Ogłoszenie


#81 2014-06-07 02:24:01

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

Do Kraju Pól Ryżowych napływało całe mnóstwo wszelakiej i różnokolorowej hałastry. Wieść o domniemanym artefakcie dotknęła nawet najdziwniejsze środowiska społeczne i teraz miasto pękało w szwach od pomylonych zbójów, morderców, wiecznie milczących, zakapturzonych postaci, kupców, rzemieślników, który artefakt chcieli zobaczyć na własne oczy, chwaląc się później w swym cechu, a także złodziei tradycyjnie już przyciąganych przez samą wieść o czymś wartościowym, co można posiąść i przemycić na czarny rynek.

Chętnych na cenny artefakt nie brakowało. Każdy chciał go mieć i każdy o nim słyszał. Wyglądało natomiast na to, że nikt go nie widział.

Ani chybił robota miejscowej władzy - plotkowali przy straganach, zza rzędu marchewek, ryżu i kalafiora  miejscowi handlarze, których ani na artefakt stać nie było, ani też jego posiadanie zupełnie nie interesowało. - Panie, gdybym ja miał takie coś w domu, to ja bym nawet powieki nie zmrużył. Bo to wiadomo? Wejdzie jaki bandzior do domu, drzwi wyważy, parapet przeskoczy, pomorduje, łeb obije i tyle go będzie. To samo nieszczęście jest i choć dla mnie to ta cała historia tyle znaczy, co gówno na podeszwie, to ja już wiem, że nam się wszystkim ten artefakt czkawką odbije. Bo to zawsze tak jest, że jak do miasta napływają człeki z całego świata, z różnych kultur wywodzący się, to i zawsze poczciwy handlarz straty później liczyć musi.

Widok śledzącego straganowe galerie Ayamaru, nikogo nie zdziwił, ani specjalnie zaintrygował. Obserwowano go jednak, tak, jak obserwowano każdego innego. Nikt nie miał pewności, czy aby za chwilę wysoki, dobrodusznie z oka wyglądający młodzieniec nie okażę się jednym z tych paskudnych szkodników, których plotka o artefakcie zwiodła do miasta. Hugo, stary i zacny straganiarz, pracujący na tutejszym rynku od dwóch tuzinów lat co najmniej, a którego Ayamaru teraz dobrodziejstwa przeglądał, już teraz zaciskał pod deską pulpitu drewnianą lagę, okutą w mosiężne pierścienie, gotów w każdej chwili czerep obić. "Nie zwiedzie mnie twoja aparycja, chłoptasiu, nie zwiedzie twoje pozorne zainteresowanie. Hugo złodzieja w każdym rozpozna i jednakowo nauczy prawości".

Mężczyzna spojrzał na Ayamaru, uśmiechając się łaskawie, prezentując, możliwie zupełnie przypadkowo, swój srebrny, górny kieł.
- W czym mogę służyć, szanowny panie? Może pomóc coś doradzić, hm? Klient nasz pan!

Offline

 

#82 2014-06-08 15:08:11

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Spędziłem wiele czasu, przeglądając towary miejscowych kupców. Szczególną uwagę poświęcałem orężu, zdarzało mi się jednak zawiesić oko również na biżuterii. Ta natomiast na ogół była wykonana z podrzędnych materiałów, a jej wierzch pokryty był połyskującą warstwą, imitując najwyższej jakości tworzywa. Ja sam nie znałem się za bardzo na tego typu zagraniach, toteż wolałem nie wierzyć twierdzeniom  o ich wielkiej wartości i specjalnych właściwościach. Jeden pierścień miał rzekomo dawać odporność na trucizny, jakiś naszyjnik polepszał kondycję, jakieś kolczyki miały chronić przed zniewoleniem umysłu. itp. W swoich zapewnieniach brzmieli oni niezwykle przekonująco, ale w końcu taki był ich zawód i z tego się utrzymywali. Umiejętność naginania prawdy słowem mieli opanowaną do perfekcji, tylko dzięki temu mogli zapewnić sobie godne życie kupca.
    Szybko porzuciłem szukania wyróżniającej się biżuterii, jako że nie byłem wystarczająco wykwalifikowany, żeby to ocenić. Skupiłem się zatem wyłącznie na broni, z którą miał o wiele większą styczność. Sprawdzałem jakość stopu, twardość i wytrzymałość, a także poręczność i inne aspekty. Byłem mocno zawiedziony, kiedy żadna z broni nie odznaczała się niczym wyjątkowym, choć nie okazywałem tego handlarzom, by nie dać im znać, że wiem, że kłamią, opowiadając legendarne opowieści dotyczące każdej broni z osobna. Każda z katan brała udział w legendarnych bitwach, zwłaszcza popularna była historia z I Wielką Wojną Ninja oraz wojowniku, który dzierżąc opiewany oręż, był w stanie pokonać 1000 wojowników nieprzyjaciela.
    Do najzabawniejszych opowieści należała ta, która twierdziła, że "Ōgama", będąca zwykłą kosą, pozbawiła życia Mędra Sześciu Ścieżek. Usłyszawszy ją, nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Widząc mocno zdenerwowaną twarz sprzedającego, czym prędzej udałem się do kolejnego straganu.
    Przede mną było jeszcze wiele stoisk z bronią i innymi przedmiotami, które miałem zamiar przejrzeć. Bałem się, że do zmierzchu nie zdążę odwiedzić ich wszystkich, a czas działał na moją niekorzyść. Przez moment chciałem wyręczyć się klonami, ale szybko zaniechałem tego pomysłu, ponieważ tutejsi mogliby nie być tak otwarci w stosunku do ninja, a ja póki co nie miałem zamiaru się ujawniać. Nigdy nie wiadomo, kto stoi obok nas.
    Z rozmyśleń wyrwał mnie uprzejmy głos starego handlarza. Spojrzałem na jego promienną twarz i odwzajemniłem uśmiech. Było w niej widać kupiecką przebiegłość, choć w tym miejscu nie było to nic nadzwyczajnego.
    - Konnichi wa! Poszukuję jakiejś broni dla mojego siostrzeńca, który właśnie opuścił Akademię Ninja. Jest to wielki zaszczyt dla mojej rodziny, dlatego zależy mi na czymś wyjątkowym, nie na typowej katanie, którą można nabyć w pierwszym lepszym sklepie. Ma pan może coś takiego na stanie? - spytałem bardzo uprzejmie.

Offline

 

#83 2014-06-12 01:12:04

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

Kupiec zastanowił się chwilę, przywołując w pamięci stan swego magazynu. Niestety, nie kojarzył nic, co by mogło zostać zaliczone do grona przedmiotów niezwykłych. Ot, trochę biżuterii kupionej od drobnych złodziejaszków na czarnym rynku, blach od pancerzy, a kilka nawet pełnych zbroi, będących pozostałościami na polach bitew, a które on po nocy musiał w ciszy i największej ostrożności ograbiać. Co tam ograbiać! Leżało na ziemi, z trupem obok, czemu więc nazywać to od razu grabieżą? Było to, jak uważał Hugo, wzięcie mienia, nie należącego w gruncie rzeczy już do nikogo. A skoro mienie nie ma właściciela, to ten musiał odnaleźć się samoistnie.

- Szanowny panie - zamruczał, lekceważąco machnąwszy ręką - to zależy jaki z pana klient jest, że tak to ujmę…- uśmiechnął się krnąbrnie, przechylając się przez pulpit swojego straganu, zniżając znacząco głos. - Ja żadnej takowej broni nie mam, ale wiem, oj tak, tak, wiem doskonale gdzie taką nabyć można…Sprawdzone źródło, nie zawiedziesz się, samiuśkie perełki praktycznie za bezcen…

Mężczyzna odchylił się, stając z powrotem wyprostowany, łypiąc przy tym na Ayamaru wzrokiem, w którym kryło się najczystsze łajdactwo i szalbierstwo.
- Jak to jednak mówią ludzie interesu - nie ma nic za darmo, paniczu. Płacisz - dostajesz. A im więcej płacisz, tym więcej dostajesz, znaczy się. To jak, zainteresowany?

Hugo zatarł ręce. Czuł, że fortuna się do niego uśmiecha.

Ostatnio edytowany przez Senti (2014-06-12 01:13:00)

Offline

 

#84 2014-06-12 15:55:10

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Za grosz mu nie ufałem. Oczywiście próbował zamydlić mi oczy, ale nie ze mną takie numery. Nauczyłem się tego i owego, gdy w dzieciństwie pomagałem ojcu w pracy. Takich typów, jak ten stojący przede mną, należało unikać jak ognia. Kupiec sprawiał wrażenie, jakby był uosobieniem wszystkich przywar przypisywanych kupcom, jak choćby dostrzegalne gołym okiem wyrafinowanie.

    Nie dałem po sobie poznać kierowanego wobec sprzedawcy uprzedzenia i uważnie go wysłuchałem.  Nie owijał w bawełnę, tylko od razu wyłożył kawę na ławę. To lubiłem. Pozostali sprzedawcy zachwalali wyłącznie swoje towary, myśląc, że kupię od nich myśliwski nóż za kwotę, za którą postawić sobie dom. Niedoczekanie. Musiałem przyznać, że ten handlarz gadkę to miał dobrą, zdecydowanie wyróżniał się spomiędzy reszty kupieckiej braci. Chyba osiągnął swój cel, ostatecznie rozbudził moją ciekawość.

    Błyskawicznie oceniłem sytuację. Z jednej strony miałem podejrzanego kupca, który rzekomo mógł mi pomóc w odnalezieniu artefaktu. Z drugiej strony mógł okazać się zwykłym oszustem próbującym wyłudzić moje pieniądze. Rozsądek kazał mi trzymać się od niego z daleka, ale intuicja mówiła mi coś innego. Kto inny mógł mieć informacje na ten temat, jak nie handlarz, który, bądź co bądź, ma dziennie do czynienia z ogromem ludzi. Poza tym, co jeśli tego artefaktu nie ma tutaj na żadnym straganie?

    Nie mogłem się ograniczać jedynie do jednego scenariusza, musiałem otworzyć się na inne opcje. Niestety w tamtej chwili kupiec był moją najlepszą szansą. Postanowiłem zatem skorzystać z jego propozycji.
    -Rozumiem. Ile warta jest ta informacja?

Ostatnio edytowany przez Ayamaru (2014-06-12 15:55:56)

Offline

 

#85 2014-06-21 00:39:22

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

Hugo wzruszył ramionami, a potem kiwnął głową - raz na lewo, raz na prawo, jakby w swojej głowie oscylował między liczbami i nie potrafił się do końca zdecydować. Była to oczywiście jedna z jego kupieckich sztuczek, w której chciał pokazać klientowi, że jego towar - a w tym wypadku informacja - nie jest tak prosty do wycenienia i należy się dobrze zastanowić, nim podejmie się ostateczną decyzję. Tak naprawdę Hugo znał sumę już w chwili, gdy złożył propozycję blondasowi i nie zamierzał zejść z niej choćby o jedną monetę.

- Dajesz dwanaście kafli i masz informację. Zanim cokolwiek powiesz - zapewniam cię, że naprawdę warto wyłożyć tyle pieniędzy. Ten człowiek zna się na rzeczy i ma cacka, które nie jeden kolekcjoner z przyjemnością zakradł sobie do kieszeni.

Uśmiechnął się. Już wiedział na co przeznaczy te pieniądze. Dwanaście tysięcy, wraz z jego dodatkowymi trzema, zrodzi mu sumę zdatną do wybudowania nowego przed domem basenu i może nawet starczy na zatrudnienie służby. Jego żona, Shira, ostatnimi czasy strasznie się rozleniwiła i bywało, że musiał sobie sam robić śniadanie. Głupia suka. Wygnałby ją już dawno temu, ale nie przepadał za zmianami i z niechęcią podejmował decyzję mające je wprowadzić.

Dziś mogło być inaczej.

