Ogłoszenie


#121 2014-12-13 16:03:06

Taii

Zaginiony

25590177
Zarejestrowany: 2011-07-27
Posty: 423
Klan/Organizacja: Namikaze
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Multikonta: brak

Re: [Event] Las

  Jednoręki nie reagował, tak jakby wpadł w jakieś genjutsu lub trans mówiąc cały czas tę irytującą mantrę. Nic dziwnego, że Namikaze lekko się zdenerwował i sprzedał mu siarczystego mlaskacza. Nie interesował go ten leżący i wijący się człowiek, wyglądał dziwnie więc lepiej tego nie tykać. Jednak cudowny Nara chciał sprawdzić co to za typek był no i sprowadził na siebie gniew robactwa. Szybko jednak powstał wybuch odrzucający Taiia jak i chorego na umyśle człowieka.

  Leciał dosyć z dużą prędkością w stronę drzewa a większe odłamki skał latały w powietrzu jednak duża część kłód i co większych skał leżała na ziemi. Nie zamierzał w taki sposób doznać uszkodzeń i zginąć. Złożył szybko pieczęcie do Kawarimi no Jutsu(szybkość składania 92) po czym podmienił się miejscami z jedną z kłód. W całym tym szaleństwie nie widział ani Nary, ani tego kolesia dziwnie ruszającego się ani też jednorękiego.


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#122 2014-12-13 16:57:05

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Las

- O kuuurwa... - Westchnął Ayatane upadając na plecy, gdy dwukolorowa, kryształowa kopuła szczelnie odizolowała jego i pozostałych obrońców akademii od reszty świata. Chłopak ciężko oddychał, a serce waliło mu kilka razy szybciej niż normalnie. Szok. Szok powstały w wyniku doświadczenia potęgi płomienia, niemal na własnej skórze było jedynym uczuciem, które czuł Samotnik podczas walki jego techniki z techniką Pyro. Rozmiary jej jutsu, jego siła... Tego nie dało się opisać słowami, to należało po prostu zobaczyć.
   Szok przeobraził się w niewyobrażalną ulgę. Chłopak otworzył oczy, uprzednio zamknięte w celu ochrony przed ogromną temperaturą, widząc że wciąż jest na ziemi. Żyję - to słowo krążyło w jego głowie przez dłuższą chwilę. Żyję, żyję, żyję, żyję...

   Come back to reality; Yuki wzdrygnął się, nie wiedząc czemu, słysząc swoje imię. Chłopak, dalej pozostając w pozycji leżącej, odchylił głowę, spoglądając na Ayamaru, wzrokiem pełnym wycieńczenia, ale i szczęścia - typowej mieszanki dla osoby, która właśnie wyrwała się śmierci, która już trzymała ją za gardło. Samotnik spróbował odpowiedzieć na pytanie, lecz przez zaschnięte gardło wydobył się tylko brzydki skrzek. Odkaszlnął więc i w końcu rzekł, wypuszczając powietrze z płuc, po czym znowu biorąc głęboki wdech, by usiąść i rozejrzeć się wokoło. Kilku osób rzeczywiście brakowało.
   - T-tak... - wdech - Tak... Była nas w sumie siódemka, chyba. - wydech
   Ayatane odprowadził wzrokiem jedynego przytomnego kompana do ściany, jednocześnie czując jak temperatura powietrza wyraźnie wzrasta. Robiło się naprawdę, naprawdę gorąco, a określenie "jak w piekarniku" nie było dalekie od prawdy.
   Kiyoshi miał rację; niebezpieczeństwo jeszcze nie minęło. Należało uciekać. Białowłosy szybko powstał, po czym prawą ręką wskazał na ścianę kopuły, którą natychmiast zaczął pokrywać lód [szybkość 115]. Twór objął całą powierzchnię kryształu, nie licząc środka jej sufitu. Była tam teraz dziura w kształcie okręgu o średnicy trzech metrów. Obniżywszy (mam nadzieję) nieco temperaturę, Yuki wyciągną lewicę ku centrum, gdzie następnie powstała kryształowa platforma o wymiarach identycznych co otwór w suficie.
  - Pomóż mi ich tu przenieść. - polecił Ayatane Ayamaru, wskazując Hikaru na wilku, po czym samemu łapiąc grubaskę za ręce, zaciągając ją na platformę. Jego ramiona stały się wyraźnie większe, dzięki czemu nie miał z tym większych problemów [siła maksymalnie 320].

   Gdy wszyscy byli już na platformie, Aya kiwnął głową w kierunku blondyna, po czym powiedział.
  - Zrobię dziurę w suficie i zabiorę nas stąd.
   W tym momencie platforma urosła na wysokość wystarczającą by Yuki mógł sięgnąć sufitu. Chłopak prawą ręką uderzył w kryształ, który powinien rozpaść się bez większych problemów [siła 320]. Jeżeli tak też się stało, lód ponownie urósł, tym razem o 20 metrów w górę, gdzie obrońcom akademii nie zagrażały płomienie. Graj.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#123 2014-12-13 22:12:47

 Senshi

http://i.imgur.com/hFUOtyf.png

372328
Skąd: Śląsk
Zarejestrowany: 2014-01-06
Posty: 647
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18

Re: [Event] Las

   Życie - przód. Koszmar - tył. Ta mantra naprawdę mnie uspokajała. Całe zło tego życia, tego świata. Wypływało przez te słowa. Mogłem się na krótki czas od niego uwolnić. Może nawet o nim zapomnieć? Nie. Z każdym powtórzeniem coraz mocniej wyrywała się w mojej głowie. Coraz lepiej ją rozumiałem. Nabierała coraz więcej sensu. W jaki sposób uciec od zła tego świata? W jaki sposób o nim zapomnieć? Co zrobić aby choć przez krótki moment poczuć ulgę?
   Poczułem pieczenie na policzku. Nie zauważyłem nawet jak ktoś się zbliżał. Wydawało mi się, że wcześniej ktoś coś do mnie mówił. Ale co to było? I czy ma to w ogóle jakiekolwiek znaczenie? Nie nie miało. Tak samo jak nie obchodziło mnie to czy ktoś uderza mnie w twarz, czy tworzy wybuch, który odrzuca mnie na kilka metrów prosto w drzewo. Nic nie miało już znaczenia. A na pewno nie ta czarna komedia, którą kiedyś zwałem życiem. Wybuch uniósł mnie z mojej bezpiecznej pozycji i rzucił w stronę drzewa. Czas płynął naprawdę powoli. Widziałem jak ktoś obok mnie próbował się ratować. Po co? Może ma coś ważnego w życiu dla kogo mógłby jeszcze próbować. Ja nie mam... Wszystkie ambicje, nadzieje prysły wraz z tym jednym przeklętym dniem. Po co ja w ogóle brałem w tym udział? Przecież i tak nie zależało mi na ratowaniu tej akademii. Chciałem tylko...
   A może jest jeszcze szansa? Musiałbym tylko... Dobra Senshi ogarnij się. Spinamy dupę i bierzemy te cholerne życie w soje ręce (phyhy). Wyciśniemy z niego ostatnie krople. Zanim to jednak zrobię, będę musiał wyjść w jakiś sposób z tej sytuacji. Leciałem prosto w drzewo. Jeżeli bezpośrednio się z nim zderzę moja sytuacja będzie jeszcze gorsza. Dobrze że przynajmniej mam jeszcze nogi (bez żadnej aluzji). Starałem się w jakiś sposób obrócić w powietrzu aby nie uderzyć plecami o drzewo, a zredukować kolizję za pomocą stawów kolanowych. To znaczy po prostu wylądować na drzewie, za pomocą chakry, którą mogłem wysłać do moich stóp aby przyczepić się do kory. Nie będzie to nic innego jak lądowanie na ziemi spadając z dużej wysokości. Wystarczy, że się obrócę...

