Ogłoszenie


#41 2013-03-10 17:15:53

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

     Zimno wciąż nie chciało odpuścić i choć Ryo spodziewał się jakiejkolwiek pomocy ze strony Miri, przeliczył się i to bardzo. Miał nadzieję, że ta ogrzeje go choćby swym ramieniem, okaże trochę współczucia, pojednania w bólu. Widziała przecież jego piwnicę. Wiedziała co i kogo tam trzyma i kim te osoby dla niego były. Dlaczego więc była taka oschła, zimna i zdystansowana? Co musiało ją spotkać w życiu by pozbawić ją podstawowych uczuć, które winien posiadać każdy człowiek. Nawet ten najpodlejszy. Uchiha Miri, czemu jesteś zagadką, której nie potrafię rozwikłać?
     Kopnęła go. Jej uderzenie, choć niezbyt mocne, przewróciło Ryo na podłogę. Mężczyzna w normalnych warunkach nie miałby problemów z zablokowaniem ciosu, lecz teraz, pokonałby go nawet świeżak z akademii. Był jak mały ptaszek pod lwim łapskiem. Jedyne czego mógł oczekiwać to wyroku, który spadnie na niego z niewyobrażalnym ciężarem. Uchiha chwyciła go za fraki, pociągnęła brutalnie po posadzce. Pchnęła na kanapę, wciągnęła na nią. A więc jednak, miała namiastkę uczuć, które chcąc, czy nie chcąc ukazała światłu dziennemu, w ten a nie inny sposób.

     - Chcę do nich dołączyć - mamrotał - chcę znów być z nimi... Przeklęty klan... zabrał mi syna... niewinne dziecko... - mówił już naprawdę niewyraźnie. Oczy miał zupełnie zamknięte, przysiągłbyś, że spływały po nich łzy. Twarz, rozluźniona całkowicie, zdawała się widzieć piękny widok, kojący i ciepły...

Offline

 

#42 2013-03-10 17:56:05

 Miri

Martwy

Zarejestrowany: 2012-03-21
Posty: 294

Re: Dom rodzinny Ryo

Po chwili woda była na tyle gorąca by wydobyć odpowiedni aromat z znalezionych w kuchni ziół, wlewając do małej porcelanowej filiżanki zawartość rozgrzanego płynu, Miri spoglądała jak powoli mętna barwa herbaty rozprzestrzenia się w czystej wodzie. Ryo kręcąc się na kanapie widocznie bredził, gadał od rzeczy, a Miri była skazana na tego słabego głupca, bo jak inaczej można go było nazwać. Niosąc herbatę słyszała jak ten wypowiadał ostatnie słowa, były nie wyraźne, wypowiadane poprzez moc tego cholernego narkotyku.
- Wierz mi, chcę cię zabić.
Ale nie mogła tego zrobić, złożyła przysięgę oddania, i teraz zaczynała powoli tego żałować. Miała ochotę ocucić Ryo filiżanką wrządku lanego na twarz, ale taka aktywność nie była dla niej.
- Zachowujesz się jak mała dziewczynka, jak kiedyś ja.
Miri miała nadzieję że zabrzmi to niczym wzgarda, niestety było przeciwnie, zacisnęła zęby i postawiła filiżankę na podłodze, zbyt daleko by Ryo dosięgnął bez wysiłku.

Offline

 

#43 2013-03-10 18:32:42

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

     Ryo wciąż majaczył jak szaleniec, a dla osób, które by go zupełnie nie znały i nie kojarzyły sekretów przeszłości tegoż człowieka, najprędzej zamknęłyby go w specjalnym ośrodku dla obłąkanych. Tak czy siak, nie da się ukryć, że coś w tym było. Kiyoshi na pewno do zupełnie normalnych nie należał, czego sam przecież nie ukrywał. Jednak w pewnym momencie coś w nim pękło, coś co kazało się użalać nad własnym sobą. Fachowo można było to określić zaprzestaniem działania narkotyku, lecz dla Ryo było to czymś zupełnie innym. Zinterpretował to jako nadejście lepszych dni. Jakkolwiek to brzmiało, to zadziałało, ponieważ podniósł się z kanapy, usiadł na jej krawędzi, oparł łokcie na kolanach, oparł głowę o zdrętwiałe ręce.
     Miri weszła i nie omieszkała dodać czegoś od siebie. Czegoś, do czego on sam doszedł przed momentem. Dobrze, że to zrobił, bo słowa Uchihy mogłyby go wówczas zaboleć, a tak przeszły jakby obok niego. Nie omieszkał rzecz jasna odgryźć się za wcześniejsze brutalne ekscesy, w których skład wchodziło kopnięcie w klatkę piersiową, przypominającą teraz swym subtelnym bólem o istnieniu.
     Zaśmiał się.

     - A dla Akane ryzykowałaś życiem, mimo tego, jaka z ciebie cholernie zimna osoba - podniósł z podłogi kryształowy kubek, wziął łyk - aż dziwne, że ta herbata jest wciąż ciepła, kiedy parzyły ją twoje lodowate dłonie... Przestań być taka oschła, nie dzisiaj

Offline

 

#44 2013-03-10 18:59:39

 Miri

Martwy

Zarejestrowany: 2012-03-21
Posty: 294

Re: Dom rodzinny Ryo

Miri nienawidziła takiej gadaniny, chyba nie trzeba wspominać o tym że Ryo zawiódł jej oczekiwania. Miała nadzieję że to ktoś godny uwagi, że zdoła ponieść brzemię jakie miało nań zstąpić, na chwilę obecną to razcej nie wchodziło w grę, przynajmniej nie z perspektywy Miri. Miała dość, nie chciała się przed nim otwierać, nie była już zwykłym człowiekiem i nie czuła nic, wymazała wszystkie swoje uczucia wraz z bólem, po śmierci przyjaciół, rodziców, Hayato, zamknęła swoją duszę w wielkim kryształowym więzieniu i strąciła je w nicość tego co w niej zostało. A Ryo starał się odkopać to więzienie, i posunął się za daleko, miała być jego narzędziem, które można wykorzystać by osiągnąć cel, nie przyjaciółką, czy czymś bardziej żałosnym. Miri zaciskając ponownie dłonie w pięści skrzywiła twarz w grymasie powarznego gniewu.
- Co ty do cholery sobie myślisz?! jesteś nikim, upokażającym się przed całym światem śmieciem, mam cię dość. Wyciągając rękę przed siebie Miri dodała jedynie.
- Nigdy więcej nie będę musiała przez to przechodzić.
W jej zachowaniu było coś nienaturalnego, zazwyczaj opanowana, wręcz martwa Miri teraz emanowała gniewem, może tak kończyły się próby wtargnięcia do tego więzienia w jej duszy. Po chwili z ręki Miri wystrzeliło kilka węży w celu obezwładnienia Ryo.

Offline

 

#45 2013-03-10 19:43:28

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

    Coś się nareszcie wydarzyło. Zimna i zdystansowana Miri pękła nareszcie i ku uciesze Ryo, zrobiła to w bardzo spektakularny sposób. Wyglądało na to, że trafił w jej czuły punkt, skryty przed wiekami i zaschnięty niczym stary strup. Ryo nie dość, że go zdrapał, to zrobił to ostro i gwałtownie, rodząc przy tym nieokiełznany, chaotyczny ból, który zmusił do dziewczynę do równie gwałtownego i chaotycznego zachowania. Tak, czy siak osiągnął swój cel i go naprawdę cieszyło.
     Lecz w całej swojej przewidywalności, nie przemyślał faktu, iż dziewczyna może zaatakować. Wyciągnęła rękę i posłała w jego stronę kilka węży, licho wie w jakim celu. Czy po to, aby go obezwładniły, czy może pokąsały - nie wiedział i nie chciał wiedzieć. Bez większej reakcji czy ekscesów, wziął kolejny łyk herbaty, pozwolił sobie nawet na siorbnięcie. Węże zastygły kilkanaście centymetrów od jego twarzy, pokrywając się zielonym nalotem, który sekundę później nabrał poprawnej maści, przeobrażając się w kryształ.

     - Ja upokorzenie mam sobie za nic - oznajmił beztroskim tonem, biorąc kolejny łyk - Spotykało mnie na tyle często, że jestem na nie uodporniony. Za to widzę, że ty - kolejny łyk - potrzebujesz poważnej rozmowy - postawił kubek na podłogę, wstał.

Offline

 

#46 2013-03-10 20:03:09

 Miri

Martwy

Zarejestrowany: 2012-03-21
Posty: 294

Re: Dom rodzinny Ryo

Tak, Ryo widocznie bardzo lubił chełpić się tym jak potraktował go ten jakże okrótny świat, w tej chwili był na poziomie ośmioletniej dziewczynki, zapewne wiele razy pytał się w duchu jak to możliwe że wciąż żyje, za jakiś czas dojdzie do tegopoczucie winy, które istnieje "od początku do końca". Potem wystarczy droban śmierć kogoś bliskiego i nie zostanie nic, będzie chciał jedynie by cały świat cierpiał tak samo, czuł jak to jest, stanie się wrakiem, bez uczuć i duszy, czy nie lepiej mu tego oszczędzić?
- Nie bądź śmieszny.
Był zbyt blisko, nawet gdyby był na tyle szybki by zablokować węże, to mając za plecami kanapę, stojąc zaledwie półtora metra od Miri nie mógł uniknąć kolejnego ataku. Kula ognia Gouyaku ruszyła niemal w tej samej chwili w której Ryo skrystalizował węże, te po prostu odpadły, zaś chwilę potem zostały pochłonięte przez kulę ognia, ciekawe jak uniknie tego.

