Ogłoszenie


#81 2016-12-28 20:36:05

 Suoh

Klan Kiyoshi

46642233
Skąd: Kraśnik
Zarejestrowany: 2016-06-26
Posty: 332
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 22 lata
WWW

Re: Pałac

    Nie spodziewałem się takiej reakcji ze strony mężczyzny. Bardziej liczyłem na przerażenie albo choć trochę ukrócenie tej irytującej pewności siebie i sprawiania takiego dobrodusznego bogacza. W pełni rozumiem, że turniej na pewno mocno zasili jego kieszenie, ale przecież przez chwilę bezpośrednio zagroziłem mu, na pewno musiał poczuć odrobinę strachu. W tej chwili byłem lekko zmieszany, nie wiedziałem czego można się dokładnie po nim spodziewać a jeszcze słowa, które wypowiedział na początku nie dawały mi spokoju. Na pewno zaprezentowana przeze mnie umiejętność musiała się mu spodobać lecz to nie powód by całkowicie mnie lekceważyć. Nie jestem pewien, ale nie wygląda na kogoś kto idealnie ukrywa swój strach pod maską miłego i sympatycznego mężczyzny. Cóż, sylwetka Okane była dla mnie nie małą zagwozdką, sposób w jaki podejmował decyzję niezależnie od tego czy jest na nim wywierana jakaś presja czy też był jej brak, były na prawdę imponujące. Widać, że posiada ogromne doświadczenie jeżeli chodzi o interesy i manipulowanie swoimi ofiarami, gdzie niechętnie przyznaje, ale to my. Jestem tylko ciekawy na ile zdałaby się ta jego pewność siebie gdybym w tym momencie po prostu zaczął buszować mu po pałacu zabierając cenniejsze przedmioty chcąc sprzedać je gdzieś po drugiej stronie świata.
    Nie miałem ochoty na dalsze wysłuchiwanie tych bzdur. Może i jestem tu głównie dla pieniędzy, ale nie oznacza to, że można mnie traktować jak jakiegoś najemnika, który na dźwięk monet zrobi wszystko. Nie zamierzałem zostawać do końca obiadu ani jego wypowiedzi. W połowie zdania wstałem, wyprostowałem zarówno ręce jak i nogi a następnie oparłem jedną dłoń o katanę przymocowaną do pasa i spojrzałem w kierunku stołu. Drugą dłonią wziąłem kawałeczek ciasta, które posłużyło jako deser i zacząłem zmierzać w kierunku drzwi wyjściowych. Drogę pamiętałem na pamięć więc nie było potrzeby aby wołać tutaj specjalnie kogoś kto by mnie odprowadził. Stanąłem w progu i raz jeszcze odwróciłem się kierując ostatnie na dzisiaj słowa do Okane Kazuko. - Lekceważysz nas mój szeroki przyjacielu. - Po czym z niewielkim uśmiechem na twarzy wyszedłem z posiadłości i udałem się w głąb miasta aby odreagować. Specjalnie powiedziałem nas bo byłem przekonany, że nie jestem sam, który właśnie tak myśli, a tak integracja mentalna zawszę jest lepsza od bycia całkiem sam. Choć może tylko tak sobie wmawiam?

Offline

 

#82 2016-12-29 19:28:58

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Pałac


       Gospodarz jak sądziłem, nie miał już nic specjalnie ciekawego do powiedzenia. Dał swoją aprobatę piratowi, którego z jakiegoś względu wyjątkowo sobie przypodobał. Zapewne podczas pokazów, dał popis jakichś ciekawych umiejętności, których jeszcze nie poznałem bo wątpię by pokonanie wroga jednym potężnym ciosem, co nie było super efektowne ze względu na specyfikę turnieju, choć efektywne, tak bardzo spodobało się grubasowi. Zielonowłosy również nie patyczkował się ze swym rywalem i powalił go jednym, jeszcze silniejszym ciosem a mimo tego nie zaskarbił sobie takiej sympatii. Coś leżało na rzeczy względem pieniędzy bo tylko to interesowało kupca. Jednooki jednakże też nie dał sobie dmuchać w kasze. Zdenerwował się, gdy gospodarz podszedł do niego w taki sposób. Traktował nas jak kolejny sposób na zarobek, nie obawiając się, że coś mu zrobimy, bo przecież może nam zapłacić. Nie rozumiał jednak faktu, że shinobi, nawet Ci łasi na zarobek, nie są debilami trzaskającymi bezmyślnie technikami i machającymi orężem. Ci ninja, którzy posiadali wyżej wymienione cechy, nie mieliby szans dożyć wieku pełnoletności jak w wypadku wszystkich tutaj zgromadzonych, no prawie wszystkich. Zielonowłosy coś ukrywał. Jego chakra była wciąż delikatnie podburzona, choć świetni ją maskował. Zwykła podmiana czy może jakieś silne genjutsu wpływające na otoczenie? Nie, to drugie było nie możliwe. Podmiana ale po co? Czyżby był niepełnoletni ale chciał wystąpić w walkach? Szczerze mówiąc, siła z jaką uderzył wroga, mogła by mnie zabić w ułamku sekundy, choć nie tak łatwo mu będzie mnie trafić, zwłaszcza że kolejny pojedynek stoczę z nim. Jestem ciekaw jego pełnych możliwości i nie wykluczam, że będę musiał użyć sharingana. Fakt, faktem jestem tylko klonem i śmierć mi nie grozi ale wolałbym najpierw wycisnąć z niego wszystkie soki i przekonać się co ten prawdopodobnie małolat potrafi.
       Zerknąłem na pirata, który tuż po swoich słowach, zerknął na nas jakby szukając potwierdzenia w naszych słowach bądź gestach. Kiwnąłem delikatnie głową na znak, że się z nim zgadzam, choć na tyle mój ruch był nikły, że gospodarz nie był w stanie tego dostrzec. Tuż po tym sam wstałem od stołu i bez słowa opuściłem pomieszczenie. Dogoniłem zielonowłosego, przyspieszając nieco kroku, bez żadnego zbędnego biegu. Podszedłem do niego na tyle blisko by tylko on usłyszał moje słowa.
       - Do zobaczenia na arenie... młody.
       Postanowiłem zaintrygować go tymi słowami, po czym odsunąłem się i odszedłem by oczekiwać na kolejny etap turnieju.

Offline

 

#83 2016-12-30 21:14:47

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Pałac

Sesja normalna Suoh i Keisuke + jednak już nie tak gościnnie zacny przedstawiciel klanu Uchiha - Yocharu #18


     Dla wszystkich z wyjątkiem kupca obiad w pałacu był zdecydowaną katastrofą. Mało kto wiedział, że potoczył się idealnie po jego myśli. Chciał, aby gracze poczuli się jak pionki w jego grze i chciał by za wszelką cenę próbowali się temu oprzeć. Dlaczego? Cóż, zapewne na to pytanie odpowiedź jeszcze dane nam będzie poznać. Być może chciał jedynie podsycić atmosferę, wlać w nich troszkę złości, którą mogliby wyładować na sobie wzajemnie na arenie.
     Sam tajemniczy chłopak z wachlarzem zdawał sobie nic nie robić z wydarzeń i słów, które właśnie miały miejsce. Raczej przyglądał się wszystkiemu z niemałą dozą obojętności, w milczeniu. Nie sprawiał wrażenia ani specjalnie wzburzonego czy poruszonego. Ot, chleb codzienny. Minę miał jakby matka po raz kolejny w tym tygodniu dała mu na śniadanie te same płatki z tym samym mlekiem. Wyszedł zaś z pomieszczenia zaraz gdy pojawili się przy nim strażnicy. Chciał jeszcze skinąć głową swojemu przeciwnikowi, niemniej ten już zdążył zniknąć za drzwiami z dość głośnym przytupem.
     Z kolei ciężka do wyjaśnienia sympatia kupca w stosunku do Suoha z pewnością budziła ciekawość pozostałych zawodników, niemniej Okane był przekonany, że młody ninja doskonale wie, o co mu chodziło. A zarazem miał nadzieję, że nie przecenił jego cwaniactwa, chytrości i inteligencji, która wspólnie mogłaby doprowadzić do niemałego zysku. Chciał to jeszcze z nim przedyskutować, lecz ten póki co nie wyrażał chęci rozmowy. Wręcz przeciwnie - zupełnie niepotrzebnie (w mniemaniu kupca) uniósł się dumą. Jednak pan Kazuko doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że aby dojść na szczyt trzeba czasem dumę, a nawet i nie tylko schować głęboko do kieszeni.

(***)

     Kompletnie nieświadomi mieszkańcy wyspy zaczęli się powoli gromadzić na trybunach rozprawiając o swej zazdrości wobec uczestników czy to związanej w ich mniemani niesamowitym posiłku w pałacu, czy samym uczestnictwie i zwycięstwach w turnieju. Na talerzu również znalazły się różne części ciała Izuny, wygłodnialcy rozmawiali o tym, cóż by najpierw z jej młodego ciała skosztowali. Nie muszę chyba wspominać, które fragmenty cieszyły się największym powodzeniem.
     Im ciemniej na dworze się robiło tym bardziej ulice cichły, a cała wrzawa przenosiła się w okolice tętniącej już życiem areny. Dookoła niej nawet powstały różne stoiska z pamiątkami, na szybko zrobionymi podobiznami uczestników, aby chętni mogli je kupić i w ten sposób dopingować swojego faworyta. Cóż, wysepka była istną oazą kapitalizmu i wolnego rynku. Niestety często dość zmonopolizowanego sądząc po cenach, jakie niektóre z tychże pamiątek wyniosły. Nie urągało to natomiast ich popularności. Mała flaga bądź większy transparent stały się niemalże nieodłączną częścią wejścia na publikę wraz z odpowiednimi przekąskami oraz tak samo odpowiednią dozą alkoholu, który niezmiennie - ciężko aby było inaczej - popularnością cieszył się największą.
     Powoli zbliżała się godzina, w której naprzeciw siebie miał stanąć pierwszy duet zawodników młody Uchiha i jeszcze młodszy Kaguuya. Co zaraz miał ogłosić wtaczający się właśnie na honorowe miejsce na trybunach Okane Kazuko wraz z córką. W momencie kiedy stanął przy barierce, aby przemówić cała publiczność umilkła, zaś emocje towarzyszące ogłoszeniu przeciwników były tak natężone, że niemalże powietrze od nich gęstniało.
- Moi mili! - zawołał - Nadszedł w końcu oczekiwany przez was moment! Walki półfinałowe! Zapewne zastanawiacie się, kogo jako pierwszego zobaczycie w akcji - tutaj zrobił o wiele dłuższą pauzę aniżeli była potrzebna - Dobrze, nie będę was trzymał w niepewności. Jako pierwsi staną naprzeciw sobie... Yocharu Ahichu oraz Kei Hagashi!
     Jak na zawołanie jako kulminacja tego całego napięcia jedne po drugich zaczęły zapalać się paleniska będące źródłem światła na arenie. Gdy zapłonęły już wszystkie kupiec znów się odezwał.
- Zapraszamy na środek! Zachęćcie ich proszę moi drodzy, niech nie pozwolą nam za długo na siebie czekać!
     Końcową część jego wypowiedzi zagłuszyły już głośne okrzyki i oklaski, w szczególności tych, którzy w rękach trzymali podobizny wymienionych przez Okane zawodników. W końcu prawie każdy na kogoś postawił i nie mógł doczekać się z kolei swojej wielkiej wygranej.

Offline

 

#84 2016-12-30 22:53:28

 Suoh

Klan Kiyoshi

46642233
Skąd: Kraśnik
Zarejestrowany: 2016-06-26
Posty: 332
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 22 lata
WWW

Re: Pałac

    Wątpię czy jakikolwiek czyn ze strony Okane Kazuko poprawi jego sytuację w moich oczach. Może i liczył na wspaniały zarobek po tym czego uświadczył podczas eliminacji i nie ukrywam, ale myślę, że jestem jego faworytem aczkolwiek w czterech literach mam taki układ. Oczywiście nie będę czynił niczego co by zepsuło jego relacje w stosunku do mnie. Nie jesteśmy małymi dziećmi i niepotrzebne są sztuczki. Gdy zauważyłem jak czarnowłosy lekko kiwnął w moją stronę na znak porozumienia nawet nie zdawał sobie sprawy jak tym jednym małym gestem zrobił mi dobrze. Zignorowałem zupełnie obecność strażników i udałem się do jednego z pobliskich barów aby w spokoju napić się czegoś co pomoże mi odreagować sytuację, która zaszła kilka minut temu.
    Wychodząc z budynku dokładnie przyjrzałem się wszystkim elementom wyposażenia a także ogrodowi, który znajdował się na zewnątrz posiadłości. Coś mi tutaj nie pasowało i na siłę starałem się znaleźć jakiś haczyk, coś co jedynie by potwierdziło moje przypuszczenia o fałszywym bądź wielkimi problemami z majątkiem Pana Kazuko.
    Jak wspomniałem skierowałem się w stronę jednego z większych barów w tym mieście. W środku było pełno ludzi, którzy zaczęli dużo wcześniej wlewać w siebie ogromne ilości alkoholu aby na nadchodzące walki być jak najgłośniej i mieć ogromną zabawę, bo przecież o to w tym chodzi, prawda? O zabawę...
    Ruszyłem w kierunku barmana po czym złożyłem zamówienie. Najtańsze piwo. Niczego więcej nie trzeba mi było. Czułem, że ten niewielki kufel pomoże mi choć na trochę zapomnieć o tym co było wcześniej. Nie zwracałem uwagi na to czy ktoś z aktualnych klientów kojarzy mnie z walk stoczonych na arenie. A nawet jeśli to ignorowałem go zupełnie tak samo jak strażników, którzy towarzyszyli mi przy opuszczaniu pałacu. Udałem się następnie w stronę łazienek coby odlać zbędne płyny z mojego organizmu. Zanim jednak wyszedłem dokonałem niewielkiej sztuczki. Utworzyłem klona, który natychmiast pojawił się obok mnie, z powodu harmideru jaki panował w barze bardzo mało prawdopodobne aby ktokolwiek usłyszał również dźwięk jaki towarzyszy tej technice, a jeśli nawet to byłem w oddzielnym pomieszczeniu. Następnie klon ruszył ku wyjściu a następnie w stronę aren zaś ja odczekałem chwilę po czym ruszyłem w kierunku tylnego wyjścia aby udać się poza granice miasta. Pobyć w samotności. Ciszy.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
                                       
Akcept by Ichuza

    W drodze do wioski przypomniałem sobie o starym znajomym mojego ojca, który jeszcze za czasów dzieciństwa był traktowany przeze mnie jako członek rodziny. Inaczej mówiąc nazywałem go dziadkiem choć jak wspomniałem wcześniej nie był nawet członkiem rodziny. Po prostu spędzałem z nim tak dużo czasu wolnego, że wszedł mi taki nawyk aby wołać go w ten sposób. Ba! Przecież nie tak dawno nawet się z nim widziałem, gdy potrzebowałem szybkiego transportu do szpitalu. Chciałem go zaprosić na wspólne wyjście, ale jak sam twierdził nie czuje się dobrze i jest już za stary na takie wygłupy. Gdy spoglądałem na niego nie wydawał się mieć jakiś problemów ze zdrowiem choć może usilnie je maskował abym nie musiał się martwić o niego.
    Mimo wszystko próbowałem go wykorzystać a dokładniej jego wizerunek. Złożyłem dłonie na wzór klaskania w taki sposób, że wszystkie palce stykały się powierzchnią wewnętrzną ze sobą po czym wypowiedziałem nazwę techniki i zarówno moje ciało jak i ubiór zmieniły się. Wyglądem przypominał starszą osobę o której wspominałem kilka zdań wcześniej. Długie siwe włosy, broda sięgająca do mostku. Liczne zmarszczki i blizny na twarzy. Zniszczone, wychudzone ręce a także zgarbiona sylwetka. Tak w tej chwili się prezentowałem. Mimo wszystko czułem się zupełnie inaczej. Odziany w zwykłe łachy w postaci luźnej, szarej koszuli, brązowych spodni a także używanych sandałów ruszyłem w kierunku aren aby razem z innymi zająć miejsce i obserwować przebieg walk. Celowo wysłałem wcześniej klona aby zajął dwa miejsca, jedno dla mnie a drugie dla niego. Mimo, że byliśmy tą samą osobą to dla pozostałych nie było między nami żadnego podobieństwa.
    Okane wygłosił krótkie przemówienie po czym wyczytał imiona i nazwiska kandydatów. Yocharu Ahichu lub Kei Hagashi, jeden z nich będzie prawdopodobnie moim przeciwnikiem w walce finałowej. Byłem pewny wygranej w swojej walce jednak stare przysłowie ninja mówi aby nigdy nie lekceważyć swojego przeciwnika. Nie wszystkie karty zostały odsłonięte zarówno po mojej stronie jak i jego więc wszystko może się wydarzyć. Ale jak wspomniałem wcześniej, byłem pewny swoich umiejętności.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2017-01-03 15:19:19)

Offline

 

#85 2017-01-03 10:46:08

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Pałac


       Pozwolę sobie przejść od razu do dnia walki, gdyż nic ciekawego nie działo się po wyjściu z obiadu. W mieście znów zrobiło się głośno. Wszyscy wrzało, w końcu miało dojść do walk półfinałowych i finałowych między ninja, którzy swoich przeciwników w poprzedniej rundzie załatwili w ekspresowym czasie. Teraz oni wszyscy spotkają się na arenie a wiec widowisko może być przednie. Nie czułem jednak żadnego napięcia związanymi z walkami. Byłem przecież tylko klonem więc nic mi nie grozi, poza tym przeciwnicy nie wiedzą tak naprawdę na co mnie stać a poprzedni pojedynek zakończyłem w dość mroczny sposób. W każdym razie zbliżałem się do areny z której było już słuchać krzyki i oklaski.
       Gdy tylko pojawiłem w tym mini koloseum, zauważyłem że strażnicy już wołają mnie do bramy wyjściowej. Zaraz miałem toczyć pojedynek. Usłyszałem głos kupca, który definitywnie wzywał mnie do wkroczenia na arenę. Wraz ze mną pojawić się miał zielonowłosy. Ruszyłem do przodu, przekraczając bramę i wystawiając sie na widok całej widowni. Nie wiem czy mnie wygwizdali czy wiwatowali, to było bez różnicy. Stanąłem po jednej strony, czekając aż młodzieniec stanie na przeciw mnie.
       Gdy tylko mój rywal zaprezentował gotowość do walki, złożyłem kilka pieczęci a obok mnie pojawił się klon. Ten wyskoczył do przodu, zasłaniając mnie a zarazem biegnąć w stronę zielonowłosego z kunaiem w dłoni. (Szybkość 170)(siła 100) Wiem, że ten chłopak jest naprawdę silny i szybki ale czy jego reakcja również dorównuje jego zdolnością?

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2017-01-03 10:46:47)

Offline

 

#86 2017-01-03 19:56:39

Keisuke

Samotnik [Kaguya]

Zarejestrowany: 2015-12-25
Posty: 214
Klan/Organizacja: Samotnicy; Kaguya
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku; Sharingan
Ranga: Przywódca Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 Lat

Re: Pałac

Wszystko wydawało się być w porządku. Wychodziłem powoli z jadalni, gdy nagle usłyszałem coś co mnie delikatnie zaniepokoiło. Usłyszałem głos mojego przeciwnika, który wypowiedział coś co mnie trochę zdziwiło. Jako jedyny ogarnął fakt mojego "przebrania". Czemu więc nie nakablował na mnie wcześniej? Miałby wtedy wygraną w kieszeni... Ciekawe. Uśmiechnąłem się delikatnie i spojrzałem na niego mając nadzieję, że pojedynek będzie naprawdę dobry. Teraz jedynie zostało mi się zdrzemnąć i wyczekiwać kolejnego dnia.

