Ogłoszenie


#401 2015-07-16 08:39:23

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Wiedziony wizjami Adatte zeskoczył z drzewa, intuicyjnie przesyłając chakrę do stóp, która umożliwiła mu utrzymanie się na powierzchni wody. Jego umysł został złamany- Uzumaki nie był już w stanie rozpoznać, co, spośród tego co widział, było jawą, a co snem.
    Przy jego boku pojawiła się znikąd jego matka, która o dziwo również nie była zanurzona w wodzie, lecz stąpała po jej tafli, jak po miękkim i falującym dywanie. Wielu ludzi dałoby wszystko, by spotkać jednego ze zmarłych, bądź też zaginionych członków rodziny. Kłamstwem jednak byłoby stwierdzenie, że czerwonowłosy wygrał los na loterii. To, co zobaczył, a raczej co usłyszał, musiało być ogromnym przeżyciem dla tak młodej osoby.
    Nic dziwnego, że jedyną reakcją na spotkanie z matką był płacz. Nie mogąc przełamać nękającej go wizji, po prostu się poddał. Słowa, które wypowiadała trafiały celnie w punkt, jedno po drugim. Potwierdzały one najskrytsze obawy Adattego, wypierając całą dawkę nadziei, która kazała mu wierzyć, że jego ojciec był szlachetnym mężczyzną kochającym swoją rodzinę.
    Tymczasem wiedziony wybuchem Ikkyo pędził ile sił w nogach w kierunku swojego kompana. Choć detonacja notki miała miejsce kilkanaście metrów dalej, jakimś cudem udało mu się wypatrzyć kolegę. Scena, której był świadkiem, niejednemu zmroziła by krew w żyłach. Uchiha jednak świadomy był tego, co właśnie miało tam miejsce - ohydna technika genjutsu.
    Czarnowłosy zdążył dotrzeć do Uzumakiego tuż przed Maseo. Gdy ten zabierał się do uwolnienia swojego towarzysza z sideł okropnych wizji, oponent znajdował się około 10 metrów od niego. Najwidoczniej nie zamierzał doprowadzić do walki w zwarciu, jako że utrzymywał ten bezpieczny dystans.
    Dopiero wtedy Ikkyo mógł zobaczyć, że jedno z oczu Maseo było zakryte. W jakim celu? Tego nie był w stanie odgadnąć, przynajmniej na razie. Ten z kolei nie chciał czekać bezczynnie, zabrał zatem głos:
    - Nie pomagaj mu. To złodziej, kłamca i oszust. Wiem o nim więcej, niż Ci się wydaje. Początkowo nie byłem pewny, czy to on. Teraz jednak mam pewność. To ten, który ukradł z wioski tajemny zwój Senju, podszywając się pod jednego z jego członków. A tobie jaką wcisnął historyjkę?

Offline

 

#402 2015-07-16 14:06:48

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Wreszcie. Wreszcie nadszedł ten czas. Stałem na powierzchni, nie do końca stabilnej, jednakże w pełni opanowany. Obok mnie stał mój towarzysz, a naprzeciw prostował się Maseo. Człowiek, który z pozoru był jedynie dupkiem i egoistą. Teraz jednak wiedziałem o nim znacznie więcej. Mistrz Suitonu. Jego techniki w zasadzie nas rozpieprzyły, a ja i tak miałem szczęście, że ucierpiała tylko moja ręka. Ból w przedramieniu był nieznośny, to prawda, jednak widok tego kurdupla wywoływał u mnie taką nienawiść, że aż dziwne, iż nie wydzielałem goryczy. Ciecz powinna wylatywać z mojego żołądka i kapać z moich ust, w których odczuwałem cierpki smak. Ten user bluźni nie zasługuje na to, żeby nawet patrzeć mi w oczy. A on jeszcze chciał mnie pouczać?

