Ogłoszenie


#81 2013-06-26 23:39:36

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: [Event] Biwak

Sala numer #1
     Młody Uchiha, Hiroshi, wyglądał w sporzej mierze na zdezorientowanego. Najwyraźniej poznał osobę, która do niego przemawiała i to obudziło w nim falę totalnie nieprzyjemnych wspomnień, kujących go z siłą godną Włóczni Ayatsuri. Pamięć o wychudłym mężczyźnie, zostawionego na pewną śmierć, byleby tylko ratować swą własną skórę, poruszyła trybiki w sumieniu chłopaka, każąc mu zrodzić - choćby najpłytszą - refleksję.
     - Kłamiesz! Zawsze kłamałeś! Wszystko byleby tylko samemu wyjść ze wszystkiego żywcem. Grób? - głos aż zapiszczał. - Wiesz co mi z grobu po śmierci? Choć, zabij się, a ja ci wybuduje kurchanik. Ciekawym, bardzo ciekawym, czy będziesz szczęśliwy... Bo ja odpowiedź znam, ale nie mam zamiaru się nią z tobą podzielić.
     Pisk Fuku zamilkł na moment, choć w korytarzu wciąż błądziło echo starca, szczerze zdradzonego przez Uchihę. Jednołezkowy Sharingan Hiroshi'ego nie dawał właściwie nic więcej ponad tego, co mogło dać zwykłe oko. Trudno więc zawdzięczać mu to, że młodzieniec zdołał zobaczyć przed sobą - w odległości bliskich dziesięciu metrów - wejście do kolejnej sali. Otwarte drzwi. Pozornie w żaden sposób niestrzeżone.
     Wtem, cały odcinek korytarza, mierzący całe dziesięć metrów, objął ogień. Prawdziwa pożoga ognia, burza pomarańczowych jęzorów i ich równie niebezpiecznych, żółtych odcieni.
     - Proszę bardzo, oto twoja pokuta - przemówił całkiem ponurym tonem Fuku. - Oto zadośćuczynienie za twój nędzny uczynek. Bo uwierz mi - nie ma nic gorszego, niźli zostawienie przyjaciela. Ludzie, którzy dopuszczają się takiego uczynku, są śmieciami. Prawdziwymi śmieciami! - głos raz jeszcze przekroczył granice i zapiszczał z porażającą mocą. - Drzwi otwarte, poświęć zdrowie i idź. Nie zatrzymuję cię. W żaden sposób nie będę się wtrącał.

Sala numer #2
     Hyuuga pokiwał głową.
     - Tak, sam straciłem zaufanie do swoich oczu. Strzeżonego... no, sam wiesz.
     Bez słowa wszedł zaraz za Samotnikiem na łódkę, chętnie korzystając z wyciągniętej dłoni. Syknął, gdy ciężko osiadł na drewnianej posadce i mimowolnie chwycił się za żebro. Te najwyraźniej wciąż mu dokuczało, choć starał się to maskować najlepiej jak potrafił. Wyglądało na to, że rana jest dla niego w pewnym sensie ujmą, zimnym wiadrem na przerośnięte ego.
     Łódź, popychana wiosłami sterowanymi przez Ayatane, sunęła powoli po martwej tafli czarnego jeziora, tworząc na niej ledwo widoczne kręgi. Łajba, płynąc z gracją godną ducha, czy innej zjawy, doskonale pasowała do atmosfery całego pomieszczenia.
     O dziwo, łódka dobiła do drugiego brzegu, stuknąwszy weń delikatnie, a podróż nie została przez nic zakłócona. Na dwójkę ninja nikt się nie rzucił, nikt nie atakował, nikt nie starał się wyrwać im serc, by potem skonsumować je z największym apetytem.
     Na drugim brzegu, betonowej platformie, takiej samej, jak pierwszy brzeg, czekał piedestał, wysoki na jeden sążeń. Na piedestale stał puchar, srebrne naczynie nie posiadające żadnych zdobień. Czara była pusta. Na końcu sali, mieściły się drzwi. Zapieczętowane, z czerwonym napisem. Napisem napisanym zaschłą krwią.

Dno pucharu, suche jak pustynia,
Trzeba coś nalać do srebrnego naczynia,
Stara czara, starą wodę lubi,
Niech cię bratku tylko arogancja nie zgubi!



Sala numer #4
     Dwójka Senju wyglądała na pewnych odpowiedzi na zadane pytanie przez kostuchę. Mimo wszystko, brakowało im ostatecznej pewności siebie. Niezbędnej w tym przypadku.
     - Podajcie odpowiedź... - westchnęło czarne coś, zionąc przy tym oddechem tak cuchnącym, że zdawało się, iż pobliska roślinność uschnie całkowicie, zamieniając się w gołe, powykrzywiane, jak sam oprawca, badyle

Sala numer #5
     Gishi nareszcie odważył się spojrzeć w wyjątkowo podejrzane zwierciadło. Jednakowoż, uznał, że dodatkowy klon, strzegący jego pleców nie zaszkodzi i dobrze będzie mieć kompana przed niewiadomym.
     Kobiety zasyczały po raz kolejny w rozkoszny sposób, widząc jak Samotnik zbliża się do lustra, a potem weń zagląda. Tam zaś, Gishi zobaczył... siebie. Swoją własną postać, z tą samą mimiką, z tą samą bronią na plecach i innymi szczegółami, świadczącymi, że oto przed Samotnikiem stoi jego własne odbicie, nic ponadto. Trwało to czas jakiś, aż nareszcie Gishi z lustra uśmiechnął się. W szyderczy, plugawy i nader parszywy sposób. Następnie skrzyżował ręce na piersi i przekrzywił nieco głowę w bok.
     - Mały, biedny Gishi... - podjął klon, kręcąc głową tak, jak kręci rodzic, widząc swoją pociechę, w jakimś niezdarnym wygłupie. - Niekochany przez rodziców... Porzucony... Bękart, spłodzony gdzieś, gdzieś w jakiejś zatęchłej stodole, a potem odrzucony. Powiedziano ci, że twoi rodzice nie żyją? Że zginęli gdzieś na wojnie? Wygląda na to, że wiesz już jak smakuje kłamstwo. Okrutne kłamstwo z ust twoich przybranych rodziców...
     Ksero wybuchło śmiechem. Głośnym, dudniącym po całej sali śmiechem, przywodzącym na myśl ekstazę szaleńca. A kadzidła nadal dymiły, w zamtuzowej, czerwonej atmosferze.

Sala numer #6
     Batsu najwyraźniej przeczuwał, jakiej technice został poddany. Już raz ktoś go maltretował przez podobne jutsu i z pewnością, Samotnikowi zapadło to w pamięci. Zapadł w niej także członek sekty, który po dość krótkim pojedynku skonał z niespełnionymi ambicjami. Podobnie jak niedźwiedź, święte sakrum ugrupowania na wulkanie, ulegające teraz rozkładowi gdzieś na jakimś górskim zboczu.
     Kiedy tak blondyn szedł, starając się poukładać wszystkie elementy układanki, nie mógł zauważyć, jak stojąca obok niego Ayatsuri, doskakuje do niego, jedną ręką wbijając mu w prawe ramię kunai, drugą, także kunai'em, wykonuje dość niechlujne cięcie, na skutek którego, wszystko poniżej prawego nadgarstka Batsu, upadło na okraszoną kośćmi podłogę sali, zostając skroplonym niemalże brunatną, szybko rosnącą kałużą krwi. Odcięta dłoń wyglądała makabrycznie.
     Dziewczyna natychmiast odskoczyła na bezpieczną odległość, wciąż dzierżąc w obu dłoniach ostrza.
     - Ty dziwaku... Gadasz sam do siebie. Kim jesteś, u licha? - zapytała, bardzo niecierpliwa odpowiedzi.

Offline

 

#82 2013-06-27 11:42:11

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Biwak

Sala 2
Przeprawa przez jezioro upłynęła wojownikom spokojnie, co nieco zaskoczyło Ayatane. Spodziewał się, że będzie ono kolejną pułapką; tymczasem zbiornik wodny przepuścił towarzyszy bez żadnych przeszkód. Gdy łódź zbliżała się do brzegu, Yuki dostrzegł niewysoki, betonowy piedestał, a na nim srebrny puchar.
Ayatane wydostał się z łódki i ostrożnie stawiając kroki na posadzce, podszedł do czary. Teraz mógł ją dokładnie obejrzeć - nie miała na sobie żadnych zdobień, a co najważniejsze: była pusta. Gdy chłopak badał kielich, Hyuuga zajął się drzwiami. Jego ciche westchnienie zwróciło uwagę Yuki. Drzwi stojące na końcu sali były zapieczętowane i ozdobione krwawym napisem. Ayatane szybko, parokrotnie przeczytał wierszyk, zastanawiając się nad jego treścią. W końcu, zaczął interpretować go na głos.
-Dno pucharu, suche jak pustynia... Mowa tu o pustym kielichu.
Kontynuował.
-Trzeba coś nalać do srebrnego naczynia... To wydaje się oczywiste. Stara czara, starą wodę lubi...
Zerknął za siebie na zbiornik wodny, przez który chwile temu przepłynął.
-Zapewne ma na myśli to czarne jeziorko.
Do tego momentu wierszyk był prosty. Jednak to ostatni wers, krył największą tajemnicę.
-Niech cię bratku tylko arogancja nie zgubi...
Niemal wyszeptał Ayatane, zapadając w głębokiej zadumie. Hyuuga zapewne uczynił to samo, gdyż nie przerywał przemyśleń towarzysza. Po dłuższej chwili, Yuki zaczął działać.
-Musimy podjąć ryzyko.
Mówił do biało-okiego, idąc w kierunku betonowego podestu.
-Zrobimy tak. Ja wezmę puchar i naleję do niego wodę z jeziora. Ty zaś, przytrzymasz mnie. tak abym przypadkiem nie wpadł do zbiornika. Jestem niemal pewny, że coś się stanie, gdy wypełnimy czarę.
To powiedziawszy, Ayatane podniósł puchar i udał się w stronę jeziora. Gdy był już niemal przy samym brzegu, skinął na towarzysza, by ten złapał go za płaszcz. Yuki był więc teraz zabezpieczony.
-Raz się żyje.
Westchnął cicho, po czym nachylił się nalewając wodę do pucharu.

//Jutro wyjeżdżam na osiem dni. Przez ten czas nie będę odpisywał

Ostatnio edytowany przez Ayatane (2013-06-27 19:41:25)


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#83 2013-06-27 11:59:40

Hiroshi

Martwy

19345760
Zarejestrowany: 2013-04-07
Posty: 527
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: [Event] Biwak

Chłopak był zdezorientowany. Na samym początku zwykły korytarz, a później 10 m przed kolejnym wejściem ogień, jeden z najbardziej niebezpiecznych żywiołów. Hiroshiemu w pewnym momencie przypomniało się co działo, gdy poznał Fuku. Dzień ten nie należał do przyjemnych. Wtedy właśnie Uchiha splamił swoje dobre imię. Po chwili powiedział do Fuku:
- Nie wiem czy jesteś iluzją czy nie, ale jedyne co mogę teraz zrobić to przeprosić Cię i poprosić o przebaczenie. Było to haniebne zachowanie. Chcę tylko przebaczenia. Mam nadzieję, że w dalekiej przyszłości się jeszcze spotkamy.
Po zakończeniu mowy chłopak uśmiechnął się lekko by jego dawny przyjaciel mógł to zobaczyć. Zaraz później zaczął szukać wskazówek, które by pomogły mu pokonać ogień znajdujący się przed chłopakiem. W głębi duszy powiedział sobie:
- ,, Cholera...on ma rację. Muszę ponieść karę za to co się stało..."
I powiedział do Fuku:
- Masz rację...to moja pokuta za moje zachowanie. Mam nadzieję, że uda mi się ją skończyć żywy. Tak więc powodzenia i do zobaczenia w przyszłości. Jeszcze raz...przyjmij moje przeprosiny.
Na początkupostanowił jakoś się zabezpieczyć przed ogniem więc dłonie schował pod płaszcz, a głowę schował pod koszulę. Sądził, że to wszystko to genjutsu, ale i tak musiał się zabezpieczyć.
I wtedy Uchiha zaczął biec przed siebie. Nie zważał na nic tylko biegł i biegł ile sił w nogach, aż dojdzie do prawdziwego celu
Na drugim końcu korytarza Uchiha od razu zdjął swoje ubrania i zaczął po nich skakać by zgasić ewentualne płomienie.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Hiroshi (2013-07-07 14:09:30)



Voice || Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko || Ubiór

http://i.imgur.com/pmMguWr.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#84 2013-06-27 14:45:19

Itsuki

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 217
Klan/Organizacja: Senju
Ranga: Członek

Re: [Event] Biwak

Wyglądało na to że odpowiedź trzeba w jakiś sposób podać wężowi, podszedłem więc do bramy i zacząłem się rozglądać za uszami owej dekoracji. Tutaj właśnie pojawił się problem, nigdzie nie mogłem ich znaleźć.
- Węża, nie mają uszu! - Wykrzyknąłem prosto w pysk gada, kiedy dostałem olśnienia. Naglę cała zagadka wydawała się taka prosta. - Zagadka musi być podpuchą, chcieli nas przechytrzyć, żebyśmy stali tu i próbowali ją rozwiązać w nieskończoność, a w rzeczywistości nie mamy nawet jak jej podać, bo węże są głuche. Musimy po prostu minąć tą bramę.
Jak powiedziałem tak zamierzałem zrobić, najpierw jednak zacząłem gmerać kataną w buzi sztucznego węża żeby upewnić się że nie jest prawdziwy. W gruncie rzeczy nigdy wcześniej nie widziałem węża, jeżeli wszystko było porządku to rozpocząłem wspinaczkę. Pewnie chwytając się żywopłotu i szukając podpory w ciele zdobień w postaci obślizgłych gadów.
błędy w wypowiedzi celowe, reszta nie zamierzona:P

Ostatnio edytowany przez Itsuki (2013-06-27 14:50:13)


http://static.comicvine.com/uploads/original/11/119884/2716728-600px_senju_symbol.svg.png

Offline

 

#85 2013-06-27 18:46:20

 Hotaru

Martwy

41275297
Call me!
Skąd: Łęczyca
Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 141
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu

Re: [Event] Biwak

Spojrzała na chłopaka, i to co on wyrabia. Miał odpowiedzieć na pytanie. Ale on filozofowała. Hotaru wywróciła oczami słysząc cały ten wywód. Aishh, dzieciaki mają wyobraźnie.  Zaraz, to usłyszała, że węże nie mają uszu. Tylko, czy oni nie mieli podać odpowiedzi tej  człowieko, kształto podobnej masie?  W każdym razie dziewczyna przyglądała się co chłopak wyprawia i westchnęła.
–Katsuro~! –mruknęła odpowiedź, a potem patrzyła co się będzie dziać. Na wszelki wypadek starała się poruszyć nieco złamana ręka. Unieść ją nieco do góry, co kosztowało ją mnóstwo bólu. Przytknęła drugą zdrową dłoń do tej chorej i obserwowała w gotowości jak by co?
– Uważaj na te węże. –westchnęła i powoli podeszła w kierunku żywopłotu.