Offline

 

#47 2013-03-10 20:34:40

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

    Węże zostały skutecznie zastopowane. Pokryte kryształem, zesztywniały i rozpadły się w kontakcie z ziemią. Shouton dawał niesamowite możliwości defensywne, które nawet w tym momencie mogły uratować skórę jego użytkownikowi. Nie mniej, Miri nie poprzestała na tym. Nim pierwsza fala minęła, po niej nastąpiła druga, o wiele groźniejsza. Uchiha wypluła pokaźną kulę ognia, niegroźną na dalszych odległościach, to w tym momencie śmiertelnie groźną. Zlekceważenie tej dziewczyny było nielichym błędem, za który już teraz Ryo się przeklinał, widząc jak ogień sunie ku niemu. Szczęściem nie musiał składać pieczęci, co w tym momencie uratowało mu skórę. W ostatnim momencie wypluł strumień wody, zwany Mizurappą, który zdążył w porę ugasić żarłoczne płomienie, wyjątkowo rozochocone wizją liźnięcia mężczyzny.
     - Zapłacisz mi za to... Ty... - wydyszał, skołowacony i całkowicie zbity z tropu. Uniósł obie ręce na wysokość twarzy, ułożył je w trójkąt. Miri znalazła się w półprzeźroczystej piramidzie, identycznej, jak ta między rękami Ryo. Kiedy zacisnął dłonie, bryła znacznie skurczyła się, miażdżąc Uchihę pośród cholernie bolesnej agonii...

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-03-10 20:37:13)

Offline

 

#48 2013-03-10 20:59:55

 Miri

Martwy

Zarejestrowany: 2012-03-21
Posty: 294

Re: Dom rodzinny Ryo

Kula ognia nagle zamieniła się w wielką chmurę pary, co naturalnie świadczyło o tym że doszło do kontaktu z wodą, Miri szybko zagryzła wargę i przyłożyła się do kolejnego ataku. Cała potyczka trwała sekundy, naturalnie Ryo okazał się silniejszy, miał doskonałe techniki defensywne, niestety tych Miri brakowało. Po chwili obłoki pary opadły a wśród nich ujżała Ryo, stał najzwyczajniej z dłońmi złożonymi w trójkąt. Nagle wokół Miri zmaterializowała się półprzezroczysta klatka, dokładnie tego samego kształtu jaki wzkazywały dłonie Ryo. Dotykając ręką jedną ze ścianek stwierdziła że jest zbyt słaba, a to oznaczało że jest w szachu. Nagle klatka poczęła zmniejszać swoją objentość, a to było dla Miri jasne, za chwilę zamieni się w krwawą pozbawioną życia papkę. Stała nieruchomo, nie chciała padać na kolana dopuki siła ją do tego nie zmusi, nawet w tej chwili starała się nie ulegać. Nie minęło wiele czasu a wielkość klatki stała się uporczywa, nagle Miri padła na podłogę, wciąż widząc jak ścianki stają się coraz mniej obszerne. Gdy zaczęły łamać jej kości przymknęła powieki, po chwili z jej ust pociekła niewielka stróżka krwi, nie czuła żalu jak wtedy gdy miała umierać z ręki Uchiha Gisaku, wtedy pewnych rzeczy żałowała, teraz tak nie było, tak jakby to nie był koniec.

Ostatnio edytowany przez Miri (2013-03-10 21:03:02)

Offline

 

#49 2013-03-10 21:42:57

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

     Jedyne co wtedy czuł, to upływ nienawiści, który gdzieś w głębi siebie skrywał. Mimowolnie, odruchowo wręcz, zmniejszał piramidę z chakry, miażdżąc tym samym uwięzioną w niej Miri. Zaślepiony zranioną dumą, nie zważał na jej okrzyki i uporczywe stawianie oporu, jeszcze bardziej zacieśniając, już i tak małą pułapkę. Przez cały ten czas twarz jego przyozodbił gniewny grymas, który mówił więcej niźli miał. Zmarszczone brwi, puste oczy, oraz zaciśnięte do granic możliwości szczęki, zdradzały finał tej jakże krótkiej i owocnej zarazem, potyczki.
     Uchiha w końcu nie wytrzymała. Ciśnienie wewnątrz wydusiło z niej resztki chęci walki, pozostawiając bezbronną, nieprzytomną już dziewczynę. Z jej ust wypłynęła krew, ciało wykrzywiło się w dziwaczny kształt. Nie krzyczała już i nie mówiła. Brak jej głosu pośród palety dźwięków otoczenia, obudziły Ryo zahipnotyzowanego dotychczas, jak podczas terapii u psychologa. Czuł się jakby obudził się ze snu. Koszmaru.
     - Co ja najlepszego zrobiłem - wymamrotał, a zmarszczone brwi uniosły się ku górze, zmieniając gniewne spojrzenie w całkowite zaskoczenie i dezorientację - Co ja uczyniłem... - patrzył się tępo na zwłoki rozłożone na deskach z Chikai. Nie mógł wydusić nic więcej, oprócz tego jednego zdania - Co ja uczyniłem....

***



Theme

     Leżała w jego łóżku. Żywa, ale wciąż nieprzytomna. Jej ciało zdobiło pasmo bandaży i gazików. Wzdłuż ramion i nóg ciągnęły się pręty z kryształu, mające za zadnie usztywnić kończyny. Na czole spoczywała szmatka, wilgotna jak zawsze, zmieniana co pięć minut przez Ryo. Nie znał się na medycynie; jego wiedza w tej dziedzinie była naprawdę znikoma. Jedyne co wiedział na temat zbijania gorączki, to fakt, iż poszkodowany musi mieć zimne okłady, toteż robił co tylko mógł, aby zapewnić choćby tak prymitywną pomoc. Sumienie gryzło go straszliwie, nie pozwalało zasnąć i jeść. Całe dnie przesiadywał w pokoju, spędzając każdą wolną chwilę na czytaniu dziewczynie. Przekazał jej myśli, dość nieświadomie, wszystkich filozofów, których dane mu było poznać. Opowiadał o sobie, o pasjach, które dzielił z żoną. Później gaworzył tylko o niej, a kiedy już nie było o czym, zaczynał na nowo.
     Wspomnienia o u kochanej, którą tak bardzo przypominała mu Miri, wprowadziły go w kolejny, dziwny stan. Nie poddał się mu, zwalczył go na tyle ile mógł...
     Odnalazł pudło z rzeczami żony. Przebierał w jej błyskotkach, ubraniach, czy nawet perfumach, które przetrwały do tej pory. Ich zapach obudził serię wspomnień, które poznała nawet Miri, słuchając jednej z opowieści Kiyoshiego.
     Udało się mu odnaleźć strój idealnie pasujący do Uchihy. Szczęściem, obie kobiety miały niemalże bliźniacze wymiary. I ten zapach... zapach róż i bzu...

     Zdjął z niej opatrunki, kompresy, kryształowe pręty. Wyglądało na to, że kuracja dobiegła końca. Na ciele zostały jedynie pojedyncze siniaki, zielone, przesączone czasem. Rozebrał ją do naga, wziął na ręce i zaniósł do łazienki. Wsadził ją do wanny, nalał ciepłej wody, powziął gąbkę i zaczął myć, najdokładniej jak potrafił...
     Czystą i zadbaną, ubrał w wybrany przez siebie strój zmarłej żony. Przyjemny zapach wciąż drażnił mu nozdrza, czuł się jak przed laty, ten sam chłopiec zakochany, owinięty aurą wigoru i szczęścia.

***



     Nad Baigai wzniósł się kolejny poranek. Miri spałą wciąż spała w łóżku Ryo, a ten siedział obok na krześle, także pogrążony we śnie, z otwartą książką na brzuchu.

Offline

 

#50 2013-03-10 23:22:49

 Miri

Martwy

Zarejestrowany: 2012-03-21
Posty: 294

Re: Dom rodzinny Ryo

Nagle Miri gwałtownie przekręciła się na bok, widocznie organizm nadal domagał się odpoczynku walcząc o każdą zdobytą w ten sposób chwilę, lecz Miri wierciła się i widocznym było że jej powrót to jedynie kwestia chwil. Nagle mamrocząc coś trudnego do przetłumaczenia przekręciła się twarzą w stronę Ryo, powoli podniosła ciężkie powieki. Przez chwilę spoglądała na niego jak gdyby nigdy nic. Wtem zerwała się jakby dotarł do niej widziany przed sobą obraz i świadomość zaczęła funkcjonować, w skutek takiego działania wylądowała na tyłku po drugiej stronie łóżka, padając na podłogę. Od razu poczuła ból w całym ciele.
- Co!? jak to..
Najwidoczniej przeżyty szok nie działał najlepiej na obciążone zmęczeniem komórki Miri, która zamiast skojażyć widoczne fakty miała ochotę wiać gdzie pieprz rośnie. Podnosząc się na równe nogi, początkowo nieco niezgrabnie, jak to człowiek który spędza ostatnie tegodnie w łóżku, lecz po chwili powstała wyprostowana, lecz.. jakże odmieniona.