     Jednak jego słowa... Miały coś w sobie. Adatte nic nie powiedział odnośnie swojej przeszłości. Już te wypowiedzenia były dla mnie zdecydowanie bardziej opisujące jego historię, niż durne jęki i mruknięcia. Tak, rudy najwidoczniej miał wstydliwe wspomnienia. A to wszystko pasowało. Kradzież zwoju Senju, raz. Podszywanie się pod członków, dwa. Niemożliwe, nie wierzę. Podszywanie się pod członka tego rodu? Cóż, to równoznaczne z tym, że musiał jakoś opanować to przeklęte Kekkei Genkai. Mokuton tak, jakoś tak nazywała się ta zdolność. Czyżby mój znajomy rudas potrafił tworzyć element drewna? Możliwe. Jednak skoro nie należał do tego klanu to co. Przeszczepienie w jakiś sposób tej zdolności? To w ogóle osiągalne? Albo jakieś tajemnicze więzi rodzinne. Cóż, kto wie czy jego ojciec, czy tam matka nie byli z tego przeklętego rodu.
     
     Ale... Skoro Maseo ścigał Adatte... Ja jebię, nie mogę uwierzyć. Miałem przed sobą tropiciela Senju. Zwyczajnego ninję, który był moim wrogiem. A rudy? Skoro w jakiś sposób zaszkodził temu rodowi - był moim przyjacielem. Cóż, wybór był banalny. Ale dla mnie, bo Maseo nie wiedział o mnie niczego. Czyżbym wreszcie zyskał przewagę?

     - Niemożliwe. - mruknąłem. Wiadomości mnie przybiły. Miałem nadzieję, że Senju odbierze to inaczej niż ja. Odgrywałem banalny teatrzyk, by osłabić świadomość Maseo. Chwilkę później, w jego kierunku mknęła kula ognia (Szybkość 315). Chciałem wreszcie dorwać tego idiotę. Jeżeli chodzi o towarzysza, szybko przelałem mu chakrę, a następnie podjąłem następny manewr. Gdy przeciwnik zaczął się smolić, zwyczajnie skoczyłem do niego, aby dobić zwłoki. W końcu TaiJutsu było jego słabą stroną...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#403 2015-07-17 16:21:11

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Wszystko zaczęło się mu rozmywać przed oczami. Nie zwrócił na to jednak najmniejszej uwagi. Pochłonięty wizjami, jakie mu podsuwano, całkowicie nim zawładnęły. Nawet wtedy, kiedy konająca matka praktycznie zniknęła mu z oczu, nie zorientował się, że był uwięziony w pułapce umysłu. Podświadomie tłumaczył sobie bowiem, że to zbyt wiele łez zebrało się pomiędzy powiekami, nie nadążając nawet ich opuszczać. Cały otaczający go świat utonął w żalu, który ogarnął jego serce.
   Poczuł na sobie czyjś dotyk, by w następnej chwili ujrzeć pędzący ognisty pocisk. Nie miał pojęcia, skąd się wziął. Rozejrzał się dookoła, w poszukiwaniu matki, która zniknęła mu sprzed oczu, lecz na próżno. Dostrzegł jedynie tę płomienną kulę oraz stojącego obok Ikkyo. A więc znalazł go...?
   Kiedy dostrzegł na swojej głowie jego dłoń, natychmiast zrozumiał. Przeciwnik przejął kontrolę nad przepływem jego chakry, odcinając od rzeczywistego świata. Cholerne genjutsu. Nienawidził tych plugawych technik. Może dlatego, że nigdy nie nauczył się ich rozpoznawać?
   Wytarł szybko puchnące już oczy, mając nadzieję, że Uchiha nie dojrzy obficie kapiących z nich łez. Spoglądał w kierunku, w którym jego towarzysz wystrzelił, w ślad za jutsu katonu. Nie miał pojęcia, że Maseo odbył z nim rozmowę, zdradzając kilka faktów na jego temat. Nie wiedział nawet, że tak naprawdę to on był jego celem. No cóż, na pewno nie dowie się tego przed zakończeniem tego na śmierć i życie pojedynku, bo inaczej tego nazwać nie można. Uzumaki nie wniósł bowiem do tej bitwy prawie nic. No, może po kilkukrotnym złapaniu się w pułapkę oponenta...