Ostatnio edytowany przez Hotaru (2013-06-27 19:35:08)

Offline

 

#86 2013-06-27 21:21:22

Batsu

Zaginiony

47463267
Zarejestrowany: 2013-05-12
Posty: 263
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Wesoły Kostek
Wiek: 17 lat fabularnych

Re: [Event] Biwak

Po uzgodnieniach z EM na GG mam następujące obrażenia: rana kuta w ramieniu, nadgarstek w 2/3 naderwany. Odnośnie regeneracji/prawdziwości rany nic nie wiem i wszystko wyjaśni się pewnie za parę postów w przód/na koniec eventu.


     Poczułem ogromny ból. Rana w barku i naderwany nadgarstek. Moja koleżanka, Ayatsuri zaatakowała mnie z pełną parą. Głupie dziewczę! Spojrzałem na nią, a to raczej nie było jedno z tych romantycznych znaków. W moich oczodołach poruszały się gałki, jakby pełne od goryczy i wkurwienia. Wściekłość sprawiła, że miałem ochotę rzucić się na dziewczynę i poobcinać jej ramiona. Ale to, że jest idiotką częściowo tłumaczy jej zachowanie. Postanowiłem z lekka uspokoić się, jednak dalej zachowałem zły wygląd zewnętrzny.
     Moje ramię bolało mnie jakby było opętane. Postanowiłem jednak to znieść, wiedząc, że ta rana, choć straszna, nie jest najgorszą. W sumie rana kuta to nie przelewki, ale zdawałem sobie sprawę, że jako Kaguya może uda mi się zregenerować ją, albo chociaż uleczyć wraz ze wzrostem kontroli nad kośćmi. Odnośnie dłoni miałem duże obawy. Potrzebna mi była do składania pieczęci. Bez niej raczej straciłbym sporo możliwości bojowych, szczególnie teraz, w Domku Gorizu. Czułem, że zaraz odpłynę, ale znów opanowałem się. Spojrzałem tylko na Ayatsuri.
     Do głowy przyszły mi trzy wytłumaczenia. Pierwsze, jestem w Genjutsu i ona widząc moje dziwne zachowanie zaatakowała mnie. Drugie, jestem w Genjutsu, które pokazało mi, że straciłem rękę. Trzecie, oboje jesteśmy w Genjutsu. Prawdopodobnie było jeszcze coś innego, ale modliłem się w głębi ducha, aby moje rany okazały się iluzją. Popatrzyłem jeszcze raz na towarzyszkę i odezwałem się.
     -
Skoro jesteś taka inteligentna, aby po kilku odezwach rzucić się na mnie i pozbawić mnie władzy w nadgarstku to nie wiem kto Ciebie przysłał. Jeśli robiłem dziwne rzeczy to pewnie jestem w Genjutsu. Możemy też być w nim oboje, albo tylko ja. Dlatego proszę Ciebie - zrób coś, co mnie z niego uwolni, najlepiej przelewając chakrę do mojego ciała stopując obieg mojej. Prosiłbym ciebie też o to, abyś uleczyła mój nadgarstek i ramię, to chyba możesz zrobić, prawda? W dowód mojego spokoju i czystych intencji nie ruszę się, tylko usiądę na ziemi, czekając na twój ruch.-powiedziałem i usiadłem po turecku na posadzce. Poprawiłem rękę tak, aby nie ciekła z niej krew. Następnie rzekłem, że czekam na ruch towarzysza.


http://i.imgur.com/6VdCfSw.png

Offline

 

#87 2013-06-27 23:46:22

Gishi

Zaginiony

Zarejestrowany: 2013-06-08
Posty: 52
Klan/Organizacja: Kuran Sen
KG/Umiejętność: Fumetsu
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Biwak

Przypatrywałem się tylko swojemu odbiciu w lustrze. Zastanawiał mnie fakt skąd to coś wiedziało tyle o mnie. Troszkę ta historia byłą podkolorowana. Moi rodzice zginęli w walce jako ninja, honorowo. I tej wersji mam zamiar się trzymać. Nikt inny nie wmówi mi nic innego. Chociaż nie ukrywam, że to co mówi 'Ja z lustra" przewróciło moje myśli do góry nogami. Postanowiłem mimo wszystko  nie dać po sobie poznać zmieszania i odpowiedziałem spokojnie oraz bez większych emocji
- Czy po wysłuchaniu tego pierdolenia mogę przejść dalej? - dokładnie tak brzmiała moja odpowiedź na te całe steki kłamstw. Że niby tak obdarzony człowiek ja miałby zostać spłodzony w stodole? Nie wiem co to za lustro, ale wolę jak najszybciej opuścić to pomieszczenie. Coraz mniej mi się tu podoba...

Ostatnio edytowany przez Gishi (2013-06-27 23:46:44)

Offline

 

#88 2013-06-29 19:45:39

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: [Event] Biwak

Sala numer #1
     Hiroshi uznał, że jego dawny postępek zasługuje na potępienie, a ognista część holu przed nim, będzie odpowiednim miejscem, aby odkupić swoje winy. Słowa, które padały co i rusz z jego ust, nie doczekały się odpowiedzi. Zupełnie jakby Fuku nie miał zamiaru dłużej odpowiadać, albo po prostu poszedł sobie z miejsca, gdzie nadawał swój głos. Tego Uchiha wiedzieć po prostu nie mógł.
     Zabezpieczając swe ciało najlepiej jak potrafił, ruszył biegiem w stronę drzwi i choć odległość była niewielka, to podróż zdawała się trwać wieczność. Pióropusze ognia, zgłodniałe ofiary, lizały bez kompleksu płaszcz chłopaka, jego nogi, buty. Topiły pasek u spodni, zamieniały w strzępy koszule. Wreszcie, dotarłszy do skóry, z charakterystycznym skwierkiem poczęły ją konsumować. Pewnie by i zjadły, gdyby podróż nie uległa końcowi, a Hiroshi nie znalazł się za zbawiennymi drzwiami.
     Po płaszczu i całej górnej części odzieży - nie było śladu. Tropem dedukcji, nie było więc i czego ugaszać. Spodnie, poszarpane jak stare prześcieradło, odsłaniały kolana, łydki, a nawet kawałek uda u prawej nogi. Odsłonięte części, aż świeciły od czerwoności, którą napuchły, piekąc przy tym równie intensywnie. To samo było z plecami, wyglądającymi jak rozżarzone węgle. Nawet lewa część twarzy ucierpiała, w skutek czego chłopak nie mógł podnieść lewej powieki.
     Pokuta dobiegła końca, można było iść dalej. Dalszą częścią korytarza, na końcu którego mieniło się granatowe światełko. Światełko nadzieji?

Sala numer #2
     Zagadka, przed którą stanął Ayatane i jego białooki towarzysz, nie wydawała się wysoce skomplikowaną. Napisane zaschłą krwią wersy, zostały szybko rozszyfrowane przez Samotnika, który uznał, że starą, srebrną czarę należy najzwyczajniej zapełnić. A że słowa wskazywały na to, iż puchar lubi starą wodę - odpowiedź była prosta.
     Nie mniej, Ayatane zdążył już poznać, co to znaczy działać pochopnie i pomyślawszy na zapas, poprosił Hyuugę o asystę.
     - Nie widzę przeszkód - odparł mu długowłosy, łapiąc Samotnika za krawędź płaszczu, gdy ten przechylał się przez betonowe urwisko. Woda, ochrzczona przez zagadkę starą, miała dziwną, niepodobną do wody, konsystencje. Powiedziałbyś że oleistą, symetralną do konsystencji smoły. Kolor jeszcze bardziej ją przypominał.
     W momencie, gdy Yuki zanurzył srebrny puchar, jego przedramienia się coś ucapiło. Coś kostropatego i straszliwie śmierdzącego. Wpół zgniła, trupia dłoń, siedząca do tej pory pod taflą jeziora, wystrzeliła zeń i zacisnąwszy swe chude palce na ręku chłopaka, pociągnęła go ku głębi smolistej wody. Na szczęście Ayatane był ubezpieczony przez Hyuugę, który trzymał go twardo za płaszcz.
     Wtem, ten krzyknął przeciągle.
     - Jasny gwint!
     Płaszcz rozerwał się w miejscu szwów, przez co Samotnik poleciał z pokaźnym kozłem prosto do wody, z ciągnącą go ku dnu kostropatą ręką.

Sala numer #4
     Czarna postura wiszącej przy bramie postaci, zadrżała jak galareta, gdy Itsuki począł kolejno drzeć się do metalowego łba węża, a potem weń grzebać swoją kataną. Metalowe ostrze chrzęściło w żmijowatym pysku, wykonanym z tego samego tworzywa. Postać zadrżała ponownie, kiedy młody Senju rozpoczął swą wspinaczkę.
     Wyglądało więc na to, że cała nadzieja pozostała w Hotaru, która będąc starszą i bardziej doświadczoną, powinna znać  odpowiedź na pytanie-zagadkę, wszakże te było chyba najbanalniejsze, jakie mogło zostać zadane. Smolista postać strażnika wyczekującego hasła, wyglądała już na zniecierpliwioną, toteż wypowiedzenia zbawiennego, jednego słowa - było w tym momencie wręcz wskazane.
     - Zła odpowiedź - westchnęła zjawa, zionąc oddechem przesiączonym odorem padliny. - Zła odpowiedź! Zła odpowiedź! - zaczęła krzyczeć, podnosząc co raz wyżej i wyżej swój i tak już wysoki głos. - Spadkobiercy dzieła Katsuro, niegodni tego, co dla nich zrobił. Potomkowie zarazy i najwyższej ignorancji. Bądźcie przeklęci, bądźcie wygnani!
     Węże, u których Itsuki szukał oparcia, ożyły, natychmiastowo owijając się dookoła jego nogi, kąsając je silnymi ruchami swoich wydłużonych, żmijowatych żuchw. Krew pociekła rubinowo-czerwoną posoką, ściekając istną lawiną z butów chłopaka. Gałęzie, których się ucapił podczas wspinaczki, najeżyły się, nieistniejącymi wcześniej kolcami, z których jeden, przebił na wylot dłoń młodzieńca.
     Hotaru natomiast, zanim zdążyła powiedzieć cokolwiek po odpowiedzi, została złapana przez drewniane lasso, które wystrzeliło spośród ciemnych krzewów żywopłotu. Owinięta gałąź także miała kolce, na szczęście dziewczyny - mniejsze, ale i tak groźne, szczególnie dla szyi dziewczyny, która padła ofiąrą uchwytu. Karminowa krew ściekała kolejno po grdyce, obojczyku, zatapiając się i wsiąkając w kołnierz ubrania. 

Sala numer #5
     Gishi, zwabiony do spojrzenia w zwierciadło przez kobiety z obrazów, zrozumiał, jak bardzo głupią rzecz zrobił. Jego odbicie, znające Samotnika lepiej, niż on sam, wyglądało, jakby było całym złem siedzącym w jego sercu.
     - Oczywiście, że nie możesz.
     Lustro poczęło pękać. Pierwsze rysy, wydobywające się znikąd, rysowały pajęczą sieć cięć. Wkrótce, zwierciadło rozpadło się zupełnie, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. Wszystko jakby wyparowało.
     - Odrzuciłeś prawdę, odrzuciłeś prawy los... - zanuciły chóralnie kobiety z obrazów, poczynając się hipnotyzująco kiwać na boki, w rytm tego co śpiewały. - Odrzuciłeś prawdę, odrzuciłeś prawy los...
     Z cienia, naprzeciw Gishi'ego, wyszedł on sam. Jego klon, idealna kopia, nie różniąca się niczym od oryginału.
     Gishi zdjął swoją czerwoną kosę, oparł ją o ziemie, zaczął składać pieczęcie.
     - Fukumi Hari! - zawołał, wypluwając z ust dziesięć senbon z chakry.

Sala numer #6
     Batsu nie wyglądał na zadowolonego aktualnym obrotem spraw. Brutalnie zraniony w rękę, krwawił obficie, co owocowało charakterystycznym szumienie w głowie chłopaka. Gardło miał wyschnięte na wiór, a cały świat zaczynał pstrzyć się w czarne plamki.
     Po wypowiedzeniu gorzkich słów w stronę sprawczyni jego możliwie przyszłego kalectwa, Batsu począł czekać na reakcję Ayatsuri. Zależało mu na pokojowym wybrnięciu z całego bagna, co było dobrym ruchem, zważywszy, że ledwie wisząca dłoń pulsowała tępym bólem, uciekając tym samym panicznie od jakiejkolwiek bitki.
     Co było najdziwniejsze, medyczka była jakby nieobecna. Dobyła zza pasa katany i zaczęła nią ciąć powietrze. Jej płynne ruchy wskazywały na to, iż była całkiem dobra w fechtunku, a samo fechtowane powietrze, świszczące pod naporem żelaza - miało najwyraźniej te samo zdanie.
     - Zostawcie mnie! - krzyczała, wykonując krzyżowe cięcia raz za razem. - Odwalcie się ode mnie... wy paskudy... Batsu! Batsu! - poczęła wołać niemalże na całe gardło, w stronę, gdzie Samotnika z pewnością nie było, wszak siedział nieopodal niej i krwawił, jak kapłanka w dzień zaduszny. - Batsu, gdzie jesteś?! Czemu mnie zostawiłeś?! Ratunku! - załkała, miecz wypadł jej z rąk, padła na ziemie, zwinęła się w kłębek. - Gdzie ja jestem... Gdzie ja jestem... - kwiliła pod nosem, dławiąc się łzami.

