Ogłoszenie


#201 2017-06-23 01:31:32

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Widownia

     Poszło łatwiej, niż białowłosy pierwotnie zakładał. Mężczyzna okazał się bowiem całkiem nieźle, wręcz zaskakująco rozgarnięty w sprawach ninja. Jego znajomość geografii też zapewne stała na wyższym poziomie od wiedzy Samotnika, na myśl o czym ten nerwowo wypuścił powietrze nosem. Tak czy inaczej wyglądało na to, że pośród porwanych rzeczywiście byli członkowie organizacji Ayatane. Wieśniak nawet dokładnie przytoczył umiejętności, jakich podobno użyli podczas uprowadzenia, co w zasadzie stanowiło niejako moment przełomowy całej historii.
     W Yukim coś drgnęło na wieść o użytkowniku jego własnego kekkei genkai, a więc bliskiego krewnego. Zacisnął pięści tak mocno, że pobielały knykcie, a na przedramionach błysnęły błękitne żyły. Temperatura wokoło spadła o kilka stopni. Chłopak zrobiłby wiele dla każdego Samotnika, ale dla brata z klanu poświęciłby bez zawahania życie. Możliwość zignorowania zeznań chłopa została wykluczona. Trybiki maszyny do zabijania weszły w ruch i teraz nic nie mogło jej powstrzymać. A co, jeżeli mężczyzna kłamał? Tego pytania nikt nawet nie planował zadać. Przede wszystkim bowiem istniała szansa, że mówił prawdę i członek lodowego klanu oraz inne osoby z Airando wpadły w kłopoty.
     - Jestem ci wdzięczny za pomoc - rzekł gdzieś w przestrzeń białowłosy, zupełnie wyprutym z uczuć głosem. Odszedł kilka kroków. Organizował w głowie każdą nową informację, próbując powstrzymać rosnącą złość. Ta z sekundy na sekundę coraz bardziej go opanowywała, blokując myślenie. Wspomnienia wypełniały świadomość. Obrazy rozerwanych na strzępy zwłok, dźwięk ostatnich krzyków...

     Stał u brzegu gigantycznego krateru. W pierwszej chwili nie pojmował, czego właściwie jest świadkiem. Z szaleńczym uśmiechem, histerycznie szukał gdzieś w oddali sylwetek obozu Samotników. Tych barwnych namiotów polowych i niebieskich chorągwi zjednoczonych rodów. Ludzi, krzątających się w wiecznym pośpiechu, typowym dla wojny. Ostatnich ciepłych, pokrzepiających spojrzeń od bliskich, które rzucali, gdy wyruszał na niemal samobójczą misję. Znajomych twarzy, przyjaciół, rodziny...
     Gwałtownie przyjął na siebie ciężar świadomości. Upadł, nie mogąc go utrzymać. Brodził w brudnym, sypkim pyle. Niegdyś śnieżnobiałe, teraz całkiem okryte sadzą włosy zupełnie zasłoniły mu twarz, klejąc się do mokrych od łez policzków. Zawył żałośnie, błagając o wybudzenie z tego koszmaru.
     Nagle zerwał się do biegu. Gnał na oślep po zboczu, raz po raz tonąc w piachu, by zaraz wstać i dalej brnąć w szaleńczym pędzie. Nie wiedział, co robi i dlaczego. Prawdopodobnie uciekał od myśli, które niemal rozsadzały mu głowę.
     Nagle o coś uderzył. Znowu zarył w ziemię, a gdy podniósł łeb, dostrzegł cień postaci. Serce Samotnika wypełniła niewypowiedziana radość.
     - Żyje... - urwał okrzyk, kiedy odgarnąwszy włosy rozpoznał w sylwetce na wpół rozerwanego członka Kuran Sen. Zamilkł na dłuższą chwilę, coraz mocniej zagryzając zęby, aż z ust popłynęła cienka strużka posoki. W końcu ryknął przeraźliwie, wydobywając z siebie burzę pytań. Wymieniał imiona, tytuły, przydomki. Na kolanach prosił o jakąkolwiek pozytywną wiadomość, o promyk nadziei, cokolwiek. Odpowiedziało mu milczenie i widok zasmuconej twarzy. Lecz Ayatane widział w niej tylko pogardę. Wydało mu się, że słyszy drwiący śmiech, dobiegający ze wszystkich stron. Spostrzegł kilkunastu nieśmiertelnych, wszystkich z takim samym zatroskaniem obserwujących całą scenę.
     - PIERDOLONE POTWORY! - odepchnął najbliższego towarzysza i ponownie biegł przed siebie, tym razem tak długo, aż upadł ze zmęczenia. Teraz nie było ucieczki. Zrozumiał, że to jego działania doprowadziły do zagłady klanu. Gdyby nie jego atak, do rzezi by nie doszło. Gdyby on nie zabijał, oni by żyli...
     - Nie... Nie, nie! - szepnął, otwierając zamknięte do tej pory oczy. W tym momencie zzala obłędu została przeważona - Żyliby, gdybym zajebał tego skurwiela... Żyliby, gdybym zarżnął wszystkich wrogów, nim zdołali...- nie potrafił wypowiedzieć tego na głos. Zaczął tarzać się w kurzu jak opętany, płacząc czy kwicząc, pięściami atakując podłoże.
     Gdy wstał, emocje kompletnie opadły. W głowie słyszał tylko jedno słowo. Zabić. Zabić. Zabić...

