Ogłoszenie


#81 2015-02-06 22:27:34

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Wschodni brzeg

   Słońce roztańczyło się już na dobre, przeskakując błyszczącymi zającami po rozpływających się wśród złocistego piachu falach. Światło zaiskrzyło w czarnych źrenicach, otoczonych zewsząd ciemną tęczówką. Jego twarz ani drgnęła, kiedy oddawał się uciechom obserwacji krajobrazu. Zajęcie to pochłonęło go bez reszty, pozbawiając wyczulenia na wszystko, co działo się wokół. Do tego nawet stopnia, że nie zauważył nawet, kiedy Ikkyo podniósł się z posłania.
   Wzdrygnął się, gdy usłyszał jego głos. Obrócił się do niego i przykrywszy zakłopotaną minę szczerym uśmiechem, zagadnął.
   - A więc już wstałeś! Wspaniale, co powiesz na wycieczkę...? - Po raz ostatni łyknął z kubka, odstawiając go na jakiś blat lub mebel. - Jeżeli chcesz, mogę cię zaprowadzić do Kraju Ognia. Tak jak obiecałem... Jak myślisz?
   Nie wiedział, dlaczego chciał się tam wybrać. I dlaczego ktoś, kto od zawsze najlepiej czuł się w swoim towarzystwie, samotnie przebywając na łonie natury, nagle zechciał mieć towarzysza wyprawy...? Pewnie to jakaś niezdara, której w razie czego będzie musiał bronić, zdradzając przy okazji jeden z najskrzętniej skrywanych sekretów - że był on absolwentem szkoły w Kraju Ryżowych Pól.

Offline

 

#82 2015-02-06 23:12:18

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Wschodni brzeg

     Adatte mnie zauważył. Jednakże zrobił to stosunkowo późno. Najpewniej wzdrygnięcie w jego postawie spowodowało moje nagłe odezwanie się. Gdy dostrzegłem mimowolny ruch ramion czerwonowłosego uśmiechnąłem się. Nie wywoływałem jeszcze uczucia strachu wśród ludzi. No, może poza bandytami, z którymi przyszło mi się zmierzyć w Hidari. Jednak nie było co ich porównywać do Adatte. Tamci reprezentowali poziom intelektualny godny przeciętnej ryby pływającej w morzu przy Uzu no Kuni. Rudy natomiast zdawał się być całkiem rozgarnięty, można rzec inteligentny, chociaż znałem go za krótko, aby konkretnie go określić. W każdym razie nie musiał być ninja, albo żołnierzem, aby nie nabrać się na tanie sztuczki, pokroju technik rangi D. A propos prostych umiejętności...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]



Akcept by Masaru.

     Młodzieniec się odezwał. Zaproponował mi wycieczkę do Kraju Ognia. Cóż, byłem bardzo skory do podobnego rodzaju rozrywek. Lubiłem zwiedzać różne miejsca, szczególnie, że nie miałem możliwości dostać się teraz do Hidari. Wojska Błyskawicy mogły złapać mnie w najmniej oczekiwanym momencie, a nie czułem się jeszcze na tyle silny, aby pokonać całą brygadę żołdaków tego plugawego Lorda. Ba, sądziłem nawet, iż mógł on wynająć najemników, o umiejętnościach zbliżonych do najsilniejszych ninja. W takiej więc sytuacji nie pozostawało mi nic innego jak wzdychać do ojczyzny, ale zachować czysty rozsądek i trzymać się od niej z daleka.
     Dlaczego chciałem iść do Kraju Ognia? Sam nie wiedziałem. Może po prostu Kraj Wirów Wodnych nie wydawał mi się odpowiednio ciekawy. Jednocześnie podróż wgłąb lądu zdawała się być nudna. Najbliższą i najlepszą lokacją do odwiedzenia było więc Chikai. Jednakże udanie się tam samemu było dosyć ryzykowne. Byłem w końcu z wrogiego klanu gospodarzy owych rejonów. Ale wszystkie te minusy były niwelowane przez Adatte. Twierdził on, iż zna owe tereny. Jeżeli tak, powinien też mieć znajomych ludzi. A jeżeli oni poręczą za nim, będę bezpieczny. A bądź co bądź, okazja do odwiedzenia Kraju Ognia nie trafiała się codziennie, oj nie!
     - Ruszajmy więc. - oświadczyłem krótko. Następnie skierowałem głowę w stron rybaka. Leżał na swoim posłaniu, które wyglądało najgodniej z tu obecnych. Jednakże wciąż było nędznym łóżkiem, niczym więcej. Uchyliłem głowę, czyniąc gest honoru i podziękowania. - Ta gościna była wspaniała, nie wyobrażam sobie lepiej spędzonej nocy, niż w pańskiej chatce.
     Stałem tuż przy drzwiach. Na mojej twarzy dało jedynie dostrzec jeden wyraz. Jakbym chciał powiedzieć jedno słowo. No, może nie pojedyncze. Ale dwa. Tak. Dwa były w sam raz. Idealnie ukazywały moją naturę. Moje myśli. To, co chciałem teraz głośno powiedzieć, ale z jakiegoś powodu nie mogłem. Co mnie blokowało? Sam nie wiem. Byłem dziwnym człowiekiem. Jednak moje oczy, czarne jak najcięższe chmury, mówiły jedno.
     Kiedy wyruszymy?