Ostatnio edytowany przez Senti (2013-06-29 19:50:58)

Offline

 

#89 2013-06-30 15:57:28

Hiroshi

Martwy

19345760
Zarejestrowany: 2013-04-07
Posty: 527
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: [Event] Biwak

Chłopak wbiegł w stronę ognistego holu. Wiedział, że mógł tego nie przeżyć, ale chciał to zrobić dla odkupienia swoich win. Wędrówka dla chłopaka mogła wydawać się bardzo długa. Ból towarzyszący mu podczas przejścia był nie do opisania, jednakże nic nie mówił. Sam wybrał sobie ten los. Gdyby nie koniec holu, prawdopodobnie było by po nim. W pewnym momencie pomyślał:
- ,, Ku*wa, parzy jak cholera "
Jednakże z lekkim uśmiechem zaczął się przyglądać co się stało z jego ubraniem oraz skórą. Po górnej części ubrań nie było śladu, a jego skóra była cała czerwona i napuchnięta. Po lekkim odetchnięciu powiedział:
- Dzięki Boże, że mnie oszczędziłeś i tobie Fuku. Mam nadzieję, że dostanę od Ciebie moje przebaczenie.
Nagle z końca korytarza zobaczył światło, granatowe światło. Lubił ten kolor, ale cały czas wolał być ostrożny. Lekko kręcąc głową i używając jednego Sharingana zaczął się rozglądać by nie wpaść w żadną pułapkę i by znaleść jakąś wskazówkę. Wiedział, że dom nie będzie zważał w jakim stanie jest Uchiha, więc musiał przygotować się na każdą niespodziankę. Idąc powolutku zbliżał się do światła nadwyraz ostrożnie.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Hiroshi (2013-07-07 14:11:31)



Voice || Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko || Ubiór

http://i.imgur.com/pmMguWr.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#90 2013-06-30 19:24:28

Batsu

Zaginiony

47463267
Zarejestrowany: 2013-05-12
Posty: 263
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Wesoły Kostek
Wiek: 17 lat fabularnych

Re: [Event] Biwak


     Siedząc na ziemi obserwowałem co się dzieje. Moja towarzyszka powinna teraz podjąć krótką decyzję - pomóc mi, albo zostawić mnie w moim nieszczęściu. Opcja druga mogła również rozwinąć się do zranienia mnie. Czekałem na decyzję, patrząc na swoją dłoń, która przypominała mi teraz coś, co dłonią nigdy nie było. Kość z pewnością szybko nie wróci do poprzedniego stanu. Shikotsumyaku dawało mi pewną nadzieję na regenerację, albo ewentualne wytworzenie własnej kości, jednak nie w tym momencie. Spojrzałem na Ayatsuri. Medyczka powinna już coś zrobić. I robiła. Szkoda, że nie związanego ze mną.
     Jej precyzyjne cięcia zrobił na mnie niemałe wrażenie. Jednak jej okrzyki przywołały mnie do porządku. Jasna cholera! Ona jest w Genjutsu, miałem rację! Najwidoczniej zaatakowała mnie pod wpływem iluzji, albo nawet i nie. Teraz jednak nie potrafiła mnie dostrzec. Jedynym ratunkiem dla niej była moja pomoc, ale jak miałem jej udzielić, posiadając jedną sprawną dłoń? Najwidoczniej musiałem coś zrobić. Wstałem szybko i opracowałem plan. Musiałem zbliżyć się do niej na tyle blisko, aby wysłać jej moją chakrę i anulować przepływ Genjutsu. Była to chyba jedyna możliwość, skoro nie słyszała mnie i nie wiedziała co się dzieje. Musiałem do niej jakoś doskoczyć i zablokować ją. Ciekawe jednak, jak mogłem to zrobić, skoro dziewczyna ta, nie dość, że zaprawiona w boju, to jeszcze okaleczyła mnie. Musiałem doprowadzić siebie do stanu normalności, a potem ją.
     Oderwałem znów materiał z mojej koszuli. Podzieliłem go niezdarnie na dwie części. Pierwsza z nich, zdecydowanie krótsza, miała posłużyć mi do zatamowania krwi. Musiałem stworzyć coś na rodzaj uścisku, aby krew przestała się tak sączyć. Zbliżyłem nadgarstek do siebie i przysunąłem materiał drugą ręką. Następnie za pomocą zębów przytrzymałem materiał, a drugą dłonią owinąłem kończynę najmocniej jak mogłem. Zrobiłem tak najwięcej razy jak się dało, aby podczas zawiązywania uciekający materiał nie rozluźnił uścisku. Potem niezdarnie zawiązałem supeł, przy pomocy zdrowej dłoni i zębów. No, pół roboty za mną. Drugi kawałek materiału, ten zdecydowanie dłuższy, przewiesiłem przez ramię. Następnie przyłożyłem okaleczone przedramię do piersi, a zdrową ręką owinąłem je tak, aby utworzyć coś co miało przypominać temblak. Nie ukrywajmy tego - geniuszem medycznym nie byłem, ale musiałem siebie uchronić, przed przypadkowym ciosem kataną. Kości w tej ręce były i tak osłabione, musiał minąć czas, aby nadgarstek był w pełni sił.
     Teraz moglem uspokoić dziewczę, które najwidoczniej nie potrafiło sobie samemu dać rady. Cholera by wzięła tą iluzję, zdradziecka sztuka. Wszystkie czynności lecznicze wykonywałem, kiedy moja towarzyszka walczyła z powietrzem i zajęły mi one moment. Na widok leżącej jej na podłodze, natychmiastowo zareagowałem. Poszedłem do niej w dosyć szybkim tempie, ale i ostrożnie. Następnie dotknąłem ręką jej karku, tak aby przesłać jej trochę mojej chakry. Ciągle uważałem, czy to na atak z zewnątrz, czy to na nagłe ruchy "pacjentki mojego leczenia". Skoro była w takim stanie, mogła teraz wziąć mnie za wroga. Postanowiłem się odezwać tak, aby ją uspokoić.
     -
Spokojnie, jestem tutaj. To ja, Batsu. Chyba byłaś w Genjutsu, bo zaatakowałaś mnie, a potem zaczęłaś walczyć z powietrzem. Przesłałem ci trochę mojej chakry i wydaje mi się, że wszystko jest już w porządku. Powinnaś być teraz zdrowa, tak mi się wydaje. Masz siły, żeby wstać?-zapytałem jak najmilszym tonem.
     Wydawało mi się, że cała ta sytuacja jest dziwna. Być może to ja byłem w Genjutsu? Głos znajomego człowieka, którego zabiłem i ten cały atak Ayatsuri? Może to podpucha? Dlatego tym uważniej starałem się ją opatrywać i na wszelki wypadek po wysłaniu chakry odskoczyłem. Nie chciałem, aby coś mi się stało, dlatego rozglądałem się uważnie.

Ostatnio edytowany przez Batsu (2013-06-30 19:24:46)


http://i.imgur.com/6VdCfSw.png

Offline

 

#91 2013-06-30 20:30:03

Gishi

Zaginiony

Zarejestrowany: 2013-06-08
Posty: 52
Klan/Organizacja: Kuran Sen
KG/Umiejętność: Fumetsu
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Biwak

Lustro rozpadło się i ujawnił się mój klon. Idealne odzwierciedlenie mnie, gdy tylko się pojawił atmosfera zmieniła się. Wyczuwałem ogromny mrok bijący od tego czegoś. Nim tylko ja zdążyłem wykonać jakiś ruch, w moją stronę popędziły senbony. Musiałem wykonać szybki manewr toteż skorzystałem z pierwszej opcji, jaka przyszłą mi do głowy. Wykonałem pada w prawą stronę i sam wyplułem 5 senbon w stronę swojego przeciwnika.
Skoro to jest moje odbicie, to posiada te same jutsu co ja. Mój klon również wykonał ten sam unik, tylko w drugą stronę. Zamiast walczyć starałem się na razie rozmawiać.
- A co jeśli bym przyjął prawdę? Co by to zmieniło? - odpowiedziałem natychmiast starając się nawiązać jakikolwiek kontakt z przeciwnikiem. Wcześniejsze sale nauczyły mnie, że należy używać w dużym stopniu umysłu, a nie szastać technikami i walczyć z czym popadnie. Toteż starałem się ustosunkować do wcześniejszych pomieszczeń i nieco zmieniłem taktykę. Począłem rozmawiać, a to co z tego wyniknie, jest mi nieznane. Na razie.... Oczekuje na jakąś odpowiedź mojego rywala będąc w 200% skupionym. Uważnie obserwuje jego poczynania będąc w pozycji umożliwiającej mi wykonanie szybkiego uniku.

Ostatnio edytowany przez Gishi (2013-06-30 20:30:16)

Offline

 

#92 2013-07-01 10:44:25

Itsuki

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 217
Klan/Organizacja: Senju
Ranga: Członek

Re: [Event] Biwak

- Mówiłem Ci, że węże nie mają uszu! - krzyknąłem wkurzony na dziewczynę, gdy tylko rozległa się odpowiedź twarzy nie zastanawiając się nawet jak ona(twarz) ją usłyszała. Nie było na to czasu w ciągu zaledwie chwili bowiem nasza przygoda w domku Gorizu zamieniło się w istne piekło. Owszem od początku nie była sielanką, ale do tej pory wszystkie złe wydarzenia mnie omijały tym razem było  zupełnie inaczej. Ozdobne węże naglę ożyły, straciłem w nich oparcie i po chwili poczułem okropny ból w nodze.- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁ!
Wrzeszczałem pierwszy raz doświadczając tak nieprzyjemnego uczucia. Jednak nie upadłem. Nie dlatego, że  nie chciałem, ani tym bardziej nie dlatego że byłem tak odporny na ból. Po prostu jedna z gałęzi przebiła mi dłoń przytrzymując mnie w pozycji stojącej. Starając się zachować przytomność chwyciłem wolną ręką za katanę. Wiedziałem, że nie zda mi się na nic w starciu z twardym wężem, swoją drogą nie przypuszczałem że węże są takie twarde. Miałem jednak nadzieję, że uda mi się odciąć gałąź z kolcem, a przy odrobinie szczęścia wykorzystać siłę upadku aby wyrwać się z uścisku beznogiego zwierzęcia czy może ozdoby.

Ostatnio edytowany przez Itsuki (2013-07-01 10:45:50)


http://static.comicvine.com/uploads/original/11/119884/2716728-600px_senju_symbol.svg.png

Offline

 

#93 2013-07-01 19:13:50

 Hotaru

Martwy

41275297
Call me!
Skąd: Łęczyca
Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 141
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu

Re: [Event] Biwak

Wiedź, wiedziała, że będzie źle. Prychnęła na słowa tego czegoś i westchnęła.
– Tak, tak! Przeklęci, wygnani i co jeszcze?   -spojrzała co się dzieje. Węże ożyły, a chłopak zaczął piszczeć. Jej też się oberwało w szyję, a raczej została jej nałożona obroża z kolcami. Dobrze, że ręce a ogólnie jedna ręka była jeszcze zdolna do wykonania czegokolwiek, więc skierowała się do kieszeni skąd wyciągnęła shurikeny celując w głowy węży  kiedy znajdowały się dalej od ciała chłopaka by go nie skrzywdzić, a potem w ciało węzy by oberwały. Sama zaś nie poruszała głowa i szyją. Wystarczyło, że kolce wbijały jej się w szyję no ale na sam koniec wyciągnęła kunaja i wbiła go w lasso by je przekłuć i rozciąć.

Offline

 

#94 2013-07-01 23:05:21

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: [Event] Biwak

Theme całego postu



Sala numer #1
     Uchiha, choć przetrwał po przerażającej wycieczce przez płomienie, wyraźnie przy tym ucierpiał. Poznaczone czerwonymi plamami ciało, wyglądało jak muchomor, a swąd i smród spalenizny tlącego się ubrania, mógł wywołać zawroty głowy nawet u najbardziej hardego kominiarza. Usmalona sadzą twarz Hiroshi'ego kontrastowała z białkiem oka w centrum którego nadal majaczył jednołezkowy sharingan.
     Granatowe światło, niechybnie dostrzeżone przez chłopaka, rodziło mnóstwo nadziei na dalszy los. Przyjemny kolor rodził przyjemne myśli, sprawiał, że było mu łatwo zaufać. Jednakże coś tu nie pasowało. Coś zakłócało całą tę harmonię, niemalże burząc ją całkowicie. Dziwny odgłos, odźwięk szumu, narastającego z każdą chwilą, zdobywającego parenaście decybeli na sekundę.
     Hiroshi mógł nareszcie zobaczyć, co go czekało.
     Pędziła ku nie mu fala wody. Granatowej wody, szczękającej zębiskami. Początkowo mogło się to wydać absurdalne, ale im tłok bardziej się zbliżał, tym kły stawały się co raz bardziej wyraźne. Na tyle wyraźne, by móc dostrzec ich właścicieli, stado rekinów, których było tak wiele, że ludzkie oko zliczyć ich nie mogło. Pędziły w stronę Uchihy, chcąc go najzwyklej w świecie staranować, zalać, zabić nawet. Strumień wypełniał cały korytarz, a droga ucieczki prowadziła tylko do tyłu.
     - Jeśli szczerze pragniesz pokuty, pozostań w miejscu. Będzie ci wówczas odpuszczone... - zabrzmiała echowata wskazówka, którą chłopak usłyszał bezpośrednio w swoim umyśle.

Sala numer #4
     Po wypowiedzeniu niepoprawnej odpowiedzi na banalnie prostą zagadkę, dwójkę Senju czekała harda batalia o własne życie, zagrożone przez coś, co ciężko w jakikolwiek sposób pojąć. Żelazne łby węży, zastygłych jeszcze przed momentem, wydających się przy tym Itsuki'emu całkowicie bezpiecznymi, niczym butna zabawka, zacisnęły się na jego łydkach, wyciskając z nich krew, jak sok z cytryny. Przebita dłoń chłopaka pulsowała tępym bólem, ale jak się okazało, właściciel Mokoutona nie postradał zmysłów na dobre. Choć w jego wypadku było to dość dziwne, Itsuki zachował głowę na karku. Przełamał dyskomfort i dobywszy swego miecza, wykonał pewne cięcie. Gałąź odpadła, a Senju uwolnił ukłutą dłoń. Niestety, nie wszystko poszło po jego myśli. Węże nawet nie myślały, aby wypuścić swoją zdobycz, a widząc, że ta całkowicie podlega ich woli, żmije nabrały jeszcze większej pewności siebie, pnąc się dalej po ciele chłopaka. Jedna z nich zacisnęła się boleśnie na brzuchu.
     Rzut Hotaru, która była ciągle targana przez gwałtowne pociągnięcia drewnianego lassa, okazał się całkowitym pudłem. Pętla na szyi zaciskała się co raz mocniej, a dziewczyna mogła czuć, jak brakuje jej tlenu. Ku jej częściowemu zbawieniu, pomyślała o tym by wbić kunai w roślinnego prześladowce. Zaskutkowało to chwilowym rozluźnieniem uchwytu.