Rano wszyscy już znajdowali się na trybunach. Donośne krzyki i wiwaty było słyszeć w całym mieście z jednego miejsca, a dokładnie z areny. Ja zaś nie spałem już od godziny. Czekałem jedynie na odpowiednią godzinę, by móc wyjść stanąć twarzą w twarz z czarnowłosym. Z dziesięć minut przed wyjściem uznałem że nadszedł czas. [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość] Byłem już gotowy. Poprawiłem katanę przy lewym boku i ruszyłem w stronę drzwi. Gdy tylko wyszedłem ze swojego pokoju ujrzałem dwóch strażników, którzy najwyraźniej już na mnie czekali. Uśmiechnąłem się delikatnie, a następnie ruszyłem prosto na arenę. Po dosłownie dwudziestu minutach znajdowałem się już na miejscu. Krzyki z kroku na krok były coraz to bardziej donośne, a ja jedynie się zastanawiałem nad wynikiem końcowym tejże walki.

Nadszedł ten moment. Stanąłem twarzą w twarz z moim oponentem. Miałem już plan w głowie. Do tego potrzebne było mi między innymi moje Kekkei Genkai. Nie miałem zamiaru patyczkować się z osobą, która odgadła mój kamuflaż. Jedyny wniosek jaki wyciągnąłem z tego wszystko to fakt, iż ten facet musiał wiedzieć o mnie już od samego początku. W takim razie chce mu pokazać coś wyjątkowego. Gdy znalazłem się już naprzeciw czarnowłosego zdjąłem swe zielone kimono do połowy ukazując dobrze zbudowaną klatkę piersiową z kilkoma bliznami. Zanim zaś rozpoczęła się walka postanowiłem przygotować swój oręż. Wyprostowałem się, a moja ręka dochodziła powoli do moich pleców. Tam właśnie powoli wysuwała się kość. Tak... kość wyglądająca jak włócznia. Niczym jak prawdziwa broń niesamowicie śmiertelna. Tym właśnie o to miałem zamiar pokonać mojego oponenta. W tym momencie dałem do zrozumienia zarówno Czarnowłosemu jak i sędziemu, że jestem gotowy. Zaczęło się. Yocharu stworzył klona, który biegł w moją stronę w linii prostej. Znałem tę technikę bardzo dobrze i wiedziałem że klony pod względem wytrzymałości są bardzo słabe. Teraz dla bystrego oka moja dłoń jakby się powiększyła, a ja zacząłem swój kontratak [Reakcje 225]. Zamachnąłem się włócznią i z całej siły rzuciłem prosto w klona. Broń miała za zadanie nie tylko zniszczyć podróbę, ale i zarazem dosięgnąć oryginał [ Szybkość Broni Miotanej 873; Siła z jaką wyrzucono broń 740 ]. Ja zaś w tym momencie jedynie czekałem, aż mój plan dobiegnie końca. Oby się powiódł... Musiałem jedynak brać pod uwagę cud, iż przeciwnikowi uda się przeżyć. Wtedy musiałem być bardzo czujny i uważać na każdą okoliczność.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Keisuke (2017-01-03 21:06:03)



Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko

http://i.imgur.com/4tWVPtd.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#87 2017-01-05 19:10:09

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Pałac

Sesja normalna Suoh i Keisuke + jednak już nie tak gościnnie zacny przedstawiciel klanu Uchiha - Yocharu #19

THEME




      Atmosfera wśród widzów była bardzo napięta. Z jednej strony mieliśmy zawodnika robiącego niemałe widowisko swoimi umiejętnościami. Tylko w eliminacjach spopielił arenę, w zaś walce ze swym pierwszym przeciwnikiem wykorzystał jego własną broń - ogień przeciwko niemu samemu. Ciekawe czy i tym razem uraczy nas małym pokazem swojej piromanii. Z drugiej z kolei strony stał niepozorny, zielonowłosy mężczyzna, który najpierw dał się poznać jako ktoś o wielkiej wrażliwości na piękno a z drugiej strony potrafił jednym ciosem zrobić z człowieka miazgę. Mieliśmy tutaj mieszankę prawdziwie wybuchową.
      Jako pierwszy na arenę wkroczył Yocharu, jednak niedługo po nim zjawił się także Keisuke. Zawodnicy nie wymienili między sobą spojrzeń, czy choćby uścisku ręki. Od razu wzięli się do roboty. Młody Uchiha błędnie jako znak do rozpoczęcia walki odczytał sięgnięcie przez swojego przeciwnika za plecy. Od razy złożył odpowiednią pieczęć, a obok niego pojawił się klon. Nie wywołało to jednak tak wielkiego zaskoczenia na widowni jak to, co robił zielonowłosy. W akompaniamencie różnych trzasków i tym podobnych nieprzyjemnych dźwięków z jego dłoni zaczęła się wydobywać najprawdziwsza kość. Dało się słyszeć okrzyki zarówno zadziwienia jak i obrzydzenia. No cóż, widok nie należał do najlepszych. Mnie na samą myśl aż przechodziły ciarki.
      Proces ten był dość czasochłonny, dlatego nim kość uformowana na kształt włóczni była gotowa do użycia klon już biegł w stronę swego oponenta. Nie dane mu jednak było dobiec do celu. Gdy przebył połowę dystansu wydarzenia nabrały nieco na dynamice. Dla niewprawnego oka oto co się stało: włócznia, którą dzierżył zielonowłosy nagle zniknęła, a dosłownie ułamek sekundy później ziemia się zatrzęsła pod wpływem silnego wybuchu. Co się stało? Skąd on nadszedł? - takie pytania zadawała sobie pooblewana różnymi napojami i nieco ogłuszona publiczność, gdy po chwili dotarł do niej sam fakt eksplozji. Ci siedzący niżej załapali się jeszcze na darmowy makijaż w postaci osmolonej twarzy. Nie wyłączając Okane, jego córki, a także pozostałych zawodników.
      Prawdziwe wydarzenia jednak prezentowały się następująco. Yocharu znając doskonale siłę swego wroga, a także jego lekkomyślność przewidział iż bez wahania rzuci się na wysłanego klona, dlatego uczynił go nieco innym aniżeli w rzeczywistości. Dodał mu mały ulepszacz - po otrzymaniu obrażeń, które u zwykłego klona byłyby równoznaczne z jego zniknięciem ten klon po prostu wybuchał. I to na dodatek z dość dużym rozmachem. Czego jednak nie przewidział Uchiha - no a tego, że zielonowłosy zaatakuje z dystansu. Tym, którym się wydawało, że Keisuke potrafi nie tylko wyjmować swoje kości ale także je teleportować muszę nieco objaśnić sytuacje. Zielonowłosy stworzoną przez siebie włócznią jedynie rzucił. Tak, rzucił. Jednak wyobraźcie sobie jej przerażającą prędkość i siłę skoro prawie niewidoczna dla normalnego oka przebyła w ułamku sekundy dziesięciometrowy dystans wbijając się w klona. Miała trafić również oryginał i gdyby nie wybuch z pewnością by się jej to udało. Niemniej sama eksplozja zmieniła trajektorię lotu, a także zmniejszyła nieco jego prędkość przez co sama włócznia wylądowała kilka metrów w prawo od epicentrum wybuchu. Keisuke nawet nie miał pojęcia jak bardzo dobre wyjście wybrał. Przy bezpośrednim uderzeniu klona wynik walki mógłby być przesądzony. Siłą wybuchu była tak duża, że tych o przeciętnej wytrzymałości mogłoby rozerwać. Jednak z racji tego, że ten kontakt nastąpił nieco szybciej, aniżeli Yocharu się spodziewał obrażenia otrzymali użytkownicy obu technik.
      Potężna chmura dymu wzbiła się do góry na skutek wybuchu zasłaniając widok na całą arenę. Zaś sama jego siła sprawiła, że każdego z zawodników odrzuciło do tyłu i wbiło w mur za ich plecami, wybijając im powietrze z płuc. Odbili się od niego i z impetem wylądowali na piasku. Z pewnością żaden z nich nie spodziewał się takich rezultatów. Tutaj warto też napomknąć, że Keisuke stracił swoje henge, lecz nikt jeszcze pod dymną osłoną tego nie zauważył, zaś Yocharu, który był klonem. No cóż... Niewiele brakowało, aby zniknął. Największe obrażenia w sumie otrzymały ich ubrania, które w wielu miejscach się nieco porozrywały, zaś resztę ciała mieli na tyle osmoloną, że nawet głębszych zadrapań, których się nabawili nie sposób było dostrzec.
      W tym samym czasie użytkownik wiatru zmarszczył nieco brwi, siedząc obok Suoha i spojrzał w jego stronę.
- Ja lubię walkę w otwarte karty, nie wiem jak Ty - powiedział cicho.
       Wstał ze swojego miejsca po czym niespiesznie sięgnął za plecy po swój ogromny wachlarz. Rozłożył go i stanął na swoim siedzeniu. Po wzięciu dość sporego zamachu machnął wachlarzem w stronę areny wywołując potężny wiatr i tym samym pozbył się całego dymu i pyłu, który na miejscu walki zaległ. Z pewnością chciał widzieć umiejętności swoich bądź co bądź potencjalnych rywali. Uśmiechnął się delikatnie do Suoha po czym umieścił wachlarz z powrotem na swoich plecach, zeskoczył z siedzenia, na którym uprzednio stanął i usadowił swoje cztery litery z powrotem na nim
- Teraz lepiej - mruknął jeszcze i opierając łokcie na kolanach oparł swoją brodę na splecionych palcach dłoni, uważnie obserwując co się dzieje na dole.

Ostatnio edytowany przez Straznik 2 (2017-01-05 19:27:27)

Offline

 

#88 2017-01-05 23:13:36

 Suoh

Klan Kiyoshi

46642233
Skąd: Kraśnik
Zarejestrowany: 2016-06-26
Posty: 332
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 22 lata
WWW

Re: Pałac

    Na arenie jak zwykle było głośno i wesoło. Miejsca, które udało mi się zająć znajdowały się mniej więcej w połowie długości trybun, aby nie być zbyt daleko od walki, która miała już za chwilę rozpocząć się, ale także by nie siedzieć zbyt blisko. Jak mi wiadomo występ czarnowłosego spowodował, że arena była przez chwilę w stanie spoczynku i trzeba było nanieść nowy piach. Nie wiem dokładnie co On wykonał, ale tutaj obawiałem się bardziej o klona niżeli pobrudzone ubrania czy części ciała. Jak powszechnie wiadomo dla każdego ninja, klony są dużo słabsze od oryginalnej postaci a w moim przypadku wszelka ponad przeciętna siła była uzyskiwana po przez przeróżne techniki ninja a co za tym idzie, moja siła jak i wytrzymałość tak naprawdę nie należą do jakiś wybitnie wysokich. Powoli zacząłem zastanawiać się czy nie dokonać podmiany w nadchodzącej walce, w której mam wziąć udział. Tak czy siak odkładając własne przemyślenia dotyczące mojego pojedynku na bok przyglądałem się temu jak dwójka zawodników sekundę temu zameldowała się na placu areny.
    Po ty jak zielonowłosy postawił pierwsze kroki na piasku, Yocharu uznał, że okazał mu w ten sposób gotowość do walki i od razu posłał w jego kierunku klona, wytworzonego dobrze znaną mi techniką Kage Bunshin. A przynajmniej tak z początku przypuszczałem. Szybkość repliki była dość wysoka lecz to co przykuło moją uwagę była ręka umieszczona za plecami Keia. Byłem ciekawy tego ruchu bo jakby się dobrze przyjrzeć to nie posiadał na plecach żadnej pochwy z kataną czy innej broni białej dalekiego zasięgu przymocowaną do czegokolwiek. Jednak to co ujrzałem widziałem pierwszy raz w życiu. Klon miał za zadanie pozostać niewzruszony lecz ja pod postacią dziadka zrobiłem wielkie oczy z nie do wierzenia. Kość dosłownie zaczęła mu wyrastać z pod skóry formując się na kształt włóczni. - A niech mnie kule biją i stado krów podepcze. Co to za magia?! - Powiedziałem pod nosem będąc pod postacią staruszka. Chciałem wyjść dość wiarygodne na kogoś kto pierwszy raz ma do czynienia z czymś podobnych i chyba jak na razie wychodziło mi to bardzo dobrze. Następnie zauważyłem tylko zamach po czym nastąpił wybuch a broń w dłoniach zielonowłosego znikła. Mogłem tylko przypuszczać do czego doszło, ale jeśli nawet to nie byłem w stanie w to uwierzyć. Potworna szybkość w parze z ogromną siłą.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
                                       
Akcept by Ichuza

    Przez chwilę powróciłem myślami do mojej wcześniejszej walki, którą zakończyłem w dosłownie jednym ruchu. Tym razem nie chciałem do tego dopuścić, ale na nowo pobudziło to myśl, która dawno temu zaszczepiła się mojej głowie i była jedną z głównych motywacji mojego rozwoju. Powróciłem do rzeczywistości i tego co działo się przede mną. Wizja ran, jakie mogą spowodować szybkie ruchy zielonowłosego również odeszła w zapomnienie, lecz nie na tyle by już nigdy do niej nie powrócić. Wybuch spowodował, że w większej części areny a dokładniej miejsca gdzie toczone były pojedynki, unosił się piasek i przesłaniał cały widok. Zapewne było to korzystne dla nich obu ponieważ w ten sposób mogli wykorzystać swoje prawdziwe zdolności jednak mój przyszły przeciwnik, który siedział obok mnie, i którego wcześniej nie zauważyłem postanowił rozwiązać ten problem. Za pomocą swojego wachlarza chciał pozbyć się powstałej chmury. Wziął głęboki zamach po czym potężna fala powietrza poszybowała w kierunku centrum areny usuwając stopniowo drobinki pyłu i piachu unoszące się w powietrzu a sylwetki dwójki zawodników z każdą sekundą były coraz bardziej widocznie.
    Już teraz byłem pewien, że podmiana, o której wspomniałem wcześniej to zdecydowanie dobry pomysł. Osobiście mogę przypuszczać, że skoro specjalizuje się w używaniu takiej broni to jego jedynymi technikami są te z natury Fūton, a z kolei umożliwia to walkę na dystans co w przypadku mego klona nie byłoby najlepszym rozwiązaniem. Jednakże na chwilę obecną chciałem się skupić bardziej na tym co działo się teraz na arenie zamiast na tym co będzie.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2017-01-06 10:47:53)

Offline

 

#89 2017-01-06 17:03:48

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Pałac


        Wiele zaskoczeń. To proste zdanie opisywało sytuację w jakiej się znalazłem. Wracając do startu pojedynku, gdy tylko ujrzałem co robi mój rywal, postanowiłem nie czekać dłużej. Wiedziałem co on robi, już spotkałem przedstawiciela tego klanu. Dostrzegając jak kość wychodzi z jego ciała był to dla mnie prosty znak, że nie mogę się patyczkować. Szczerze mówiąc rozgryzłem fakt, że zielonowłosy używa podmiany ale nie sądziłem, że należy do rodu zwanego Kagyua. Mają ponadprzeciętną wytrzymałość i specjalizują się w taijutsu. Natomiast kolejną zagadką było dla mnie jakim cudem ten młodzieniec rzucił włócznią z kości tak szybko. Nawet dla mnie jego broń po prostu zniknęła z rąk a i przypuszczam, że z sharinganem ujrzałbym jedynie smugę. Coś wpłynęło na ten rzut, gdyż ręka, której użył jakby na chwilę spuchła. Później już była eksplozja. Zdecydowanie za szybko i za blisko co niestety odbiło się także i na mnie. Tak jak zazwyczaj przewiduje i skrupulatnie ustalam plan działania tak tym razem, siła chłopaka przebiła moje podejrzenia.
      Odrzut gruchnął mną o ścianę a chwilę później leżałem z rękoma opartymi o piach. Cudem nie powróciło mnie do świata, z którego przychodzą klony. Moje rękawy od ubrania zostały obdarte a i na korpusie pojawiło się kilka dziurek. Plan nie wyszedł tak jak miał, aczkolwiek zielonowłosy też nie spodziewał się, że mój klon będzie naładowany trotylem. Nie ogłuszyło mnie, więc mój rywal, również nie będzie w stanie konfuzji. Póki co otaczał mnie dym. To zdecydowanie na plus, choć nie spodziewałem się, że ktoś z areny go zdmuchnie. Była to wina chłopaka z wachlarzem. Czas teraz zmodyfikować plan działania. Wiem już czym jest siła chłopaka, więc muszę wykorzystać jego prawdopodobne słabości. Złożyłem jedną pieczęć [Skła. piecz. 430] co zapewne dla większości ludzi nie było nawet widoczne, choć dwukrotnie wolniejsze niż dzida, aktywując swoją technikę. Było to genjutsu [umysł 170]. Jeżeli zielonowłosy nie oparł się technice, powinien ujrzeć jak otaczają go piękne kwiaty, krążące dookoła niego. Wtem nagle zaczęły zrywać się ze swego swobodnego tańca i wgryzać się w szyję chłopaka. Gruba warstwa, mocno naciskających kwiatów rozpoczęła swój atak, dusząc chłopaka tak długo aż ten albo zemdleje albo podda się, albo zejdzie z niego henge i zostanie zdyskwalifikowany. Z perspektywy widowni powinni to wyglądać tak jakby po prostu zielonowłosy nie mógł oddychać bez powodu.

*Hana Kahen

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#90 2017-01-06 19:34:25

Keisuke

Samotnik [Kaguya]

Zarejestrowany: 2015-12-25
Posty: 214
Klan/Organizacja: Samotnicy; Kaguya
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku; Sharingan
Ranga: Przywódca Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 Lat

Re: Pałac

Myślałem, że wszystko pójdzie idealnie. Niestety doszło do czegoś, czego kompletnie się nie spodziewałem. Zaczynając jednak od początku... Wykonałem swój ruch, trafiłem w klona który miał po chwili zniknąć, a następnie moja broń miała spotkać się z ciałem Yocharu. Na moje nieszczęście klon był swego rodzaju niespodzianką i po kontakcie z moim atakiem zwyczajnie w świecie eksplodował. Siła uderzenia spowodowało odepchnięcie mnie na skraj areny. Z niemałym impetem uderzyłem o ścianę. Poza tym nie poczułem większych obrażeń. Czego nie mogę powiedzieć o moich ubraniach. Czułem, że ucierpiały one bardziej od mojego ciała... Które swoją drogą powróciło do pierwotnej formy. Wkurzyłem się. Momentalnie wstałem na równe nogi nie przejmując się faktem iż Henge się skończyło. Na dodatek chmura dymu spowodowana wybuchem klona także zniknęła, co było wielkim dla mnie plusem. Nie miałem dużo czasu na działanie. W mojej dłoni znalazły się wodne dyski w liczbie 5 które wyrzuciłem od razu w stronę Yocharu [ Szybkość Dysków - 850 ]. Miały one nie tylko unieruchomić dłonie mego przeciwnika, ale także i całe jego ciało. Nie spowodują one żadnych obrażeń na jego ciele, jednakże ułatwią mi moją drugą część planu. W momencie gdy rzucałem wcześniej wspomniane dyski moja postać zaczęła biec dookoła Yocharu powoli zmniejszając dystans pomiędzy nami. Użyłem do tego specjalnego jutsu, które wykonałem moją drugą ręką podczas wytwarzania dysków. Prosty znak tygrysa spowodował iż spod mojej stopy zaczął się wydobywać mały strumień wody na którym bez problemu mogłem się ślizgać [ Szybkość 380 ]. Po pokonaniu około 10 metrów złapałem także moją katanę, którą wyrzuciłem z dużym impetem w stronę czarnowłosego ( Uznaje w tym momencie katanę jako broń miotaną. Po prostu chciałem nią rzucić ) [ Szybkość 578 ]. Broń albo mogła trafić Yocharu, albo nie. To było mało ważne ponieważ w ostatniej chwili katana zamieniła się w mojego klona, którego przygotowałem chwilę przed walką. Było to trochę nie fair, jednakże chciałem wygrać... Klon zaś wykonał ten sam ruch co ja na samym początku walki. Wyciągnął ze swojego ciała kościaną włócznię [ Szybkość wyciągania kości 230 ] po czym rzucił nią z całej siły jaką mógł w sobie uzbierać w stronę Oponenta [ Szybkość Broni Miotanej 350, Siła wyrzuconej Broni 600 ].Według mnie mały dystans między moim klonem i wyrzuconą bronią, a czarnowłosym powodował jeszcze mniejszą reakcję na jakikolwiek unik Yocharu co czyniło kombinację jeszcze potężniejszą. Ja zaś cały czas biegałem wokół Yocharu, by ten miał problem zlokalizowania mnie i co najważniejsze, z kontratakiem. Kombinacja jest dosyć skomplikowana, jednakże musiałem skupić się na szybkich atakach. To było jedyne wyjście by wygrać turniej. Pytanie jedynie brzmi, czy mi się uda? Czy może cały mój plan znów pójdzie w pizdu? Tego się dowiemy już za chwilę.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]



Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko

http://i.imgur.com/4tWVPtd.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#91 2017-01-07 16:41:15

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Pałac

Sesja normalna Suoh i Keisuke + jednak już nie tak gościnnie zacny przedstawiciel klanu Uchiha - Yocharu #20


     Trzeba było przyznać, że plan zielonowłosego wcale nie był zły jednak jego wykonanie troszkę gorsze. Nie wykorzystał faktu, że go nie ogłuszyło i przez jeszcze chwilkę unosiła się zasłona dymna. Niestety odległość czasowa między jego ruchem a ruchem jego rywala była zbyt duża aby mógł wykorzystać którąkolwiek ze swoich technik. Teraz dla niego wszystkie dźwięki nagle ucichły. Były gdzieś w tle, jednak zdawały się do niego dochodzić tak jakby był zanurzony w akwarium. Jego uwagę mogły przyciągać jedynie leniwie spadające dookoła niego kwiaty. Jednak zaraz te kwiaty miały przestać być tak leniwe i już dość agresywnie rzucić się w stronę jego szyi, by zacząć go dusić. Cóż, świat ninja pełen jest niespodzianek. Czy był to już koniec walki, czy zielonowłosy zaskoczy nas po raz kolejny i uda mu się uwolnić ze świata iluzji zanim zabraknie mu tlenu na dobre?
     Sama publika niewiele mogła zauważyć. Był dym, potem zniknął, a spod jego oparów mogli dojrzeć siedzącego na ziemi czarnowłosego mężczyznę i z drugiej strony stojącego i dławiącego się chłopaka. Zaskoczeniem była zmiana wyglądu zielonowłosego, jednak mimo jakiś cichych dyskusji, jakie to wywołało nikt na razie specjalnie się tym nie przejął. Podczas tego turnieju mogli ujrzeć już większe cuda niewidy. Tę zmianę można to było spokojnie uznać za element jego taktyki, która miała wzbudzić w przeciwniku jakieś wahanie, rozkojarzenie. Nikt jednak się nie zastanawiał zmienił się akurat w kilka lat młodszą wersję siebie. Każdy był zbyt przejęty walką i samym jej wynikiem, żeby rozpływać się nad wyglądem Keisuke. Szczególnie ze względu na to, że za sprawą wybuchu i pyłu, który wraz sobą podniósł nikt nie mógł dojrzeć dokładnego momentu jego przemiany. Z pewnością gdyby nie to wywołałaby to trochę więcej emocji, gdyż widownia ujrzałaby jak ten wpada na ścianę za nim i nagle zmienia swój wygląd. Wtedy można było poddawać w wątpliwość zamierzenie przez niego tego czynu. Każdy teraz przejmował się jego losem, zastanawiał się czy z tego wyjdzie. A przede wszystkim zadawał sobie pytanie - dlaczego do cholery on się dławi skoro jego oponent znajduje się po drugiej stronie areny na dodatek w tej samej pozycji w jakiej wylądował na ziemi?
     Okane Kazuko właśnie wycierał sobie osmoloną twarz jedwabiście białą chusteczką. Jego złość w stosunku do młodego Uchiha narosła jeszcze bardziej. Wiedział, że może się po nim spodziewać samych takich zagrywek niemniej w jego mniemaniu było to już przegięcie i narażenie zdrowia oraz życia widowni, a także jego cennej, niedawno przecież zbudowanej areny. Walka jednak okazała się być dłuższą niż poprzednie, oraz wzbudzać w tłumie jeszcze silniejsze emocje. Na tym mu w końcu zależało, dlatego postanowił nie czynić w tym kierunku żadnej uwagi ani nie wyciągać konsekwencji. Niemniej jego twarz gwałtownie stężała, gdy ujrzał zielonowłosego na zdecydowanie przegranej pozycji na dodatek w formie jakiegoś dzieciaka. Co się tam do cholery odstawiało? Nie był pewny, czy zwycięstwo czarnowłosego byłby w stanie przełknąć. Miał nadzieję pozbyć się go jak najszybciej. W przeciwieństwie do jego córki, na której twarzy czaił się coraz większy uśmiech zadowolenia. Zerkała raz na swojego ojca, z którego w takich momentach czytać można było jak z otwartej dłoni raz z kolei na arenę by kontrolować przebieg walki. Kciuki na kolanach ściskała tak mocno, że aż jej bielały.
- Co się dzieje z zielonym? - spytał chłopak z wachlarzem, który podczas tej walki stał się nadzwyczaj rozmowny.

Offline

 

#92 2017-01-07 20:44:25

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Pałac


       Było blisko. Czułem po kościach, że ułamki sekund zadecydowały o fakcie, mojej przewagi. Kłamałbym nie mówiąc, że trzymam plan awaryjny, nauczony moimi doświadczeniami z poprzednich walk. Skończyłem już z walką na spontanie a starałem działać z pełną strategią, najpierw rozgryzając wroga. To wychodziło mi na plus, już po pierwszym ruchu znałem mocne strony rywala, mogąc mocno przypuszczać co jest jego słabością. Stało się. Genjutsu zadziałało tak jak powinno a zielonowłosy popadł w świat iluzji, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Z jego perspektywy mogło to wyglądać na zwykły atak, który miał za cel wprawić go w konfuzję lub udusić ale prawda była taka, że im więcej się opierał technice tym bardziej go to męczyło. Jego sytuacja była patowa, jeżeli nie był w stanie oprzeć się iluzji ale nie mogłem nie doceniać go. Prawda jest taka, że jeden jego ruch i mogło być po mnie, biorąc pod uwagę jego siłę. Walka jeszcze nie została zakończona. Nie chciałem by ten naprawdę się udusił co mogło być możliwe w zbyt dużej różnicy umysłu i woli.
       Postanowiłem nie zwlekać. Stworzyłem klona,[składanie pieczęci 430] który ruszył [szybkość 280]w stronę zielonowłosego z kunaiem w dłoni. Sam wstałem z ziemi, obserwując sytuację z bezpiecznej odległości. Jeżeli nie było przeszkód, replika dotarła do duszącego się młodzieńca, przykładając mu kunai do szyi na znak, iż walka została zakończona moim zwycięstwem. Jeżeli wygrana została ogłoszona, odwołałem replikę z kunaiem w dłoni, wypuszczając zielonowłosego z iluzji. Zastanawiałem się czy ludzie zorientują się, że zaczął dusić się przez moją zagrywkę. Wątpiłem jednak by ktokolwiek zrozumiał, że było to genjutsu.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2017-01-07 20:52:36)

Offline

 

#93 2017-01-08 14:04:25

 Suoh

Klan Kiyoshi

46642233
Skąd: Kraśnik
Zarejestrowany: 2016-06-26
Posty: 332
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 22 lata
WWW

Re: Pałac

    Umiejętności zaprezentowane przez obydwu zawodników były godne podziwu. Już teraz jestem w stanie stwierdzić, że posiadają o wiele większe doświadczenie i zdolności ode mnie. Czarnowłosy wykazuje ogromny spryt a jego ruchy są trudne do przewidzenia przez co jest na prawdę groźnym przeciwnikiem mimo, że siłą czy szybkością jest o wiele gorszy od Keia, który najwidoczniej postanowił zrobić z siebie prawdziwego zabójcę, który może do cichych nie należy, ale za to błyskawicznie wykonuje swoje zadanie. Zaintrygowała mnie kość, która wyrosła z jego ciała. Otwór zasklepił się a na jego plecach nie było widać żadnej plamki krwi. Pierwszy raz z czymś takim się spotkałem i na prawdę nie wiem co o tym myśleć. Jestem ninja, znam kilka umiejętności klanowych głownie z legend czy opowiadań, ale nigdy nie słyszałem o czymś takim jak manipulacja własnymi kośćmi. Mimo wszystko czarnowłosy wyglądał na takiego, który już kiedyś miał z tym styczność i wykazywał ponad przeciętny spokój i opanowanie. Może to tylko ja tak spanikowałem i zacząłem wyolbrzymiać sobie w myślach zdolności zielonowłosego?
    Zaskoczył mnie jeszcze jeden ruch, który wykonał nasz kościsty przyjaciel. W chwili gdy chmura piachu i pyłu opadła bądź ulotniła się wysoko w powietrze jego wygląd a dokładniej postura nagle zmalały zamieniając się w młodszą wersję siebie. Nie wiem czy chciał tym zmylić swojego przeciwnika aby ten ulitował się nad nim, ale na mnie na pewno taka sztuczka by nie zadziałała. Swoją drogą, Yocharu prawdopodobnie myśli podobnie gdyż jego twarz nie wyrażała żadnych emocji związanych z tym posunięciem. - Pewnie chce odwrócić jego uwagę albo błaga o litość zamieniając się w młodszą wersję samego siebie. - Odpowiedziałem na nagłe pytanie mojego przyszłego rywala. Swoją droga, w trakcie tego pojedynku stał się bardzo rozmowny, był zupełnie inną osobą niż podczas naszego pobytu w pałacu. Interesujące.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
                                       
Akcept by Ichuza

    Jak wspomniałem wcześniej, na Yocharu zamiana ta nie wpłynęła jakoś specjalnie. Ciągle miał ten sam wzrok mówiący, że wie wszystko na temat swojego przeciwnika. Jego pewność siebie sięgała aż do miejsca przy którym siedziałem. Nie była to typowa presja nakładana na przeciwnika w celu zdobycia przewagi psychicznej. Czarnowłosy z każdą sekundą zadziwia mnie jeszcze bardziej. A najlepsze dopiero przede mną. Jego szybkość składnia pieczęci jest niesłychana. Zauważyłem jak jedynie sprowadza dłonie do środka a po chwili ponownie układa je w rozluźnionej pozycji. Mimo wszystko to co wydarzyło się później nie za bardzo rozumiałem. Kei sprawiał wrażenie jakby się dusił albo dostał jakiegoś ataku padaczki. Nie wyglądał na takiego, który ma problemy ze zdrowiem choć może tak samo jak stary znajomy mojego ojca, ukrywał to dość skutecznie aż do czasu? - Hmm? Dla mnie to wygląda jakby dostał jakiegoś ataku. Wprawdzie mówiąc stan zdrowia uczestników nie był sprawdzany przez personel medyczny więc mógł skutecznie to ukrywać mając nadzieje, że przejdzie wszystkie walki w przyzwoitym stanie. - Odparłem na pytanie zadane przez chłopaka z wachlarzem. Moja starcza postać zachowywała się podobnie jak wcześniej lecz tym razem z nieco większym opanowaniem. W tej chwili zdobywałem przydatne informacje o moich potencjalnych przeciwnikach więc nie mogłem sobie pozwolić aby cokolwiek mnie rozproszyło, aby emocję wzięły górę.
    Yocharu jednak kontynuował swoją ofensywę. Stworzył klona, który uzbrojony tylko w jeden kunai ruszył w kierunku duszącego się Keia i przystawił mu ostrze to szyi jednak wstrzymał się z wykonaniem cięcia. Prawdopodobnie chciał pokazać tym ruchem, że to On jest zwycięzcą tego pojedynku i tym samym sędzia może dać znak do zakończenia. Jednak wyraz twarzy Okane Kazuko mówi jasno, że nie tego się spodziewał i prawdopodobnie będzie przeciągał to do czasu aż zielonowłosy znajdzie jakieś rozwiązanie z tej sytuacji.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2017-01-08 14:15:40)

Offline

 

#94 2017-01-08 18:33:34

Keisuke

Samotnik [Kaguya]

Zarejestrowany: 2015-12-25
Posty: 214
Klan/Organizacja: Samotnicy; Kaguya
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku; Sharingan
Ranga: Przywódca Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 Lat

Re: Pałac

Oryginał



Miałem świetny plan. Niemal perfekcyjny. Przynajmniej tak mi się wydawało. Wszystko miałem już ułożone w głowie, gdy nagle ujrzałem coś dziwnego. Kwiaty i to w dużych ilościach otaczały moją osobę. Nie wiedziałem co się dzieje. Zdezorientowany starałem się utrzymać spokój, gdy nagle zacząłem się dusić. Nie mogłem oddychać nie rozumiejąc dlaczego. Byłem zdziwiony jakich to sztuczek użył mój przeciwnik. Mogło to być jakieś jutsu, ale jakie? Nie byłem wstanie tego zrozumieć. Duszenie było uciążliwe, przez co nie mogłem nic zrobić. Mogłem jedynie liczyć na pomoc z zewnątrz, inaczej będzie po mnie.

Klon



Pod postacią Katany widziałem co się dzieje z moim głównym ciałem. Nie mógł oddychać. Wiedziałem, że jeśli czegoś zaraz nie zrobię będzie po walce. Momentalnie znalazłem się zza moim oryginałem. Nawet nie wstawałem. Po prostu zmieniając się w swoją ludzką formę wyjmowałem już kość zza pleców i nie wstawając na równe nogi rzuciłem w stronę mojego ciała, ale i klona, który ruszył w moją stronę, oraz oryginalnego czarnowłosego. Celowałem prosto w moje udo. Zdawałem sobie sprawę, że trafię także moje drugie ja, jednakże o niego nie miałem się co martwić. Miałem jedynie nadzieję, że tym razem nie jest to wybuchowy klon. Zrobiłem momentalnie zamach i rzuciłem oszczepem  [ Szybkość Broni Miotanej 350, Siła wyrzuconej Broni 600 ]. To było moje ostatnie kółko ratunkowe. Jeśli nie trafię może to być koniec pojedynku dla mnie. Zrobiłem wszystko tak dokładnie jak tylko mogłem. Nie mogłem czekać. Wszystko zrobiłem automatycznie. Liczyły się już teraz jedynie ułamki sekund.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]



Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko

http://i.imgur.com/4tWVPtd.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#95 2017-01-08 23:22:40

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Pałac

Sesja normalna Suoh i Keisuke + jednak już nie tak gościnnie zacny przedstawiciel klanu Uchiha - Yocharu #21

THEME, KEISUKE TRIBUTE



      Mimo całej dynamiki wszystkich zdarzeń w jednej chwili wydawało się jakby czas nagle stanął w miejscu. Wszyscy z zapartym tchem obserwowali plac areny, każdy czuł już jakąś sympatię do każdego z zawodników. Kibicował, wstrzymywał oddech, gdy miała stać mu się krzywda. Tak również było w tej sytuacji. Sympatycy zielonowłosego ninja z zaciśniętymi palcami obserwowali jak ten nie może złapać tchu, szarpie się, a jego usta delikatnie sinieją. Gdy na arenie z jego katany wydobył się klon dało się nawet już usłyszeć wiwaty. Niestety - odrobinę przedwczesne. Jak widać - historia kołem się toczy i ten pojedynek miał się zakończyć dokładnie takim samym ruchem, jakim się rozpoczął.
     Klon Keisuke wydobył ze swego ciała kość na kształt włóczni i dosłownie w ułamku sekundy cisnął poprzez nogę swego oryginału w klona swego przeciwnika. Nie przewidział, że może być to dokładnie taki sam trik, jakiego Yocharu użył za pierwszym razem. Bowiem klon okazał się być klonem wybuchowym. Eksplozja nastąpiła natychmiast po tym jak ciśnięta broń dotknęła jego ciała. Później już wszystkie wydarzenia wydają się przebiegać jakby w stop-klatkach.
      Wybuch. Krzyki ludzi siedzących po tej stronie areny, po której on nastąpił. Dźwięk kruszonych murów. Panika. Wybijające się z chmury dymu czarne, zwęglone coś, co przed chwilą jeszcze było pod postacią zielonowłosego chłopaczka. Wylądował on na górnych trybunach, w miejscu które zdążyło już opustoszeć z ludzi. Dolne trybuny niestety się zawaliły, na szczęście w gruzy spadli tylko nieliczni, którzy po pierwszym wybuchu postanowili zostać na swoich miejscach. Sama konstrukcja w tamtym miejscu wydawała się nie być jednak specjalnie stabilna. Wokół zielonowłosego, a raczej tego co z niego zostało powoli zaczęli się gromadzić ludzie. Niespecjalnie wiedzieli, co zrobić, jak się zachować. Jednak w momencie, gdy znaleźli się niebezpiecznie blisko niego z drugiej strony areny zerwał się pewien zakapturzony jegomość. Puścił się biegiem w tamtą stronę, po drodze składając kilka pieczęci. Gdy tylko skończył mały tłumek, który zebrał się przy Keisuke znieruchomiał. On sam, gdy tylko dobiegł od razu zaczął oględziny.
      Młody Kaguya odniósł bardzo poważne obrażenia. Na dobrą sprawę został z niego troszkę bezkształtny kawał zwęglonego ciała. Trudno się dziwić z racji tego, jak blisko źródła wybuchu się znalazł. Gdyby się dobrze przyjrzeć można by było zauważyć, że całe jego owłosienie zostało spalone. Na głowie nie miał ani włosów ani brwi ani rzęs. O brodzie czy wąsie nie mogło być mowy z racji młodego wieku chłopaka, który teraz powoli zaczął do wszystkich docierać. Poza tym, że 75% jego ciała było po prostu czarne nie miał też jednej ręki zaś w nodze przez która przebiła się włócznia utkwiły jej kawałki. Niestety aktywowana technika, która pozwoliłaby mu uniknąć od niej obrażeń została dezaktywowana w momencie wybuchu, czyli wtedy kiedy stracił przytomność. A z racji długości broni tkwiła ona zarówno w ciele Keisuke jak i wybuchającego klona Yocharu.
- Przecież to jeszcze dzieciak - wymamrotał zakapturzony jegomość po dokonaniu oględzin - Kto do cholery do tego dopuścił?
      Pokręcił głową i ustawił swoje dłonie tak, aby były nieco nad klatką piersiową Samotnika. Teraz priorytetem było przywrócenie mu oddechu. Medyk zamknął oczy, zaś jego dłonie zdawały się dawać niebieską poświatę.
       W tym samym czasie Okane Kazuko przyglądał się wszystkiemu z szeroko otwartymi oczami, raz po raz uchylając i zamykając usta, jakby sam nie wiedział co powiedzieć. Na widowni zaległa głucha cisza. Każdy w milczeniu przyglądał się zawalonym trybunom i wydarzeniom, które działy się u ich szczytu. Nawet jeden z zawodników - użytkownik wiatru wstał i z twarzą pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu sięgnął ponownie po swój wachlarz. Wyglądał, jakby ponownie chciał się nim zamachnąć i zdmuchnąć podniesiony wybuchem dym jednak w ostatniej chwili zrezygnował, postawił wachlarz przed sobą, podparł się o niego i spuścił głowę, chcąc w ten sposób wyrazić swój szacunek w stosunku do poległego. Za jego przykładem poszli otaczający go ludzie. Nastąpiła reakcja łańcuchowa. Każdy po kolei na trybunach spuszczał głowę w dół w milczeniu. Nawet kupiec, który jeszcze przed chwilą wyglądał jakby próbował dobrać słowa do wszczęcia reprymendy teraz stał ze splecionymi dłońmi, wbijając wzrok w swoje palce. Jego córka z kolei odwróciła głowę w drugą stronę i skubała nerwowo wargę.
- No mały, dalej, dalej... - w tym czasie szeptał nad Keisuke tajemniczy, zakapturzony mężczyzna - W końcu! Wiedziałem, że w końcu uda ci się wziąć ten oddech.
     Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech i kontynuował leczenie, przesuwając teraz dłonie na koniec kikuta, który pozostał z ręki młodego Kaguyi, by do końca zasklepić miejsca, z których jeszcze sączyła się krew.