Offline

 

#124 2014-12-14 00:23:20

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: [Event] Las

Nara, Senshi, Taii


Siła odrzutu była znacznie szybsza niż obaj ninja przypuszczali, być może kolejne zagrożenie, być może czysty instynkt pozwolił samotnikowi na reakcje. O dziwo chłopak czy raczej szaleniec ocenił sytuacje znacznie lepiej niż jego sojusznik. Taii rozpoczął powolne składanie pieczęci w celu wykonania odpowiednich pieczęci, zdążył w niemal ostatnim momencie podmienić się z kłodom. Zaraz tutaj pojawił się problem cóż akurat w okolicy nie było żadnej kłody z jaką można by się podmienić. Technika Namikaze nie została wcześniej prawidłowo przygotowana  dlatego nie miał najmniejszych szans na uniknięcie celu. Władował się w nie prawą stroną ciała, mocno uderzając ramieniem i biodrem kości zatrzeszczały. Z pewnością zostały złamane i to nie w jednym miejscu. Trzeba przy tym powiedzieć, że chłopak miał sporę szczęście, że na nie doszło do żadnego złamania otwartego. Mimo wszystko ból musiał być ogromny. Tymczasem Samotnik obrócił się w powietrzu i przy użyciu swoich nóg oraz wprawnemu kontroli chakry zatrzymał się na drzewie. Jego nogi również zatrzeszczały jednak klan Kaguya nie bez powodu szczycił się swoimi kośćmi - wytrzymały.
Tymczasem Nara stał nad czarnym kłębowiskiem, które kiedyś było ciałem Aburame, trzeba powiedzieć że nie wiele z niego zostało. Podobnie zresztą z lewą ręką Nary, która była cała czarna. W prawej jednak trzymał płaszcz Aburame, pokryty nielicznymi robakami oraz z naklejoną charakterystyczną notką.
-Chyba wszyscy potrzebujemy medyka - powiedział spokojnie, chociaż widać było po wyrazie jego twarzy, że spalona ręka sprawiała mu znacznie więcej kłopotów niż chciał to okazać.

Ayamaru, Ayatane, Yocharu


    Chłopak leżał nie dowierzając własnym oczom, czyżby właśnie stracił nogi? Naglę ogarnęło go zmęczenie z całego dnia, zapewne poczułby to w nogach no, ale cóż nie miał ich. Próbował zasnąć nie był w stanie, jakby jego mózg nie do końca przetrawił sytuacje i nie pozwalał mu na to mógł tylko obserwować okolicę. Płomienie powstałe w wyniku ataku dziewczyny nie znikała, nie były takie wielkie jak za pierwszym razem, jednak podpaliły wszystko na swej drodze, a że znajdowali się w lesie to płonęło niemal wszystko, największe wrażenie robiła jednak kryształowa kopuła, która również płonęła.
    Ayatane najwyraźniej nie do końca pojmował co się właśnie stało, a może właśnie przez to, że pojmował to tak dobrze, był chwilowo pogrążony w sobie. Dopiero Ayamaru wyrwał go z przemyśleń i postanowił zmusić do działania. Samotnik szybko wymyślił plan jak wydostać się  z kopuły i obniżyć temperaturę. Lód był wybawieniem dla osób znajdujących się w kolumnie. Chociaż temperatura była tak wysoko, że nawet twór z chakry nieco się topił. Następnym etapem było zrobienie wyjścia z kopuły bo to co ich przed chwilą uratowało teraz było tylko więzieniem. Niestety nie wszystko poszło tak jak zamierzał samotnik. Kopuła była spleciona z chakry dwóch różnych osób więc właściwie cudem było, że wytrzymała tak potężny atak, jednak wystarczyło jedno mocne uderzenie i cała zaczęła się walić. Kawałki różnej wielkości i ostrości zaczęły spadać również na platformę gdzie znajdowali się wszyscy i niszczyły lód. Jakby tego było mało niektóre fragmenty płonęły, sytuacja drużyny wcale się nie polepszyła.

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2014-12-14 00:42:53)

Offline

 

#125 2014-12-14 12:08:04

 Senshi

http://i.imgur.com/hFUOtyf.png

372328
Skąd: Śląsk
Zarejestrowany: 2014-01-06
Posty: 647
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18

Re: [Event] Las

   Udało mi się w locie odwrócić na tyle aby bezpiecznie wylądować na drzewie. Kiedy redukowałem prędkość poczułem dziwne trzeszczenie w kościach, ale jednocześnie byłem pewny, że nic mi nie grozi. W końcu była to moja specjalność, ciężko było mi złamać kość, a nawet jeśli to raczej nie robiło mi to różnicy. Ta umiejętność wlała także nadzieję w moje serce. Skoro jestem w stanie zregenerować złamanie to będę także potrafił wyprodukować nową kość. Może jeszcze nie na tym poziomie moich możliwości, ale w przyszłości... Może jeszcze nie wszystko stracone.
   Zszedłem z drzewa rozglądając się po okolicy. Pamiętałem, że przyszedłem tutaj wraz z piaskową dziewczynką i tym chłopakiem w płaszczu. Gdzie oni teraz są? Może udało im się przejść za barierę? Także powinniśmy, w końcu tam jest cel naszej misji, a także możliwe że uda mi się odnaleźć mojego pobratymca, który jeszcze niedawno występował jako jeden z bohaterów w moim śnie. Jeżeli uda mi się go odnaleźć to szanse na wyleczenie dłoni znacznie wzrosną. Dookoła widziałem jeszcze dwie osoby. Możliwe, że były razem ze mną na polanie kiedy zostaliśmy tu ściągnięcie. Nie pamiętam, tyle się już wydarzyło. Co do tego medyka to się zgodzę i to nawet nie byle jakiego. Wątpię abyśmy byli jedynymi rannymi.
   Powinniśmy odnaleźć resztę notek i przebić się przez tą barierę. Za dużo czasu spędziliśmy bawiąc się na zewnątrz. Moglibyśmy się wrócić, droga jest poczyszczona z pułapek i nie powinno zająć nam to dużo czasu. - Jeżeli nikt nie wyraża sprzeciwu ruszam w drogę powrotną po resztę ludzi odpowiedzialnych za ratowanie akademii. Przydałoby się przy okazji dowiedzieć co stało się z tą piaskową dziewczynką. Nie mogła odejść daleko.

