pytanie zadane przez Yocharu wzruszyła ramionami jakby chciała powiedzieć, że nawet tego nie poczuła. Mimo wszystko wydawała się być zadowolona z faktu, że ktoś ją spytał o to jak się czuję.
- To tylko draśnięcie nie ma o czym mówić. - powiedziała po czym zbliżyła się do medyczki, żeby ją lepiej obejrzeć.- Straciła dużo krwi i ma przebity brzuch bez specjalistycznej opieki nie przeżyję, nie ma wśród nas lekarzy, więc musimy jak najszybciej dostać się do akademii tam z pewnością są leki, a może też ktoś kto jest w stanie jej pomóc. Chyba jednak szybciej będzie przynieść lub przyprowadzić tego kogoś do niej, niż nieść ją z nami, odsuńcie się od niej oznaczę to miejscem i zapewne jej chociaż trochę ochrony.
Wokół rannej powstał kryształowa kopuła, która w sytuacji w jakiej obecnie znajdowała się medyczka budziła dość jasne skojarzenie z grobem. Ze szczytu kopuły wznosił się natomiast cienki filar sięgający aż do czubków drzew, z pewnością ułatwi im późniejsze odnalezienie dziewczyny. Ayatane szybciej dochodząc do wniosku, że dla medyczki nie ma już ratunku, postanowił podążyć wraz za Senshim i klonem Yocharu prosto w drzewo, nim jednak zdążył przekroczyć jego próg(?), rozbrzmiał głośny stuk kunai'a wbijającego się w owe drzewo. Ponownie w ich okolicy pojawiła się ciemnowłosa kobieta, która najwidoczniej jakoś przeżyła atak Yocharu.
- Gdzie jest ta dziewczynka? - spytała zerkając na zebranych, a na jej policku pojawił się rumieniec, gdy jej wzrok skierował się na spodnie Yukiego.

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2014-11-20 01:05:56)

Offline

 

#60 2014-11-15 20:09:45

 Senshi

http://i.imgur.com/hFUOtyf.png

372328
Skąd: Śląsk
Zarejestrowany: 2014-01-06
Posty: 647
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18

Re: [Event] Las

   Razem z Yocharu szliśmy za dziewczynką, która torowała nam drogę. Dawno nie miałem tak dobrego humoru. Wyrwałem się od tej hołoty, a jeden z nich nawet postanowił się nawrócić i teraz mi służy. Na dodatek dzięki tej małej, która idzie przed nami bez problemu możemy dotrzeć do bariery, która podobno odgradza nas od akademii. Niestety mój podwładny nie strzępił sobie języka i raczej siedział cicho. Sam więc postanowiłem zabrać głos.
   Widzisz. Od początku wiedziałem, że ta mała jest naszym kluczem do sukcesu. Niestety musiałem za swoją mądrość zapłacić odpowiednią cenę. Wiesz co? Jesteś chyba moim ulubionym wyimaginowanym stworzeniem. Naprawdę Cię lubię, mógłbyś tylko więcej się odzywać. - Chciałem jeszcze napomknąć o jego płaszczu i tym kolesiu co był ubrany tak jak on, ale przerwało mi to co działo się przed nami.
   Piasek zaczął wariować i łapać się wszystkiego, dodatkowo zaczął przybierać dziwny żółtawy kolor. Wyglądał tak samo gdy straciłem swoją rękę. Czyżby coś zgniatał? Wszystko miało się wyjaśnić za chwilę, kiedy to spostrzegłem mężczyznę w dziwnych okularach na głowie. Ten zapewne jest naszym przeciwnikiem. Jego skarbami mogły być tylko te cholerstwa, które atakowały moje stworzenia, gdy jeszcze byliśmy na polanie. On więc był stwórcą tych robaków. Haha, stwórca stworzony przez stwórcę... - A jednak tu jesteśmy. Lepiej się poddasz, nie masz z nami szans. - mówiłem pełnym przekonania głosem. W końcu to prawda, skoro to mój sen to wszystko potoczy się  tak jak to sobie zaplanuję.

Offline

 

#61 2014-11-15 20:29:35

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: [Event] Las

    Szliśmy ścieżką, cały czas mając się na baczności. Zastanawiałem się, czy aby na pewno zostawiony za naszymi plecami Wyrzutek dojdzie do siebie, w końcu nie sprawdziliśmy, czy w okolicy nikogo nie było. W każdym razie pomogłem mu, jak tylko umiałem, tak samo jak on pomógł mi uprzednio, kiedy przywódca czerwonookich groził mi na polanie. Spłaciłem swój dług, przynajmniej w moim mniemaniu.
    Gdy zza rosnących coraz rzadziej drzew dostrzegłem barierę, przestałem zamartwiać się losem Yoshimaru. Rzuciłem jedynie Taii'owi jednoznaczne spojrzenie pełne napięcia pomieszanego z podekscytowaniem. Nie miałem pojęcia, co tam na nas czeka. Na pewno nie będzie łatwo, tego byłem pewien. Na pewno ktoś broni bariery i wkrótce dowiemy się, kim ta osoba jest, lub czy przypadkiem nie jest ich tam więcej.
    Te przemyślenia spowodowały wzrost adrenaliny w moim ciele, jeszcze bardziej wyostrzając moje zmysły. Poszedłem kilka kroków dalej, zbliżając się do krańca lasu. I wtedy go zobaczyłem: dziwnego, niebieskowłosego osobnika odzianego w białe szaty. Jego osoba spowita była swego rodzaju aurą, zdawała się świecić. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałem.
    Wtem, dostrzegłem coś w ciemności tuż obok dziwaka, zdecydowanie była to jakaś osoba. Kiedy skupiłem się na tym obrazie, zobaczyłem, że jest to jeden z czerwonookich, ten sam który wcześniej groził mi, bym tylko dał mu jedną z leczniczych pigułek. To właśnie z jego powodu nie czułem się komfortowo na polanie, i to przez niego miałem dług wdzięczności wobec Wyrzutka.
    Mój wzrok spoczął na nietypowym narzędziu, który niebieskowłosy dzierżył w ręce, coś na kształt szczypiec. Wtedy wszystko stało się jasne: chce pozyskać Sharingana- owiane legendami oko klanu Uchiha. Perspektywa ujrzenia Kazunari'ego pozbawionego swego Sharingana, oślepionego, całkowicie bezbronnego jawiło mi się jako piękna wizja przyszłości. Wiedziałem niestety, że taka broń w niepowołanych rękach może znacząco utrudnić nam wykonanie zadania, a jako że Uchiha teoretycznie był po tej samej stronie co ja i Taii, nie mogliśmy go tak zostawić. Poza tym bez konfrontacji z wrogiem nie mieliśmy co liczyć na dotarcie do bariery i dezaktywowanie jej.
    Postanowiłem więc nie tracić zbyt wiele czasu na obmyślanie planu, jak wtedy przy starciu z plującą ogniem czarnowłosą użytkowniczką GenJutsu, kiedy to przez moją zwłokę omal nie przypłaciłem tego trwałymi bliznami na całym ciele. Teraz mieliśmy przewagę zaskoczenia, przeciwnik nie zdawał się nas jeszcze dostrzec. Trzeba więc było w końcu przystąpić do ofensywy - i to natychmiast.
    Ponownie spojrzałem na chłopaka z klanu Namikaze i rzuciłem szybko:
    - Jest twój, ja zajmę się naszym - po czym złożyłem dłonie w jedną z pieczęci i przy moim boku pojawiły się moje dwie idealne kopie. Jedna stała między mną a Taii'em, druga natomiast natychmiast zniknęła pod ziemią. Pierwszy z klonów dobył swojego kunai'a i był gotowy do akcji, cokolwiek by się nie działo. Ja obserwowałem uważnie całe przedstawienie, jednocześnie nasłuchując otoczenia, by w razie czego w miarę stanąć do walki z posiłkami nieznajomego, które zapewne gdzieś tutaj są. W końcu kto normalny odprawiałby obrzęd pozbawienia oka w tak odsłoniętym miejscu, nie mając żadnego wsparcia?
    Trochę czasu minęło, zanim drugi z klonów wynurzył się spod ziemi, tuż za plecami spętanego Kazunari'ego. Korzystając z chwili nieuwagi przeciwnika, którym miał zająć się Namikaze, przy pomocy kunaia rozciął pęta Uchihy, po czym szybko włożył mu jedną z pigułek prowiantowych do ust i pomógł mu w jej przełknięciu.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ayamaru (2014-11-15 20:38:41)