Ostatnio edytowany przez Straznik 2 (2017-01-08 23:28:55)

Offline

 

#96 2017-01-09 00:26:47

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Pałac


       Wszystko potoczyło się kołem jak życie. Ja ponownie posłałem wybuchowego klona, zaś zielonowłosy po małej niespodziance w postaci klona zamienionego w katanę, stworzył włócznie z kości i rzucił nią w kierunku mojej repliki. Różnica była jednak tylko jedna ale gigantyczna. Ja nauczyłem się na poprzednim błędzie, zaś rywal nie. Czułem w kościach, że to nie koniec walki ale mając przewagę posłałem bombę do ataku. Nie bez przyczyny trzymał kunai w dłoni. Była to swego rodzaju zmyłka no bo przecież po co chodzącemu trotylowi jakiś nędzny kawałek metalu? Nie sądziłem jednak, że młodzieniec nabierze się na ten trick ale byłem w ten sposób zabezpieczony. Prawda okazała się zgoła inna. Raz jeszcze rzucił kościaną dzidą choć tym razem byłem w stanie dostrzec i w pełni określić z jaką prędkością leci. Przymknąłem oczy na sekundę. Właściwie nie wiem czy zrobiłem to by piach po eksplozji nie wpadł mi do oczu czy może z żalu co zaraz stanie się chłopakowi i, z zawodu że tego nie przewidział.
       Eksplozja. Fala uderzeniowa dotarła do mnie jedynie w formie wiatru, rozdmuchując mój potargany płaszcz oraz rozwiewając gęste włosy. Zielonowłosy nawet nie zdążył krzyknąć czy pisnąć, gdy wybuch wybił mu powietrze z płuc. Usłyszałem tylko jak jego ciało uderza w trybuny a tuż po chwili zawala się ich część kawałek niżej. Nawet wśród dymu byłem w stanie wyczuć spadających ludzi przez destrukcję areny. Utracili grunt pod nogami i groziło im okaleczenie bądź nawet kalectwo. Szybko ruszyłem przed siebie, polegając na zmyśle słuchu, wyłapując wszystkich po kolei i odstawiając z powrotem na trybuny lecz w bezpiecznej odległości od ciała zielonowłosego. Sam zaś podszedłem do umierającego chłopaka, szczerze myśląc ze zabiłem biedaka. Niespodziewanie pojawił się medyk, który przywrócił u niego oddech, dając mu szansę na przeżycie. Mnie jednak nadal nie było do śmiechu. Nie tak miało to wyglądać. Czy jestem potworem? Zielonowłosy dzieciak był pierwszą osobą od wielu lat, z którą starłem siew walce i go nie zabiłem, choć niewiele brakowało.
       Rozejrzałem się po arenie, dostrzegając jak wszyscy oddają hołd chłopakowi. Nie wiedzieli jeszcze że przeżył, dopóki medyk nie krzyknął pozytywnej wiadomości. Mimo wszystko również oddałem hołd chłopakowi, który miał sporo werwy, chęci i pomysłów ale zabrakło mu pomyślunku. Przypuszczam, że to wydarzenie go zmieni i dwa razy pomyśli nad następnymi ruchami w przyszłości o ile przyjdzie mu jeszcze stanąć kiedyś z kimś do walki. Skupiłem swój wzrok na kupca. Jeszcze nie dotarła do niego złość wobec mnie za zniszczenie areny i o prawie rannych ludzi. Uprzedziłem go w tym.
       - Jeżeli wygram ten turniej, nie chce pieniędzy. Zachowaj sobie na odbudowę areny albo na opłatę leczenia chłopaka.
        Poszedłem gdzieś na krawędź trybun by nie rzucać się w oczy, choć przypuszczam, że i tak będę skupiał jeszcze przez chwilę wzrok wszystkich na siebie.

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2017-01-09 00:28:57)

Offline

 

#97 2017-01-09 12:05:14

 Suoh

Klan Kiyoshi

46642233
Skąd: Kraśnik
Zarejestrowany: 2016-06-26
Posty: 332
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 22 lata
WWW

Re: Pałac

    Z każdą sekundą walka robiła się coraz to bardziej zaciekła i przyjemna dla widza. Jeżeli są tutaj fani brutalnego sportu jakim są zawodowe walki, to aktualny występ powinien nacieszyć ich oczy. Osobiście nie miałem żadnego faworyta choć postawiłem kilka ryo w zakładach aby w przypadku gdybym przegrał nie został bez żadnej nagrody. Pośród mnie siedzieli sympatycy zielonowłosego jak i czarnowłosego. Byli ci co kibicowali a także gardzili chcąc rozproszyć uwagę jednego bądź drugiego aby ich ulubieniec zwyciężył. Swoją drogą, odmłodzona postać Keia przypominała mi dzieciaka, którego spotkałem w barze, ale mimo hałasu jaki wywołał to nie zwracałem zbytnio na niego uwagi. Nawet nie dopuszczałem do siebie wiadomości, że mógłby znać jakieś techniki ninja i starać się o udział w turnieju po przez zamianę czy transformację. A nawet jeśli to brakowało mu doświadczenia więc powinien odpaść w pierwszej walce.
    Młody miał dość ryzykowny plan, jednak podobny jak nie identyczny do tego, który wykonał kilka minut wcześniej. Klon i tym razem okazał się być wybuchowy więc wszelkie próby przebycia go kończyły się tym samym. Zmarszczyłem na chwilę oko by dokładnie obserwować każdy szczegół tego pojedynku. Nadal nie wiedziałem dlaczego Kei się dusi, lecz gdy tylko aktywował klona, który skrywał się pod postacią jego katany miałem wrażenie, że tym razem wymyśli coś zupełnie innego i zaskoczy jeszcze bardziej całą publiczność. Niestety wszystkie jego działania doprowadziły do jednego. Jeszcze silniejszego wybuchu a także kompletnemu zniszczeniu jego własnego ciała. Na widok eksplozji, która zwęgliła większą część ciała zielonowłosego a także zniszczyła fragment trybun siejąc nie małe zamieszanie, miałem ochotę odsłonić moje drugie oko gdyż nie mogłem uwierzyć w to co widzę.
    Z mojej perspektywy wyglądało to tak jakby Yocharu miał wszystko zaplanowane od samego początku a Kei wykonywał jedynie po kolei wszystkie punkty aż obaj doszli do wielkiego finału, który skończył się tak jak widać. Wstrząs spowodowany zawaleniem fragmentu areny był tak silny, że nawet ja go poczułem mimo, że siedziałem po drugiej stronie. Czarnowłosy ruszył w kierunku spadających mieszkańców Kraju Księżyca by uratować kogo się da. Najwidoczniej to nie było częścią jego planu i zarówno On jak i większość jak nie wszyscy tutaj zebrani byli dość zaskoczeni. Tłum ruszył ku zwęglonej postaci zielonowłosego a postać ubrana na czarno przystąpiła do udzielania niezbędnej pomocy medycznej. Na mojej twarzy namalował się niewielki uśmiech. Kątem oka zauważyłem, że chłopak z wachlarzem chciał raz jeszcze odgonić powstałą chmurę pyłu i dymu jednak z podziwu na to co tutaj się stało w ostatniej chwili wycofał się i oddał hołd małemu wojownikowi.
    Powstałem. Mój klon zniknął zostawiając za sobą charakterystyczny dźwięk i dym. Moja starcza postać zaczęła się rozpadać wyłaniając spod skorupy prawdziwego mnie. Wyprostowałem ręce po czym zeskoczyłem na powierzchnie areny (Skoczność: 200]) i ruszyłem w kierunku tłumu. Po kilku krokach zacząłem klaskać a spojrzenie z leżącego, ale jednak ciągle żyjącego Keia przeniosłem na odchodzącego pod ścianę Yocharu. Wspaniałe. Widowisko pierwszej klasy, a te emocje! To co dzisiaj zobaczyłem na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Po chwili przestałem i podszedłem do medyka udzielającego pomocy by sprawdzić jak sobie radzi z uszkodzeniami jakich doznał młody wojownik. Mimo, że zabiegi, które wykonywał działały to i tak bez pomocy specjalistycznego personelu medycznego na nic się zdadzą jego umiejętności. Udałem się pod podwyższenie, na którym znajdował się Okane razem z córką. Wyskoczyłem by po chwili znaleźć się przy tej dwójce. Stanąłem pomiędzy nimi a następnie objąłem oboje pochylając bliżej swoją własną głowę. - No kto by pomyślał. Jednak publiczność ma już swojego ulubieńca i walki, które zaplanowałeś nie będą już takie same jak na początku. Wielka szkoda, że skarb po który przybyłem nie będzie dane mi posiąść. - Spojrzałem na chwilę w kierunku córki Okane jednak tak naprawdę chodziło mi jedynie o jego majątek, dziewczyna zasługiwała na o wiele lepszego niż ja.
    Zrobiłem kilka kroków do przodu puszczając ich z mojego objęcia po czym stanąłem na murku, który pełnił funkcję barierki aby przypadkiem nie spaść na dół. Z tej perspektywy miałem najlepszy widok na zaistniałą sytuację. Odwróciłem się w kierunku organizatora. Jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Mimo wszystko chciałem go dobić za to co miało miejsce podczas obiadu. Stojąc cały czas na kamiennym murku wyprostowany, splotłem ręce przy klatce piersiowej i ponownie przemówiłem w jego kierunku. - Jakim cudem mogłeś dopuścić dziecko do udziału w tak niebezpiecznym turnieju? Wspomniałeś wcześniej, że chciałbyś ubić ze mną interes na którym na pewno byś skorzystał. Powiedz mi. Jak mogę współpracować z człowiekiem, który jest tak nieodpowiedzialny? Przykro mi, ale transakcja od początku była skazana na porażkę. - Uśmiech nie znikał z mojej twarzy. Zeskoczyłem na dół i podszedłem bliżej zielonowłosego zachowując pełną powagę. - Na nic się zdadzą Twoje umiejętności medyczne jeżeli nie zostanie przeniesiony do placówki medycznej. - Odparłem. Faktycznie trzeba go zabrać do szpitala, ale gdzie? Zwiedzając miasto nie natknąłem się na żaden szpital a powrót do Baigai odpadał z powodu dystansu jaki nas dzielił. - Gdzie znajduje się najbliższy szpital? - Zapytałem. Mój głos objął każdego kto przebywał na powierzchni areny więc nie musiałem się martwić tym, że ktoś niedosłyszy i będę zmuszony do powtórzenia pytania.

Offline

 

#98 2017-01-09 12:24:47

Keisuke

Samotnik [Kaguya]

Zarejestrowany: 2015-12-25
Posty: 214
Klan/Organizacja: Samotnicy; Kaguya
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku; Sharingan
Ranga: Przywódca Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 Lat

Re: Pałac

Wybuch. Wielka czarna sadza buchnęła mi w twarz. Ciepło. Przenikliwy gorąc objął większość mojego ciała. Wszystko działo się tak szybko. Nie zdążyłem nawet zareagować. Momentalnie odpadłem. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Moje ciało mnie nie słuchało, ba! Nawet go już go nie czułem. Czyżby moja natura zapaleńca doprowadziła mnie do takiego stanu? Nie mogłem zwyczajnie odpuścić? Cholera... Co tu się stało? Nie czułem nic. Dosłownie. Wydawało mi się jednak, że moje ciało bezwładnie unosiło się ku górze, a potem nagle upadło. Wtedy poczułem mocny trzask, a ja widziałem już wtedy jedynie ciemność.

Ból. Słowo klucz w tym całym wydarzeniu. Nie znosiłem go. Nienawidziłem tego. Dlaczego? Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi. Czułem się mentalnie zniszczony. Do mojej głowy dochodziło wiele różnych szumów. Nie rozumiałem ich. Nie wiedziałem kto to. Jedynie co było mi znajome, to co mogłem określić to ciepło, wręcz gorąc. Czułem jakbym leżał sparaliżowany w ognisku. Nie rozumiałem tej sytuacji. Była dla mnie dziwna. Wtedy poczułem się senny. Wewnętrznie czułem, że chciałbym już zasnąć, uciec od tego wszystkiego. Wydawało się, że mogę pójść już dalej, nie przejmować się już niczym. Byłem już tak blisko... Poczułem delikatne a zarazem przyjemne mrowienie. Zielonkawie światełko docierało do mnie, a z nim jakieś głos. Pragnąłem do niego dotrzeć. Gdy byłem już blisko, me oczy oślepiło słońce. Otworzyłem oczy...

Nie umarłem, choć jestem temu bliski. Złapałem oddech. Po nim kolejny i kolejny w dość szybkim czasie. Wszystko bolało. Podniosłem delikatnie głowę i zobaczyć co się dzieje. Widok był gorszy niż myślałem. Byłem cały czarny od wybuchu, zaś moja jedna ręka gdzieś "wyleciała". Oparłem głowę z powrotem na ziemię mówiąc krótko: -Kur...waaa...- Mój głos brzmiał fatalnie. Jakby zachrypnięty, ledwo słyszalny dla reszty. Przymrużyłem delikatnie oczy by skupić się na wszystkich tutaj zebranych. JAkiś zakapturzony facet, czarnowłosy który mnie pokonał, zgraja gapiów, którzy patrzą na mnie jak na zwłoki. Nie... Nie jestem jeszcze martwy. I niech tak zostanie. Niestety aktualnie czułem się fatalnie. Nie byłem wstanie nic zrobić. Jedyne co mi zostało, to czekać na cud.



Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko

http://i.imgur.com/4tWVPtd.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#99 2017-01-10 12:34:11

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Pałac

Sesja normalna Suoh i Keisuke + jednak już nie tak gościnnie zacny przedstawiciel klanu Uchiha - Yocharu #22


     Chłopak z wachlarzem uważnie obserwował poczynania swojego przyszłego oponenta. Jego wypowiedź wywołała delikatny uśmiech na jego twarzy, zaś gdy ten skończył sam stanął na murku obok niego.
- Chciałbym również wyrazić swoją dezaprobatę w stosunku do organizatora turnieju. Zabijaliśmy się nawzajem, owszem jednak każdy z nas doskonale rozumiał jaki może go czekać los. Zaś ten chłopak - tu wskazał głową w kierunku Keisuke - Nie sądzę by był do końca świadom pojęcia śmierci. Jest cholernie silny, nie wahał się odebrać komuś życia. Ale to wciąż dziecko. Jednocześnie pragnę ogłosić swoją rezygnację z turnieju - tu zwrócił się do pirata - Jeśli dalej masz ochotę brać udział w tej farsie walka finałowa należy do ciebie. Jeśli nie - chciałbym abyś poszedł ze mną. Muszę ci coś powiedzieć, a jednocześnie o coś poprosić. Czarnowłosego też.
     Jego ton brzmiał dość zdawkowo, zaś sama jego twarz nie wyrażała za wiele emocji. Przeniósł wzrok z Suoha na kupca, unosząc jedną brew do góry, ciekaw czy ten ma coś do powiedzenia. Sam zaś Okane poczerwieniał ze złości i nie mógł znaleźć słów, aż w końcu ryknął.
- Kto do cholery wiedział, że zlezą się tutaj chrzanieni ninja?! Myślisz, że moi strażnicy są przeszkoleni pod kątem sprawdzania wieku kogoś kto może sobie w dowolnej chwili zmienić postać?! Chłopak sam jest sobie winny. Wynieście go stąd w tej chwili, a wy macie maszerować na arenę i walczyć. Taką mieliśmy umowę. Ja wam coś zaoferowałem, a wy mi. Zapraszam was w moje progi, karmię, zapewniam wszelkie piekielne udogodnienia, czego sobie dusza zapragnie, a wy macie czelność coś mi zarzucać?! - z każdym zdaniem jego ton stawał się coraz bardziej podniesiony - W tej chwili won na arenę i skaczcie sobie do gardeł, cholerne psy! - ostatnie zdanie wykrzyczał tak głośno, że prawdopodobnie ludzie na statkach w porcie mogli go usłyszeć.
- Nie, ojcze - odezwała się po raz pierwszy w trakcie trwania turnieju córka kupca - Myślałeś, że będziesz w stanie wystrychnąć wszystkich na dudka, ale twój plan chyba tego nie zakładał, prawda? - jej ton był przepełniony goryczą i złośliwością - Wysłałeś mężczyznę, którego kocham na pewną śmierć z rąk piratów, tylko po to abyś mógł mnie tutaj sprzedać i trochę zarobić. Tylko dlatego, żeby nikt nie wiedział, że zbliżasz się do bankru... - niestety nie dane jej było dokończyć, ponieważ została zdzielona przez ojca otwartą dłonią w policzek na tyle mocno by wylądowała z powrotem na swoim siedzeniu z czerwieniejącą połową twarzy.
- Zamknij pysk. Za dużo mi zawdzięczasz, kolejna niewdzięcznico. Gdyby nie ja sama byś sprzedawała swoją dupę gdzieś w porcie brudnym marynarzom.
       W tym samym czasie medyk zajmujący poranionym i oszpeconym zielonowłosym ninja znów złożył kilka pieczęci i ludzie, którzy wcześniej pod jego wpływem stali bezruchu i wpatrywali się tępo w przestrzeń zaczęli robić prowizoryczne nosze ze swoich ubrań po czym pod okiem zakapturzonego jegomościa ostrożnie położyli na nich Keisuke, choć samo ruszenie go musiało mu sprawić niewyobrażalny ból.
- To Samotnik. Zabieram go do Airando. Tam jest ktoś, kto może go doprowadzić do w miarę normalnego stanu. Ja go mogę jedynie utrzymać przy życiu podczas podróży - rzekł na tyle głośno, by zainteresowani mogli go usłyszeć - Dobra, mały. Teraz będzie bolało. Wytrzymaj.
       Osoby, które zrobiły prowizoryczne nosze wciąż miały nieobecny wzrok, zaś pozostała reszta po wykonaniu przez medyka jednej pieczęci natychmiast się otrząsnęła. Ten z kolei wrócił do leczenie młodego Kaguyi, zaś tamci złapali za końce noszy i ostrożnie go niosąc ruszyli w stronę portu. Od samego medyka emanowała taka aura, że nikt nie miał ochoty się wtrącać w to, co miał on zamiar zrobić z rannym zawodnikiem.

Offline

 

#100 2017-01-10 13:16:23

Keisuke

Samotnik [Kaguya]

Zarejestrowany: 2015-12-25
Posty: 214
Klan/Organizacja: Samotnicy; Kaguya
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku; Sharingan
Ranga: Przywódca Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 Lat

Re: Pałac

Ból. Znowu. Ledwo trzymałem swoje oczy otwarte. Ledwo trzymałem swój umysł w ryzach szaleństwa. Ledwo co powstrzymywałem się od krzyku. Nie mówiłem już nic. Tylko leżałem. Nieopisane cierpienie, które mi teraz towarzyszy... Nigdy czegoś takiego nie czułem. Potworność. Cy będę wstanie kiedyś jeszcze funkcjonować jak normalny człowiek? Czy będę mógł jeszcze kiedyś walczyć? Wątpię. Cuda się nie zdarzają, a na pewno nie dla mnie. Myślę, że to już koniec. Straciłem to co kocham: walkę, wolność... Tak. Tak to wszystko odczuwałem. Zakapturzona postać starała się jak mogła bym nie zemdlał. Chciała utrzymać mnie przy życiu.

Hałas. Niezidentyfikowane przeze mnie głosy. Znowu ból. Cierpienie. Ktoś krzyczał. Tak, na pewno. Tylko kto? Mocny głos. Nie jestem wstanie ogarnąć któż to mógłby być. Poczułem skrzyp. Chrupnięcie. Potworność. Nagle wszystko ustało. Nie leżałem już na podłodze. Poruszałem się. Jak? Dopiero po paru chwilach zrozumiałem co się dzieje. Syknąłem z bólu. Zabierają mnie stąd. Chciałem zapytać o co chodzi. Nie mogłem. Za bardzo bolało. Zabrali mnie do portu. Tam na statek. Co się dzieje? Nie rozumiałem. I tak nie ma już dla mnie ratunku. Zamknąłem oczy. Zasnąłem. Czekał mnie dłuuugi, przyjemny sen. Tam mogłem się czuć wolny. Nie było tam ani bólu, ani cierpienia. Taaa... Przyjemny sen.