Ostatnio edytowany przez Miri (2013-03-11 16:59:06)

Offline

 

#51 2013-03-11 17:36:46

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

    Czytanie genezy o pisarzu z Hizaken, który bez przerwy powtarzał o tym, iż literatura jest ważniejsza od oręża i tylko ona może na świecie zaprowadzić pokój, tak bardzo zmorzyła snem Ryo, że ten nawet się nie opierał, gdy dolne i górne powieki ciągnęły ku sobie, jak najsilniejsze magnesy świata.
    Nie śniło mu się raczej nic, co mogłoby ulec zapamiętaniu. Gdyby ktoś jednak próbował siłą wydobyć z niego tę informację, najpewniej powiedziałby, że śnił o lasach. Ostatnio bowiem, zauważył na podłodze kilka rys, za pewne powstałych w skutek pojedynku z Akane, i te nie dawały mu spokoju. Mężczyzna tak mocno się przejął tym faktem, że niemal cały dzień krążył nad skazą podłogową, zastanawiając się jak ją naprawić. Niestety, tutaj akurat kryształ był bezużyteczny i wbrew wielu opiniom, Shouton wszystkiego nie załatwi. Potrzebował raczej kogoś, kto operuje czymś co ma wspólnego z drewnem, a jeśli dobrze kojarzył, to jedyny taki klan znajdował się daleko stąd w Chikai. Cóż tedy począć? Na stolarstwie znał się tyle, co krowa na wróżbiarstwie, toteż postanowił jak najmniej zwracać uwagi na tak denerwujący szkopuł w jego mieszkaniu, wzbogacony o zniszczoną kanapę przez Miri i jej kulę ognia. Jak widać, a ukryć się tego nie da w żaden sposób - goście Ryo nie potrafili się zachować i tylko niszczyli jego skromną niszę, odziedziczoną z dziada pradziada. Tak przecież być nie mogło!
    Obudziły go dziwne okrzyki piskliwego głosiku, które zsunęły czcigodne dzieło pisarza z Hizuken z brzucha Ryo na podłogę, skąd kopnięte niekontrolowanym kopnięciem jego nogi, wsunęły się aż pod łóżko. Na nim zaś spoczywała osóbka, znana Kiyoshiemu doskonale, a zdająca się być w tym momencie kimś zupełnie obcym. Patrzyły na niego oczy wyjątkowo nie pasujące do Uchihy, którą zmuszon przez własne chorobliwe sumienie, leczyć. Miri, znana wszechobec z zachowania niezwykle snobistycznego, skrytego, a zarazem zgryźliwego, teraz miotała się jak poparzony prosiak, cholera wie dlaczego. W swym chaotycznym szale zawołała głośno, urwała w momencie i dopiero po chwili Ryo zrozumiał, iż było to pytanie.
    - Jak to co? - odparł, po omacku szukając dzieła pisarza z Hizaken, które zakupił na swoje dziewiętnaste urodziny i z jakiegoś powodu, było dla niego ważne. Uwalił się na kolana i zaczął błądzić rękoma po podłodze, w międzyczasie klnąc na wszystkich i na wszystko. - A niech Cię cholera... - burknął, spostrzegłszy kątem oka, rąbek książeczki, leżącej daleko poza zasięgiem jego ręki.

Offline

 

#52 2013-03-11 18:57:13

 Miri

Martwy

Zarejestrowany: 2012-03-21
Posty: 294

Re: Dom rodzinny Ryo

Miri spoglądając nieco zamyślonym wzrokiem na Ryo zastanawiała się, jak to możliwe że jest żywa, przecież ostatnie co pamięta to ból i klatka.
- Przecież chciałeś mnie zabić, myślałam że ze mną skończysz. Nadal milczała oszołomiona tą całą sytuacją, zmęczeniem i chcąc nie chcąc problemami które rodzą się  podczas tak długiego, nie korzystania z ciała.
- Ehh... chyba zawdzięczam ci życie. W takim razie, już nigdy cię nie zdradzę. Dodała lekko szczeżąc zęby w uśmiechu. Miri jak widać, sama nie dostrzegała zmian które wystąpiły w jej całokształcie. Dawniej zakrywający wszystko czarny kaftan i taka też dusza, teraz pod wieloma względami nieco odbiegająca od tego obrazu Miri. Być może w tej chwili narodził się kolejny rozdział w jej historii, a byłaby to historia o radości i rodzinie, o smutku i cierpieniu w końcu o człowieku który był tylko pustym wazonem na kwiaty, i ostatni być może rodzący się kwiat.

Offline

 

#53 2013-03-11 19:32:59

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

    - To fantastyyyycznie - odparł, przeciągając zdanie, na znak wysiłku wyciągnięcia ręki do granic możliwości. Ku jego radości, udało mu się położyć palec wskazujący i środkowy na krawędzi książki i tym samym pociągnąć ją ku sobie. Wstał, otrzepał zarówno siebie jak i zdobycz z pod łóżka, zdmuchując z niej grudki pyłu zebranego z ziemi. Odłożył książkę z powrotem na półkę, uśmiechnął się w stronę dziewczyny, a w uśmiechu tym było więcej zagadek niż oczywistych odpowiedzi.
    - Cieszy mnie, że wyzdrowiałaś. Doprawdy, tańczyłaś na granicy życia i śmierci! Niczym baletnica Suzumu w noc przesilenia, wraz ze swym kochankiem Iryu - powiedziawszy, splótł ręce za plecami i pomaszerował do salonu, dając tym samym Miri do zrozumienia, by zrobiła to samo.
    - Ostatnio wiele rozmyślałem - kontynuował, będąc już w największym pomieszczeniu domu - i podjąłem kilka radykalnych decyzji.
     W tym momencie podszedł do stolika, z którego podniósł mały, zmiętolony, z czarną oprawą notatnik. Przekartkował go z nadzwyczajną zręcznością, co wskazywało na to, że dobrze wie, gdzie i co zapisał. Przewracane stronice wydawały z siebie charakterystyczny, miły dla ucha Ryo odgłos, który jeszcze bardziej zachęcał do wdrożenia się w szeregi czarnego, pochyłego pisma. Na niektórych kartach widniały różne rysunki, niektóre bardziej, niektóre mniej zmyślne, każde  za to - równie pokręcone, przedstawiające coś wyjątkowo dziwacznego.
    Ryo zatrzymał się gdzieś w połowie, wbił wzrok w swój własnoręcznie stworzony tekst, coś pomruczał pod nosem, a potem gwałtownie zatrzasnął dzienniczek, który o dziwo nie wydał z siebie żadnego ambitnego dźwięku. Mężczyzna schował swój skarb w czarnej oprawce za bluzkę, a potem skupił się już tylko na dziewczynie o czarnych, jak nocny całun, oczach.
    - Pora się dotlenić.

[z/t oboje => Siedziba klanu Kiyoshi => Siedziba lidera]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-03-11 20:05:16)

Offline

 

#54 2013-03-17 23:23:28

 Miri

Martwy

Zarejestrowany: 2012-03-21
Posty: 294

Re: Dom rodzinny Ryo

Droga z siedziby lidera klanu do domu Ryo trwała ni mniej ni więcej co i poprzednio przebyta. I jak można przewidzieć dotarli niebawem do celu. Wchodząc do domu Miri poczuła lekkie ukłucie w sercu, następnie coś.. jakby na raz w jednej chwili ktoś wyrwał jej wszystko co kocha.. i nie pozostawił wyboru, po prostu zniszczył i wyrzucił do kosza, nie bacząc na uczucia i cierpienia obiektu nienawiści. Ryo ruszył do kuchni, najwidoczniej dość długo trwająca wizyta u Gamatt'a wywołała w nim chęć napełnienia jamy ustnej, to zrozumiałe, musiał nieźle się naprodukować by nie wydać się z czymkolwiek.
Miri zaś czuła się dziwnie.. jakby te ciągłe przeskoki z jednej do drugiej strony, osobowości, istnienia, jestestwa teraz zbierały krwawe żniwo za to wszystko.
- Ryo, chyba źle się czuję. Położę się na chwilkę.
Po czym ruszyła do swojej sypialni na piętrze. Niemal namacalnie odczówała barierę w swojej podświadomości, która słabła z każdym kolejnym stopniem przebywanym w drodze ku górze. Przy niemal końcowym stopniu bariera pękła. Do świadomości Miri powoli zaczęło trafiać, kim jest, co robiła i co wymazała z pamięci... już dawno minęła drugi i piąty stpień. Ignorując ostrzegawcze skrzypnięcie, potwierdzające istotę uczuć dziewczyny, tak teraz miała uczucia, czuła ból i strach.. bała się tak bardzo jak tamtej nocy w szpitalu, gdy przez okno słyszała krzyki ginącego klanu. Pierwszy raz, była na prawdę niewinna, bezradna i taka... samotna. Niemal nieludzką siłą woli uchyliła drzwi do pokoiku, wypełnionego czerwonym światłem dnia, czerwonym światłem przebijającym się przez czerwone szyby z kryształu. To krwawe wnętrze paliło jej sumienie, tyle ofiar, tyle bólu i tylko Miri. Przybyli tu wszyscy, ci którzy zgineli z ręki Matsuo, ci których nigdy nie pomszczono, ci których zabiła ona i ofiary tego co rodzi Kanashimi - żal.
Zbliżając się do stolika, na którego powierzchni spoczywało pióro wieczne i zalegające w pliku białe kartki papieru, takie na których słowa smakowały najlepiej, przysiadła na krześle z oczyma pełnymi tego co zostało.
Drżącą dłonią o kolorze nie zabarwionego jedwiabiu, możliwie najdelikatniej dobyła pióra, błędnym wzrokiem z dozą desperacji zwróciła wzrok ku kartom pustych myśli, myśli których oblicze było tak straszne, jak straszna potrafi być noc nad wznoszącym pieśni o bólu i cierpieniu Hidari. Nie potrafiła tego opisać, przenieść i ukazać.. tego nie powienien nikt poznać, to rodzi ból. Nagle jak za sprawą magii, tuż obok biórka znalazł się oparty o ścianę jej mieczyk o ślniącej bielą klindze. Chwytając go z tym samym wyczuciem z którym dobywała pióra wiecznego, nacięła delikatnie kilka biegnących po powierzchni drobnej ręki żyłek, koloru bladego turkusu. Odkładając broń z pozostawionym na niej niewielkim zabarwieniem karmazynu, lekko opuszczając lewą rękę w bok, tak by nie poplamić niczego co takim być nie powinno, powróciła do bielejących na stoliku krtek papieru. Ponownie ujmując w dłoń pióro, delikatnie musnęła pierwszą z pliku stronic.