Offline

 

#62 2014-11-15 20:51:18

Taii

Zaginiony

25590177
Zarejestrowany: 2011-07-27
Posty: 423
Klan/Organizacja: Namikaze
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Multikonta: brak

Re: [Event] Las

   Milczenie połączone z truchtem. Tak można było oczywiście określić to co teraz wyprawiali dwaj młodzieńcy. Taii nie przejmował się wyrzutkiem, którego zostawili w tamtym miejscu. Wiedział, iż każdy wyrzutek to twardy skurczysyn i dosyć szybko dojdzie do siebie w krótkim okresie czasu. Wszystko jednak szybko przemieniło się w coś innego. Mianowicie Ayamaru jak i on dostrzegł barierę. Lekki uśmieszek zawitał na jego twarzy, ale i też pewne przemyślenia. Nikt nie pozostawił by bariery osamotnionej, ktoś wszak musi jej pilnować. Gdy podeszli nieco bliżej dostrzegli jasną aurę. Ów aura otaczała niebieskowłosego osobnika, no jak prezentować się ciekawie to tylko tak.
   Mimo pełnego podziwu od strony młodziaka to coś tu nie grało. Bo ta sylwetka nie ograniczała się do jednej tylko do dwóch, tam był ktoś jeszcze. Ktoś znajomy. Taii widział go już wcześniej to nie miał przyjemności zapoznania się z nim. Z torby wyciągnął klanowy kunai i przygotował się na to co może się wydarzyć. Słowa kompana utkwiły mu w głowie.
   -Wiem...- Nie dokończył nawet swojego zdania tylko położył rękę na barku klona Ayamaru.  Po czym rzucił kunaiem w stronę przeciwnika. Rzut nie leciał centralnie w niego raczej trochę z boku. Wdech i chłopak w raz z klonem pojawili się tuż obok przeciwnika. Automatycznie chłopak wystrzelił  za pleców klona Shinkugyoku  w klatę przeciwnika(Siła ninjutsu 160, szybkość 60). A następnie wraz z klonem nogami wyhamowali. Przyjął postawę gotowego do walki.


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#63 2014-11-16 13:16:55

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: [Event] Las

Ayamaru, Kazunari, Taii


     Sytuacja była delikatna, wiele wskazywało, że przeciwnik nie ma pojęcia o obecności dwójki ninja, którzy postanowili to wykorzystać. Ayamaru skupił się na odzyskaniu Kazunariego, widać było że niezbyt przepada za Uchihą. Z drugiej strony wiedział, że jego pomoc może być konieczna jeżeli chcą pomóc szkole ninja. Taii miał w tym czasie zająć się przeciwnikiem, trzeba przyznać, że zdolności klanu Namikaze nadawały się do tego wyśmienicie. Chłopak posłał kunai w przeciwnika, właściwie to nie w, a obok niego. Widok broni natychmiast zaalarmował niebiesko włosego, który zabił Taiia. Jednak pojawienie się Namikaze było zbyt szybkie aby mógł zareagować. Strumień powietrza trafił w klatkę piersiową mężczyzny odrzucił mężczyznę kilka metrów w tył. Rozerwał przy tym jego strój i pozostawił krwawą ranę w jego cielę. Nie wyglądało to jednak na nic poważnego. W tym czasie Ayamaru oswobodził mającego właśnie stracić oko Kazunariego i za pomocą pigułki pomógł mu odzyskać siły.
      Przeciwnik tymczasem powoli podnosił się z ziemi, otrzepując z kurzu. Miał zamknięte lewe oko, prawę zaś rozbłysło czerwienią, uśmiechał się jakby nic się nie stało.
- Widzę, że jesteś agresywnym typem, nie przepadam za takimi, chociaż jesteś w moim typie. To dlatego, że nie poświęcałem Ci zbyt dużo uwagi, jesteś zazdrosny o jednooka? Nie bój się to tylko interesy. Zajmę się nim i tym dziadkiem co przyprowadziłeś i zostaniemy razem, tylko ty i ja co ty na to? - powiedział do Taiia, mrugając przy tym okiem w którym znajdował się Sharinga, wyglądała na to, że miał zamiar się z nim zabawić.

Offline

 

#64 2014-11-16 18:20:01

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Las

   Yuki stanął jak wryty, gdy po raz kolejny tego dnia kunai przeleciał mu przed twarzą. Ostrze tym razem jednak nie poleciało sobie dalej, lecz wbiło się w drzewo, przez które chłopak miał za moment przejść. W tym samym momencie białowłosy usłyszał znajomy głos, dochodzący gdzieś zza jego pleców. Ayatane odruchowo zwrócił głowę w jej kierunku. Tak, to znowu była ta kobieta, która przed kilkunastoma minutami zaatakowała grupkę, za co Samotnik prawie zapłacił uchem. Tym razem jednak obrońcy akademii mieli pewną przewagę - posiadali informację, której najwyraźniej laska potrzebowała. Dlaczego chciała wiedzieć dokąd poszła piaskowa dziewczynka? Tego nikt póki co nie mógł wiedzieć, ale z pewnością było to istotne.
   Ayatane miał więc teraz dwa wyjścia - natychmiast zaatakować, lub, zdecydowanie mniej agresywnie, wejść z nią w rozmowę. Biorąc pod uwagę poprzednią potyczkę, która zakończyła się tragicznie dla grupki przymusowych towarzyszy, lepszym wyborem będzie druga opcja. Dochodząc do takich właśnie wniosków, Yuki najpierw wyciągnął z pnia wbity weń kunai, a następnie odwracając się, już nie tylko głową, ale całym ciałem do nowoprzybyłej kobiety, rzekł.
  - A co Cię to obchodzi? I kim w ogóle jesteś? To dość niekulturalne, by najpierw kogoś atakować, a potem zadawać pytania, nie sądzisz?


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#65 2014-11-17 19:50:40

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: [Event] Las

Klon maszerował tuż obok Senshiego, wysłuchując jego pochwał na swój temat i obserwując piaskową dziewczynkę idącą przed nimi. Był to niesamowity widok oraz pokaz umiejętności, którą śmiało można było nazwać Obroną absolutną. Niewątpliwe znalazłby się ktoś kto zdołałby załatwić ową "tarcze" drużyny, jednakże wymagałoby to od niego ogromnych umiejętności i nadprzyrodzonej szybkości. Wybuchy, kunaie i kłody były pięknym spektaklem chociaż na największą owację zasługiwał lot na piasku. Że też można było wykorzystać ten rodzaj technik w taki sposób. Wtem kruszec, którym to sterowała mimowolnie dziewczyna, zaczął szaleć zbierając swoje żniwa w powietrzu. Ta breja mogła oznaczać tylko jedno - znowu. Humor mógł się jednak nieco poprawić gdy ich oczom ukazał się ten, który zapewne kontrolował te małe szkraby. Niewątpliwie dobrze wykorzystywał ich zdolności, prawie kładąc na glebę większość drużyny na polanie. Dla klona, była to po części dobra informacja, zważywszy na to, że nie bardzo jak ma dołączyć się do pojedynku.