Ostatnio edytowany przez Masaru (2015-02-06 23:19:06)

Offline

 

#83 2015-02-22 21:22:41

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Wschodni brzeg

   A więc znowu los pchał go w objęcia przygody. Tym razem jednak pozornie nie miała mieć ona związku z celem, jaki obrał sobie podczas opuszczania rodzinnego miasta. Miał jednak nabyć doświadczenia, pewnej ogłady, zaradności... Taką przynajmniej miał nadzieję. Spoglądał na chłopaka, w którym drzemał ten niesamowity zapał, chęć odkrywania świata. Niespokojna dusza, którą rwało w odległe strony. Uśmiechnął się, zdając sobie sprawę, że będzie to idealny kompan w podróży.
   Jego umysł zepchnął dotychczasowe obawy na dalszy plan. W jego sercu zrodziła się bowiem szczera radość, że znów pędzi gdzieś naprzód. A teraz miał spróbować czegoś nowego. Nigdy dotąd nie podróżował bowiem w czyimś towarzystwie. Miał nadzieję, że nie przeliczył się, wyobrażając sobie taką przygodę.
Masz rację! Nie mamy czasu do stracenia!
   Porwał w rękę swoje rzeczy, wśród których była kabura na broń, którą szybko przewiązał w odpowiednim miejscu. Miał nadzieję, że czarnowłosy nie przywiąże do niej zbyt dużej uwagi. Nie miał na razie ochoty na rozmowę o akademii. No chyba, że ten nie miał pojęcia o świecie ninja. Wówczas ten jeden przedmiot nie powinien zrobić na nim żadnego wrażenia.
Bardzo dziękujemy za gościnę! Udanych połowów i do zobaczenia! – Zawołał, kiedy już wystrzelił z budynku i dość szybkim krokiem skierował się w strony, z których dopiero powracał...

[z/t Ikkyo & Adatte → Chikai - Las]

Offline

 

#84 2016-01-19 21:57:01

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 330

Re: Wschodni brzeg

  Masanobu pragnął oddalić się jak najbardziej od miejsca bitwy nie wiele mówił, wyglądał na mocno zamyślonego. Na pytania Ayamaru odpowiedział najpierw krótkim grymasem a następnie niemal wyczuwało się agresje w jego głosie.
- Nie wiem. To ty byłeś za nich odpowiedzialny - nawet nie spojrzał na młodszego od siebie blondyna, któremu wyraźnie zaczynało ciążyć ciężar Ryo. Wyglądało na to, że wojna mocno ich wyczerpała. Chociaż na starca większy wpływ miały jej konsekwencje. Utrata lidera klanu, brak stabilizacji tuż po tym jak powrócił w dodatku w takim momencie dla klanu była istną katastrofą, trzeba było na temu zapobiec. Właśnie dlatego oddalali się w tak odległe i opuszczone miejsce, gdzie jedynie wędkarze zapuszczali się od czasu do czasu. Wreszcie wypatrzył ją niewielką jaskinie w miejscu gdzie miejsce gdzie zboczę zaczynało się robić nieco bardziej stromę. Pamiętał ją z czasów swojej młodości, wciąż niezwykle trudno było dojrzeć wejście, na skutek układu skał. Właśnie tam się udali zostawiając smoka przed wejściem gdyż by się nie zmieścił.
- Słuchaj mnie uważnie, los klanu bowiem zależy od Ciebie. Jest pewien człowiek Ijimeru, który od jakiegoś czasu dąży do przejęcia władzy. Ma dobre, chęci i za pewne byłby w stanie odbudować potęgę klanu, jednak jego metody są niedopuszczalne. Pozbawia swoich podwładnych człowieczeństwa tworząc z nich broń. Wiem, że wielu uważa to za wzór ninja, ale mi się to nie podoba. Nie chce by mój wnuk zapomniał kim jest, kim j a jestem i zabijał bez mrugnięcia okiem. Emocję mogą przeszkadzać w naszym zawodzie, ale są nie zbędę żeby być człowiekiem. Nie możesz do tego dopuścić. Weź płaszcz Kiyoshich, spróbuj przekonać władze klanu, że Ryo żyję, że świadkowie musieli go pomylić ze mną. Nie pozwól na przejęcie władzy przez Ijimeru, jeżeli będzie to konieczne sam przejmij władzę, byłeś jego uczniem, masz płaszcz powinieneś zdobyć poparcie. Jeżeli będziesz miał problemy w tym miejscu znajdziesz coś co może ci zapewnić poparcie. Żegnaj wierzę w Ciebie.   - Łzy płynęły po policzku starca porzucał swój klan na zawsze, nigdy nie powróci już do swojej rodziny do swoich przyjaciół.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#85 2016-01-20 22:10:18