Offline

 

#86 2014-06-23 20:31:39

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Popatrzyłem na niego z niedowierzaniem. Prawą dłonią złapałem się za kieszeń, w której przechowywałem pieniądze. Doskonale wiedziałem, na co mnie stać, a na co nie. Niezależnie jednak od kwoty, jaką dysponowałem, nie mogłem się zgodzić na przedstawione warunki, tym bardziej bez gwarancji, że odnajdę to, czego szukałem. Dwanaście tysięcy za słowo jakiegoś handlarza to zdecydowanie zbyt wygórowana cena. Wygórowana to mało powiedziane, była ona wręcz absurdalna!

    Nagle zdałem sobie sprawę, że moja szczęka była odruchowo lekko opuszczona, toteż czym prędzej ją zamknąłem a na mojej twarzy na powrót pojawiła się powaga. Nie chciałem, by kupiec wiedział, czy cena za jego "pomoc" była dla mnie akceptowalna, czy też nie, choć zapewne dałem mu co nieco do zrozumienia. Prawdą jednak jest, że nawet gdyby ta cena była dla mnie czymś, czego nawet bym nie odczuł, zapewne zareagowałbym tak samo. Za taką kwotę można by mieszkać w hotelu w Baigai przez cały rok!

    Odchrząknąłem krótko, przywołując się w międzyczasie do porządku. Przeszło mi przez myśl zmuszenie go siłą do mówienia, ale nie miałem w zwyczaju nacierania na kogoś, kogo wcześniej siły nie oceniłem. Tym bardziej w miejscu publicznym przy wielu świadkach.

    - Zrobimy tak, dostaniesz ode mnie teraz dwa kafle - powiedziałem, dość mocno akcentując ostatnie słowo - A jak okaże się, że ten twój człowiek rzeczywiście jest tym, kogo szukam, dostaniesz resztę.

    Zerknąłem na niego, usiłując dostrzec choć przejaw jego zamiarów na twarzy.
    - Brzmi sprawiedliwie, prawda? - dodałem, jakby próbując go przekonać.

Offline

 

#87 2014-07-01 01:28:37

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

     - Ani trochę! – niemal krzyknął kupiec, odchylając się gwałtownie od Ayamaru. – Dwa kafle? Za informację tej wagi? – zapytał podniesionym głosem.
     W rzeczy samej – był kupcem i targowanie się miał we krwi. Ponadto, przez lata praktyki w fachu, został wyczulony na pułapki , w których ktoś próbuje go orżnąć. Jego nos drgnął, jak u psa, gdy ten zwęszy trop rannej zwierzyny. W tym wypadku gest miał za zadanie uprzątnąć z nozdrzy zaległe tam gile. Przez chwilę mężczyzna zastanawiał się. Nie chciał zejść z ceny i nie miał zamiaru pójść na propozycję blondasa. Z każdą chwilą tamten wydawał mu się coraz mocniej podejrzany i szczerze wątpił, czy zdołałby go polubić. Mówiąc „polubić” miał na myśli danie rabatu na swe usługi.
     - Stary Hugo nie da się zwieść. Dwanaście kafli i masz coś, co chce każdy w tym mieście. Nie mogę zejść z ceny. Nie znam cię. Nawet nie wiem, czy nie jesteś jakimś zbirem, który przed chwilą kogoś nie ukatrupił. Źle ci z oczu patrzę i powiadam ci – dwanaście kafli, albo idziesz szukać szczęścia gdzie indziej!
     Wtem, stojący i przyglądający się od dłuższego czasu kupcowi człowiek, owiany w lekki, skórzany kaftan i zgniłozieloną, lnianą pelerynę, porwał z niezwykłą zręcznością [zręcz.: 195] złoty naszyjnik wyeksponowany na pulpicie straganu. W jednej chwili odbił się od ziemi i zaczął uciekać, wbiegając w tłum, który zaczął go natychmiast kamuflować.
     Hugo poczerwieniał.
     - ZŁODZIEJ! ZŁODZIEJ! – ryknął.
     Stojący tuż za Ayamaru rosły rybak, chcąc wykazać się obywatelską postawą, wyrąbał Kiyoshiemu w głowę drewnianą lagą [siła: 140]. Huknęło i drewno rozbiło się w drzazgi, a zdezorientowany chłopak padł na ziemię. Okradziony kupiec zawył żałośnie.
     - Nie on! Tam! Ucieka! – wskazał kierunek, stąpając nerwowo, pochylony, cały w purpurze.

Ostatnio edytowany przez Senti (2014-07-01 01:29:07)

Offline

 

#88 2014-07-01 18:35:10

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Stary handlarz pozostawał nieugięty, o czym bardzo bezpośrednio mnie poinformował. Jego nastawienie momentalnie się zmieniło. Początkowe "klient nasz pan" zamieniło się w powątpiewające w mój kręgosłup moralny "źle ci z oczu patrzy". Nie wiedziałem dlaczego, ale nie uraziło mnie to ani trochę. Wręcz przeciwnie, handlarz zyskał wówczas odrobinę mojego zaufania, pokazując, że rzeczywiście jego "towar" jest wartościowy. A może była to tylko taka jego gra? Tyle lat w zawodzie, robi swoje.

    Nim zdążyłem mu cokolwiek odpowiedzieć wiele zdążyło się wydarzyć. Tuż obok mnie przemknął bliżej niezidentyfikowany osobnik w kaftanie i zielonej pelerynie. Niestety jego zręczność była zbyt duża, bym zdołał dostrzec coś więcej. Wydarzenie to dało mi duży zastrzyk adrenaliny i nim zdążyłem o czymkolwiek pomyśleć, moja przeklęta pieczęć się aktywowała, wyostrzając zmysły i wylewając na całe ciało podłużne, czarne pasy.

    Chciałem pognać za złodziejem, choć nie wiedziałem w jakim celu. Oddać handlarzowi, którego dopiero co spotkałem? Czy może opchnąć za jakąś porządną sumkę? W końcu gdyby towar nie był wartościowy, złodziej nie trudziłby się jego kradzieżą. Tak czy owak, coś mnie powstrzymało, albo raczej powinienem powiedzieć "ktoś". Jakiś tępy osiłek przyłożył mi prosto w głowę czymś drewnianym, co odczułem dotkliwym bólem w tamtym miejscu.

    Nim zdążyłem mrugnąć, znajdowałem się już na ziemi, trzymając za miejsce, w które otrzymałem przyłożenie. Adrenalina jednak nie pozwalała mi się użalać nad sobą i zmusiła mnie do błyskawicznego wstania na nogi i pognania za złodziejem. Przed tym zdążyłem jedynie posłać kupcowi szybkie, zdecydowane spojrzenie, mówiąc:

    - Wrócimy do tej rozmowy.

Ostatnio edytowany przez Ayamaru (2014-07-01 18:36:06)

Offline

 

#89 2014-07-24 16:40:14

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

     Przycisnąwszy dłoń do rany, spomiędzy palców Ayamaru przeciekły strużki krwi. Chłopak jednak spieszył się i jeżeli doznał poważniejszych obrażeń, na tamtą chwilę nie zdawał sobie z nich sprawy. Znieczulony adrenaliną, miał jedynie wrażenie charakterystycznego pulsowania w miejscu, gdzie przyłożył mu osiłek drewnianą lagą.
     Złodziej niewątpliwie wiedział jak zgubić pościg. Pierwsze bowiem co zrobił, to wbiegł w tłum i zaczął zręcznie lawirować wśród gęstej tłuszczy. Było południe i rynek przeżywał najwyższy poziom zaludnienia w skali całego dnia i między Bogiem, a prawdą - rzezimieszek nie miał wielce trudnego zadania. Goniący za nim Ayamaru, pierwotnie widzący całą postać - smukłą i szybką, drobną, w zielonym, lnianym płaszczu - zaczął tracić ją z oczu, stopniowo, tak, że wkrótce pozostawało mu domyślać się położenia ściganego po gwałtowniejszych ruchach wśród niczego nieświadomych ludzi.
     W końcu po złodzieju nie było żadnego śladu, a Kiyoshi, wyprowadzony przez pościg, stał teraz osamotniony w wąskiej uliczce, gdzie kilku ludzi patrzyło na niego spode łba, niechętnie, niemal wrogo. Ubrani w obskórne, szmaciane ubrania,, o twarzach zgnębionych chorobą i biedą, zdawali się być zdeterminowani do bronienia tego co im pozostało choćby i do ostatniego tchu, nawet jeżeli byli tylko panami niewartych złamanego ryo slamsów.

Offline

 

#90 2014-07-24 23:22:00

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Podążając śladem złodzieja, gnałem ile sił w nogach przez zatłoczone miasteczko, przepychając się między przechodniami. Przez dłuższą chwilę widziałem jego zarys przed sobą, jednak po jakimś czasie odczułem tępy, pulsujący ból głowy, który dość znacznie przeszkadzał mi w pozostaniu skupionym na pościgu.

    Straciłem go z oczu. Nie mogłem się pogodzić z tym faktem i starając się jak najszybciej i jak najdokładniej przeanalizować możliwe drogi ucieczki, wybrałem tę najbardziej prawdopodobną. Znałem te ulice, w końcu nie tak dawno temu przemierzałem je razem z dwoma młodymi adeptkami pobliskiej Szkoły Ninja. Niestety z każdą sekundą szansa na odzyskanie tropu malała. Ogarnięty wściekłością spowodowaną niepowodzeniem, wydałem z siebie cichy pomruk, ledwo powstrzymując gniewny okrzyk. To z pewnością zwróciłoby na mnie uwagę wszystkich ludzi w okolicy, o ile moja gonitwa "donikąd" nie uczyniła tego samego do tej pory.

    Byłem wściekły na samego siebie. Przypomniałem sobie, jak razem z Ryo tropiliśmy Seshina podczas szczytu politycznego w Sashikan. Poczułem się w tej chwili tak samo beznadziejnie jak wtedy, kiedy to obecny lider mojego klanu przywołał tropiącego psa a ja jedynie podążałem ich śladem. Żałowałem, że nigdy nie spytałem go o tą technikę, że nie spróbowałem się nawet tego nauczyć. Zdałem sobie sprawę z tego, że nikt nie będzie mnie prowadził za rękę przez całe życie i teraz właśnie przyszło mi zdać egzamin samodzielności.

    Zacisnąłem pięści i odetchnąłem, pozwalając sobie na chwilę odpoczynku. Wyrwany z transu dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że dawno zboczyłem z głównej drogi, znajdując się aktualnie w jakiejś bocznej, podejrzanej i nieznanej mi uliczce.

    Słyszałem o rejonach zwanych "slumsami", które mają miejsce niemal w każdym mieście. O dzielnicach biedy, ubóstwa, chorób i głodu. Nigdy jednak nie było mi dane znaleźć się w jednym z nich, a tym bardziej nie wiedziałem, jak należy rozmawiać z takimi ludźmi. Nigdy nie miałem z nimi do czynienia, nie wiedziałem czego się spodziewać. Wiedziałem na pewno, że muszę podejść do nich z dystansem, jak do każdego obcego - nieufnie, jednak bez okazywania im swojej nieufności.

    Nie mogłem jednak zlekceważyć ich niechętnych spojrzeń i mowy ciała, dającej mi do zrozumienia, że nie byłem tam mile widziany. Nie wiedziałem, czym było to spowodowane. Dopiero sekundę później zdałem sobie sprawę, że na moim ciele dalej występują poprzeczne czarne pasy przeklętej pieczęci. Czy to było źródłem ich niechęci wobec mojej osoby? Na ich podstawie mogli pomyśleć o mnie na 2 sposoby - że jestem ninja, albo że to jakaś nieznana im jeszcze choroba. Tak czy inaczej, nie wpłynęłoby to dobrze na moją obecną sytuację, toteż pospiesznie dezaktywowałem pieczęć i spokojnym krokiem podszedłem do nieznajomych.
   