W tym czasie ja, pierwowzór kopi, idącej z samotnikiem i dziewczynką, wciąż siedziałem w tym samym miejscu. O dziwo pierwszy raz w ciągu całej tej eskapady, zmartwiłem się czyimś losem, chociaż bardziej ze względu na pożyteczność owej kobiety niż na sympatie. Jednakże wszyscy na polanie mieli racje - jej użyteczność na ten moment spadła do poniżej zera co oznaczało niepotrzebny balast. Żałowałem, że w ogóle wysunąłem ten pomysł, jakby trochę wbrew swojej woli. Długo jednak nie miałem czasu na rozpaczanie, gdyż oczom ukazała się znów nasza szanowna przeciwniczka. Wydawała się kompletnie niewzruszona wcześniejszym atakiem, co jakoś nie bardzo mnie dziwiło zważywszy, iż zaciągnęła nas w genjutsu. Spojrzałem na Ayatane, który zaczął wymianę zdań między kobietą co wcale nie było głupim posunięciem po nieudanym zamachu na jej życie. Postanowiłem oprzeć się o najbliższe drzewo by obserwować jak potoczy się sytuacja. Miałem nadzieję, iż w razie jej ataku będę zdolny wybrnąć i uniknąć cokolwiek by to nie było.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#66 2014-11-17 21:27:20

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: [Event] Las

Gotowałem się właśnie by zgodnie z decyzją zostawić Rudą Sukę na prawie pewną śmierć... Do tej pory wszelakie starania, które miały na celu ratowaniu jej życia były raczej kierowane dobrem grupy, a nie moją osobistą sympatią. Skoro grupa ją odrzuciła ja też nie nie czułem sentymentu, z resztą nigdy nie posiadałem takowego dla obcych osób. Grubaska nawet raczyła roztoczyć nad nią ochronną kopułę, jak by na prawdę miało to coś dać... Jeżeli komuś faktycznie będzie zleżało by ją zdjąć, ta konstrukcja go nie powstrzyma. Z resztą... Nie ważne

  Nasz przeciwnik niby znowu wyskoczył jak diabeł z pudełka, jednak tym razem nie wywarło to na mnie już żadnego wrażenia. Można było przecież spokojnie założyć, że prędzej czy później wróci. Jak widać okazało się. że jest to bardziej wcześniej niż później.
  W razie nagłego wypadku, który to prędzej czy później, a pewnie prędzej się zdarzy, przygotowałem na powrót katanę do ataku.
  Interesującą kwestią była jej ciekawość co do piaskowej dziewczynki. Faktycznie była zarówno tak specyficzna jak i mordercza, jednak na razie jakoś nie mogłem wydedukować powodu tegoż zainteresowania. Obstawił bym najszybciej, że można ją jako bardzo dobrą broń, jednak aktualnie nic na to nie wskazywało.
  Skoro Samotnik postanowił rokować z agresorem, postanowiłem się dostosować. Nie to, że bym nie miał nic przeciwko bo najchętniej rozwiązał bym ten problem za pomocą mniej pobłażliwych argumentów, jednak Yuki nadal pozostawał chyba najsilniejszym z naszego zgromadzenia, toteż zamiast pchać się na bezsensowną chwalebną szarżę postanowiłem wyczekać momentu kiedy i on coś zadziała.


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#67 2014-11-17 22:48:43

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: [Event] Las

    Mimo ratunku, jaki zafundował Kazunari'emu jeden z moich klonów, ten nie kwapił się do działania. Miałem nadzieję, że wszyscy we troje rozprawimy się z tym dziwakiem, który najwidoczniej miał chrapkę na Taii'a. Po raz kolejny mnie rozczarował, choć może wciąż jeszcze nie doszedł do siebie. W każdym razie, nie mogłem uraczyć go już niczym więcej, skoro nie był już dłużej skrępowany. Nie znałem się także na medycznych technikach, choć wątpiłem, że mogłoby pomóc mu cokolwiek, kiedy nawet pigułki prowiantowe nie przyniosły upragnionego rezultatu.
    Na nieszczęście niebieskowłosy był już świadom obecności drugiego z klonów, choć nie sprawiał wrażenia takiego, który się nim przejął, nawet jeśli odbijał mu on zakładnika. Jego Sharingan najprawdopodobniej poinformował go również o tym, że oba moje wizerunki to jedynie Kage Bunshiny. Nie mogłem być tego pewien, ale wiedziałem, że zawsze trzeba być przygotowanym na najgorszy scenariusz. W moją stronę nie spojrzał jednak ani razu, tak więc mogłem być pewien, że jeszcze nie odgadł mojego położenia.
    Klon, który miał za zadanie oswobodzenie Uchihy, wstał z przykuca i wolnym krokiem stanął za przeciwnikiem w taki sposób, że stał na jednej linii zarówno z nim, jak i ze swoim bliźniaczym klonem. W ten sposób dziwak nie miał możliwości obserwowania jednocześnie poczynań ich obojga.
    Tymczasem klon stojący przy Taii'u najwyraźniej nie zamierzał tracić czasu na zbędne gierki słowne i upuszczając kunai pod swoje nogi, wyciągnął ręce mniej więcej w kącie 45 stopni, tak że między wyciągniętymi kończynami utworzył się kąt prosty, po czym na lewo i na prawo przeciwnika, w niedalekim odstępie około 1,5 metra, pojawiły się kryształowe słupy o wysokości około dwóch metrów. W ten sposób niebieskowłosy został otoczony z czterech stron przy pomocy 2 kolumn i 2 klonów.
    Ja jednocześnie z poczynaniami klonów, wbiegłem na polanę, składając szybko dłonie w ciąg pieczęci. Przebiegłszy odległość, która pozwoliła mi się zbliżyć na odległość 5 metrów, ułożyłem dłonie w ostatnią z nich, którą był znak węża, aktywując w ten sposób Kawarimi no Jutsu, wykorzystując ją jednak nie do obrony, lecz w celach ofensywnych. To wszystko działo się na przełomie dosłownie kilku sekund, nie dając szans przeciwnikowi na odczytanie moich zamiarów.
    Zamieniłem się miejscami z tym klonem lub z tą kolumną, która aktualnie znajdowała się za plecami niebieskowłosego, jako że sam mogłem zdecydować o celu wymiany nawet w ostatnim momencie składania pieczęci. W ten oto sposób, będąc za plecami niczego nieświadomego jeszcze przeciwnika, dopadłem do niego, atakując Rasenganem ( siła NinJutsu 225, szybkość 88 ). Moja szybkość może nie była powalająca, ale z pewnością wystarczająca, jeżeli wziąć pod uwagę atak z zaskoczenia.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ayamaru (2014-11-17 22:52:55)

Offline

 

#68 2014-11-18 17:29:33

Taii

Zaginiony

25590177
Zarejestrowany: 2011-07-27
Posty: 423
Klan/Organizacja: Namikaze
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Multikonta: brak

Re: [Event] Las

  Zrobił dość głęboki wdech. Ciężko było pojąć chłopakowi, iż ten przeciwnik nadal żyje. Wszystko zgrał idealnie w czasie, dokonał tego co mógł a  i tak ten zwyrodnialec sobie nadal hasa. Stanął na przeciw swojego wroga, znał opowieści o tych oczach. Opowieści o sharinganie, o potędze mogącej pokonać najlepszych. Można czuć się wyróżnionym walcząc z kimś kto posiada dwoje takich oczu, ale z jednookim heh to jest kpina dla wojownika.
  -Walka z pozerem? Proszę Cię nawet gdybyś posiadał obydwoje czerwonych oczu to i tak byłbyś outsiderem... Cieszy mnie, że wreszcie zwróciłeś uwagę na mnie- Powiedział uśmiechając się w stronę przeciwnika. Dostrzegł to co robi jego kompan wiedział, że jeśli teraz nie pokonają tego człowieka to mogą zginąć. Wyciągnął kunai klanowy i w tej chwili wbiegł na polanę Ayamaru, natomiast Taii tylko rzucił kunai w stronę przeciwnika. Kunai nie leciał wprost na przeciwnika, tylko jak poprzednio trochę z boku.