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Wschodni brzeg

    Szybowali na kryształowym smoku koloru spalonej ziemi, prując powietrze, zostawiając trudy tego dnia za sobą, by już się nie odwrócić. Ayamaru wsłuchiwał się w muzykę, którą nucił mu w uszach wiatr. Czuł się otępiały, zmęczony życiem. Chciał wreszcie odpocząć, wrócić do siebie i przy kubku gorącego napoju wpatrywać się w tańczący w kominku ogień. Myślami wracał do rodzinnego domu, który już nie był jego domem. Panujące w nim niegdyś ciepło odeszło wraz z jego rodzicami. Był to teraz pusty budynek, jakby ciało bez bijącego serca - martwe.
    Taki sam był leżący przed nim mistrz zawsze sprawiający wrażenie niepokonanego. Niegdyś potężny, nieugięty, choć nieprzewidywalny i niedościgniony - teraz mały, słaby i ludzki. Chłopak nie wiedział, jak zginął jego sensei. Nie czuł potrzeby wiedzieć. Nie szukał zemsty, nie szukał wytłumaczenia. Pogodził się z tym, co przyniósł los. Wiedział, na co się pisze, idąc na wojnę. Choć w gruncie rzeczy przypuszczał, że to on tego dnia odejdzie na tarczy, a nie będzie na niej niósł swojego lidera.
    I nie tylko niego. Przed oczami jawiły mu się twarze jego zespołu, z którym wyruszył na tę misję w imię przyszłości klanu. Nie znał ich tak dobrze, jakby tego chciał. Żałował, że nie był w stanie zrobić nic, by i oni mogli powrócić do swych domów. Żałował, że nie widział, jak zginęli. Co miał powiedzieć ich rodzinom? Czy walczyli dzielnie w imieniu klanu, czy też trzymali się z dala od walki, starając się przeczekać burzę? W głowie pojawiało się mnóstwo pytań, które błyskawicznie blakły i odchodziły w niepamięć.
    Nie pamiętał reszty drogi na wschodni brzeg kontynentu. Nie wiedział też, jak długo zajęła im ta podróż. Wyczerpany wszystkim, czego doświadczył przestał myśleć, pozwalając swoim myślom wędrować samoistnie, nie przykuwając do żadnej z nich szczególnej uwagi.
    Otrzeźwiał dopiero, gdy stopa spoczęła na twardym podłożu - byli na miejscu. Nie znał go, nie wiedział też, w jakim celu przybyli akurat tutaj, a nie do wioski. Powinni byli lecieć w przeciwną stronę. Dlaczego? Chciał zadać pytanie, lecz, nie wiedząc czemu, pozostało ono niewypowiedziane. Czyżby było mu już wszystko jedno?
    Ściągnął truchło mistrza i podniósł je, próbując kroczyć za Masanobu, jednak skrajne wycieńczenie nie pozwoliło mu na długi spacer. Starzec, widząc jego zmagania, przejął jego obowiązek, prowadząc młodzieńca do wnętrza jednej z jaskiń. Ten zaś kroczył jego tropem, lecz widocznie słaniając się na nogach.
    We wnętrzu jaskini ułożyli ciało Ryo w tradycyjnej pozycji. Ayamaru przykląkł przy nim, wpatrując się w jego oblicze. Nie bacząc na chłód, złapał go za dłoń, obejmując ją z obu stron. Nie mówił nic, wiedział, że sensei już go nie słyszy. Miał dużo czasu, żeby się z nim pożegnać, lecz najwyraźniej nie chciał zostawić go w takim miejscu. Chciał płakać, ale nie był w stanie.
    Zapewne siedziałby w tej pozycji, dopóki sam nie padłby z wycieńczenia, gdyby nie słowa Masanobu. Słuchał go z uwagą i z każdym kolejnym słowem bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że starzec ma rację - to w jego rękach spoczywała teraz przyszłość klanu.
    - Tak zrobię - rzekł, wstając i przyjmując od niego tradycyjny strój lidera klanu. - Dziękuję za wszystko, Masanobu - powiedział, po czym obdarzył obu mężczyzn ostatnim spojrzeniem i ruszył w kierunku wyjścia.
    Nie do końca rozumiał, co się właśnie stało. Miał nadzieję, że chociaż on wróci z nim do wioski, że pomoże mu w wypełnieniu przeznaczenia, które właśnie przyjął. Nie mógł jednak zawrócić, nie teraz, kiedy stawką była przyszłość całego klanu.
    Opuścił wreszcie jaskinię, przy której wciąż spoczywał brunatny smok. Wkrótce u jego boku pojawił się kolejny, w kolorze północnego, zimowego nieba. Wszedł na jego grzbiet, zastanawiając się, dokąd powinien się udać. Wiedział, że lada moment jego stan może pogorszyć się jeszcze bardziej. Nie mógł jednak wiedzieć, że epidemia w Baigai dobiegła już końca, z tego zaś względu wyruszył do szpitala, gdzie wiedział, iż zostanie mu udzielona pomoc.
    Odbił od ziemi, kierując się na północny-wschód. Po raz kolejny słyszał melodię, którą grał wiatr. Brzmiała ona inaczej, mimo że w ogóle się nie zmieniła. Ayamaru nie był już przygnębiony, nie rozpaczał nad losem. Wiedział, że teraz jemu przyjdzie o nim decydować.
    Nim jeszcze zanurzył się w chmurach, obejrzał się w kierunku jaskini, w której zostawił część siebie. Zadziwił go jednak brak kryształowego smoka, który do tej pory wiernie strzegł jej wejścia. Czyżby...?

    [z/t » Ronin no Kuni [Kraj Uciekiniera] » Siedziba Wyrzutków » Szpital im. Naokiego Namikaze]

Offline

 

#86 2017-01-28 15:44:28

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Wschodni brzeg

Misja trudna dla Daikiego #7


      Akinori wysłuchał odpowiedzi swojego towarzysza i pokiwał uważnie głową. Najwyraźniej był to chłopak chcący nieść pomoc wszystkiemu i wszystkim. Mówi się, że karma wraca, tylko ciekawe, czy nie zostanie to w jakiś sposób wykorzystane. Staruszek nie sądził, by chłopak chciał wynosić z tego jakieś korzyści ale po prostu mógł się rozczarować tym jak ludzie chętnie biorą, nie dając nic w zamian.
- W jaki sposób chciałbyś im pomóc? W sumie zdziwię się, jeśli oni w ogóle pomoc przyjmą. Zawsze byli dość zamknięci, chyba że widzieli gdzieś własny interes. Nie przepadam za nimi.
      Swoją wypowiedź skwitował uśmiechem. Była ona mocno subiektywna, lecz oparta na doświadczeniach staruszka wyniesionych z licznych spotkań z członkami klanu Uchiha.
- Nie mówią o tym chętnie. To poniekąd plama na ich historii. Dość paskudna zresztą. Kiedyś liderem klanu był niejaki Matsuo Uchiha. Muszę przyznać, że nie znam jego pobudek, ale to właśnie on był tym, który wyrżnął w pień większą cześć swojego klanu. Wydaje się, że Sharingan niesie ze sobą pewną dozę szaleństwa i od użytkownika już zależy w jakim stopniu da się mu opętać. W każdym razie Matsuo zbratał się z klanem Nara, chcąc jakby winę zrzucić na nich. Rzeź doszła do skutku, ale jej pomysłodawca został zdemaskowany. Jak już możesz się domyślać - plan nie do końca wypalił, a koniec Matsuo - to też chyba oczywista oczywistość. Nie wiem, jak sprawy mają się u nich obecnie, ani kto jest ich aktualnym liderem, ale nie sądzę, by miało się jakoś lepiej. Zresztą już Ci wspominałem - jestem prawie pewny, ten, który wywołał te całe zamieszanie na turnieju, był z Uhicha. Jednak to tylko przeczucie, pewien nie jestem.
     Machnął ręką i delikatnie się uśmiechnął. Podróż mijała im dość szybko więc nim się obejrzeli na horyzoncie mogli dostrzec zarys lądu, który z chwili na chwilę stawał się coraz bardziej wyraźny. Akinori czuł podniecenie, które skręcało mu wnętrzności na myśl, że tak niewiele dzieli go od tego, by postawić stopę na tak dobrze znanym, a jednak tak dawno nieodwiedzanym lądzie.