Ostatnio edytowany przez Senshi (2014-12-14 12:10:26)

Offline

 

#126 2014-12-14 15:05:28

Taii

Zaginiony

25590177
Zarejestrowany: 2011-07-27
Posty: 423
Klan/Organizacja: Namikaze
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Multikonta: brak

Re: [Event] Las

  Ból przeszedł wzdłuż jego prawej strony ciała. Z jego ust wyszedł niemy krzyk, osunął się na ziemie czując jak ogarnia go przytłaczający ból. Ciężko było stwierdzić ile doznał złamań, jednak z pewnością pieczęci na chwilę obecną nie będzie potrafił składać.  Ciężki oddech chłopaka powoli się uspokajał, a on sam podnosząc się na zdrowej części ciała wstał. Zrobił prowizoryczne nosidełko na złamaną prawą rękę. Jego noga też była złamana, postanowił ustabilizować ją prostą sztuczką. Mianowicie unieruchomił ją dwoma kijkami po obu stronach nogi po czym mocno zabandażował częściami podartego swojego ubrania. Pozostając już tylko w spodniach i podkoszulku.
  -Ja chwilowo będę spowolniony i to dosyć bardzo, więc możemy odszukać resztę i tą medyczkę aby pomogła mi  oraz wam.- Powiedział spokojnie, powoli trzęsąc się ruszył w ich kierunku. Każdy krok powodował u niego ogromny ból, ale adrenalina nie pozwalała mu go odczuwać no i też tracić przytomności.

Offline

 

#127 2014-12-14 17:07:26

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: [Event] Las

    Widząc, że Ayatane ma jakiś plan, postanowiłem nie zadawać zbędnych pytań, tylko lekkim ruchem jedynej ręki poprowadziłem wilka z nieprzytomnymi kobietami na grzbiecie na dopiero co stworzoną platformę. Zaczęła ona wynosić nas do góry niezbyt gwałtownym ruchem, byśmy po chwili znaleźli się na wysokości około 10 metrów, tuż przy jej sklepieniu. Wtedy, wedle mojej sugestii, Samotnik wyprowadził potężny cios prosto w kryształową konstrukcję. Przyjrzałem mu się dokładnie: wyglądał, jakby się napompował. Jego mięśnie wyraźnie zwiększyły swoją objętość, co zapewne tłumaczyło ten przyrost siły.
    Nasz plan miał jednak mały defekt: kruchość materiału. Po przyjęciu takiego ciosu, kopuła nie była tak stabilna, jak początkowo założyłem, a płomienie po jej zewnętrznej stronie oraz fakt, że była ona stworzona z Kekkei Genkai dwóch różnych osób zdecydowanie nie sprzyjało jej stabilności.
    Dlatego też tuż po wyprowadzeniu ciosu cała kopuła zaczęła się sypać. Co prawda uderzenie było na tyle potężne, że cała niepokryta przez lód część kopuły zostałą po prostu obrócona w pył. Niestety nieco większe, wciąż palące się fragmenty spadały na ziemię, także u podstawy platformy. To z kolei powodowało, że ta stopniowo zaczęła się topić.
    Również na górną powierzchnię lodowej konstrukcji posypały się mniejsze, lecz wciąż tlące się fragmenty. Na szczęście nie spadły na nikogo z naszych, gdyż mogło by się to skończyć licznymi poparzeniami. Jednakże dzięki swojej temperaturze, okruchy te powoli rozpuszczały zewnętrzną powłokę platformy. Lada moment a cała lodowa figura miała stopnieć i obalić się z nami na jej szczycie, co z pewnością nie wróżyło zbyt dobrze.
    Postanowiłem nie przyglądać się bezczynnie i wziąłem się do roboty, korzystając z tego, co jeszcze mi pozostało. Kolejny raz tej feralnej nocy aktywowałem moc przeklętej pieczęci. Następnie położyłem jedyną posiadaną w chwili obecnej dłoń na powierzchni lodu pod swoimi stopami i za pomocą Kekkei Genkai pokryłem całą zewnętrzną powłokę szarogranatowym minerałem. Początkowo utwardził on górną część platformy, na której akurat staliśmy, po czym w równym tempie pokrył całą powierzchnię platformy, aż do jej podstawy, gdzie teraz znajdowały się płonące fragmenty kopuły. Kryształ nie ulegnie zwykłemu ogniowi, dlatego też platforma powinna przestać się topić i pozostać stabilna.
    Gdy ten zabieg dobiegł końca, pozostawała jeszcze kwestia wydostania się na zewnątrz. Utwierdziwszy się jednak w przekonaniu, że zewnętrzna powłoka kopuły zajęta jet ogniem, musiałem najpierw ją ugasić, zanim mielibyśmy się z niej wydostać, by przypadkiem nie poparzyła nikogo z nas w momencie przechodzenia przez wyburzoną w niej dziurę.
    Dlatego też, po raz kolejny używając umiejętności zapewnionej przez mój limit krwi, pokryłem cały jej palący się wierzch kolejną warstwą w taki sposób, by zdusić szalejące na niej płomienie. Dzięki temu odciąłem im dostęp do tlenu, a chłodzenie zapewnione przez Ayatane powinno przyspieszyć ten proces. Ogień nie miał innego wyjścia, jak po prostu odpuścić i zgasnąć. Ponadto świeży kryształ miał na celu wzmocnić i utwardzić konstrukcję, która nie będąc już zajętą płomieniami, powinna przestać się walić.
    Następnie kontynuowałem dzieło białowłosego, podnosząc poziom platformy na tyle, by zrównała się z szarogranatowym kryształem, który dopiero co pokrył i ugasił płomienie na brunatnej kopule. Przez cały czas nie odzywałem się ani słowem, będąc skupionym na działaniu. Poza tym sytuacja nie była zbyt sprzyjająca, a Samotnik sprawiał wrażenie zbyt zmęczonego, by tracić siłę na nic niewnoszące pogaduszki.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#128 2014-12-14 19:01:06

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Las

   Nie do końca wszystko poszło zgodnie z planem Samotnika, ale mimo to sytuacja miała się teraz nieco lepiej, niż przed paroma minutami, gdy obrońcy akademii tkwili w piekarniku, zwanym też kopułą. Najpierw Ayatane, wraz z towarzyszem z klanu Kiyoshi przenieśli pozostałych na utworzoną przez białowłosego platformę, która następnie urosła pod sam sufit kryształowej konstrukcji. Dopiero od momentu, gdy Yuki rozbił bordowo-fioletowy twór znowu było nieciekawie. Kekkei Genkai blondasa i grubaski płonęło bowiem, a co większe jego kawałki zawaliły się na lodową kolumnę, zagrażając jej stabilności, a przez co stojącym na niej postaciom.
   Samotnik już zamierzał ugasić ogień jedną ze swych wodnych technik. W działaniu uprzedził go jednak Ayamaru; przyłożył on dłoń do powierzchni platformy, którą natychmiast zaczął pokrywać kryształ, odcinając płomieniom dostęp do tlenu, a co za tym idzie - gasząc je. Ale twór Kiyoshi'ego nie zatrzymał się na samym szczycie lodowej kolumny, lecz objął ją całą, aż do podstawy. Później to samo stało się z samą kopułą, która składała się w sumie z czterech warstw - lodu i trzech kryształów. I co najważniejsze nie płonęła.
   