    - Dzień dobry - zacząłem spokojnym, opanowanym, ale jednocześnie dość pewnym głosem - Nazywam się Ayamaru Mukō. Trochę to zabawne, ponieważ zabłądziłem. (to samo znaczy moje imię). - Nie miałem jednak zamiaru owijać w bawełnę, gdyż ryzykowałem utratę wiarygodności w oczach nieznajomych, która i tak już była wątpliwa, dlatego od razu przeszedłem do sedna. - Widzieliście może kogoś przebiegającego tutaj w kaftanie i zielonej pelerynie? Ma coś, co należy do mojego przyjaciela.

Offline

 

#91 2014-07-25 18:58:51

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

     Będący w uliczce ludzie zdawali się teraz patrzeć na Ayamaru tak, jak drapieżnik patrzy na swą ofiarę pogrążoną w agonii. Wyglądali przy tym na zdziwionych, że ktoś taki, jak on, nawet jeśli należał niewątpliwie do gatunku ludzkiego, potrafił mówić i, o dziwo, mówić do nich. Musiało to być dla nich dość niespotykane przeżycie, zważywszy, że każdy jeden spojrzał po sobie, szukając oratora zdolnego odpowiedzieć na pytanie przybysza. Panująca przez kilka uderzeń serca cisza zrodziła niezręczny, pełen napięcia moment, przez czas którego wydawało się, że dojść może do absolutnie wszystkiego. A należało przypomnieć, że każda chwila zwłoki oddalała Kiyoshiego od znalezienia złodzieja.
     - Nie mamy w zwyczaju kapować - odezwał się nagle czyjś głos, który w obecnych okolicznościach sprawiał wrażenie równie głośnego, co grom błyskawicy. - Tym bardziej komuś, kto wygląda nam na rozpieszczonego chłopczyka - ton mówił wszystko - uciekaj jeśli nie chcesz problemów, w przeciwnym razie nauczymy cię życia.
     Mieszkańcy slamsów pokiwali zgodnie głowami. Ten i tamten uśmiechnęli się nawet, jakby na potwierdzenie wypowiedzianych słów. Ich twarze przybrał zadowolony, dumny grymas. Niewątpliwie cieszyli się ze swojej solidarności, jakiej próżno szukać w innych częściach miasta.

Offline

 

#92 2014-07-27 02:16:09

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    No pięknie - pomyślałem, widząc, że nakłonienie biedaków do współpracy graniczyło z cudem. W mojej głowie pojawiło się kilka scenariuszy: wyduszenie z nich zeznań siłą, przekupienie albo odejście i zostawienie ich w spokoju. Każdy z nich miał jednak podstawową wadę: najprawdopodobniej nie doprowadziłoby mnie to do uciekiniera.

    Nadużywanie przemocy nie leżało w mojej naturze, tym bardziej mając na uwadze to, że byli to niewinni ludzie. Ponadto nie mogłem wykluczyć, że najzwyczajniej w świecie mnie okłamią, nie tylko mi nie pomagając, ale również oddalając mnie od swojego ziomka. Trzeba było też zwrócić uwagę na fakt, że mieli przewagę liczebną, co wymagałoby użycia cienistych klonów, by odgonić pozostałych, a to kosztowałoby mnie wiele czasu i chakry, która mogłaby być przydatna później.

    Przekupstwo również nie wchodziło w grę. Gdyby biedacy spostrzegli, że dysponuję niemałym kapitałem, zapewne rzuciliby się jak na mięso, ograbiając mnie doszczętnie, co skończyłoby się ponownie starciem, które już wykluczyłem z pożądanych scenariuszy.

    Nie mogłem również zawrócić. To była najgorsza z opcji, żebym pozwolił, aby zbiegowi uszedł ten czyn na sucho. Jak powiedziało się "A", trzeba powiedzieć i "B", nie ma odwrotu.
    Nagle w mojej głowie zaświtała mi jeszcze jedna możliwość.

    - Nie, to nie tak. - zacząłem poważnym, uspokajającym głosem. Jego brzmienie było niezwykle wiarygodne, powinno przekonać nawet najbardziej podejrzliwe osoby. - Jak powiedziałem, ma on coś, co należy do mojego przyjaciela. Przedmiot ten ma dla niego wartość sentymentalną. Chcę porozmawiać z waszym znajomym o jego odkupie.

    Do tej pory sam nie wiedziałem, co miałem zamiar zrobić, gdy już uda mi się odnaleźć złodzieja. Ten scenariusz wydawał mi się bardzo racjonalny i sam uwierzyłem, że tak postąpię, jeśli będzie dane mi go złapać. Miałem nadzieję, że i nieznajomi uwierzą w moje intencje, jednak w razie czego byłem przygotowany na to, by szybko zareagować na ewentualny atak z ich strony, choć oczywistym było, że wolałbym uniknąć konfrontacji.

Offline

 

#93 2014-07-31 00:49:19

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

     W zgromadzeniu zrodziło się zamieszanie. Podniesione głosy mieszały się nawzajem komentując w niedowierzaniu i oburzeniu to, co przed chwilą usłyszeli. I jeśli jeszcze przed chwilą ci sami ludzie patrzyli na Ayamaru wrogo, to teraz ich spojrzenie mogło go niemal fizycznie zaboleć. Dzikie, pompowane furią twarze, tu i ówdzie z zadartymi wargami, widziały w przybyszu wroga. Wroga do odstrzału.
     - A więc takiś! - krzyknął ktoś z tłumu. - Patrzcie go, złodzieja szuka i zaraz naszym znajomym go nazywa. Bo myśmy przecież wszyscy złodzieje, co? Zaszufladkowałeś nas, gołowąsie?
     - Kiepscyśmy złodzieje, skoro w takim grajdole żyjemy, psia mać. Wynoś się stąd, zanim cię sami na taczce wywieziemy, ty... Ty kanalio parszywa!
     Pod stopami chłopaka potoczył się kamień, dzwoniąc o bruk. Zaraz za nim, poleciał kolejny, a potem, niczym nurt rzeki zwolniony z tamy, polał się istny potok pocisków, rzucanych niewprawną, ale za to liczną ręką. (siła/szybkość: 75/90)

Offline

 

#94 2014-08-02 07:03:02

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Wszystko poszło nie tak, jak powinno. Jeszcze chwilę temu miałem krztę nadziei, że uda mi się przemówić im do rozsądku. Okazało się jednak, że tamci nie mieli zamiaru ze mną rozmawiać. Cokolwiek bym im powiedział, skończyło by się tak samo.
    - Nie, nie, nie... - próbowałem protestować, ale wiedziałem już, że nic z tego. Jakby na potwierdzenie moich przypuszczeń, chwilę później pod moimi stopami spoczywał dopiero co rzucony w moim kierunku kamień. Na moim ciele po raz kolejny tego dnia zagościły czarne podłużne tatuaże. Cokolwiek miało się stać, byłem na to gotowy. Rzuciłem im wszystkim gniewne spojrzenie i powiedziałem ponuro, lecz wystarczająco głośno, by moje słowa dotarły do wszystkich zainteresowanych, a przynajmniej do znacznej części tej zbieraniny:
    - Chcecie pobawić się kamieniami? Bardzo proszę, tylko nie płaczcie, jak komuś stanie się krzywda.
    Unikając kilku kamieni, które mogłyby sięgnąć celu, którym byłem ja (reakcje 109), złożyłem z dłoni odpowiednią pieczęć i wywołałem małe trzęsienie ziemi (link). Dobrze znałem jego siłę rażenia, dlatego zmniejszyłem jego możliwości. Nie miałem najmniejszego zamiaru przyczynić się do demolki w tym miasteczku, jedynie dać nauczkę tym dziwakom.
    Technika powinna dość mocno wstrząsnąć ziemią, przez co rzucający powinni stracić stały grunt pod nogami i najzwyczajniej w świecie się poprzewracać, co jednocześnie powinno przyczynić się do zaprzestania ich kamiennego bombardowania w moją stronę.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ayamaru (2014-08-02 07:03:14)

Offline

 

#95 2014-08-03 18:57:37

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

     Używszy swojej sekretnej mocy, a mając ją w wachlarzu umiejętności od wcale niedawna, Ayamaru nie docenił własnych możliwości w tym stadium. Po złożeniu sekwencji pieczęci, okolicą slamsów zawładnął przeraźliwy huk rozrywanej ziemi. Uliczka była ciasna i gęsta od ludzi, toteż dewastujący efekt nabrał na jeszcze większej sile.
     Stare, ledwie stojące domki biedoty rozsypały się jak z kart, a znajdująca się między nimi ludność wrzasnęła panicznie, podnosząc jazgot bliski kwikowi mordowanych koni. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, stali bezradnie w miejscu, pochłonięci za chwilę przez wezbraną falę kurzu, milknąc wśród łomotu zawalających się ścian mieszkań, szczęku tłuczonych dachówek i szyb.
     Malutka, nie wyglądająca na więcej niż siedem lat dziewczynka, wyrwała się z uścisku matki, biegnąc w stronę rannego kolegi, przygniecionego przez ciężką, drewnianą rynnę. Będąc w połowie drogi, spadł na nią odłam gruzu i drobne ciałko zniknęło w jedno uderzenie serca.       
     Spod opadłego bloku, rozlała się kałuża czerwonej krwi.
     Ludzkie ramię, wystające wraz z głową znad ziemie, gdzie zniknęła reszta młodzieńca, poruszyło się w spazmatycznych drgawkach.
     - Litości... Błagam...
     Światło w jego oczach zgasło.
     Ayamaru został sam ze sobą.

Offline

 

#96 2014-08-03 20:21:35

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Patrzyłem w osłupieniu, jak w mgnieniu oka pozbawiłem życia wielu istnień. Cały drżałem, nie mogąc zrozumieć, jak do tego doszło. Przyczyna nie obchodziła mnie jednak w tamtej chwili najbardziej, a skutek mojego działania, który był widoczny jak na dłoni. Czułem się jak w koszmarze, z którego jak najszybciej chciałbym się obudzić.
    Moje ciało pokrył zimny pot, było mi jednocześnie gorąco i bezlitośnie zimno, w głowie pulsowały żyły, przypominając mi o niedawnym jej urazie. To wszystko razem przyprawiło mnie o zawrót głowy. Chciałem znaleźć jakieś oparcie, niestety wszystko było zburzone. Oparłszy się dłońmi o swoje kolana, zwymiotowałem.
    Dopiero wtedy wyrwałem się z letargu. Podniosłem się na równe nogi, co nie przyszło mi bez trudu, i spojrzałem na zniszczenia, które spowodowałem.
    JAK?! - wrzeszczałem ile sił, dopiero po chwili orientując się, że krzyk ten znajduje się tylko i wyłącznie w mojej głowie. Ciało jeszcze nieco otumanione nie było mi posłuszne i mimo otwartych ust z gardła nie dochodził żaden dźwięk.
    Rozglądając się dokoła, oceniłem zniszczenia na ogromne. Pozostawało kwestią czasu, zanim ktoś ze służb się tu pojawi w poszukiwaniu sprawcy. Wiedziałem, że nie mogę zostać tu ani chwili dłużej. Z drugiej zaś strony łudziłem się, że ktoś z tam obecnych jeszcze utrzymywał się przy życiu. Musiałem to sprawdzić, nie chciałem mieć na sumieniu jeszcze więcej ludzkich istnień.
    Nie chcąc ryzykować, stworzyłem cienistego klona, który następnie za pomocą Henge no Jutsu przybrał postać jednego z biedaków. Najbardziej w pamięci utkwił mi obraz tego, który przemawiał za całą grupę toteż to jego wizerunek przybrał klon. Dawało mi to bezpieczeństwo, gdyby ktoś się tu pojawił. Budził on także większe zaufanie, gdyby jemu udało się znaleźć kogoś przy życiu. Na pewno większe niż ich oprawca.
    Sam natomiast uciekłem z miejsca zdarzenia tak szybko, jak to było możliwe. Gdy nikt nie patrzył, biegłem przed siebie, zwalniałem, gdy słyszałem odgłosy obecności ludzi lub w jakiś sposób ich dostrzegałem. Cały czas jednak byłem w ruchu. Mając dość dobrą orientację w terenie, po chwili powinienem dotrzeć na drogę, którą przybyłem do slumsów. Miałem zamiar przejść nią jeszcze raz, by poszukać nowych tropów, które mogłem wcześniej przeoczyć. Wcześniej byłem zdeterminowany, by go znaleźć, teraz byłem pewny, że nie odpuszczę. Nie mogłem się wycofać, nie teraz.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#97 2014-08-10 20:34:46