     Zimno uspokoiło Ayatane. Zamrugał kilkakrotnie. Ziemia wokoło, a także miejscami jego ciało pokrywał lód, od którego bił przyjemny chłód. Odetchnął głęboko, ruchem ręki nakazując kryształowi wyparowanie. Potem odgarnął włosy na tył czaszki. Dziękował w myślach żywiołowi, że nie pozwolił mu na utratę kontroli. Od czasu wojny wściekłość po raz pierwszy zaatakowała z taką siłą, lecz dla Samotnika własne zdrowie psychiczne nie miało znaczenia.
     Pokazawszy gestem wieśniakowi, że wszystko jest w porządku, Yuki udał się na wskazane przezeń miejsce. Szukał przede wszystkim jakichkolwiek poszlak, które mogli pozostawić jedynie mieszkańcy Airando. Analizował także, na tyle ile pozwalał zasięg wzroku, dokąd prowadzą ślady.


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#202 2017-06-23 18:18:56

Straznik 9

Strażnicy

Zarejestrowany: 2009-12-19
Posty: 191

Re: Widownia

   Patriotyczna postawa była szczególnie silna w młodym członkiem klanu Yuki, nie był jedyny z tak mocnym połączeniem ze swym krajem, należał jednak do szczególnie związanych osób ze swoim klanem. Staruszek zauważył, że w momencie wspomnienia o porwaniu członka Yuki'ch, pięści chłopaka zacisnęły się w stalowym uścisku. Widząc zachowanie elity Samotników, przerwał swoją historię w połowie i spokojnym krokiem podszedł do Ayatane. Nie był bowiem pewny, czy chłopak o śnieżnobiałych włosach, życzył sobie żeby ktoś do niego zbliżał się w tym momencie. Nieznajomy czuł jednak, że informacja którą przekazał bohaterowi, była dla niego szczególnie trudna do zniesienia, odważył się więc na położenie ręki na ramieniu Ayatane. Chwilę później wypowiedział następujące słowa, których brzmiały zaskakująco prawdziwie:
   - Chłopcze, mój prosty rozum pewnie nawet nie wie co teraz przechodzisz ale pamiętaj jedno - walcz, próbuj, dąż do swojego celu. Widzę, żeś patriota, nie dziwota już czemu tak bardzo wypytywałeś o tych Samotników. Życzę Ci powodzenia, pamiętaj też, że w moim domu będziesz zawsze gościem honorowym! Rzadko się zdarza, żeby ktoś kto pod wąsem ma jeszcze mleko był tak przyzwoitą osobą, mieszkam tutaj, w osadzie przy Enko. Jeżeli kiedykolwiek będzie potrzebował odpoczynku to moje drzwi stoją przed Tobą otworem! A teraz idź, ratuj swoich!
   Mężczyzna po zakończeniu swoich słów skierował się do swojego domostwa. Na słowa wdzięczności uśmiechnął się i podniósł lekko słomiany kapelusz by okazać szacunek nowo poznanej osobistości. Zapomniał jednak wyjawić swojego nazwisko albo chociaż imienia, Ayatane czuł jednak, że słowa był szczere, brak podania jakichkolwiek konkretniejszych danych mógł zostać spowodowany gapiostwem. Ale czy młody Yuki usłyszał chociażby ostatnie słowa staruszka? W jego głowie pojawiła się przecież retrospekcja pewnych wydarzeń - wspomnienie tak silny i tak bolesne, że można był zastanawiać się do którego świata aktualnie należał nasz bohater. Wspomnienie było jednak wspomnieniem, nie można było o nim myśleć wieczne i również w ten sposób postąpił Ayatane otrząsając się z tragicznej przeszłości.
   Samotnik rozpoczął poszukiwanie jakichkolwiek śladów, które pozwoliłyby mu odnaleźć chociażby kierunek w którym zostały porwane osoby. Ciężko jednak było tutaj jakkolwiek dojść do jakiegoś sensu - cały teren był bowiem zgliszczami, co chwila pojawiało się coś, co mogło wyglądać jak próba "zatrzymania" się. Mimo początkowych problemów Ayatane w końcu odnalazł coś, co przyciągnęło jego uwagę. Co najmniej trzy widocznie wytarte pasy na spalonej ziemi, wystarczająco głębokie by można stwierdzić, że został odciągany człowiek, był one również ułożone zaskakująco blisko siebie. I w tym momencie również pojawił się lodowy twór, zwykła mała plama zamrożonej wody, której nikt w ferworze walki nie byłby w stanie zauważyć. I wtem, wszystko się skomplikowało, doszły bowiem kolejny pasy na ziemi, a chwilę później po równej połowie, zostały skierowane w sprzecznych warunkach. Ślady prowadzące w lewo nadal były wytartymi pasami szerokości ludzkiego ciała, ślady prowadzące w prawo zamieniły się jednak w dwa - przechodzące czasami w cztery - cienkie paski, dało się szybko wywnioskować że ktoś zapakował ciągniętych w tym kierunku ludzi na wóz.