   Ayatane rozejrzał się, najpierw w prawo, potem w lewo, ustalając mniej więcej, że jest bezpiecznie. "Mniej więcej" bo przed oczami widział już tylko rozmazane kontury, ledwo rozróżniając osoby, które obok niego stały. Wycieńczenie dawało o sobie znać. Yuki nie mógł już nawet utrzymać techniki, zwiększającej siłę. Jego ramiona powróciły do zwyczajnej formy, pozwalając mu zachować dosłownie resztki chakry. To by było na tyle - pomyślał białowłosy, po czym usiadł, a następnie runął na twarde podłoże zasypiając.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ayatane (2014-12-14 19:01:17)


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#129 2014-12-14 20:39:19

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: [Event] Las

Leżałem w bezruchu z zamkniętymi oczami. Nie odczuwałem w tej chwili kompletnie niczego. Ani podmuchu wiatru, ani bólu a w jej głowie nie kłębiły się żadne myśli. Przymykając oczu, nie potrafiłem nawet odpocząć więc pozostawiłem otwarte powieki. Spoglądałem głucho w niebo, czekając jakby na jakiś przebłysk w głowie lecz bezskutecznie. Reszta zapewne myśli, że nie żyję zresztą sam mam takie wrażenie a na ich miejscu tym bardziej. Bardzo powoli powracała do mnie świadomość, która brutalnie wbijała do głowy by przypomnieć o braku nóg. Wykrzywiłem usta w grymas zastanawiając się swoją przyszłością a właściwie jej brakiem. Co ze mnie za ninja, który nawet nie potrafi chodzić? Będę jeździł na ośle albo ktoś będzie mnie woził. Wtedy przypomniałem sobie o czymś a właściwie o kimś.

Klon:
Stanąłem pod barierą a tuż obok mnie znajdowała się piaskowa dziewczynka. Po raz pierwszy ujrzałem ją w tak tragicznym stanie, chociaż myślałem że jest to niemożliwe. Jej piasek odbijał się od ściany, nie mogąc wyrządzić jej żadnych szkód, zaś ona czując jak droga ją blokuje, usiadła bezradnie na ziemie i zaczęło płakać. Dość nietuzinkowy był to obraz, gdyż z jej oczu spływały łzy, a usta nie wydawały żadnych szlochów. Pewnie nawet nie była świadoma tego, że chroni ją ten piasek. Tak jak ze strony małej towarzyszki nie można było liczyć na żaden odgłos, tak kilkanaście metrów za mną dobiegały dźwięki walki. Obracając się ujrzałem znowu samotnika i gościa, którego raczej słabo kojarzyłem z całego natłoku innych wcześniej poznanych ludzi. Do tego dochodził jeden bodajże z klanu Namikaze, który to na polanie podbiegł do umierającego senseia. Gdy uznałem, że jest tam bezpiecznie , zbliżyłem się spoglądając na pozostałą trójkę.
- Medyczka nie żyje albo jest w dużo cięższym stanie niż wszyscy razem wzięci.
Powiedziałem, słysząc sugestie wojowników. Przypuszczałem, że samotnik ucieszy się na mój widok, bo przecież byłem jego lewą ręką, chociaż teraz to już było bez różnicy którą. Obawiałem się ataku pozostałej dwójki, chociaż obaj wyglądali na połamanych i nieskorych do walki z kimś kto nie wykazuje wobec nich agresji. Rzuciłem krótkie spojrzenie na Senshiego, mrużąc lekko oczy.
- Dziewczynka zatrzymała się na barierze. Wygląda na to, że jej piasek tym razem zawiódł a ona sama nie bardzo rozumie czemu nie może iść dalej.
Odparłem, czekając na reakcję pozostałych.

Offline

 

#130 2014-12-16 21:06:20

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: [Event] Las

Ayamaru, Ayatane, Yocharu


    Kryształowa kopuła coraz bardziej zawalała, się pod wpływem uderzenia Samotnika, jednak dzięki wspólnym wysiłkom towarzyszy, udało im się zabezpieczyć filar wraz z rannymi. Morze ognia wciąż szalało obok nich i za nimi. Nie tak niebezpieczne jak technika Pyro, ale jednak ogień to ogień. Ten znajdujący się w samym środku lasu rozprzestrzeniał się dość szybko. Jednak to nie ogień był najbardziej szokujący w tym co ujrzeli, między nimi, a miejscem gdzie była Pyro, nie było niczego po za popiołem. Wyglądało jakby cały las wyparował, dziewczyna była doskonale widoczna wśród unoszącego się dookoła dymu. Została połowicznie wciągnięta pod ziemie, wyglądało na to, że miała zamiar upiec błotnisty wir aby się wydostać i owszem udało jej się powstrzymać technikę Kiyoshiego. Była jednak zbyt blisko swojej własnej wyraźnie oberwała płomieniami, do tego stopnia, że nie była w stanie wydostać się spod ziemi, zmarła. Yocharu mógł zaobserwować jak kopuła upada, jednak nad ziemią wciąż unosiły się osoby czyżby te istoty przybyły zabrać go na druga stronę?

Nara, Senshi, Taii, Yocharu


Chłopak widząc, że coś dzieję pośród drzew postanowił zawrócić, spod bariery pozostawiając płaczącą dziewczynkę samą. Jego pojawienie nieco popsuło plany mężczyzn.
- Cholera, nie zadbaliście o medyka, nie wiecie jak cenny on może być.- - powiedział po czym kilkakrotnie jeszcze zaklął coś pod nosem po czym wyjął z torby bamdaż i zaczął opatrywać niechlujnie własną rękę, resztki rzucił w stronę Taii.- Masz, przyda ci się bo twój opatrunek wygląda jakby się  miał zamiar, zaraz rozpaść. A ty dzieciaku, gdzie się wybierasz? Masz jakieś zdolności sensoryczne, bo jeżeli nie to tylko zgubisz się w tym lesie. Nie ma co musimy iść do bariery to jedyny charakterystyczny punkt w okolicy, jak mamy się znaleźć z innymi to tylko tam.
Powoli ruszył w kierunku bariery, widać było jednak, że wciąż towarzyszy mu ból. Wkrótce jednak zmienił kierunek i spojrzał na Senshiego, a w jego zdrowej ręce pojawił się kunai.
- Skąd wiesz o notkach, jesteś jednym z nich?

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2014-12-16 21:38:46)

Offline

 

#131 2014-12-16 22:43:05

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: [Event] Las

Co to? Czyżby kopuła zdawała się upadać? Czyżby została niszczona czy może zdezaktywowana? W tej chwili nie potrafiłem nawet spróbować odpowiedzieć sobie na te pytania. Ale czy to było aż tak ważne? Leżałem na trawie czując się  prawie jak trup, w sumie w połowie nim byłem. Można było rzec, iż jestem dwoma nogami w grobie. Niezbyt pocieszające ale jednak wciąż siedziałem na tym świecie. Spod kopuły dojrzałem sylwetki jakichś istot. Czyżby to jednak był koniec? Czyżby chcieli mnie zabrać na drugą stronę? O nie! Z nogami czy bez jeszcze chwilę powalczę o życie w tym przeklętym świecie. Za dużo przeżyłem podczas ostatnich godzin by tak po prostu umrzeć na głupiej trawie bez połowy ciała. Zbierając odrobinę chakry, która pozostała mi w żyłach i posłałem ognistą kulę w kierunku istot. Nie było szans aby przemierzyła ona taki odcinek, jednakże w tej chwili to była walka o przetrwanie i o poczucie, że się nie poddałem. Nie wiedziałem czego się spodziewać ale byłem mentalnie gotowy.