Offline

 

#87 2017-01-28 15:57:16

Daiki

Gość

Re: Wschodni brzeg

Z ogromną dozą ciekawości i skupienia słuchałem wszystkiego, co pan Akinori miał mi do przekazania w związku z klanem Uchiha. Robiłem to nie tylko dlatego, że zależało mi na kulturalnym zachowaniu i leżało to w mojej naturze, głównie chodziło mi o to, by znać jak najwięcej informacji na temat tego klanu, w końcu zamierzam za jakiś czas sam zostać liderem klanu Hyūga i zbratać się z posiadaczami Sharingan'a, muszę się więc do tego odpowiednio przygotować. Jakby nie patrzeć, poznałem już wiele osobistości z przeróżnych części świata i władających rozmaitymi Kekkei-Genkai, ale to właśnie członkowie klanu zamieszkującego Hidari wzbudzają we mnie największe zainteresowanie.
-Chciałbym im pomóc odbudować klan i odzyskać dawną sławę. - odpowiedziałem krótko, ale treściwie, po czym rzuciłem kilka groszy na temat dalszych jego opowieści. -Musze panu powiedzieć, ze uwielbiam czytać i jako taką historię klanu Uchiha znam, jednak o tym Matsuo jeszcze nigdy nie słyszałem. Jeśli mogę wyrazić swoją opinię, to nie należy nigdy nikogo oceniać powierzchownie albo na podstawie doświadczeń związanych z jego rodziną, bliskimi. To tyczy się wszystkich ludzi na tym świecie - jedni są w porządku, inni mniej, o ile mogę to tak sobie frywolnie określić. Jeśli o mnie chodzi - myślę, że współpraca pozwala osiągnąć naprawdę dużo i w przypadku tego właśnie klanu można mówić o dużej sile. Ta w połączeniu z dobrym sercem jest w stanie stworzyć cuda, a akurat spotkałem ostatnio jegomościa, który wzbudził moją sympatię. Dlatego chcę im pomóc. Swoją drogą, pragnienie osiągnięcia dużej siły od zarania dziejów skłaniało nas, ninja, do nieodpowiedzialnych zachowań i wykorzystywania słabości innych. Tacy już jesteśmy. I chociaż nie powinienem mówić zbiorowo, to wszyscy jesteśmy ludźmi i nawet, jeśli ja nie postępuję właśnie w taki sposób, to jednak wszystkich nas łączy jeden i ten sam los.
Na tym przerwałem wypowiedź, której koniec był stosunkowo oczywisty. Spostrzegłem, że jesteśmy coraz bliżej lądu, a Uzu no Kuni staje przed nami otworem. Nastrój w trakcie naszej rozmowy mógł nieco ulec zmianie, ale tak to już bywa, kiedy dwójka ludzi wymienia się odbiegającymi od siebie nawet w małym stopniu spostrzeżeniami na jakiś temat. Nie przejmowałem się tym, bo nie brałem tego do siebie i liczyłem na to, że mój rozmówca również zachowuje należyty dystans.
-Jest pan gotowy, Akinori-sama? Zaraz będziemy na miejscu.

 

#88 2017-01-29 11:04:55

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Wschodni brzeg

Misja trudna dla Daikiego #8


      Akinori podniósł się z miejsca, gdy statek przybił do brzegu. Wtedy podszedł do nich kapitan, aby poinformować o tym, że mogą już wysiadać, zaś u jego boku znajdował się majtek, który w rękach trzymał torbę staruszka. Wręczył mu ją, a ten serdecznie podziękował za podróż. Złapał się Daikiego, gdyż zmęczenie już mocno dało mu się we znaki. Sam miałby pewnie problem z nie tylko schodzeniem z pokładu, ale również z chodzeniem w ogóle.
- Cóż, nie znajdziesz dwóch takich samych ludzi. Są tylko pewne schematy zachowań, które powielają. Mój klan sam w sobie jest bardzo nieufny, ale gdy już to zaufanie się pozyska - ciężko o lepszych sojuszników - uśmiechnął się - Cieszę się jednak, że jesteś świadom, iż nasz świat składa zarówno z ludzi, którzy za pomoc się odwdzięczą, a także z takich, którzy tylko ją wykorzystają. Taka nasza smutna rzeczywistość, a raczej po prostu porządek świata.
     Zaczęli pomału schodzić po kładce na ląd, rozglądając się dookoła. Na jego twarzy można było dostrzec coraz większe zdziwienie. Coś mu ewidentnie nie pasowało. Przed nimi malował się krajobraz, jednak nietknięty ludzkim istnieniem. Wręcz troszkę opuszczony. W pewnej odległości mogli dostrzec opuszczone stragany, które zamiast tętnić życiem - straszyły pustkami. Po ich prawej stronie znajdował się ogromny klif, będący swego rodzaju majestetyczną budowlą matki natury. Nie wyglądał na najbezpieczniejsze miejsce, gdyż fale wraz z upływem lat zdążyły go nieco podmyć i sprawiał wrażenie, jakby w każdej chwili jego szczyt mógł runąć wgłąb bezkresnego błękitu.
- Dziwne... - wymamrotał - Kiedyś roiło się tu od ludzi. To miejsce jest dość osobliwe. Widzisz tamten klif? - spytał, wskazując w jego stronę - Turyści przybywali do nas tylko aby stanąć na jego szczycie i ujrzeć ten niesamowity widok. Choć nie cieszył się specjalnie dobrą sprawą, bo gdy ktoś chciał zakończyć swój żywot to cóż, możesz się domyślać gdzie się udawał. Nieważne... Siedziba klanu znajduje się jakieś trzy kilometry od tego miejsca. Musielibyśmy znaleźć jakiś środek transportu, żeby tam się dostać. Nie jestem w stanie pieszo pokonać takiej odległości.
     W głosie staruszka można było dosłyszeć pewien niepokój. Dopełniała go ta głucha cisza, przerywana jedynie dźwiękiem fal, uderzających o ląd. Mimo, że dochodziło już południe - gęste, ciemne chmury nie przepuszczały żadnych promieni słonecznych, przez co w całej okolicy panował dość upiorny półmrok. W pewnej chwili niebo rozbłysło, rozjaśniając wszystko dookoła, zaś z nieba zaczęły spadać krople deszczu wielkości grochu. Zaraz rozległ się grzmot, a Akinori przeniósł wzrok na swojego towarzysza.
- Najwyraźniej pogoda również postanowiła nam nie sprzyjać - wymamrotał.