Offline

 

#203 2017-06-24 01:36:28

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Widownia

     Rumowisko skutecznie utrudniało poszukiwania tropów. Yuki w pośpiechu przeczesywał zgliszcza, niemniej odnalezienie kolein i tak zajęło mu dłuższą chwilę, przez wzgląd na to, iż bardzo dokładnie badał każdy odkryty skrawek ziemi. W końcu jednak natrafił na coś, co odpowiadało pamiątce po desperackiej walce ofiar z porywaczami. Trzy wyryte w czarnej glebie smugi ciągnęły się w kierunku przeciwnym do areny, nie pozostawiając żadnych złudzeń. Targano tędy ludzi. Ayatane przygryzł wargę, śledząc wzrokiem bieg miniaturowych rowów. Poczuł ucisk w okolicach żołądka. Tuż obok znajdowała się niewielka, zamrożona kałuża. Wiedział doskonale, co to oznaczało. Na pustyni takie zjawisko nie mogło powstać naturalnie. Wytworzyć je musiał ninja, a tylko jeden klan w całym znanym świecie posiadał takie umiejętności. Klan Yuki.
     Z oczu białowłosego zniknęła wściekłość, ustępując miejsca koncentracji. Doskonale wiedział, że musi być opanowany, jeżeli pragnie ocalić rodaków. Na furię przyjdzie pora później, kiedy już dotrze do celu i zmieni życie wrogów organizacji w piekło. Tymczasem musiał chłodno i logicznie analizować każdą poszlakę.
     Po jakimś czasie do znajomych smug dołączyły inne, przypominające ślady kół. Ewidentnie jechał tędy jakiś wóz albo inna przyczepa. Wkrótce miało się okazać, że bynajmniej nie w tym samym kierunku. Ślady bowiem niewiele dalej rozdzielały się, każdy w całkowicie inną stronę. Ayatane przystanął w zamyśleniu, gładząc prawicą końcówki włosów. Oczywisty wniosek przychodził sam - ktoś zaciągnął porwanych na pojazd, celem wywiezienia ich w siną dal. Tej drodze rozumowania przeczył jednak drugi trop, podpowiadający odwrotną konkluzję, a więc, że ofiary w dalszym ciągu taszczono po piachu.
     Samotnik wykonał zwrot o sto osiemdziesiąt stopni wokół własnej osi. Chciał zwyczajnie spytać mężczyzny, czy nie spostrzegł wozu, lecz tamten jak na ironię zniknął. Musiało się to stać, kiedy białowłosego zaatakowały demony przeszłości, za co teraz pluł sobie w brodę. Istniała wprawdzie możliwość wypytania innych sprzątających, ale nie miał czasu na dłuższe sterczenie w miejscu. Musiał prędko podjąć decyzję w oparciu tylko o aktualną wiedzę. Wziął głęboki wdech.
     Które ślady to zmyłka? Z jednej strony idiotyczne wydawało się ciągnięcie porwanych cały czas po ziemi, jednak ktoś w stroju medyka mógł chyba sobie na to pozwolić bez wszczynania podejrzeń. Mógł? Znowu wrzucenie ludzi na powóz ograniczało ryzyko nakrycia niemal do zera. Ale, ale - czy wieśniak nie mówił o całej zgrai uprowadzonych? Czemu tylko trzy ślady odbijały w lewo? Ayatane kompulsywnie zaczął bawić się suwakiem od maski. W jego głowie sytuacja wyglądała następująco: część ninja odjechała zaprzęgiem, zaś troje z jakiegoś powodu zaciągnięto w inne miejsce. Dlaczego? Jeszcze nie potrafił powiedzieć. Widział natomiast jedno - to przy jednym z tych pasów odnalazł pozostałość po Hyōtonie.