Z/t Szpital im. Sentiego Kaguya w Airando



Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko

http://i.imgur.com/4tWVPtd.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#101 2017-01-10 15:50:11

 Suoh

Klan Kiyoshi

46642233
Skąd: Kraśnik
Zarejestrowany: 2016-06-26
Posty: 332
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 22 lata
WWW

Re: Pałac

    W momencie kiedy przemawiałem przed Okane byłem pewny siebie. Już niczego nie może nam a przynajmniej mi obiecać ten cholerny grubas. Jego twarz była cała czerwona ukazując jego zdenerwowanie aktualną sytuacją a dodatkowo chłopak, który miał być moim przyszłym przeciwnikiem również postąpił podobnie jak ja i wyraził swoje niezadowolenie a także zrezygnował z uczestnictwa w tym zakłamanym turnieju. Zaskoczył mnie swoim posunięciem, aczkolwiek już od czasu rozpoczęcia tej feralnej walki wydawał mi się jakiś podejrzany. W pałacu milczał przez prawie cały czas mimo, że starałem się go zmusić aby powiedział nie co więcej, a teraz? Z jego ust wyszło więcej słów w tej jednej minucie niż przez cały czas trwania turnieju. Okane czuł ogromne poddenerwowanie a jego ciśnienie prawdopodobnie wzrosło dwukrotnie z powodu tego, że plan, który opracował na wstępie w chwili obecnej był całkowicie zniszczony.
    Zainteresowała mnie prośba chłopaka z Kraju Wiatru, który zaskoczył mnie pozytywnie. Zastanawiałem się czego może akurat ode mnie chcieć, lecz po przemowie jaką udzielił postanowiłem ten jeden raz wysłuchać go do końca a także udać się w miejsce gdzie chce coś nam pokazać. Nie obeszło się oczywiście bez zbędnego komentarza Okane, który jedynie jeszcze bardziej pogorszył jego sytuację. To, że wyraził się dość niekulturalnie na temat ninja jeszcze mu darowałem, ale w chwili gdy porównał nas do zwykłych psów, które walczą o każdy kawałek mięsa i bezgranicznie słuchają się swojego pana, którego w każdej chwili mogą zagryźć, moja dłoń zadrżała i natychmiast zamieniła się w pięść. Miałem się obrócić a następnie przyłożyć mu ją bardzo mocno w twarz jednak w ostatniej chwili powstrzymała mnie jego córka, która przez cały czas milczała. Wyjawiła kilka interesujących sekretów, na które Okane zareagował dość nerwowo. Nie spodobał mi się ton w jakim się wyrażał do swojej córki. Wyjąłem katanę z pochwy a następnie jej czubek zawędrował do ust mężczyzny zatrzymując się dosłownie kilka milimetrów przed nimi. Spojrzałem na swoje ramię zamyślając się na chwilę.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
______________________________

Akcept by Katsuro

    Następnie opuściłem ją powoli w kierunku jego wielkiego brzucha cały czas jedynie delikatnie dotykając ubrania tak by nie wyrządzić mu żadnej szkody. I tak już gorzej być nie może w jego przypadku. - Szkoda sobie brudzić tak idealne ostrze... - Po czym schowałem miecz tam gdzie jego miejsce a zanim udałem się na dół odwróciłem głowę w kierunku córki Kazuko. - Na Twoim miejscu po tej przemowie po prostu bym odszedł zostawiając go niczym tonący okręt. - Zeskoczyłem.
    Medyk, który udzielał pomocy podzielił się informacją odnośnie pochodzenia młodego zielonowłosego jegomościa. Okazało się, że należał do Samotników zamieszkujących Ariando. Nie wiele słyszałem o tej organizacji choć o pojedynczych jednostkach dużo się mówiło, nawet w moim rodzinnym Baigai. Poza tym jego obecność nie zrobiła na mnie większego wrażenia, byłeś świadomy, że mogą znajdować się tutaj wojownicy z każdego zakątka świata, a idealnym przykładem tego byłem ja sam. Mieliśmy ogromne szczęście, że wśród nas znalazł się medyk, który potrafi wykonywać tak zaawansowane techniki lecznicze pod taką presją otoczenia. Zapewne gdyby nie on to ja musiałbym interweniować a wtedy mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej. Podszedłem pod chłopaka z wachlarzem. Ciągle zastanawiało mnie czego tak naprawdę żądał od naszej dwójki, mam tutaj na myśli siebie i Yocharu. Mimo wszystko postanowiłem zaryzykować i przekonać się na własne oczy. - A więc? Co to za pilna sprawa? - Zapytałem.

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2017-01-10 17:18:49)

Offline

 

#102 2017-01-11 14:39:06

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Pałac


       Po mojej walce tok turnieju zmienił się diametralnie. Wychodziło na to, że poświęcenie młodzieńca nie było zupełnie bez sensowne. W ten sposób być może pogrążymy grubasa i otworzymy reszcie ludzi oczy. Mimo, iż siedziałem z dala od kupca i organizatora turnieju, doskonale słyszałem co się tam dzieje. Pirat wyraził aż nadto swe niezadowolenie a chłopak z wachlarzem zrezygnował z następnej walki. Wychodziło więc na to, iż zostałem sam w tej szopce więc wypadało też zrezygnować. Okane zaczął już działać mi na nerwy a ja miałem dla niego nauczkę, która pozostanie mu w głowie na dłużej niżeli ostrze, przyłożone do szyi.
       Jak to mam w swym zwyczaju, zniknąłem z trybun, pojawiać się na przeciw kupca, mając z boku pirata. Położyłem dłoń na ostrzu, delikatnie popychając je w dół, by dać znać jemu aby odpuścił sobie. Po tym geście Suoh odpowiedział, że nie warto brudzić broni na kogoś takiego. Miał w tym dużo racji. Ja jednak planowałem pomieszać facetowi w głowie, choć narażałem się tym samym na wykrycie. Mimo wszystko jednooki wydawał się godny zaufania. Nie zamieniliśmy zbyt wielu słów ale bez względu na to, z jakiego klanu czy organizacji pochodzi, nie rzuci się na mnie, zwłaszcza po tym co zrobiłem biednemu samotnikowi. Czerwień w moich oczach rozbłysła a trzy czarne łezki wpatrywały się w ślepia Okane. Taki widok zawsze budził lęk u osób niezwiązanych z naszym światem, choć i nawet ninja czuli lęk przed sharinganem, nawet gdy nie wiedzieli czym on jest. Wtem moje trzy łezki zaczęły powoli rozmywać się w oczach i zlepiać w coś na podobieństwo shurikena. W tej chwili mogłem zabić grubasa samym spojrzeniem niczym bazyliszek ale chciałem go tylko postraszyć, dlatego użyłem prostego genjutsu by przywołać w nim potworne myśli, które nie wyjdą z jego głowy przez długi czas.
       Po chwili zamknąłem oczy na dosłownie sekundę by po ich ponownym otwarciu znów nabrać normalnych tęczówek. Odwróciłem wzrok w stronę chłopaka z wachlarzem, kiwając głowa w jego kierunku, jakby czekając na to czego potrzebuje.

Offline

 

#103 2017-01-12 15:16:02

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Pałac

Sesja normalna Suoh i Keisuke + jednak już nie tak gościnnie zacny przedstawiciel klanu Uchiha - Yocharu #23.2


     Okane z pewnością nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. W tej chwili jedyne co widział to zgromadzonych na arenie ludzi i ich pełne pogardy spojrzenia skierowane na niego samego. Skąd on do cholery miał wiedzieć, że to był pieprzony dzieciak? Zresztą nawet się nie przejmował jego losem. Chyba każdy potrafi sam podejmować decyzje, prawda? No to gówniarz otrzymał właśnie to na co sobie zapracował. Pan Kazuko był pełen wściekłości. W końcu gdyby nie on to cała ta wyspa byłaby jedną wielką wiochą pełną chat z gówna, a mieszkańcy żarliby suche pierdy z octem. Przynajmniej w jego mniemaniu. Nie można mu co prawda odmówić zasługi rozwoju tutejszej gospodarki, aczkolwiek gdyby nie ładował tyle do swojej kieszeni prawdopodobnie prosperowałaby jeszcze lepiej.
     W momencie gdy miał coś jeszcze powiedzieć ostrze Suoha skierowało się w stronę brzucha kupca. Uniósł brew i spojrzał na pirata, którego bądź co bądź lubił najbardziej - głównie ze względu na jego możliwości i perspektywę wykorzystania ich. Wtedy wkroczył czarnowłosy, obniżając nieco ostrze katany i już Okane miał odetchnąć z ulgą, chcąc pochwalić czarnowłosego jednak nagle poczuł jak całe jego ciało drętwieje. Jedyne co zobaczył to błysk czerwonych, przerażających oczu. Potem już tylko ogarnął go mrok i nagle znalazł się z powrotem we własnym ciele, lecz czterdzieści lat młodszym. Był w swojej rodzinnej wsi, znów oglądał jak ojciec znęca się nad jego matką, znów przerzucał gnój na małym polu należącym do jego rodziców, znów dzieciaki nabijały się z jego puszystej budowy ciała i znów słyszał, że nic w życiu nie osiągnie. Nagle w jednej chwili zdawało się jakby zapomniał kim jest obecnie, skulił się w sobie i trząsł, zaś w kącikach jego oczu stanęły łzy. Znów nikt nie wiedział, co się działo z człowiekiem, który był pod wpływem iluzji. Dla przeciętnego widza pan Kazuko wyglądał jakby dostał jakiegoś udaru. Nikt się jednak nie palił aby mu pomóc. Jednak chłopak z wachlarzem, który uważnie się wszystkiemu przyglądał teraz już był pewny, że ma do czynienia z użytkownikiem genjutsu.
      Izuna z kolei wciąż siedziała nieco skonfundowana z coraz czerwieńszym policzkiem, aczkolwiek na słowa jednookiego przeniosła na niego spojrzenie wielkich oczu i tylko skinęła głową. Potem spojrzała na Yocharu i przygryzła wargę. Złapała go za nadgarstek i wstała.
- Przepraszam, jeśli narobiłam ci jakiś nadziei - powiedziała w końcu - Chciałam po prostu jemu zrobić na złość - tu wskazała głową na swojego ojca - Moje serce już do kogoś należy.
     Po tych słowach spuściła głowę, puściła nadgarstek Yocharu po czym obróciła się na pięcie i zniknęła za kotarami, za którymi najprawdopodobniej kryła się ścieżka do pałacu. Użytkownik wiatru westchnął cicho i spojrzał na czarnowłosego. Widząc, że ten też jest chętny, aby wysłuchać jego propozycji uśmiechnął się i zeskoczył z Suohem na dół po czym zaczął iść w kierunku wyjścia. Upewnił się jeszcze tylko, że pozostała dwójka idzie za nim i kontynuował marsz, aż znaleźli się w jeszcze opustoszałym barze. Najwyraźniej ludzie z trybun jeszcze nie zdążyli tu dotrzeć. Usiadł przy stoliku w kącie i poczekał aż Suoh i Yocharu zajmą miejsca naprzeciw niego. Oparł swoje dłonie o krawędź stołu, splatając palce ze sobą i spojrzał na nich wyjątkowo poważnym wzrokiem.
- Chciałbym wam zdradzić prawdziwy powód, dla którego wziąłem udział w turnieju. Nie były to pieniądze, ani broń boże ta bogu ducha winna dziewczyna. Szukałem po prostu kogoś takiego jak wy - tutaj zrobił pauzę bo przy ich stoliku zjawił się barman.
     Dla siebie zamówił jedynie szklankę wody, poczekał aż jego towarzysze poproszą o swoje zamówienia po czym podjął znów rozmowę. Mówił dość wolno, tonem pełnym powagi, patrząc na przemian w oczy swoim rozmówcom.
- Jestem klonem. Mój oryginał znajduje się w osadzie, w której się wychowałem, w kraju wiatru. Stworzył mnie, abym wyruszył w świat i znalazł potężnych wojowników, którzy byliby w stanie nam pomóc. Od dłuższego czasu na nasz dom zaczęła napadać pewna banda. Nie wiem kim są, ani skąd pochodzą. Wiem tylko, że dla mnie nie są przeciwnicy do pokonania. Wiele razy próbowałem i za każdym razem kończyło się to dla mnie bardziej lub mniej ciężkimi obrażeniami. Jest ich pięciu, używają technik, które w większości po raz pierwszy widzę na oczy. Nawet mając u swego boku osadników uzbrojonych we wszystko co im wpadło w ręce nie miałem żadnych szans. Dlatego zbudowałem schron dla mieszkańców i gdy banda się zjawia oni tam przeczekują napad, pozwalając się okradać ze wszystkiego bo ja nic więcej nie jestem w stanie zrobić oprócz zapieczętowania wejścia. Jestem jedynym ninja w wiosce, która przyjęła mnie z otwartymi ramionami, kiedy błąkałem się bez celu, bez nikogo, bez pamięci. Nie znam swojego pochodzenia, nie pamiętam go. Jednak tam jest mój dom, a ci ludzie to moja rodzina. Dlatego postanowiłem zrobić wszystko, aby zapewnić im bezpieczeństwo - tutaj się skrzywił i przeniósł spojrzenie na ścianę - A nawet tego nie potrafiłem zrobić... Jedyne co potrafię to błąkać się i błagać o pomoc. Dlatego wylądowałem na turnieju. Wiedziałem, że przyciągnie też ludzi takich jak wy. Nie wiem jaki cel krył się w waszym udziale w tej szopce, jednak jestem pewny, że również nie była nią kobieta. Nie to jednak jest ważne. Pragnę was zapytać, czy zechcielibyście się wybrać ze mną do Kraju Wiatru i pomóc mi uratować wszystko co dla mnie cenne, byłbym wdzięczny. Nie mam nic do zaoferowania. Wszystkie kosztowności zostały już dawno zgrabione. Jedyne co mogę wam dać to swoją przyjaźń i gotowość do spłacenia przysługi nawet własnym życiem.
     Kończąc swój wywód znów przeniósł wzrok na swoich towarzyszy i złapał w dłonie szklankę z wodą, którą już jakiś czas temu przyniósł mu barman. Pociągnął z niej łyk i z kamienną twarzą czekał na odpowiedź.

Offline

 

#104 2017-01-13 19:19:13

 Suoh

Klan Kiyoshi

46642233
Skąd: Kraśnik
Zarejestrowany: 2016-06-26
Posty: 332
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 22 lata
WWW

Re: Pałac

    Do naszej dwójki stojącej na przeciwko Okane dołączył jeszcze Yocharu. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, jednak domyśleć się można było, że On również chce podzielić się swoją opinią z szanownym organizatorem turnieju. Nie miałem nic przeciwko w chwili gdy chwycił moją katanę i delikatnie zaczął ją opuszczać w dół aby dać znać, że On tak samo podzielał moja myśl, że nie warto marnować takiej stali na byle kogo. Najwidoczniej obaj chcieliśmy dać nauczkę Kazuko, jednak ze względu na naszą reputację, która w tej chwili powinna być w dość dobrym stanie, nie mogliśmy się narażać. Mimo wszystko zadawało mi się, że Yocharu nie odpuści tak łatwo. Wnet ujrzałem jak jego oczy zmieniły barwę a wewnątrz źrenic pojawiły się jakieś czarne znaki. Następnie skierował głowę w kierunku Okane i jedynie co dalej widziałem było dziwne zachowanie mężczyzny, który jakby w jednej chwili zatracił i zamknął się w sobie, zapominając gdzie jest. Tak jak w przypadku kości zielonowłosego, tak tutaj spotkałem się z czymś co widziałem pierwszy raz w życiu. Jedynie z opowiadań łańcuszkowych słyszałem o tej potężnej umiejętności lecz nawet teraz nie miałem pewności czy to aby na pewno to co myślę czy wymysł starych ludzi, którzy mają zbyt długi język. Postanowiłem przemilczeć to i poruszyć temat w odpowiedniej chwili. Zeskoczyliśmy.
    Spojrzałem raz jeszcze na tłum, który kilkanaście minut temu zajmował się ciężko rannym dzieciakiem razem z medykiem, który jak wspomniałem wcześniej musiał posiadać dość ogromne umiejętności, ale także wolę. Podczas całej akcji był spokojny, nie pozwalał aby ktokolwiek mógł rozproszyć jego uwagę. Nawet słowa Okane nie zrobiły na nim żadnego wrażenia, po prostu je zignorował. Mało znam osób, które w podobnej sytuacji zachowałyby się dokładnie tak samo. Zapewne nawet ja sam poczułbym na sobie presje otoczenia i tym samym naraził bym czyjeś życie.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