Ostatnio edytowany przez Straznik 2 (2017-01-29 11:05:17)

Offline

 

#89 2017-01-30 14:40:22

Daiki

Gość

Re: Wschodni brzeg

Wiedziałem, że cała ta przeprawa z pewnością nie będzie prosta, głównie ze względu na stan fizyczny pana Akinori'ego. Sam stwierdził, że mamy jakieś trzy kilometry do pokonania i nie wyobrażałem sobie, że możemy to zrobić bez jakiegoś środka transportu, o którym wspomniał. Tylko jaki środek transportu mógłbym załatwić w takich warunkach?
-Ma pan rację, taki jest nasz smutny świat i prawa nim rządzące. - skwitowałem krótko, by potwierdzić, że wcale nie ignoruję jego słów.
Jak sam zauważył, znaleźliśmy się w miejscu, które powinno tętnić życiem. Jak dla mnie wyglądało to tak, jakby wszystko tutaj zamarło, okolica wyglądała na opuszczoną i sam stary Uzumaki zdziwił się, kiedy tylko to zauważył. Stojące niedaleko nas stragany rzekomo miały być skupiskiem wielu ludzi, a znajdujący się nieopodal klif miał przyciągać turystów, rzeczywistość była zgoła inna. Pogoda zmieniła się diametralnie w jednej chwili, co też nie było najlepszym znakiem, nieco się zmartwiłem, bo zazwyczaj w tego typu momentach działy się jakieś nieszczęścia. Niedobrze.
-Akinori-sama, proszę dać mi swoją torbę. - poprosiłem, chcąc go odciążyć, samo poruszanie sprawia mu problemy, nie potrzebuje dodatkowych ciężarów. -Proszę też o chwilę cierpliwości, sprawdzę, jak to wygląda nieco dalej.
Po tych słowach utworzyłem jedną pieczęć ręczną, która wyglądała jak niepełna pieczęć tygrysa. To własnie dzięki tej pieczęci członkowie klanu Hyūga często wspomagali się, by aktywować swoje Doujutsu. Nie było mi to wcale potrzebne, ale czułem, jakby pieczęć wzmacniała działanie moich oczu, ponadto uznałem to za bardziej widowiskowe. W każdym razie dzięki Byakugan'owi starałem się spenetrować okolicę oddaloną nawet o kilkaset metrów, a wszystko po to, by zlokalizować cokolwiek, co mogłoby nam pomóc. Schronienie inne, niż niewielki i zniszczony już stragan; środek transportu; a także jakąkolwiek żywą duszę; na wszystko to zwracałem szczególną uwagę i poświęciłem chwilę czasu na to, by się dokładnie rozejrzeć.
-Ma pan siłę na krótki spacer? W pierwszej kolejności musimy znaleźć schronienie i obawiam się, że będziemy musieli do niego dotrzeć o własnych siłach. Oczywiście pomogę panu bez względu na wszystko, ale trzeba zwrócić uwagę na pogodę, która obróciła się przeciwko nam i jest bardzo kapryśna. Przemieszczanie się w takich warunkach może być trudne, ale poddanie się im na dłuższą metę może się źle zakończyć, szczególnie dla pana zdrowia.



[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

 

#90 2017-01-30 15:30:45

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Wschodni brzeg

Misja trudna dla Daikiego #9

THEME


     Krople deszczu stawały się coraz większe i zaczynały spadać coraz gęściej. Akinori wydawał się odrobinę zagubiony tym wszystkim. Rodzinne strony już na pierwszy rzut oka nie wydawały mi się takie, jakimi je zapamiętał. Być może tak to wszystko teraz wyglądało, jednak nie chciało mu się w to wierzyć. Gdyby tak było to cała okolica nie wyglądałaby jakby opuszczona w pośpiechu. Kolejna błyskawica rozdarła niebo, zaś grzmot dogonił ją ledwie w parę sekund. Burza znajdowała się prawie nad nimi. Być może całe to wrażenie, jakie odniósł staruszek było winą pogody. Odczuwał jednak w środku nieopisany niepokój, miał wrażenie, że stało się coś niedobrego. Próbował to usilnie od siebie odsunąć, ale nie dawało mu spokoju.
- Musimy się jak najszybciej dostać do siedziby klanu - wyszeptał nieco zmienionym głosem.
      W tym momencie na skroniach Daikiego pojawiły się charakterystycznie uwypuklone żyły, co mogło znaczyć tylko, że aktywował Byakugana. Deszcz był tak gęsty, że zasięg wzroku starca zmalał do ledwie tego co znajdowało się tuż przed nim. Nie stanowił on na szczęście przeszkody dla jego towarzysza. Jednak wszystko co ujrzał, nawet w takim zasięgu, na jakie pozwalało mu jego Doujutsu nie mógł dostrzec żywej duszy. Nawet zwierzęta poukrywały się w swoich kryjówkach, choć tu większość zasług prawdopodobnie można było przypisać pogodzie. Co innego jeśli chodzi o poszukiwany środek transportu. Przy straganach, gwałtownie wstrząsanych podmuchami wiatru aż roiło się od drewnianych wózków z dwoma wydłużonymi kijami służącymi jako rączki, które miały za zadanie wspomóc w przewożeniu swoich towarów tych handlarzy, którzy nie mogli sobie pozwolić na konia, lub choćby osła.
     Gwałtowne wyładowania atmosferyczne z pewnością nie sprzyjały jakimkolwiek podróżom, jednak Daiki mógł wyraźnie dostrzec niepokój, który targał staruszkiem. Wiązał się on jednocześnie z chęcią jak najszybszego dotarcia do swoich pobratymców. Musiał się przekonać, czy wszystko jest w porządku. Być może wszystkie jego emocje były kompletnie niepotrzebne. Być może klif przestał być odwiedzany przez turystów, albo handlarze pospiesznie schronili się przed zawieruchą. Jednak każdy ninja musiał wiedzieć, że swego instynktu nie należy ignorować.
     Wtedy rozległ się huk, po którym zaraz nastąpiło chluśniecie. Akinori wzdrygnął się gwałtownie i odwrócił głowę w stronę klifu. Już nie wystawał niebezpiecznie nad wodę. Morze, które uderzało w jego ścianę o wiele agresywniej niż na co dzień w końcu sprawiło, że niesforny skrawek lądu wpadł wreszcie w jego objęcia. Wywołało to sporych rozmiarów falę, pędzącą w ich kierunku, która z pewnością będzie w stanie zalać plażę, na której obecnie stali.