     Klamka zapadła. Yuki złożył pieczęć tygrysa, po czym momentalnie wokół niego powstało dziesięć kałuż, z których zaraz wyrosły wodne golemy. Nie trzeba było długo czekać, by każdy z nich przybrał identyczną do stworzyciela formę. Rozkazy brzmiały następująco. Osiem klonów miało popędzić śladem powozu, zachowując przy tym dystans między sobą wynoszący nieco mniej niż maksymalne pole widzenia. W ten sposób w przypadku śmierci pierwszej kopii, reszta, a przynajmniej kolejna w rzędzie, widziała co zaszło. Oryginał zaś ruszył w pogoń wzdłuż tropu odbijającego w lewo. Dwa bunshiny natomiast poszukiwały innych śladów po Samotnikach (czym zresztą zajmowały się także kopie ścigające furmankę). W ten białowłosy chwycił każdą srokę za ogon, a przynajmniej tak sądził.

Szybkość biegu Ayatane: 100
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#204 2017-06-25 11:43:58

Mikuni

Wyrzutek http://i.imgur.com/jV6TcvA.png

8260416
Zarejestrowany: 2015-10-31
Posty: 145
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Członek Organizacji / Medyk
Płeć: M
Wiek: 23

Re: Widownia


    Praca była ciężka… Już gdy poszliśmy z Haruką spełnić swój obowiązek względem naszego gatunku,  z trupa areny zostały tylko bez mała kości. Ten widok cmentarny miał w sobie, coś przygnębiającego, co jak zapach zdawało się wdzierać, we wnętrze pracujących na gruzowisku. Dotknęło to nawet mnie – człowieka, który żyjąc wedle powiedzenia, że to umarli powinni grzebać umarłych, gdyż życie, jest dla żywych, nigdy nie przejmował się zbytnio tragedią bliźnich. Czuło się ten niefizyczny smród smutku i rozpaczy, gdy ucinało się nogi zmiażdżone teoretycznie przez kamień a w praktyce przez cudzą złą wolę, która usuwała przeszkody na drodze do własnych politycznych celów. Odkąd świat stoi, to ludzie prości płacili za takie ambicje i jeśli dobrze rozumiałem sytuację, na horyzoncie nie widniał żaden promyk nadziei. Przynajmniej jeśli o tę kwestię chodzi.
    Haruka blada z natury, na przemian zieleniała, czerwieniała i przybierała aparycję upiora, który doznając, jakiś krzywd za życia, nie mógł spokojnie spocząć spokojnie. Spoglądałem ją od czasu do czasu ze swoistą troską, ale ona nawet się nie odzywała, systematycznie z szokiem rozwartymi oczami, wykonywała wyuczone wcześniej czynności, starając się być przy tym, jak najbardziej dzielna. Coś poruszającego było w tej postawie.
   Uporawszy się z zadaniami wyznaczonymi, przez organizatorów, postanowiliśmy, czym prędzej wracać do Ronin. Skierowaliśmy się, więc do Kawa no Kuni.