Wiatr delikatnie poruszał kotarą przysłaniającą wejście, z wymalowaną na niej insygnią klanu Uchiha. Na zewnątrz brzmiały nieprzerwane odgłosy śmiechu, radości i zwykłego u dzieci nucenia wyimaginowanych melodii. Przebywająca w jednym z wielu podobnych sobie domów kobieta, o długich i normalnych u Uchiha czarnych jak noc włosach poruszała mocnymi, szybkimi ruchami ramion kawałkiem nie określonej nazewnictwem czarnej szmaty. Jej dłonie świadczyły o tym że nie jedno pranie na raniącej kostki tarce kobieta miała już za sobą, jednak jej twarz, była zgoła przeciwna temu obrazowi. Piękne mocno zarysowane czarne oczy, blada cera i długie czarne włosy, podkreślały jej nieskazitelną urodę. Nagle odgłos szmeru przebywanej kotary i dudniących na podłodze drobnych stóp zwabił wzrok praczki.
- Już w domu ? Miałam nadzieję że dasz mi dziś nieco więcej czasu - kobieta jakby płentując swe słowa przybrała życzliwy uśmiech.
- Taira i Hichi powiedzieli że nie będą się ze mną bawić - co najwyżej siedmioletnia dziewczynka, o rysach podobnych do owej praczki, rzuciła oburzone i nieco niepewne spojżenie w kierunku smaganej wiatrem kotary.
- Przykro mi Miri, ale Taira i Hichi są od ciebie troszkę starsi, musisz to zrozumieć - 
Dziewczynka o imieniu Miri, naśladując częste objawy gestykulacji matki, zrobiła minę typową dla kogoś kto wcale nie ma ochoty zrozumieć. Nagle kotara ponownie wydała ten symboliczny odgłos, a w drzwiach pojawił się wysoki mężczyzna w średnim wieku, nosił na sobie czarny kaftan z insygnią klanu Uchiha na plecach. Tak jak i większość Uchiha posiadał także czarne włosy, spowite kilkoma węzłami.
Jakby na umówiony sygnał, Miri ruszyła w stronę przybysza, ten łapiąc ją w biodrach podrzucił w powietrze, co spotykało się z wybuchem radości dziecka.
Tak wyglądał każdy dzień w Hidari, aż nadszedł pamiętny... Już nigdy nic nie było takie samo. Noc nad Hidari niczym nie różniła się od jakiejkolwiek wcześniej. Cisza czasami przeszywana wybuchem śmiechu kogoś kto przesadził z sake, ludzie w Hidari żyli własnym tempem, nie bacząc na wszystko. Los chciał że akurat owej pamiętnej nocy ja.. tzn. Miri złamałam nogę podczas ćwiczeń, miałam może dziesięć lat. Nagle ta cisza której mroki rozbudzały jedynie snujące się postacie uliczkami, teraz zawyła i kajała się przed nieznanym. Szybko zrywając się z szpitalnego łóżka Miri ruszyła w stronę okna. Widok który stał przed nią, wrył się w serce na wieki.


Theme

Nagle Miri poczuła ujmującą słabość, wiedziała że może nie dostać dość czasu. Bezwładnie zwisająca lewa ręka naznaczyła się nieco bardziej wyrazistą stróżką.

Droga była daleka. Miri po pewnym czasie trafiła do akademii Ninja, na jej drodze pojawiały się coraz częstsze wołania, krzyki mordowanych i cierpiących. Obrazy ciał współklanowców i rodziców, widywane co noc. Coraz bardziej nienawidziła Uchiha Matsuo, jego śmierć była jej celem, a jego życie oznaczało je i dla niej. Dziewczyna kończąc akademię była już całkowicie spustoszona prze...

Głowa Miri powoli przechyliła się do przodu, na kilka sekund tracąc kontakt z otoczeniem. Ostatnim wysiłkiem dodała jedynie.

Byłam Uchiha

Jej głowa delikatnie osunęła się na blat stolika, zaś usta zakreśliły w lekkim łuku.
- Tak, mamo - kilka sekund później zasnęła.

Ostatnio edytowany przez Miri (2013-03-17 23:29:03)

Offline

 

#55 2013-03-21 21:45:54

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

     Weszli do środka. Mieszkanie natychmiast poczęstowało ich mieszanką zapachów, nieodłącznych domostwu Ryo. Składniki mieszanki pozostawały do tej pory tajemnicą i chyba nawet sam gospodarz nie potrafiłby odpowiedzieć czym u niego tak pachnie. Tak czy siak, pachniało przecudnie.
     Ryo, wielce niezadowolony z wizyty u kuzyna, która poszła zupełnie nie po jego myśli, miał ochotę coś zniszczyć. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Ręce dosłownie rwały się do rozróby, a oko szukało ku temu stosownego celu. Niestety, im dłużej szukało, tym bardziej dłoniom odechciewało się niecnego uczynku. No, ale cóż począć, gdy coś na co czekało się tak długo, zostaje zniweczone przez lekceważące podejście osoby, której, o ironio, nienawidzi się najbardziej pośród wszystkich ludzi na świecie? No właśnie.
     Zły na wszystko, a w szczególności na siebie, uznał, że najlepszym lekarstwem okaże się herbata, której o dziwo nie zasmakował w jakże przemiłej gościnie Gamatt’a.
     - A niech go szlag – pomyślał, kierując swe kroki ku kuchni, skąd płynęła już burzliwa rzeczka zapachów – a niech szlag trafi tego imbecyla! – krzyknął, niemalże na głos, roztrącając gwałtownym ruchem ręki przedmioty leżące na kuchennym blacie. Zdenerwowaną ręką odnalazł herbatę, drugą wymacał kubek, ściągnięty teraz z jednej z wielu półek. Wstawił wodę w imbryku, usiadł, czekając aż ta się zagotuje. Nie trwało to długo.
     Usłyszał wołanie Miri. Źle się czuje, pomyślał, zdejmując z półki kolejny półek. Każdy by się źle czuł po wizycie u tego pajaca. Że też on nas tak go zbył, tak po prostu. Własną rodzinę! Niedorzeczne! Niedorzeczne i niedopuszczalne!
     - Ahh…! – kryształowy kubek ściskany w jego ręku, pękł, a następnie roztrzaskał się na miliony kawałeczków, by później rozdrobnić się do rozmiarów ziarenek pyłu. Ryo obserwując całe zjawisko krytycznym wzrokiem, nie ociągał się i bez zbędnego wysiłku stworzył replikę naczynia z jedną zauważalną różnicą. Kolor kryształu zmienił się na zielony. Kiedy ostatnio Kiyoshi tworzył kubki, były czerwony, a ostatnimi czasy kolor jego Kekkei-Genkai zmienił się zupełnie. Nie miał pojęcia czemu się tak stało, nawet nie robił sobie trudu, aby tę zagadkę rozwiązać.
     Z przygotowaną herbatą dla dwóch osób, skierował się na pierwsze piętro, gdzie znajdował się pokój gościny, okupowany przez Miri. Na samą myśl o tej dziewczynie, jego żołądek doznawał znacznego i dziwnego przy tym ocieplenia, a serce biło minimalnie szybciej. Podejrzewał dlaczego tak się dzieje, ale nie miał dowagi przyznać tego przed samym sobą. Bał się takich rzeczy od śmierci żony i unikał ich jak ognia, mimo że czasem unikać się ich po prostu nie dało.
     Przed pokojem wciąż stała tacka z jedzeniem, już o wiele dni przedawnionym, którego Ryo dziwnym trafem nie sprzątnął. W sumie było to zrozumiałe, skoro nie odwiedzał tego piętra od dłuższego czasu. Tym razem również nie miał ochoty, aby tę tackę sprzątnąć, to też odsunął ją od drzwi swobodnym ruchem nogi, a potem wszedł do środka. I żałował tego bardzo.
     Kubki wypadły mu z rąk, rozbiły się na tysiące mniejszych kawałeczków, topiąc się w herbacianym ukropie. Ryo zamarł zupełnie, ręce trzymał wciąż tak samo ugięte, jakby kubki nie wypadły mu z rąk i nadal znajdowały się w ich uściskach. W końcu jednak opadły, tak samo jak nogi, które zrzuciły mężczyznę na kolana.
     - Nie… - chwycił się za twarz, ukrył ją w dłoniach – Nie! –załkał, załkał jak dziecko – NIE!!!
     Nie wiedział co ma zrobić. Nie miał zielonego pojęcia.
     Wstał. Upadł. Wstał ponownie. Upadł ponownie. W końcu jednak do niej dotarł, do [niej], tej której zaufał, do osoby którą pokochał. Tak, pokochał. Pokochał jak swoją zmarłą żonę.
     Chwycił się jej rękawa, zatopił w nim twarz… i płakał, płakał tak długo, że nawet nie zauważył kiedy mijają kolejne minuty, godziny, dni…
     - Dlaczego... dlaczego mi to zrobiłaś… Miri…- wstał i dopiero wtedy ujrzał na biurku kartkę zapisaną czerwonym atramentem. Przeczytał i zamarł.


Wiele lat później, gdy Ryo Kiyoshi dołączył już do swojej oblubienicy z klanu Uchiha, mówiono, że ręce wówczas zacisnęły się mu w twarde jak skała pięści, mięśnie spięły się jak żmije, a umysł przesiąkła tak gorzka nienawiść i ból, że mężczyzna z Kryształowego Klanu pogrążył się w mroku już do cna i nie do odratowania… Czy to prawda, to nie wiem, bo mnie przy tym nie było.

Herisaro z Kokkai, pisarz i filozof, uznany za najwybitniejszego artystę III wieku n.e.