Offline

 

#91 2017-01-30 16:58:43

Daiki

Gość

Re: Wschodni brzeg

Dzięki mojemu Doujutsu byłem w stanie dostrzec więcej, niżeli chciałem, zapamiętałem dokładnie lokalizację najważniejszych punktów i dezaktywowałem Byakugan'a, by nie tracić niepotrzebnie chakry. Całkiem niedaleko od nas znajdowało się parę straganów, przy których z kolei mogłem dopatrzeć się wozów służących do transportu towaru. Pan Akinori nie miał sił, by iść pieszo, ale wydaje mi się, że nie będzie problemu, gdy będę go wiózł na tego typu pojeździe. Wprawdzie droga nie będzie łatwa ze względu na pogodę, ale nie takie rzeczy się w końcu robiło. Ponadto taki wózek na pewno nie jest ciężki, sam starzec waży niewiele, o czym przekonałem się niejednokrotnie, pomagając mu zachować równowagę. W każdym razie okoliczności, w których się znaleźliśmy, wcale nie wróżyły niczego dobrego.
-Wybraliśmy złą porę na wędrówkę. - powiedziałem tuż po nim. -Ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, by doprowadzić pana do siedziby klanu Uzumaki. Do domu.
Tuż po tych słowach dane nam było zauważyć znaczne pogorszenie się warunków atmosferycznych. Deszcz zdawał się nabierać na intensywności, a po niebie coraz częściej rozpościerały się błyskawice, całość naprawdę napawała mnie niepokojem, który rósł z każdą chwilą. Tego typu pogoda z pewnością może odbić się negatywnie na zdrowiu starca. Jego organizm jest słabszy, podatniejszy na choroby, liczę głęboko na to, że uda nam się bez żadnych problemów dostać do wioski.
-Cholera. - ta krótka myśl przebrnęła mi przez myśl, kiedy usłyszałem głośny huk.
Szalejące morze spowodowało naderwanie klifu, którego fragment wywołał ogromną falę pędzącą w naszym kierunku. Tego typu kataklizm ekologiczny z pewnością mógłby zakończyć żywot starca i spowodować niemały uszczerbek na moim zdrowiu, musiałem coś wymyślić. Mogłem albo ogień zwalczyć ogniem i użyć jakiejś silnej techniki ofensywnej, albo postawić na defensywę, przy czym druga opcja wydawała mi się bezpieczniejsza. Nie ma czasu na myślenie, szybko przyłożyłem dłonie do ust i ugryzłem się mocno w kciuki, wywołując z nich krótki, ale intensywny wyciek krwi. Po tym złożyłem salwę dokładnie pięciu pięciu pieczęci ręcznych [Składanie pieczęci: 190].
-Kuchiyose no Jutsu. - na tym nie mogłem poprzestać, dlatego dodałem jeszcze jedną pieczęć. -Rashōmon.
Umieściłem dłonie na podłożu, koncentrując całą chakrę w rękach. Zgromadzoną energię wypuściłem intensywnie w taki sposób, by na ziemi rozrysowały się kręgi przywołujące wykorzystywane w technikach Fūinjutsu. Tuż po tym ogromny obłok dymu spowił dużą część plaży, na której nagle powstała wielka brama obrazująca twarz demona.
-Przepraszam, ale to jedyne, co mogę teraz zrobić. - stwierdziłem i podszedłem do pana Akinori'ego, po czym wziąłem go na plecy.
Z pewnością miał wygodnie ze względu na posiadany przeze mnie duży zwój, na którym mógł się wygodnie rozsiąść. W każdym razie przytrzymywałem go rękoma, by nie spadł, skumulowałem chakrę w stopach i zacząłem wbiegać na przywołaną przeze mnie bramę, co jakiś czas wyskakiwałem w górę [Skoczność: 200], by przyspieszyć proces i jak najszybciej znaleźć się na szczycie, z którego przy okazji byłaby lepsza widoczność.



