Senti - 2013-06-10 23:31:34

     Impreza zwana Dniem Gorizu, który wypada co każde pięćdziesięciolecie od 13 roku naszej ery, była nad podziw prestiżowym wydarzeniem od wszech wieków, a organizatorzy postanowili zadbać by było tak i tym razem. Już z daleka da się zauważyć jak pomarańczowe proporce z godłem Klanu Nara, wysokie na piętnaście metrów, powiewają z łomotem na wietrze, niczym bandery korsarzy, starając się tym samym przekazać w jak najbardziej dobitny sposób - kto tu rządzi i kto rozdaje karty. Z daleka, prócz wcześniej wspomnianych flag, rzucały się w oczy namioty w mocno pstrych kolorach, od limonki po róż, tworząc swoistą barierę przed epileptykami i wszystkiemu innemu, co jasnych barw nie znosi. W zasadzie było to całe pole namiotowe, przypominające na myśl oblężenie wojsk samego Lorda. Te jednak, miast służyć domniemanemu wojsku, należało do cywilów, głównie bogaczy, dla których tak wspaniałe widowisko mogło  okazać się łatwym sposobem do zarobku, albowiem zakłady kto i w jaki sposób wygra - były jednym z elementów całej tradycji, jakkolwiek absurdalnie by to brzmiało i jakkolwiek mocno godziło w pierwotne założenia całej imprezy.
     Kiedy zbliżyło się bardziej i przedarło przez pierścień namiotów pośród których grzmiał gwar rozmów, często sprośnych i zwykle narzekających na całą organizację miejsca dla widowni, będącą - jak powiedział jeden z zainteresowanych - istnym chlewem, oraz wytrzymało się natężenie rozmaitych zapachów, różniących się tak mocno, jak kolory każdego z namiotów, wychodziło się na sporą polanę, okrytą płaszczem świeżo wykoszonej, zielonej trawy. Na środku polany stała niebywale obszerna ława, a za ławą zasiadała piątka ludzi. Wszyscy, co do jednego, posiadali czarne włosy, spięte w charakterystyczny dla Klanu Nara kuc i na tym kończyło się ich całe podobieństwo. Jako Rada własnego Klanu, nosili bogate stroje, kimona w abstrakcyjnych wzorach, wzbudzające mdłości przy dłuższym kontakcie wzrokowym. Na polanie, prócz ławy i rady, kręcili się także inni Ninja Cienia, będący obiecaną obstawą.
     Wszyscy uczestnicy Domku Gorizu musieli zebrać się przed wejściem znajdującym się przed pierścieniem namiotów, bo właśnie tam, czekał na nich przewodnik. Wysoki mężczyzna o prześmiewczym wyrazie twarzy, przypominającym świński ryjek.

Wszystkich eventowiczów upraszam o dostosowanie się do ostatniego akapitu!

pomocne wskazówki kosze świąteczne warszawa