Sala numer #5
     Gishi nie miał większych problemów z uniknięciem cisnących w niego senbon. Wraz z klonem odskoczyli, przy czym oryginalny Samotnik zdobył się na rewanż w postaci wyplucia własnych igieł. Nie trudno zgadnąć, że lustrzane odbicie także zdobyło się na unik.
     - Powiemy ci - zaśpiewały obrazy - jeśli zgodzisz się ją przyjąć.
     Klon wykonał gwałtowną szarżę w stronę Gishi'ego, wykorzystując całą swoją prędkość (taka sama jak twoja)
     
Sala numer #6
     Nie trudno zgadnąć, że krwawiący Batsu miał stosunkowo mało czasu na wykonanie jakichkolwiek działań. Krew upływała z niego co raz bardziej ambitniej i gdyby nie prymitywne jej zatamowanie, Samotnik miałby nie lada problem. Leżąca na ziemi Ayatsuri zaczęła dygotać w spazmach bólu, a na jej spoconej, bladej twarzy malowało się przerażenie. Przerażenie tego, co zobaczyła. Batsu uznał, trafnie z resztą, że dziewczę jest pod władaniem iluzji. Pośpieszył więc z pomocą, starając się za pomocą swojej własnej chakry zmienić obrót tej, którą posiadała lalkarka. Takie działanie powinno ją wyzbyć koszmarnych omamów, a przy dobrych wiatrach - nawet powrócić do przytomności. Cały zabieg wyszedłby, gdyby nie fakt, że medyczka w momencie upadnięcia została uwolniona z GenJutsu. Kaguya miał o tyle szczęścia, że postanowił odskoczyć.
     Z jednego zawiniątek na plecach Shikarune, wystrzeliła ręka. Ręka nie lalki, lecz ludzka. Najprawdziwsza ludzka ręka, za którą wyszedł obojczyk, głowa, tułów , a na samym końcu nogi. Wszystkie części ciała zdawały się być skądś znajomymi Batsu. Nie trudno zgadnąć dlaczego.
     Wyzwolony mężczyzna wyciągnął ze swojej kabury nóż i bezceremonialne klęknął obok dziewczyny, podrzynając jej gardło. Ayatsuri nawet nie jęknęła.
     - Śpij siostrzyczko... - szepnął Toteramu, całując jej wciąż mokry od potu policzek. - No - podjął, gdy wstał. - Jednego uczestnika mniej... Teraz pora na ciebie kolego.
     To powiedziawszy, wyciągnął dłoń. Nici z chakry połączyły się z drugim zawiniątkiem na plecach martwej medyczki. Jej lalki. Do złudzenia przypominającej ją samą. Po drgnięciu palca wskazującego chłopaka, szczęka marionetki rozwarła się, a z niej wystrzeliły trzy bomby dymne, rzucone bezpośrednio pod nogi Kaguyi.

Ostatnio edytowany przez Senti (2013-07-01 23:10:56)

Offline

 

#95 2013-07-02 15:54:34

Gishi

Zaginiony

Zarejestrowany: 2013-06-08
Posty: 52
Klan/Organizacja: Kuran Sen
KG/Umiejętność: Fumetsu
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Biwak

Cała ta akcja była niezwykle dziwna. Moja zła kopia szarżowała na mnie a ja miałem przyjąć prawdę. Mój klon (technika Kage Bunshin) począł szarżować na moją złą kopię a ja w tym czasie stałem spokojnie mówiąc.
-Przyjmuję prawdę, mówcie - odpowiedziałem poważnym tonem stojąc na baczność. Mój klon natomiast robi wszystko by kopia nie dostała się do mnie. Wcale nie oznacza to, że straciłem czujność. Wręcz przeciwnie. Wciąż bardzo niepewnie stałem na nogach i byłem w stanie momentalnie wykonać jakiś unik. Byłem świadom zagrożenia płynącego z lekceważenia przeciwnika. Wciąż czekałem na to, co zostanie mi opowiedziane. W głowie miałem tysiące myśli, przestałem się nawet przejmować innymi. Liczyło się tylko TU i TERAZ. Całe pomieszczenie i to co zaraz usłyszę wcale nie wpajało we mnie żadnych pozytywnych odczuć. Wręcz przeciwnie. Byłem niezwykle niepewny a ta cała prawda może okazać się dla mnie bardzo bolesną.
Przełknąłem ślinę i wykonałem głęboki wdech. Sekundy mijały nieubłaganie a wszystko działo się niezwykle szybko. Czułem się jakbym właśnie szedł na skazanie. Nie mogę nic zrobić, jestem jakby skuty. I muszę oczekiwać na wyrok, jakim jest owa tajemnicza prawda o mojej osobie. Ciekawe, czego takiego dowiem się o swoim JA. Czy będzie to coś, czym mogę się pochwalić? Szczerze wątpię. Już niedawno, właśnie w tej komnacie powiedziano mi coś o sobie, powoli zaczynam wierzyć, że to może być prawda.

Ostatnio edytowany przez Gishi (2013-07-02 15:54:51)

Offline

 

#96 2013-07-02 16:20:40

Hiroshi

Martwy

19345760
Zarejestrowany: 2013-04-07
Posty: 527
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: [Event] Biwak

Uchiha wreszcie doszedł na miejsce. Granatowe światło dobrze kojarzyło się chłopakowi, jednakże nie wiedział od czego pochodzi te światło. W sercu chłopaka zaiskrzyła nadzieja, ale wszystko w jednej chwili zniknęło. Hiroshi ujrzał gigantyczną wodną falę. Ku zdziwieniu Hiro nie była to zwykła fala, gdyż tworzyła jej pokaźna zgraja rekinów. Nagle pomyślał:
- ,, Cholera jasna...Skąd tu rekiny!!?? "
Młody bohater nawet nie mógł ich zliczyć, ale w pewnym momencie usłyszał głos, głos szumiący w jego głowie. Była to podpowiedź, która głosiła by pozostał w miejscu i bez ruchu. Nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Na początku był to strach, ale później sumienie znów się odezwało. Stanął prosto, rozluźnił się, rozłożył ręce i czekał, aż jego czyny zostaną odpuszczone i będzie mógł iść dalej.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Hiroshi (2013-07-07 14:13:12)



Voice || Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko || Ubiór

http://i.imgur.com/pmMguWr.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#97 2013-07-02 22:00:08

Itsuki

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 217
Klan/Organizacja: Senju
Ranga: Członek

Re: [Event] Biwak

Nie było zaciekawi nie udało mi się wydostać ze szczęk kamiennego gada, w dodatku po chwili tuż obok mojej głowy przeleciały shurikeny. Od początku nie spodziewałem się zbyt wiele po dziewczynie jednak sądziłem, że przynajmniej mnie nie zaatakuję. Czyżby zwariowała na punkcie artefaktu, a może ma tylko takie słabego cela? Nie miałem czasu się na tym  zastanawiać wąż nie odpuszczał, a to oznaczało kłopoty w dodatku to wszystko tak cholernie bolało. Nie było innego wyjścia zamknąłem oczy zbierając całą silną wolę jaką posiadałem aby odciąć sobie nogę i uwolnić się z objęć stworzenia. To był błąd w tym momęcie zaatakowała mnie druga bestia uniemożliwiając ruch. Nie miałem wyboru, miecz na nic się z nimi nie zdawał więc zacząłem miotać się całym ciałem i kręcić w okół własnej osi. Robiłem co mogłem chociaż każde pociągnięcie sprawiało dodatkowy ból.


http://static.comicvine.com/uploads/original/11/119884/2716728-600px_senju_symbol.svg.png

Offline

 

#98 2013-07-02 22:03:35

 Hotaru

Martwy

41275297
Call me!
Skąd: Łęczyca
Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 141
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu

Re: [Event] Biwak

Patrzyła co się dzieje z  jej młodszym przyjacielem z klanu. Niechciała by stała mu się jakaś większa krzywda. Najpierw jednak by móc mu pomóc musiała się sama wykaraskać z kłopotów. Co prawda shurikeny spudłowały ale gałąź na jej szyi poluzowała się. Dziewczyna, więc szarpnął kunajem by przerwać roślinkę. Ale skoro ta poluźniała się postanowiła od wewnętrznej strony poodcinać kolce. Chwilę jej to zajęło. Jeśli zaś się udało starała się wydostać z ucisku. Potem popędziła w stronę chłopaka chcać go ratować, jakoś mu pomóc. Adrenalina buzowała w jej żyłach, więc nie odczuwała tak bardzo bólu.  Spojrzała jeszcze tylko co chłopak wyrabia. Nie zapowiadałao się na szczęśliwe zakończenie tego wszystkiego.

Ostatnio edytowany przez Hotaru (2013-07-03 11:36:49)

Offline

 

#99 2013-07-02 22:26:42

Batsu

Zaginiony

47463267
Zarejestrowany: 2013-05-12
Posty: 263
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Wesoły Kostek
Wiek: 17 lat fabularnych

Re: [Event] Biwak


     Patrzyłem na całą sytuację ze zgrozą. Ten drugi Ayatsuri wcale nie zginął. Prawdopodobnie podmienił się jakoś z tą marionetką, która była na plecach jego siostry. Nie wiem czy ona o tym wiedziała, ale raczej nie. No chyba, że jej braciszek mkał być asem z rękawa podczas walki z przeciwnikami. Teraz zarżnął ją bez najmniejszych oporów. Cóż za idiota! Najwidoczniej walka z nim będzie trudna... Dobrze, podołam wyzwaniu. Oceniłem sytuację prędko i podjąłem decyzję - muszę jakoś dać sobie radę bez jednej ręki.
     Szybko odskoczyłem w lewo, licząc, że mój przeciwnik ciśnie w dym jakieś bronie. Nie będąc gorszym sięgnąłem do torby znajdującej się na pośladku, aby wyjąć z niej trzy shurikeny. Potem rzuciłem nimi w kuglarza, który był o wiele groźniejszy niż wcześniej sądziłem. Pozostawało mi być dalej bardzo ostrożnym. Zdawałem sobie sprawę, że to lalka jest bronią, ale marionetkarz nią kieruje. Jeśli nie zdąży się osłonić to... szybki zgon i tyle. Musiałem więc ruszyć, skoro mój przeciwnik wolał dystans od zwarcia.
     Wciąż uważając na piekielną laleczkę, skoczyłem ku wrogowi wielkim susem. Jeśli w pobliżu znajdowała się jakaś ściana, to sprytnie biegłem po niej, korzystając z umiejętności chodzenia po takich powierzchniach. Myślałem, że muszę zaatakować szybko i mocno.


http://i.imgur.com/6VdCfSw.png

Offline

 

#100 2013-07-04 01:01:34

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: [Event] Biwak

Sala numer #1
     Fala pędziła z zatrważającą mocą. Woda bębniła, odbijana o ściany korytarza, rodząc tym samym paniczną aurę, która mogłaby złamać największego weterana wojen ninja. Kłapiące, pełna po same brzegi zębisk paszcze, tylko czekały by siłą impetu wgryźć się w stojącego na ich drodze chłopaka. Hiroshi wyszedł w tym momencie naprzeciw prawdziwej próbie zaufania wobec wskazówek domu. Było to jego ewidentne być, lub nie być. Nie używając żadnego obronnego jutsu, stanął, rozpostarłszy ręce niczym prorok. Uchiha przyjął na siebie całą siłę uderzenia jutsu rangi A. O przeżyciu nie było mowy.
     A jednak.
     Cała fala przemknęła po nim tak, jak wiatr przemyka po polu, bujającym swym leniwym nurtem wierzchołki kłosów zboża. Czarnowłosy mógł poczuć, jak jego uszy wypełnia coś na wzór błony, która niczym niewidzialna ściana, zniekształcała i w sporej mierze izolowała od napływu dźwięków bulgotu wszędobylskiej wody, która w zasadzie wodą nie była, wszak Hiroshi mógł pod nią oddychać. 
     Jutsu rozprysło się. Zniknęło, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Rozpłynęło się w powietrzu, pozostawiając po sobie jedynie gęste, nieprzyjemne powietrze. I zapach. Zapach ulgi. Zaraz potem nastąpił dziwnie znajomy odgłos, zupełnie jakby ktoś się uśmiechnął. A jeszcze później, przysiągłbyś; niewidzialna dłoń klepnęła - jakoby stary druh - ramię chłopaka.
     I ktoś dodał cicho, ledwie dosłyszalnie:
     - Spisałeś się synu. Jesteśmy z Ciebie dumni.
     Po tym, nie stało się już nic.

Sala numer #4
     Z początku najbardziej sielankowa część Domu Gorizu, w żaden sposób nie zdradzała szybko nadchodzących tarapatów. Głupi błąd kosztował Itsuki'ego i Hotaru więcej, niźli oboje mogli sądzić. Najprostsza ścieżka zamieniła się w istny terror, który objął ich swą szponiastą łapią, zacisnąwszy pazury z całych sił; byleby tylko nie wypuścić cennej zdobyczy. Nie mniej, należałoby obiektywnie przyznać, że choć dwójka nie grzeszyła inteligencją i rozumem, to nadrabiała to swoją odwagą i poświęceniem. Chłopiec zdobył się nawet na to, by poświęcić swą nogę, odcinając ją jednym ruchem katany. Został w porę powstrzymany przez węża, który zawinął się wokół jego brzucha, a poczuwszy przewagę nad ofiarą, zacisnął się na niej jeszcze mocniej. Na tyle mocno, że jej trzewia aż zatrzeszczały od zakleszczenia, pod ciśnieniem wylewając po przez usta zawartość żołądka, w której skład wchodził zjedzony przez momentem, wpół strawiony banan.
     Hotaru natomiast, najwyraźniej zapomniała o tym, że jedna z jej rąk przeżyła niedawno dotkliwą kontuzję. Bym może był to skutek napływu znacznej ilości adrenaliny do organizmu, która najwyraźniej znieczuliła częściowo także chwyt na szyi, podrapanej i krwawiącej wcale niemało. Chwyt, choć na moment się rozluźnił, dając się zaskoczyć, ponownie zacisnął swe pęta, a obserwująca to wszystko czarna postać chrząknęła stanowczo.
    - Może teraz nabraliście nieco większej pokory. Dam wam drugą szansę:

Choć ma cztery łapy, tylko na dwóch chodzi,
W wodzie nie żyje, najwyżej po niej brodzi,
Królem wszystkich stworzeń się zowie, całkiem niesłusznie,
Latać przeto nie umie, bez tlenu zwyczajnie uschnie,
Co to za król, co w zimę bez schronienia w mrozie zamiera?
Co to za władca, co tylko w stadzie siłą zapiera?
Gardzić takim monarchą mi się widzi,
Marionetka technologii, błazen gawiedzi.