Ostatnio edytowany przez Adatte (2015-07-17 16:23:31)

Offline

 

#404 2015-07-18 18:13:54

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Maseo najwyraźniej nie cechował się zbytnim pomyślunkiem. Miał nadzieję, że jego słowa naprawią wszystko, co do tej pory uczynił. Że przystąpił do ofensywy na Uchihę i jego towarzysza. Chyba przypuszczał, że jego motywy są dostatecznym usprawiedliwieniem dla czynów. Przecież to on był ostrzem sprawiedliwości. To jemu los postawił na drodze tego oszusta, który nieprawnie stał się powiernikiem klanowej tajemnicy. To nie mógł być przypadek, to on miał odebrać mu to, co zabrał.
    A może to nie był on? Nie, niemożliwe. Przecież widział te jego włosy w kolorze zakrzepłej krwi. To on wychodził z budynku klanowej rady ze zwojem w ręku. Dlaczego więc mu się nie udało?
    Te wszystkie myśli przelatywały przez jego głowę jak kamienie wystrzeliwane z procy, kiedy ujrzał pędzący w jego kierunku ogromny strumień ognia. Myśli te odbijały się od jego przekonania bycia wybranym do stania na straży klanowej sprawiedliwości. Każda z nich coraz bardziej kruszyła tę ścianę, aż w końcu zdał sobie sprawę, że to wszystko kłamstwo, tylko jego fałszywe mniemanie o sobie.
    - Na chwałę Senju - zabrzmiały jego ostatnie słowa, kiedy ujrzał czerwone oczy Uchiha, a kula ognia trawiła jego ciało.

Koniec sesji, dzięki!

Offline

 

#405 2015-07-21 10:43:37

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Zamarł, kiedy zobaczył to, co się stało. Młodzieniec, który podjął z nimi walkę, płonął żywcem. W pierwszej chwili chciał mu jakoś pomóc, co zapewne należałoby do naturalnych odruchów człowieka, który w gruncie rzeczy pierwszy raz obserwuje czyjąś śmierć. Otrząsnął się jednak całkiem szybko z nieprzyjemnego wrażenia, że powinien mu jakoś pomóc. No cóż, Maseo nie był chyba najmądrzejszym z wojowników, skoro ogarnięty paniką, że jego ciało smagane jest językami ognia, które oblazły go niczym plaga mrówek, nie zauważył, na czym stoi. Wystarczyłoby zanurzyć się pod taflę wody, którą sam wytworzył. On jednak resztki swych sił i skupienia zebrał w sobie, by wykrzyczeć coś, co jeszcze przez długi czas wibrowało w jego oczach, zapisując trwale w pamięci.
   - Co... Co się tu stało? - wybałuszył oczy, odwracając spojrzenie od tlących się jeszcze szczątek, które powoli tonęły w wielkiej sadzawce. Wszystko stało się zdecydowanie zbyt szybko, jak na jego gust. Miał nadzieję, że Ikkyo opowie mu o wszystkim, co miało miejsce, kiedy on poddany został swego rodzaju hipnozie, która tak skutecznie wyrwała go ze świata rzeczywistego.
   Zerknął na Uchihę. Mógłby przysiąc, że dostrzegł w jego oczach zacięcie, którego na próżno było szukać wcześniej. Owszem, słyszał o zatargach pomiędzy rodami Senju i Uchiha, ale nie spodziewał się, że jest to aż tak realne. Czyżby towarzysz wymierzył mu karę śmierci tylko dlatego, że tamten pochodził z Chikai?
   Zląkł się. Za nic w świecie nie mógł mu powiedzieć, że z jakiegoś powodu jest posiadaczem Mokutona. Takie wyznanie mogłoby skończyć się dla niego tragicznie.