Ostatnio edytowany przez Taii (2014-11-18 17:37:43)

Offline

 

#69 2014-11-20 01:04:39

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: [Event] Las

Ayamaru Kazu Taii


    Podczas gdy Kazunari nie za bardzo zdawał sobie sprawę z tego co się wokół i zdecydował się nic nie robić jego wybawiciele postanowili działać. Taii rzucił kunaiem jednak nie w przeciwnika, a obok niego(podawaj szybkość rzutu na przyszłość). Ten jednak już znał te sztuczkę i wiedział, że może się spodziewać jego nagłego pojawienia. Jednak mężczyzna było o wiele bardziej ostrożny niż wcześniej, tym razem nie było mowy o ataku z zaskoczenia,a mimo to Ayamaru próbował zaatakować go od tyłu. Niebieska kula przeszła ciało niebiesko-włosego niczym masło, a zaraz za nią ręka Kiyoshiego.
- Może by tak najpierw kolacja, kwiaty, a dopiero potem spróbujesz jeszcze raz we mnie wejść. Jednak wątpię żeby Ci się udało nie jesteś w moim typie - powiedział mężczyzna przechodząc przez Ayamaru niczym duch i pojawiając się za nim.

Senshi Yocharu


    Mężczyzna wyglądał na tyle zdesperowanego przedstawieniem zgotowanym przez dziewczynkę, że chyba na poważnie rozważał słowa Senshiego
- Dobra, okej podaję się, ale niech ona przestanie niszczyć moje maleństwa.- Rzekł wreszcie zrozpaczony, podczas gdy piasek dalej szalał wraz z kolejnymi krokami dziewczynki, która najwyraźniej nie zamierzała się zatrzymywać.

Ayatane, Grubaska, Kuroi Ino, Yocharu


   Wyglądało na to, że ninja postanowili skupić się głównie na rozmowie, zamiast na działaniu. Właściwie to tylko Ayatane, bo pozostali milczeli najwidoczniej obierając samotnika za swojego przywódce i pozostawiając mu rokowania z niebezpieczną kobietą. Gdy ta tylko usłyszała pytanie Yuki'ego na jej twarzy pojawił się przenikliwy wyraz jednak po chwili roześmiała się w głos. Chyba stwierdziła, że bezsensowne pytanie nie ma na celu odwrócenia jej uwagi czy kupna czasu, a wynikało ze zwykłej naiwności młodego ninja. Granie na czas działało bowiem głównie na korzyść wrogów, zaś przy pomocy swoich zdolności była w stanie wyczuć jeżeli próbowano by pułapki. Niespodziewanie dla siebie, bowiem zwykle nie była zbyt rozmowna postanowiła odpowiedzieć na pytania, zapewne dlatego, że chłopak ją rozśmieszył.
- Możesz mi mówić Pyro, prawdziwego imienia już nawet sama nie pamiętam, zainteresowałam się tą dziewczynką ponieważ jest pierwsza, która jest całkowicie odporna na moje zdolności.
Co do braku kultury, to mam ją w dupie toczy się wojna jesteśmy przeciwnikami, a podczas wojny prawo do zadawania pytań ma silniejszy. Macie dwie opcję, powiecie mi gdzie jest dziewczynka i sobie pójdziecie w swoją stronę, albo spłoniecie.

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2014-11-20 22:09:59)

Offline

 

#70 2014-11-20 16:20:17

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: [Event] Las

    Stałem z wyciągniętą przed siebie ręką, w której nadal wirowała niebieska kula Rasengana. Nie dowierzałem własnym oczom, mój atak sięgnął celu, ale nie zadziałał! Czułem się niezmiernie głupio, byłem przecież pewny tej taktyki, nie mogła się nie udać! Nie wiedziałem, co właśnie się stało. Niebieskowłosy był niczym duch, przeszedł przeze mnie i stanął za moim plecami, rzucając jakąś "błyskotliwą" uwagą.
    To była jakaś magia, takie rzeczy nie powinny były się dziać! I to jeszcze taki pacan, jak ten typek, dysponował takimi zdolnościami. Jeśli potrafił uniknąć bezpośredniego ataku, nawet na mnie nie patrząc, to w jaki sposób mógłbym go pokonać? Z pewnością moje inne NinJutsu odniosłoby taki sam skutek, jak i walka w zwarciu, także postanowiłem nawet nie próbować tego sposobu.
    Czy miałem uciec się do technik GenJutsu? Z tego, co słyszałem, osoby władające Sharinganem sami mogli się nimi posługiwać i podobno mogli się oprzeć nawet najsilniejszym technikom iluzji, choć równie dobrzemogły to być nic nie warte plotki. Teraz, albo nigdy - myślałem, choć na niewiele się to zdało. Nie mogłem zdecydować się na żaden z ataków. To musiał być strzał w dziesiątkę, podejrzewałem, że jeszcze chwila, a dziwak przestanie być tak "przyjaźnie" nastawiony i może się to skończyć źle. Poza tym, jak można trafić ducha?
    Sytuacja była beznadziejna, chyba jedyną opcją na wykonanie zadania było przystanie na jego propozycję i pozwolenie mu na chwilę intymności z chłopaczkiem z klanu Namikaze. Trzeba było zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby ochronić Akademię, w końcu do tego się zobowiązaliśmy. Nie mogliśmy też dopuścić, by poświęcenie tylu ludzi poszło na marne. Nie zatrzymam się tylko ze względu na to, że Taii nie potrafi podejść profesjonalnie do swojego zadania, choćby miałoby to oznaczać odbycie stosunku z tym dziwadłem.
    - OK, przyznaję, jesteś bardzo dobrze wyszkolonym ninja - powiedziałem, wygaszając Rasengana, prostując się, a następnie obracając się na pięcie i patrząc z podziwem na niebieskowłosego - Nie jestem w stanie Cię nawet zadrapać, jest to technika zupełnie innego poziomu i szczerze mówiąc, nie miałem do tej pory z taką do czynienia. Tak więc jestem gotowy przystać na twoją propozycję.
    Siłą woli odwołałem klony i rozproszyłem kryształowe kolumny na znak pokojowego nastawienie, po czym kontynuowałem wypowiedź:
    - Nie mam nic przeciwko, żebyś "zajął się" moim kompanem. Widziałem jednak, ze jesteś zainteresowany Sharinganem tego drugiego. Osobiście miałem już z nim do czynienia i jakoś nie przeszkadza mi jego okaleczenie. Chcę jednak, żebyś wiedział, że przeszedłem odpowiednie szkolenie na medycznego ninja, a przeszczepy są moją specjalnością. Opracowałem całkowicie bezbolesną, bezinwazyjną i niemal natychmiastową metodę, dzięki której mogę Ci go wszczepić nawet tu i teraz. Będę potrzebował jedynie twoich szczypiec i pojemnika na oczy, bym mógł je należycie przechować. Nie mogę pozwolić, by w jakikolwiek sposób się zabrudziło, myślę, że doskonale sam o tym wiesz. Tak więc, od czego wolałbyś zacząć: spotkanie z tym przystojniakiem, czy może najpierw przeszczep, a potem przyjemności? Wybór należy do Ciebie.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#71 2014-11-20 20:22:38