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Miasto

   Kiyoshi stworzył swojego klona i ruszył w kierunku zaułka w którym wcześniej znajdowali się podejrzani mężczyźni. Teraz jednak znajdowały się tam tylko gruzy, ani żywej duszy. Przynajmniej na pierwszy rzut oka nie sposób było stwierdzić czy ktoś przeżył atak, jednak biorąc pod uwagę to co się działo w okół to osoby w które technika była wycelowana miały niewielkie szanse.
   Problem w ucieczce Ayamaru stanowił fakt, że chłopak założył że nikt nie będzie na niego zwracać uwagi. Owszem wokół panował niesamowity harmider związany z nagłym nieszczęściem, jednak mało kto nie zauważył jednego człowieka, który stał w centrum zamieszania, no właśnie stał. Sam fakt, że Kiyoshi został nietknięty był dość podejrzany, zwłaszcza że nie trzeba było wiele rozumu aby dojść do wniosku, że to on jest źródłem zamieszania. Jak to często bywa na rynku nie obywa się bez obecności strażników, Ci którzy znajdowali się w pobliżu nie byli zbyt sumienni. Z pewnością odpuścili by sobie jakąś małą bójkę czy pojawienie się złodzieja jednak w takiej sytuacji musieli zareagować.
- Stój skurwielu bo zabije - rozbrzmiał głos jednego z nich poprzedzony brzdękiem stali, kiedy ostrze katany wysunęło się z pochwy i przez przypadek uderzyło o jego zbroję. Słowa były wypowiedziane wyraźnie po części dla tego, że miały mu dodać odwagi. Jej brak bowiem był wyraźnie widoczny w drżących ramionach. Przyniosły jednak efekt przynajmniej na tyle, że pozostała trójka również chwyciła za broń.- Rzuć cokolwiek trzymasz....
- On nic nie trzyma - wtrącił drugi piskliwym, wyraźnie przerażony tym faktem głosem. Pierwszemu również puszczały nerwy. - Ku.rwa nie wchodź mi w słowa, połóż się na ziemi z ręcami nad głową!

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2014-08-10 20:36:06)

Offline

 

#98 2014-08-10 21:30:21

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Szlag by to...- pomyślałem, widząc czwórkę nadchodzących strażników. W dodatku byli oni gotowi do walki. Nie zdawali się na specjalnie wyszkolonych, ale nie chciałem zabijać więcej ludzi. Poza tym, mogły być to tylko pozory. Nie miałem także zamiaru próbować ucieczki. To na pewno nie uszłoby to uwadze pozostałych ludzi, na pewno ktoś poczułby się do "obywatelskiego obowiązku" jak ten facet, który przywalił mi wcześniej tego samego dnia drewnianą lagą w głowę, myląc mnie ze złodziejem.
    Rozejrzałem się dookoła siebie, szukając szansy, czegoś, co mogłoby mi pomóc w tej sytuacji. Dostrzegłem jedynie swojego klona, a raczej postać biedaka, pod którą był ukryty. Widząc, co się działo, zaprzestał szukania kogokolwiek żywego na tym pogorzelisku. Zamiast tego ruszył uliczką dalej, tam gdzie udałbym się na samym początku, gdyby żebracy nie stanęli mi na drodze. Skoro jednak to zrobili, najprawdopodobniej chronili tego złodzieja. Miałem nadzieję, że chociaż jemu uda się znaleźć jakiś jego ślad.
    Ja sam tymczasem popatrzyłem z powrotem na strażników i podniosłem ręce, otwierając dłonie, czym pokazałem, że rzeczywiście nic w nich nie trzymałem.
    - Jak sobie pan życzy, panie władzo. - odpowiedziałem na żądanie i dość sprawnie położyłem się na ziemi. Nie wszystko jednak poszło po myśli strażnika, jako że po sekundzie już mnie tam nie było. Po raz kolejny użyłem swojej ulubionej sztuczki, dzięki której znalazłem się pod ziemią (link).

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#99 2014-08-11 21:34:03

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Miasto

  Biedak na, którego nikt nie zwracał się uwagi, zwykle bowiem tak bywa z żebrakami, że nie zwracają zbyt wiele uwagi, a nawet zdarza się, że ludzie odwracają od nich oczy. Oczywiście sytuacja ta trwała dopóki biedak nie znajdzie się w pobliżu miejsca na którym komuś zależało, bo jeżeli odstrasza klientów czy po prostu śmierdzi pod oknem to od razu pojawi się kolejka osób chętnych skopać mu dupę. Jednak w takich okolicznościach i w tej okolicy raczej nie było ich zbyt dużo, w okół działy się poważniejsze sprawy. Wkrótce klon Kiyoshiego pod postacią biedaka dotarł do końca uliczki, którą podążał co ciekawe był to koniec drogi, ślepa uliczka.
   Tymczasem podczas aresztowania Ayamru odgrywał rolę dość uległego, w tym czasie strażnicy podeszli do niego tylko po to by być świadkami tego jak znika ukryty pod ziemią.
- Kurwa znikł! Ninja jebany - powiedział strażnik bowiem teraz nie ulegało wątpliwości jakim zawodem trudnił się Ayamru, w międzyczasie wbił katanę w ziemie w mniej więcej miejscu w którym Kiyoshi zniknął. Ostrze jednak minęło wojownika ninja w bezpiecznej kolejności. Jednak kryjówka Ayamaru miała inną wadę, chłopak nie mógł tam zbyt długo zostać.- Weźcie się za porządkowanie tego burdelu i pomoc ofiarą, ty sprowadź więcej ludzi.
Słowa strażnika nie pozostawiały wątpliwości straż zostanie w okolicy, a nawet może ich się pojawić znacznie więcej.

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2014-08-11 21:36:07)

Offline

 

#100 2014-08-12 18:20:34

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

   Cholera- pomyślał klon, kiedy spostrzegł, że przed nim wyrasta kolejna ściana. Co lepsze, nie została ona zburzona w wyniku trzęsienia ziemi, które miało tu miejsce wcześniej. Było to nad wyraz podejrzane. Nie wiedział on, w którą stronę powinien ruszyć, żeby choć odrobinę przybliżyć się do obecnego miejsca pobytu złodzieja. Tyle trudu na nic. Usiadł zrezygnowany na ziemi, opierając się o ścianę, za którą zniknęła nadzieja na jego znalezienie. Przy okazji obserwował z daleka całe zamieszanie, które spowodował jego stwórca. Miał nadzieję, że dostrzeże coś, czego nie widział wcześniej, jakiejś innej uliczki, którą mógłby pójść.
    Ja siedziałem pod ziemią, nie wiedząc, co działo się na powierzchni. Mogłem co prawda polegać na oczach klona, ale dopiero w momencie jego zniknięcia. Był to dobry znak, że jeszcze nie otrzymałem od niego informacji- nie został odkryty. Nie chcąc tracić czasu, przemierzyłem około 10 metrów w tył za pomocą Dochuu Eigyo (link). Wiedziałem, że nie zwrócę na siebie uwagi przechodniów, jako że była to pusta brama, którą dostrzegłem, kiedy rozglądałem się dookoła w poszukiwaniu jakiejś szansy dosłownie chwilę temu.
    Zaraz po wyjściu na powierzchnię zdezaktywowałem przeklętą pieczęć, by nikt nie mógł rozpoznać mnie przez tatuaże na moim ciele. W ramach ostrożności za pomocą Henge no Jutsu (link) zmieniłem się w mojego ojca, którego nikt z tutejszych nie powinien znać, a który swoim strojem i wyglądem idealnie wpasowywał się w społeczność mieszczan.
    Wyszedłem z bramy, przyklepując lekko ubranie na bokach, dzięki czemu dodałem sobie wiarygodności. "Naturalność to podstawa udanego kamuflażu"- tak mawiają. 10 metrów przed sobą widziałem tych samych strażników, którzy mnie uprzednio zaczepili z kataną wbitą w ziemię. Czekajcie sobie na mnie, ile chcecie i tak się nie doczekacie - zakpiłem z nich w myślach, jednocześnie się rozglądając. Wypatrywałem osobnika w lekkim, skórzanym kaftanie i zgniłozielonej, lnianej pelerynie. Całkiem możliwe, że złodziej ukrył się gdzieś w tłumie, obserwując całe te zamieszanie z bezpiecznej odległości.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#101 2014-08-16 22:14:05

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Miasto

   Ściana o którą oparł się klon była dość oddalona od miejsca katastrofy być może dlatego nie uległa takim szkodą jak inne okoliczne budki i stragany i drewniane domki. Była też nieco solidniejsza i wykonana z kamienia z pewnością nie należała do przekopów i dorobkiewiczów oferujących fałszywe artefakty, zapewniających szczęście czy polepszające potencje. Innymi słowy było to miejsce które było własnością kogoś bogatego, a przynajmniej wystarczająco bogatego aby nie musiał wykorzystywać tej sytuacji lub nie robił tego osobiście. Ścian zareagowała na plecy Ayamaru zgodnie z trzecią zasadą dynamiki newtona, mówiąc prościej zapewniła mu swobodne, chociaż niezbyt wygodne oparcie.
    Ayamaru przy pomocy swoich umiejętności postanowił oddalić się od miejsca zbrodni i zniknąć niepostrzeżenie w bramie pod postacią swego ojca. Mężczyźnie wydawało się, że nikt go nie obserwuje, dopiero po zamianie jednak mógł dostrzec, starca zakopanego do połowy w gruzie, który spoglądał na niego ponieważ nie był w stanie w żadną inną stronę. Strażnicy również nie stali i czekali na ponowne pojawienie się Kiyoshiego, zamiast tego ruszyli z pomocą poszkodowany.