                                                                                                                                              [z.t -> Kawa no Kuni, Miasto]

Ostatnio edytowany przez Mikuni (2017-07-04 16:31:02)


Potem Wilczyca, nabrzmiała od płodu
Żądz wszelkich, mimo że chuda i sucha,
Sprawczyni nieszczęść mnogiego narodu,
Swoim widokiem zgnębiła mi ducha



http://i.imgur.com/9qllVJp.jpg


Karta Postaci


Theme|Voice

Offline

 

#205 2017-06-27 22:05:52

Straznik 9

Strażnicy

Zarejestrowany: 2009-12-19
Posty: 191

Re: Widownia

   Mimo swojego wieku, Ayatane miał łeb na karku. Większość osób - porwanych emocjami - udałoby się w drogę za jednym ze śladów, powołując swoją decyzję na odrzut tej najmniej prawdopodobnej. W tym przypadku, chłopak przemyślał całą sytuację i wykonał taktykę najlepszą z możliwych - do poszukiwań dołączył swoje własne kopie. Pozwalało to na zaoszczędzenie czasu i zmniejszenie ryzyka popełnienie błędu. Ale czy na pewno tak było? Nasz bohater, zamiast czekać na miejscu, postanowił również ruszyć w pościg. Uznał, że sam spróbuje odnaleźć to co kryło się za tajemnicą śladów, które ciągnęły się po lewej stronie. W tym przypadku można było mówić już o porywczości - zamiast wykorzystać do tego kolejnego klona, zdecydował się zobaczyć to co się tam działo na własne oczy.
   Był to jednak pierwszy błąd Ayatane. Zamiast czekać w miejscu czekając na raport od swoich kopii, ten nie wytrzymał i powiększył swój dystans od prawidłowego wyboru. Jednak wpierw wypadałoby wytłumaczyć to, czego świadkiem był członek klanu Yuki. To co zobaczył młody chłopak - dla zdrowje osoby - mogłoby przerosnąć jego najśmielsze oczekiwania, jeżeli można byłoby wypowiedzieć się o zbiorowej mogile, którą miał okazję zobaczyć. Określenie "mogiła" również nie była do końca prawidłowa - był to wykopany dół, pełny martwych osobników. Dlaczego jednak ciągnęły do niego świeżo wytarte trzy ślady? Ziemia i tak była zniszczona - przypadek lub ochota zachowania w tajemnicy ile osób zostało "pochowane" w jednym miejscu. Na samej górze trupów można jednak było zobaczyć mały, lodowy tulipan. Cóż mogło to znaczyć?
   Wtem, jak strzał z nieba, jeden z klonów pojawił się przy Ayatane. Dowiedział się on bowiem, że ślady wozu prowadziły w kierunku terenów Ame no Kuni. Było to diabelsko łatwe do wyśledzenia - jakiś czas po wyruszeniu, jednej osobie znajdującej się na skraju wozu widocznie otworzyła się rana. Krew powolnie skapywała, dając dodatkową poszlakę jak i potwierdzenie tego, że w tamtym kierunku zostały zabrane ranne osoby. Prócz tego co jakiś czas pojawiała się zamrożona kałuża - lodu bądź krwi.

Offline

 

#206 2017-06-28 04:57:36

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Widownia

     Ayatane pędził co sił w nogach obraną przez siebie ścieżką. Świeże, doskonale widoczne ślady pozwalały na szybki bieg bez konieczności zatrzymywania się, celem odnalezienia dalszej drogi. Pogoda bowiem, okazując niemałą łaskawość, ku uciesze Samotnika pozostawiła trop w stanie niemal nienaruszonym. Dotarcie w pobliże celu nie zajęło więc chłopakowi szczególnie wiele czasu. Wiatr zawiał odrobinę mocniej, kiedy białowłosy spostrzegł w oddali ciemniejszy punkt, wszakże nie rozpoznając w nim jeszcze niczego konkretnego. Odrobinę zwolnił. Jednocześnie osłaniając dłonią źrenice przed promieniami słonecznymi, pomału identyfikował obiekt, z każdą kolejną chwilą coraz brzydziej wykrzywiając usta.