Taii

Zaginiony

25590177
Zarejestrowany: 2011-07-27
Posty: 423
Klan/Organizacja: Namikaze
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Multikonta: brak

Re: [Event] Las

   Szok. To słowo opisuje to co się wydarzyło w tej chwili. To nie była iluzja bo przeciwnik nadal był ranny, a tu takie coś. Plus i minus w tej sytuacji, który dostrzegał Taii był taki. Plus, że da się go zranić z zaskoczenia a minus, który widziały to taki że przeciwnik umiał się stawać niematerialny. Przez głowe przeszyła mu myśl, że teraz mają porządny wpiernicz. Jednak gej nadal był zainteresowany Taiiem. Gdy usłyszał to co Ayamaru mówi miał ochotę go zadźgać kunaiem i dać temu gejowi na odbycie stosunku.
   Spojrzał wrogo na Ayamaru, ale po chwili coś zrozumiał. Pojął to, że nie opłaca się walczyć w taki sposób. Przynajmniej Taii nie zamierzał się korzyć przed tym outsiderem, więc postanowi użyć podstępu.
   -Jeśli mogę się wtrącić do rozmowy, to proponuje najpierw wykonać przeszczep a to co później się "wydarzy" będzie tak zwaną nagrodą...- Po czym zaczął zdejmować bluzę jak i ściągać częśc swojego ekwipunku, ale nie położył jej na ziemi tylko nadal trzymał w ręce.



[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#72 2014-11-20 21:49:27

 Senshi

http://i.imgur.com/hFUOtyf.png

372328
Skąd: Śląsk
Zarejestrowany: 2014-01-06
Posty: 647
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18

Re: [Event] Las

   Nie spodziewałem się tego, że mój mózg tak łatwo ulegnie mojej woli i obejdzie się bez walki. Uczę się coraz więcej, nie wszystko trzeba załatwiać siłą, mały szantaż lub zastraszenie działają niekiedy tak samo dobrze, a czasami nawet lepiej. W każdym razie nasz przeciwnik postanowił się poddać, postawił jednak jeden warunek. Mieliśmy przestać niszczyć jego robaki... To mógł być problem, małą raczej nie wyglądała jakby miała zamiar kogokolwiek się słuchać. A ponadto nie wiadomo czy miała wpływ na swój piasek.
   Musiałem szybko coś wykombinować, najlepiej będzie się go pozbyć i nie będzie problemu. - Cieszę, się że nie robisz problemów. Ta mała jest bardzo honorowa, dopóki nie uściśniemy sobie dłoni nie przestanie. - powiedziałem. Oczywiście było to kłamstwo, ale starałem się tego po sobie nie pokazywać. Wyciągnąłem pozostało mi rękę w stronę ninja władającego robakami i zacząłem iść w jego kierunku. Liczyłem na to, że będzie na tyle naiwny i będzie chciał uścisnąć mi dłoń. Kiedy będę już blisko na dwa/trzy kroki używam jutsu Teshi Sendan i w kierunku przeciwnika wylatuje pięć paliczków, które lecą z prędkością 124 jednostek. Atak z takiego bliska powinien być nie do uniknięcia, szczególnie że moje paliczki powinny trafić w pięć różnych miejsc na jego tułowiu, nawet jeśli uda mu się uniknąć kilka to nie wszystkich, jeśli by jednak mojemu przeciwnikowi udało w jakiś sposób nie otrzymać obrażeń, używam techniki Kaiten Shuriken i zawracam wszystkie paliczki, tak aby trafiły swój cel ponownie tym razem z każdej strony. Będę sterował nimi tak długo aż trafią.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Senshi (2014-11-20 23:25:05)

Offline

 

#73 2014-11-20 23:08:05

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: [Event] Las

Ayamaru, Taii


    Mężczyzna wyraźnie był zadowolony z pochwał jakimi go uraczył Kiyoshi i na poważnie rozważał jego propozycję. Jednak znacznie bardziej wydawał się być zainteresowany nowo odsłoniętymi fragmentami ciała Namikaze, widok poparzeń nieco pohamował jego zapędy. Widać było, że dało mu to do myślenia.
- Mówisz, że bezbolesna i bezinozjonanylna, ale co z bliznami czy pozostanie mi po tej operacji jakaś blizna czy inna skaza. -  Widać było, że bardzo przejmuje się swoim wyglądem, w związku z tym stał się niezwykle nieufny.- Szczerze mówiąc nie znam cię i twoich umiejętności, jednak mamy niezwykłą okazję się o nich przekonać, masz tu pojemnik i szczypce. Pozbaw jednoka oka, tylko tak aby nie pozostawić na nim więcej blizn. Ja tymczasem zajmę się naszym przyjacielem.
Po wypowiedzeniu tych słów podał Kiyoshiemu zarówno szczypce jak i pojemnik na oczy.

Offline

 

#74 2014-11-21 14:44:38

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: [Event] Las

    Wziąłem przedmioty z rąk mojego przeciwnika, jednocześnie zastanawiając się, w jaki sposób był on je w stanie utrzymać, skoro był niematerialny. Widocznie potrafił decydować, która część jego ciała jest materialna, a która nie. Choć raczej działało to na takiej zasadzie, że cały był niczym duch, jedynie wybrane przez niego partie ciała, w tym przypadku dłoń, stają się znowu "prawdziwe".
    Gdyby musiał decydować o każdej jednej przemianie części ciała w ducha, nie byłby w stanie uniknąć mojego ataku, nie wiedząc, gdzie dokładnie go sięgnę, oczywiście o ile w ogóle widział, że nadciągam. Byłem przecież niemal przekonany, że nie spodziewa się mojego ataku zza pleców, także stan ten musiał utrzymywać bez przerwy, jedynie kiedy sam chciał coś przenieść, lub podać, jak w przypadku szczypiec i pojemnika na oczy, stawał się na powrót normalny, przynajmniej używane akurat części ciała.
    - Nie ma potrzeby kwestionować moich umiejętności, ale nie zamierzam przekonywać Cię jedynie słowami, niech moje czyny mówią same za siebie - Utrzymywałem pozę niezwykle pewnego siebie i poniekąd lekko dotkniętego jego oskarżeniami. Nie pozwalałem mu poznać po sobie, że nie mam zielonego pojęcia o tym, co robię. Byłem ciekaw, czy Namikaze również uwierzył w moją bajeczkę na temat odbycia przeze mnie treningu na medycznego ninja.
    - Najpierw muszę przygotować go do zabiegu, chwilę to zajmie - powiedziałem, po czym znalazłszy w jednej z toreb bandaż, rozciągnąłem go nieco na ziemi i położyłem na nim szczypce i pojemnik na oczy. Nie mogłem przecież pozwolić, żeby się zabrudziły, trzeba było myśleć o wszystkim, żeby zdobyć zaufanie tego pedancika.
    Położyłem niczego nieświadomego Kazunari'ego na ziemi i podwinąłem mu rękaw. Mimo że był przytomny, nie dawał nawet znaku życia. Następnie wydobyłem z jednej z toreb senbon, który udało mi się znaleźć przy zabitym przez Akemi'ego Senju. Napełniwszy go chakrą Dotonu, delikatnie lecz zdecydowanym ruchem wprowadziłem igłę w jego lewe zgięcie łokciowe. Zobaczyłem małą kroplę krwi w miejscu ukłucia i wiedziałem, że trucizna została już wprowadzona w krwiobieg. Teraz kwestią czasu było, aż Kazunari całkowicie straci przytomność, a ja będę mógł przeprowadzić na nim operację pozbawienia go jedynego oka.
   