Offline

 

#102 2014-08-21 12:36:49

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Klon odpoczywał oparty o ścianę, obserwując całą sytuację. W razie czego był gotowy do zniknięcia i podzielenia się ze mną informacjami, gdyby zaszła taka potrzeba. Na razie jednak nic godnego uwagi nie miało miejsca, co nie znaczyło, że uśpiło to uwagę klona.
    Ja natomiast już cieszyłem się, że mój fortel nie został przez nikogo odkryty, kiedy poczułem na sobie wzrok tego mężczyzny. Przysypany gruzem do połowy początkowo wydał mi się nieżywy, jako że praktycznie wcale się nie ruszał. Nie mógłbym jednak wybaczyć sobie, gdyby on żył, a ja przeszedłbym obojętnie dalej. Poza tym w obecnej chwili i tak straciłem trop, tak więc nie miałem nic lepszego do roboty. Pozostawało mi czekać w tym miejscu i rozglądać się dookoła, co też subtelnie robiłem. Nie natrętnie, jak człowiek, który usilnie czegoś szuka, bardziej spokojnie i naturalnie.
    Wartkim krokiem podszedłem do mężczyzny. Kiedy byłem przy nim szepnąłem jedynie: Ćśś, wszystko będzie dobrze, spokojnie, pomogę Ci - i zabrałem się do odkładania gruzu na bok, uważając przy tym, żeby nie poruszyć zbytnio pozostałych. Nie chciałem przecież, żeby mężczyzna został zmiażdżony, o ile już się to nie stało. W międzyczasie regenerowałem chakrę.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#103 2015-01-07 19:44:41

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Odkładałem na bok gruz, kiedy moją całą lewą rękę, począwszy od barku aż do palców dłoni, ogarnął przerażający ból dosłownie znikąd. Natychmiastowo upuściłem kamienną bryłę na podłogę, niemal nie gniotąc sobie palców u stóp, po czym prawą ręką złapałem się kurczowo za ramię. Pulsujący ból nie pozwalał mi na najmniejszy ruch. Spojrzałem na swoją dłoń i dostrzegłem, że nie byłem już pod postacią mojego ojca, ale byłem sobą. Co gorsza, miałem dziwne wrażenie, że przed chwilą jej nie miałem.
    Mrugnięcie oczyma.
    Byłem na środku polany z wieloma innymi ninja: klan Uchiha, Namikaze, Samotnicy, Wyrzutki i jeszcze kilku innych. Następnie toksyczne mikroskopijne robale rozbijające nasze szyki; ratowanie życia pigułkami prowiantowymi; dużo śmierci; niekończąca się droga przez las i starcie z Pyro, Taii i ratowanie Yoshimaru; wyrywanie oka Kazunari'emu; niebieskowłosy Uchiha i zabicie go. Ból, okropny ból, wrzask, dziwna technika pozbawiająca mnie ręki. Nieprzytomna Hikari; zabójstwo Pyro i szczęśliwe ujście z życiem; zbieranie pieczęci; beznogi Uchiha. W końcu rozbrojenie bariery i wejście do zburzonej Akademii. Obrona uczniów akademii; lochy; złodziej umiejętności; nieprzytomna Hikari.
    Mrugnięcie oczyma.
    Stałem jak wmurowany, próbując okiełznać nawałnicę nieprzeżytych wspomnień. Obrazy uderzyły mnie znienacka, coś jak błyskawiczna wizja, to jednak zdawało się dotyczyć czasu przeszłego. To nie mogła być prawda. Ruszyłem ręką, ale ból był prawdziwy i nie ustępował. Co to było?
    Zajęło mi to chwilę, zanim odegnałem sprzed oczu te wszystkie wydarzenia, odgłosy i odczucia. Znów znajdowałem się w miasteczku, poszukując złodzieja, który miał być moim kluczem do informacji o domniemanej lokalizacji artefaktu, którego wszyscy tak poszukiwali.
    Mój klon cały czas stał pod ścianą, obserwując bacznie wszystko dookoła, szukając jakiegokolwiek tropu, wskazówki, której śladem powinienem dalej podążyć. Ja tymczasem ponownie zasięgnąłem po technikę transformacji i zmieniłem swój wizerunek na swojego ojca. Boląca ręka mocno doskwierała, toteż uważnie i powoli składałem niezbędne do techniki pieczęci. Gdy ta została dała już pożądany efekt, wróciłem do odgrzebywania mężczyzny z gruzu.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#104 2015-01-09 16:36:56

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

     Odkładane kamienie grzechotały z cicha, kiedy Ayamaru wyzbywał się raz po raz kolejnych sztuk. Zakopany starzec nie odzywał się ani słowem, milczał jak zaklęty, a na jego spokojnej, jak tafla jeziora w bezwietrzny dzień, twarzy, malowało się dziwaczne, nieme przygnębienie. Nie odwracał swojego spojrzenia od oczu chłopaka, wpatrzony w nie nieustannie, jakby zdawał się coś w nich zobaczyć.
     Wkrótce kamieni ubyło na tyle, aby starzec mógł poczuć ulgę. Wyczołgał się z resztek ruin samodzielnie; długimi i chudymi ramionami pracował, jak waran, ciągnąc za sobą bezwładne, posiniaczone i tu i ówdzie powykrzywiane brzydko nogi. Ubrany był bardzo mizernie, bo ledwie w szarą i brudną przepaskę biodrową. Pokryta kurzem i czarnymi plamami krwi, wyglądała jeszcze mizerniej.
     Stróże, stojący nieopodal miejsca, w którym wyparował Ayamaru, wydawali się stracić zainteresowanie zbiegiem. Strażnik, który wyglądał na najważniejszego ze wszystkich przybyłych, podciągnął i poprawił pas, po czym przetarł nos i splunął brzydko. Klnąc pod nosem, ruszył w stronę uratowanego i jego wybawiciela. Zaraz za nim ruszyli jego ludzie, stąpając bardzo ostrożnie po ostrych występach gruzu i połamanych drewnianych elementach, uważni na to, aby się przypadkiem nie zranić.
     – No, nareszcie ktoś, kto jeszcze dycha w tej przeklętej dziurze – powiedział i wskazał jednego ze swych ludzi. – Kuzo, obejrzyj tego starszego człowieka, popatrz co ma tam połamane, a co jeszcze całe.
     Milicjant nazwany Kuzo wyszedł przed szereg, ukląkł przed starcu i zaczął coś do niego mówić, wskazując na jego nogi i głowę, na której siwe włosy zlepiała zaschła posoka zmieszana z brudem. Mężczyzna zaś, który wydał rozkaz spojrzał teraz na Ayamaru i bez obawy klepnął go w ramię.
     – Dobra robota, obywatelu. Tamten oto, godny politowania senior, zawdzięcza wam życie. Jestem Betumi, dziesiętnik – wyciągnął w stronę ninja silną, rosłą dłoń, drugą zaś przetarł długi, sumiasty wąs, ozdobę jego pękatej, dziobatej twarzy.

Offline

 

#105 2015-01-09 18:54:17

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Przeczucie nie zawiodło mnie kolejny raz: przygnieciony gruzem mężczyzna wciąż żył. Przypatrywał mi się dziwnym wzrokiem, jakby przez moje oczy mógł odczytać moje myśli. Odwróciłem zatem swój wzrok, czując się trochę nieswojo i tak, jakby ktoś mnie właśnie przesłuchiwał. Mówi się, że tylko osoby, które mają coś na sumieniu, unikają kontaktu wzrokowego, co wcale nie mijało się z prawdą w moim przypadku- w końcu z mojego powodu starzec znalazł się w takiej, a nie innej sytuacji. Poza tym wcale nie byłem mężczyzną, którego postać przybrałem, lecz jego synem.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
_______________________

Akcept by Katsuro

    Po niedługim czasie udało mi się odkopać mężczyznę, który następnie o własnych siłach wydostał się z potrzasku mimo tego, że mógł polegać jedynie na sile swoich rąk. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco, ale na pewno adekwatnie do jego odzienia- wszystko było mizerne i brudne, jak przystało na bezdomnych.
    Chwilę później zjawiła się przy nas grupa miejskich strażników, która jeszcze chwilę temu chciała mnie zatrzymać. Pierwszą myślą, która zaświtała mi w głowie, było: "WIEJ!", ale w końcu przypomniałem sobie, że teraz nie wyglądam już jak ninja, ale zwykły cieśla z wioski w Baigai. Poza tym stróże nie sprawiali wrażenia chętnych do poszukiwań zbiega. Postanowiłem zatem nie wykonywać żadnych podejrzanych ruchów, ani tym bardziej rzucać się do ucieczki, co zapewne sprowokowałoby strażników do zatrzymania mojej osoby. Zamiast tego wysłuchałem tego, co ich przełożony miał do powiedzenia.
    - To nic takiego, zapewne każdy postąpiłby tak samo na moim miejscu, panie władzo - odparłem, używając typowego dla takich sytuacji tekstu, po czym odwzajemniłem uścisk dłoni, używając tyle siły, co stróż prawa. - Ja nazywam się Daiku, jestem cieślą z Baigai.
   
    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2015-01-20 21:28:42)

Offline

 

#106 2015-01-10 15:08:02

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

     Betumi pokiwał głową i zaciągnął palce za pas.
     – No, nie takie nic, Daiku. Mało kto, w dzisiejszych czasach przejmuje się losem innego człowieka. A takiego starego? Ha, takiego to nawet nie ruszają, bo wiedzą, że jak uratują, to zginie za nie całe półrocze od czyraków na dupie. – Uśmiechnął się, chwilę zastanowił. – A więc mówicie, że jesteście cieślą i to z samego Baigai? Kawał będzie drogi do przejścia. Nigdy nie wybierałem się za daleko na wschód, ale dam sobie rękę uciąć, że wasze Baigai leży w Kraju Ziemi. Nie mylę się? No właśnie. Tedy trochę niecodzienne zdaje się, że taka persona jak wy, pojawia u nas. Nic mnie jednak już nie zdziwi, bo tu działy się najprawdziwsze cuda, powiadam ci Daiku. Nic tylko, wziąć kilka łokci wełnianego sznura, zbić z pali szubienice i wieszać tych, żalu godnych idiotów. – Betumi zaśmiał się, wyglądając na zadowolonego swoimi barwnymi porównaniami.
     Staruszek podniósł się na łokcie, jego spojrzenie wciąż było przylepione do oczu Ayamaru.
     – Henge… – mówił niewyraźne. Głos miał słaby. – Henge…
     Dziesiętnik spoglądnął na niego pełnym litości wzrokiem.
     – Hej, staruszku – schylił się nad nim. – Co tam memlesz? Rozum ci odjęło? Jakie Henge, o czy ty mówisz?
     – Henge… – powtórzył tamten powoli wznosząc dłoń, której sękaty palec miał zaraz wskazać na Ayamaru.

Ostatnio edytowany przez Senti (2015-01-13 01:06:36)

Offline

 

#107 2015-01-10 18:27:54

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Wysłuchałem żali strażnika, po czym zawtórowałem jego gromkiemu śmiechowi.
    - Nawet mi pan nie gadaj. Przyszedłem tutaj w odwiedziny do starego znajomego, Hugo, może go pan znasz. Ledwo żeśmy się przywitali, kiedy ktoś buchnął mi złoty naszyjnik. Nawet się temu złodziejowi porządnie przyjrzeć nie zdążyłem, kiedy zniknął wśród tłumu. Ruszyłem tylko jego śladem, ale młody był, krzepki i zwinny, gdzie ja tam do niego. Wiem tylko, że miał na sobie lekki, skórzany kaftan i zgniłozieloną pelerynę, jakby ze lnu zrobiona. Może pan widział tutaj kogoś takiego? Nie ma co, Tadashi, to znaczy moja żona, będzie wściekła, jak tylko się dowie - skwitowałem, po czym westchnąłem głęboko, starając się dodać wiarygodności swojej roli.
    Wtedy to kątem oka zauważyłem, że starzec w dalszym ciągu mi się przypatruje. W jego ustach zabrzmiało słowo, nie do końca zrozumiałe, jakby jęknięcie. Ja jednak wiedziałem, o co mu chodziło: niewdzięcznik chciał mnie wydać! Do tej pory udało mi się zaskarbić choć trochę zaufania dziesiętnika, lecz nie wiadomo, czy słowa tego starego pryka nie przekreślą mojego podstępu.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
___________________

Akcept by Katsuro

    Całe szczęście, że całkiem niedaleko od miejsca, w którym wszystko się rozgrywało, stał mój klon pod postacią biedaka i uważnie przyglądał się całemu zajściu. Czując nadciągające kłopoty, odszukałem go, nawiązując kontakt wzrokowy i niezauważalnie dla nikogo poza nim lekko skinąłem głową, dając mu znak, że sprawy nie mają się najlepiej.
    Ten, widząc palec, który starzec podnosił w moją stronę, nie potrzebował zbyt wiele czasu, by załapać sens tej sytuacji. Upewniwszy się, że nikt nie stał bardzo blisko niego, zdezaktywował swój kamuflaż i natychmiastowo spowodował dość znaczną eksplozję, używając dwóch kunai z dołączonymi do nich notkami wybuchowymi, jednocześnie zmieniając się w obłok dymu i przekazując mi dość ubogie informacje, które udało mu się zebrać. Wybuch musiał zwrócić uwagę wszystkich w okolicy, w tym także strażnika.
    - Co to było? - zapytałem, spoglądając na Betumi'ego. - Chodź pan ze mną, panie władzo