Offline

 

#406 2015-07-21 17:53:21

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Patrzył na czerwonowłosego. Ten najwidoczniej zdawał się być wstrząśnięty. To dobrze, bo miałem z nim do pogadania. Adatte nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co się tutaj wydarzyło. Przede wszystkim był pochłonięty widokiem Maseo. Zastanawiał się, jak to się stało, że zginął. Cóż, to banalne. Spaliłem go. W takim wypadku następna myśl mogła wejść do jego umysłu. Jak to możliwe, że w końcu pokonałem tego gostka? Cóż, nie powiem, że było to łatwe zadanie. Jednak mój wrodzony talent bojowy i trochę szczęścia pomogły nam w tej beznadziejnej sytuacji. Rudy miał pecha, że nie widział, jak sprzątnąłem go jedną techniką. Cóż, może to i lepiej. Niech wyobraża sobie, że poświęciłem więcej wysiłku, niż tylko tą chwilkę.
     - Nic wam z tej chwały, skoro nie potraficie obronić się na własnej ziemi. - mruknąłem z pogardą. Zdążyłem splunąć na ciało, zanim to utraciło ludzki kształt. Cóż... Teraz musiałem zająć się inną osobą.
      Odwróciłem się. Spojrzałem na Adatte. Zadał mi pytanie. To dobrze, bo nie chciałem trwać w ciszy. Ten gość zataił przede mną tak wiele. Był Senju... No, cóż, nie wiedziałem tego, ale po co miałby kraść ich zwój i podawać się za jednego z nich? Może to jakiś bękart, albo piąta woda po kisielu. Cóż, w innym wypadku nie dostałby ich zwoju. W każdym razie, miałem przed sobą użytkownika Mokutona. Tego znienawidzonego Kekkei Genkai, które nie mogło w niczym równać się z pięknym Sharinganem.
     Usłyszałem pytanie. Mój wzrok był już skupiony na moim towarzyszu. Jednakże teraz odnalazłem jego spojrzenie. Strachliwe. Wiedział, że coś jest nie tak. Zdawał sobie sprawę z tego, że Senju to moi naturalni wrogowie. Jednak czy domyślił się, że ja już wiem? Cóż, zaraz miało się okazać.
     - Zaraz opowiem tobie wszystko - powiedziałem cicho. Nie przerywałem kontaktu wzrokowego. Był w mojej mocy. I on o tym wiedział. - ... ale najpierw może odpowiedz mi na parę pytań. Co? Adatte... Senju?
     Ostatnie słowo w zasadzie wykrzyczałem. Ręka natychmiastowo wyruszyła ku szyi rudego. Nie miał nawet czasu zareagować (Szybkość 130). A nawet jeżeli, wykorzystałbym spotkanie spojrzeń i uwięził go w Genjutsu. W jego przypadku, lepiej dla niego, aby się zwyczajnie nie odzywał.
     Palce powoli zacisnęły się na gardle oszusta. Kłamcy, który nie zamierzał mi wyznać prawdy. Gówno obchodziły mnie jego pobudki, teraz był w mojej mocy. Moja dłoń nie była mocno ściśnięta. Dawałem mu oddychać. Chciałem jedynie, aby poczuł to, że znajduje się w dupie. I tylko od tego co powie, zależy czy nie skończy jak Maseo.
     - Twój krewniak powiedział mi kilka ciekawych informacji, zanim spłonął. Jak myślisz, czy mógłbym to zrobić z tobą? Kłamco? - ponownie nie mogłem powstrzymać się od krzyku. Czemu wrzeszczałem tylko przy ostatnich wyrazach? - Nie wyglądasz mi na Senju. Nie, nie miałbyś celu we wkradaniu się do ich speluny tylko po to, aby dostać zwój, a następnie zniknąć. Jesteś więc zapewne jakimś bękartem, synem któregoś z ich wojowników. To stawia ciebie w nieco lepszym świetle. Jednak wciąż potrafisz korzystać z Mokutona, racja?
     Patrzyłem mu w oczy, a druga ręka machinalnie się zacisnęła. Zadziwiające, ból ustał. Cóż, nie było to poważne zranienie. Wystarczyły godziny, abym się wykurował. Do tego z pewnością hormon adrenaliny, który pobudzał mnie do dalszego działania. Tak, byłem w pełni zdrowy i gotowy do wyciśnięcia z niego informacji. Po dobroci, po złości. Kogo obchodzi jak?
     - Nazwisko. Klan, jeśli jesteś w jakimś. Twoja wiedza o Senju. Zdanie na temat Uchiha. Opinia o mnie. Już. - powiedziałem. Tym razem słowa były wyrzeczone cicho. Szybko, jednakże z chwałą władcy i dowódcy. Byłem gotowy na dalsze gierki. Moje stwierdzenia miały na celu skłonić Adatte do mówienia.
     Gdyby nie chciał, zacząłem delikatnie igrać z jego krtanią. Niech poczuje, jak ściskam jego kości. Wie jaką dysponuję mocą. Niech wie, że mogę je zgnieść, niczym nadgniły, nieprzydatny owoc.