Klon:
Spojrzałem na poobijane grono, które nie bardzo kwapiło się do czegokolwiek, chociaż nie można było się im dziwić. Rzuciłem wzrok na członka klanu Nara i zmrużyłem oczy.
- Wpadliśmy w genjutsu. Wymanewrowała nas do tego stopnia że prawie sami się pozabijaliśmy.
Wtedy spojrzałem na Senshiego, dzięki któremu Ruda nie dała rady przetrwać na polanie, oraz Kuroi Inu, który został okaleczony i spowolniony. Nie chciałem jednak rozbudzać większego zamieszania między całą grupą, gdyż nie było sensu. Byłem ciekaw czy samotnik nadal ma tak nie poukładane w głowie czy wybudził się ze swojego porypanego snu. W każdym razie nie było za ciekawie a nie widziałem jaki jest obecny stan mojego oryginału oraz pozostałej ekipy. Zwróciłem się więc do Nary raz jeszcze.
- Jeżeli ktoś chce szukać pozostałych to wiem jak iść, aczkolwiek nie wiem czy ma to sens.

Offline

 

#132 2014-12-17 01:22:52

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: [Event] Las

    Stałem na kryształowej platformie, kiedy przykryta kolejną warstwą kopuła rozpadła się na kawałki, lądując z łomotem na ziemi. Znajdowałem się obecnie na wysokości około 12 metrów, mając doskonały widok na wszystko dookoła. Obejrzałem się na cztery strony świata, dostrzegając nie tylko zniszczenia, jakie spowodowała technika Pyro, ale także barierę.
    Moim oczom wzmocnionym przez działanie przeklętej pieczęci ukazało się również coś innego, dziwnego i trochę intrygującego, choć równie dobrze mogło to być przewidzenie. Otóż nad linią płonących drzew w oddali dostrzegłem jakby płonącą kulę. Czyżby byli tam nasi sprzymierzeńcy i w dalszym ciągu prowadzili z kimś walkę? Spojrzałem na wilka i lekko gładząc go po sierści na grzbiecie spytałem:
    - Czy jest tam ktoś z naszych? - W ten sposób chciałem zweryfikować, czy moje przypuszczenia były słuszne, w końcu psi węch rzadko kiedy się myli. Skoro udało mu się wcześniej zaprowadzić mnie do Ayatane i reszty, to może uda mu się również rozpoznać kogoś z naszych sojuszników, o ile oczywiście się tam znajdował.
    Pozostawała jeszcze kwestia przedostania się na dół. Wolałem nie ryzykować zburzenia platformy, gdyż nieprzytomne osoby mogłyby przypłacić to ciężkimi obrażeniami, albo co gorsza życiem. Używając kryształu stworzyłem coś na kształt gigantycznych schodów, wcale stromych, by przypadkiem nie osunąć się z nich przy schodzeniu. Ich powierzchnię pokryłem nieznacznymi nierównościami, by uniknąć poślizgu, a boki wsparłem kryształową balustradą, tak na wszelki wypadek.
    - Okej wycieczko, ruszamy w drogę! - zarządziłem, kiedy przypomniałem sobie o stanie moich towarzyszy. Jedynie ja i wilk byliśmy "na chodzie", Kiyoshi i Hikari wciąż były nieprzytomne, a do ich grona dołączył wyraźnie wyczerpany Samotnik. Postanowiłem zatem dać mu chwilę wytchnienia i znieść go na dół. Niestety będąc obecnie jednorękim bandytą, wyzwanie to okazało się niemożliwe do wykonania. Musiałem poradzić sobie w inny sposób.
    - Okej, pani już chyba nie potrzebujemy - mruczałem pod nosem, ściągając z grzbietu wilka dziwną dziewczynę, z którą przyszło walczyć Hikari i temu drugiemu, którego imienia chyba nie poznałem. Wiedziałem, że znajdę gdzieś przy niej pieczęć, dzięki której uda nam się zdezaktywować barierę. Tyle pamiętałem ze słów Nary. Może było to na jej ubraniu, podobnie jak na płaszczu niebieskowłosego, który wcielił mnie w grono kalek?
    Mając tylko jedną rękę, to wyzwanie, podobnie jak wiele innych, nie należało do najprostszych. Jeszcze nigdy nie przyszło mi rozbierać kobiety całkowicie przy użyciu jedynie jednej ręki. Ta na szczęście była dość skromnie odziana, także po ściągnięciu z niej zaledwie kilku rzeczy, znalazłem to, czego szukałem.
    Zostawiłem ją na wpół roznegliżowaną. Nawet naga nie przykuwała jakoś szczególnie mojej uwagi, może po prostu nie lubiłem nieżywych już kobiet? Rzuciłem kilka krótkich i łatwych do zrozumienia poleceń w stronę wilka, który na szczęście nie należał do tych niewspółpracujących. Przy jego pomocy udało mi się bezpiecznie przełożyć przez jego plecy grubaskę z mojego klanu. Na końcu na ostatniej części grzbietu wilka, najbliżej jego łba, ułożyłem nieprzytomnego Ayatane. Oczywiście nie obyło się bez pomocy samego zwierzaka.
    Dość szybko udało nam się przedostać na ziemię, gdzie nie było już śladu po płomieniach. Szczerze mówiąc, nie było tam już śladu po niczym. Wszystko zostało doszczętnie spalone, nie było niczego poza popiołem. Zostawiliśmy za sobą ciało nieżywej już kunoichi, po czym rozproszyłem platformę, a następnie schody. Upadek z tak dużej wysokości powinien "trochę" ją zmiażdżyć, po raz kolejny tak "na wszelki wypadek". To, co stało się przy pozbywaniu się poprzedniego przeciwnika nauczyło mnie, że ostrożności nigdy za wiele.
    Dlatego też, gdy podeszliśmy bliżej do Pyro sprawiającej wrażenie nieżywej, nie opuściłem gardy. Wyciągnąwszy kunai, zbliżałem się do niej, ostrożnie stawiając kroki, w końcu jeszcze chwilę temu w tym miejscu miało miejsce ogromne bagno. Gdy jednak wyczułem, że ognista technika wysuszyła je do cna, mogłem bez problemu znaleźć się przy niej i wbiłem jej kunai w tył głowy. Nie chciałem ryzykować cięcia w innym miejscu, by przypadkiem nie zerwać pieczęci zbyt wcześnie. W końcu wszystkie miały zostać zdezaktywowane w tym samym czasie, kiedy my dysponowaliśmy zaledwie trzema.
    Następnie, podobnie jak u jej sojuszniczki, pozbyłem się ubrania kobiety, by znaleźć zabezpieczającą barierę pieczęć. Gdy tylko ją znalazłem, położyłem ją na grzbiecie wilka, razem z płaszczem Uchihy i częścią odzieży tej drugiej. Zastanowiłem się, w którym kierunku powinniśmy się udać. Do bariery? Czy może...?
    Przypomniałem sobie tą niewyraźną ognistą kulę, którą dostrzegłem ze szczytu platformy i ponownie spytałem wilka, czy jest to któryś z naszych sojuszników. Ten wydał się dość rozentuzjazmowany pytaniem, choć nie mogłem tego jednoznacznie stwierdzić, gdyż nigdy w swoim życiu nie miałem zwierzaka. Matka nie chciała żadnych zwierząt w domu, no trudno.
    Ogromne psisko z rzema moimi sojusznikami na grzbiecie ruszyło przed siebie, zupełnie jakby złapało trop. Wędrowałem jego śladem, aż w końcu dotarliśmy do jednej ze ścieżek. Po obu jej stronach znajdowały się płonące drzewa, sama droga także poprzecinana była pozwalanymi kłodami, które również się paliły. Niezbyt oryginalnie sięgnąłem ponownie po moje Kekkei Genkai i stworzyłem kryształowe ściany zarówno po lewej, jak i po prawej stronie, które stykając się jakieś 3 metry nad naszymi głowami, skutecznie oddzielały nas od ognia, tworząc swego rodzaju tunel.
    Pozwalane drzewa zagradzające nam drogę również pokonaliśmy w podobny sposób: najpierw je krystalizując, a następnie przekraczając. Gdy znajdowały się one zbyt wysoko, by swobodnie się przez nie przeprawić, tworzyłem kryształowe kładki, które umożliwiały dalszą wędrówkę. Idąc coraz dalej, stopniowo rozpraszałem fragmenty korytarza za nami, by przypadkiem nie ułatwić któremuś z naszych przeciwników zaatakowania nas od tyłu.
    Po jakimś czasie najwyraźniej dotarliśmy w końcu do kresu podróży. Pośród płonącego lasu spoczywał jeden z członków klanu Uchiha. Gdy spojrzałem na to, w jakim był stanie, nie wiedziałem, czy płakać, czy śmiać się, jako że chyba nikt na chwilę obecną nie był w pełni sprawny...
    Dobrą rzeczą było to, że przynajmniej był on przytomny. W każdym razie nie zamierzałem tracić czasu na nic niewnoszące rozmowy i przedłużyłem kryształowy korytarz, by uchronić także i jego, by w razie czego jakieś z płonących drzew się nie zawaliło wprost na niego.  Dopiero gdy uznałem, że nic nam na chwilę obecną nie zagrażało, odezwałem się:
    - To ty wypuściłeś tą ognistą kulkę w naszą stronę? - zapytałem, patrząc na niego dociekliwie.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ayamaru (2014-12-21 12:34:04)