    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#75 2014-11-21 20:18:59

Taii

Zaginiony

25590177
Zarejestrowany: 2011-07-27
Posty: 423
Klan/Organizacja: Namikaze
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Multikonta: brak

Re: [Event] Las

   Taii uśmiechnął się szczerze. Jego domysły stały się rzeczywistością, więc czemu nie pójść o krok dalej? Spojrzał w oczy swojego przeciwnika i powolnym krokiem udał się w jego stronę. Mógł dawać wrażenie osoby zaciekawionej rozwojem sytuacji jaka nastąpi.
   -Pamiętaj, żadnych blizn chyba że lubisz sadystyczne sceny... Tak po za tym ja je uwielbiam, choć pewne niuanse mi w nich nie pasują. A ty przyjacielu jak myślisz?  - Ponownie spojrzał w jego kierunku.
   Można by długo rozmyślać co ten młody Namikaze zrobił by posiadając taką technikę. Byłby już wtedy w stu procentach nietykalny. Ta technika dała by mu nieograniczone możliwości walki no i nie musiał by się obawiać o rany ani inne ataki. Dosyć piękne marzenie choć w jego przypadku mało realne a wręcz nie osiągalne dla tego chłopaka.
   Gdy podszedł do swojego przeciwnika położył delikatnie rękę ramieniu i skierował ją w strone torsu na chwilę zatrzymał się na nim. Po czym ruszył w stronę jego ust muskając je przy tym delikatnie. Uśmiechnął się sam w duchu i wyszeptał. -Spokojnie zamknij oczy za chwilę będzie przyjemniej...- Powiedział wędrując tą jedną ręką w stronę jego oczu. Zamknął je jednym gestem dość delikatnym po czym zbliżył usta do jego szyi. Jego ciepły oddech powoli otaczał wybrane miejsce.

Offline

 

#76 2014-11-22 03:12:32

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: [Event] Las

No cóż, mój klon zdecydowanie nie miał nic teraz do roboty, zwłaszcza że jego zdolności ograniczały się raczej do poruszania się oraz wykonywania uników, gdyż przy jakikolwiek starciu zamieniłby się w czarne ptaki. Obserwując atak Senshiego, znów uniósł barki w geście "niech robi co chce" i ruszył tuż za piaskową dziewczynką, gdzie jako w pewnym sensie zwiad, miał większą szansę na przetrwanie. W tym tempie szybko dojdzie do bariery o ile faktycznie ktoś nie kropnie tego piaskowego cudu.

Za to ja jako ja, wysłuchiwałem wypowiedzi niejakiej Pyro, która to wywyższała się nad nami swoimi zdolnościami i w jakiej to złej sytuacji nie jesteśmy. Być może w pewnym sensie miała racje, ale jeżeli nikt nie zatrzyma piaskowej dziewczynki to raczej oni będą mieć problem co znaczyłoby, że to my mamy przewagę. Analizując jej słowa doszedłem do wniosku, że spłonięcie nie jest raczej zbyt ciekawą opcją. Byłem ciekaw czy w obecnym momencie nie zmieniła miejsca przejścia czy może po prostu je zamknęła. Cóż, wada w jej technice na pewno nie zniknęła tak po prostu a więc gdzieś tu musi być droga wyjścia. Problemem było wyszukanie go, gdy ona stała nad nami i obserwowała. A co gdybym wyrzucił wszystkie shurikeny dookoła siebie po czym zliczył, które to wbiły się w drzewo a które przy odrobinie szczęścia zniknęły mi z widoku przelatując na drugą stronę. Plan niby dobry ale nawet gdyby, zapewne zdążyła by zamknąć wyjście, widząc mój ruch. Bowiem wydawało mi się, iż nie jestem na tyle szybki bym zdążył zrobić coś przed nią. A gdyby tak... Wyjął z podręcznej kabury wszystkie shurikeny jakie mi pozostały a było ich 8 po czym spojrzałem na Pyro.
- Nie chce nic mówić ale ona właśnie jest za Tobą...
Stwierdziłem, że to się może udać, zwłaszcza iż wie że dziewczynka potrafi olać jej genjutsu tak jakby go w ogóle nie było. Jeżeli zaczęła się obracać, posłałem dookoła shurikeny celując w kilka oddalonych od siebie drzew. Teraz mogłem zaobserwować, czy któreś z tych żelastw nie zabawiło się w wejście na Peron 9 i 3/4. Jeżeli chociaż jeden przeleciał, musiałem coś wykombinować aby stąd wyjść i to najlepiej z pozostała trójką. No cóż, jeżeli przyjęła moje zdanie jako blef, którym był. Poruszyłem barkami w górę, niczym mój klon idący z Senshim bez żadnego wyrazu na twarzy.

Offline

 

#77 2014-11-22 10:51:49

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: [Event] Las

Ayamaru, Kazunari, Taii


     Uchiha kompletnie nie stawiał oporu, chyba jeszcze nie doszedł kompletnie do siebie po tym jak został porwany przez niebieskowłosego. Być może ten zrobił mu coś przed tym jak zamierzał go pozbawić oka, coś co pozbawiło go kompletnie chęci do walki. Ayamaru bez większych problemów wprowadził truciznę do jego ciało, ta najwyraźniej jeszcze osłabiła Uchihę i zmniejszyła jego zdolność odczuwania bólu. Kazunari, powoli osuwał się na ziemię, pozostawał przytomny, ale tak jakby nie był.
    Tymczasem Taii zajęty był odciąganiem uwagi przeciwnika w dość niekonwencjonalny sposób, wyglądało na to jednak, że nie przeszkadzało mu że ma do czynienia z mężczyzną. Mężczyzna najwidoczniej stał się na powrót materialny podczas gdy Namikaze kładł rękę na jego torsie. Gdy zbliżał swoję usta do jego szyi, poczuł na nich jego palec.
- Spokojnie mamy czas - powiedział delikatnie odsuwając chłopaka, a z jego oko na powróciło do normalnej niebieskiej barwy. - Najpierw porozmawiajmy, od razu wiedziałem, że jesteś jednym z nas. Musi być Ci ciężko, opowiedz mi o sobie. Naprawdę lubisz ból? A może te poparzenia to przez to, że jesteś inny? Torturowali cię bo jesteś gejem?

Dziewczynka, Senshi, Yocharu


    Senshi postanowił podpuścić przeciwnika aby ten pozwolił mu się zbliżyć do siebie, wtedy właśnie chciał użyć swojej bronie specjalnej. Trzeba przyznać, że plan rozwijał się dość dobrze, jednak nie był do końca przemyślany. Wyglądało bowiem, że jego przeciwnikowi bardzo podobał, gdy zbliżał się do samotnika powoli zdjął rękawiczkę z dłoni. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że jego skóra byłafioletowa. Gdy paliczki wystrzeliły Aburame ruszył do przodu dopiero gdy pochwycił dłoń Senshiego(szybkość 120), zorientował się, że został przebity przez kości Samotnika. Paliczki pominęły jednak punkty witalne wrogiego ninja. Mimo wszystko widać było, że nie był zbytnio odporny na ból bowiem przewrócił się i zaczął płakać i miotać się po ziemi. W tym czasie zdrowa ręką senshiego zaczynała powoli przybierać fioletowy kolor.
- Już nie żyjesz! - wykrzyknął przez łzy Aburame.
   Tymczasem dziewczynka olała całą sprawę wciąż uciekając przed resztą osób, tym razem właściwie tylko przed klonem Yocharu. Działo się tak do czasu, kiedy wbiegła na pół przezroczystą barierę i odbiła się od niej zdezorientowana. Wyglądało na to, że dawno na nic nie wpadła.