Offline

 

#407 2015-07-21 18:51:37

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Chłopak widocznie za nic miał ludzkie istnienie. Uzumaki nie miał mu tego za złe. W końcu obaj byli ninja, więc śmierć mogła czyhać na każdym kroku. Zarówno na nich, jak i na ich przeciwników. Tym razem los okazał się być dla nich łaskawym, jako że to oponent został pogrzebany. Najwyraźniej jednak Ikkyo nie był tak opanowany jak on. Nie mógł się temu dziwić. Słyszał bowiem wiele o tym, jak bardzo gorąca krew płynie w żyłach Uchihów. Teraz widocznie dawał upust swojej frustracji i nagromadzonemu gniewowi.
   Kiedy spojrzał nań tym przedziwnym, skąpanym w purpurze wzrokiem, który czerwonowłosy uznał za szalony, nie mógł przewidzieć, co miało się zaraz stać. Dłoń chłopaka wystrzeliła w jego kierunku w zastraszającym tempie, zaciskając się boleśnie na krtani. Choć uścisk nie należał do najmocniejszych, Adatte stracił na chwilę oddech. Zapewne bardziej spowodowane było to strachem niźli rzeczywiście brakiem dostępu powietrza. Oczy w momencie przybrały ogromnego rozmiaru, nie odrywając spojrzenia od tych niesamowitych oczu, pałających w tamtej chwili zrodzoną z żalu wściekłością.
   Skąd... Skąd wiedział, że miał przy sobie zwój? I dlaczego myślał, że należy do rodu Senju?
   - Nie mam pojęcia, o czym mówisz! Należę do klanu Uzumakich i pochodzę z miejsca, w którym się spotkaliśmy! Moje włosy są świadectwem! Czy widziałeś kiedyś Senju w takim kolorze?!
   Zawładnął nim strach. Przerażenie ściskało nerwowo przeponę, wyrzucając zbyt duże ilości powietrza. Każde kolejne słowo wydobywało się z krtani donośnym krzykiem, co kończyło się jednak niemym dławieniem przy próbach zaczerpnięcia tlenu.
   - Zwój dostałem przypadkiem! Szukałem informacji, tamto miejsce wyglądało jak biblioteka! Ten stary dziadek dał mi zwój, a ja go przeczytałem. Nauczyłem się z niego panować nad Mokutonem, ale to się przecież zdarza, prawda?!
   Powoli unosił ręce do góry, wbijając w końcu palce w zaciśniętą dłoń chłopaka, próbując ją nieco rozluźnić. Z trudem łapał oddech, a brąz jego oczu nie odważył się odwrócić wzroku.
   Niech da mu już spokój, niech przestanie.