Sala numer #5
     Gishi'ego najwyraźniej zainteresowały słowa, którymi został poczęstowany przez panie z obrazu i nie ukrywał tego, że chce ich zasmakować jeszcze więcej. Kilka słów o jego przeszłości, wprawdzie wyrwanych nieco z kontekstów, wywołały u Samotnika zalążek niepewności siebie. Niepewności tego, w co wierzył całe życie. Pastelowe kurtyzany nie zapiały, nie parsknęły, ba, nie uśmiechnęły się nawet, kiedy chłopak jasno określił swą decyzję. Miast tego, odparły bardzo niskim tonem, zahaczającym w jakimś stopniu o fanatyzm wobec tego, co zamierzają zrobić.
     Lustrzane odbicie Gishi'ego poczęło tracić swe kształty. Kontury ciała niweczyły swą ostrość, zamieniając się w szybkim tempie w czarną masę smolistego dymu. Mroczny obłok wystrzelił w stronę Kuran Sena i nim ten zdążył dać jakikolwiek znak protestu, niechęci do tak sadystycznie wyglądającego przedsięwzięcia, dym zaczął się wlewać do jego ust, uszu, nosa, oczu, sprawiając, że ten stracił na moment kontakt z rzeczywistością. Głowę chłopaka wypełnił szum, a potem nadeszły obrazy, ostre i wyraźne jak sztych miecza.

***



     Szli razem. Dwójka młodych ninja, wyglądających na parę, przypatrywało się sobie. Noc, oświetlona jaskrawą barwą księżyca, oblała ich swoją jasnością, a oni, lekko niczym zjawy, szli dalej. Między nimi szedł chłopiec, wyglądający na góra sześć lat. Uśmiechając się do dwójki, która była przecież jego rodzicami, ssał skórkę od chleba.
     Wyglądali na szczęśliwych.
     Wtem, za skraju lasu ktoś nadchodził. Tabor wojska, jak ocenił mężczyzna, mierzył co najmniej piętnastu chłopa, wszystkich uzbrojonych po uszy. Kobieta pisnęła, zasłoniła usta dłonią. Partner pocałował ją w policzek, uspokoił. Wiedział, że nic im nie grozi, wszak na czele garnizonu stał jego brat, rozpoznał go już z daleka. W geście powitania, pomachał mu ręką. Żołnierz nie odwzajemnił gestu. Całą gromadą runęli na nich, wznosząc przed siebie miecze. Na twarzach wszystkich malowała się nienawiść, kipiąca po przez wykrzykiwane słowa:
     - Śmierć zdrajcom! Nie okazywać litości.
     Ojciec Gishi'ego, mający podówczas lat dwadzieścia pięć, zasłonił żonę i dziecko. Dobył zza pleców swą czerwoną kosę i niczym berserker z legend, nie pytając o powód natarcia, runął na wrogów. Jego umiejętności, śmiało przekraczające te żołdaków, pozwalały mu na stawienie czoła przewadze liczebnej. Choć ubranie miał pocięte, nie krwawił. Był przecież nieśmiertelny.
     Nienawiść żołnierzy przerodziła się w strach. Chwilowy strach, zauważyli bowiem, że mutant także się zmęczył. Krzyknął coś do żony, ta natychmiast kiwnęła głową i pobiegła, szukając schronienia w domku nieopodal. Ich domku, który wybudowali na odludziu, by żyć w spokoju i sielance. Czymś niemożliwym w tamtych czasach.
     Mężczyzna zaczął uciekać. W przeciwną stronę. Szybko zdał sobie sprawę, że to błąd, z naprzeciwka napływali nowi i nowi, i nowi, i nowi. Zaroiło się od ludzi, zakotłowało. Polała się krew. Błysnęły katany, błysnęła kosa.
     Leżał na ziemi, rozłoczłonkowany, pośród niego leżeli inni. Wielu wciąż stało i to właśnie oni pobiegli gromadą do domu, z którego wybiegł w tym samym momencie chłopiec. Starszy o trzy lata brat Gishi'ego. Po wcześniejszej radości nie było śladu, twarz przyozdobiły łzy. Dziecko dzierżyło w ręku sztylet i z bojowym zachrypniętym gardłem runęło na prześladowców, odpowiadających mu z daleka salwą śmiechu.
     Chwilę później wisiał, przytwierdzony swoim sztyletem do ściany. Sztych przechodził przez gardło.
     Wisiał tak, zimny i siny, targany spokojnym, letnim zefirem.
     Z domu dochodził zawodzący płacz kobiety. Gwałconej kobiety. I śmiech, śmiech uradowanych mężczyzn,  zaślepionych prymitywną rządzą.
     Gdyby ktoś stanął na wzgórzu nieopodal, zobaczyłby jak chwilę później domek okrywają płomienie, a wokół roznosi się swąd palonego ciała.

***



     Gishi powrócił do normalności. Znów stał w zamtuzowej sali, a jego skóra stała się biała jak papier. Ciało pokryły pasma napęczniałych żył.
     - Dajemy ci prawdę, zemścij się synu... - zaśpiewały kurtyzany z obrazów. Rama jednej z nich otwarła się, ujawniając ukryte przejście. Ciemne i mroczne, jak dusza aktualny stan duszy Samotnika.

Gis, zostajesz opętany. Każdy atrybut x2. Do odwołania.

[Sala numer #6
     Czyn, któremu oddał się Ayatsuri, wyraźnie wstrząsnął Batsu. Mimo krwawiącego nadgarstka, chłopak odnalazł w sobie siły i ruszył szarżą na lalkarza, błądząc pośród dymu z bomb. Nie wiedział, że gdy z niego wybiegnie, w sam środek jego czoła wbije się senbon. Jeden, jedyny senbon, który sprawił, że Samotnikowi zawirowało w głowie, a potem świat uciekł spod nóg.
   

Odpadasz na turę

Offline

 

#101 2013-07-04 15:51:31

Hiroshi

Martwy

19345760
Zarejestrowany: 2013-04-07
Posty: 527
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: [Event] Biwak

Chłopak znalazł się parę metrów przed gigantyczną rekinią falą. Dzieliły go sekundy przed zostaniem zaatakowanym przez wodę. Minęła kolejna sekunda, a Uchiha czekał i czekał, aż zostanie mu odpuszczone. Kolejna i kolejna sekunda minęła, aż Hiroshi znalazł się około 5 cm przed falą. W tym czasie poczuł, że coś dziwnego zaczęło go otaczać wokół uszu, była to dziwna błona, a sama fala nawet nie trafiła chłopaka. Minęła kolejna chwila i było po wszystkim. Nie było śladu po rekiniej fali oraz błonie. Pozostał tylko niezbyt przyjazny zapach oraz ulga. Ulga, która dała chłopakowi nadzieję na dalszy los. Chwile później poczuł czyjąś dłoń na swym barku oraz wypowiedź należącą do dziwnie znajomego mężczyzny. Chłopak zadrżał. Już wiedział kto to jest. Łzy zaczęły kapać młodzieńcowi po policzkach. Czyżby był to jego ojciec? Po chwili się odwrócił i powiedział:
- Dzięki, ojcze.
Chłopak się uśmiechnął i dopowiedział:
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, ale na razie się spieszę by wygrać cały ten turniej, więc jeśli chcesz  coś jeszcze powiedzieć, to teraz. Jeśli nie, to bywaj tato.
Jeszcze raz się uśmiechnął, pomachał na pożegnanie i zaczął szukać kolejnych drzwi oraz wskazówki. Może dzięki spotkaniu z ojcem, Uchiha miał tyle siły w sobie, że wierzył iż ma możliwość wygrać cały ten turniej i pokazać, że naprawdę rodzina jest z niego dumna.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Hiroshi (2013-07-07 14:15:31)



Voice || Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko || Ubiór

http://i.imgur.com/pmMguWr.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#102 2013-07-04 21:02:28

Itsuki

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 217
Klan/Organizacja: Senju
Ranga: Członek

Re: [Event] Biwak

Wyglądało na to że węże jednak mają uszy i litość, gdyż widząc w jakim stanie jesteśmy postanowiły nam odpuścić. Twarz ponownie wypowiedziała zagadkę na którą jednak nie zwracałem zbytniej uwagi miałem większe zmartwienia na głowie, a właściwie w ręce.  Delikatnie skróciłem za pomocą katany gałąź która wciąż tkwiła w mojej dłoni, nie było to przyjemne ale nie wyobrażałem sobie dalszej podróży z tym badylem jednocześnie wyciągnięcie mogłoby spowodować zbyt duży ból.
- Hotaru nie odpowiadaj mam pomysł! - powiedziałem do mojej towarzyszki po czym podszedłem do czarnej postaci. Przyglądałem jej się chwilę zastanawiając się czy nie powinienem zatakowac ją kataną. Po chwili jednak postanowiłem spróbować z nią porozmawiać.- Twoja gra nie jest fer skoro tylko my mamy odpowiadać na zagadki! Co powiesz na to, że to teraz my zadamy Ci zagadkę. Jeżeli nie zgadniesz otworzysz nam drzwi,  a jeżeli zgadniesz...
Rozejrzałem się szukając pomysłu na nagrodę dla ciemnej postaci, najpierw spojrzałem na wpół strawionego banana, ale był taki pyszny że postanowiłem go sobie zostawić na później. W sumie to jedyny dobry element który wyniknął z tej sytuacji to, to że będę mógł poczuć jego smak 3 razy! Następnie mój wzrok powędrował ku Hotaru i wtedy przypomniałem sobie ojca, który w tajemnicy przed matką obserwował ilustracje młodych kobiet pozbawionych ubrania. Cóż warto było spróbować skoro istniała szansa na ocalenie banana.- Jeżeli zgadniesz to zdejmiemy jedną część ubrania - powiedziałem i zanim zdołałem uzyskać jakąkolwiek odpowiedź od postaci czy Hotaru rozpocząłem recytację.

Ekhm...Nie produkuje światła a je daje
Raz tyje raz chudnie a nie żyje
Wędruję w kółko a nóg mu brakuje
Co noc się w ciebie wpatruje.


http://static.comicvine.com/uploads/original/11/119884/2716728-600px_senju_symbol.svg.png

Offline

 

#103 2013-07-04 21:56:38

 Hotaru

Martwy

41275297
Call me!
Skąd: Łęczyca
Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 141
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu

Re: [Event] Biwak

Poczuła jak znowu roślina zaciska się na jej szyi, więc wbiła w nią jak poprzednim razem kunaja, a zębami zaczęła gryźć roślinę. Słuchała jednocześnie zagadki ale nie wiedziała zbytnio jaka jest odpowiedź na nią. Zaraz jednak to usłyszała jak chłopak postanowił wybrnąć z sytuacji. Kiwnęła jedynie na jego słowa głową i dalej dźgała roślinę ostrzem i gryzła ją zębami. Po chwili usłyszała jak chłopak chce zadać zagadkę. Trochę się przeraziła tym bardziej, gdy usłyszała, że będą się rozbierać jak usłyszą poprawną odpowiedź. Nie widziało jej się to zbytnio, no ale liczyła, że nie zostanie udzielona poprawna odpowiedź. Bo słysząc zagadkę wcale nie była ona taka prosta jak by się mogło zdawać.

Offline

 

#104 2013-07-04 22:15:17

Gishi

Zaginiony

Zarejestrowany: 2013-06-08
Posty: 52
Klan/Organizacja: Kuran Sen
KG/Umiejętność: Fumetsu
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Biwak

Wszystko toczyło się w niezwykłym tempie. Gdy już podjąłem decyzję, nie mogłem zaprzestać ciągu przyczynowo-skutkowego. I otóż po moich słowach moje lustrzane odbicie poczęło tracić swoje kształty. Zamieniało się ono w dziwną, czarną breje, której lekko się obawiałem. Gdy już myślałem, że wszystko co najgorsze minęło, życie po raz kolejny jebnęło surprisem. Otóż owa dziwna substancja zaczęła mknąć w moją stronę i wlewała się we mnie. Po chwili obraz zniknął mi z oczu i pojawiło się ujęcie. Jakby w filmie. Ja byłem widzem, który nie mógł wejść w interakcje z niczym, a obok mnie działa się akcja. Pewien młody dzieciak szedł ze swoimi rodzicami, w tym chłopcu rozpoznałem siebie. Cała reszta filmu przemknęła niezwykle szybko. Najpierw niesamowita walka mojego ojca, potem jego śmierć. Następne przykre sceny spadały na mnie jak grad raniąc moją duszę i serce. Następna była śmierć brata i gwałt na matce. W oczach miałem łzy a w sercu gniew. Każdy mięsień mojego ciała był napięty a ja odkryłem w sobie pokłady niezwykłej siły. Powoli traciłem panowanie nad własnym ciałem a szał wciąż się potęgował. Cały film wreszcie się skończył a ja, dużo już silniejszy, wyszedłem z owego pomieszczenia poprzez nowo powstałe przejście. Moim sercem zawładnęła żądza zemsty...

Offline

 

#105 2013-07-05 22:30:10

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: [Event] Biwak

Sala numer #1
     Wyglądało na to, że Hiroshi ma za sobą gorsze momenty i teraz mogło być tylko lepiej. Fala rekinów, która przeczesała chłopaka dogłębnie, przeszła, a samej ofierze nie stało się nic. Ponadto, ofiara miała także odkupienie win i czyste sumienie. Czegóż chcieć więcej?
     Przed Hiroshi'm ciągnął się dalszy odcinek tunelu. Nie trwał zbyt długo, wszakże kończył się za kilka kroków. To właśnie koniec, zwieńczony tajemniczą, otwartą furtą, wprowadzał do kolejnej sali. Ta była jakby klonem poprzednich sal. Okrągłe, pozbawione okiennic pomieszczenie, gdzie nie znajdowała się żadna dźwignia, ani też żadne drzwi.
     Środek był jakby przygotowany na przyjęcie pokaźnej liczby gości. Zastawiony był bowiem ławami uginającymi się od jadła, którego znaczne przywództwo objął wędzony kurczak. Nie brakowało także owoców, ani innych frykasów, sprawiających, że uczta byłaby jeszcze lepsza.
     Wewnątrz mieściły się również stoły pokryte medycznymi utensyliami, bandażami, znieczulaczami, przeciwbólaczami, a także całkiem pokaźną kolekcją skalpeli. Mało tego. Na stole obok mieściła się gablota z brońmi. W ich skład wchodził kunaie (20), shurikeny (25), katany (7), bomby dymne, notatki wybuchowe, linki (wszystko w ilości 10 sztuk), oraz kastety (4).