     Stanął u brzegu czegoś, co zapewne przez twórców zostało ochrzczone mianem "dołu na trupy". Nazwa zdradzała wszystko. Było to kilkunastometrowe, wykopane ludzką ręką zagłębienie, bez ładu wypełnione świeżymi zwłokami. Świeciły białka pustych oczu, osadzonych na bladych niczym śnieg twarzach, kontrastujących obecnym gdzie nie gdzie karmazynem krwi. Groteskowe pozy martwych ciał mieszały się ze sobą nawzajem, przypominając zatrzymaną w czasie, makabryczną orgię. Nad wszystkim krążyły muchy, odkrywające nowe źródło pokarmu.
     Widok niespecjalnie uderzył Samotnika. Uczynił to natomiast smród odchodów, wydobywający się z dołu. W tak upalny dzień był on nadzwyczaj intensywny. Ayatane natychmiast zatkał nas i od tego momentu oddychał już tylko ustami. Przez moment wszakże czuł, że zbiera mu się na wymioty. O ile na widok trupów posiadał całkowitą odporność, tak nie mógł sprostać konfrontacji z ich swędem. Zazwyczaj to on doprowadzał ludzi do takiego stanu; po raz pierwszy miał zaś okazję na badanie pozostałości po cudzej robocie. Trudno powiedzieć, by odczuwał z tego powodu radość. Na szczęście stopień rozkładu zwłok był niewielki, wobec czego odchodził przynajmniej zapach rozkładającego się mięsa.
     Po pierwszej reakcji nastąpiła kolejna. Przeszył go zimny dreszcz.
     - Kur.wa mać - zaklął na głos. Ślady po pobratymcach prowadziły do cholernego dołu na trupy. W tym momencie oznaczało to dlań tylko jedno - że gdzieś pośród umarlaków leży ktoś, w kim płynęła krew Samotników, krew rodu Yuki. Chciał mieć jednak pewność. Musiał ją mieć.
     Na polecenie oryginału, dwa klony, które w międzyczasie także dotarły na miejsce, rozpoczęły przeszukiwanie zapadliska. Sam stwórca przyglądał się wszystkiemu ze szczytu zbocza. Wtem jego spojrzenie przykuł niewielki przedmiot. Leżał on na zwłokach osadzonych najwyżej sterty, co właściwie było jedynym powodem, dla którego białowłosy mógł go w ogóle zauważyć. Naraz sam wskoczył do mogiły i sięgnął poń prawą ręką. W skórzanej rękawicy spoczywał lodowy tulipan.
     Kolejna seria pytań pozbawionych odpowiedzi, rodzących jeno puste domysły. Jeden z nich szczególnie nękał myśli i choć Ayatane pragnął, by opuścił jego głowę, to z każdą sekundą ciążył coraz bardziej. Musiał ugiąć się pod faktami, mimo usilnych prób ich odrzucenia. Ktoś z jego klanu stał za porwaniami. Martwi nie kontrolują lodu.
     Szok nadszedł dopiero po chwili, ściskając żołądek chłopaka, jak wąż dusiciel oplata swą ofiarę. Jeżeli pośród trupów odnajdzie zwłoki Samotnika, będzie to oznaczało... Organizm ostatkiem sił obronił umysł przed całkowitym obłędem. Mózg zignorował oczywiste przesłanki i stworzył własny scenariusz, podając jaźni jedyną istniejącą deskę ratunku - nadzieję. Ayatane uniósł delikatnie kącik ust.
     - Jakiś Yuki, tak jak ja musiał dotrzeć tutaj i zostawić tulipana by uszanować zmarłych. Pewnie to normalny zwyczaj... - myślał beztrosko, odkładając kwiat na miejsce. Wtem zjawił się kolejny klon, zdając raport z misji. Wóz, jak dowodziły poszlaki, przewoził jednak uprowadzonych ludzi. Tam również, wedle słów kopii, widniały ślady Hyōtona, a wszystko razem wskazywało północ jako cel wozu. Nasz bohater bowiem, jak można się domyślić, z głowy nie potrafił powiedzieć, jaka kraina tam leży i czy w ogóle jest już poza granicami Kaze no Kuni. Niemniej od teraz to tam niewyraźnie majaczył kolejny punkt poszukiwań.
     Póki co należało jednak zidentyfikować zwłoki w zapadlisku.