Offline

 

#408 2015-07-21 19:19:39

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Nie to, że byłem zły. Nie to, że nie potrafiłem panować nad moimi emocjami. Nie to, że jak każdy Uchiha traciłem panowanie, zanim wykonałem ruch palcem. Nic z tych rzeczy.
     Zwyczajnie przerosła mnie ta sytuacja. Towarzysz, prawie, że przyjaciel. Gość, dla którego chciałem poświęcić życie, zrobić wszystko, żeby on przeżył... I co? I teraz nagle dowiedziałem się, że mój towarzysz może być Senju. Moim śmiertelnym wrogiem. A być może nawet jakim synem, czy innym potomkiem kolesia, który sprzątnął mojego dziadka z tego świata. Jedyną osobę, którą za wszelką cenę chciałbym poznać. Niestety, nie było mi to dane. Umarli nie mają głosu, a jedyne pamiątki po staruszku to dziennik i chusta, którą otrzymałem od babki. Tak, to żałosne. Jak nasza rodzina mogła się tak stoczyć? Ojcze, czy wiesz co takiego narobiłeś?
     Trawiłem słowa czerwonowłosego. Nie były przypadkowe. Jego zachowanie. I autentyczne zdziwienie. Obudziły mnie... Poruszyły. Puściłem go. Palce powoli rozluźniły chwyt, a jego gardło mogło nacieszyć się powietrzem. Nie chciałem go dalej krępować. Nie. Doskonale wiedziałem kim dla mnie był. A to, skąd pochodzi... Czy to ma aż takie znaczenie? Jeszcze godzinę temu byłbym gotów zginąć u jego boku.
    A teraz?
    Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Niech przeklęty będzie ten dzień, w którym rozpoczęto walkę między naszymi rodami. Nienawiść do Senju była we mnie mniejsza, niż wśród innych członków klanu. Jednak buzowała w genach i nie przeszkodziła mi w zabiciu Maseo... Chociaż, on akurat zostałby zgładzony i bez zdradzenia mi swojego pochodzenia.
     - Uzumakich? - powiedziałem zdziwiony. - Tak, to tłumaczy kolor twoich włosów. Nie rozumiem jednak, dlaczego nie powiedziałeś mi o swoim pochodzeniu. Poznałeś mój klan parę godzin temu. Ja natomiast wiedziałem o tobie tyle, co kot napłakał. Do tego słowa Maseo...
     Pokręciłem głową. Tego było za dużo. Na mojej twarzy pojawił się dziwny grymas. Kim do cholery jestem, aby wtrącać się w sprawy mojego klanu? Ale z drugiej strony dlaczego mam iść owczym pędem za ideologią nienawiści? Racja, każdy Senju zasługuje na śmierć. Ale Uzumaki? Dlaczego miałbym mu coś zrobić? Dlaczego? Walczył przy moim boku, zrobił dla mnie więcej niż ojciec.
     Ja pierdolę. Wszystko ma swoje granice.
     - Nie dostałeś go przypadkiem, Adatte. To nie był przypadek. Nie chce mi się wierzyć, że starzec dał ci zwój ot tak. Że nie rozpoznał w tobie jakiegoś krewniaka. Bo nawet jeżeli jesteś Uzumakim... - westchnąłem. Zrobiłem przerwę. - to niemożliwe... To niemożliwe jest opanowanie Kekkei Genkai bez odpowiednich genów. Mógłbyś dać mi ten zwój. Mógłbyś mnie uczyć, a nigdy nie pojąłbym jak tworzyć Mokuton. Nie bez krwi. Nie bez bycia dziedzicem jakiegoś syna Chikai. Nie Adatte. Jesteś Uzumakim, ale nosisz w sobie coś z Senju.
     Spojrzałem mu w oczy. Ponownie. Byłem spokojny. Jednak nie należałem do prawdziwych, krwistych Uchiha. I dobrze. Było mi żal tych zaślepioną nienawiścią braci, którzy woleli zginąć, zamiast przemyśleć swoją sytuację na świecie.
    - Może masz kogoś w rodzinie. Rodzica, dziadka, albo dalej... Jakąś pustą lukę. Jeżeli tak, to układanka kończy się sama. Jesteś Senju, w jakimś stopniu. Pół, ćwierć, może nawet mniej, ale nosisz w sobie ich krew. I to przeklęte kontrolowanie drewna. - powiedziałem ze smutkiem w głosie. Co miałem zrobić? Zabić go? Zaatakować? Bez powodu? Dlaczego? Ponownie gryzłem zęby, jak gdybym chciał zagryźć się na śmierć. Do kurwy nędzy z tym! Jestem wolny!
     Nie muszę podążać za ślepą ścieżką, prowadzącą do śmierci. Nienawidzę Senju. Zabiję każdego. Ale nie Adatte. To jest Uzumaki.
     - Ty! - głos zaczął mi się łamać. Dało się wyczuć rozterki, które mną targały. Przyjaciel, czy tradycja? Cóż, nie znał odpowiedzi na to pytanie. Podjąłem decyzję, ale nie musiał o tym wiedzieć. Nie teraz. Za parę minut... - Chciałem poświęcić dla ciebie życie! Prawie zginąłem w zderzeniu z wodnym smokiem Maseo! Doceniasz to? Odpowiedz!
     Moja twarz była mokra. Jednak czy wśród potoku wody spływającej z nieba pojawiła się mała łezka?
     Nawet jeśli, on tego nie zauważy.