Sala numer #4
     Czarna twarz zaprezentowała jeden z grymasów, których dotąd zaprezentować okazji nie miała. Nie dało się ukryć, że zagadka zbiła ją z tropu i przez pierwsze kilka chwil, nie wiedziała jak się zachować. Jeszcze nikt nigdy nie był na tyle bezczelny, aby ją samą o coś wypytywać, choć z drugiej strony sama zagadka zdawała się być tak prosta, że trudno było odmówić. Zjawa najwyraźniej długo się biła sama ze sobą, bo wkrótce potaknęła niepewnie.
     - Niech wam będzie - zionęła niezbyt przekonująco. - Moja odpowiedź to księżyc - odarła dumnie, a Itsuki i Hotaru mogli poczuć, jak ich krępujący prześladowcy spuszczają z siły zacisku, dając w ten sposób trochę luzu.

Sala numer #5
     Gishi nawet nie myślał o tym, aby dobrze zastanowić się nad wejściem do nieznanego i dość tajemniczego przejścia. W żaden sposób nie można mu mieć tego za złe, był wszak opętany i prowadziły nim bardziej  przekonywujące cele. Zaślepiony rządzą zemsty, począł sie tułać po dziwacznym korytarzu, który wcale do komfortowych nie należał. Był bowiem straszliwie niski, przez co Samotnik musiał iść na kuckach, by nie powiedzieć przypadkiem na czworakach. Korytarz był także wąski, z trudem dało się zmieścić w nim w pełni rozprostowane barki. Nie mniej, podróż przeszła bez większych ekscesów, które można by było wymienić.
     Po jakimś czasie Gishi doszedł do wyjścia, którym okazał się być kolejny obraz, przedstawiający bogato ubranego mężczyznę, spoglądającego na pomieszczenie z wyraźną dumą. W rogu ramy majaczył niewyraźny podpis: Dla Gorizu od SF.
     Pomieszczenie rzeczywiście prezentowało się na takie, które można, a nawet należało obserwować z dumą. Było to coś w rodzaju maszynowni. Na piedestale stało pięć kul. W każdej z kul majaczyły obrazy...
      W pierwszej zauważyć się dało chłopaka, który wpół roznegliżowany siedział w sali, gdzie aż wylewało się od jadła, broni i medykantów. W drugiej, białowłosy chłopak pluskał się w czarnym jeziorzysku, kiedy jego towarzysz stał na brzegu ze skrzyżowanymi ramionami. W trzeciej nie było widać nic, prócz czarnej poświaty, zupełnie jakby kula została wyłączona. W czwartej, dwójka ninja, unieruchomiona przez dziwaczne pęta, przekomarzała się ze zjawą. Natomiast w piątek kuli, ostatniej, błąkał się obraz przedstawiający nieprzytomnego chłopaka, ciągniętego po posadce przez jego rówieśnika. Ten, który ciągnął tego pierwszego, szedł tyłem i to się dla niego źle skończyło. Został zaskoczony przez chłopaka z charakterystycznym kucem Nara i drugiego z Gurdą. Bez problemu położyli go na łopatki.
     Obok każdej z kul sterczała wajcha, prosząc się o pociągnięcie. Co zrobi w takim wypadku Gishi?

Sala numer #6
      Batsu bardzo szybko został pokonany. Trafiony zatrutym senbonem prosto w czoło, został najprościej rzecz biorąc - sparaliżowany. Wiedział co się dokoła niego dzieje, ale nie mógł nic z tym zrobić. Usta spierzchły mu bowiem zupełnie, język odrętwiał tak samo jak pozostałe partie mięśni. Chłopak musiał się zdać na ślepy los.
     Był ciągnięty przez Ayatsuri'ego, który go w taki stan wprowadził. Jak widać nie zabił Batsu, tak jak swoją własną siostrę i był to z pewnością dobry znak. Ciało Samotnika wlekło się po ziemi za sprawą Toteramu, a ten mu przez ten czas ciągle coś mówił.
     - Chyba nie masz mi tego za złe, że ją zabiłem, co? Nie wiesz kim ona była. Zabiłaby cię sama pewnie... Kurważ mać, ciężki jesteś - westchnął, po chwili kontynuował. - Tak jak i wy, klan Ayatsuri także dostał pewne rozkazy. Musiałem się tego trzymać, u nas przełożeni są bezwzględni. A ta dziewucha była zdrajczynią. Sprzedawała nas innemu klanowi. Ciekawyś pewnie jakiemu, co? Ha! Gówno ci powiem, nie myśl, że postradałem zmysły... Co do diabła?
     Batsu mógł poczuć, jak zostaje brutalnie puszczony na ziemię, w skutek czego zarył dosyć boleśnie głową o posadzkę. Potem mógł usłyszeć gwałtowną wymianę zdań, z której nie dało się zrozumieć nic, a jeszcze później - mógł usłyszeć odgłosy szamotaniny. Na samym finalnym końcu, Batsu mógł poczuć, jak na jego twarz chlapnęła czyjaś krew i że ta zaczyna całkiem szybko krzepnąć.
     - Mam pewien pomysł... - mruknął chłopak o znanym już Batsu głosie. Był to członek klanu Nara. - Weźmiemy go za zakładnika. Tak, to będzie idealny pomysł. Chodź, będziesz go trzymał.
     - O nie! W gołe ręce go nie wezmę, wygląda na groźnego. Kto wie co mu strzeli do głowy? - odparł Sabaku, krzyżując wymownie ręce na piersi.
    - A od czego masz tę gurdę i piach na plecach, co? Owiń go w tą trumnę... No, doskonale, a teraz chodźmy.
     Batsu nie widział nic. Lewitował nad ziemią, otoczony z każdej strony... ziemią.

Offline

 

#106 2013-07-05 22:30:40

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Biwak

Ayatane chcąc nalać wodę do kielicha, spodziewał się, iż nie pójdzie mu to z łatwością. Z pomocą Hyuugi, który trzymał go mocno za poły płaszcza, nachylił się nad zbiornikiem i zanużył weń czarę. Momentalnie, jego dłoń pochwyciło coś cuchnącego; rozkładająca się, trupia łapa zaczęła ciągnąć chłopaka do wody. Yuki w pierwszej chwili przestraszył się, lecz potem szarpnął silnie ręką, próbując wyrwać się napastnikowi. Był ubezpieczany przez towarzysza, lecz ku zaskoczeniu wszystkich - płaszcz Ayatane, trzymany przez Hyuugę przerwał się. Rwaniu towarzyszył głośny krzyk białookiego wojownika, a chwilę później stłumiony plusk czarnej wody.
   Działo się to bardzo szybko, lecz Yuki nim wleciał do zbiornika, zdążył intuicyjnie nabrań powietrza w płuca, chroniąc się tym samym przed uduszeniem w mrocznych odmętach. Po chwili, znajdował się już w mętnej substancji, ciągnięty ku dnu, przez niepowstrzymaną trupią łapę. Wiedząc, że zaraz może czekać go najgorsze, Ayatane musiał działać błyskawicznie. Chłopak kopiąc na oślep coś, co znajdowało się na drugim końcu kościstej dłoni, wymacał lewą ręką torbę na broń, po czym wydobył z niej kunai. Starając się ustawić broń w jak najbardziej opływowej pozycji, Ayatane zamachnął się nożem na ciągnącą go łapę, usiłując odciąć ją
   Gdy dłoń oderwała się od przedramienia (O ile się oderwała) chłopak mocno kopnął bezrękie monstrum, odpychając się odeń w kierunku brzegu. Z całych sił sciskając puchar starał się wypłynąc na powierzchnię i uzyskać choćby łyk zbawiennego tlenu.


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#107 2013-07-06 09:11:21

Gishi

Zaginiony

Zarejestrowany: 2013-06-08
Posty: 52
Klan/Organizacja: Kuran Sen
KG/Umiejętność: Fumetsu
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Biwak

I tak oto dotarłem do następnej sali. Chęć zemsty wciąż się ze mnie nie ulotniła a ja byłem głodny wrażeń. Niestety, nowe pomieszczenie nie było niezwykłe, chociaż by tutaj dojść musiałem się nieźle nagimnastykować. Nie ukrywam, że gdy stoję tutaj wyprostowany jest mi dużo wygodniej, niż łażąc niemal na kolanach. Ale wracając do sali. Od razu rzuciły mi się w oczy kule, które przedstawiały sytuacje. Od razu skojarzyłem sobie moich towarzyszy, tak bardzo odpowiadali postacią z kul. Jednak nie widziałem żadnego wyjścia, nie chciałem być sędzią i pociągać za jakąkolwiek dźwignię, ale chyba nie miałem wyboru. Przełknąłem ślinę i począłem rozmyślać wiedząc, że decyzję i tak prędzej czy później będę musiał podjąć jakąś decyzję. Spojrzałem w każą z kul wiedząc już, którą tak na prawdę wybiorę. To nie było dla mnie łatwe, ale czułem, że musiałem to zrobić. Pociągnąłem za dźwignię numer 5 oczekując tego, co się stanie. Nie chciałem tego robić, ale chyba chęć zemsty pchała mnie do przodu pomagając w podejmowaniu tak trudnych decyzji. W oczach wciąż miałem widok swojej rodziny a w sercu wciąż miałem tylko ból.

Offline

 

#108 2013-07-06 09:57:35

Batsu

Zaginiony

47463267
Zarejestrowany: 2013-05-12
Posty: 263
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Wesoły Kostek
Wiek: 17 lat fabularnych

Re: [Event] Biwak


     Walka, którą prowadziłem z kuglarzem szybko się zakończyła. Trudno to było nazwać pojedynkiem, skoro odpadłem po kilku minutach. Sprawdzona strategia, dym, a potem atak zatrutym senbonem. Cholera jasna, widać było, że ten koleś jest dobrze ogarnięty. Czułem, że może uda mi się wyjść z negatywnego stanu, ale aktualnie paraliż blokował mi moje ruchy. Do jasnej, wszystko było zbyt trudne. Na moje szczęście Ayatsuri okazał się być dobry i darował mi życie. Czyli bezsensowne zabijanie nie było dla niego najważniejsze, punkt dla mnie.
     Ciągnąc mnie po ziemi musiał nieźle się napracować. Dodatkowo opowiadał mi dlaczego zabił swoją siostrę. Ciężko było mi zaufać temu człowiekowi, jednak odczuwałem pewien respekt. Nagle zostałem puszczony i spadłem na ziemię. Słyszałem tylko jakieś słowa i odgłosy szamotaniny. Gdy spłynęła na mnie krew, zdałem sobie sprawę, że ktoś nie żyje. Był to mój wcześniejszy kompan, który umarł po raz drugi, tym razem na dobre. A za wszystkim stał piekielny Nara i jego pomocnik, Sabaku.
     Od samego początku nie przepadałem za pierwszym. Nie dość, że dostał się tutaj pierwszy, to dodatkowo chorobliwie zależało mu na tym skarbie. Chciał go dostać tylko dla siebie, a jakakolwiek współpraca z nim wydawała się dla mnie fałszywa. Ciekawiło mnie, czy Sabaku również był taki. Na początku zgrywał silnego wojownika, jednak z czasem okazał się zwyczajnym gościem bez mocnej psychiki. Miał siłę, to prawda, ale i jej używanie sprawiało mu chyba dylematy i problemy. Po raz kolejny okazał się być idiotą, skoro nie wpadł na taszczenie mnie piaskiem.
     Zakładnik. Bycie nim jest haniebne. Miałem tylko jeden plus, żyłem. Podczas całej imprezy w Domku Gorizu straciłem wiele krwi, poniosłem uszczerbek na zdrowiu, przecięto mi kości, a teraz jestem sparaliżowany. Ciekawe co dalej nastąpi.


http://i.imgur.com/6VdCfSw.png

Offline

 

#109 2013-07-06 15:16:55

Hiroshi

Martwy

19345760
Zarejestrowany: 2013-04-07
Posty: 527
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: [Event] Biwak

Uchiha po krótkiej wędrówce znalazł się w kolejnej sali. Gdy tylko się w niej znalazł szczęka mu opadła, aż do samej ziemi. Mogło się zauważyć wielki stół, a na nim bardzo dużo jedzenia. Znajdowały się  tam między innymi: owoce, gigantyczny kurczak i inne frykasy. Na innych stołach były medykalia różnego rodzaju, znieczulacze, bandaże oraz skalpele. W innym koncie znajdowała się broń, która nie jednemu by się przydała. Nawet z daleka można było zobaczyć kunai, shurikeny katany czy kastety. Wszystko to Hiroshiego bardzo kusiło, przede wszystkim, gdyż był cały poparzony, a broni za dużo też nie miał .Coś mu tu nie pasowało, ale był już na tyle padnięty, że musiał coś wykombinować do jedzenia jak i znieczulenia bólu. Postanowił na początku ruszyć w stronę broni. Zabrał sobie 10 Kunai, 10 Shuriken, 2 kastety, 5 notek wybuchowych, 6 bomb dymnych oraz 4 metalowe linki. Później zająłem się medykaliami. Znieczulacze, bandaże i to wszystko poszły w ruch tylko by nie czuć bólu po oparzeniach i by wreszcie widzieć na drugie oko. Gdy okład był już nałożony i ból zaczął ustępować schował do plecaka trochę dodatkowych bandaży, znieczulaczy i leków przeciw bólowych oraz 2 skalpele.
Na koniec wziął trochę owoców do plecaka i jabłko do ręki. Wstał i zaczął oglądać swoim Sharinganem całe pomieszczenie i szukać jakiśch przejść czy wskazówek. Możliwe, że pomieszczenie było dla wszystkich uczestników. Nie lubił byś zachłanny dlatego co nieco zostawił dla reszty.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Hiroshi (2013-07-07 14:18:38)



Voice || Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko || Ubiór

http://i.imgur.com/pmMguWr.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#110 2013-07-06 17:05:25

 Hotaru

Martwy

41275297
Call me!
Skąd: Łęczyca
Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 141
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu

Re: [Event] Biwak

Hotaru liczyła w myślach na, to że źródło ich problemów nie udzieli własciwej odpowiedzi. Nie wiedziała nawet czy wyrazi na zabawe w zagadki zgodnę. Mogło przecież tak nie być i wszystko źle się zakończyć. Na szczęście tak nie było i udało się. Jendak odpowiedź na zagadkę padła bardzo szybko. Co gorsza chyba dobra odpowiedź. Hotaru odwróciła głowę w stronę chłopaka i czekała na jego odpowiedź. W głowie miała zalążek pomysłu. Jęsli bedą musieli się rozebrać, to może podejmie próbę ucieczki? Przecież roslina będzie musiała ją puścić. A wtedy tylko trzba być szybki albo skorzystać z czegoś innego. No nic teraz trzeba było czekać na wyniki tego zagadkowego zmagania. Na szczęście uścisk poluźnił się, więc dziewcyzna mogła spokojnie poodychać.