___________________________

Akcept by Katsuro

    Na pewno dzisiejsza walka, ale także wydarzenia po zostawiają wiele pytań w mojej głowie, na które nie prędko znajdę odpowiedź a jeśli nawet to nie będzie to proste zadanie. Po tym jak zeskoczyłem na arenę w celu wysłuchania prośby chłopaka z Kraju Wiatru, Yocharu również dołączył do nas, najwyraźniej zainteresowała wiadomość jaką mamy usłyszeć a mnie. Nie będę kłamał, jestem z tego powodu zadowolony. W ten sposób można choć na chwilę zamienić kilka słów na temat dzisiejszego pojedynku. Sądząc po jego postawie jaką prezentował cały czas wydaje mi się, że wiedział z kim ma do czynienia a przeróżne sztuczki z kośćmi nie robiły na nim żadnego wrażenia. Był doskonałym informatorem, ale każdy ninja wie, że dane są o wiele cenniejsze niż nie jeden skarb na tym świecie. Nie zamierzałem mu płacić ani tym bardziej być dłużnym. Odpuszczę jeśli zajdzie taka potrzeba. Idąc za chłopakiem z wachlarzem zmniejszyłem dystans jaki dzielił mnie i czarnowłosego i zapytałem po cichu. - Ten zielonowłosy... Przez cały pojedynek miałem wrażenie, że znasz każdy jego ruch a także sztuczkę jaką wykona. Wiesz coś więcej na temat tej umiejętności manipulowania kośćmi? Pierwszy raz z czymś takim miałem styczność a Twoje opanowanie było godne podziwu. Przyznaje. - Zapytałem, po czym skierowałem głowę na wprost.
    Zorientowałem się, że zmierzamy do jednego z pobliskich barów, który na chwilę obecną świecił pustkami. Prawdopodobnie widownia nie zdążyła opuścić areny z powodu tych wszystkich wydarzeń jakie miały miejsce. Wspaniały pojedynek a także odkrycie prawdy na temat samego Okane Kazuko. Od początku wiedziałem, ze coś z nim jest nie tak. Brak środków na jego koncie było jedną z wielu odpowiedzi, podejrzewałem również, że chce nas po prostu wykorzystać wbrew naszej woli, czyli zamienić w niewolników. Chociaż mówiąc szczerze jeżeli faktycznie by tak było to po zobaczeniu rezultatów pierwszych pojedynków musiałby natychmiast zmienić taktykę co znów z kolei byłoby bardzo widoczne. Jednak przez cały czas emanował pewnością siebie i wrażeniem, że kontroluje wszystko i wszystkich. Najwidoczniej scena z węglonym zielonowłosym wskazywała na coś zupełnie innego.
    Po krótkiej chwili dotarliśmy na miejsce. Zająłem miejsce na przeciwko niego aby móc lepiej się mu przyglądać w chwili gdyby on również knuł coś złego przeciwko nam. Jak wspominałem wcześniej, jego nagła zmiana podczas oglądania ostatniego pojedynku wydawała mi się dość tajemnicza. Nie można uznać za normalne zachowanie kogoś kto przez większość obiadu wydukał tylko kilka słów po czym na trybunach przemienił się w maszynę, której usta w ogóle się nie zamykają. Poznaliśmy prawdziwy cel jego uczestnictwa. Nie wiem czy nasze spotkanie z góry było zaplanowane, ale najwyraźniej to my byliśmy w kręgu jego zainteresowania. Barman przerwał na chwilę tę aurę tajemniczości prosząc nas o złożenie zamówienia. - Wodę. - Odparłem po czym wróciliśmy do przerwanej dyskusji. Klon. Dość dużo ich dzisiaj się przewinęło, nieprawdaż? Wsłuchiwałem się w każde jego słowo a im bardziej poznawaliśmy szczegóły tym mój entuzjazm malał. Pomijając fakt, że zapuszczanie się na tereny Kraju Wiatru nie należały do mojej listy rzeczy, które chce zrobić to bardziej zdenerwował mnie główny powód jego uczestnictwa.
    Gdy tylko przerwał uznałem, że powinienem być tym, który przemówi jako pierwszy. Oczywiście mogłem poczekać na Yocharu jednak cisza, która by powstała na pewno byłaby dość krępująca. - A więc kolejny z nielicznych przypadków gdy ktoś poszukuje pomocy. Po części wiem co to znaczy być bezsilnym wobec sytuacji, która nas przerasta. Jednak nie jestem w stanie Ci teraz odpowiedzieć na Twoją prośbę. - Podparłem głowę o dłonie, na których spoczęła moja broda. Następnie zmarszczyłem lekko oko i kontynuowałem wypowiedź. - Po pierwsze wizyta w Kraju Wiatru nie jest czymś czego pragnę a przynajmniej jedna z jego prowincji. Po drugie nie wiem czy jest sens narażać się dla kogoś kto postąpił tak idiotycznie. Nie wiem jak to jest ryzykować własnym życiem dla dobra większej społeczności niż rodzina. Prawdopodobnie gdybym w przeszłości postąpił tak jak Ty to dzisiaj byłbym zupełnie innym człowiekiem. Gorszym? Lepszym? Nie wiem, nie jestem zwolennikiem tego by oceniać podobne sytuacje i gdybania "... a co by było gdyby...". Twoje oddanie zasługuje na szacunek, ale prawda jest taka, że moja zgoda, czy zgoda Yocharu i rozprawienie się z problemem w Twojej wiosce nie rozwiąże go. Wiesz dlaczego dzielimy się na słabych i silnych? Odpowiedzią jest prawidłowy wybór tego co chcemy zrobić. Ci, którzy poddali się i nie widzą światełka w ciemnym tunelu nie zmienią swojego przeznaczenia. Ci natomiast, którzy podjęli ryzykowną walkę i wygrali są w stanie osiągnąć rzeczy niemożliwych, dlatego są silni. Powiedz mi, co da nasza interwencja jeżeli za jakiś czas może pojawić się podobna grupka, która zechce okradać wasze domy i mordować mieszkańców? Ponownie ludzie schowają się w tych pozornie bezpiecznych schronach i będą czekać na wybawicieli? Ponownie staniesz w ich obronie, dostaniesz wpierdol i zaczniesz szukać kogoś kto Ci pomoże? Nie wiem jak silni są ci bandyci, ale nie widzę sensu ryzykować dla kogoś kto zamiast wziąć sprawy w swoje ręce woli chować się po norach i czekać na bohatera. Wspomniałeś, że jesteś jedynym ninja w wiosce. Automatycznie z tego powodu uznałeś, że jesteś jedyną osobą, która może się im przeciwstawić skreślając zupełnie inną opcję, która w przyszłości może okazać się o wiele bardziej korzystniejsza niż Twój aktualny wybór. Skoro jesteś jedyną osobą, która posiada odpowiednie umiejętności bojowe to dlaczego nie wykorzystałeś ich w celu nauki tych, którzy są w stanie podjąć walkę? Przeciwstawić się i pokazać, że łatwo skóry nie sprzedadzą? Pomijam już pytanie, dlaczego w pierwszej kolejności nie skierowałeś się do Lorda Kraju Wiatru. Ciężko mi uwierzyć, że los niewinnych osób jest mu całkiem obojętny. Jeżeli Cię uraziłem to wybacz, ale sam czuje się lekko zmieszany. Kiedyś byłem podobny do Ciebie i postąpiłem tak jak Ty, do dzisiaj żałuje tego i dlatego pozwalam by gniew przemawiał przeze mnie w takich sytuacjach. Jak wspomniałem wcześniej gdybym nie podjął walki to nadal prawdopodobnie pełniłbym rolę zwierzyny niż myśliwego. - Gdy tylko barman przyniósł szklankę wody wziąłem kilka łyków. Wyprostowałem się po czym spojrzałem na ludzi, którzy gromadzili się na zewnątrz w coraz większej ilości. Ze słabego stałem się silny lecz dopiero z czyjąś pomocą. Skarciłem go za jego zachowanie z prywatnych powodów lecz nie można mówić, że jest słaby. Jego walka ciągle trwa i stara się coś osiągnąć. Może gdy uda mu się zwyciężyć otworzy wtedy oczy pozostałym? Westchnąłem. - Nawet jeśli zgodziłbym się na takie zadanie to byłoby to jedynie jednorazowa akcja. Nigdy więcej. Podkreślam, nigdy więcej nie zrobiłbym tego ponownie nawet jakbyś obiecał mi bezgraniczne posłuszeństwo. Mogę się zgodzić, ale zanim to zrobię chciałbym ustalić dwie rzeczy. Nie zapuszczam się na tereny Sakkaku to raz i nie gwarantuje zwrotu zrabowanych przez nich kosztowności, to dwa. Te dwa warunki zdecydują o tym czy przyjmę zadanie czy też je odrzucę. - Odparłem.
    Sakkaku to tereny klanu Sabaku a w przeszłości miałem styczność z ich umiejętnościami a raczej tym co potrafią wyrządzić. Dodatkowo to oni są odpowiedzialni za tragedię jaka mnie spotkała chociaż muszę im podziękować, gdyby nie oni dalej byłbym zwykłym warzywem. Mogłem podjąć się tego zadania, darmowe skarby były odpowiednim argumentem do tego by mnie przekonać lecz nie jestem na tyle szalony by wyruszać sam na grupę osób z nieznanymi mi umiejętnościami. Pojedynek jeden na jednego to zupełnie inna sytuacja. Skupiasz się wtedy tylko i wyłącznie na jednym i powiększasz swoją wiedzę na jego temat podczas pojedynku. Tutaj trzeba mieć oczy dookoła głowy i ryzyko jest o wiele większe. Dodatkowo jak wspomniałem wcześniej, ryzykowałbym dla kogoś kogo w ogóle nie znam i los mało mnie obchodzi. Nie wiedziałem co na ten temat myśli Yocharu, możliwe, że moje słowa mogą urazić do tego stopnia, że w jego oczach stanę się śmiertelnym rywalem. Mało w przeszłości było konfliktów z powodu różnych poglądów? Tak więc czekałem na reakcje pozostałych.

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2017-01-18 23:43:28)

Offline

 

#105 2017-01-15 21:00:41

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Pałac


       Moja technika zadziałała na Okane tak jak powinna. Oczywiście taki zwykły człowiek jak on nie miał szans przeciwstawić się iluzji a mimo wszystko czułem się zadowolony z efektu jaki uzyskałem. Wyciągnąłem ciekawe wspomnienia z jego życia, być może zmieniając jego aktualne. Pieniądze mu strasznie uderzyły do głowy, przesłaniają mu oczy na ludzi, którzy są teraz w takim stanie materialnym jak niegdyś on. A zawsze uważałem, żen ten który wychował się w biedzie i wszedł na wyżyny, potrafi doceniać prostych ludzi. Ten jednak był innym typem człowieka.
         Przed zeskokiem zerknąłem na córkę kupca, która wypowiedziała do mnie kilka słów. Najwidoczniej nie była świadoma tego, że rozgryzłem ją już na samym początku. Cieszyłem się z faktu, że w jakiś sposób jej pomogłem i, że moje podejrzenia okazały się być prawdziwe. Tylko tego by mi brakowało, by jakaś dziewczyna teraz za mną latała. Zbędny balast jeżeli nie potrafi sama walczyć i nie należy do Uchiha. Mimo wszystko, zyskałem w jakiś sposób niezłego sprzymierzeńca. Jeżeli jej ojciec opamięta się przekaże córce pieniądze, być może przydadzą się na odbudowę klanu. Zwłaszcza teraz po nieprzyjemnej akcji samotników, choć nie wiedziałem jeszcze o niej. Położyłem kciuk na pieczęci umiejscowionej na ramieniu by połączyć się ze swym oryginałem lecz te zostało od razu przerwane. Do mej głowy dotarły jedynie informacje o akcie zbrodni i zerwaniu w ten sposób sojuszu Samotników w Hidari i o spotkaniu z Shinsaku. Nie mogłem nawiązać jednak relacji z bieżących wydarzeń co było wyjątkowo dziwne.
         To nawet zabawne, że właśnie rozwaliłem chłopaka należącego do tej organizacji gdy oni napadli na naszą budującą się wioskę. Oczywiście nie okaleczyłem chłopaka celowo ale zbieg okoliczności niecodzienny. W końcu jednak oderwałem się od wydarzeń zza morza i powróciłem do tego co dzieje się tu i teraz. Zeskoczyłem na dół, podążając za chłopakiem z wachlarzem.   Wtem konta oka ujrzałem jak pirat, przybliża się do mnie, najwidoczniej w celu zagadania. Oczywiście rzucił pytanie odnośnie zielonowłosego chłopaka. Nie miałem powodu by nie podawać mu tych informacji. Nie wiedziałem, że należy do klanu Kiyoshi gdyż nie widziałem jego pokazu eliminacyjnego, choć podczas aktywacji sharingana ujrzałem w jego chakrze coś znajomego. Nie miałem co do tego pewności ale jeżeli okazałoby się to prawdą, to podałbym mu informację na temat jego potencjalnego wroga. W Yu no Kuni stali oni bowiem po dwóch stronach barykady. Niestety Uchiha też stali przeciw kryształowym, choć w całym tym konflikcie nie stanowiliśmy jakieś potęgi. Ba, myślę że część nawet nie jest świadoma że walczyła z Uchiha a jedynie wiedzą, że byliśmy tam z informacji. To Samotnicy zrobili tam największą rozwałkę wraz z Wyrzutkami. Z tymi drugimi już się dogadaliśmy, więc nie obraziłbym się gdyby pirat faktycznie reprezentował ten klan. Oczywiście to były tylko moje delikatnie przypuszczenia, może w tamtym akcie odebrałem coś źle. Wolę dmuchać na zimne i się nie nakręcać, chociaż fajnie by było wykorzystać stare przysłowie, brzmiące: " wróg mojego wroga jest moim przyjacielem".
       - Kagyua. Jeden z klanów organizacji samotników. Manipulacja kośćmi to ich Kekkei Genkai. Spotkałem paru na swej drodze. Wyjątkowo nieprzyjemne osobniki. Ich kości łamią katany. Zresztą widziałeś, że wybuch jedynie odrzucił włócznie.
        Przypuszczałem, że to jeszcze nie koniec pytań jednookiego. Wyglądał jakby wciąż dusił coś w sobie ale z grzeczności pozwolił wstrzymać się. Trafiliśmy w końcu do baru, gdzie zajęliśmy wolne miejsce, a tych jeszcze było sporo. Byliśmy praktycznie pierwszymi osobami, które wróciły z areny. Ja nie poprosiłem o nic. Po prostu przysiadłem się i wysłuchiwałem najpierw to wachlarzowego, potem jednookiego. Przyznam, że ten pierwszy zmienił swe podejście. Miałem go za osobę o podobnych charakterze do mnie a tymczasem zamykał w sobie wiele bolesnych emocji, otwierając się przed nami i ukazując swoje słabości. Słuchając pirata musiałem poniekąd przyznać mu rację. Zamiast stawić czoła przeciwnikowi, wejść na wyżyny swych umiejętności, przybył błagać ninja z własnymi problemami o pomoc. Wiadomo, nie każdy ma talent, nie każdy rodzi się ze limitem krwi i nie każdemu łatwo przychodzi uczenie sie technik i rozwijanie umiejętności ale ponownie pirat miał rację mówiąc, że mógłby uczyć towarzyszy walczyć. Nawet jedna osoba dałaby mu ogrom wsparcia. Kto wie, czy jego oryginał właśnie nie walczy na śmierć i życie a klon, który tu się pojawił zaraz nie pryśnie. Po za tym Suoh powiedział jedną rzecz, która mnie zaciekawiła i to na samym początku. Nie chce odwiedzać jednej prowincji w kraju wiatru. Skupmy się. Kto żyje w tym kraju? Na pewno Namikaze ale wątpię by chodziło o nich. Czyżby Sabaku? Słyszałem o ich zatarciach z Kiyoshi. Damn, chyba za bardzo chciałem potwierdzić swoją teorię. To mogło chodzić o jakąkolwiek z tych trzech prowincji i nie mieć nic wspólnego z głównymi klanami. A może jednak? Tereny Sakkaku... Mniejsza, nie teraz. W każdym razie czas było się wtrącić.
        - Ja też jestem tylko klonem. Jestem tu powiedzmy, że przypadkiem. Podróżowałem do Kraju Wody ale... pewnie rzeczy się zmieniły i to już nie jest moim celem. Jednooki z Bagai... - Tu wstawiłem sekundkę przerwy. Chciałem zobaczyć jego minę. Być może potwierdzi moją teorię, być może zaprzeczy albo nawet się nie zdziwi, że na to wpadłem. Dostrzegł zasób moich informacji na temat zielonowłosego, więc to, że posiadam wiedzę o nim także nie powinno być zaskoczeniem. Będąc szczerym, często zgaduje, często podejrzewam a później dążę do potwierdzenia bądź zaprzeczenia. Raz jeszcze odbiłem z tematu. -... ma poniekąd sporo racji. Jeżeli na czymś lub kimś tak bardzo Ci zależy to powinieneś wspiąć się na wyżyny swoich możliwości. Ja by bronić swój lud ryzykowałem życiem w każdej możliwej sytuacji. Często wychodziłem poszarpany ale nigdy jako przegrany. Bo widzisz, to spryt potrafi wygrać walkę. Zielonowłosy jednym uderzeniem by mnie zabił... Znaczy, jestem klonem ale mój oryginał także by tego nie przeżył. Mimo tego wygrałem bo opracowałem taktykę. Na każdego jest sposób. Nie posiadam zbyt dużo wolnego czasu ale mogę Ci raz pomóc. Będzie to pomoc jednorazowa, a z walki będziesz musiał wynieść tyle informacji na temat wrogów ile możesz by wykorzystać je w przyszłości. To jest moja rada i nauka dla Ciebie a uwierz mi, przeżyłem takie rzeczy, że pojedynek z tą bandą nie będzie dla mnie nawet rozgrzewką w porównaniu do mojej przeszłości. Jednakże zrobię to pod jednym warunkiem. Po wszystkim spędzisz dziewięćdziesiąt procent czasu na szkolenie zdolności a gdy przyjdzie czas to przybędę by to sprawdzić i odebrać dług wdzięczności.
       Oczywiście nie chodziło mi o jego pieniądze. Obawiałem się kolejnej konfrontacji z Samotnikami. Fakt faktem złapałem ich w Genjutsu ale na krótko a ta kobieta, którą widziałem pierwszy raz na oczy, posiadała cudaczne zdolności. Jeżeli dojdzie do walki, przyda się każdy pojedynczy sojusznik. Jednakże nie będę potrzebował chłopaka z wachlarzem, jeżeli ten nie podniesie swoich umiejętności.

Offline

 

#106 2017-01-19 14:15:28

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Pałac

Sesja normalna Suoh i Keisuke + jednak już nie tak gościnnie zacny przedstawiciel klanu Uchiha - Yocharu #24


      Chłopak z Kraju Wiatru uważnie wysłuchał odpowiedzi swoich towarzyszy. Raz po raz tylko spięły mu się mięśnie na policzkach na skutek zaciskania zębów jednak powstrzymał się od jakichkolwiek komentarzy dopóki dwójka ninja nie skończyła mówić. Niemniej na jego twarzy malował się spokój, dało się również odnieść wrażenie, że chłopak wciąż emanuje dumą i godnością mimo, że teraz mu jej odmówiono. Dla niego prośba o pomoc nie była w jakikolwiek sposób uszczerbkiem na jego honorze. Wręcz przeciwnie - uważał, że w tym tkwi siła. W przyznaniu się do własnej słabości i mimo to kontynuacja walki. Uśmiechnął się delikatnie i wziął łyk wody zanim zaczął mówić.
- Doceniam wasze wszelkie uwagi. Niemniej ciężko jest mi się odnieść do nich w tej chwili. Jak pójdziecie ze mną i poznacie mieszkańców - przekonacie się, dlaczego nie podjęli się nauki u mnie - zrobił krótką pauzę i wbijając wzrok w szklankę zwilżył sobie usta językiem po czym przygryzł dolną wargę - Nie jestem w stanie słowami wyrazić wdzięczności. Nie będę od was oczekiwał nic poza tym. Jeśli chcecie możecie po tym zapomnieć, że kiedykolwiek istniałem. Jednak nie uważam, że to co zrobiłem jest oznaką słabości... Ale nie chcę o tym teraz dyskutować. Osada znajduje się w Enko, więc Sakakku akurat nie musisz się martwić. O lordzie feudalnym i jego ewentualnej interwencji wolałbym nie rozmawiać. Powiedzmy, że jego uwaga jest skupiona na bardziej strategicznych i znaczących częściach kraju. Nasza osada nie ma żadnych złóż naturalnych, nie leży również na szlaku handlowym. Sam nie mam pojęcia, dlaczego w ogóle tamta grupka się nami zainteresowała. Przez lata żyliśmy w spokoju i swego rodzaju izolacji - znów zrobił krótką pauzę i przeniósł wzrok na swoich towarzyszy- Natomiast jeśli chodzi o charakterystykę tamtych rabusiów... Ja wiem niewiele, ale jestem przekonany, że mój oryginał będzie w stanie wam przekazać więcej informacji. Zostałem wysłany na początku tych wydarzeń, kiedy zdałem sobie sprawę, że sam sobie nie dam rady. Od tamtej pory minęło trochę czasu. Nie wiem jednak co się działo. Dlatego czas zdaje się grać tutaj dużą rolę. Jedno jest pewne - walka trwa. Inaczej by mnie tu nie było.
       Zerknął na wejście do pubu i zobaczył coraz większy napływ ludzi z areny. Dopił wodę i położył kilka Ryo na stoliku, płacąc również za pirata.
- Nie wiem jak wy, ale ja wolałbym uniknąć większej atencji. Jak tylko nas tu dojrzą to się nie opędzimy od nich. A nie chciałbym musieć ich rozwiewać - powiedział żartobliwie, dotykając swojego wachlarza i zaśmiał się cicho - Jeśli nie zmienicie zdania, spotkajmy się proszę za godzinę w porcie. Oczywiście o ile nie zmienicie zdania. Na statku powiem wam wszystko, co wiem na temat przeciwników. Jednak jak już wspomniałem - nie wiem za wiele. Mam nadzieję, że do zobaczenia.
     Skinął jeszcze głową w ich kierunku po czym postawił sobie kołnierz od płaszcza, by zakryć nieco twarz po czym dość szybkim krokiem opuścił przybytek.
     Ludzie faktycznie wlewali się już dość tłumnie do baru, miejsc zaczynało już brakować, dlatego krążący między stolikami przybysze szybko dostrzegli byłych już zawodników turnieju.
- Patrzcie, to ten frajer, który załatwił zielonowłosego - dało się słyszeć głos, po czym jego właściciel pojawił się obok Suoha i Yocharu.
- Wiesz ile przegrałem przez ciebie pieniędzy? - warknął w kierunku czarnowłosego i zbliżył swoją twarz do jego, tak że ich nosy dzieliło ledwie kilka centymetrów - Lepiej żebyś mi je oddał, jeśli chcesz wyjść stąd żywy.
    Przybysz był wyraźnie wstawiony, chwiał się. Najwyraźniej zamroczenie alkoholowe dodało mu nieco odwagi jakby wypierając wspomnienia tego, jak skończył chłopak - terminator, który pięścią rozwalał czaszki.

Tutaj sesja się kończy. Dajcie proszę tutaj odpisy ze zmianą tematu na port. Tam pojawi się mój odpis rozpoczynający kolejną sesję.