Ostatnio edytowany przez Ayatane (2017-06-28 17:18:57)


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#207 2017-06-30 01:01:55

Straznik 9

Strażnicy

Zarejestrowany: 2009-12-19
Posty: 191

Re: Widownia

   Zapach był naprawdę odpychający - wyłożenie takiej ilości martwych ciał wraz z ich "zawartościami" nie było zbyt miłym doświadczeniem. Zaskakujące, dla przeciętnego człowieka, byłoby to że Ayatane został wzruszony właśnie tym smrodem, a nie ilością ciał, które znajdowały się w wykopanym dole. Na "szczęście" młodego Yuki, masakra która miała tutaj miejsce, odbyła się nie tak dawno temu, ciała zmarłych nie rozpoczęły jeszcze procesu rozkładu. W przypadku gdyby nasz bohater przybył tutaj kilka dni później, oddychanie poprzez usta przyniosłoby zupełnie inny efekt niże ten, który Ayatane chciałby uzyskać. Wracając jednak do tego co poruszyło Samotnika - zwykły człowiek mógłby przerazić się ilością ofiar, na Yuki'm nie robiła ona jednak żadnego wrażenia. Mimo swojego młodego wieku pewnie widział już podobne sceny, możliwe że również był powodem tak bestialskich zakończeń. Ale czy ktoś mógł go oceniać?
   Ayatane rozpoczął przeszukiwanie dołu, zapewne w poszukiwaniu Samotników. Osób tutaj "pochowanych" było naprawdę sporo, mądrym więc było posunięciem przyspieszenie pracy z pomocą klonów. Gdyby nie pomagająca dwójka to Ayatane mógłby spędzić tutaj resztę dnia, a i tak nie dowiedziałby się tylu rzeczy. Zapewne nie dziwnym był fakt, że większość z ofiar była cywilami - żadna cecha nie zdradzała bowiem by byli oni ninja. Mężczyźni, kobiety a nawet dzieci, w tej zbiorowej "mogile" można było odnaleźć człowieka każdej płci i każdego wieku, w swój sposób był to dantejska scena która zapewne nie wzruszy Samotnika. Jedyne na czym były skupione jego klony to poszukiwanie osób z jego organizacji, reszta ofiar była jedynie statystyką, która odciśnie się na kartach historii tylko i wyłącznie po to by straszyć przyszłe, młode pokolenia by za jakiś czas całkowicie odejść w niepamięć.
   Nasz oryginał został zaciekawiony przez pozostawiony na szczycie "góry" przedmiot - lodową różę. Jakie miała one zadanie? Kto ją tutaj zostawił? Ayatane odrzucał od siebie najgorsze możliwe scenariusze, nie chciał bowiem myśleć, że życie przypłacił tutaj ktoś kto był już z jego klanu, a nie samej organizacji Samotników. Możliwe, że szok jaki chłopak by wtedy przeżył stałby się naprawdę ciężką przeszkoda psychiczną. Trzeba było więc przyznać racje - opcja wyparcia była jedynym możliwym i mądrym wyborem.
   Wtem, rozmyślenia Ayatane zostały przerwane przez powrót dwójki klonów. Posiadały one dość mieszane informacje - dobrą była ta, że nie znaleźli tutaj żadnego członka klanu Yuki. Zła? Odnalezione trójkę ciał członków klanu Aburame - pierwsze ofiary ze strony organizacji Samotników. Ich ciała wydawały się być "świeższe" niż pozostałych bowiem krew nie zdążyła na nich jeszcze dobrze zaschnąć. Nie trzeba było być geniuszem medycyny by przeprowadzić wstępną obdukcję - mężczyźni zmarli na wskutek obrażeń głowy, a raczej tego co z niej zostało. Wszyscy potraktowani w taki sam bestialski sposób, po ich rękach było widać, że za wszelką cenę starali czegoś się uchwycić by tylko nie zostać zaciągniętym w to miejsce.