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2015-01-11 19:58:31)

Offline

 

#108 2015-01-12 23:13:16

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

     – Co, u licha?! – zawołał dziesiętnik, odruchowo przytwierdzając do ciemienia hełm, kiedy nastąpiła eksplozja. Odwrócił się w stronę łuny dymu i pokręcił z niedowierzaniem głową. – Ten dzień to istne wariactwo!
     Nawet nie spoglądając na staruszka, kiwnął twierdząco w stronę Ayamaru i wraz z nim zaczął kierować się w stronę źródła nowego zamieszania. Wydawał się być zdziwiony, ale i lekko zdenerwowany; kiedy dobywał katany, ostrze wydarło z siebie nieczysty dźwięk, drąc ostro o krawędź pochwy. Po jego skroni spływała krętą strużką kropla potu. Przetarł ją, kiedy doszła do jarzma.
     – Koniec żartów, tamtego szaleńca należy uchwycić i to jak najszybciej! Ten człowiek jest niebezpieczny dla otoczenia, niszczy miasto i zabija bezbronnych. Tego już za wiele! Jukida, chodźże. Widziałeś tego ninja, pamiętasz jak wygląda?
     – Hai!
     Rysy Betumi’ego lekko złagodniały.
    – Zatem pójdziesz do kwatery, do chłopaków i powiesz im co następuje. – Zastanowił się chwilę, ruszając bezgłośne wargami. – Po mieście grasuje niebezpieczny przestępca. Ninja. Zniszczył część slumsów, uśmiercił co najmniej dziesięciu ich mieszkańców. Utrudniał służbę funkcjonariuszom, podczas próby aresztowania zbiegł. Bardzo groźny. Należy przedsięwziąć wszystkie środki, aby go schwytać. Wyznaczcie nawet nagrodę, tylko nie za dużą, by ludziom się w głowach nie poprzewracało. No… – podciągnął pas – lećże, biegiem!
     Młody strażnik skłonił się posłusznie i pobiegł we wskazanym kierunku.
     – Istny burdel ogarnięty pożogą. Znacie te powiedzenie, mości cieślo?

Offline

 

#109 2015-01-13 00:26:50

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Podreptałem u boku dziesiętnika w kierunku wybuchu, starannie ukrywając ulgę, która mnie ogarnęła, gdy oddaliliśmy się od staruszka. Mało brakowało, a by mnie schwytali - pomyślałem. W tamtej chwili wydawało mi się, że byłem taki sprytny, że kolejny raz udało mi się wywinąć z opresji. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że zachowanie klona nie sprawi, że mi się upiecze. Miało okazać się wręcz przeciwnie- że wpadnę z deszczu pod rynnę.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
__________________________

Akcept by Katsuro

    Oddech później słyszałem, jak Betumi wydaje rozkaz wyznaczenia nagrody za moją osobę. Chciałem wybuchnąć śmiechem! To wszystko było tak absurdalne, że wydawało się wręcz nierealne. Jeszcze chwilę temu znajdowałem się przy straganie starego Hugo, gdy niesłusznie oberwałem w głowę. Następnie broniłem się przed kozakiem ze slumsów i nastał ten wypadek.
     - Nawet sobie nie wyobrażasz, jak wielkie wariactwo - zgodziłem się z nowym kompanem, który nieświadomy właśnie podpisywał mój wyrok. Przeszło mi przez myśl, by podążyć śladem tego młodego strażnika, którego zwali Jukidą i unieszkodliwić go w drodze do kwatery. Naprawdę rozważałem wprowadzenie tego planu w życie, w końcu nie chciałem mieć na pieńku z łowcami nagród, którzy za odpowiednią kwotę odszukaliby mnie i oddali w ich ręce żywego, lub martwego. Los wyraźnie ze mnie zakpił.
    Patrzyłem, w którym kierunku odchodzi młody strażnik, miałem nadzieję zaraz go dogonić i, delikatnie mówiąc, wyperswadować mu ten zamiar z głowy. Miałem jednak teraz na głowie Betumi'ego, który mógł być źródłem informacji na temat złodzieja, przez którego wylądowałem w tym gównie. Postanowiłem zapytać raz jeszcze.
    - Widzę, że nie tylko mnie los tak rozpieszcza. Niestety nie jestem w stanie wam pomóc z tym ninją, ale może pan byłby w stanie pomóc mnie? W końcu kto miałby coś wiedzieć, jak nie nasi bohaterscy strażnicy - zapytałem, próbując nieco go podejść i połechtać jego ego. - Jak mówiłem, poszukuję tego złodzieja, co to w skórzanym kaftanie i zgniłozielonej pelerynie paraduje. Muszę go jak najszybciej odnaleźć - powiedziałem, dając mu do zrozumienia, że jeśli nie posiada istotnych dla mnie informacji, to będę musiał przestać mu towarzyszyć i udać się dalej- najlepiej śladem strażnika, który miał stać się przyczyną mojej późniejszej niedoli.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2015-01-18 18:40:12)

Offline

 

#110 2015-01-13 00:59:20

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

     – Iście, mało oryginalny ten wasz rysopis. Takich cudaków to tu jest pełno, ot, ktoś ponad zwykłego złodzieja, co to sakiewki nieostrożnym ludziom na ulicach od pasa odcina. Te miasto jest tłoczne, jak nie przymierzając mrówczy kopiec, coraz więcej turystów i dziwaków się zbiera, niby pszczół do ula, albo i ćmy do światła, co by wam to lepiej zobrazować. Wszyscy za mieczem się jakimś oglądają, dziwy panie, fama poszła a durny naród łyka i wierzy, co mu się rzeknie.
     Mężczyzna schował katanę z powrotem do pochwy i skrzyżował ręce na piersi. Jego maślane spojrzenie wraz zbystrzało.
     – Nie mówicie wprost, ale jeśli wam tu co skradziono, mienie wasze zabrano, to, jako stróż prawa poradzę wam uczciwie, byście krzyżyk na tym postawili, bo tego to już najpewniej dawno nie ma. Tutejsza przestępczość jest diabelsko zorganizowana, jeden drugiego nie wyda, choćby mu język rozgrzanymi do białości obcęgami wyciągał. – Pokręcił głową. – Szumowinę do szumowiny ciągnie i nic z tym zrobić nie lza, nawet nam, miejskiej milicji.

Offline

 

#111 2015-01-13 01:16:41

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Słowa Betumi'ego nie napawały mnie zbytnim optymizmem. Kiedy myślałem, że już gorzej być nie mogło, okazało się, że nawet strażnicy miejscy nie mieli o niczym pojęcia. Co prawda, trop złodzieja urwał się już stosunkowo dawno, ale miałem nadzieję, że chociaż teraz na jakiś wpadnę i te ofiary nie będą na nic. Jak zwykle okazało się to jedynie marzeniem ściętej głowy.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
___________________

Akcept by Katsuro

    Już miałem się oddalić i ruszyć śladem młodszego strażnika, gdy moją uwagę przykuła katana Betumi'ego. Przy wyciąganiu z pochwy wydała z siebie dość dziwny odgłos, a sam stróż prawa wydawał się sięgać po jej rękojeść dziwnie często i bez wyraźnej potrzeby. Obdarzyłem ją przenikliwym spojrzeniem, ale bez przesady, by nie wzbudzić podejrzeń mojego nowego "kompana". Postanowiłem trochę go podpytać o posiadany oręż, wpierw kończąc poprzedni temat.
    - Ehh, no to chyba nie odnajdę już tego naszyjnika. Widzę, że złodzieje to plaga każdego większego miasta, u nas też ich od groma. Może powinienem sprawić sobie jakąś broń, toby zostawili mnie i mój dobytek w spokoju. O, na przykład taką katanę - powiedziałem, wskazując na oręż Betumi'ego - Widzę, że ma pan jedną. Mógłbym ją obejrzeć? Nie znam się na broni, ale ta wygląda całkiem przyzwoicie.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2015-01-14 18:12:21)

Offline

 

#112 2015-01-13 01:50:38

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: Miasto

     W oczach Betumi’ego zagościł płomyk podejrzliwości, kiedy Ayamaru poprosił go o broń. Jego dłoń instynktownie opadła na rękojeść miecza, a brwi ściągnęły się nieładnie.
    – Wydaje mi się, że prosicie o nazbyt wiele, cieślo. Zapominacie kim jestem. Ośmieszyłbym się przy swoich ludziach, oddaj wam broń. Za kogo wy mnie uważacie? Za idiotę?
     – Kapitanie! – zawołał nagle niski żołnierz o bladej twarzy i wodnistych oczach, którego wołano Kuzo. Wciąż siedział na ziemi, podtrzymując na kolanach poobijaną głowę staruszka. Z oddali, na tle zachodzącego słońca, scena ta wzbudzała mieszane emocje. – Wydaje mi się, że powinniśmy odprowadzić ofiary do punktu medycznego. Ich stan nie jest zbyt pewny, a tutaj przecież nie możemy…
     Kuzo odwrócił się nagle. Musiał usłyszeć nadchodzące kroki dziesiątek okutych stóp. Ledwie to zrobił, tuż za nim wyłoniły się srebrne hełmy milicji, takie same, jakie mieli ci już tu obecni. Szli zwartym szykiem, wąską kolumną, na czele której szła postać ubrana w czarny kaftan i płaszcz, wznoszący się od dmącego weń wiatru. Człowiek ów miał ponurą twarz, ziemistą i wyniosłą, włosy zaś krótkie i szpakowate. Zdawał się być kimś ważnym.
     Splótł ręce za plecami. Milczał.
     – Orosa-sama – skłonił się Betumi, wbijając wzrok w ziemię. Zastygł. – Co cię tu sprowadza, jeśli mogę zapytać?
     – Wysłaliście człowieka po pomoc do kwatery. Los chciał, że akurat tam byłem… - mężczyzna miał nieprzyjemny głos, niski i osobliwie zachrypnięty. – Czy ten człowiek jest aresztowany? To on za to odpowiada? – Nie spojrzał na Ayamaru, choć wszystko wskazywało, że to jego miał na myśli.