Offline

 

#111 2013-07-07 19:37:56

Itsuki

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 217
Klan/Organizacja: Senju
Ranga: Członek

Re: [Event] Biwak

Cóż zagadka nie była zbyt trudna i została odgadnięta, zdziwiło mnie jednak nieco że postać w ogóle się na nią zgodziła chciałem. Z początku chciałem tylko kupić czas, a tutaj taka niespodzianka. W każdym razie odpowiedź była poprawna, a to powinno oznaczać że odpowiedzi na zagadki przeciwnika również są proste. Z początku miałem poważne obawy, w końcu ani jedna prawidłowa odpowiedź do tej pory taka nie była, więc obawiałem się że i tym razem nas czeka. Spojrzałem nerwowo na Hotaru zastanawiając się co zrobić.
- Człowiek to odpowiedź na twoje pytanie - zaryzykowałem odpowiedź na jego poprzednią zagadkę. Nie wydawało mi się aby ktoś inny korzystał z technologi, a na to wskazywała przemowa. Nawet jakby odpowiedź była błędna i coś miałoby się stać to i tak stałoby się teraz.


http://static.comicvine.com/uploads/original/11/119884/2716728-600px_senju_symbol.svg.png

Offline

 

#112 2013-07-08 03:04:15

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: [Event] Biwak

Opis wydarzeń

Sala numer #1
     

Zastanawiałem się czas jakiś, co by ci tu właściwie Hiroshi napisać/opisać i doszedłem do wniosku, że nie ma sensu lać niepotrzebnie wody. Po prostu, siedzisz wciąż w sali, gdzie jest pełno zaopatrzenia i nie pozostaje ci póki co nic, prócz siedzenia na tyłku i czekania na dalszy rozwój wydarzeń. Podsumowując - w tej turze nie musisz odpisywać, chyba że zależy ci na wykonaniu jakiegoś ruchu.

Sala numer #2
     Wciągnięty w wodne odmęty przez okropnie prezentujący się fragment przedramienia, Ayatane mógł odczuć piętno desperacji i walki z czasem, który w dość dobitny sposób przypominał o sobie po przez skurcze pragnących tleny płuc. Na szczęście, Samotnik uzbroił je chwile wcześniej w większy zasób zbawiennego gazu, dzięki czemu mógł bez obaw - przez krótką chwilę - oddać się wirowi śmiertelnie groźnej walki.
     Pod wodą się straszliwie zakotłowało. W wyniku gwałtownych ruchów, wykonanych zarówno przez ninja, jak i tajemniczego agresora, zrodziły się istne kłęby pęcherzów, a sama smołowata ciecz zdawała się być jeszcze czarniejsza. Szamotanina nie dość, że wyglądała nader niezdarnie, to sprawiała wrażenie ciężko wyczerpującej. Ayatane począł wykonywać kopnięcia, którymi chciał się pozbyć potwora, ale te, ku jego zgubie, chybiły celu i w ten sposób chłopak zdążył się jedynie odsłonić. Monstrum postanowiło to wykorzystać i wyprowadziło chytry kontratak prawą łapą, wycelowaną bezpośrednio w twarz zdobyczy. Jak się okazało, stwór także nie miał najwidoczniej wprawy w walce, albowiem jego cios chybił. Zakończył się jedynie otarciem nadgarstka o bark białowłosego.
     Wydawać się mogło, że walka nie dobiegnie końca. Ruchy, spowolnione przez wodną barierę, która wpływała także znaczącą na ich celność, wywołała pozbawioną jakiegokolwiek celu, nasączoną chaosem - bitkę. Dopiero po czasie Ayatane postanowił przejść do bardziej rzeczowych argumentów, kto ma prawo do dalszej egzystencji i wyciągnąwszy kawał żelaza w postaci kunaia począł nim ciąć, zamieniając chwilę później szponowatą rękę w kawał bezkształtnego kikuta.
     Bestia zawyła utrafiona w swój słaby punkt, odpłynęła na chwilę, wyjąc w bólu i wytwarzając przy tym istne chmary bąblów, które pełzły do oczu oślepiając zupełnie. Gospodarz, mimo utraconej dłoni, nie miał zamiaru się poddawać. Z gracją, której pozazdrościć mogłaby nie jedna ryba, podpłynął do Ayatane i nim ten zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, zębiska trójkątnej głowy obrośniętej guzami i pozbawionej oczu, ucapiły się uda chłopaka, zaczynając je rozszarpywać. Było to najwyraźniej częścią taktyki, albowiem stwór odpuścił, zatoczył koło wokół basenu i ponownie wykonał szarżę, tym razem wycelowaną w drugą nogę. Na szczęście, nie zdążył się jej ucapić, bo Samotnik został gwałtownie wyrwany odmętów wprost na świeże powietrze i betonowy brzeg platformy. Do głowy chłopaka docierały niewyraźne krzyki stojącego nad nim Hyuugi.
     - Ej wszystko dobrze? Cholera, myślałem, że już po tobie... Twoja noga, paskudnie krwawi... Niech to szlag, straciliśmy na dodatek puchar... Halo! Ocknij się!

Sala numer #4
     Na czarną twarz wstąpił dziwaczny grymas. Początkowy wyraz zaskoczenia, zamienił się w uśmiech. Nie szyderczy, plugawy, parszywy, czy drwiący jak do tej pory, ale uśmiech przyjacielski. Itsuki mógł zobaczyć, jaki wargi upiora rozciągają się w swej bezzębnej postaci.
     - Hah! Dziwną jesteście parą, dzieciaki. Jak pilnuje tego przejścia wieczność prawdziwą, to nigdy nie spotkałem tu takich jak wy. Zapytacie może, co w was takiego specyficznego, hę? Nie uwierzycie, póki sami nie zobaczycie!
     Twarz nabrała powietrza, nadymała obszerne poliki. W pewnym momencie zdawać się mogło, że te za chwilę pękną, rozerwą się na strzępy, ale koniec końców, nie doszło do tego. Zamiast eksplozji, dwójka Senju mogła dostrzec jak z ust zostaje wypuszczona biała, jak śnieg para. A na parze zaczyna powstawać obraz.
     Mały  chłopczyk, który mógł przypominać Itsuki'emu rówieśnika, stał przed bramą. Zaczął rozmawiać z upiorem, a po dość gwałtownej gestykulacji dało się wywnioskować, że ta nie przebiegała zbyt sielankowo. Chłopiec ewidentnie się o coś wykłócał, przegryzając w międzyczasie zerwane wcześniej jabłko. Potem, na twarzy ducha pojawił się pewien niezadowolenia okrzyk, którego niestety słychać nie było i mały ninja został opleciony przez lasso lijanę, a potem zaczęły oblegać go węże. Z identyczną zajadłością co teraz, tak i wtedy gryzły i szarpały cienkie nogi, sprawiając, że te szybko zamieniały się w zakrwawione patyki. Nareszcie chłopiec rozpoczął rozpaczliwą próbę dywagacji, twarz upiora nabrała konsternacji. Coś zamruczał, zamruczało też i dziecko, a duch zaśmiał się, aż do rozpuku. Brama się otworzyła, a ten zniknął.
     - Możecie wierzyć, lub nie, ale ten o to młody jegomość, to wasz były lider, Katsuro Senju. Nie wiem dzieciaki, ale zdaje mi się, że przysłowie - co w rodzinie to nie zginie, ma swoją prawdę. Idźcie dalej, wrota otwarte.
     I były rzeczywiście otwarte. Dopuszczona do użytku ścieżka za nimi, prowadziła do tunelu, który z gracją  zjeżdżał ku głębinom ziemi.
     Węże, jak i lasso wycofało się.

Sala numer #5 | Sala numer #6
     Gishi, z wyraźną niepewnością, odważył się wreszcie na pociągnięcie za jedną z dźwigni. Wybrał piątą i trudno stwierdzić, czy kierowały nim jakieś szlachetne pobudki. Nie zmienia to faktu, że wraz jej pociągnięciem poczuł jak zatraca swą materię, a jego ciało zaczyna się zamieniać w pył. Samotnik, który był obecny jedynie duchem, mimowolnie zaczął się przemieszczać, przenikając podłogi i ściany jak najprawdziwsza zjawa. Nie czuł nic, ani bólu, ani chłodu, ani ciepła. Kompletne nic.
     Przeleciał przez salę, gdzie siedział zmartwiony Hiroshi, potem przez obrośnięty bluszczem ogród, gdzie dwójka dzieci rozmawiała z czarną zjawą, potem przez czarną wodę, nad brzegiem której ciężko oddychał Ayatane, a klęczący nad nim Hyuuga zaczął nim szamotać z wyraźnie zmartwioną twarzą. Gishi zatrzymał się dopiero w korytarzu usłanym kośćmi, gdzie dobrze znany mu Nara i Sabaku szli ramię w ramię, przy czym ten drugi taszczył coś w lewitującym tuż obok niego piachu. W tym samym momencie, Samotnik mógł poczuć, jak jego ciało znowu nabiera pierwotnej materii, a on sam może normalnie funkcjonować. Paranormalne zdarzenie i jego chęć opisania, chłopak musiał zostawić na później. Musiał najpierw załatwić sprawę z idącą przed nim i niespodziewającą się niczego parą. Co było najdziwniejsze, Gishi zmaterializował się tuż przy dwóch ciałach lalkarzy. Rodzeństwa, które patrzyły szklanymi źrenicami ku powale.

Ostatnio edytowany przez Senti (2013-07-08 03:17:44)

Offline

 

#113 2013-07-08 12:11:08

Hiroshi

Martwy

19345760
Zarejestrowany: 2013-04-07
Posty: 527
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: [Event] Biwak

Uchiha podczas nakładania okładów na piekące części ciała i siedzeniu na tyłku zaczął nieco się nudzić. Nie miał zbytnio ochoty zbytnio się przemęczać, ale w pewnym momencie przypomniał mu się trening jednego z jutsu Katonu.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Akcept by Masaru.

Później chłopak zaczął konsumować jabłko, które trzymał przez ten cały czas. Miał nadzieję, że szybko coś zacznie się dziać. Nagle pomyślał:
- ,, Hmmm...ciekawe co się dzieje u innych uczestników. Czy mieli tak ciężko jak ja? "
Chłopak na chwilę wyłączył Sharingana. Nie było powodu by tracił swą chakrę, jednakże nadal pozostawał czujny. Nie miał zamiaru umierać w takim miejscu. Miał być przecież przyszłym liderem klanu! Gdy bół nieco ustał i chłopak zaczął widzieć na dwoje oczu i chodzić normalnie, wstał i zacząl się rozglądać po całym pomieszczeniu. Może znajdzie coś ciekawego, albo po prostu dowie się czegoś niezwykłego.

Ostatnio edytowany przez Hiroshi (2013-07-09 16:04:43)



Voice || Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko || Ubiór

http://i.imgur.com/pmMguWr.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#114 2013-07-08 13:02:17

 Hotaru

Martwy

41275297
Call me!
Skąd: Łęczyca
Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 141
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu

Re: [Event] Biwak

Spojrzała na małego chłopaka i na strażnika bramy. Słuchała jego słów milcząc. Potem przyglądała się co dzieje się z twarzą widma. Widząc biały dym pomyślała, że to jakaś trucizna albo coś w tym rodzaju. Jak się okazało strażnik zaczął im pokazywać przeszłość a potem jeszcze ja skomentowała. Na szczęście puścił ich, a retrospekcja z przeszłości ich przywódcy ujawniła im nieco informacji o Katsuro. Ale czy prawdziwych. Tego żadne z nich nie mogło być pewne.
Brama jednak się otworzyła ,a  oni byli wolni. Hotaru spojrzała na chłopaka I dotknęła swojej szyi. Nie było źle ale zawsze mogło być gorzej. Pozbierała, więc swoje zabawki, ktorymi starała się zabić węże. Powoli weszła do tunelu ciekawa  co będzie dalej i co ich czeka w tym zwariowanym domu.

Ostatnio edytowany przez Hotaru (2013-07-08 13:04:18)

Offline

 

#115 2013-07-08 14:28:12

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Biwak

Ayatane płynąc w kierunku powierzchni wody nie widział niemal nic. Jedyne co mógł zrobić, to histeryczna ucieczka przed wodną bestią, która chciała go dopaść. Gdy chłopak był blisko tafli, bezrękie monstrum zaatakowało ponownie, wbijając ostre jak kolce kły w jego nogę. Młodego Yuki przeszył straszliwy ból, porównywalny do tego, który spotkał go w pierwszej sali.
   Po chwili bestia odpłynęła, zapewne by zadać kolejny atak z rozpędu. Ayatane nie marnował danego czasu i znów zaczął przebijać się przez gęstą ciecz, ku powierzchni. Mało brakowało, a Yuki straciłby kolejną nogę, lecz przed atakiem potwora uratował go Hyuuga, szybko wyciągając go na brzeg. Potwór na pewno rozwścieczony utratą zdobyczy, jednak nie zdecydował się dalej gonić ofiary.
   Ayatane leżał na plecach, patrząc w przestrzeń. Nad nim klęczał zdruzgotany Hyuuga, który krzyczał coś do Yuki. Lodowy wojownik, otrząśnięty przez szarpnięcia towarzysza, dosłyszał ostanie zdanie.
-Co... Puchar...?
Chłopak powoli usiadł. Gęsta woda nieco rozmyła mu wzrok, przez co nie mógł dostrzec wyraźnie kształtów. Ocierając dłonią oczy zaczął powracać do normalności. Nie była ona jednak dla niego przyjemna.
-Agh! Moja noga.
Ból przeszył udo Ayatane, ponownie powalając go na łopatki, jednak nieco go otrzeźwiając. Chłopak rozejrzał się za czymś, co mogło zatrzymać krwotok. Dostrzegł kawałek rozerwanego płaszcza, leżący obok Hyuugi.
-Podaj mi ten skrawek płaszcza...
Zwrócił się do kompana, wskazując na czarny kształt nieopodal. Gdy białooki wykonał polecenie, Ayatane zacisnął materiał na udzie, zawiązując go na mocny supeł. Częściowo rozwiązawszy jeden problem, chłopak zaczął rozmyślać nad kolejnym.
Woda wypełnia puchar... Teoretycznie drzwi...
Spojrzał na wrota, sprawdzając czy są otwarte.