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-03-21 21:46:55)

Offline

 

#56 2013-03-26 00:24:43

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

     Nie czuł nic. Był jak góra lodowa, która zderzyła się z czymś, co tej góry nie powinno nawet uszkodzić, a jednak spowodowało, że ta rozpadła się na miliony małych, ledwie większych od pyłu, kamyczków. Zdawało się mu, że koścista ręka chwyta go za żołądek, wyciska go jak gąbkę. Miał wrażenie, że wpada w nicość, próżnie, która go przytłacza i zabija. Ale gdyby ktoś go zapytał, to odpowiedziałby z całą pewnością, że nie czuje nic. Że umarł i już nigdy nie opuści swojego domu. Bo to wszystko nie miało sensu. Żadnego. Przynajmniej przez ten krótki moment.
     Jednak chwilę później wszystko wróciło. Zapach dziwnej mieszanki woni, odblask czerwonych okiennic, wspomnienia - zamglone i niewyraźne - to wszystko wróciło, tak jakby zostało odrodzone, stworzone na nowo. Wróciły także cele, dawne pożądania, wady i zalety swojej mocy. Zupełnie jakby te zdarzenie, w którym stracił ukochaną osobę, zupełnie nie istniało, zostało wymazane, a on odrodził się jak Feniks z popiołów. Tak, jak Feniks z popiołów, pomyślał, czując, że te powiedzenie pasuje do niego jak ulał. I co najważniejsze dodaje mu sił, a te były mu wtedy najbardziej potrzebne.
     Wziął ją na ręce, tak jak wówczas, gdy opiekował się nią przez cały miesiąc. Poczuł jej zimną i twardą skórę, ciało sztywne i dziwnie nieprzyjemne. Ale wziął je i niósł z największą ostrożnością. Bo to był jego obowiązek względem niej. Coś co powinien uczynić już dawno temu. Powziąć jej lęki, jej siłę, a co najważniejsze - jej marzenia. A Miri miała marzenie, przynajmniej jedno, które zostało zapisane na kartce papieru, chwilę przed tym nim odebrała sobie życie. Ryo poprzysiągł, że zrobi wszystko, aby te marzenie spełnić, bo i on ma w tym ukryty cel.
     Zaniósł ją do piwnicy, włożył do pustego sarkofagu. Spojrzał na jej twarz, uśmiechnął się sztywno, jakby na przymus i z całych sił postarał się zapamiętać jej oblicze, gładkie i piękne jak zawsze, by za chwilę wziąć głęboki oddech i wykonać jedno z dobrze mu znanych jutsu. Złożył dłonie w pieczęć barana i z największą czcią wymówił słowa.

     - Suishou Rou...

Offline

 

#57 2013-03-29 20:30:41

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

     Mijały kolejne dni, a Ryo miał co raz większe przekonanie, iż nadchodzi czas, kiedy on sam musi stawić czoła temu, z czym miał się zmierzyć wspólnie z Miri. Jej śmierć, niespodziewana i w pewnym stopniu niezrozumiała dla niego, utwierdziła go w przekonaniu, że tworzenie wspólnych więzi naraża je tylko na stracenie i dlatego zupełnie nie warto ich tworzyć. Obiecał sobie najmocniej jak potrafił, że to był ostatni raz kiedy dał się omotać przez innego człowieka. Od dziś koniec z przyjaźnią i innymi ckliwymi kumulacjami uczuć. Aby przetrwać i nigdy nie zostać zranionym, należy stać się zimnym, obojętnym na wszystko człowiekiem. Wtedy osiągamy stadium, w którym nie możemy zostać w żaden w sposób tknięci, ani ohydnie zaszantażowani. Bycie golemem, to pozbawiona wad wizja, mogąca dać największy z możliwych zysków.
     Miał dużo czasu, aby porządnie się zastanowić i po raz kolejny sprawdzić swoje plany, odłożone na jakiś czas przez ostatnie wydarzenia. Na nowo dał się wciągnąć w ich wir i nie zauważył nawet jak czas szybko mu schodzi przy tej robocie. Uzmysłowił sobie, że w tym momencie jest zdany tylko i wyłącznie na siebie i nikt nie jest w stanie mu pomóc, lub przeszkodzić.
     Był sam.
     Nie miał nawet co spakować na drogę. Jedyne co zrobił, to zabrał to co kupił niedawno na wyspie handlowej, oraz zmienił swój strój na bardziej elegancki. Przez jakiś czas zastanawiał się, czy to jest aby dobra decyzja, lecz później wszelkie wątpliwości minęły i Ryo zaczął swobodnie chodzić w nowym ubraniu. Ponadto, na prawe oko założył opaskę. Choć wówczas nie była mu jeszcze potrzebna, uznał, że czas się przyzwyczajać, aby później nie mieć kłopotów w operowaniu jednym okiem.
     Po raz ostatni zamiótł wzrokiem mieszkanie, w którym działo się więcej niźli mógł kiedykolwiek przypuszczać, a następnie wyszedł i udał się w tylko i wyłącznie sobie znanym kierunku.

[z/t -> Kokkai -> Siedziba klanu Hyuuga -> Bar]

Offline

 

#58 2013-04-15 14:31:52

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

    Zakrwawiony i brudny jak sam diabeł, wszedł do swojego domu. Czuł się wyjątkowo słabo i źle. Łokcie miał pozdzierane do żywego mięsa, a głowę rozdzierał przeraźliwy ból. Choć Ryo nie znał się na medycynie, to nawet on zdawał sobie sprawę, że taki stan został spowodowany przez zbyt duży upływ krwi. W końcu przedarł się z jednej do drugiej prowincji z otwartą raną, która nie przestawała krwawić nawet na odrobinę. Trudno więc oczekiwać, by po tak ekstremalnym wysiłku można było wrócić do codziennych zadań.
    Mimo największych chęci na choć najmniejszy odpoczynek, udał się do toalety. Tam znalazł podręczną apteczkę i z największą niechęcią przeszedł do opatrzenia swojego oka. Za nim jednak do tego przeszedł, spojrzał się w lustro, by z przerażeniem ujrzeć swą twarz. Przynajmniej cień twarzy, lub coś, co powinno nią być. Krew bowiem zalała ją niemalże całkowicie, odsłaniając tylko i wyłącznie lewy policzek, oraz zdrowe oko, szaleńczo rozdygotane i niespokojne jak nigdy. Tam gdzie zaś powinno być prawe oko, ziała czarna jak samo piekło, dziura.
    Ryo zdążył po raz ostatni wciągnąć powietrze, bo potem zaczął już rzygać. Długo rzygać. Dopóty, aż w żołądku nie pozostało nic, oprócz powietrza i kwasów organicznych.
    Kiedy skończył, podszedł do kolejnej próby opatrzenia swej facjaty. Tym razem poszło mu dużo lepiej, o czym mógł świadczyć fakt, iż nie zwymiotował. Wręcz przeciwnie, radził sobie wręcz doskonale. Pomimo nienabytych umiejętności medycznych, potrafił skuteczne zatamował krwotok, oczyścić ranę z brudu i bakterii. Później nalepił na nie gaziki i udał się na zasłużoną drzemkę. Noc spędzona w karczmie, nie szczególnie dobrze wypłynęła na jego zdrowie, o czym świadczył fakt wyjątkowo naoczny...
    Zaraz potem jak się obudził, ponownie ruszył do toalety, gdzie oddał się równie należnej co wcześniejsza drzemka - kąpieli. Kąpał się długo i dokładnie, natychmiast przypominając sobie tym samym Miri i jej stan, kiedy miała zamiar wyzionąć ducha, a dzięki niemu tego nie zrobiła. Ba! Gdyby nie on, to by w ogóle tego ducha nie wyzionęła...
    Zamyślił się srogo, czując skurcz w żołądku. Koniec końców, umarła, pomyślał, zanurzając głowę w mydlinach.
     Zaraz potem, ruszył do swojej izdebki, gdzie znalazłszy kilka całkiem zacnych ciuchów, przebrał się i dokładnie wyrychtował. Czekała go bowiem dalsza podróż, której za nic na świecie nie chciał przegapić. Szerzyły się plotki o śmierci Lorda Kraju Ziemi. Nie możliwym było by to ON go pozbawił życia tak szybko, ale sprawdzenie tego na własne oczy należało do rzeczy obowiązkowych na ten czas.
     Zabierając cały swój skromny dobytek pieniężny, wyszedł się zaopatrzyć. On, Jednooki Smok z Baigai.