Offline

 

#107 2017-01-21 14:59:45

 Suoh

Klan Kiyoshi

46642233
Skąd: Kraśnik
Zarejestrowany: 2016-06-26
Posty: 332
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 22 lata
WWW

Re: Pałac

    Ach ten Yocharu. Cwany z niego lis. Nawet przez chwilę nie podejrzewałem, że zorientuje się skąd pochodzę. Zaskoczył mnie, ale nie do tego stopnia abym zaczął panikować bądź okazywał inne znaki, które potwierdzałyby jego przypuszczenia. Możliwe, że za dużo powiedziałem, lecz dedukcja jaką się wykazał zasługuje na złoty medal. W tej chwili wie o mnie wszystko, no prawie, natomiast ja nie wiem nic poza tym, że doświadczeniem przebijał mnie i zielonowłosego Kagyue razem wziętych. Że też akurat takie persony jak On czy wspomniany wcześniej kościany wojownik postanowiły zawitać w teoretycznie neutralnym kraju, który nie gości na swych ziemiach żadnego klanu. Jak wspomniałem wcześniej, nie starałem się jakoś szczególnie okazywać zdziwienia a jedynie wziąłem łyk wody, którą zamówiłem po czym wsłuchiwałem się w słowa chłopaka z Kraju Wiatru.
    Mimo naszych ciętych uwag, on nadal twardo stawiał na swoim. Jak ujrzymy prawdę to wtedy zrozumiemy jego nastawienie? Jeżeli okaże się, że cała wioska złożona jest ze starych ludzi, którzy ledwo potrafią się poruszać to cały nasz wysiłek, który zadeklarowaliśmy mu pójdzie na marne. Pewnego dnia historia ponownie się powtórzy i wtedy znów będzie zmuszony albo stanąć do walki i przegrać albo szlochać i wołać o pomoc innych. Chciałem uniknąć takiego scenariusza mimo, że sztuka ta wcale nie jest ze mną związana bezpośrednio. Wiem co to znaczy walczyć o swoje, a ciągłe porażki i poleganie na innych wygląda ładnie na papierze, jednak wewnątrz człowieka budzi się poczucie bezsilności, ale także gniew i złość ponieważ nic nie jest w stanie zrobić sam. Etap ten mam już za sobą jednak nie chciałbym nigdy więcej do niego powracać. Raz zupełnie wystarczy.
    Poznałem cel podróży. Enko. Nigdy tam nie byłem, ale podczas szkolenia w akademii ninja wspominał ktoś, że są to tereny należące o ile się nie mylę do klanu Namikaze. Nie potrzebowałem potwierdzenia natychmiast, gdy dotrzemy na miejsce wszystko będzie jasne, lecz jeżeli mam racje to dlaczego nie poprosił o pomoc lokalnego klanu? Nie dość, że był na miejscu to prawdopodobnie ich liczebność załatwiłaby sprawę w mgnieniu oka. Na prawdę trafił się nam dziwny przypadek. Prosić o pomoc ludzi z drugiego krańca świata. Nic dziwnego dlaczego aż tak mu się śpieszy. Nie miałem zamiaru drugi raz go skrytykować, pozwolę sobie na to wtedy gdy wykonamy już zadanie.
    Coraz liczniejszy tłum zaczął się gromadzić przed jak i wewnątrz budynku w którym przesiadywaliśmy. Podobnie jak moi towarzysze ja również nie miałem zamiar wdawać się w jakąkolwiek dyskusję z resztą społeczeństwa więc na znak naszego towarzysza ja również powoli opuszczałem bar. - W porządku. Obskoczę kilka miejsc i powinienem w ciągu godziny znaleźć się w porcie. - Wyszedłem znikając w tłumie tutejszych mieszkańców.

[z/t -> Sklepy]

Offline

 

#108 2017-01-24 13:41:50

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Pałac


     

Spojrzałem na chłopaka z wachlarzem, kiwając głową w jego kierunku. Jednooki zgodził się mu pomóc, ja zresztą też, jednakże musiałem uważać, gdyż nie mogłem nawiązać połączenia ze swoim oryginałem. Było to bardzo dziwne ale wciąż tu stałem co oznaczało, że żyje. Postanowiłem pomóc gościowi z kraju wiatru nie mogłem gwarantować mu pełnego wsparcia jako klon. Miałem pewien plan działania już w tej sytuacji, chociaż wciąż istniało ryzyko śmierci twórcy klona.
        - Okej, ja też muszę załatwić kilka spraw.
       Odwróciłem się od swoich towarzyszy, chcąc wyjść na zewnątrz. Przede mną stanął pijany mężczyzna, który definitywnie chciał ukarać mnie za stratę swoich pieniędzy w zakładach. Żal mi było używać pięści na tego jełopa a tym bardziej marnować chakry. Rozwalę go więc psychologicznie.
       - Startujesz do gościa, który przed chwilą rozwalił pół areny i prawie zabił człowieka bez mrugnięcia okiem. Wiesz ilu takich jak on spotkałem na swojej drodze? Całe mnóstwo i on pierwszy przeżył walkę ze mną. Więc zastanów się czy wolisz stracić pieniądze czy życie? - Pochyliłem się by przybliżyć usta do jego ucha ale jednocześnie chcąc powiedzieć na tyle głośno by jego kumple też to usłyszeli - Mówią, że przed śmiercią człowiek widzi wszystkie ważne sceny ze swojego życia. Ja zabiłbym Cię tak szybko, że nawet nie zdążyłbyś ich zobaczyć.
       Po tych słowach, uderzyłem gościa z barka, wychodząc z karczmy. Nie wiem jak sie zachował ale przypuszczam, że nawet do pijanego takie słowa dotarły, zwłaszcza jeżeli to mogły być ostatnie słowa w jego życiu.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
                                       
Akcept by Ichuza

z/t - > port

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2017-03-17 22:40:58)

Offline

 

#109 2017-01-24 21:24:13

Daiki

Gość

Re: Pałac

Spacer skończył się tak, że wylądowałem pod wielkim i pięknym pałacem. Zauważyłem go już z daleka i od razu chciałem do niego podejść, jednak im bliżej się znajdowałem, tym bardziej chciałem wejść również do środka, wyglądał naprawdę zjawiskowo. Sam widok nie był jedyną rzeczą, która była w centrum mojego zainteresowania. Moją uwagę przykuła bowiem duża ilość straży, ale zapewne wynikało to z tego, że ten obiekty zamieszkiwany jest przez kogoś wysoko postawionego, albo bogatego. W każdym razie wszystko to robiło na mnie naprawdę duże wrażenie.
Kiedy już przekroczyłem mury, czułem się dziwne. Byłem pod stałą obserwacją przynajmniej kilku strażników, czułem na sobie ich wzrok. Nie przeszkadzało mi to jednak na tyle bardzo, bym miał wrócić, o nie. Teraz pochłonięty byłem dostojnością i wzniosłością tego miejsca, a także jego wspomnianym już przeze mnie pięknem.
Wędrowałem tak ścieżkami wyznaczonymi z usypanego żwiru i zauważyłem nieopodal wejścia do samego pałacu arenę, która nie była w najlepszym stanie i łatwo można było wywnioskować, że jeszcze niedawno ktoś toczył na niej bój. Jeden z jej rogów był uszkodzony, prawdopodobnie przez działanie jakiejś techniki obszarowej, tak to przynajmniej wyglądało, ale niczego nie mogłem być pewien. W każdym razie widok spodobał mi się, arena w takim miejscu - to ciekawe. Może ktoś organizował tutaj jakieś zawody?

 

#110 2017-01-24 23:16:06

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Pałac

Misja trudna dla Daikiego #1

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

      Dookoła areny wciąż panował niemały zgiełk. Roiło się tutaj od ludzi, u których kontrowersyjne wiadomości dotyczące właściciela pałacu a także samego turnieju, który był przez niego zorganizowany wywoływały dość skrajne emocje. Wszyscy gorączkowo o tym rozmawiali, spekulując nad faktyczną wielkością majątku Okane Kazuko, wielkiego kupca, który rozruszał gospodarkę kraju Księżyca. Ci nieco śmielsi obrzucali pałac resztkami zakupionego jeszcze na turnieju jedzenia, jednak straż wciąż wierna swemu panu szybko robiła z nimi porządek.
      Pośród całej tej zawieruchy znajdował się jeden element, który nie pasował do całego obrazka. Na jednym z kamieni nieopodal wejścia na arenę, a który znalazł się tutaj z pewnością w skutek jednego z wybuchów, które niedawno temu nastąpiły - siedział staruszek. Siwiuteńki i pomarszczony, trzymający w ręku dość mocną laskę, która mogłaby stanowić o stanie jego mobilności. Jego twarz była spokojna, a sam zdawał się po prostu rozkoszować ładną pogodą i zaserwowanym mu przez naturę widokiem. Jednak jego wzrok po chwili przykuł przybysz, który wyglądał jakby jeszcze nie zdawał sobie sprawy z wydarzeń, które miały tu miejsce. Gdy ich spojrzenia się spotkały - staruszek od razu wiedział z kim ma do czynienia. Białe tęczówki bez źrenic świadczyły o pochodzeniu chłopaka. Hyuuga, z pewnością. Stary człowiek w swym życiu bardzo wiele podróżował po świecie. Na pewno był skarbnicą wiedzy, jeśli chodziło o specyfikacje klanowe. Widział ich w końcu niemało.
     Uśmiechnął się delikatnie w stronę chłopaka, chcąc go zachęcić do podejścia i rozpoczęcia rozmowy. Mężczyzna bardzo lubił towarzystwo osób świadomych tego, co się dzieje na świecie i jak on naprawdę wygląda. I młody Hyuuga z pewnością zrobił na nim takie wrażenie. Odkąd mieszkał w kraju Księżyca rzadko miał do czynienia z ninja. Był to kraj spokojny, nastawiony na handel. Musiał przyznać, że mimo tego, jak ten turniej się skończył - sama możliwość oglądania walki między dwoma ninja była dla niego nie lada rarytasem.

Offline

 

#111 2017-01-25 11:59:46

Daiki

Gość

Re: Pałac

W całym tym zgiełku trudno było mi się swobodnie poruszać, a wszystko przez to, że przy arenie panował niemały tłok. Im dłużej obserwowałem to miejsce, tym bardziej upewniałem się co do tego, że niedawno miał tutaj miejsce pojedynek, o czym świadczyła chociażby ekipa sprzątająca, zwiększona ilość strażników, bojkotujący cywile. Wspomnianą przeze mnie wcześniej wyrwę w arenie udało mi się zobaczyć ledwo co przez tak duże skupisko ludzi, całe szczęście wzrok ninja jest szczególny, a i jeszcze lepszy w przypadku członków klanu Hyuuga. W każdym razie chciałem ominąć to miejsce szerokim łukiem, by móc w spokoju delektować się właściwą częścią pałacu, jednak zauważyłem nieopodal coś charakterystycznego. A właściwie to kogoś, mianowicie starca, który siedział na kamieniu podparty o laskę, którą wspierał podłoże. Dziadyga zdawał się znajdować w tamtym miejscu już jakiś czas, co wskazywała chociażby jego sylwetka, ale to domysł, którym nie zamierzam się sugerować. Ważne jest to, że zwrócił moją uwagę, wpatrując się we mnie i uśmiechając.
Stąd, skąd pochodzę, tego typu gesty świadczą o tym, że zaprasza się kogoś do podejścia. W moim klanie mamy wielu weteranów wojen, a w samej radzie klanu zasiada kilku starców, którzy nie trzymają się wcale tak źle. Oni zawsze wykonują te swoje swobodne gesty, albo uśmiechają się, by kogoś poprosić do siebie, nigdy nie krzyczą, nie wołają, mogą ewentualnie wyręczyć się kimś.
-Dzień dobry. - powiedziałem kulturalnie po tym, jak powoli się do niego zbliżyłem i stanąłem prawie obok.

 

#112 2017-01-25 13:52:36

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Pałac

Misja trudna dla Daikiego #2


     Staruszek, widząc że młody Hyuuga podchodzi do niego uśmiechnął się jeszcze szerzej. Najwyraźniej członkowie tego klanu wciąż mieli bardzo dobre maniery, choć ostatnio widział jakiegokolwiek użytkownika Byakugana jakieś dwadzieścia lat temu.
- Dzień dobry, dzień dobry - odpowiedział rozpromienionym głosem - Widzę, że chyba dopiero tutaj zawitałeś. Cóż... Nie jest to teraz dobry czas, aby przebywać dłużej w Kraju Księżyca. Ten turniej był wielką porażką, aczkolwiek przywiódł mi na myśl wiele ciekawych wspomnień.
     Westchnął cicho i rozejrzał się dookoła. Zamieszki robiły się coraz bardziej intensywne i kolejne oddziały strażników wybiegały z pałacu. Najwyraźniej rządy Okane Kazuko miały się ku końcowi, choć on sam prawdopodobnie nie zdawał sobie z tego sprawy. Młody mężczyzna, które całe zamieszanie na tym turnieju wywołał i jak staruszek sądził - z pewnością użytkownik zaawansowanego genjutsu, może nawet użytkownik Sharingana, doprowadził go do czegoś na kształt szaleństwa. Nawet pogoda zdawała się się buntować. Na wyspie, gdzie przez większość czasu świeciło słońce teraz zaczęły się zbierać średnio przyjemne chmury. Choć na razie na opady się nie zanosiło. Rozmówca wrócił spojrzeniem do Daikiego i podjął temat.
- W ciągu ostatniego tygodnia obywał się tutaj turniej. Zorganizował go Okane Kazuko, wielki kupiec z pałacu. Przybył do kraju Księżyca jakieś siedemnaścienaście lat temu. W ciągu dwóch-trzech lat wspiął się po szczeblach społecznych na samą górę, gromadząc niemały majątek i obejmując tutaj władze. Niemniej jak widać - ma się ona ku schyłkowi. I powiem ci, młody człowieku, że sam sobie na to zapracował. Wszystko wychodzi na to, że roztrwonił majątek i chciał go zasilić właśnie dzięki pozwoleniu się na zabijanie młodych ludzi omamionych obietnicą pieniędzy i pięknej kobiety, jego córki. Nie przypuszczałem, że zawodnikami będą ninja, aczkolwiek każdy, kto doszedł do walk półfinałowych był znakomitym użytkownikiem chakry. Aaaaaach.... Żałuj, że tego nie widziałeś! Wyśmienite pojedynki, wyśmienite... Jednak podczas ostatniego, jeden z zawodników został praktycznie spalony przez przeciwnika i jego wybuchającego klona. Tak w skrócie - wywołało to straszne zamieszanie, bunt wśród pozostałych uczestników. Koniec końców na jaw wyszły wszystkie przekręty i prawdziwe nastawienie organizatora, który potraktował ich jak psy. Cóż... Efekty tego możesz zobaczyć przed sobą - tutaj wskazał otwartą dłonią otoczenie - Mimo wszystko cieszę się, że mogłem to wszystko oglądać. Wspaniałe widowisko... Przypomniały mi się czasy mojej młodości. Kiedy podróżowałem, pojedynkowałem się, pomagałem klanom pieczętować różne paskudztwa... Oczywiście za drobną opłatą. Każdy musiał sobie jakoś w tym czasie radzić... Wiesz, że nie byłem w rodzinnym Uzu no Kuni odkąd skończyłem dwadzieścia lat? Mimo, że miałem naturę obieżyświata to zawsze tęskniłem za domem. A teraz... Gdy moje życie ma już się ku schyłkowi nawet nie mogę tam wrócić. Ileż ja bym dał, by jeszcze raz poczuć tę ziemię pod stopami... - zamyślił się na chwilę, wbijając nieobecny wzrok przed siebie po czym wrócił spojrzeniem do swojego rozmówcy - A ty, młody człowieku? Dużo podróżujesz? - spytał już zupełnie innym tonem.
    Cóż, z pewnością tak samo jak bardzo stary był ten człowiek tak samo bardzo lubił sobie pogadać. Najwyraźniej dawno nie miał ku temu okazji.

Offline

 

#113 2017-01-26 00:28:27

Daiki

Gość

Re: Pałac

Okazało się, że starzec jest naprawdę miłą i ciekawą osobą, której, jak mniemam, brakuje po prostu towarzystwa. Nie wiem dlaczego, ale na swojego rozmówcę wybrał własnie mnie, tylko jaki czynnik wpłynął na to, że spośród tego całego tłumu padło akurat na mnie? Nieważne, nie przeszkadzało mi to ani trochę, nie sądzę bowiem, by Koharō wyszedł już od kowala, spędziliśmy tam dużo czasu i czekaniu nie było końca. W każdym razie dziadek opowiedział mi nieco o pewnej części swojego życia i napomniał o wydarzeniach, jakie miały tu miejsce przed moim pojawieniem się. Moje przypuszczenia były słuszne, toczyła się tu walka.
-Już sam widok z daleka pozwolił mi stwierdzić, że toczyła się tutaj walka, nigdy jednak nie pomyślałbym, że toczył się tutaj turniej, tym bardziej nie brałbym pod uwagę tego, że organizował go jakiś oszust. Turniej wydaje się być naprawdę ciekawym wydarzeniem, sam chętnie wziąłbym w czymś takim udział. Czyli mówi pan, że walki były naprawdę na wysokim poziomie? W takim razie rzeczywiście jest czego żałować. - stwierdziłem pół żartem, pół serio, uśmiechnąłem się przy tym.
Zmieniłem nieco pozycję, złapałem oburącz jeden z głazów znajdujących się kilka metrów dalej i ułożyłem go blisko rozmówcy tak, byśmy znajdowali się obok siebie. To właśnie wtedy starzec wspomniał o swoich rodzinnych stronach.
-Tak, dużo podróżuję. W zasadzie, to nie sam, mam kompana, który od jakiegoś czasu mi towarzyszy. Poznaliśmy się już jakiś czas temu, w każdym razie od tamtej chwili wszędzie chodzimy razem. Jest u tutejszego kowala, poszedłem tam z nim, ale kazano nam czekać bardzo długo, a ponieważ to on ma tam zamówienie do złożenia, umówiliśmy się tak, że on poczeka na miejscu, a ja zwiedzę okolicę, bo akurat w Tsuki no Kuni nigdy nie byłem. To samo tyczy się w zasadzie wspomnianego przez pana Uzu no Kuni, tam też jeszcze nie byłem. O wyspie handlowej słyszałem już dawno, ale jakoś nigdy nie miałem potrzeby odwiedzenia tego miejsca. Tak się składa, że wspomniany przeze mnie przyjaciel miał sprawę do załatwienia, stąd właśnie moja obecność tutaj i muszę przyznać, warto było. Tutejsze sklepy, choć drogie, oferują znakomite i niepowtarzalne w moich stronach towary. - tutaj zrobiłem krótką przerwę, by dokończyć kwestię i się przedstawić. -Nazywam się Daiki Hyuuga, pochodzę z Kokkai.

 

#114 2017-01-26 10:10:58

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Pałac

Misja trudna dla Daikiego #3


    Widząc, że młodzieniec chętnie podjął z nim rozmowę, starzec rozpromienił się jeszcze bardziej. Uważnie słuchał, co młody Hyuuga ma do powiedzenia, kiwając uważnie głową.
- Tak właśnie myślałem, że pochodzisz z klanu Hyuuga. Gdy już raz się któregoś członka widziało, ciężko potem kolejnych nie rozpoznać. Ja nazywam się Akinori Uzumaki. Życie rzucało mnie po każdym zakątku świata, lecz żałuję tylko, że podczas swoich przygód i podróży zapomniałem o domu. Nie popełnij tylko mego błędu chłopcze.
     Nieco się zasępił, wypowiadając ostatnie zdanie. Zacisnął palce nieco mocniej na lasce i skierował wzrok w dół. Skoro jego rozmówca też podróżował i był ciekaw świata to może... Nie, nie. Nie mógł go poprosić o tak wielką przysługę. Przecież powiedział, że czeka na swojego kompana. Z pewnością nie będzie chciał mu pomóc w podróży. Jednak wydawało mu się, że coś więcej niźli przypadek postawiło ich na swoich drogach, dlatego mimo wszelkich wątpliwości - postanowił spróbować. Przeniósł wzrok na Daikiego i przypatrywał mu się przez chwilę po czym westchnął i podjął rozmowę.
- Nie wiem, czy wiesz, Daiki, lecz mój klan zajmuje się technikami pieczętującymi. Zarówno tymi podstawowymi, jak i bardzo potężnymi, opracowanymi przez nas samych. Muszę przyznać, że sam dołożyłem parę cegiełek do dorobku Uzumaki - tu zrobił krótką pauzę jakby się zawahał po czym jednak znów zaczął mówić - Powiedz mi, proszę, czy interesujesz się Fuuinjutsu? Bo jeśli tak... Miałbym dla ciebie pewną propozycję. Jeśli zgodzisz się zostać moim towarzyszem podróży i pomożesz mi dotrzeć do Uzu no Kuni - nauczę cię pewnej potężnej techniki, mogącej silnie zapieczętować nawet bijuu. Chciałbym umrzeć w miejscu, w którym przyszedłem na świat. Jednak sam niestety takiej podróży odbyć nie mogę. Mimo, że tu jest wszystko w porządku - przyłożył sobie palec wskazujący do skroni - To moje ciało pozostaje w formie o wiele gorszej aniżeli bym sobie życzył. Wiem, że to dość śmiała oferta z mojej strony. Wiem też, że czekasz na towarzysza, jednak mieszkam tu już jakiś czas i powiem ci, że na zamówienia u kowala czeka się na tyle długo, że dwa razy zdążyłbyś się ze mną wybrać i wrócić. Wybacz mi proszę moją śmiałość, zrozumiem oczywiście jeśli się nie zgodzisz.
      Przez cały czas wbijał niepewny wzrok w swego towarzysza. Bał się odpowiedzi, ale jednocześnie wiedział, że taka szansa może mu się nie powtórzyć.