Offline

 

#113 2015-01-13 16:20:29

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    - Nie, nie. Nic z tych rzeczy - zaprotestowałem. - Nie chciałem jej brać w dłoń, chciałem tylko rzucić okiem.
    Czułem, że tym razem trochę przekroczyłem granicę zaufania Betumi'ego w stosunku do mojej osoby. Nie miałem czasu na dłuższe wyjaśnienia, jako że naszą rozmowę przerwał Kuzo, strażnik opiekujący się tym starcem.
    - Może pomogę? - zapytałem. Nie miałem zamiaru dłużej stać przy dziesiętniku, będąc non-stop narażonym na jego obserwację. Nienawidziłem tego ciągłego ukrywania, gdy nawet najmniejszy gest może zdradzić twój podstęp.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
_______________________

Akcept by Katsuro

    Nagle atmosfera zagęściła się jeszcze bardziej, gdy do oddziału strażników miejskich dołączyło ich kolejnych dziesięciu, a może nawet więcej. Na czele grupy maszerował jakiś nadęty typ w kaftanie i płaszczu. Miałem już tego dość. Im więcej osób, tym trudniej będzie mi się oddalić od bacznych oczu strażników.
    Przysłuchiwałem się wymianie zdań Betumi'ego i czarnego przywódcy, zwanym Orosa. Gdy usłyszałem jego słowa, dreszcz przebiegł mi po plecach. Spokojnie, może nie chodzi o Ciebie - próbowałem się przekonać, ale jakoś nie do końca w to wierzyłem. Szczęście każdego kiedyś się kończy, choć ostatnimi czasy nie mogłem jakoś specjalnie narzekać na jego nadmiar.
    Popatrzyłem zdziwionym wzrokiem zarówno na Orosę, jak i na Betumi'ego, udając, że te zarzuty uwłaczają mojej osobie i na pewno jest to jakiś żart. W razie czego odszedłem 2 małe kroki w bok, by uniemożliwić dziesiętnikowi wcyiągnięcie katany i jednoczesne zadanie ciosu w jednym momencie. Dzięki temu miałem czas na reakcję, gdyby coś poszło nie tak. Postanowiłem jednak nie wtrącać się w rozmowę pomiędzy przełożonym i podwładnym, gdyż to nigdy nie kończyło się dobrze, a mogłoby zwrócić na mnie uwagę Orosy, gdyby przypadkiem okazało się, że mówi o kim innym, aniżeli o mnie.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2015-01-15 22:00:31)

Offline

 

#114 2015-03-31 22:43:37

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Miasto

     Nadejście Orosy było tak nagłe, iż zaskoczyło samego Ayamaru, jak i obecnych milicjantów. Miny strażników zrzedły. Ich wcześniejszy nastrój na pewno nie dało się opisać słowami pozytywnymi, lecz teraz takowe słowa brzmiałyby jeszcze ciężej. Jakie uczucie towarzyszyło funkcjonariuszom obywatelskim? Czyżby strach? A może niepewność? Blondas nie mógł być do końca pewnym, ponieważ nie mógł się rozejrzeć. Dlaczego?
     Powód był banalnie prosty. Utrzymywał kontakt wzrokowy z nowo przybyłym kapitanem.
     Dwa zielone klejnoty. Kiyoshi mógłby przyrzec, iż widzi lśniące paciorki, znajdujące się w oczodołach Orosy. Twarda, pozbawiona jakichkolwiek emocji twarz, wyglądała wręcz paradoksalnie, z owymi ślepiami. Nie pasowały one w ogóle, przynajmniej na pierwsze spojrzenie. Z czasem młodzieniec dostrzegł dziwny spokój, a zarazem groźbę. Ayamaru powinien więc pojąć, że człowiek, który wszedł, z pewnością nie jest przypadkowym kmiotkiem. Żaden z wieśniaków, czy prostych milicjantów nie zachowywał się w ten sposób.
     - Orosa-sama, nie mamy żadnych podejrzanych. Ten człowiek jest moim gościem, przyszedł złożyć zawiadomienie o kradzieży naszyjnika. - powiedział nagle Betumi.
     Milicjant wpatrywał się w ziemię. Nie potrafił zdobyć się na odważny ruch, jakim byłoby stawienie czoła i utrzymanie kontaktu wzrokowego z przybyszem. Kiyoshi ponownie poczuł ciarki na swoich plecach. Ta cała sytuacja nie zdawała się być przyjemna.
     Młodzieniec miał prosty zamiar. Odsunąć się, aby na wszelki wpadek nie zostać zaatakowanym. Miał bowiem podejrzenia, iż zaraz zostanie uderzony przez Orosa. To zepsułoby cały plan, związany z techniką kamuflażu. A nagła zmiana wyglądu z pewnością skłoniłaby obecnych tu milicjantów do rozmyśleń.
     - Nie ruszaj się. - powiedział ochrypły ton. Kiyoshi usłyszał go dopiero drugi raz w życiu, ale wywołał on u niego negatywne skojarzenia. Szpakowaty kapitan dostrzegł jego dyskretne ruchy, choć wcale się w niego nie wpatrywał. Było to co najmniej dziwne.
     Ayamaru znajdował się właśnie w beznadziejnej sytuacji. Był na otoczonej przez straż ulicy. Mógł uciec, ale to od razu wzbudziłoby podejrzenia. Jedynym logicznym wyjściem było więc powolne opuszczenie, za zgodą obecnych tutaj.
     Decyzja należała do kryształowca. W końcu elitarny ninja powinien mieć pomysł na podobny problem.

Ostatnio edytowany przez Straznik 8 (2015-04-04 19:35:55)

Offline

 

#115 2015-04-03 13:28:18

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Na pierwszy rzut oka dało się poznać, że Orosa wzbudzał w pozostałych strażnikach nutkę trwogi, ale jednocześnie pewności. Był jak nieprzewidywalny mistrz ninja, który prowadził swoich uczniów- z jednej strony czuli się przy nim bezpiecznie, bo nikt z obcych nie mógł się z nim mierzyć. Z drugiej strony oni sami bali się zrobić jakieś głupstwo, żeby nie zostać przez niego ukaranym. Jednym słowem wzbudzał duży respekt wśród swoich podwładnych.
    Zielone oczy kapitana wpatrywały się przez moment w moje. Ta krótka chwila wystarczyła, bym zorientował się, że Orosa raczej nie jest po mojej stronie. Jego mowa ciała wskazywała na to, że był wśród swoich, nie obawiał się niczego. Była to niewypowiedziana groźba w moim kierunku, choć trudno było mi ocenić jej przekaz.
    Betumi spróbował wyjaśnić całą sytuację swojemy przełożonemu, przywołując moje wszystkie zeznania. Mimo tego ten kazał mi pozostać w bezruchu, kiedy próbowałem odsunąć się od Betumi'ego na nieznaczną odległość. Nawet dziesiętnik nie zwrócił uwagi na mój ruch, co jednak nie umknęło szmaragdowemu oku Orosy.
    Poczułem się jak morderca ukrywający się na posterunku straży. Z każdej strony czyhał potencjalny wróg, a ja nie mogłem zrobić żadnego gwałtownego ruchu, gdyż od razu bym się zdradził. Postanowiłem zatem brnąć w swoją historię, która notabene miała w sobie dużo prawdy. W odpowiedzi na rozkaz Orosy o zaprzestaniu poruszania się spojrzałem jedynie na niego obojętnym wzrokiem, jak to doświadczeni życiem i odpowiedzialni mężczyźni w średnim wieku mieli w zwyczaju, oczywiście nie komentując jego słów.
    - Pan dziesiętnik mówi prawdę. Przybyłem tutaj w poszukiwaniu złodzieja, który pozbawił mnie złotego naszyjnika. Moja żona nie będzie zbyt zadowolona, delikatnie mówiąc, kiedy wrócę do domu bez niego.
    Co prawda mogłem się wycofać wskakując na sąsiedni budynek, ale skazałbym jedynie samego siebie na pościg całego oddziału przez Kraj Pól Ryżowych. Nie wątpiłem w swoje umiejętności ucieczki, ale tym samym odciąłbym sobie drogę do odnalezienia naszyjnika, a może nawet i tajemniczego artefaktu, od którego ta cała przygoda się rozpoczęła.

Offline

 

#116 2015-04-04 19:33:53

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Miasto

^^

     Ayamaru nie czuł się komfortowo. Obok niego stało kilku wysoko postawionych milicjantów, natomiast dalej dało się słyszeć odgłosy reszty kompanii. Nawet przebywanie na ulicy, czy rynku nie było tutaj bezpieczne. Kiyoshi musiał więc postępować ostrożnie. Sam trafnie zauważył, że jakikolwiek dzieny ruch, a stanie się celem numer jeden milicjantów.
     Łowca przygód zakładał, iż uda mu się uciec. Nie było to jednak takie pewne. Obok niego stało wielu mężczyzn, a w całym mieście stacjonowały inne posterunki milicji. Również ucieczka z miasta, które nie do końca było znane młodzieńcowi, nie należało do mądrych pomysłów. Równie dobrze mógłby natrafić na garstkę bandytów czy najemników. Ogłoszenie o buszującym ninjy powoli się rozchodziło. A nuż Kiyoshi trafi na równego sobie i zostanie pochwycony? W końcu pewni ludzie zrobiłby wszystko dla pieniędzy.
     Wypowiedź blondyna była wygłaszana w czasie idealnej ciszy. Nikt z obecnych nie śmiał nawet przeszkodzić kapitanowi, gdy ten przesłuchiwał Ayamaru. Oczy milicjantów były skierowane ku ziemi. Jak gdyby kontakt wzrokowy ze szpakowatym jegomościem, który z pewnością nie był w kwiecie wieku należał do wymagających czynności. Chociaż może... W końcu nawet ninja poczuł dziwne uczucie, gdy widział dwa szmaragdowe kamyki. Czyżby małomówny mężczyzna potrafił obezwładnić wzrokiem?
     Słowa cieśli wzbudziły zaciekawienie. Obecni ją znali, oczywiście poza nowym przybyszem. Rozmówca Ayamaru ściągnął kąciki ust. Jego ręce wciąż spoczywały związane za plecami. Buzia zaczęła się ruszać. Każde słowo było wypowiedziane powoli.
     - Kradzież naszyjnika... Rozumiem. -  oświadczył. Minęło kilka sekund, a mężczyzna spojrzał na Betumiego. Na jego twarzy wciąż nie widać było emocji. - Co ci poradził ten funkcyjny?
     Pytanie było oczywiście skierowane do Kiyoshiego. Najwidoczniej szmaragdowooki mierzył teraz do biednego Betumiego.
     A odpowiedź Ayamaru mogła mieć na to znaczenie.

Offline

 

#117 2015-04-04 20:30:56

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Popatrzyłem na Orosę, a na czole pojawiła się mała zmarszczka, która mogła zdradzić moje zniecierpliwienie. Nie podejrzewałem jednak, że którykolwiek z tam obecnych mężczyzn odczyta moje emocje, nie znali mnie na tyle, by wyczytać moje myśli z mimiki twarzy. Kapitan straży wydawał się człowiekiem doświadczonym, wskazywało na to nie tylko jego zachowanie, ale i innych, którzy pełnili służbę pod nim. Powinien zatem zająć się moim przypadkiem szybko i skupić się na poszukiwaniu ninjy, albo chociaż skradzionego naszyjnika.
    I wtedy mnie olśniło. Przeciągał tą rozmowę tak długo, jak to było tylko możliwe. Powtarzał moje słowa, żeby wyciągnąć ze mnie jak najwięcej informacji. To ja byłem tutaj przesłuchiwany i to nie jako ofiara napadu, ale domniemany morderca ludzi z dzielnicy biedoty. Postanowiłem zagrać z Orosą w grę, którą sam zaproponował. Nie miałem zamiaru dać mu satysfakcji z wygranej.
    Moje myśli zniknęły tak szybko, jak tylko się pojawiły, by nie zaprzątały dłużej mojej głowy i nie dekoncentrowały mnie przy utarczce słownej z kapitanem straży. Doświadczenie wyciągnięte z misji pozwoliło mi nie okazać żadnej zmiany w zachowaniu, która mogła być spowodowana odkryciem faktu bycia podejrzanym. Już nie raz miałem nóż na gardle w znaczeniu dosłownym i w przenośni, by nie potrafić opanować swoich emocji.
    Wiedziałem natomiast, jak powinien zachowywać się cieśla w średnim wieku i jak powinien reagować na różne bodźce i informacje, w końcu osoba, w której rolę się wcielałem znałem na wylot- była moim ojcem. Wczułem się więc w obraną przez siebie rolę do takiego stopnia, że gdyby ktoś zapytał mnie o imię, nie usłyszałby "Ayamaru", lecz "Daiku".
    Podniosłem lekko głos w naturalnej ekscytacji i odparłem:
    - Tak, skradziono mi złoty naszyjnik. To znaczy on nie był mój, należał do rodziny żony. - po czym spojrzałem na Betumi'ego i kontynuowałem - Pan dziesiętnik poradził mi, żebym poszedł do waszej siedziby i tam opowiedział o zajściu. Powiedział, że nic nie może obiecać i raczej marne są szanse na jego odzyskanie, ale przynajmniej ktoś mógłby się wtedy temu przyjrzeć. Ale skoro Pan Kapitan już o wszystkim wie, to może nie muszę się tam fatygować?
    Oczywiście było to kłamstwo- Betumi wcale nie poradził mi udania się do gmachu straży i złożenia oświadczenia, od razu spisał sprawę na straty. Był on jednak ze mną całkowicie szczery, co rzadko zdarza się wśród ludzi trudniących się w służbie publicznej. Zazwyczaj słyszy się od nich jedynie: "damy znać, jak czegoś się dowiemy", co karmi nas pustą, bezpodstawną nadzieją, by potem nie otrzymać od nich żadnej wieści. On przynajmniej nie marnował mojego czasu i bez ogródek powiedział, jak sprawa wygląda.
    Jedyne, co wiedziałem na tamtą chwilę o Orosie, to to, że nie mogłem się niczego po nim spodziewać. Nie wiedziałem więc, czy nie wyrzuciłby Betumi'ego ze służby po takim podejściu do zgłoszenia obywatelskiego, co wśród strażników można było odebrać jako nieprofesjonalne. Nie chciałem niszczyć życia dziesiętnika, kto wie, może miał rodzinę na utrzymaniu? Tak naprawdę to nie byłem jednak pewien, czy próbowałem go ochronić, dlatego że póki co był jedynym tam obecnym, który mógłby trzymać moją stronę, gdyby do czegoś doszło.