[z/t Siedziba klanu Kiyoshi || Sklep ]

Offline

 

#59 2013-07-11 02:03:55

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

    Dotarcie do obrębu miasta zajęło mu nie dłużej jak kilka minut. Dolina, miejsce, gdzie do tej pory przebywał, znajdowała się bardzo blisko wioski. Warto zaznaczyć, że to właśnie jej bliskie położenie zadecydowało o atrakcyjności jako miejsce do treningu. Ryo nie mógł być pewny jak bardzo trening go zmęczy, a nie chciał też paść odłogiem gdzieś w jakimś zaułku, którego nikt na dobrą sprawę nie odwiedza. Postanowił więc wybrać położenie obszaru treningowego w ten sposób, aby pozwała na spokojnie oddać się wysiłkowi, będąc zarazem blisko wioski. Dolina sprawdzała się w tym wypadku doskonale.
    Nie było go zbyt krótko, aby móc powiedzieć, że coś się zmieniło. Dokoła wciąż panował ciężki swąd dóbr znajdujących się na straganach. Tu i ówdzie ktoś się o coś wykłócał, gdzie indziej jakaś osoba prezentowała arcydzieła powstałe - według mocno upierdliwych zapewnień sprzedawcy - gdzieś na deszczu, specjalnymi farbami, czy czymś podobnym... Ryo nie miał ani ochoty, aby tego wysłuchiwać, ani też czasu, który kazał mu co i rusz odrywać wzrok od dziwactw rządzących się własnymi prawami w Baigai. W pewnym momencie popadł nawet w stan groźnego podirytowania, kiedy jeden z żebraków zalegających na chodniku rzucił się mu do stóp, błagając o Ryo. O Ryo! Kiyoshi uśmiechnął się. Oto proszą go o monety, od który nazwy pochodzi jego imię. Jakże kuriozalna ciekawostka.
    Po jakimś czasie doszedł do domu. Nie było go w nim tak długo, że bał się, czy będzie w stanie go rozpoznać.
    Rozpoznał.
    Te same szyby, wykonane z czerwonego kryształu sprawiały, jakoby o pomyłce mowy być nie mogło. Dom Ryo od zawsze wyróżniał się pośród innych i sam właściciel zdawał sobie z tego doskonale sprawę. Lubił, gdy uwaga skupia się wokół jego osoby, nawet jeśli chodzi tu tylko o dom, coś, co ma niemalże każdy mieszkaniec.
    Wszedł do środka, odetchnął ciężko. W środku panował zaduch kurzem, a ciężkie powietrze bodaj samo pchnęło Jednookiego do czerwonych okiennic, każąc mu je otworzyć na rozcież. Tak też zrobił i gdy tchnęła w niego fala świeżego powietrza, skierował się prosto w stronę kuchni. Dobrawszy się do jedzenia, wpałaszował z apetytem miskę ramenu, który przegryzł doskonałą, choć nieco już uschniętą, szarlotką. Kilka chwil później siedział już wygodnie w miękkim fotelu salonu, siorbiąc gorącą herbatę. Jego ulubiony, zaraz po winie napój.
    - Chyba nadszedł już czas - rzekł sam do siebie, dźwigając się na równe nogi. Odstawił kubek na
szafkę obok, odchrząknął w zaciśniętą pięść, jakoby przygotowanie do wybordnej sztuczki, a następnie wgryzł się w swój kciuk. Tak jak nigdy nie lubił tego robić, tak i teraz zrobił z wyraźną niechęcią. - Kuchiyose no jutsu!
    W salonie buchnął biały dym, który rozpierzchł się w szybkim tempie, odsłaniając nowo przybyłego gościa.
    - Witaj Akino! - przywitał się entuzjastycznie, siadając miękko z powrotem na fotel. - Dawnośmy się nie widzieli przyjacielu, prawdaż to? Ohh…po minie widzę, że prawda! No nic…Przyjemności zostawmy na bok. Mam do ciebie prośbę, mój uroczy piesku. Chciałbym, abyś przyprowadził mi tu pewnego człowieka, który, mam głęboką nadzieję, wciąż kręci się gdzieś w pobliżu. Byłbyś tak miły?
    - Byłbym, Ryo-kun. W każdym razie, muszę mieć jego trop. Jakiś zapach, cokolwiek...
    - Proszę bardzo - Kiyoshi wyjął z kieszeni malutki kawałeczek ubrania Samotnika, który zdobył podczas  ostatniego pojedynku.
    - To mi wystarczy.
    I wybiegł.

Offline

 

#60 2013-07-11 14:01:11

 Akami

Martwy

42754256
Zarejestrowany: 2012-08-18
Posty: 505
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Fumetsu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 38
Multikonta: Kazunari

Re: Dom rodzinny Ryo

     Pogoda jaka trwała nieustannie od kilku dni, poczęła wywoływać u mnie wściekłość. Nieprzerwany deszcz irytował mnie do granic możliwości. Byłem cały przemoknięty, co nie tylko przeszkadzało fizycznie, ale także ubliżało mojemu wizerunkowi. Musiałem jednak schować tym razem dumę w kieszeń i przeżyć jeszcze co najmniej parę dni w Kraju Ziemi. Nie miałem wszak na chwilę obecną żadnych planów, choć żyłem szczerą nadzieję, iż wizyta u Ryo Kiyoshi'ego - "Jednookiego Smoka z Baigai" zmieni ten monotonny stan rzeczy.

     Po niezbyt długiej podróży, nareszcie dotarłem do jego posiadłości. Wiedząc nieco więcej na temat właściciela, a dokładniej jego pochodzenia, nie zdziwiła mnie wystawność budynku. Drewno tworzące ściany domu wydawało się skądś znajome, a szkło natomiast przywoływało jednoznaczne skojarzenie z klanem ninja posługujących się kryształem. Mimo wszystko rozmiary, a także pieczołowitość wykonania tego miejsca zasługiwały na podziw.

     Stojąc przed drzwiami, zapukałem i czekałem na lokatora. Ewentualnie ruszyłem za ninkenem, jeżeli ten wszedł od razu.


http://i.imgur.com/TDQuAfP.gif

Offline

 

#61 2013-07-11 15:03:10

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

    Ryo spojrzał nieprzytomnym wzrokiem w stronę drzwi, skąd dochodził odgłos głębokiego poruszenia. Wyglądało na to, że Kiyoshi'ego odwiedził gość, a przeczucie mówiło, że ten wie kim ów gość jest. Nie mylił się. Zdolności Akino z łatwością sprostały zadaniu i wytropiły Samotnika, z którym jeszcze nie dawno Ryo przyszło walczyć. Nie wiedział, czy ten urósł przez czas rozłąki w siłę, czy może wręcz przeciwnie; załamał się po porażce i jeszcze bardziej zmizerniał.
    Aktualna aparycja Akami'ego sprawiła, że Kiyoshi był skłonny uwierzyć w te drugie. Mężczyzna był brudny, ubłocony. Na jego twarzy malowało się wyczerpanie, oprószone zaschnięty brudem, którego nie dał rady zmyć nawet deszcz, królujący od jakiegoś czasu pośród innych walorów pogodowych. Nie mniej, Ryo postanowił przyjąć gościa ciepło.
    - Pan Akami! - zawołał, zmierzając ku przybyszowi. - Zaszczytem dla mnie pańska wizyta. Mam
nadzieję, że podróż obyła się bez żadnych przykrości, wszak Baigai potrafi być dokuczliwe
- to powiedziawszy, spojrzał na psa. - Dziękuję ci Akino, mam u ciebie dług.
    Pies skinął w odpowiedzi, sprawiając wrażenie, jakoby obietnice wziął na poważnie. I zniknął, pośród białego dymu. Ryo wpatrywał się weń tak długo, dopóki ten nie rozmył się zupełnie, przesiąknąwszy w niewidoczne dla oka powietrze. Gospodarz ponownie skupił swą uwagę na gościu.
    - Proszę, proszę za mną.
    Splótł dłonie za plecami, służąc Akami'emu za przewodnika. I choć podróż zakończyła się szybko, bo w salonie, który mieścił się nieopodal przedsionka, to Samotnik mógł zauważyć jaką pedantycznością bije od mieszkania. Półki i gablotki, z których wyglądały kanciaste kontury zwojów i książek, sprawiały wrażenie zupełnie wytartych z kurzu. Fotel, kanapa, a nawet kryształowy stolik, gdzie stały już dwa kubki z świeżo zaparzoną herbatą, stały od siebie w idealnie zachowanej symetrii. Wszystko, nawet obrazy, przedstawiające skrupulatnie namalowane portrety przodków dziedzica, biły aurą starości, a zarazem dostojeństwa i czystości. Ktoś by powiedział, że nawet arystokratycznej czystości.
    - Bez krępacji - Ryo wskazał fotel stojący na przeciw tego, w którym on sam osiadł. Przed
siedzeniami, na stoliku, parował brunatny wrzątek w kryształowych, zielonych kubkach. Jednooki chwycił swój, uszczknął z niego mały łyk. - Jak się podoba panu w moim domu? - zagaił, świdrując Akami'ego swoim fioletowym okiem, czując się o wiele lepiej, gdy rozmawiał teraz na swoim terenie, w czystych, świeżych ciuchach.

Offline

 

#62 2013-07-11 21:51:12

 Akami

Martwy

42754256
Zarejestrowany: 2012-08-18
Posty: 505
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Fumetsu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 38
Multikonta: Kazunari

Re: Dom rodzinny Ryo

     W drzwiach przywitał mnie gospodarz tego pokaźnego domu. Ryo oczywiście zdążył się przygotować, czego ja nie mogłem powiedzieć o sobie. Na szczęście nie musiałem długo czekać w deszczu i migiem zostałem wpuszczony mnie do środka.

- Bez większych komplikacji, dziękuję. Lecz tutejsza pogoda zaczyna nieźle dawać się we znaki. Przepraszam, że przychodzę taki nieokrzesany. Od naszego poprzedniego sparingu nie miałem kiedy, ani gdzie doprowadzić się do porządku. - odpowiedziałem, przekraczając próg domostwa.

     Budynek prezentował się jeszcze wspanialej wewnątrz, niż z zewnątrz. Przekraczało znaną mi granicę dostatku. Cała estetyka, zadbanie i czystość, uderzała w mój czuły punkt. Aż chciało się powiedzieć "Sam chciałbym tu mieszkać". Podobało mi się tutaj prawie wszystko. Meble nie dość, że imponujące same w sobie to na dodatek praktycznie niemożliwym było, znalezienie jakiegokolwiek kurzu. Czułem się, jakbym wszedł do domu z własnych marzeń. Jedyne co mi tutaj nie pasowało, to obrazy z podobiznami obcych mi ludzi. Łatwo było jednak wydedukować kogo one przedstawiały.

     Kiyoshi żądał niemożliwego. Moja równie pedantyczna mentalność nie pozwalała mi zasiąść bez krępacji na jednym z tych czystych foteli, będąc w tak opłakanym stanie. Mógłbym jednak urazić w ten sposób gospodarza, więc postanowiłem się tym razem przełamać. Usiadłem i domyślając się, że stojący przede mną kubek został tutaj pozostawiony dla mnie, pociągnąłem jeden, krótki łyk.