Offline

 

#133 2014-12-18 18:18:31

Taii

Zaginiony

25590177
Zarejestrowany: 2011-07-27
Posty: 423
Klan/Organizacja: Namikaze
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Multikonta: brak

Re: [Event] Las

  Chłopak złapał bandaż od Nary, jak się okazało nieznajomy był bardzo przydatny. Przydatność jego wiązała się z aspektami takimi jak bandaże czy określona wiedza, co za tym idzie Taii mógł dowiedzieć się paru informacji na ten temat. -Hmm... Ile pozostało nam znaleźć tych płaszczy?- rzucił spokojnym tonem obwijając swoją nogę. Minie trochę czasu, aż chłopak zacznie znowu dobrze trenować i stawać się silniejszym. Po całej tej misji zostanie mu przydzielone gdzieś z tydzień wolnego w klanie.

  -Ej ty  stój tu... Raczej w obecnym twoim stanie nie dasz rady walczyć a co dopiero poruszać się bezpiecznie po tym lesie. A na chwilę obecną nasza grupa może mieć szanse... - Odpowiedział spokojnie kończąc swój opatrunek, nie był to jakiś wzorcowy opatrunek, ale dawał rade. Obecnie chłopak nie będzie zbytnio szarżował, raczej pozwoli innym działać a sam będzie obserwatorem wydarzeń.

Offline

 

#134 2014-12-18 23:39:11

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: [Event] Las

Nara, Senshi, Taii


  Słowa Namikaze, dały do zrozumienia w jakim faktycznie Senshi znajdował się stanie jeżeli naprawdę był szpiegiem to był w tym niezły. Nie każdy decydowałby się na poświęcenie dłoni aby wypełnić misję. A już na pewno nie ktoś kto tak łatwo by się zdradził. Chłopak mógł być też specjalistą od fuuinjutsu, w każdym razie w obecnym stanie nie stanowił zagrożenia, a mógł być w razie czego zakładnikiem. Nara, tylko machnął ręką.
- Nie ważne w jakim stanie się znajdujemy, mamy misję do wypełnienia i jeśli tego nie zrobimy czeka nas śmierć, lepiej się módlcie, żeby pozostali przyprowadzili medyka. Tymczasem czas ruszyć do bariery. Idziecie? - Powiedział po czym skierował się w jej kierunku.
[z/t-> Nara -> bariera]

A&A, Yocharu


Biorąc pod uwagę, że płomienie pożerały coraz większą część lasu, można to było określić mianem cudu, że Ayamaru dostrzegł w nich nieco mniej naturalny wybuch. Chłopak postanowił to sprawdzić, jednak każdy ma swoje priorytety. Najpierw postanowił zająć się rozbieraniem martwych kobiet, chociaż zdawał się nie zwracać uwagi na jędrny biust niedawno zmarłej kobiety to jednak chyba oszukiwał sam siebie. Co ciekawe na jej ciele na pierwszy rzut oka nie widać było, żadnych ran, ani niczego co mogło doprowadzić do jej śmierci, a jednak nie żyła. Kiedy już zdobył to co potrzebował przy wydatnej pomocy psa i schodów, zadołował na nich nieprzytomnych i kierowany swoim przeczuciem postanowił poprosić psa o doprowadzeni go do ocalał. Nieco wcześniej oczyścicie rozebrał druga martwa kobietę to było nieco trudniejsze ponieważ część jej ciała pokrywały poparzenia i skora lepiła się do odzienia, ale chłopak miał już nieco wprawy. Wkrótce dotarł do Yocharu, trzeba przyznać, że Uchiha prezentował się dość unikanie, aż dziw brało, że jeszcze żył. Z pewnością jednak nie był w stanie się samodzielnie poruszać. Wilk natomiast już wskazywał na dalszy kierunek podróży, na razie ogień pozostał poza nimi, ale nie na długo.

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2014-12-18 23:51:15)

Offline

 

#135 2014-12-19 23:18:23

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: [Event] Las

O nie! Postać w którą skierowałem atak zaczęła zbliżać się w moim kierunku i w dodatku, targa coś ze sobą. Czyżby ponury żniwiarz zbierał plony by zabrać je w zaświaty? A może ktoś lub coś mu towarzyszyło? Byłem wręcz gotowy na pożegnanie świata, widząc jak schodzi z platformy na ziemię. Ułożyłem wygodnie głowę na trawie, oczekując nadejścia istoty. Była to krótka chwila, która ciągnęła się niesłychanie długo. Miałem wrażenie jakbym leżał tam co najmniej kilka godzin a nie minęło nawet 15 minut. Nie mogąc wytrzymać tej presji, otworzyłem swoje ślepia, rozglądając się za jakąkolwiek postacią, lecz zmęczenie nie pozwalało mi na zbyt wielki manewr głową. Czułem jednak lekkie drgania ziemi i usłyszałem zbliżające się kroki. To zabawne ale w tej chwili ogarniała mnie ciekawość co ujrzę za kilka sekund i co się wydarzy.