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#116 2013-07-08 15:23:17

Gishi

Zaginiony

Zarejestrowany: 2013-06-08
Posty: 52
Klan/Organizacja: Kuran Sen
KG/Umiejętność: Fumetsu
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Biwak

Po pociągnięciu za dźwignię stało się coś, czego byś się w życiu nie spodziewał. To było nieprawdopodobne przeżycie, nawet nie potrafię wytłumaczyć co stało się ze mną jako z człowiekiem. Nagle, jakbym stał się duchem. Przeleciałem przez ściany i pojawiłem się przy dwóch gościach. Od razu ich poznałem, widzieliśmy się przecież tak niedawno. Po chwili moje ciało zmaterializowało się, chociaż nie wiem czy mogę użyć takiego stwierdzenia. W każdym bądź razie stoję teraz oto przed dwoma osobami, którym do tej pory nie ufałem. Czuję jak moje mięśnie są spięte, czuje gotowość bojową i to, że muszę być bardzo ostrożny. Mamy tutaj Nare, który będzie potrafił wykorzystać cały potencjał swojego intelektu oraz Sabaku, który świetnie włada piachem. Na temat obu klanów posiadam znikome informacje, ale mimo wszystko jeśli zostanę zmuszony, zacznę walczyć z dwoma przeciwnikami
- Co tu się dzieje ? - spytałem niezwykle chłodno stojąc w pozycji, która umożliwi mi wykonanie szybkiego zwrotu. Musiałem być niezwykle uważny. Obserwowałem nie tylko obu gości, ale również całe otoczenie. Nie mogłem pozwolić, by dopadł mnie cień oraz piasek. Muszę być szybki. Chyba jestem już gotowy... Pięści powoli zaciskały się coraz mocniej, krew płynęła bardzo szybko, oddech przyśpieszył. Cały mój organizm jest już gotowy do fizycznego wysiłku. Ale czy aby potrzebnie ?

Ostatnio edytowany przez Gishi (2013-07-08 15:23:29)

Offline

 

#117 2013-07-08 17:01:22

Batsu

Zaginiony

47463267
Zarejestrowany: 2013-05-12
Posty: 263
Klan/Organizacja: Kaguya/Samotnicy
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Wesoły Kostek
Wiek: 17 lat fabularnych

Re: [Event] Biwak


     Znajdując się w piasku, trudno było się orientować co dzieje się na zewnątrz. Wiedziałem tylko, że moi przeciwnicy przetrzymywali mnie, a sami coś robili. Przemieszczali się. Tyle. Koniec normalnych wiadomości. Zirytowany nie miałem innego zajęcia niż myślenie lub słuchanie. Co tu robić? Będą sparaliżowanym miałem utrudnione ruchy, a teraz, owinięty piaskiem Sabaku... Mogłem co najwyżej spokojnie siedzieć i czekać na rozwój wydarzeń. Ale warto zrobić i to. Zastanawiałem się nad tym, czemu Domek Gorizu jest tak okrutnym miejscem? Został opętany? Jakiś Ninja chciał go tak przekształcić? Na lochy? Albo cokolwiek innego, znacznie gorszego? Nie wiedziałem tego.
     Nagle usłyszałem znajomy głos. Z entuzjazmem pomyślałem, że to Gishi. Tylko ciekawe co on zrobi. Możliwe, że utrzyma solidarność i mnie uwolni. Natomiast druga opcja przemawiała za tym, że dołączy się do zabójców Ayatsuri'ego. Co za idiota! Czy naprawdę nie mógł zauważyć, że znajduję się w tym piasku? Jestem zakładnikiem! Jeden ruch i Sabaku zgniecie mnie. Tylko pytanie, czy moje kości wytrzymają? Oby tak, oby tak. Czekając na dalsze ruchy zastanawiałem się czy przeżyję. Nie potrafiłem sobie odpowiedzieć. Wszystko leżało w rękach trójki, która była obok mnie.


http://i.imgur.com/6VdCfSw.png

Offline

 

#118 2013-07-09 13:54:35

Itsuki

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 217
Klan/Organizacja: Senju
Ranga: Członek

Re: [Event] Biwak

Na twarzy postaci pojawił się grymas, którego wcześniej nie widziałem być może był to przyjacielski uśmiech, a może w taki sposób twarz postanowiła się z nami pożegnać.Wyglądało na to, że tym razem nastąpi nas koniec a postać wybuchnie nie pozostawiając nic po nas i po sobie. Czyżbym jednak przegiął sprawdzając ją swoją  zagadką, nie wiem nie miałem już siły aby chociażby podjąć próbę ucieczki. Co ma być to będzie. Po krótkiej przed nami pojawił się obraz stworzony z pary na którym były jakieś postaci, ponoć sam legendary lider naszego klanu! Zawsze wyobrażałem sobie Katsuro Senju jako kogoś większego, tak o jakieś 9 metrów. Dlatego ciężko mi było uwierzyć w doniesienia twarz, mimo wszystko wreszcie udało nam się otworzyć bramę nie pozostało nic innego jak ruszyć dalej za Hotaru. No prawie nic innego bo wcześniej, zebrałem resztki banan z podłogi. Miałem nadzieję że w pobliżu znajdzie się coś aby go umyć.


http://static.comicvine.com/uploads/original/11/119884/2716728-600px_senju_symbol.svg.png

Offline

 

#119 2013-07-09 19:08:57

 Senti

Zaginiony

37585360
Zarejestrowany: 2011-12-11
Posty: 539

Re: [Event] Biwak

Opis wydarzeń
Sala numer #1 & Sala numer #4
      Itsuki i Hotaru mieli już za sobą wydarzenia spod bramy i ze sporą pomocą od losu, udało im się w końcu ją pokonać. Choć rany zdążyły już nabrać nieco skrzepłej formy, to nadal uwalniały pasma krwi, plamiącej ubrania i skórę, która pod zaschłym płynem wydawała się dziwnie obca. Nie mniej, oboje Senju byli zdatni do dalszej drogi, mimo że Itsuki utykał, a Hotaru mogła ledwie patrzeć przed siebie; każde przekręcenie szyi bowiem, kosztowało ją mnóstwo bólu i cierpienia.
     Bez zbędnego ociągania, weszli do podziemnego tunelu. Zapach sadu, który do tej pory ich otaczał, ulotnił się zupełnie, wypchnięty przez kamienne zimno, z dumą wypełniające przestrzeń pomiędzy ścianami. Hol, choć nie wyglądał nazbyt zachęcająco do zwiedzenia, oczywistym prowadził ku dalszemu etapowi. Trudno stwierdzić, czy Itsuki i Hotaru uważali na nowe niebezpieczeństwa, pułapki i wszeteczeństwa, których zacną ilość zdążyli  po drodze zakosztować, ponieważ tych w korytarzu bynajmniej nie było. Wokół panowała cisza, zakłócana jedynie rytmicznym szuraniem butów o kamienną posadzkę i miarowym oddechem przemierzającej tunel pary.
     Wkrótce dotarli do końca korytarza, gdzie nie czekało ich nic, prócz ściany. Mogło się przez chwilę wydawać, że o to trafili do ciemnego zaułka ślepej uliczki. Zgrzytnięcie mechanizmów mogło ich przeto upewnić, że o to znajdują się tam, gdzie znajdować powinni.

     Hiroshi mógł poczuć, jak pomieszczenie, w którym się znajduje, zaczyna drżeć. Gdzieś z powały zsypał się tynk, na stołach zatoczyły się dzbany z poidłem. Stos jabłek i pomarańczy wysypał się, a pozostałe bronie z gabloty brzęknęły głucho, zderzywszy się nawzajem. Nawet sam Uchiha się zatoczył, podczas niespodziewanego drgnięcia podłogi.
     Choć można się było spodziewać najgorszego, a między innymi tego, że o to sala zaczyna się zawalać, to wkrótce wszystko nabrało większej jasności. Podłoga zsuwała się do dołu, ponieważ cała komnata, w której urzędował aktualnie Hiroshi, była niczym innym jak wielką windą, zjeżdżającą w dół, za pewne po to, aby zabrać nowych pasażerów.
     I tak w istocie było. Winda, a w zasadzie podłoga, jęła zjeżdżać co raz niżej, aż w końcu, po kilku dłuższych chwilach, zatrzymała się nareszcie. Hiroshi mógł dostrzec otwór w ścianie, a na tle otworu stojącą dwuosobowa drużynę Klanu Senju.

Sala numer #2
     Cierpienie Ayatane, którego udo zostało rozerwane przez zębiska wodnej bestii, dorównywało zaskoczeniu wywołanemu utratą pucharu. Nigdzie dookoła go nie było, a jedyne miejsce, gdzie Samotnik mógł go zgubić to Czarne Jezioro, na którego tafli majaczyły jeszcze ledwie wyraźne kręgi zmarszczek, wytworzonych po ostatniej, podwodnej batalii. Wizja ponownego wejścia do brudnej otchłani, musiała wiązać się z niezbyt pozytywnym wspomnieniem, tym bardziej, że drzwi pozostawały wciąż zamknięte.
     - Nie ma mowy, abyś wszedł tam jeszcze raz w tym stanie - odezwał się Hyuuga, podając w międzyczasie kawał urwanego materiału, który Ayatane chciał obwinąć sobie wokół krwawiącej nogi. - Teraz moja kolej. Spróbuje odzyskać naczynie, w końcu to nasza jedyna szansa na wydostanie się stąd.
     To powiedziawszy, nie czekał nawet na reakcje leżącego Samotnika. Zdjął z siebie luźną, białą koszulinę, westchnął głęboko i wskoczył, znikając tym samym z pola widzenia.
     Nastała głucha cisza. Na wodzie nie dało się zauważyć nic, prócz idealnie lustrzanego odbicia lampionów wiszących przy suficie. Mijała minuta, potem dwie, trzy. Gdyby Ayatane przyjrzał się, zobaczyłby wówczas, że czarne odmęty nabrały nowego, świeżego odcienia. Brunatno-czerwonego odcienia.
     Puchar, ni stąd ni zowąd, wypłynął na powierzchnie. Nie było wątpliwości, był to ten sam, który Ayatane zgubił. Lecz co mogło wydać się dziwne, albo może raczej prorocze, tylko puchar zdołał wyjrzeć ku mętnemu światłu. Nikt inny nie poszedł w jego ślady. Nawet Rokituroyima Hyuuga.

Sala numer #5 & Sala numer #6
     Gishi nie wykorzystał potencjału drzemiącego w uderzeniu z zaskoczenia i najzwyczajniej w świecie, zdradził swoją obecność. Stojąc nad ciałami poległego rodzeństwa, czekał na reakcję Nary i Sabaku, spodziewając się z ich strony bezprecedensowego ataku. Ci jednak zachowali spokój, w szczególności Ekotsu, który obrócił się powoli i spod ciężkich powiek, spojrzał na Samotnika. Patrzył się tak przez chwil kilka, przedłużając tym samym niebezpieczną ciszę. Nareszcie, obrócił się zupełnie w stronę Gishi'ego, a w jego ślady poszedł Sabaku, uważnie obserwując kątem oka, co dzieje się z jego częścią piasku, w której aktualnie urzędował Batsu. Zbudowana z ludzkich kości posadzka zachrzęściła nieprzyjemnie pod stopami zebranych, zwiastując wiszące w powietrzu nieszczęście.
     - Nic, co powinieneś wiedzieć, przyjacielu - odparł Nara, przegryzając dolną wargę. - Nie wyglądasz najlepiej. Nie jesteś aby chory? Nie przewiało cię przypadkiem w tych zimnych i mrocznych korytarzach? - zapytał, ponosząc brwi, jakoby w trosce o zdrowie towarzysza.

Ostatnio edytowany przez Senti (2013-07-09 19:38:14)

Offline

 

#120 2013-07-09 20:00:09

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: [Event] Biwak

Wszystko działo się zbyt szybko, aby Ayatane mógł zareagować. Do chłopaka doszły niewyraźne słowa białookiego towarzysza, który nie czekając na niczyją reakcję skoczył do ciemnej wody, w celu odzyskania utraconego pucharu. Yuki dopiero po chwili zorientował się co dokładnie zaszło i zaczął wypatrywać jakichś znaków na wodzie. Przez parę minut nie działo się kompletnie nic, lecz po chwili szare oczy Ayatane dostrzegły, że woda zmieniła swą barwę, na lekko karmazynową. Chłopak spodziewał się najgorszego, ale po zmianie koloru substancji, zaczęło coś z niej wypływać. Ku zaskoczeniu, Yuki, nie był to jego towarzysz, lecz niewielkich rozmiarów puchar.
    Chłopak musiał szybko otrząsnąć się z konsternacji, gdyż czara, mogła szybko zniknąć z powierzchni jeziorka, znów odebrana przez rozkładającego się potwora. Mimo, że od dłuższej chwili, bestia nie dawała znaku życia, trzeba było zachować wszelkie środki ostrożności - szczególnie, że Ayatane nie miał nikogo do pomocy. W głowie samotnika zrodził się pewien plan, dzięki któremu bezpiecznie mógł wziąć puchar.
   Czarny płaszcz, na którym widniały czerwone plany krwi, będące pamiątką po spotkaniu z wodną bestią, doskonale nadawał się do odwrócenia jej uwagi. Ayatane wstał z betonowej posadzki i zdjął z siebie brudny materiał. Nie wahając się, rzucił go na drugi koniec zbiornika. Gdy płaszcz wpadł do wody, Yuki szybkim ruchem sięgnął ręką po puchar, bezpiecznie zgarniając go na stały ląd. Upewniwszy się, że naczynie wypełnia nieco szkarłatna ciecz, Yuki podszedł powoli do podestu, na którym wcześniej stała czara.
   Nim Ayatane odłożył puchar na miejsce, odwrócił głowę w kierunku jeziorka. Jego powierzchnia była w dalszym ciągu nieskalana choćby jedną falą. Gdzieś tam, na dnie leżał jego towarzysz, który poświęcił życie, by on mógł przejść dalej. Nie pierwszy raz tego dnia.
-Już nikt nigdy nie będzie musiał za mnie ginąć!
Krzyknął samotnik, stawiając puchar na podeście. Jego wzrok padł na pomazane krwią wrota.


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
wholesale watches