- Ten dom wskazuje jednoznacznie, że jego właściciel ma bardzo dobry gust. Dawno nie gościłem w tak ładnym i zadbanym salonie. - wygłosiłem swoją opinię, nie oszczędzając superlatywów.

     Przechyliłem zielone naczynie jeszcze raz. Zanim jednak odłożyłem kryształowy kubek, zacząłem z zainteresowaniem go oglądać.

- Jak się domyślam, to zostało stworzone za pomocą pańskich zdolności klanowych? - spytałem zaciekawiony.

     Zdałem sobie sprawę, że pomimo iż widziałem to Kekkei Genkai w przeszłości, to po raz pierwszy mam z nim bezpośredni kontakt. Kryształ wydawał się dość twardy, więc byłem przekonany co do surowca, który posłużył do stworzenia tego naczynia.


http://i.imgur.com/TDQuAfP.gif

Offline

 

#63 2013-07-11 22:41:58

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

    Gdy Akami zasiadł w miękkim fotelu, będąc wyraźnie skrępowany swoim aktualnym stanem wizualnym, Ryo poderwał się nagle i podszedł prężnym krokiem do, zdawałoby się niewidocznego dotychczas, kominka. Kucnąwszy tuż przy nim, powziął do ręki kilka drzazg, wrzucił je do kotliska, aby następnie zamielić w nim pogrzebaczem, starając się w ten oto sposób wzniecić ogień.
    - Pańskie pochlebstwa pokrzepiają me serce - odparł, dorzucając drwa do co raz jaśniej skwierczącego paleniska - Ten dom, jak i większość rzeczy, które Pan widzi - odziedziczyłem w spadku. Pochodzę z bardzo starego rodu, jednego z najbardziej prestiżowych w całym klanie Kiyoshi… Ale nie będę Pana zanudzał historiami, które i tak nie mają już dla mnie żadnego znaczenia, ani tym bardziej wartości. Tym samym - podjął, gdy odłożył już pogrzebacz i podniósł się, odsłaniając w ten sposób wesoło strzelające płomyki kominka, konsumujące z wyraźną lubością jodłowe drewno i liżące jednocześnie marmurową płytki wokół otworu; swoistego wejścia do pieca - potwierdzę pański domysł. Kubki stworzyłem za pomocą moich własnych, niepospolitych zdolności, tak jak herbatę, którą pan pije, a wraz z nią truciznę, dodaną wcześniej do imbryka, a na którą ja jestem uodporniony. Wszystko według receptury praojców. Czy jest coś, o co chciałby pan jeszcze zapytać, panie Akami? - zadał pytanie, wypowiedziane tonem, zupełnie jakby wcześniej wypowiedziane słowa nie miały znaczenia.

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-07-11 22:44:08)

Offline

 

#64 2013-07-11 23:31:41

 Akami

Martwy

42754256
Zarejestrowany: 2012-08-18
Posty: 505
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Fumetsu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 38
Multikonta: Kazunari

Re: Dom rodzinny Ryo

     Po dowiedzeniu się o obecności trucizny, zajrzałem do trunku. Moja mina nie wskazywała na zaskoczenie, choć można było to także nazwać brakiem strachu o własne życie. Byłem nieostrożny to prawda, ale nawet nie wiedziałem jakie tego mogą być skutku. Spokój udało mi się zachować choćby dlatego, że nie widziałem powodów, dla których miałby chcieć mnie zabić. Na mojej twarzy najwyraźniejszymi emocjami były zaciekawieni i zamysł. Zastanawiało mnie, czym się kierował. Jeżeli chciałby z jakiegoś powodu ująć mnie za szkody wyrządzone w Sashikan, nie fatygowałby się tyle i załatwił to podczas naszego poprzedniego spotkania. Rozmyślałem oprócz tego nad skutkami owego zatrucia.

- Interesujące... Jak działa ta trucizna? - spytałem się.

     Odłożyłem kubek i złożyłem ręce do jednej pieczęci. Obok mnie pojawił się idealnie odwzorowany klon, który natychmiast wyleciał za drzwi, udając się w bliżej nieokreślonym kierunku. Szczerze mówiąc sam nie wiem gdzie się udał, miał jedynie wykonać dla mnie pewne zadanie.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/TDQuAfP.gif

Offline

 

#65 2013-07-14 05:09:47

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

    Ryo, choć nie dał tego po sobie poznać, zauważył i zdziwił się tym samym, jakoby Akami wcale nie stracił głowy, gdy dowiedział się, że oto, zupełnie niespodziewanie, został poddany działaniu tajemniczej trucizny. Co więcej, zachował pełen spokój, niezburzony choćby cieniem wyrzutu w stronę gospodarza.
    - Nie działa w żaden sposób - odparł Jednooki siadając - okłamałem pana, panie Akami, upraszam o wybaczenie. Taki już jestem, że poddaje ludzi najróżniejszym testom, często po przez byle impuls. Ot, słabość człowiecza, cóż poradzić.
    Na widok stworzonego klona, Ryo zmrużył podejrzliwie swoją jedyną powiekę, a w momencie gdy ten pobiegł w stronę drzwi, stanęła przed nim ciemno-zielona, kryształowa ściana, przysłaniająca całe wejście. Kiyoshi opuścił wyciągniętą rękę i jakby nigdy nic, począł kontynuować rozmowę, zakosztowawszy wcześniej herbaty ze swego kubka.
    - Jak to mówią - rzekł, a uśmiech błąkał się mu po twarzy - pierwsze koty za płoty. Zdążyliśmy wymienić się uprzejmościami, obaj udowodniliśmy, że znamy się na kulturalnej pogawędce, najwyraźniej więc jesteśmy ludźmi oświeconymi, panie Akami. Niegrzecznie ze swej strony poczyniłem, zostawiając pana wtedy nad rzeką. Doprawdy, nie planowałem tego, ale jak pan pewnie się już domyśla - znowu dałem się ponieść impulsowi. W każdym razie, nie owijając niepotrzebnie w bawełnę, powiedziałem panu wówczas, że dam panu szansę. Zamierzam dotrzymać słowa, więc jeśli pan się zgadza, możemy przejść do soczystych konkretów.
    Ryo wstał, podszedł do jednej z wielu gablotek, otworzył ją, sięgnął po jeden ze zwojów i z powrotem wrócił na fotel, z którego zdążył się przed chwilą podnieść. Papierowa rurka zwoju tańczyła mu między długimi, szczupłymi palcami, między którymi prześwitywało świdrujące spojrzenie fioletowego oka, czekającego na odpowiedź.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-07-14 18:20:16)

Offline

 

#66 2013-07-14 18:08:21

 Akami

Martwy

42754256
Zarejestrowany: 2012-08-18
Posty: 505
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Fumetsu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 38
Multikonta: Kazunari

Re: Dom rodzinny Ryo

     W przeciwieństwie do Ryo, który ledwo zmrużył powiekę, ja obróciłem całą głowę, wpatrując się w zieloną ścianę stworzoną przez Kiyoshi'ego, która zablokowała przejście mojego klona. Na twarzy tryumfował nieukryty podziw. To Kekkei Genkai ponownie zrobiło na mnie duże wrażenie, nawet przy tak podstawowym zagraniu. Choć nie miałem wątpliwości co do pochodzenia jednookiego, to teraz miałem niezbity dowód jego prawdomówności. Klan z Baigai wydawał się niewątpliwie jednym z tych zasługujących na duży szacunek i tego nastawienia względem nich zdecydowałem się trzymać. Słuchając słów rozmówcy, skierowałem wzrok ponownie w jego stronę.

- Nic się nie stało panie Ryo. Ja również przepraszam za swoją impulsywność. - powiedziałem, chcąc załagodzić całe to niespokojne zajście.

     Wykonałem jeszcze jeden gest, którego skutkiem było zniknięcie klona. Zaciekawiony zerknąłem na zwój, obracający w dłoni Ryo. Zastanawiało mnie, co może zawierać. Spodziewałem się głównie jakichś informacji aniżeli technik, które najczęściej można w takich zwojach spotkać. Zapewne ma to duże powiązanie z oferowaną szansą.

- Zamieniam się w słuch. - odpowiedziałem krótko, lecz uprzejmym tonem.


http://i.imgur.com/TDQuAfP.gif

Offline

 

#67 2013-07-14 18:43:29

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

    Na słowa Akami'ego, Ryo zareagował krótkim, acz wyraźnym błyskiem prawego oka. Gdy te zniknęło, włożył zwój pomiędzy palec środkowy, a wskazujący i zastygł tak na trwającą góra trzy sekundy chwilę. Kiyoshi wyraźnie się nad czymś zastanawiał, ale najwidoczniej nie chciał dać tego po sobie znać, co udowodnił zgrabnym przesunięciem zwoju; tym razem pomiędzy palec środkowy, a kciuk. W końcu, położył rulon na stole, zastygł raz jeszcze, a potem podsunął go Akami'emu.
    - Nie sztuka słuchania, a czytania się panu przyda. Mam nadzieję, że doceni pan fakt, jako że zdradzam w tej chwili sekrety, godne nie tylko mej, ale i kilku innych osób, głowy. Zależy mi na dyskrecji i ufam, jakoby pan posiadał tę - niedocenianą w dzisiejszych czasach - cnotę.
    Umilkł, dał Akamiemu czas na przeczytanie zawartości zwoju. Łokcie oparł na stole, splecione dłonie posłużyły mu jak podpora pod brodę. Wpatrywał się spod ciężkiej powieki wzrokiem, starając się zajrzeć w umysł siedzącego na przeciw niego Samotnika. Gdy widział, jak spojrzenie gościa dociera do końca całego tekstu zabrał głos raz jeszcze.
    - Rad byłbym, gdyby teraz pan odsłonił karty, panie Akami... Bardzo rad... 