[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

 

#92 2017-01-30 20:00:44

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Wschodni brzeg

Misja trudna dla Daikiego #10

THEME


     Nim Akinori w ogóle zdążył jakkolwiek zareagować na zbliżające się niebezpieczeństwo, ujrzał jak chłopak przygryza swoje kciuki i składa pieczęci. Fala już dotarła do brzegu, gdy przed nimi stanęła ogromna brama. Staruszek doskonale znał tę technikę, jemu samemu wiele razy uratowała skórę. Woda rozbiła się o potężny monument, jednak ona sama z pewnością nie dałaby rady na dłuższa metę zapewnić im bezpieczeństwa. Żywioł przecież po chwili zalałby ich od tyłu. Dała ona im jednak parę sekund przewagi, dlatego gdy cząstka spienionego morza zaczęła zalewać im nogi Daiki wykonał kolejny ruch. Był on prosty, jednak w swej prostocie genialny. Najpierw umieścił swego towarzysza na własnych plecach po czym wykorzystał jedną z podstawowych umiejętności, która powinien znać każdy początkujący ninja. Zebrał chakrę w nogach, co pozwoliło mu się wspinać po ścianie w sposób zupełnie przeczący grawitacji. Akinori złapał się go kurczowo, krzyżując kostki w jego pasie, zaś ręce na jego ramionach, nie chcąc się owej grawitacji poddać.
     Nie minęło parę chwil, a znaleźli się na szczycie przywołanej przez Daikiego bramy. Tam mieli chwilę czasu, by przemyśleć swoje dalsze kroki. http://www.tapeciarnia.pl/tapety/srednie/234258_urwisko_mgly_krajobraz.jpgDroga w dół nie wchodziła w rachubę. Dzięki ulewie poziom wody, która zebrała się na plaży nie tylko się utrzymywał ale też delikatnie rósł. Dopóki to się nie uspokoi, o plaży można w ogóle zapomnieć. Na dodatek nie mogli za długo pozostać w obecnym miejscu, bo niewiele ich dzieliło od piętrzącej się z każdą chwilą wody.
- Musimy jakoś dostać się na górę, do straganów. Wydaje mi się, że nie dasz rady tam wskoczyć, ale mógłbyś spróbować doskoczyć do ściany urwiska i wspiąć się po niej w ten sam sposób.
      Jego głos był zmęczony, jednak starał się mówić na tyle donośnie, by było go słuchać w całej tej zawierusze. Nie pamiętał kiedy ostatnio znalazł się w takim niebezpieczeństwie. Stres z pewnością nie był jego sprzymierzeńcem. Nagle gwałtownie zakaszlał, jednak nie mając w dłoni chusteczki, w którą zawsze to robił schował twarz w rękawie. Ten z kolei obficie ubrudził krwią. Nie pamiętał, kiedy choroba tak intensywnie dała mu się we znaki.
      W każdym razie Akinori na pewno miał rację. Ich jedyna droga ucieczki prowadziła w górę. Brama sięgała jedynie połowy wysokości samego urwiska. Zaś woda wciąż pięła się w górę. Z twarzy demona, jaką nosił twór Daikiego można było ledwie dojrzeć jego oczy. Jednocześnie wiatr coraz bardziej się wzmagał i gdyby nie podpora jaką Akinori miał w towarzyszu najprawdopodobniej już dawno by go zdmuchnęło w głębiny. Deszcz siekł im po oczach, zaś jedynym plusem jaki dawała pogoda był fakt, że rozdzierające niebo błyskawice na chwilę rozjaśniały całą okolicę, przez co wzmocniony wzrok Hyuugi mógł dostrzec o wiele więcej. Choć teraz na niewiele im się to zdało - otoczenie ziało pustkami, zaś z żadnej strony (oczywiście oprócz tej dolnej) nie nadchodziło inne niebezpieczeństwo. Nie należało się teraz skupiać na obserwacji, lecz na ucieczce.

Offline

 

#93 2017-01-30 20:59:40

Daiki

Gość

Re: Wschodni brzeg

Przywołana przeze mnie brama zapewniła nam ochronę, ale na niedługi czas. Zgodnie z moimi przewidywaniami poziom wody podnosił się z każdą chwilą, a to nie stawiało nas w dobrej sytuacji. Sięgnąłem tylko w dół, by ocenić, ile mamy czasu i oszacowałem odległość z bramy Rashōmon na wzniesienie pełniące rolę schronienia przed żywiołem wody. Pan Akinori zdawał się być bardzo zdenerwowanym, ale wcale mu się nie dziwiłem, znaleźliśmy się w nieciekawej sytuacji, a jego stan fizyczny znacząco uniemożliwia swobodne poruszanie się. Dodatkowo choroba źle na niego wpływa i sądzę, że wykańcza go od środka, sprawa ma się chyba znacznie gorzej od tego, jak wygląda to z zewnątrz. W każdym razie czas działał na naszą niekorzyść, nie mieliśmy go na tyle dużo, byśmy mogli sobie pozwolić na rozglądanie się, albo rozmyślanie, trzeba było działać. Stary Uzumaki stwierdził, że jedyną deską ratunku będzie udanie się na wzniesienie, ale to było dosyć oczywiste.
-Proszę mnie nie lekceważyć, Akinori-sama. - uśmiechnąłem się na chwilę, chwyciłem go jeszcze pewniej, by nie spadł, po czym rozpędziłem się i skoczyłem [Skoczność > 200].
Moim celem było urwisko nad plażą, ponieważ jego wysokość była niezwykle duża, postawiłem na swoją zwinność wzmocnioną pędem. Mocno trzymałem swojego towarzysza na plecach, by nie spadł nawet przez wiatr czy też deszcz, musiałem ze wszystkich sił zadbać o jego bezpieczeństwo. Tuż po moim wyczynie brama przywołana za pomocą techniki czasoprzestrzennej zniknęła, a my po chwili bezpiecznie wylądowaliśmy. Miałem do pokonania dużą odległość, ale ciężkie treningi opłaciły się, bo znajdowaliśmy się już nad plażą, z dala od niszczącej siły szalejącego morza, mogliśmy więc swobodnie kontynuować przeprawę.
-Będzie panu przeszkadzała taka forma transportu, Akinori-sama? Wózek to dodatkowe obciążenie, a według mnie tak będzie szybciej. W ten sposób będę mógł powoli spacerować z panem na moich plecach i przy okazji regenerować utraconą chakrę. Przywołanie Rashōmon trochę mnie kosztowało, a mam dziwne przeczucia co do tego miejsca. - wypowiedziałem swobodnie tę kwestię, mając nadzieję, że zgodzi się na tę formę wędrówki. -W ogóle, to którędy dojdziemy do wioski klanu Uzumaki?