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2014-11-22 11:16:18)

Offline

 

#78 2014-11-22 11:59:10

 Senshi

http://i.imgur.com/hFUOtyf.png

372328
Skąd: Śląsk
Zarejestrowany: 2014-01-06
Posty: 647
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18

Re: [Event] Las

   Na początku myślałem, że wszystko potoczy się zgodnie z moim planem. Mężczyzna, z którym miałem uścisnąć dłoń, zaczął zdejmować rękawiczkę. Wydawało mi się to normalne gdyż nie kulturalnym jest witać się przez jakikolwiek materiał. Dziwnym było to, że jego ręka miała kolor fioletowy... może jakaś choroba? Później okazało się, że zdejmowanie rękawiczki nie wynikało z kultury. Kiedy moje pociski w niego wystrzeliły, on też zaatakował. Swoją fioletową ręką chwycił mnie za dłoń. Może chciał ochronić w ten sposób swoje robaki?
   Nie zauważył nawet kiedy dostał wszystkimi moimi pociskami, które przewierciły się przez jego ciało. Przewrócił się na ziemię i zaczął krzyczeć, że umrę i takie tam. Nie przejmowałem się tym, gdyż nawet jak umrę we śnie to w prawdziwym świecie będę cały i zdrowy. Po chwili zrozumiałem, że mogło chodzić mu o moją dłoń, która także miała kolor fioletowy. Wyglądało to tak jakby została zatruta. Jedynym co teraz przychodziło mi do głowy to szybkie odcięcie zainfekowanej kończyny.
   Tymczasem piaskowa dziewczynka i mój podwładny, jakby mnie ignorowali i nadal szli w stronę bariery. Nie potrafiłem wymyślić żadnego sposobu na szybkie i sprawne amputowanie dłoni. Szczególnie, że moja druga dłoń nie nadaje się do użytku... No przecież, że tak. Wiedziałem już co musiałem zrobić. Postanowiłem na chwilę ignorować mojego przeciwnik i ratować sam siebie. Pobiegłem [szybkość: 60] w stronę piaskowej dziewczynki i chciałem ją złapać moją chorą ręką. Byłem świadom jak się to skończy. Byłem przygotowany na ból. W końcu już raz mi się to przytrafiło. Nie przejmowałem się zbytnio moim ciałem. W końcu to tylko sen.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#79 2014-11-22 13:40:28

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Las

   Yuki słuchał uważnie słów kobiety, nie dając jednak nic po sobie poznać. Na jego twarzy gościł jedynie, ten sam co zwykle, szyderczy uśmieszek, zaś przymrużone oczy Samotnika leniwie obserwowały czarnowłosą, wysyłając do mózgu komunikat cycków nie wykryto. Lecz aparycje laski w tym momencie były najmniej istotne. Pyro, gdyż tak sama siebie przedstawiła tym jakże trafnym przezwiskiem, groziła drużynie holokaustem, jeżeli nie powiedzą jej, dokąd poszła tajemnicza dziewczynka.
   Ayatane stwierdził w myślach, że bycie spalonym nie jest jego wymarzonym sposobem by umrzeć. No, a już na pewno nie bez walki. Zatem tak - potyczka była nieunikniona. Yuki zerknął po towarzyszach, na szybkości oceniając szanse obrońców akademii. Drużyna miała co prawda przewagę liczebną, lecz ich zgranie pozostawiało wiele do życzenia. No i ostatecznie ogień nie należał do ulubionych przeciwników Samotnika (cóż za zbieg okoliczności). Wywieszenie białej flagi i oddanie informacji o piaskowej nie wchodziło jednak w grę. Czas rozpocząć zabawę zapałkami.

   Białowłosy miał już podjąć jakieś działania, gdy usłyszał głos jednej z Ucip. Aya natychmiast spojrzał w stronę Pyro, sprawdzając, czy dała się złapać na tę podpuchę. Jeżeli kobieta rzeczywiście spojrzała się za siebie, Yuki natychmiast szybkim skokiem skrócił dystans dzielący go od laski (tak by znalazła się ona w zasięgu techniki, której zaraz miał użyć), jednocześnie składając trzy pieczęci. Gdy tylko ostatnia z nich została prawidłowo wykonana, z ust Samotnika wyleciał sporawy strumień wody pod wysokim ciśnieniem. Jutsu powinno błyskawicznie dotrzeć do celu (szybkość jutsu 630 siła jutsu 120 (-.-)), nawet bez specjalnej dawki szczęście zwalając kobietę z nóg i ostudzając nieco jej temperament. Ale na tym białowłosy nie skończył. Gdy tylko Pyro wyłożyła się na glebie, strumień który ją do tego zmusił zmienił się w lód, który na skinienie prawicy Ayatane zaczął pokrywać czarnowłosą, zostawiając na wolności jedynie jej głowę (szybkość 115).
   Ale - gdy jednak kobieta nie odwróciła się na słowa Yocharu, Yuki spokojnie postąpił pięć kroków w stronę laski i powiedział.
   - To może sprawdzimy kto jest silniejszy. - po czym wykonał identyczną akcję jak wyżej, jednak oczywiście bez drogocennego elementu zaskoczenia, licząc może trochę na pomoc towarzyszy. Zaraz mogło się zrobić bardzo gorąco...