Offline

 

#68 2013-07-14 20:47:19

 Akami

Martwy

42754256
Zarejestrowany: 2012-08-18
Posty: 505
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Fumetsu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 38
Multikonta: Kazunari

Re: Dom rodzinny Ryo

     Nie zwlekając ani nie przedłużając niepotrzebnie, rozpocząłem lekturę zwoju. Jak się okazało, moje przeczucia były słuszne i ten tajemniczy przedmiot zawierał tajne informację. Ich waga mnie przygniotła. Przetarłem ręką brodę, a moja mina wyraźnie spoważniała. Spojrzałem się w jedyne oko Ryo, chcąc wyczytać intencję jakimi się kieruje. Zdziwiło mnie, że przekazał mi coś tak cennego, pomimo iż ledwo mnie znał. Lecz w głębi duszy byłem mu wdzięczny za zaufanie, jakim mnie obdarzył. Nie dawałem jednak tego po sobie poznać, dalej nosząc maskę absolutnego spokoju.

     Skończywszy czytać, zwinąłem rulon jakbym chciał uchronić go przed przeczytaniem przez kogokolwiek innego. Zmrużyłem oczy zbierając myśli. Wiedziałem, że odpowiedź zmieni bardzo dużo. Po głębszej analizie, wiedziałem co powinienem robić.

- Jeżeli tak mają się sprawy... To jestem gotów wykorzystać szansę, którą mi oferujesz, panie Ryo. - odpowiedziałem bez kszty zwątpienia.


http://i.imgur.com/TDQuAfP.gif

Offline

 

#69 2013-07-14 23:16:21

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

    Po wypowiedzi Akami'ego, Ryo wypuścił przez nos zalegające w płucach powietrze i wyprostował się w fotelu, kładąc przy tym ręce na oparciu.
    - Pomimo naszej ostatniej potyczki, obaj doskonale zdajemy sobie sprawę, jak tak naprawdę mało o sobie wiemy. Przynajmniej ja, panie Akami, nic o panu nie wiem i boli mnie to strasznie, bo muszę wtedy zdać się na moją intuicję. Nie lubię tego robić, jako że mam poważne powody, aby nie do końca jej ufać. Dlatego martwi mnie brak odpowiedzi na me ostatnie pytanie...
    Wziął do ręki kubek, zakołysał nim i przechylił do ust, przełykając resztki letniej herbaty.
    - Nie jestem pewny, czy wcielać moje... Nasze plany w życie już teraz. Choć machina wydarzeń ruszyła i zatrzymać się jej nie tyle co nie da, a będzie to po prostu bardzo bolesne, mam dziwne przeczucie, że powinniśmy zaczekać. Wkrótce, w Enko rozpocznie się turniej, którego organizatorem będzie Akio Namikaze, lider swego klanu. Zbiorą się tam najzacniejsi ninja, chciałbym więc odwiedzić tę imprezę, zaprezentować się... W pełnej okazałości, że tak powiem. Wcześniej jednak, wydarzy się część rzeczy, które już pan przeczytał... Cóż, doprawdy nie wiem, czy nie powinniśmy już wyruszać do Kokkai.
    Zmyślił się, spojrzał w czerwone okiennice, nad którymi bujały się zasłony targane przeciągiem. Przechylił kubek raz jeszcze, wypijając resztki jego brunatnej zawartości.

Offline

 

#70 2013-07-15 00:14:06

 Akami

Martwy

42754256
Zarejestrowany: 2012-08-18
Posty: 505
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Fumetsu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 38
Multikonta: Kazunari

Re: Dom rodzinny Ryo

     Na samą wzmiankę o turnieju i prezentowaniu zdolności, zareagowałem dość sceptycznie, co okazałem skrzywionym grymasem. Dlatego wstałem podszedłem do kominka, a następnie zacząłem prezentować swoje zdanie...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

     Skończywszy wypowiedź, wróciłem do swojego poprzedniego miejsca ponownie zasiadając w fotelu. Po tej długiej przemowie zaschło mi nieco w gardle, więc wziąłem kolejny łyk z kryształowego kubka. Herbata już nieco ostygła przez drobny niepokój, związany ze wzmianką o truciźnie. Nie przejmowałem się jednak tak przyziemnymi sprawami, gdyż z zaciekawieniem wyczekiwałem reakcji Kiyoshi'ego.


http://i.imgur.com/TDQuAfP.gif

Offline

 

#71 2013-07-15 02:14:47

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

        Gdy Akami zaczął opowiadać, Ryo wyraźnie pokraśniał. Z każdym słowem Samotnika, czuł co raz większe podniecenie, które sukcesywnie rosło, aż wkrótce osiągnęło istne apogeum. Kiyoshi zerwał się ze swojego siedziska, oddychając ciężko począł przemierzać swój salon. Splótł dłonie na potylicy, w międzyczasie chodząc i bezgłośnie ruszając wargami, jakby zaczął coś kalkulować.
    - Genialne! - zawołał z pełnym entuzjazmem, którego Akami tak bardzo się bał. - Nawet nie wiesz... Nie zdajesz sobie sprawy z tego, kim jesteś! Jeśli mnie nie okłamujesz, to właśnie w tym momencie otworzyłeś nam drogę do... - wyszczerzył zęby - sam-wiesz-czego.
    Prężnym krokiem podszedł do stołu, zgarnął z niego zwój. Ścisnął go w garści, w skutek czego ten zaczął iskrzyć się szmaragdową zielenią, by chwilę później stać się małą bryłką kryształu. Na jego początkowo gładkiej powierzchni zaczęły się pojawiać siateczki pęknięć, aż w końcu skrystalizowany zwój rozpadł się na kilkanaście mniejszych kawałeczków, z czego te rozpadały się na jeszcze mniejsze. Trwało to do czasu, aż wszystko nie zamieniło się w ledwie widoczny, zielony pyłek.
    Ryo ruszył w stronę drzwi, ruchem ręki sprawił, że kryształowa ściana roztrzaskała się, rozkładając się zaraz potem dokładnie tak samo jak zwój.
    Jednooki wyszedł na zewnątrz, a tuż obok niego poczęły rodzić się kształty. Żywe, kryształowe stworzenia.
    Smoki Kiyoshich.
    - Wsiadaj na jednego z nich. Wyruszamy natychmiast. Wszystko opowiem ci w drodze.

[z/t Akami&Ryo na smoku -> Tetsu no Kuni]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-07-15 02:15:38)

Offline

 

#72 2013-10-06 23:30:43

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Dom rodzinny Ryo

     Droga od baru do jego domu wcale do długich nie należała. Ryo doskonale o tym wiedział, bo sama lokacja jego dawnej rudery, do której wciąż czuł głęboko zakorzeniony sentyment, przypadkowa nie była. Uśmiechnął się nawet, gdy uświadomił sobie, że karczmarz mógł go z łatwością zdemaskować, gdyby tylko chciał. Pozostawało myśleć, że nie zrobił tego tylko dlatego, że nie słyszał podejrzanej rozmowy, bo gdyby było przeciwnie, najpewniej zawołałby swym donośnym głosem: Ryo chłopcze, w co ty znowu pogrywasz z tymi dziewuchami!
     Tak czy inaczej brnął przed siebie, zadowolony, gdy wkrótce mógł zauważyć z dala kontury swego przybytku. Wyróżniał się na tle innych, pomniejszych domków i Ryo dobrze o tym wiedział, czując przy tym dziwną do określenia satysfakcję. W tej samej chwili odczuł kolejny cios nostalgii, przypominający mu o czasach, gdy rzeczywiście trzymał po kieszeniach spore pieniądze i mógł sobie pozwolić na własny kąt. Dzisiaj mógłby jedynie pomarzyć o kupnie czegoś podobnego, a niski budżet, do którego wcześniej nie przywiązywał wagi, zaczął go w pewien sposób boleć.
     Kiedy znaleźli się przed jego domem, Jednooki odwrócił się do idącej z nim dziewczyny i kazał jej zaczekać. Potem zaś wszedł do środka i za chwilę wyszedł z lnianym workiem, który wesoło podzwaniał od znajdujących się w środku klejnotów.
     - Ruszajmy - rzekł, zarzucając wór na plecy, kierując się prężnym krokiem na wschód.

z/t Sashikan/Miasto

Offline

 

#73 2013-10-07 19:14:46

 Igari

Zaginiony

Nie ma już po co pisać.
Zarejestrowany: 2013-06-08
Posty: 78
Ranga: Zbieg
Wiek: 18

Re: Dom rodzinny Ryo

    Opuszczając bar ruszyliśmy w stronę domu nieznajomego, miałam powoli dość tej anonimowości kupca..
    - Może zdradzisz mi w końcu jak mam się do ciebie zwracać? tak dla ułatwienia rozmowy. - Początkowo nie wiedziałam dokąd zmierzamy, dopiero gdy dotarliśmy na miejsce domu jednookiego, naprawdę zaczęłam podejrzewać go o fałszywość jego kupieckiej natury, i zdecydowanie z zwątpiłam w autentyczność okazanych mi przez niego kamieni. Jeśli nieznajomy pochodził z klanu Kiyoshi, mógł bez problemu naprędce stworzyć coś tak drobnego, chyba.
    Niebawem jednooki powrócił z dziwnym workiem, jeśli to miał być cały jego kupiecki dobytek, to niech mnie diabli słabo prosperował, mam nadzieję że stać go będzie na opłatę moich usług, jeśli rzeczywiście ich potrzebuje...
  [z/t-> Sashikan/Miasto]

Ostatnio edytowany przez Igari (2013-11-04 22:34:23)

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
sprawdź moje źródło zakład pogrzebowy warszawa