[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

 

#94 2017-02-03 10:49:38

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Wschodni brzeg

Misja trudna dla Daikiego #11


      Kiedy Akinori ujrzał zamiary młodego chłopaka zacisnął powieki i złapał się go jeszcze mocniej. Nie znał co prawda jego możliwości, lecz obdarzył go pełnym zaufaniem. W momencie, gdy bezpiecznie wylądowali na wzniesieniu wypuścił głośno powietrze z ust, które najwyraźniej nieświadomie wstrzymał. Odwrócił się jeszcze, by spojrzeć w dół i poczuł jak przechodzą go ciarki. Ironią losu byłoby zginąć w tym miejscu. Nie wybaczyłby sobie jednak, gdyby śmierć zabrała także jego towarzysza podróży. Strasznym jest jak nawet najsilniejsi wojownicy są bezradni wobec potęgi żywiołu. Matka natura cały czas potrafi pokazać, kto tutaj naprawdę rządzi.
- Cóż, wolałbym iść o własnych siłach jednak chyba nie mam wyboru - powiedział żartobliwie - Jednak musisz mi obiecać, że zostanie to między nami!
     Humor na chwilę mu wrócił, jednak słowa, które wypowiedział Daiki tylko potwierdziły jego przeczucia. Westchnął cicho i zza ramienia Hyuugi spojrzał przed siebie. Nawet tutaj przez zacinający deszcz ciężko było cokolwiek dostrzec, jednak nie trzeba było być sensorem, żeby domyślić się, iż w pobliżu nie ma żywej duszy. Przynajmniej w tym najbliższym. Aczkolwiek wytłumaczeń dla opustoszałego wybrzeża mogło być wiele. Najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem była napaść piratów. Mogli zawinąć do brzegu, złupić wszystkie stragany i uciec nim ktokolwiek z siedziby klanu Uzumaki zdążył zareagować. Być może wszyscy znajdowali się właśnie w niej. Bezpieczni.
- Na razie kieruj się tutaj, drogą przez ten lasek. Później będziemy musieli odbić chwilę w las, ale powiem ci w którym momencie. Ciężko jest znaleźć tę ścieżkę jeśli nigdy się przez nią nie przechodziło... - po chwili marszu i milczenia nagle podjął temat - Mówisz, że masz złe przeczucia... W takim razie lepiej miejmy się na baczności. Muszę przyznać, że odkąd tu przybiliśmy czuję swego rodzaju... Niepokój. Coś mi nie pasuje. Tylko nie jestem przekonany, co to takiego. Nie tak wyobrażałem sobie powrót do domu. Teraz jedyne czego pragnę to przekonać się, że wszystko jest na miejscu. Ukryte i bezpieczne...
     Jego ostatnie słowa brzmiały dość zdawkowo. Ciężko było stwierdzić, do czego się odnosiły. Znów jednak dopadł go napad intensywnego kaszlu, który wstrząsał nim tak intensywnie, że ledwo zdołał utrzymać się na plecach Daikiego. Twarz jednak chował w rękawie. Nie chciał by jego towarzysz znał rodzaj i stopień zaawansowania jego choroby.

W odpisie zt do siedziby klanu, tam też pojawi się moj odpis

Ostatnio edytowany przez Straznik 2 (2017-02-03 10:51:27)

Offline

 

#95 2017-02-03 14:53:21

Daiki

Gość

Re: Wschodni brzeg

Ominięcie straganów było naprawdę dobrym pomysłem, który pozwolił nam nie tylko zyskać na czasie, ale również zaoszczędzić wiele sił. Podróżowanie z wozem byłoby mało komfortowe i wymagałoby zużycia przeze mnie naprawdę dużych pokładów sił. Pogoda nie zmieniała się i zdawać by się mogło, że działała przeciwko nam, w tego typu warunkach użycie środka transportu było praktycznie niemożliwe. Mnóstwo tu błota, różnych zapadlisk, kałuż, natknięcie się na którekolwiek z wymienionych wymagałoby wzmożonego wysiłku, na którego utratę nie mogłem sobie pozwolić. Podróż pieszo z kolei oferowała zaoszczędzenie sił, mogłem powoli spacerować i nie przeszkadzał mi nawet balast na plecach, który wbrew pozorom nie był wcale duży. W każdym razie dzięki takiej formie wędrówki miałem możliwość regeneracja chakry utraconej przez dotychczasowe sytuacje, nie zamierzałem nie korzystać z okazji.
-Jasne, to zostanie między nami. - zaśmiałem się, a potem szedłem drogą wskazaną przez mojego towarzysza. -Proszę się nie martwić, bez względu na to, co by się nie działo, wszystko dobrze się skończy. Ufam moim zdolnościom i jestem pewien, że poradzę sobie nawet w obliczu zagrożenia. Jestem jednak pewien, że nie ma się czego obawiać, wszystko będzie dobrze. - tutaj znowu zrobiłem przerwę, wolałem się przygotować zawczasu. -Aha, jeśli mógłbym mieć prośbę, Akinori-sama. Proszę mnie poinformować odpowiednio wcześniej, bym mógł przyjrzeć się sytuacji z bliska dzięki mojemu Byakugan'owi. Jak będziemy już w okolicy siedziby klanu Uzumaki, proszę mi dać znać. Znajdę dla nas najdogodniejszą drogę i przy okazji sprawdzę sytuację.
Wcześniej wspomniał i kilku kilometrach, a tempo naszej wspólnej podróży wcale nie jest duże, właśnie dlatego wolałem go uprzedzić, bo jeszcze trochę mamy do przejścia. W każdym razie im dalej szliśmy, tym gorzej się czułem, intuicja podpowiadała mi, że coś złego stało się w tej okolicy. Wprawdzie starszy Uzumaki mówi, że nie ma się czym martwić, ale sam wspomniał o tym, jak okolica wybrzeża była kiedyś oblegana przez miejscowych i turystów. Rozumiem brzydką pogodę i wszystko inne, ale nie spotkaliśmy nawet jednej osoby. Coś musi tutaj nie grać.



[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

[z/t -> Uzu no Kuni, Siedziba klanu Uzumaki]

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
nasza strona internetowa po przejściu na stronę