Offline

 

#115 2017-01-26 12:07:37

Daiki

Gość

Re: Pałac

Muszę przyznać, że nie miałem zielonego pojęcia o tym, że klan Uzumaki specjalizuje się w technikach pieczętujących. Sam o Fuuinjutsu wiem może niewiele i niezbyt interesowałem się tego rodzaju zdolnościami, ale możliwość opanowania jakiejś potężnej w tego typu okolicznościach jest bardzo kusząca. Jeśli chodzi o klan Uzumaki, to słyszałem o nim dosłownie garść informacji, a nieco więcej wyczytałem z książek, w każdym razie Akinori jest pierwszym jego członkiem, jakiego udało mi się spotkać.
-Jeśli chodzi o jutsu pieczętujące, to znam ich kilka, ale nie rozwinąłem ich w tak dużym stopniu, bym mógł się tym jakoś szczególnie szczycić. - odpowiedziałem na jego pytanie, po czym zdziwiłem się, kiedy zaproponował wspólną podróż, od razu pomyślałem o Koharō. -Jasne, bardzo chętnie panu pomogę, Akinori-Sama. Jest tylko jedno ale... - znowu przerwałem na chwilę. -Będę musiał pana prosić o chwilę cierpliwości. Umówiłem się z moim towarzyszem w pewnym hotelu, nieładnie byłoby tak opuszczać wyspę bez poinformowania go. Jeśli zdecydowalibyśmy się wyruszać, musiałbym udać się do tego hotelu i zostawić wiadomość dla przyjaciela. Dobrze?
Możliwe nawet, że udałbym się bezpośrednio do kowala, by porozmawiać z Seki'm, sam jeszcze nie wiem. Wszystko zależy od tego, kiedy mielibyśmy wyruszać, ale na pewno bym coś wykombinował. W każdym razie perspektywa podróży z tak doświadczonym i mądrym człowiekiem była naprawdę świetnym pomysłem, tym bardziej, że owocowała nauką jakiejś potężnej zdolności pieczętującej. Słyszałem o technikach, które mogą nawet pieczętować legendarne ogoniaste bestie, ale w życiu bym nie pomyślał, że jeden ninja jest w stanie osiągnąć coś takiego.

 

#116 2017-01-26 15:13:50

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Pałac

Misja trudna dla Daikiego #4


     Odpowiedź Daikiego nie tylko zaskoczyła staruszka, nie spodziewał się zgody, ale również mało nie posiadał się z radości. Perspektywa powrotu do domu sprawiła, że jego twarz nagle jakby odmłodziła się o jakieś dziesięć lat.
- Żyjemy w czasach, gdzie przepływ informacji nie może być płynny. Każdy patrzy tylko jak wykorzystać coś przeciw sobie. Nie uważam, żeby to było dobre rozwiązanie. Kiedyś ufaliśmy sobie bardziej, jednak teraz na każdym roku czai się zdrajca. Dlatego uznaj tę technikę za ostatnią przysługę starego człowieka dla klanu Hyuuga i tylko dla niego. Da wam to z pewnością przewagę. Mało kto doprowadza jutsu pieczętujące do perfekcji i mało kto się nim interesuje. Wszyscy skupiają się na umiejętnościach bojowych, by móc się nawzajem wyrzynać. Niestety to błąd. Nasze klany nigdy nie żyły ze sobą w niezgodzie. Co prawda nie było też między nimi wielkiej przyjaźni, bo też nie było powodu ku temu ale jestem pewny, że okażą ci gościnę taką, jakiej prawdopodobnie u innego klanu byś nie zaznał.
      Położył chłopakowi dłoń na ramieniu i uśmiechnął się szeroko, jakby chciał mu przekazać, że przyniósł odrobinę szczęścia w życie staruszka u schyłku swego życia. Sam Akinori uważał, że spełnienie ostatniego marzenia przed śmiercią było nawet czymś więcej niż to, na co sobie zasłużył. Pokiwał głową i jakby naładowany na powrót energią podniósł się z kamienia, wspierając się o lasce.
- Dobrze, ja też muszę zamknąć jeszcze parę spraw. Wyruszam bez zamiaru powrotu tutaj - uśmiechnął się - Spotkajmy się proszę jutro rano, godzinę po wschodzie słońca w porcie. Troszkę zaoszczędziłem będąc tutaj więc załatwię statek i opłacę całą podróż. Tym się nie musisz przejmować.
      Po tych słowach skinął Daikiemu jeszcze głową i wolnym krokiem, choć bardzo pewnym i pełnym klasy zaczął zmierzać w stronę miasta. Młody Hyuuga zapewne już się domyślił, że jego towarzysz podróży może mu udzielić informacji o różnych klanach, czy organizacjach, czy w ogóle o świecie. Czasem wiedza była bardziej przydatna aniżeli siła, na pewno młodzieniec zdawał sobie z tego sprawę.

Offline

 

#117 2017-01-27 01:52:30

Daiki

Gość

Re: Pałac

Nie musiałem się tak naprawdę długo zastanawiać nad propozycją Akinori'ego. Nie chodziło już o samą chęć zabicia nudy, ale o pomoc starcowi. Od kiedy sięgam pamięcią, zawsze starałem się pomagać wszystkim wokół siebie, a w szczególności starszym osobom. Nie mogę powiedzieć, że tak mnie wychowano, bo to nie jest na pewno kwestia zależna od rodziców, po prostu gdzieś w mojej podświadomości zakorzeniło się przeświadczenie, które nakazywało mi nieść innym pomoc. Nic bardziej skomplikowanego. W rozmowie ze starcem mogłem wyczuć nie tylko tęsknotę za domem, ale również brak towarzystwa, właśnie dlatego zechciałem potowarzyszyć mu w trakcie podróży. I wcale nie obchodziła mnie nagroda w postaci jutsu, choć byłem ciekaw, co takiego czekało mnie w zamian, na pewno nie zamierzałem odmawiać.
Wysłuchałem jego pierwszej, dłuższej wypowiedzi i reagowałem na wszystkie słowa w odpowiedni sposób, dając tym samym do zrozumienia, że przyjmuję do wiadomości wszystko, o czym mówi. Nie odezwałem się jednak ani słowem do momentu, w którym nie ustalił co i jak. Nie chciałem wypaść niegrzecznie, ale brak milczenia z jego strony i brak niepewnej, niezadowolonej miny oznaczał, że nie musiałem się niczego obawiać. W każdym razie musiałem w końcu dać upust mojemu charakterowi milczka, właśnie dlatego przytaknąłem na jego plan dotyczący rozpoczęcia przeprawy.
-Dobrze, Akinori-Sama. Jutro spotkamy się w porcie dokładnie godzinę po wschodzie słońca, to i tak znacznie więcej czasu, niż bym potrzebował, ale rozumiem, że musi pan się pożegnać z życiem tutaj. - przerwałem na chwilę i pomogłem mu wstać, na szczęście nie jest zniedołężniały, niepełnosprawny, mógł się sam swobodnie poruszać. -Proszę niczego nie zapomnieć. - uśmiechnąłem się. -Do zobaczenia!
I po tych słowach udałem się od razu do portu. Musiałem wynająć w hotelu pokój na noc i zostawić dla Koharō jakiś list. Musiałem też przemyśleć kwestię naszego spotkania i jego potencjalnego miejsca. A może powinienem dać Seki'emu ode mnie odsapnąć? Może spędzamy razem zbyt dużo czasu, a on wcale tego nie chce? Może jestem dla niego jedynie ciężarem?



[z/t -> Tsuki no Kuni, Port]

 

#118 2019-06-11 12:00:18

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 330

Re: Pałac

Zgromadzenie


https://i.imgur.com/fdWx0a6.png


       Kraj Księżyca to neutralny grunt, nie faworyzujący żadnej światowej nacji ani klanu a przynajmniej w teorii. Ten ważny powód sprawił, że właśnie ta wyspa została wytypowana jako miejsce, w której miało zostać zorganizowane pierwsze w historii zgromadzenie wszystkich lordów oraz liderów znanego nam globu. Pomysł ten miał na celu wyjaśnienie wszelkich nieścisłości na tle politycznym i gospodarczym od wydarzeń w Enko, po których wszystko przesłoniła mgła wojny, doprowadzając do ogromnej dezinformacji. O ile stanowiska Lordów Feudalnych nie zmieniały się w tak szalonym tempie a podejmowane przez nich kroki można było dostrzec i pojąć tak przywódcy klanów czy organizacji stali się ogromną niewiadomą.  Władcy już nie wiedzieli komu tak naprawdę płacą za usługi oraz kogo wspierają standardowymi wpłatami na rozwój wiosek co zaprowadziło nas do tego momentu. Wszyscy reprezentacji, którzy pojawią się na spotkaniu mają zaprezentować swoje kandydatury i dokładnie opisać stanowiska rządzące w ich społecznościach a także jasno wyrazić się na jakim tle żyją z pozostałymi liderami i ich ludźmi. Może to brzmieć prozaiczne i trącić głupotą jednakże lordowie muszą posiadać takie informacje by nie narażać swych krajów na niepotrzebne utarczki, zatrudniając do zadań zwaśnione klany. Termin został wyznaczony na przyszły tydzień a nie pojawienie się na wezwanie oznaczać będzie pełną akceptację na wyznaczone przez radę konsekwencję.

Posty można pisać od teraz, termin został wyznaczony jedynie na potrzeby fabularne. Proszę aby każdy lider klanu wraz z jednym wyznaczonym elitarnym ninja (gracz lub NPC), pojawił się na zgromadzeniu. W przypadku gdy dany klan bądź organizacja w chwili obecnej nie ma określonego lidera ani osoby, która miałaby być reprezentantem, proszę o napisanie do mnie na discordzie w celu zgłoszenia swojej kandydatury. Jeżeli ktoś jest podczas sesji albo bardzo ważnego wydarzenia fabularnego, które może jeszcze trochę potrwać, zezwalam na bilokacje.

Offline

 

#119 2019-06-12 12:13:26

Keisuke

Samotnik [Kaguya]

Zarejestrowany: 2015-12-25
Posty: 214
Klan/Organizacja: Samotnicy; Kaguya
KG/Umiejętność: Shikotsumyaku; Sharingan
Ranga: Przywódca Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 Lat

Re: Pałac

http://www.ninjaclanwars.pun.pl/_fora/ninjaclanwars/avatars/2265.jpghttp://www.ninjaclanwars.pun.pl/_fora/ninjaclanwars/avatars/2208.png
Lider Keisuke Kagyua | Towarzysz Saori Aburame


       Dotarcie do Kraju Księżyca zajęło mi i Saoriemu trochę czasu, aczkolwiek udało nam się dotrzeć na czas. Ponadto prawdopodobnie zjawiliśmy się jako pierwsi na tak ważnym spotkaniu jakim było Zebranie Wszystkich Liderów z każdego krańca świata. Prawdopodobnie to pierwsze takie zgromadzenie więc nikt nie wie tak naprawdę czego się spodziewać. Atmosfera na bank będzie napięta ze względu na ostatnie wydarzenia w Enko podczas Igrzysk. Poza tym, to właśnie jest moment gdzie będę musiał się jakoś wykazać, nie tylko jako nowy, młody Lider Samotników, ale i elokwencją ze względu że to właśnie my jesteśmy głównie zamieszani w te wydarzenia.

       Gdy dotarliśmy na miejsce poprawiłem swój długi płaszcz lidera, a następnie zasiadłem na wyznaczonym dla mnie miejscu uprzednio witając tych, którzy już w owej sali się znaleźli. Później siedziałem w ciszy wyczekując pozostałych czekając tak naprawdę na nadchodzącą burzę, ostre słowa oraz próby porozumienia między resztą klanów.

       W pewnym momencie dopiero zdałem sobie z czegoś sprawę. To właśnie tu zaczęła się tak naprawdę  moja przygoda z Kamim, moja metamorfoza,  moje życie. Ciekaw byłem czy pojawi się tu przedstawiciel Uchiha który mnie załatwił. Może gdzie stu się będzie szwędał? Co zrobię gdy to spotkam? Podziękuje za lekcje czy zabije? Nie wiem, zobaczymy.

Ostatnio edytowany przez Keisuke (2019-06-12 15:38:08)



Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko

http://i.imgur.com/4tWVPtd.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#120 2019-06-12 15:21:32

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 330

Re: Pałac


       Nadszedł wiekopomny dzień, który miał zapisać się w historii tego świata. Pierwsi przedstawiciele już przybyli do Kraju Księżyca, stawiając swe kroki w wielkiej sali z okrągłym stołem i konkretną liczbą krzeseł przeznaczonych jedynie dla liderów klanów czy organizacji. Wejścia do pomieszczenia strzegli gwardziści, przywdziani w błyszczące, złote pancerze, które mimo przepychu jaki w nie władowano, wydawały się być jednocześnie lekkie ale i też twarde by nie ulec zwykłemu cięciu katany. Po przekroczeniu wrót, ustawiona była służba, zapraszając zgromadzonych do stołu i ofiarowując poczęstunek oraz bezalkoholowy napitek, chociaż wprawne oko mogło dostrzec, że na końcu pomieszczenia znajduje się przygotowany barek z trunkami wyskokowymi. Sala pałacowa również nie należała do skromnych. Piękne obrazy, elementy dekoracji wykonane z drogich kruszców i wielka szklana kopuła z witrażami nad stołem, przez którą przechodzące światło, nadawało pomieszczeniu niesamowity urok.
       Pierwszymi gośćmi okazali się być Samotnicy w postaci lidera Keisuke oraz jego towarzysza Saoriego. Mieli przywilej wybrania dowolnego miejsca, choć partner głowy organizacji, mógł jedynie stanąć za nim niczym strażnik. Brak Lordów Feudalnych mógł dziwić lecz nie można było wykluczyć, iż ich spotkanie już się odbyło lub odbędzie po naradzie liderów. Nim wyspiarze zdążyli zacząć się nudzić, pojawiły się kolejne osobistości ze świata ninja.

https://i.imgur.com/bt0NH9e.jpghttps://i.imgur.com/oyZKMSi.jpg
Lider Hideki Nara | Towarzysz Kaito Nara


       Przedstawiciele klanu Nara wkroczyli na salę. Mężczyzna po trzydziestce z kozią, gęstą bródką i puszystą czarną kitą oraz młodzian, który niewątpliwie zalicza się jeszcze do nastolatków, którego ubiór przypomina mieszankę klasycznego kimona i stroju mundurowego. Obdarowali Samotników przeszywającym wzrokiem co można było uznać za niechęć do obecnej tu organizacji. O dziwo po dłuższej obserwacji łatwo było dostrzec, iż mimika ich twarzy nie specjalnie się zmienia. Prawdopodobnie klan ten ma jakąś dziwną skłonność do wyrażania swego niezadowolenia w sposób niewerbalny jednakże nie brak było im ogłady, gdyż w ciszy do stołu nie zasiedli. - Witam - Wypowiedział lider bez skinienia głową, zasiadając dwa miejsca na lewo od Keisuke.

https://i.imgur.com/Qy29iuQ.jpghttps://i.imgur.com/SmtYSY3.jpg
Lider Shigeru Ayatsuri | Towarzysz Osamu Ayatsuri


       Kolejna para w postaci przedstawicieli klanu Ayatsuri, zaszczyciła Tsuki no Kuni swoją obecnością. Blond włosy lidera, ułożone były w artystycznym nieładzie a jego lekki czarny pancerze, zakrywał pozostałą część ciała. Towarzysz o imieniu Osamu miał na sobie długi biały płaszcz z kapturem założonym w tej chwili na głowie, mając na plecach dziwną tubę, zawiniętą bandażami. W ten sam sposób chował pozornie odkryte części ciała by skórę można było dostrzec jedynie na samej twarzy. W przeciwieństwie do Nara, ich twarze wydawały się być puste, pozbawione emocji tak jakby sami stali się lalkami, z którymi są tak bardzo kojarzeni. Stuknięcia butów o posadzkę, rozchodziły się echem nawet w tak umeblowanym i dopieszczonym pomieszczeniu. Mężczyźni powoli przemknęli do pierwszego miejsca w zasięgu ich ręki i zajęli je. Shigeru siedząc wygodnie na krześle, spojrzał na obecnie zebranych przy stole ninja i bez emocjonalnym głosem, który wręcz mroził serca wypowiedział krótkie - Ohayō - Położył dłonie na stole, cicho stukając palcami o blat, kontynuując obserwację swych przyszłych rozmówców.

https://i.imgur.com/0EBoRTU.jpghttps://i.imgur.com/7rDdUmA.jpg
Lider Jun’ichirō Sabaku | Towarzysz Yōji Sabaku


       Bujne czerwone włosy Lidera to pierwsze co się rzuciło w oczy gdy reprezentacji klanu Sabaku minęli próg sali. Tuż za nim trzymał się Yōji, którego czupryna była koloru bordowego i zdecydowanie krótsza niż swego przełożonego. Młodzian wydawał się być zadowolony z faktu przebywania w tym miejscu, chociaż uśmiech ten miał coś w sobie z fałszu. Jun’ichirō reprezentował pewność siebie, wchodząc do środka prawie jak do siebie, spoglądając na innych jak na poddanych. - Witam wszystkich zgromadzonych - odrzekł głosem równie pewnym co jego postawa ale także pełnym wdzięku. Pojawienie się Sabaku na zebraniu stało pod znakiem zapytania z racji ich ostatniego pustynnego odosobnienia oraz wydarzeń, które na owych terenach się działy. Ku zaskoczeniu, pojawili się w pełnej okazałości i wdzięku. Lider wybrał sobie miejsce na prawo od Ayatsuri, prosząc jednocześnie obsługę o szklankę wody dla siebie i jego towarzysza, obdarowując kobietę z obsługi serdecznym uśmiechem w geście podziękowania.

https://i.imgur.com/9AA4iLT.jpghttps://i.imgur.com/zlHBSBp.jpg
Lider Kiyoko Senju | Towarzysz Eiko Senju


       Zgromadzenie w chwili obecnej zasilali sami mężczyźni z różnych stron świata lecz za chwilę miało się to zmienić. Stukot butów nasilał się coraz bardziej i szybko można było ocenić, że podeszła nie jest płaska. W drzwiach pojawiła się piękna kobieta w blond włosach, w pół prześwitującej koszulce i wyeksponowanym biustem. To ona była posiadaczką obuwia na lekkim obcasie co mogło zalatywać absurdem z racji wykonywanego fachu. Najwidoczniej uważała, iż nic jej tu nie grozi albo po prostu była wyszkolona w walce przy wykorzystaniu właśnie takich butów. Stanęła w progu, kładąc prawą rękę na biodrze, które lekko wypchnęła jakby chcąc jeszcze bardziej ukazać swe wdzięki. Rozglądając się po sali, nie do końca można było zgadnąć czy szuka wolnego miejsca czy kogoś konkretnego. Dopiero kilka sekund po niej w drzwiach pojawiła się szczupła czarnowłosa kobieta, ubrana bardzo profesjonalnie i schludnie. Jej spojrzenie wskazywało na to, że właśnie ona zajmuje stanowiska lidera. - Eiko, nie pędź tak na przyszłość - Wypowiedziała cicho, choć szeptem tego bym nie nazwał - Witamy wszystkich - Odrzekła, zajmują miejsce pomiędzy Samotnikami a Sabaku. To ostatnia para, która przybyła w podobnym czasie. Teraz pozostało czekać na resztę zainteresowanych.
Paintowa grafika z ukazaniem aktualnie zajętych miejsc.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.ninjaclanwars.pun.pl