Offline

 

#118 2015-04-07 18:22:00

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Miasto

^^

     Odpowiedź Ayamaru nie wywołała wielkiego wrażenia na Orosie. Mężczyzna wyglądał jedynie jakby usłyszał to, o co podejrzewał swojego podwładnego oraz cieślę. Szmaragdowe tęczówki ponownie wróciły na swoją pozycję. Obserwowały twarz blondyna, który ukrywał swoją tożsamość pod Henge no Jutsu. Czyżby kapitan podejrzewał podstęp? Równie dobrze mógł on jedynie sprawdzać czujność swoich ludzi. Prawda pozostała zakryta i jedynie sam jegomość w średnim wieku mógł określić czego tak naprawdę chce. Jednakże do tej pory Orosa nie wykazał się specjalnymi zdolnościami mówczymi. Używał mądrych i doskonale dobranych do sytuacji słów, jednakże nazwanie go małomównym należało do "lekkich" niedopowiedzeń.
     Niezręczna cisza. Tak dało się określić kilka następnych minut. Zarówno cieśla, jak i milicjant trawili zachowanie oponenta. Widać było, że zarówno jeden, jak i drugi nie chcą przegrać potyczki słownej. Teoretycznie przewagę miał Orosa. Jednakże i on stał na grząskim gruncie - wystarczyła wpadka w argumentacji, a jego podwładni poczuliby się pewniej. A przecież na to nie mógł sobie pozwolić. Tak przynajmniej można było sądzić z jego zachowania. W końcu najwyższy rangą nie był specjalnie wysoki, lecz zdawał się górować nad wszystkimi obecnymi. Ayamaru mógłby się założyć, że nawet gdyby jego forma przeobrażonego cieśli miała dwa metry, czułby się co najmniej zrównany ze szpakowatym mężczyzną o wzroście przeciętnym.
     Brew kapitana powoli uniosła się do góry. Przełamało to impas, może nie dźwiękowy, lecz ruchowy. Nie oznaczało to bynajmniej niczego pozytywnego. Uśmiech kapitana stał się jeszcze bardziej kapryśny. Cieśla począł odczuwać niepokój i dziwny chłód. Nie były to oczywiście uczucia wywołane warunkami atmosferycznymi. Wręcz przeciwnie, pogoda prezentowała się podobnie, co niedawno. Zimno, jasno, mimo zachmurzenia nieba, lecz bezwietrznie. Nic specjalnego, przynajmniej nie w tych rejonach.
     - Poradził udać się do siedziby? Fascynujące, zważywszy na to, że już sam został poinformowany. - rzekł mężczyzna. Uśmiech rysował się coraz szerzej. - No, ale najwidoczniej dziesiętnik potraktował tą kradzież bardzo poważnie. Znakomicie Betumi! Doskonale wiesz, że lubię perfekcyjną robotę. Wiesz już co ciebie czeka?
     Ostatnie pytanie zostało skierowane do milicjanta. Ayamaru jedynie mógł obserwować, co zaraz się wydarzy. A faktycznie, zapowiadało się coś nowego. Betumi zbladł jeszcze bardziej, zgarbił się i burknął coś pod nosem. Reszta mężczyzn, którzy byli w pobliżu, albo na tyle daleko, by słyszeć tylko wypowiedzi Orosy, starała się nie zwracać na to uwagi. Jak gdyby jedynie kryształowiec, dziesiętnik i kapitan znajdowali się na tej pełnej ulicy.
     - Co powiedziałeś, Betumi? Powtórz, wiesz, że nie lubię niedomówień. - powiedział kapitan.
     - Ja... Jedynie wyraziłem aprobatę. - mruknął dziesiętnik, prawie płacząc.
     - Doskonale. Wiedziałem, że na tobie można polegać. Dlatego z pewnością uraduje ciebie wiadomość, że ten cieśla pójdzie z wami? W końcu ta zguba należy do jego żony.
     - Ja... Będę wniebowzięty.
     Blondyn nie mógł pojąć o co chodzi. Oświecenie jednak miało nadciągnąć w ciągu kilkunastu sekund...
     - Panie... cieślo. - zaczął kapitan. - Rozumiem pańską stratę i obiecuję wręcz, że straż podejmie odpowiednie kroki. Naszyjnik zostanie odnaleziony, oczywiście, jeżeli zechce nam pan pomóc. Tutejszy ochotnik, Betumi, wraz z wylosowanymi przeze mnie funkcjonariuszami, wyruszy na poszukiwanie pańskiego naszyjnika. Myślę, że nocny patrol w dzielnicy biedoty będzie najlepszym rozwiązaniem. W końcu to tam jest największy nielegalny targ podobnych przedmiotów. Powinniście odnaleźć zgubę, jeżeli natomiast do tego nie dojdzie, spędzicie tam kilka następnych dni. A jeśli to nie przyniesie rezultatów, anulujemy całą akcję ratowniczą. Powinien być pan więc zadowolony. Oczywiście może pan odmówić i szukać błyskotki na własną rękę. Czy jest pan skłonny do odrzucenia naszej propozycji?
     Sytuacja nadal nie była jasna dla Ayamaru. Musiał podjąć decyzję, która miała wpływ zarówno na dziesiętnika, jak i siebie.
     Jedyną podpowiedzią co do wyboru, mogło być kręcenie głową jednego z obecnych milicjantów. Znajdował się on za Orosą, przez co nie zostało to dostrzeżone przez czujne oczy kapitana. Postać ta mówiła niewerbalnie, iż lepiej rzec "nie". Jednak wybór należał do blondyna...

Offline

 

#119 2015-04-25 14:06:00

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Miasto

    Przypatrywałem się temu całemu przedstawieniu, psychicznym znęcaniu się nad podwładnymi Orosy. Co prawda, atmosfera stała się bardziej napięta, ale przeciwnie do tego, co można było przypuszczać, niespecjalnie mnie to dotknęło. Nauczony doświadczeniem z negocjacji wyboru na Lorda Feudalnego Kraju Ziemi wiedziałem, jak zachowują się osoby u władzy. Znałem te wszystkie dyplomatyczne, mówcze zagrania, które można by było nazwać manipulacją.
    Wysłuchałem słów, które skierował do mnie kapitan straży. Ostatecznie nie wiedziałem, czy przejrzał mój fortel, czy jestem bezpieczny pod osłoną Henge no Jutsu. Jego słowa nie wskazywały jednoznacznie na którykolwiek ze scenariuszy.
    Tak czy inaczej zaproponował pomoc w odnalezieniu naszyjnika, który rzekomo miał znajdować się na nielegalnym targu w dzielnicy biedoty. Wszystko pasowało do układanki - w końcu to tutaj urwał się trop złodzieja naszyjnika. Poza tym udanie się tam mogło okazać się trafieniem w dziesiątkę, jeżeli chodzi o odnalezienie artefaktu. Kupcy raczej nie zapuszczają się do takich miejsc, także możliwe było to, że w dalszym ciągu nie opuścił on granic Kraju Pól Ryżowych.
    Do tajemnicy, jaką owiana była osoba Orosy, dołączyła kolejna - kiwających przecząco strażników. Możliwe, że był to podstęp ich kapitana, choć w tamtej chwili uznałem za bardziej prawdopodobne to, że nocny patrol w dzielnicy biedoty był najgorszą rzeczą, jaka mogła spotkać mundurowych - ich zachowanie usprawiedliwiałby ich własny strach przed zapuszczaniem się w to miejsce po zmierzchu.
    - Chętnie przystanę na waszą propozycję pomocy, kapitanie, dziękuję - powiedziałem bez nuty zawahania w głosie. W końcu kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana...

Offline

 

#120 2015-05-03 16:33:52

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Miasto

^^

     Ayamaru zgodził się na propozycję kapitana. Cóż, szczerze mówiąc to nie miał on zbyt wielkiego wyboru. Albo rzec tak, i zadowolić najwyższego rangą, albo jawnie odmówić i narazić przez to dziesiętnika. Kiyoshi powinien się domyśleć, że propozycja nie do końca należała do tych do odrzucenia. Wręcz przeciwnie. Jednakże blondyn wpadł na to, iż patrol w dzielnicy biedoty z pewnością nie był czymś zachęcającym. Idąc tym tropem, wywnioskował, iż Orosa po prostu chciał ukarać swojego podwładnego. Tylko za co? Za kłamstwo? Przejaw nadmiernej ochoty? Pomaganie byle komu? A może złe wypełnianie obowiązków? Ninja w przebraniu cieśli nie do końca mógł się domyśleć. przede wszystkim, jego wiedza o tych postaciach była minimalna. Tak samo o mieście. Wparował tutaj niedawno, w poszukiwaniu artefaktu, a większość kłopotów strażników miasta zostało wywołane właśnie przez niego. Ewentualną, ostateczną opcją, były problemy pozazawodowe. Możliwe, że Orosa i Betumi mieli prywatne sprawy, o których niekoniecznie powinien wiedzieć ktokolwiek inny...
     Kapitan uniósł głowę, chociaż wcześniej wcale nie miał jej zawieszonej nisko. Wyglądał jak paw, jego broda bowiem znajdowała się o kilka centymetrów wyżej niż powinna. Z zaplecionymi rękami z tyłu i tą dumą zdawał się być prawdziwym panem tej całej zgrai. Strażnicy uspokoili się. Najwidoczniej odgadli mowę ciała ich szefa.
     - Znakomicie! Jestem bardzo zadowolony z pana postawy! Takich obywateli miasta nam właśnie trzeba. - skwitował. Następnie spojrzał na Betumiego i wykonał prosty gest dłonią. Ayamaru nie dostrzegł do dokładnie, jednakże zanotował w pamięci, że kapitan należał do ludzi szybkich. Dziesiętnik bowiem po sygnale natychmiastowo odszedł do innej uliczki. Na tej pozostało więc tylko kilku strażników i sam zainteresowany. - Panie cieślo, może pan już odejść. Jeżeli pan pozwoli, straż ma wiele obowiązków i niestety nie możemy dotrzymać panu towarzystwa. Proszę stawić się o godzinie dziesiątej, oczywiście po południu, przy targu. To właśnie tam rozpocznie się pierwsze patrolowanie. Na czas pełnienia tej funkcji otrzyma pan mundur strażnika miejskiego i potrzebne wyposażenie, aby nie wzbudzać podejrzeń wśród... mieszczan.
     Ayamaru musiał iść. Tylko gdzie? Tam gdzie Betumi? Uliczka, w którą skręcił była wąska, ale na pewno dało się do niej dojść innymi ścieżkami. Może lepiej tak zrobić, niż jawnie podążyć za dziesiętnikiem? Zresztą, kto wie...

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
czytaj więcej