To był moment, w którym moje zmysły w końcu powróciły na właściwy tor rozumowania. Można było rzecz, iż wytrzeźwiałem widząc znajomą mi twarz. Mrugnął kilka razy, przecierając oczy by upewnić się że to nie wymysł mojej wyobraźni lecz blondyn wciąż nade mną stał i to ze zwierzakiem. Gdy zadał mi pytanie, jego słowa odbijały się w mojej głowie jak echo, dlatego po kilkusekundowym opóźnieniu, mogłem zrozumieć i odpowiedzieć.
- T-Tak... Myślałem że umieram i... W sumie dużo się nie pomyliłem. Gdybym wiedział, że to Ty tam stoisz nie zrobiłbym tego.
Chyba pierwszy raz od zostania pełnoprawnym shinobi moja wypowiedź brzmiała tak dziwnie. Głos na początku zdania lekko zadrżał chociaż nie wiedziałem czy to z faktu obecnego stanu czy innego czynnika. W każdym razie nie zdarzyło mi się jeszcze przed nikim tłumaczyć a zwłaszcza z własnej nieprzymusowej woli. Zastanawiałem się czy mam się cieszyć że żyję mimo utraty nóg czy wkurzać się o to, że śmierć zabrała mnie tylko w połowie. W każdym razie nie odrywając wzroku od towarzysza postanowiłem wydukać jeszcze kilka słów.
- O nogi nie pytam bo spłonęły ale co z resztą towarzystwa?

Klon:
Nie miałem za dużo do roboty. Mimo, że się pojawiłem jakby znikąd to nikt nie zwrócił na mnie kompletnie uwagi. Skoro oni olali mnie, ja olałem ich, stojąc sobie cierpliwie na rozwój wydarzeń. Zastanawiałem się nawet czy nie wrócić z powrotem by zobaczyć czy mój oryginał i pozostała ekipa pozostała przy życiu. W sumie ja na pewno żyję, skoro wciąż tutaj stoję ale co z resztą? Niewątpliwie też dali radę gdyż nie byłem najsilniejszym tam ninja.

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2014-12-21 13:22:22)

Offline

 

#136 2014-12-20 11:08:53

 Senshi

http://i.imgur.com/hFUOtyf.png

372328
Skąd: Śląsk
Zarejestrowany: 2014-01-06
Posty: 647
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18

Re: [Event] Las

   Oostatecznie nie opuściłem miejsca w którym straciłem drugą rękę. Dwie osoby miały jakiś problem. Blondyn mówił coś o naszym słabym stanie, nie wiem jaki to miało związek z przechodzeniem przez las, ale zatrzymałem się aby go wysłuchać. Temu drugiemu chyba coś siadło na mózg sugerując, że mogę być szpiegiem. Na pewno pozwoliłbym urwać sobie dwie ręce, gdybym nie chciał osiągnąć celu misji. Skąd niby to wiem? Ten koleś co mnie tu sprowadził coś wspominał... Nie miałem jednak zamiaru odzywać się na głos. I rozpoczynać bezsensownej dyskusji. Dobrze się skończyło, bo ten też skończył dociekać i postanowił pójść w drugą stronę.
   Przez chwilę zastanawiałem się, czy ich nie zostawić i nie pójść do reszty. Przypomniałem sobie jednak jak zakończyło się nasze ostatnie spotkanie... Niby mam dobrą wymówkę, myślałem że to sen, ale raczej nikogo nie będzie to obchodziło. Może lepiej będzie jak przez pewien czas będę ich unikał. Poszedłem więc za mężczyzną ze spaloną ręką. Zauważyłem, że zbliżaliśmy się też do dziewczynki, która teraz zachowywała się jeszcze dziwniej niż poprzednio. Piasek odbijał się od bariery a ta nie wiedziała co ze sobą zrobić. Ja natomiast nie wiedział co o tym myśleć, kiedy to wszystko było moim wymysłem było o wiele łatwiejsze. Naprawdę wolałbym żeby to był tylko sen. Niestety chyba czeka mnie gorzkie rozczarowanie.

z/t -> Bariera

Offline

 

#137 2014-12-21 10:20:34

Taii

Zaginiony

25590177
Zarejestrowany: 2011-07-27
Posty: 423
Klan/Organizacja: Namikaze
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Multikonta: brak

Re: [Event] Las

  "Niepełnosprawny szpieg" wysłuchał wypowiedzi Namikaze, może coś zrozumiał lub po prostu wolał przemilczeć wszystko. Nic dziwnego, przecież stracił 2 ręce i był w dosyć poważnym stanie. Można pofatygować się o stwierdzenie, że cała paczka była dosyć słaba. Namikaze nie pozostało nic innego jak kuśtykając dojść do bariery.  Może przez tą całą drogę nie zginie ostatni chyba Namikaze z zebranych. Ciężko znowu będzie się tłumaczyć rudemu mistrzowi klanu. Wszak ostatnim razem już udało mu się ujść z życiem, a silniejszemu z Namikaze nie. Na chwilę obecną jest podobnie, ale co zrobić. Można jedynie udawać, że tak miało być itp. Ból w nodze był ciągły i aż dziwi, że chłopak nie upadł i nie zaczął wyć.

z/t -> Bariera

Offline

 

#138 2014-12-21 13:20:15

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Las

   Na końcu pustego, szpitalnego korytarza stał bóbr. Nigdzie nie było drzwi. Istniała tylko jedna droga - przed siebie. Samotnik, nawet gdyby mógł się odwrócić, nie pomyślałby o tym. Zapatrzony w majestatyczne zwierze wlókł powoli nogami do przodu. Chciał przyśpieszyć kroku, lecz gdy to robił bóbr odchodził parę metrów w tył, zmuszając białowłosego do zachowania tempa. Zaczął padać śnieg. Płatki, choć drobne, leciały w takich ilościach, że korytarz szybko zrobił się całkiem biały i Yuki nie mógł widzieć postaci, do której zmierzał. Lęk przed utratą takiego cudu odebrał mu zdolność logicznego myślenia. Orfeusz zaczął biec ile sił w nogach, lecz zwierzęcia już tam nie było...