Offline

 

#208 2017-07-30 19:50:29

Akio

Klan Namikaze http://i.imgur.com/WuFGFc5.png

59691030
Zarejestrowany: 2012-09-08
Posty: 800
Klan/Organizacja: Namikaze
KG/Umiejętność: kiroji senko
Ranga: Lider klanu
Płeć: Rudy
Wiek: 34

Re: Widownia

Jakiś czas temu Akio, lider klanu Namikaze przyglądał się ze spokojem wydarzenia, które rozgrywały się po zamachu w Enko. Czy to brak snu spowodowany kręcącym się po wiosce mordercą czy też fakt, że uczestnicy turnieju nie popisywali się zbytnio umiejętnościami, w każdym razie Akio nie za bardzo kontaktował, co zmusiło cały klan Namikaze do biernej postawy. Nie wątpliwie fakt, żę wydarzenie to odbywały się w okolicach Enko nie wpłynie pozytywnie na reputacje klanu. Jednak paradoksalnie to nie na nich skupiła się uwaga otoczenia a na Huuygach i Kiyoshich. Głównym organizatorem był kraj wody, teraz wydawało się to bardziej podejrzane, że lord z odległego kraju zdecydował się wyremontować arenę, zamiast wybudować własną. Jednak nie można wyciągać żadnych pochopnych wniosków, zwłaszcza że postawa senju też była zastanawiająca. Gdy tylko sytuacja się trochę uspokoiłą, a raczej kiedy Akio doszedł do siebie wziął ranną Hikari i ruszył w kierunku wioski aby udzielić jej pomocy.

[z/t -> Klan Namikaze -> Punkt medyczny w Enko]

Ostatnio edytowany przez Akio (2017-07-30 19:50:44)


http://i.imgur.com/hQencLH.png

Offline

 

#209 2017-08-26 05:11:37

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Widownia

     Wątek dotyczący przekopywania sterty ciał, które odnalazły swój grób w prowizorycznej, zbiorowej mogile, chylił się powoli ku końcowi. Gdy tylko uporały się z postawionym przed nimi zadaniem, utworzone wcześniej klony doskoczyły do oryginału celem zdania raportu, wyprowadzając go tym samym z zamyślenia. Wieści nie należały do przyjemnych; kopie odnalazły w trupiarni trzech przedstawicieli klanu Aburame, wszystkich o podobnie zdeformowanych czaszkach na skutek, czy to uderzenia, czy techniki - Yuki nie potrafił określić. Niemniej z pewnością pozytywem w tym wszystkim był fakt, iż dół nie stał się miejscem wiecznego spoczynku dla żadnego z braci Ayatane, a zatem przynajmniej narazie sytuacja prezentowała się, może niekoniecznie pomyślne, ale chociaż niefatalnie. To jest - prezentowałaby się, gdyby mózg białowłosego nie wyłączył funkcji logicznego myślenia o tematach, które mogłyby pchnąć go jeszcze głębiej w odchłań szaleństwa.
     Chłopak westchnął i począł łączyć ze sobą przedstawione fakty, jakkolwiek rzecz jasna omijając wspomniane powyżej, niewygodne kwestie. Wyglądało na to, że w trupiarni pozbywano się osobników, którzy stawiali "lekarzom" opór, o czym świadczyły przede wszystkim wcześniejsze tropy tudzież ślady na dłoniach ofiar, wskazujące, iż próbowały walczyć o swe życie.
     Z drugiej strony stał ów tajemniczy wóz, zmierzający ku północy. Tam zapewne umieszczono potulniejsze jednostki, albo też w jakiś sposób odurzone.

     Ayatane, metaforycznie mówiąc, zrzucił chustę ślepca, a przynajmniej tak mu się wydawało. Miał przed sobą kolejny cel - wyśledzić dokąd pojazd przetransportował porwanych, by następnie, cóż, ocalić wszystkich Samotników i w najlepszym wypadku połączyć siły z klanowiczem, który szybciej ruszył śladem porywaczy. Demon Wody nie zamierzał dłużej zwlekać. Czym prędzej popędził na północ, bez czucia pozostawiając za sobą zbiorową mogiłę. Dezaktywował także trzy towarzyszące mu klony. Wypatrywał przed sobą pozostałych bunshinów, tych wysłanych za powozem, by dostarczyły mu informacje o obecnej sytuacji na tym "froncie".

[z/t? nie z/t?]

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
Jímky septiky nebo Chýnov Novå V