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#80 2014-11-22 15:45:00

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: [Event] Las

    Kazunari sprawiał wrażenie, jakby w ogóle stracił kontakt z rzeczywistością, mimo tego, że w dalszym ciągu był przytomny? Czyżby była to sprawka tego niebieskiego typka? Pewnie genjutsu, w końcu to Sharingan. Tak sobie tłumaczyłem duchową nieobecność Uchihy, choć jeszcze chwilę temu uważałem, że czerwone oko mogłoby go przed tym uchronić. Tak naprawdę niewiele wiedziałem o tym klanie, ale z każdą chwilą wydawał mi się on bardziej fascynujący. Chcę takie oko- pomyślałem, wyobrażając sobie naprędce swoje umiejętności jako posiadacza legendarnego Sharingana.
    Miałem jednak zadanie do wykonania, także nie chciałem zbytnio tracić czasu. Najpierw musiałem sprawdzić, czy Kazunari reaguje na jakiekolwiek bodźce zewnętrzne. W tym celu wydobyłem z kieszeni zapalniczkę, której używałem do odpalania tytoniu, którego notabene dawno nie miałem okazji zapalić. Wszystko przez tą całą akcję odbijania Akademii, nawet nie mam chwili, żeby się odprężyć przy fajce.
    Była to ostatnia myśl, zanim przystąpiłem do działania i nie obchodziło mnie zupełnie nic poza moim "pacjentem". Skupiłem się na tym zadaniu całym sobą. Był to pierwszy raz, kiedy miałem do czynienia z czymś takim, tym bardziej musiałem być skoncentrowany. Bez problemu odpaliłem zapalniczkę, uwalniając z jej wnętrza niewielki płomień. Zbliżyłem go na bezpieczną odległość do oka, chcąc zaobserwować ruch źrenic. Zwężyły się naturalnie, co kazało mi uznać za znak, że jeszcze żyje.
    Następnie miałem zamiar wyciągnąć igłę z przedramienia Uchihy, ale powstrzymałem się. Zamiast tego wbiłem igłę głębiej, jednocześnie obserwując odruchy ninjy, jednak nic się nie stało, żadnej reakcji. Uznałem to za zielone światło do działania.
    Podniosłem z rozłożonego bandaża pojemnik na oczy i włożyłem go do kieszeni, żeby nigdzie się nie zapodział. Następnie prawą ręką sięgnąłem po szczypce, po czym podniosłem bandaż i oczyściłem go z brudu, jeśli taki się tam znajdował. Miałem zamiar utrzymać pozory, że wszystko jest sterylnie czyste, nie miałem zamiaru stracić szansy na przekonanie do siebie tego dziwaka przez jakiś mały detal, a mogło to być wszystko.
    Zwinąłem bandaż w rulon, po czym włożyłem go Kazunari'emu między zęby, gdyby przypadkiem odzyskał świadomość w trakcie operacji. Miało go to powstrzymać przed odgryzieniem sobie języka, ale przede wszystkim przed krzykiem, który mógłby zaniepokoić mojego następnego pacjenta.
    Lewą ręką rozszerzyłem mu powieki, by zerknąć na przedmiot operacji z bliska. W głowie wyobrażałem sobie, jak należałoby to zrobić, by jak najmniej uszkodzić oko i sam oczodół. W myślach widziałem różne kąty, pod którymi powinienem wkładać weń szczypce, w końcu uznałem, że wpadłem na najlepszą technikę, która powinna zakończyć się powodzeniem. Nie będzie łatwo, ale na pewno jest to do zrobienia - pomyślałem, oddychając głęboko, by uspokoić swoje nerwy. Na szczęście potrafiłem utrzymać je na wodzy, także nawet w najtrudniejszych chwilach potrafiłem myśleć trzeźwo. Mój ojciec był w końcu znanym i szanowanym cieślą w wiosce, a i mnie zdarzyło się czasem popracować w zakładzie. Znałem się zatem na używaniu narzędzi i to nie powinno stanowić dla mnie aż takiej przeszkody, żebym nie dał jej rady.
    Lewa dłoń po raz kolejny powędrowała do jego oka, tym razem do lewego, odkrywając to, co znajdowało się pod bandażem. Miałem nadzieję zobaczyć tam pusty oczodół bez jakichkolwiek blizn. Możliwe, że tego oka pozbawił go pełnoprawny medyczny ninja, który znał się na rzeczy. Zawsze przecież mogłem wmówić niebieskowłosemu, że to ja pozbawiłem Kazunari'ego lewego oka, nie prawego, które miał stracić dopiero za moment.
    Poruszałem chwilę barkami dla rozluźnienia, po czym usiadłem w wygodnej pozycji, dzięki której przytrzymywałem jednocześnie ramiona ninjy. Bezpieczeństwo przede wszystkim, nie mogłem przewidzieć, jak zareaguje na tak mocny ból, więc byłem przygotowany, gdyby ten się ocknął. OK, do dzieła!
    Lewą, wolną od szczypiec ręką rozwarłem mu ponownie powieki, po czym delikatnym acz zdecydowanym ruchem wprowadziłem do oczodołu szczypce. Był to lekki kąt od zewnątrz, ten który wydawał mi się najwłaściwszy. Praktyka w zakładzie ojca okazała się niezwykle pomocna, kto by pomyślał! Dzięki temu trzymałem narzędzie pewnym chwytem, mogłem więc pracować bez obaw o jakieś drżenie rąk, lub tak zwaną "złośliwość rzeczy martwych".
    Po chwili metalowe końce narzędzia objęły gałkę oczną z obu stron. Starałem się nie naruszyć mięśni oczodołu, by w przyszłości dzięki kolejnemu przeszczepowi Kazunari mógł odzyskać wzrok, oczywiście o ile będzie mu dane przeżyć tę przygodę. Mimo iż nie pałałem sympatią do tego gościa, to nie byłem sadystą - nie zamierzałem skazywać go na wieczne oślepienie.
    Poza gałką oczną i mięśniami największą wagę przywiązywałem do nerwu wzrokowego, który był chyba najważniejszą częścią. Postanowiłem nie wyrywać oka razem z nerwem, jedynie samą gałkę. W tym celu podniosłem szczypce o kilka milimetrów do góry, tak że gałka oczna niemal idealnie pasowała do ich kształtu. Dzięki temu miałem pewność, że nie usunę jakichś innych części budowy oka.
    Trzymając w kleszczach oko, przekręciłem szczypce wokół własnej osi o pół obrotu w prawą stronę, potem o pół obrotu w lewo, powtarzając ten proces kilkukrotnie aż w końcu delikatnie uwalniłem oko z oczodołu. Następnie zacisnąłem nieco mocniej szczypce, dzięki czemu ich końce spotkały się, odcinając końcówkę nerwu wzrokowego. Były one jednak idealnie dopasowane do wymiarów oka, tak więc nawet większy nacisk nijak na nie nie wpłynął.
    Popatrzyłem wgłąb pustego oczodołu. Wyglądał dość odrażająco, ale wszystko wydawało mi się nienaruszone i tak jakby "na miejscu", co dodało mi otuchy i pewności siebie. Następnie przyjrzałem się samemu oku. Świadomość, że praktycznie mam właśnie w rękach moc legendarnego Sharingana była nie do opisania. Zapragnąłem jej niezmiernie mocno, jednak wiedziałem, że to jeszcze nie jest odpowiednia na to pora.
    Lewa ręka wydobyła pojemnik na oczy z kieszeni i sprawnie go otworzyła. Uwolniłem oko z uścisku szczypiec, a te wdzięcznie zanurzyło się w specjalnym płynie. Położyłem szczypce na ubraniu Kazunari'ego, uprzednio upewniwszy się, że nie jest ono pobrudzone. Następnie włożyłem pojemnik z powrotem do kieszeni i przystąpiłem do procedur "pooperacyjnych".
    Wyciągnąłem z ust Kazunari'ego bandaż i jeśli był pośliniony wytarłem go o jego ubranie, po czym ułożyłem tuż obok szczypiec. Następnie w torbie odszukałem tą samą maść, której użyłem przy ratowaniu Yoshi'ego i posmarowałem dookoła oczodołu Uchihy. Nie chciałem dotykać niczego w środku, by nie doprowadzić do czegoś niepożądanego.
    Nie mogłem również pozwolić by jakieś zanieczyszczenia z zewnątrz dostały się do środka, dlatego rozwinąłem bandaż i zawinąłem go wokół głowy lidera Yugure w taki sam sposób, jak było to zrobione w przypadku drugiego oczodołu.
    Jeśli wcześniej zobaczyłem, że jest opcja wmówienia przeciwnikowi, że to lewe (usunięte przez Ichuzę) oko było dzisiaj przeze mnie usuwane, to zamieniłem bandaże, używając starego na prawym oku, a następnie nowego na lewym. W ten sposób, by ujrzeć którykolwiek z oczodołów najpierw trzeba było odwinąć ten z lewego, wcześniej usuniętego oka. Dzięki temu moja historia wydałaby się bardziej realistyczna. Jeżeli zaś oceniłem, że nie ma na to najmniejszych szans, po prostu zabandażowałem mu prawe oko, nie bawiąc się w żaden podstęp.
    Wstałem na nogi i odetchnąwszy, podszedłem do rozmawiających chłopaków, jednocześnie dezaktywując przeklętą pieczęć, która wzmocniła mnie fizycznie w trakcie całego zabiegu. Szczerze mówiąc, zdziwiłem się, że jeszcze do niczego pomiędzy tymi dwoma nie doszło, w końcu o to chyba chodziło temu świrowi. Uznałem, że jest to w tej chwili bez znaczenia, jako że Sharingan spoczywał już w pojemniku na oczy.
    - Przepraszam, że przeszkadzam, ale myślę, że chciałbyś rzucić okiem - wtrąciłem, wyciągając z kieszeni pojemnik na oczy i prezentując go młodzieńcom, szczególnie zaś temu niebieskowłosemu.
    - Czyż nie jest piękne?

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
kliknij tutaj