   Ayatane otworzył szeroko oczy, orientując się, że nie jest aktualnie tam, gdzie zasnął. Przybrał więc pozycję siedzącą, czego niemal natychmiast pożałował. W wyniku ruchu zsunął się bowiem z pleców wilka, niezgrabnie lądując miednicą na trawie. Sekundę później Samotnik stał już na równych nogach, otrzepując pośladki z ziemi, a jego mina wyrażała "nikt nic nie widział".
   Yuki usłyszał znajomy głos, docierający gdzieś z dołu. Nie mogąc przypomnieć sobie do kogo należy, chłopak zwrócił głowę w kierunku, z którego dochodził, w celu identyfikacji właściciela. Na ten widok jednak nie był przygotowany.
- Okurwa... - szepnął Samotnik, z otwartymi ustami wpatrując się w Yocharu, a raczej jego górną połowę. Dolnej bowiem nie było w ogóle; nogi, można by rzec, wyparowały. Tam natomiast, gdzie te kończyny powinny łączyć się z tułowiem widniała brzydka, spalona skóra, która normalnych ludzi przyprawiłaby zapewne o wymioty. Na dodatek śmierdziało palonym mięsem. Ludzkim.
   Doświadczony wojownik jest w stanie znieść dużo, dlatego też Ayatane nie spanikował i zachował w miarę możliwości spokój. Nie był jednak w stanie powstrzymać szybkiego zerknięcia na swe kończyny, a także ulgi na wieść o tym, że wszystkie są na miejscu. Zdecydowanie za dużo tych odrywanych rąk i nóg jak na jedną noc.
   - Co jest? Dokąd zmierzamy, czy coś...? - spytał białowłosy, podchodząc do Ayamrauu, nie mogąc oderwać wzroku od rannego Uchihy, a także nie do końca potrafiąc zebrać myśli.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#139 2014-12-21 14:04:04

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: [Event] Las

    Patrząc na okaleczonego Uchihę, czułem żal. Nie wiedziałem jedynie, czy był to żal w znaczeniu tradycyjnym, czy raczej tym pejoratywnym. Jego widok sprawił, że całkowicie zapomniałem o tym, że sam nie byłem w tamtym momencie w pełni sprawny, wciąż brakowało mi całej lewej ręki- od palce aż po bark. Wiedziałem jednak, że bez niczyjej pomocy wciąż byłem w stanie funkcjonować, czego zdecydowanie nie można było powiedzieć o czerwonookim, który wyglądał, jakby oczekiwał nieuniknionego końca.
    Szybko przeanalizowałem środki, jakimi dysponowaliśmy i szanse powodzenia. Uchiha dysponował dwoma sprawnymi rękoma, więc w dalszym ciągu mógł korzystać ze swoich technik. Potrzebował jedynie środka lokomocji. Wilk...?
    Spojrzałem na obładowane trzema ciałami zwierzę. Niestety nie było nawet najmniejszej szansy, żeby wilczur uniósł choć jedną osobę więcej. Ja sam nie mogłem nieść chłopaka z oczywistych przyczyn. Trzeba było kogoś tam zostawić. Nie ma co ukrywać, sytuacja była trochę niezręczna...
    Jak się okazało chwilę później, los był na tyle łaskawy, że zwolnił mnie z tej wątpliwej przyjemności podejmowania decyzji o porzuceniu kogokolwiek z towarzyszy - Ayatane zsunął się z wilka na trawę i ocknął się. Potrzebował chwili, żeby skojarzyć, co się właściwie działo, ale wydawało się, że był w stanie kontynuować wędrówkę o własnych siłach.
    Wracając do Uchihy, musieliśmy w jakiś sposób go opatrzyć, żeby nie zapaskudził sobie ran, mimo że wydawały się już zagojone. Przejrzałem swój ekwipunek, jednak nie było w nim już ani jednego bandażu. Wziąłem zatem jedną z szat, do których przyczepione były pieczęci i przy pomocy kunaia odciąłem sporą część materiału, uważając przy tym, by przypadkiem nie naruszyć pieczęci, po czym owinąłem go dokładnie wokół spalenizny. Trzeba było przyznać, że widok i zapach nie należały do najprzyjemniejszych, ale ktoś musiał to zrobić.
    Po tym małym zabiegu estetycznym udało nam się usadowić beznogiego na grzbiecie zwierzęcia, gdzie przy pomocy swojego Kekkei Genkai stworzyłem z szarogranatowego kryształu coś na kształt siodła połączonego z uprzężą, która miała utrzymać Uchihę w pozycji pionowej, jednocześnie umożliwiając mu na swobodny ruch rękami.
    Dopiero po wszystkim zdecydowałem się odpowiedzieć na pytania towarzyszy:
    - Hikari i Kiyoshi nie są w najlepszym stanie, ale nie jestem za zostawianiem sojuszników w tyle, szczególnie że może uda nam się natknąć na jakiegoś medyka. Nie wiecie może gdzie jest ta ruda z polany? - zapytałem, ale widząc ich wyraz twarzy, postanowiłem nie drążyć tematu. Czyżby nie żyła? Nadzieja na uratowanie Hikari coraz bardziej słabła, ale wiedziałem, że musimy ruszyć dalej. Może w Akademii uchował się jeszcze jakiś medyk, który pomoże ją uleczyć?
    - Co do dalszego planu, to idziemy dalej. Wilk najwyraźniej zna drogę, a ja ufam mu jako przewodnikowi. Tylko dzięki niemu udało nam się Ciebie odnaleźć, czerwonooki. Zatem, jeśli nie ma żadnych zastrzeżeń, ruszajmy w drogę!

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
    [z/t wszyscy -> Bariera]

Ostatnio edytowany przez Ayamaru (2014-12-22 15:54:24)

Offline

 

#140 2014-12-27 03:21:36

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: [Event] Las

     Poczułem mrowienie w prawej nodze. Nie zwróciłbym na to większej uwagi, gdyby nie fakt, że drzemałem sobie smacznie w przepełnionym senbonami lesie. Otworzyłem wolno oczy, przeciągając się, oraz ziewając niecicho. Po prawo trochę krwi, po lewo dużo broni, ogólnie wielki harmider i pobojowisko. Ledwo co mogłem utrzymać poprawny wzrok. Ślepia kleiły mi się jak niedogotowane, świąteczne pierogi mojej matki. Nie ruszyłbym się z miejsca, lecz przekręcił na drugi boczek. Niestety mrowieniu zaczął towarzyszyć mocny ból w okolicy potylicy. No i się poderwałem. Czułem się jak naćpany, albo jeszcze gorzej. Zauważyłem, że nie ma obok mnie Ayamaru, którego widziałem jeszcze 'sekundę temu'. Na moim ciele znajdowały się bandaże, a wszystkiemu towarzyszyło dziwne uczucie błogości. Przycupnąłem lekko przy jednym ze złamanych drzew, rękę kładąc na czole. Wspomnienia zaczęły wracać, od najstarszych, aż do tych, które wydarzyły się przed mym omdleniem. Nie wiedziałem kto mnie uratował, ani gdzie właściwie się teraz znajduję. Mimo wszystko na karku miałem swojego dłużnika. Niedaleko mnie znajdowały się specyficzne kryształy. Ruszyłem z wolna w tym kierunku, co krok chwiejąc się niepewnie. Moje ciało nie doszło jeszcze do poprawnej formy, nie czułem się idealnie. Potrzebowałem jednak dosłownie kilkunastu minut by nieco ogarnąć całą sytuację.
     Gdy poczułem lekki zastrzyk emocji, który towarzyszył każdemu kolejnemu krokowi, zacząłem iść żwawiej. Nie zdawałem sobie sprawy ile rzeczy mnie ominęło, a także najważniejsze, co mnie czeka. Teraz liczyło się dla mnie tylko dojście do siebie, a także zanalizowanie bieżących wydarzeń. Zmierzałem w kierunku reszty, nie wiedząc jeszcze co mnie czeka.

[z/t -> Teren szkoły]

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
paczki dla firm toruń