Offline

 

#409 2015-07-24 20:45:25

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Oparł się jedną ręką o pień drzewa, podczas gdy druga rozcierała szyję. Miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą zaciskały się silne palce chłopaka stojącego przed nim. Głowa opadła mu w dół, a klatka piersiowa kurczyła się chaotycznie, targana niemalże histerycznym kaszlem. Delektował się powietrzem, które koiło jego tchawicę kolejnymi porcjami chłodnego tlenu.
   Chwilę zajęło mu dojście do siebie, podczas gdy Ikkyo przedstawiał mu swoje myśli i opowiadał o swych przeżyciach. Musiał przyznać, że była to dla niego niecodzienna sytuacja. Jeszcze nikt do tej pory nie zdecydował się, by uzewnętrzniać się przed jego osobą. Zebrał się więc w sobie i odchrząknął, dając znać, że wszystko jest już w porządku. Wyprostował się, dłonie zagłębiając w kieszeniach. Spoglądał na trawioną rozterkami twarz Uchihy i wsłuchiwał w jego słowa.
   Wyglądało na to, że jego przemyślenia były zbieżne z tymi, jakich doświadczył swego czasu Uzumaki. Nie potrafiłby korzystać z elementu drewna, jeżeli nie byłby do tego stworzony. Nie było innego wyjścia, któryś z jego przodków również musiał posiadać takie limity krwi, a on w spadku odziedziczył tę umiejętność. I choć Ikkyo nazywał ją przeklętą, dla niego było to coś wielkiego.
   Zamarł, kiedy przemowa towarzysza sięgnęła punktu kulminacyjnego. Sięgnął on swoich najgłębszych obaw i wyznań. Dopiero w tamtej chwili zrozumiał, jak tamten troszczył się o jego życie. Poruszyło go to dogłębnie.
   - Ja... Dziękuję. Nikt nigdy nie byłby w stanie poświęcić tyle dla mnie. Nie wiem tylko, czy naprawdę tego chcesz. W końcu ja mogę należeć do tutejszego klanu. Nawet jeśli nie formalnie, to drzemie we mnie ich cząstka. Sam doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. A ja, czy to się komuś podoba, czy też nie, mam zamiar dowiedzieć się, co to wszystko znaczy. Proszę, zrozum mnie. Na moim miejscu pewnie chciałbyś tego samego.
  Ruszam do Chikai. Oczywiście zaprowadzę cię tam, zgodnie z obietnicą. Z tego, co mi się wydaje, jesteśmy już niedaleko. Zrozumiem jednak, jeżeli nie będziesz chciał tam ze mną zostać. Ja postaram się jednak spróbować pozyskać jakieś informacje.

   Upewnił się, że kolega pozbierał się w sobie, po czym ruszył przed siebie.

z/t Adatte & Ikkyo -> Chikai » Siedziba klanu Senju » Drzewo informacyjne

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
zobacz ten link